Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 marca 2017

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (6/?)


Witajcie Kochani, a o to świeżutki rozdzialik dotyczący naszych bohaterów i ich przygód. Z kim przyjdzie im się zmierzyć? Czy marzenie Sakury się spełni? Czy Sasuke wreszcie zrozumie, że jest wśród przyjaciół? Odpowiedzi na te i wiele innych poznacie właśnie tutaj, mam nadzieję, że Wam się spodoba, zapraszam.


Do obozu wrócili razem. Ognisko już powoli zaczynało gasnąć, gdyż brakowało chrustu, więc Uchiha dołożył go trochę do paleniska.
- Skąd dobiega ten hałas?- zapytała wsłuchując się dokładniej. On nie musiał tego robić, gdyż doskonale wiedział co miała na myśl.
- To tylko Naruto-odparł
- Co? To on tak chrapie? Rany współczuje wam hehe. Nic dziwnego, że zamiast spać poszedłeś trenować
- Bardzo śmieszne, naprawdę. W ten sposób nie da się wypocząć
- A jak Kakashi-sensei sobie z tym radzi?
- Zabrał zatyczki do uszu...szkoda, że sam nie byłem tak przewidywalny. Przez chwile patrzyła na niego jak gapi się w ogień. Współczuła mu. Tym bardziej, że widziała, że był zmęczony. Powinien pospać przynajmniej parę godzin, chociażby dla zdrowia.
- Słuchaj-zaczęła niepewnie- wiesz, nie chce się narzucać czy coś,ale w moim namiocie jest całkiem sporo miejsca, więc jak byś chciał to mógłbyś tam przenocować. Haha z tego co mi wiadomo to ja nie chrapie- dodała po chwili, bo zrobiło jej się głupio. Była pewna, że odmówi. W dodatku za pewne pomyśli, że jest dziwna i namolna skoro proponuje mu nocleg kilka cm od siebie. Zebrała w sobie resztki odwagi. Zamierzała udawać,że nic takiego nie miało miejsca. Spojrzy na niego, powie dobranoc i zniknie w namiocie oraz będzie usiłowała zapomnieć o tej wtopie. Zaskoczyło ją to, że nic nie powiedział. Nie skomentował tego w żaden sposób tylko na nią spojrzał
- Serio, mógłbym?- spytał stosunkowo cicho,jak by niepewnie. Zaskoczyła ją taka reakcja. W życiu by nie przypuszczała, że się zgodzi.
- Jasne nie ma problemu. Tylko zabierz swój śpiwór z namiotu- powiedziała delikatnie się uśmiechając po czym weszła do namiotu.
- Ahh...coś ty najlepszego narobiła?!- jej podświadomość najwyraźniej się obudziła, i daje o sobie znać. Teraz patrzy na nią ze skrzyżowanymi ramionami i mlaska z niesmakiem. Dziewczyna usiadła na swoim posłaniu. Serce zaczęło jej bić jak szalone w oczekiwaniu- spędzę noc z Sasuke-kunem, w jednym namiocie, no normalnie w to nie wierzę...opanuj się dziewczyno, bo jak przyjdzie tu i zobaczy jak się zachowujesz to uzna cie za wariatkę. Chłopak wrócił po chwili. Nie wszedł jednak od razu. Wsadził jedynie głowę i zapytał szeptem
- Śpisz?
- Nie, nie śpię- odpowiedziała i usiadła- możesz się rozłożyć tutaj- wskazała miejsce po swojej prawej stronie. Jej śpiwór leżał tak,że przy wejściu miała stopy.Zrobił tak jak mu powiedziała, po czym położył się
- Masz tu całkiem sporo miejsca
- To prawda, są pewne plusy z bycia jedyną dziewczyną w drużynie. Ino np. zawsze sobie to chwali. Układa w namiocie mnóstwo swoich rzeczy podczas gdy biedni chłopcy muszą się gnieść we trójkę. Ale i tak w najgorszej sytuacji jest Shikamaru, bo podobno zarówno Choji jak i Asuma strasznie chrapią, dlatego też on zawsze korzysta ze stoperów. Z tego powodu zawsze nawet na misjach jest wypoczęta i wyspana
- Przyjaźnisz się z nią?- zapytał
- Tak, tzn w sumie to sama już nie wiem. W dzieciństwie byłyśmy przyjaciółkami, ale później zostałyśmy rywalkami i tak się to jakoś wszystko potoczyło
- Ja tam osobiście za nią nie przepadam. Wygląda mi na dziewczynę, która interesuje się tylko swoim wyglądem. Po za tym założę się, że w przeciwieństwie do ciebie nigdy nie pozwoliłaby jakiemuś chłopakowi nocować w jej namiocie
- Tobie by pewnie pozwoliła- wymksnęło jej się zanim zdążyła to przemyśleć. Wcale nie miała zamiaru podkopywać Ino, ani wyjawiać mu jej uczuć względem niego
- Słucham?
- Nie, nic nieważne, mówiłam tylko, że jej kolegom z drużyny chyba to nie przeszkadza- wybrnęła. Nastała chwila ciszy, a ona myślała już, że to koniec rozmowy, a on zasnął. Popatrzyła, więc na niego i dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że się jej przygląda. Był tak blisko, że słyszała jego oddech.Czuła, że na policzki wystąpiły jej rumieńce i dziękowała za to, że w namiocie było ciemno.
- Sakura, dziękuje- powiedział szczerze, a wdzięczność można było usłyszeć w jego głosie
- Nie ma za co. Mam tylko nadzieję, że ty nie chrapiesz- zażartowała, na co on zastanowił się przez chwile, po czym odpowiedział
- Nie wiem, nawet jeśli tak to przez długi czas nikt nie miał okazji mi tego wypomnieć- w jego głosie można było usłyszeć nutę smutku. Rozumiała to. Od momentu w którym jego starszy brat- Itachi zabił jego rodziców i resztę jego klanu on został całkiem sam. Przez te wszystkie lata także mieszkał sam, więc nikt nie mógł się skarżyć na to, że chrapie nawet jeśli tak było. Było jej go żal, ale nie chciała w żaden sposób tego okazywać, gdyż doskonale wiedziała jak bardzo nie lubił tego, gdy ktoś się nad nim litował. Zamiast tego powiedziała spokojnie
- Dobra lepiej się już kładźmy, bo jutro rano to nas nie będą mogli obudzić, dobranoc
- Dobranoc. Obróciła się na drugi bok, aby jego obecność tak bardzo jej nie rozpraszała o ile to w ogóle było możliwe. Szczerze wątpiła w to, że uda jej się zasnąć. Była świadoma każdego jego oddechu, każdego ruchu. Wystarczyło jedynie wyciągnąć rękę i mogłaby go dotknąć. Nie, żeby zamierzała to robić. Cały namiot przesiąknął jego cudownym zapachem, a ona oddychała głęboko,by móc wciągnąć go jak najwięcej. Słyszała jego wolny, miarowy cichy oddech i mogła stwierdzić moment w którym zasnął. Musiał być naprawdę zmęczony skoro udało mu się to bez trudu, a poza tym jej towarzystwo najwidoczniej go nie rozpraszało, ale ona wolała myśleć, że mu nie przeszkadzało. Po jakimś czasie obróciła się na drugi bok i niemal pisnęła, gdy uświadomiła sobie, że jego twarz jest teraz obrócona w jej stronę. Co prawda wciąż było ciemno, więc niewiele była w stanie zobaczyć. Lecz jej w zupełności wystarczał fakt, że ostatnią rzeczą jaką widziała zanim usnęła była twarz jej ukochanego.


Obudziła się i wolno otworzyła oczy, pamiętając o tym, aby się nie przeciągać i nie zbudzić przy tym śpiącego obok kolegi, przeszła do pozycji siedządzej. Nadal był obrócony do niej twarzą, więc teraz mogła dokładniej mu się przyjrzeć. Kiedy spał wyglądał na dużo młodszego i zrelaksowanego. Gdy na niego patrzyła, to przez tę jego wydawać by się mogło wrodzoną dojżałość i opanowanie odnosiło się wrażenie, że ma 16-17, a nie 13 lat, jak w rzeczywistości. Teraz pierwszy raz miała okazje bliżej mu się przyglądnąć bez obawy o to, że pomyśli, że jest dziwna. Jak na chłopca to miał stosunkowo delikatne rysy twarzy, twarz w kształcie serca, duże oczy otoczone gęstymi i długimi rzęsami, zupełnie jak u dziewczyny. Usta miał lekko rozchylone i oddychał przez nie. Jak się spodziewała okazało się, że jednak nie chrapał. Jego włosy rozsypane wokół twarzy na poduszce były w artystycznym nieładzie. Nie mogła się powstrzymać, żeby ich nie dotknąć. Powoli i delikatnie pogłaskała go po głowie. Były zdecydowanie bardziej miękkie niż przypuszczała. Chłopak wymruczał coś przez sen, a ona przestraszona szybko zabrała dłoń. Nie chciała, by to „nielegalne” dotykanie wyszło na jaw. Zabrała swoje rzeczy po czym wyszła z namiotu. Był wczesny poranek. Słońce dopiero zaczynało się pokazywać z nad linii horyzontu. Korzystając z okazji,że chłopcy jeszcze śpią, postanowiła pójść nad rzekę i się wykąpać. Po drodze zabrała jeszcze baniaki z wodą, które były ustawione przy już wygasłym ognisku. Pomyślała, że skoro i tak się tam wybiera to napełni je wodą dla wszystkich. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Wszystko zaczynało budzić się do życia, mogła nawet usłyszeć świergolenie ptaków. Gdy dotarła nad rzekę postanowiła najpierw napełnić baniaki, po czym rozebrała się i weszła do wody. Była chłodna, więc przyjemnie otulała jej ciało. Woda sięgała jej do pasa, więc była to idealna głębokość. Zamoczyła włosy i umyła je, po czym resztę ciała. Zanurzyła się cała w wodzie, by się spłukać. Potem chwile popływała i wyszła z wody. Owinęła się szczelnie jednym ręcznikiem, a z drugiego zrobiła turban na włosy. Była zadowolona, że zabrała ze sobą środki czystości. Od razu lepiej się czuła taka świeża i czysta. Kiedy schylała się po ubrania zobaczyła jakiś ruch w wodzie. Przypomniała sobie,że właściwie poza kanapkami nie mają nic przygotowanego na śniadanie, więc stwierdziła. że spróbuje złowić kilka ryb. Ubrała się po czym przeszła wzduż rzeki kawałek dalej do miejsca, gdzie woda była płytsza, a ona była w stanie zobaczyć dno rzeki. Nie miała wędki, więc postanowiła użyć siatki do złapania zwierząt. Przypomniała sobie jak była dzieckiem i chodziła z tatą na ryby. Powiedział jej wtedy, że zwierzęta te lubią ciepłą temperaturę i chętnie podpływają tam, gdzie woda jest cieplejsza. Dlatego zabrała parę kamyków i poukładała w taki sposób, żeby ogrzać wodę w jednym z miejsc. Nim się obejrzała ryby zaczęły tam podpływać. Wtedy zamknęła wyjście w wybudowanej „fortecy” z jednej strony, a zwierzęta nie mając innego wyjścia wpłynęły do siatki, gdyż utworzone przez nią „mieszkanko” było w kształcie półkola. Tym sposobem udało jej się złapać 2, więc odłożyła je na brzeg i spróbowała jeszcze kilka razy. Skończyło się na tym, że do obozu wróciła z 8 rybami. Uznała, że jeśli każdy zje po dwie na pewno sobie poje, a właśnie dzisiaj potrzebowali dużo energii. Po za nią nikt jeszcze nie wstał, więc ponownie zapaliła ognisko i zaczęła piec ryby. Zapach potrawy zaczął unosić się w powietrzu, co tylko wzmogło jej apetyt. Wczorajszego wieczora wyrzekła się jednej kanapki na rzecz Naruto, twierdząc, że samą rybą sobie poje dlatego była głodna. Nie chciała jednak by jej przyjaciel głodował. Jako jedyna dziewczyna w drużynie czuła się odpowiedzialna za żołądki swoich kompanów. Kiedy danie było gotowe weszła do namiotu chłopców i obudziła ich. Kakashiego nie było trudno, gorzej z Uzumakim.
- Naruto, hej wstawał- powtórzyła po raz kolejny i trąciła chłopaka. Ten wymruczał coś pod nosem, po czym przewrócił się na drugi bok. Spróbowała, więc kolejny raz. Znowu go trąciła tym razem nieco mocniej
- Naruto, pobudka- bez rezultatu
- Naruto, śniadanie już gotowe- po tych słowach blondyn podniósł się od razu. Przetarł oczy i spojrzał na nią sennie
- Oh...Sakura-chan, ohayo
- Dzień dobry śpiochu- odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Na przyszłość musi zapamiętać,że gdy chce go obudzić powinna od razu wspomnieć o jedzeniu
- Ryby są już upieczone.. Leżą na papierowych talerzykach, które zabrałam z domu. Jeszcze gorące, więc idź wcinać, bo inaczej mistrz cie wyprzedzi i może nawet zje twoją porcję- zażartowała. On jednak wziął to całkiem poważnie, bo wyleciał z namiotu jak z procy.
- Dobrze, to teraz pora obudzić Sasuke-kun- celowo pozwoliła mu na spanie jak najdłużej. Zastanawiała się teraz nad tym jak wytłumaczyć pozostałym fakt, że brunet spał z jej namiocie. Wsadziła do niego głowę i spojrzała na niego. Wyglądał tak spokojnie, że nie miała serca go budzić- trudno, wygląda na to, że zje później- zasunęła zamek, aby nikt mu nie przeszkadzał, a sama usiadła na pieńku przy ognisku i zabrała się za jedzenie.


Zanim jeszcze otworzył oczy leżał i wdychał jej piękny zapach, którym przesiąkł cały namiot. Zastanawiał się nad tym czy wciąż leży obok. Jednak po kilku sekundach stwierdził, że jej nie ma. Nie słyszał jej oddechu, czy też nie wyczuwał obecności. Usiadł wolno i przeciągnął się niczym kot. Nie przypominał sobie kiedy tak dobrze mu się spało. Po raz pierwszy od tak dawna to nie koszmar go obudził, więc czuł się wyjątkowo wypoczęty pomimo tego, że spał zaledwie parę godzin. Domyślał się, że musi być stosunkowo późno, ponieważ słyszał głośno prowadzoną rozmowę i śmiechy. Zwinął śpiwór i wyszedł z namiotu. Momentalnie wszystkie spojrzenia spoczęły na nim, a Naruto, który pałaszował rybę był w takim szoku, że otworzył szeroko usta z niedowierzania, tak, że mało jedzenie nie wyleciało mu z buzi
- Sasuke co ty robiłeś w namiocie Sakury-chan? Aaa czy to znaczy...aa co to właściwie znaczy? Co jej zrobiłeś?- zaczął panikować. Uchiha nie wiedział co powiedzieć. Nie miał zamiaru się tłumaczyć nikomu ze swoich poczynań, tym bardziej jemu, jednak musiał przyznać, że sytuacja była wyjątkowo głupia i niekomfortowa
- Hehe Naruto to nie tak jak myślisz. Wymieniliśmy się. Tzn. ktoś tak głośno chrapał w nocy- spojrzała na niego oskarżycielsko- że inni nie mogli zasnąć, więc najpierw ja spałam kilka godzin, podczas treningu Sasuke-kuna, a potem się zamieniliśmy. On poszedł spać, a ja w tym czasie trenowałam, złowiłam ryby i zrobiłam śniadanie. Jeszcze jakieś pytania?- zapytała słodko
- Nie, teraz wszystko rozumiem- powiedział skarcony. Brunet spojrzał na nią, a ona uśmiechnęła się porozumiewawczo. Wygląda na to, że zamierzała utrzymać ten mały sekret w tajemnicy przed pozostałymi członkami z drużyny, co było mu jak najbardziej na rękę.
- Sasuke-kun ryby właśnie się upiekły, więc siadaj i jedz- powiedziała podając mu papierowy talerzyk z 2 rybami, dwoma kanapkami i plastikowym kubeczkiem wody. Przyjął je chętnie, usiadł na pieńku i zaczął jeść. Był pod wrażeniem tego, że podczas jego drzemki ona zdążyła tyle zrobić. Sam fakt, że wpadła na to, aby przygotować dla wszystkich śniadanie było gestem którego się po niej nie spodziewał. Owszem odpowiadała za suchy prowiant, ale to już zupełnie inna sprawa. W końcu nie była odpowiedzialna za nich. Każdy powinien sam zadbać o jedzenie dla siebie i tym podobne rzeczy. Nie rozumiał tego dlaczego to robiła. Jeśli chciała wkupić się w ich łaski to już dawno jej się to udało. Nawet on musiał przyznać, że uważał ją za prawdziwą przyjaciółkę. Zapomniał o ich wcześniejszej sprzeczce i poprzednich także. Właściwie to musiał przyznać chociaż przed samym sobą, że ulżyło mu kiedy powiedziała, że jednak nie ma go za kogoś pozbawionego uczuć. A uwierzył jej, gdy to powiedziała, bo mówiła szczerze. Ogólnie była bardzo szczerą osobą. Do nie dawna wątpił w to, że takie istoty jeszcze istnieją. Podczas, gdy on konsumował śniadanie ona zabrała się za sprzątanie.
- Sakura-chan pomogę ci z tym- zaoferował Uzumaki- w końcu zrobiłaś już to wszystko, nie musisz zajmować się tym sama
- Ale to żaden problem- odpowiedziała uśmiechając się do niego- naprawdę. Jestem przyzwyczajona do gotowania i lubię się tym zajmować- zapewniała- poza tym to jest robota dla dziewczyny. Jeśli koniecznie chcesz się czymś zająć to może złożysz namiot, co? Za niedługo będziemy wyruszać
- W porządku, ale chociaż pozwól na to, że złożę też twój
- Już wczoraj go rozkładałeś Naruto. Sądzisz, że sobie z tym nie poradzę?- spróbowała innej taktyki
- Po prostu chcę pomóc..
- A od kiedy ty się taki pomocny zrobiłeś, co?- wtrącił
-A ty co Sasuke. Pozwolisz na to, aby Sakura-chan wszystkim się zajmowała, a ty nie kiwniesz nawet palcem?- spytał wyraźnie poirytowany
- Skoro tego chce
- Osz ty...
- Naruto spokojnie. Jak już mówiłam lubię to robić- dotknęła jego ramienia w uspokajającym geście
- Dobra idę złożyć te namioty- powiedział i poszedł
- A ty też nie musiałeś go prowokować- powiedziała tym razem do niego, co go zaskoczyło. Nigdy dotąd nie zwróciła mu uwagi. Zawsze stawała po jego stronie w ich konfliktach i upominała jedynie blondyna.
- Nie moja wina, że tak łatwo daje się sprowokować. Zupełnie jak dziecko, nie sądzisz?
- Owszem, ale sam nie jesteś lepszy. Skoro wiesz, że tak reaguje na tym podobne zaczepki to chyba mógłbyś też uważać na to co mówisz, czyż nie?
- A co ty tak nagle bierzesz jego stronę, co?- spytał zirytowany. Nie podobało mu się to, że się go czepia, a jeszcze bardziej fakt, że broni tego idioty
- A ty to już chyba dawno nie dostałeś bury, co - to było bardziej stwierdzenie, niż pytanie. Zmierzył ją wzrokiem, lecz nie odwróciła spojrzenia, jak to robiła do tej pory kiedy się na nią gniewał.
- No już nie złość się. Po prostu wszyscy stanowimy jedną drużynę. Jest to nasza pierwsza prawdziwa misja, a wasze ciągłe sprzeczki na pewno nie pomogą nam w jej wykonaniu. Pomyślałam tylko, że może mógłbyś mu trochę odpuścić. Przemyśl to- powiedziała to po czym odeszła. Kakashi-sensei również gdzieś się zmył, więc został przy ognisku sam. Myślał nad tym co mu powiedziała, ale nie chciał, aby od teraz tak to wyglądało. Lubił to, że w ich sprzeczkach miał w niej sojusznika, a teraz kiedy wydawać by się mogło zbliżyli się do siebie ona robi coś takiego. Być może to właśnie na tym polega prawdziwa przyjaźń? Skąd miał wiedzieć.Może wtedy kiedy ludzie się przyjaźnią mówią sobie różne rzeczy. Nie koniecznie zawsze takie, które ta druga strona chce usłyszeć. Nie chciał już dłużej się nad tym głowić. Skończył jeść, zgasił palenisko i poszedł po swój plecak.

Po jakiejś godzinie, gdy zebrali rzeczy po „obozowaniu” znowu byli w drodze. Biegli przez las przeskakując z gałęzi na gałąź, między koronami drzew. Utrzymywali równe tempo. Kakashi twierdził, że mają dobry czas, więc nie musieli jakoś specjalnie się spieszyć. Nie rozmawiali podczas drogi. Poruszali się w formacji. Mistrz i Naruto byli pierwsi, ona i Sasuke ostatni. W ten sposób mieli najlepsze pole widzenia. Uchiha ze swoim sharinganem bez trudu dostrzeże wrogów z tyłu jak i po bokach, tak samo pole widzenia Kakashiego było większe. Ona i Uzumaki natomiast nie mogli popisać się tak doskonałym wzrokiem, więc zostawili to zadanie towarzyszom. Nagle nie wiedząc skąd w jej polu widzenia pojawił się kunai, który przeciął powietrze tuż przed jej głową. Albo ktoś miał kiepskiego cela albo ona szczęście, bo mało brakowało, a miałaby niezłą szramę na policzku.
- A wy gdzie się wybieracie?- usłyszała czyjś głos, a po chwili ujrzała dwóch ninja przed nimi. Byli starsi od nich. Jak dla niej wyglądali na jouninów w dodatku z wioski Wodospadu, co poznała po znaku na opaskach.
- Wydaje mi się czy zamierzacie nas odwiedzić? Jak myślisz Genpaku?
- Też mi się tak wydaje Goro
- Chwileczkę...Genpaku? Haha to brzmi prawie jak tempaku, co za idiotyczne imię- zaczął się śmiać Naruto. Musiała przyznać, że po części jej się to udzieliło. Wcześniej nie zauważyła jak komicznie to brzmi
- To nie tak się wymawia idioto!- najwyraźniej panu „oryginalne imię” się to nie spodobało
- Jak można komuś tak dać na imię- kontynuował Uzumaki- rodzice chyba cie nie kochają
- Draniu...
- Nie daj się sprowokować. To jedynie garstka genninów. Rozprawimy się z nimi raz dwa, ale nie daj się rozproszyć- Nie trzeba było specjalnej wnikliwości, aby zorientować się, że to ten cały Goro robi za mózg operacji i to na niego trzeba będzie szczególnie uważać.
- Ciekawe co będziesz mówił, gdy ta garstka genninów skopie wam tyłki- tym razem wtrącił Uchiha
- Spróbuj to powtórzyć kiedy już się wami zajmiemy, a tę ślicznotkę zabierzemy w ramach nagrody- jego wzrok lubieżnie ją przeczesał. Aż dreszcze ją przeszły. Chłopcy nie pozostali głusi na tę zniewagę. Zaatakowali wrogów. Obaj podczas potyczki skupili się na Goro, traktując go jak realne zagrożenie. Ten drugi był totalnym idiotą. Zostawili go jej i Kakashiemu. On jednak najwyraźniej był zainteresowany jedynie walką z nią. Dość szybko udało mu się odciągnąć ją od pozostałych. Nie miała ochoty zostawać z nim sam na sam, ale także nie chciała przyznawać się do tego, że potrzebuje pomocy. Skoro uczepił się właśnie jej to właśnie ona musi się z nim rozprawić. Używała kilku podstawowych technik jak podmiana, a także rzucała shurikenami dokładnie tak jak nauczył ją Sasuke. Jej celność znacznie się poprawiła. W dodatku przy tym kolesiu nie miała wyrzutów, gdy udało jej się go zranić. Umiejętność kontroli chakry w tym momencie bardzo jej się przydawała. Nie raz zawisła na gałęzi drzewa niczym nietoperz, czy też przebiegła po pniu. Kiedy obojgu najwyraźniej skończyła się broń rozpoczęli walkę wręcz. Tutaj z kolej była wdzięczna Lee za nauczenie jej kilku przydatnych ataków. Skumulowała pewną ilość chakry w jednej pięści i uderzyła w gałąź na której przykucnął, tak, że rozpadła się w drobny mak i pozostały z niej jedynie drzazgi. Niestety przeciwnik zdążył odskoczyć i już leciał w jej stronę.
- Haha lubię takie ostre laski- śmiał się z tym swoim obrzydliwym uśmieszkiem, zupełnie jakby już sobie wyobrażał co najchętniej by z nią zrobił. Przygotowała się na cios,który nie nadszedł, ponieważ nie wiadomo skąd tuż przed nią wyrósł Sasuke. Przyjął cios zamiast niej i został mocno popchnięty. Razem polecieli na pień pobliskiego drzewa, już miała w niego uderzyć jednak on obrócił się tak, że teraz nie ona trzymała w objęciach jego lecz on ją. Głośno wpadli na gruby pień, po czym ześliznęli się po nim na gałąź, która znajdowała się kilka metrów niżej. Chłopak całkowicie przyjął uderzenie na siebie. Ona pozostała bez szwanku. Teraz siedzieli na gałęzi, on obejmował ją mocno
- Sasuke-kun!- krzyknęła- nic ci nie jest? Zanim jednak zdążył odpowiedzieć poczuła, że jej sukienka z przodu jest cała mokra. Spojrzała w dół i ujrzała krew. Sama nie czuła się ranna, więc wiedziała, że czerwona ciecz nie należy do niej. Wtem zobaczyła kunai wbity w jego przedramię. Widocznie temu idiocie nie skończyła się broń, czekał jedynie na odpowiedni moment. Obróciła się tak, by móc na niego spojrzeć. Był cały blady i wyglądał niewyraźnie. Musiał stracić mnóstwo chakry podczas walki z pierwszym przeciwnikiem, a ten cios i upadek na pewno nie pomagały w jego kondycji.
- Głupi! Dlaczego to zrobiłeś?- spytała trzymając jego głowę w rękach. On spojrzał na nią, przykrył dłonią jedną z jej rąk i odpowiedział z uśmieszkiem
- W końcu jesteśmy drużyną, co nie?
- Jak wy śmiecie się obściskiwać na moich oczach?! Ona jest moja!
- Taa...sądzę, że ona jednak myśli inaczej- wstał nieco chwiejnie. Wiedziała, że będzie udawał,że nic mu nie jest.Zawsze tak robił. Faceci tak już mają, że w życiu nie okażą słabości, no chyba, że jest z nimi już naprawdę źle i nie mają innego wyboru. W rzeczywistości jednak nie był w dobrym stanie,stracił też sporo krwi, która wciąż płynęła z jego rany. Prawda była taka, że nie nadawał się do walki
- Ojj coś słabo wyglądasz Sasuke -powiedział z niesmakiem blondyn, który właśnie przybiegł w towarzystwie Kakashiego.
- Sakura-chan wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojny, gdy ją ujrzał
- Nie, nic mi nie jest,ale Sasuke-kun...
- Sakura zabierz stąd Sasuke, my się nim zajmiemy- zakomenderował mistrz, po czym rzucił bombę dymną w kierunku wrogiego shinobi, czym znacznie zmniejszył jego pole widzenia. Dziewczyna przerzuciła sobie jedno ramię chłopaka przez głowę, to zdrowe po czym złapała go w pasie drugą ręką. Nie miał jak protestować, gdyż był w takim stanie, że ledwo trzymał pion. A w czasie ucieczki całkowiecie stracił przytomność. Wiedziała, że musi jak najszybciej go opatrzyć, więc nie miała czasu zabrać go gdzieś dalej jak jakiś kilometr od miejsca w którym się znajdowali. Oparła go o pień drzewa, a sama uklękła naprzeciwko niego.


Żeby nie było nudno, wpadłam na pewien pomysł. Co powiecie na mały quiz?

1. Kto pomagał Sakurze w przygotowaniach do sprawdzianu ?( mam na myśli ich walkę 1vs 1)
2. Jak ma na imię przybrana "siostrzyczka" różowowłosej?
3. Jaką potrawę przygotowała Haruno dla Uchihy?
Wszystkie odpowiedzi znajdują się w poprzednich rozdziałach powyższego opowiadania. Czekam na Wasz odzew w komentarzach. Pa :*

sobota, 11 lutego 2017

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (5/?)

Paring: Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: od 16 lat
Przez myśl mu nawet przeszło, że być może to Itachi przyszedł dokończyć to co zaczął lata temu, czyli zabić go. Co prawda Konoha była chroniona, ale chłopak wiedział, że dla jego brata nie jest to najmniejszą przeszkodą. Rozważał nawet zabranie kunaji, ale po krótkim zastanowieniu odrzucił ten pomysł. W końcu broń ninja przeciwko jego bratu na nic by mu się nie przydała. Podszedł ostrożnie i otworzył drzwi.


Dziewczyna stała na korytarzu. Po za tym przed którym stała mieściło się jeszcze 3 mieszkania na piętrze. Nikt nie otwierał przez dłuższą chwilę, więc miała okazje, by się trochę rozejrzeć. Budynek był zaniedbany. Od ścian na korytarzu odłaziła farba. Sakura właściwie była tutaj po raz pierwszy. Przed nią otwarły się zwykłe, białe, drewniane drzwi, a po chwili stanął w nich brunet. W zwyczajnym czarnym t-shirtcie i spodniach od dresu. Miał mokre włosy, a przez ramie przewieszony biały ręcznik. Dziewczynie zrobiło się głupio. Przypomniała sobie, że musiała czekać całkiem długi czas, a ten obrazek uzmysłowił jej dlaczego tak było. Chłopak przez tak długo czas nie otwierał drzwi,ponieważ brał prysznic. A, że ona była taka namolna i pukała do momentu w którym nie otworzył, był zmuszony skończyć kąpiel. Całe szczęście, że nie wyszedł w ręczniku-pomyślała z ulgą. W tym momencie uświadomiła sobie, że nie dość, że mu przerwała to jeszcze teraz stoi i gapi się na niego.
- Po co przyszłaś? Odchrząknęła szybko, by nieco oczyścić gardło, które zrobiło się suche na wiór przemówiła
- Przepraszam za najście, ale Kakashi-sensei prosił mnie bym przekazała wam pewną informacje dotyczącą naszej następnej misji. Otóż zbiórka jest jutro o 7 obok boiska szkolnego. Wyruszamy do wioski Wodospadu. Nasza misja będzie polegała na ochronie jakiegoś urzędnika państowego, który ma dla hokage jakieś poufne informacje. Misja ma rangę B, ale z możliwością, że w każdej chwili może przeistoczyć się w misję rangi A. Prawdopodobnie będzie ona trwała od 3-4 dni. Ok to by było na tyle, muszę jeszcze przekazać to samo Naruto, także na razie- pomachała mu na pożegnanie i już jej nie było.
- Uff...co za ulga, że udało mi się jakoś normalnie sklecić zdania i nie czekając na jego wybuch złości dać nogę. Rany...że też mistrz musiał wpaść akurat na mnie. Zupełnie tak jak by sam nie mógł ich o tym poinformować i zamiast tego wysłużył się mną. Dobra to teraz jeszcze tylko muszę znaleźć Naruto i mu to przekazać.


Według niego jej zachowanie było trochę dziwne. Na początku stała przez chwile nie powiedziawszy nawet słowa,tylko po to, by potem wyrecytować wiadomość od Kakashiego najszybciej jak tylko była w stanie i nie dając mi chwili na jakąkolwiek odpowiedź po prostu sobie pójść.
- Czy ona na serio aż tak się mnie boi?- zachodził w głowę. Trochę się zawiódł,bo sądził, że ich relacje są na jak najlepszej drodze, a tu taki obrót spraw. Zdjął ręcznik z ramienia i zaczął suszyć włosy
- Chwila ręcznik?No i teraz wszystko jasne, pewnie myślała, że aby otworzyć drzwi musiał przerwać kąpiel. To dlatego tak się spieszyła, aby mu wszystko przekazać. Kiedy popatrzył na to w ten sposób trochę mu ulżyło. Po umyciu naczyń zabrał się za pakowanie na jutrzejszą misję.


Wstała równo z budzikiem. Znowu ustawiła go godz. wcześniej, aby zdążyć przyszykować jedzenie na misję. Postanowiła, że przygotuje dla wszystkich kanapki i onigiri jako posiłek oraz małą przekąskę. Poprzedniego dnia kupiła już potrzebne składniki, aby dzisiaj wszystko sprawniej poszło. Kiedy skończyła włożyła jedzenie do plecaka po czym wyszła z domu. Jej rodziców nie było, więc zamknęła drzwi na klucz. Miała jeszcze całkiem sporo czasu, dlatego ruszyła nie spiesznym krokiem. Kiedy dotarła na miejsce Sasuke już czekał na resztę.
- Hej - powiedziała radośnie. Uchiha tylko coś mruknął pod nosem i kiwnął głową na znak przywitania- yhm chyba dalej jest na mnie zły za wczoraj. No ekstra, nasza pierwsza wspólna misja po za wioską, a nasza praca zespołowa będzie kulała jeszcze bardziej niż na co dzień. Blondyn przyszedł niewiele później, ale nie odezwał się ani słowem do pozostałych. Sakura zauważyła, że Naruto wyjątkowo dziwnie się dzisiaj zachowuje. Usiadł pod bramą boiska z daleka od nich i siedział cicho co było do niego nie podobne i niepokojące zarazem. Zaczęła się martwić, więc podeszła do przyjaciela i usiadła obok niego
- Naruto wszystko w porządku? Coś się stało?- spytała szeptem i spojrzała na niego
- To nic takiego Sakura-chan nie musisz się martwić
- Oczywiście, że się martwię głuptasie. W końcu jesteś moim przyjacielem- powiedziała i uśmiechnęła się wspierająco. Chłopak spojrzała na nią i przez pewien czas nic nie mówili po prostu patrzyli się na siebie. Dla bezstronnego obserwatora mogliby nawet wyglądać na zakochaną parę, która się w siebie wpatruje niczym w obrazek.
- Chodzi po prostu o to, że w tym miesiącu wydałem za dużo pieniędzy i skończyły się moje oszczędności. Nie miałem nawet jak kupić sobie czegoś na drogę, więc ramen, które jadłem dziś rano jest moim ostatnim posiłkiem na te 4 dni- powiedział przygnębiony
- Nie martw się, coś wymyślimy- powiedziała przekonująco- masz moje słowo, że nie pozwolę ci głodować- mrugnęła do niego okiem
- Sakura-chan jesteś wspaniała- niemal wychlipiał chłopak. Po ich krótkiej,lecz widocznie potrzebnej rozmowie jego humor wrócił w mgnieniu oka już po chwili zaczęli normalnie rozmawiać, a nawet śmiać się.


Obserwował ich z pod drzewa. Już po chwili od kiedy Sakura podeszła do Uzumakiego jego nastrój zmienił się diametralnie. Jego jadaczka znów była wyszczerzona, a cisza przerwana. Nie słyszał o czym rozmawiają, nie żeby go to interesowało, ale jego uwadze nie uciekło to, że przez dłuższy czas wpatrywali się w siebie co z niewiadomego powodu strasznie go zirytowało. Odnosił wrażenie, że w tym momencie byli w swoim własnym,prywatnym świecie w którym istniała jedynie ich dwójka. Zupełnie jak wtedy kiedy on i Sakura walczyli. Był taki moment, kiedy on również po za nią nie widział i nie słyszał nic innego. Dziwnie się czuł z myślą, że oni teraz przeżywają coś podobnego.
Godzina 7 minęła i bardzo szybko zmieniła się w 7:30, a Kakashiego dalej nie było widać.
- Rany..czy on naprawdę nie może być na czas chociaż ten jeden raz- zaczął narzekać Naruto- Aaa nie wytrzymam już dłużej! Ciągle się spóźnia i potem to do nas ma pretensje
- Zamknij się kretynie- wtrącił Uchiha
- Coś ty powiedział Sasuke?!
- Żebyś się przymknął, bo twoje wrzaski w niczym nam nie pomogą
- A bezczynne siedzenie i udawanie, że nic się nie dzieje niby tak?!
- Uspokójcie się obaj!- miała dosyć wysłuchiwania ich wiecznych kłótni
- A ty wcale nie jesteś lepsza- tym razem zdanie to skierował do dziewczyny
- Słucham?
- To wszystko twoja wina. Siedział sobie spokojnie i cicho co jak wiesz praktycznie nigdy się nie zdarza,ale nie. Ty musiałaś to wszystko zepsuć!
- To co?! Miałam go tak po prostu zostawić samego?! Martwiłam się, bo to było nie codzienne zachowanie
- A to, że się teraz wydziera i zakłóca spokój ma niby w czymś pomóc?!
- A co ty możesz o tym wiedzieć!
- Co masz przez to na myśli?
- Zawsze tylko kryjesz swoje prawdziwe emocje za tą swoją maską. Jak więc możesz zrozumieć ludzi, którzy nie potrafią zachowywać się w ten sposób! Z których można czytać jak z książki nie ważne czy są przygnębieni, szczęśliwi czy też wściekli!
- A co jest złego w byciu opanowanym? Ja przynajmniej nie zachowuje się jak dziecko w przeciwieństwie do was i nie pozwalam na to by emocje wzięły na de mną górę!
- Czyżby? A niby co teraz robisz?
- Usiłuje uspokoić dwójkę ludzi, którzy na rozumy pozamieniali się chyba z przedszkolakami
- W takim razie przepraszam, że zabrałam ci twoją cenną ciszę! Ale nie mogłam tak siedzieć bezczynnie! Wybacz mi za to, że mam serce!W przeciwieństwie do ciebie nie jestem jak posąg bez uczuć!- już w momencie wypowiadania tego zdania gorzko pożałowała tego, że nie potrafiła ugryźć się w język. To był najmniej odpowiedni moment na awarie filtra mózg- usta, ale już było na późno. Patrzyła na jego twarz przez którą przebiegł grymas bólu, trwał od zaledwie ułamek sekundy, bo gdy mrugnęła jego twarz znów zamieniła się w nieczytelną maskę. Mogłaby sobie wmówić, że nic takiego nie miało miejsca, lecz po ujrzeniu tej mimiki nie była już w stanie usunąć jej ze swej pamięci. Zraniła go, a naprawdę nie chciała tego robić. To po prostu zdarzyło się tak szybko. Nie wiadomo dlaczego on nagle na nią naskoczył, a ona w rewanżu się odgryzła, lecz teraz przekroczyła granicę i nie była pewna czy kiedykolwiek uda jej się to naprawić.


Patrzył na nią w oszołomieniu. To co powiedziała całkowicie go zaskoczyło. W dodatku nie mógł nic odpowiedzieć, bo miała racje. Już nie jeden raz słyszał o sobie podobne rzeczy. Dzieciaki w akademii zawsze mówiły coś takiego, więc naprawdę zdążył się już przyzwyczaić do tego, że wszyscy tak o nim myślą. Jednak teraz nabrało to zupełnie nowego znaczenia. Sam nie rozumiał dlaczego tak się przejął tym, że ona również podziela zdanie innych, jednak kiedy to powiedziała coś go zakuło i nie potrafił już pozostać obojętny. Wiedział, że doskonale musiała zobaczyć jego rację. Mógł wyczytać to w jej oczach, jak także i to, że bardzo tego żałuje i najchętniej by to cofnęła, co jednak nie jest możliwe. Słowa padły i po raz pierwszy od dawna zrobiły spustoszenie w sercu Sasuke.
- O widzę, że już jesteście- dotarł do niego głos
- Tak już od jakiejś godziny- wtrącił blondyn
- Co? Po co przyszliście tak wcześnie? Sakura nie przekazałaś kolegą, że zbiórka miała być o 8?
- Słucham? Kakashi-sensei powiedział wyraźnie, że mamy być na miejscu o równej 7, nawet zapytałam dlaczego tak wcześnie i mistrz odpowiedział, że droga jest długa,więc musimy wcześnie wyruszyć. Sensei się spóźnił i teraz próbuje zrzucić winę na mnie- powiedziała niezadowolona
- Naprawdę tak ci powiedziałem? W takim razie wybaczcie, wybaczcie,ale coś mnie zatrzymało
- Yhm nawet domyślam się co
- Właśnie to „coś” wystaje z tylnej kieszeni mistrza spodni- dopowiedział Naruto
- Już dobrze, dobrze niech wam będzie. Teraz nie ma sensu roztrząsać czyja no jest wina, prawda? No właśnie. Najważniejsze, że wszyscy już jesteśmy, tak więc ruszajmy. Pozostali zebrali swoje rzeczy i pobiegli za nim.


Duża część trasy prowadziła przez las, więc teraz biegli między koronami drzew. Sasuke był ostatni. Miał sporo rzeczy do przemyślenia, a poza tym nie było powodu do pośpiechu.
- Oj Sasuke co tak wolno? Jesteś ostatni haha- naigrywał się Naruto. Jednak Uchiha ignorował jego zaczepki i nie dał się sprowokować. Ostatnim razem, gdy sobie na to pozwolił to nie skończyło się dobrze. Nie potrzebnie naskoczył wtedy na Sakurę,ale to nie był jedyny moment w którym zaskoczył sam siebie. Ostatnio zdarzało się to naprawdę często, z czego zdał sobie teraz sprawę. Miał zamiar rozwikłać powód swojej nagłej zmiany zachowania-Zacznijmy od tego kiedy to się zaczęło? Hm...mniej więcej od momentu w którym zacząłem widzieć w tej dwójce swoich przyjaciół. W sumie to moje relacje z Naruto w ogóle się nie zmieniły. Nadal mnie irytuje, wciąż ciągle się kłócimy i rywalizujemy ze sobą. To co się zmieniło to moje zachowanie wględem Sakury, tylko dlaczego? Dobra może zacznę od początku i tej nieszczęsnej walki, którą o mało co bym przegrał przez zwyczajne rozkojarzenie. Bo nie wiadomo skąd i dlaczego nagle przede mną pojawił się mój brat. W dodatku normalnie sobie ze mnie kpił i z tamtejszej sytuacji. Co prawda można powiedzieć, że jego pojawienie się uratowało mnie od ego zawieszenia w którym się znajdowałem. Ale nigdy przedtem nie czułem czegoś podobnego jak w tym momencie, gdy ona przygwoździła mnie do ziemi. Byłem świadomy każdego jej mięśnia, który napięty walczył ze wszystkich sił o to, by jak najdłużej przytrzymać mnie przy ziemi. Ale zdarzyło się coś jeszcze. W momencie w którym na mnie spojrzała byłem zgubiony. Przez moment zapomniałem o tym, że jestem w środku walki, a zamiast tego podziwiałem jej oczy? Co się ze mną dzieje do cholery? Nie mogłem się ruszyć, albo nie właściwie to nie chciałem tego zrobić. Dobra to nie ważne. Jeszcze dziwniejsze były objawy związane z tym wydarzeniem. Puls bił mi bardzo szybko, miałem zawroty głowy i było mi strasznie gorąco, czułem się zupełnie tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem i byłem chory. Miałem wtedy gorączkę, dreszcze i właśnie te zawrot głowy. Co prawda wtedy towarzyszyły mi jeszcze kaszel i katar, które nie pojawiły się teraz, a przynajmniej na razie tego nie zrobiły. Być może to tylko jakiś wirus, początek choroby? Cóż...objawy by się zgadzały. Tak, to na pewno o to chodzi- wmówił sobie chłopak, lecz miał dziwne przeczucie, że cokolwiek by to nie było to był to zaledwie początek jego „choroby”.


Sakura przez całą drogę nie odzywała się do Uchihy. Nawet gdyby chciała to co niby miała mu powiedzieć? Przepraszam za to co powiedziałam. Naprawdę tak nie myślę?- Ehh...gdzieś to już słyszałam. No, ale w sumie taka prawda. Przecież serio nie miałam tego na myśli. W sumie to nadal nie wiem dlaczego wtedy tak wybuchłam. Serio nie wiesz? Haha...nie oszukuj się, przecież to on zaczął. Całą sytuacje zwalił na ciebie, pomimo tego, że przecież w ogóle nie byłaś temu winna.Nie daj się więc wpędzić w poczucie winy za coś czego nie zrobiłaś- odezwało się jej alterego- No niby tak, ale i tak sądzę, że przesadziłam. Widziałam jego minę. W życiu nie widziałam go w takim stanie....ta tak no jasne biedny Sasuke-kun. Znowu zaczynasz? Chcesz być tą samą dziewczynką, którą byłaś w akademii, co? Tą co wszędzie tylko za nim latała krzycząć Sasuke-kun, Sasuke-kun, co? Nie sądzisz, że to żałosne? Ok,tak było, ale byłam wtedy jedynie dzieckiem i....no właśnie w tym rzecz. Teraz już nim nie jesteś, więc przestań się nad sobą użalać. Tym bardziej, że przecież nie skłamałaś. Powiedziałaś mu szczerą prawdę, a prawda czasem boli. Kiedy skończyła swój wewnętrzy monolog znów na niego spojrzała. Wyglądał na zamyślonego, ale nie jakiegoś rzygnebionego, więc trochę odetchnęła z ulgą. Musiał wyczuć, że mu się przygląda, bo również na nią spojrzał. Ona jedak odwróciła wzok. Tym razem nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, nie teraz.


Po kilku godzinach wędrówki wszyscy byli już trochę zmęczeni, poza tym zastało ich późnie popołudnie. Słońce powoli chowało się za choryzontem zapowiadając noc.
- W porządku tutaj rozbijemy obóz- zakomenderował Kakashi, kiedy dotarli do jakiejś polany w środku lasu. Niedaleko stąd jest wzgórze, które jest świetnym punktem obserwacyjnym, a poza tym rzeka płynie zaraz za tymi drzewami- zskazał palcem kierunek. Wszyscy odłożyli swoje rzeczy i usiedli pod pobliskiem drzewem
- Ale jestem głodny- narzekał Uzumaki, a jego brzuch zaburczał na potwierdzenie tych słów
- W takim razie świetnie się składa- powiedziała i zaczęła wyciągać coś ze swojego placaka, po czym podała mu pudełeczko na bento
- Co to jest?- wziął go od niej i spojrzał zaskoczony
- Otwórz i się przekonaj- odpowiedziała z uśmiechem. Chłopak zrobił tak jak mu powiedziała, a oczy zaświeciły mu się jak światełka na choince w Boże Narodzenie, gdy zobaczył co jest w środku
- Dziękuje ci Sakura-chan, Atadakimasu - odpowiedział i zaraz zabrał się za jedzenie- rany jakie to pyszne- skomentował- ten dango są jeszcze lepsze od poprzednich- pochwalił
- Naprawdę? Cieszę się w takim razie, że ci smakują, bo te przygotowałam sama
- Proszę- powiedziała podając pudełeczko Kakashiemu
- Dziękuje ci Sakura
- Smacznego- odpowiedziała. Obserwował jak blondym i mistrz zajadali ze smakiem. A ona właśnie sięgała do placaka po jak się domyślał porcje dla siebie. Po tym jak ostatnio nie przyjął kupionych wtedy przez nią słodyczy nie spodziewał się,by miała popełnić ten sam błąd, gdy już znała jego reacje na tego typu gesty
- Proszę, a to dla ciebie Sasuke-kun- powiedziała podając mu jego porcje. Spojrzał na nią sceptycznie- czyżby już zapomniała? Przecież mówiłem jej ostatno, że nie lubię słodyczy. Przez chwile tylko przyglądał się pakunkowi
- No proszę weż- ponagliła i podała mu go- z ociąganiem odpakował jedzenie, lecz jego zawartość całkowicie go zaskoczyła. Zamiast dango w pudełku były takoyaki* z sosem do zamaczania. Znów na nią spojrzał, ale po jej reakcji wywnioskował, że szok wciąż był widoczny na jego twarzy
- Tym razem nie możesz się już wykręcać tym, że nie lubisz słodyczy- powiedziała z uśmiechem i mrugnęła do niego- chwila...wykręcać? O czym ona mówi? Czyżby myślała, że wtedy skłamałem tylko dlatego, że nie chciałem jeść tego co mi wtedy dała? To dlatego tym razem przygotowała coś innego?
- Wykręcać się? O czym ty mówisz?
- No jak to o czym? O tym twoim małym kłamstewku, że niby nie lubisz słodyczy
- Ale ja nie skłamałem. Naprawdę ich nie lubię- odpowiedział- po co miałbym kłamać?- ale ona nie musiała odpowiadać. Mógł wyczytać to z jej twarzy, jego przypuszcznia były słuszne, a ona musiała pomyśleć, że nie przyjął jedzenia tylko dlatego, że to ona je przyniosła.
- Cóż w takim razie mam nadzieję, że będzie ci smakować- uśmiechała się niepewnie, a sama zabrała się za swoją porcję. Znów spojrzał na jedzenie, smakowity zapach otulał mu nostrza,a on wciągnął go głęboko w płuca, tak, że niemal ślinka zaczęła mu ściekać- ile to już lat minęło od kiedy jadł coś przygotowanego specjalnie dla niego?- sięgnął pamięcią do czasów w których po raz ostatni jadł tą potrwę. Mama często mu ją robiła, gdyż należała do jego ulubionych. Co prawda przez ostatnie lata nie raz jadł je na mieście, ale to już nie było to samo. Musiał przyznać, że takoyaki* w wykonaniu Sakury wyglądały naprawdę smakowicie. Średniej wielkości kuleczki były ułożone równiótko w pudełku, jak od linijki. Miały złoty kolor i przypominały te,które przyrządzała mu mama. Wziął pałeczki, zamoczył jednką z kulek w sosie i wsadził do ust- to jest pyszne- pomyślał zachwycony. Jak się domyślał przygotowała wersję na słono. Jedzenie rozpływalo się w ustach, dlatego zaczął zajadać bardzo szybko. Z jednej strony chciał się tym delektować, ale teraz, gdy tego spróbował uświadomił sobie to jak bardzo był głodny.
- O wygląda na to, że Sasuke ma co innego, ej daj spróbować- powiedział i wyciągnął rękę w stronę jedzenia. Brunet zabrał je automatycznie, nie miał zamiaru się z nikim dzielić
- Miałeś swoje jedzenie- odpowiedział- to jest moja porcja
- No tak,ale ja już zjadłem, a poza tym ty masz coś innego, niż dango. No weź nie bądź ham i daj spróbować. W końcu to Sakura-chan je zrobiła- i to jest właśnie powód przez który się z tobą nie podzielę- pomyślał


    - Naruto jeśli nadal jesteś głodny to mam jeszcze onigiri* i kanapki- powiedziała dziewczyna
    - Co? Gdzie ty to wszystko pomieściłaś Sakura-chan? Twój placak musi być strzsznie ciężki. Czemu nic mi nie powiedziałaś? Przecież pomógłbym ci to nosić dattebayo
    - Nie ma takiej potrzeby. To naprawdę nie jest ciężkie. Po za tym nie ma tego znowu ta dużo. Jedzenie na 4 dni, by się zepsuło, więc zrobiłam jedynie te przekąski na dzisiaj, kanapki na jutrzejsze śniadanie i kolacje oraz onigiri* na coś w formie obiadu haha sama nie wiem,ale skoro niedaleko jest rzeka to co wy na to, by zrobić ognisko i zjeść pieczone tyby na kolacje, co?
    - To świetny pomysł dattebayo
    - Dobra teraz, gdy już pojedliśmy trzeba rozłożyć namioty, chłopcy liczę na was- powiedział mistrz- ja pójdę nad rzekę złowić kilka ryb
    - W porządku, więc ja pójdę do lasu nazbierać chrustu i rozpalę ognisko- zaoferowała Haruno
    - W takim razie pójdę z tobą Sakura-chan
    - Nie ma takiej potrzeby Naturo, poradzę sobie Lepiej zajmijcie się namiotami ok? Bo z tym mogłabym mieć problem haha
    - Nie ma sprawy, ja rozłożę twój namiot- zaoferował
    - A potrafisz to zrobić?- zakpił Uchiha
    - Ahh zamknij się, oczywiście, że potrafię.


Po kilku godzinach nastała noc. Namioty zostały już dawno rozstawione. Ognisko caly czas się paliło zapewniając im ciepło, pomimo tego, że była sposunkowo ciepła noc. Jej namiot mieścił się po lewej stronie od ogniska. Czyli od namiotu chłopców dzieliło ją jakieś 2 metry. Była jedyną dziewczyną w drużynie dlatego nie musiała się nim z nikim dzielić. Wyszła z niego cichutko na palcach nie chcąc nikogo obudzić. Postanowiła, że jest to idelna okazja do tego, żeby trochę potrenować. Kierowała się w kierunku wzgórza, uznała, że to będzie najlesze miejsce, tym bardziej, że gdyby jacyć wrogowie się zbliżali to stamtąd ich zobaczy i będzie mogła ostrzec resztę towarzyszy. Gdy już dotarła na miejsce zaczęła od rozgrzewki, więc zrobiła kilka okrążeń wokół wgórza, później przeszła do ćwiczeń rozciągających. Wykonała parę skłonów, brzuszków, przysiadów i kilka innych ćwiczeń. Później usiadła na ziemi i rozpoczęła kumulowanie chakry. Najpierw w stopach, więc przespacerowała się po kilku pniach drzew, później w dłoniach, więc zaczęła uderzać w pień zupenie tak jakby był jej przeciwnikiem. Po jakiejść godzinie takich ćwiczeń postanowiła, że poćwiczy celność shurikenami. Zrobiła więc tak jak uczył ją Sasuke. Stanęła w lekkim rozkroku, z nogą wiodącą na przodzie. W dalszej części skumulowała chakrę w dłoni w której trzymała broń i rzuciła. Shuriken przeleciał szybko 3 metry i wbił się w pień drzewa zostawiając w nim całkiem spory ślad. Była zaskoczona takim wynikiem. Po pary takich rzutach uznała, że idzie jej całkiem nieźle, więc aby utrudnić sobie zadanie zaczęła rzucać z rozbiegu. Co prawda nie mogła sprawić, by drzewo nagle stało się ruchomym celem, ale kto powiedział, że ona ma stać przed nm jak słup? Zwiększyła odległość pomiędzy nim a sobą, a potem obiegając go, będąc w ciągłym ruchu rzucała w wyznaczony wcześniej cel. To było już nieco trudniejsze zadanie, więc nie zawsze trafiała. Co jedynie sprawiało, że była jeszcze bardziej zmotywowana. Kiedy uznała, że wystarczy tego rzucania jak na jeden trening znów wróciła do poprzednich ćwiczeń. Wyzualizujać, że ma przed sobą przeciwnika ćwiczyła ciosy oraz wykopy.


Obudził go jakiś dźwięk. A może raczej bardziej pasowałoby stwierdzenie rozbudził, gdyż przecież nie spał. Leżał jedynie z zamkniętymi oczami zmuszony do słuchania chrapania Naruto. Od lat nie spał z nikim innym w pomieszczeniu dlatego przyzwyczajony był do całkowitej ciszy. Nie był w stanie zmrużyć oka w takim hałasie. Odnosił wrażenie, że cały namiot się trzęsie. Wyszedł z namiotu i wdychał świeże powietrze. Spojrzał w górę. Całe niebo było usypane gwiazdami. Noc była jasna, gdyż była pełnia księżyca. Nie potrzebował więc latarki, aby wszystko doskonale widzieć. Uznał, że skoro i tak nie może spać to może potrenuje. Ruszył więc w stronę punktu obserwacyjnego. Starał się iść dosyć cicho i nie hałasować za bardzo, chociaż wieział iż Naruto chyba nic nie byłoby w stanie obudzić. Spał jak kamień. Zanim jeszcze dotarł na miejsce usłyszał jakiś odgłos. Szybko więc schował się za pobliskie drzewo podejrzewając, że to mogą być wrogowie. W oddali dostrzegł jakąś postać. Szybko jednak rozpoznał w niej Sakurę. Dziewczyna najwyraźniej także nie mogła spać i zamiast tego trenowała.
Przyglądał jej się przez kilka minut. Jej postawa była naprawdę dobra, musiała „walczyć” z wyimaginowaym przeciwnikiem. Jej włosy, tym razem rozpuszczone powiewały na wietrze.Tym razem nie miał zamiaru obserwować jej z ukrycia, więc wyszedł z lasu i podszedł do niej. Była do niego obrócona tyłem, więc musiała wyczuć jego obecność, gdyż wykonała wykop do tyłu, który on bez trudu zablokował.
- Sasuke-kun!- krzyknęła zaskoczona- co ty tu robisz?
- Mógłbym zapytać cie o to samo- odpowiedział i puścił jej nogę
- Jak to co, nie widać? Trenuje
- Nie byłoby ci łatwiej walczyć z przeciwnikiem, który faktycznie istnieje?- uśmiechał się kpiąco
- Tak racja, ciekawe kogo miałam o to poprosić w środku lasu, może króliki?- odpowiedziała sarkastycznie
- To może potrenujesz ze mną- zaproponował



Ta propozycja zaskoczyła ją i przez chwilę nic nie odpowiedziała. Po chwili jednak opanowała się i powiedziała
- W porządku, ale nie myśl, że pójdzie ci ze mną tak łatwo- stanęła w pozycji początkowej i czekała na jego ruch. Z jego postawy wywnioskowała, że tym razem nie zamierzał jej lekceważyć. Podobało jej się to, że traktował ją poważnie. Może nie na równi z sobą, ale jak jakieś realne zagrożenie. Tym razem nie czekał tak długo jak poprednio i ruszył do ataku. Wykonał cios prawą ręką, który ona bez trudu ominęła, schyliła się i wykonała wykop lewą nogą, lecz on w porę odskoczył. Nie dał jej jednak czasu na to by wstać, bo już na nią ruszył. Spodziewała się, że podejrzewał, że szybko wstanie, więc zrobiła coś całkiem odwrotnego. Została w pozycji kucającej a w momencie w którym podbiegł już całkiem blisko podcięła mu lewą nogę na której akurat stawiał krok. Stracił na chwilę równowagę, lecz wykonał salto, więc koniec końców nie zaliczył gleby. Popchnał ją tak, że poleciała kilka metrów, lecz ona wykonała sprężynkę i już była na nogach. Przez całkiem długi czas się tak miotali. Na zmianę atakowali i robli uniki. Dziewczyna była już całkiem zmęczona, więc, gdy po raz kolejny udało mu się ją powalić na ziemię nie wstawała przez dłuższą chwilę, dlatego podszedł do niej i stanął w nogach
- Poddaje się- powiedziała- mam dość- on pochylił się nad nią
- Naprawdę? Już się poddajesz? Cienko, musisz popracować nad kondycją- ten jego arogancki uśmieszek znowu wyrósł na jego ustach, gdy patrzył na nią z góry
- A ty nad czujnością- odpowiedziała i zanim się obejrzał położyła nogi na jego brzuchu i przerzuciła go przez siebie, za głowę. Tego zupełnie się nie spodziewał . Stracił równowagę i upadł. Ona szybko wstała i wciąż śmiejąc się podeszła do niego, stanęła przed jego głową pochyliła się nad nim i powiedziała
- Mówiłeś coś może?- wciąż chichotała, ale chłopak nie dał za wygraną. Wyciągnął ręcę, złapał za jej kostki i podciął ją, po czym wstał szybko i przygwoździł ją do ziemi zupełnie tak jak podczas ich poprzedniej walki.
- A ty?- spytał, patrząc na nią z góry. Tym razem nie miał zamiaru dać się zwieść, więc przytrzymywał jej dłonie na wysokości jej głowy, usiadł na niej okrakiem w ten sposób unieruchamiając jej nogi. Patrzyła na niego. Był tak blisko. Miała ochotę przejechać palcami do jego policzku, lub wpleść je w jego włosy, ale nie mogła, gdyż unieruchomił jej ręce. Patrzył na nią z poważnią miną, a ona nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. To był głośny, zdrowy śmiech prosto z przepony. Już dawno tak się nie chichrała, ale nie mogła przestać. Była szczęśliwa, bo wyglądało na to, że ich niedawna sprzeczka odeszła w niepamięć, a na dodatek sam zaproponował wspólny trening. Jej śmiech musiał być zaraźliwy, bo chwile potem do niej dołączył. Wyglądał pięknie, tak się śmiejąc. Tak młodo i na takiego zrelaksowanego Wyglądał po prostu na chłopaka w swoim wieku, a nie poważnego, dojrzałego dorosłego którego z siebie robił. Jednak już po chwili przestał się śmiać i znowu spojrzał na nią poważnie. Ta mina sprawiła,że jej także przestało być do śmiechu. Nagle przypomniała sobie o czymś.
- Znowu zamierzasz mi grozić?- spytała, kiedy zobaczyła jego zaskoczony wyraz twarzy znów zaczęła chichotać
- Grozić ci, o czym ty mówisz? A kiedy niby ci groziłem?- jego napięcie zaczęło jej się powoli udzielać, dlatego sama również przestała się uśmiechać
- No jak to kiedy? Nie pamiętasz? Podczas naszej ostatniej walki- lecz, gdy nic nie odpowiedział, jedynie na nią patrzył to powiedziała
- „ Co mówiłaś wcześniej?”- usiłowała przybrać ten sam ton głosu co on w tamtym momencie. Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił
- To nie było do ciebie- wyszeptał i puścił ją, po czym wstał
- Ale nikogo poza mną tam wtedy nie było. Tzn mistrz i Naruto byli za daleko by cie usłyszeć, więc...przerwała w chwili, gdy na nią spojrzał. Nic nie powiedział, a ona zastanowiła się nad jego słowami- jeśli to faktycznie nie było do mnie to do kogo? Hm...a może nie jestem jedyną osobą, która mówi do siebie?- to wydało jej się najbardziej prawdopodobne. Chłopak poszedł w stronę wgórza, a ona bez zastanowienia poszła na nim. Oboje usiedli i w ciszy patrzyli na gwiazdy. Ta cisza wydawała jej się jakaś niezręczna, więc aby rozładować napięcie postanowiła zmienić temat
- Wiesz, że to chyba pierwszy raz kiedy widziałam twój uśmiech? Tzn. nie licząc oczywiście tych kpiących uśmieszków, które rzucasz Naruto, a taki prawdziwy, szczery, prosto z serca- powiedziała, po czym sama zaprezentowała mu swój
- No tak, bo przecież jestem tylko pomnikiem bez uczuć- przypomniał , jak na jej gust dosyć ponuro, a jej serce ścisnęło się z bólu
- Ale to nieprawda!- powiedziała,lecz gdy nie dostrzegła żadnej reakcji to dotknęła dłonią jego policzka i zmusiła by na nią spojrzał. Spojrzała mu głęboko w oczy i oznajmiła
- Naprawdę tak nie uważam. Nawet nie jestem pewna, dlaczego tak powiedziałam. Nie uważam, że nie masz uczuć, ale za to myślę, że bardzo dobrze je ukrywasz przed resztą świata. Zakładasz tę swoją maskę, przez którą nikt nie może się przebić. I może się głowić nad tym, ale i tak nie będzie wiedzieć o czym myślisz.
- Myślisz,że to takie ważne? Pokazywanie po sobie tego co naprawdę się czuje?- zadrwił
- Wtedy twoi przyjaciele wiedzą jak powinni zachowywać się w danym momencie. Wiedzą np. kiedy potrzebujesz pomocy...
- Ja nie potrzebuje niczyjej pomocy- powiedział rozdrażniony
- Owszem potrzebujesz, tak jak każdy, ale z jakiegoś powodu się z tym kryjesz. Zupełnie tak jak by uczucia były czymś złym. A nawet te negatywne mogą przynieść coś dobrego. Nie wolno ich w sobie dusić, to nie zdrowe.
- Może po prostu nie potrafię inaczej- odpowiedział szczerze
- Ależ oczywieście,że potrafisz. Właściwie to coraz częśniej je okazujesz. Zauważyłam to. Kiedyś np. nie potrafiłam tego stwierdzić, ale teraz już mogę powiedzieć kiedy jesteś rozdrażniony, znudzony, podekscytowany czy zirytowany, a także zamyślony, czy szczęśliwy.
- Ja nie bywam szczęśliwy....
- Bywasz, rzadko co prawda, ale bywasz. Ale nawet wtedy się nie przyznajesz. Spójrz chociażby na Naruto. On nigdy się nie kryje ze swoimi emocjami. Jest po prostu sobą, nikogo nie udaje. Uważam, że tak włanie powinno być. Że bez względu na wszystko każdy powinien być sobą. Bo jeśli się nie jest. Jeśli ciągle się kogoś udaje to człowiek jest samotny nawet wśród innych, ponieważ ma świadomość, że nikt tak naprawdę go nie zna.
- A ty niby zawsze jesteś sobą, tak? Nigdy nikogo nie udajesz?- spojrzał na nią wyzywajaco- a te wszystkie twoje starania, by nie zostać w tyle, by nam dorównać? Albo bycie tak cholernie miłą dla tego idioty?
- Co cie ugryzło?- była zaskoczona jego reakcją. Zupełnie jej nie rozumiała. Jeszcze chwile temu niemal się jej zwierzał. Rozmawiali ze sobą szczerze jak prawdziwi przyjaciele, tylko po to by za chwile ją prowokować? Nie miała jednak zamiaru dać się sprowokować
- Jest różnica pomiędzy udawaniem kogoś kim się nie jest, a samodoskonaleniem. To prawda, że staram się wam dorównać, ale to nie oznacza, że zaczęłam was udawać, prawda? A jeśli chodzi o Naruto to również nie udaje. Serio bardzo go lubię, potrafi być naprawdę słodki..
- Słodki- zadrwił
- Ty też potrafisz- wyrwało jej się zanim zdążyła to przemyśleć, ale już było za późno. Spojrzał na nią, a ona tym razem nie odwróciła wzroku. Spoglądała w te jego piękne czarne oczy i miała wrażenie, że za chwilę ją pochłoną. Wystarczyłoby tylko odrobinę się przysunąć i mogłaby go pocałować- na tę myśl alarm w jej głowie włączył się momentalnie- Yhm...Sasukocholizm znów daje we znaki. Dopóki się całkowicie z niego nie wyleczę to nie będę w stanie być dla niego prawdziwą przyjaciółką, której on potrzebuje...ehh dziewczyno opanuj się!- zamrugała, by oprzytomnieć
- Wiesz, myślę, że powinniśmy się zbierać. Jeśli nie odpoczniemy przynajmniej paru godzin to podczas jutrzejszej misji to Naruto będzie „grał pierwsze skrzypce” hehe
- Masz racje- przytaknął, wstał szybko i podał jej rękę, którą ona przyjęła.


Cześć Kochani. Przepraszam za błędy oraz za to, że tak długo musieliście czekać. Jednak odtworzenie tego co ostatnio straciłam okazało się trudniejszym orzechem do zgryzienia :/. Mam nadzieje, że opowiadanie Wam się spodoba

Pozdrawiam
- Lu-chan :) 

czwartek, 5 stycznia 2017

13- Ochronie cię za wszelką cenę ( Nalu)

Witajcie Kochani w nowym roku! :D. To jest taka mała niespodzianka ode mnie dla Was. Miałam go zamieścić w sylwestra, ale niestety pojawiły się nieoczekiwane problemy z łączem dlatego jest dopiero dzisiaj, wybaczcie. W nowym roku życzę Wam wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i samych sukcesów. Mam nadzieję, że ten one-shot przypadnie Wam do gustu. Do zobaczenia w następnym poście :*



  Paring: Nalu
      A/M: Fairy Tail
                                               Uwagi: Zbliża się punkt kulminacyjny mangi, a ja już nie mogę się doczekać kiedy Natsu zamieni się w...sami wiecie kogo ;). Tego one-shota dedykuje- Lucy. Bez dalszego wstępu, zapraszam
J
Natsu walczył z Zerefem zaciekle, nie dając za wygraną pomimo tego, że jego przeciwnik był bardzo potężny. Salamander z kimś takim nigdy dotąd się nie zmierzył. W trakcie trwania ich ostatniej walki został odciągnięty przez Happiego, więc nie miał nawet okazjii wykorzystać mocy podarowanej mu przez samego Igneela. Nie miał tego za złe przyjacielowi chodź teraz musiał przyznać, że dodatkowa siła bardzo by mu się przydała. To właśnie od pokonania Zerefa zależało to czy będą w stanie wrócić do gildii, uratować Pierwszą i ocalić miasto. Nie było czasu na błędy. Różowo włosy nie mógł się jednak całkiem skupić na walce wciąż mając z tyłu głowy słowa wypowiedziane przez przeciwnika- Jesteś moim młodszym bratem i nazywasz się Etherious Natsu Dragneel- ciężko było mu uwierzyć w to, że miałby być demonem z księgi Zerefa, a jakby tego było mało to jeszcze najpotężniejszym. Przecież on w niczym ich nie przypominał,prawda? Bo w końcu wyglądał jak człowiek, jedyne co mógłby mieć z demona to tendencja do rozwalania wszystkiego, ale to wszystko. W dodatku ciężko mu było uwierzyć, że ma ponad 400 lat! Nie wyglądał i nie czuł się na więcej niż 17, a czasem nawet mniej.
- Kiedy już cie wykończę to zabije także twoich drogich przyjaciół, będzie to powolna i bolesna śmierć- uśmiechnął się okrutnie- może nawet zostawię sobie kogoś przy życiu w formie trofeum np. tą blondynkę z którą wydajesz się być tak związany lub gadającego kota, w sumie zajmie mi mniej miejsca na półce- zastanowił się chłopak
- Uważaj bo ci na to pozwolę!- wrzasnął Natsu, a krew w jego żyłach zaczęła wrzeć na samą myśl o tym co brunet mógłby zrobić jego towarzyszom. Nim się obejrzał jego ciało zaczęło płonąć i to dosłownie, pomimo tego nie odczuwał żadnego bólu z tym związanego, jego całe ciało pokrywały teraz łuski, a zamiast paznokci pojawiły się długie, ostre szpony, poczuł tak wielką wściekłość i zaczął tracić świadomość, ostatnią rzeczą jaką usłyszał było jego imię, ktoś go nawoływał, więc obrócił się i wtedy ją zobaczył. Lucy biegła w jego stronę, niemal potykając się o własne nogi, płakała i wyglądała na zrozpaczoną, a także przerażoną, nie rozumiał jednak dlaczego, nie dotarło to do niego, chciał do niej zawołać żeby się nie zbliżała, bo tu jest zbyt niebezpiecznie, ale nim się zorientował stracił świadomość całkowicie, jedyne o czym był w stanie myśleć, co czuł w głębi siebie to pragnienie rozerwania przeciwnika na strzępy.

Dziewczyna wciąż biegła z całych sił w nogach nawołując przyjaciela, który jednak zdawał się jej już nie słyszeć. Wyglądał...zupełnie jak nie on. Jego całe ciało pokrywały łuski, wyglądające na smocze, twarde jak skała, zakończone ostrymi jak brzytwa pazurami. Z jego głowy zaczęły wyrastać rogi, przypominające baranie, zaokrąglene, ale znacznie większe, po kilku chwilach zaczął wyłaniać się także ogon. Nie mogła uwierzyć własnych oczom, kiedy jej poprzednia przeciwniczka nazwała go potworem Lucy sądziła,że po prostu się przestaszyła, gdyż Natsu potrafił być przerażający dla swoich wrogów. Dlatego też nie jeden raz już otrzymał ten przydomek. Teraz jednak blondynka wiedziała dokładnie co miała na myśli dziewczyna. Jej przyjaciel w tym momencie przypominał jakieś nieludzkie monstrum i chodź miała wyrzuty sumienia myślać o nim w ten sposób to jakoś patrząc teraz na niego nie potrafiła znaleźć bardziej odpowiadającego epitetu. Ona jednak mimo wszystko się nie bała, przecież to był jej Natsu, nie miało znaczenia to jak wyglądał, Natsu zawsze pozostanie Natsu, dlatego też wciąż biegła przed siebie nie zważając na nic
- Natsu!- zawołała, a on odwrócił głowę w mgnieniu oka tak szybko, że zatrzymała  się momentalnie w pół kroku...jego oczy nie były ani trochę ludzkie. Oczy w których zawsze kryła się troska o przyjaciół wyglądały jak ślepia jakiejś bestii. Były jaskrawo żółte i świecące, bardzo wyróżniały się na już nieludzkiej twarzy pokrytej łuskami. Po chwili wahania postanowiła jednak podejść bliżej. Pomimo tego jak wyglądał ona nie czuła strachu. Dzieliło ich już teraz zaledwie kilka metrów, które pokonała podchodząc do niego powoli i cicho mówiąc
- Natsu to ja Lucy- kreatura mierzyła ją swymi ślepiami na wskroś i warczała cicho, co jednak nie zniechęciło blondynki.  Uśmiechnęła się delikatnie jak to miała w zwycaju i powoli i delkatnie położyła mu dłoń na ramieniu, spojrzała mu prosto w oczy i wyszeptała
- To ja Natsu, poznajesz mnie,prawda?- Postać przez chwile przyglądała jej się cicho warcząc, pokazując przy tym ostre niczym sztylety kły, które teraz ściekały śliną. Naprawdę przypominał rozwścieczone zwierze. Nim się jednak obejrzała z jej ust zostało wyssane całe powietrze, a ona sama przeleciała parę metrów i uderzyła w przeciwległą ścianę z taką siłą,że ściana już i tak ledwo trzymającego się budynku została skrószona i posypała się na ziemie. Kamienie z których została stworzana owa konstrukcja posypały się na ziemie, spadając razem z nią  przygniatając ją po części. Bół był tak wielki,że omal nie straciła przytomności. Wolno wygrzebała się z pod gruzów i dotknęła głowy jedną dłonią, kiedy ją oderwała i spojrzała na nią była pokryta jakimś ciemnym płynem. Jedwo kontaktując jakoś udało jej się usiąść. Ból głowy był nie do zniesienia a zawroty głowy sprawiły,że nie była w stanie się podnieść pomimo usilnych starań. Oparła się o pozostałości budynku. Zamknęła oczy i z niemal radością przywitała ciemność. Ból zniknął w mgnieniu oka, a ona nie czuła nic po za błogim spokojem. Nie słyszała też żadnych dźwięków. Nie wiedziała ile czasu trwała w tym stanie, ale nagle dotarły do niej odgłosy walki: niszczone i kruszone budynki, ciosy, krzyki oraz warczenie jakiegoś okropnego zwierzęcia, które wwiercało jej się w głowę, niczym młot pneumatyczny. Z trudem otworzyła oczy i podniosła głowę, którą nagle przeszył ból. Przez niego zebrało jej się na mdłości, ale jakoś siłą woli udało jej się je powstrzymać. Oddychała powoli i głęboko wolno uświadamiając sobie,że ból głowy jest jej najmniejszym zmartwieniem. Zrobiła krótkie rozeznanie swoich obrażeń. Jedna ręka,lewa była złamana, na szczęście nie było to złamanie otwarte,jednak podejrzewała, że z przemieszczeniem,gdyż jej kończyna leżała bezwładnie pod nienaturalnym kątem. Kilka żeber było pękniętych, a o licznych siniakach już nawet nie zamierzała myśleć. Po kilku próbach udało jej sie wreszcie usiąść samodzielnie bez podpierania się o ściane. Wtedy poczuła,że coś ścieka jej po twarzy, a gdy spojrzała na podłoże ujrzała bordowe krople kapiące z jej głowy-krew. Podniosła wzrok i zobczyła w oddali jakieś dwie walczące postaci, które jednak poruszały się tak szybko,że jej wzrok, który jeszcze do końca nie doszedł do siebie z trudem zarejestrował kto to był. Jednak pamięć spowita przez mgłę wróciła w mgnieniu oka a ona przypomniała sobie co zaszło. Pamiętała jak biegła z stronę Natsu wołając go podeszła do niego a on...aż sie wzdrygnęła na samo wspomnienie. On ją odepchnął i to nie tak jak zazwyczaj to robił, gdy usiłował ją chronić i dać do zrozumienia żeby się nie wtrącała. To było coś zupełnie innego, nowego. On ją popchnął tak mocno, że uderzenie rozwaliło ścianę, o którą jeszcze chwile temu się opierała. Jej obrażenia i rany nie pochodziły od stoczonych wcześniej walk, a od jednego uderzenia przez przyjaciela...o ile w tym stanie mogła go nim jeszcze nazwać. Do tej pory Natsu nigdy jej nie zranił, ale teraz jedyne o czym była w stanie myśleć to on, gdy na nią patrzył tym nieludzkim, nie rozpoznającym nikogo i niczego spojrzeniem przyszpilając ją nim do podłoża. Tak bardzo pragnęła teraz zobaczyć jego szeroki uśmiech,który każdego potrafił podnieść na duchu nawet w najcięższej sytuacji. Czarne oczy w których kryło się tak wiele uczuć, których jednak prawie nigdy nie okazywał. Usłyszeć jego śmiech, mieć możliwość nakrzyczenia na niego z powodu włamu na jej mieszkanie, a nawet zorientować się rano,że leży obok niej na łóżku i słuchać tego jak chrapie, przez co trzęsie się cały jej pokój. Tak bardzo tęskniła nawet za jego głupimi dowcipami i docinkami, wiecznymi kłótniami i bijatykami z Greyem. Nie zdążyła mu nawet powiedzieć co tak naprawdę do niego czuje, a teraz może już nie zdążyć tego zrobić. Co jeśli już nie wróci do swojej postaci? Jeśli straciła go już na zawsze? Łzy zaczeły ściekać jej po policzkach na samą myśl, że więcej go nie ujrzy. Nie mogła na to pozwolić, nie dopuści do tego. Z mocnym postanowieniem usiłowała wstać, co prawda chwiała się na nogach i wciąż opierała o gruzy porozrzucane w okół niej, ale mimo wszystko stała już prawie o własnych siłach. Potykając się o podłoże oraz własne nogi zaczęła powoli iść w stronę walczących. W głębi serca miała przekonanie, że jeśli tylko uda jej się podejść do niego na tyle blisko i wyajśnić kim jest ona i kim on jest na pewno jej się uda. Nie ma możliwości, żeby jej nie rozpoznał. Co prawda obawiała się tego, że kolejne podejście może skończyć się podobnie do poprzedniego, ale nawet jeśli tak się stanie to podniesie się po raz kolejny i znowu dopóki do niego nie dotrze. Nie ważne jak długo to potrwa, a nawet to jakie obrażenia może jej zadać, nie podda się nigdy. Natsu by się nie poddał, gdyby sytuacja była odwrotna. Co prawda ciężko jej było sobie wyobrazić siebie w roli potwora, ale przecież jeszcze wczoraj nigdy by nie uwierzyła gdyby ktoś jej powiedział, że Natsu zmieni się w to..coś. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w tym stanie chłopak może ją nawet zabić,jeśli użyje za dużo siły, lecz to nie zniechęcało jej do stawiania dalszych kroków. W końcu czy można wyobrazić sobie piękniejszą śmierć niż tą w obronie ukochanej osoby? Ona nie potrafiła. Była już coraz bliżej, lecz ściana łez zasłaniała jej widok, więc wydarła oczy wierzchem dłoni i wtedy to zobaczyła. Zmieniony Natsu i Zeref walczyli zaciekle, lecz czarny mag został zepchnięty do defensywy, gdyż Salamander cioł pazurami wszystko co miał w zasięgu wzroku. Brunet podniósł jakąś księgę do góry, której Lucy z początku nie rozpoznała, była już na tyle blisko, że usłyszała co powiedział
- Cóż braciszku muszę przyznać, że w tej postaci chyba nie jestem w stanie pokonać cie normalnie, wierz mi, że nie chce tego robić, ale nie dajesz mi wyboru. Teraz kiedy wybudziłeś w sobie prawdziwą formę END nie masz już szans na powrót do normalnośći. Stałeś się zwykłą nic nie myślącą bestią i serce mnie boli, gdy patrze na ciebie w tym stanie, dlatego dla twojego własnego dobra jestem zmuszony cie zlikwidować. W końcu ty też nie chciałbyś zostać potworem już na zawsze, mam rację? Bracie? Zastanawiała się czy przypadkiem uszy nie płatają jej figla. W końcu po uderzeniu jej zmysły były dość otępiałe i nie zdziwiłoby jej to gdyby się przesłyszała. Teraz jednak zorientowała się co za księgę Zeref trzymał w ręcę. To była księga END, ta sama z której pochodziły demony z Tartaros. Nim się obejrzała chłopak przebił ją za pomocą magii, a Natsu wrzasnął strasznie i upadł na ziemię.
- Natsu!- krzyknęła i rzuciła się w jego stronę najszybciej jak tylko mogła. Upadła przy nim i uklękła
- Natsu!-krzyczała przez łzy, lecz on jedynie warczał wściekle i machał szponami w geście obronnym, kalecząc ją przy tym. Ona jednak nie puściła go. Zamiast tego przytuliła go mocno i szlochając przyjmowała kolejne rany.
- Nono..widzę, że mój braciszek poznał kogoś wyjątkowego,hm? Jesteś dla niego kimś kim kiedyś Mavis była dla mnie, mam racje? To dlatego pozwalasz mu się okaleczać i ranić, zamiast uciec gdzieś gdzie cie więcej nie skrzywdzi- brunet zaśmiał się okrutnie- cóż, muszę przyznać, że jesteś odważna. Jestem pod wrażeniem i nawet cieszę się, że mój ukochany braciszek miał przy sobie kogoś takiego jak ty.
- O czym ty chrzanisz?!- krzyknęła- Jaki brat!?- teraz była już pewna tego, że się nie przesłyszała
- A to tak bo ty jeszcze o niczym nie wiesz. Pozwól, że wyjaśnię ci to w wielkim skrócie. Otóż Natsu jest moim młodszym bratem, który zginął 400 lat temu i którego wskrzesiłem jako Etheriousa Natsu Dragnela, czyli w skrócie END. Haha sądząc po twojej minie domyślam się, że już kiedyś o nim słyszałaś.
- END? Nie..to nie możliwe. Natsu nie może nim być- zaprzeczała w kółko, chodź w głębi serca wiedziała, że czarny mag nie kłamie.
- Zgadza się, twój drogi przyjaciel tak naprawdę ma ponad 400 lat- zamyśliła się i przestała słuchać jego wywodu. Owszem wiedziała,że Natsu tak jak i Wendy, Gajeel i inni smoczy zabójcy zostali wysłani w przyszłość przez jedną z jej krewnych, która otworzyła portal. Wiedziała również, że to jej mama otworzyła Eclipse w tych czasach 7 lipca 777r. Przez co umarła. Aquarius jej to wszystko pokazała, więc wiedziała, że to prawda, lecz w to, że Natsu jest END, najpotężniejszym demonem z księgi Zerefa, silniejszym nawet od Acnologii, która za pomocą jednego ryku zmiotła wyspę Tenro nie chciała wierzyć. Przecież to chłopak dzięki któremu dołączyła do Fairy Tail, znalazła swoje miejsce na świecie. Ten, który zawsze ją chronił, pomagał, wspierał. On nie może być demonem, to niemożliwe, potrząsnęła głową i spowrotem wróciła do rzeczywistości słysząc co mówi Zeref
-.... przez lata go obserwowałem i czekałem na to aż będzie gotowy. Wtedy jeszcze nie byłem pewny tego czy straci świadomość, ale widząc jak rzucił tobą, swoją przyjaciółką jak piłką jestem o tym przekonany.
- Co mu zrobiłeś!? Odpowiadaj!
- Myślałem, że właśnie przed chwilą ci to wyjaśniłem. Nic mu nie zrobiłem, on po prostu jest sobą.
- Nie o tym mówię! Dlaczego jest ranny? Przecież nawet go nie zadrasnąłeś, więc czemu jest w takim stanie!?
- Aa o to ci chodzi. Cóż Natsu jest połączony z tą księgą- wskazał na nią- jest ona czymś w rodzaju jego serca. Kiedy ją zniszczę on także umrze.
- Akurat ci na to pozwolę! Otwórz się bramo Scorpio, otwórz się bramo bliźniąt Gemmini. Scorpio burza piaskowa, Gemmini zabierzcie mu księgę. To był szybki atak z zaskoczenia, którego Zeref najwyraźniej się nie spodziewał, gdyż już po chwili Lucy trzymała księgę w rękach
- Dziękuję wam przyjaciele-powiedziała i zamknęła bramy, wiedziała, że w walce z Zerefem nie miała najmniejszych szans, nie była na tyle naiwna by ryzykować.
- Forma wodnika- przybrała tą samą formę co podczas walki z Tartoros. To dzięki niej wtedy udało jej się pokonać Jackala- tarcza, nagle otoczyła ją przejrzysta tarcza, wyglądająca na wykonaną z wody. Wiedziała, że nie pokona go w walce, lecz jeśli ta księga była jedyną rzeczą trzymającą Natsu przy życiu to ona będzie ją chronić  za wszelką cenę.
- Nie jesteś taka zła-powiedział chłopak z uznaniem- tego się nie spodziewałem, ale naprawdę wydaję ci się, że jakaś słaba bariera mnie powstrzyma? Haha jesteś naiwna, czym jeszcze bardziej przypominasz mi Mavis dlatego zabije cie szybko.
- Tylko spróbuj- rzuciła wyzywająco i spojrzała z dół na Natsu, który leżał nieprzytomny obok niej. Stawiając barierę upewniła się,że chłopak będzie znajdował się pod nią. Zeref się mylił, nie była na tyle naiwna by myśleć, że tego typu tarcza będzie w stanie powstrzymać kogoś kto przez wieki stąpa po tym świecie. Jednak chciała podarować Natsu chodź chwile na zregenerowanie sił i  częściowe dojście do siebie. Wiedziała, że długo nie wytrzyma, lecz zrobi wszysto co w jej mocy, by dać Salamandrowi jak najwięcej czasu. Ją nie odchodziło to jak wyglądał w tym momencie, ani nawet to, że jej nie poznawał. W tej chwili mogła chodź po części zrewanżować się za wszystko co on dla niej zrobił.
- Jesteś za słaba, tak samo jak ta twoja nędzna bariera haha naprawdę myślisz, że coś takiego jest w stanie mnie zatrzymać?- Zeref uformował z magii coś okrągłego, co wyglądało jak piłka i rzucił w tarczę. Bariera zatrzęsła się, ale wciąż stała.
- Hm..lepiej niż myślałem- powiedział z uznaniem- odpowiedz mi tylko na jedno pytanie. Dlaczego chronisz takiego potwora, co? Przecież to monstrum nawet cie nie poznaje, zranił się bardziej niż ja czy ktokolwiek inny, ledwo sama jesteś w stanie utrzymać się przy życiu, czemu nie uciekniesz? Czemu go bronisz?
- Bo on nie jest żadnym potworem! Nie waż się tak nawet o nim mówić! Natsu jest najlepszym człowiekiem jakiego w życiu poznałam. Troszczy się o przyjaciół i o gildie. Nie znam nikogo bardziej ludzkiego od niego!
Dziewczyna utrzymywała barierę przez kilka minut, które dłużyły jej się w nieskończoność. W końcu poczuła,że zupełnie opada z sił i upadła na ziemię. Tarcza zniknęła a ona widziała jak chłopak podchodzi do niej wolnym krokiem trzymając w ręce coś co kształtem przypominało miecz, lecz także wykonane było z magii. Pierwszy raz widziała coś takiego. Z trudem doczołgała się do księgi, którą upuściła w trakcie upadku i zasłoniła ją własnym ciałem. Zamknęła oczy i mentalnie przygotowała się na ból, który nie nadszedł. Otworzyła oczy a to co zobaczyła zaskoczyło ją całkowicie. Przed nią klęczał Natsu, który przyjął cios na siebie robiąc z siebie żywą tarczę. Broń przebiła mu klatkę piersiową w miejscu serca, a plama krwi rozeszła się po całym jego ubraniu. Kałuża ciemnego, lepkiego płynu, która utworzyła się pod nimi wydawała się tak wielka,że nikt by nawet nie przypuszczał, że człowiek jest w stanie pomieścić jej tak dużo w swoim ciele. Spojrzał na nią tymi swoimi czarnymi, tak doskonale znanymi jej oczami i cicho zapytał
- Lucy nic ci nie jest?
- Natsu...Natsu ty...ty mnie poznajesz?
- Jak miałbym ciebie nie poznawać?- odpowiedział pytaniem na pytanie i uśmiechnął się tym swoim promiennym uśmiechem, który tak kochała.
- Znowu jesteś sobą- powiedziała szlochając
- Tak, dzięki tobie. Słyszałem wszystko co powiedziałaś...to dzięki tobie odzyskałem świadomość..ehke...ehke...zaczął kaszleć, a z jego ust spłynęła krew- przepraszam za wszystko Lucy...za to, że cie zraniłem i za...ehke..ehke..ehke- teraz rozkaszlał się  już na dobre i jeszcze więcej krwi wypływało z jego ust
- Ciiii...nic więcej nie mów...nie masz za co przepraszać...nie jestem zła- powiedziała i uśmiechnęła się przez łzy, widziała jak głęboka jest rana chłopaka, nie robiła sobie już nawet nadziei na to,że będzie w stanie dalej walczyć, a już o tym, że wygrają nawet nie śmiała myśleć. W tym momencie dotarły posiłki. Grey, Gajeel, Erza, Mira, Jellal i jego paczka zaczęli atakować czarnego maga. Erza złapała spojrzenie blondynki w biegu, by upewnić się, że sobie poradzą. Ona tylko kiwnęła głową i spojrzała na Dragneela.
- Lucy...ja pamiętam wszystko...pamiętam jak biegłaś w moją stronę i mnie wołałaś...i potem jak się zmieniłem i cie popchnąłem także...ja naprawdę bardzo cie przepraszam,ale nie panowałem nad sobą. W ogóle nie miałem kontoli nad własnym ciałem. Zachowywałem się jak jakaś niemyśląca bestia, a ty pomimo tego wszystkiego nie uciekłaś..nie zostawiłaś mnie...mało tego nadal mnie chroniłaś...widziałem to i czułem..czułem twoje ciepło..nie puściłaś mnie nawet wtedy, gdy zacząłem się wyrywać i cie przy tym drapać, -powiedział po czym wskazał na rany na rękach i twarzy,które jej zadał-  ale musisz uciekać Lucy...nie wiem na jak długo jeszcze będę sobą,a nie zadam ci kolejnych ran..nie ma mowy...więc proszę cie...uciekaj
- Nie...nigdy w życiu...nie ma mowy,że cie zostawie...nawet na to nie licz..jesteśmy drużyną,prawda?- powiedziała uśmiechając się promiennie. Dokładnie tak jak on lubił najbadziej.
- Lucy..proszę...tylko na mnie spójrz. Zobacz czym się stałem..czym jestem. Słyszałem co mówiłaś Zerefowi,ale prawda jest taka, że jestem potworem. Jak można inaczej nazwać kogoś kto zranił własną przyjaciółkę?
- Nie wiedziałeś co robisz...nie byłeś sobą Natsu...nie możesz się za to obwiniać- złapała jego twarz w obie dłonie i spojrzała mu w oczy- nie jesteś potworem, słyszysz? Nie jesteś. Bo nie można tak nazwać kogoś kto ceni i chroni przyjaciół ponad własne życie. A ty zawsze to robisz. Nie obchodzi cie to jakie rany sam odniesiesz. Zawsze zjawiasz się tam gdy ktoś tego potrzebuje...gdy ja tego potrzebuje. Natsu...uratowałeś mnie niezliczoną ilość razy, a ja nigdy ci się za to nie odwdzięczyłam. Nie mówię już nawet o tym ile razy mi pomogłeś w czasie walki, ale to dzięki tobie dołączyłam do Fairy Tail, znalazłam swoje miejsce na świecie...mam dom do którego zawsze mogę wrócić. Ty pierwszy nie widziałeś we mnie jakiejś dziedziczki a zwyczajną osobę, taką samą jak pozostali. Jesteś człowiekiem i nie wolno ci o tym zapominać..rozumiesz? Nigdy o tym nie zapominaj.
- Lucy...
- Jest jeszcze tak wiele rzeczy, które chciałabym ci powiedzieć, ale nie mamy już na to czasu dlatego chce żebyś wiedział, że cie kocham..bardziej niż cokolwiek na tym świecie...więc nie waż się mi mówić, że nie jesteś człowiekiem, bo nigdy bym się nie zakochała w potworze, rozumiesz?- powiedziała uśmiechając się delikatnie
- Lucy...ja ciebie też...
- Wiem- powiedziała uśmiechając się przez łzy i pocałowała go. Przelała w ten pocałunek całą wdzięczność, miłość..wszystkie uczucia jakie teraz nią targały. Kiedy się od siebie oderwali spojrzała mu w oczy jeszcze raz i wyszeptała
- ...i właśnie dlatego,że cie tak bardzo kocham liczę, że nie będziesz się na mnie długo gniewał, dobrze?
- Gniewał? Ale za co miałbym..
- Bo nie mogę pozwolić ci umrzeć. Jesteś nadzieją nas wszystkich Natsu. Nie możesz zginąć. Fairy Tail cie potrzebuje i Magnolia również
- Lucy...o czym ty mówisz?- spytał zdezorientowany
- Posłuchaj, wiem, że w tym momencie uznasz mój plan za totalne szaleństwo, ale gdy się nad tym dłużej zastanowisz to zobaczysz, że to ma sens. Pamiętasz jak ci kiedyś powiedziałam, że moja mama zniknęła 7 lipca 777r.? Teraz już wiem dlaczego tak się stało. Otworzyła bramę, dzięki której ty i reszta was- smoczych zabójców dostała się do tych czasów. Była w stanie to zrobić, bo należała do rodu Heartfilia. Moja rodzina od wieków się tym zajmowała. To jest moje przeznaczenie Natsu. Założe się, że nasze spotkanie także od niego zależy. Poznaliśmy się właśnie po to żebym mogła cie uratować.
- Lucy o czym ty mówisz...nie nadążam
- Wyślę cie w przeszłość, a dokładniej 400 lat wstecz, abyś mógł pokonać Zerefa i żeby to wszystko co się teraz dzieje nigdy się nie wydarzyło.
- Co masz na myśli?
- Nie jestem w 100% pewna, bo nie znam się za dobrze na podróżach w czasie, ale sądzę, że kiedy się cofniesz to powinieneś nie być ranny, bo zostaniesz tam przeniesiony z wyprzedzeniem jednego może kilku dni. Aby wrócić do naszych czasów będziesz musiał znaleźć kogoś z mojego rodu. Ona wykona zaklęcie i w ten sposób będziesz mógł powrócić. Pamiętaj jednak, że wszystko co zrobisz tam, będzie miało wpływ na teraźniejszość, więc postaraj się, dobrze?- dodała z uśmiechem
- Jak to przeniesiesz mnie w przeszłość? A co z resztą, co z tobą?
- O nas się nie martw, tak jak mówiłam,jeśli zdołasz pokonać Zerefa to wtedy to wszystko nie będzie miało miejsca. Po za tym liczę na to, że 400 lat temu on nie był tak silny, jak jest dziś.
- Brzmi nieźle, ale dlaczego mam wrażenie, że jest jakieś ale? Co jest do tego potrzebne?
- Cóź pełny przepis to jeden Gwiezdny Mag z rodu Heartfilia i 12 zodiakalnych kluczy
- Ok, ale przecież ty nie masz wszystkich kluczy...co z kluczami Yukino?
- Wyjechała, więc dała mi je na przechowanie. Wszystko będzie dobrze Natsu, zaufaj mi- powiedziała uśmiechając się delikatnie. Odeszła kilka kroków od niego i wyciągnęła klucze. Wyprostowała się i poczuła coś...coś dziwnego. Czuła się zupełnie tak jakby doskonale wiedziała co robić, jakby robiła to już wiele razy. Podniosła głowę i zaczęła wypowiadać słowa, które nagle same pojawiły się w jej głowie.

O dwanaście złote zodiakalne klucze,
wysłuchajnie mojej prośby
jam jest wysłannicą nieba z rodu gwiazd.
Co się stało, pozwólcie zmienić,
by odwrócić losy wydarzeń.
Otwórzcie wrota czasu
i pozwólcie mi kierować nimi.

Podczas inkantacji wokół Lucy pojawiła się złota aura. Unosiła się teraz kilkanaście cm nad ziemią. Nie widziała ani nie słyszała tego co się działo do okoła, nawet wołania Natsu. Zachowywała się podobnie, jak wtedy, gdy używała Uranometrii, tylko tym razem nie chodziło o rzucenie zaklęcia na wroga, a o zmianę przeszłości. Złota poświata nie zniknęła, lecz dziewczyna otworzyła oczy w samą porę, by zorientować się, że jej ukochany jest tuż przy niej. Sądząc po śladach krwi jakie pozostawił na ziemi musiał się do niej dosłownie doczołgać.
- Lucy-wyszeptał ledwo słyszalnie. Podejrzawała, że ma pękniętę płuco, gdyż słyszalne było wsysane powietrze, mówił z trudem
- Powiedziałaś, że potrzeba ci 12 kluczy, ale masz ich 11 bez Aquarius, więc jak to możliwe, że zadziałało? Pomimo swojego stanu musiała przyznać, że dość dobrze kojarzy. Odetchnęła głęboko i odparła
- Jest możliwe wykonanie go bez jednego klucza. 11 w zupełności wystarczą-powiedziała zapewniająco
- Lucy...czegoś mi nie mówisz..ehke...co przede mną ukrywasz?
- Skąd wiedziałeś, że....
- Bo od kiedy zaczęłaś mówić o tym planie.....-przerwał by złapać oddech- przestałaś patrzeć mi w oczy
- Dobrze...masz rację jest pewnien haczyk, ale zważywszy na okoliczności jest naprawdę mały. To niewielka cena Natsu
- Jaka cena?- domagał się odpowiedzi
- Mag, który chce wykonać to zaklęcie z 11 kluczami może to zrobić, owszem...ale za cenę życia, ale możliwe, że uda mi się to jakoś przeskoczyć. poproszę króla gwiezdnych duchów o pomoc- skłamała, licząc na to, że w ten sposób go przekona. Nie chciała go okłamywać, ale znała go aż za dobrze. Gdyby chodziło o jego życie to poświęciłby je bez zastanowienia, jednak życia kogoś innego nigdy by nie przehandlował.
- Cooo? Nie Lucy nie zgadzam się, rozumiesz?! Nie pozwolę ci na to!- usiłował się podnieść, ale obrażenia mu na to nie pozwoliły. Zamiast tego zaczęł jeszcze bardziej kaszleć krwią i klnąc na zmianę na swoją bezsilność.
- Natsu..to nasza jedyna szansa. Posłuchaj jeśli nie powstrzymasz Zerefa to wszyscy zginiemy, a na ten moment nie jesteś w stanie tego zrobić. Nasi przyjaciele robią co mogę, ale prawda jest taka, że jesteś jedyną osobą, która może go pokonać
- Bo jestem demonem...
- Nie..dlatego, że jesteś sobą. Niesiesz w swoim sercu uczucia wszystkich przyjaciół i walczysz razem z nimi. One ci pomagają, wspierają cie. Twoja siła to nie siła jednego, ale wielu. Całej gildii i nie tylko. Nigdy o tym nie zapominaj.
 Portal zaczął się otwierać na przeciwko niej. Podeszła do niego i złapała go za rękę, a potem oparła jego ciało o swoje przerzucając jego górną kończynę przez ramie. Podprowadziła go do przejścia. Zanim przez niego przeszedł obrócił się w jej stronę. Na ten moment nie obchodziło go to, że trwa wojna, a on zaraz wyląduje setki lat w stecz nie wiedząc nawet gdzie. Nie mając zielonego pojęcia jak pokonać Zerefa, ani tym bardziej jak wrócić. W tej chwili liczyła się tylko ona. Tak bardzo żałował tego, że tak późno zdał sobie sprawę z uczuć którymi ją darzył. Od zawsze była mu bliska i dobrze o tym wiedział. Pragnął ją chronić, być przy niej w ciężkich chwilach, pomagać jej, gdy miała kłopoty. Ale nigdy  nie zastanawiał się nad tym co tak naprawde ich łączy. Teraz patrzył na nią. Na jej piękne brązowe oczy, w których mógłby się zgubić, na jej włosy, które pomimo tego, że były rozczochrane i posklejane przez krew i błoto wciąż wyglądały pięknie. Najwięcej jednak czasu poświęcił jej uśmiechowi, ponieważ nikt po za nią takiego nie posiadał. Pogodny uśmiech, który potrafił odgonić wszystkie chmury i szarości z jego życia. Który potrafił ukoić jego nerwy i momentalnie poprawić samopoczucie. Chciał przyjrzeć jej się na tyle dobrze, by zamykając oczy mieć wyryty jej obraz w pamięci z najdrobniejszymi szczegółami, jak jej śnieżnobiałe zęby, czy też słodki dołeczek, który robił jej się w policzku, gdy się śmiała. Z trudem podniósł dłoń i przejechał po jej czole opuszkami palców odklejając jeden z zabłąkanych kosmyków i wkładając jej go za ucho. Pochylił się i złączył ich usta w pocałunku, gdy się odsunął spojrzał jej o oczy i wyszeptał
- Kocham cie...czekaj na mnie. Na pewno cie odnajdę...po tych słowach odwrócił się szybko i zanim zmienił zdanie zniknął po drugiej stronie przejścia. Heartfilia stała wciąż patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą był. Cała się trzęsła od płaczu, łzy nie przestawały cieknąć po jej bladych policzkach
- Żegnaj- wyszeptała, po czym upadła na ziemię i więcej się nie poruszyła.

Wolno otworzył oczy i podniósł głowę mentalnie przygotowując się na ból przeszywający czaszkę, jednak nie nadszedł. Natsu wstał i rozejrzał się. Ostatnie co pamiętał to krajobraz wojny. Zniszczone, walące się budynki, pożary, a w powietrzu metaliczny zapach krwi i duszący zapach dymu unoszący się w całym mieście. Chwile zajęło mu przypomnienie sobie, że przeszedł przez portal cofając się w czasie. Teraz znajdował się na jakiejś łące, na wzgórzu nieopodal lasu. Za nim mieściło się całkiem okazałej wielkości drzewo o które jeszcze chwile temu się opierał. Cały ten obraz coś mu przypominał, ale za nic nie mógł skojarzyć skąd zna to miejsce. Obejrzał się od stóp do głów z radością stwierdzając, że jego śmiertelne rany zniknęły. Dłużej nie zwlekając postanowił odnaleźć Zerefa, w końcu to powód dla którego się tu znalazł. Musi go znaleźć i pokonać, a potem będzie mógł wrócić do przyjaciół i Lucy
- Lucy...-wyszeptał tęsknie, a przed jego oczami pojawił się obraz blondynki- wrócę do ciebie, czekaj na mnie. Dragneel nie miał zamiaru teraz zawracać sobie głowy tym w jaki sposób wróci. Uznał, że na pewno coś wymyśli, na razie ma jednak inne zadanie do wykonania.. Z jakąś godzinę zeszło mu zejście na dół i wejście do miasta. Nie był pewny do jakich czasów trafił, ale musiało to być dosyć dawno, gdyż nie poznawał wielu budynków. Po kilku górach i morzu poznał jednak, że nadal znajduje się w Magnoli. Idąc główną ulicą widział bazary w produktami spożywczymi, domy i bary z których odgłosy pijanych, wydzierających się ludzi były najgłośniejsze. W mieście panował straszny nieporządek. Nie żeby Natsu należał do czyściochów, wystarczy spojrzeć na to jak wygląda jego dom, by obalić tę tezę, ale wszędzie walające się śmieci budziły w nim niesmak. Odwiedził kilka miejsc wyglądających jak motele i pytał o czarnego maga, który w co wciąż nie chciał uwierzyć okazał się być jego bratem. Nie wiedział, który to rok, ale obszedł całe miasto wdłuż i wszesz. Nie dość, że nie znalazł Zerefa to jeszcze ani jednej osoby, która cokolwiek by o nim słyszała. Nie było tu także żadnej gildii. Właściwie to kiedy pytał ludzi o magów ci patrzyli na niego jak na jakiegoś wariata. Zapragnął wrócić do siebie. Bał się o wszystkich. Nie znał się za bardzo na podróżach w czasie. Nie wiedział na czym to dokładnie polega. Czy jeśli coś stanie się jego bliskim w teraźniejszości to czy on będzie w stanie to cofnąć? Z drugiej jednak strony był ich jedyną nadzieją. Dlatego też szukał Zerefa przez cały miesiąc. Rzecz jasna nie tylko w Magnolii. Przeszukał wszystkie pobliskie miasta, a także las, który do najmniejszych nie należał. Po 4 tygodniach jednak się poddał. Miał serdecznie dość tego, że nikt w tym dziwnym świecie nawet nie słyszał o magii. Za każdym razem kiedy pytał o coś podobnego kogokolwiek to patrzyli na niego zupełnie jak by się urwał z choinki. Z regóły nie przeszkadzało mu to co myśleli o nim inni, ale łatwo powiedzieć coś takiego kiedy masz przy sobie przyjaciół, którzy akceptują cie takim jakim jesteś. Nie wspominając już o tym, że jego obecni „znajomi” najzwyczajniej w świecie się go bali.
- Pff... wielkie mi halo, no może i faktycznie rozwaliłem im ten bar...no dobra może trzy..ale jak miałem zareagować kiedy wszyscy z uporem maniaka próbują mnie przekonać, że magia nie istnieje, a patrzą na mnie tak jakbym potrzebował terapi.
Wiem, że wszyscy na mnie liczą, ale tym sposobem im nie pomogę. Muszę wrócić, jestem pewny, że razem wymyślimy jak go pokonać, tak jak zawsze. Prawda Happy?
Kiedy nie usłyszał żadnej odpowiedzi, złapał się na tym, że znowu to zrobił. Przez cały pobyt w tym miejscu robił w ten sposób, także wśród ludzi
- Hmm...może to dlatego wszyscy mają mnie za niespełna rozumu- zastanowił się przez chwile-no bo kto normalny gada do siebie, co? No dobra kto po za Lucy? Ehh..może to jest właśnie tego powodem? W końcu przez wiele lat nie miała przyjaciół a z kimś musiała rozmawiać. Pewnie właśnie stąd wziął jej się ten nawyk, tak jestem pewny, że ta...
Rozejrzał się po pomieszczeniu i uświadomił sobie, że wszystkie oczy są skierowane na niego..znowu.
- No co nigdy nie widzieliście nikogo kto rozmawia sam ze sobą? A moja dziewczyna tak robi, wiecie? Bo z czasów z których pochodzę to jest normalne! Ale wy i tak tego nie zrozumiecie..wynoszę się stąd!- nerwy mu puściły i w ten oto sposób wydarł się na wszystkich gapiów. Kiedy wychodził usłyszał za sobą różnego rodzaju komentarze typu: debil, co jest nie tak z tym gościem, współczuje mu, biedaczek i po raz kolejny przeklnął swój doskonały słuch. Postanowił wybrać się do rezydencji Heartfilia. Wiedział, że pomimo tego jak bardzo tego pragnie nie spotka tam Lucy, ale ze wsześniejszych rozmów z nią wiedział, że jej ród mieszkał w tym pałacu od wieków. Podejrzawał, że teraz także powinien ktoś tam być. Ktoś kto pomoże mu wrócić do domu.

Dotarcie na miejsce zajęło mu niecały dzień. Nawet się poświęcił i wsiadł do pociągu, abo raczej powinien powiedzieć do czegoś pociągopodobnego. Chciał jednak jak najszybciej się stąd wynieść a choroba lokomocyjna była najmniejszą przeszkodą. Kiedy dotarł na jej ziemie rozejrzał się, ponieważ przez chwile nie był pewny czy to właściwe miejsce. Pałac wyglądał zupełnie inaczej, nie tak jak w wspomnieniach Natsu. Na około nie było pięknego ogrodu, o który mama Lucy tak bardzo lubiła się troszczyć, zamiast niego jakiś zapuszczony terez pełny chwastów. Właściwie po za lasem, który znajdował się za domem, nie było tu żadnej roślinności. Salamander podszedł od razu do wielkich mosiężnych drzwi, gdyż posesja nie była ogrodzona i zapukał za pomocą kołatki. Pukanie rozeszło się ehem po całym budynku, a już po kilku minutach w drzwiach ukazała sie niska blondynka, o długich do pasa włosach upiętych w wysoki kucyk. Przez chwile stał jak wryty podziwiając podobieństwo owego rodu.
- Kim jesteś?- spytała dziewczyna. Była jednak pierwszą osobą w tym dziwnym świecie, która zwróciła się do niego serdecznie. Nie traktując od razu jak intruza.
- Nazywam się Natsu Dragneel i jak kolwiek idiotycznie to zabrzmi jestem przyjacielem twojej potomkini- Lucy Heartfilii. 
- Przyjacielem?- spytała i przyglądała mu się wyraźnie zaciekawiona.
- Tak- odpowiedział, a jego głos brzmiał pewniej niż w rzeczywistości się czuł
- W takim razie proszę wejdź, zrobię nam herbatę i porozmawiamy- gestem zaprosiła go do środka. Tak jak przypuszczał, wystrój domu także bardzo się różnił. Na ścianach nie wisiały portrety rodziny dziewczyny, a obrazy przedstawiające pory roku. Usiadł w całkiem sporej wielkości salonie, a dziewczyna szybko zrobiła herbatę i postawiła na stoliku. Usiadła na przeciwko i powiedziała
- A no przecież jeszcze się nie przedstawiłam. Nazywam się Anna Heartfilia.
- Nie masz służby?- zdziwił się Natsu, przypominając sobie jak wiele osób jest zatrudnionych u Lucy
- Nie, to znaczy owszem miałam ogrodnika, ale niedawno umarł, a jeśli chodzi o takie rzeczy jak robienie herbaty to wole sama się tym zajmować- odpowiedziała z uśmiechem
- Przykro mi z powodu ogrodnika..musisz czuć się samotna w tak wielkim domu nie mając się nawet do kogo odezwać
- Nic nie szkodzi...zdążyłam się już przyzwyczaić. Moja mama umarła ponad rok temu, a tata..cóż zostawił nas zaraz po tym jak się urodziłam. Nie wiem o nim zbyt wiele-powiedziała smutno
- Przepraszam nie chciałem...
- W porządku...w takim razie Natsu powiedz proszę co cie do mnie sprowadza?
-  Może zacznę od początku.Pochodzę z 796r. W moich czasach obecnie toczymy wojnę z magiem, który nazywa się Zeref. Moja przyjaciółka- Lucy wysłała mnie w przeszłość abym mógł pokonać Zerefa, żeby do wojny nigdy nie doszło. Powiedziała mi, że aby wrócić będę musiał odnaleźć kogoś z jej rodu, żeby wysłał mnie spowrotem do moich czasów. Cóż..więc dlatego tu jestem
- Aha..rozumiem. Opowiedz mi coś o tej Lucy, jaka ona jest?
- Lucy jest najwspanialszą osobą jaką znam. Jest miła, troskliwa, przyjacielska, pomocna, silna i twardsza niż na to wygląda. Zawsze można na nią liczyć, ceni przyjaciół bardziej niż własne życie i nigdy nikogo nie zostawi w potrzebie. Jest niesamowita i właśnie teraz nawet kiedy walczyliśmy na wojnie, a ja byłem śmiertelnie ranny i na straconej pozycji ona mnie nie zostawiła, rozumiesz? Została ze mną, mało tego chroniła mnie ze wszystkich sił- chłopak postanowił oszczędzić jej opowieści o tym jak zmienił się w demona i sam zranił Lucy. W końcu nie chciał wystraszyć dziewczyny. Gdy skończył swój monolog spojrzał na nią. Nie mógł rozszyfrować sposobu w jaki na niego patrzyła. Czy to było współczucie czy nadzieja, sam nie wiedział
- Ty ją kochasz- powiedziała w końcu i wtedy zrozumiał.
- Co? Ja? Skąd ci to przyszło do głowy?- zaskoczony nabrał koloru bordowego dywaniku na którym ustawiony był stolik i spuścił wzrok na swoje dłonie.Po chwili jednak ich spojrzenia znów się spotkały, a wtedy odpowiedział już pewnie
- Tak, kocham ją i nie masz nawet pojęcia jak bardzo chce znów ją zobaczyć. A do tego właśnie potrzebuje twojej pomocy.
- Cóż do wysłania cie w przyszłość będę potrzebowała wszystkich kluczy zodiaku...
- Oczywiście..zdobędę je wszystkie
- Nie będzie takiej potrzeby, gdyż obecnie wszystkie są w moim posiadaniu. Oczywiście, że ci pomogę- powiedziała z uśmiechem- tylko wiesz jedna rzecz mnie zastanawia. Nigdy wcześniej nie słyszałam o kimś takim jak Zeref
- W sumie to mnie to nie dziwi,pewnie sie ukrywa. Jak widać nie jest zbyt popularny- powiedział krzywo się uśmiechając

Oboje stali przed budynkiem, w miejscu które może kiedyś można było nazwać ogrodem. Teraz jedyne co Natsu widział to chwasty i trawa, która porosła nawet małą kamienną ławeczkę na której Lucy lubiła przesiadywać w dzieciństwie. Natsu obserwował jak wokół dziewczyny pojawia się ta sama złota poświata i zaraz usłyszał inkantacje

 O dwanaście złote zodiakalne klucze,
wysłuchajnie mojej prośby
jam jest wysłannicą nieba z rodu gwiazd.
Pozwólcie ułożyć nowy plan,
by odwrócić losy wydarzeń.
Otwórzcie wrota czasu
i pozwólcie mi kierować nimi.

Zorientował się, że zaklęcie zostało trochę pozmieniane, by lepiej pasowało do sytuacji. Tak jak poprzednio Natsu podszedł do portalu i powiedział
- Dziękuje za wszystko- uśmiechnął się promiennie, szczęśliwy, że po drugiej stronie czekają jego bliscy
- Nie ma za co, cieszę się, że mogłam pomóc. Pozdrów ode mnie moją następczynie
- Tak zrobie-powiedział i już go nie było.

Tym razem dla odmiany obudził się na czymś miękkim. Z trudem otworzył oczy, rozejrzał się, a uśmiech automatycznie pojawił mu się na twarzy po tym co zobaczył. Znajdował się w swoim mieszkaniu w którym panował bałagan
- Jak dobrze być w domu- zrobił wdech, aby wciagnąć w nosdrza znajomy zapach. Poczuł pleśń, resztki jedzenia, które już powoli zaczynały się psuć oraz kurz
- Happy?!- zawołał, ale tym razem znowu nie usłyszał odpowiedzi- pewnie jest w gildii- przekonał sam siebie. Wybiegł z małego domku na obrzeżach i pobiegł do gildii.Wparował do niej tak jak to miał w zwyczaju
- Cześć kochani!- krzyknął i już chciał usiąść przy barku jak to miał w zwyczaju, ale przypomniał sobie, że wcześniej musi zobaczyć kogoś jeszcze. Po za tym nie był pewny dlaczego w czasach w których wylądował nie ma wojny.
- Może przeniosło mnie trochę bardziej w przyszłość i jest już po wojnie- zastanowił się na głos
- Co ty tam mamroczesz?- zapytał Grey
- Nie twój interes mrożonko- odpowiedział zadowolony z siebie, bo myślał, że już więcej nie będzie miał na to okazji. Musiał przyznać, że brakowało mu nawet jego
- A kim ty w ogóle jesteś? –spytał Fullbuster
- Haha dobry żart, ale nie mam teraz dla ciebie czasu. Muszę znaleźć Lucy- z tym postanowieniem opuścił budynek i udał się w kierunku mieszkania blondynki. Po raz pierwszy zdecydował się na wejście przez drzwi. Na schodach spotkał właścicielkę mieszkania
- Gdzie Lucy?- spytał
- Kto? Kim ty w ogóle jesteś? Chcesz wynająć mieszkanie?
- Co? Nie...pytam czy nie widziała pani Lucy, jest u siebie?
- Nie mam pojęcia o kim mówisz chłopcze, a jeśli nie chcesz mieszkania to nie zawracaj mi głowy- Natsu zastąpił jej drogę
- Pytam o Lucy Heartfilie, wynajmuje u pani mieszkanie już od lat
- Nie mam pojęcia o kogo ci chodzi dzieciaku. Nie znam takiej osoby, a teraz rusz się- chłopaka wmurowało tak bardzo, że nie wiedział co powiedzieć, przesunął się trochę robiąc miejsce kobiecie, ale po zamknięciu drzwi frontowych on nadal tam stał.
- Nie wyglądało no to, żeby żartowała hm...może Lucy jednak już tu nie mieszka, może minęło więcej lat niż przypuszczałem a ona jej już nie pamięta- Dragneel postanowił więc pojechać w  jeszcze jedno znane mu miejsce, gdzie mógłby ją znaleźć. Tym razem droga pociągiem dłużyłamu się bardziej niż kiedykolwiekwcześniej.Po raz kolejny ujrzał posiadłość Heartfilii, a już z oddali zobaczył blondynkę. Znajdowała się w ogrodzie o podlewała kwiaty. Była uśmiechnięta i radosna. Wyglądała na szczęśliwą. Natsu podszedł bliżej i schował się za pobliskim drzewem, tak aby go nie zauważyła. Z jakiegoś powodu chciał się jej jeszcze przez chwile poprzyglądać podczas gdy wykonuje taką zwyczajną czynność jak dbanie o rośliny. Kiedy już miał zamiar się jej pokazać ktoś do niej podbiegł i objął ją od tyłu. Natsu w tym momencie kompletnie wbiło w ziemie.
- Co to za facet? Nie znam go. Dlaczego on ją obejmuje? Co tu się dzieje do cholery? Może to jakiś jej przyjaciel, ale nawet jeśli to jest zbyt nachalny- tysiące pytań pojawiły się w jego głowie jak na zawołanie.
- Ok, być może naprawdę minęła masa czasu od wojny. Oni wygrali, ale ja nie wróciłem, więc Lucy ułożyła sobie życie z kimś innym. Nagle dobiegły go głosy
- Kochanie jak długo jeszcze zamierzasz pielęgnować te rośliny?
- Haha tak długo jak będzie trzeba- odpowiedziała z uśmiechem
- A nie wolisz spędzić trochę czasu ze mną? Zaczynam się robić zazdrosny
- Hehe dobrze wiesz, że nie masz powodu. W moim życiu i moim sercu nie ma nikogo prócz ciebie-Te słowa nie na żarty zabolały Natsu. Jak to w jej życiu nie ma nikogo innego? A ja?
- Wiem-odparł przytulając ją- ale za to jest w nim zdecydowanie za dużo roślin- Ok teraz mam już pewność, że to nie jest jej przyjaciel. Tylko dlaczego? Jak..jak to możliwe, że o mnie zapomniała? Co się stało?Dobrze Natsu weź się w garść i po prostu z nią porozmawiaj- szansa na to właśnie się pojawiła, gdyż pan „przylepa” wszedł do środka. Chłopak wyszedł zza drzewa i dość niepewnie zaczął iść w kierunku dziewczyny. Mógł określić w którym momencie go zauważyła, bo jej oczy się rozszerzyły, a ich spojrzenia się spotkały
- Lucy?- powiedział niepewnie i stanął kilka kroków przed nią. Tak bardzo pragnął do niej podbiec i ją przytulić. Tak bardzo za nią tęsknił, ale coś go powstrzymywało. Nie rozumiał całej tej sytuacji, ani tego kim on jest dla niej na ten moment, a po za tym bał się...cholernie się bał, że ona go nie pamięta.
- Tak?- odpowiedziała- kim jesteś? I skąd znasz moje imię?-  największy koszmar Natsu właśnie się spełnił- zapomniała o mnie, serce skurczyło mu się boleśnie i przez chwile nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Podziwiając swojj buty odpowiedział z trudem
- Nazywam się Natsu Dragneel i jak możesz mnie nie pamiętać?- wymksnęło mu się. Teraz już patrzył jej w oczy z żalem- jeśli mnie nie pamięta to sprawię, że sobie mnie przypomni- postanowił.
- Jak to jak? Nie rozumiem, czy my się znamy?- spytała, ale odpowiedź wyczytała w jego oczach, więc powiedziała
- Przepraszam, ale naprawdę cie nie pamiętam, przykro mi

- Lucy-zrobił krok w jej stronę
- Nie zbliżaj się do mnie- powiedziała, a on zatrzymał się w pół kroku. Nigdy wcześniej mu tego nie zabraniała. Podchodził do niej kiedy chciał, odwiedzał ją kiedy chciał..nie miał żadnych ograniczeń. Wtedy to zobaczył. Jej prawa dłoń była ułożona w ten sposób, że mógł bardzo dokładnie się jej przyjrzeć. Jej skóra była gładka, w dość blanym, charakterystycznym dla niej odcieniu, ale to co go zaskoczyło to fakt, że była czysta, nie pokryta żadnym znakiem. Innymi słowy emblemat gildi zniknął. Dragneel za dobrze znał blondynkę by uwierzyć w to, że byłaby w stanie kiedykolwiek opuścić fairytail. Coś tu nie grało
- Ok może spróbujmy inaczej, powiedz mi czy znasz Erzę i Greya? Dziewczyna przez chwilę tylko na niego patrzyła, po czym zaprzeczyła ruchem głowy
- A Fairytail? Słyszałaś kiedyś o takiej gildi?- łapał się ostaniej deski nadziei
- Fairytail- powtórzyła za nim- oczywiście, że tak. Jest to gildia magów znajdująca się w Magnolii. Jest najlepsza. Ja i Yamada chcieliśmu nawet do niej należeć, ale się nie dostaliśmy haha nie biorą jeńców. Ale myślę, że ty możesz spróbować. Z jakiegoś powodu wyglądasz mi na całkiem silnego, powodzenia- powiedziała uśmiechając się i już odwracała się, aby odejść, więc zatrzymał ją
- Lucy- zawował, na co ona obróciła się w jego stronę- kim jest Yamada?- po tej scence której był właśnie świadkiem doskonale znał odpowiedź i za nic w świecie nie chciał jej usłyszeć, ale po prostu nie mógł nie zapytać
- Aa to mój narzeczony- odpowiedziała po prostu. Czuł, że jego szczęka prawdopodobnie wylądowała na ziemi
- Na...narzeczony-wydukał- to ile ty masz lat?-wypalił. Pytanie to spotkało się z dezaprobatą, bo mógł zobaczyć jak jej śliczny mały nosem marszczy się na chwilę, tylko po to by za chwile powrócić do normalności. Skrzyżowała ręcę na piersiach co dodało jej wygląd jeszcze bardziej zdynsansowanej.
- A ty nie wiesz, że kobiety nie pyta się o wiek?
- Aaa tak przepraszam, ale po prostu nic już z tego nie rozumiem. Ta cała sytuacja jest dziwna. No a ty do tej pory w ogóle nie interesowałaś się facetami w taki sposób, więc dlatego chciałbym wiedzieć w którym momencie się do zmieniło. Przez chwile znów patrzyła na niego bez słowa
- Jak na zupełnie obcą mi osobą zdajesz się znać mnie całkiem dobrze- westchęła i odpowiedziała jak by z łaską- to prawda, że do niedawna jeszcze nie patrzyłam na facetów w ten sposób, ale to zmieniło się jakiś czas temu, gdy poznałam Yamadę. Podejrzewam, że na tym właśnie to polega.Kiedy poznajesz kogoś odpowiedniego to przychodzi samo, nawet nie wiesz kiedy.Ehh...a odpowiadając na twoje dość niegrzeczne pytanie- mam 23 lata.
- Wyglądasz tak samo jak się zapamiętałem
- A ile tak miałam wtedy, kiedy rzekomo się znaliśmy?
- Tyle samo co ja czyli 17- postanowił jej nie wspominać o tym, że niedawno się dowiedział, że tak na prawdę ma ponad 400 lat, przecież jego celem nie jest wystraszenie jej
- Lucy proszę cie porozmawiaj ze mną. Wszystko ci wyjaśnie.Jestem pewny, że twoja pamięć została jakoś uszkodzona lub usunięta. To niemożliwe żebyś mnie nie pamiętała, ani tego, że należysz do Fairytail, tylko kto ci to zrobił? Przezkogo taka się stałaś?
- Mówisz dość niepokojące rzeczy- tym razem to ona podeszła do niego. Stanęła tak blisko, że miał ją na wyciągnięcie ręki, mimo tego nie wykonał żadnego ruchu. Stał tak i przyglądał się jej. Z jej twarzu mógł wyczytać bardzo dokładnie to, że chce powiedzieć mu coś nieprzyjemnego i prowdopodobnie jakoś delikatnie poprosić go aby spadał.
- Posłuchaj mnie Natsu, tak? Wydajesz się być miłym facetem, dosyć dziwnym to prawda, ale mimo wszystko miłym i wytwarzasz taką dziwną aurę, która sprawie, że pomimo twojego dość groźnego wyglądu wcale się ciebie nie boję, dlatego przykro jest mi to mówić, ale nie jestem tą osobą, której szukasz. Musiałeś mnie z kimś pomylić
- To niemożliwe by pomylić się z kimkolwiek innym- wyznał- jesteś wyjątkowa. Nie ma drugiej takiej dziewczyny jak ty na całym świecie
- Haha bardzo mi schlebiasz naprawdę i mówiąc szczerze gdybyś pojawił się w moim życi wcześniej to kto wie co by się wtedy stało? Jednak tak się nie stało, a ja jestem szczęśliwa z moim chłopakiem i...
- Jetsteś zakochana- powiedział zrozpaczony tym faktem. Co prawda do niedawna nawet nie zdawał sobie sprawy z prawdziwych uczuć, którymi obdarzył przyjaciółkę, ale gdy tylko usiłował sobie wyobrazić,że ona mogłaby się zacząć z kimś spotykać to ograniała go furia. Na jege szczęśnie tak jak on wydawał się nie interesować płcią przeciwną, tak samo było w jej przypadku. Nigdy nie zauważył by kiedykolwiek się kimś zaintresowała, a na pewno by do dostrzegł. Ta Lucy jednak była zupełnie inna..była zakochana w facecie którego Salamander nawet nie znał, a co najważniejsze z kimś kto nie jest nim.
- Tak to prawda, jestem szczęśliwie zakochana i nie mam zamiaru tego popsuć. Życzę ci wszystkiego najlepszego, naprawdę. Mam nadzieję, że odnajdziesz tą swoją „Lucy”. Jestem pewna, że ona gdzieś tam na ciebie czeka- dodała z zapewniającym uśmiechem- a teraz przepraszam cie, ale muszę już iść- tym razem szybko i pewnie odwóciła się na pięcie i odeszła. Stał tam jeszcze przez moment patrząc w jej ślady, które zostawiła w miejscu gdzie stała jeszcze przed chwilą. Wyczerpany całą sytuacją upadł na podłoże. Nagle coś poczuł. Coś bardzo niepokojącego. Cała sceneria zmieniła się w mgnieniu oka. Jeszcze do niedawna piękne błękitne niebo z białymi obłokami zamieniło się w poszarzałe, przez co cały teren pokryła ciemność. Coś, a raczej ktoś wyłonił się z owego cienia i stając naprzeciwko niego zaledwie kilka metrów rechotał okrutnie
- Hahaha o jej braciszku gdybyś tylko widział swoją minę,kiedy ta dziewczyna oznajmiła ci, że cie nie pamięta, chociaż nie. Jeszcze lepszą zrobiłeś, gdy powiedziała ci, że ma chłopaka, albo może ta w której oznajmiła, że go kocha?- zastanowił się- Haha sam nie wiem, trudno zdecydować.- Chłopak zerwał się na równe nogi w mgnieniu oka. Wszystkie jego mięśnie były napięte niczym struna
- Czego chcesz?! Co tu robisz?! Co jej zrobiłeś?!
- Ojejej nie sądzisz, że trochę za dużo tych pytań na raz
- Odpowiadaj!
- Już dobrze braciszku, nie musisz tak się złościć. Otóż tak jestem tutaj, ponieważ chciałem z tobą porozmawiać, a po za tym musiałem to zobaczyć. Ale nic jej nie zrobiłem, bo widzisz tak narawdę jej tu nie ma- na dowód tego pstryknął palcami a sceneria znów się zmieniła. Stał teraz przed gildią
- Ileż to miałem zabawy z tym usuwaniem pamięci o tobie wszystkim twoim znajomym, ale aż taki wredny nie będę. Odzyskają swoje wspomnienia dotyczące ciebie nie martw się. W końcu teraz to miasto i wszyscy mieszkańcy należą do mnie. Dragneel ledwo nadążał za tym co właśnie oznajmił mu czarny mag. Jedna myśl jednak tłukła mu się po głowie
- Gdzie jest Lucy?!
- No widzisz to jest ta mniej przyjamna część. Widzisz po tym jak wygrałem wojne, co było do przewidzenia postanowiłem oszczędzisz wszystkich mieszkańców, tak długo jak będą mi posłuszni. Jak na razie nie miałem problemów w tym, by ktoś mi się sprzeciwiał. Jednak twoja droga blondynka, cóż powiedzmy, że jej już nie byłem w stanie pomóc
- O czym ty chrzanisz do cholery?!
- Ta dziewczyna otworzyła portal do przeszłości nie posiadając wszystkich kluczy. Znała cenę za użycie tego zaklęcia, a pomimo tego wykonała je. Wiedziała co ją czeka. Przykro mi braciszku, ale nawet ja nie byłem w stanie jej uratować. A gdybym mógł to zrobiłbym to wierz mi, muszę przyznać, że była naprawdę odważna, nie dziwi mnie fakt, że to właśnie nią obdarzyłeś jakimiś szczególnymi uczuciami, ale nie martw się moja magia jest niepowstrzymana. Już raz byłeś świadkiem tego co jestem w stanie teraz robić.Mogę sprawić, że znów ujrzysz swoją ukochaną, gdy tylko o to poprosisz.
- Naprawdę myślisz, że zadowolę się jakąś iluzją?
- Nie masz innego wyboru. Spójrz na to z jasnej strony. Jeśli będziesz grzeczny owa iluzja będzie zachowywać się i robić dokładnie to czego pragniesz. Nawet odwzajemni twoje uczucia czego nie mógłbyś być taki pewny w rzeczywistości.
- Zamknij się! Nic nie wiesz! Właśnie, że mi to powiedziała!- nie wytrzymał i wydarł się na czarnego maga
- Jesteś tego pewny? Skąd wiesz czy to już nie była iluzja wytworzona przeze mnie?
- Po prostu to wiem! To była prawdziwa Lucy! Moja Lucy- dodał już nieco ciszej
- Ej no nie załamuj się.Jesteś młody, jestem pewnien, że jeszcze sobie kogoś znajdziesz. Chociażby tą Lisannę czy jak jej tam było. Kiedyś to ona była twoją przyjaciółką, Heartfilia była jedynie zastępnikiem, który zajął jej miejsce. Dobra ja się zbieram, nie masz pojęcia jak dużo mam do roboty od kiedy zostałem panem tego miejsca. Nie sądziłem, że to będzie takie kłopotliwe, może gdybym wiedział to postąpiłbym inaczej, na razie braciszku
- Stój! Zaczekaj!- krzyczał chłopak, ale już było za późno. Jednak dosłownie z nieba na głowę spadła mu jakaś niebieska puchata kulka, której z początku nie rozpoznał
- Natsu- zakwilił owy kształt, a różowowłosy rozpoznał go w mgnieniu oka
- Happy!- przytulił go do siebie mocno- Happy tak się cieszę, że nic ci nie jest
- Natsu...Natsu gdzie ty byłeś, martwiłem się
- Już dobrze przyjacielu..już jestem
Trwali w takim uścisku przez dłuższą chwilę, kiedy w końcu odkleili się od siebie kotel wytarł łapką zapłakane oczy i spojrzał w górę na przyjaciela
- Natsu gdzie jest Lucy? Chłopak nie odpowiadał przez chwile, kiedy się odezwał jego głos był cienki i cichy, zupełnie do niego niepodobny, zdradzał go
- Lucy...Lucy odeszła
- Co? Jak to odeszła? Nie ma jej w gildii? Pewnie siedzi w swoim mieszkaniu, a po za tym nawet jeśli teraz  nie ma jej w fairytail to na pewno za niedługo przyjdzie, chodź poszukajmy jej- zaproponował i wzniósł się w powietrze. Chłopak jednak nawet nie drgnął. Głowę miał spuszczoną, tak, że włosy zasłaniały mu pół twarzy
- Ona nie wróci do gildii
- Jak to? Lucy odeszła z Fairytail? Nie wierzę, coś musiało się stać. Natsu szybko musimy ją namówić do powrotu. Jeśli mówisz, że nie ma jej u siebie to może pojechała do siebie do domu. Jestem pewny, że jak po nią pojedziemy to ją przekonamy, dalej Natsu- zaczął do ciągnąć za rękę- Salamander podniósł wzrok na exceeda, a ten patrząc na niego od razu zrozumiał dziwne zachowanie towarzysza
- Natsu- wyszeptał cichutko i podleciał bliżej- Natsu co się stało?- zaczął go potrącać- Hej dlaczego nic nie mówisz?- w oczach kotka łzy zawitały ponownie- Natsu...powiedz coś- zachlipał-gdzie...gdzie jest Lucy?
- Happy Lucy już nie wróci
- Ale to znaczy, że...nie.. to.... niemożliwe...Lucy...ona nie mogła....nie mogła odejść...to niemożliwe..nie wierzę w to
- Happy- wyszeptał chłopak i po raz kolejny przytulił przyjaciela, tym razem jednak sam już dłużej nie potrafiąc powstrzymać łez, dał upust swoim emocjom. Ta nowina dotarła do niego z pełną mocą. Lucy nie żyje. Już nigdy więcej jej nie zobaczy. Jej uśmiechu, roześmianych oczu, złocistych włosów. Już nigdy nie usłyszy jej śmiechu, ani tego jak na niego krzyczy, gdy znajduje go u siebie w mieszkaniu. Nie będzie mógł robić jej psikusów, nie pójdzie z nią na misje, nie będzie rozmawiał z nią i żartował siedząc w gildii i już nigdy...nigdy nie wyzna jej tego jak ważna dla niego była. Tego jak bardzo ją kocha i jak bardzo za nią tęskni. Nie odważy się poprosić jej o rękę, nie wezmą ślubu, nie założą rodziny, a w przyszłości kiedy będzie starszy nie będzie słyszał odgłosu roześmianych dzieci w ich wspólnym domu, nie będzie się budził przy niej każdego dnia, nie będzie się nią opiekował kiedy zachoruje, bo jej już nie ma. Poczuł tak straszną rozdzierającą pustkę, która była nie do zniesienia. Najchętniej poszedłby do jej domu, położył na jej łóżku wdychając jej piękny zapach i zasnął i już nigdy się nie obudził.
Weszli go gildi we dwóch. Widocznie zaklęcie Zerefa już przestało działać, gdyż wszystkie oczy zwróciły się w ich kierunku, gdy tylko przekroczyli próg budynku. Podeszli do nich od razu rozumiejąc, że stało się coś złego. Nie ciężko było to wywnioskować po ich zachowaniu. Chyba po raz pierwszy w całym jego życiu nie przywitał się głośno ze wszystkimi wchodząc do środka jak to miał w zwyczaju. Grupka przyjaciół otoczyła ich ciesnym kołem, lecz najbliżej znajdowali się najbliższi kompani z ich drużyny: Grey, Ezra, Wendy i Charla. Grey patrząc na nich wypalił
- Co macie takie miny? Ktoś umarł? Na co Erza od razu spiorunowała go wzrokiem
- No co? Tylko żartowałem- usprawiedliwiał się
- Nie widzisz w jakim są stanie? Musiało się stać coś poważnego- Scarlet zaraz przejęła „dowodzenie”, poprowadziła przybyszy do najbliższego stolika, usiadła na przeciwko nich i cicho zapytała
- Natsu, Happy co się stało? Po dłuższej chwili chłopak wyszeptał tylko jedno słowo
- Lucy...
- A no właśnie a pro po to gdzie ona jest?- wtrącił się Fullbuster- od zakoncznia wojny nie widziałem jej ani razu, byłem pewny, że jest z wami. Dragneel nadal siedział cicho, za to Happy z płaczem wykrzyczał na całą gildie
- Lucy nie żyje!- po czym rozpłakał się na dobre
- Niemożliwe- powiedziała Erza- jesteście pewni tego, że Zeref jej gdzieś nie przetrzymuje?
- To kłamstwo- odezwał się Grey- nie wierzę w to
- Lucy-sama jak to możliwe?- rozpłakała się Wendy. Nawet Charla podeszła do Happiego i położyła mu łapkę na ramieniu w uspokajającym geście
- Kocie...- Happy natomiast rzucił się w jej ramiona. Nie odepchneła go, jak to miała w zwyczaju. W końcu to była wyjątkowa sytuacja. Sama też była smutna. Ta dziewczyna może i nie była jej najlepszą przyjaciółką, nie były ze sobą jakoś szczególnie blisko, ale lubiła ją i będzie jej brakować towarzystwa Heartfilii. Tym bardziej, że po za nią samą była jedyną rozsądną osobą w całej tej bandzie.
- Szlag by to!- brunet uderzył pięścią o pobliski stół tak mocno, że aż zostwił w nim dziórę, nie wspominając już o tym, że jego ręka była caławe krwi
- Grey-sama- podleciała Juvia- Grey-sama proszę przestać. Lucy-sama by tego nie chciała. Może i była rywalką w miłości Juvii, ale Juvia też będzie z nią tęsknić
- Cholera!- tym razem to była Erza- mogłam coś zrobić, powinnam była jej pomóc. Jak mogłam zostawić ją samą! Natsu co tak naprawdę się stało?- spytała już znacznie ciszej. Salamander zaczął opowiadać. Głos mu się łamał, ale trzymał się całkiem nieźle zważając na sytuacje. Uznał, że Lucy zasłużyła na to by opowiedzieć reszcie o jej heroicznym poświęceniu z pełną powagą i bez ciągłego przerywania przez pociąganie nosem
- Kiedy walczyłem z Zerefem zamieniłem się w demona, nie wiem czemu właśnie teraz się to ujawniło, ale jestem END- po tych słowach spojrzał po twarzach towarzyszy, dostrzegł w nich niedowierzanie, szok, zmieszanie,ale nie strach. W żadnym z nich nie było tego przerażenia, którego tak się obawiał. Co przypomniało mu o dziewczynie,która także się go nie bała, pomimo tego, że widziała go w tej formie na własne oczy, jedyne co widział w jej oczach to akceptacja, całkowita i bezwarunkowa oraz miłość. To właśnie tej akceptacjii zabrakło w spojrzeniach otaczających go teraz ludzi, ale wiedział, że nie mógł oczekiwać tego od nich tak od razu. Podjął więc kontynuacje.
- Jednak nawet w takiej formie Zeref był zbyt silny. Byłem na straconej pozycji, tym bardziej, że zupełnie sraciłem świadomość na jakiś czas, przez co zraniłem Lucy- przed nimi nie miał zamiaru ukrywać swoich czynów, jeśli będą go przez to uważali za potwora niech i tak będzie, w końcu nim był. Jeśli zacznie ich przerażać to tym lepiej, gdyż nie był w towarzystkim nastroju. Chciał jedynie dokończyć historię w formie ostatniego hołdu dla ukochanej i zniknąć stąd jak najszybciej
- Kiedy straciłem przytomność ona mnie osłaniała. Utworzyła jakąś tarczę pod którą nas umieściła, jednak osłona ta znikneła w momencie w którym jej moc magiczna się wyczerpała. Zeref usiłował ją zabić. Wykonywał właśnie ostateczny atak, ale w porę się ocknąłem i ją zasłoniłem, przez co ostrze przeszło przeze mnie na wylot. To wszystko działo się tak szybko, nie miałem czasu na wymyślenie lepszej lini obrony niż tylko ją osłonić. Rana była śmiertelna i kiedy Lucy zdała sobie z tego sprawę wykonała jakieś zaklęcie przez co otworzyła portal do przeszłości. Postanowiła wysłać mnie 400 lat wstecz, bym pokonał Zerefa. Twierdziła, że wtedy nie doszłoby w ogóle do wojny, tyle istnień moglibyśmy ocalić. Cały czas powtarzała, że jestem naszą jedyną nadzieją. Aby go wykonać normalnie mag gwiezdnych duchów musi posiadać 12 zodiakalnych kluczy, ona zaś miała ich 11, więc aby otworzyć przejście musiała poświęcić własne życie. Powiedziała mi o tym, próbowałem jej to wypersfadować,ale praktycznie przepchnęła mnie przez portal, a ja byłem w takim stanie, że nie mogłem jej się przeciwstawić nawet gdybym próbował. A po za tym obiecała poprosić króla gwiezdnych duchów o pomoc. Nie chciałem uwierzyć w to, że wtedy widziałem ją po raz ostatni. Kazałem jej obiecać mi, że będzie na mnie czekać...nie sądziłem- tu głos znów mu się załamał- powinienem wiedzieć, że kłamała

Pogrzeb odbył się kilka dni później. Była to przepiękna uroczystość na której pokazali się także członkowie innych gildi w tym Crime Sociere także dopisali obecnością. Kiedy Jellal dowiedział się o tym co się stała, wiedział aż za dobrze jak ta sytuacja wpłynęła na Erzę, więc nie chciał zostawiać jej samej.Natsu podczas całej ceremoni jednak nie uronił ani jednej łzy. Cały czas gapił się w nagrobek i zdjęcie ukochanej umieszczone na nim. Nie potrafił wygłosić mowy pożegnalnej, więc zastąpiła go Mira. Trudno mówić o pozytywnych stronach tego, że ktoś umarł, ale prawdą jest, że członkowie fairytail zbliżyli się do siebie. Tak jakby zrozumieli jak krótkie może okazać się życie. Grey zaakceptował uczucia Juvii, Gajeel po raz kolejny wyznał miłość Levy, tym razem bardziej w swoim stylu, czyli poprzez piosenkę, którą z tej okazji skomponował dla ukochanej. Elfman i Evagreen także przyznali się do tego co ich łączy. Można by tak wymieniać w nieskończoność jednak utrata cennej przyjaciółki sprawiła, że wszyscy się zmienili, wydorośleli. Nie można rzecz jasna zapominać o Natsu, on także zmienił się nie do poznania, ale w inny sposób niż pozostali. Stał się wyobcowany, cichy, mało towarzyski. Podczas gdy życie miłosne innych rozkwitało, jego świat legł w gruzach. Wciąż łudził się, że to wszystko da się cofnąć. Że musi istnieć sposób by ją odzyskać. Zaczął interesować się czarną magią, przeczytał masę ksiąg na ten temat, a nawet zniżył się do tego by poprosić Zarefa o pomoc. Lecz nawet on był bezsilny.

Mijały miesiące, a sytuacja nie zmieniała się. Natsu przestał chodzić do gildii. Odizolował się od przyjaciół. Pomimo usilnych starań Greya, Erzy i pozostałych nie spędzał z nimi czasu. Z czasem zaczął unikać nawet Happiego, wiedząc, że bardzo go tym krzywdzi, lecz nie mógł inaczej. Był całkowicie wyzuty z wszelkich emocji. Bez niej jego świat był tak nieznośnie pusty i nie do zniesienia. Nie potrafił sobie przypomnieć jak sobie radził zanim się pojawiła. Praktycznie nie pamiętał tych czasów. Te cudowne chwile z nią sprawiły, że reszta jego wspomnień stała się dziwnie bezbarwna i bez znaczenia. Nie mógł znaleźć sobie miejsca. Wszystko kojarzyło mu się z nią. Słońce przypominało mu jej pomienny uśmiech i złociste włosy, gwiazdy na nocnym niebie jej świecące oczy niczym one same, śmiech dzieci w parku jej chichot, kłótnie ludzi w około ich awantury. Wszystko, cały świat mu o niej przypominał, a on przecież tego nie potrzebował. I tak nigdy by jej nie zapomniał. Zaczęły krążyć o nim różnego rodzaju plotki, którymi rzecz jasna się nie przejmował. Każdy kto go widział nie mógł uwierzyć w to, że to ten sam Natsu Dragneel. Kiedyś zawsze radosny, uśmiechnięty i pełny życia. Był wrakiem człowieka.Któregoś razu przypomniał sobie jak kiedyś tłumaczył Lucy, że to iż nie płakała za swoim ojcem,gdy umarł nie oznaczało wcale, że go nie kochała. Nie było na to dowodem. On miał teraz tak samo, powstrzymywał płacz w głębi swego już i tak pokiereszowanego serca, mając wrażenie, że jeśli tylko pozwoli sobie na chwile słabości to rozsypie się już całkowicie.Z czasem jego odczucia zmieniły się, a także jego zdanie na ich temat. Czuł, że najprościej w świecie jego serce zostało roztrzaskane, że go nie ma, nie czuł absolutnie nic. Każdego dnia myślał o tym by się nie zabić. Nie miał po co żyć. Bał się jednak, tak cholernie się bał tego, że jeśli odbierze sobie życie to już nigdy, przenigdy jej nie zobaczy, nawet po śmierci, o ile jest jakieś inne życie po za tym na ziemi. Po za tym wiedział, że ona by mu tego nie wybaczyła. Byłaby rozgniewana i smutna, a on nie miał zamiaru jej zasmucać. Dlatego tak sobie żył, a może lepiej pasowałoby określenie- egzystował z dnia na dzień. Każdy dzień był taki sam i tak samo się ciągnął. Któregoś razu naszła go ochota na to by powdychać jej zapach, niczym narkoman na głodzie wdrapał się do jej starego mieszkania, wybił w nim okno i wskoczył do środka. Zaciągnął się głęboko jej zapachem. Od czasu wiadomej tragedi chłopak opłacił mieszkanie na rok z góry. Nie potrafił sobie wyobrazić tego, by ktokolwiek inny miałby tam zamieszkać. Po za tym to był jego azyl. Skoro i tak wszystko mu o niej przypominało to nie miało znaczenia gdzie był i tak ciągle o niej myślał. W chwilach takich jak ta, kiedy tęsknota brała górę nad rozumem zamykał się w jej mieszkaniu, zakopywał w pościeli wdychając jej zapach. I tym razem także tak zrobił. Przytulił głowę do jej poduszki i zasnął.Kiedy się obudził nie wiedział która była godzina i na ile czasu odpłynął. Z resztą to i tak nie miało znaczenia. Wstał i podszedł do biurka. Szukał jakiejś kartki i długopisu. Postanowił napisać list do swoich jeszcze do niedawna przyjaciół w którym zamierzał się pożegnać. Podjął decyzję o wyjeździe z Magnoli. Będzie podróżował po świecie i trenował. Pewnego dnia kiedy będzie wystarczająco silny wróci i pokona Zerefa, w ten sposób pomści ukochaną. Kiedy jednak grzebał w jej szufladzie natknął się na jakiś zeszyt. Nie rozpoznał go, więc otworzył by dowiedzieć się co zawierał. Przejrzał pobieżnie kilka stron i zrozumiał. To był jej pamiętnik. Wnioskując po dacie zaczęła go pisać w dniu w którym się poznali, kiedy dołączyła do gildi. Zabrał go szybko i usiadł spowrotem na łóżku. Czytał z zapartym tchem widząc w głowie obraz jej, gdy robiła zapiski.

X791 3 lipca
Dzisiaj poznałam dziwnego chłopaka który przyjaźni się z latającym kotem. Ma różowe rozczochrane włosy, czarne jak węgielki oczy, uśmiech nie znika z jego twarzy nawet na chwile a jeść to mógłby chyba za 3. Powiedział mi, ze szuka jakiegoś Igneela, który podobno jest prawdziwym smokiem. Nie wygląda mi na kłamce, ale i tak tego nie kupuje. W podziękowaniu za uratowanie przed fałszywym Salamandrem postawiłam im obiad. Dawno już nie najadłam się tyle wstydu co wtedy, gdy zaczęli mi dziękować za posiłek kłaniając się jakbym była jakąś królową. Ale za to są zabawni. W dodatku należą do mojej wymarzonej gildi- Fairytail, Aaa jak bym chciała do niej dołączyć.

X791 4 lipca
Aaaa dołączyłam do Fairytail! Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Okazało się, że ta gildia jest jeszcze bardziej żywa niż to sobie wyobrażałam,lecz wszyscy są bardzo mili chodź dosyć dziwni. Należy do niej moja największa idolka- Mira. Aa w rzeczywistości jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach i w dodatku bardzo miła. Oprowadziła mnie po całej gildi. Poznałam jeszcze kilka innych osób np: Greya, który chciał pożyczyć ode mnie bielizne i wciąż chodzi pół nagi, Lookiego, który z jakiegoś powodu mnie unika. Kurcze zachowuje się tak jakbym mu coś zrobiła, będę musiała się dowiedzieć o co chodzi. Poznałam także mistrza Makarova. Rany z początku strasznie się go bałam. Wyglądał przerażająco, niczym potwór. Okazał się jednak niziutkim staruszkiem, równie dziwnym jak pozostała reszta. Ale cieszy mnie to. Może dziedziczka, która uciekła z rodzinnego domu bez słowa wyjaśnienia jakoś się tu wpasuje.

X791 5 lipca
Właśnie wróciłam z mojej pierwszej misji jako członkini fairytail. Razem z Natsu i Happym byliśmy w górach. Jeszcze do teraz cała trzęsę się z zimna. A przecież byłam ubrana w moją zimową kurtkę, a on miał na sobie to co zwykle i w ogóle nie było mu zimno. Rany czy On nigdy nie marznie? To musi być plus z posiadania magii ognia. Byłam uwięziona w lodowej jaskini, a jakaś głupia małpa upodobała sobie mnie jako troeum! Na całe szczęście udało nam się ocalić Macao- ojca Romeo. Popełniłam gafę i nazwałam Happiego środkiem transportu przez co Natsu się na mnie pogniewał po raz pierwszy od kiedy się poznaliśmy. Ale czy to nie jest dziwne, że od spokojnej jazdy pociągiem robi mu się niedobrze, a od tak szybkiego i zrywnego latania nie? Możliwe, że to siedzi tylko w jego głowie.

X791 6 lipca
Nie wierze! Natsu i Happy zaproponowali mi bym dołączyła do ich drużyny. Tak bardzo się cieszę.
Emm...małe sprostowanie poprzedniego zdania. Okazało się, że potrzebowali mnie tylko dlatego, że sami nie mogli przebrać się za pokojówkę. A ja się tak ucieszyłam. W dodatku Natsu znów narobił szkód za co musimy zapłacić z naszej pensji. To nie fer po odjęciu kosztów z naszej nagrody nie zostanie nawet na tyle bym mogła zapłacić za szynsz. Rany...czy on zawsze musi wszystko zniszczyć?!

X791 8 lipca
Aaaaa dzisiaj poznałam Erzę. Jaka ona pięknai do tego taka silna. Jest najsilniejszą kobietą w gildii i jest niesamowita. Po za tym jest jedyną osobą, która potrafi ustawić tych idiotów. Haha jak oni się jej boją. Kiedy się pojawia od razu przestają się kłócić i udają najlepszych przyjaciół. Myślałam, że pęknę ze śmiechu jak zobaczyłam jak Natsu zaczął udawać Happiego. Ja też sie jej trochę boję, więc postaram się jej nie podpaść.

X791 14 lipca
Dzisiaj została uformowana najsilniejsza drużyna ft i ja jestem jej członkiem! Chociaż nie uważam bym na to zasłużyła. Przecież nie mogę się nawet mierzyć z tymi potworami. W sumie to nie wiem dlaczego właściwie mnie do niej wzięli, ale to było miłe kiedy Natsu powiedział, że beze mnie to już nie będzie ta sama drużyna. Czasami potrafi być naprawdę słodki....to znaczy jak na przyjaciela oczywiście.

X791 6 sierpnia
Fairytail zostało zniszczone i to wszystko moja wina! Gdybym powiedziała im kim jestem na samym początku to by do tego nie doszło. Mój ojciec jest okropny. Jak on śmiał wynająć mroczną gildie i atakować moich przyjaciół! Pożałuje tej decyzji. Już ja tego dopilnuje.

X791 9 sierpnia
Udało nam się pokonać Phantom Lord. Jesteśmy właśnie w trakcie odbudowywania gildii. Na planach wygląda nawet lepiej niż wcześniej, ciekawe jak wyjdzie. Zrozumiałam, że ft to mój dom. Nikt nie miał do mnie pretensji o to co się stało przecież przeze mnie. A kiedy Gajeel mnie porwał nawet się nie bałam. To było dziwne, ale wiedziałam, że nic mi nie grozi i miałam racje, bo Natsu znowu mnie uratował. On jest naprawdę bardzo silny, prawdziwy legendarny Salamander. Kiedy jestem z nim jestem bezpieczna, teraz to wiem.

X791 12 sierpnia
Pojechałam do domu by porozmawiać z tatą, ale moja wiadomość chyba nie była wystarczająco zrozumiała, bo moi przyjaciele myśleli, iż wróciłam na stałe. Przyjechali za mną bojąc się tego, że odeszłam. To moja prawdziwa rodzina, uświadomiłam sobie to z jeszcze większą mocą. Chce z nimi być już na zawsze. Ft jest najlepsze!

Potem tylko pobieżnie przeczytał kilka przypadkowych zdań

Dzisiaj miałam mieć randkę z chłopakiem którego poznałam w bibliotece, ale Natsu z Happym znaleźli misje specjalnie dla mnie, bym mogła zapłacić za czynsz. W tym momencie życia przyjaźń jest najważniejsza.

Natsu dziwnie sie dziś zachowuje. Na dodatek Mira wmówiła mi, że się zakochał WE MNIE! Ciężko jest mi w to uwierzyć, ale faktycznie jest jakiś inny niz zazwyczaj. Kazał mi przyjść wieczorem do parku pod jakieś drzewo i nawet się rumienił. Czy to ma być randka?

Byłam chora, więc nie mogłam wziąć udziału w festiwalu. W życiu bym nie uwierzyła w to co Natsu i Happy zrobili gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy. Powiedzałam Im, że bardzo chciałam zobaczyć to drzewo, więc go wyrwali i wystawili przed moje okna. To prawdziwi wariaci!

Ostatnio zauważyłam, że zaczęłam inaczej czuć się w jego towarzystwie. Kiedy jest blisko to moje serce zaczyna szybko walić i tracę oddech.Czy to możliwe żebym się zakochała w Natsu? Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Nie chce tego. On jest jeszcze niedojżały, niczym dziecko, a z resztą może i jestem dla niego ważna,ale nie odwajemni moich uczuć. Traktuje mnie niczym siostrę.

Aaaaa jak on śmiał tak po prostu wyjechać bez pożegniania. Idiota nie wie jak będę za  Nim tęsknić!

Gildia sie rozpadła. Staram się śledzić losy wszystkich, ale wciąż nie wiem gdzie Oni są! Gdzie Ich wcięło! Ten Kretyn nawet nie wie jak bardzo za Nim tęsknie. Ciekawe czy On tęskni za mną chodź trochę.

Wrócili! Nareszcie! Nie mogłam w to uwierzyć. Oczywieście jak to oni wrócili w wielkim stylu pokonując zwycięzców na igrzyskach. Natsu przez rok czasu niewiarygodnie urósł w siłę. Haha trochę zabawnie wygląda z tymi długimi włosami, ale dopiero teraz znałam sobie z czegoś sprawę. Ja Go naprawdę kocham.

Nagle szloch wyrwał się z jego gardła zanim zdołał go powstrzymać. Zaczął się cały trząść, a łzy popłynęły strumieniem po jego twarzy. W reszcie po tak długim czasie pozwolił sobie na płacz. Chlipał niczym małe dziecko, a nie dorosły mężczyzna, upadł twarzą na poduszkę
- Ja też cie kocham- wychlipiał. Ta falaemocji bardzo go wyczerpała, nawet nie zauważył, kiedy zapadł w głęboki i spokojny sen po raz pierwszy od „wieków”.

Zanim otworzył oczy poczuł smród dymu, ognia i krwi. Z trudem zarejestrował, że leży na czymś twardym, zimnym i lepkim, prawdopodobnie ziemi. Nie wiedział co się dzieje, ale czuł się zupełnie inaczej niż jeszcze chwile temu. Rozdzierający ból w piersi niedający się zignorować nakazał mu otworzyć oczy. Przez chwile nic nie rozumumiał. Ból jednak był miłą odmianą po miesiącach nie odczuwania niczego, więc przywitał go niemal z radością. Z trudem podniósł się na łokciach i rozejrzał. Z oddali słyszał odgłosy toczącej się walki- o co chodzi? Znów jestem na polu bitwy? Obrócił głowę w lewą stronę, a jego serce wykonało salto. Nie cały metr od niego leżało bezładnie ciało blond włosej dziewczyny, którą rozpoznałby wszędzie. Zignorował cierpienie i zerwał się momentalnie. Podszedł do niej i nie wierząc własnym oczom dotknął jej twarzy opuszkami palców. Wydała cichy jęk po czym zatrzebiotała długimi rzęsami i otworzyła oczy. Wyglądała na wyczerpaną, ale ŻYWĄ.Spojrzała na niego półprzytomnie i wyszeptała
- Natsu wróciłeś do normalności- zaczęła się podnosić. On jednak nie wytrzymał i porwał ją w objęcia. Wciąż nie dowierzając własnym zmysłom musiał się upewnić, że ona naprawdę tu jest, że jest prawdziwą Lucy, a nie iluzją. Przytulił ją tak mocno, że chyba miała problemy z oddychaniem, ale miał taką nagłą potrzebę by mieć ją jak najbliżej siebie to tylko możliwe. Już nigdy nie chciał wypuścić jej z objęć. Przytknął głowę do jej włosów i zaciągnął się tak znanym mu zapachem. Nie protestowała, nie próbowała mu się wyrwać, także go objęła i mocno przylgnęła do jego ciała. Czuł jej ciepło. Ciepło którego tak potrzebował, niczym tlenu by oddychać. Tak kojące jego zszargane nerwy. Nie miał pojęcia jak długo trwali w tym uścisku, bo nieważne ile by trwał jemu nigdy nie będzie dość. Nie po tym przezco przeszedł. Zaczął się delikatnie z nią kołysać, a łzy zciekały mu po policzkach. Chlipał cichutko i trząsł się cały
- Ty żyjesz..żyjesz- powtarzał w kółko jak mantrę
- Natsu- wyszeptała dziewczyna- nic ci nie jest, tak się cieszę. To ona pierwsza przerwała ich nagłą scenę czułości,chodź niechętnie. Odsunęła się od niego na długość łokcia i spojrzała mu w oczy
- Natsu co się stało?- w jej oczach dojrzał niepokój
- To moja kwestia. Jak to możliwe, że znów tu jestem? Zaklęcie się udało? Wąsacz ci pomógł, tak? Dlatego nadal tu jesteś?
- O czym ty mówisz?- zapytała zdezorientowana i przyłożyła dłoń o jego głowy- musiałeć się naprawdę mocno uderzyć w głowę, bo zaczynasz bredzić- przez jakiś czas nie zabierała ręki, a kiedy to zrobiła delikanie prześliznęła palcami po jego włosach
- Ja bredzę? Lucy przecież ty...ty byłaś...
Widząc jaki jest roztrzęsiny i zagubiny wzięła jego twarz w obie dłonie i ponownie spojrzała mu w oczy. Była szczęśliwa mogąc znów ujrzeć tak dobrze jej znane jego czarne niczym noc oczy. Pogładziła go kciukiem po policzku ścierając łzy i uspokajającym tonem spytała
- Natsu powiedz mi proszę ostatnią rzecz jaką pamiętasz
- Ostatnią rzecz?- przytaknęła
- Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to jak czytałem twój pamiętnik w twoim pokoju
- Cooo? To jest ostatnia rzecz, którą pamiętasz? Kiedy w ogóle go czytałeś? Nie wierz, że nie robi się takich rzeczy? To są prywatne zapiski!- przybrała kolor zachodzącego słońca i wyglądała za zawstydzoną. Przyglądał jej się przez moment i zaczął powoli składać wszystko w całość- Chwila, czytałem jej pamiętnik, ale po tym jak no jak umarła, a ona żyje i ma się dobrze, więc co tu jest grane? Po a tym dlaczego się tak peszy kiedy dowiedziała się, że czytałem jej pamiętnik? Ok, wiem, że napisała w nim, że mnie kocha, ale co za różnica? W końcu sama także mi to już wyznała. Czy nie? Chwila moment czyżby nigdy tego nie zrobiła?
- Lucy- spojrzał na nią z powagą- opowiedz mi co się stało. Jaką rzecz ty pamiętasz ostatnią? -Jego nastawienie momenalnie się zmieniło, więc ona także postanowiła odłożyć na potem ochrzan za dotykanie jej rzeczy.
-Hm...zanim straciłam przytomność udało mi się wytworzyć tarczę wodną, która nas osłaniała. To było zaraz po tym jak Zeref przebił księgę END twierdząc, że jest ona czymś w rodzaju twojego serca, okazało się, że nie kłamał, bo gdy ją przeciął ty zacząłeś zwijać się z bólu i zostałeś ranny, więc zabrałam mu ją i schowałam pod barierą. Przez tę ranę- wskazała ręką jego serce- straciłeś przytomność, ale pamiętam jak Zeref powiedział coś w stylu, że będziesz śnił swój największy koszmar zanim sama odpłynełam.
- Śnić największy koszmar- powtórzył po niej
- Yhm..tak powiedział, ale nie wiem co miał przez to na myśli
- Za to ja wiem aż za dobrze- wyznał- wygląda na to,że tak naprawdę straciłem przytomność, ale mi przez ten cały czas się wydawało,że to co się tam działo, w tym moim koszmarze działo się naprawdę
- Co takiego ci się śniło?- zapytała spokojnie
- Najgorsze miejsce jakie tylko jestem w stanie sobie wyobrazić
- Jakie miejsce?- dopytywała- gdzie on cie wysłał? Spojrzał na nią z powagą, którą rzdko kiedy u niego widziała i odpowiedział
- Byłem w świecie w którym nie było ciebie- z jej twarzy mógł wyczytać, że zrozumiała to co jej właśnie powiedział. Zrozumiała, że najgorszy scenariusz dla niego to jej śmierć. Że dla niego nie istnieje nic gorszego.
- Natsu- zatrzymała się na chwile, ale po chwili kontynuowała, musiała wiedzieć- dlaczego mnie tam nie było? W sensie co się ze mną stało? Ja...jak umarłam?
- To nie ma teraz żadnego znaczenia. Liczy się jedynie to, że żyjesz- wziął jej twarz w swoje dłonie i przybliżył się do niej nieco
- Kocham cie Lucy, od zawsze. Dotąd nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ważna dla mnie jesteś. Byłem idiotą, który nie dostrzegał tego kogo ma przy sobie. A w tym koszmarze myślałem, że cie straciłem...na zawsze. Że już nigdy cie nie zobaczę, nie usłyszę twojego głosu, ani śmiechu. Nie masz pojęcia jak bardzo tęskniłem ani co się ze mną działo, kiedy nie było ciebie. Stałem się wrakiem człowieka. Odszedłem z fairytail, odizolowałem się od przyjaciół, nawet Happiego. Nie mogłem, nie potrafiłem żyć w świecie w którym nie było ciebie i nie chce nigdy więcej tego przeżywać. Dlatego ochronię cie za wszelką cenę, nikomu nie pozwolę mi cie odebrać...nikomu. A niech tylko ktoś spróbuje to go...
- Natsu- przywołała go do porządku. Jej oczy lśniły od niewypowiedzianych emocji. Nie dziwiło go to.To wyznanie z przed chwili. Wypalił to nie zastanawiając sie nawet nad tym co ona czuje. W jego śnie wyznała mu miłość, ale tak naprawdę w rzeczywistości nigdy tego nie zrobiła. Co jeśli się wygłupił? Jeśli ona nie czuje tego co on? Jeśli jest dla niej tylko przyjacielem? Zaczął się obawiać jej reacji i przedłużająca się cisza jeszcze to potęgowała. Ale po tym wszystkim on nie mógł już dłużej w sobie dusić. Musiał jej powiedzieć. Nawet do głowy mu nie przyszło, że może zostać odrzucony.Teraz jednak kiedy brał tę ewentualność pod uwagę zaczął w głowie układać scenariusze tego co od teraz się stanie.Bo jeśli ona go nie kocha? Albo może inaczej, co jeśli kocha go owszem,ale jedynie tak jak się kocha przyjaciela? W takiem wypasku co będzie od teraz? Będą udawać, że nic się nie stało i nadal przyjaźnić? Ta opcja mogłoby wypalić owszem, ale jedynie do momentu w którym ona się nie zakocha w kimś innym. W życiu nie zniesie jej widoku u boku innego faceta. Lucy z jego snu kogoś miała i wciąż pamiętał to palące uczucie w jego sercu tak rzeczywiście jak by to wydarzyło się naprawdę. Wtedy jednak tamta Lucy go nie pamiętała, więc nie mógł nic zrobić, ale teraz? Gdyby Lucy zakochała się w jakimś innym facecie to on by o nią walczył. Bez znaczenia kim byłmy ten frajer. Musiałby się zmierzyć z nim. A jeśliby przegrał, co z pewnością by się stało, miałby odealną wymówkę dlaczego owy facet się dla niej nie nadaje. To proste powiedziałby, że nie odda jej w ręce kogoś kto nie jest nawet w stanie jej ochronić. A gdyby jej facet okazał się silny to wymyśliłby inną wymówkę by się go pozbyć, a sam zawsze by przy niej trwał tak jak to było do tej pory i sprawiłby, że w końcu zakochałay się w nim. Hm...tak to dobry plan. Po niedawnych doświadczeniach wiedział, a nawet był boleśnie pewny tego, że nie byłby w stanie ułożyć sobie życia z żadną inną kobietą. Przez sekundę nawet przeszło mu przez myśl, że gdyby Zeref pozabijał ich wszystkich to nie byłoby takie złe.
- Ja też cie kocham- wyszeptała, a scenariusze, które jeszcze przed chwilą układał przestały mieć jakiegolwiek znaczenie. Czuł jakby milowy kamień spadł mu z serca. Nie wierzył we własne szczęście. Jego ukochana nie dość, że żyje to jeszcze go kocha.
- Naprawdę?- wyrwało mu się
- Oczywiście, że tak- odpowiedziała uśmiechając się promiennie- nie mam pojęcia kiedy to się zaczęło. W końcu od samego początku byłeś dla mnie kimś ważnym- pogładziła go po włosach po czym zjechała dłonią do jego karku i tak już ją zostawiła- i nawet kiedy jeszcze myślałam o tobie jak o przyjacielu to nie potrafiłam wyobrazić sobie swojego życia bez ciebie, lecz z czasem ta przyjaźć, ta łącząca nas więź zanim sie spostrzegłam przerodziła się w coś zupełnie innego. Stałeś się nieodłącznym elementem moich myśli i wtedy już wiedziałam, że na dobre zamieszkałeś w moim sercu. Jesteś moją pierwszą myślą rano, gdy otwieram oczy i ostatnią, gdy zasypiam. Nie jeden raz wściekałam się na ciebie za to,że pakowałeś mi się do łóżka tylko dlatego, że zdawałam sobie srawę z tego, że mogę wypowiadać twoje imię przez sen, a nie chciałam byś to usłyszał.
- Dlaczego?
- Jak to dlaczego? Do tej pory nigdy nie powiedziałeś mi o swoich uczuciach, a ja nawet nie wiedziałam o ich istnieniu. Wydawałeś się nie być w ogóle zainteresowany płcią przeciwną
- To prawda, że nie oglądałem się za innymi dziewczynami, ale to tylko dlatego, że miałem już swoją wybrankę serca przez co wszystkie inne nie miały znaczenia
- Ale ja wtedy tego nie wiedziałam. A bałam się tego, że jeśli nie czujesz do mnie tego samego, a ja powiem ci o swoich uczuciach to będzie oznaczać koniec dla naszej przyjaźni, a tego bym nie zniosła.
- Ale teraz już wiesz co czuje?- droczył się z nią przybliżając twarz do jej
- Tak, teraz już wiem- odpowiedziała uśmiechając się. Powoli złączyli usta w akcie miłości. Pocałunek jednak bardzo szybko przerodził się w namiętny i głęboki. Żadne z nich nie poświęcało wiele uwagi na to jak taki pocałunek w ogóle wygląda, ale w najśmielszych snach nawet nie marzyli o takim uczuciu, które temu towarzyszy. Oboje byli tak spragnieni swojej bliskości. Zachowywali się tak jakby prez miesiąz byli na pystyni a druga osobą była wiadrem zimnej, orzeźwiającej wody. Potrzebowali siebie. Zapomnieli zupełnie o wszystkim innym, nawet o tym, że wciąż znajdowli się w środku bitwy, jak by tak to nie patrzeć. Teraz to odeszło na dalszy plan, liczyli się tylko oni. On przytrzymywał jej głowę dla zachowania lepszej równowagi i wplótł alce w jej cudownie pachnące włosy, ona natomiast przejechała palcami po jego jedwabistych włosach, gdzieś w dalekich zakamarkach umysłu myśląc o tym, że nigdy nie pomyślałaby,że są tak delikatne w dotyku. Przylgnęli do siebie niczym jedna osoba. Sami nie wiedzieli jakim sposobem udało im się zarejestrować jakiś irytujący dźwięk wdzierający się do ich prywatnego świata. Wkrótce jednak okazało się, że to Happy latał w tę o spowrotem nad ich głowami wołając głośno
- Natsu! Lucy! To jest wojna!
- Mnie też cieszy to, że żyjecie i nic wam nie jest, ale ludzie za chwile możemy wszyscy zginąć!- to był głos Greya. Para niechętnie się od siebie odsunęła i spojrzała po twarzach swoich przyjaciół, którzy stali w okół nich. Nie mieli pojęcia jak długo to twało. Musieli jednak przyznać rację pozostałym. Później będzie czas i miejsce na czułości, teraz mają wroga do pokonania. Zebrali się w sobie i dołączyli do pozostałych.

Walka trwała przez kilka dni i nocy, lecz wreczcie to dobro zwyciężyło. Zeref nie został zabity, gdyż znaczyłoby to także koniec dla młodszego z braci, dlatego został uwięziony w dość podobnej celi z lacrimy w jakiej kiedyś był trzymany Jellal. Z tym, że była ona oczywiście dużo lepiej strzeżona.

 Miesiąc później

- Nie! To nie możliwe! Co jej zrobiłeś! Gadaj!- ze snu wyrwały ją krzyki. Zerwała się szybko i pochyliła nad chłopakiem. Biedny co nocy śnił koszmary, które odbierały mu spokojny sen. Tym razem także miał mimikę niezmierznego przerażenia i bólu. Sece krajało jej się na ten widok, więc zaczęła do delikatnie trącać w ramię. Podniósł się momentalnie do siadu. Oczy miał wciąż szeroko otwarte. Ciężko oddychał, był cały mokry od zimnego potu, lepkie kosmyki przykleiły mu się do czoła
- Już dobrze- wyszeptała uspokajająco i pogładziła go delikatnie po plecach w kojącym geście
- Lucy- spojrzał na nią dopiero pierwszy raz po przebudzniu, a z jego mimiki mogła wyczytać, że dopiero teraz naprawdę ją zauważył. Takie ataki powtarzały się bardzo często. Niedawna tragedia męczyła go nawet nocami, z tgo też powodu dość szybko zamieszkali razem. W tym momencie znajdowali się w dawnym mieszkaniu Lucy, teraz już ich wspólnym. Chłopak po wyrwaniu z koszmaru za każdym razem musiał się upewniać, że był to tylko sen. Dlatego początkowo nie raz zdarzyło się, że przychodził do niej w środku nocy tylko po to by zobaczyć jak śpi we własnym łóżku cała i zdrowa, dzięki czemu się uspokajał.
- Ciiii już dobrze, jestem tutaj, już zawsze bedę- wyszeptała i pogładziła go po włosach.
- Lucy- przytulił ją mocno do siebie, by upewnić się, że jest prawdziwa- jesteś tu, naprawdę tu jesteś
- Tak jestem, już wszystko dobrze
- Nigdzie nigdy nie odchodź, dobrze? Obiecaj mi to
- Obiecuje, nigdzie się nie wybieram

3 miesiące później

Dragneel powoli zaczynał wracać do siebie. Co raz częśniej się uśmiechaj i żartował, wrócił mu apetyt, a koszmary pojawiały się coraz rzadziej. Obecnie szukali właśnie większego mieszkania dla siebie, myśląc o potomstwie, wiedzieli, że ich obecny apartament będzie za mały. Polubili mieszkanie razem i bardzo szybko przyzwyczaili się do obecnej sytuacji. Siedzieli przy stole i jedli śniadanie, lecz Lucy po raz kolejny wybiegła do łazienki i oddała to co przed chwilą przełknęła. Natsu pojawił się obok niej w mgnieniu oka podając jej ręcznik i przytrzymując włosy.
- Kochanie jak się czujesz? Już lepiej?- zapytał troskliwie sadzając ją sobie na kolanach
- Tak, już lepiej, chyba mi coś zaszkodziło- jednak gdy zastanowiła się nad tym przez dłuższą chwile doszła do innego wniosku- spojrzała na niego niepewnie i cicho spytała
- Natsu a co byż zrobił, gdyby się okazało...no, że jestem w ciąży?- po czym spuściła wzrok na dłonie.On złapał jej głowę i delikatnie obrócił w swoją stronę, tak by musiała spojrzeć mu w oczy
- Po raz kolejny potwierdziłbym to, że jestem ogromnym szczęściarzem- powiedział z uśmiechem, po czym spoważniał- posłuchaj wiem, że w tym momencie nie planowaliśmy jeszcze dziecka, ale to nie znaczy, że nie będę się cieszył, gdy uczynisz mnie ojcem.
- Naprawdę? Chciałbyś?
- Niczego bardziej nie pragnę- odpowiedział, a w jego spojrzeniu i tonie głosu była sama szczerość. Bardzo dojrzał od momentu w którym zaczęli się spotykać
- Jeśli poczujesz się lepiej to chciałbym cie gdzieś dzisiaj zabrać.
- A gdzie?- ciekawość obudziła się w niej natychmiast. Chłopak uwielbiał ją zaskakiwać. Niektóre niespodzianki były bardziej inne mniej udane, jak np resztki jedzenia, tego, które jedli na pierwszym spotkaniu w restauracji, gdy postawiła jemu i Happiemu posiłek. Nie rozumiała jak mógł trzymać coś tak obleśnego, ale to był właśnie jej Natsu i akceptowała go ze wszystkimi wadami i dziwactwami.
- To niespodzianka- odpowiedział szczerząc się- niestety będziemy musieli tam tak pojechać pociągiem- na samo wspomnienie jego mina zrzedła. Od kiedy jednak taego typu podróże przesypał na jej kolanach, znosił je dużo lepiej niż w przeszłości.  Jeszcze w  pociągu, gdy zatrzymali się na dworcu zawiązał jej oczy chustką i poprosił o by nie podglądała
- Ufasz mi?- wyszeptał jej do ucha
- Bardziej niż komukolwiek innemu- odpowiedziała bez wahania
Prowadził ją ostrożnie za rękę. Nie miała pojęcia gdzie się znajdują. Przypuszczała, że pojechali nad morze, gdyż słyszała szum fal, a w oddali odgłosy latających nad ich głowami mew. Rozmowy były głośne i regularne, więc musieli przechodzić przez koło większego zbiorowiska ludzi.Kiedy się zatrzymali, zciągnął jej z oczu chustkę, a ona zamrugała kilka razy próbując zlokalizować gdzie się znajdują. Zanim jednak zdązyła się na tym skoncetrować spostregła jak Natsu klęka przed nią i wyciąga z kieszeni malutkie pudełko
- Lucy Heartfilio czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i wyjdziesz za mnie? Dziewczyna spojrzała w dół na teraz już otwarte pudełko i zanim jeszcze jej oczy zaszły łzami ujrzała przepiękny niebieski kryształ, w którym tak jakby się coś tliło. Nie miała jednak czasu zastanawiać się nad tym dłużej.
- Tak, oczywiście, że tak- odpowiedziała po czym pocałowała go i przytuliła. Chwile później Salamander zakładał jej na palec pierścionek, a ona mogła dokładniej się mu przyjrzeć.
- Natsu co to jest to w środku-spytała
- Aa to jest płomyk, pochodzący z jednego z moich płomieni. Nie masz pojęcia jak długo zajęło mi znalazienie kryształu w którym mógł zostać zamknięty i tlić się przez wieczność, niczym ogień miłości, który rozpaliłaś w moim sercu, a który nigdy nie zgaśnie
- Jej jest przepiękny i bardzo dobrze przemyślany.Nie wiedziałam, że jesteś poetą
- Bo nie jestem. Nie piszę wierszy, ale za pomocą życia napiszemy najpiękniejszy poemat jaki widział świat
- Taak? A ja jednak sądzę, że masz w somie coś z romantyka skoro wybrałeś właśnie to miejsce na oświadczyny. Chłopak zaczerwienił sie o odwrócił głowę lekko speszony
- Nie mam pojęcia o czym mówisz
- Czyżby?- zbliżyła się do niego- mam rozumieć, że to jest czysty przypadek, że zaręczyliśmy się dokładnie w tym miejscu w którym się poznaliśmy? W mieście Hargeon? W pobliżu portu,hm?- droczyła się z nim
- A to ci dopiero, naprawdę? Nie, nie miałem pojęcia. To czysty przypadek- kontynuował jej grę
- Yhm rozumiem
Po powrocie do domu Lucy zrobiła test. Salamander chodził w kółko na około stołu, niczym lew zamknięty w klatce, gdy wyszła jego spojrzenie natychmiast na nią padło
- Wcześniej powiedziałeś, że chciałbyś być ojcem, ale że to nie jest na to odpowiedni czas, cóż wygląda na to, że los zadecydował za nas- spojrzała na niego cała rozpromieniona po czym oznajmiła- będziesz tatą. Podbiegł do niej i cały czas się śmiejąc podniósł ją i zakręcił się w okół własnej osi parę razy
- Haha ostrożnie- zawołała cały czas chichocząc
- A co ty na to, aby postarać się o rodzeństwo dla niego?- zapytał lubieżnie na nią spoglądając
- Ale wiesz, że to jest niemożliwe dopóki nie urodzę, a po za tym skąd wiesz, że to chłopiec?
- Nie, właściwie to myślę, że to dziewczynka- odpowiedział po czym położył ją na łóżku, a sam zawisł nad nią
- Skąd to wiesz?- spytała patrząc na niego spod rzęs
- Tak podpowiada mi mój ojcowski szósty zmysł
- Haha ojcowski szósty zmysł. W takim razie mój matczyny podpowiada mi, że nasza kruszyna chce się teraz znaleźć jak najbliżej swojego taty, z resztą tak jak jej mama- wplątała palce w jego włosy przyciągając go do siebie i całując długo i namiętnie
- Nie jestem taki pewny czy to właśnie twój „szósty zmysł” co to podpowiada - odpowiedział szczerząc się- ale i tak nie znam lepszego sposobu na uczczenie poczęcia naszego dziecka- pochylił się i także ją pocałował, myśląc o tym jak wypełnia go szczęście. Do tej pory myślał, że to fairytail jest dla niego domem, teraz wiedział, że to ona nim była.