Ohayo minna mam dla Was za równo dobrą jak i złą wiadomość. To może zacznę od tej dobrej. Odzyskałam laptopa, co prawda przegrzewa się nadal :/, ale biorąc pod uwagę jego wiek (ok 10) lat to chyba nie mogę mieć do niego o to pretensji ;). Za to został zrobiony format, więc chodzi znacznie szybciej :D. Zła wiadomość jest taka, że nie jestem najmądrzejsza i nigdzie nie zapisałam moich opowiadań ( nie sądziłam nawet, że robienie format będzie konieczne) i dlatego wszyściuśko przepadło :(, w tym ok 60 stron opowiadania " Nie pozwolę ci odejść" (Sakusaku), która sporo osób polubiło, ehh....to jest mi chyba najciężej przeżałować) i oczywiście kilka innych jak kontynuacja "To mnie kochasz" ( Chitoku, Kosaku), lecz dla równowagi jak to w naturze zabieram się do pisania już w tej chwili także za kilka dni powinna się pojawić kontynuacja przynajmniej pierwszego z wymienionych wyżej opowiadań. Na pewno nie uda się go idealnie odtworzyć, ale zrobię co w mojej mocy, aby klimat pozostał ten sam :) Wznowiłam także Opowiadanie w realu" co napisałam w poprzednim poście, także nowy rozdzialik owego opowiadanka także już wkrótce ujrzy światło dzienne. Przepraszam Was za te opóźnienia, sama także wiem jak to jest, gdy czeka się na kontynuacje, zwłaszcza, gdy coś Cię wciągnęło, a tu ani widu ani słychu. No dobrze z tego co widzę to pakiet "Microsoft Office" właśnie mi się zainstalował, więc lecę pisać.
- Lu-chan :*
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania one-shoty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania one-shoty. Pokaż wszystkie posty
środa, 25 stycznia 2017
sobota, 2 lipca 2016
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 8 (ostatni)
Paring:
Sasusaku, Sakushi
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Sasuke odprowadził Saradę do Naruto i oddał ją pod opiekę
Hinaty. Wiedział,że tam jego córka będzie bezpieczna. Miał bardzo złe
przeczucia odnośnie tego co spotkało jego żonę, (przynajmniej na razie). Po
głowie cały czas tłukły mu się słowa jego największego wroga, z powodu którego
nie widział rodziny tyle lat. Ten głos groźny i nieustępliwy wciaż powtarzał „
odbiorę ci wszystko co ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie, zostaniesz z
niczym, zniszczę cie.Udowodnie ci jak
bardzo jesteś słaby, zabiorę wszystko, co kiedykolwiek miało dla ciebie
znaczenie, pokaże ci,że nie jesteś w stanie ochronić nawet własnej rodziny, a kiedy
z tobą skończę będziesz mnie
błagał o śmierć.” To nie tak, że
Sasuke po raz pierwszy słyszał te słowa we własnej głowie. Po wysłuchaniu tej
groźby, wbiła się ona do jego głowy wyjątkowo uparcie nie chcąc pozwolić mu
zapomnieć. Każdej nocy nękały go koszmary dotyczące wizji jak Muteki spęlnia
swą obietnicę, zamieniając Sakurą i Saradę w swoje marionetki i każe jemu z
nimi wlaczyć. A on nie mając wyjścia z początku tylko unika ciosów, ale kiedy
zdaje sobie sprawę z tego,że to się na nic nie zda, zaczyna kontratakować.
Widzi siebie walczącego z rodziną, która bez wględu nato jak bardzo jest ranna
wciąż się podnosi, zupełnie jak Naruto- pomyślał z ironią. Pokręcił głową,aby
pozbyć się męczących go wizji.
- Muszę się skupić, nie mogę się rozpraszać. Gdzie on mógł ją zabrać?- zastanowił się nad tym przez chwile. Jego ostatnio lakalizacja była wręcz doskonała. Głęboko ukryta w lesie przed resztą świata. Do tego „to” drewo. To właśnie z niego pobierał energię, dzięki niemu kontrolował ludzi, a także miał niewyobrażalną ilość chakry. Nie ma mowy,żeby miał znaleźć inną tak dogodnie ułożoną kryjówkę. Po zdaniu sobie z tego sprawy Sasuke ruszył do wyznaczonego miejsca. Dawał z siebie wszystko by dotrzeć tam jak najszybciej, robił jedynie krótkie postoje na odpoczynek i aby coś zjeść. Udało mu się dotrzeć na miejsce po 3 dniach. Dostrzegł kilka „marionetek”, ale postanowił nie zdawać się z nimi w walkę, nie tracąc czasu odnalazł roślinę, której szukał. Coś jednak się zmieniło, teraz drzewo zostało połączone z innym, stojącym na przeciwko. Spojrzał w górę i oniemiał. Do ogromnego wiatrowału była przygwożdżona mała postać o bladej porcelanowej cerze i różowych, jak najpiękniejszy odcień różu włosach. Uchiha wtrzymał oddech i przez chwile tylko patrzył. Jego uwagę przykuło to,że jej oczy były zamkniete, w dodatku nie ruszała się, nie miał nawet pojęcia czy oddycha. Była przywiązana jakimiś gubymi plączami, każdy na jej miejscu mógłby się udusić w tej sytuacji. Z przerażaniem uświadamiając sobie w jaką stronę biegną jego myśli, wyrwał się z cieni rzucanych przez starodrzewy i podbiegł do ukochanej.
- Sakura- zawował- Sakura, proszę cię odpowiedz mi- błagał w duchu- Sakura. Nagle dobiegł go złowieszczy i grożny śmiech, wiedział do kogo należy jeszcze zanim zerknął za siebie , obrócił się automatycznie i dostrzegł go. Tym razem stał na ziemi kilka metrów od niego. Oczywiście liany wciąż były do niego przywiązane. (przypominało do Nagato, który w ten sam sposób był połączony z posągiem Gedou, tyle,że on za pomocą metalowych prętów, a ten tutaj jak widać woli bardziej naturalne metody ;))
- Dawno się nie widzieliśmy Sasuke Uchiha- powiedział z szerokim uśmiechem, przepełnionym satystakcją- co słuchać? W domu wszyscy zdrowi?- powiedziawszy to spojrzał na swoją zdobych- aa no tak,czekaj coś kojarze..czy ta bezładnie wisząca kobieta nad naszymi głowami...czekaj jak ona miała...a to tak Sakura- wyszptał jadowicie- nie znasz jej przypadkiem?- spytał sarkastycznie
- Czego chcesz?
- Hm..jak mogłeś zapomnieć? Przecież powiedziałem ci,że moim pragnieniem jest cie zniszczyć, zrójnować twoje życie, rozdeptać jak robaka twoje istnienie hahaha- zabrzmiał złowieszczy śmiech- i jak? Jak to jest być wielkim Sasuke Uchihą nie mogącym zrobić dosłownie nic by urotować jedną z niewielu osób, które kocha, co? Bedącym bezbronnym, na mojej łasce? Serio pytam, bo aż jestem ciekawy- minęła chwila, a milczenie się się skończyło. Cisze przeciął czyjś głośny krzyk, brunet rozpoznał go bez problemu i podniósł wzrok na kobietę
- A no patrzcie...jednak jeszcze żyje...muszę to przyznać dziewczyna jest wyjątkowo wytrzymała- powiedział po czym spojrzał w oczy swojemu przeciwnikowi- chyba nie muszę ci mówić co się stanie, jeśli nie będziesz posłuszny, czyż nie?
- To mnie chcesz, możesz ze mną zrobić co zechcesz...cholera mogę nawet stać się twoim piepszonym sługą tylko wypuść ją. Ona nie ma z tym nic wspólnego.
- Wręcz przeciwnie...widzisz to właśnie za jej sprawą powiedziałeś,że mi się poddasz, gdyby jej tu nie było w życiu nie powiedziałbyś czegoś takiego.
- Sa...sasuke-kun- jego uszu dobiegł ledwie słyszalny szept- ucie..kaj
- Sakura!
- Proszę...zajmij się Saradą...powierzam ci ją...nie zawiedź nas
- No no proszę,masz jeszcze siłę na to aby troszczyć sie o innych? Uroczę matczyna miłosć nie zna granić, ale na twoim miejscu zacząłbym się bardziej martwić o siebie. W końcu uda mi się wyssać z ciebie całą chakrę, pomimo tego iż tak się starasz ją zachować. Przestań walczyć, opierać się, a twoje cierpienie się skończy
- Sakura nie poddawaj się..przysięgam,że cie uwolnię!- usłyszała. Z trudem utrzymywała półprzymkniete oczy, walcząc ze wszystkich sił by nie stracić przytomności. Żyła tylko i wyłacznie, dzięki utrzymuwaniu swojego drugiego źródła z chakrą. Tych zapasów nie pozwalała z siebie wyssać. Była tak zmęczona jak jeszcze nigdy dotąd, z trudem oddychała a o odpowiedzeniu Sasuke nie było nawet mowy. Wyczuła jednak tę determinacje w jego głosie, dlatego postanowiła dalej walczyć o to by nie zasnąć, wiedziała bowiem,że w tej sytuacji ta nawet krótka drzemka mogłaby kosztaować ją dosłownie- życie. Po intonacji jego głosu nie trudno było jej sie domyślić, że prędzej zginie niż ją zostawi. To przypomniało jej pewną sytuacje z przeszłości zanim jeszcze urodziła się Sarada. Byli na misji we dwoje, nie zapowiadała się ona na trudną z początku, jednak kiedy już wracali do Wioski Trawy z osobą, którą mieli eskortować znikąd pajawiła się całkiem spora liczba przeciwników, usiłującej zabić osobę, którą mieliśmy za zadanie chronić. Podzieliliśmy się więc na 2 role, Sasuke wlaczył, a ja ochraniałam pana Natakę. Jednak chakra skończyła mi się znacznie wcześniej niżbym przypuszczała, wtedy jeszcze nie wiedziałam,że byłam w ciąży, a większość mojej życiowej energii była wykorzystywana do podtrzymywania życia płodu. Chakra skończyła mi się w samym środku walki, mówiąc szczerze byłam wtedy pewna tego,że nie dość,że nie uda mi się ochronić pana Natakę to jeszcze stracę własne życie, ale jako ninja byłam na to przygotowana, w momencie zmasowanego ataku osłoniłam pana Natakę własnym ciałem przygotowując się na ciosy ze wszystkich stron. Jednak żaden z ataków nie nadszedł, to stało się tak szybko,że sama nie wiedzałam jak, ale na przeciwko mnie stał Sasuke, robiąc z siebie żywą tarczę został poważnie ranny. Nie dał rady odepszeć ataku, więc przyjął go na siebie. Podczas dalszego trwania starcia postąpił tak jak nigdy bym sie po nim nie spodziewała. Całkowicie porzucił swą misję, zamiast ochraniać pana Natakę, osłaniał jedynie mnie. A kiedy zapytałam go
- Sasuke-kun co ty robisz?!
- Próbuje jedynie chronić to co dla mnie najcenniejsze- odpowiedział. Pamiętam jak wtedy na mnie spojrzał. Z pasującą do niego irytacją za to,że zadaje tak głupie pytanie, ale także z troską, a nawet...jak mi się wtedy wydawało- miłością? Kiedy udało nam się bezpiecznie dotrzeć do Wioski to „ uczucie” z jego spojrzenia zniknęło bez śladu, więc wmówiłam sobie,że mi się przywidziało nie chcąc robić sobie niepotrzebnej nadziei. Zaraz chwila moment..czy to był tylko ten jeden raz, gdy widziałam „to” spojrzenie? Przed oczami pojawiła mi się jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Kiedy poznałam powód tak szybkiego wyczerpania chakry - Dowiedziałam się,że jestem w ciąży. Moja radość była tak wielka,że nie jestem w stanie tego opisać, ale to nie moja reakcja zaskoczyła mnie najbardziej. Szczerze mówiąc z początku obawiałam się trochę powiedzieć o tym Sasuke, nie wiedziałam jak zareaguje, po prawdzie byliśmy już wtedy małżeństwem, ale z nim nigdy nic nie było wiadomo. Gdy powiedziałam mu o tym,że noszę w brzuchu nowe życie z początku tylko patrzył na mnie oniemiały, a zaraz po chwili porwał mnie w ramiona i zaczął sie kręcić w ogół własnej osi. Po raz pierwszy z życiu słyszałam,że śmieje się jak mały chłopiec, kiedy zapytałam..
- Cieszysz się?
- Co to za pytanie, oczywiście,że się cieszę- odpowiedział mi z szerokim uśmiechem. Miał wtedy tyle szczęścia i nadziei w oczach i może coś jeszcze? Sama nie wiem, nie zastanawiałam się wtedy nad tym, ale czyżby to była miłość? Czy to możliwe,że Sasuke jednak odwzajemnił moje uczucia, tylko,że ja tego wcześniej nie zauważyłam? Czy to możliwe?
Z rozmyślań wyrwały mnie odgłosy walki dobiegające z dołu. Wiedziałam,że Sasuke walczył ze wszystkich sił. Na chwile przymknęłam oczy i zobaczyłam pod powiekami dwie twarze ludzi których najbardziej kocham, obydwie uśmiechały się do mnie, dwoje takich samych oczu przepełnionych radością. Nagle zmęczenie stało się obezwłasdniające, nie byłam już w stanie ponownie otworzyć oczu. Odgłosy dopiegające zewsząd zaczęły być coraz mniej słyszalne,aż całkiem ucichły.
Uchiha musiał przyznać,że Muteki był wyjątkowo wymagającym przeciwnikiem. Miał szczęście,że okazał się na tyle honorowy by waczyć jeden na jednego nie przywołując swoich marionetek. Był już nieźle zmęczony na domiar złego nie słyszał żadnej odpowiedzi ze strony Sakury pomimo tego,że nie raz ją wołał. Miał jeszcze asa w rękawie i uznał,że bez niego się nie obejdzie. W końcu używał przez cały czas Suzano, co chwile amaterasu, a mangekyo sharingan w ogóle nie podziałał, zupełnie tak jakby Muteki miał więcej niż jedną świadomość.
Kilka dni wcześniej
- Co to niby jest?- zapytał zaskoczony widząc małą podłużną kapsułkę na swojej dłoni
- To moja chakra, a raczej powinienem powiedzieć chakra Kuramy. Sakura utworzyła coś na kształt przochowywacza chakry z własnej energii życiowej w postaci małej łatwo przyswajalnej tabletki. Szczerze do dziś nie mam pojęcia jak to zrobiła. Wiesz masz wyjątkowo uzdolnioną żonę- powiedział blondyn z powagą
- Wiem- odpowiedział
- Wykonianie ich nie jest proste dlatego mam tylko jedną, lepiej dobrze z niej skorzystaj i sprowadź Sakurę spowrotem
- O widzę,że się wreszcie nauczyłeś
- Czego?
- Tego, aby nie dodawać –chan do imienia mojej żony
- Tak postanowiłem zostawić tę opcję dla ciebie, chociaż wątpie czy kiedykolwiek tak do niej powiesz hehe
Teraz
Trzymając niebieską, pulsującą od chakry kapsułkę z pomarańczowym „płynem” w środku kucnął na chwile unikając ciosu i połknął dziwne tworzywo. Natychmiast poczuł wszechogarniającą go moc. Stał się wyjątkowo szybki, teraz bez trudu nie tylko ucikał ataków, ale także jego własne faktycznie zaczęły trafiać w cel. P wielu próbach wreczcie udało mu się uciąć liany, które musiały być wykonane z wyjątkowo odpornego tworzywa,gdyż wcześniejszymi atakami nie zostawił na nich nawet rysy. Muteki nagle stracił całą swoją siłę, teraz pokonanie go było kaszką z mleczkiem. Sasuke naprężył strzałę, którą wykonał za pomocą Suzano i trafił w cel błyskawicznie. Muteki nie zdążył zareagować, z siłą strzały przeleciał parę metrów po czym został przyszpilony do drzewa. Uchiha upewnił się,że nie żyje po czym uwolnił Sakurę. Z dudniącym sercem położył ją na ziemi dziękując za to,że wyczuł jak oddycha.
- Sakura-wyszeptał odgarniając jej włosy z twarzy- Sakura proszę obudź się...otwórz oczy Sakura. Jej powieki zadrgały po czym otwarły się całkowicie. Uchiha odetchnął z ulgą
- Sakura..
- Sasuke-kun- jego uwadze nie umknęło to,że znów dodawała –kun do jego imienia. To jednak pewnie przez osłabienie, sama nie za bardzo wie co mówi, nie wierzył,że może chodzić o coś innego.
- Tak to ja- odszepnął głaskając ją po policzku- już dobrze, jesteś bezpieczna. Kobieta podniosła się gwałtownie i usiadła
- Sarada, gdzie Sarada?- spytała roztrzęsiona
- Spokojnie nic jej nie jest- mowił uspokajającym tonem- została w Wiosce pod opieką Naruto i Hinaty, jest bezpieczna
- Dzięki Bogu- odetchnęła z ulgą
- A jak ty się czujesz?- spytał gładząc ją po plecach. Przez chwile zastanowił się kogo ten gest miał uspokoić ją czy jego? Nic jednak nie mógł na to poradzić, znów czuł jej ciepło, słyszał oddech, widział twarz, która teraz patrzyła na niego troche zdezorientowana
- Nic...nic mi nie jest...a ty? Jesteś ranny...
- Przeżyje
- Gdzie on jest?
- Kto
- Mu..muteki? Czy jakoś tak
- Nie żyje
- Sakura
- Tak? O co cho...- nie zdązyła dokończyć, gdyż ku jej zaskoczeniu nagle silne ramiona ją oplotły (to nie jest błąd jak coś, w moim opowiadaniu Sasuke po wojnie ma odbydowaną rękę, tak jak Naruto), więc nie zdążyła dokończyć
- Sa..sasuke-kun?
- Sakura..tak się cieszę,że nic ci nie jest. Tak bardzo się o ciebie martwiłem...nie masz pojęcia...nie wiem co bym zrobił, gdyby coś ci się stało- poczuła jak cały drży i również go objęła
- Sasuke-kun- wyszeptała- nic mi nie jest. Dziękuje za ratunek- nie była pewna czy takie zachowanie jej przystoi, po tym co powiedziała mu ostatnio, ale nie miała siły się teraz nad tym zastanawiać, w jego ramionach czuła się tak bezpiecznie,że nie potrafiła sobie teraz tego odmówić, potrzebowała go, nie tylko teraz, zawsze go potrzebowała. Po dłuższej chwili oderwał się od niej, spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich tak wielką ulgę,że aż ścisnęło ją w piersi, nie mogła już tak dłużej
- Sasuke-kun ja wiem wszystko, rozmawiałam z Naruto. Przepraszam za to co powie...- nie zdążyła dokończyć, bo ją pocałował. To nie był zwykły pocałunek, to właśnie w nim Sasuke przekazywał jej wszystkie swoje uczucia. Odwzajemniła go z pełną mocą przelewając całą swoją miłość, tęsknotę, żal i gniew,który nagle całkowicie z niej wyleciał. Nic innego się nie liczyło, tylko to,że znowu miała go przy sobie. W tym momencie nie potrafiła sobie wyobrazić tego,że znowu miałby odejść z jej życia. Po długim czasie nie była wstanie stwierdzić jak długim, Uchiha przerwał pocałunek, odsunął się od niej i spojrzał jej w oczy
- Kocham cie Sakuro Uchiha- była w tak wielkim szoku,że przez chwile tylko gapiła się na niego, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa, po czym łzy same bez jej woli zaczęły powoli spływać po jej policzkach. Próbowała je otrzeć wierzchem dłoni, ale bezskutecznie
- Prz..przepraszam- wyszeptała szlochając- wiem,że nie lubisz, gdy się marze, ale...ale taraz...ja ja..po prostu...nie..nie umiem ich powstrzymać
- Ciii- poszuła jak za pomocą własnych dłoni wyciera jej łzy- żaden facet nie lubi patrzeć jak kobieta, którą kocha płacze
- Sasuke-kun- powiedziała po czym spowrotem się w niego wtuliła
- Ja też cie kocham
- Czyli rozumiem,że mogę zapomnieć o rozwodzie?
- Haha tak- nie mogła w to uwierzyć Sasuke żartuje a to ci nowość, chyba faktycznie się trochę zmienił
- Haha jak zawsze robisz wszystko po swojemu, kazałam ci uciekać
- Bardzo mi przykro,ale córka powiedziała,że zaakceptuje mnie jako swojego ojca pod warunkiem,że sprowadzę jej mamę całą i zdrową, więc sama widzisz,że nie miałem wyjścia
- Ah tak..rozumiem- udała naburmuszoną, po czym wybuchnęła śmiechem. Nigdy nie przypuszczała,że jeszcze kiedyś będą się tak śmiać. Nagle coś sobie przypomniała
- Gdzie są te pnącza, które były do niego przyczepione?
- Co?
- Now wiesz...te liany. Odeszła od niego na chwile i przykucneła nad jedną z pozostałości- jeśli wezmę próbkę może uda mi się odtworzyć antidotum, dzięki któremu ich chakra spowrotem zacznie sie regenerować. To może być to czego szukałam, czego potrzebowałam- zaczęła myśleć na głos
- Pani doktor wracamy do domu, Sarada na pewno się niepokoi- zabrała kawałek liany i schowała do torby z shurikenami.
Po paru dniach byli w domu, pierwsze co zrobili po powrocie to pójście po Saradę. Weszli do holu domu Naruto, gdzie przywitała ich Hinata, wyściskała mocno Sakurę
- Dzięku Bogi,że nic ci nie jest. Sarada bardzo się martwiła, przez ostatni tydzień prawie w ogóle nie jadła, nie chodziła również do szkoły, zachowywała się jak nie ona. Himawari i Boruto robili wszystko co w ich mocy, by ją podnieś na duchu. Musiała podsłuchać moją rozmowę z Naruto, króry opowiadał mi, o twojej misjii Sasuke i o miejscu w którym prawdopodobnie byłaś przetrzymywana. Sarada wymknęła się z domu, bo zamierzała was szukać. Na szczęście w porę zorientowaliśmy się i Naruto ją znalazł.
- Himawari bądź tak dobra i powiedz Saradzie,że jej rodzice wrócili- powiedziała do małej dziewczynki, która wyszła z pokoju najwyraźniej zainteresowana gośćmi
- Ciocia- krzyknęła i pobiegła prosto w ramiona Sakury, która uścisnęła ją mocno i wzięła na ręce
- Cześć Hamawari, słyszałam,że bardzo pomogłaś Saradzie, kiedy nas nie było
- Tak ciociu byłyśmy jak siostry
- Cieszę się,że to słyszę Słoneczko
- A kto to jest?- wskazała na Sasuke
- A to twój wujek, tata Sarady
- Wujek? Ale fajnie- zaczęła się śmiać wesoło- wujku masz takie same oczy jak Sarada i włosy też
Sakura postawiła dziewczynkę spowrotem na ziemi
- Co to za zamieszanie? –zapytał blondyn, wyglądem przypominającym Naruto schodząc na dół po schodach- o cześć ciocia
- Dzień dobry Boruto- uśmiechnęła się miło Sakura
- Ooo kogo jak tu widze, Uchiha Sasuke nie?- powiedzieł chłopak bezceremonialnie podszedł do niego bliżej i powiedział- fajnie,że w końcu wróciłeś..słuchaj mógłbyś dać mojemu tatkowi wycisk podczas walki? Odkąd został Hokage jego ego urosło do niewyobrażalnych rozmiarów, to co wujek mogę na ciebie liczyć?
- Boruto- zganiła go Hinata- nie wolno ci tak mówić o ojcu
- A co? Mylę się? Hinata nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż u szczytu schodów stanęła Sarada
- Mama?!- krzyknęła i rzuciła się pędem w ramiona rodzicielki, objęła ją mocno i zaczęła szlochać- mamo tak bardzo się martwiłam, tak się cieszę,że nic ci nie jest
- Och Skarbie już wszystko będzie dobrze- Sakura wyściskała mocno córkę. Miło było mu patrzeć na to jak obie są szczęśliwe. W tym momencie jego serce wypełniała tak wielka radość,że sam chciał ją przytulić, ale wiedział,że pewnie nie przyjmie tego z entuzjazmem, więc się powstrzymał.
- A to wszystko dzięki tacie, wiesz? To on mnie uratował- powiedziała Sakura spoglądając spod długich rzęs na niego. Po paru minutach Sarada oderwała się od mamy i stanęła przed nim z poważną miną
- No..tym razem mnie nie zawiodłeś tato- powiedziała z uśmiechem po czym przytuliła się i do niego- dziękuje ci
Minęło pół roku od rozwodu. Te piękne chwile spędzone razem z Sasuke powoli zaczynały zanikać, zupełnie tak jak podczas jego wcześniejszej nieobecności. Okazało się,że tak naprawdę nie wykonywał żadnej misji, a po prostu mieszkał sobie wraz ze swoją nową rodziną w Wiosce Kwiatu. Ożenił się z Karin już po roku czasu od opuszczenia ją i Sarady. To od ludzi dowiedziała się,że miał 2 synów trochę młodszych od Sarady-bliźniaków. Haruno nie widziała ich, ale według plotek oboje mieli czarwone jak ich matka włosy, a z wyglądu w ogóle nie przypominali ojca, dlatego też Sakura przez pewnien czas łudziła się,że może jednak nie jest to prawdą. Pewnego razu kiedy Sasuke „wyruszył na misje” podążyła za nim i w ten sposób pozbawiła się wszelkich złudzeń. Sarada przechodziła to równie ciężko jak ona. Pogorszyła swoje stopnie w szkole, zmizerniała i oświadczyła,że już nigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie. Ale była też przynajmniej jednak dobra strona tej sytuacji. Kakashi wybaczył jej to,że chciała wrócić do męża, twierdząc,że rozumie iż ona nigdy nie przestanie kochać Uchihy, ona natomiast uparcie zaprzeczała, mówiąc,że uczucie, którym go kiedyś obdarzyła umarło tak samo jak Uchiha Sasuke umarł dla niej. Przyjęła oświadczyny Hatake, a za nie cały miesiąc mają ślub.
- Sakura Hatake- brzmi nieźle-pomyślała.
Planują także zamieszkać w nowym domu, który Kakashi dla nich wybudował. Jest szczęśliwa, a przynajmniej udaje. Gra weszła jej w krew tak bardzo,że czasami sama zaczyna w to wierzyć. Żal jest jej także Naruto, który bardzo zawiódł sie na człowieku, którego uważał za przyjaciela przez swoje całe życie.Okazało się bowiem,że Uchiha pojawił się parę razy w Konosze, by ukraść jakieś ważne zwoje, które potem sprzedał Wiosce Kwiatu, przez co powyższa Wioska wypowiedziała im wojnę, znając tajniki wielu technik Konohan, są za pewnie przekonani o wygranej. Naruto kontaktował się już w tej sprawie z Wielkimi Pięcioma Nacjami, którzy nie pozwolą na kolejną wojnę, będą więc starali się zdusić całą sprawę w zarodku- no tak po wkrótce wygląda teraz moje życie- powiedziała do swojego lustrzanego odbicia
- mogło być gorzej, prawda?
- Kochanie musimy już wychodzić- usłyszała wołającego ją Kakashiego
- Już idę- odkrzyknęła- jeszcze raz spojrzała w lustro, przemyciła na twarz promienny uśmiech i wyszła z łazienki.
Wiem,że nie tego się spodziewaliście. Upewnijcie się,że przeczytacie do samego końca, uwierzcie,że warto ;)
3 miesiące później
Zanim jeszcze otworzyła oczy bała się,że to co ujrzy za chwile rozczaruje ją,że ten koszmar się nie skończy, a ona uświadomi sobie,że jej wyobrażone idealne życie pozostanie jedynie w świecie marzeń. Ze strachem otwarła oczy, ale i tym razem się nie zawiodła. Jej spojrzenie zostało uwięzione w czarnych jak noc oczach, mężczyzny leżącego obok niej
- Dzień dobry-wyszeptał i pocałował ją w czoło
- Dzień dobry- odetchnęła z ulgą i odwzajemniła uśmiech
- Co się stało? Znowu miałaś koszmar?- Pokiwała jedynie głową, nie chcąc się wdawać w szczegóły- znowu ci się śniło,że odszedłem, prawda?- Znów kiwnięcie
- Chodź tutaj- wyciągnął do niej ramię i ułożył sobie jej głowę na swoim torsie, mocno ją przytulając
- Nigdy więcej was nie zostawie- powiedział poważnie, akcentując każde słowo
- Wiem, naprawdę wierzę ci, nie mam pojęcia dlaczego te koszmary wciąż mnie gnębią
- Będę to powtarzał tak długo,aż twoje serce też mi uwierzy- powiedział całując ją we włosy- a tak w ogóle to co słychać w pracy? Udało ci się wynaleźć antidotum?
- Tak, ten chłopiec o którym ci mówiłam wyzdrowiał już całkowicie- powiedziała z uśmiechem, przypominając sobie jak pierszy raz otworzył oczy
- A co z Kakashim?
- Rozmawiałam z nim. Powiedziałam,że wróciliśmy do siebie i przeprosiłam za to,że go zwodziłam- westchnęła- na szczęście mi wybaczył, a nawet zaczął się spotykać z jedną z pielęgniarek z oddziału. Ona od zawsze się w nim podkochiwała, wyznała mi to jakiś czas temu, kiedy dowiedziała się o naszym rozstaniu. Usłyszała pukanie do drzwi sypialni
- Proszę- powiedziała. Dzrzwi otworzyły się i weszła Sarada
- Co? Wy jeszcze nie ubrani? Przecież obiecaliście,że będziecie ze mną dzisiaj trenować, oboje-podkreśliła patrząc to na jedno to na drugie
- Już wstajemy-powiedzieli równocześnie- Sasuke przyglądał się tej zwyczajnej codziennej scence z uśmiechem na twarzy i pomyślał- wreszcie odzyskałem rodzinę.
Koniec, mam nadzieję,że opowiadanie Wam się podobało, przepraszam,że tak długo zwlekałam z zakończeniem, ale byłam na wyjeździe, gdzie nie miałam dostępu do internetu..ahh te wakacje ;)
- pozdrawiam
- Lu-chan <3 br="">
3>
- Muszę się skupić, nie mogę się rozpraszać. Gdzie on mógł ją zabrać?- zastanowił się nad tym przez chwile. Jego ostatnio lakalizacja była wręcz doskonała. Głęboko ukryta w lesie przed resztą świata. Do tego „to” drewo. To właśnie z niego pobierał energię, dzięki niemu kontrolował ludzi, a także miał niewyobrażalną ilość chakry. Nie ma mowy,żeby miał znaleźć inną tak dogodnie ułożoną kryjówkę. Po zdaniu sobie z tego sprawy Sasuke ruszył do wyznaczonego miejsca. Dawał z siebie wszystko by dotrzeć tam jak najszybciej, robił jedynie krótkie postoje na odpoczynek i aby coś zjeść. Udało mu się dotrzeć na miejsce po 3 dniach. Dostrzegł kilka „marionetek”, ale postanowił nie zdawać się z nimi w walkę, nie tracąc czasu odnalazł roślinę, której szukał. Coś jednak się zmieniło, teraz drzewo zostało połączone z innym, stojącym na przeciwko. Spojrzał w górę i oniemiał. Do ogromnego wiatrowału była przygwożdżona mała postać o bladej porcelanowej cerze i różowych, jak najpiękniejszy odcień różu włosach. Uchiha wtrzymał oddech i przez chwile tylko patrzył. Jego uwagę przykuło to,że jej oczy były zamkniete, w dodatku nie ruszała się, nie miał nawet pojęcia czy oddycha. Była przywiązana jakimiś gubymi plączami, każdy na jej miejscu mógłby się udusić w tej sytuacji. Z przerażaniem uświadamiając sobie w jaką stronę biegną jego myśli, wyrwał się z cieni rzucanych przez starodrzewy i podbiegł do ukochanej.
- Sakura- zawował- Sakura, proszę cię odpowiedz mi- błagał w duchu- Sakura. Nagle dobiegł go złowieszczy i grożny śmiech, wiedział do kogo należy jeszcze zanim zerknął za siebie , obrócił się automatycznie i dostrzegł go. Tym razem stał na ziemi kilka metrów od niego. Oczywiście liany wciąż były do niego przywiązane. (przypominało do Nagato, który w ten sam sposób był połączony z posągiem Gedou, tyle,że on za pomocą metalowych prętów, a ten tutaj jak widać woli bardziej naturalne metody ;))
- Dawno się nie widzieliśmy Sasuke Uchiha- powiedział z szerokim uśmiechem, przepełnionym satystakcją- co słuchać? W domu wszyscy zdrowi?- powiedziawszy to spojrzał na swoją zdobych- aa no tak,czekaj coś kojarze..czy ta bezładnie wisząca kobieta nad naszymi głowami...czekaj jak ona miała...a to tak Sakura- wyszptał jadowicie- nie znasz jej przypadkiem?- spytał sarkastycznie
- Czego chcesz?
- Hm..jak mogłeś zapomnieć? Przecież powiedziałem ci,że moim pragnieniem jest cie zniszczyć, zrójnować twoje życie, rozdeptać jak robaka twoje istnienie hahaha- zabrzmiał złowieszczy śmiech- i jak? Jak to jest być wielkim Sasuke Uchihą nie mogącym zrobić dosłownie nic by urotować jedną z niewielu osób, które kocha, co? Bedącym bezbronnym, na mojej łasce? Serio pytam, bo aż jestem ciekawy- minęła chwila, a milczenie się się skończyło. Cisze przeciął czyjś głośny krzyk, brunet rozpoznał go bez problemu i podniósł wzrok na kobietę
- A no patrzcie...jednak jeszcze żyje...muszę to przyznać dziewczyna jest wyjątkowo wytrzymała- powiedział po czym spojrzał w oczy swojemu przeciwnikowi- chyba nie muszę ci mówić co się stanie, jeśli nie będziesz posłuszny, czyż nie?
- To mnie chcesz, możesz ze mną zrobić co zechcesz...cholera mogę nawet stać się twoim piepszonym sługą tylko wypuść ją. Ona nie ma z tym nic wspólnego.
- Wręcz przeciwnie...widzisz to właśnie za jej sprawą powiedziałeś,że mi się poddasz, gdyby jej tu nie było w życiu nie powiedziałbyś czegoś takiego.
- Sa...sasuke-kun- jego uszu dobiegł ledwie słyszalny szept- ucie..kaj
- Sakura!
- Proszę...zajmij się Saradą...powierzam ci ją...nie zawiedź nas
- No no proszę,masz jeszcze siłę na to aby troszczyć sie o innych? Uroczę matczyna miłosć nie zna granić, ale na twoim miejscu zacząłbym się bardziej martwić o siebie. W końcu uda mi się wyssać z ciebie całą chakrę, pomimo tego iż tak się starasz ją zachować. Przestań walczyć, opierać się, a twoje cierpienie się skończy
- Sakura nie poddawaj się..przysięgam,że cie uwolnię!- usłyszała. Z trudem utrzymywała półprzymkniete oczy, walcząc ze wszystkich sił by nie stracić przytomności. Żyła tylko i wyłacznie, dzięki utrzymuwaniu swojego drugiego źródła z chakrą. Tych zapasów nie pozwalała z siebie wyssać. Była tak zmęczona jak jeszcze nigdy dotąd, z trudem oddychała a o odpowiedzeniu Sasuke nie było nawet mowy. Wyczuła jednak tę determinacje w jego głosie, dlatego postanowiła dalej walczyć o to by nie zasnąć, wiedziała bowiem,że w tej sytuacji ta nawet krótka drzemka mogłaby kosztaować ją dosłownie- życie. Po intonacji jego głosu nie trudno było jej sie domyślić, że prędzej zginie niż ją zostawi. To przypomniało jej pewną sytuacje z przeszłości zanim jeszcze urodziła się Sarada. Byli na misji we dwoje, nie zapowiadała się ona na trudną z początku, jednak kiedy już wracali do Wioski Trawy z osobą, którą mieli eskortować znikąd pajawiła się całkiem spora liczba przeciwników, usiłującej zabić osobę, którą mieliśmy za zadanie chronić. Podzieliliśmy się więc na 2 role, Sasuke wlaczył, a ja ochraniałam pana Natakę. Jednak chakra skończyła mi się znacznie wcześniej niżbym przypuszczała, wtedy jeszcze nie wiedziałam,że byłam w ciąży, a większość mojej życiowej energii była wykorzystywana do podtrzymywania życia płodu. Chakra skończyła mi się w samym środku walki, mówiąc szczerze byłam wtedy pewna tego,że nie dość,że nie uda mi się ochronić pana Natakę to jeszcze stracę własne życie, ale jako ninja byłam na to przygotowana, w momencie zmasowanego ataku osłoniłam pana Natakę własnym ciałem przygotowując się na ciosy ze wszystkich stron. Jednak żaden z ataków nie nadszedł, to stało się tak szybko,że sama nie wiedzałam jak, ale na przeciwko mnie stał Sasuke, robiąc z siebie żywą tarczę został poważnie ranny. Nie dał rady odepszeć ataku, więc przyjął go na siebie. Podczas dalszego trwania starcia postąpił tak jak nigdy bym sie po nim nie spodziewała. Całkowicie porzucił swą misję, zamiast ochraniać pana Natakę, osłaniał jedynie mnie. A kiedy zapytałam go
- Sasuke-kun co ty robisz?!
- Próbuje jedynie chronić to co dla mnie najcenniejsze- odpowiedział. Pamiętam jak wtedy na mnie spojrzał. Z pasującą do niego irytacją za to,że zadaje tak głupie pytanie, ale także z troską, a nawet...jak mi się wtedy wydawało- miłością? Kiedy udało nam się bezpiecznie dotrzeć do Wioski to „ uczucie” z jego spojrzenia zniknęło bez śladu, więc wmówiłam sobie,że mi się przywidziało nie chcąc robić sobie niepotrzebnej nadziei. Zaraz chwila moment..czy to był tylko ten jeden raz, gdy widziałam „to” spojrzenie? Przed oczami pojawiła mi się jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Kiedy poznałam powód tak szybkiego wyczerpania chakry - Dowiedziałam się,że jestem w ciąży. Moja radość była tak wielka,że nie jestem w stanie tego opisać, ale to nie moja reakcja zaskoczyła mnie najbardziej. Szczerze mówiąc z początku obawiałam się trochę powiedzieć o tym Sasuke, nie wiedziałam jak zareaguje, po prawdzie byliśmy już wtedy małżeństwem, ale z nim nigdy nic nie było wiadomo. Gdy powiedziałam mu o tym,że noszę w brzuchu nowe życie z początku tylko patrzył na mnie oniemiały, a zaraz po chwili porwał mnie w ramiona i zaczął sie kręcić w ogół własnej osi. Po raz pierwszy z życiu słyszałam,że śmieje się jak mały chłopiec, kiedy zapytałam..
- Cieszysz się?
- Co to za pytanie, oczywiście,że się cieszę- odpowiedział mi z szerokim uśmiechem. Miał wtedy tyle szczęścia i nadziei w oczach i może coś jeszcze? Sama nie wiem, nie zastanawiałam się wtedy nad tym, ale czyżby to była miłość? Czy to możliwe,że Sasuke jednak odwzajemnił moje uczucia, tylko,że ja tego wcześniej nie zauważyłam? Czy to możliwe?
Z rozmyślań wyrwały mnie odgłosy walki dobiegające z dołu. Wiedziałam,że Sasuke walczył ze wszystkich sił. Na chwile przymknęłam oczy i zobaczyłam pod powiekami dwie twarze ludzi których najbardziej kocham, obydwie uśmiechały się do mnie, dwoje takich samych oczu przepełnionych radością. Nagle zmęczenie stało się obezwłasdniające, nie byłam już w stanie ponownie otworzyć oczu. Odgłosy dopiegające zewsząd zaczęły być coraz mniej słyszalne,aż całkiem ucichły.
Uchiha musiał przyznać,że Muteki był wyjątkowo wymagającym przeciwnikiem. Miał szczęście,że okazał się na tyle honorowy by waczyć jeden na jednego nie przywołując swoich marionetek. Był już nieźle zmęczony na domiar złego nie słyszał żadnej odpowiedzi ze strony Sakury pomimo tego,że nie raz ją wołał. Miał jeszcze asa w rękawie i uznał,że bez niego się nie obejdzie. W końcu używał przez cały czas Suzano, co chwile amaterasu, a mangekyo sharingan w ogóle nie podziałał, zupełnie tak jakby Muteki miał więcej niż jedną świadomość.
Kilka dni wcześniej
- Co to niby jest?- zapytał zaskoczony widząc małą podłużną kapsułkę na swojej dłoni
- To moja chakra, a raczej powinienem powiedzieć chakra Kuramy. Sakura utworzyła coś na kształt przochowywacza chakry z własnej energii życiowej w postaci małej łatwo przyswajalnej tabletki. Szczerze do dziś nie mam pojęcia jak to zrobiła. Wiesz masz wyjątkowo uzdolnioną żonę- powiedział blondyn z powagą
- Wiem- odpowiedział
- Wykonianie ich nie jest proste dlatego mam tylko jedną, lepiej dobrze z niej skorzystaj i sprowadź Sakurę spowrotem
- O widzę,że się wreszcie nauczyłeś
- Czego?
- Tego, aby nie dodawać –chan do imienia mojej żony
- Tak postanowiłem zostawić tę opcję dla ciebie, chociaż wątpie czy kiedykolwiek tak do niej powiesz hehe
Teraz
Trzymając niebieską, pulsującą od chakry kapsułkę z pomarańczowym „płynem” w środku kucnął na chwile unikając ciosu i połknął dziwne tworzywo. Natychmiast poczuł wszechogarniającą go moc. Stał się wyjątkowo szybki, teraz bez trudu nie tylko ucikał ataków, ale także jego własne faktycznie zaczęły trafiać w cel. P wielu próbach wreczcie udało mu się uciąć liany, które musiały być wykonane z wyjątkowo odpornego tworzywa,gdyż wcześniejszymi atakami nie zostawił na nich nawet rysy. Muteki nagle stracił całą swoją siłę, teraz pokonanie go było kaszką z mleczkiem. Sasuke naprężył strzałę, którą wykonał za pomocą Suzano i trafił w cel błyskawicznie. Muteki nie zdążył zareagować, z siłą strzały przeleciał parę metrów po czym został przyszpilony do drzewa. Uchiha upewnił się,że nie żyje po czym uwolnił Sakurę. Z dudniącym sercem położył ją na ziemi dziękując za to,że wyczuł jak oddycha.
- Sakura-wyszeptał odgarniając jej włosy z twarzy- Sakura proszę obudź się...otwórz oczy Sakura. Jej powieki zadrgały po czym otwarły się całkowicie. Uchiha odetchnął z ulgą
- Sakura..
- Sasuke-kun- jego uwadze nie umknęło to,że znów dodawała –kun do jego imienia. To jednak pewnie przez osłabienie, sama nie za bardzo wie co mówi, nie wierzył,że może chodzić o coś innego.
- Tak to ja- odszepnął głaskając ją po policzku- już dobrze, jesteś bezpieczna. Kobieta podniosła się gwałtownie i usiadła
- Sarada, gdzie Sarada?- spytała roztrzęsiona
- Spokojnie nic jej nie jest- mowił uspokajającym tonem- została w Wiosce pod opieką Naruto i Hinaty, jest bezpieczna
- Dzięki Bogu- odetchnęła z ulgą
- A jak ty się czujesz?- spytał gładząc ją po plecach. Przez chwile zastanowił się kogo ten gest miał uspokoić ją czy jego? Nic jednak nie mógł na to poradzić, znów czuł jej ciepło, słyszał oddech, widział twarz, która teraz patrzyła na niego troche zdezorientowana
- Nic...nic mi nie jest...a ty? Jesteś ranny...
- Przeżyje
- Gdzie on jest?
- Kto
- Mu..muteki? Czy jakoś tak
- Nie żyje
- Sakura
- Tak? O co cho...- nie zdązyła dokończyć, gdyż ku jej zaskoczeniu nagle silne ramiona ją oplotły (to nie jest błąd jak coś, w moim opowiadaniu Sasuke po wojnie ma odbydowaną rękę, tak jak Naruto), więc nie zdążyła dokończyć
- Sa..sasuke-kun?
- Sakura..tak się cieszę,że nic ci nie jest. Tak bardzo się o ciebie martwiłem...nie masz pojęcia...nie wiem co bym zrobił, gdyby coś ci się stało- poczuła jak cały drży i również go objęła
- Sasuke-kun- wyszeptała- nic mi nie jest. Dziękuje za ratunek- nie była pewna czy takie zachowanie jej przystoi, po tym co powiedziała mu ostatnio, ale nie miała siły się teraz nad tym zastanawiać, w jego ramionach czuła się tak bezpiecznie,że nie potrafiła sobie teraz tego odmówić, potrzebowała go, nie tylko teraz, zawsze go potrzebowała. Po dłuższej chwili oderwał się od niej, spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich tak wielką ulgę,że aż ścisnęło ją w piersi, nie mogła już tak dłużej
- Sasuke-kun ja wiem wszystko, rozmawiałam z Naruto. Przepraszam za to co powie...- nie zdążyła dokończyć, bo ją pocałował. To nie był zwykły pocałunek, to właśnie w nim Sasuke przekazywał jej wszystkie swoje uczucia. Odwzajemniła go z pełną mocą przelewając całą swoją miłość, tęsknotę, żal i gniew,który nagle całkowicie z niej wyleciał. Nic innego się nie liczyło, tylko to,że znowu miała go przy sobie. W tym momencie nie potrafiła sobie wyobrazić tego,że znowu miałby odejść z jej życia. Po długim czasie nie była wstanie stwierdzić jak długim, Uchiha przerwał pocałunek, odsunął się od niej i spojrzał jej w oczy
- Kocham cie Sakuro Uchiha- była w tak wielkim szoku,że przez chwile tylko gapiła się na niego, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa, po czym łzy same bez jej woli zaczęły powoli spływać po jej policzkach. Próbowała je otrzeć wierzchem dłoni, ale bezskutecznie
- Prz..przepraszam- wyszeptała szlochając- wiem,że nie lubisz, gdy się marze, ale...ale taraz...ja ja..po prostu...nie..nie umiem ich powstrzymać
- Ciii- poszuła jak za pomocą własnych dłoni wyciera jej łzy- żaden facet nie lubi patrzeć jak kobieta, którą kocha płacze
- Sasuke-kun- powiedziała po czym spowrotem się w niego wtuliła
- Ja też cie kocham
- Czyli rozumiem,że mogę zapomnieć o rozwodzie?
- Haha tak- nie mogła w to uwierzyć Sasuke żartuje a to ci nowość, chyba faktycznie się trochę zmienił
- Haha jak zawsze robisz wszystko po swojemu, kazałam ci uciekać
- Bardzo mi przykro,ale córka powiedziała,że zaakceptuje mnie jako swojego ojca pod warunkiem,że sprowadzę jej mamę całą i zdrową, więc sama widzisz,że nie miałem wyjścia
- Ah tak..rozumiem- udała naburmuszoną, po czym wybuchnęła śmiechem. Nigdy nie przypuszczała,że jeszcze kiedyś będą się tak śmiać. Nagle coś sobie przypomniała
- Gdzie są te pnącza, które były do niego przyczepione?
- Co?
- Now wiesz...te liany. Odeszła od niego na chwile i przykucneła nad jedną z pozostałości- jeśli wezmę próbkę może uda mi się odtworzyć antidotum, dzięki któremu ich chakra spowrotem zacznie sie regenerować. To może być to czego szukałam, czego potrzebowałam- zaczęła myśleć na głos
- Pani doktor wracamy do domu, Sarada na pewno się niepokoi- zabrała kawałek liany i schowała do torby z shurikenami.
Po paru dniach byli w domu, pierwsze co zrobili po powrocie to pójście po Saradę. Weszli do holu domu Naruto, gdzie przywitała ich Hinata, wyściskała mocno Sakurę
- Dzięku Bogi,że nic ci nie jest. Sarada bardzo się martwiła, przez ostatni tydzień prawie w ogóle nie jadła, nie chodziła również do szkoły, zachowywała się jak nie ona. Himawari i Boruto robili wszystko co w ich mocy, by ją podnieś na duchu. Musiała podsłuchać moją rozmowę z Naruto, króry opowiadał mi, o twojej misjii Sasuke i o miejscu w którym prawdopodobnie byłaś przetrzymywana. Sarada wymknęła się z domu, bo zamierzała was szukać. Na szczęście w porę zorientowaliśmy się i Naruto ją znalazł.
- Himawari bądź tak dobra i powiedz Saradzie,że jej rodzice wrócili- powiedziała do małej dziewczynki, która wyszła z pokoju najwyraźniej zainteresowana gośćmi
- Ciocia- krzyknęła i pobiegła prosto w ramiona Sakury, która uścisnęła ją mocno i wzięła na ręce
- Cześć Hamawari, słyszałam,że bardzo pomogłaś Saradzie, kiedy nas nie było
- Tak ciociu byłyśmy jak siostry
- Cieszę się,że to słyszę Słoneczko
- A kto to jest?- wskazała na Sasuke
- A to twój wujek, tata Sarady
- Wujek? Ale fajnie- zaczęła się śmiać wesoło- wujku masz takie same oczy jak Sarada i włosy też
Sakura postawiła dziewczynkę spowrotem na ziemi
- Co to za zamieszanie? –zapytał blondyn, wyglądem przypominającym Naruto schodząc na dół po schodach- o cześć ciocia
- Dzień dobry Boruto- uśmiechnęła się miło Sakura
- Ooo kogo jak tu widze, Uchiha Sasuke nie?- powiedzieł chłopak bezceremonialnie podszedł do niego bliżej i powiedział- fajnie,że w końcu wróciłeś..słuchaj mógłbyś dać mojemu tatkowi wycisk podczas walki? Odkąd został Hokage jego ego urosło do niewyobrażalnych rozmiarów, to co wujek mogę na ciebie liczyć?
- Boruto- zganiła go Hinata- nie wolno ci tak mówić o ojcu
- A co? Mylę się? Hinata nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż u szczytu schodów stanęła Sarada
- Mama?!- krzyknęła i rzuciła się pędem w ramiona rodzicielki, objęła ją mocno i zaczęła szlochać- mamo tak bardzo się martwiłam, tak się cieszę,że nic ci nie jest
- Och Skarbie już wszystko będzie dobrze- Sakura wyściskała mocno córkę. Miło było mu patrzeć na to jak obie są szczęśliwe. W tym momencie jego serce wypełniała tak wielka radość,że sam chciał ją przytulić, ale wiedział,że pewnie nie przyjmie tego z entuzjazmem, więc się powstrzymał.
- A to wszystko dzięki tacie, wiesz? To on mnie uratował- powiedziała Sakura spoglądając spod długich rzęs na niego. Po paru minutach Sarada oderwała się od mamy i stanęła przed nim z poważną miną
- No..tym razem mnie nie zawiodłeś tato- powiedziała z uśmiechem po czym przytuliła się i do niego- dziękuje ci
Minęło pół roku od rozwodu. Te piękne chwile spędzone razem z Sasuke powoli zaczynały zanikać, zupełnie tak jak podczas jego wcześniejszej nieobecności. Okazało się,że tak naprawdę nie wykonywał żadnej misji, a po prostu mieszkał sobie wraz ze swoją nową rodziną w Wiosce Kwiatu. Ożenił się z Karin już po roku czasu od opuszczenia ją i Sarady. To od ludzi dowiedziała się,że miał 2 synów trochę młodszych od Sarady-bliźniaków. Haruno nie widziała ich, ale według plotek oboje mieli czarwone jak ich matka włosy, a z wyglądu w ogóle nie przypominali ojca, dlatego też Sakura przez pewnien czas łudziła się,że może jednak nie jest to prawdą. Pewnego razu kiedy Sasuke „wyruszył na misje” podążyła za nim i w ten sposób pozbawiła się wszelkich złudzeń. Sarada przechodziła to równie ciężko jak ona. Pogorszyła swoje stopnie w szkole, zmizerniała i oświadczyła,że już nigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie. Ale była też przynajmniej jednak dobra strona tej sytuacji. Kakashi wybaczył jej to,że chciała wrócić do męża, twierdząc,że rozumie iż ona nigdy nie przestanie kochać Uchihy, ona natomiast uparcie zaprzeczała, mówiąc,że uczucie, którym go kiedyś obdarzyła umarło tak samo jak Uchiha Sasuke umarł dla niej. Przyjęła oświadczyny Hatake, a za nie cały miesiąc mają ślub.
- Sakura Hatake- brzmi nieźle-pomyślała.
Planują także zamieszkać w nowym domu, który Kakashi dla nich wybudował. Jest szczęśliwa, a przynajmniej udaje. Gra weszła jej w krew tak bardzo,że czasami sama zaczyna w to wierzyć. Żal jest jej także Naruto, który bardzo zawiódł sie na człowieku, którego uważał za przyjaciela przez swoje całe życie.Okazało się bowiem,że Uchiha pojawił się parę razy w Konosze, by ukraść jakieś ważne zwoje, które potem sprzedał Wiosce Kwiatu, przez co powyższa Wioska wypowiedziała im wojnę, znając tajniki wielu technik Konohan, są za pewnie przekonani o wygranej. Naruto kontaktował się już w tej sprawie z Wielkimi Pięcioma Nacjami, którzy nie pozwolą na kolejną wojnę, będą więc starali się zdusić całą sprawę w zarodku- no tak po wkrótce wygląda teraz moje życie- powiedziała do swojego lustrzanego odbicia
- mogło być gorzej, prawda?
- Kochanie musimy już wychodzić- usłyszała wołającego ją Kakashiego
- Już idę- odkrzyknęła- jeszcze raz spojrzała w lustro, przemyciła na twarz promienny uśmiech i wyszła z łazienki.
Wiem,że nie tego się spodziewaliście. Upewnijcie się,że przeczytacie do samego końca, uwierzcie,że warto ;)
3 miesiące później
Zanim jeszcze otworzyła oczy bała się,że to co ujrzy za chwile rozczaruje ją,że ten koszmar się nie skończy, a ona uświadomi sobie,że jej wyobrażone idealne życie pozostanie jedynie w świecie marzeń. Ze strachem otwarła oczy, ale i tym razem się nie zawiodła. Jej spojrzenie zostało uwięzione w czarnych jak noc oczach, mężczyzny leżącego obok niej
- Dzień dobry-wyszeptał i pocałował ją w czoło
- Dzień dobry- odetchnęła z ulgą i odwzajemniła uśmiech
- Co się stało? Znowu miałaś koszmar?- Pokiwała jedynie głową, nie chcąc się wdawać w szczegóły- znowu ci się śniło,że odszedłem, prawda?- Znów kiwnięcie
- Chodź tutaj- wyciągnął do niej ramię i ułożył sobie jej głowę na swoim torsie, mocno ją przytulając
- Nigdy więcej was nie zostawie- powiedział poważnie, akcentując każde słowo
- Wiem, naprawdę wierzę ci, nie mam pojęcia dlaczego te koszmary wciąż mnie gnębią
- Będę to powtarzał tak długo,aż twoje serce też mi uwierzy- powiedział całując ją we włosy- a tak w ogóle to co słychać w pracy? Udało ci się wynaleźć antidotum?
- Tak, ten chłopiec o którym ci mówiłam wyzdrowiał już całkowicie- powiedziała z uśmiechem, przypominając sobie jak pierszy raz otworzył oczy
- A co z Kakashim?
- Rozmawiałam z nim. Powiedziałam,że wróciliśmy do siebie i przeprosiłam za to,że go zwodziłam- westchnęła- na szczęście mi wybaczył, a nawet zaczął się spotykać z jedną z pielęgniarek z oddziału. Ona od zawsze się w nim podkochiwała, wyznała mi to jakiś czas temu, kiedy dowiedziała się o naszym rozstaniu. Usłyszała pukanie do drzwi sypialni
- Proszę- powiedziała. Dzrzwi otworzyły się i weszła Sarada
- Co? Wy jeszcze nie ubrani? Przecież obiecaliście,że będziecie ze mną dzisiaj trenować, oboje-podkreśliła patrząc to na jedno to na drugie
- Już wstajemy-powiedzieli równocześnie- Sasuke przyglądał się tej zwyczajnej codziennej scence z uśmiechem na twarzy i pomyślał- wreszcie odzyskałem rodzinę.
Koniec, mam nadzieję,że opowiadanie Wam się podobało, przepraszam,że tak długo zwlekałam z zakończeniem, ale byłam na wyjeździe, gdzie nie miałam dostępu do internetu..ahh te wakacje ;)
- pozdrawiam
- Lu-chan <3 br="">
3>
Etykiety:
anime manga miłość związek,
fanfiction,
najważniejsze wartości,
naruto,
nowa znajomość,
opowiadania one-shoty,
para,
paringi,
powrót,
przyjaciele,
przyjaźń,
sasusaku,
Shippery,
walka,
zazdrość,
zmiany
sobota, 25 czerwca 2016
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 7
Paring:
Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Obudziła się cała zdyszana. Zdezorientowana rozejrzała się po popokoju, ale jedyne co mogła zobaczyć to ciemność. Zaświeciła lampkę stojącą na szafce nocnej i spojrzała na drugą stronę łóżka, ale było puste. Była sama
- Uffff to był tylko sen- odetchnęłą głęboko. Nagle uświadomiła sobie, że tak naprawdę wolałaby się nie obudzić, nadal śnić. Ten sen to było wszystko o czym zawsze marzyła. To właśnie tak miało wyglądać jej życie. Był taki czas, kiedy prawie wyglądało. Co prawda była jedna ważna różnica, a mianowicie Sasuke nie był w stosunku do niej tak czuły, a tym bardziej nie bywał zazdrosny.
Wstała z łóżka i poszła do kuchni. Nalała sobie wody i upiła parę łyków. Wiedziała, że tej nocy już nie uda jej się zasnąć. Była zagubiona, bo z jednej strony chciałaby kontynuować ten piękny sen, lecz z drugiej wiedziała, że nie przyniesie jej to nic więcej, po za bólem, bo w ogólnym rozrachunku jej życie nigdy nie będzie wyglądało w ten sposób. Po za tym miała wyrzuty sumienia. Kakashi wyznał jej miłość, a ona nie mogła robić nic poza rozmyślaniem o byłym. Usiadła przy biurku i zabrała się za przeglądanie teczek z wynikami pacjentów. W takich sytuacjach było najlepiej uciekać w pracę, co prawda pomagało to tylko chwilowo, ale to zawsze coś.
Było kilka przypadków których nie rozumiała. Objawy paru shinobi były identyczne. Zostało w nich tak mało energii...tak mało życia. Ich chakra niemal zniknęła w całości, w dodatku regenerowała się bardzo wolno, albo u niektórych wcale. Sakura przebadała ich bardzo dokładnie. Nie znalazła żadnych przeklętych pieczęci ani innych znaków, które mogłyby świadczyć o tym co ich spotkało. Do tej pory nie spotkała się z czymś takim, ani w życiu, ani w ogóle. Przeczytała mnóstwo poradników, encyklopedii medycznych, ale nigdzie nie znalazła nawet śladu czegoś co mogłoby jej pomóc. Najbardziej jednak martwiła się o 15-letniego chłopca. Ilość chakry, która mu pozotała wskazywała na nie więcej niż tydzień życia i to w najlepszym przypadku. Sakura nie mogła się nadziwić jak można wysyłać tak młodego chłopca na tak niebezpieczną misję. Jako, że jest jeszcze dzieckiem posiada dużo mniej zapasów chakry w porównianiu ze starszymi kolegami, dlatego to właśnie jego życie wisi na włosku. Haruno nie zamierzała zostawić tego w ten sposób .Uratowanie tego dziecka stało się niemal jej życiową misją. Był przecież zaledwie kilka lat starszy od jej córki. Nie mogła pozwolić mu umrzeć. Miała także zamiar z samego rana pójść do biura hokage i dać mu ostro do wiwatu za decyzję, którą podjął.
Myśl o uratowaniu rannych na jakiś czas odgoniła myśli o ukochanym. Kobieta siedziała nad wynikami badań do samego rana. Kiedy zobaczyła, że już 7:00, zrobiła Saradzie śniadanie, sama zjadła niewiele, wzięła ze sobą teczki i wyszła z domu.
Za 15 minut stała już pod drzwiami gabinetu hokage. Zapukała i usłyszała
- Prosze- weszła do środka, z całych sił próbując się opanować, gdyż w pomieszczeniu był jeszcze Shikamaru. Nie zamierzała urządzać sceny przy nim.
- Cześć- wyrzuciła na twarz „swój” uśmiech- czy możemy porozmawiać?- zwróciła się do blondyna- na osobności- dodała
- Jasne Sakura-cha..Sakura- nie rozumiała tego czemu się zawahał, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Shikamaru wyszedł i po chwili zostali sami.
- Usiądź- wskazał krzesło na przeciwko siebie. Zrobiła to o co prosił. Wzięła głęboki oddech i zaczęła
- Słuchaj Naruto ujmę to tak delikatnie jak tylko potrafie
- Ok, słucham, coś się stało?
- Czy ty już do reszty zgłupiałeś?!!! Jak mogłeś wysłać dziecko na tak niebezpieczną misje?!!!
- Co? O czym ty mówisz?
- O tym- otworzyła wyniki badań chłopca i pokazała Uzumakiemu- Naruto przez chwile przeglądał zawartość
- Co mu się stało?- w końcu spytał
- Też chciałabym wiedzieć. On nie jest jedyną ofiarą, są inni ranni, ale tylko jego życiu zagraża niebezpieczeństwo. Jak mogłeś na to pozwolić?
- Sakura, posłuchaj ja przysiegam ci, że nic o tym nie wiedziałem. Ten dzieciak został wysłany na zupełnie inną misje rangi C, spójrz- wzkazał na jakąś kartkę- Czy ty naprawdę masz mnie za takiego idiotę? Myślisz, że bym na to pozwolił?
- Masz racje, przepraszam za to, że się uniosłam, ale...po prostu myślałam...nieważne nie powinnam była tak na ciebie naskakiwać
- W porządku, rozumiem twoje zdenerwowanie. Sam chciałbym wiedzieć co ich spotkało
- Ale jak to się w ogóle stało? Co on tam robił?
- Zgaduje, że śledził brata
- Co?
- Właśnie na tą misję, w dodatku rangi S.Widzisz dostałem pewny namiar od Sasuke i...- zamilkł zrozumiawszy co powiedział
- Co powiedziałeś? Od Sasuke?
- A więc zgaduje, że jednak ci nie powiedział
- Czego mi nie powiedział? Naruto?
- O swojej misji i o tym dlaczego nie wracał przez tak długi czas
- Co? Ale przecież pytałam cie pamietasz? Nie jeden raz cie pytałam, mówiłeś, że nie dałeś mu takiej misji, że to miała być krótka misja rozpoznawcza
- Bo nią była..przynajmniej na początku, ale pojawiły się pewne komplikacje
- Komplikacje?!
- Sakura, posłuchaj...nie jestem pewny czy to ja powinienem ci o tym mówić...Sasuke powinien był to zrobić, ale znając ciebie nawet nie dopuściłaś go do słowa, mam racje?
- Co powinien był mi powiedzieć?
- Powód dla którego nie wrócił
Sakura słuchała wszystkiego bardzo uważnie. Dokładnie analizując każde słowo przyjaciela. Z jednej strony nie mogła wierzyć własnym uszom, ale z drugiej to tłumaczyło wszystko. Dlaczego nie wrócił i się nie odzywał, nie dawał nawet znaku życia. On ich chronił..przez ten cały czas.
- Chcesz mi powiedzieć, że mój mąż którego trywialnie mówiąc wykopałam z domu, przez te wszystkie lata ochraniał Saradę i mnie? To dlatego nie wracał?
- Tak, dokładnie to mówie
- Ale nie..to niemożliwe...to by znaczyło, że....
- Nie porzucił rodziny- dokończył za nią
Różowowłosa była w tak wielkim szoku, że nic więcej nie powiedziała. Wyszła z gabinetu bez słowa i poszła do pracy.Przez cały dzień była jakby nieobecna. Cały czas usiłowała przetrawić to co powiedział jej Naruto. Wszystko robiła automatycznie, bez udziału myśli, które były zajęte czymś zupełnie innym. Przed wyjściem ze szpitala, zajrzała jeszcze do chłopca. Upewniła się co do tego czego obawiała się najbardziej. Od wczorajszego dnia jego chakra nie zregenerowała się ani trochę. Haruno przekazała mu trochę swojej, aby podtrzymać go przy życiu.Nauczyła się tej techniki już jakiś czas temu. Działała na tej samej zasadzie jak technika, której używał Naruto, by przekazywać innym chakre Kiubiego.
Kiedy wyszła z budynku cały czas rozmyślała nad tym co powiedział jej Uzumaki. Próbowała jakoś połączyć te informacje
- Naruto powiedział, że wysłał ich w miejsce, które wskazał Sasuke. To by znaczyło, że być może on będzie wiedział co im się stało...ehhh to kelejny powód dla którego muszę z nim porozmawiać. Nagle dotarł do niej męski głos, z niedużej odległości
- Masz na myśli Uchiha Sasuke?- rozejrzała się, ale nie zobaczyła nikogo. Było późno i ciemno, a na ulicach ani żywego ducha.
- Kim jesteś?
- Hahaha- usłyszała okropny, mroczny chichot- to nie ważne kim ja jestem, większe znaczenie ma to kim ty jesteś- zobaczyła wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę 2 metry przez sobą. Pojawił się znikąd
- Czego chcesz?
- Ciebie- po powiedzeniu tego, rzucił się na nią. Walka nie trwała długo, kobieta nie miała z nim szans, przekazując swoją chakre chłopcu pozbawiła się jakichkolwiek szans na wygraną. Nagle poczuła silne uderzenie w tył głowy, zanim jeszcze upadła, ogarnęła ją ciemność.
Obudziło go głośne pukanie do drzwi, podniosł się z łóżka i spojrzał na budzik- serio? Dopiero 5? Kto może mnie nachodzić o tak nieludzkiej porze?- I za nim zdążył się nad tym głębiej zastanowić odpowiedź pojawiła się automatycznie- no jasne, Naruto, a któżby inny- kiedy otworzył drzwi momentalnie go zamurowało, ponieważ zamiast wysokiego blondyna o głupkowatym wyrazie twarzy wołającego –„ Jeszcze śpisz Sasuke?”- ujrzał czarnowłosą dziewczynkę z zaniepokojonym spojrzeniem, a żeby tego było mało nie był nią nikt inny jak jego córka
- Sa..sarada? Co ty tutaj robisz?- przemyśkawszy to dodał- to znaczy o tej porze.
- Nareczcie! Rany ile czasu może trwać podejście do drzwi i ich otwarcie?!- krzyknęła po czym szybkim krokiem weszła do środka. Jej spojrzenie szybko przesunęło się po całym pomieszczeniu, przez chwile zatrzymując na rozkopanym łóżku
- Aha..no i wszystko jasne, jak możesz jeszcze spać o tej godzinie?! I ty śmiesz siebie nazywać ninją?!
Sasuke tylko tak stał i wysłuchiwał kazania. Nigdy by nawet nie pomyślał,że ktokolwiek mogłby odezwać się do niego w ten sposób. Najwyraźniej za bardzo przywykł do tego,że miał wśród ludzi powrzechny szacunek i wszyscy uważali,że to co on robi jest idealne. A teraz nie wierzył własnym uszom. Czuł się jak dziecko, które dostaje reprymendę od rodzica-Role kompletnie się odwróciły, co za paradoks- pomyślał- doszło do tego, że mam zamiar się przed nią tłumaczyć, tylko ciekawe jak? Jak mam wyjaśnić własnej córce, że nie spałem praktycznie przez całą noc przez koszmary dotyczące przyszłego związku jej matki i Kakashiego? Wbrew temu co ona myśli wcale nie przyjąłem tak lekko wyrzucenia z domu i wiadomości o rozwodzie.
- Sarada powiedz o co chodzi? Nigdy nie przyszłabyś do mnie o tej porze, gdyby to nie było coś poważnego.
- Masz racje...chodzi o mamę
- Co?- czerwona lampka natychmiast mu się zaświeciła. W jednej sekundzie wszystkie komórki jego ciała były w gotowości- co się stało z mamą?
- No właśnie sama chciałabym wiedzieć...a przypadkiem nie ma jej tutaj? Bo widzisz nie wróciła na noc do domu, a jej się to nigdy nie zdarza- Pierwsza myśl jaka mu przyszła do głowy to pewnie,że jest o Kakashiego, a jego entuzjazm momentalnie spadł poniżej zera.
- To może jest u...- te słowa nie mogły mu przejść przez gardło
- U swojego nowego chłopaka?- dokończyła za niego- co prawa tego jeszcze nie sprawdzałam,ale wydaje mi się to wyjątkowo mało prawdopodobne, bo nawet gdyby mama chciała u niego nocować to na pewno by mi o tym powiedziała. Zawsze, kiedy wychodziła na dłużej to informowała mnie o tym, abym nie musiała się martwić.
- Robiła tak zawsze, kiedy nie wracała na noc do domu?- wyrwało mu się
- Co? Co masz na myśli mówiąc to? Mama zawsze wraca do domu na noc, no chyba,że akurat ma nocną zmianę, ale nawet wtedy zawsze mi o tym mówi.
- Zawsze wracała na noc do domu?- chciał się upewnić
- No przecież mówię...ehh dlatego naprawdę się martwię- ZAWSZE spędzała noc w domu, a to znaczy,że nigdy u niego nie nocowała, jak u nikogo innego pod moją nieobecność. Co prawda nie mogę wykluczyć tego,że ktoś nocował u nas- mimo tego podejrzenia szczerze w to wątpił, nagle nieopisana ulga „zalała” jego ciało.
- Ale po czym poznałaś,że nie było jej na noc w domu? Przecież równie dobrze mogła wrócić bardzo późno, kiedy już spałaś i wyjść do pracy wcześnie rano.
- Nie tak na pewno nie było jej sypialnia jest w nienaruszonym stanie, szlafrok nie wisi na krześle,a na biurku nie ma żadnych szkanek- kiedy zobaczyła jego pytające spojrzenie wyjaśniła- widzisz mama ogólnie mało śpi i dużo pracuje, nawet w nocy. A kiedy to robi zawiesza na oparciu krzesła stojącego przy biurku swój szlafrok, który wcześniej założyła by pójśc do kuchni po szklankę wody. Później zamyka się w pokoju i zajmuje sprawami swoich pacjentów popijając wodę, oczywiście zawiesza szlarok na krześle, a kiedy wychodzi wcześnie rano do pracy to się spieszy, więc zostawia rzeczy tak jak były i wychodzi. Tym bardziej, że zawsze się zasiedzi nad kartotekami.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Jak to skąd?!- obruszyła się- co to za głupie pytanie?! Jak mogę tego nie wiedzieć? Przecież to jest moja mama! To oczywiste,że się o nia martwię, kiedy nie może spać w nocy,prawda? Tak jest od...od kiedy pamiętam. Nie jeden raz siedziałam przy uchylonych drzwiach jej pokoju
- Przez całą noc?
- Tak a co?! Masz z tym jakiś problem?! Byłam jedyną osobą, która się o nią martwiła, bo kogoś innego wywiało, już zapomniałeś?!
- Sarada...
- Przepraszam..wiem,że nie powinnam na ciebie krzyczeć,nawet nie wiem czemu wyżywam się na tobie...ale tak bardzo się o nią martwię- kilka łez popłynęło po jej policzkach, płakała, ta zawsze silna dziewczynka, która nie miała żadnych słabości, która zawsze ukrywała swoje prawdziwe uczucia za maską spokoju..płakała- Uchiha nie miał pojęcia jak zareagować, jedyne kobiece łzy jakie widział to te Sakury w dzieciństwie tyle,że wtedy ona płakała z byle powodu, a jego to irytowało. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, a on nie chciał by ta mała istotka wypłakiwała oczy. Położył dłoń na jej głowie, to miała być swego rodzaju forma pocieszenia. Ona podniosła główkę i spojrzała na niego
- Nie martw się, na pewno ją sprowdze całą i zdrową, masz na to moje słowo- powiedział pewnym i poważnym głosem patrząc prosto w jej oczy
- Twoje słowo....a jak wiele ono znaczy?- zaczęła trochę się drocząc, jednak widząc jego wyraz twarzy natychmiast spoważniała- dobrze w takim razie oddaję ją w twoje ręce nie zawiedź mnie- tato- pomyślała,lecz nie wypowiedziała tego na głos. W tym momencie postanowiła,że kiedy uda mu się ją uratować to wtedy uzna go jako swojego ojca.
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Obudziła się cała zdyszana. Zdezorientowana rozejrzała się po popokoju, ale jedyne co mogła zobaczyć to ciemność. Zaświeciła lampkę stojącą na szafce nocnej i spojrzała na drugą stronę łóżka, ale było puste. Była sama
- Uffff to był tylko sen- odetchnęłą głęboko. Nagle uświadomiła sobie, że tak naprawdę wolałaby się nie obudzić, nadal śnić. Ten sen to było wszystko o czym zawsze marzyła. To właśnie tak miało wyglądać jej życie. Był taki czas, kiedy prawie wyglądało. Co prawda była jedna ważna różnica, a mianowicie Sasuke nie był w stosunku do niej tak czuły, a tym bardziej nie bywał zazdrosny.
Wstała z łóżka i poszła do kuchni. Nalała sobie wody i upiła parę łyków. Wiedziała, że tej nocy już nie uda jej się zasnąć. Była zagubiona, bo z jednej strony chciałaby kontynuować ten piękny sen, lecz z drugiej wiedziała, że nie przyniesie jej to nic więcej, po za bólem, bo w ogólnym rozrachunku jej życie nigdy nie będzie wyglądało w ten sposób. Po za tym miała wyrzuty sumienia. Kakashi wyznał jej miłość, a ona nie mogła robić nic poza rozmyślaniem o byłym. Usiadła przy biurku i zabrała się za przeglądanie teczek z wynikami pacjentów. W takich sytuacjach było najlepiej uciekać w pracę, co prawda pomagało to tylko chwilowo, ale to zawsze coś.
Było kilka przypadków których nie rozumiała. Objawy paru shinobi były identyczne. Zostało w nich tak mało energii...tak mało życia. Ich chakra niemal zniknęła w całości, w dodatku regenerowała się bardzo wolno, albo u niektórych wcale. Sakura przebadała ich bardzo dokładnie. Nie znalazła żadnych przeklętych pieczęci ani innych znaków, które mogłyby świadczyć o tym co ich spotkało. Do tej pory nie spotkała się z czymś takim, ani w życiu, ani w ogóle. Przeczytała mnóstwo poradników, encyklopedii medycznych, ale nigdzie nie znalazła nawet śladu czegoś co mogłoby jej pomóc. Najbardziej jednak martwiła się o 15-letniego chłopca. Ilość chakry, która mu pozotała wskazywała na nie więcej niż tydzień życia i to w najlepszym przypadku. Sakura nie mogła się nadziwić jak można wysyłać tak młodego chłopca na tak niebezpieczną misję. Jako, że jest jeszcze dzieckiem posiada dużo mniej zapasów chakry w porównianiu ze starszymi kolegami, dlatego to właśnie jego życie wisi na włosku. Haruno nie zamierzała zostawić tego w ten sposób .Uratowanie tego dziecka stało się niemal jej życiową misją. Był przecież zaledwie kilka lat starszy od jej córki. Nie mogła pozwolić mu umrzeć. Miała także zamiar z samego rana pójść do biura hokage i dać mu ostro do wiwatu za decyzję, którą podjął.
Myśl o uratowaniu rannych na jakiś czas odgoniła myśli o ukochanym. Kobieta siedziała nad wynikami badań do samego rana. Kiedy zobaczyła, że już 7:00, zrobiła Saradzie śniadanie, sama zjadła niewiele, wzięła ze sobą teczki i wyszła z domu.
Za 15 minut stała już pod drzwiami gabinetu hokage. Zapukała i usłyszała
- Prosze- weszła do środka, z całych sił próbując się opanować, gdyż w pomieszczeniu był jeszcze Shikamaru. Nie zamierzała urządzać sceny przy nim.
- Cześć- wyrzuciła na twarz „swój” uśmiech- czy możemy porozmawiać?- zwróciła się do blondyna- na osobności- dodała
- Jasne Sakura-cha..Sakura- nie rozumiała tego czemu się zawahał, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Shikamaru wyszedł i po chwili zostali sami.
- Usiądź- wskazał krzesło na przeciwko siebie. Zrobiła to o co prosił. Wzięła głęboki oddech i zaczęła
- Słuchaj Naruto ujmę to tak delikatnie jak tylko potrafie
- Ok, słucham, coś się stało?
- Czy ty już do reszty zgłupiałeś?!!! Jak mogłeś wysłać dziecko na tak niebezpieczną misje?!!!
- Co? O czym ty mówisz?
- O tym- otworzyła wyniki badań chłopca i pokazała Uzumakiemu- Naruto przez chwile przeglądał zawartość
- Co mu się stało?- w końcu spytał
- Też chciałabym wiedzieć. On nie jest jedyną ofiarą, są inni ranni, ale tylko jego życiu zagraża niebezpieczeństwo. Jak mogłeś na to pozwolić?
- Sakura, posłuchaj ja przysiegam ci, że nic o tym nie wiedziałem. Ten dzieciak został wysłany na zupełnie inną misje rangi C, spójrz- wzkazał na jakąś kartkę- Czy ty naprawdę masz mnie za takiego idiotę? Myślisz, że bym na to pozwolił?
- Masz racje, przepraszam za to, że się uniosłam, ale...po prostu myślałam...nieważne nie powinnam była tak na ciebie naskakiwać
- W porządku, rozumiem twoje zdenerwowanie. Sam chciałbym wiedzieć co ich spotkało
- Ale jak to się w ogóle stało? Co on tam robił?
- Zgaduje, że śledził brata
- Co?
- Właśnie na tą misję, w dodatku rangi S.Widzisz dostałem pewny namiar od Sasuke i...- zamilkł zrozumiawszy co powiedział
- Co powiedziałeś? Od Sasuke?
- A więc zgaduje, że jednak ci nie powiedział
- Czego mi nie powiedział? Naruto?
- O swojej misji i o tym dlaczego nie wracał przez tak długi czas
- Co? Ale przecież pytałam cie pamietasz? Nie jeden raz cie pytałam, mówiłeś, że nie dałeś mu takiej misji, że to miała być krótka misja rozpoznawcza
- Bo nią była..przynajmniej na początku, ale pojawiły się pewne komplikacje
- Komplikacje?!
- Sakura, posłuchaj...nie jestem pewny czy to ja powinienem ci o tym mówić...Sasuke powinien był to zrobić, ale znając ciebie nawet nie dopuściłaś go do słowa, mam racje?
- Co powinien był mi powiedzieć?
- Powód dla którego nie wrócił
Sakura słuchała wszystkiego bardzo uważnie. Dokładnie analizując każde słowo przyjaciela. Z jednej strony nie mogła wierzyć własnym uszom, ale z drugiej to tłumaczyło wszystko. Dlaczego nie wrócił i się nie odzywał, nie dawał nawet znaku życia. On ich chronił..przez ten cały czas.
- Chcesz mi powiedzieć, że mój mąż którego trywialnie mówiąc wykopałam z domu, przez te wszystkie lata ochraniał Saradę i mnie? To dlatego nie wracał?
- Tak, dokładnie to mówie
- Ale nie..to niemożliwe...to by znaczyło, że....
- Nie porzucił rodziny- dokończył za nią
Różowowłosa była w tak wielkim szoku, że nic więcej nie powiedziała. Wyszła z gabinetu bez słowa i poszła do pracy.Przez cały dzień była jakby nieobecna. Cały czas usiłowała przetrawić to co powiedział jej Naruto. Wszystko robiła automatycznie, bez udziału myśli, które były zajęte czymś zupełnie innym. Przed wyjściem ze szpitala, zajrzała jeszcze do chłopca. Upewniła się co do tego czego obawiała się najbardziej. Od wczorajszego dnia jego chakra nie zregenerowała się ani trochę. Haruno przekazała mu trochę swojej, aby podtrzymać go przy życiu.Nauczyła się tej techniki już jakiś czas temu. Działała na tej samej zasadzie jak technika, której używał Naruto, by przekazywać innym chakre Kiubiego.
Kiedy wyszła z budynku cały czas rozmyślała nad tym co powiedział jej Uzumaki. Próbowała jakoś połączyć te informacje
- Naruto powiedział, że wysłał ich w miejsce, które wskazał Sasuke. To by znaczyło, że być może on będzie wiedział co im się stało...ehhh to kelejny powód dla którego muszę z nim porozmawiać. Nagle dotarł do niej męski głos, z niedużej odległości
- Masz na myśli Uchiha Sasuke?- rozejrzała się, ale nie zobaczyła nikogo. Było późno i ciemno, a na ulicach ani żywego ducha.
- Kim jesteś?
- Hahaha- usłyszała okropny, mroczny chichot- to nie ważne kim ja jestem, większe znaczenie ma to kim ty jesteś- zobaczyła wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę 2 metry przez sobą. Pojawił się znikąd
- Czego chcesz?
- Ciebie- po powiedzeniu tego, rzucił się na nią. Walka nie trwała długo, kobieta nie miała z nim szans, przekazując swoją chakre chłopcu pozbawiła się jakichkolwiek szans na wygraną. Nagle poczuła silne uderzenie w tył głowy, zanim jeszcze upadła, ogarnęła ją ciemność.
Obudziło go głośne pukanie do drzwi, podniosł się z łóżka i spojrzał na budzik- serio? Dopiero 5? Kto może mnie nachodzić o tak nieludzkiej porze?- I za nim zdążył się nad tym głębiej zastanowić odpowiedź pojawiła się automatycznie- no jasne, Naruto, a któżby inny- kiedy otworzył drzwi momentalnie go zamurowało, ponieważ zamiast wysokiego blondyna o głupkowatym wyrazie twarzy wołającego –„ Jeszcze śpisz Sasuke?”- ujrzał czarnowłosą dziewczynkę z zaniepokojonym spojrzeniem, a żeby tego było mało nie był nią nikt inny jak jego córka
- Sa..sarada? Co ty tutaj robisz?- przemyśkawszy to dodał- to znaczy o tej porze.
- Nareczcie! Rany ile czasu może trwać podejście do drzwi i ich otwarcie?!- krzyknęła po czym szybkim krokiem weszła do środka. Jej spojrzenie szybko przesunęło się po całym pomieszczeniu, przez chwile zatrzymując na rozkopanym łóżku
- Aha..no i wszystko jasne, jak możesz jeszcze spać o tej godzinie?! I ty śmiesz siebie nazywać ninją?!
Sasuke tylko tak stał i wysłuchiwał kazania. Nigdy by nawet nie pomyślał,że ktokolwiek mogłby odezwać się do niego w ten sposób. Najwyraźniej za bardzo przywykł do tego,że miał wśród ludzi powrzechny szacunek i wszyscy uważali,że to co on robi jest idealne. A teraz nie wierzył własnym uszom. Czuł się jak dziecko, które dostaje reprymendę od rodzica-Role kompletnie się odwróciły, co za paradoks- pomyślał- doszło do tego, że mam zamiar się przed nią tłumaczyć, tylko ciekawe jak? Jak mam wyjaśnić własnej córce, że nie spałem praktycznie przez całą noc przez koszmary dotyczące przyszłego związku jej matki i Kakashiego? Wbrew temu co ona myśli wcale nie przyjąłem tak lekko wyrzucenia z domu i wiadomości o rozwodzie.
- Sarada powiedz o co chodzi? Nigdy nie przyszłabyś do mnie o tej porze, gdyby to nie było coś poważnego.
- Masz racje...chodzi o mamę
- Co?- czerwona lampka natychmiast mu się zaświeciła. W jednej sekundzie wszystkie komórki jego ciała były w gotowości- co się stało z mamą?
- No właśnie sama chciałabym wiedzieć...a przypadkiem nie ma jej tutaj? Bo widzisz nie wróciła na noc do domu, a jej się to nigdy nie zdarza- Pierwsza myśl jaka mu przyszła do głowy to pewnie,że jest o Kakashiego, a jego entuzjazm momentalnie spadł poniżej zera.
- To może jest u...- te słowa nie mogły mu przejść przez gardło
- U swojego nowego chłopaka?- dokończyła za niego- co prawa tego jeszcze nie sprawdzałam,ale wydaje mi się to wyjątkowo mało prawdopodobne, bo nawet gdyby mama chciała u niego nocować to na pewno by mi o tym powiedziała. Zawsze, kiedy wychodziła na dłużej to informowała mnie o tym, abym nie musiała się martwić.
- Robiła tak zawsze, kiedy nie wracała na noc do domu?- wyrwało mu się
- Co? Co masz na myśli mówiąc to? Mama zawsze wraca do domu na noc, no chyba,że akurat ma nocną zmianę, ale nawet wtedy zawsze mi o tym mówi.
- Zawsze wracała na noc do domu?- chciał się upewnić
- No przecież mówię...ehh dlatego naprawdę się martwię- ZAWSZE spędzała noc w domu, a to znaczy,że nigdy u niego nie nocowała, jak u nikogo innego pod moją nieobecność. Co prawda nie mogę wykluczyć tego,że ktoś nocował u nas- mimo tego podejrzenia szczerze w to wątpił, nagle nieopisana ulga „zalała” jego ciało.
- Ale po czym poznałaś,że nie było jej na noc w domu? Przecież równie dobrze mogła wrócić bardzo późno, kiedy już spałaś i wyjść do pracy wcześnie rano.
- Nie tak na pewno nie było jej sypialnia jest w nienaruszonym stanie, szlafrok nie wisi na krześle,a na biurku nie ma żadnych szkanek- kiedy zobaczyła jego pytające spojrzenie wyjaśniła- widzisz mama ogólnie mało śpi i dużo pracuje, nawet w nocy. A kiedy to robi zawiesza na oparciu krzesła stojącego przy biurku swój szlafrok, który wcześniej założyła by pójśc do kuchni po szklankę wody. Później zamyka się w pokoju i zajmuje sprawami swoich pacjentów popijając wodę, oczywiście zawiesza szlarok na krześle, a kiedy wychodzi wcześnie rano do pracy to się spieszy, więc zostawia rzeczy tak jak były i wychodzi. Tym bardziej, że zawsze się zasiedzi nad kartotekami.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Jak to skąd?!- obruszyła się- co to za głupie pytanie?! Jak mogę tego nie wiedzieć? Przecież to jest moja mama! To oczywiste,że się o nia martwię, kiedy nie może spać w nocy,prawda? Tak jest od...od kiedy pamiętam. Nie jeden raz siedziałam przy uchylonych drzwiach jej pokoju
- Przez całą noc?
- Tak a co?! Masz z tym jakiś problem?! Byłam jedyną osobą, która się o nią martwiła, bo kogoś innego wywiało, już zapomniałeś?!
- Sarada...
- Przepraszam..wiem,że nie powinnam na ciebie krzyczeć,nawet nie wiem czemu wyżywam się na tobie...ale tak bardzo się o nią martwię- kilka łez popłynęło po jej policzkach, płakała, ta zawsze silna dziewczynka, która nie miała żadnych słabości, która zawsze ukrywała swoje prawdziwe uczucia za maską spokoju..płakała- Uchiha nie miał pojęcia jak zareagować, jedyne kobiece łzy jakie widział to te Sakury w dzieciństwie tyle,że wtedy ona płakała z byle powodu, a jego to irytowało. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, a on nie chciał by ta mała istotka wypłakiwała oczy. Położył dłoń na jej głowie, to miała być swego rodzaju forma pocieszenia. Ona podniosła główkę i spojrzała na niego
- Nie martw się, na pewno ją sprowdze całą i zdrową, masz na to moje słowo- powiedział pewnym i poważnym głosem patrząc prosto w jej oczy
- Twoje słowo....a jak wiele ono znaczy?- zaczęła trochę się drocząc, jednak widząc jego wyraz twarzy natychmiast spoważniała- dobrze w takim razie oddaję ją w twoje ręce nie zawiedź mnie- tato- pomyślała,lecz nie wypowiedziała tego na głos. W tym momencie postanowiła,że kiedy uda mu się ją uratować to wtedy uzna go jako swojego ojca.
Etykiety:
anime manga miłość związek,
fanfiction,
najważniejsze wartości,
naruto,
nowa znajomość,
opowiadania one-shoty,
para,
powrót,
przyjaciele,
przyjaźń,
sasusaku,
Shippery,
walka,
zmiany,
związek zazdrość
środa, 18 maja 2016
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 6
Paring: Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Stał przy drzewie w lini w której zaczynał się las i
przyglądał się scenie jak z obrazka pod tyułem „idealna rodzina”. Cała trójka siedziała na kocu, jadła i
rozmawiała. Stał zbyt daleko by usłyszeć o czym rozmawiali, lecz sam widok
uśmiechających się żony i córki sprawiał mu zarówno ból jak i radość. Ból
dlatego, że to on powiniem tam z nimi siedzieć, a nie nauczyciel jego córki. W
końcu był weekend, czy Kakashi nie miał nic lepszego do roboty, jak trenowanie
Sarady? Z drugiej jednak strony cieszył go widok uśmiechajacych się 2 osób,
które kocha najbardziej na świecie. To sprawiło,że nagle poczuł się melancholijnie,
gdyż przypomniał sobie, jak kiedyś zrobili sobie picnik. Sarada była wtedy
jeszcze bardzo malutka, ale kiedy Sasuke widział uśmiech Sakury,kiedy
przyglądała się jak ich mała pociecha stara się stawiać pierwsze kroczki to
jego serce wypełniało się ogromnym szczęściem. Chciał by była szczęśliwa.
Życzył jej tego z całego serca, nic jednak nie mógł poradzić na to samolubne
oczucie, które podpowiadało mu, że on mógłby jej to ofiarować. Sarada właśnie wchodziła
do lasu, więc Uchiha postanowił się schować za pobliskim drzewem. Zaskoczył go
jednak fakt, że dziewczynka poszła sama. Obrócił się by zobaczyć dlaczego
Kakashi do niej nie dołączył i zamarł. Zaledwie kilkanaście mentrów od niego
Kakashi całował Sakurę,a co gorsza, ona odwzajemniała jego pocałunki.Nagle
dodarł do niego powód wieczornej wizyty i zacisnął ręce w pięści tak mocno, że
aż pobielały mu knykcie. Każde ich spojrzenie, dotyk, pocałunek łamały mu serce
coraz bardziej. Nie chciał tego widzieć, ale nie potrafił odwrócić wzroku.
Nigdy tak bardzo nie pragnął komuś przywalić. Nie obchodziło go to, że jest
szefem jego żony, oraz był jego senseiem w przeszłości, teraz jedyne o czym
mógł myśleć to to, że ten drań w tym momencie dobierał się do jego żony. Nigdy
za bardzo za nim nie przepadał. Kakashi zawsze uważał, że go rozumie, że są
podobni, w życiu nie słyszał większych bzdur. Zrobił kilka kroków naprzód
wyłaniając się z lasu, ale zatrzymał się w pół kroku. Co miał zrobić? Podejsć
tam odciagnąć go od niej i o co dalej? Czy w ogóle miał do tego prawo? Sakura
wyraziła się jasno, że chce rozwodu. Ona za pewne nie traktowała tego jako
zdradę, przez ten cały czas nie chciał nawet myśleć ile razy doszło do podobnej
sytuacji. Dla niej ich małżeństwo już nie istniało, coś czego on kurczowo się
trzymał, coś co dawało mu nadzieje, coś co sprawiło, że pragnął żyć, dla niej
nie miało już żadnego znaczenia. Dopiero teraz dotarło do niego to, że naprawdę
ją stracił. Zacisnął zęby tak mocno, że aż rozbolała go szczęka. To był jedyny
sposób by powstrzymać zbierające się łzy w jego oczach. Ostatnim razem płakał
wtedy, gdy dowiedział się prawdy o Itachim, wtedy jak i teraz nie był w stanie tego powstrzymać. Uczucie
cierpienia całkowicie nim zawładnęło. Odwrócił wzrok nie chcąc dłużej oglądać
jak jedyna kobieta którą kiedykolwiek pokochał odchodzi na zawsze.
Poszedł w głąb lasu, by znaleźć się jak najdalej widoku niszczącego jego serce. Nogi przywiodły go w miejsce, które znał doskonale. W dzieciństwie to właśnie tu trenował razem z Itachim. Usłyszał shiurikeny wbijające się z pień drzewa, więc obejżał się przez ramię. Ujrzał dziewczynkę, uderzająco podobną do niego- Jak na takie małe ciałko posiadała całkiem sporo siły- pomyślał. Niecałe 4 metry od niego stała Sarada, która raz za razem próbowała trafić w wcześniej obrany cel. Przez chwile się jej przyglądał. Przyomniał sobie czasy, kiedy był w jej wieku i przychodził tu codziennie. Albo wtedy kiedy był jeszcze młodszy i podziwiał talent swojego starszego brata. Wyciągnął broń, która trafiła w pobliskie drzewo i rzucił. Trafił w sam środek. W ten sposób jednak zdemaskował swoją obecność
- Kto tu jest?- usyłszał. Dziewczyna już trzymała w ręce kunai gotowa by zaatakować w każdej chwili. Wyszedł zza drzewa trzymając ręce w geście obronnym
- To ty- powiedziała zszokowana- co ty tu robisz?- tym razem podniosła ton głosu o jakąś oktawe
- Też przychodziłem tu trenować w dzieciństwie
- To oczywiste- odpowiedziała rzeczowym tonem- przecież jest to jeden z placów treningowych klanu Uchiha
- Jak go znalazłaś?- dziewczynka wzruszyła ramionami jakby nie rozumiała dlaczego w ogóle ją o to pyta
- Mama pokazała mi to miejsce- Sakura- pomyślał- tylka skąd ona wiedziała o tym miejscu. On nigdy jej go nie pokazywał, ani też nic o nim nie mówił. W zasadzie było to tajne miejsce jego i jego brata, no może po za Shisuim. Nikt inny z Uchiha nie miał potrzeby trenować w ten sposób z powodu braku wrodzonych umiejętności.
- Rozumiem, więc jak ci idzie trening?
- Doskonale- właśnie widze- pomyślał, ale postanowił jednak zachować tę uwagę dla siebie
- A gdzie twój nauczyciel?- zapytał i zaraz pożałował tego pytania, gdyż znał na nie odpowiedź. Był z „nią”
- Kakashi? Razem z mamą- westchnęła- myśle, że są zajęci....ups- jakby uświadomiła sobie co to znaczyło dla niego. Sasuke nie mógł nic na to odpowiedzieć, dlatego też rzucił jeszcze raz. Tym razem trafił w tarczę ukrytą za innym drzewem.
- Muszę przyznać,że jesteś całkiem niezły- przyznała niechętnie- więc jednak mama miała racje
- A co takiego mama mówiła?
- Mówiła, że swojego czasu byłeś najlepszych uczniem akademii oraz, że rzuty shurikenami były dla ciebie łatwizną
- Taa brat mnie nauczył
- Wujek Itachi był niesamowity prawda?- spytała z fastynacją w głosie
- Taa był- odpowiedział zamyślony- do czasu kiedy...
- Zaatakował klan? Cóż może i nie wyglądało to najlepiej, ale przecież miał ważny powód- zaskoczenie Uchihy było ogromne. Nikt po za nim, Naruto, Kakashim i Sakurą nie znał prawdy o Itachim. Z resztą na prośbę jego brata. Wolał on być uznawany za mordercę i złoczyńce niż zhańbić Konohe.
- Kakashi ci o tym powiedział- w sumie nie było to pytanie, lecz stwierdzenie
- Co? Kakashi? To on o tym wie? Mama mówiła, że jedynie siódmy zna prawde
- Mama ci o tym powiedziała?
- Tak powiedziała mi, że wujek był niesamowity, oraz,że on i ty jesteście do siebie bardzo podobni- spojrzała mu w oczy- wiesz mama kiedyś naprawdę cie kochała
- Czas przeszły zabolał go znacznie bardziej niż gotów był się do tego przyznać. Po chwili ciszy powiedział
- Jeśli chcesz to mógłbym cie pouczyć- zaproponował
- Cóż Kakashi chyba jednak nie przyjdzie, więc sądze, że nie mam nic do stracenia. Podszedł do niej bliżej i zabrał kilka sztuk broni.
- Rękę ustawiasz w ten sposób- pokazał- dzięki temu możesz zobaczyć trajektorie- powiedział po czym rzucił- widzisz
- No ja nie wiem czy potrzebuje pomocy od wiecznie „nieobecnej osoby”
- Możesz to potraktować jako zadość uczynienie
- Za pożucenie rodziny? Lata nieobecności? Nie dawania nawet znaku życia? Mam wymieniać dalej?- spytała pełna sarkazmu
- Przyznaje, że nie byłem najlepszym ojcem...-weszła mu w słowo
- Najlepszym ojcem- powtórzyła- to niedopowiedzenie roku
- Sarada, wiem, że cie zawiodłem- powiedział poważnie skruszony- tak samo twoją mamę. Wiem także, że nie będzie mi łatwo naprawić to co zrobiłem, ale chciałbym chociaż spróbować- spojrzał jej w oczy- proszę po prostu daj mi szanse, nie skreślaj mnie już przy starcie- po chwili dopowiedział- to nie jest tak, że Was pożuciłem, naprawdę miałem ważny powód, chciałem,musiałem was chronić
- Chronić przed czym?
- Przed kimś bardzo niebezpiecznym
- Nie rozumiem mama nic nie wspominała
- Bo mama nic nie wie, przynajmniej na razie. Wszystko jej wyjaśnie, obiecuje
- Skoro to miało coś wspólnego z twoją misją to dziwne, że hokage nic nie wie
- To skomplikowane, ale nie mogłem skontaktować się ani z siódmym, ani z wami, Sarada uwierz mi
- Czemu miałabym ci wierzyć? Przecież nawet cie nie znam
- Wiem, że prosze o dużo,ale w tym momencie nie mogę ci powiedzieć, wybacz
- Dobra- natychmiast dodała- żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie znaczy, że ci ufam, ani tym bardziej, że ci wybaczyłam. Po prosu jestem ciekawa tego co wymyśliłeś przez te wszystkie lata- po „karcącym” spojrzeniu ojca dopowiedziała- ok chciałabym poznać prawdę. Nie będę kłamać, że mnie to nie męczyło. Chce poznać ten niezwykle ważny powód dla którego można pożucić własną rodzine. W zamian za to nauczysz mnie rzucać shurikenami ok? Mama mówiła, że byłeś w tym najlepszy, a ja muszę przyznać, że miała racje, więc...
- W porządku- podszedł do niej i wskazał tarczę- na początku sądze, że będzie ci łatwiej, jeśli z drugiej ręki zrobisz sobie wyznacznik, coś co pozwoli ci dobrze wycelować. Jeśli wyznaczysz sobie miejsce w które chcesz trafić będzie ci dużo ławiej, spróbuj. Sarada zgodnie z zaleceniami ojca zabrała od niego broń
- Stań w lekkim rozkroku, wiodącą nogę wysuń do przodu, ciężar ciała utrzymuj na obu, lecz na wiodącej odrobinę bardziej, teraz podnieś lewą rękę i wyceluj. Podnieś ją za taką wysokość trochę poniżej miejsca, gdzie chcesz trafić, dobrze a teraz rzuć- shuriken trafił w tarcze, prosto w środek
- Moja krew- powiedział Sasuke dumnie
- Dzięki ta...wybacz, ale na razie nie dam rady tak do ciebie mówić, musi minąć trochę czasu, tak myśle
- Nie spiesz się, masz go tyle ile potrzebujesz. Nigdzie się więcej nie wybieram
- Zostajesz w wiosce?- zapytała, nie potrafiła ukryć nadziei w swoim głosie, a słyszac ją Uchiha był szczęśliwy
- Tak, zostaje. Prosiłem siódmego by na razie nie dawał mi żadnych nowych misji.
- Trzymam cie za słowo Uchiha Sasuke- powiedziała poważnie, patrząc mu prosto w oczy- tym razem cie nie zawiode- pomyślał, ale nie wypowiedział swoich myśli na głos. Potrenowali jeszcze przez 2 godziny, co jakiś czas rozmawiając. Poruszyli temat Itachiego, akademii, misjii, nauki w akademii, Sarada starała się nie mówić za wiele o jej matce z Kakashim, za co był jej niezmiernie wdzięczny. Musiał przyznać, że naprawdę dobrze rozmawiało mu się z córką. W ten sposób spędzili całe popołudnie.
Sarada wyłoniła się z lasu dopiero pod wieczór. Haruno obserwowała, jak jej córka siada przy nich i zaczyna jeść wcześniej przygotowane przez nią kanapki. Po treningu Sarada zawsze była głodna, nie było, więc w tym nic dziwnego, że zjadła 5 kanapek za jednym zamachem, a do tego onigiri*. To co jednak ją zaskoczyło to fakt, że jej dziewczynka przez cały czas się uśmiechała. Tak dawno nie widziała jej uśmiechniętej, że już zapomniała jak pięknie jej córcia wtedy wygląda. Na ten widok jej serce wypełniło się radością. Złapała się nawet na tym, że pomimo sytuacji w jakiej się znajdowała, sama zaczęła się szczerzyć.
- Co stało się w tym lesie,hm?- spytała nie mogąc już dłużej utrzymać cierpliwości, po za tym czarnowłosa prawdopodobnie nie miała zamiaru sama z siebie się z nią tym podzielić
- Hę? A nic takiego po prostu nauczyłam się rzutów
- Co znaczy nauczyłaś się?- tym razem dopytywał Kakashi za pewne także zaskoczony jej zachowaniem
- To oznacza, że trafie w sam środek tarczy za każdym razem, nie ważne z jakiej odległości- odpowiedziała wciąż się uśmiechając, wyraźnie dumna z własnych wyników
- Naprawdę?- oboje zapytali zaskoczeni
- Pewnie, to była bułka z masłem, jak chcecie to wam pokaże
- Nauczyłaś się tego w ciągu jednego popołudnia? Cóż jestem pełen podziwu, do tej pory znałem tylko jedną osobę, która opanowała tę technikę równie szybko- zastanowił się- no może 2, w dodatku obie pochodziły z tego klanu. Sakura doskonale wiedziała kogo ma na myśli jej chłopak- zatrzymała się przy tej myśli na chwile- „chłopak”, tak w tej chwili to chyba najodpowiedniejsze słowo- i kontynuowała swój tok myślenia- nie miałała jednak zamiaru wymówić tego na głos. Zaskoczyło ją jednak to, że ktoś inny ją w tym wyręczył
- Wiem wujek Itachi i tata- na słowo tata Sakura aż drgnęła. Sarada nigdy, dosłownie nigdy nie wypowiedziała tego słowa na głos, a w dodatku powiedziała je tak lekko- coś musiało się wydarzyć w tym lesie- nagle spadło to na nią jak grom z jasnego nieba, był tylko jeden powód dla którego jej córka mogła w tak nagły i magiczny sposób zmienić nastawienie do ojca. Musiała z nim rozmawiać, teraz przed chwilą w tym lesie, musiała go spotkać. A to oznaczało- ON tu był. Wyrzuty sumienia targały nią jak nigdy przedtem, myśli szły własnym torem- był tutaj, widział to wszystko, widział mnie z Kakashim, co sobie pomyślał?, jak wiele zobaczył?, czy teraz ją nienawidzi?, czy ona go zraniła?, jak powinna to teraz wyjaśnić?- uczepiła się tej myśli- chwila moment niby dlaczego miałabym się tłumaczyć? Po kolei: zostawił Sarade i mnie na lata, pojawił się niespodziewanie i oczekiwał, że będzie jak dawniej, powiedziałam mu, że chce rozwodu, jednak nie powiedziałam, że spotykam się z kimś innym, tym bardziej, że jego byłym senseiem, ale w gruncie rzeczy to moje życie i mogę robić co chce, prawda?- Usiłowała przekonać samą siebie, ale sumienie wciąż nie dawało jej spokoju. Dostrzegła, że Kakashi był równie zaskoczony co ona reakcją dziewczyny, ale zachował to dla siebie.
- Dobrze to może już się zbierajmy, co wy na to?- próbowała mówić normalnym tonem. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Na spokojnie wszystko przemyśleć. Po za tym Sasuke wciąż mógł być w lesie, ciągle mógł ich obserwować, a ona nie miała zamiaru dodawać mu powodów do smutku, zwłaszcza po tej porcjii, którą zafundowała mu wcześniej.
- Dlaczego już idziemy? Mamo chciałam pokazać wam moje postępy
- Innym razem kochanie, dobrze? Głowa mnie rozbolała i chce wracać
- Sakura dobrze się czujesz?- zapytał zatroskany mężczyzna- strasznie pobladłaś
- Tak, znaczy nic mi nie jest, po prostu jestem zmęczona. Muszę się wcześniej położyć, to wszystko- wyrzuciła na twarz uśmiech, nie chciała ich martwić, pogłaskała córkę po głowie- innym razem, dobrze kochanie? Obiecuje
- W porządku mamo nie przejmuj się tym- uśmiechnęła się lekko- z resztą i tak mam jeszcze zadanie do dokończenia, więc to lepiej, że wracamy wcześniej- Sakura wiedziała doskonale, że to kłamstwo. Dziewczyna była bardzo obowiązkowa i rozwiazywała zadania zaraz po powrocie do domu. Była jednak wdzięczna córce za to, że ją kryje przed Kakashim. Najwyraźniej zorientowała się, że jej nagłe złe samopoczucie miało związek z jej mężem- przynajmniej narazie- po za tym chciała zapytać ją o to co się stało w lesie, a nie mogła zrobić tego przy swoim facecie. I tak podejżewał ją o to, że trzyma jakieś uczucia względem Uchihy, nie chciała dodawać mu powodów do zmartwień. Zebrali wszystkie rzeczy i wrócili do domu.
Sakura jak zawsze krzątała się po kuchni przygotowując obiad
- Wróciłam- usłyszała głos córki
- Witaj w domu- odpowiedziała uśmiechnięta. Jak było w akademii?
- Nudno, wciąż powtarzamy materiał, który już znam. Nauczyciel zastanawia się nad przeniesieniem mnie do wyższej klasy
- Gratuluje kochanie
- Dzięki, ale nie jestem pewna czy tego chce. Boruto wciąż mnie gnębi, że beze mnie sobie nie poradzi, a ja pomimo tego, że mnie irytuje, jak nikt inny to chyba jednak nie chce go zostawiać
- W końcu jest twoim przyjacielem, prawda?
- No właśnie, a po za tym on beze mnie naprawdę nie ukończy szkoły
- Powiniem się nauczyć radzić sobie sam- dotarł do nich męski głos. Mężczyzna stał w wejściu do salonu. Na sam jego widok serce Sakury zaczęło bić nierówno
- Wróciłem- powiedział uśmiechnięty i podszedł do niej
- Witaj w domu- podszedł do niej i dał jej całusa na powitanie, po czym przytulił ją od tyłu i oparł głowę o jej ramie. Jego czarne włosy łaskotały ją w policzek, ale za nim by tego nie przerwała
- Yyhy- ktoś chrząknął. Podniosła głowę i uświadomiła sobie, że ich córka wlepia nich oczy. Zaczerwieniła się i wyrwała w objęć ukochanego. On puścił ją niechętnie, a na odchodne rzucił
- Później- po czym pocałował ją za uchem. Podszedł do córki
- Czemu tak kaszlesz Sarada? Przeziębiłaś się?- drażnił się z nią, po czym poczochrał ją po włosach, odsunęła się automatycznie, ale nie udało jej się ukryć uśmiechu malującego się na jej twarzy
- Zacząłeś coś mówić- przypomniała
- A no tak. Miałeś na myśli to, że Boruto musi nauczyć się samodzielności. Niemożesz całe życie wszystkiego za niego robić.
- No ale on jest totalną niezdarą, nie potrafi dosłownie nic.To znaczy ok z walką jeszcze jakoś sobie radzi, ale jeśli chodzi o techniki
- Jakbym słyszał siebie za młodu
- Jak to?
- Nigdy nie opowiadałem ci jak wielką niezdrarą był siódmy jako dziecko?
- Kochanie- upomniała go żona
- Miałem na myśli to, że nie był urodzonym geniuszem- poprawił się- jak np. Ja
- Chwalipięta- dotarł do niego głos różowowłosem, próbującej ukryć to poprzez kaszel, uśmiechnął się słysząc to- po prostu do wszystkiego dotarł ciężką pracą. Być może jego syn, także nie jest zbyt uzdolniony, ale może osiągnąć naprawdę wiele. Lecz jest jeden warunek, nie może nigdy się poddawać. Ty możesz być przy nim jako przyjaciółka i wspierać go, ale nie możesz robić za niego wszystkiego. Kochanie musisz też myśleć o sobie, dobrze? Gdybyśmy twoja mama i ja wyręczali Naruto we wszystkim za młodu to nigdy nie zostałby hokage.
- I gdyby nie miał godnego rywala- dopowiedziała Sakura
- Oraz dziewczyny w drużynie której chciał zaimponować, bo się w niej dłużył- odgryzł się Uchiha
- Jakiej dziewczyny?- podłapała Sarada- myślałam, że byliście we 3 w dróżynie, nie licząc Kakashiego-senseia. Ty, mama i siódmy, więc w jakiej dziewczynie z dróżyny mógł się dużyć...aha...nie no żartujesz kochał się w tobie sam hokage mamo,a ty mimo tego wybrałaś tatę?
- Mała- Sasuke dał jej kuksańca, na co dziewczynka zaczęłą się śmiać
- To znaczy no wiesz tato ty też jesteś spoko, ale sam hokage
- Co z niego był za hokage wtedy- powiedział lekko rozdrażniony
- Hahaha- Sakura zaśmiała się, nigdy dotąd nie widziała Sasuke zazdrosnego i musiała przyznać, że podoba jej się ten widok
- A ty z czego się śmiejesz?- udał obrażonego
- Co Ja z niczego. Po prostu to jest dłuższa historia na kiedy indziej. A teraz zbierzcie wszystko ze stołu, gdyż obiad jest już gotowy.
- Czytasz mi w myślach, ale jestem głodny- podszedł do niej, zabrał talerz w blatu i pocałował ją w policzek. Zarzymała go na chwile przy sobie łapiąc za rękę, korzystając z okazji, że Sarada poszła umyć ręcę. Spojrzała mu w oczy wyzywającym spojrzeniem i wyszeptała mu do ucha, podgryzając je lekko
- Ciekawe czy ty potrafisz czytać w moich- ujrzała w jego oczach zrozumienie, a lekko perwerzyjny uśmieszek pojawił się na jego twarzy, gdy odchodził.
* onigiri- kulki ryżowe z nadzieniem, najczęściej warzywnym
Ciąg dalszy nastąpi....
Dla niektórych mogłoby to wyglądać na zakończenie, więc zapewniem, że nim nie jest ;). Opowiadanie postaram się skończyć w dwóch krótszych, albo jednym dłuższym rozdziale. Przepraszam, że tyle kazałam Wam na niego czekać, ale chciałam, Wam tylko dać pewien przedsmak tego co będzie dalej...a będzie się działo :D, więc zostańce ze mną i uzbrójcie się trochę w cierpliwość. Postaram się wstawić zakończenie jak najszybciej, ale nie wiem co z tego wyjdzie, gdyż mam teraz zaliczenia, więc najpóźniej pojawi się pod koniec czerwca..ale to najpóźniej ;)
pozdrawiam wszystkich
- Lu-chan :*
Poszedł w głąb lasu, by znaleźć się jak najdalej widoku niszczącego jego serce. Nogi przywiodły go w miejsce, które znał doskonale. W dzieciństwie to właśnie tu trenował razem z Itachim. Usłyszał shiurikeny wbijające się z pień drzewa, więc obejżał się przez ramię. Ujrzał dziewczynkę, uderzająco podobną do niego- Jak na takie małe ciałko posiadała całkiem sporo siły- pomyślał. Niecałe 4 metry od niego stała Sarada, która raz za razem próbowała trafić w wcześniej obrany cel. Przez chwile się jej przyglądał. Przyomniał sobie czasy, kiedy był w jej wieku i przychodził tu codziennie. Albo wtedy kiedy był jeszcze młodszy i podziwiał talent swojego starszego brata. Wyciągnął broń, która trafiła w pobliskie drzewo i rzucił. Trafił w sam środek. W ten sposób jednak zdemaskował swoją obecność
- Kto tu jest?- usyłszał. Dziewczyna już trzymała w ręce kunai gotowa by zaatakować w każdej chwili. Wyszedł zza drzewa trzymając ręce w geście obronnym
- To ty- powiedziała zszokowana- co ty tu robisz?- tym razem podniosła ton głosu o jakąś oktawe
- Też przychodziłem tu trenować w dzieciństwie
- To oczywiste- odpowiedziała rzeczowym tonem- przecież jest to jeden z placów treningowych klanu Uchiha
- Jak go znalazłaś?- dziewczynka wzruszyła ramionami jakby nie rozumiała dlaczego w ogóle ją o to pyta
- Mama pokazała mi to miejsce- Sakura- pomyślał- tylka skąd ona wiedziała o tym miejscu. On nigdy jej go nie pokazywał, ani też nic o nim nie mówił. W zasadzie było to tajne miejsce jego i jego brata, no może po za Shisuim. Nikt inny z Uchiha nie miał potrzeby trenować w ten sposób z powodu braku wrodzonych umiejętności.
- Rozumiem, więc jak ci idzie trening?
- Doskonale- właśnie widze- pomyślał, ale postanowił jednak zachować tę uwagę dla siebie
- A gdzie twój nauczyciel?- zapytał i zaraz pożałował tego pytania, gdyż znał na nie odpowiedź. Był z „nią”
- Kakashi? Razem z mamą- westchnęła- myśle, że są zajęci....ups- jakby uświadomiła sobie co to znaczyło dla niego. Sasuke nie mógł nic na to odpowiedzieć, dlatego też rzucił jeszcze raz. Tym razem trafił w tarczę ukrytą za innym drzewem.
- Muszę przyznać,że jesteś całkiem niezły- przyznała niechętnie- więc jednak mama miała racje
- A co takiego mama mówiła?
- Mówiła, że swojego czasu byłeś najlepszych uczniem akademii oraz, że rzuty shurikenami były dla ciebie łatwizną
- Taa brat mnie nauczył
- Wujek Itachi był niesamowity prawda?- spytała z fastynacją w głosie
- Taa był- odpowiedział zamyślony- do czasu kiedy...
- Zaatakował klan? Cóż może i nie wyglądało to najlepiej, ale przecież miał ważny powód- zaskoczenie Uchihy było ogromne. Nikt po za nim, Naruto, Kakashim i Sakurą nie znał prawdy o Itachim. Z resztą na prośbę jego brata. Wolał on być uznawany za mordercę i złoczyńce niż zhańbić Konohe.
- Kakashi ci o tym powiedział- w sumie nie było to pytanie, lecz stwierdzenie
- Co? Kakashi? To on o tym wie? Mama mówiła, że jedynie siódmy zna prawde
- Mama ci o tym powiedziała?
- Tak powiedziała mi, że wujek był niesamowity, oraz,że on i ty jesteście do siebie bardzo podobni- spojrzała mu w oczy- wiesz mama kiedyś naprawdę cie kochała
- Czas przeszły zabolał go znacznie bardziej niż gotów był się do tego przyznać. Po chwili ciszy powiedział
- Jeśli chcesz to mógłbym cie pouczyć- zaproponował
- Cóż Kakashi chyba jednak nie przyjdzie, więc sądze, że nie mam nic do stracenia. Podszedł do niej bliżej i zabrał kilka sztuk broni.
- Rękę ustawiasz w ten sposób- pokazał- dzięki temu możesz zobaczyć trajektorie- powiedział po czym rzucił- widzisz
- No ja nie wiem czy potrzebuje pomocy od wiecznie „nieobecnej osoby”
- Możesz to potraktować jako zadość uczynienie
- Za pożucenie rodziny? Lata nieobecności? Nie dawania nawet znaku życia? Mam wymieniać dalej?- spytała pełna sarkazmu
- Przyznaje, że nie byłem najlepszym ojcem...-weszła mu w słowo
- Najlepszym ojcem- powtórzyła- to niedopowiedzenie roku
- Sarada, wiem, że cie zawiodłem- powiedział poważnie skruszony- tak samo twoją mamę. Wiem także, że nie będzie mi łatwo naprawić to co zrobiłem, ale chciałbym chociaż spróbować- spojrzał jej w oczy- proszę po prostu daj mi szanse, nie skreślaj mnie już przy starcie- po chwili dopowiedział- to nie jest tak, że Was pożuciłem, naprawdę miałem ważny powód, chciałem,musiałem was chronić
- Chronić przed czym?
- Przed kimś bardzo niebezpiecznym
- Nie rozumiem mama nic nie wspominała
- Bo mama nic nie wie, przynajmniej na razie. Wszystko jej wyjaśnie, obiecuje
- Skoro to miało coś wspólnego z twoją misją to dziwne, że hokage nic nie wie
- To skomplikowane, ale nie mogłem skontaktować się ani z siódmym, ani z wami, Sarada uwierz mi
- Czemu miałabym ci wierzyć? Przecież nawet cie nie znam
- Wiem, że prosze o dużo,ale w tym momencie nie mogę ci powiedzieć, wybacz
- Dobra- natychmiast dodała- żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie znaczy, że ci ufam, ani tym bardziej, że ci wybaczyłam. Po prosu jestem ciekawa tego co wymyśliłeś przez te wszystkie lata- po „karcącym” spojrzeniu ojca dopowiedziała- ok chciałabym poznać prawdę. Nie będę kłamać, że mnie to nie męczyło. Chce poznać ten niezwykle ważny powód dla którego można pożucić własną rodzine. W zamian za to nauczysz mnie rzucać shurikenami ok? Mama mówiła, że byłeś w tym najlepszy, a ja muszę przyznać, że miała racje, więc...
- W porządku- podszedł do niej i wskazał tarczę- na początku sądze, że będzie ci łatwiej, jeśli z drugiej ręki zrobisz sobie wyznacznik, coś co pozwoli ci dobrze wycelować. Jeśli wyznaczysz sobie miejsce w które chcesz trafić będzie ci dużo ławiej, spróbuj. Sarada zgodnie z zaleceniami ojca zabrała od niego broń
- Stań w lekkim rozkroku, wiodącą nogę wysuń do przodu, ciężar ciała utrzymuj na obu, lecz na wiodącej odrobinę bardziej, teraz podnieś lewą rękę i wyceluj. Podnieś ją za taką wysokość trochę poniżej miejsca, gdzie chcesz trafić, dobrze a teraz rzuć- shuriken trafił w tarcze, prosto w środek
- Moja krew- powiedział Sasuke dumnie
- Dzięki ta...wybacz, ale na razie nie dam rady tak do ciebie mówić, musi minąć trochę czasu, tak myśle
- Nie spiesz się, masz go tyle ile potrzebujesz. Nigdzie się więcej nie wybieram
- Zostajesz w wiosce?- zapytała, nie potrafiła ukryć nadziei w swoim głosie, a słyszac ją Uchiha był szczęśliwy
- Tak, zostaje. Prosiłem siódmego by na razie nie dawał mi żadnych nowych misji.
- Trzymam cie za słowo Uchiha Sasuke- powiedziała poważnie, patrząc mu prosto w oczy- tym razem cie nie zawiode- pomyślał, ale nie wypowiedział swoich myśli na głos. Potrenowali jeszcze przez 2 godziny, co jakiś czas rozmawiając. Poruszyli temat Itachiego, akademii, misjii, nauki w akademii, Sarada starała się nie mówić za wiele o jej matce z Kakashim, za co był jej niezmiernie wdzięczny. Musiał przyznać, że naprawdę dobrze rozmawiało mu się z córką. W ten sposób spędzili całe popołudnie.
Sarada wyłoniła się z lasu dopiero pod wieczór. Haruno obserwowała, jak jej córka siada przy nich i zaczyna jeść wcześniej przygotowane przez nią kanapki. Po treningu Sarada zawsze była głodna, nie było, więc w tym nic dziwnego, że zjadła 5 kanapek za jednym zamachem, a do tego onigiri*. To co jednak ją zaskoczyło to fakt, że jej dziewczynka przez cały czas się uśmiechała. Tak dawno nie widziała jej uśmiechniętej, że już zapomniała jak pięknie jej córcia wtedy wygląda. Na ten widok jej serce wypełniło się radością. Złapała się nawet na tym, że pomimo sytuacji w jakiej się znajdowała, sama zaczęła się szczerzyć.
- Co stało się w tym lesie,hm?- spytała nie mogąc już dłużej utrzymać cierpliwości, po za tym czarnowłosa prawdopodobnie nie miała zamiaru sama z siebie się z nią tym podzielić
- Hę? A nic takiego po prostu nauczyłam się rzutów
- Co znaczy nauczyłaś się?- tym razem dopytywał Kakashi za pewne także zaskoczony jej zachowaniem
- To oznacza, że trafie w sam środek tarczy za każdym razem, nie ważne z jakiej odległości- odpowiedziała wciąż się uśmiechając, wyraźnie dumna z własnych wyników
- Naprawdę?- oboje zapytali zaskoczeni
- Pewnie, to była bułka z masłem, jak chcecie to wam pokaże
- Nauczyłaś się tego w ciągu jednego popołudnia? Cóż jestem pełen podziwu, do tej pory znałem tylko jedną osobę, która opanowała tę technikę równie szybko- zastanowił się- no może 2, w dodatku obie pochodziły z tego klanu. Sakura doskonale wiedziała kogo ma na myśli jej chłopak- zatrzymała się przy tej myśli na chwile- „chłopak”, tak w tej chwili to chyba najodpowiedniejsze słowo- i kontynuowała swój tok myślenia- nie miałała jednak zamiaru wymówić tego na głos. Zaskoczyło ją jednak to, że ktoś inny ją w tym wyręczył
- Wiem wujek Itachi i tata- na słowo tata Sakura aż drgnęła. Sarada nigdy, dosłownie nigdy nie wypowiedziała tego słowa na głos, a w dodatku powiedziała je tak lekko- coś musiało się wydarzyć w tym lesie- nagle spadło to na nią jak grom z jasnego nieba, był tylko jeden powód dla którego jej córka mogła w tak nagły i magiczny sposób zmienić nastawienie do ojca. Musiała z nim rozmawiać, teraz przed chwilą w tym lesie, musiała go spotkać. A to oznaczało- ON tu był. Wyrzuty sumienia targały nią jak nigdy przedtem, myśli szły własnym torem- był tutaj, widział to wszystko, widział mnie z Kakashim, co sobie pomyślał?, jak wiele zobaczył?, czy teraz ją nienawidzi?, czy ona go zraniła?, jak powinna to teraz wyjaśnić?- uczepiła się tej myśli- chwila moment niby dlaczego miałabym się tłumaczyć? Po kolei: zostawił Sarade i mnie na lata, pojawił się niespodziewanie i oczekiwał, że będzie jak dawniej, powiedziałam mu, że chce rozwodu, jednak nie powiedziałam, że spotykam się z kimś innym, tym bardziej, że jego byłym senseiem, ale w gruncie rzeczy to moje życie i mogę robić co chce, prawda?- Usiłowała przekonać samą siebie, ale sumienie wciąż nie dawało jej spokoju. Dostrzegła, że Kakashi był równie zaskoczony co ona reakcją dziewczyny, ale zachował to dla siebie.
- Dobrze to może już się zbierajmy, co wy na to?- próbowała mówić normalnym tonem. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Na spokojnie wszystko przemyśleć. Po za tym Sasuke wciąż mógł być w lesie, ciągle mógł ich obserwować, a ona nie miała zamiaru dodawać mu powodów do smutku, zwłaszcza po tej porcjii, którą zafundowała mu wcześniej.
- Dlaczego już idziemy? Mamo chciałam pokazać wam moje postępy
- Innym razem kochanie, dobrze? Głowa mnie rozbolała i chce wracać
- Sakura dobrze się czujesz?- zapytał zatroskany mężczyzna- strasznie pobladłaś
- Tak, znaczy nic mi nie jest, po prostu jestem zmęczona. Muszę się wcześniej położyć, to wszystko- wyrzuciła na twarz uśmiech, nie chciała ich martwić, pogłaskała córkę po głowie- innym razem, dobrze kochanie? Obiecuje
- W porządku mamo nie przejmuj się tym- uśmiechnęła się lekko- z resztą i tak mam jeszcze zadanie do dokończenia, więc to lepiej, że wracamy wcześniej- Sakura wiedziała doskonale, że to kłamstwo. Dziewczyna była bardzo obowiązkowa i rozwiazywała zadania zaraz po powrocie do domu. Była jednak wdzięczna córce za to, że ją kryje przed Kakashim. Najwyraźniej zorientowała się, że jej nagłe złe samopoczucie miało związek z jej mężem- przynajmniej narazie- po za tym chciała zapytać ją o to co się stało w lesie, a nie mogła zrobić tego przy swoim facecie. I tak podejżewał ją o to, że trzyma jakieś uczucia względem Uchihy, nie chciała dodawać mu powodów do zmartwień. Zebrali wszystkie rzeczy i wrócili do domu.
Sakura jak zawsze krzątała się po kuchni przygotowując obiad
- Wróciłam- usłyszała głos córki
- Witaj w domu- odpowiedziała uśmiechnięta. Jak było w akademii?
- Nudno, wciąż powtarzamy materiał, który już znam. Nauczyciel zastanawia się nad przeniesieniem mnie do wyższej klasy
- Gratuluje kochanie
- Dzięki, ale nie jestem pewna czy tego chce. Boruto wciąż mnie gnębi, że beze mnie sobie nie poradzi, a ja pomimo tego, że mnie irytuje, jak nikt inny to chyba jednak nie chce go zostawiać
- W końcu jest twoim przyjacielem, prawda?
- No właśnie, a po za tym on beze mnie naprawdę nie ukończy szkoły
- Powiniem się nauczyć radzić sobie sam- dotarł do nich męski głos. Mężczyzna stał w wejściu do salonu. Na sam jego widok serce Sakury zaczęło bić nierówno
- Wróciłem- powiedział uśmiechnięty i podszedł do niej
- Witaj w domu- podszedł do niej i dał jej całusa na powitanie, po czym przytulił ją od tyłu i oparł głowę o jej ramie. Jego czarne włosy łaskotały ją w policzek, ale za nim by tego nie przerwała
- Yyhy- ktoś chrząknął. Podniosła głowę i uświadomiła sobie, że ich córka wlepia nich oczy. Zaczerwieniła się i wyrwała w objęć ukochanego. On puścił ją niechętnie, a na odchodne rzucił
- Później- po czym pocałował ją za uchem. Podszedł do córki
- Czemu tak kaszlesz Sarada? Przeziębiłaś się?- drażnił się z nią, po czym poczochrał ją po włosach, odsunęła się automatycznie, ale nie udało jej się ukryć uśmiechu malującego się na jej twarzy
- Zacząłeś coś mówić- przypomniała
- A no tak. Miałeś na myśli to, że Boruto musi nauczyć się samodzielności. Niemożesz całe życie wszystkiego za niego robić.
- No ale on jest totalną niezdarą, nie potrafi dosłownie nic.To znaczy ok z walką jeszcze jakoś sobie radzi, ale jeśli chodzi o techniki
- Jakbym słyszał siebie za młodu
- Jak to?
- Nigdy nie opowiadałem ci jak wielką niezdrarą był siódmy jako dziecko?
- Kochanie- upomniała go żona
- Miałem na myśli to, że nie był urodzonym geniuszem- poprawił się- jak np. Ja
- Chwalipięta- dotarł do niego głos różowowłosem, próbującej ukryć to poprzez kaszel, uśmiechnął się słysząc to- po prostu do wszystkiego dotarł ciężką pracą. Być może jego syn, także nie jest zbyt uzdolniony, ale może osiągnąć naprawdę wiele. Lecz jest jeden warunek, nie może nigdy się poddawać. Ty możesz być przy nim jako przyjaciółka i wspierać go, ale nie możesz robić za niego wszystkiego. Kochanie musisz też myśleć o sobie, dobrze? Gdybyśmy twoja mama i ja wyręczali Naruto we wszystkim za młodu to nigdy nie zostałby hokage.
- I gdyby nie miał godnego rywala- dopowiedziała Sakura
- Oraz dziewczyny w drużynie której chciał zaimponować, bo się w niej dłużył- odgryzł się Uchiha
- Jakiej dziewczyny?- podłapała Sarada- myślałam, że byliście we 3 w dróżynie, nie licząc Kakashiego-senseia. Ty, mama i siódmy, więc w jakiej dziewczynie z dróżyny mógł się dużyć...aha...nie no żartujesz kochał się w tobie sam hokage mamo,a ty mimo tego wybrałaś tatę?
- Mała- Sasuke dał jej kuksańca, na co dziewczynka zaczęłą się śmiać
- To znaczy no wiesz tato ty też jesteś spoko, ale sam hokage
- Co z niego był za hokage wtedy- powiedział lekko rozdrażniony
- Hahaha- Sakura zaśmiała się, nigdy dotąd nie widziała Sasuke zazdrosnego i musiała przyznać, że podoba jej się ten widok
- A ty z czego się śmiejesz?- udał obrażonego
- Co Ja z niczego. Po prostu to jest dłuższa historia na kiedy indziej. A teraz zbierzcie wszystko ze stołu, gdyż obiad jest już gotowy.
- Czytasz mi w myślach, ale jestem głodny- podszedł do niej, zabrał talerz w blatu i pocałował ją w policzek. Zarzymała go na chwile przy sobie łapiąc za rękę, korzystając z okazji, że Sarada poszła umyć ręcę. Spojrzała mu w oczy wyzywającym spojrzeniem i wyszeptała mu do ucha, podgryzając je lekko
- Ciekawe czy ty potrafisz czytać w moich- ujrzała w jego oczach zrozumienie, a lekko perwerzyjny uśmieszek pojawił się na jego twarzy, gdy odchodził.
* onigiri- kulki ryżowe z nadzieniem, najczęściej warzywnym
Ciąg dalszy nastąpi....
Dla niektórych mogłoby to wyglądać na zakończenie, więc zapewniem, że nim nie jest ;). Opowiadanie postaram się skończyć w dwóch krótszych, albo jednym dłuższym rozdziale. Przepraszam, że tyle kazałam Wam na niego czekać, ale chciałam, Wam tylko dać pewien przedsmak tego co będzie dalej...a będzie się działo :D, więc zostańce ze mną i uzbrójcie się trochę w cierpliwość. Postaram się wstawić zakończenie jak najszybciej, ale nie wiem co z tego wyjdzie, gdyż mam teraz zaliczenia, więc najpóźniej pojawi się pod koniec czerwca..ale to najpóźniej ;)
pozdrawiam wszystkich
- Lu-chan :*
Etykiety:
anime manga miłość związek,
fanfiction,
najważniejsze wartości,
naruto,
nowa znajomość,
opowiadania one-shoty,
para,
powrót,
przyjaciele,
przyjaźń,
sasusaku,
Shippery,
walka,
zmiany,
związek zazdrość
czwartek, 21 kwietnia 2016
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 5
Paring:
Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Nadszedł weekend. Haruno wzięła wolne na sobotę, gdyż obiecała, że spędzi cały dzień z córką i Kakashim. To miał być pierwszy raz, kiedy miała przedstawić Saradzie Kakashiego, jako jej nowego „chłopaka”? Brzmiało to dość komicznie, ale innego określenia nie potrafiła znaleźć. Na określenie „wybranek serca” było zdecydowanie za wcześnie. Planowali pójść na piknik nieopodal lasu i troche potrnować z Saradą, która miała mieć egzamin w rzucaniu shurikenami. Kakashi był w tym znacznie lepszy od niej, więc zaproponował pomoc na którą Sarada się zgodziła chcąc wypaść jak najlepiej. Sarada nigdy się do tego nie przyznawała, ale jej matka znała prawde. Jej cóka nie bez powodu tak bardzo starałą się w akademii. Chciała być prymuską, zupełnie jak jej tata. W szkole nauczyciele zawsze nie potrzebnie jej powtarzali, że nazwisko Uchicha zobowiązuje, a ona starała się sprostać tym oczekiwaniom. Większość mieszkańców wioski w tym nauczyciele Sarady nie zdawali sobie sprawy z sytuacji w ich domu. To znaczy wiedzieli doskonale o tym, że między nią,a Sasuke nie dzieje się najlepiej. Z resztą nie było to dla nich żadnym zaskoczeniem. Większość ludzi sądziła, że popełnia błąd, wiążąc się z nim, ale ona zawsze myślała, że uważali tak, gdyż tak naprawdę go nie znali. Bolesna była myśl, że ona tak naprawdę również nie była w stanie go poznać. Sakura nie mówiła dużo o swoim małżeństwie, a Sarada o sytuacji w domu. Większość nauczycieli sądziła, że jej córka droczy się z nimi nazywając ojca „nieobecną osobą”, nawet nie podejżewali ile prawdy się kryje w tych słowach. Haruno nie oczerniała swojego męża nigdy, właściwie to w nawyk wpadło jej bronienie go za każdym razem, gdy słyszała, że jest oczerniany. Teraz siedzieli na kocu jedząc przygotowane wcześniej przez nią smakołyki. Ta scena była jedynie „imitacją” rodziny, której zawsze pragnęła, ale jak najszybciej chciała przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy.
- Jak ci się podoba na zajęciach?- zagadał Kakashi chcąc zbliżyć się chodź trochę do Sarady
- Są w porządku, ale strasznie nudne. Większość rzeczy, które tam bierzemy ja od dawna mam w małym palcu. Na poprzednich zajęciach mieliśmy ożywić rybę, taką małą jak nadgarstek, żeby nie było potrzeby używać dużej ilości chakry. Sensei ciągle powtarzał, że chodzi o jej kontrolowanie. Mama nauczyła mnie tego gdy miałam 7 lat, więc wykonałam zadanie w ciągu kilku minut i nudziło mi się strasznie na reszcie zajęć.
- Wiesz, że nie mam nic przeciwko temu, abyś pogłębiała swą wiedzę, ale jeśli nadal będziesz tak postępować to prześcigniesz parę klas
- A może nawet wcześniej ukończysz akademie- dodał Hatake
- Zupełnie jak wujek, co?
- Skąd o tym wiesz?
- Mamo to jest jedna z rzeczy, które słysze od zawsze, wiesz? Ciężko byłoby nie zapamiętać
- To prawda, że Uchiha Itachi był wyjątkowo utalentowany już w młodości
- Taa, ale nie podoba mi się to, że mówią o nim w ten sposób. Nie rozumiem dlaczego siódmy nie powie mieszkańcom prawdy. Nie wytłumaczy powodu dla którego wujek napadł na własny klan. To nie w porządku, że wciąż jest uważany za zdrajce, nie sądzisz?
- Masz racje, ale nic nie możemy na to poradzić. Itachi osobiście poprosił siódmego o to, by upewnił się, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Wiesz jak bardzo opinia na temat naszego klanu zmieniłaby się? Nie możesz o tym nikomu mówić...
- Wiem, wiem, przecież nikomu nie powiem. Po za tym ten klan za niedługo już nie będzie naszym. Widziałam papiery rozwodowe- Sakura słysząc to mało się nie zadławiła onigiri, które właśnie jadła- nie rób takiej zaskoczonej miny mamo, wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie.Szczerze to zastanawiałam się nad tym dlaczego tak długo z tym zwlekałaś. Rozumiem, że jego nagły powrót ma coś wspólnego z podjęciem tej decyzji. W porządku zjadłam, idę trenować- bez czekania na zgodę weszła w las.
- Sakura? Czy to prawda?
- Czemu udajesz zaskoczonego, przecież mówiłam ci już o rozwodzie
- Owszem, ale muszę przyznać, że nie sądziłem, że to tak szybko nastąpi. Sarada ma racje, czy przypadkiem nie spieszysz się z tym tak bardzo, gdyż obawiasz się tego, że zmnienisz decyzje? Teraz kiedy wrócił.
- Nie Kakashi to nie powód dla którego się spiesze, po prostu chce to już mieć za sobą rozumiesz? Sarada zasługuje na to, aby mieć rodzinę
- Ty także na to zasługujesz- powiedział po czym pocałował ją czule w czoło- wiesz o tym, prawda?- przytaknęła niewyraźnie
- A więc widział się z nią?
- Tak
- Sądzisz, że to dobry pomysł? Nie byłbym pewien tego, czy pozwalanie na to by się do niej zbliżył jest w porządku. Pomyśl co się stanie, kiedy Sarada przywyknie do jego obecności w swoim życiu, a on znów odejdzie. Jak będzie się wtedy czuła?
- Nie mam zamiaru zaprzeczać. Możliwe,że masz rację, ale ona potrzebuje ojca, wiesz?
- Przecież ja przy niej jestem i w przeciwieństwie do niego zawsze będę
- Wiem o tym i jestem ci bardzo wdzięczna za to, że tak szybko ją zaakceptowałeś, lecz ona potrzebuje relacji z jej prawdziwym ojcem. Wiem to, znam swoje dziecko. Ilekroć nazywa go „nieobecną osobą”, tak naprawdę ukrywa żal, który wciąż tkwi w jej sercu. Nie powie tego na głos, ale wiem, że chciałaby mieć go przy sobie. Możliwe, że masz racje, że się zawiedzie, że po raz kolejny złamie jej serce, ale to jest jej decyzja. Nie mam zamiaru w to ingerować
- Przecież ona mówiła, że nie chce go znać
- Naprawdę w to wierzysz? Może dlatego, że ty nie widziałeś jej trzymającej jego pierwszą opaskę i płaczącą nad nią i nieobecnością ojca. Myśle, że Sarada sama jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale wciąż go kocha. Dziecku jest jeszcze ciężej zapomnieć o rodzicu, niż mi o mężu- a przecież nawet mi się to nie udało- pomyśłała gorzko. Lecz postanowiła te przemyślenia zachować dla siebie
- Dobrze, nie wnikam w to. Dobrze ją wychowujesz, jestem, więc pewien, że zarówno ty jak i ona podejmienie dobrę decyzje- powiedział i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pocałował ją. Odwzajemniła pocałunek, po czym położyła się na kocu. Kakashi klęczał zawieszony nad nią. Głaskał ją po głowie, a ona wplotła palce z jego włosy. Wsadził jedną rękę pod jej sukienkę i zaczął gładzić jej plecy
- Sarada może za chwile wrócić- wyszeptała, pomiędzy pocałunkami
- Nie wydaje mi się by miała taki zamiar, zanim nie opanuje techniki
- Przecież miałeś jej w tym pomóc
- Obiecałem i dotrzymam słowa, ale najpierw niech poćwiczy sama, znajdzie odpowiedzni sposób, po za tym zanim do niej dołącze muszę się najpierw zając jej mamą- uśmiechnął się i jeszcze namiętniej zaczął ją calować. Rzadko widziała jego uśmiech, gdyż z reguły ukrywał usta za maską. Nie rozumiała jednak tego co w niego wstąpiło w tym momencie. To prawda, że już kilka razy się całowali, ale nigdy w taki sposób, tak namiętnie, taj całowała się tylko i w tym momencie ujrzała go, tak wyraźnie jakby stał parę metrów od niej. Te zazwyczaj nie przeniknione oczy tym razem wyrażały rozpacz tak ogromną, że jej serce automatycznie zcisnęło się z żalu. Czuła jego obecność, Zupełnie jak by naprawdę tam był, pomimo tego,że to tylko jego obraz wciąż majaczył w jej głowie. Wiedziała doskonale do czego zmierza sytuacja w której się teraz znalazła. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli posunie się dalej to już za nic nie uda jej się odbudować swojego małżeństwa. Czy ona wciąż miała na to nadzieje? Złapała się na tej myśli. Przecież on przez te wszystkie lata na pewno ją zdradził i to nie jeden raz, więc czemu się hamowała? A co jeśli jednak tego nie robił? Jeśli faktycznie miał ważny powód by nie wracać? Miała całkowity mętlik w głowie, lecz jedno wiedziała na pewno. Jeśli to zrobi to będzie koniec, całkowity. Nawet gdyby jakimś cudem on wybaczył jej te zdradę to wiedziała, że ona juz nigdy nie potrafiłaby spojrzeć mu w oczy. Już za chwile stanie się kolejną osobą, która go zdradziła. Wątpiła w to, że kiedykolwiek czuł do niej coś więcej i to ją bolało, ale wiedziała, że kiedy się o tym dowie to i tak go to zrani. A tak wiele ludzi raniło go przez te wszystkie lata jego życia. Tak wiele cierpiał. Ona nie potrafiła być kolejną osobą, która sprawi mu ból, nie chciała nią być. Do jej oczu napłynęły łzy. Obraz Sasuke w jej głowie stał się jakiś pogodniejszy,kiedy podjęła decyzje. A w jego oczach ujrzała nadzieje, tą samą, którą ona pielęgnowała przez te wszystkie lata.
- Co się stało?- zapytał Kakashi wciąż się nad nią pochylając
- Przepraszam....ja...naprawdę przepraszam-wychlipała
- Co się dzieje Sakura?- dopytywał- myślałem, że też tego chcesz
- Bo chce- skłamała- ale nie teraz...teraz ja nie potrafie.
- W porządku rozumiem-pochylił się i pocałował ją w policzek- tylko nie płacz- położył się koło niej na kocu i przygarnął ją do siebie ramieniem, tak,że miała teraz głowę opartą i jego klatkę piersiową- nie musimy się nigdzie spieszyć- wyszeptał uspokajająco, mamy czas, bo widzisz ja cie kocham Sakura- spojrzała mu w oczy zaskoczona, jeszcze nigdy tego nie powiedział. Jego oczy były czyste i szczere, tak bardzo chciała odpowiedzieć tym samym, ale nie potrafiła. Otworzyła usta po to, by za chwile znowu je zamknąć
- Nie martw się, poczekam- powiedział po czym znów ucałował jej czoło i przytulił mocniej do siebie.
Wybaczcie, że tak długo kazałam Wam na niego czekać, mam nadzieje, że było warto ;)
- Pozdrawiam
- Lu-chan :*
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Nadszedł weekend. Haruno wzięła wolne na sobotę, gdyż obiecała, że spędzi cały dzień z córką i Kakashim. To miał być pierwszy raz, kiedy miała przedstawić Saradzie Kakashiego, jako jej nowego „chłopaka”? Brzmiało to dość komicznie, ale innego określenia nie potrafiła znaleźć. Na określenie „wybranek serca” było zdecydowanie za wcześnie. Planowali pójść na piknik nieopodal lasu i troche potrnować z Saradą, która miała mieć egzamin w rzucaniu shurikenami. Kakashi był w tym znacznie lepszy od niej, więc zaproponował pomoc na którą Sarada się zgodziła chcąc wypaść jak najlepiej. Sarada nigdy się do tego nie przyznawała, ale jej matka znała prawde. Jej cóka nie bez powodu tak bardzo starałą się w akademii. Chciała być prymuską, zupełnie jak jej tata. W szkole nauczyciele zawsze nie potrzebnie jej powtarzali, że nazwisko Uchicha zobowiązuje, a ona starała się sprostać tym oczekiwaniom. Większość mieszkańców wioski w tym nauczyciele Sarady nie zdawali sobie sprawy z sytuacji w ich domu. To znaczy wiedzieli doskonale o tym, że między nią,a Sasuke nie dzieje się najlepiej. Z resztą nie było to dla nich żadnym zaskoczeniem. Większość ludzi sądziła, że popełnia błąd, wiążąc się z nim, ale ona zawsze myślała, że uważali tak, gdyż tak naprawdę go nie znali. Bolesna była myśl, że ona tak naprawdę również nie była w stanie go poznać. Sakura nie mówiła dużo o swoim małżeństwie, a Sarada o sytuacji w domu. Większość nauczycieli sądziła, że jej córka droczy się z nimi nazywając ojca „nieobecną osobą”, nawet nie podejżewali ile prawdy się kryje w tych słowach. Haruno nie oczerniała swojego męża nigdy, właściwie to w nawyk wpadło jej bronienie go za każdym razem, gdy słyszała, że jest oczerniany. Teraz siedzieli na kocu jedząc przygotowane wcześniej przez nią smakołyki. Ta scena była jedynie „imitacją” rodziny, której zawsze pragnęła, ale jak najszybciej chciała przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy.
- Jak ci się podoba na zajęciach?- zagadał Kakashi chcąc zbliżyć się chodź trochę do Sarady
- Są w porządku, ale strasznie nudne. Większość rzeczy, które tam bierzemy ja od dawna mam w małym palcu. Na poprzednich zajęciach mieliśmy ożywić rybę, taką małą jak nadgarstek, żeby nie było potrzeby używać dużej ilości chakry. Sensei ciągle powtarzał, że chodzi o jej kontrolowanie. Mama nauczyła mnie tego gdy miałam 7 lat, więc wykonałam zadanie w ciągu kilku minut i nudziło mi się strasznie na reszcie zajęć.
- Wiesz, że nie mam nic przeciwko temu, abyś pogłębiała swą wiedzę, ale jeśli nadal będziesz tak postępować to prześcigniesz parę klas
- A może nawet wcześniej ukończysz akademie- dodał Hatake
- Zupełnie jak wujek, co?
- Skąd o tym wiesz?
- Mamo to jest jedna z rzeczy, które słysze od zawsze, wiesz? Ciężko byłoby nie zapamiętać
- To prawda, że Uchiha Itachi był wyjątkowo utalentowany już w młodości
- Taa, ale nie podoba mi się to, że mówią o nim w ten sposób. Nie rozumiem dlaczego siódmy nie powie mieszkańcom prawdy. Nie wytłumaczy powodu dla którego wujek napadł na własny klan. To nie w porządku, że wciąż jest uważany za zdrajce, nie sądzisz?
- Masz racje, ale nic nie możemy na to poradzić. Itachi osobiście poprosił siódmego o to, by upewnił się, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Wiesz jak bardzo opinia na temat naszego klanu zmieniłaby się? Nie możesz o tym nikomu mówić...
- Wiem, wiem, przecież nikomu nie powiem. Po za tym ten klan za niedługo już nie będzie naszym. Widziałam papiery rozwodowe- Sakura słysząc to mało się nie zadławiła onigiri, które właśnie jadła- nie rób takiej zaskoczonej miny mamo, wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie.Szczerze to zastanawiałam się nad tym dlaczego tak długo z tym zwlekałaś. Rozumiem, że jego nagły powrót ma coś wspólnego z podjęciem tej decyzji. W porządku zjadłam, idę trenować- bez czekania na zgodę weszła w las.
- Sakura? Czy to prawda?
- Czemu udajesz zaskoczonego, przecież mówiłam ci już o rozwodzie
- Owszem, ale muszę przyznać, że nie sądziłem, że to tak szybko nastąpi. Sarada ma racje, czy przypadkiem nie spieszysz się z tym tak bardzo, gdyż obawiasz się tego, że zmnienisz decyzje? Teraz kiedy wrócił.
- Nie Kakashi to nie powód dla którego się spiesze, po prostu chce to już mieć za sobą rozumiesz? Sarada zasługuje na to, aby mieć rodzinę
- Ty także na to zasługujesz- powiedział po czym pocałował ją czule w czoło- wiesz o tym, prawda?- przytaknęła niewyraźnie
- A więc widział się z nią?
- Tak
- Sądzisz, że to dobry pomysł? Nie byłbym pewien tego, czy pozwalanie na to by się do niej zbliżył jest w porządku. Pomyśl co się stanie, kiedy Sarada przywyknie do jego obecności w swoim życiu, a on znów odejdzie. Jak będzie się wtedy czuła?
- Nie mam zamiaru zaprzeczać. Możliwe,że masz rację, ale ona potrzebuje ojca, wiesz?
- Przecież ja przy niej jestem i w przeciwieństwie do niego zawsze będę
- Wiem o tym i jestem ci bardzo wdzięczna za to, że tak szybko ją zaakceptowałeś, lecz ona potrzebuje relacji z jej prawdziwym ojcem. Wiem to, znam swoje dziecko. Ilekroć nazywa go „nieobecną osobą”, tak naprawdę ukrywa żal, który wciąż tkwi w jej sercu. Nie powie tego na głos, ale wiem, że chciałaby mieć go przy sobie. Możliwe, że masz racje, że się zawiedzie, że po raz kolejny złamie jej serce, ale to jest jej decyzja. Nie mam zamiaru w to ingerować
- Przecież ona mówiła, że nie chce go znać
- Naprawdę w to wierzysz? Może dlatego, że ty nie widziałeś jej trzymającej jego pierwszą opaskę i płaczącą nad nią i nieobecnością ojca. Myśle, że Sarada sama jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale wciąż go kocha. Dziecku jest jeszcze ciężej zapomnieć o rodzicu, niż mi o mężu- a przecież nawet mi się to nie udało- pomyśłała gorzko. Lecz postanowiła te przemyślenia zachować dla siebie
- Dobrze, nie wnikam w to. Dobrze ją wychowujesz, jestem, więc pewien, że zarówno ty jak i ona podejmienie dobrę decyzje- powiedział i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pocałował ją. Odwzajemniła pocałunek, po czym położyła się na kocu. Kakashi klęczał zawieszony nad nią. Głaskał ją po głowie, a ona wplotła palce z jego włosy. Wsadził jedną rękę pod jej sukienkę i zaczął gładzić jej plecy
- Sarada może za chwile wrócić- wyszeptała, pomiędzy pocałunkami
- Nie wydaje mi się by miała taki zamiar, zanim nie opanuje techniki
- Przecież miałeś jej w tym pomóc
- Obiecałem i dotrzymam słowa, ale najpierw niech poćwiczy sama, znajdzie odpowiedzni sposób, po za tym zanim do niej dołącze muszę się najpierw zając jej mamą- uśmiechnął się i jeszcze namiętniej zaczął ją calować. Rzadko widziała jego uśmiech, gdyż z reguły ukrywał usta za maską. Nie rozumiała jednak tego co w niego wstąpiło w tym momencie. To prawda, że już kilka razy się całowali, ale nigdy w taki sposób, tak namiętnie, taj całowała się tylko i w tym momencie ujrzała go, tak wyraźnie jakby stał parę metrów od niej. Te zazwyczaj nie przeniknione oczy tym razem wyrażały rozpacz tak ogromną, że jej serce automatycznie zcisnęło się z żalu. Czuła jego obecność, Zupełnie jak by naprawdę tam był, pomimo tego,że to tylko jego obraz wciąż majaczył w jej głowie. Wiedziała doskonale do czego zmierza sytuacja w której się teraz znalazła. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli posunie się dalej to już za nic nie uda jej się odbudować swojego małżeństwa. Czy ona wciąż miała na to nadzieje? Złapała się na tej myśli. Przecież on przez te wszystkie lata na pewno ją zdradził i to nie jeden raz, więc czemu się hamowała? A co jeśli jednak tego nie robił? Jeśli faktycznie miał ważny powód by nie wracać? Miała całkowity mętlik w głowie, lecz jedno wiedziała na pewno. Jeśli to zrobi to będzie koniec, całkowity. Nawet gdyby jakimś cudem on wybaczył jej te zdradę to wiedziała, że ona juz nigdy nie potrafiłaby spojrzeć mu w oczy. Już za chwile stanie się kolejną osobą, która go zdradziła. Wątpiła w to, że kiedykolwiek czuł do niej coś więcej i to ją bolało, ale wiedziała, że kiedy się o tym dowie to i tak go to zrani. A tak wiele ludzi raniło go przez te wszystkie lata jego życia. Tak wiele cierpiał. Ona nie potrafiła być kolejną osobą, która sprawi mu ból, nie chciała nią być. Do jej oczu napłynęły łzy. Obraz Sasuke w jej głowie stał się jakiś pogodniejszy,kiedy podjęła decyzje. A w jego oczach ujrzała nadzieje, tą samą, którą ona pielęgnowała przez te wszystkie lata.
- Co się stało?- zapytał Kakashi wciąż się nad nią pochylając
- Przepraszam....ja...naprawdę przepraszam-wychlipała
- Co się dzieje Sakura?- dopytywał- myślałem, że też tego chcesz
- Bo chce- skłamała- ale nie teraz...teraz ja nie potrafie.
- W porządku rozumiem-pochylił się i pocałował ją w policzek- tylko nie płacz- położył się koło niej na kocu i przygarnął ją do siebie ramieniem, tak,że miała teraz głowę opartą i jego klatkę piersiową- nie musimy się nigdzie spieszyć- wyszeptał uspokajająco, mamy czas, bo widzisz ja cie kocham Sakura- spojrzała mu w oczy zaskoczona, jeszcze nigdy tego nie powiedział. Jego oczy były czyste i szczere, tak bardzo chciała odpowiedzieć tym samym, ale nie potrafiła. Otworzyła usta po to, by za chwile znowu je zamknąć
- Nie martw się, poczekam- powiedział po czym znów ucałował jej czoło i przytulił mocniej do siebie.
Wybaczcie, że tak długo kazałam Wam na niego czekać, mam nadzieje, że było warto ;)
- Pozdrawiam
- Lu-chan :*
Etykiety:
anime manga miłość związek,
fanfiction,
najważniejsze wartości,
naruto,
nowa znajomość,
opowiadania one-shoty,
para,
powrót,
przyjaciele,
przyjaźń,
sasusaku,
Shippery,
walka,
zmiany,
związek zazdrość
sobota, 19 marca 2016
08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (13/13)
Gdy wrócili, resztki ognia wciąż się
tliły, Katsumi chyba nadal się nie obudził, gdyż siedział w namiocie. Lucy
zajrzała do środka, lecz on automatycznie złapał ją za rękę. Obróciła się i
spojrzała na niego zaskoczona. On jednak nie puścił jej dłoni. Wciąż obawiał
się tego, że wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek okaże się jedynie snem, a
on obudzi się rano we własnym namiocie. Obawiał się tego, że znowu zostanie
zmuszony do oglądania swojej ukochanej z innym i zdał sobie sprawę z tego, że
teraz, Kidy poznał smak szczęścia, podczas bycia z nią nie byłby już w stanie
nigdy o tym zapomnieć, ani zaakceptować faktu, że jest z kimś innym. Pomyślał,
że jeśli to jednak nie okaże się rzeczywistością to razem z Happym wrócą do
gildii sami, bez zamiaru czekania na nich.
- Natsu- zapytała szeptem- co się stało?
- Nic po prostu- nie mogąc się oprzeć wziął ją w ramiona i pocałował, nie był
to tak namiętny pocałunek, jak wczorajszy, ale byłjego gwarancją na to, że jest
prawdziwa, że nie wymyślił sobie tego wszystkiego. Przytulił ją mocno do siebie
i wciągnął jej zapach do płuc. Poczuł ciepło
jej ciała oraz to, że te drobne dłonie oplatają się wokół niego. Spojrzał jej w
oczy i powiedział
- Powiedz mi, że to się dzieje naprawdę, że to nie sen, powiedz mi, że już
nigdy więcej cie nie stracę- nie wiedział czego szukał w jej spojrzeniu, może
swego rodzaju zapewnienia. Lucy uśmiechnęła się delikatnie, a on pomyślał, że
nikt nie uśmiecha się tak pięknie jak ona. Pocałowała go słodko, po czym
patrząc mu prosto w oczy powiedziała
- Nie stracisz mnie, obiecuje, Natsu ja cie kocham, zawsze kochałam…i naprawdę
nie jestem w stanie wyjaśnić tego dlaczego zapomniałam o tym przez te kilka
dni. Wiesz to było zupełnie tak jakby ktoś usunął mi fragmenty wspomnień, a raczej
nie wspomnień, ale uczuć z nimi związanych. Widzisz, pamiętałam wszystkie
spędzone razem chwile, ale za każdym razem, kiedy próbowałam sobie przypomnieć
dlaczego się w tobie zakochałam nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na to
pytanie, więc z czasem zaczęłam myśleć, że nigdy tego nie czułam oraz
uwierzyłam w to. Po za tym nie wiedziałam czy odwzajemniasz moje uczucia,,,no
wiesz nigdy nic nie mówiłeś i ja….
- Cśśś- przytknął jej palec do ust- nie powiedziałem ci, ponieważ sam nie
wiedziałem o tym co naprawdę czuje. Erza zawsze powtarza, że jestem jeszcze za
mało dojrzały i ma rację. Do tej pory nie interesowałem się dziewczynami w ten
sposób. To znaczy ty zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna, ale nie patrzyłem na
to tak, jak widzę to teraz. Zrozumiałem, że cie kocham w momencie w którym
uświadomiłem sobie, że mogę cie stracić. Lucy nie wyobrażam sobie życia bez
ciebie. Jesteś nie tylko moją najlepszą przyjaciółką, ale także częścią mnie
bez której nie umiałbym już normalnie żyć.
- Nie sądziłam, że potrafisz być tak romantyczny
- Mam wiele ukrytych talentów o których jeszcze nie wiesz- posłał jej
łobuzerski uśmiech- ale na poważnie, nie chce żebyś wracała z nim do namiotu.
Właściwie to dlaczego chcesz to zrobić?
- Kto ci tak powiedział? Zamierzałam jedynie pozabierać swoje rzeczy i…
- Rany co tak hałasujecie z samego rana- chłopak wystawił głowę z namiotu
głośno ziewając
- Z samego rana? Zbliża się południe- wskazała palcem nieboskłon.
- Faktycznie- podrapał się po głowie, po czym wygramolił na zewnątrz,
przeciągnął się niczym kot- Złotowłosa a ty o której wstałaś co?- podszedł do
niej, gestem pokazując, że zamierzał ją objąć, ona odsunęła się jednak szybko.
Zdziwiony spojrzał na nią. Widocznie był jeszcze rozespany, bo wyglądało na to,
że jeszcze nie zorientował się co się dzieje.
- Dlaczego się odsuwasz? Tak cie wyprzytulałem w nocy, że masz dość- puścił jej
oczko
- Nie…po prostu nie chce żebyś mnie przytulał
- Dlaczego?
- Dlatego, że…- nie zdążyła dokończyć, gdyż wszedł jej w słowo- gdzie masz
naszyjnik?
- Co? Jaki naszyjnik?- zapytała zaskoczona
- Ten, który ci podarowałem
- Aaa ten…no widzisz już go nie mam
- Co? Czemu?- spytał zdezorientowany
- Bo roztrzaskał się na maleńkie kawałeczki wczoraj w nocy
- Jak to się roztrzaskał? Gdzie on jest?
- Myślę, że pewnie nad rzeką..te kawałki nadal leżą
- Więc już rozumiem dlaczego się tak zachowujesz
-A to ciekawe, bo ja nic z tego nie rozumiem, może łaskawie mnie oświecisz?
- To proste- westchnął- naszyjnik jest…był zaczarowany, tak, że kochasz osobę,
która ci go podarowała
- Co?- w tym samym czasie powiedzieli Natsu i Lucy
- To co słyszeliście
- Ale dlaczego?..Dlaczego mi to zrobiłeś?
- By się zemścić
- Ale przecież ja nawet cie nie znałam, co takiego ci zrobiłam żebyś chciał…
- Nie na tobie chciałem się zemścić, lecz na nim- wskazał palcem Dragneela
- Na nim? A co ty masz do niego?
- Przez niego w turnieju magicznym nie wygrały bliźniacze smoki
- To jest powód?
- To tylko jego część. Po prostu mam dosyć czytania o jego ciągłych sukcesach.
Natsu Dragneel zrobił to…Salamander zrobił tamto…i tak dalej mam tego po
dziurki w nosie. Pomyślałem, że może wreszcie się to skończy, kiedy ktoś pokona
go w jakiejś dziedzinie bądź sferze. Wiedziałem, że wschodząca gwiazda bardzo
szybko zgaśnie, kiedy straci ukochaną
- Ale skąd wiedziałeś o nas?- zapytała- skoro my sami nie wiedzieliśmy
- Usłyszałem o paru przypadkach w których Dragneel zrezygnował z czegoś bardzo
ważnego dla jakiejś dziewczyny, a potem dowiedziałem się, że z turnieju
magicznego także zrezygnował, gdyż musiał uratować nie jaką Lucy Heartfilie,
wtedy stało się dla mnie jasne, że skoro Salamander, który nigdy nikomu nie
odmawia pojedynku, wolał akcję ratowniczą od porządnej walki, to musi coś być
na rzeczy. Obserwowałem was przez długi czas i szybko zrozumiałem, że plotki
stały się prawdą, a fakt, że wisiorek został jak to ujęłaś? „roztrzaskany” potwierdza
jedynie, że łączy was prawdziwa miłość, bo tylko ona jest zdolna do czegoś
takiego. Zastanawiałem się nad tym jak długo to jeszcze potrwa
Dragneel nie wytrzymał, zacisnął ręce w pięści i zacisnął zęby tak mocno, że
rozbolała go szczęka- Bawiłeś się nią… bawiłeś się nami przez ten cały czas jak
jakimiś pieprzonymi lalkami…nie daruje ci tego- rzucił się na niego. Rozpoczęła
się walka, sam także otrzymał kilka ciosów, ale dość szybko położył przeciwnika
na łopatki, stanął nad nim z pięścią przy twarzy- jeszcze raz choćby ją
dotkniesz , a gorzko tego pożałujesz rozumiesz? Chłopak szybko kiwnął głową
przerażony tym, co różowo włosy mu zrobi, jeśli nie skorzysta z rady.
Minęły 3 dni od ich powrotu go Magnolii. Po za faktem, że Natsu i Happy teraz praktycznie w
ogóle nie wychodzili z jej mieszkania to nic się nie zmieniło. Właściwie to prawie w ogóle się nie rozstawali. Dziewczyna zaczęła się nawet obawiać tego, że jeśli tak dalej pójdzie to szybko się sobą znudzą, a cała sprawa zakończy się znacznie szybciej niż się zaczęła. Jak na razie po za ich trójką nikt nie wiedział o tym, że się spotykają, no poza Katsumim, który na jakiś czas wyjechał z miasta. To nie tak, że się z tym kryli przez przyjaciółmi, w gildii zachowywali się normalnie, tak jak zawsze, czyli po przyjacielsku. Romantyczne momenty postanowili jak na razie zachować dla siebie. Wiedzieli, że dla reszty to będzie szok, kiedy się dowiedzą. Po za tym nie chcieli robić z tego wielkiego szumu, dopóki sami nie przywykną do bycia parą. Kiedy Alzack i Bisca zaczęli ze sobą chodzić pytania leciały ze wszystkich stron "jak to się stało? kiedy? gdzie? dlaczego?" itd. Woleli tego uniknąć.
Lucy brała właśnie kąpiel, gdy usłyszała głosy chłopców za ścianą. Z tego co
zdążyła dosłyszeć kłócili się o to jakie zlecenie powinni wziąć. Blondynka
musiała przyznać, że od kiedy Natsu i ona zostali parą chłopak trochę dojrzał,
a przynajmniej, gdy chodziło o prywatność. Zaczął się krępować widząc ją nagą,
dlatego odpuścił sobie odwiedziny jej łazienki, gdy brała prysznic, lub
odwracał głowę,kiedy się przebierała.
- O co się znowu kłócicie?- wyszła z łazienki z turbanem na głowie. Ona także
zaczęła się wstydzić nagości przed chłopakiem, dlatego przebrała się w
łazience.
- Happy znowu chce wziąć zlecenie za wykonanie którego główną nagrodą są ryby
- Ale to nie są zwyczajne rybki. Takich jeszcze nigdy nie jadłem, a Charla
powiedziała mi, że są pyszne- podszedł do dziewczyny i wykonał swoją wersję
psich oczu- Lucy Charla nie lubi rybek, jeśli ona mówi, że są dobre to musi tak
być...po za tym chciałem dać jej jedną w prezencie
- Tylko jedną?- zapytał zaskoczony Dragneel- przecież nagrodą jest 500
- No tak, ale...
- Sknera
- Kto tu kogo nazywa sknerą? Zjadłeś dziś na śniadanie ostatniego z ulubionych
cukierków Lucy, pomimo tego, że był jej- wystawił mu język
- Oż ty
- Jakie cukierki?- spytała Heartfilia
- A no wiesz te które tak nawet
lubisz...bo widzisz jakoś tak byłem głodny i..
- Cukierki na śniadanie? Naprawdę? Przecież wczoraj ugotowałam wam cały garnek
zupy, co się z nią stało?
- No widzisz była taka dobra, że zjedliśmy ją całą na kolacje
- Taa chyba raczej wylądowała w ogrodzie, o dziwo robi za świetny nawóz-
skwitował niebieski przyjaciel
- On żartuje hehe prawda Happy?- spojrzał wypownie na niego
- Aye
- Wiecie co?Już nigdy więcej nic wam nie ugotuje pff nie warto- udając obrażoną
podeszła do toaletki i zdjęła turban. Wytarła włosy w ręcznik, po czym zaczęła
je rozczesywać. Od zawsze była wdzięczna za to, że odziedziczyła włosy po
mamie, dzięki temu słowo "kołtuny" były dla niej zupełnie obce.
Rozczesnie całości zajęło jej mniej niż minutę, postanowiła jednak pobawić się
nimi trochę dłużej, by zobaczyć reakcję chłopców. Natsu wykonał swoją minę
zbitego psiaka i podszedł do niej
- Lucy przepraszam, widzisz graliśmy wczoraj z Happym w taką jedną grę, w sumie
to po prostu rzucaliśmy piłką, lecz niechcący przewróciliśmy garnet z twoją
zupą i połowa wylądowała na podłodze
- Tak a jak już mówiłem 2 połowa w ogrodzie, jestem pewien, że warzywa, które
niedawno posadziliśmy wyrosną na tym bardzo szybko- dodał swoje 3 grosze Happy
- Zamknij się- syknął Salamander i posłał przyjacielowi zabójcze spojrzenie
- Ale wiesz gotowanie faktycznie nie jest twoją najlepszą stroną, sama to
przyznasz
- Słucham?
- Miałem na myśli to, że napewno zgodzisz się ze mną kiedy powiem, że masz
mnóswto mocnych stron
- Serio? Wymień jedną- nastała dłuższa cisza podczas której dziewczyna mierzyła
go wzrokiem
- Czekam
- No wiesz jest ich tak wiele, że nie ma sensu ich wymieniać..no bo wiesz
zajęłoby to tak dużo czasu i ...
- Jasne- odwróciła głowę w drugą stronę
- No tak jesteś inteligentna, bystra, silna i do tego atrakcyjna- puścił do
niej oczko
- Aye, a do tego ważysz tyle, że gdybym zrzucił cie na wroga z 2 metrów,
pokonałabyś każdego
- Rany..ale wy jesteście mili- może wcale tak bardzo nie dojrzał- pomyślała i
uśmiechnęła się do siebie w lustrze. Wstała, zabrała torebkę ze stolika,
wrzuciła tam klucze zodiakalne z którymi nigdy się nie rozstawała i powiedziała
- To co chłopaki? Idziemy do gildii?
- Aye sir
- Idziemy- oznajmił Natsu i chwycił ją za rękę, musiała przyznać, że trochę ją
zaskoczył ten gest, ale rzecz jasne wcale jej to nie przeszkadzało, więc nie
wyrwała jej.
Przez całą drogę do gildii nadal jej nie puścił, musiała przyznać, że czuła się
z tym trochę dziwnie, idąc przez miasto za rękę z chłopakiem, tym bardziej, że
wszyscy bardzo dobrze wiedzą kim oni są. Obserwowała jak ludzie przechodzący
obok najpierw robią zaskoczone miny, po czym zaczynają coś szeptać do siebie
nawzajem. Dragneel natomiast zdawał się tego w ogóle nie zauważać. Szedł przed
siebie, uśmiechnięty jak zawsze i kłócił się o coś z Happym, kiedy ona
pozwiliła sobie na pogrążenie w myślach. Kiedy dotarli do gildii wyrwała rękę z
uścisku
- Co robisz?- zapytał zakoczony
- Jak to co? Już jesteśmy
- Tak, i co w związku z tym?
- Przecież ustaliliśmy, że jak na razie nie będziemy im nic mówić
- Owszem, na początku. Trochę czasu minęło i nie widzę sensu by się ukrywać
przed naszymi przyjaciółmi, chyba, że....wstydziesz sie mnie?
- Słucham? Oczywiście, że nie hehe skąd to wziąłeś
- Pff...oczywiście, że Lucy nie chce się do ciebie przyznawać, kto chciałby
chodzić z kimś tak dziecinnym Natsu?
- Coś ty powiedział?
- Lucy?- podszedł do niej i spojrzał na nią
- Po prostu zostawmy wszystko tak jak było, dobrze?- wymusiła uśmiech i weszła
do środka, nim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć
Stał przez chwile bez ruchu wpatrujac się w miejsce, w którym jeszcze przed
chwilą stała.
- Co jest z nią? Co miała na myśli mówiąc-„ zostawmy wszystko jak było”, czy
ona właśnie mnie rzuciła? Co Happy?
- Może wciąż jest zła o tą zupę i....-próbował usprawiedliwić przyjaciółkę
- To nie chodzi o to.Rany dlaczego ona nie chce, żeby reszta o nas wiedziała?
Kiedy chodziła z tamtym gościem jakoś nie przeszkadzało jej to,że wszyscy o tym
gadali
- Racja
Po chwili sam także postanowił wejść do środka. Pierwsze co rzuciło mu się w
oczy to Lucy siedząca przy ladzie. Rozmawiała z Erzą i Mirą. Tym razem usiadł
przy stale, jak najbliżej dziewczyn wmawiając sobie, że wcale nie chciał ich
podsłuchiwać, lecz po prostu stąd będzie miał bliżej, nawet, żeby wziąć coś do
jedzenia.
- Lucy co się stało?- usłyszał przejęty głos Miry- dlaczego się rozstaliście?
- To długa historia
- No to akurat
- Hm...od czego by tu zacząć?- Salamander przez chwile zastanawiał się nad tym
co dziewczyna ma zamiar powiedzieć przyjaciółce. W końcu Katsumi wykorzytał ją,
aby zranić jego, ale przecież jeśli to powie to wszystko się wyda...to że ich
coś łączy. Ich spojrzenia spotkały się
- Najlepiej od początku
- Jemu nigdy tak naprawdę na mnie nie zależało...widzisz nawet podarował mi
zaczarowany naszyjnik, który miał na celu spowodować imitację miłości, czy coś
w tym rodzaju. Udało się. Przez jakiś czas naprawdę sądziłam, że się w nim
zakochałam, ale to nie była prawda
- Ale..czemu on zrobił ci coś takiego?
- Prze ze mnie- Dragneel podniósł się z miejsca i podszedł do dziewczyn,
niewiele myśląc
- Jak to przez ciebie Natsu, nie rozumiem, co ty masz z tym wspólnego?
- Tak się składa, że bardzo wiele
- Nie rozumiem
- To proste, Katsumi chciał się na mnie zemścić
- Zemścić? Na tobie? Ale dlaczego i jak?
- Dlaczego, to w sumie wciąż nie bardzo wiem, ale wiedział, że jeśli zbliży się
do Lucy to mnie rozzłości.
- Czemu miało by ciebie to złościć?Aha...już rozumiem- spojrzała ze
zrozumieniem to na jedno to na drugie
- Oni się llluubią- powiedział Happy
- O co ja słyszę, a więc wasza dwójka zaczęła się spotykać? Wiedziałam, że do
tego dojdzie prędzej czy później- powiedziała Scarlet
- Nie kłam Erza- jak mogłaś wiedzieć skoro my sami nie zdawaliśmy sobie z tego
sprawy?- spywała blondynka
- Zawze byliście ze sobą blisko, bliżej niż byście sądzili. To była tylko
kwestia czasu aż Natsu odkryje, że rzadna inna dziewczyna nie będzie znosić
jego ciągłych wybryków, tak jak ty to robisz
- Co takiego Erza?
- Czekaj..chcesz przez to powiedzieć, że wybrał mnie tylko dlatego, że nie miał
wyboru?
- Tylko żartuje, ale po prostu pasujecie do siebie. Nie wyobrażam sobie, żeby
którekolwiek z was miało zacząć spotykać się z kimś innym
- Ale wracając do tematu, Lucy jak udało ci się pozbyć zaklęcia? Słyszałam, że
magia tego typu jest bardzo silna
- W sumie to naszyjnik z jakiegoś powodu sam się roztrzaskał
- Sam? To nie możliwe, jak to się stało?
- Pytasz o moment w którym to się stało?- spytał chłopak- niech pomyślę, to był
wtedy kiedy my- pochylił się i pocałował Lucy przy wszystkich, po raz pierwszy.
Przez chwile nawet obawiał się tego, że dostanie z liścia, ale z ulgą
stwierdził, że Heartfilia nie odsunęła się.
- No no jaką tworzycie słodką parę, prawda Erza?- spytała Mira i obie pogrążyły
się w rozmowie. Chłopak pochylił się nad blondynką i wyzeptał jej do ucha
- Lucy Kocham cie...teraz już wiem, że cie kocham, zawsze kochałem i wbrew
temu, że jesteś pewnie teraz na mnie zła za to, że w taki sposób ujawniłem, że
jesteśmy razem i może nawet chcesz powiedzieć, że nie odwzajemniasz moich
uczuć..
- A co jeśli tak jest,hm? Jeśli faktycznie ich nie odwzajemniam?
- Czytałem twoją książkę- powiedział szeroko się szczerząc
- Co? Jak to? Ale przecież....
- Nari i Leli? Hehe jesteś za bardzo przewidywalna
- Ach ty- zaczęła mówić, ale znów ją pocałował. Po przerwanym pocałunku
uśmiechnął się sam do siebie- chyba właśnie znalazłem sposób na to, aby ją
uciszyć- pomyślał rozbawiony
- Co się tak śmieszy?- zapytała zbulwersowana
- Nic takiego- odpowiedział z uśmiechem. Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że
po raz pierwszy w życiu jest w pełnie szczęśliwy. Stracił już wiele w swym
życiu, lecz wiedział, że Lucy nigdy go nie opuści.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)