Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime manga miłość związek naruto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime manga miłość związek naruto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 grudnia 2015

09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 2

                                                               Paring: Sasusaku
                                                               A/M: Naruto
                                                              Dozwolone: 16 lat
Uwagi: Hej, Kochani czy Wy też tak jak i ja nie możecie się doczekać zakończenia filerów? Manga już dawno została skończona, a oni ciągną anime w nieskończoność. Nie rozumieją, że w ten sposób tylko zniechęcają fanów. Do tej pory mogłam powiedzieć, że dosłownie obejrzałam każdy odcinek tego anime, wraz z ova i kinówkami. Teraz już nie mogę tego powiedzieć, gdyż nie mam zamiaru oglądać tych filerów. Po za tych chciałabym obejrzeć w końcu film „Boruto”, a nie zrobię tego dopóki nie obejrzę anime do końca. No cóż taką już mam zasadę.


Kobieta przygotowywała się powoli do swojej „randki”. Niepokoiło ją to, że jej córka wybiegła z domu bez słowa, na dodatek była rozgniewana, ale uspokajał ją fakt, że najprawdopodobniej poszła albo do koleżanki, albo na plac treningowy. Mimo to, źle jej było z tym, że się pokłóciły. Zawsze w takich sytuacjach, kiedy kłóciły się o osobę, której imienia nie można było wymieniać, Sakura stawała po jego stronie. Była zła na samą siebie z tego powodu, że go broni, ale nie potrafiła postępować inaczej. W końcu do jej ojciec. Sakura nigdy nie miała zamiaru nastawiać córki przeciwko niemu, właściwie to zawsze robiła wszystko, by do tego nie doszło, ale w tej kwestii poległa na całej linii, a owoce tego zbiera do dzisiejszego dnia. Dziecko powinno mieć szacunek do swoich rodziców- to złota zasada, którą miała wpajaną całe życie przez własnych rodziców, dlatego w ten sam sposób postępowała z Saradą.
Postanowiła trochę posprzątać przez przyjściem gościa. Ogólnie lubiła porządek i nigdy nie miała w domu bałaganu, ale pomyślała, że dobrze byłoby chociaż zetrzeć kurze z szafek. Zaczęła od kuchni: blaty, szafki i szuflady, potem stół i na końcu szafki w salonie, które stały przy kanapie. Wystrój mieszkania nie był jakoś specjalnie wyrafinowany,ale elegancki. Ściany w całym mieszkaniu były białe, pomimo pokoju Sarady, która wybrała pomarańczowy. Meble natomiast czarne. Właściwie to wystrój mieszkania był takim małym przypomnieniem tego, kto tu kiedyś mieszkał, albo wciąż mieszka, tak jakby. Zabrała się a odkurzanie fotografii i wtedy dostrzegła „jego” zdjęcie. Był na nim wraz ze swoją byłą drużyną, a może i obecną, Haruno tego nie wiedziała – w końcu ta cała Karin zawsze na niego leciała- przypomniała sobie. Szybko jednak wyrzucała tą myśl z głowy. Skoro ona postanowiła zapomnieć o przeszłości i pomyśleć o zbudowaniu nowej, lepszej przyszłości u boku innego faceta, to nie mogła mieć pretensji do swojego męża, o to,że także tak postępuje. Po ztarciu kurzu ze zdjęcia, wzięła do ręki inne zdjęcie. To zdecydowanie bardziej lubiła. To pierwsza fotografia, które jej była „drużyna 7” miała zrobioną. Byli wtedy tacy młodzi. Dopiero zaczynali prawdziwe życie, nie sądzili, że może być ono tak trudne, a czasami bolesne. Kiedy zobaczyła swoich przyjaciół. Naruto, Kakashiego i
- hm… Sasuke Uchiha- wyszeptała ze zrezygnowaniem. Przez całe dzieciństwo, a później wczesną dorosłość go kochała i to tak bardzo. Bez względu na to co mówił, czy robił ona nigdy się nie poddała. Zmarnowała na niego tyle uczucia, czasu i energii. Lat tęsknoty za kimś nieosiągalnym, lat których nikt jej już nie zwróci. Tylko i wyłącznie po to, żeby spełnić swoje największe marzenie, by  zostać jego żoną, urodzić mu dziecko i stracić go ponownie. Gdyby tylko za młodu zakochała się w kimś innym, tak wiele razy o tym rozmyślała. Co by było gdyby nigdy nie pokochała Uchihy? Gdyby zakochała się np. w Naruto? Wiedziała, że z nim byłaby naprawdę szczęśliwa, tym bardziej, że w przeszłości przyjaciel darzył ją pewnym uczuciem. - Wtedy jednak Hinata by cierpiała..ehh chyba jednak nie dało się tego załatwić tak,aby nikt nie ucierpiał. Nie dawało jej to jednak spokoju. Powinna była zdać sobie sprawę już na początku, że Sasuke nie jest zdolny to tego,aby otworzyć przed nią lub kimkolwiek innym swe serce. To,że nie kochał jej już przełknęła, nie było to łatwe, ale w końcu to do niej dotarło, lecz jednej rzeczy nie mogła mu wybaczyć, ani zrozumieć. Jak w ten sposób mógł traktować własne dziecko? Czym ona sobie na to zasłużyła? Nie umiała sobie odpowiedzieć na te pytania.W tym momencie usłyszała pukanie do drzwi. Odniosła, więc szybko ściereczkę do kuchni, poprawiła włosy w drodze do drzwi, przejrzała się  lustrze wiszącym w holu i otworzyła. Był wieczór a, więc słońce już dawno schowało się za horyzontem. Było ciemno, ponieważ lampa przy ich domu wypaliła się, więc tak naprawdę trudno było cokolwiek zobaczyć. Jednak ona widziała doskonale. Pomimo takich warunków świetlnych nie było szans,aby go nie rozpoznała. Stał tam, jak jakiś duch z przeszłości,który przybył tylko po to, aby ją prześladować. Jego przenikliwe spojrzenie przewiercało się przez nią na wylot. A oczy miały barwę ciemniejszą od unoszącego się nad nimi nieba. Był ubrany w strój shinobi, a na ramiona zarzuconą granatową narzutę. Nie była w stanie wyksztusić z siebie słowa, stała jak wryta, gapiąc się na niego z niedowierzaniem. Zrozumiała jednak,że on nie ma zamiaru pierwszy się odezwać, dlatego też niepewnie spojrzała mu w oczy i wydukała
- Sa..sakuke-kun…co..co ty tu robisz?
- Ostatnio jak sprawdzałem to tu mieszkałem- bez odpowiedzi po prostu minął ją w drzwiach i wszedł do środka. Po chwili, kiedy szok minął podążyła za nim do salonu.
- Nie masz zamiaru odpowiedzieć?
- Przecież dobrze wiesz gdzie byłem, na misji, czemu więc chcesz żebym ci się tłumaczył?- zapytał tak jakby naprawdę nie miał zielonego pojęcie czemu ona się go czepia. To jedynie spotęgowało złość kobiety.
- Na misji, tak? Przez 6 lat?!
- O co ci chodzi? To nie ja ją sobie wybrałem. Podziękuj swojemu drogiemu przyjacielowi, to jego zasługa.
- Nie kłam- popatrzył na nią zaskoczony
- Sakura przecież ja nie…
- Powiedziałam nie kłam! Nie rób ze mnie idiotki, dobrze?! Naprawdę myślisz, że nie rozmawiałam z Naruto?! Jakoś nic mu nie wiadomo o żadnej misji, która miała trwać, więcej nić kilka miesięcy! Za kogo mnie uważasz?! Jak…jak w ogóle śmiesz tutaj przychodzić po tym wszystkim?!
- Mieszkam tu. O ile się nie pomyliłem to na drzwiach jest wyryty znak klanu Uchiha- próbował jakoś złagodzić jej nagły wybuch,dlatego też mówił spokojnym i opanowanym tonem, to jednak na nic się nie zdało.
- Tak, na drzwiach domu w którym nie było cie przez lata! Domu, który sama wyremontowałam! Domu za, który to ja opłacam rachunki! Który to ja sprzątam! Po prostu…wynoś się stad!
- Co? Wyrzucasz mnie?- spytał zaskoczony. Nigdy nie widział Sakury takiej poważnej. A już zwłaszcza nie zachowywała się tak w stosunku do niego. Nie poznawał jej. Nie widział jej jednak przez lata i wcale nie chciał się z nią kłócić.
- Sakura…pozwól, że wszystko Ci wyjaśnie, tylko pozwól mi się najpierw przebrać i…
- Chyba kpisz! Kazałam ci wyjść- wskazała palcem w stronę wyjścia
- Dobrze. Rozumiem,że to musi być dla ciebie trudne dlatego wyjdę, ale najpierw chociaż pozwól mi się zobaczyć z córką
Tego było już za wiele. Te wszystkie lata tęsknoty, smutku,bólu i gniewu teraz połączyły się w jedno wszechogarniające uczucie nad którym nie była w stanie zapanować.
- Teraz sobie o niej przypomniałeś?! A gdzie byłeś przez te wszystkie lata kiedy cie potrzebowała?! Kiedy trzeba było pomóc jej w opanowaniu sharingana lub innych technik?! Albo kiedy była chora i z powodu gorączki majaczyła. Wiesz co wtedy mówiła przez sen? Tato gdzie jesteś? Czemu mnie zostawiłeś? Wiesz jak trudno jest odpowiedzieć dziecku na takie pytania? Zwłaszcza kiedy samemu nie można na nie odpowiedzieć. Nie masz pojęcia. Ale nie chce się z tobą sprzeczać, bo to i tak nie ma sensu. Nie po tym wszystkim. Po tych słowach podeszła do niego i z poważnym wyrazem twarzy, patrząc mu prosto w oczy oznajmiła ze stoickim spokojem
- Sasuke, chcę rozwodu- nie dowierzając w to co usłyszał podniósł głowę z wymalowanym zaskoczeniem na twarzy. Tego się nie spodziewał. Owszem, podejrzewał, że może być zła, ale ta scena, która się teraz rozgrywała, między nimi. Miał wrażenie, że cokolwiek powie i tak to niczego nie zmieni. Sakura była pewna każdego wypowiadanego słowo, na dodatek była stanowcza. Czuł,że jego małżeństwo, jego życie rozsypuje się przed nim jak domek z kart, kiedy on mógł tylko tam stać i wysłuchiwać jej żalów i oskarżeń. Nie wiedział nawet co powiedzieć. Bo cokolwiek by to nie było, nie zmieni to jej nastawienia.
- Ale szczegóły omówimy później,dlatego, że za chwilę będę miała gościa. Nie mam zamiaru zabraniać ci kontaktować się z Saradą, jeśli tylko ona będzie tego chciała. Nie mam zamiaru jej do tego zmuszać. Jeżeli zależy ci na tym,  aby odzyskać córkę to radzę ci się postarać, ponieważ charakter odziedziczyła po tobie i nie umie łatwo wybaczać. Jednak wierzę w to, że jeżeli się postarasz to uda ci się naprawić z nią relację. Ona potrzebuje ojca, chociaż za nic się do tego nie przyzna. Jeśli jednak chodzi o nas to nie masz na co liczyć. Czekałam zbyt długo i już nie mam siły by robić to dalej. To bez sensu, widzisz jedyne czego pragnęłam to żebyś z czasem odwzajemnił moje uczucia, ale już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że to niemożliwe.Nie wiem czy to z powodu twojej przeszłości, ale chyba po prostu nie jesteś zdolny do miłości. Zostawienie żony to jedno, lecz porzucenie dziecka to drugie.
- Naprawdę myślisz, że tego chciałem? Przez ten cały czas być z dala od was? Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego jakie to było trudne.
- Cóż sądzę,że tobie było łatwiej nas zostawić, niż nam zaakceptować fakt, że cie nie ma- powiedziała smutnym głosem, a on poczuł to jak pchnięcie nożem prosto w serce.
- Sakura…ja
- Proszę cie idź już. Sarada za chwile wróci, a ja nie chcę, żeby pierwszą rzeczą jaką zobaczy była nasza kłótnia. Wasza przywitanie powinno wyglądać inaczej, a może powinnam powiedzieć poznanie. Widzisz Sarada cie nie pamięta. Ostatnim razem, kiedy tu byłeś miała 2 latka, była za mała, aby cie zapamiętać. Jeśli chcesz się z nią zobaczyć to podejdź pod szkołę o godz. 13:00, bo wtedy kończy lekcję, albo możesz przyjść trochę później tutaj do domu. Będziecie sami, więc będziecie mogli spokojnie porozmawiać. Ja wrócę z pracy dopiero wieczorem, więc nie musicie się spieszyć.
- W porządku, a kiedy my porozmawiamy?
- A o czym ty chcesz rozmawiać Sasuke? Myślę, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy- powiedziawszy to zrobiła dłuższą pauzę. A on miał chwile czasu na to, aby lepiej się jej przyjrzeć. Pomimo upływu lat wyglądała równie pięknie, jak na obrazie, który zachował w swojej pamięci. Jej porcelanowa cera była gładka, bez jakiejkolwiek skazy, a różowe kosmyki otulały jej drobną twarzyczkę ze wszystkich stron. To co się jednak zmieniło to były jej oczy. Nie wyglądała już na pogodną, pełną życia dziewczynę. W tych oczach kryło się wiele bólu i cierpienia, żalu i pretensji. To co jednak zaskoczyło go najbardziej było czymś czego nigdy by się nie spodziewał. W tych oczach nie było uczucia, którym obdarzyła go lata temu, które przez bardzo długi czas pielęgnowała pomimo popełnianych przez niego błędów i pogrążaniu się w ciemności. Nie było w nich miłości, z którą zawsze na niego patrzyła. I właśnie przez tą diametralną różnice, ona nie była już jego Sakurą. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego,że przestając mówić, kończy rozmowę i  daje mu szansę, aby wyjść.Ruszył, więc do korytarza. Przed otwarciem drzwi spojrzał na nią przez ramię. Z nadzieję, że dostrzeże coś, cokolwiek w jej oczach co da mu choć promyk nadziei na to,że kiedyś mu wybaczy, jednak jedyne co zobaczył to lodowate spojrzenie. Otworzył drzwi i miał miał wyjść kiedy w progu kogoś spotkał. Nie była to jednak nieznana mu postać.
- Sasuke a co ty tu robisz?
- Właśnie miałem spytać cie o to samo Kakashi
W tym momencie do holu weszła Haruno
- O Kakashi już jesteś, proszę wejdź- powiedziała lekko się uśmiechając. Uchiha spodziewał się właśnie takiego powitania z jej strony- tylko po co on tu przyszedł o tej porze?- zastanawiał się.
- Sakura, nie chce przeszkadzać
- Nie przeszkadzasz. Sasuke właśnie wychodzi- mężczyzna nic więcej nie powiedział. Narzucił na siebie narzutę i wyszedł w chłodną noc, pozostawiając w sersu Sakury dziwną pustkę.

środa, 15 lipca 2015

03- Wielka wojna ninja ( SasuSaku)

Paring: SasuSaku
  A/M: Naruto S.      
Wojna trwała nadal. Mogłoby się wydawać że nigdy się nie skończy.  Białych Zetsu było coraz to więcej co udało mu się je pokonać pojawiały się nowe. Sasuke spojrzał w prawo i zobaczył Naruto który bez przerwy walczył z wrogami. Mimo że to przypominało walkę z wiatrakami on nie dawał za wygraną jak zawsze dawał z siebie wszystko.
- Jak zwykle się popisuje-pomyślał Sasuke. Teraz patrzył w lewo, bo spodziewał się że różowo włosa dziewczyna będzie potrzebować jego pomocy. Bardzo zdziwiło go to co zobaczył. Jakieś 5 m od niego powstała gigantyczna dziura była tak głęboka że nie było widać dna. Podejrzewal że większość białych stworzeń leży właśnie tam. Nie mógł się napatrzeć na to z jaką gracją walczyła dziewczyna, jej różowe włosy powiewały na wietrze z każdym jej ruchem.
- Zmieniłaś się- wymruczał pod nosem i nagle nie wiadomo skąd przed oczami znowu ujrzał te piękną różowowłosą dziewczynę z którą był kiedyś w drużynie.  Była dosyć słaba i żałosna,  w czasie walki nie była za bardzo przydatna. Mimo doskonałej kontroli chakry nie znała za wielu technik, dlatego też najczęściej to on i Naruto walczyli i jednocześnie chronili ją. Przypomniał sobie jednak takie momenty w których nie chowała się za plecami przyjaciół ale sama walczyła.  W czasie trwania 2 etapu na chunina zarówno on jak i Naruto byli nieprzytomni. Wtedy to właśnie ona broniła ich ze wszystkich sił mimo że była dużo słabsza od drużyny która ich zaatakowała.  Sasuke niewiele pamiętał z tego wydarzenia,  pamiętał jedynie że wpadł w prawdziwa furie kiedy zobaczył jak shinobi dźwięku potraktowali jego przyjaciółkę.  Pamiętał także że opamietal się dopiero gdy Sakura go przytulila. Od śmierci jego rodziców nikt nigdy wcześniej tego nie robił.  Nawet teraz musiał przyznać że było miło choć na chwilę znaleźć się w jej objęciach.  Jadnak wtedy starał się nie myśleć o tym dużo. Jego jedynym celem było stać się silniejszym od Itachiego by pokonać go i w ten sposób pomścić swój klan. W tym momencie jeszcze jedna podobna scena minęła mu przed oczami.  W czasie gdy Orochimaru i wioska piasku zaatakowała Konohe, Sasuke walczył z  Garą,  przegrał z nim , ale nie stracił życia właśnie dzięki niej. Pojawiła się znikąd w ostatniej chwili i osłoniła go własnym ciałem.  Doskonale zdawała sobie sprawę że nie może wygrać z shinobi piasku  a mimo tego gotowa była oddać własne życie w jego obronie.  Wtedy jeszcze nie rozumiał jej zachowania ale był pełny podziwu dla niej. Tego że bez wahania stanęła w jego obronie mimo że on wcale nie był dla niej jakoś specjalnie miły.  Zrozumiał jej zachowanie dopiero w dniu w którym opuszczał wioskę.  To właśnie tego szczególnego dnia usłyszał coś co zmieniło jego życie na zawsze.  Słowa których nie słyszał od tak dawna. Kiedy Sasuke odchodził z wioski Sakura czekała na niego. Wtedy  powiedziała mu że chce opuścić Konohe razem z nim. Nie potrafił jeszcze wtedy zrozumieć jej postępowania.  Przecież w przeciwieństwie do niego miała rodzinę i przyjaciół,  była jednak gotowa porzucić własną rodzinę i dom, stać się zbiegłym ninja, właśnie dla niego.  Powiedziała też że jest gotowa zrobić to wszystko dlatego, że go kocha.  Wtedy nie wiedział dlaczego ale te słowa sprawiły mu nieopisana radość.  Nie okazywał tego ale był naprawdę szczęśliwy.  W tym momencie jedyne czego pragnął to spełnić jej prośbę i zabrać ją ze sobą ale wiedział że nie może tego zrobić bo to byłoby dla niej zbyt niebezpieczne. To był pierwszy raz kiedy pomyślał o bezpieczeństwie kogoś innego po za sobą.  To właśnie wtedy uświadomił sobie to że naprawdę mu na niej zależy.  Właśnie z tego względu nie mógł jej zabrać. Dobrze wiedział że z nim czekają ją  cierpienia. Nie mógł jej tego zrobić.  Jedyne co mógł wtedy zrobić to być  wdzięcznym za jej słowa.  Stanął za nią i szczerze jej podziękował.  Potęga jej miłości wzruszyła go miłość oddanie i poświęcenie to wartości których nie zaznał po masakrze jaka spotkała klan Uchicha. Łzy napłynęły mu do oczu, nie chciał by Ona to dostrzegła. Zdawał sobie sprawę z tego że gdyby Sakura przytuliła go w tamtym momencie to nie dalby rady opuścić wioski albo co gorsza zabrałby ją ze sobą.  To byłaby najbardziej egoistyczna rzecz jaką by zrobił.  Po za tym w tamtej chwili ważne były dla niego inne cele jak zemsta i inne uczucia jak nienawiść. Sprawił więc że  straciła przytomność i odszedł jak ostatni tchórz.  Kiedy po 3 latach razem z Naruto   próbowali ściągnąć go z powrotem do wioski to nie dawał tego po sobie poznać ale ucieszył się. Był naprawdę szczęśliwy że oni jednak o nim nie zapomnieli. A jeszcze szczęśliwszy że ona nie zapomniała. Musiałby skłamać jeśli powiedziałby że przez te lata o niej nie myślał.  Bo myślał i to na serio często.  O tym co robi czy poznała nowe techniki i stała się silniejsza. Nawet o tym czy teraz również byłaby gotowa opuścić dla niego wioskę. Był więc nie mało zaskoczony gdy Sakura go zaatakowała.  Stała się dużo silniejsza więc był zmuszony się bronić.  Poza tym Orochimaru przez cały czas go obserwował a on przecież musiał udowodnić że nie łączą go już żadne więzi z przyjaciółmi z Konohy. Sasuke w końcu się ocknął- o czym ja myślę? - zapytał sam siebie-przecież jestem na wojnie -prychnął. Sam sobie się dziwił,że zaczął rozpamiętywać to wszystko właśnie teraz.
Kiedy w końcu udało im się pokonać wszystkich białych,pojawił się Obito. wyrósł jak z pod ziemi i bardzo szybko zaatakował Naruto- gdyby nie mój sharingan to w ogóle bym tego nie zauważył- pomyślał. Naruto przez długi czas z nim walczył, ale kiedy Madara postanowił zadać ostateczny cios, chłopak był już zbyt zmęczony, aby go zablokować albo chociaż odskoczyć.
- Naruto!!!- Sasuke usłyszał zza swoich pleców i nim zdążył zareagować zobaczył Sakurę, która zablokowała atak Obito.
- Musiała zużyć do tego dużo chakry- pomyślał. Atak wyglądał na naprawdę potężny, dziewczyna zdążyła jedynie go zablokować i uciec z przyjacielem, nie miała już czasu na to aby kontratakować. Razem z Naruto odeszli parenaście metrów dalej i tam dziewczyna rozpoczęła leczenie.
Blondyn był naprawdę bardzo poobijany oraz stracił większość chakry. Na dodatek nawet chakra Kiuubiego zaczęła mu się kończyć z powodu ochrony wszystkich uczestników wojny.
- Teraz Sasuke-kun się nim zajmie-powiedziała spokojnie do przyjaciela i uśmiechnęła się na wspomnienie tego zdania. Już od lat nie mogła go wymówić.Spojrzała w dół i zobaczyła promienny uśmiech na twarzy chłopaka, który obserwował swojego przyjaciela w akcji. Sakura wiedziała,że nie tylko ona się cieszy z obecności Sasuke, w końcu był on także najlepszym przyjacielem Naruto, przyjacielem, którego uważał za swojego brata. Tak wiele razy starali się sprowadzić bruneta to wioski, ale niestety nigdy im się to  ie udało, a teraz stoi zaledwie parędziesiąt metrów od nich. Walczy po ich stronie. Nie jest ich wrogiem. To wielka ulga. Kiedy zobaczyli go na początku podejrzewali,że stanie po stronie Madary, a walka z nim byłaby znacznie trudniejsza ze względu na uczucia jakimi ta dwójka go darzy. Nagle znikąd pojawiło się Suzaano Madary i zaatakowało Sasuke, atak był wyjątkowo silny i szybki, dlatego nawet on posiadający sharingana nie zauważył go w porę. Zastał odrzucony i upadł. Przez dłuższy czas się nie podnosił, dlatego Sakura podniosła się szybko i zrobiła jeden niepewny krok w jego stronę.
- Idź Sakura-chan- powiedział Naruto z pewnym wyrazem twarzy i uśmiechnął się do niej- dzięki tobie ja czuję się już naprawdę dobrze. Spróbuj uleczyć jego-mrugnął do niej figlarnie okiem-wiem,że może do końca na to nie zasłużył,ale jeszcze nam się przyda.
-Dobrze, ale uważaj na siebie.
Podbiegła do rannego i dostrzegła dosyć głęboką ranę na jego klatce piersiowej. Nie spodziewała się,że jego rana może być aż tak głęboka. Chociaż w sumie mogła się spodziewać czegoś poważniejszego. W innym wypadku chłopak już dawno by się podniósł i walczył dalej. Miał zamknięte oczy, nierówny oddech i rozczochrane włosy. W tym momencie wyglądał naprawdę bezbronnie. Na ten widok dziewczynie ścisnęło się serce. Usiadła obok niego na piętach i położyła sobie jego głowę na kolanach,delikatnie,żeby  nie zrobić mu krzywdy. Rozpoczęła leczenie.
Poczuł jakieś kojące ciepło, które zaczęło się rozprzestrzeniać po całym jego ciele. Zauważył także,że jego głowa leży na czymś miękkim i nadzwyczaj wygodnym.
- Sakura- pomyślał. Pamiętał to ciepło. W całym swoim życiu czuł się tak zaledwie kilka razy, zawsze wtedy, gdy ona go przytulała. Nie musiał otwierać oczu by wiedzieć,że leży na jej kolanach i jest leczony. Czuł jak ból zaczynał znikać, a zastępował go spokój i ciepło. Leniwie otworzył oczy i napotkał miętowe spojrzenie pięknych oczu. Był w nich najpierw niepokój,ale gdy zostało skrzyżowane z jego, zobaczył ulgę i coś jeszcze czego nie był w stanie odczytać. Powoli się podniósł i niechętnie usiadł obok niej. Jeśli miałby być ze sobą szczery to wcale nie miał ochoty wstawać i kontynuować walki, jeśli mógł tak leżeć otulony jej ciepłem. Spojrzał na nią ostrożnie i zobaczył,że ona nie patrzy już na niego,ale rozgląda się zapewne za Naruto.
- Kiedy zdążyli się tak ze sobą zżyć? -pomyślał i nagle poczuł ukłucie jakiegoś nieznanego mu uczucia. Zdawał sobie sprawę z tego,że podczas jego nieobecności oni musieli przez wiele razem przejść, ale kiedy próbował sobie wyobrazić to jak Naruto podrywał przez te lata Sakurę jak to miał w zwyczaju, nie podobał mu się kierunek w jakim teraz pędziły jego myśli. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Zaczął sobie nawet wyobrażać,że chodzili na randki i aż oddech stał mu się nieregularny.
- Sakura zmieniłaś się-wyszeptał, ale nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy.
- Hm...? Mówiłeś coś?- spojrzała na niego.
- Mówiłem,że się zmieniłaś. Stałaś się silniejsza, odważniejsza i- piękniejsza- dodał w myślach. Zarumienił się na samą myśl o tym,że miałby powiedzieć to na głos.
- Gdybyś parę lat temu znała medyczne techniki to nasza drużyna byłaby niepokonana.
Sakura popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Dziękuje- powiedział cicho i podniósł na nią wzrok. Dziewczyna zarumieniła się lecz odpowiedziała - nie schlebiaj sobie, jestem medycznym ninja to mój obowiązek- Popatrzył na nią z niedowierzaniem, nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego. Od wszystkich, ale nie od niej. Zawsze była zapatrzona w niego jak w obrazek. Nigdy nie powiedziała mu złego słowa, a teraz.
- Ona już mnie  nie kocha-pomyślał i aż zabolało go coś w klatce piersiowej.
- Była jedyną osobą, która mnie kochała po śmierci moich rodziców- posmutniał na same wspomnienie.
- Tak... masz racje- powiedział speszony.
Dołączyli do Naruto i drużyna 7 znowu walczyła ramię w ramię. Jednak mimo wsparcia blondyn nie mógł znaleźć chwili na to, aby użyć trybu mędrca, aby zebrać chakrę Kuramy. Obito całkowicie się uwziął właśnie na niego, więc dosyć szybko był wyczerpany. Nim Sakura i Sasuke zdążyli się zorientować, Naruto stracił przytomność. W tej chwili na szczęście pojawili się Kakashi i Gai oraz Minato z Sarutobim. Sakura podbiegła do przyjaciela i rozpoczęła leczenie. Niestety bardzo szybko się zorientowała,że jego serce przestało bić.
- Naruto!!!-krzyknęła przez łzy. Sasuke pojawił się za jej plecami i spojrzał na Naruto. Jego twarz była brudna i zmęczona. Wyglądał na dużo starszego niż jest w rzeczywistości. Zauważył,że technika,której używała Sakura zmieniła kolor z zielonego na niebieski i stał się dużo bardziej intensywny.
- Co ty robisz?- zapytał ją. Ona spojrzała na niego i przez łzy powiedziała-ja....ja muszę go uratować- wyjąkała. W tej chwili Sasuke zrozumiał, co ona robi. Przypomniał sobie sytuacje, kiedy widział jak inny medyczny ninja oddawał całą chakrę swojemu przyjacielowi, ratował go, odbierając życie sobie.
- Przestań!-krzyknął chłopak- nie możesz tego zrobić. On by tego nie chciał-ja tego nie chcę-dodał w myślach.
- Ja muszę go uratować-powiedziała pewnym głosem-on nie może umrzeć rozumiesz?
- Ja...ja go kocham-dodała szybko i spuściła wzrok. Te słowa były dla Sasuke, jak cios w serce, nie spodziewał się tego,że może to usłyszeć. Zniesie każdą nienawiść od każdego innego,ale nie od niej. Od czasu opuszczenia wioski za każdym razem, gdy wyobrażał sobie odnowienie swojego klanu to widział właśnie ją u swego boku. To nie mogłaby być Karin, ani żadna inna kobieta. To na niej mu zależy.
- Ja ją kocham- uzmysłowił to sobie i z szokiem w oczach popatrzył na nią, ale jego spojrzenie było inne niż zazwyczaj, łagodne i pełne strachu-ja nie mogę jej stracić-pomyślał.
- Kochasz...go ? - zapytał z przerażeniem, a gula strachu rosła z sekundy na sekundę.
Dziewczyna nie rozumiała jego zachowania. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał, nie wiedziała z jakiego powodu, ale miała potrzebę dodać- oczywiście,że go kocham...on jest dla mnie jak brat-dodała.
Sasuke odetchnął z ulgą i złapał ja za rękę-nie rób tego, proszę cie...Sakura.
- Co? O czym ty mówisz?... Jak możesz? Naruto zrobiłby wszystko,żeby cie ratować, a ciebie nie obchodzi to,że on umiera!!!- wykrzyknęła. Była na niego wściekła. Jak on mógł.
- On zawsze traktował cie jak brata....zawsze cie bronił przed wszystkimi.... błagał Raikage, by oszczędzić ci życie. A ty?
- Ja...ja się martwię o ciebie-powiedział cicho.
- Co ty mówisz?
- Ja nie chcę,,,nie mogę ciebie stracić.
- Mnie?- zapytała zaszokowana- a od kiedy obchodzi cie to co się ze mną dzieje?
- Dlaczego mnie o to pytasz?
- Dlaczego? A może dlatego,że próbowałeś mnie zabić!!!- wrzasnęła.
Chłopak nabrał gwałtownie powietrze na te słowa. Mignęło mu wspomnienie tego okropnego zdarzenia. Tego dnia był całkowicie wyprowadzony z równowagi,ale mimo tego,że nikt mu w to nie uwierzy, nigdy nie próbował jej zabić. -Wyglądało to zupełnie inaczej-przypomniał sobie. Najpierw uratował ją Kakashi, a później Naruto. Jednak teraz przypomniał sobie, jak było naprawdę. Faktycznie użył na niej chidori, ale to było tylko na pokaz. Madara obserwował jego zachowanie. Sasuke nie mógł pokazać litości. Jednak jego atak był wycelowany w leżącą obok Karin. Wiedział,że zabicie jej nie było w porządku, ale jeśli miał wybierać wolał zabić Karin, lecz Sakury nie potrafiłby skrzywdzić. Potem, gdy ona go zaatakowała, chciał użyć techniki, dzięki której straciłaby przytomność. Tej samej, co użył tego dnia w którym opuszczał Konohę. Jednak dla reszty musiało wyglądać to inaczej, gdyż Naruto pojawił się znikąd i "uratował ją". Nie miał czasu,ani możliwości wytłumaczyć Im,że to było nieporozumienie.Nie wiedział jak powinien zareagować na te gorzkie słowa. Podejrzewał także, że nawet gdyby powiedział jej prawdę to ona nie uwierzy, ale nie mógł chociażby nie spróbować.
- Nigdy nie chciałem cie zabić-popatrzył jej w oczy i szczerze wyznał- naprawdę nigdy.
- Jak dla mnie wyglądało to inaczej-wyznała cicho.
- Czy to możliwe,że jednak mu na mnie zależy?- zapytała samą siebie w myślach. Pokręciła głową na samą myśl- to zbyt niedorzeczne, on zawsze dbał tylko o siebie, taki już jest...musisz się skupic- zganiła siebie. Ze skupieniem zaczęła uwalniać coraz to większe pokłady chakry i wpompowywać w ciało przyjaciela. Sakura nie mogła pozwolić Naruto umrzeć. Był jej najlepszym przyjacielem, a po odejściu Sasuke, to właśnie on ją wspierał. Po za nią był jedyną osobą starającą się sprowadzić Uchihę z powrotem. Nie raz ją denerwował, a nawet wyprowadzał z równowagi swoim zachowaniem. Czasami naprawdę zachowywał się jak bachor . Przypomniała sobie, jak bardzo ją irytował jako dziecko, ale potem Sasuke wyjaśnił jej, dlaczego chłopak się tak zachowywał. Od tego momentu nabrała do niego więcej sympatii, i nawet się nie zorientowała, kiedy stał się tak bliski jej sercu. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić  życia bez niego. Z całego serca pragnęła, by spełnił swoje marzenie i został hokage, zasłużył na to, jak mało kto.  Po za tym wszyscy na tej wojnie na niego liczyli. Był ich bohaterem i nadzieją. Właśnie miała zamiar uformować specjalną pieczęć, tą samą, której kiedyś użyła babcia Chiyo,by uratować Gaarę. Starsza kobieta użyła do tego celu chakrę Naruto oraz swoją, ale Sakura nie miała zamiaru narażać nikogo innego. Miała zamiar użyć całą chakrę, którą udało jej się uzbierać przez te 3 lata w pieczęci. Lecz zanim zdążyła połączyć ręce Sasuke sięgnął po jedną z jej dłoni i przyłożył do swojego serca.
- Czujesz?-zapytał- jeśli to zrobisz to moje serce także przestanie bić- powiedział z powagą i w błagalnym geście jeszcze mocniej przycisnął jej rękę do swojej klatki piersiowej.
- Sasuke-wyszeptała, westchnęła i dodała po chwili- dobrze wiesz,że muszę to zrobić. Bez niego nie mamy szans za wygranie tej wojny, wszyscy na niego liczą. Dobrze o tym wiesz- uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- W takim razie użyj mojej chakry-zaoferował i położył wolną dłoń na klatce przyjaciela.
- Hehe- zaśmiała sie lekko bez radości- szkoda,że Naruto tego nie słyszy- po chwili dodała opanowanym tonem- nawet z twoją pomocą to nie byłoby możliwe. To technika, która kosztuje jego użytkownika życie. Nie ma potrzeby marnować twojej energii...spójrzmy prawdzie w oczy, ty bardziej się im przydasz, niż ja.
- Ale...Sakura...
- Żadnych ale-westchnęła- jakbyś nie zauważył jesteśmy na wojnie, to oczywiste,że będą ofiary
- Nie...nie ty
- Tak się składa,że jestem najlepszą kandydatką. Jestem shinobi, nie mogłabym wyobrazić sobie lepszej śmierci, niż w obronie przyjaciół, czy bliskich mi osób- łzy napłynęły jej do oczu i rozmyły obraz Sasuke. Kontynuowała leczenie i powróciła myślami do przeszłości, przypomniała sobie każdą chwilę, którą z nim spędziła.
Ona od zawsze go kochała i nigdy nie przestała, bez względu na to, co robił. Na początku to była zwyczajna obsesja, wszystkie dziewczyny z akademii kochały się z Sasuke Uchiha, bo był mądry, silny, utalentowany i przystojny. Ona jednak w przeciwieństwie do reszty dziewczyn miała to szczęście,że trafiła z nim do drużyny. Dzięki temu mogła poznać go lepiej. Kiedy poznała jego smutną historię zapragnęła być przy nim, być jego wsparciem, by nie był samotny. On jednak nigdy jej na to nie pozwolił. Zawsze był oschły w stosunku do niej, nie jeden raz zastanawiała się, co tak naprawdę w nim widziała. Wcale nie chodziło o jego urodę, czy też talent. Ona po prostu miała głęboką potrzebę, by nie zostawiać go samego. Wiedziała,że pomimo swojego zachowania jest samotny i nieszczęśliwy. Nawet nie zdała sobie sprawy z tego, kiedy obsesja przerodziła się w miłość. Z pełną mocą uświadomiła sobie to dopiero tej pamiętnej nocy, kiedy wyznała mu swoje uczucia po raz pierwszy. Ona była gotowa zostawić dla niego swój dom, rodzinę i przyjaciół.Była gotowa zostać zbiegłym ninja dla niego. Po prawda jest taka,że dla NIEGO zrobiłaby wszystko. Otarła łzy wierzchem dłoni i skuliła się lekko w sobie, gdyż zaczynała tracić siły. Obraz powoli zaczął się rozmywać, więc pozwoliła sobie na zamknięcie oczu na chwilę. W tym momencie całkowicie opadła z sił i czuła jak jej bezwładne ciało zupełnie jak marionetka spada. Już przygotowała się na to,że za chwilę uderzy w ziemię, poczuje jej zimno. Bardzo więc zaskoczyło ją to, gdy zamiast na ziemię upadła w czyjeś miękkie i ciepłe ramiona. Nigdy nie było jej tak wygodnie, jak w tym momencie. Leniwie otworzyła oczy i zobaczyła obraz swojego ukochanego, płakał.
Sasuke tulił mocno dziewczynę do siebie, zupełnie jakby w ten sposób próbował ogrzać jej chłodniejące ciało z którego powoli zaczynało uciekać życie.
- Proszę cie....błagam...nie odchodź..nie...nie zostawiaj mnie samego- powiedział przez łzy. Nagle poczuł czyjś delikatny dotyk na policzku. To Sakura ocierała jego łzy. Jej dłoń była taka delikatna, a skóra nieskazitelnie gładka.
- Nie płacz... proszę cie...-wyjąkała-mówiąc szczerze to przed odejściem chciałabym zobaczyć twój uśmiech... nigdy nie widziałam jak się uśmiechasz- posłała mu słaby,ale piękny uśmiech.
- To twoje jedyne życzenie?- zapytał,ale postanowił je spełnić, więc posłał jej krzywy uśmiech.
-Hm...nie do końca..chciałabym,abyś mi obiecał,że razem z Naruto wrócisz do wioski.
- Bez ciebie nie mam po co tam wracać
- Nie rób tego dla mnie..lecz dla siebie..pamiętaj,że to tam jest twój dom.
- Sakura...
- Tak?
- Ja...ja cie kocham
- Naprawdę?- zapytała z uśmiechem na twarzy. Pomyślał,że w jej stanie musiał ją wiele kosztować.
- Tak-odpowiedział pewnie.
-  Cieszę się,że mogłam to usłyszeć przed śmiercią...ja też cie
- Wiem-odpowiedział, po czym pochylił się i pocałował ją. Przelał w ten pocałunek całą miłość i tęsknotę jaką czuł do tej dziewczyny. Ona oddała mu ten pocałunek z całą namiętnością i resztką sił jaka w niej została.Otworzyła oczy i z trudem spojrzała na swojego ukochanego po raz ostatni, po czym zapadła w wieczny sen.
- Sakura...Sakura...proszę cie otwórz oczy..spójrz na mnie- tulił ją do siebie i płakał po raz pierwszy od śmierci Itachiego. W tym momencie czuł się bezradny. Zupełnie jak po zamordowaniu jego klanu. Czuł się tak samo, jak ten mały chłopiec, który stracił wszystko co kochał. Naruto, który leżał obok otworzył oczy i zerwał się na równe nogi.
- Sasuke co ty wyprawiasz,czemu nie pomożesz Kakashiemu-sensei? Chłopak nic nie odpowiedział. Twarz miał schowaną w dłoniach,więc blondyn nie widział jego łez.
- Ej...coś ty głuchy- powiedział z dezaprobatą, dopiero teraz dostrzegł ciało swojej przyjaciółki leżącej obok.
- Sakura-chan..jesteś ranna?-podszedł do niej i z zamiarem pomocy w staniu chwycił ją za rękę. Dreszcz zrozumienia przeszedł przez jego ciało, kiedy poczuł,że ręka dziewczyny jest lodowata.
- Sa...Sakura-chan-powiedział niepewnie i zwrócił się do chłopaka- tylko mi nie mów,że ona...- zamilknął.
- To wszystko twoja wina idioto!!-wykrzyczał Sasuke- gdybyś nie był takim młotkiem i nie pozwolił się zabić to ona nie musiałaby...- nie dokończył, nie potrafił.
- Co? Jak to jakbym nie umarł..przecież żyje!!!
- Tak...dzięki niej...ona poświęciła się dla ciebie...użyła jakiejś techniki by ocalić ci życie i tym samym poświęciła własne!
- Nie...niemożliwe... Sakura-chan- łzy napłynęły mu do oczu. Nie mógł znieść tego, co się stało. Sakura od zawsze była dla niego bardzo ważna. Na początku szalał na jej punkcie, ale w momencie w którym dojrzał na tyle, aby zrozumieć jej uczucia względem Sasuke pogodził się z tym i zaczął traktować ją jak siostrę. Nie mógł przyjąć do wiadomości tego,że jej już nie ma. Najpierw stracił rodziców, potem najlepszego przyjaciela, później Zboczonego pustelnika, którego uważał za kogoś w rodzaju dziadka, a teraz stracił i ją. Nie mógł się z tym pogodzić, a tym bardziej z myślą,że to właśnie on ją zabił. Po chwili podbiegła do nich Karin i zawołała- Sakuke-kun!- rzuciła się w jego ramiona,lecz on odepchnął ją natychmiast.
- Karin..cieszę się,że cie widzę-powiedział
- Ohhh. Sasuke-kun ja też się cieszę,że...-nie zdążyła dokończyć, bo Sasuke zapytał
- Karin..znasz techniki, dzięki którym można zwrócić komuś życie?
- C0?- zapytała zbita z pantałyku. Tym pytaniem sprowadził ją na ziemie ze świata marzeń.
- Jeśli tak to ocal ją..proszę cie- powiedział błagalnym głosem i wskazał na martwe ciało ukochanej.
- Ją?Dlaczego miałabym ją ratować? - zapytała oburzona Karin.
- Dlatego,że ja ją kocham- odpowiedział machinalnie chłopak.
Te słowa zabolały dziewczynę. Szalała na jego punkcie od kąd pamiętała. Wiedziała,że on nie odwzajemnia jej uczuć, lecz myślała,że to z tego powodu,że taki jest. Nie interesuje się dziewczynami. Ma inne cele w życiu. Teraz jednak dowiedziała się,że jego ignoracja innych kobiet wynikała z tego,że kocha inną. A skoro kocha ją teraz to zapewne robił to zawsze, bo szczerze wątpiła, by właśnie teraz się w niej zakochał. Spojrzała w jego szczere oczy i wiedziała,że on nie kłamię. Na dodatek pod wpływem tego błagalnego wzroku, coś ją ścisnęło w sercu. Co by nie mówić o jej obsesji na jego punkcie to naprawdę jej na nim zależało i chciała,żeby był szczęśliwy. Nie mogła patrzeć na tak całkowicie załamanego Sasuke. Musiała mu pomóc.
- Dobrze. Zrobię, co w mojej mocy,ale niczego nie obiecuje. Nigdy nie wskrzeszałam zmarłych-dodała po chwili zastanowienia.
- Użyj mojej chakry- zaoferował chłopak i podszedł do niej.
- Znam jedną technikę. Nie wiem czy zadziała, bo nigdy wcześniej jej nie stosowałam na zmarłych. Polega na oddaniu jej sporej ilości energii życiowej oraz ogromnych pokładów chakry. Muszę cie uprzedzić,że jeśli wezmą twoją to pozbawię cie jej niemal całkowicie. Nie będziesz w stanie walczyć. Przypominam,że jesteśmy na wojnie, a to będzie znaczyło,że nie będziesz nawet w stanie się bronić. Narazisz t ten sposób swoje życie na niebezpieczeństwo. Co gorsze nie ma gwarancji,że to zadziała. Jesteś pewny,że chcesz podjąć to ryzyko?
- Jestem pewny-powiedział bez zastanowienia i położył ręce na klatce piersiowej Sakury.
Karin była w szoku. Nigdy wcześniej  nie widziała go tak zdeterminowanego i pewnego własnych słów oraz zachowania.
Z sekundy na sekundę chłopak zaczął tracić siły. Czuł się winny z tego powodu,że poprosił właśnie Karin o nie małą przysługę. Nie było jednak nikogo innego, kto byłby w stanie mu pomóc. Zdawał sobie sprawę z uczuć którymi go darzyła i wiedział ile musi ją to kosztować. Zaczął żałować tego, jak traktował ją do tej pory. Nie miał w zwyczaju być miłym dla kogokolwiek, lecz tylko ją tak naprawdę całkowicie ignorował. Była dla niego jeszcze bardziej irytująca, niż Sakura, jako dziecko. Teraz jednak żałował tego,że nawet usiłował ją zabić. Zrobiłby to bez mrugnięcia okiem, gdyby nie Sakura.
- Sakura-pomyślał-nie po raz pierwszy powstrzymała mnie przed popełnieniem błędu. Była kimś w rodzaju jego anioła stróża,który nie pozwalał mu całkowicie zatracić się w mroku.
- Szkoda,że tak późno zdałem sobie z tego sprawę-wyszeptał sam do siebie-oby tylko nie było za późno.
- Mówiłeś coś Sasuke-kun?
- Nie...nieważnie.
Czuł,że powoli zaczyna tracić przytomność. Widział przez mgłę. Postanowił jednak,że za nic w świecie nie zaśnie. Musi zobaczyć,że ona żyje, a potem będzie musiał ją chronić. Jedyne co chciał zrobić po jej przebudzeniu to zabrać gdzieś daleko stąd. Daleko od wojny i tych wszystkich ludzi. Gdzieś,gdzie będą sami. Zaczął już snuć plany na przyszłość. Nie dopuszczał nawet do siebie myśli,że miałaby się nie obudzić. To była zbyt straszna perspektywa. Życie bez niej byłoby dla niego horrorem. Właściwie to od jej śmierci ma wrażenie,że sam umiera. Zawsze drwił z takich sytuacji, gdy ktoś mówił,że umiera z rozpaczy, czy tęsknoty. Do tej pory wydawało mu się,że to tylko takie gadanie, że to niemożliwe. Myślał tak dopóki nie przekonał się na własnej skórze, co to jest za uczucie. Uczucie bezradności i świadomość,że życie straciło jakikolwiek sens. Nie ma chyba nic gorszego. Spojrzał w górę i zobaczył Naruto, który stał tam z niepokojem na twarzy i nadzieją w oczach. Sasuke wcześniej nawet go nie zauważał.
- Naruto, pomóż Kakashiemu. Na nic się tu nie przydasz.
Chłopak przytaknął i niechętnie oddalił się w kierunku odgłosów walki. Nie miał ochoty jej zostawiać dopóki nie upewni się,że Sakura żyje. Nie mógł walczyć z myślą,że ją zabił. Oddalił się jednak, bo zdawał sobie sprawę jak w tej sytuacji musi czuć się Sasuke. Nigdy wcześniej nie widział swojego przyjaciela w takim stanie. Nie zdawał sobie nawet sprawy z uczuć jakimi chłopak darzy Sakurę.  Przecież nawet usiłował ją zabić. Teraz jednak pojawił mu się obraz z przeszłości przed oczami. Uświadomił sobie coś co wcześniej mu umknęło.
- Sasuke nigdy nie próbował zabić Sakury-chan
Naruto nie jeden raz z nim walczył i zdawał sobie sprawę z szybkości i sprawności przyjaciela w walce. Prawda była taka,że gdyby chciał ją zabić to zrobiłby to. Nikt nie byłby w stanie go powstrzymać.
Sakura powoli zaczynała odzyskiwać przytomność, a świadomość do niej wracać. Nie mogła otworzyć oczu, była zbyt wyczerpana. Słyszała jednak odgłosy walki gdzieś w oddali oraz cichy płacz. Poczuła,że coś kapie na jej policzki-łzy-pomyślała- ktoś płacze, ale kto? i dlaczego?. W tej chwili zdała sobie sprawę z tego,że ktoś trzyma ręce na jej klatce piersiowej. Leżała na ziemi, lecz głowę miała opartą o coś co nie było ani twarde ani miękkie-dziwne-pomyślała.
- Gdzie ja jestem?-jej myśli szalały- na czym leżę? Kto i dlaczego płacze? Czemu słyszę jakieś wybuchy?
Czuła,że siły zaczynają jej wracać. Czuła się na tyle dobrze, że zaryzykowała otwarcie oczu. Z trudem je otworzyła, ale to, co zobaczyła całkowicie ją zaskoczyło. Nie widziała nic po za czyimiś granatowymi włosami. Na początku nie dodarło do niej to co widziała. Zaczęła się zastanawiać gdzie je widziała i u kogo. Wiedziała,że zna te włosy,że spotkała się z nimi już nie jeden raz. Niestety nie kojarzyła tego kto był ich właścicielem.Myślała, więc dalej
- To nie moi rodzice, bo ich włosy przypominają kolorem moje. To też nie są włosy Naruto, bo on jest blondynem. Sasuke-kun?..Nie..przecież on odszedł z Konohy. Dlaczego miałby teraz siedzieć obok niej? To nie ma sensu-coś jednak ją tknęło i cofnęła się trochę myślami-Sasuke-kun? Ale dlaczego?- i wtedy wszystko zaczynało do niej wracać- Odgłosy walki-zaczęła wyliczać- powracające siły..i..i jej ukochany.
-Sasuke-kun?-powiedziała słabym głosem.
- Sa..Sakura-powiedział płacząc.
- Przestań płakać.To do ciebie nie pasuje- powiedziawszy to uśmiechnęła się do niego delikatnie.
Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Nigdy wcześniej nie był tak bardzo szczęśliwy.
- Ty..Ty żyjesz.
- Tak. Na to wygląda- po krótkim zastanowieniu dodała-  Ale czekaj...jak to jest możliwe?
- Tak,że cie uratowałam-powiedziała Karin- a tak po za tym to nie ma za co.
- Co?-zapytała nieprzytomnie, dopiero teraz ją zauważyła.-a tak dziękuje.
- Pff..nie zrobiłam tego dla ciebie tylko dla Sasuke-kun.
- Ahh..tak, zaraz gdzie jest Naruto? Czy on...
- Żyje-odpowiedział chłopak z nutą rozczarowania w głosie.
- Tak?..Cieszę się. Gdzie jest?
- Na polu bitwy..może tam się do czegoś przyda-powiedział z irytacją.
Więc czemu jesteś tu, a nie tam?- wskazała brodą miejsce z którego dochodziły wybuchy.
- Bo ty tu jesteś
-Idiotka-wykrzyknęła Karin- a myślisz,że skąd wzięłam tak wielkie pokłady chakry?
- Uratowałeś mnie?...A..no dziękuje
- Sakura..pamiętasz co się stało przed tym jak ty..no
- Umarłam?-dodała pomocniczo
- Powiedzmy..zanim ucięłaś sobie trochę przydługą drzemkę.
- Pamiętam tylko mój sen
- A co ci się śniło?
- Że spełniło się moje największe marzenie
- Opowiedz mi ten sen
- Co? Nie to głupie.
- Proszę
-Ehh..ale pamiętaj,że nie mam wpływu na to co mi się śni-ubezpieczyła się po czym wyznała- śniło mi się,że powiedziałeś,że mnie kochasz-zarumieniła się na te słowa,lecz odważnie spojrzała mu w oczy. Zobaczyła w nich troskę i coś jeszcze, dużo bardziej intensywnego.
- A co było potem?
- Co?-zaskoczył ją tym pytaniem i wyrwał z rozmyśleń
- Potem..ty-podjęła jeszcze jedną próbę-ty..
- Pocałowałem cie?-dodał pomocniczo z rozbawieniem na twarzy
- Tak...-po chwili, gdy sobie coś uświadomiła dodała-chwila skąd wiesz co mi się śniło?
Szczerząc się do niej odpowiedział-bo to nie był sen
- Nie..byl..sen?- powtarzała powili każdą sylabę,jakby dopiero uczyła się składać zdania.
- Nie..to nie był sen-westchnął i kontynuował- Sakura kocham cie..prawda jest taka,że od zawsze.lecz wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy. Przepraszam za to, co ci zrobiłem i za to,że tyle razy cie zraniłem. Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę,że mam szansę ci to powiedzieć.Myślałem...myślałem,że straciłem cie na zawsze. Ta myśl była straszna, przerażająca, nie mógłbym wyobrazić sobie czegoś gorszego.
- Sasuke-kun..ja też cie kocham- chciałaby powiedzieć mu tak wiele, ale nadmiar emocji sprawił,że łzy zaczęły cieknąć po jej policzkach. Sasuke starł je delikatnie dłonią. Nie mogła nic powiedzieć, więc spojrzała mu w oczy, podniosła lekko głowę i pocałowała go. W tym pocałunku oddała mu wszystkie te lata nieobecności oraz tęsknotę i miłość jaką do niego czuła.





 Z góry przepraszam za błędy. No jak na razie to byłby koniec tej historii. Możliwe,że dopiszę jakieś lepsze zakończenie albo nawet kontynuację, jeśli będę miała wenę ;) . Jeżeli macie jakieś pomysły, lub jest coś o czym chcielibyście poczytać to proszę zostawić mi te pomysły w komentarzach, postaram się coś na to zaradzić ;) .   Mam nadzieję,że Wam się spodoba i do zobaczenia w następnym poście.