Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one-shoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one-shoty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 czerwca 2016

10- Ewolucja uczucia ( Chitoku)

   Paring: Chitoku
  A/M: Nisekoi

             Dozwolone: od 12 lat

Chitoge obudziła się, gdy usłyszała budzik. Szybko wstała,ubrała się i uczesała. Stojąc przed lustrem ćwiczyła uśmiech. Miał być słodki i dziewczęcy, ciężko jej było jednak zachować go na dłużej po wczorajszej wiadomości.
- To już jutro..hm?- westchnęła, wymusiła uśmiech i powiedziała do lustra próbując przekonać samą siebie- Dzisiaj będzie wspaniały dzień na pewno...zrobię wszystko by był najlepszy- Z tą myślą zjadła szybko śniadanie i wyszła z domu. Już z daleka widziała, że ktoś stoi przed bramom, ale nie domyśliła się kto to może być. Dopóki go nie zobaczyła
- Raku co tu robisz?
- Co to za głupie pytanie? Czekam na ciebie. Zawsze to ty przychodzisz po mnie, więc pomyślałem, że dzisiaj to cie odprowadze. 
- To bardzo miłe z twojej strony- powiedziała uśmiechając się, pomimo tego, że na usta cisnęło się jej coś zupełnie innego
- Co to za odpowiedź idiotko, zapomniałaś, że nie mam wyjścia?- słysząc to Chitoge zagotowała, tak bardzo chciała się odgryźć, że musiała niemal ugryźć się w język bądź miła, jasne masz być miła powtarzała w myślach
- Masz racje, to było głupie pytanie, to co idziemy?

Co z nią dzisiaj nie tak? Dziwnie się zachowuje. W sumie to już dwa razy ją dziś obraziłem,a ona nic. Raku co jakiś czas zerkał na dziewczyne, cały czas zastanawiając się skąd wzięła sie ta jej łagodność. Ostatnio zachowywała się tak, kiedy zgubiła swoją wstążkę, ale teraz widzę, że to nie może być to bo ma ją na głowie. W dotatku jest wyjątkowo cicha
Ładną dziś mamy pogodę, prawda?
- Cooo? A no tak, ładną co to było za pytanie?Cholera co z nią? Hm...jest tylko jeden sposób,aby to sprawdzić- Chitoge wiesz co
- O co chodzi słońce? Słońce? Przecież nie ma nikogo w pobliżu, nie musimy udawać pary
- Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo okropnie, źle zawiązałaś kokardkę, a twoje włosy wyglądają jakbyś ich nie myła przez tydzień. W dodatku nie wyprasowałaś mundurka i..
- Cooooo? Heh chyba udało mi się ją wkurzyć. To teraz mi przyłoży i wszystko będzie po staremu Raku już przygotowywał się mentalnie na cios, który miał za chwile nadejść, kiedy usłyszał
- Ohhh naprawdę,tak myślisz hehe bądź miła, bądź miła. Rany...czemu ten głupi Kiełek Fasoli właśnie dzisiaj jest tak wyjątkowo wredny?!!!Cholera. Dobra opanuj się Chitoge
Co mamy pierwsze? Cooo? Na serio to zignorowała?! Teraz mam pewność, że coś się stało. Może powinienem ją po prostu zapytać? Nie..w życiu mi nie powieDotarli do szkoły w sam raz. Pani Kyoka przyszła po paru minutach i zaczęła lekcje. Przez całe zajęcia Chitoge nie odezwała się do niego ani słowem. Jednak, gdy co jakiś czas na nią zerkał, nie wyglądała na przygnębioną, czy reż chorą. Godzina wychowawcza strasznie mu się dłużyła, ponieważ cały czas zachodził w głowę o co może chodzić. Kiedy obraziłem ją ostatnim razem to w ogóle ze mną nie gadała, a jak już to była zła i wyzywała mnie od najgorszych. Teraz natomiast wydaje się być...sam nie wiem jakaś inna. Nim zdązył się zorientować zadzwonił dzwonek na przewe
- Kochanie co zaplanowałeś na dzisiaj? O co jej chodzi? Przecież nie przypominam sobie, żebyśmy się na dzisiaj umawiali- A jesteśmy na dzisiaj umówieni?
- Oczywiście, że tak, nie mów, że nie pamiętasz. Dzisiaj idziemy do Kosaki, przecież ma urodziny. Zastanawiałam się czy wymyśliłeś już co chcesz jej kupić. To znaczy mogę coś dla niej wybrać, ale w końcu znasz ją lepiej..więc
- Aaa urodziny Onodery no tak, przecież pamiętam, oczywiście,że pamiętam, po prostu nie wiedziałem, że o to ci chodzi Ahhh zapomniałem, jak to możliwe, przecież kocham Onodere, jak mogłem zapomnieć o jej urodzinach?!! Idiota ze mnie. Co by było gdyby Chitoge mi o tym nie przypomniała? Wole nawet nie myśleć
No więc? Co chcesz jej kupić? Co za głupek, zapomniał. Tak się do niej ślini i twierdzi, że mu na niej zależy, ale zapomniał o jej urodzinach?Co ja w ogóle w nim widze?
Eee nooo myśle, że...będzie lepiej jeśli jednak ty wybierzesz coś dla niej. W końcu jesteś dziewczyną gorylą, ale zawsze dziewczyną, a po za tym w końcu się przyjaźnicie. Aha to zanczy, że nie ma żanego pomysłu na prezent dla niej ekstra, więc wszystko na mojej głowie....chwila czy on właśnie nazwał mnie gorylą dziewczyną? Grrr...w normalnych okolicznościach już dawno by dostał..ale nie dzisiaj
Nie ma problemu. Właściwie to już nawet znalazłam dla niej idealny prezent
- Serio? Co to?
- Dowiedz się po szkole, kiedy pójdziesz  ze mną na zakupy
- Czemu mi nie powiesz?
- Bo jeszcze ktoś usłyszy i wtedy to już nie będzie niespodzianka. A gwarantuje ci, że jej się spodoba
- Skoro tak twierdzisz, no ale myśle, że jednak wsz gust się różni. To co podoba się tobie niekoniecznie musi odpowiadać jej
- Spodoba jej się, obiecuje – Raku postanowił mimo wszystko zaufać dziewczynie, zaraz potem odpłynął, jak to miał w zwyczaju. 
Ahh urodziny Onodery. To w sumie jej pierwsza impreza urodzinowa na którą zostałem zaproszony. Już nie mogę się doczekać, aby wręczyć jej mój prezent, oby Chotoge się postarała. Już niemal to widze: najpierw złożę jej życzenia, potem zaśpiewamy jej sto lat, wręczę jej prezent, a ona będzie zachwycona, potem zjemy tort i zagramy w jakieś gry. Ooo założe się, że ubierze coś w czym będzie wyglądać prześlicznie. Z resztą zawsze tak wygląda. Cholera niech te zajęcia się już skończąZajęcia skończyły się po poru godzinach. Raku i Chitoge wybrali się do centrum handlowego w którym dziewczyna upatrzyła prezent.
Rany...jaki on dzisiaj cichy. Odkąd mu przypomniałam o urodzinach Kosaki, całkowicie odpłynął. Ahhh...a tak chciałam, żeby to był wspaniały dzień. Inaczej go sobie wyobrażałam. Sama nie wiem co sobie myślałam...może, że spędzimy więcej czasu razem tylko we dwoje. Czy powinnam mu powiedzieć? Nie..nie sądze. W końcu co by to zmieniło? Zapewne nic Z rozmyślania wyrwa ją głos
- Chitoge, ej mówie coś do ciebie, co żeś się tak zawiesiła?
- Ja? I kto to mówi? Odkąd ci przypomniałam o imprezie urodzinowej nie odezwałeś się do mnie ani słowem, zupełnie odleciałeś, wiesz mógłbyś mi chociaż podziękować
- Nie zapomniałem!
- Jak tam sobie chcesz- wymruczała pod nosem, po czym oetchnęła- no to co chciałeś?
- Jak to co? Pokaż mi co wybrałaś. Gdzie w ogóle jest ten sklep?
- Na samej górze- wskazała palcem na najwyższe piętro w galerii
- W takim razie na co czekasz? Chodźmy
- Wiesz, że wcale nie musisz mnie pospieszać? Miałam zamiar zaproponować to samo- powiedziała opanowanym tonem
- A no ok
W końcu udało im się przepchać przez tłum. Mnóstwo ludzi robiło dzisiaj zakupy przez weekendem, więc dostanie się na najwyższe piętro trochę im zajęło, gdyż centrum miało aż 6 pieter. Blondynka poprowadziła ich do jubilera. Podeszła do gablotki i wskazała na piękny rubinowy naszyjnuk w kształcie serca. Sprzedawca zaraz jej go podał
- Powinna go panienka założyć- powiedział i uśmiechnął się do niej
- Tak pan sądzi?- odwzajemniła uśmiech. Podeszła do lusterka, bruten poszedł za nią.
- Mógłbyś?- zapytała podając mu wisiorek
- Ja? Znaczy...jasne Jezu czym się tak stresuje? Przecież to nie OnoderaPatrzył jak zahipnotyzowany, gdy odgarniała swoje piękne, długie włosy z karku. Zapięcie łańcuszka chwile mu zajęło, gdyż ręce mu się trzęsły,oczywieście wytłumaczył to tym, że po prostu nie ma wprawy. Kiedy jednak w końcu mu się udało, stanął za Chitoge i spojrzał na jej odbicie w lustrze. Naszyjnik pasował jej wręcz doskonale. Serce zaczęło mu szybciej bić Ona wygląda naprawdę uroczo
Pasuje ci on- wyrwało mu się zanim zdążył to powstrzymać. Został za to nagrodzony chyba  jednym z jej najpiękniejszych uśmiechów, a puls jeszcze mu przyspieszył
- Naprawde tak myślisz? Dziękuje, może sama kupie sobie podobny, tylko w innym kolorze- zaczęła zastanawiać się na głos. Ichijou odszedł od niej szybko, usilując uspokoić tętno Dlaczego tak się denerwuje? Ok muszę przyznać, że Chitoge wygląda w nim bardzo ładnie, ale co z tego? Przecież kocham Onodere, więc czemu, gdy czasem na nią patrze to dzieje się coś podobnego jak wtedy gdy patrze na Onodere? Po za tym skoro ta gorylica wygląda tak ładnie w tym naszyjniku to nie trudno jest mi sobie wyobrazić jak uroczo będzie wyglądał na solenizantce. Ale to muszę przyznać. Chitoge ma znacznie lepszy gust niż przypuszczałem.
To co wracamy?- nagle dotarł do niego jej głos z tak bliska, że aż się wzdrygnął. W ogóle się jej tu nie spodziewał. Myślał, że wciąż kupuje naszyjnik. 
- Tak, wracamy. O której się zaczynają te urodziny?
- O 16, więc akurat zdążymy wrócić do domu, przebrać się i wyjść. Więc?
- Więc co?
- No powiedz, co myślisz? Myślisz, że się jej spodoba? 
- Właściwie to jestem pewien, że tak
- Ciesze się- uśmiechnęła się pogodnie. 






                                                           
                                                       

Tak właśnie wygląda ten naszyjnik, jeśli jesteście ciekawi, jak myślicie pasowałby Onoderze, czy Chitoge ma jednak kiepski gust do biżuterii? ;)

Po jakiś 3 godzinach byli już u przyjaciółki. Wszyscy świetnie się bawili z wyjątkiem Chitoge. Zaproponowała by Raku dał Kosaki prezent za ich oboje i właśnie potwierdziły się jej przypuszczenia. Dziewczyna bardzo ucieszyła się z prezentu, a jeszcze bardziej z faktu kto jej go dał. Wiedziałam, że ona go kocha i co? Miałam racje, a to jest niezbity dowód
-
Ej Chitoge miałaś racje, Onodera jest zachwycona
- Oczywieście, że jest Idiota, każda dziewczyna byłaby zachwycona prezentem od ukochanego,nie ważne nawet co by to było. Tak jak ty podarowałeś mi tą okropną maskotkę, która wygląda jak goryl, a i taj ją kocham i o nią dbam, tak samo jak o tę wstążkę, którę podobno zaczęłam nosić z twojego powodu...głupi Kiełek Fasoli
-
Dziękuje Chotoge, nie taka zła udawana z ciebie dziewczyna jak na początku myślałem- patrzył jej prosto w oczy, a jego słowa były szczere. Tym bardziej ją to zabolało Udawana dziewczyna..he? Nie..nie wytrzymam- zaczęła odchodzić, ale ktoś złapał ją za rękę
- Ej dokąd idziesz? Za chwile zaczynamy zabawe
- Idę do toalety- powiedziała po czym wyrwała mu się. Wparowała do łazienki i podeszłą do lustra. Łzy ściekały jej po policzkach, niczym nie kończący się wodospad. Zaczęła się trząść, więc objęła się ramionami, aby chodź trochę dodać sobie otuchy On też ją kocha. Jego zachowanie to potwierdza. Prędzej czy później w końcu zorientują się, że czują do siebie to samo i zaczną się spotykać, naprawde.Bedą prawdziwą, a nie udawaną parą. Będą chodzić na prawdziwe randki, trzymać się za ręce, spędać razem czas. Będą się przytulać i całować..będą razem. Ale to tak bardzo boli. Nie przestając płakać zsunęła się po kaloryferze stojącym pod oknem i usiadła na podłodze. Podwinęła nogi pod grogę i oplotła ramionami. Zaczną się spotykać, a ja nie będę mu już więcej potrzebna. Założe się, że jego rodzina to zrozumie. W sumie to już od jakiegoś czasu wiem, że jeśli byśmy im to na spokojnie wyjaśnili to na pewno by zrozumieli i nie musielibyśmy więcej udawać, ale ja nie chciałam przestać, nie chciałam go stracić, ale jeśli już ma być z kimś kto nie jest mną to Kosaki jest najlepsza. Nigdy go nie zrani, ani nie zostawi. Zawsze będzie mógł na nią liczyć, ona zawsze będzie blisko. Jeśli tylko dzięki temu będzie szczęśliwy to niech tak będzie. Rozmyślając w ten sposób dotarło do niej to jak bardzo go kocha. Usłyszała pukanie do drzwi
- Chitoge wszystko w porządku?- to była Onodera
- Tak wszystko w porządku- usiłowała mówić normalnie- tylko rozmawiałam z mamą przez telefon, wiesz. Zaraz wychodzę
- W porządku, nie spiesz się, przyszłam bo się trochę martwiłam
- Nie ma czym, naprawdę. Za chwile do was wracam
- Dobrze czekamy na ciebie
Kosaki też jest taka miła i dobra. Zasługuje na szczęście. A razem na pewno będą szczęśliwi. Blondynka wyszła z łazienki i wróciła do przyjaciół. Zagrała z nimi w z jakieś dwie może trzy gry po czym usiadła przy stole tłumacząc się bólem głowy. Tak naprawdę obserwowała wszystkich. W głębi serca musiała przyznać, że ich polubiła nawet tego upierdliwego Shuu. Będzie mi was wszyskich brakować Kochani.

Kiedy urodziny się zakończyły „para” pożegnała się ze wszystkimi po czym opuściła dom przyjaciółki. Chitoge szła przodem wyprzedzając Raku o jakieś 2 metry. W końcu chłopak nie wytrzymałi zapytał
- Chitoge co się z tobą dzieje? Jesteś dzisiaj jakaś nieswoja, coś się stało? Powiedz mi, może będę mógł ci jakoś pomóc. Blondynka zatrzymała się i obróciła z jego strone z poważnym wyrazem twarzy
- W tej sytuacji nikt nie może mi pomóc- powiedziała uśmiechając się blado
- Jak to, o co chodzi?
- Raku rozmawiałam z mamą, wyjeżdżam do Ameryki
- Mówisz, że wyjeżdżasz, tak? No ale ferie zimowe się za niedługo zaczną. Myślałem, że ustaliliśmy, że spotkamy się przynajmniej z parę razy w czasie ich trwania, żeby podtrzymać „nasz związek”, no wiesz pary tak robią
- Ale Raku..
- Nie w porządku rozumiem. Potrzebujesz trochę odpoczynku od tego wiecznego udawania, mam rację? Skoro tak to nie mam nic przeciwko, myśle nawet, że dobrze nam to zrobi, taki odpoczynek od siebie i tej farsy. O tak ja napewno tego potrzebuje. No dobra no kiedy jedziesz?
- Jutro
- Już jutro? No to szybko, przecież przerwa świąteczna zaczyna się dopiero za tydzień. No ale ok, a kiedy wracasz
- No właśnie o to chodzi Raku, że już nie wracam- dopiero teraz podniosła głowę i spojrzała na niego. W jej oczach pojawiły się łzy. Szybko ztarła je dłonią
- Ale dobrze wiedzieć, że potrzenujesz odpoczynku od tej farsy haha wiesz ja też tego potrzebuje, więc chyba nie ma problemu- zerwała się z miejsca i zaczęła biec
- Zaczekaj Chitoge o czym ty mówisz? Ej mówie do ciebie zatrzymaj się. Złapał ją za rękę i obrócił w swoją strone. Dopiero teraz zauważył w jakim jest stanie, że płacze
- Hej..co miałaś na myśli mówiąc, że już nie wracasz?
- Dokładnie to co powiedziałam Idioto!
- O znowu mnie przezywasz to, dobrze nie?
- Pewnie, że tak, nie wiem po co w ogóle się powstrzymywałam przez cały dzień
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Sama nie wiem może chciałam, żeby ten dzień był udany, nic więcej. Ciągle się kłócimy, więc chciałam tego uniknąć przynajmniej dzisiaj,wiesz? Chciałam po prostu miło spędzić czas z moimi pierwszymi przyjaciółmi, czy to tak wiele?!
- Ale czemu właśnie dzisiaj? Co jest w tym dniu takiego szczególnego?
- Wciąż nie rozumiesz?! Jutro wyjeżdżam dociera to do ciebie?! Wyjażdżam i już nie wracam! To miało, być swego rodzaju pożegnanie, to dlatego chciałam, żeby było wyjątkowe, teraz rozumiesz?- wciąż szlochała
- Ale dlaczego wyjeżdżasz nie rozumiem..
- Bo muszę! Naprawdę myślisz, że robiłabym to gdybym miała inny wybór? Wynosić się z miejsca gdzie po raz pierwszy w życiu mam przyjaciół. Z miejsca w którym czuje się szczęśliwa Nie co to ma znaczyć? O czym ona w ogóle mówi, ja to wyjeżdża, dlaczego? Nie to niemożliwe..ale nie wygląda jakby żartowała, więc...cholera czemu tak się czuje?!
-
Wyjaśnij mi to wszystko na spokojnie, bo już nic nie rozumiem
- Mama zadzwoniła do mnie wczoraj, powiedziała, że mam wracać. Podobno znalazła mi rewelacyjną szkołę w Stanach o bardzo wysokim poziomie. Powiedziała też, że jeśli się tak przeprowadzę to będziemy spędzać razem więcej czasu, obiecała nawet mniej pracować. Nie podała dokładnego powodu, powiedziała tylko, że jej mnie brakuje i że chce mnie mieć znów przy sobie. Sama by się przeniosła do Japoni, ale biorąc pod uwagę charakter jej pracy jest to niemożliwe. Podobno ma teraz swoją własną siedzibę w USA w której będzie spędać więcej czasu. No więc tak to wygląda
- Wyjeżdżasz z samego rana?
- Nie wieczorem, a co?
- To dlaczego chciałaś pożegnać się z nami dzisiaj a nie jutro? Nie mówiąz już o tym, że nie powiedziałaś nikomu o swoich planach, nawet Tsygumi, więc nie można tego nazważ pożegnaniem.
- Jutro będę się żegnać z rodziną, no a że sam wiesz, że jest całkiem spora to zajmie mi no z jakieś pół dnia, zwłaszcza pożegnanie z Claudem, znasz go. A pozostały czas będę się pakować
Ona mówi poważnie, to nie żart, ona na serio wyjeżdża. Nie mogę uwierzyć w to,że nawet uczciwie się z nami nie pożegnała, że nie pożegnała się ze mną
-
Rozumiem, że musisz udawać, że jesteśmy parą i że tak napawdę to wcale mnie nie lubisz, ale zasłużyłem przynajmniej na to abyś się ze mną pożegnała, nie sądzisz? Ja zawsze byłem wobec ciebie uczciwy, więc dlaczego ty..
- Bo to zbyt trudne...pożegnanie z tobą, wiesz? Byłeś moim pierwszym chłopakiem, nawet jeśli tylko udawanym. To dzięki tobie zdobyłam tyle przyjaciół..ja polubiłam cie...troche i dlatego ciężko jest mi się z tobą pożegnać- powiedziała szczerze patrząc mu w oczy
- Chitoge ja...
- Przepraszam cie, ale spiesze się- powiedziała po czym zaczęła biec, nie zdążył powiedzieć nawet słowa, a jej już nie było.

Wrócił do domu i zamknął się w swoim pokoju. Nie chciał z nikim rozmawiać, ani nawet zjeść kolacji. Wyjeżdża, jutro już jej nie będzie. Wszystko wróci do normy, nie będę musiał więcej udawać jej chłopaka, to było takie uciążliwe, zwłaszcza przy Onoderze, więc dlaczego się tak czuje? Czuje taką pustkę. Hm...zastanówmy się jak będzie wyglądać moje życie bez niej? Po pierwsze będę singlem, więc nawet siostra Onodery nie będzie miała do mnie pretensji o to, że działam na dwa fronty. Skoro już zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i się przyjaźnić to łatwiej będzie mi się do niej zbliżyć. Trzeba też wziąć pod uwagę to, że moje wszystkie siniaki w magiczny sposób znikną. Nie będę zmuszony chodzić z nią na te głupie randki. Co prawda trochę już przywykłem, ale koniec z kłamstwami wreszcie! Przecież to same plusy, moje życie bez niej stanie się duuużo prostsze. Po prostu wyjedzie tak skąd przybyła, już nie wróci, a to znaczy, że już nigdy jej nie zobaczę...coo?? Nigdy więcej? Nie zobaczę jej uśmiechu, ani tego jak poprawie włosy lub wstążkę? Nie zobaczę jej więcej w szkole,siedzącej koło mnie...ani przychodzącej do mnie codziennie rano. W sumie to chyba jednak są jakieś plusy tego, że ją poznałem,nie? Zbliżyłem się do Onodery dlatego,że one zaczęły się ze sobą przyjaźnić, w innym wypadku nic by z tego nie wyszło. Zyskałem trochę pewności siebie i dowiedziałem się jak to jest mieć dziewczynę. Jak to jest trzymać jej delikatną dłoń i patrzeć w te niebieskie niczym ocean oczy, czuć zapach  jej szampomu do włosów. Nawet naszych kłótni będzie mi brakować, kiedy jej nie będzie. Nie..nie potrafie sobie tego nawet wyobrazić..nawet nie chce próbować..ja nie chce żeby odeszła...nie pozwole na to.
Przez długi czas rozmyślał nad tym w jaki sposób przekonać ją do tego by została, nie rozientował się nawet kiedy zasnął. Obudził się na swoim futonie. Nie był przykryty, w dodatku zorientował się, że miał na sobie wczorajsze ubranie
- Cholera chyba się spóźniłem do szkoły- zajrzałprzez okno i z zaskoczeniem stwierdził, że jest już ciemno,spojrzał na budzik, była 18:30
- Cooo? Już tak późno? Jak to możliwe,ż e przespałem cały dzień!? Chwila cały dzień? To znaczy, że...Chitoge- zerwał się szybko i wybiegł z domu. Podejżewał, że dziewczyna ma samolot na 19 lub coś w tym stylu. Pamiętał jak kiedyś mu mówiła, że najbardziej lubi nim podróżowac w nocy, tak aby na rano być w wyznaczonym   miejscu. Biegł ile sił z nogach. Nie zastanawiał się nad tym w jaki sposób ją zatrzyma. Wiedział jedynie, że musi to zrobić, nic innego nie miało znaczenia. Dobiegł do jej domu po jakiś 15 minutach, już z daleka widział, że brama jest otwarta. To znaczyło,że jej rzeczy prawpopodobnie zostały już spakowane do taksówki, ale ona powinna być w domu. Przebiegł przez ogród i zamaszyście otworzył drzwi wejściowe, już chciał wejść, ale z kimś się zderzył
- Auu uważaj jak..-powiedziała masując bolące miejsce
- Chitoge!- krzyknął i zanim zdążył pomyśleć co robi, przytulił się do niej, mocno oplatając ją ramionami, przyciągnął do siebie
- Dzięki bogu jesteś tu, jeszcze nie wyjechałaś
- Nie jeszcze nie, właśnie wychodzę, taksówka na mnie czeka, więc byłabym wdzięczna gdybyś... Ahhh kogo ja oszukuje? Wcale nie chce żeby mnie puszczał, ale muszę iść, więc...
- Raku
- Mhm?
- Puść mnie
- Jak to puść..aaa...przepraszam
- W porządku rozumiem, że to było pożegnanie, więc jeśli pozwolisz..
- Nie pozwole
-Co??
- Powiedziałem, że nie pozwole ci wyjechać
- O czym ty mówisz? Raku?- chłopak położył dłonie na jej ramionach i spojrzał jej głęboko w oczy
- Nigdzie nie jedziesz
- Ale...
- Żadnych ale,rozumiem  powody twojego wyjazdu...ale nie chce żebyś jechała
- Raku...
- Nie potrafie tego wyjaśnić, ani opisać słowami, wiem jedynie,że nie moge pozwolić ci wyjechać...po prostu nie mogę. Chitoge prawdą jest, że odkąd pojawiłaś nie w moim życiu to wywróciłaś je do góry nogami...ale nie potrafie sobie wyobrazić życia bez ciebie. Mimo, że ciągle się kłócimy i mnie bijesz to ja...nie chce cie stracić
- Raku...ale moja mama...
- Nie wierze w to, że twój nagły wyjazd to konieczność, a nawet jeśli to sam porozmawiam z panią Haną i przekonam ją do tego, żebyś została.
- Nie mogę..
- Oczywiście, że możesz, gwarantuje ci, że ją przekonam. Jeszcze wczorak mówiłaś, że chcesz zostać
- Bo to prawda,ale...
- Ale co Chitoge?
- Dlaczego chcesz żebym została?
- Co?
- Odpowiedz mi Raku, dlaczego? Przecież sam mówiłeś, że od kiedy się pojawiłam masz same problemy. Musisz okłamywać mnóstwo ludzi w tym swoich przyjaciół i rodzinę. Udawać chłopaka dziewczyny którą nienawidzisz..
- Kto ci tak powiedział?
- Ty sam
- To prawda, alr to było dawno temu na samym początku, ale z czasem to się zmieniło, prawdę mówiąc to nawet nie wiem kiedy, ale polubiłem się i zacząłeś się o ciebie martwić kiedy coś ci dolega i zawsze chce i staram ci się pomóc i zależy mi na tobie.
- Raku..
- Coś czuje...nie wiem co to jest, ale jest silne. Wystarczająco silne bym zarwał nockę i przespał cały dzień rozmyślając o tym
- O czym?
- O tym uczuciu, o tym co nas łączy..
- A co nas łączy Raku? Ty mi powiedz.
- Nie wiem, wiem jedynie, że to coś nie pozwoli mi pozwolić ci odejść. Chitoge ja coś czuje do ciebie...nie wiem kiedy to się zaczęło, ale jak by to powiedzieć....już od jakiegoś czasu nie patrze na ciebie tylko jak na utrapienie,ale także nie jak zwyczajną przyjaciółkę...w tym momencie nie powiem ci co to jest bo jeszcze sam tego nie wiem, wiem jedynie, że naprawdę nie mogę cię stracić Chitoge, dlatego proszę cie nie jedź, zostań przy mnie...zostań dla mnie- powiedział po czym znów ją przytulił. Trwali w tym uścisku przez dłuższy czas, jednak żaden z przechodniów nie nazwałby go przyjacielskim. W tym momencie Raku jeszcze nie potrafi powiedzieć Chitoge tego co czuje, ale od tego momentu z pewnością zacznie na nią patrzeć w inny sposób. W ten sposób udawany romans zaczął się przeistaczać w prawdziwą miłość.


Hej, to mój pierwszy one-shot z tym paringiem. Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Od niedawna zaczęłam oglądać to animei jakoś ta para spodobała mi się najbardziej. A Wy którą lubicie ? Dajcie znać czy chcielibyście jeszcze kiedyś coś o nich poczytać ;)
Pozdrawiam
- Lu-chan <3 3="" span="">

poniedziałek, 14 grudnia 2015

09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 2

                                                               Paring: Sasusaku
                                                               A/M: Naruto
                                                              Dozwolone: 16 lat
Uwagi: Hej, Kochani czy Wy też tak jak i ja nie możecie się doczekać zakończenia filerów? Manga już dawno została skończona, a oni ciągną anime w nieskończoność. Nie rozumieją, że w ten sposób tylko zniechęcają fanów. Do tej pory mogłam powiedzieć, że dosłownie obejrzałam każdy odcinek tego anime, wraz z ova i kinówkami. Teraz już nie mogę tego powiedzieć, gdyż nie mam zamiaru oglądać tych filerów. Po za tych chciałabym obejrzeć w końcu film „Boruto”, a nie zrobię tego dopóki nie obejrzę anime do końca. No cóż taką już mam zasadę.


Kobieta przygotowywała się powoli do swojej „randki”. Niepokoiło ją to, że jej córka wybiegła z domu bez słowa, na dodatek była rozgniewana, ale uspokajał ją fakt, że najprawdopodobniej poszła albo do koleżanki, albo na plac treningowy. Mimo to, źle jej było z tym, że się pokłóciły. Zawsze w takich sytuacjach, kiedy kłóciły się o osobę, której imienia nie można było wymieniać, Sakura stawała po jego stronie. Była zła na samą siebie z tego powodu, że go broni, ale nie potrafiła postępować inaczej. W końcu do jej ojciec. Sakura nigdy nie miała zamiaru nastawiać córki przeciwko niemu, właściwie to zawsze robiła wszystko, by do tego nie doszło, ale w tej kwestii poległa na całej linii, a owoce tego zbiera do dzisiejszego dnia. Dziecko powinno mieć szacunek do swoich rodziców- to złota zasada, którą miała wpajaną całe życie przez własnych rodziców, dlatego w ten sam sposób postępowała z Saradą.
Postanowiła trochę posprzątać przez przyjściem gościa. Ogólnie lubiła porządek i nigdy nie miała w domu bałaganu, ale pomyślała, że dobrze byłoby chociaż zetrzeć kurze z szafek. Zaczęła od kuchni: blaty, szafki i szuflady, potem stół i na końcu szafki w salonie, które stały przy kanapie. Wystrój mieszkania nie był jakoś specjalnie wyrafinowany,ale elegancki. Ściany w całym mieszkaniu były białe, pomimo pokoju Sarady, która wybrała pomarańczowy. Meble natomiast czarne. Właściwie to wystrój mieszkania był takim małym przypomnieniem tego, kto tu kiedyś mieszkał, albo wciąż mieszka, tak jakby. Zabrała się a odkurzanie fotografii i wtedy dostrzegła „jego” zdjęcie. Był na nim wraz ze swoją byłą drużyną, a może i obecną, Haruno tego nie wiedziała – w końcu ta cała Karin zawsze na niego leciała- przypomniała sobie. Szybko jednak wyrzucała tą myśl z głowy. Skoro ona postanowiła zapomnieć o przeszłości i pomyśleć o zbudowaniu nowej, lepszej przyszłości u boku innego faceta, to nie mogła mieć pretensji do swojego męża, o to,że także tak postępuje. Po ztarciu kurzu ze zdjęcia, wzięła do ręki inne zdjęcie. To zdecydowanie bardziej lubiła. To pierwsza fotografia, które jej była „drużyna 7” miała zrobioną. Byli wtedy tacy młodzi. Dopiero zaczynali prawdziwe życie, nie sądzili, że może być ono tak trudne, a czasami bolesne. Kiedy zobaczyła swoich przyjaciół. Naruto, Kakashiego i
- hm… Sasuke Uchiha- wyszeptała ze zrezygnowaniem. Przez całe dzieciństwo, a później wczesną dorosłość go kochała i to tak bardzo. Bez względu na to co mówił, czy robił ona nigdy się nie poddała. Zmarnowała na niego tyle uczucia, czasu i energii. Lat tęsknoty za kimś nieosiągalnym, lat których nikt jej już nie zwróci. Tylko i wyłącznie po to, żeby spełnić swoje największe marzenie, by  zostać jego żoną, urodzić mu dziecko i stracić go ponownie. Gdyby tylko za młodu zakochała się w kimś innym, tak wiele razy o tym rozmyślała. Co by było gdyby nigdy nie pokochała Uchihy? Gdyby zakochała się np. w Naruto? Wiedziała, że z nim byłaby naprawdę szczęśliwa, tym bardziej, że w przeszłości przyjaciel darzył ją pewnym uczuciem. - Wtedy jednak Hinata by cierpiała..ehh chyba jednak nie dało się tego załatwić tak,aby nikt nie ucierpiał. Nie dawało jej to jednak spokoju. Powinna była zdać sobie sprawę już na początku, że Sasuke nie jest zdolny to tego,aby otworzyć przed nią lub kimkolwiek innym swe serce. To,że nie kochał jej już przełknęła, nie było to łatwe, ale w końcu to do niej dotarło, lecz jednej rzeczy nie mogła mu wybaczyć, ani zrozumieć. Jak w ten sposób mógł traktować własne dziecko? Czym ona sobie na to zasłużyła? Nie umiała sobie odpowiedzieć na te pytania.W tym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Odniosła, więc szybko ściereczkę do kuchni, poprawiła włosy w drodze do drzwi, przejrzała się  lustrze wiszącym w holu i otworzyła. Był wieczór a, więc słońce już dawno schowało się za horyzontem. Było ciemno, ponieważ lampa przy ich domu wypaliła się, więc tak naprawdę trudno było cokolwiek zobaczyć. Jednak ona widziała doskonale. Pomimo takich warunków świetlnych nie było szans,aby go nie rozpoznała. Stał tam, jak jakiś duch z przeszłości,który przybył tylko po to, aby ją prześladować. Jego przenikliwe spojrzenie przewiercało się przez nią na wylot. A oczy miały barwę ciemniejszą od unoszącego się nad nimi nieba. Był ubrany w strój shinobi, a na ramiona zarzuconą granatową narzutę. Nie była w stanie wyksztusić z siebie słowa, stała jak wryta, gapiąc się na niego z niedowierzaniem. Zrozumiała jednak,że on nie ma zamiaru pierwszy się odezwać, dlatego też niepewnie spojrzała mu w oczy i wydukała
- Sa..sakuke-kun…co..co ty tu robisz?
- Ostatnio jak sprawdzałem to tu mieszkałem- bez odpowiedzi po prostu minął ją w drzwiach i wszedł do środka. Po chwili, kiedy szok minął podążyła za nim do salonu.
- Nie masz zamiaru odpowiedzieć?
- Przecież dobrze wiesz gdzie byłem, na misji, czemu więc chcesz żebym ci się tłumaczył?- zapytał tak jakby naprawdę nie miał zielonego pojęcie czemu ona się go czepia. To jedynie spotęgowało złość kobiety.
- Na misji, tak? Przez 6 lat?!
- O co ci chodzi? To nie ja ją sobie wybrałem. Podziękuj swojemu drogiemu przyjacielowi, to jego zasługa.
- Nie kłam- popatrzył na nią zaskoczony
- Sakura przecież ja nie…
- Powiedziałam nie kłam! Nie rób ze mnie idiotki, dobrze?! Naprawdę myślisz, że nie rozmawiałam z Naruto?! Jakoś nic mu nie wiadomo o żadnej misji, która miała trwać, więcej nić kilka miesięcy! Za kogo mnie uważasz?! Jak…jak w ogóle śmiesz tutaj przychodzić po tym wszystkim?!
- Mieszkam tu. O ile się nie pomyliłem to na drzwiach jest wyryty znak klanu Uchiha- próbował jakoś złagodzić jej nagły wybuch,dlatego też mówił spokojnym i opanowanym tonem, to jednak na nic się nie zdało.
- Tak, na drzwiach domu w którym nie było cie przez lata! Domu, który sama wyremontowałam! Domu za, który to ja opłacam rachunki! Który to ja sprzątam! Po prostu…wynoś się stad!
- Co? Wyrzucasz mnie?- spytał zaskoczony. Nigdy nie widział Sakury takiej poważnej. A już zwłaszcza nie zachowywała się tak w stosunku do niego. Nie poznawał jej. Nie widział jej jednak przez lata i wcale nie chciał się z nią kłócić.
- Sakura…pozwól, że wszystko Ci wyjaśnie, tylko pozwól mi się najpierw przebrać i…
- Chyba kpisz! Kazałam ci wyjść- wskazała palcem w stronę wyjścia
- Dobrze. Rozumiem,że to musi być dla ciebie trudne dlatego wyjdę, ale najpierw chociaż pozwól mi się zobaczyć z córką
Tego było już za wiele. Te wszystkie lata tęsknoty, smutku,bólu i gniewu teraz połączyły się w jedno wszechogarniające uczucie nad którym nie była w stanie zapanować.
- Teraz sobie o niej przypomniałeś?! A gdzie byłeś przez te wszystkie lata kiedy cie potrzebowała?! Kiedy trzeba było pomóc jej w opanowaniu sharingana lub innych technik?! Albo kiedy była chora i z powodu gorączki majaczyła. Wiesz co wtedy mówiła przez sen? Tato gdzie jesteś? Czemu mnie zostawiłeś? Wiesz jak trudno jest odpowiedzieć dziecku na takie pytania? Zwłaszcza kiedy samemu nie można na nie odpowiedzieć. Nie masz pojęcia. Ale nie chce się z tobą sprzeczać, bo to i tak nie ma sensu. Nie po tym wszystkim. Po tych słowach podeszła do niego i z poważnym wyrazem twarzy, patrząc mu prosto w oczy oznajmiła ze stoickim spokojem
- Sasuke, chcę rozwodu- nie dowierzając w to co usłyszał podniósł głowę z wymalowanym zaskoczeniem na twarzy. Tego się nie spodziewał. Owszem, podejrzewał, że może być zła, ale ta scena, która się teraz rozgrywała, między nimi. Miał wrażenie, że cokolwiek powie i tak to niczego nie zmieni. Sakura była pewna każdego wypowiadanego słowo, na dodatek była stanowcza. Czuł,że jego małżeństwo, jego życie rozsypuje się przed nim jak domek z kart, kiedy on mógł tylko tam stać i wysłuchiwać jej żalów i oskarżeń. Nie wiedział nawet co powiedzieć. Bo cokolwiek by to nie było, nie zmieni to jej nastawienia.
- Ale szczegóły omówimy później,dlatego, że za chwilę będę miała gościa. Nie mam zamiaru zabraniać ci kontaktować się z Saradą, jeśli tylko ona będzie tego chciała. Nie mam zamiaru jej do tego zmuszać. Jeżeli zależy ci na tym,  aby odzyskać córkę to radzę ci się postarać, ponieważ charakter odziedziczyła po tobie i nie umie łatwo wybaczać. Jednak wierzę w to, że jeżeli się postarasz to uda ci się naprawić z nią relację. Ona potrzebuje ojca, chociaż za nic się do tego nie przyzna. Jeśli jednak chodzi o nas to nie masz na co liczyć. Czekałam zbyt długo i już nie mam siły by robić to dalej. To bez sensu, widzisz jedyne czego pragnęłam to żebyś z czasem odwzajemnił moje uczucia, ale już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że to niemożliwe.Nie wiem czy to z powodu twojej przeszłości, ale chyba po prostu nie jesteś zdolny do miłości. Zostawienie żony to jedno, lecz porzucenie dziecka to drugie.
- Naprawdę myślisz, że tego chciałem? Przez ten cały czas być z dala od was? Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego jakie to było trudne.
- Cóż sądzę,że tobie było łatwiej nas zostawić, niż nam zaakceptować fakt, że cie nie ma- powiedziała smutnym głosem, a on poczuł to jak pchnięcie nożem prosto w serce.
- Sakura…ja
- Proszę cie idź już. Sarada za chwile wróci, a ja nie chcę, żeby pierwszą rzeczą jaką zobaczy była nasza kłótnia. Wasza przywitanie powinno wyglądać inaczej, a może powinnam powiedzieć poznanie. Widzisz Sarada cie nie pamięta. Ostatnim razem, kiedy tu byłeś miała 2 latka, była za mała, aby cie zapamiętać. Jeśli chcesz się z nią zobaczyć to podejdź pod szkołę o godz. 13:00, bo wtedy kończy lekcję, albo możesz przyjść trochę później tutaj do domu. Będziecie sami, więc będziecie mogli spokojnie porozmawiać. Ja wrócę z pracy dopiero wieczorem, więc nie musicie się spieszyć.
- W porządku, a kiedy my porozmawiamy?
- A o czym ty chcesz rozmawiać Sasuke? Myślę, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy- powiedziawszy to zrobiła dłuższą pauzę. A on miał chwile czasu na to, aby lepiej się jej przyjrzeć. Pomimo upływu lat wyglądała równie pięknie, jak na obrazie, który zachował w swojej pamięci. Jej porcelanowa cera była gładka, bez jakiejkolwiek skazy, a różowe kosmyki otulały jej drobną twarzyczkę ze wszystkich stron. To co się jednak zmieniło to były jej oczy. Nie wyglądała już na pogodną, pełną życia dziewczynę. W tych oczach kryło się wiele bólu i cierpienia, żalu i pretensji. To co jednak zaskoczyło go najbardziej było czymś czego nigdy by się nie spodziewał. W tych oczach nie było uczucia, którym obdarzyła go lata temu, które przez bardzo długi czas pielęgnowała pomimo popełnianych przez niego błędów i pogrążaniu się w ciemności. Nie było w nich miłości, z którą zawsze na niego patrzyła. I właśnie przez tą diametralną różnice, ona nie była już jego Sakurą. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego,że przestając mówić, kończy rozmowę i  daje mu szansę, aby wyjść.Ruszył, więc do korytarza. Przed otwarciem drzwi spojrzał na nią przez ramię. Z nadzieję, że dostrzeże coś, cokolwiek w jej oczach co da mu choć promyk nadziei na to,że kiedyś mu wybaczy, jednak jedyne co zobaczył to lodowate spojrzenie. Otworzył drzwi i miał miał wyjść kiedy w progu kogoś spotkał. Nie była to jednak nieznana mu postać.
- Sasuke a co ty tu robisz?
- Właśnie miałem spytać cie o to samo Kakashi
W tym momencie do holu weszła Haruno
- O Kakashi już jesteś, proszę wejdź- powiedziała lekko się uśmiechając. Uchiha spodziewał się właśnie takiego powitania z jej strony- tylko po co on tu przyszedł o tej porze?- zastanawiał się.
- Sakura, nie chce przeszkadzać
- Nie przeszkadzasz. Sasuke właśnie wychodzi- mężczyzna nic więcej nie powiedział. Narzucił na siebie narzutę i wyszedł w chłodną noc, pozostawiając w sersu Sakury dziwną pustkę.

poniedziałek, 26 października 2015

07-Nowy początek (Jerza) (6/7)

Po wejściu do gildii wszyscy przywitali Erzę z otwartymi ramionami. Mira przyniosła jej ulubiony torcik truskawkowy i przez jakiś czas rozmawiały. Jellal przyglądał jej się ukradkiem. Patrzył na to ja się śmieje z czegoś co powiedziała jej dziewczyna oraz jak delektuje się swoim ciastem.
- Ojj jak to zrobiłeś?- doszedł do niego czyjś ciekawski głos?
- Zrobiłem co?
- Jak to co. Jak udało ci się prawie pokonać Erzę? Stary byłeś świetny serio. Niewiele brakowało- powiedział Natsu z podziwem. Chłopak przyglądał mu się z taką intensywnością iż Jellalowi wydawało się,że za chwile go prześwietli na wylot i dowie się kim jest. Wiedział,że musiał coś powiedzieć by zaspokoić ciekawość chłopaka,ale nie miał pojęcia co. Nie mógł w tym momencie niczego wymyślić.
- Masz rację,niewiele-odezwała się Scarlet,która właśnie podeszła do ich stolika- prawdę mówiąc to myślałam,że już po mnie. Niebiesko włosy chłopak spojrzał na nią,kiedy ona rozmawiała z Natsu. Była ubrana w niebeską, letnią sukienkę na ramiączkach z dosyć głębokim dekoltem i niebeskie buty na koturnie. Jej włosy opadały kaskadami na jej ramiona i plecy. Grzywka zasłaniała jedno z pięknych brązowych pełnych życia oczu. Właściwie to wyglądała naprawdę wspaniale. Na pewno nie jak ktoś kto właśnie wyszedł ze szpitala. Była pełna energii i siły. Do tej pory nie miał okazji widzieć jej takiej. Zawsze chodziła w zbroi,która pomimo tego iż uwydatniała jej walory, zasłaniała połowę jej ciała.
- Właśnie miałem o to zapytać..gdzie twoja zbroja Erza?- zapytał Dragoneel przyglądając się przyjaciółce z dziwnym wyrazem twarzy. Jellal podejrzewał,że tak jak i on, chłopak też być może nie miał okazji widzieć dziewczyny tak ubranej już od dawna.
- Moja zbroja została zniszczona podczas walki z Minerwą, a moja druga zbroja zastępcza podczas walki z Junzo. Ehh…oddałam je do naprawy,ale do tej pory będę musiała ubierać się w ten sposób. A co aż tak źle wyglądam?
- Co? Nie wręcz przeciwnie,ale no wiesz to po prostu do ciebie nie pasuje,to nie twój styl.
- Tak..chyba masz rację. Lucy mi ją pożyczyła,więc…
- Czekaj..co? Lucy ci ją dała? To znaczy,że to jej sukienka? Nigdy jej  niej nie widziałem.
- Tak bo to jest jednak z sukienek,które nosiła jeszcze jako Lucy Hearfilia, no wiesz dziedziczka bogatej rodziny itd.
- A, więc to sukienka Lucy-pomyślał. To wszystko wyjaśnia. Erza nie miała w zwyczaju ubierać się w ten sposób, po za tym pomimo tego iż dziewczyny mają podobną figurę to ubranie było na Erzę zdecydowanie zbyt ciasne i krótkie.

Po jakiejś godzinie rozmowy Erza wyciągnęła go z pośród przyjaciół i zaciągnęła pod tablicę ze zleceniami.
- Co ty na to abyśmy wybrali się razem na jakieś zlecenie? Mamy podobne umiejętności i wydaje mi się,że stanowilibyśmy świetny zespół.
Perspektywa pójścia na misję z Erzą, tylko oni sami we dwoje była zbyt kusząca żeby odmówić.
- Pewnie. Masz coś konkretnego na myśli?
Dziewczyna przez chwile wpatrywała się w tablice, po czym odpięła jedną z kartek i podała mu do ręki.
- Myślę,że ta powinna być dobra.

Erza wybrała zlecenie,które polegało na ochronie broni magocznej. Większość z nich opirała się na żywiołach,więc była to nie byle jaka broń. Osoby posługujące się np.żywiołem wody jak Juvia mogłyby jeszcze dodatkowo zwiększyć swą moc, natomiast takie,które nie mają możliwości kontrolowania żywiołów zyskałyby taką szansę. Najczęściej były to miecze i tarcze. Właściciel magazynu obawiał się kradzieży broni,dlatego postanowił wynająć magów. Erza i Junzo siedzieli po 2 stronie przepaści. Zdążyli już rozłożyć namiot, a za chwile mieli zamiar zjeść coś na kolacje. Nieopodal miejsca w którym się znajdowali płynęła rzeka dlatego też Junzo złowił kilka ryb i przyniósł chrust. Dziewczyna wypatroszyła i przyrządziła ryby, a także rozpaliła ognisko. Musiała przyznać,że nie była najlepszą kucharką i w głębi duszy miala nadzieję,że chłopakowi posmakuje przyrządzony przez nią posiłek. W sumie to zależało jej na tym bardziej niż powinno. W trakcie jedzenia kolacji miała okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jego czarne włosy połyskiwały w świetle księżyca. W jego oczach natomiast odbijały się płomienie z ogniska, przez co nabrały jeszcze jaśniejszego kolory. Wyglądał jak kot na polowaniu, czujny,bystry i gotowy do walki w każdej chwili. Scarlet miała jednak serdecznie dość niezręcznej ciszy,która panowała, między nimi. Wśród całej wyprawy zamienili zaledwie parę zdań w pociągu. Na dodatek wszystkie dotyczyły pracy: planu ataku, wybierania najlepszego miejsca obserwacyjnego et cetera. Był bardzo zamyślony i wydawał się być myślami zupełnie indziej.
- Myślisz,że ktoś postanowi ukraść broń?
- Hm…? Aa myślę,że mogłaby się przydać paru osobom, które nie potafią dobrze posługiwać się mocą żywiołów. Słyszałem o pewnej grupce magów,który zrabowali już całkiem sporą ilość broni. Potem sprzedają ją na czrnym rynku i zarabiają na tym krocie.
- Powiedz mi o czym tak ciągle rozmyślasz…hm?
- Rozmyślam?
- Tak, wiem,że myślami jesteś zupełnie indziej. Powiedz mi czy coś się stało?- zapytała po czym zbliżyła się do niego. Chciała widzieć jego twarz,kiedy będzie odpowiadał. Była ciekawa tego czy uda jej się coś z niej wyczytać, no to,że kłamie, tak jak potrafiła to robić np. w przypadku Jellala. Odpędziła szybko myśli o okochanym chodź z nie małym trudem i cała swoją uwagę skupiła na chłopaku siedzącym przed nią. Wyglądał na zaskoczonego i zaniepokojonego. Najwyraźniej nie miał ochoty poruszać tego tematu. Ona natomiast nie przejęła się tym zbytnio. Musiała wiedzieć.
- Chodzi o mnie? Jeśli nie chciałeś iść ze mną wystarczyło powiedzieć- spojrzała mu prosto w oczy
- Dlaczego sądzisz,że nie chce z tobą pracować?- zapytał niby mimochodem, lecz Tytania dostrzegła,że był spięty.
- A nie mam racji? Słuchaj już nie jeden raz byłam na podobnego typu zleceniach i jeśli mam być szczera to nigdy nikt mnie tak nie ignorował- była zła, naprawdę zła, a nawet nie wiedziała czemu.-Czemu tak zabiegam o jego uwagę?
- Przecież wcale cie nie ignoruję Erza..ja…ja tylko…
- Co?- niemal warknęła
- Próbuje się skupić na naszym zadaniu. A twoja obecność skutecznie mi to uniemożliwia.
- Co..co masz przez to na myśli Junzo?- jeszcze bardziej się do niego zbliżyła. Jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się urywany i nierówny. U niego natomiast dostrzegła taką samą reakcję.
- Twoja bliskość-wydukał- proszę cię odsuń się Erza
- Dlaczego? Boisz się mnie?
- Nie…nie boję się tylko,że..
- Tylko,że co? Nie lubisz mnie?
- Haha- zaśmiał się bez wesołości w głosie- uwierz mi,że nie w tym tkwi problem.
- Powiedz mi co jest w tobie takiego..takiego znajomego…tajemniczego i przyciągającego?
- Erza…-zaczął,ale nigdy nie było dane jej dowiedzieć się co chciał powiedzieć,gdyż pochyliła się na tyle, by dosięgnąć ustami jego. Oddał pocałunek natychmiastowo co bardzo ją zaskoczyło. Nie spodziewała się tego. Raczej tego,że ją odepchnie i każe trzymać się jej z daleka. Nie zrobił tego jednak. Zamiast tego wplątał palce w jej włosy,a drugą rekę położył na jej talii w ten sposób jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. W tym pocałunku było coś zarówno łapczywego, jak i łagodnego. Zupełnie jak by czekał na to tak długo i  końcu się doczekał,ale równocześnie obawiał się tego,że zrobi coś nie tak i zrazi ją do siebie. Ona jednak nie miała teraz ochoty na zabawy w nieśmiałego. Wplotła Ręce w jego włosy i przyciągając go do siebie pogłębiła pocałunek. Sprawiła,że położył się na ziemi na plecach,a ona zawisła nad nim. Nagle usłyszała za sobą hałas. Oboje zerwali się na równe nogi natychmiastowo. Nie mogli złapać oddechu w powodu niedawnej bliskości dlatego trochę to zajęło zanim się do siebie odezwali. Erza przełknęła ślinę,bo nagle zaschło jej w ustach i powiedziała
- Ten hałas dobiega z magazynu, więc mamy odpowiedź.
- Tak,lepiej się pospieszmy. 

środa, 21 października 2015

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (3/13)

                                                             Paring: Nalu
                                                             A/M:Fairy Tail
                                                             Dozwolone: 16 lat

Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).



 Natsu usiadł w ostatnim stoliku w gildii, najdalszym od lady. Nie przywitał się z nikim,jak to miał w zwyczaju. Po prostu zajął stolik i oparł głowę na rękach. Happy usiadł na stole obok niego. Przez jakiś czas po prostu tak siedzieli, nie odzywając się do siebie. Zaniepokoiło to jednak Erzę i Mirę,które podeszły do nich.
- Hej chłopaki coś się stało?-zapytała Erza
Natsu nawet nie podniósł głowy ze stołu, a Happy tylko usiadł na blacie i westchnął
- Ej co wam się stało-tym razem zagadnęła Mira- a właśnie gdzie jest Lucy? Nie mieliście przypadkiem po nią iść?
- Lucy-wyszeptał Happy ze smutkiem
- Ruszcie się to nie jest zabawne! Coś się stało Lucy?
- Właśnie co z nią?
Chłopak podniósł głowę i ze zrezygnowanym wyrazem twarzy powiedział- Lucy dziś nie przyjdzie
- Dlaczego?
- Nie wie…ja…Happy i ja…-zawachał się po czym westchnął- nic, chyba po prostu nie jest dzisiaj w nastroju
- Gadajcie zaraz co jest zrobiliście- Erza uderzyła dłonią o blat, tak,że Happy się wzdrygnął,lecz Dragoneel pozostał niewzruszony.
- Przyznaj się Natsu co jej zrobiłeś?
- Ja? Nic jej nie zrobiłem!-widząc jednak oceniający wyraz twarzy przyjaciółki dodał z naciskiem- naprawdę! Ja i Happy przyszliśmy dzisiaj do niej z cukierkami i wtedy ona nie wiadomo dlaczego….-nie zdążył dokończyć, ponieważ blondynka w tym właśnie momencie weszła do gildii. Przyjaciółki spojrzały na nią z niepokojem spodziewając się złych wieści, bardzo więc zaskoczył je widok uśmiechu dziewczyny. Najbardziej jednak zaskoczony był chłopak. Patrzył na nią z niedowierzaniem. To nie była już ta sama Lucy, która z jakąś godzinę temu wyrzuciła ich z domu i nakrzyczała na nich. To była ta sama dziewczyna, którą poznał z którą wykonywał zlecenia, z którą się śmiał i przyjaźnił. Rzucił szybkie spojrzenie na Happiego i dostrzegł,że przyjaciel tak jak i on z początku był zdezorientowany, jednak po chwili jego twarz przybrała wyrazu ulgi. Różowo włosy zdążył obrócić głowę z powrotem w jej stronę,gdy stała obok.
- Cześć wszystkim-powiedziała radośnie- właściwie to zabójca smoków musiał przyznać,że chyba jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie,tak szczęśliwej.
- Cześć Lucy co słychać? Nie widziałam cie przez jakiś czas.
- W porządku-odpowiedziała i usiadł obok niego na ławce.
- No no właśnie widzę, co ma znaczyć ten uśmiech?
- A to nic takiego, po prostu mam nowego sąsiada w kamienicy i wydaję się być hmm….w porządku- chłopak zauważył jej zawachanie,lecz nie zareagował.
- Hm..nowy sąsiad, co? I co? Jaki on jest?
- W sumie to go nie znam ja…- w tej chwili, gdy spuściła na chwilę wzrok ich spojrzenia się skrzyżowały.
- Ja, chciałabym porozmawiać przez chwilę z Natsu, później do was przyjdę dobrze?
- Ok. to my będziemy przy ladzie- powiedziała Mira z uśmiechem po czym odeszły razem z czerwonowłosą. Zauważył kątem oka,że Happy zaczął się powoli wycofywać.
- Happy gdzie idziesz?-zapytała
- Lucy powiedziałam,że chcesz porozmawiać z Natsu
- Ahh tak, miałam na myśli was-powiedziała po czym uśmiechnęła się delikatnie- no wiecie, jesteście praktycznie jak jedna osoba- zrobiła poważną minę i popatrzyła na nich, najpierw na jednego, potem drugiego.
- Chciałam was przeprosić chłopaki, nie wiem co mnie dzisiaj napadło,że tak wybuchłam,ale naprawdę nie miałam na myśli tego co powiedziałam.
Natsu i Happy spojrzeli na nią zaskoczeni. Natsu nie spodziewał się przeprosin od dziewczyny. Właściwie to nigdy za nic go nie przepraszała,ani nie przyznawała się do błędu,nawet jeśli to on miał rację, a przynajmniej nigdy wprost. Nigdy nie potraił się na nią gniewać, a to na jak szczęśliwą wyglądała jeszcze chwilę temu bardzo mu to utrudniało- po za tym tak na serio to on wcale nie był na nią zły-uświadomił sobie.Było mu przykro owszem,ale nie gniewał się na przyjaciółkę, nie potrafił. Postanowił więc postarać się zapomnieć o całej sprawie,choć wiedział,że nie będzie to proste.
- Lucy- zawołał Happy radośnie po czym przytulił się do dziewczyny-Lucy myślałem,że już mnie nie lubisz…Natsu też tak myślał,że nie chcesz się już z nami przyjaźnić, bo w końcu powiedziałaś…
- Wiem co powiedziałam i właśnie a to was przepraszam. Nie myślę tak, oczywiście czasem mnie wkurzacie,ale i tak was uwielbiam-powiedziała z szerokim uśmiechem przytulając kotka mocniej do piersi.
- W porządku,więc co? Bierzemy jakieś nowe zlecenie? – zapytał chłopak uśmiechając się trochę na siłę. Zobaczył przez ułamek sekundy zaskoczenie na jej twarzy,ale zaraz po tym uśmiechnęła się promiennie, tak,że cała wydawała się promieniować. Jej oczy lśniły. radością. Widząc ją taką, jak teraz ani przez chwilę nie żałował decyzji o puszczeniu w niepamięć ich niedawnej sprzeczki, jak to zwykle miał w zwyczaju.
- Pewnie


piątek, 16 października 2015

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (2/13)

                                                                  Paring: Nalu
                                                                  A/M:Fairy Tail
                                                                  Dozwolone: 16 lat

Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).





Natsu szedł bardzo wolno przed siebie,sam nie wiedząc,gdzie prowadzą go nogi. Patrzył na swoje stopy i zarejestrował,że Happy już nie leciał obok niego, jak to miał w zwyczaju, zamiast tego szedł koło niego ze spuszczoną głową i smutną miną. Chłopak nigdy nie widział,żeby Happy kiedykolwiek był przygnębiony-no może z wyjątkiem sytuacji w którym kończyły im się rybki- a znał go od zawsze. Nie dziwił się temu jednak. On również nigdy na nikogo się nie gniewał, ani nie smucił. Pomimo tego,że w dzieciństwie nie miał łatwego życia. Teraz czuł się jakis taki dziwnie pusty od środka, jak gdyby stracił całą swoją wrodzoną radość-dziwne-pomyślał- to nie pierwszy raz,kiedy pokłócił się z Lucy, tak naprawdę to ciągle się o coś sprzeczali, ale nigdy wcześniej nie czuł się tak jak teraz.
- Natsu-powiedział cicho Happy spoglądając na niego- co się stało Lucy?
- Żebym ja to tylko wiedział- westchnął chłopak- spróbujmy sobie przypomnieć, co takiego zrobiliśmy,że mogła aż tak się wkurzyć.
- Aye-, już wiem Natsu, może to dlatego,że wykąpałeś się wczoraj w jej wannie?
- Hmm..nie sądze,zawsze to robię
- Aye,ale tym razem użyłeś jej szamponu i odżywki do włosów,oraz żelu po prysznic z napisem NIE DOTYKAĆ. Różowo włosy zamyślił się na chwilę,po czym odpowiedział
- Czyli nic nowego
- Aye, a może to dlatego,że przeczytałeś jej opowiadanie?
- Nie przeczytałem, nie zdążyłem, bo za szybko przyszła…ale zawsze to robię, to musi chodzić o coś innego
- A może Lucy nie lubi cukierków
- Mówiła przecież,że te- pokazał na jednego z nich- lubi najbardziej
- Tak,ale może przeszła na dietę, a my tylko przypomnieliśmy jej o tym,że nie może ich jeść
- Hm..możliwe
- W sumie to mogłaby trochę schudnąć, ciężko mi ją nieść
- Może masz rację-powiedział i udał uśmiech,aby trochę pocieszyć przyjaciela. Wątpił w to,czy tak dobrze mu to wyszło, nie miał nastroju. Po za tym zawsze dokuczał Lucy z powodu jej wagi,ale tak naprawdę, to wcale nie uważał,żeby byłu gruba. Właściwie to uważał,że ma bardzo dobrą figurę,krągłości tak gdzie powinny się znajdować. W ogóle, co prawda,nikomu,ani tym bardziej jej tego nie mówił,ale uważał,że przyjaciółka jest naprawdę bardzo ładna. Uwielbiał jej złociste włosy przypominające zboże w słońcu, jej brązowe oczy, wielkie i wyraźne, wesołe, czasem zapłakane, jakiekolwiek by nie były. To jak bardzo kochała swoje gwiezdne duchy, jak troszczyła się o przyjaciół, oraz jej uśmiech na który mógłby patrzeć godzinami, a i tak by mu się on nie znudził. Na początku chciał wrócić do domu i tam zaszyć się przynajmniej na jakiś czas, wciąż liczył na to,że blondynie przejdzie złość i wszystko będzie jak dawniej. Liczył na to,ale wiedział,że tak nie będzie.To co powiedziała,a raczej wykrzyczała dotknęło go na jakimś podstawowym poziomie.Zupełnie jakby powiedziała,że ich zlecenia, wspólnie spędzony czas nie miał dla niej żadnego znaczenia, mało tego, jakby żałowała tego wszystkiego. Sam nie zorientował się nawet,kiedy był pod gildią. Pomyślał,że może faktycznie spędzenie trochę czasu z przyjaciółki pomoże mu zapomnieć o tym co się stało. Bez słowa i dłuższego zastanawiania otworzył drzwi i wszedł do środka.

Lucy płakała przez tak długi czas,że miała wrażenie,że nabawi się odwodnienia. Wciąż miała drgawki,lecz łzy przestały płynąć. Położyła się na łóżku i podkuliła nogi pod siebie, po czym objęła je rękami. Cały czas odtwarzała w pamięci ostatnie wydarzenia. Jej ciało było skostniałe,ale jej myśli pędziły. Pisanie opowiadanie,rozmyślanie, pojawienie się Natsu, jej wybuch oraz jego odejście. Nie mogła nawet nazwać tego kłótnia, gdyż chłopak na nią nie nakrzyczał, właściwie to nic nie powiedział. Zaczęła prowadzić wewnętrzny monolog
- Co powinnam teraz zrobić? Pójść do gildii?
- I tak planowałaś tam iść.
- Ale co jeśli on tam będzie? Czy powinna go przeprosić?
- Przeprosiny na nic jej się nie zdadzą, nie w tej sytuacji.
- Być może przyjaciel zapomniał już o całym zajściu? W końcu od kiedy go znała nigdy nie chował urazy. Z nadzieją podeszła do lustra, a po stwierdzeniu,że nie wygląda tak źle jak się czuje wyszła z mieszkania. Zeszła szybko po schodach i zamaszystym ruchem otworzyła drzwi wejściowe. W tym właśnie momencie jakiś chłopak przechodził koło drzwi, został przez nie uderzony, po czym zatoczył się lekko do tyłu i przewrócił. Dziewczyna wyleciała szybko i podeszła do niego
- Przepraszam,nie zauważyłam…-zamilkła,gdy spojrzała na niego. Nie wyglądał na złego,ani tym bardziej rannego,właściwie to-co stwierdziła ze zdziwieniem-uśmiechał się  do niej szeroko.
- Nie szkodzi, rozumiem,że to w ten sposób wita się tutaj sąsiadów- otrzepał spodnie i bluzę,kiedy wstawał
- Sąsiadów?-powtórzyła zaskoczona
- Tak, jestem Katsumi i właśnie wprowadziłem się obok. Dziewczyna zawachała się zanim odpowiedziała. Patrzyła na niego niedowierzającym spojrzeniem-przynajmniej tak przypuszczała. Chłopak był wyższy od niej o jakąś głowę, ciemno brązowe, lekko sterczące włosy i brązowe, niemal czarne oczy,które spoglądały na nią z rozbawieniem. Jego uśmiech był idealny,a białe proste zęby świeciły,niczym śnieg w nocy,gdy spadnie na niego światło z latarni. Nic nie mogła poradzić na to,że patrzyła na niego-a lepszym określeniem było-gapiła się na niego oniemiała. Wyglądał zupełnie jak jakiś bohater z powieści romantycznej, był wręcz idealny, zupełnie jak książe. Kiedy Lucy udało się w końcu odzyskać mowę upomniała sobie w duchu.
- Jestem Lucy i sama mieszkam tu stosunkowo od niedawna. Mogę cię ostrzec przed najemcą. Zbliżyła Siudo niego trochę i sciszyła głos
- Jeśli nie zapłacisz czynszu,to ona znajdzie cie wszędzie,gdziekolwiek byś nie był
- Myślę,że z tym raczej nie powinienem mieć problemu
- Za to jest bardzo wyrozumiała i ogólnie da się z nią dogadać.
- Dzięki za radę Lucy.
Dziewczyna oblała się rumieńcem od sposobu w jaki na nią patrzył. Tak jak jeszcze żaden chłopak nigdy tego nie robił.
- Nie ma za co…to ja już pójdę-wydukała i odeszła szybkim krokiem.
- Do zobaczenia-zawołał za nią
Nie obróciła się jednak-co się ze mną dzieje?-zganiła samą siebie, Nigdy w życiu nie zdarzyła jej się podobna sytuacja,aby zapomniała języka w gębie przy jakimkolwiek chłopaku. Właściwie to w stosunkach damsko-męskich była dosyć śmiała, Zdawała sobie sprawę ze swojego wyglądu.Wiedziała,że podoba się facetom i bardzo często korzystała w tej wiedzy. Nie rozumiała swojego zachowania. Przez cały czas spędzała czas z przystojnymi chłopcami: Grey,Loki,Laxus i oczywiście Natsu. Jednak przy żadnym z nich nie zachowywała się tak. Owszem nie jeden raz rumieniła się przy smoczym zabójcy,ale zawsze z jakiegoś konkretnego powodu np.:gdy jej za coś dziękował lub ona jemu. Wcześniej nie zdażyło się to samoistnie.Odsunęła od siebie te myśli i postanowiła skupić się na jej prawdziwym problemie. Jak zareaguje Natsu,kiedy ją zobaczy? Czy opowiedział wszystkim o ich kłótni? Jeśli tak to po czyjej stronie stanie reszta ich przyjaciół? Nie musiała pytać,znała odpowiedź. To ona była winna i wiedziała o tym aż za dobrze.


sobota, 10 października 2015

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (1/13)

                                                        Paring: Nalu
                                                       A/M:Fairy Tail
                                                       Dozwolone: 16 lat

Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).


Był ładny, słoneczny dzień. Niebo nie miało nawet jednej skazy w postaci chmur. W Fairy Tail jak zawsze panował hałas. Gajeel występował na scenie ze swoją nową piosenką, którą napisał z myślą o Lily. Śpiewał o przyjaźni jaka ich łączyła, wspólnych treningach i walkach. Po za exceedem i Levy nikt inny  go nie słuchał. Erza rozmawiała z Mirą i jadła ciasto truskawkowe, a Natsu i Grey próbowali udowodnić sobie, który z nich jest silniejszy.
- Panie Greyu na pewno tym razem pokona pan pana Natsu. Juvia  w ciebie wierzy.
- Nie ma szans, Natsu ostatnio dużo trenował- powiedział Happy.
Podczas ich potyczki Natsu popchnął Greya tak mocno,że ten poleciał przez całą sale i wylądował na blacie-prosto na kawałku ciasta Erzy.
- Dranie- Scarlet wstała i z furia krzyknęła- czy wy naprawdę nie możecie zająć się czymś innym?!!! Na przykład weźcie jakieś zlecenie!!
- Nie możemy, Lucy znowu piszę te swoje opowiadania. Powiedziała,że będzie zajęta przez kilka dni i mamy jej nie przeszkadzać-powiedział Dragneel z naburmuszoną miną.
- Aye, nie pozwoliła nam nawet wejść do środka- potwierdził Happy
- Naprawdę, co ta Lucy z wami ma chłopaki. Co by to było,gdyby Lucy nie było.
- Jak to nie było?-zapytał różowo włosy
- No np. gdyby Lucy nigdy nie dołączyła do gildii, gdybyście jej nie poznali.Co wy byście bez niej zrobili?
Natsu zastanowił się nad tym przez chwilę. Nie potrafił sobie wyobrazić,że Lucy nie ma. Już od samego początku,gdy ją poznał stała się dla niego kimś bardzo ważnym. Tak naprawdę to ona i Happy liczyli się dla niego najbardziej. Oczywiście wszystkich członków FT traktował jak swoją rodzinę, dbał o ich bezpieczeństwo,ale z Lucy tworzył drużynę.Od momentu w którym się spotkali, tak naprawdę nie rozstawali się praktycznie nigdy. Natsu żadko wykonywał jakieś zlecenia bez dziewczyny, nie lubił tego. Jego zdaniem skoro są drużyną to powinni Zasze trzymać się razem.Pomimo tego,że nie zgadzają się w wielu kwestiach i bardzo często się kłócą to lubił spędzać z nią czas. Kiedy był dzieckiem jego najbliższą przyjaciółką była Lisanna,ale po tym jak została wciągnięta do Edolas, a Natsu myślał,że umarła, nie przyjaźnił się już tak bardzo z żadną inną dziewczyną do momentu poznania Lucy. Owszem lubił Erze, której trochę się bał, Mirę,która zawsze karmiła jego i Happiego, gdy nie mieli nic do jedzenia w domu i zdążyli już objeść Heartfilię, ale nigdy nie był z nimi jakoś specjalnie blisko. Właściwie to po „śmierci” Lisanny Dragoneel szczerze wątpił w to,że kiedyś jeszcze tak bardzo przywiążę się do jakiejś dziewczyny. Lucy jednak udało się zapełnić dziurę w jego sercu, a po powrocie Lisanny to się nie zmieniło. Po tych minionych latach nie dogadywali się z Lisanną tak jak kiedyś, właściwie to rzadko ze sobą rozmawiali. Po pojawieniu się w jego życiu blondyny, tak naprawdę on nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej.Bez wspólnych zleceń,przygód,kłótni,rozmów,żartowania i spędzania razem czasu.
- To nie możliwe-powiedział po chwili- to było przeznaczenie,aby Lucy dołączyła do Fairy Tail. To nie możliwe,żeby jej ni było. Bez Lucy to nie byłaby już ta sama gildia-powiedział z szerokim uśmiechem.
- Tak, masz rację, od przyłączenia się Lucy do gildii wiele się zmieniło, bez niej to nie byłoby to samo.
- Właśnie skoro o tym mowa to powinna już skończyć. Ile można pisać jakieś historie? Chodź Happy, zrobimy jej niespodziankę-powiedział z promiennym uśmiechem i wybiegł z gildii razem ze swoim latającym przyjacielem. Scarlet patrząca za nimi powiedziała
- Nawet Natsu się zmienił od pojawienia się Lucy
- To prawda-potwierdził Grey- nawet ten napaleniec trochę spoważniał. Kiedyś nic nie byłoby w stanie odciągnąć go od walki.
- A propo waszej walki odkupujesz mi ciasto
- Co? Dlaczego ja? To jego wina
- Bo to ty na nie wpadłeś, po za tym gdybyście wyszli na zewnątrz to nic takiego by się nie stało. No już płać
- Ehh…Erza…


Lucy właśnie kończyła pisać kolejny rozdział swojej książki. Po ostatnich przygodach dostała takiej weny,że w ogóle nie potrafiła się oderwać od pisania. Nie chciała by cokolwiek jej unknęło.Jej książka opowiadała przygody 5 przyjaciół. Głownie jednak skupiła się teraz na relacjach dwójki głównych bohaterów. Nari i Leli, dójce przyjaciół,którzy są magamii wspólnie podróżują. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego,że jej postaci z opowiadania są wzorowani na niej i jej przyjaciołach z FT, a już głownie Nari i Leli, którzy byłi zadziwiająco podobni do Natsu i niej,ale przynajmniej na tą historią miała kontrolę. Sama decydowała co i kiedy się stanie. Leli była skrycie zakochana z Neri, który zawsze ją chronił i troszczył się o nią, ale zdawał się nie zauważać uczuć dziewczyny. Był bardzo niedojrzały i dziecinny, a swoją przyjaciółką traktował bardziej jak siostrę. Lucy jednak postanowiła to zmienić. W jej twórczość Neri również zapała uczuciem do Leli, w przeciwieństwie do pierwowzorów oni będą razem.Westkchnęła i odłożyła pióro na biórko. Oparła się na krześle i zamknęła oczy. Już od dłuższego czsu wiedziała,że czuje do Natsu coś więcej,ale nie potrafiła mu tego powiedzieć, bo nie chciała ryzykować ty,że zniszczy ich przyjaźń. Po za tym wiedziała,że przyjaciel nie odwzajemnia jej uczuć i czułby się niezręcznie w jej towarzystwie, gdyby się dowiedział.Zdążyła już przywyknąć do myśli,że nie będę razem,ale to wciąż trochę bolało. Postanowiła jednak za wszelką ceną wyleczyć się z nieodwzajemnionej miłości, a książke pisała także w swego rodzaju terapii. Planowała przelać w nie wszystkie swoje uczucia do Natsu pod postacią Leli, a potem zamknąć ten temat i już nigdy do niego nie wracać. To także był powód dla którego zabroniła mu przychodzić do siebie przez kilka dni. Trudno byłoby jej się skupić z Natsu mówiącym coś ciągle koło jej ucha, a tym gorzej,gdyby, jak Toma w zwyczaju przeczytał tę historię. Chłopak może do najbystrzejszych nie należał,ale to było tak oczywiste, podobieństwa bohaterów, nie tylko imion,ale także charakterów, celów, marzeń, wspomnieć i przeszłości,że nawet on by się zorientował. Nagle usłyszała jakiś straszny hałas,który wyrwał ją z rozmyślań, to coś brzmiało jak by…ktoś pukał w szybę. Szybko otworzyła oczy i podbiegła do okna zaskoczona tym, co zobaczyła. Za oknem na parapecie stał Natsu z garścią czegoś małego, a Happy asekurował go trzymając z tylu za koszulkę. Na jednym oddechu otworzyła okno i krzyknęła
- Co wy wyrabiacie!!!
Natsu nie odpowiedział od razu. Zamiast tego wszedł do środka ostrożnie by nie wypuścić tego,co trzymał w rękach. Popatrzył na nią i uśmiechnął się promiennie
- Yoł Lucy. Przynieśliśmy ci cukierki. Te, które dostaliśmy w nagrodę za poprzednie zlecenie.Twoje ulubione -wyciągnął garść słodyczy w jej stronę, tak,że kilka spadło, więc Happy je pozbierał.Od jego uśmiechu jej serce zabiło mocniej, tak bardzo uwielbiała ten szeroki uśmiech przy którym robiły mu się takie słodkie dołeczki w policzkach. W tym jednak momencie oblała ją prawdziwa furia, tak bardzo znienawidziła tego uśmiechu z powodu swoich nieodwzajemnionych uczuć,że wybuchnęła, tak jak jeszcze nigdy.
- Nie chcę żadnych cukierków!!!- uderzyła w jego pieść swoją dłonią, tak,że słodycze rozsypały się w okół nich jak konfetti.
- Co wy sobie wyobrażacie wparowując do mojego mieszkania, jak gdyby nigdy nic!!! Mówiłam wam przecież,że jestem zajęta i prosiłam tyle razy żebyście dali mi święty spokój!! Czy do was naprawdę nic nie dociera!! Możecie w reszcie przestać zachowywać się jak dzieci,które robią zawsze to na co mają ochotę?!! Pora w końcu dorosnąć!!! Gdybym wiedziała,że tak to będzie wyglądać to nigdy nie zgodziłabym się być z wami w drużynie!!! Żaluję tego,że podjęłam wtedy taką decyzję!! Wynoście się stąd nie chce was widzieć, już!!!
Zapadła cisza, Nikt się nie ruszył z miejsca, nawet o krok. Lucy wyprowadzona z równowagi tym,że chłopak nie miał zamiaru jej posłuchać spojrzała na niego z furią w oczach,ale widząc wyraz jego twarzy jej spojrzenie momentalnie złagodniało.Jej serce ścisnęło się niebezpiecznie mocno i bardzo szybko pożałowała swoich słów. Jeszcze nigdy nie widziała Natsu w takiem stanie, jak teraz. Stał w lekkim rozkroku wpatrując się w swoją otwartą dłoń w której jeszcze chwile temu trzymał cukierki. Miał otwarte usta, żadem z jego mięśni nawet nie drgnął. Potem popatrzył na nią, prosto w jej oczy, a ona jak jeszcze nigdy w życiu miała ochotę przytulić go i przeprosić. Wiedziała,że przesadziła, nie miała wcale na myśli tego, co powiedziała. Nie potrafiła jednak wydobyć z siebie nawet jednego dźwięku. Po raz pierwszy widziała Natsu zranionego i tak bardzo ją bolało to,że to ona to spowodowała. Patrzył na nią z takim smutkiem i zawodem w oczach,że myślała iż za chwilę nie wytrzyma tego napięcia i upadnie, nie stało się tak jednak, była zbyt skamieniała, nawet aby upaść. Nie jeden raz kłóciła się z chłopakiem i krzyczała na niego,ale tym razem było inaczej. Ubrała uczucia w najgorsze słowa jakie tylko mogła. Widziała,że chciał jej coś powiedzieć,ale chyba po raz pierwszy od kiedy go znała nie był w stanie tego zrobić.Jej słowa tak bardzo do zaskoczyły i zraniły,że nie dziwiła by się gdyby już nigdy więcej nie chciał się do niej odezwać.po paru sekundach,które wydawały się jej ciągnąc wieczność, odwrócił się od niej na pięcie powoli bez słowa i skierował w stronę okna
- Chodź Happy, idziemy. Sam słyszałeś,że nie jesteśmy tu mile widziani.
Spojrzała w dół na Happiego,który z trudem powstrzymywał łzy. Patrzył na nią tymi swoimi wielkimi, czarmymi oczami z tak wielkim żalem
- Lucy-wyszeptał
- Happy-powtórzył Natsu zrezygnowany
- Aye
Chłopak nie czekał na przyjaciela tylko wyskoczył przez okno na zewnątrz. Happy wzniósł się w powietrze i bez słowa wyleciał za nim. W tej chwili nogi zrobiły jej się jak z waty i upadła na kolana. Łzy wodospadem ciekły po jej policzkach, wydając się nigdy nie mieć zamiaru przestać spływać. Zobaczyła,że koło kołdry spadającej z jej łóżka coś się świeci. Przyczołgała się bliżej i wzięła do ręki jeden z cukierków,które leżały teraz w całym jej salonie i przycisnęła go mocno do piersi
- Natsu, Happy przepraszam- po tym słowach zaczęła szlochać jeszcze bardziej. Oparła głowę na łóżku i przypomniała sobie nie jasno,że ostatnim razem tak płakała,gdy przeczytała list od swojego ojca, z którego dowiedziała się,iż jej ojciec pomimo swojego zachowania zawsze ją kochał, a ostatnie słowa jakie do niego powiedziała były okropne i krzywdzące, tak samo wtedy ojca tak teraz skrzywdziła Natsu. Objęła się mocniej ramionami i zaczęła się trząść z powodu konwulsji, jakie spowodował jej płacz. Zdawała sobie sprawę z tego,że całkowicie zniszczyła więzi,które łączyły ją z nimi.oraz to,że już nigdy nic nie będzie takie samo.

wtorek, 6 października 2015

07-Nowy początek (Jerza) (4/7)

Plac treningowy okazał się być dużym miejscem niedaleko od gildii. Był to prostokąt z betonu, coś na kształt boiska. Wyglądało to tak jakby znajdował się w środku lasu,ponieważ drzewa otaczały go z każdej strony. Całe Fairy tail stanęło na około i czekało na walkę, która miała za chwile się rozpocząć.
- Gotowy?- zapytała Erza,gdy kiwnął głową użyła podmiany, by zmienić zbroję. Jak na razie ubrała prostą zbroję składającą się z długich spodni i bandaża oplatającego jej klatkę piersiową, włosy związała w kucyk, a w ręce trzymała miecz. Jellal zdjął płaszcz,który miał na sobie uważając,by ni zrzucić przy okazji peruki.którą był zmuszony ubrać,gdyż jego niebieskie włosy za bardzo rzucały się w oczy.
- W takim razie zaczynajmy-powiedziała i ruszyła na niego. Była bardzo szybka i zwinna. Często walczyli w zwarciu Kiedy jednak Erza zaczęła walczyć na poważnie i użyła zbroi niebiańskiego koła Jallal także zaczął korzystać ze swojej magii. Najczęściej była to magia żywiołów, nie aż tak potężna, dzięki której udawało mu się odpierać ataki. Mógł jej używać do woli, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Tak naprawdę to przez większość czasu był w defensywie. Nie miał najmniejszej ochoty na walkę z dziewczyną, a ona najwyraźniej to wyczuła, bo zaczęła bardziej na niego nacierać, nie dając mu wyboru, przez co musiał zacząć używać potężniejszej magii, by móc nadal odpierać jej ataki.
- Jeśli nie będziesz dawał z siebie wszystkiego to przegrasz- ostrzegła go Scarlet i po raz kolejny zaatakowała. Tym razem jednak był to dużo potężniejszy cios od poprzednich, gdyż zupełnie nie przygotowany na to chłopak poleciał parę metrów do tyłu. Wiedział,że musi zacząć walczyć na poważnie, jeśli nie chce wylądować na deskach w ciągu kilku najbliższych sekund. Po użyciu magii magii Załamania otchłani udało mu się sprowadzić ją do defensywy na jakiś czas.

Erza po raz pierwszy od dawna musiała walczyć na całość podczas zwykłego sparingu. Musiała przyznać,że Junzo był naprawdę silny. Sposób jego walki kogoś jej przypominał,ale nie mogła przypomnieć sobie kogo, z resztą i tak  nie miała na to czasu, bo cały czas musiała odpierać jego ataki. Odnosiła dziwne wrażenie jakby już kiedyś z nim walczyła,ale szybko odpędziła tę myśl, gdyż wiedziała,że to nie jest możliwe. Jej uszu dobiegły niezadowolonego Natsu, który cały czas darł się
- Erza co to ma być? Jak tak dalej pójdzie to przegrasz!!
- Natsu Junzo musi być naprawdę silny skoro Erza ma z nim takie problemy- wtrąciła się Lucy
- Albo po prostu wyszła z wprawy- skwitował chłopak
Tytania starała się skupić na walce na tyle, by nie słyszeć ich głosów. Musiała się w pełni skoncentrować na swoim przeciwniku, bo inaczej przegra, dobrze o tym wiedziała. Jednak Junzo nie dawał na wygraną użył magii ciała niebieskiego i powalił ją na ziemię. Usiadł na niej okrakiem całkowicie przygniatając ją do ziemi swoim ciałem,przytrzymał jej ręce nad jej głową. Czuła się bezsilna, szarpała się i próbowała wyrwać,ale nic z tego. W oddali słyszała dźwięki zaskoczenia i niedowierzania
- Erza na deskach? To..to niemożliwe- powiedziała Lucy
- Niemożliwe, a jednak. Wstawał Erza!!-wrzeszczał Natsu- nie możesz przegrać z nowicjuszem!!! Wstawaj!!!
- Nowicjuszem-pomyślała Erza- to on zdecydowanie nie jest. Zaczęła się zastanawiać nad tym jak duże doświadczenie w walce musiał mieć ten tajemniczy chłopak, który pojawił się znikąd. Przestała się szarpać uznając swoją przegraną i spojrzała mu w oczy. Miały miodowy kolor, miała wrażenie,że już na pewno je kiedyś widziała. Kiedy tak zaczęła się w nie wpatrywać,miała wrażenie,że w nich tonie. Chłopak też się jej przyglądał, a ona poczuła,że jej serce zaczęło szybko walić. Przez twarz Junzo przeszło kilka emocji, mogła je czytać jak z otwartej książki.Najpierw zaskoczenie,potem troska, a na końcu zmieszanie. Przy tej ostatniej jego mięśnie się rozluźniły,a uścisk osłabł. Ezra wykorzystała chwilę nieuwagi chłopaka, sięgnęła po miesz i tym razem to ona przygniotła go własnym ciałem, siadając na nim okrakiem i przyciskając miecz do jego gardła. Znów na niego spojrzała i zobaczyła wyraz całkowitego zaskoczenia, potem przeszło w rozbawienie, a iskierki radości błysnęły w jego pięknych oczach na końcu jednak dostrzegła w nich dumę, albo jej się wydawało.
- Wygrałaś-powiedział z uśmiechem, lekko się śmiejąc- chciałbym ci pogratulować.
- Śmiało-odpowiedziała tym samym. Zauważyła,że jest jeszcze bardziej rozbawiony, oraz dostrzegła,że trochę się zarumienił. Przez chwilę nie rozumiała dlaczego
- A czy mógłbym najpierw wstać?-powiedział z rozbawieniem
Dopiero teraz uświadomiła sobie z pełną mocą,że cały czas siedziała na nim okrakiem, na dodatek bandaż przytrzymujący jej piersi został lekko sfatygowany podczas walki,przez co jednak z piersi zaczęła trochę wystawać. Gdy się zorientowała, wstała szybko cała czerwona i zażenowana
- Przepraszam- wypaliła
- Nic nie szkodzi- Junzo wstał wolno z ziemi po czym wyciągnął do niej rękę,kiedy ją przyjęła spojrzała mu w oczy uświadamiając sobie,że przez cały ten czas ją obserwował, przez co jej twarz nabrała koloru jej włosów. Gdy ich dłonie się zetknęły przeszedł ją dziwny,ale przyjemny dreszcz.
- Gratuluję Erzo Scarlet- powiedział z promiennym uśmiechem. Wymówił jej nazwisko z dziwnym naciskiem,jakby w ten sposób chciał jej coś przekazać, albo tylko jej się tak wydawało. Cała reszta szybko do nich podbiegła.
- Wow!! To dopiero była walka!!!–wrzeszczał Natsu- teraz musisz zmierzyć się ze mną, zobaczysz tym razem cie pokonam!!
- Wygrałaś Erza- krzyknęła Lucy
- Tak-powiedziała Tytania cicho, bardziej do siebie niż w odpowiedzi. Wiedziała bowiem,że gdyby nie chwilowa nieuwaga chłopaka, na pewno by przegrała. Nagle zaczęło zawracać się jej w głowie, ziemia zaczęła się zbliżać niebezpiecznie szybko, a ciemność zaczynała ją otaczać. Głosy w około słyszała, tak jakby dobiegały z bardzo daleka. Poczuła,że upada,a potem,że czyjeś silne ramiona ją łapią, tym samym ratując przez upadkiem. Ostatnie co zobaczyła to te piękne miodowe oczy,a jej ostatnią myślą było,że te oczy wyglądają na pełne sekretów, zanim nie pochłonął ją mrok. 

poniedziałek, 5 października 2015

07- Nowy początek (Jerza) (3/7)


Jellalowi nie było łarwo udawać kogoś innego. Jego prawdziwą tożsamość znał jedynie mistrz, reszta nie była wtajemniczona.Nie chciał robić Fairy Tail kłopotów,ale po tym co mogło stać się Erzie, on po prostu nie mógł jej zostawić,a to był najlepszy pomysł na jaki udało mu się wpaść. Starał się udawać, że pochodzi z bardzo odległego miasta i dlatego próbował mówić z akcentem.Wiedział,że dzięki temu było większe prawdopodobieństwo,że choć trochę zmieni się brzmienie jego głosu, a Scarlet nie odkryje kim naprawde jest. Dziwnie było po raz kolejny jej się przedstawiać.W momencie, gdy usłyszał jej nazwisko, przed oczami mignęła mu scena z przeszłośći.Kiedy byli dziećmi i zostali zmuszeni do pracowania w wieży R. Od samego początku zwrócił na nią uwagę.Na to jak troszczyła się o swoich przyjaciół, to jak była silna i odważna. Pewnego razu zdobył się na odwagę, by do niej podejść i się przedstawić.Gdy ją poznał nie miała nazwiska, a przynajmniej go nie znała, dlatego też to właśnie on jej go nadał, biorąc pod uwagę kolor jej włosów. Już wtedy wiedział,że tego koloru nigdy nie zapomni, a także nigdy nie będzie w stanie zapomnieć tej dziewczyny. Od tego momentu zaczęli się trzymać razem. Z nich wszystkich to właśnie on był najstarszy, więc przejął dowodzenie. Jako dziecko był pełen nadziej na to,że kiedyś zostaną uwolnieni, a potem Zeref go opętał i…
Z rozmyślania wyrwał go głos Tytani.
- Junzo, chcę się przedstawić reszcie- powiedziała dziewczyna i nakazała gestem,by poszedł za nią.
- Przyjaciele- zwróciła się do wszystkich- chciałam wam przedstawić nowego członka gildii, Junzo Ferro. W tym momencie wszystkie oczy w pomieszczeniu zwróciły się w jego stronę.Nie czuł się dobrze z tym,że wszystkich oszukuje, a już zwłaszcza po tym jak pozwolili mu na zawodach wcielić się w jednego z nich. Pierwszy podszedł go niego Natsu, a zaraz za nim Grey i Lucy.
- Joł jestem Natsu Dragoneel, inaczej najsilniejszy członek gildii, na pewno już o mnie słyszałeś-powiedział z szerokim uśmiechem.
- Tak najsilniejszy, gdy tylko nie dostaje batów od Erzy, Laxusa, czy mnie- skwitował Brunet- Jestem Grey
- Coś ty powiedział gołodupcu?
- To co słyszałeś idioto
Tak niewiele brakowało, a ich kolejna walka by się zaczęła, ale Erza spiorunowała ich wzrokiem i co zaskoczyło Jellal, to o dziwo podziałało.
. Obok niego stała blondynka,którą Jellal również znał.
- A ja jestem Lucy- powiedziała z promiennym uśmiechem- miło mi cie poznać
- Jestem Junzo, mnie was również-odpowiedział trochę niepewnym głosem.Aż na dobrze wiedział co się stanie, gdy dowiedzą się kim jest naprawdę. W tej chwili poczuł,że czyjaś ręka spoczywa na jego ramieniu, a po chwili usłyszał głos Erzy, która szeptała mu do ucha- Wiem,że na początku mogą wydawać się trochę dziwni, też tak myślałam, gdy dołączyłam do gildii, ale przywykniesz-powiedziała z uśmiechem- bo to właśnie Fairy Tail- powiedziała już głośniej.
- Oj Erza może przestaniesz flirtować z nowym, bo chętnie się z nim zmierze-powiedział Natsu po cym podszedł bliżej- co powiesz na mały sparing?
- A tak w ogóle to jaką magią się posługujesz?-wtrąciła Lucy
- Magią Gwiazd-odpowiedział po prostu, kiedy jednak wszyscy na niego spojrzeli zdał sobie sprawę ze swojej gafy,ale było już na późno.
- Magią Gwiad-powtórzyła Erza- hm…znam tylko jedną osobą,która posługuje się tą magią, jest ona bardzo rzadka. Wiedział,że musi się opznować i coś wymyślić dlatego odpowiedział poważnie
- Może w tych stronach faktycznie, ale tam skąd pochodzę co 2 osoba posługuje się tą magią.
- To bardzo silna magia- kontynuowała Erza- sama chciałabym się z tobą zmierzyć, jeśli nie masz nic przeciwko
- Ja…- zaczął Jellal,ale przekrzyczał go inny głos dużo donośniejszy
- Tak. Hehe przekonamy się czy po małej przerwie Erza nie wyszła z wprawy-rzycił jej wyzwanie Natsu- ja będę walczył ze zwycięzcą- dodał z szerokim uśmiechem.
- O rany Natsu, czy ty nigdy się nie nauczysz?- zapytała po części znudzonym, a po części zirytowanym głosem Lucy.
Jellalowi wcale nie podobał się pomysł walki z Erzą. W takiej sytuacji bardzo łatwo było o odkrycie kim jest naprawdę, po za tym perspektywa ponownej walka z dziewczyną wcale mu się nie podobał. Pamiętał gdy walczył z nią poprzednio, co prawda nie był w tedy w pełni sobą, ale i tak nie mógł wybaczyć sobie tego,że gdyby nie Natsu to Jellal by ją zabił. Wiedział jednak,że ni uniknie tej walki, co najwyżej odwlecze ją w czasie. Wtedy przez hałas panujący w gildii przebił się głos mistrza.
- Junzo nie musić walczyć jeśli nie chcesz- w tym momencie Jellal podjął decyzje
- Będę walczył, chce się przekonać na jakim jestem poziomie w stosunku do reszty członków- po zobaczeniu zadowolonego spojrzeniu Erza, wiedział,że podjął dobrą decyzję. Dawno z nią nie walczył, więc zastanawiał się nad tym jak bardzo się polepszyła od tamtego czasu. Nie wiedział, czy powinien iść na całość, cy trochę się wstrzymać,ale zadecydował,że podejmie decyzję w czasie walki, zależnie od tego jak będzie wyglądała sytuacja. Wtem dodarły do niego głosy aprobaty wszystkich osób będących w budynku.
- No,no to może być ciekawe- powiedział Laxus,który właśnie podszedł bliżej.I nim się obejrzał wszyscy zaczęli wychodzić z gildii, zostali tylko on i Erza.
- To co jesteś gotowy?-zapytała
- Tak-odpowiedział krótko i ruszył za nią na plac treningowy, jak się domyślał. 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Apel do czytelników

Hej :), ostatnio mam fazę na czytanie innym blogów z opowiadaniami z anime, a ogólnie biorąc pod uwagę fakt,że jak na razie jeszcze mam wakacje to mam zamiar się na nim skupić i trochę go ulepszyć. Jak mi to wyjdzie, jeszcze nie wiem ;), ale mam nadzieję,że będzie to wyglądać jakoś w miarę ;). Po pierwsze pomyślałam,że po za dłuższymi opowiadaniami,które zamieszczałam do tej pory będę takze dodawać one-shoty , oraz opowiadania podzielone na rozdziały. Dzięki temu nie będą one aż tak długie i będę mogła dodawać ich więcej oraz częściej. Chciałam także przypomnieć,że jeżeli macie jakiś pomysł o jakim paringu chcielibyście poczytać to proszę dawajcie mi znać w komentarzach. Krótko mówiąc przyjmuję wszystkie zamówienia. Jeśli chodzi o styl i wygląd bloga to też mam zamiar trochę pozmieniać, mam nadzieję,że Wam się spodoba i pozdrawiam ;*.