Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 czerwca 2017
Obiecuje, że się pojawią ;)
Hej Misiaki :) Wiem, że już całkiem długo czekacie na kontynuacje opowiadań, a ich jak nie było tak nie ma. Recz w tym, iż mój laptop ma już ponad 10 lat dlatego strasznie się przegrzewa i niestety nie mam możliwości pisania na nim. Planuje za niedługo kupić nowy sprzęt i wtedy mogłabym spokojnie wrócić do pracy. Nie mogę jeszcze podać Wam dokładnego terminu, ponieważ sama go nie znam. Abym mogła kupić to co sobie tam upatrzyłam będę musiała najpierw pójść do pracy i zarobić na niego. Na całe szczęście właśnie zaczęły się wakacje :D. Wiem, że proszę Was o mnóstwo cierpliwości, bo faktycznie nie zamieszczałam nic nowego od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że rozumiecie :) Plus jest też taki, że mając nowy sprzęt będę mogła nie tylko napisać kontynuacje tego co zaczęłam, ale także nowe opowiadanka, które już zdążyły uformować się w mojej głowie ;).
piątek, 2 września 2016
Nowe, stare opowiadania
Ohayo Minna (pewności czy tak się to piszę pewności nie mam, więc wybaczcie) nie wiem czy już kiedyś Wam o tym mówiłam czy nie,ale kiedyś prowadziłam innego bloga o tej samej co ten tematyce, napisałam na nim kilka opowiadań,które następnie skopiowałam tutaj, niestety razem z tłem poprzedniego bloga :(. Nie mam pojęcia jak się tego pozbyć, próbowałam już chyba wszystkiego,ale nic nie mogłam z tym zrobić. W dodatku, kiedy zmieniam szablon, za każdym razem muszę również bawić się z tamtymi opowiadaniami, a czasem przyznaje,że zapomniałam to zrobić, więc jeśli tło tekstu jest białe i tekst także (jak np. w tym momencie) to nie da się tego przeczytać. Dlatego też postanowiłam zamieścić je jeszcze raz, tym razem upewniając się,że poprzedni problem zniknie na dobre :). Zachęcam Was do przeczytania ich jeśli macie akurat chwilkę czasu i się tu znaleźliście, bo nie są jakieś strasznie długie. Ja np. często wracam do swoich ulubionych opowiadań (innych autorów oczywiście, chodź swoje też zdarza mi się czytać, by np. nie popełnić plagiatu)
poniedziałek, 14 grudnia 2015
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 2
Paring:
Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: Hej, Kochani czy Wy też tak jak i ja nie możecie się doczekać zakończenia filerów? Manga już dawno została skończona, a oni ciągną anime w nieskończoność. Nie rozumieją, że w ten sposób tylko zniechęcają fanów. Do tej pory mogłam powiedzieć, że dosłownie obejrzałam każdy odcinek tego anime, wraz z ova i kinówkami. Teraz już nie mogę tego powiedzieć, gdyż nie mam zamiaru oglądać tych filerów. Po za tych chciałabym obejrzeć w końcu film „Boruto”, a nie zrobię tego dopóki nie obejrzę anime do końca. No cóż taką już mam zasadę.
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: Hej, Kochani czy Wy też tak jak i ja nie możecie się doczekać zakończenia filerów? Manga już dawno została skończona, a oni ciągną anime w nieskończoność. Nie rozumieją, że w ten sposób tylko zniechęcają fanów. Do tej pory mogłam powiedzieć, że dosłownie obejrzałam każdy odcinek tego anime, wraz z ova i kinówkami. Teraz już nie mogę tego powiedzieć, gdyż nie mam zamiaru oglądać tych filerów. Po za tych chciałabym obejrzeć w końcu film „Boruto”, a nie zrobię tego dopóki nie obejrzę anime do końca. No cóż taką już mam zasadę.
Kobieta przygotowywała się powoli do swojej „randki”.
Niepokoiło ją to, że jej córka wybiegła z domu bez słowa, na dodatek była
rozgniewana, ale uspokajał ją fakt, że najprawdopodobniej poszła albo do
koleżanki, albo na plac treningowy. Mimo to, źle jej było z tym, że się
pokłóciły. Zawsze w takich sytuacjach, kiedy kłóciły się o osobę, której
imienia nie można było wymieniać, Sakura stawała po jego stronie. Była zła na
samą siebie z tego powodu, że go broni, ale nie potrafiła postępować inaczej. W
końcu do jej ojciec. Sakura nigdy nie miała zamiaru nastawiać córki przeciwko
niemu, właściwie to zawsze robiła wszystko, by do tego nie doszło, ale w tej
kwestii poległa na całej linii, a owoce tego zbiera do dzisiejszego dnia.
Dziecko powinno mieć szacunek do swoich rodziców- to złota zasada, którą miała
wpajaną całe życie przez własnych rodziców, dlatego w ten sam sposób
postępowała z Saradą.
Postanowiła trochę posprzątać przez przyjściem gościa. Ogólnie lubiła porządek i nigdy nie miała w domu bałaganu, ale pomyślała, że dobrze byłoby chociaż zetrzeć kurze z szafek. Zaczęła od kuchni: blaty, szafki i szuflady, potem stół i na końcu szafki w salonie, które stały przy kanapie. Wystrój mieszkania nie był jakoś specjalnie wyrafinowany,ale elegancki. Ściany w całym mieszkaniu były białe, pomimo pokoju Sarady, która wybrała pomarańczowy. Meble natomiast czarne. Właściwie to wystrój mieszkania był takim małym przypomnieniem tego, kto tu kiedyś mieszkał, albo wciąż mieszka, tak jakby. Zabrała się a odkurzanie fotografii i wtedy dostrzegła „jego” zdjęcie. Był na nim wraz ze swoją byłą drużyną, a może i obecną, Haruno tego nie wiedziała – w końcu ta cała Karin zawsze na niego leciała- przypomniała sobie. Szybko jednak wyrzucała tą myśl z głowy. Skoro ona postanowiła zapomnieć o przeszłości i pomyśleć o zbudowaniu nowej, lepszej przyszłości u boku innego faceta, to nie mogła mieć pretensji do swojego męża, o to,że także tak postępuje. Po ztarciu kurzu ze zdjęcia, wzięła do ręki inne zdjęcie. To zdecydowanie bardziej lubiła. To pierwsza fotografia, które jej była „drużyna 7” miała zrobioną. Byli wtedy tacy młodzi. Dopiero zaczynali prawdziwe życie, nie sądzili, że może być ono tak trudne, a czasami bolesne. Kiedy zobaczyła swoich przyjaciół. Naruto, Kakashiego i
- hm… Sasuke Uchiha- wyszeptała ze zrezygnowaniem. Przez całe dzieciństwo, a później wczesną dorosłość go kochała i to tak bardzo. Bez względu na to co mówił, czy robił ona nigdy się nie poddała. Zmarnowała na niego tyle uczucia, czasu i energii. Lat tęsknoty za kimś nieosiągalnym, lat których nikt jej już nie zwróci. Tylko i wyłącznie po to, żeby spełnić swoje największe marzenie, by zostać jego żoną, urodzić mu dziecko i stracić go ponownie. Gdyby tylko za młodu zakochała się w kimś innym, tak wiele razy o tym rozmyślała. Co by było gdyby nigdy nie pokochała Uchihy? Gdyby zakochała się np. w Naruto? Wiedziała, że z nim byłaby naprawdę szczęśliwa, tym bardziej, że w przeszłości przyjaciel darzył ją pewnym uczuciem. - Wtedy jednak Hinata by cierpiała..ehh chyba jednak nie dało się tego załatwić tak,aby nikt nie ucierpiał. Nie dawało jej to jednak spokoju. Powinna była zdać sobie sprawę już na początku, że Sasuke nie jest zdolny to tego,aby otworzyć przed nią lub kimkolwiek innym swe serce. To,że nie kochał jej już przełknęła, nie było to łatwe, ale w końcu to do niej dotarło, lecz jednej rzeczy nie mogła mu wybaczyć, ani zrozumieć. Jak w ten sposób mógł traktować własne dziecko? Czym ona sobie na to zasłużyła? Nie umiała sobie odpowiedzieć na te pytania.W tym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Odniosła, więc szybko ściereczkę do kuchni, poprawiła włosy w drodze do drzwi, przejrzała się lustrze wiszącym w holu i otworzyła. Był wieczór a, więc słońce już dawno schowało się za horyzontem. Było ciemno, ponieważ lampa przy ich domu wypaliła się, więc tak naprawdę trudno było cokolwiek zobaczyć. Jednak ona widziała doskonale. Pomimo takich warunków świetlnych nie było szans,aby go nie rozpoznała. Stał tam, jak jakiś duch z przeszłości,który przybył tylko po to, aby ją prześladować. Jego przenikliwe spojrzenie przewiercało się przez nią na wylot. A oczy miały barwę ciemniejszą od unoszącego się nad nimi nieba. Był ubrany w strój shinobi, a na ramiona zarzuconą granatową narzutę. Nie była w stanie wyksztusić z siebie słowa, stała jak wryta, gapiąc się na niego z niedowierzaniem. Zrozumiała jednak,że on nie ma zamiaru pierwszy się odezwać, dlatego też niepewnie spojrzała mu w oczy i wydukała
- Sa..sakuke-kun…co..co ty tu robisz?
- Ostatnio jak sprawdzałem to tu mieszkałem- bez odpowiedzi po prostu minął ją w drzwiach i wszedł do środka. Po chwili, kiedy szok minął podążyła za nim do salonu.
- Nie masz zamiaru odpowiedzieć?
- Przecież dobrze wiesz gdzie byłem, na misji, czemu więc chcesz żebym ci się tłumaczył?- zapytał tak jakby naprawdę nie miał zielonego pojęcie czemu ona się go czepia. To jedynie spotęgowało złość kobiety.
- Na misji, tak? Przez 6 lat?!
- O co ci chodzi? To nie ja ją sobie wybrałem. Podziękuj swojemu drogiemu przyjacielowi, to jego zasługa.
- Nie kłam- popatrzył na nią zaskoczony
- Sakura przecież ja nie…
- Powiedziałam nie kłam! Nie rób ze mnie idiotki, dobrze?! Naprawdę myślisz, że nie rozmawiałam z Naruto?! Jakoś nic mu nie wiadomo o żadnej misji, która miała trwać, więcej nić kilka miesięcy! Za kogo mnie uważasz?! Jak…jak w ogóle śmiesz tutaj przychodzić po tym wszystkim?!
- Mieszkam tu. O ile się nie pomyliłem to na drzwiach jest wyryty znak klanu Uchiha- próbował jakoś złagodzić jej nagły wybuch,dlatego też mówił spokojnym i opanowanym tonem, to jednak na nic się nie zdało.
- Tak, na drzwiach domu w którym nie było cie przez lata! Domu, który sama wyremontowałam! Domu za, który to ja opłacam rachunki! Który to ja sprzątam! Po prostu…wynoś się stad!
- Co? Wyrzucasz mnie?- spytał zaskoczony. Nigdy nie widział Sakury takiej poważnej. A już zwłaszcza nie zachowywała się tak w stosunku do niego. Nie poznawał jej. Nie widział jej jednak przez lata i wcale nie chciał się z nią kłócić.
- Sakura…pozwól, że wszystko Ci wyjaśnie, tylko pozwól mi się najpierw przebrać i…
- Chyba kpisz! Kazałam ci wyjść- wskazała palcem w stronę wyjścia
- Dobrze. Rozumiem,że to musi być dla ciebie trudne dlatego wyjdę, ale najpierw chociaż pozwól mi się zobaczyć z córką
Tego było już za wiele. Te wszystkie lata tęsknoty, smutku,bólu i gniewu teraz połączyły się w jedno wszechogarniające uczucie nad którym nie była w stanie zapanować.
- Teraz sobie o niej przypomniałeś?! A gdzie byłeś przez te wszystkie lata kiedy cie potrzebowała?! Kiedy trzeba było pomóc jej w opanowaniu sharingana lub innych technik?! Albo kiedy była chora i z powodu gorączki majaczyła. Wiesz co wtedy mówiła przez sen? Tato gdzie jesteś? Czemu mnie zostawiłeś? Wiesz jak trudno jest odpowiedzieć dziecku na takie pytania? Zwłaszcza kiedy samemu nie można na nie odpowiedzieć. Nie masz pojęcia. Ale nie chce się z tobą sprzeczać, bo to i tak nie ma sensu. Nie po tym wszystkim. Po tych słowach podeszła do niego i z poważnym wyrazem twarzy, patrząc mu prosto w oczy oznajmiła ze stoickim spokojem
- Sasuke, chcę rozwodu- nie dowierzając w to co usłyszał podniósł głowę z wymalowanym zaskoczeniem na twarzy. Tego się nie spodziewał. Owszem, podejrzewał, że może być zła, ale ta scena, która się teraz rozgrywała, między nimi. Miał wrażenie, że cokolwiek powie i tak to niczego nie zmieni. Sakura była pewna każdego wypowiadanego słowo, na dodatek była stanowcza. Czuł,że jego małżeństwo, jego życie rozsypuje się przed nim jak domek z kart, kiedy on mógł tylko tam stać i wysłuchiwać jej żalów i oskarżeń. Nie wiedział nawet co powiedzieć. Bo cokolwiek by to nie było, nie zmieni to jej nastawienia.
- Ale szczegóły omówimy później,dlatego, że za chwilę będę miała gościa. Nie mam zamiaru zabraniać ci kontaktować się z Saradą, jeśli tylko ona będzie tego chciała. Nie mam zamiaru jej do tego zmuszać. Jeżeli zależy ci na tym, aby odzyskać córkę to radzę ci się postarać, ponieważ charakter odziedziczyła po tobie i nie umie łatwo wybaczać. Jednak wierzę w to, że jeżeli się postarasz to uda ci się naprawić z nią relację. Ona potrzebuje ojca, chociaż za nic się do tego nie przyzna. Jeśli jednak chodzi o nas to nie masz na co liczyć. Czekałam zbyt długo i już nie mam siły by robić to dalej. To bez sensu, widzisz jedyne czego pragnęłam to żebyś z czasem odwzajemnił moje uczucia, ale już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że to niemożliwe.Nie wiem czy to z powodu twojej przeszłości, ale chyba po prostu nie jesteś zdolny do miłości. Zostawienie żony to jedno, lecz porzucenie dziecka to drugie.
- Naprawdę myślisz, że tego chciałem? Przez ten cały czas być z dala od was? Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego jakie to było trudne.
- Cóż sądzę,że tobie było łatwiej nas zostawić, niż nam zaakceptować fakt, że cie nie ma- powiedziała smutnym głosem, a on poczuł to jak pchnięcie nożem prosto w serce.
- Sakura…ja
- Proszę cie idź już. Sarada za chwile wróci, a ja nie chcę, żeby pierwszą rzeczą jaką zobaczy była nasza kłótnia. Wasza przywitanie powinno wyglądać inaczej, a może powinnam powiedzieć poznanie. Widzisz Sarada cie nie pamięta. Ostatnim razem, kiedy tu byłeś miała 2 latka, była za mała, aby cie zapamiętać. Jeśli chcesz się z nią zobaczyć to podejdź pod szkołę o godz. 13:00, bo wtedy kończy lekcję, albo możesz przyjść trochę później tutaj do domu. Będziecie sami, więc będziecie mogli spokojnie porozmawiać. Ja wrócę z pracy dopiero wieczorem, więc nie musicie się spieszyć.
- W porządku, a kiedy my porozmawiamy?
- A o czym ty chcesz rozmawiać Sasuke? Myślę, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy- powiedziawszy to zrobiła dłuższą pauzę. A on miał chwile czasu na to, aby lepiej się jej przyjrzeć. Pomimo upływu lat wyglądała równie pięknie, jak na obrazie, który zachował w swojej pamięci. Jej porcelanowa cera była gładka, bez jakiejkolwiek skazy, a różowe kosmyki otulały jej drobną twarzyczkę ze wszystkich stron. To co się jednak zmieniło to były jej oczy. Nie wyglądała już na pogodną, pełną życia dziewczynę. W tych oczach kryło się wiele bólu i cierpienia, żalu i pretensji. To co jednak zaskoczyło go najbardziej było czymś czego nigdy by się nie spodziewał. W tych oczach nie było uczucia, którym obdarzyła go lata temu, które przez bardzo długi czas pielęgnowała pomimo popełnianych przez niego błędów i pogrążaniu się w ciemności. Nie było w nich miłości, z którą zawsze na niego patrzyła. I właśnie przez tą diametralną różnice, ona nie była już jego Sakurą. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego,że przestając mówić, kończy rozmowę i daje mu szansę, aby wyjść.Ruszył, więc do korytarza. Przed otwarciem drzwi spojrzał na nią przez ramię. Z nadzieję, że dostrzeże coś, cokolwiek w jej oczach co da mu choć promyk nadziei na to,że kiedyś mu wybaczy, jednak jedyne co zobaczył to lodowate spojrzenie. Otworzył drzwi i miał miał wyjść kiedy w progu kogoś spotkał. Nie była to jednak nieznana mu postać.
- Sasuke a co ty tu robisz?
- Właśnie miałem spytać cie o to samo Kakashi
W tym momencie do holu weszła Haruno
- O Kakashi już jesteś, proszę wejdź- powiedziała lekko się uśmiechając. Uchiha spodziewał się właśnie takiego powitania z jej strony- tylko po co on tu przyszedł o tej porze?- zastanawiał się.
- Sakura, nie chce przeszkadzać
- Nie przeszkadzasz. Sasuke właśnie wychodzi- mężczyzna nic więcej nie powiedział. Narzucił na siebie narzutę i wyszedł w chłodną noc, pozostawiając w sersu Sakury dziwną pustkę.
Postanowiła trochę posprzątać przez przyjściem gościa. Ogólnie lubiła porządek i nigdy nie miała w domu bałaganu, ale pomyślała, że dobrze byłoby chociaż zetrzeć kurze z szafek. Zaczęła od kuchni: blaty, szafki i szuflady, potem stół i na końcu szafki w salonie, które stały przy kanapie. Wystrój mieszkania nie był jakoś specjalnie wyrafinowany,ale elegancki. Ściany w całym mieszkaniu były białe, pomimo pokoju Sarady, która wybrała pomarańczowy. Meble natomiast czarne. Właściwie to wystrój mieszkania był takim małym przypomnieniem tego, kto tu kiedyś mieszkał, albo wciąż mieszka, tak jakby. Zabrała się a odkurzanie fotografii i wtedy dostrzegła „jego” zdjęcie. Był na nim wraz ze swoją byłą drużyną, a może i obecną, Haruno tego nie wiedziała – w końcu ta cała Karin zawsze na niego leciała- przypomniała sobie. Szybko jednak wyrzucała tą myśl z głowy. Skoro ona postanowiła zapomnieć o przeszłości i pomyśleć o zbudowaniu nowej, lepszej przyszłości u boku innego faceta, to nie mogła mieć pretensji do swojego męża, o to,że także tak postępuje. Po ztarciu kurzu ze zdjęcia, wzięła do ręki inne zdjęcie. To zdecydowanie bardziej lubiła. To pierwsza fotografia, które jej była „drużyna 7” miała zrobioną. Byli wtedy tacy młodzi. Dopiero zaczynali prawdziwe życie, nie sądzili, że może być ono tak trudne, a czasami bolesne. Kiedy zobaczyła swoich przyjaciół. Naruto, Kakashiego i
- hm… Sasuke Uchiha- wyszeptała ze zrezygnowaniem. Przez całe dzieciństwo, a później wczesną dorosłość go kochała i to tak bardzo. Bez względu na to co mówił, czy robił ona nigdy się nie poddała. Zmarnowała na niego tyle uczucia, czasu i energii. Lat tęsknoty za kimś nieosiągalnym, lat których nikt jej już nie zwróci. Tylko i wyłącznie po to, żeby spełnić swoje największe marzenie, by zostać jego żoną, urodzić mu dziecko i stracić go ponownie. Gdyby tylko za młodu zakochała się w kimś innym, tak wiele razy o tym rozmyślała. Co by było gdyby nigdy nie pokochała Uchihy? Gdyby zakochała się np. w Naruto? Wiedziała, że z nim byłaby naprawdę szczęśliwa, tym bardziej, że w przeszłości przyjaciel darzył ją pewnym uczuciem. - Wtedy jednak Hinata by cierpiała..ehh chyba jednak nie dało się tego załatwić tak,aby nikt nie ucierpiał. Nie dawało jej to jednak spokoju. Powinna była zdać sobie sprawę już na początku, że Sasuke nie jest zdolny to tego,aby otworzyć przed nią lub kimkolwiek innym swe serce. To,że nie kochał jej już przełknęła, nie było to łatwe, ale w końcu to do niej dotarło, lecz jednej rzeczy nie mogła mu wybaczyć, ani zrozumieć. Jak w ten sposób mógł traktować własne dziecko? Czym ona sobie na to zasłużyła? Nie umiała sobie odpowiedzieć na te pytania.W tym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Odniosła, więc szybko ściereczkę do kuchni, poprawiła włosy w drodze do drzwi, przejrzała się lustrze wiszącym w holu i otworzyła. Był wieczór a, więc słońce już dawno schowało się za horyzontem. Było ciemno, ponieważ lampa przy ich domu wypaliła się, więc tak naprawdę trudno było cokolwiek zobaczyć. Jednak ona widziała doskonale. Pomimo takich warunków świetlnych nie było szans,aby go nie rozpoznała. Stał tam, jak jakiś duch z przeszłości,który przybył tylko po to, aby ją prześladować. Jego przenikliwe spojrzenie przewiercało się przez nią na wylot. A oczy miały barwę ciemniejszą od unoszącego się nad nimi nieba. Był ubrany w strój shinobi, a na ramiona zarzuconą granatową narzutę. Nie była w stanie wyksztusić z siebie słowa, stała jak wryta, gapiąc się na niego z niedowierzaniem. Zrozumiała jednak,że on nie ma zamiaru pierwszy się odezwać, dlatego też niepewnie spojrzała mu w oczy i wydukała
- Sa..sakuke-kun…co..co ty tu robisz?
- Ostatnio jak sprawdzałem to tu mieszkałem- bez odpowiedzi po prostu minął ją w drzwiach i wszedł do środka. Po chwili, kiedy szok minął podążyła za nim do salonu.
- Nie masz zamiaru odpowiedzieć?
- Przecież dobrze wiesz gdzie byłem, na misji, czemu więc chcesz żebym ci się tłumaczył?- zapytał tak jakby naprawdę nie miał zielonego pojęcie czemu ona się go czepia. To jedynie spotęgowało złość kobiety.
- Na misji, tak? Przez 6 lat?!
- O co ci chodzi? To nie ja ją sobie wybrałem. Podziękuj swojemu drogiemu przyjacielowi, to jego zasługa.
- Nie kłam- popatrzył na nią zaskoczony
- Sakura przecież ja nie…
- Powiedziałam nie kłam! Nie rób ze mnie idiotki, dobrze?! Naprawdę myślisz, że nie rozmawiałam z Naruto?! Jakoś nic mu nie wiadomo o żadnej misji, która miała trwać, więcej nić kilka miesięcy! Za kogo mnie uważasz?! Jak…jak w ogóle śmiesz tutaj przychodzić po tym wszystkim?!
- Mieszkam tu. O ile się nie pomyliłem to na drzwiach jest wyryty znak klanu Uchiha- próbował jakoś złagodzić jej nagły wybuch,dlatego też mówił spokojnym i opanowanym tonem, to jednak na nic się nie zdało.
- Tak, na drzwiach domu w którym nie było cie przez lata! Domu, który sama wyremontowałam! Domu za, który to ja opłacam rachunki! Który to ja sprzątam! Po prostu…wynoś się stad!
- Co? Wyrzucasz mnie?- spytał zaskoczony. Nigdy nie widział Sakury takiej poważnej. A już zwłaszcza nie zachowywała się tak w stosunku do niego. Nie poznawał jej. Nie widział jej jednak przez lata i wcale nie chciał się z nią kłócić.
- Sakura…pozwól, że wszystko Ci wyjaśnie, tylko pozwól mi się najpierw przebrać i…
- Chyba kpisz! Kazałam ci wyjść- wskazała palcem w stronę wyjścia
- Dobrze. Rozumiem,że to musi być dla ciebie trudne dlatego wyjdę, ale najpierw chociaż pozwól mi się zobaczyć z córką
Tego było już za wiele. Te wszystkie lata tęsknoty, smutku,bólu i gniewu teraz połączyły się w jedno wszechogarniające uczucie nad którym nie była w stanie zapanować.
- Teraz sobie o niej przypomniałeś?! A gdzie byłeś przez te wszystkie lata kiedy cie potrzebowała?! Kiedy trzeba było pomóc jej w opanowaniu sharingana lub innych technik?! Albo kiedy była chora i z powodu gorączki majaczyła. Wiesz co wtedy mówiła przez sen? Tato gdzie jesteś? Czemu mnie zostawiłeś? Wiesz jak trudno jest odpowiedzieć dziecku na takie pytania? Zwłaszcza kiedy samemu nie można na nie odpowiedzieć. Nie masz pojęcia. Ale nie chce się z tobą sprzeczać, bo to i tak nie ma sensu. Nie po tym wszystkim. Po tych słowach podeszła do niego i z poważnym wyrazem twarzy, patrząc mu prosto w oczy oznajmiła ze stoickim spokojem
- Sasuke, chcę rozwodu- nie dowierzając w to co usłyszał podniósł głowę z wymalowanym zaskoczeniem na twarzy. Tego się nie spodziewał. Owszem, podejrzewał, że może być zła, ale ta scena, która się teraz rozgrywała, między nimi. Miał wrażenie, że cokolwiek powie i tak to niczego nie zmieni. Sakura była pewna każdego wypowiadanego słowo, na dodatek była stanowcza. Czuł,że jego małżeństwo, jego życie rozsypuje się przed nim jak domek z kart, kiedy on mógł tylko tam stać i wysłuchiwać jej żalów i oskarżeń. Nie wiedział nawet co powiedzieć. Bo cokolwiek by to nie było, nie zmieni to jej nastawienia.
- Ale szczegóły omówimy później,dlatego, że za chwilę będę miała gościa. Nie mam zamiaru zabraniać ci kontaktować się z Saradą, jeśli tylko ona będzie tego chciała. Nie mam zamiaru jej do tego zmuszać. Jeżeli zależy ci na tym, aby odzyskać córkę to radzę ci się postarać, ponieważ charakter odziedziczyła po tobie i nie umie łatwo wybaczać. Jednak wierzę w to, że jeżeli się postarasz to uda ci się naprawić z nią relację. Ona potrzebuje ojca, chociaż za nic się do tego nie przyzna. Jeśli jednak chodzi o nas to nie masz na co liczyć. Czekałam zbyt długo i już nie mam siły by robić to dalej. To bez sensu, widzisz jedyne czego pragnęłam to żebyś z czasem odwzajemnił moje uczucia, ale już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że to niemożliwe.Nie wiem czy to z powodu twojej przeszłości, ale chyba po prostu nie jesteś zdolny do miłości. Zostawienie żony to jedno, lecz porzucenie dziecka to drugie.
- Naprawdę myślisz, że tego chciałem? Przez ten cały czas być z dala od was? Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego jakie to było trudne.
- Cóż sądzę,że tobie było łatwiej nas zostawić, niż nam zaakceptować fakt, że cie nie ma- powiedziała smutnym głosem, a on poczuł to jak pchnięcie nożem prosto w serce.
- Sakura…ja
- Proszę cie idź już. Sarada za chwile wróci, a ja nie chcę, żeby pierwszą rzeczą jaką zobaczy była nasza kłótnia. Wasza przywitanie powinno wyglądać inaczej, a może powinnam powiedzieć poznanie. Widzisz Sarada cie nie pamięta. Ostatnim razem, kiedy tu byłeś miała 2 latka, była za mała, aby cie zapamiętać. Jeśli chcesz się z nią zobaczyć to podejdź pod szkołę o godz. 13:00, bo wtedy kończy lekcję, albo możesz przyjść trochę później tutaj do domu. Będziecie sami, więc będziecie mogli spokojnie porozmawiać. Ja wrócę z pracy dopiero wieczorem, więc nie musicie się spieszyć.
- W porządku, a kiedy my porozmawiamy?
- A o czym ty chcesz rozmawiać Sasuke? Myślę, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy- powiedziawszy to zrobiła dłuższą pauzę. A on miał chwile czasu na to, aby lepiej się jej przyjrzeć. Pomimo upływu lat wyglądała równie pięknie, jak na obrazie, który zachował w swojej pamięci. Jej porcelanowa cera była gładka, bez jakiejkolwiek skazy, a różowe kosmyki otulały jej drobną twarzyczkę ze wszystkich stron. To co się jednak zmieniło to były jej oczy. Nie wyglądała już na pogodną, pełną życia dziewczynę. W tych oczach kryło się wiele bólu i cierpienia, żalu i pretensji. To co jednak zaskoczyło go najbardziej było czymś czego nigdy by się nie spodziewał. W tych oczach nie było uczucia, którym obdarzyła go lata temu, które przez bardzo długi czas pielęgnowała pomimo popełnianych przez niego błędów i pogrążaniu się w ciemności. Nie było w nich miłości, z którą zawsze na niego patrzyła. I właśnie przez tą diametralną różnice, ona nie była już jego Sakurą. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego,że przestając mówić, kończy rozmowę i daje mu szansę, aby wyjść.Ruszył, więc do korytarza. Przed otwarciem drzwi spojrzał na nią przez ramię. Z nadzieję, że dostrzeże coś, cokolwiek w jej oczach co da mu choć promyk nadziei na to,że kiedyś mu wybaczy, jednak jedyne co zobaczył to lodowate spojrzenie. Otworzył drzwi i miał miał wyjść kiedy w progu kogoś spotkał. Nie była to jednak nieznana mu postać.
- Sasuke a co ty tu robisz?
- Właśnie miałem spytać cie o to samo Kakashi
W tym momencie do holu weszła Haruno
- O Kakashi już jesteś, proszę wejdź- powiedziała lekko się uśmiechając. Uchiha spodziewał się właśnie takiego powitania z jej strony- tylko po co on tu przyszedł o tej porze?- zastanawiał się.
- Sakura, nie chce przeszkadzać
- Nie przeszkadzasz. Sasuke właśnie wychodzi- mężczyzna nic więcej nie powiedział. Narzucił na siebie narzutę i wyszedł w chłodną noc, pozostawiając w sersu Sakury dziwną pustkę.
Etykiety:
anime manga miłość związek,
anime manga miłość związek naruto,
najważniejsze wartości,
one-shoty,
opowiadania,
para,
paringi,
powrót,
przyjaciele,
przyjażń,
sasusaku,
Shippery,
zmiany
poniedziałek, 26 października 2015
07-Nowy początek (Jerza) (6/7)
Po
wejściu do gildii wszyscy przywitali Erzę z otwartymi ramionami. Mira
przyniosła jej ulubiony torcik truskawkowy i przez jakiś czas rozmawiały.
Jellal przyglądał jej się ukradkiem. Patrzył na to ja się śmieje z czegoś co
powiedziała jej dziewczyna oraz jak delektuje się swoim ciastem.
- Ojj jak to zrobiłeś?- doszedł do niego czyjś ciekawski głos?
- Zrobiłem co?
- Jak to co. Jak udało ci się prawie pokonać Erzę? Stary byłeś świetny serio. Niewiele brakowało- powiedział Natsu z podziwem. Chłopak przyglądał mu się z taką intensywnością iż Jellalowi wydawało się,że za chwile go prześwietli na wylot i dowie się kim jest. Wiedział,że musiał coś powiedzieć by zaspokoić ciekawość chłopaka,ale nie miał pojęcia co. Nie mógł w tym momencie niczego wymyślić.
- Masz rację,niewiele-odezwała się Scarlet,która właśnie podeszła do ich stolika- prawdę mówiąc to myślałam,że już po mnie. Niebiesko włosy chłopak spojrzał na nią,kiedy ona rozmawiała z Natsu. Była ubrana w niebeską, letnią sukienkę na ramiączkach z dosyć głębokim dekoltem i niebeskie buty na koturnie. Jej włosy opadały kaskadami na jej ramiona i plecy. Grzywka zasłaniała jedno z pięknych brązowych pełnych życia oczu. Właściwie to wyglądała naprawdę wspaniale. Na pewno nie jak ktoś kto właśnie wyszedł ze szpitala. Była pełna energii i siły. Do tej pory nie miał okazji widzieć jej takiej. Zawsze chodziła w zbroi,która pomimo tego iż uwydatniała jej walory, zasłaniała połowę jej ciała.
- Właśnie miałem o to zapytać..gdzie twoja zbroja Erza?- zapytał Dragoneel przyglądając się przyjaciółce z dziwnym wyrazem twarzy. Jellal podejrzewał,że tak jak i on, chłopak też być może nie miał okazji widzieć dziewczyny tak ubranej już od dawna.
- Moja zbroja została zniszczona podczas walki z Minerwą, a moja druga zbroja zastępcza podczas walki z Junzo. Ehh…oddałam je do naprawy,ale do tej pory będę musiała ubierać się w ten sposób. A co aż tak źle wyglądam?
- Co? Nie wręcz przeciwnie,ale no wiesz to po prostu do ciebie nie pasuje,to nie twój styl.
- Tak..chyba masz rację. Lucy mi ją pożyczyła,więc…
- Czekaj..co? Lucy ci ją dała? To znaczy,że to jej sukienka? Nigdy jej niej nie widziałem.
- Tak bo to jest jednak z sukienek,które nosiła jeszcze jako Lucy Hearfilia, no wiesz dziedziczka bogatej rodziny itd.
- A, więc to sukienka Lucy-pomyślał. To wszystko wyjaśnia. Erza nie miała w zwyczaju ubierać się w ten sposób, po za tym pomimo tego iż dziewczyny mają podobną figurę to ubranie było na Erzę zdecydowanie zbyt ciasne i krótkie.
Po jakiejś godzinie rozmowy Erza wyciągnęła go z pośród przyjaciół i zaciągnęła pod tablicę ze zleceniami.
- Co ty na to abyśmy wybrali się razem na jakieś zlecenie? Mamy podobne umiejętności i wydaje mi się,że stanowilibyśmy świetny zespół.
Perspektywa pójścia na misję z Erzą, tylko oni sami we dwoje była zbyt kusząca żeby odmówić.
- Pewnie. Masz coś konkretnego na myśli?
Dziewczyna przez chwile wpatrywała się w tablice, po czym odpięła jedną z kartek i podała mu do ręki.
- Myślę,że ta powinna być dobra.
Erza wybrała zlecenie,które polegało na ochronie broni magocznej. Większość z nich opirała się na żywiołach,więc była to nie byle jaka broń. Osoby posługujące się np.żywiołem wody jak Juvia mogłyby jeszcze dodatkowo zwiększyć swą moc, natomiast takie,które nie mają możliwości kontrolowania żywiołów zyskałyby taką szansę. Najczęściej były to miecze i tarcze. Właściciel magazynu obawiał się kradzieży broni,dlatego postanowił wynająć magów. Erza i Junzo siedzieli po 2 stronie przepaści. Zdążyli już rozłożyć namiot, a za chwile mieli zamiar zjeść coś na kolacje. Nieopodal miejsca w którym się znajdowali płynęła rzeka dlatego też Junzo złowił kilka ryb i przyniósł chrust. Dziewczyna wypatroszyła i przyrządziła ryby, a także rozpaliła ognisko. Musiała przyznać,że nie była najlepszą kucharką i w głębi duszy miala nadzieję,że chłopakowi posmakuje przyrządzony przez nią posiłek. W sumie to zależało jej na tym bardziej niż powinno. W trakcie jedzenia kolacji miała okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jego czarne włosy połyskiwały w świetle księżyca. W jego oczach natomiast odbijały się płomienie z ogniska, przez co nabrały jeszcze jaśniejszego kolory. Wyglądał jak kot na polowaniu, czujny,bystry i gotowy do walki w każdej chwili. Scarlet miała jednak serdecznie dość niezręcznej ciszy,która panowała, między nimi. Wśród całej wyprawy zamienili zaledwie parę zdań w pociągu. Na dodatek wszystkie dotyczyły pracy: planu ataku, wybierania najlepszego miejsca obserwacyjnego et cetera. Był bardzo zamyślony i wydawał się być myślami zupełnie indziej.
- Myślisz,że ktoś postanowi ukraść broń?
- Hm…? Aa myślę,że mogłaby się przydać paru osobom, które nie potafią dobrze posługiwać się mocą żywiołów. Słyszałem o pewnej grupce magów,który zrabowali już całkiem sporą ilość broni. Potem sprzedają ją na czrnym rynku i zarabiają na tym krocie.
- Powiedz mi o czym tak ciągle rozmyślasz…hm?
- Rozmyślam?
- Tak, wiem,że myślami jesteś zupełnie indziej. Powiedz mi czy coś się stało?- zapytała po czym zbliżyła się do niego. Chciała widzieć jego twarz,kiedy będzie odpowiadał. Była ciekawa tego czy uda jej się coś z niej wyczytać, no to,że kłamie, tak jak potrafiła to robić np. w przypadku Jellala. Odpędziła szybko myśli o okochanym chodź z nie małym trudem i cała swoją uwagę skupiła na chłopaku siedzącym przed nią. Wyglądał na zaskoczonego i zaniepokojonego. Najwyraźniej nie miał ochoty poruszać tego tematu. Ona natomiast nie przejęła się tym zbytnio. Musiała wiedzieć.
- Chodzi o mnie? Jeśli nie chciałeś iść ze mną wystarczyło powiedzieć- spojrzała mu prosto w oczy
- Dlaczego sądzisz,że nie chce z tobą pracować?- zapytał niby mimochodem, lecz Tytania dostrzegła,że był spięty.
- A nie mam racji? Słuchaj już nie jeden raz byłam na podobnego typu zleceniach i jeśli mam być szczera to nigdy nikt mnie tak nie ignorował- była zła, naprawdę zła, a nawet nie wiedziała czemu.-Czemu tak zabiegam o jego uwagę?
- Przecież wcale cie nie ignoruję Erza..ja…ja tylko…
- Co?- niemal warknęła
- Próbuje się skupić na naszym zadaniu. A twoja obecność skutecznie mi to uniemożliwia.
- Co..co masz przez to na myśli Junzo?- jeszcze bardziej się do niego zbliżyła. Jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się urywany i nierówny. U niego natomiast dostrzegła taką samą reakcję.
- Twoja bliskość-wydukał- proszę cię odsuń się Erza
- Dlaczego? Boisz się mnie?
- Nie…nie boję się tylko,że..
- Tylko,że co? Nie lubisz mnie?
- Haha- zaśmiał się bez wesołości w głosie- uwierz mi,że nie w tym tkwi problem.
- Powiedz mi co jest w tobie takiego..takiego znajomego…tajemniczego i przyciągającego?
- Erza…-zaczął,ale nigdy nie było dane jej dowiedzieć się co chciał powiedzieć,gdyż pochyliła się na tyle, by dosięgnąć ustami jego. Oddał pocałunek natychmiastowo co bardzo ją zaskoczyło. Nie spodziewała się tego. Raczej tego,że ją odepchnie i każe trzymać się jej z daleka. Nie zrobił tego jednak. Zamiast tego wplątał palce w jej włosy,a drugą rekę położył na jej talii w ten sposób jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. W tym pocałunku było coś zarówno łapczywego, jak i łagodnego. Zupełnie jak by czekał na to tak długo i końcu się doczekał,ale równocześnie obawiał się tego,że zrobi coś nie tak i zrazi ją do siebie. Ona jednak nie miała teraz ochoty na zabawy w nieśmiałego. Wplotła Ręce w jego włosy i przyciągając go do siebie pogłębiła pocałunek. Sprawiła,że położył się na ziemi na plecach,a ona zawisła nad nim. Nagle usłyszała za sobą hałas. Oboje zerwali się na równe nogi natychmiastowo. Nie mogli złapać oddechu w powodu niedawnej bliskości dlatego trochę to zajęło zanim się do siebie odezwali. Erza przełknęła ślinę,bo nagle zaschło jej w ustach i powiedziała
- Ten hałas dobiega z magazynu, więc mamy odpowiedź.
- Tak,lepiej się pospieszmy.
- Ojj jak to zrobiłeś?- doszedł do niego czyjś ciekawski głos?
- Zrobiłem co?
- Jak to co. Jak udało ci się prawie pokonać Erzę? Stary byłeś świetny serio. Niewiele brakowało- powiedział Natsu z podziwem. Chłopak przyglądał mu się z taką intensywnością iż Jellalowi wydawało się,że za chwile go prześwietli na wylot i dowie się kim jest. Wiedział,że musiał coś powiedzieć by zaspokoić ciekawość chłopaka,ale nie miał pojęcia co. Nie mógł w tym momencie niczego wymyślić.
- Masz rację,niewiele-odezwała się Scarlet,która właśnie podeszła do ich stolika- prawdę mówiąc to myślałam,że już po mnie. Niebiesko włosy chłopak spojrzał na nią,kiedy ona rozmawiała z Natsu. Była ubrana w niebeską, letnią sukienkę na ramiączkach z dosyć głębokim dekoltem i niebeskie buty na koturnie. Jej włosy opadały kaskadami na jej ramiona i plecy. Grzywka zasłaniała jedno z pięknych brązowych pełnych życia oczu. Właściwie to wyglądała naprawdę wspaniale. Na pewno nie jak ktoś kto właśnie wyszedł ze szpitala. Była pełna energii i siły. Do tej pory nie miał okazji widzieć jej takiej. Zawsze chodziła w zbroi,która pomimo tego iż uwydatniała jej walory, zasłaniała połowę jej ciała.
- Właśnie miałem o to zapytać..gdzie twoja zbroja Erza?- zapytał Dragoneel przyglądając się przyjaciółce z dziwnym wyrazem twarzy. Jellal podejrzewał,że tak jak i on, chłopak też być może nie miał okazji widzieć dziewczyny tak ubranej już od dawna.
- Moja zbroja została zniszczona podczas walki z Minerwą, a moja druga zbroja zastępcza podczas walki z Junzo. Ehh…oddałam je do naprawy,ale do tej pory będę musiała ubierać się w ten sposób. A co aż tak źle wyglądam?
- Co? Nie wręcz przeciwnie,ale no wiesz to po prostu do ciebie nie pasuje,to nie twój styl.
- Tak..chyba masz rację. Lucy mi ją pożyczyła,więc…
- Czekaj..co? Lucy ci ją dała? To znaczy,że to jej sukienka? Nigdy jej niej nie widziałem.
- Tak bo to jest jednak z sukienek,które nosiła jeszcze jako Lucy Hearfilia, no wiesz dziedziczka bogatej rodziny itd.
- A, więc to sukienka Lucy-pomyślał. To wszystko wyjaśnia. Erza nie miała w zwyczaju ubierać się w ten sposób, po za tym pomimo tego iż dziewczyny mają podobną figurę to ubranie było na Erzę zdecydowanie zbyt ciasne i krótkie.
Po jakiejś godzinie rozmowy Erza wyciągnęła go z pośród przyjaciół i zaciągnęła pod tablicę ze zleceniami.
- Co ty na to abyśmy wybrali się razem na jakieś zlecenie? Mamy podobne umiejętności i wydaje mi się,że stanowilibyśmy świetny zespół.
Perspektywa pójścia na misję z Erzą, tylko oni sami we dwoje była zbyt kusząca żeby odmówić.
- Pewnie. Masz coś konkretnego na myśli?
Dziewczyna przez chwile wpatrywała się w tablice, po czym odpięła jedną z kartek i podała mu do ręki.
- Myślę,że ta powinna być dobra.
Erza wybrała zlecenie,które polegało na ochronie broni magocznej. Większość z nich opirała się na żywiołach,więc była to nie byle jaka broń. Osoby posługujące się np.żywiołem wody jak Juvia mogłyby jeszcze dodatkowo zwiększyć swą moc, natomiast takie,które nie mają możliwości kontrolowania żywiołów zyskałyby taką szansę. Najczęściej były to miecze i tarcze. Właściciel magazynu obawiał się kradzieży broni,dlatego postanowił wynająć magów. Erza i Junzo siedzieli po 2 stronie przepaści. Zdążyli już rozłożyć namiot, a za chwile mieli zamiar zjeść coś na kolacje. Nieopodal miejsca w którym się znajdowali płynęła rzeka dlatego też Junzo złowił kilka ryb i przyniósł chrust. Dziewczyna wypatroszyła i przyrządziła ryby, a także rozpaliła ognisko. Musiała przyznać,że nie była najlepszą kucharką i w głębi duszy miala nadzieję,że chłopakowi posmakuje przyrządzony przez nią posiłek. W sumie to zależało jej na tym bardziej niż powinno. W trakcie jedzenia kolacji miała okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jego czarne włosy połyskiwały w świetle księżyca. W jego oczach natomiast odbijały się płomienie z ogniska, przez co nabrały jeszcze jaśniejszego kolory. Wyglądał jak kot na polowaniu, czujny,bystry i gotowy do walki w każdej chwili. Scarlet miała jednak serdecznie dość niezręcznej ciszy,która panowała, między nimi. Wśród całej wyprawy zamienili zaledwie parę zdań w pociągu. Na dodatek wszystkie dotyczyły pracy: planu ataku, wybierania najlepszego miejsca obserwacyjnego et cetera. Był bardzo zamyślony i wydawał się być myślami zupełnie indziej.
- Myślisz,że ktoś postanowi ukraść broń?
- Hm…? Aa myślę,że mogłaby się przydać paru osobom, które nie potafią dobrze posługiwać się mocą żywiołów. Słyszałem o pewnej grupce magów,który zrabowali już całkiem sporą ilość broni. Potem sprzedają ją na czrnym rynku i zarabiają na tym krocie.
- Powiedz mi o czym tak ciągle rozmyślasz…hm?
- Rozmyślam?
- Tak, wiem,że myślami jesteś zupełnie indziej. Powiedz mi czy coś się stało?- zapytała po czym zbliżyła się do niego. Chciała widzieć jego twarz,kiedy będzie odpowiadał. Była ciekawa tego czy uda jej się coś z niej wyczytać, no to,że kłamie, tak jak potrafiła to robić np. w przypadku Jellala. Odpędziła szybko myśli o okochanym chodź z nie małym trudem i cała swoją uwagę skupiła na chłopaku siedzącym przed nią. Wyglądał na zaskoczonego i zaniepokojonego. Najwyraźniej nie miał ochoty poruszać tego tematu. Ona natomiast nie przejęła się tym zbytnio. Musiała wiedzieć.
- Chodzi o mnie? Jeśli nie chciałeś iść ze mną wystarczyło powiedzieć- spojrzała mu prosto w oczy
- Dlaczego sądzisz,że nie chce z tobą pracować?- zapytał niby mimochodem, lecz Tytania dostrzegła,że był spięty.
- A nie mam racji? Słuchaj już nie jeden raz byłam na podobnego typu zleceniach i jeśli mam być szczera to nigdy nikt mnie tak nie ignorował- była zła, naprawdę zła, a nawet nie wiedziała czemu.-Czemu tak zabiegam o jego uwagę?
- Przecież wcale cie nie ignoruję Erza..ja…ja tylko…
- Co?- niemal warknęła
- Próbuje się skupić na naszym zadaniu. A twoja obecność skutecznie mi to uniemożliwia.
- Co..co masz przez to na myśli Junzo?- jeszcze bardziej się do niego zbliżyła. Jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się urywany i nierówny. U niego natomiast dostrzegła taką samą reakcję.
- Twoja bliskość-wydukał- proszę cię odsuń się Erza
- Dlaczego? Boisz się mnie?
- Nie…nie boję się tylko,że..
- Tylko,że co? Nie lubisz mnie?
- Haha- zaśmiał się bez wesołości w głosie- uwierz mi,że nie w tym tkwi problem.
- Powiedz mi co jest w tobie takiego..takiego znajomego…tajemniczego i przyciągającego?
- Erza…-zaczął,ale nigdy nie było dane jej dowiedzieć się co chciał powiedzieć,gdyż pochyliła się na tyle, by dosięgnąć ustami jego. Oddał pocałunek natychmiastowo co bardzo ją zaskoczyło. Nie spodziewała się tego. Raczej tego,że ją odepchnie i każe trzymać się jej z daleka. Nie zrobił tego jednak. Zamiast tego wplątał palce w jej włosy,a drugą rekę położył na jej talii w ten sposób jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. W tym pocałunku było coś zarówno łapczywego, jak i łagodnego. Zupełnie jak by czekał na to tak długo i końcu się doczekał,ale równocześnie obawiał się tego,że zrobi coś nie tak i zrazi ją do siebie. Ona jednak nie miała teraz ochoty na zabawy w nieśmiałego. Wplotła Ręce w jego włosy i przyciągając go do siebie pogłębiła pocałunek. Sprawiła,że położył się na ziemi na plecach,a ona zawisła nad nim. Nagle usłyszała za sobą hałas. Oboje zerwali się na równe nogi natychmiastowo. Nie mogli złapać oddechu w powodu niedawnej bliskości dlatego trochę to zajęło zanim się do siebie odezwali. Erza przełknęła ślinę,bo nagle zaschło jej w ustach i powiedziała
- Ten hałas dobiega z magazynu, więc mamy odpowiedź.
- Tak,lepiej się pospieszmy.
niedziela, 25 października 2015
Do czytelników
Cześć, cieszę się,że wzięliście udział w ankiecie, dzięki temu będę wiedzieć jakie są preferencje co do opowiadań. Obiecuje napisać co najmniej po 1( postaram się więcej ;)) opowiadaniu z Waszymi ulubionymi paringami. Muszę przyznać,że nie wiem, jak wyjdzie to czasowo i czy wena mi dopiszę, więc proszę o cierpliwość. Dziękuje za to,że jesteście, Wasza obecność tutaj dodaje mi energii do dalszego tworzenia.
piątek, 16 października 2015
08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (2/13)
Paring: Nalu
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Natsu szedł bardzo wolno przed siebie,sam nie wiedząc,gdzie prowadzą go nogi. Patrzył na swoje stopy i zarejestrował,że Happy już nie leciał obok niego, jak to miał w zwyczaju, zamiast tego szedł koło niego ze spuszczoną głową i smutną miną. Chłopak nigdy nie widział,żeby Happy kiedykolwiek był przygnębiony-no może z wyjątkiem sytuacji w którym kończyły im się rybki- a znał go od zawsze. Nie dziwił się temu jednak. On również nigdy na nikogo się nie gniewał, ani nie smucił. Pomimo tego,że w dzieciństwie nie miał łatwego życia. Teraz czuł się jakis taki dziwnie pusty od środka, jak gdyby stracił całą swoją wrodzoną radość-dziwne-pomyślał- to nie pierwszy raz,kiedy pokłócił się z Lucy, tak naprawdę to ciągle się o coś sprzeczali, ale nigdy wcześniej nie czuł się tak jak teraz.
- Natsu-powiedział cicho Happy spoglądając na niego- co się stało Lucy?
- Żebym ja to tylko wiedział- westchnął chłopak- spróbujmy sobie przypomnieć, co takiego zrobiliśmy,że mogła aż tak się wkurzyć.
- Aye-, już wiem Natsu, może to dlatego,że wykąpałeś się wczoraj w jej wannie?
- Hmm..nie sądze,zawsze to robię
- Aye,ale tym razem użyłeś jej szamponu i odżywki do włosów,oraz żelu po prysznic z napisem NIE DOTYKAĆ. Różowo włosy zamyślił się na chwilę,po czym odpowiedział
- Czyli nic nowego
- Aye, a może to dlatego,że przeczytałeś jej opowiadanie?
- Nie przeczytałem, nie zdążyłem, bo za szybko przyszła…ale zawsze to robię, to musi chodzić o coś innego
- A może Lucy nie lubi cukierków
- Mówiła przecież,że te- pokazał na jednego z nich- lubi najbardziej
- Tak,ale może przeszła na dietę, a my tylko przypomnieliśmy jej o tym,że nie może ich jeść
- Hm..możliwe
- W sumie to mogłaby trochę schudnąć, ciężko mi ją nieść
- Może masz rację-powiedział i udał uśmiech,aby trochę pocieszyć przyjaciela. Wątpił w to,czy tak dobrze mu to wyszło, nie miał nastroju. Po za tym zawsze dokuczał Lucy z powodu jej wagi,ale tak naprawdę, to wcale nie uważał,żeby byłu gruba. Właściwie to uważał,że ma bardzo dobrą figurę,krągłości tak gdzie powinny się znajdować. W ogóle, co prawda,nikomu,ani tym bardziej jej tego nie mówił,ale uważał,że przyjaciółka jest naprawdę bardzo ładna. Uwielbiał jej złociste włosy przypominające zboże w słońcu, jej brązowe oczy, wielkie i wyraźne, wesołe, czasem zapłakane, jakiekolwiek by nie były. To jak bardzo kochała swoje gwiezdne duchy, jak troszczyła się o przyjaciół, oraz jej uśmiech na który mógłby patrzeć godzinami, a i tak by mu się on nie znudził. Na początku chciał wrócić do domu i tam zaszyć się przynajmniej na jakiś czas, wciąż liczył na to,że blondynie przejdzie złość i wszystko będzie jak dawniej. Liczył na to,ale wiedział,że tak nie będzie.To co powiedziała,a raczej wykrzyczała dotknęło go na jakimś podstawowym poziomie.Zupełnie jakby powiedziała,że ich zlecenia, wspólnie spędzony czas nie miał dla niej żadnego znaczenia, mało tego, jakby żałowała tego wszystkiego. Sam nie zorientował się nawet,kiedy był pod gildią. Pomyślał,że może faktycznie spędzenie trochę czasu z przyjaciółki pomoże mu zapomnieć o tym co się stało. Bez słowa i dłuższego zastanawiania otworzył drzwi i wszedł do środka.
Lucy płakała przez tak długi czas,że miała wrażenie,że nabawi się odwodnienia. Wciąż miała drgawki,lecz łzy przestały płynąć. Położyła się na łóżku i podkuliła nogi pod siebie, po czym objęła je rękami. Cały czas odtwarzała w pamięci ostatnie wydarzenia. Jej ciało było skostniałe,ale jej myśli pędziły. Pisanie opowiadanie,rozmyślanie, pojawienie się Natsu, jej wybuch oraz jego odejście. Nie mogła nawet nazwać tego kłótnia, gdyż chłopak na nią nie nakrzyczał, właściwie to nic nie powiedział. Zaczęła prowadzić wewnętrzny monolog
- Co powinnam teraz zrobić? Pójść do gildii?
- I tak planowałaś tam iść.
- Ale co jeśli on tam będzie? Czy powinna go przeprosić?
- Przeprosiny na nic jej się nie zdadzą, nie w tej sytuacji.
- Być może przyjaciel zapomniał już o całym zajściu? W końcu od kiedy go znała nigdy nie chował urazy. Z nadzieją podeszła do lustra, a po stwierdzeniu,że nie wygląda tak źle jak się czuje wyszła z mieszkania. Zeszła szybko po schodach i zamaszystym ruchem otworzyła drzwi wejściowe. W tym właśnie momencie jakiś chłopak przechodził koło drzwi, został przez nie uderzony, po czym zatoczył się lekko do tyłu i przewrócił. Dziewczyna wyleciała szybko i podeszła do niego
- Przepraszam,nie zauważyłam…-zamilkła,gdy spojrzała na niego. Nie wyglądał na złego,ani tym bardziej rannego,właściwie to-co stwierdziła ze zdziwieniem-uśmiechał się do niej szeroko.
- Nie szkodzi, rozumiem,że to w ten sposób wita się tutaj sąsiadów- otrzepał spodnie i bluzę,kiedy wstawał
- Sąsiadów?-powtórzyła zaskoczona
- Tak, jestem Katsumi i właśnie wprowadziłem się obok. Dziewczyna zawachała się zanim odpowiedziała. Patrzyła na niego niedowierzającym spojrzeniem-przynajmniej tak przypuszczała. Chłopak był wyższy od niej o jakąś głowę, ciemno brązowe, lekko sterczące włosy i brązowe, niemal czarne oczy,które spoglądały na nią z rozbawieniem. Jego uśmiech był idealny,a białe proste zęby świeciły,niczym śnieg w nocy,gdy spadnie na niego światło z latarni. Nic nie mogła poradzić na to,że patrzyła na niego-a lepszym określeniem było-gapiła się na niego oniemiała. Wyglądał zupełnie jak jakiś bohater z powieści romantycznej, był wręcz idealny, zupełnie jak książe. Kiedy Lucy udało się w końcu odzyskać mowę upomniała sobie w duchu.
- Jestem Lucy i sama mieszkam tu stosunkowo od niedawna. Mogę cię ostrzec przed najemcą. Zbliżyła Siudo niego trochę i sciszyła głos
- Jeśli nie zapłacisz czynszu,to ona znajdzie cie wszędzie,gdziekolwiek byś nie był
- Myślę,że z tym raczej nie powinienem mieć problemu
- Za to jest bardzo wyrozumiała i ogólnie da się z nią dogadać.
- Dzięki za radę Lucy.
Dziewczyna oblała się rumieńcem od sposobu w jaki na nią patrzył. Tak jak jeszcze żaden chłopak nigdy tego nie robił.
- Nie ma za co…to ja już pójdę-wydukała i odeszła szybkim krokiem.
- Do zobaczenia-zawołał za nią
Nie obróciła się jednak-co się ze mną dzieje?-zganiła samą siebie, Nigdy w życiu nie zdarzyła jej się podobna sytuacja,aby zapomniała języka w gębie przy jakimkolwiek chłopaku. Właściwie to w stosunkach damsko-męskich była dosyć śmiała, Zdawała sobie sprawę ze swojego wyglądu.Wiedziała,że podoba się facetom i bardzo często korzystała w tej wiedzy. Nie rozumiała swojego zachowania. Przez cały czas spędzała czas z przystojnymi chłopcami: Grey,Loki,Laxus i oczywiście Natsu. Jednak przy żadnym z nich nie zachowywała się tak. Owszem nie jeden raz rumieniła się przy smoczym zabójcy,ale zawsze z jakiegoś konkretnego powodu np.:gdy jej za coś dziękował lub ona jemu. Wcześniej nie zdażyło się to samoistnie.Odsunęła od siebie te myśli i postanowiła skupić się na jej prawdziwym problemie. Jak zareaguje Natsu,kiedy ją zobaczy? Czy opowiedział wszystkim o ich kłótni? Jeśli tak to po czyjej stronie stanie reszta ich przyjaciół? Nie musiała pytać,znała odpowiedź. To ona była winna i wiedziała o tym aż za dobrze.
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Natsu szedł bardzo wolno przed siebie,sam nie wiedząc,gdzie prowadzą go nogi. Patrzył na swoje stopy i zarejestrował,że Happy już nie leciał obok niego, jak to miał w zwyczaju, zamiast tego szedł koło niego ze spuszczoną głową i smutną miną. Chłopak nigdy nie widział,żeby Happy kiedykolwiek był przygnębiony-no może z wyjątkiem sytuacji w którym kończyły im się rybki- a znał go od zawsze. Nie dziwił się temu jednak. On również nigdy na nikogo się nie gniewał, ani nie smucił. Pomimo tego,że w dzieciństwie nie miał łatwego życia. Teraz czuł się jakis taki dziwnie pusty od środka, jak gdyby stracił całą swoją wrodzoną radość-dziwne-pomyślał- to nie pierwszy raz,kiedy pokłócił się z Lucy, tak naprawdę to ciągle się o coś sprzeczali, ale nigdy wcześniej nie czuł się tak jak teraz.
- Natsu-powiedział cicho Happy spoglądając na niego- co się stało Lucy?
- Żebym ja to tylko wiedział- westchnął chłopak- spróbujmy sobie przypomnieć, co takiego zrobiliśmy,że mogła aż tak się wkurzyć.
- Aye-, już wiem Natsu, może to dlatego,że wykąpałeś się wczoraj w jej wannie?
- Hmm..nie sądze,zawsze to robię
- Aye,ale tym razem użyłeś jej szamponu i odżywki do włosów,oraz żelu po prysznic z napisem NIE DOTYKAĆ. Różowo włosy zamyślił się na chwilę,po czym odpowiedział
- Czyli nic nowego
- Aye, a może to dlatego,że przeczytałeś jej opowiadanie?
- Nie przeczytałem, nie zdążyłem, bo za szybko przyszła…ale zawsze to robię, to musi chodzić o coś innego
- A może Lucy nie lubi cukierków
- Mówiła przecież,że te- pokazał na jednego z nich- lubi najbardziej
- Tak,ale może przeszła na dietę, a my tylko przypomnieliśmy jej o tym,że nie może ich jeść
- Hm..możliwe
- W sumie to mogłaby trochę schudnąć, ciężko mi ją nieść
- Może masz rację-powiedział i udał uśmiech,aby trochę pocieszyć przyjaciela. Wątpił w to,czy tak dobrze mu to wyszło, nie miał nastroju. Po za tym zawsze dokuczał Lucy z powodu jej wagi,ale tak naprawdę, to wcale nie uważał,żeby byłu gruba. Właściwie to uważał,że ma bardzo dobrą figurę,krągłości tak gdzie powinny się znajdować. W ogóle, co prawda,nikomu,ani tym bardziej jej tego nie mówił,ale uważał,że przyjaciółka jest naprawdę bardzo ładna. Uwielbiał jej złociste włosy przypominające zboże w słońcu, jej brązowe oczy, wielkie i wyraźne, wesołe, czasem zapłakane, jakiekolwiek by nie były. To jak bardzo kochała swoje gwiezdne duchy, jak troszczyła się o przyjaciół, oraz jej uśmiech na który mógłby patrzeć godzinami, a i tak by mu się on nie znudził. Na początku chciał wrócić do domu i tam zaszyć się przynajmniej na jakiś czas, wciąż liczył na to,że blondynie przejdzie złość i wszystko będzie jak dawniej. Liczył na to,ale wiedział,że tak nie będzie.To co powiedziała,a raczej wykrzyczała dotknęło go na jakimś podstawowym poziomie.Zupełnie jakby powiedziała,że ich zlecenia, wspólnie spędzony czas nie miał dla niej żadnego znaczenia, mało tego, jakby żałowała tego wszystkiego. Sam nie zorientował się nawet,kiedy był pod gildią. Pomyślał,że może faktycznie spędzenie trochę czasu z przyjaciółki pomoże mu zapomnieć o tym co się stało. Bez słowa i dłuższego zastanawiania otworzył drzwi i wszedł do środka.
Lucy płakała przez tak długi czas,że miała wrażenie,że nabawi się odwodnienia. Wciąż miała drgawki,lecz łzy przestały płynąć. Położyła się na łóżku i podkuliła nogi pod siebie, po czym objęła je rękami. Cały czas odtwarzała w pamięci ostatnie wydarzenia. Jej ciało było skostniałe,ale jej myśli pędziły. Pisanie opowiadanie,rozmyślanie, pojawienie się Natsu, jej wybuch oraz jego odejście. Nie mogła nawet nazwać tego kłótnia, gdyż chłopak na nią nie nakrzyczał, właściwie to nic nie powiedział. Zaczęła prowadzić wewnętrzny monolog
- Co powinnam teraz zrobić? Pójść do gildii?
- I tak planowałaś tam iść.
- Ale co jeśli on tam będzie? Czy powinna go przeprosić?
- Przeprosiny na nic jej się nie zdadzą, nie w tej sytuacji.
- Być może przyjaciel zapomniał już o całym zajściu? W końcu od kiedy go znała nigdy nie chował urazy. Z nadzieją podeszła do lustra, a po stwierdzeniu,że nie wygląda tak źle jak się czuje wyszła z mieszkania. Zeszła szybko po schodach i zamaszystym ruchem otworzyła drzwi wejściowe. W tym właśnie momencie jakiś chłopak przechodził koło drzwi, został przez nie uderzony, po czym zatoczył się lekko do tyłu i przewrócił. Dziewczyna wyleciała szybko i podeszła do niego
- Przepraszam,nie zauważyłam…-zamilkła,gdy spojrzała na niego. Nie wyglądał na złego,ani tym bardziej rannego,właściwie to-co stwierdziła ze zdziwieniem-uśmiechał się do niej szeroko.
- Nie szkodzi, rozumiem,że to w ten sposób wita się tutaj sąsiadów- otrzepał spodnie i bluzę,kiedy wstawał
- Sąsiadów?-powtórzyła zaskoczona
- Tak, jestem Katsumi i właśnie wprowadziłem się obok. Dziewczyna zawachała się zanim odpowiedziała. Patrzyła na niego niedowierzającym spojrzeniem-przynajmniej tak przypuszczała. Chłopak był wyższy od niej o jakąś głowę, ciemno brązowe, lekko sterczące włosy i brązowe, niemal czarne oczy,które spoglądały na nią z rozbawieniem. Jego uśmiech był idealny,a białe proste zęby świeciły,niczym śnieg w nocy,gdy spadnie na niego światło z latarni. Nic nie mogła poradzić na to,że patrzyła na niego-a lepszym określeniem było-gapiła się na niego oniemiała. Wyglądał zupełnie jak jakiś bohater z powieści romantycznej, był wręcz idealny, zupełnie jak książe. Kiedy Lucy udało się w końcu odzyskać mowę upomniała sobie w duchu.
- Jestem Lucy i sama mieszkam tu stosunkowo od niedawna. Mogę cię ostrzec przed najemcą. Zbliżyła Siudo niego trochę i sciszyła głos
- Jeśli nie zapłacisz czynszu,to ona znajdzie cie wszędzie,gdziekolwiek byś nie był
- Myślę,że z tym raczej nie powinienem mieć problemu
- Za to jest bardzo wyrozumiała i ogólnie da się z nią dogadać.
- Dzięki za radę Lucy.
Dziewczyna oblała się rumieńcem od sposobu w jaki na nią patrzył. Tak jak jeszcze żaden chłopak nigdy tego nie robił.
- Nie ma za co…to ja już pójdę-wydukała i odeszła szybkim krokiem.
- Do zobaczenia-zawołał za nią
Nie obróciła się jednak-co się ze mną dzieje?-zganiła samą siebie, Nigdy w życiu nie zdarzyła jej się podobna sytuacja,aby zapomniała języka w gębie przy jakimkolwiek chłopaku. Właściwie to w stosunkach damsko-męskich była dosyć śmiała, Zdawała sobie sprawę ze swojego wyglądu.Wiedziała,że podoba się facetom i bardzo często korzystała w tej wiedzy. Nie rozumiała swojego zachowania. Przez cały czas spędzała czas z przystojnymi chłopcami: Grey,Loki,Laxus i oczywiście Natsu. Jednak przy żadnym z nich nie zachowywała się tak. Owszem nie jeden raz rumieniła się przy smoczym zabójcy,ale zawsze z jakiegoś konkretnego powodu np.:gdy jej za coś dziękował lub ona jemu. Wcześniej nie zdażyło się to samoistnie.Odsunęła od siebie te myśli i postanowiła skupić się na jej prawdziwym problemie. Jak zareaguje Natsu,kiedy ją zobaczy? Czy opowiedział wszystkim o ich kłótni? Jeśli tak to po czyjej stronie stanie reszta ich przyjaciół? Nie musiała pytać,znała odpowiedź. To ona była winna i wiedziała o tym aż za dobrze.
sobota, 10 października 2015
08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (1/13)
Paring: Nalu
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Był ładny, słoneczny dzień. Niebo nie miało nawet jednej skazy w postaci chmur. W Fairy Tail jak zawsze panował hałas. Gajeel występował na scenie ze swoją nową piosenką, którą napisał z myślą o Lily. Śpiewał o przyjaźni jaka ich łączyła, wspólnych treningach i walkach. Po za exceedem i Levy nikt inny go nie słuchał. Erza rozmawiała z Mirą i jadła ciasto truskawkowe, a Natsu i Grey próbowali udowodnić sobie, który z nich jest silniejszy.
- Panie Greyu na pewno tym razem pokona pan pana Natsu. Juvia w ciebie wierzy.
- Nie ma szans, Natsu ostatnio dużo trenował- powiedział Happy.
Podczas ich potyczki Natsu popchnął Greya tak mocno,że ten poleciał przez całą sale i wylądował na blacie-prosto na kawałku ciasta Erzy.
- Dranie- Scarlet wstała i z furia krzyknęła- czy wy naprawdę nie możecie zająć się czymś innym?!!! Na przykład weźcie jakieś zlecenie!!
- Nie możemy, Lucy znowu piszę te swoje opowiadania. Powiedziała,że będzie zajęta przez kilka dni i mamy jej nie przeszkadzać-powiedział Dragneel z naburmuszoną miną.
- Aye, nie pozwoliła nam nawet wejść do środka- potwierdził Happy
- Naprawdę, co ta Lucy z wami ma chłopaki. Co by to było,gdyby Lucy nie było.
- Jak to nie było?-zapytał różowo włosy
- No np. gdyby Lucy nigdy nie dołączyła do gildii, gdybyście jej nie poznali.Co wy byście bez niej zrobili?
Natsu zastanowił się nad tym przez chwilę. Nie potrafił sobie wyobrazić,że Lucy nie ma. Już od samego początku,gdy ją poznał stała się dla niego kimś bardzo ważnym. Tak naprawdę to ona i Happy liczyli się dla niego najbardziej. Oczywiście wszystkich członków FT traktował jak swoją rodzinę, dbał o ich bezpieczeństwo,ale z Lucy tworzył drużynę.Od momentu w którym się spotkali, tak naprawdę nie rozstawali się praktycznie nigdy. Natsu żadko wykonywał jakieś zlecenia bez dziewczyny, nie lubił tego. Jego zdaniem skoro są drużyną to powinni Zasze trzymać się razem.Pomimo tego,że nie zgadzają się w wielu kwestiach i bardzo często się kłócą to lubił spędzać z nią czas. Kiedy był dzieckiem jego najbliższą przyjaciółką była Lisanna,ale po tym jak została wciągnięta do Edolas, a Natsu myślał,że umarła, nie przyjaźnił się już tak bardzo z żadną inną dziewczyną do momentu poznania Lucy. Owszem lubił Erze, której trochę się bał, Mirę,która zawsze karmiła jego i Happiego, gdy nie mieli nic do jedzenia w domu i zdążyli już objeść Heartfilię, ale nigdy nie był z nimi jakoś specjalnie blisko. Właściwie to po „śmierci” Lisanny Dragoneel szczerze wątpił w to,że kiedyś jeszcze tak bardzo przywiążę się do jakiejś dziewczyny. Lucy jednak udało się zapełnić dziurę w jego sercu, a po powrocie Lisanny to się nie zmieniło. Po tych minionych latach nie dogadywali się z Lisanną tak jak kiedyś, właściwie to rzadko ze sobą rozmawiali. Po pojawieniu się w jego życiu blondyny, tak naprawdę on nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej.Bez wspólnych zleceń,przygód,kłótni,rozmów,żartowania i spędzania razem czasu.
- To nie możliwe-powiedział po chwili- to było przeznaczenie,aby Lucy dołączyła do Fairy Tail. To nie możliwe,żeby jej ni było. Bez Lucy to nie byłaby już ta sama gildia-powiedział z szerokim uśmiechem.
- Tak, masz rację, od przyłączenia się Lucy do gildii wiele się zmieniło, bez niej to nie byłoby to samo.
- Właśnie skoro o tym mowa to powinna już skończyć. Ile można pisać jakieś historie? Chodź Happy, zrobimy jej niespodziankę-powiedział z promiennym uśmiechem i wybiegł z gildii razem ze swoim latającym przyjacielem. Scarlet patrząca za nimi powiedziała
- Nawet Natsu się zmienił od pojawienia się Lucy
- To prawda-potwierdził Grey- nawet ten napaleniec trochę spoważniał. Kiedyś nic nie byłoby w stanie odciągnąć go od walki.
- A propo waszej walki odkupujesz mi ciasto
- Co? Dlaczego ja? To jego wina
- Bo to ty na nie wpadłeś, po za tym gdybyście wyszli na zewnątrz to nic takiego by się nie stało. No już płać
- Ehh…Erza…
Lucy właśnie kończyła pisać kolejny rozdział swojej książki. Po ostatnich przygodach dostała takiej weny,że w ogóle nie potrafiła się oderwać od pisania. Nie chciała by cokolwiek jej unknęło.Jej książka opowiadała przygody 5 przyjaciół. Głownie jednak skupiła się teraz na relacjach dwójki głównych bohaterów. Nari i Leli, dójce przyjaciół,którzy są magamii wspólnie podróżują. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego,że jej postaci z opowiadania są wzorowani na niej i jej przyjaciołach z FT, a już głownie Nari i Leli, którzy byłi zadziwiająco podobni do Natsu i niej,ale przynajmniej na tą historią miała kontrolę. Sama decydowała co i kiedy się stanie. Leli była skrycie zakochana z Neri, który zawsze ją chronił i troszczył się o nią, ale zdawał się nie zauważać uczuć dziewczyny. Był bardzo niedojrzały i dziecinny, a swoją przyjaciółką traktował bardziej jak siostrę. Lucy jednak postanowiła to zmienić. W jej twórczość Neri również zapała uczuciem do Leli, w przeciwieństwie do pierwowzorów oni będą razem.Westkchnęła i odłożyła pióro na biórko. Oparła się na krześle i zamknęła oczy. Już od dłuższego czsu wiedziała,że czuje do Natsu coś więcej,ale nie potrafiła mu tego powiedzieć, bo nie chciała ryzykować ty,że zniszczy ich przyjaźń. Po za tym wiedziała,że przyjaciel nie odwzajemnia jej uczuć i czułby się niezręcznie w jej towarzystwie, gdyby się dowiedział.Zdążyła już przywyknąć do myśli,że nie będę razem,ale to wciąż trochę bolało. Postanowiła jednak za wszelką ceną wyleczyć się z nieodwzajemnionej miłości, a książke pisała także w swego rodzaju terapii. Planowała przelać w nie wszystkie swoje uczucia do Natsu pod postacią Leli, a potem zamknąć ten temat i już nigdy do niego nie wracać. To także był powód dla którego zabroniła mu przychodzić do siebie przez kilka dni. Trudno byłoby jej się skupić z Natsu mówiącym coś ciągle koło jej ucha, a tym gorzej,gdyby, jak Toma w zwyczaju przeczytał tę historię. Chłopak może do najbystrzejszych nie należał,ale to było tak oczywiste, podobieństwa bohaterów, nie tylko imion,ale także charakterów, celów, marzeń, wspomnieć i przeszłości,że nawet on by się zorientował. Nagle usłyszała jakiś straszny hałas,który wyrwał ją z rozmyślań, to coś brzmiało jak by…ktoś pukał w szybę. Szybko otworzyła oczy i podbiegła do okna zaskoczona tym, co zobaczyła. Za oknem na parapecie stał Natsu z garścią czegoś małego, a Happy asekurował go trzymając z tylu za koszulkę. Na jednym oddechu otworzyła okno i krzyknęła
- Co wy wyrabiacie!!!
Natsu nie odpowiedział od razu. Zamiast tego wszedł do środka ostrożnie by nie wypuścić tego,co trzymał w rękach. Popatrzył na nią i uśmiechnął się promiennie
- Yoł Lucy. Przynieśliśmy ci cukierki. Te, które dostaliśmy w nagrodę za poprzednie zlecenie.Twoje ulubione -wyciągnął garść słodyczy w jej stronę, tak,że kilka spadło, więc Happy je pozbierał.Od jego uśmiechu jej serce zabiło mocniej, tak bardzo uwielbiała ten szeroki uśmiech przy którym robiły mu się takie słodkie dołeczki w policzkach. W tym jednak momencie oblała ją prawdziwa furia, tak bardzo znienawidziła tego uśmiechu z powodu swoich nieodwzajemnionych uczuć,że wybuchnęła, tak jak jeszcze nigdy.
- Nie chcę żadnych cukierków!!!- uderzyła w jego pieść swoją dłonią, tak,że słodycze rozsypały się w okół nich jak konfetti.
- Co wy sobie wyobrażacie wparowując do mojego mieszkania, jak gdyby nigdy nic!!! Mówiłam wam przecież,że jestem zajęta i prosiłam tyle razy żebyście dali mi święty spokój!! Czy do was naprawdę nic nie dociera!! Możecie w reszcie przestać zachowywać się jak dzieci,które robią zawsze to na co mają ochotę?!! Pora w końcu dorosnąć!!! Gdybym wiedziała,że tak to będzie wyglądać to nigdy nie zgodziłabym się być z wami w drużynie!!! Żaluję tego,że podjęłam wtedy taką decyzję!! Wynoście się stąd nie chce was widzieć, już!!!
Zapadła cisza, Nikt się nie ruszył z miejsca, nawet o krok. Lucy wyprowadzona z równowagi tym,że chłopak nie miał zamiaru jej posłuchać spojrzała na niego z furią w oczach,ale widząc wyraz jego twarzy jej spojrzenie momentalnie złagodniało.Jej serce ścisnęło się niebezpiecznie mocno i bardzo szybko pożałowała swoich słów. Jeszcze nigdy nie widziała Natsu w takiem stanie, jak teraz. Stał w lekkim rozkroku wpatrując się w swoją otwartą dłoń w której jeszcze chwile temu trzymał cukierki. Miał otwarte usta, żadem z jego mięśni nawet nie drgnął. Potem popatrzył na nią, prosto w jej oczy, a ona jak jeszcze nigdy w życiu miała ochotę przytulić go i przeprosić. Wiedziała,że przesadziła, nie miała wcale na myśli tego, co powiedziała. Nie potrafiła jednak wydobyć z siebie nawet jednego dźwięku. Po raz pierwszy widziała Natsu zranionego i tak bardzo ją bolało to,że to ona to spowodowała. Patrzył na nią z takim smutkiem i zawodem w oczach,że myślała iż za chwilę nie wytrzyma tego napięcia i upadnie, nie stało się tak jednak, była zbyt skamieniała, nawet aby upaść. Nie jeden raz kłóciła się z chłopakiem i krzyczała na niego,ale tym razem było inaczej. Ubrała uczucia w najgorsze słowa jakie tylko mogła. Widziała,że chciał jej coś powiedzieć,ale chyba po raz pierwszy od kiedy go znała nie był w stanie tego zrobić.Jej słowa tak bardzo do zaskoczyły i zraniły,że nie dziwiła by się gdyby już nigdy więcej nie chciał się do niej odezwać.po paru sekundach,które wydawały się jej ciągnąc wieczność, odwrócił się od niej na pięcie powoli bez słowa i skierował w stronę okna
- Chodź Happy, idziemy. Sam słyszałeś,że nie jesteśmy tu mile widziani.
Spojrzała w dół na Happiego,który z trudem powstrzymywał łzy. Patrzył na nią tymi swoimi wielkimi, czarmymi oczami z tak wielkim żalem
- Lucy-wyszeptał
- Happy-powtórzył Natsu zrezygnowany
- Aye
Chłopak nie czekał na przyjaciela tylko wyskoczył przez okno na zewnątrz. Happy wzniósł się w powietrze i bez słowa wyleciał za nim. W tej chwili nogi zrobiły jej się jak z waty i upadła na kolana. Łzy wodospadem ciekły po jej policzkach, wydając się nigdy nie mieć zamiaru przestać spływać. Zobaczyła,że koło kołdry spadającej z jej łóżka coś się świeci. Przyczołgała się bliżej i wzięła do ręki jeden z cukierków,które leżały teraz w całym jej salonie i przycisnęła go mocno do piersi
- Natsu, Happy przepraszam- po tym słowach zaczęła szlochać jeszcze bardziej. Oparła głowę na łóżku i przypomniała sobie nie jasno,że ostatnim razem tak płakała,gdy przeczytała list od swojego ojca, z którego dowiedziała się,iż jej ojciec pomimo swojego zachowania zawsze ją kochał, a ostatnie słowa jakie do niego powiedziała były okropne i krzywdzące, tak samo wtedy ojca tak teraz skrzywdziła Natsu. Objęła się mocniej ramionami i zaczęła się trząść z powodu konwulsji, jakie spowodował jej płacz. Zdawała sobie sprawę z tego,że całkowicie zniszczyła więzi,które łączyły ją z nimi.oraz to,że już nigdy nic nie będzie takie samo.
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Był ładny, słoneczny dzień. Niebo nie miało nawet jednej skazy w postaci chmur. W Fairy Tail jak zawsze panował hałas. Gajeel występował na scenie ze swoją nową piosenką, którą napisał z myślą o Lily. Śpiewał o przyjaźni jaka ich łączyła, wspólnych treningach i walkach. Po za exceedem i Levy nikt inny go nie słuchał. Erza rozmawiała z Mirą i jadła ciasto truskawkowe, a Natsu i Grey próbowali udowodnić sobie, który z nich jest silniejszy.
- Panie Greyu na pewno tym razem pokona pan pana Natsu. Juvia w ciebie wierzy.
- Nie ma szans, Natsu ostatnio dużo trenował- powiedział Happy.
Podczas ich potyczki Natsu popchnął Greya tak mocno,że ten poleciał przez całą sale i wylądował na blacie-prosto na kawałku ciasta Erzy.
- Dranie- Scarlet wstała i z furia krzyknęła- czy wy naprawdę nie możecie zająć się czymś innym?!!! Na przykład weźcie jakieś zlecenie!!
- Nie możemy, Lucy znowu piszę te swoje opowiadania. Powiedziała,że będzie zajęta przez kilka dni i mamy jej nie przeszkadzać-powiedział Dragneel z naburmuszoną miną.
- Aye, nie pozwoliła nam nawet wejść do środka- potwierdził Happy
- Naprawdę, co ta Lucy z wami ma chłopaki. Co by to było,gdyby Lucy nie było.
- Jak to nie było?-zapytał różowo włosy
- No np. gdyby Lucy nigdy nie dołączyła do gildii, gdybyście jej nie poznali.Co wy byście bez niej zrobili?
Natsu zastanowił się nad tym przez chwilę. Nie potrafił sobie wyobrazić,że Lucy nie ma. Już od samego początku,gdy ją poznał stała się dla niego kimś bardzo ważnym. Tak naprawdę to ona i Happy liczyli się dla niego najbardziej. Oczywiście wszystkich członków FT traktował jak swoją rodzinę, dbał o ich bezpieczeństwo,ale z Lucy tworzył drużynę.Od momentu w którym się spotkali, tak naprawdę nie rozstawali się praktycznie nigdy. Natsu żadko wykonywał jakieś zlecenia bez dziewczyny, nie lubił tego. Jego zdaniem skoro są drużyną to powinni Zasze trzymać się razem.Pomimo tego,że nie zgadzają się w wielu kwestiach i bardzo często się kłócą to lubił spędzać z nią czas. Kiedy był dzieckiem jego najbliższą przyjaciółką była Lisanna,ale po tym jak została wciągnięta do Edolas, a Natsu myślał,że umarła, nie przyjaźnił się już tak bardzo z żadną inną dziewczyną do momentu poznania Lucy. Owszem lubił Erze, której trochę się bał, Mirę,która zawsze karmiła jego i Happiego, gdy nie mieli nic do jedzenia w domu i zdążyli już objeść Heartfilię, ale nigdy nie był z nimi jakoś specjalnie blisko. Właściwie to po „śmierci” Lisanny Dragoneel szczerze wątpił w to,że kiedyś jeszcze tak bardzo przywiążę się do jakiejś dziewczyny. Lucy jednak udało się zapełnić dziurę w jego sercu, a po powrocie Lisanny to się nie zmieniło. Po tych minionych latach nie dogadywali się z Lisanną tak jak kiedyś, właściwie to rzadko ze sobą rozmawiali. Po pojawieniu się w jego życiu blondyny, tak naprawdę on nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej.Bez wspólnych zleceń,przygód,kłótni,rozmów,żartowania i spędzania razem czasu.
- To nie możliwe-powiedział po chwili- to było przeznaczenie,aby Lucy dołączyła do Fairy Tail. To nie możliwe,żeby jej ni było. Bez Lucy to nie byłaby już ta sama gildia-powiedział z szerokim uśmiechem.
- Tak, masz rację, od przyłączenia się Lucy do gildii wiele się zmieniło, bez niej to nie byłoby to samo.
- Właśnie skoro o tym mowa to powinna już skończyć. Ile można pisać jakieś historie? Chodź Happy, zrobimy jej niespodziankę-powiedział z promiennym uśmiechem i wybiegł z gildii razem ze swoim latającym przyjacielem. Scarlet patrząca za nimi powiedziała
- Nawet Natsu się zmienił od pojawienia się Lucy
- To prawda-potwierdził Grey- nawet ten napaleniec trochę spoważniał. Kiedyś nic nie byłoby w stanie odciągnąć go od walki.
- A propo waszej walki odkupujesz mi ciasto
- Co? Dlaczego ja? To jego wina
- Bo to ty na nie wpadłeś, po za tym gdybyście wyszli na zewnątrz to nic takiego by się nie stało. No już płać
- Ehh…Erza…
Lucy właśnie kończyła pisać kolejny rozdział swojej książki. Po ostatnich przygodach dostała takiej weny,że w ogóle nie potrafiła się oderwać od pisania. Nie chciała by cokolwiek jej unknęło.Jej książka opowiadała przygody 5 przyjaciół. Głownie jednak skupiła się teraz na relacjach dwójki głównych bohaterów. Nari i Leli, dójce przyjaciół,którzy są magamii wspólnie podróżują. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego,że jej postaci z opowiadania są wzorowani na niej i jej przyjaciołach z FT, a już głownie Nari i Leli, którzy byłi zadziwiająco podobni do Natsu i niej,ale przynajmniej na tą historią miała kontrolę. Sama decydowała co i kiedy się stanie. Leli była skrycie zakochana z Neri, który zawsze ją chronił i troszczył się o nią, ale zdawał się nie zauważać uczuć dziewczyny. Był bardzo niedojrzały i dziecinny, a swoją przyjaciółką traktował bardziej jak siostrę. Lucy jednak postanowiła to zmienić. W jej twórczość Neri również zapała uczuciem do Leli, w przeciwieństwie do pierwowzorów oni będą razem.Westkchnęła i odłożyła pióro na biórko. Oparła się na krześle i zamknęła oczy. Już od dłuższego czsu wiedziała,że czuje do Natsu coś więcej,ale nie potrafiła mu tego powiedzieć, bo nie chciała ryzykować ty,że zniszczy ich przyjaźń. Po za tym wiedziała,że przyjaciel nie odwzajemnia jej uczuć i czułby się niezręcznie w jej towarzystwie, gdyby się dowiedział.Zdążyła już przywyknąć do myśli,że nie będę razem,ale to wciąż trochę bolało. Postanowiła jednak za wszelką ceną wyleczyć się z nieodwzajemnionej miłości, a książke pisała także w swego rodzaju terapii. Planowała przelać w nie wszystkie swoje uczucia do Natsu pod postacią Leli, a potem zamknąć ten temat i już nigdy do niego nie wracać. To także był powód dla którego zabroniła mu przychodzić do siebie przez kilka dni. Trudno byłoby jej się skupić z Natsu mówiącym coś ciągle koło jej ucha, a tym gorzej,gdyby, jak Toma w zwyczaju przeczytał tę historię. Chłopak może do najbystrzejszych nie należał,ale to było tak oczywiste, podobieństwa bohaterów, nie tylko imion,ale także charakterów, celów, marzeń, wspomnieć i przeszłości,że nawet on by się zorientował. Nagle usłyszała jakiś straszny hałas,który wyrwał ją z rozmyślań, to coś brzmiało jak by…ktoś pukał w szybę. Szybko otworzyła oczy i podbiegła do okna zaskoczona tym, co zobaczyła. Za oknem na parapecie stał Natsu z garścią czegoś małego, a Happy asekurował go trzymając z tylu za koszulkę. Na jednym oddechu otworzyła okno i krzyknęła
- Co wy wyrabiacie!!!
Natsu nie odpowiedział od razu. Zamiast tego wszedł do środka ostrożnie by nie wypuścić tego,co trzymał w rękach. Popatrzył na nią i uśmiechnął się promiennie
- Yoł Lucy. Przynieśliśmy ci cukierki. Te, które dostaliśmy w nagrodę za poprzednie zlecenie.Twoje ulubione -wyciągnął garść słodyczy w jej stronę, tak,że kilka spadło, więc Happy je pozbierał.Od jego uśmiechu jej serce zabiło mocniej, tak bardzo uwielbiała ten szeroki uśmiech przy którym robiły mu się takie słodkie dołeczki w policzkach. W tym jednak momencie oblała ją prawdziwa furia, tak bardzo znienawidziła tego uśmiechu z powodu swoich nieodwzajemnionych uczuć,że wybuchnęła, tak jak jeszcze nigdy.
- Nie chcę żadnych cukierków!!!- uderzyła w jego pieść swoją dłonią, tak,że słodycze rozsypały się w okół nich jak konfetti.
- Co wy sobie wyobrażacie wparowując do mojego mieszkania, jak gdyby nigdy nic!!! Mówiłam wam przecież,że jestem zajęta i prosiłam tyle razy żebyście dali mi święty spokój!! Czy do was naprawdę nic nie dociera!! Możecie w reszcie przestać zachowywać się jak dzieci,które robią zawsze to na co mają ochotę?!! Pora w końcu dorosnąć!!! Gdybym wiedziała,że tak to będzie wyglądać to nigdy nie zgodziłabym się być z wami w drużynie!!! Żaluję tego,że podjęłam wtedy taką decyzję!! Wynoście się stąd nie chce was widzieć, już!!!
Zapadła cisza, Nikt się nie ruszył z miejsca, nawet o krok. Lucy wyprowadzona z równowagi tym,że chłopak nie miał zamiaru jej posłuchać spojrzała na niego z furią w oczach,ale widząc wyraz jego twarzy jej spojrzenie momentalnie złagodniało.Jej serce ścisnęło się niebezpiecznie mocno i bardzo szybko pożałowała swoich słów. Jeszcze nigdy nie widziała Natsu w takiem stanie, jak teraz. Stał w lekkim rozkroku wpatrując się w swoją otwartą dłoń w której jeszcze chwile temu trzymał cukierki. Miał otwarte usta, żadem z jego mięśni nawet nie drgnął. Potem popatrzył na nią, prosto w jej oczy, a ona jak jeszcze nigdy w życiu miała ochotę przytulić go i przeprosić. Wiedziała,że przesadziła, nie miała wcale na myśli tego, co powiedziała. Nie potrafiła jednak wydobyć z siebie nawet jednego dźwięku. Po raz pierwszy widziała Natsu zranionego i tak bardzo ją bolało to,że to ona to spowodowała. Patrzył na nią z takim smutkiem i zawodem w oczach,że myślała iż za chwilę nie wytrzyma tego napięcia i upadnie, nie stało się tak jednak, była zbyt skamieniała, nawet aby upaść. Nie jeden raz kłóciła się z chłopakiem i krzyczała na niego,ale tym razem było inaczej. Ubrała uczucia w najgorsze słowa jakie tylko mogła. Widziała,że chciał jej coś powiedzieć,ale chyba po raz pierwszy od kiedy go znała nie był w stanie tego zrobić.Jej słowa tak bardzo do zaskoczyły i zraniły,że nie dziwiła by się gdyby już nigdy więcej nie chciał się do niej odezwać.po paru sekundach,które wydawały się jej ciągnąc wieczność, odwrócił się od niej na pięcie powoli bez słowa i skierował w stronę okna
- Chodź Happy, idziemy. Sam słyszałeś,że nie jesteśmy tu mile widziani.
Spojrzała w dół na Happiego,który z trudem powstrzymywał łzy. Patrzył na nią tymi swoimi wielkimi, czarmymi oczami z tak wielkim żalem
- Lucy-wyszeptał
- Happy-powtórzył Natsu zrezygnowany
- Aye
Chłopak nie czekał na przyjaciela tylko wyskoczył przez okno na zewnątrz. Happy wzniósł się w powietrze i bez słowa wyleciał za nim. W tej chwili nogi zrobiły jej się jak z waty i upadła na kolana. Łzy wodospadem ciekły po jej policzkach, wydając się nigdy nie mieć zamiaru przestać spływać. Zobaczyła,że koło kołdry spadającej z jej łóżka coś się świeci. Przyczołgała się bliżej i wzięła do ręki jeden z cukierków,które leżały teraz w całym jej salonie i przycisnęła go mocno do piersi
- Natsu, Happy przepraszam- po tym słowach zaczęła szlochać jeszcze bardziej. Oparła głowę na łóżku i przypomniała sobie nie jasno,że ostatnim razem tak płakała,gdy przeczytała list od swojego ojca, z którego dowiedziała się,iż jej ojciec pomimo swojego zachowania zawsze ją kochał, a ostatnie słowa jakie do niego powiedziała były okropne i krzywdzące, tak samo wtedy ojca tak teraz skrzywdziła Natsu. Objęła się mocniej ramionami i zaczęła się trząść z powodu konwulsji, jakie spowodował jej płacz. Zdawała sobie sprawę z tego,że całkowicie zniszczyła więzi,które łączyły ją z nimi.oraz to,że już nigdy nic nie będzie takie samo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)