Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

12- To mnie kochasz (Chitoku, Kosaku) (3/?)


Dziewczyna obudziła się rano stosunkowo wcześnie, nawet zanim zadzwonił budzik. Przeciągnęła się leniwie. Czuła się wypoczęta i wyspana
- Nie ma to jak być w domu- powiedziała do siebie, po czym powoli wstała i podeszła do szafy. Wyjęła w niej swój mundurek, po czym założyła go. Podeszła do lustra i zawiązała tym razem swoją ulubioną czerwoną wstążkę. Przyglądnęła się swojemu odpiciu i uśmiechnęła do siebie
- Dzisiaj będzie dobry dzień. Po długiej rozłące spotkam przyjaciół. Nie mogę się już doczekać kiedy zobaczę Kosaki-chan i Ruri-chan. Nie miała do Onodery żadnych pretensji, wiedziała, że to za pewne wina chłopaka. To on wiecznie gdzieś ją zapraszał, a szatynka była zbyt miła, aby odmówić. Kirisaki wzięła z podłogi plecak i wyszła z pokoju.
Specjalnie przyszła wcześniej, aby zdążyć przywitać się ze wszystkimi zanim zaczną się zajęcia. Usiadła w swojej ławce i rozglądnęła się po pomieszczeniu. Hm...dziwne. Jeszcze nikogo nie ma? Jedynie kilku chłopców z jej klasy uśmiechało się do niej, była w dobrym nastroju, więc odwzajemniła uśmiech, zanim obróciła się w stronę tablicy. Za sobą usłyszała
- Ej! Widziałeś to?! Uśmiechnęła się do mnie
- Co ty gadasz! Ten uśmiech był przeznaczony dla mnie!
- A właśnie, że dla mnie
- Ohh jaka ona piękna- westchnęli wszyscy na raz. Dziewczyna jednak nie za bardzo skupiała się na ich obecności. Zamiast tego wróciła myślami do swojego pobytu za granicą. Kochała Stany Zjednoczone. Wszystko było takie wielkie i piękne. Drapacze chmur, ekskluzywne butiki z ubraniami sprowadzanymi z całego świata, w tym Mediolanu i Francji, wiele restauracji i kawiarni, 5-gwiazdkowe hotele, a pomimo tego, że kraj jest nowoczesny to znalazło się i miejsce dla ogromnej ilości zieleni zwanej inaczej Central Parkiem, gdyż dziewczyna zatrzymała się w Nowym Yorku. Jej hotel mieścił się na Times Squere, jej ukochanej ulicy. Gdzie wszędzie są porozwieszane kolorowe, migające bilboardy, które prezentują się jeszcze lepiej w nocy, gdyż tak to co mówią jest prawdą- to miasto nigdy nie śpi. Po dniach zdjęciowych w towarzystwie Keia, fotografów i scenarzystów dość często udawała się do różnego rodzaju lokali tj. kluby, puby, była również na kilku koncertach najpopularniejszych wokalistów, którzy nie śpiewali Enki* jak ten głupi Kiełek Fasoli. Po za tym przez cały pobyt w Ameryce naprawdę udało jej się w końcu spędzić więcej czasu z mamą. Była ona zapracowana jak zawsze, jednak tak jak obiecała spędzała z nią czas każdego dnia zabierając ją na obiad do najlepszych restauracji, lub na plany filmowe z aktorami, którzy byli najbardziej na topie, gdyż z powodu swojej posady ma dojścia praktycznie wszędzie. Na początku miała być jej asystentkom, jednak już pierwszego dnia „dostrzegł" ją jeden z fotografów, z którymi Hana aktualnie rozmawiała i oznajmił, iż Chitoge urodziła się by zostać modelką. Jej ten pomysł całkiem przypadł do gustu, od zawsze lubiła pozować do obiektywu aparatu, nie krępowała się, ani nie miała żadnych obaw, co do tego, że zdjęcia wyjdą świetnie. To właśnie tam spotkała Keia. Nie rozpoznała go od razu, bo bardzo się zmienił przez te kilka lat, lecz on ją poznał od razu. Ku jej zaskoczeniu podszedł do niej i ją przytulił, po czym oznajmił, że od teraz zostaje jego partnerką zdjęciową. Nikt nie miał żadnych obiekcji, gdyż wizualnie pasowali do siebie doskonale, a ona również nie miała nic przeciwko temu, tym bardziej, że był taki czas, kiedy Kei jej się podobał. Tak, to prawda w okresie gimnazjalnym się w nim kochała. Nie powiedziała Raku, ani nikomu innemu o tym drobnym fakcie, nawet Tsugumi nie wiedziała, ale w końcu powiedziała Ichijou, że jest on jej pierwszym chłopakiem i to jest prawda, więc nie skłamała. Nigdy przecież nie powiedziała mu, iż jest także jej pierwszą miłością, chociaż teoretycznie i tak nią był skoro poznali się w wieku mniej więcej 5 lat. Teraz jednak nie czuła już tego samego do Keia co w przeszłości i strasznie nad tym ubolewała, ponieważ byłby on perfekcyjnym kandydatem na jej chłopaka. W dodatku odkochując się w Raku dałaby mu możliwość spotykania się z jego PRAWDZIWĄ ukochaną- Onoderą, na co przyjaciółka zdecydowanie zasługiwała i wszyscy byliby szczęśliwi. Szkoda, że to wszystko nie jest takie proste. Westchnęła i położyła głowę na ławce
- Chitoge-chan- usłyszała i podniosła się z ławki w momencie w którym przyjaciółka ją „dopadła" i uściskała mocno- tak bardzo za tobą tęskniłam. Blondynka odwzajemniła uścisk
- Ja za tobą też Kosaki-chan, a także za tobą Ruri-chan i- rozejrzała się po reszcie twarzy -....nie ciebie mi nie brakowało Marika
- I wice wersa- odpowiedziała jej na to ruda. Kiedy Kirisaki w końcu udało się oswobodzić do klasy weszły 3 następne osoby, a mianowicie: Raku, Shuu i Seishiro. Ta ostatnia dostrzegając ją rzuciła się pędem przez całą długość pomieszczenia krzycząc
- Panienko!- i tak jak jej poprzedniczka przytuliła ją mocno. Chitoge poklepała brunetkę po plecach
- No już Tsugumi przecież widziałyśmy się wczoraj
- Nic nie poradzę na to, że tak bardzo mi cie brakowało Panienko! To był chyba pierwszy raz jak rozstałyśmy się na tak długo- w końcu ją puściła i odsunęła się trochę.
- Chyba masz rację- zastanowiła się. Tsugumi Seishiro była jej przyjaciółką od dziecka, chociaż samą siebie traktowała bardziej jak ochroniarza blondynki, niż przyjaciółkę. To nie tak, że czuła się przy niej gorsza przez jej status społeczny czy coś, po prostu Chitoge była dla niej kimś wyjątkowym, ponieważ uwolniła brunetkę od samotności.
- O co za przyjemność widzieć cie z powrotem wśród nas Chitoge-chan- odezwał się Shuu
- Maiko szkoda, że nie mogę odwzajemnić tego komplementu
- Ranisz- powiedział udając skrzywdzonego i złapał się za serce, na co pozostali zaczęli się śmiać, wszyscy po za Raku.
Pierwsza była lekcja wychowawcza. Pani Kyoka, ich wychowawczyni zaczęła coś im opowiadać, jednak Raku był zbyt rozkojarzony, aby móc jej słuchać. Co chwile spoglądał w prawo na Chitoge, która wydawała się być wyjątkowo pochłonięta każdym słowem wypowiedzianym przez nauczycielkę. Dziwne...Chitoge z reguły nie uważa na lekcjach. Nie musi tego robić. Biorąc pod uwagę jej stopnie oraz co ciężko mi przyznać wysoką inteligencje nie ma potrzeby przykładania się do zajęć. Po za tym jej zachowanie wciąż jest niecodziennie. Kiedy się z nią dziś przywitałem, tak jak miałem w zwyczaju odpowiedziała mi jedynie, nawet nie zaszczyciwszy mnie jednym spojrzeniem, po czym skierowała całą swoją uwagę na innych, kompletnie mnie ignorując...znowu. Czyżby nadal była na mnie zła za to, że się nie odzywałem przez ferie? Ale przecież sama również mogła to zrobić. Nie wygląda jakby się gniewała na Onoderę, więc to nie o to chodzi...chyba nie, bo z tą gorylą dziewczyną nigdy nic nie wiadomo. Cholerna Chitoge! Nie udaje jej chłopaka dlatego, że mam taki kaprys, więc mogłaby wykazać choć minimum dobrej woli i pierwsza wyciągnąć rękę na zgodę! Czemu to zawsze muszę być ja?! Jego rozmyślania zostały przerwane słowami pani Kyoki
- Słuchajcie kochani, chciałabym wam kogoś przedstawić. Otóż będziemy mieli nowego ucznia pochodzącego z Ameryki. Mam nadzieje, że wszyscy miło go przywitacie, proszę możesz wejść! Po chwili jego oczom ukazał się wysoki, blond włosy chłopak o tajemniczym spojrzeniu i zniewalającym uśmiechu, tak za pewne twierdziła żeńska część towarzystwa. Stanął na środku klasy i powiedział
- Hej, nazywam się Namasuka Kei i od teraz będę uczniem tej szkoły. Pochodzę z Ameryki Północnej, ale potrafię mówić po japońsku równie biegle, co po angielsku, miałem dobrą nauczycielkę- w tym momencie jego spojrzenie pobiegło w stronę blondynki. Po jego „przedstawieniu" nastąpił szereg pisków dziewcząt oraz zazdrosnych spojrzeń chłopców
- Proszę cie, abyś zajął któreś z wolnych miejsc- powiedziała nauczycielka
- Jasne-powiedział po czym zaczął zmierzać w stronę, jak można było się domyśleć Chitoge, mijając jej stolik powiedział
- Cześć piękna
- Cześć przystojniaku COOOOO?!! Co ona właśnie przed chwilą powiedziała?! Co to ma znaczyć?! Czyżby zapomniała, że jest MOJĄ dziewczyną?! Co z tego, że udawaną, skoro pozostali o tym nie wiedzą?!
Blondyn zajął stolik tuż za nią. A za ich plecami rozległy się szepty
- Ej! Słyszałeś co on powiedział? Wygląda na to, że ktoś zarywa do naszej klasowej księżniczki
- Noo. Ciekawe co na to Raku. Powinien się strzec, bo zanim się obejrzy, a Kirisaki go rzuci
- Nic dziwnego, według mnie nigdy do siebie nie pasowali. No bo spójrz tylko na nią, a na niego
- Masz rację to musiało się tak skończyć, dobrze, że Chitoge-chan wreszcie przejrzała na oczy
- Proszę o ciszę- zawołała wychowawczyni- będziecie mieli okazję zapoznać się z nowym kolegą na przerwie, a teraz proszę o uwagę. Od tej pory reszta lekcji przebiegła już w ciszy. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę wszyscy „jak jeden mąż" zebrali się przy stoliku nowego kolegi. Ten jednak wydawać by się mogło olewał wszystkich po za blondynką. To nie tak, że był dla nich nie miły czy coś, bo sukcesywnie odpowiedział na wszystkie, nawet najgłupsze pytania, ale brunet widział, że szczególną uwagę zwracał na „sąsiadkę" z nad przeciwka. 
- Dobrze Słodka oprowadzisz mnie po szkole?- nie trzeba zgadywać by domyśleć się do kogo skierował to pytanie
- Jasne, ale później. Po zajęciach. Teraz jest przerwa na lunch, a ja umieram z głodu
- Haha no tak ty i twój wilczy apetyt.
- Haha, bardzo zabawne- przedrzeźniała go- to co idziemy wszyscy? Każdy jej odpowiedział twierdząco lub pokiwał głową, więc powiedziała
- Darling, a ty idziesz z nami?
- Co? Aa... no tak jasne, że idę- odpowiedział czując się trochę głupio, gdy wszyscy na niego patrzyli.
Kei dołączył do ich paczki. Ciekawe co na to Raku. Wszyscy po za nim wydają się lubić nowego kolegę. Czyżby nasz ulubieniec może czuć się zagrożony? 

12- To mnie kochasz (Chitoku, Kosaku) (2/?)


Przez cały okres trwania ferii zimowych Raku mógł zakosztować życia bez kłamstw, fałszywego związku, ciągłych udawanych randek. Miał za to czas na to, aby skupić się na tym co było dla niego najważniejsze, czyli na Onoderze. Spędzili razem całe 2 tygodnie, niemal codziennie się spotykając. Dla chłopaka to było jak spełnienie marzeń. Co prawda spotykali się na stopie przyjacielskiej i więcej nie doszło do sytuacji przypominającej tą w kuchni restauracji dziewczyny, podczas przygotowywania słodyczy, no ale cóż przecież nie można mieć wszystkiego. Zamiast tego zakosztował życia w którym liczyła się jedynie jego ukochana.
 Mógł niemal udawać, że są parą kiedy spacerowali razem po parku lub wzdłuż rzeki, oglądali zachody słońca, chodzili do kina i kawiarni czy też do centrum handlowego na zakupy. Niestety ten piękny sen miał skończyć się dzisiaj, prysnąć niczym bańka mydlana, a to dlaczego? Ponieważ ferie się skończyły, a do miasta wraca JEGO DZIEWCZYNA. Kosaki również powiedziała mu co myśli na ten temat, chwila jak to szło? Aa no tak już pamiętam. Powiedziała, że świetnie się ze mną bawiła i nawet dodała, że chciałaby aby to potrwało dłużej, jednak chce być uczciwa w stosunku do swojej przyjaciółki, dlatego nie będzie spędzać ze mną już tak dużo czasu i co jeszcze powiedziała? Aaa no tak...że ma zamiar porozmawiać z Chitoge, wyjaśnić jej wszystko, a także ją przeprosić. Rany...dobroć Onodery nie zna granic. Kocham ją za to, ale żeby przepraszać za cokolwiek tą gorylą dziewczynę? Pff....skoro już mowa o przeprosinach. Ja jakoś nie otrzymałem ich od niej. Przez całe ferie nie odezwała się do mnie nawet słowem. Dopiero dzisiaj dostałem sms o treści
Cześć głupi Kiełku Fasoli, wracam dzisiaj, więc może byłbyś tak łaskawy i przyjechał po swoją DZIEWCZYNĘ na lotnisko? Normalne pary tak robią, a chyba powinniśmy zachować pozory, nie sądzisz?Głupia Chitoge jak ona w ogóle śmiała wysłać mi coś takiego po całych DWÓCH TYGODNIACH całkowitego milczenia?! Nie żebym się przejmował, ale chyba mogła wysłać to głupie „przepraszam", świat by się nie zawalił, a ja przynajmniej miałbym poczucie, że wszystko jest w porządku. Ahhh dlaczego w ogóle się nią przejmuje?! Oraz tym, że się nie odzywała?! Przecież dzięki temu miałem święty spokój!
Chłopak spojrzał na zegar wiszący w jego pokoju. Zbliżała się 17, a o 18 miał wylądować samolot dziewczyny. Postanowił mimo wszystko jednak po nią pojechać, na wszelki wypadek, gdyby Claude postanowił obserwować jego poczynania. Noż cholera jasna! A co jeśli ten głupi okularnik śledził mnie i Onodere przez ten cały czas i raportował o tym Chitoge dlatego się nie odzywała? Czemu wcześniej na to nie wpadłem? Idiota! I co teraz? Na serio powie jej, iż jej CHŁOPAK ją zdradzał przez czas, w którym była nieobecna? Że spędzał każdą chwile z inną dziewczyną i do tego świetnie się z nią bawił? Nie żebym musiał tłumaczyć się z tego przed Chitoge, z resztą założę się, że ona nawet się tym nie przejmie. Szkoda, iż nie mogę powiedzieć tego samego na temat tego jej przydupasa. Eh...dobra spokojnie. Uspokój się. Wyjaśnisz to Kirisaki i będzie po krzyku. To już jej problem jak wytłumaczy to Claudowi, w końcu to jej ochroniarz, więc to także jej problem. Z tym postanowieniem wyszedł z domu kierując się na lotnisko. Pomimo tego, że sam nie chciał się przed sobą do tego przyznać to chciał zobaczyć się z nią jak najszybciej.
Dotarł na miejsce wcześniej, niż przypuszczał, dlatego musiał chwile zaczekać. Siedział teraz na poczekalni i wgapiał się w okno z którego mógł dostrzec już z oddali nadlatujące samoloty. Po jakimś czasie ujrzał jej prywatny odrzutowiec, a może raczej powinien powiedzieć prywatny odrzutowiec pani Hany. W przeciwieństwie do pozostałych samolotów był mniejszy, lecz i tak zmieściłoby się w nim co najmniej 20 osób. Na dodatek był fioletowego koloru z wielkim symbolem różowego kwiatu na kadłubie. Nie sposób było pomylić go z innym.
 Wstał i zaczął zmierzać w tamtym kierunku. Kiedy odrzutowiec wylądował drzwi kadłubu otworzyły się, a w nich ukazała się blond włosa, wysoka, szczupła dziewczyna o mlecznej cerze i niebieskich niczym woda oczach, które mogłyby bez trudu konkurować z wiszącym nam nimi niebem. Za nią powoli zaczynało zachodzić słońce, a jego promienie igrały w jej różowych końcówkach, sprawiając, że były jeszcze wyraźniejsze. Uśmiechała się pogodnie, a na jej twarzy zagościły delikatne rumieńce. Miała na sobie granatową, letnią sukienkę do kolan, pasującą pod kolor opaskę oraz buty. Wygląda bardzo ładnie...cholera już zapomniałem o tym jaka jest urocza, to znaczy z Onoderą nie ma co konkurować, jednak ma w sobie coś...coś takiego. Zazwyczaj zapominam o jej urodzie pod wpływem jej brutalnej siły i siniakach, które są tego dowodem. Przez chwile wyobrażał sobie, że ta scena jest prawdziwa. On jako jej PRAWDZIWY chłopak przyjechał by ją odebrać. Za chwile dziewczyna zbiegnie po schodkach i rzuci mu się w ramiona. Niemal chciał, aby tak zrobiła. W tym jednak momencie zza jej pleców wynurzył się jakiś kształt, a atmosfera, która panowała między nimi jeszcze sekundę temu, zmieniła się diametralnie. Co to za koleś? Chitoge zeszła na dół z wrodzoną gracją i stanęła przed nim
- Cześć Darling- powiedziała po czym przytuliła go szybko. Za pewne by zachować pozory, jednak on z jakiegoś powodu czuł się dziwnie ogołocony, gdy puściła go tak szybko. Za jej plecami usłyszał jak chłopak za nią stojący odchrząknął przez co wydawać by się mogło tak szybko przerwała uścisk
- Hej Honey- odpowiedział, gdy powrotem stanęła naprzeciwko niego.
- Chciałabym ci kogoś przedstawić- powiedziała po czym gestem dłoni poprosiła, aby jej znajomy podszedł bliżej i stanął po jej lewej stronie- to jest mój przyjaciel Kei. Kei, a to jest moje kochanie o którym ci opowiadałam Ichijou. Chłopcy wymienili się uściskiem dłoni. Raku poczuł jak jego nowy „kolega" za mocno ścisnął jego rękę, lecz nic nie powiedział. Zamiast tego spojrzał w górę, gdyż chłopak był od niego wyższy o jakąś głowę i przyjrzał mu się. 
Kei, bo tak miał na imię przyjaciel Chitoge był wysokim blondynem z artystycznym nieładem na głowie i niebieskich oczach, lecz ich odcień był nieco jaśniejszy od oczu Chitoge, bardziej stalowy. Jego sylwetka była atletycznie zbudowana, a mięśnie rysowały się pod obcisłym czarnym podkoszulkiem. Wygląda jak jakiś pieprzony kulturysta i model w jednym z jakiś głupich magazynów dla dziewczyn. Teraz już mam swoją odpowiedź na pytanie dlaczego nie zadzwoniła do mnie ani razu! Wygląda na to, że była równie „zajęta" jak ja! Ta myśl zirytowała go dużo bardziej, niż powinna.
- Kei jest modelem i moim przyjacielem z dzieciństwa. Chodziliśmy razem do szkoły gimnazjalnej- wyjaśniła. Wiedziałem, że jest modelem czy kimś takim...chwila, co ona właśnie powiedziała? Przyjacielem? Przecież twierdziła, że ja jestem jej PIERWSZYM przyjacielem od zawsze. Czyżby kłamała? Nic dziwnego, w końcu do goryla dziewczyna, nie można jej ufać. Mogłem się tego po niej spodziewać. Dziewczyna musiała wyczytać z jego twarzy niewypowiedziane pytanie, bo po chwili dodała
- Kei i ja chodziliśmy do tej samej klasy, ale do tej pory ze sobą nie rozmawialiśmy. Spotkaliśmy się przez przypadek, bo okazało się, że pracujemy w tym samym miejscu.
- A ja poznałem ją od razu. W końcu kochałem się w niej przez lata, kiedy byłem „szczeniakiem"- dodał, obejmując ją wręcz w fachowym geście
- Haha, przestań- oswobodziła się z jego uścisku
- Nie żartuje, śniłaś mi się po nocach- pochylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha. Zrobił to jednak na tyle głośno, że Raku wszystko doskonale słyszał. W dodatku blondyn mówiąc to spojrzał na niego komunikując w ten sposób, że te słowa były bardziej skierowane do niego, niż do niej samej. Co za drań! Raku zdecydowanie nie polubił „nowego". Według niego zdecydowanie za bardzo spoufalał się z blondynką, w dodatku ku jego zaskoczeniu jej wydawało się to w ogóle nie przeszkadzać. 
- Dobra to co zbieramy się?- zaproponowała. Raku przytaknął i już sięgał po jej walizkę, jednak ktoś go wyprzedził
- Ja to wezmę- oznajmił blondyn i ruszył za nią. Brunetowi nie pozostało nic innego jak tylko podążyć za nimi.
Przez całą „podróż" w taksówce Chitoge rozmawiała jedynie z Keiem. Śmiała się i żartowała, żywo rozmawiała gestykulując przy tym. Zdawała się w ogóle nie dostrzegać jego obecności. Jak ona śmie traktować mnie jak powietrze?! Skoro miała towarzystwo, to po cholerę pisała do mnie, abym ją odebrał?! Równie dobrze mogliśmy się zobaczyć jutro w szkole, albo ewentualnie mogła wpaść do mnie na chwilę i się przywitać. Cholera! Co ja w ogóle tutaj robię?! Raku chcąc nie chcąc obserwował poczynania tamtej dwójki. Dostrzegł pewną różnicę, pomiędzy tym jak zachowuje się przy nim, a przy blondynie. Teraz wyglądała na zrelaksowaną. Ciągle się uśmiechała i chichotała co chwile. Nie przeszkadzało jej też to, iż chłopak siedział według niego zdecydowanie za blisko i przewiesił ramię przez jej głowę opierając o zagłówek tylnego siedzenia.
Dziewczyna siedziała wygodnie opierając się o zagłówek. Opowiedziała Keiowi o jednej ze swoich „przygód" z Tsugumi, a teraz słuchała jak blondyn opowiadał jej o swoim najlepszym przyjacielu, albo raczej powinna była słuchać. Całą uwagę jednak skupiła na Raku siedzącym po drugiej stronie fotela. Patrzył w okno i wydawał się jakiś nieobecny. Do tego był strasznie cichy w ogóle z nimi nie rozmawiał.
  Ahh...głupi Kiełek Fasoli. Liczyłam na inną reakcje. Sądziłam, że tęsknił za mną chociaż trochę, tak ja za nim. Cholera! Na co ja liczyłam?! Ten idiota jest tak niesamowicie niedomyślny, że to aż niemożliwe. Przez całe ferie nie odezwał się do mnie nawet słowem. Po kilka razy dziennie sprawdzałam przychodzące połączenia oraz wiadomości, ale nic, pustka, zero. Robiłam to regularnie, pomimo tego, iż byłam zajęta, ale co z tego?! Ten idiota spędził całe ferie zabawiając się z moją przyjaciółką! W dodatku nie miał nawet na tyle taktu, aby mi o tym powiedzieć! Nic bym nie wiedziała, gdyby nie Claude, który dzwonił każdego wieczora zdając mi relacje. A ja musiałam udawać, że o wszystkim wiedziałam i nie mam nic przeciwko ich schadzkom. Grrrr....jak on mógł robić coś takiego za moimi plecami?! Pewnie sądzi, że przeżył wymarzoną przerwę zimową skoro mnie nie było w pobliżu. Rany...jaki on jest głupi! Sama nie wiem teraz czy powinnam udawać, że o niczym nie wiem, czy też wygarnąć mu co myślę na ten temat. Ale przecież nawet jeśli chce to nie mogę tego zrobić. W końcu NIC nas nie łączy. A on nie ma obowiązku z niczego mi się tłumaczyć. Na dodatek ja nie mam prawa zachowywać się jak „zazdrosna narzeczona", przynajmniej nie publicznie. Cholera no, ale naprawdę ma zamiar przez pół godziny jazdy obserwować drzewa, które mijamy zamiast się odezwać? Nie wytrzymam!
- Raku a ty jak spędziłeś ferie?- zapytała No i nie wytrzymałamPrzyglądał jej się przez chwile. Wyglądał na zaskoczonego, że w ogóle się do niego odezwała.
- To były najlepsze ferie zimowe w moim życiu- powiedział, a ona wręcz zagotowała Aaaa wiedziałam. Wiedziałam, że to powie, po co w ogóle go o to pytałam skoro nie chciałam znać odpowiedzi? Idiotka!- Moje również- powiedział Kei, po czym położył swoją dłoń na jej ramieniu, przybliżając ją tym samym do siebie i obejmując. Przez chwile rozważała zabranie jego dłoni, ale jakoś jego bliskość jej nie przeszkadzała. Zdążyła się do niej przyzwyczaić, z resztą nie miała wyjścia. W końcu Kei o ona pozowali jako „para" wiele razy do zdjęć magazynów, plakatów itd. Przywykła już do tego, że chłopak ją obejmuje, przytula, trzyma za rękę, czy nawet całuje. Oczywiście w głowę, czoło, bądź policzek. Na PRAWDZIWY pocałunek do zdjęć się nie zgodziła. Choć miała wrażenie, że blondyn nie miałby nic przeciwko takim zdjęciom. Po za tym doszła do wniosku, iż jej serce bije niemiarowo jedynie w obecności jednego chłopaka- ICHOJOU, więc pozowanie z Keiem czy kimkolwiek innym nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu. 
- Tak, moje też były udane, skłamała po czym położyła głowę w zagłębieniu szyi blondyna i wciągnęła jego męski zapach. Ehh...dlaczego nie mogłabym się zakochać w kimś takim jak Kei? Jest przystojny, silny, miły, ma poczucie humoru i słodkie dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiecha. Dlaczego musiało trafić właśnie na tego głupiego Kiełka Fasoli?! Oh dlaczego och dlaczego moje serce jest równie głupie jak on sam?!
Brunetpożegnał się z nową „parą" bardzo szybko wyskakując w taksówki, zupełnie takjak by się paliło. W przelocie zawołał „do zobaczenia jutro w szkole" dając jejtym samym jasno do zrozumienia, iż nie zamierza po nią rano przychodzić. Liczyłna to, że załapała. O ile w ogóle dotarło do niej to co powiedział. W końcubyła tak bardzo zajęta, że mogła nie usłyszeć. Raku wszedł do domu, szybkimkrokiem przeszedł przez korytarz i trzasnął drzwiami zamykając je za sobą.
  Cholera! Dlaczego tak się denerwuje? Czemutak bardzo nie trawię tego gościa? Przecież praktycznie go nie znam. Czemu takmi przeszkadza to, że jest blisko z tą gorylą dziewczyną? To nie mój problem.Powinienem się cieszyć, że jej ferie były tak samo udane jak moje, a zamiasttego liczyłem na to, że były beznadziejne. Tylko dlaczego? W końcu jednak nicnie znacząca kłótnia przy wszystkich pozostałych jest nic nie znacząca. Więcczemu jestem na nią zły? Co mnie to obchodzi, że świetnie się bawiła ze swoim„przyjacielem" skoro ja także przeżywałam z Onoderą najwspanialsze chwile wswoim życiu! Cholera co ze mną nie tak?! Chłopak chodził po całympomieszczeniu niemal wydeptując ścieżkę prowadzącą od drzwi do okna ispowrotem. Nie mógł się uspokoić. Czuł poirytowanie związane z przybyciemnowego. Coś mu w nim nie pasowało. Po jakimś czasie skończył „wędrować" iusiadł na futonie. Spojrzał na budzik i nie wierzył własnym oczom
- JUŻ JEST 11?! Jak to możliwe? Czyżbyminęło więcej czasu, niż podejrzewałem? Zabrał swoje ubranie i poszedł dołazienki. Umył się szybko i wrócił do swojego pokoju. Położył się i zastawiłbudzik. Głupia Chitoge przez nią nawetnie zdążyłem zjeść kolacji. Położył się i zamknął oczy. Przez długi czasprzewracał się z boku na bok i rzucał po posłaniu nie mogąc zasnąć. Przedoczami cały czas miał „nową parę". Nie mógł uwierzyć w to, że pod zamkniętymipowiekami po raz kolejny to jej obraz był ostatnim, który zobaczył, zanimzapadł w sen.    

Cóż wygląda na to, że Chitoge nie bawiła się podczas przerwy tak dobrze, jak Raku, jednak chce by on tak myślał, a plan wydaje się działać. Ciekawe na jak długo ;p 

14- Powód by walczyć (NaLi, NaLu) rozdział 11


Iść szybko,nie zatrzymywać się, nie oglądać, a przy tym nie potknąć o własne nogi. To była jedyna rzecz o której dziewczyna była w stanie myśleć. Kiedy uznała,że odeszła już wystarczająco daleko od gildii zatrzymała się. Jej ramiona drżały od nadmiaru powstrzymywanych emocji, jej piąstki wciąż były zaciśnięte tak mocno, że zrobiły jej się rany od paznokci. To koniec. To naprawdę koniec. Nie będzie już więcej wspólnych misji, rozmów, czy spotkań. O ile do tej pory jeszcze mnie nie znienawidził to teraz z pewnością zaczął. Nie wiedziała nawet kiedy zaczęła szlochać, ale jej twarz była już cała mokra od łez. Nie miała zamiaru pozwalać swoim myślom na wędrowanie w takim kierunku jak np. Jak blisko ta dwójka jest ze sobą, ani tym bardziej czym się zajmują jak są sami. Jak on w ogóle śmiał powiedzieć jej coś takiego?! Przecież o takich rzeczach się nie rozmawia, no chyba, że z przyjaciółmi, ale oni już nimi nie są! I nigdy nie będą! Obiecała sobie, że już więcej nie będzie wylewała za niego łez,ale to jest silniejsze od niej.
Pozostałą część dnia Natsu był wyjątkowo nieprzytomny. Nie raz bujał w obłokach, ale można by rzec, że to był zupełnie nowy poziom jego rozkojarzenia. Wszystkie czynności wykonywał automatycznie, niczym robot. Podczas powrotu do domu zamienił z Happ'ym zaledwie kilka zdań, po czym exceed poszedł do gildii zobaczyć się z niejaką Carlą, której Dragneel wciąż jeszcze nie kojarzył. Dlatego wrócił do domu sam. Przygotował sobie coś do jedzenia, choć co w jego przypadku było wyjątkowo rzadkie, w ogóle nie czuł głodu. Cały czas krążył myślami w okół swojej ostatniej rozmowy z blondynką. Nie rozumiał jej zachowania. Nie chciał uwierzyć w to co powiedziała. Odnosił dziwne wrażenie jakby celowo chciała go do siebie zrazić, cóż teraz mógłby jej pogratulować, gdyż faktycznie się udało. 
Od czasu kiedy się obudził nie miał ochoty spędzać z nią czasu, tak jak to podobno bywało w przeszłości. Teraz jednak nie miał najmniejszego zamiaru w ogóle jej oglądać, a tym bardziej rozmawiać, czy spędzać czas. Ta dziewczyna okazała się dużo bardziej fałszywa, niż by przypuszczał. Po co w ogóle zgodziła się być ze mną w drużynie skoro tak bardzo mnie nie znosi? Wiem, że to był mój pomysł, ale przecież nie musiała się zgadzać, jeśli nie chciała. Do niczego jej nie zmuszałem! A najbardziej w całej tej sytuacji zaskakiwało go jego własne zachowanie. Bo skoro okazało się, że Lucy nigdy nie była tak naprawdę jego przyjaciółką to dlaczego on w ogóle się tym przejmuje? Dlaczego wręcz boli go to, iż celowo próbuje go od siebie odsunąć? Czemu cierpi z powodu jej braku zaufania do niego? Z jakiej paki w ogóle go to obchodzi? Przecież nie powinno! Mógł sobie wmawiać, iż to nie wpływa na niego w żaden sposób, ale wpływało. To było zupełnie tak jakby wreszcie udało mu się od niej ostatecznie uwolnić czego pragnął od dłuższego czasu, a teraz żałował tego, że w ogóle taki pomysł wpadł mu do głowy.
Po jakimś czasie przyszła Lisanna, lecz obecność dziewczyny w żadnym stopniu nie zmniejszała jego rozkojarzenia. Usiłowała mu opowiedzieć ze wszystkimi szczegółami swoją ostatnią misję na którą wybrała się z rodzeństwem, a wiedział o tym tylko dlatego, iż usłyszał jedno zdanie, które wypowiedziała na samym początku- „ Chciałabym ci opowiedzieć ze szczegółami moją ostatnią misję z Mirą i Elf-niisanem", po czym się wyłączył. Co chwile słyszał jak nawoływała jego imię, aby sprowadzić go na ziemię i pomimo tego, że nie chciał być niemiły i ignorować dziewczyny to nic nie mógł na to poradzić. Czuł się tak jakby jego cała uwaga, którą próbował skupić na opowiadaniu dziewczyny przesiewała się jak przez jakieś sitko, przez co nic z niej nie zostawało. Tak było za każdym razem, gdy próbował jej słuchać. Po którymś razie w końcu przestał próbować.
Nastała noc. Strauss poszła do swojego domu z niechęcią. Natsu musiał ją wręcz wypraszać z domu, gdyż nie miała zamiaru wychodzić. Jednak skoro i tak niemal nie zauważał jej obecności, to jaki był sens w pozwoleniu jej zostania z nim na noc? Leżał w łóżku i patrzył w sufit. W mieszkaniu nie paliło się żadne światło, dlatego jedynie delikatna poświata ze światła księżyca wpadająca przez małe okno nad jego łóżkiem oświetlała pokój. Rzucał się na posłaniu, przekręcał w boku na bok, lecz choćby nie wiem jak się starał nie mógł zasnąć. Po kilku godzinach Natsu zobaczył jakiś cień- to Happy wrócił do domu. Chłopak chciał jakoś skomentować skradanie się przyjaciela, ale odpuścił. Po kilku godzinach bezsenności zapadł w głęboki, lecz niespokojny sen.
Znajdował się w jakimś dziwnym lesie, a przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. W okół była pożółkła trawa, z resztą tak samo wyglądały liście drzew. Zobaczył siebie, Happy'iego i Lucy? Tak to była ona z tym, że w przeciwieństwie do tego jak wyglądała zawsze, tak jak ją zapamiętał. Ta dziewczyna miała potargane ubranie, włosy w nieładzie i wyglądała na ranną i poobijaną. Z resztą jego „sobowtór", także nie wyglądał najlepiej. Miał potargane włosy, był brudny i cały w siniakach, jego ubranie też miejscami było potargane, jednak było to w niczym porównywalne do wyglądu dziewczyny. Nawet Happy wyglądał jakby właśnie stoczył poważną walkę. Naprzeciwko nich stały dwie osoby. Z pozycji, odległości oraz ich min wywnioskował, iż nie są przyjaciółmi. Była to dosyć ładna kobieta o czarnych włosach i kobiecej budowie ciała, wyglądała na kilka lat starszą od blondynki. Obok niej stał jakiś grubas. Był dosłownie biały, ubrany w jakąś dziwną pelerynkę, a całość dopełniało czarne afro na jego głowie. W przeciwieństwie do swojej towarzyszki, nie zachwycał wyglądem
- Jest strasznie silna!- odezwał się Happy- nawet Natsu ma z nią problemy.
- A tam, potrzebowałem tylko rozgrzewki! Zaraz ją załatwię!
- Tyle, że teraz z jednego przeciwnika zrobiło się dwóch- przypomniał exceed
- Ale nas też jest teraz dwoje,nie? No dobra, zapomnijmy na chwilę, że jesteśmy rywalami w egzaminie i stwórzmy drużynę!
- Zgoda!- odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się do niego pogodnie
- Ta drużyna przypomina mi stare czasy- dodała poprawiając włosy...
- Przypomina chwilę, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, co nie?- dodał niebieski
- Aż cały się palę!- krzyknął po czym wystawił rękę i przybił piątkę dziewczynie mówiąc
- Do roboty Lucy!
- Pokażmy im Natsu!
- Ja też tu jestem!- skomentował urażony Happy

Po chwili scena ta zaczęła zanikać. Tym razem zdawać by się mogło nadal byli w tym lesie, ale jego perspektywa patrzenia na wszystko zmieniła się. Nie był już tylko postronnym obserwatorem, teraz zdawać by się mogło, iż jest uwięziony we własnym ciele i nie tylko. Znajdował się pod toną gruzu i nie mógł się ruszyć. Jeśli to było jego „prawdziwe" wspomnienie to w momencie kiedy to przeżywał to musiało boleć. Teraz na szczęście nie czuł ciężaru głazów. Jeszcze tego by mi tylko brakowało. Podniósł głowę i ujrzał Lucy siedzącą na ziemi, złapała się za głowę i cała trzęsła
- O nie...w takim momencie skończyła mi się moc?
- Lucy za tobą!- wrzasnął Happy
- Uwaga!- to słowo wyszło z jego słów, bez jego woli. Zauważył bowiem, że owy grubas znajduje się teraz za nią. Zdążył jedynie krzyknąć, bo już po chwili została uderzona w głowę jego ogromną łapą i powalona na ziemię.
- Lucy!- krzyczał, ale nie mógł nic zrobić, próbował się wydostać, ale na marne- noż cholera by to! No nie wyjdę!
- Leż grzecznie i patrz na jej egzekucje- odezwał się ich wróg
- By cię diabli!
- Nie pozwolę na to!- exceed już leciał jej na ratunek, jednak jego „ciosy" w żaden sposób nie pomogły, został odepchnięty niczym natrętna mucha
- Przepraszam was Natsu, Lucy
- Happy-wyszeptała
- Uciekaj Lucy!- krzyknął on- jest dużo silniejszy niż na to wygląda! Dam mu jakoś radę! Zabieraj się stąd!
- Mowy nie ma- została ponownie przygnieciona tym razem nogą wroga
- Mam uciekać sama? Nie zgadzam się! Bez względu na sytuacje, przyjemniej jest trzymać się razem. Chłopak przyglądał się temu jak jego przyjaciółka jest miażdżona na jego oczach, kiedy on jest bezradny i nie może nic zrobić, nie jest nawet w stanie się ruszyć. Czuje ogromny strach, boi się o przyjaciółkę. Nawet w takiej sytuacji nie uciekła. Nie zostawiła mnie i nie uciekła, pomimo tego, iż mogła zginąć. Czy taka właśnie jest Lucy?
- Zobaczycie jaki potrafię być bezlitosny- powiedział przeciwnik podnosząc ją za głowę do góry
- Lucy!- krzyknął znów usiłując się wydostać
- Zmiażdżę jej piękną twarzyczkę, nawet bez mrugnięcia okiem-oznajmił i wydawać by się mogło naprawdę ściskał jej głowę jak imadło. Scena przed jego oczami zaczęła się zamazywać, ostatnie co zapamiętał to wyraz głębokiego bólu wymalowanego na twarzy dziewczyny. Przeskok, tym razem stoi na jakiejś dziwnej arenie, a obok niego znajdują się Erza i Grey. I tym razem widzi wszystko „swoimi" oczami. Gdzie ja jestem? Rozgląda się i na dole w oddali dostrzega jakąś dziwną niebieską kulę...wody? Nie, to niemożliwe, bo to lewituje. Wbrew jednak wszelkiej logice osoby znajdujące się wewnątrz zdają się pływać. Natsu wytęża wzrok i dostrzega jakąś czarnowłową, wysoką dziewczynę, mającą dosyć dziwną fryzurę oraz Lucy?Czy ona walczy? Nie...tego nie można było nazwać walką, gdyż dziewczyna była po prostu okładana w wodzie przez przeciwniczkę. Z początku się broniła, lecz z czasem przestała się ruszać, a przeciwniczka traktowała ją niczym worek treningowy. Chłopak patrzył na to z przerażeniem zaciskając mocno szczękę oraz dłonie w pięści. Dlaczego się nie ruszasz?!Komentował własne zachowanie. Nie rozumiał czemu jego „drugie ja" stoi jak słup i nic nie robi, pomimo tego, że widocznie chciał. Był tak bardzo wściekły na tamtą dziewczynę, jak ona śmiała robić coś takiego jego przyjaciółce? Dlaczego to robi? Jedyne czego pragnął w tym momencie to zerwać się i zabrać ją stamtąd. Po chwili usłyszał odgłos, jakby alarmu. To był jego sygnał. Przeskoczył razem z Greyem co niewyraźnie zauważył przez murek i zaczął biec w stronę rannej, która została wyrzucona na ziemię, niczym zwykły śmieć z naprawdę dużej odległości. Od dłuższego czasu nie ruszała się, a w jego głowię krążyło jedynie jedno pytanie. Czy ona żyje? Jego serce biło tak szybko, że słyszał jego dudnienie w uszach. Biegł krzycząc jej imię, lecz zanim zdążył ją złapać dostrzegł ciemność.
***



Kochana mamo

Wiem, iż obiecałam Ci, że będę silna, ale to jest dlamnie za dużo. Przykro mi, że Cię zawiodłam i za to, iż jestem taka słaba. Wiem,nie tak mnie wychowałaś. Jednak kiedy rozmawiałamdzisiaj z Natsu coś we mnie pękło, całkowicie. Do teraznie mam pojęcia jakim sposobem udało misię wtedy nie rozpłakać. Mamo wiedziałam o tym, że moje serce jest zranionei złamane, ale niemal słyszałam dzisiajjak ono roztrzaskuje się na miliony kawałków,niczym kruche szkło, z którego wykonana była zastawa stołowa w naszym domu.
Wiedziałam już o tym, że Natsu mnie nie lubi, choć ciężko mi to przechodzi przezgardło. Ale pogodziłam się z tym, naprawdę. Jednak kiedy naskoczył namnie i oskarżył o kradzież przyjaciela? Jak On wogóle mógł pomyśleć, że byłabym do tego zdolna?Zdolna do tego, aby celowo i z premedytacją nastawiać Happy'iego przeciwko Niemu. JakOn w ogóle śmiał? Sam nabroił, a później szukał winnego. Tylkodlaczego to musiałam być ja? Przecież nic Mu nie zrobiłam. Odczasu kiedy się wybudził właściwie nie spędzałam z Nim czasu, więc dlaczego On tak mnietraktuje? Niczym wroga. Czyżby Ktoś nastawiał Go przeciwkomnie? Lisanna może? Nie...to niemożliwe. Eh...co za głupiepomysły przychodzą mi do głowy, kiedy jest mismutno, prawda? Nie miała najmniejszego powodu, by tak postępować. W końcu Natsu jest Jej, a po zatym jesteśmy przyjaciółkami, prawda?
Ok, skończyłam z mazgajeniem się. Tym razem naprawdę. Nawet jeżeli do tej pory miałam choćby najmniejszą szansę na to, by się z Nim znów przyjaźnić to dzisiaj zakopałam ją całkowicie. I bardzodobrze. Skończyłam z Nim. Przecież mam innych przyjaciół. Niepotrzebuje takiego, który ciągle tylkomnie rani, krzyczy na mnie i obraża. Jestem ponad to. Mam innych przyjaciół, a znajdę sobie i nowych i lepszych.Chłopaka też sobie znajdę, w końcu. Nie mówię, że od razu, bo nie mamzamiaru się łudzić. Sporo czasu minie zanimmoje serce się wygoi, o ile ten czas wogóle nadejdzie. Co ja mówię? Oczywiście, że nadejdzie. Potrzebujejedynie trochę czasu, to wszystko.Trzymaj za mnie kciuki Mamo, dobrze? Zobaczysz, że mój następny list do Ciebie będzie dużo bardziej pozytywny.Przepraszam, że ostatnimi czasytraktowałam Cię niczym konfesjonał i żaliłam ze wszystkiego z czego  tylko mogłam. Wiem, że pragniesz jedynie bymbyła szczęśliwa i będę. Obiecuje. Kocham Cię bardzo i tęsknię za Tobą.


                                                                                                     Twoja kończąca                                                                                         użalać się nad sobą córka 

To koniec przyjaźni Lucy i Natsu. Czy aby na pewno? Czy chłopak przestanie w końcu wiedzieć w dziewczynie swojego wroga? Czy Heartfilia wybaczy Mu takie traktowanie? 

14- Powód by walczyć (NaLi, NaLu) rozdział 10


- Lucy...Lucy wstawaj- usłyszała i otworzyła oczy
- Happy, która godzina?
- Parę minut po siódmej. Przetarła oczy po czym usiadła
- A ty czemu już nie śpisz?
- Nie mogę spać- poskarżył się A to ciekawe, że jakoś wczoraj padłeś od razu jak tylko usiadłeś na łóżku. Zachowała jednak tę uwagę dla siebie
- Jadłeś już śniadanie?
- Nie, postanowiłem poczekać na ciebie
- To miłe, ale nie musiałeś tego robić- powiedziała uśmiechając się 
- A po za tym moje rybki zostały w domu Oj czyli jednak wcale na mnie nie czekałeś. Po prostu nie miałeś co jeść- westchnęła zrezygnowana
- A zaglądałeś do lodówki? Tam jest mnóstwo ryb
- Naprawdę? Nie wiedziałem, że ty też tak bardzo lubisz rybki Lucy
- Bo one nie są dla mnie tylko dla ciebie. Zrobiłam mały zapas jeszcze zanim...no wiesz stało się to co się stało. Nie wyrzuciłam ich, bo liczyłam na to, że może odwiedzisz mnie od czasu do czasu
- Lucy- spojrzał na nią rozczulony- jesteś najlepsza
- A tak w ogóle to jak ty się czujesz, co?
- Tak jakbym stracił najlepszego przyjaciela-odpowiedział przygnębiony spuszczając głowę
- Tak, znam to uczucie- powiedziała, a on spojrzał na nią tak jakby właśnie coś sobie uświadomił
- Lucy przepraszam, że od kiedy Natsu się obudził spędzałem czas tylko z nim. Musiałaś się czuć samotnie
- Nie szkodzi, rozumiem to. Tak naprawdę jednak zrobiło jej się przykro na samo wspomnienie i już czuła jak łzy cisną się jej do oczu dlatego zmieniła temat.
- Dobra Happy, zjedzmy szybko śniadanie i chodźmy do gildii. Musisz porozmawiać z Natsu
- Aye a Lucy pójdziesz ze mną?
- Wiesz, wydaje mi się, że powinniście to sami załatwić, tym bardziej, że aktualnie jestem dla Natsu zupełne obcą osobą- te słowa z trudem przechodziły jej przez gardło- i sądzę, że moja obecność może jedynie zaszkodzić
- Proszę Lucy- spojrzał na nią błagalnie
- No dobrze,ale tylko na początku. Kiedy już zaczniecie normalnie ze sobą rozmawiać to wtedy zostawię was samych, w porządku?
- Aye sir
Szybko okazało się, że chłopaka nie było w gildii. Happy postanowił na niego zaczekać natomiast dziewczyna wzięła kartkę z kolejną misją. Musiała nauczyć się wykonywać je w pojedynkę, lecz na początek wzięła coś łatwego.Przy trudniejszych zadaniach postanowiła poprosić Lokiego, aby jej towarzyszył jako członek drużyny i gwiezdny duch w jednym. Będzie się wtedy czuła znacznie pewniej.Kiedy wychodziła z budynku usłyszała nawoływanie
- Oj ty!- rozpoznała głos, więc odwróciła się w stronę z którego dochodził i wskazała na siebie pytająco
- Ja?
- Tak ty!- podszedł do niej różowowłosy
- Ano ne...jestem Lucy....LUCY...i chwila wydaje mi się, że już to przerabialiśmy!
- Nie obchodzi mnie jak masz na imię! Masz mi natychmiast oddać Happy'iego!
- Słucham?
- Nie zgrywaj się! Mam na myśli mojego najlepszego przyjaciela przypominającego niebieskiego kota ze skrzydłami. Wiem, że czujesz się rozgoryczona, że o tobie zapomniałem, ale to nie powód by mi kraść przyjaciela! Znajdź sobie własnego! No tego było już za wiele. Podchodzi do niej, ciągle wrzeszczy,oskarża ją o coś takiego, a żeby tego było mało trafił w sedno, gdy powiedział, że jest rozgoryczona. Nie miała zamiaru dłużej tego wysłuchiwać
- Nikogo ci nie zabrałam! Happy sam do mnie przyszedł po tym jak TY go wyrzuciłeś!
- Nikogo nie wyrzuciłem!- zaprzeczył
- Może i nie, ale pokłóciłeś się z nim, a potem pozwoliłeś mu odejść. Na jedno wychodzi!
- W ogóle bym się z nim nie pokłócił gdyby nie ty!
- Że jak?! Masz zamiar zwalić wszystko na mnie?! Chyba ci się pomyliłam z Lisanną!
- Co żeś powiedziała?! Co ty masz do niej?!
- Ja nic do niej nie mam! Ale nie rozumiesz tego, że to twoje, a raczej wasze zachowanie sprawiło, że Happy uciekł?! Rozumiem,że zaczęliście się spotykać, w porządku! Ale tym samym odseparowaliście Happy'iego od siebie. Czuł się w waszym towarzystwie jak piąte koło u wozu i masz rację to nie jest wina Lisanny, tylko twoja. Dlatego, że tego nie zauważyłeś, a przecież to jest twój najlepszy przyjaciel. Jak mogłeś zostawić go samego?- przestała podnosić głos, licząc na to, że w ten sposób również jej rozmówca się uspokoi. Patrzył na nią przez chwile groźnie. Nigdy wcześniej tak na nią nie patrzył. On widzi we mnie wroga, uświadomiła sobie. Nie chciała, żeby tak to wyglądało. Wystarczająco przykre było, to, że go straciła. Nie chciała jednak by ją znienawidził.
- Nie chciałem- powiedział w końcu, tym razem już opanowany
- Wiem o tym. Dlatego musicie po prostu ze sobą porozmawiać. Wyjaśnić sobie wszystko. Nie odtrącajcie Happy'iego. Po prostu spędzajcie czas we trójkę
- No wiesz...tylko, że to nie zawsze jest możliwe- nie patrzył jej w oczy kiedy to mówił na co od razu zwróciła uwagę- on jest jeszcze tylko dzieckiem, a jako osoba dorosła chyba sama rozumiesz,że- zawahał się- że Lisanna i ja potrzebujemy czasu tylko dla siebie. Nie musiał mówić nic więcej. Doskonale wiedziała co ma na myśli i nie mogła uwierzyć w to, że tak po prostu jej o tym mówi. Może i nie zdawał sobie sprawy z jej uczuć do niego, ale mimo wszystko. Nie miała ochoty wysłuchiwać tego jak wspaniale im się układa, to było zbyt trudne, czuła, że za chwile się rozpłacze, jej serce ścisnęło się boleśnie, a ona nie wiedziała co robić. Starała się oddychać spokojnie i miarowo,mówić pewnym nie łamiącym się głosem i jak później myślała o tej sytuacji to musiała przyznać, że była z siebie dumna za to opanowanie.
- Rozumiem- odpowiedziała tylko, a on znów na nią spojrzał. Sądziła, że być może coś w jej głosie ją zdradziło, lecz szybko okazało się,że on jedynie czekał, aż powie coś jeszcze. Nabrała więc powietrza do płuc, wypuściła go i podjęła kolejną próbę
- W takim razie po prostu wyznaczajcie czas, który chcecie spędzić we dwoje, ale również taki kiedy będziecie wszyscy. Np. Podczas wykonywania misji lub w gildii. Jestem pewna, że to da się pogodzić, musicie jedynie spróbować- powiedziała uśmiechając się delikatnie, choć z trudem jej to przychodziło. 
- Dziękuje Lucy, nie jesteś taka zła
- Pewnie, że nie, a coś ty myślał?- zapytała niby pół żartem,ale wiedziała,że woli nie usłyszeć odpowiedzi.
- Przepraszam za ten wcześniejszy wybuch po prostu Happy jest ze mną od kiedy pamiętam i nie chce go stracić
- Rozumiem. Wiem jak to jest stracić przyjaciela- wyznała cicho, zanim zorientowała się co zrobiła
- Naprawdę? Ciebie też to spotkało? Ciężka sprawa,prawda? Spojrzała na niego zaskoczona, że nie zrozumiał. Chociaż w sumie Natsu nigdy do najmądrzejszych nie należał
Tak to prawda, przytaknęła jedynie
- A ty co właściwie teraz porabiasz?
- Teraz? Nie rozumiała o jakie „teraz" mu chodziło
- No tak ogólnie. Widziałem jak wychodziłaś z gildii. Nie siedziałaś w niej długo. Przyszłaś jedynie po zlecenie?
- Owszem wzięłam jedną z misji, muszę jakoś zapłacić za czynsz hehe, skłamała.Miała oszczędności na co najmniej dwa miesiące z góry. Misje wzięła po to, aby się czymś zająć, ale nie widziała powodu by się z tego przed nim tłumaczyć.
- No to może wykonalibyśmy ją we troje. W końcu nadal jesteśmy drużyną, co nie? Jego propozycja całkowicie ją zaskoczyła. Z jednej strony chciała tego,ale z drugiej podjęła już decyzje, aby się od niego odciąć, więc nie miała zamiaru zmieniać zdania co po chwile.
- Hehe wiesz dzięki, ale poradzę sobie sama. Po za tym to nie jest misja w twoim stylu
- W moim stylu to znaczy?
- Nie będzie żadnych walk, ani nic takiego. Trzeba jedynie podlać jakieś pola, powyrywać chwasty, zasadzić nowe rośliny i takie tam
- Eee to faktycznie nudy- potwierdził
- No właśnie w takim razie...
- Daj znać jak będziesz mieć coś lepszego to wtedy możemy wykonać ją razem
- Właściwie to byłam pewna tego, że od teraz będziecie wykonywać zlecenia we trójkę, no wiesz z Lisanną
- Tak? A niby dlaczego? Dlatego, że jesteśmy razem? W tej kwestii to nie ma żadnego znaczenia. Po za tym Lisanna jest już w drużynie z Mirą i Elfmanem. Wykonywanie zleceń to jest taki ich rodzinny interes, że tak powiem, więc nie mam zamiaru się w to mieszać, a po za tym przecież ja też mam już drużynę, co nie? Ty, ja i Happy nadal ją tworzymy,prawda?- spytał z tym swoim szerokim uśmiechem, a ona tak bardzo pragnęła odpowiedzieć tak. Lecz nie mogła tego zrobić
- No widzisz Natsu...nie wydaje mi się, aby to był dobry pomysł
- Co ty wygadujesz? Odważyła się spojrzeć mu w oczy
- Uważam, że nie powinniśmy już być w jednej drużynie
- Co? Niby dlaczego nie?- wydawał się zaskoczony
- Chyba sam rozumiesz....
- Co? Tylko dlatego, że cie nie pamiętam. Nie martw się to się da przeskoczyć- powiedział optymistycznie
- No nie wydaję mi się. Natsu osoby wykonujące razem zadania,a już zwłaszcza te trudniejsze i bardziej niebezpieczne muszą sobie nawzajem bezgranicznie ufać. To jest najważniejsze. A pomiędzy nami przecież nie ma zaufania, mam rację? Znała odpowiedź i wiedziała, że to będzie jak kolejny nóż w jej już i tak wystarczająco zranione serce, ale ten jeden raz musi to usłyszeć
- No masz rację, że ja cie właściwie nie znam, więc ci nie ufam, no ale ty mi chyba powinnaś co nie? To znaczy skoro ufałaś mi kiedyś to teraz nie ma powodu, aby to się zmieniło, prawda?
- Właśnie,że wszystko się zmieniło.
- No ta oczywista kwestia owszem, ale ufałaś mi kiedyś,prawda?
- Nie ufałam- wyszeptała tak cicho, że prawdopodobnie, gdyby nie jego wyostrzony słuch nie byłby w stanie jej usłyszeć. Zacisnęła dłonie w pięści, aby przestały się jej trząś. To co zamierzała powiedzieć ledwo przechodziło jej przez gardło, ale żeby na dobre się od niego uwolnić musi także zrazić chłopaka do siebie. Innej możliwości nie było
- Co?- spytał, a w jego tonie można było usłyszeć szok. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi
- Nigdy ci nie ufałam- powtórzyła, tym razem z większą mocą w głosie. Do tej pory miała spuszczony wzrok, więc podniosła głowę i spojrzała na jego twarz i zamarła. Wyglądał na tak...zranionego, zupełnie jakby to był jej Natsu,a ona powiedziałaby mu coś takiego. Właśnie tak wyglądałaby jego reakcja. Nie rozumiała tego. Zupełnie nie mieściło jej się to w głowie. Ten widok sprawiał, że jej serce rozpadało się na miliony kawałeczków. Teraz już na dobre chciało jej się nie płakać, a ryczeć. To było jej zamiarem. Zrazić go, zranić, ale teraz gdy to zrobiła gorzko żałowała wypowiedzianych słów. Dlaczego w ogóle się tym przejął? Przecież jestem dla niego obca. Czemu wygląda tak jakby to jednak go obchodziło?Lucy!- przyleciał Happy i uratował sytuacje.
- Happy, z trudem uśmiechnęła się do przyjaciela- tak jak ci mówiłam Natsu nie zdawał sobie sprawy z tego jak się czujesz, ale już wszystko wyjaśnione i to się więcej nie powtórzy.
- Dziękuje Lucy, przytulił się do niej
- Nie ma za co, dobra to ja będę się zbierać
- Już idziesz?- spytał podłamany exceed. Liczył na to, że ich trójka znowu spędzi trochę czasu razem
- Tak, mam misję to wykonania
- Lucy a będę mógł cie odwiedzić?- spytał z nadzieją w głosiku
- Jasne, że tak. Jesteś u mnie zawsze mile widziany
- Aye- ucieszył się- w takim razie wpadnę do ciebie później
- Dobrze, na razie- pomachała im i odeszła.
- Nigdy mi nie ufała-wyszeptał ledwo słyszalnie wciąż odprowadzając wzrokiem dziewczynę. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Czuł kłujący ból w klatce piersiowej i zastanawiał się czy przypadkiem nie odezwała się jakaś rana z poprzedniej walki. Czuł jednak, że chodzi o coś innego. Kiedy Lucy powiedziała, że nigdy mu nie ufała zaskoczyła go tym,bo nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Wszyscy w około mówili mu jaką to wspaniałą drużyną byli, jakimi świetnymi przyjaciółmi, czyżby nie znali prawy? Być może to wszystko wyglądało tak jedynie w ich oczach, a tak naprawdę oni nigdy nie byli PRAWDZIWĄ drużyną. Z jakiegoś powodu takie myślenie go bolało. Zaczął powoli wierzyć w to co powiedzieli mu przyjaciele jak i w to co zobaczył we własnych wspomnieniach. Wierzył w to, że ona kiedyś była mu bliska, a teraz kiedy wreszcie przyjął to do wiadomości dowiedział się, że on nigdy nie był bliski jej. Że prawdopodobnie nawet nie uważała go za przyjaciela. Dla niego jej słowa brzmiały jak wyrok, czuł się tak jakby w tej chwili stracił coś bardzo cennego, ale nie za bardzo rozumiał własne uczucia. Dlaczego tak mi zależy jakie ona ma o mnie zdanie?

Wiem Kochani, że ostatnio musieliście długo czekać na rozdział dlatego też tym razem udało mi się go skończyć znacznie wcześniej. Mam nadzieję,  że Wam się spodoba ^^ 

14- Powód by walczyć (NaLi, NaLu) rozdział 9


Było bardzo późno i pomimo tego, że Natsu nie był śpiący nie przejmując się obecnością dziewczyny wpakował się z powrotem do łóżka. Ona natomiast podążyła za nim i położyła obok niego, nie pytając wcześniej o zgodę. Była to kolejna rzecz, która go zaskoczyła, ale nie przeszkadzało mu to. W dzieciństwie często spali razem, więc był do tego przyzwyczajony. Kiedy tak leżeli, ona opierając swoją głowę na jego torsie, on głaszczący ją po głowie wyszeptał
- Happy gdzieś zaginął. Dziewczyna momentalnie podniosła głowę i spojrzała na niego
- Jak to zaginął? O czym ty mówisz?
- Po spotkaniu z tobą wróciłem z nim do domu, pokłóciliśmy się, wyleciał stąd i już nie wrócił. To nie zdarzało się nigdy przedtem...no chyba, że się mylę?- przypomniawszy coś sobie spojrzał na nią z pytaniem w oczach. Zastanowiła się przez chwile
- Nie, nie przypominam sobie by to się wcześniej zdarzało
- Sama widzisz,muszę jak najszybciej go znaleźć- już zaczął wstawać, ale zatrzymała go
- Spokojnie pewnie poszedł do Lucy I znowu to imię.Wiedziałem,że to wszystko jej wina! Zabrała mi Happy'iego, nastawiła go przeciwko mnie, a to wszystko zapewne w formie zemsty za to, że o niej zapomniałem. No co za wredna dziewucha!- Czemu jesteś o tym taka przekonana?- spytał zamiast tego
- Bo zawsze, gdy ma jakiś problem to idzie do niej. To już dało chłopakowi do myślenia. Wiedział, że jego przyjaciel nie jest za bardzo ufny, ani otwarty w stosunku do obcych, właściwie to nawet do przyjaciół. Do tej pory jedyną osobą której się zwierzał był on sam. Jednak znaczyło to, że Happy naprawdę musiał mieć zaufanie do tej dziewczyny. Czyżby pozostali jednak nie przesadzali? Może faktycznie byliśmy sobie bliscy?Z rozmyślań wyrwała go dziewczyna, która weszła na niego i pocałowała
- Widzę, że nie jesteś w dobrym nastroju, może więc mogłabym go polepszyć- wyszeptała z przebiegłym uśmieszkiem i znowu się pochyliła, by go pocałować, jednak Salamander powstrzymał ją
- Lisanna nie sądzisz, że to trochę za wcześnie na takie rzeczy? Było mu strasznie głupio mówić coś takiego. Jego doświadczenie z płcią piękną było praktycznie zerowe, więc teraz dziękował otaczającej ich ciemności, bo dzięki temu dziewczyna nie mogła dostrzec jego zażenowania w postaci czerwonych policzków. Zaśmiała się
- Za wcześnie? Żartujesz sobie? Wiesz jak długo na to czekałam? Nic nie odpowiedział, więc kontynuowała urażonym tonem
- Zwykle to dziewczyny mają obiekcje co do tego typu rozrywek, a faceci wręcz przeciwnie. Pochyliła się nad nim- czyżbym cie nie pociągała Natsu? Na te słowa jego „dowód", pomiędzy nogami zareagował. Siedząc na nim musiała to wyczuć, bo uśmiechnęła się seksownie
- Widzisz?Mnie nie oszukasz, wiem, że także mnie pragniesz
- Ta..tak- nagle zaschło mu w ustach, więc przełknął ślinę i dopiero kontynuował - ale chodzi mi o to, że dopiero dziś zostaliśmy parą i uważam, że powinniśmy nieco zwolnić, no wiesz trochę zacze..- przerwała mu przykładając palec do jego ust
- Spokojnie nie mam na myśli seksu- zachichotała- są inne rozrywki dla dorosłych, których chciałabym cie nauczyć. Sięgnęła ręką do jego spodenek i zaczęła pocierać rosnącą jej w dłoni erekcje na co chłopak jęknął
- Widzisz? Czy to nie jest przyjemne?- powiedziała mu w usta i zaczęła go całować. Był zgubiony poddał się pieszczotom dziewczyny. Złapał ją w talii i zaczął całować, jednak nie odważył się sięgnąć pod jej koszulkę czy tym bardziej skąpo wyciętych spodenek. Pozwolił na to, by tym razem to ona dała mu trochę przyjemności.
Znajdował się w jakimś pomieszczeniu, którego nie znał. Pokoik był średniej wielkości. Siedział przy stole razem z Happ'ym, a na przeciwko nich na podłodze siedziała blondynka. Rozejrzał się. Pokój miał różowe ściany,wyglądał bardzo przytulnie i dziewczęco. Dziewczyna siedziała na żółtym dywanie obok regału, a za nią znajdował się małej wielkości bałwan. Natsu widział wszystko z perspektywy obserwatora, zupełnie tak jakby stał na przeciwko nich.
- Dobra! Kotrakt skończony!- zawołała
- Wygląda dość łatwo- powiedział kot
- Bo jest!- zawtórował mu Dragneel
- Tak wygląda, ale jest bardzo ważny- wyjaśniła- magowie gwiezdnej energii działają przez kontrakt. Innymi słowy dana obietnica jest dla nas wszystkim. Dlatego nigdy nie złamie danego słowa! Łapiesz?
- Ach tak! Muszę wybrać imię
- Nie nazywał się Nicola?-spytał Happy
- To rodowe imię- odpowiedziała dziewczyna, po chwili krzyknęła- Mam! Chodź tu Plue i wyciągnęła ręce do dziwnego stworka, którego Natsu widział pierwszy raz na oczy.
- Plue?- powtórzyli przyjaciele nieprzekonani
- Czyż nie brzmi uroczo?- powiedziała uśmiechnięta dziewczyna trzymając „zwierzątko" na rękach. W tym momencie wyglądała naprawdę słodko- pomyślał
- Prawda Plue?
- Chyba go nie lubi-stwierdził Natsu
- Plue jest pieskiem a nie szczeka? Dziwne- skomentował Happy
- Tak jak ty jesteś kotem,a nie miauczysz- puściła bałwanka, a ten zaczął dziwnie „tańczyć"
- Ciekawe co chce powiedzieć?- spytała sama siebie
- Plue masz rację stary- odpowiedział uśmiechnięty chłopak po czym podszedł do wciąż siedzącej na dywanie dziewczyny i zaczął mierzyć ją wzrokiem
- C-co?- spytała niepewnie
- Dobra postanowione!-krzyknął uradowany i wyprostował się- zróbmy drużynę!
- No tak!- potwierdził Happy, najwyraźniej spodobał mu się ten pomysł
- Drużynę?- powtórzyła
- Aye! Wszyscy w gildii są kamratami,ale drużyny tworzone są tylko przez kumpli- wyjaśnił- jeśli masz drużynę to trudne zadania stają się łatwiejsze
- To super!-krzyknęła- Brzmi interesująco! Potem wykonali razem z Natsu jakiegoś takiego dziwnego, zmienionego żółwika, a on krzyknął
- Dobra, wszystko ustalone! No to do roboty!Masz już wybrałem- podał jej kartkę ze zleceniem
- Niech no spojrzę. Miasto Shirotsune.Bez jaj!200000 kryształów za zabranie książki z posiadłości jakiegoś Duke'a Evaroo?
- No nie! Czy to nie proste?
- Uwaga: jest starym zboczeńcem, który obecnie poszukuje bląd włos pokojówek
- A Lucy jest blondynką, nie?- powiedział do Happy'iego chytrze
- Niech spenetruje posiadłość w stroju pokojówki- potwierdził niebieski
- Planowaliście to od samego początku!- uświadomiła sobie
- Słyszałem, że magowie gwiezdnej energii zawsze dotrzymują danego słowa- ciągnął- podziwiam!
- Oszukaliście mnie!- krzyczała, a on zaczął się śmiać.Hmm, a więc tak to wyglądało. Faktycznie to był mój pomysł, aby utworzyć drużynę we trójkę, ciekawe od jak dawna się wtedy znaliśmy, że się na to zdecydowałem. Jego obserwacyjna forma zamknęła na chwile oczy, a kiedy otworzył je z powrotem był w zupełnie innym miejscu. Znajdował się w gildii, ale była ona strasznie zniszczona. Nie wiedział dlaczego wszyscy w okół byli ranni, ale przecież nie mógł zapytać innych co się stało, bo jego tak naprawdę tu nie było. Znów zobaczył blondynkę, tym razem siedziała na beczce, a koło nich stał on, Grey i Elfman.
- Wszystko wróci do normy, kiedy wrócę do domu, tak?
- Tak myślisz?- zapytał- ale „nowobogacka" nie bardzo do ciebie pasuje. Bardziej pasujesz do tego brudnego baru,śmiania się i radosnego poszukiwania przygód. Powiedziałaś, że chcesz tu zostać, prawda? Co dobrego czeka ciebie po powrocie do miejsca, którego nienawidzisz? Jesteś Lucy z Fairy Tail! To jest twój dom!- dziewczyna rozpłakała się po jego słowach, ale wiedział, że były to łzy szczęścia. Po chwili ujrzał twarz płaczącej Heartfili, która mówiła, że kocha Fairy Tail, widział to tylko przez chwile, ta scena mignęła mu bardzo szybko przed oczami. Nie zdążył się zorientować gdzie wtedy byli, ani czy po za nimi był obecny ktoś jeszcze. Nie rozumiał także dlaczego płakała. Ale musiał przyznać, że był to smutny widok i zdecydowanie nie był mu obojętny. Potem znów przeskok. Wracają w 5, a za nimi widoczny jest jakiś ogromny pałac. 
- Dobrze, że z nami wracasz, bo Happy ciągle ryczał- powiedział chłopak 
- Ty też szlochałeś Natsu
- Wcale, że nie!-krzyknął, lecz z jego mimiki można było wyczytać, że Happy nie kłamał. Znowu przeskok. Teraz jest on, Grey, Erza, Happy i podchodzi do nich jakiś rudy chłopak w zielonej kurtce i okularach
- Możecie to przekazać Lucy? To są jej klucze.
- Myślałem właśnie gdzie mogłeś być- powiedział mag lodu
- Szukałeś ich przez cały czas?- spytał Natsu
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz za dobrze- stwierdził Happy podlatując bliżej
- Dzięki, wszystko dobrze- odpowiedział chłopak- Kurka....ciężko być męskim feministą.
- Lucy tu nie ma. Jej rany bolą tak bardzo, że pewnie nie może się ruszać- powiedział Happy
- Może pójdziemy sprawdzić co u niej? Ty też pójdziesz Loki Aha czyli on ma tak na imię
Odpuszczę sobie. Wiecie, że nie mogę prowadzić interesów z Gwiezdnymi Magami
- Serio? Ale Lucy to po prostu Lucy- powiedział Natsu nieprzekonany
- Natsu wszyscy mamy jakieś słabości. Nie zawracaj mu głowy- powiedziała Erza. Po tej scenie kiedy otworzył oczy zobaczył sufit w swoim domu. Oznaczało to, że się obudził. Rozejrzał się. Było już jasno, a to znaczyło, że jest poranek. Spojrzał na lewo i ujrzał śpiącą obok Lisannę. Przez chwile zastanawiał się co to były za strzępki rozmów, lecz szybko do niego dotarło, że to musiały być jego wspomnienia.
- Lucy to po prostu Lucy-wyszeptał i uśmiechnął się na te słowa. Wygląda na to, że faktycznie miałem w zwyczaju tak mawiać.Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że leżąca obok dziewczyna już nie spała i usłyszała to co powiedział.
Gomenasai. Wiem, że zamieszczenie tego rozdziału zajęło mi lata świetlne xd. Ale mam tak dużo teraz na głowię i naprawdę ciężko jest znaleźć chwilę, aby coś zamieścić, że o pisaniu już nie wspomnę. Jak tak dalej będzie to chyba popełnię sempuku. 

14- Powód by walczyć (NaLi, NaLu) rozdział 8



Heartfilia siedziała przy biurku i zapisywała kolejny rozdział swojego opowiadania. Opowiadał on o tym, jak to najlepszy przyjaciel głównej bohaterki, który aktualnie ma amnezję przytulił ją niespodziewanie, czym przyprawił biedaczkę o palpitacje serca. A ona na domiar złego musiała powstrzymać pragnienie rzucenia się na niego i odwzajemnienia uścisku, żeby nie zorientował się, że tak naprawdę nie miała nic przeciwko temu. Wykonywaną czynność przerwał jej czyjś skowyt, a potem dostrzegła niebieską kulkę wpadającą przez okno i rzucającą się na nią. W pierwszej chwili ledwie ją rozpoznała.
- LUUUUUCYYYYY!!!- niebieski przyjaciel wtulił się w nią ciągle płacząc
- Happy- powiedziała zaskoczona dziewczyna, ale oczywiście nie puściła malca,a przytuliła go niczym pluszaka w dzieciństwie. Po kilku minutach ciągłego płaczu exceeda i głaszczącej go po główce dziewczyny spytała cichutko
- Happy co się stało?- choć znała odpowiedź. Widziała ataki paniki i rozpaczy towarzysza wiele razy i wszystkie były spowodowane odrzuceniem przez kotkę, lecz w takim stanie nie widziała go jeszcze nigdy, wyglądał na zdruzgotanego. Jak by w jednej chwili stracił dosłownie wszystko. W jej myślach tłukło się tylko jedno słowo- Natsu. Była pewna tego, że to jego zachowanie spowodowało zaistniałą sytuacje. Happy wytarł oczka i po chwili odpowiedział
- To Natsu...za..zaczął spotykać się z Li...Lisanną. Serce blondynki zatrzymało się na sekundę zanim ruszyło na nowo. Spodziewała się tego widząc jak białowłosa ciągnęła dziś chłopaka za rękę. Po za tym wiedziała, że spędzali ze sobą sporo czasu od jego przebudzenia, jednak mimo tego ta wiadomość zabolała ją.
 Do tej pory jeszcze trochę się jednak łudziła, że przyjaciel jednak odzyska pamięć i wszystko będzie jak dawniej. Miała nadzieje, że będzie miała okazje wyznać mu swoje uczucia, nawet jeśli skończyłoby się to odrzuceniem. Obiecała sobie, że bez względu na jego reakcje wtedy powiedziałaby mu, lecz teraz czuła się tak jak by straciła go na nowo, tym razem na dobre. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nic nie powiedziała, a exceed patrzył na nią tymi swoimi wielkimi czarnymi wciąż zapłakanymi ślepkami oczekując jakiejś reakcji z jej strony. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie, a zarazem smutno. Nie miała zamiaru dawać po sobie poznać, że ta nowina zabolała ją nawet bardziej niż jego. Jej zadaniem jako przyjaciółki, było pocieszenie malucha
- Przykro mi- wyszeptała. Dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego jak to musiało zabrzmieć dodała- ale oczywiście nie z tego powodu, że się spotykają- zaśmiała się bez cienia wesołości- mam na myśli to, że przykro mi, że się pokłóciliście.
- Skąd wiesz, że się pokłóciliśmy? Przecież nic takiego nie zdążyłem powiedzieć- zdążył się już nieco uspokoić, dzięki czemu przestał się jąkać
- Happy jak długo się znamy?-zapytała uśmiechając się do niego wspierająco. Jej gość zrozumiał aluzję, więc nie drążył tematu, zamiast tego zaczął opowiadać, tym razem na spokojnie.
- Od kiedy Natsu się obudził, a potem okazało się, że stracił wspomnienia bardzo się zmienił, wiesz? 
- Zauważyłam- przytaknęła
- No właśnie i ja rozumiem,że skoro zapomniał o tobie i waszej przyjaźni to przestał z tobą rozmawiać,ale co ze mną? Przecież mnie nie zapomniał, więc dlaczego zaczął mnie unikać?- nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, że to co powiedział nie było do końca miłe w stosunku do niej, ale postanowiła to przemilczeć. 
- Ale jak unikać?-dopytywała- przecież spędzaliście razem czas tak jak zawsze z tego co widziałam.
- No tak, ale tylko w gildii i tylko na początku. Potem wkroczyła Lisanna i całkowicie go ode mnie odcięła- poskarżył się
- Wydawało mi się, że lubisz Lisannę- powiedziała trochę zaskoczona- po za tym jestem pewna, że nie zrobiła tego celowo, tak samo Natsu. Po prostu powiedz im jak się czujesz, a jestem pewna, że wszystko wróci do normy- powiedziała uśmiechając się szeroko. Rzecz jasna był to jedynie uśmiech na pokaz, sama w środku aż krzyczała Jak on śmie tak postępować?! Ja to rozumiem...wykręci się amnezją, ale Happy?!
- Nic już nie wróci do normy- szepnął cicho- dla mnie normą są nasze misje i przesiadywanie u ciebie we trójkę.
- Wiem, uwierz, że dla mnie też, ale musimy przyzwyczaić się do obecnej sytuacji Happy i przyjąć do wiadomości to, że już nie będzie tak jak kiedyś- choć mówienie tego wprost łamało jej serce to zdawała dobie sprawę z tego, iż jest to szczera prawda. Nie mogła dłużej uciekać. Musi się nauczyć jak żyć bez Natsu. Ale Happy nie miał tego co ona problemu. Blondynka była przekonana o tym, że ich relacje da się naprawić i postanowiła zrobić wszystko, aby tego dokonać. 
- Porozmawiaj z Natsu
- Już rozmawiałem- upierał się- nie mam mu już nic więcej do powiedzenia- upierał się
- No z tego co widzę to to nie była rozmowa- westchnęła- Happy Natsu to twój najlepszy przyjaciel od zawsze. Jestem pewna, że teraz czuje się tak samo źle jak ty. Jak porozmawiacie szczerze to na pewno cie zrozumie i więcej nie dopuści do takiej sytuacji żebyś był sam. A przecież Lisanna również jest twoją przyjaciółką i jestem pewna, że nawet jeśli odcięła cie od Natsu to nie zrobiła tego specjalnie. Pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.- spojrzała mu w oczy- kiedyś byliście rodziną, teraz również możecie się nią stać. On patrzył na nią przez chwile po czym przytulił się do niej i wyszeptał
- Teraz to ty jesteś moją rodziną Lucy. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie na te słowa. Pomimo wiadomości o Natsu i Lisannie, która w pewien sposób „zmroziła" jej serce, teraz to jedno zdanie sprawiło, że znów poczuła kojące ciepło. Spojrzała w dół na exceeda siedzącego jej na kolanach. Sama również uważała go za swoją rodzinę. Oczywiście wszyscy członkowie Fairy Tail nią byli, ale to było trochę inne. Happy był dla niej niczym młodszy brat. Zawsze mógł do niej przyjść po poradę lub po prostu wypłakać się jak teraz, gdy nie chciał rozklejać się przy Natsu. Wiedział, że blondynka zawsze znajdzie dla niego czas i nigdy nie odtrąci. Uniosła głowę i spojrzała w jakiś niewidzialny punkt w oddali. Pomimo uczucia straty była wściekła. Nie okazywała tego przy towarzyszu, ale tak naprawdę wszystko się w niej gotowało. Przy najbliższej okazji miała zamiar powiedzieć różowowłosemu dość dosadnie co myśli na jego temat.
Kiedy exceedowi w końcu udało się zasnąć Heartfilia usiadła z powrotem przez biurkiem. Wzięła czystą białą kartkę i zaczęła swoją formę terapii.


Kochana mamo
Wiem, że wypadałoby najpierw opowiedzieć Ci o mojej ostatniej misji. O tym jak było i na czym ona w ogóle polegała, lecz teraz w głowie tłucze mi się tylko jedna myśl. Jak Natsu śmiał w taki sposób potraktować Happ'iego?! Ma amnezje, więc mnie nie pamięta. Wielu rzeczy, które wydarzyły się w ciągu ostatnich 3 lat także,ale Happy to Jego najlepszy przyjaciel od zawsze. Co On w ogóle wyrabia?! Zupełnie tego nie rozumiem.
Wyobra
żasz sobie, że zaczął spotykać się z Lisanną. No właśnie! TEN Natsu postanowił, że jednak chce mieć dziewczynę.Wiem, ja również wciąż nie mogę w to uwierzyć. Przez cały ten czas sądziłam, no wiesz, że On po prostu nie myśli w ten sposób o kobietach, że jest jeszcze zbyt mało dojrzały na związek, a tu proszę pojawiła się Lisanna, a Ten już. Ehh...nic nie poradzę na to, że mnie to po prostu boli mamo. Ale rzecz jasna życzę Im jak najlepiej, naprawdę. Jeśli oboje będą szczęśliwi to ja będę cieszyć się z Nimi, choć to będzie trudne będę uśmiechać się jak głupia i gratulować Im jak najęta. A przynajmniej takie mam plany.
No ale wracaj
ąc do tematu Happi'ego nie uważasz, że to jest mega dziwne. Oni w życiu nie kłócili się na poważnie. Sprzeczali co chwile, co prawda, ale kłótnia? Czy to możliwe, że Happy ma rację co do tego, że Natsu po prostu się zmienił? Wiesz nie zauważyłam tego, gdyż z wiadomego powodu nie spędzam z Nim już czasu, ale Happy nie rozpaczałby tak bardzo bez powodu. No dobrze, faktycznie zdarza mu się dramatyzować z powodu tak błahego jak zaginiona rybka, ale tym razem to co innego. On nawet nie wrócił do domu na noc. Zamiast tego spytał czy może nocować u mnie, a kiedy ledwo skinęłam głową położył się na moim łóżku, zwinął w kłębek, niczym prawdziwy kot i zasnął. 
Jutro mam zamiar przemówi
ć Mu do rozsądku, bo mam wrażenie, że maluch tego nie zrobi. No i wypadałoby też porozmawiać z Lisanną..ehhh czemu jak zwykle wszystko jest na mojej głowie? Planowałam się z tego wykręcić, a teraz jestem w samym środku owej sytuacji skoro nasz przyjaciel śpi nie całe 2 metry ode mnie. Jestem pewna, że Natsu się martwi. Może powinnam Mu powiedzieć o tym, że Happy jest u mnie? Chociaż z drugiej strony jak się trochę pomartwi to dobrze Mu to zrobi.Uświadomi sobie jak bardzo Mu Go brakuje i jak idiotycznie wręcz postąpił.Tylko, że ja naprawdę tego nie rozumiem mamo. Przecież Oni dosłownie zawsze trzymali się razem. Czemu to się tak nagle zmieniło? Nie chce o to obwiniać Lisanny, ale jednak jak by na to nie spojrzeć jest Ona po części odpowiedzialna za aktualną sytuacje.Tyle, że pewnie jest tak bardzo „zajęta" Natsu, że nawet nie zwróciła uwagi na biednego Happ'iego. Dobra moje myśli zdecydowanie idą nie w tą stronę co powinny.
Tak czy inaczej musz
ę z Nim jutro porozmawiać, chociażby ze względu na Happ'iego. Musi do Niego dotrzeć Jego postępowanie. A kiedy już mi się to uda osiągnąć, pogratuluję Mu grzecznie i w ten sposób na dobre się z Nim pożegnam. Wiem, że obiecałam Tobie i samej sobie, że będą silna i będę walczyć, ale teraz sytuacja diametralnie się zmieniła, a ja nie będę w stanie godzinami siedzieć z Ich dwójką i śmiać się jak gdyby nigdy nic. Po prostu nie potrafię, proszę zrozum.
Jutro dam Ci zna
ć jak mi poszło, mam nadziejęże u Ciebie wszystko w porządku. Dziękuje, że wciąż nade mną czuwasz. Pozdrów ode mnie tatę, wiem, że jest gdzieś w pobliżu Ciebie. Ja już Mu wybaczyłam, więc może i Ty to zrobisz, co? Kocham Was
                                                                                          ***
Leżał na łóżku i patrzył się w sufit. Zastanawiał się nad tym,która już jest godzina. Nie mógł zasnąć, bo Happy wciąż nie wrócił do domu. Martwił się o niego, bo nie wiedział, gdzie znajduje się jego przyjaciel. W dodatku nie miał nawet zielonego pojęcia gdzie go szukać. Może w tym co powiedział było trochę racji?
 Faktycznie odnosił teraz wrażenie jakby nie znał go już tak dobrze jak dawniej. Nie wspominając o tym, że w normalnych okolicznościach w życiu nie doszłoby do takiej kłótni pomiędzy nimi, to nawet gdyby taka sytuacja zdarzyła się w przeszłości przyjaciel wróciłby na noc do domu. A nawet jeśli by tego nie zrobił to Natsu od razu wiedziałby gdzie go szukać, a teraz pustka. Nie znał obyczajów exceeda, ani jego nowych przyjaciół.Wciąż zachodził w głowę kim może być ta cała Carla i czy Happ'iego przypadkiem nie ma u niej. Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Natsu zerwał się z łóżka mając ogromną nadzieje, że ujrzy przed nimi przyjaciela. Źle mu było z powodu panującej atmosfery, między nimi. Chciał jak najszybciej to naprawić po czym planował kazać tej całej Lucy się od nich odczepić, gdyż uważał, że to dziewczyna nastawiła Happy'iego przeciwko niemu i Lisannie. Był przekonany, że to ona była winna wszystkiemu. Kiedy już podchodził do drzwi i sięgnął po klamkę, one same się otworzyły, a on ujrzał za nimi białowłosą dziewczynę. Trochę się zawiódł, ponieważ nie tego się spodziewał, ale po chwili wyrzucił na twarz szeroki uśmiech i spytał
- Hej Lisanna, co tu robisz?
- Przyszłam w odwiedziny- uśmiechała się do niego
- Ale o tej godzinie?- spytał wskazując na niebo, które wciąż miało granatowy kolor. Podejrzewał, że jest około pierwszej w nocy, ale nawet nie spojrzał na zegarek. Wolał nie wiedzieć jak długo jego przyjaciel jest po za domem. 
- Mogę wejść?- zapytała, a on dopiero teraz uświadomił sobie, że nic nie odpowiedział.
- Tak, jasne wchodź- zaprosił ją do środka. Jakie było jego zaskoczenie, gdy dostał buziaka na powitanie.
Dedykuje ten rozdział mojej czytelniczce. Mam nadzieję, że się spodoba ^^. Kolejna "dawka" naluhuany już jest. Jeszcze cieplutka xd. Wiem, że miał być wczoraj, ale wróciłam z pracy tak późno, że naprawdę nie mogłam go wstawić. Gomenasai.