Witajcie Kochani w nowym roku! :D. To jest taka mała niespodzianka ode mnie dla Was. Miałam go zamieścić w sylwestra, ale niestety pojawiły się nieoczekiwane problemy z łączem dlatego jest dopiero dzisiaj, wybaczcie. W nowym roku życzę Wam wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń i samych sukcesów. Mam nadzieję, że ten one-shot przypadnie Wam do gustu. Do zobaczenia w następnym poście :*
Paring: Nalu
A/M: Fairy Tail
Uwagi: Zbliża się punkt kulminacyjny mangi, a ja już nie mogę się
doczekać kiedy Natsu zamieni się w...sami wiecie kogo ;). Tego one-shota
dedykuje- Lucy. Bez dalszego wstępu, zapraszam J
Natsu
walczył z Zerefem zaciekle, nie dając za wygraną pomimo tego, że jego
przeciwnik był bardzo potężny. Salamander z kimś takim nigdy dotąd się nie
zmierzył. W trakcie trwania ich ostatniej walki został odciągnięty przez
Happiego, więc nie miał nawet okazjii wykorzystać mocy podarowanej mu przez
samego Igneela. Nie miał tego za złe przyjacielowi chodź teraz musiał przyznać,
że dodatkowa siła bardzo by mu się przydała. To właśnie od pokonania Zerefa
zależało to czy będą w stanie wrócić do gildii, uratować Pierwszą i ocalić
miasto. Nie było czasu na błędy. Różowo włosy nie mógł się jednak całkiem
skupić na walce wciąż mając z tyłu głowy słowa wypowiedziane przez przeciwnika-
Jesteś moim młodszym bratem i nazywasz
się Etherious Natsu Dragneel- ciężko było mu uwierzyć w to, że miałby być
demonem z księgi Zerefa, a jakby tego było mało to jeszcze najpotężniejszym.
Przecież on w niczym ich nie przypominał,prawda? Bo w końcu wyglądał jak
człowiek, jedyne co mógłby mieć z demona to tendencja do rozwalania
wszystkiego, ale to wszystko. W dodatku ciężko mu było uwierzyć, że ma ponad
400 lat! Nie wyglądał i nie czuł się na więcej niż 17, a czasem nawet mniej.
- Kiedy już cie wykończę to zabije także twoich drogich przyjaciół, będzie to
powolna i bolesna śmierć- uśmiechnął się okrutnie- może nawet zostawię sobie
kogoś przy życiu w formie trofeum np. tą blondynkę z którą wydajesz się być tak
związany lub gadającego kota, w sumie zajmie mi mniej miejsca na półce-
zastanowił się chłopak
- Uważaj bo ci na to pozwolę!- wrzasnął Natsu, a krew w jego żyłach zaczęła
wrzeć na samą myśl o tym co brunet mógłby zrobić jego towarzyszom. Nim się
obejrzał jego ciało zaczęło płonąć i to dosłownie, pomimo tego nie odczuwał
żadnego bólu z tym związanego, jego całe ciało pokrywały teraz łuski, a zamiast
paznokci pojawiły się długie, ostre szpony, poczuł tak wielką wściekłość i
zaczął tracić świadomość, ostatnią rzeczą jaką usłyszał było jego imię, ktoś go
nawoływał, więc obrócił się i wtedy ją zobaczył. Lucy biegła w jego stronę,
niemal potykając się o własne nogi, płakała i wyglądała na zrozpaczoną, a także
przerażoną, nie rozumiał jednak dlaczego, nie dotarło to do niego, chciał do
niej zawołać żeby się nie zbliżała, bo tu jest zbyt niebezpiecznie, ale nim się
zorientował stracił świadomość całkowicie, jedyne o czym był w stanie myśleć,
co czuł w głębi siebie to pragnienie rozerwania przeciwnika na strzępy.
Dziewczyna wciąż biegła z całych sił w nogach nawołując przyjaciela, który
jednak zdawał się jej już nie słyszeć. Wyglądał...zupełnie jak nie on. Jego
całe ciało pokrywały łuski, wyglądające na smocze, twarde jak skała, zakończone
ostrymi jak brzytwa pazurami. Z jego głowy zaczęły wyrastać rogi,
przypominające baranie, zaokrąglene, ale znacznie większe, po kilku chwilach
zaczął wyłaniać się także ogon. Nie mogła uwierzyć własnych oczom, kiedy jej
poprzednia przeciwniczka nazwała go potworem Lucy sądziła,że po prostu się
przestaszyła, gdyż Natsu potrafił być przerażający dla swoich wrogów. Dlatego
też nie jeden raz już otrzymał ten przydomek. Teraz jednak blondynka wiedziała
dokładnie co miała na myśli dziewczyna. Jej przyjaciel w tym momencie
przypominał jakieś nieludzkie monstrum i chodź miała wyrzuty sumienia myślać o nim
w ten sposób to jakoś patrząc teraz na niego nie potrafiła znaleźć bardziej
odpowiadającego epitetu. Ona jednak mimo wszystko się nie bała, przecież to był
jej Natsu, nie miało znaczenia to jak wyglądał, Natsu zawsze pozostanie Natsu,
dlatego też wciąż biegła przed siebie nie zważając na nic
- Natsu!- zawołała, a on odwrócił głowę w mgnieniu oka tak szybko, że
zatrzymała się momentalnie w pół
kroku...jego oczy nie były ani trochę ludzkie. Oczy w których zawsze kryła się
troska o przyjaciół wyglądały jak ślepia jakiejś bestii. Były jaskrawo żółte i
świecące, bardzo wyróżniały się na już nieludzkiej twarzy pokrytej łuskami. Po
chwili wahania postanowiła jednak podejść bliżej. Pomimo tego jak wyglądał ona
nie czuła strachu. Dzieliło ich już teraz zaledwie kilka metrów, które pokonała
podchodząc do niego powoli i cicho mówiąc
- Natsu to ja Lucy- kreatura mierzyła ją swymi ślepiami na wskroś i warczała
cicho, co jednak nie zniechęciło blondynki.
Uśmiechnęła się delikatnie jak to miała w zwycaju i powoli i delkatnie
położyła mu dłoń na ramieniu, spojrzała mu prosto w oczy i wyszeptała
- To ja Natsu, poznajesz mnie,prawda?- Postać przez chwile przyglądała jej się
cicho warcząc, pokazując przy tym ostre niczym sztylety kły, które teraz
ściekały śliną. Naprawdę przypominał rozwścieczone zwierze. Nim się jednak
obejrzała z jej ust zostało wyssane całe powietrze, a ona sama przeleciała parę
metrów i uderzyła w przeciwległą ścianę z taką siłą,że ściana już i tak ledwo
trzymającego się budynku została skrószona i posypała się na ziemie. Kamienie z
których została stworzana owa konstrukcja posypały się na ziemie, spadając
razem z nią przygniatając ją po części.
Bół był tak wielki,że omal nie straciła przytomności. Wolno wygrzebała się z
pod gruzów i dotknęła głowy jedną dłonią, kiedy ją oderwała i spojrzała na nią
była pokryta jakimś ciemnym płynem. Jedwo kontaktując jakoś udało jej się
usiąść. Ból głowy był nie do zniesienia a zawroty głowy sprawiły,że nie była w
stanie się podnieść pomimo usilnych starań. Oparła się o pozostałości budynku.
Zamknęła oczy i z niemal radością przywitała ciemność. Ból zniknął w mgnieniu
oka, a ona nie czuła nic po za błogim spokojem. Nie słyszała też żadnych
dźwięków. Nie wiedziała ile czasu trwała w tym stanie, ale nagle dotarły do
niej odgłosy walki: niszczone i kruszone budynki, ciosy, krzyki oraz warczenie
jakiegoś okropnego zwierzęcia, które wwiercało jej się w głowę, niczym młot
pneumatyczny. Z trudem otworzyła oczy i podniosła głowę, którą nagle przeszył
ból. Przez niego zebrało jej się na mdłości, ale jakoś siłą woli udało jej się
je powstrzymać. Oddychała powoli i głęboko wolno uświadamiając sobie,że ból
głowy jest jej najmniejszym zmartwieniem. Zrobiła krótkie rozeznanie swoich
obrażeń. Jedna ręka,lewa była złamana, na szczęście nie było to złamanie
otwarte,jednak podejrzewała, że z przemieszczeniem,gdyż jej kończyna leżała
bezwładnie pod nienaturalnym kątem. Kilka żeber było pękniętych, a o licznych
siniakach już nawet nie zamierzała myśleć. Po kilku próbach udało jej sie
wreszcie usiąść samodzielnie bez podpierania się o ściane. Wtedy poczuła,że coś
ścieka jej po twarzy, a gdy spojrzała na podłoże ujrzała bordowe krople kapiące
z jej głowy-krew. Podniosła wzrok i zobczyła w oddali jakieś dwie walczące
postaci, które jednak poruszały się tak szybko,że jej wzrok, który jeszcze do
końca nie doszedł do siebie z trudem zarejestrował kto to był. Jednak pamięć
spowita przez mgłę wróciła w mgnieniu oka a ona przypomniała sobie co zaszło.
Pamiętała jak biegła z stronę Natsu wołając go podeszła do niego a on...aż sie
wzdrygnęła na samo wspomnienie. On ją odepchnął i to nie tak jak zazwyczaj to
robił, gdy usiłował ją chronić i dać do zrozumienia żeby się nie wtrącała. To
było coś zupełnie innego, nowego. On ją popchnął tak mocno, że uderzenie
rozwaliło ścianę, o którą jeszcze chwile temu się opierała. Jej obrażenia i
rany nie pochodziły od stoczonych wcześniej walk, a od jednego uderzenia przez
przyjaciela...o ile w tym stanie mogła go nim jeszcze nazwać. Do tej pory Natsu
nigdy jej nie zranił, ale teraz jedyne o czym była w stanie myśleć to on, gdy
na nią patrzył tym nieludzkim, nie rozpoznającym nikogo i niczego spojrzeniem
przyszpilając ją nim do podłoża. Tak bardzo pragnęła teraz zobaczyć jego
szeroki uśmiech,który każdego potrafił podnieść na duchu nawet w najcięższej
sytuacji. Czarne oczy w których kryło się tak wiele uczuć, których jednak
prawie nigdy nie okazywał. Usłyszeć jego śmiech, mieć możliwość nakrzyczenia na
niego z powodu włamu na jej mieszkanie, a nawet zorientować się rano,że leży
obok niej na łóżku i słuchać tego jak chrapie, przez co trzęsie się cały jej
pokój. Tak bardzo tęskniła nawet za jego głupimi dowcipami i docinkami,
wiecznymi kłótniami i bijatykami z Greyem. Nie zdążyła mu nawet powiedzieć co
tak naprawdę do niego czuje, a teraz może już nie zdążyć tego zrobić. Co jeśli
już nie wróci do swojej postaci? Jeśli straciła go już na zawsze? Łzy zaczeły
ściekać jej po policzkach na samą myśl, że więcej go nie ujrzy. Nie mogła na to
pozwolić, nie dopuści do tego. Z mocnym postanowieniem usiłowała wstać, co
prawda chwiała się na nogach i wciąż opierała o gruzy porozrzucane w okół niej,
ale mimo wszystko stała już prawie o własnych siłach. Potykając się o podłoże
oraz własne nogi zaczęła powoli iść w stronę walczących. W głębi serca miała
przekonanie, że jeśli tylko uda jej się podejść do niego na tyle blisko i
wyajśnić kim jest ona i kim on jest na pewno jej się uda. Nie ma możliwości,
żeby jej nie rozpoznał. Co prawda obawiała się tego, że kolejne podejście może
skończyć się podobnie do poprzedniego, ale nawet jeśli tak się stanie to
podniesie się po raz kolejny i znowu dopóki do niego nie dotrze. Nie ważne jak
długo to potrwa, a nawet to jakie obrażenia może jej zadać, nie podda się
nigdy. Natsu by się nie poddał, gdyby sytuacja była odwrotna. Co prawda ciężko
jej było sobie wyobrazić siebie w roli potwora, ale przecież jeszcze wczoraj
nigdy by nie uwierzyła gdyby ktoś jej powiedział, że Natsu zmieni się w
to..coś. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w tym stanie chłopak może ją
nawet zabić,jeśli użyje za dużo siły, lecz to nie zniechęcało jej do stawiania
dalszych kroków. W końcu czy można wyobrazić sobie piękniejszą śmierć niż tą w
obronie ukochanej osoby? Ona nie potrafiła. Była już coraz bliżej, lecz ściana
łez zasłaniała jej widok, więc wydarła oczy wierzchem dłoni i wtedy to
zobaczyła. Zmieniony Natsu i Zeref walczyli zaciekle, lecz czarny mag został
zepchnięty do defensywy, gdyż Salamander cioł pazurami wszystko co miał w
zasięgu wzroku. Brunet podniósł jakąś księgę do góry, której Lucy z początku
nie rozpoznała, była już na tyle blisko, że usłyszała co powiedział
- Cóż braciszku muszę przyznać, że w tej postaci chyba nie jestem w stanie
pokonać cie normalnie, wierz mi, że nie chce tego robić, ale nie dajesz mi
wyboru. Teraz kiedy wybudziłeś w sobie prawdziwą formę END nie masz już szans
na powrót do normalnośći. Stałeś się zwykłą nic nie myślącą bestią i serce mnie
boli, gdy patrze na ciebie w tym stanie, dlatego dla twojego własnego dobra
jestem zmuszony cie zlikwidować. W końcu ty też nie chciałbyś zostać potworem
już na zawsze, mam rację? Bracie? Zastanawiała się czy przypadkiem uszy nie
płatają jej figla. W końcu po uderzeniu jej zmysły były dość otępiałe i nie
zdziwiłoby jej to gdyby się przesłyszała. Teraz jednak zorientowała się co za
księgę Zeref trzymał w ręcę. To była księga END, ta sama z której pochodziły
demony z Tartaros. Nim się obejrzała chłopak przebił ją za pomocą magii, a
Natsu wrzasnął strasznie i upadł na ziemię.
- Natsu!- krzyknęła i rzuciła się w jego stronę najszybciej jak tylko mogła. Upadła
przy nim i uklękła
- Natsu!-krzyczała przez łzy, lecz on jedynie warczał wściekle i machał
szponami w geście obronnym, kalecząc ją przy tym. Ona jednak nie puściła go.
Zamiast tego przytuliła go mocno i szlochając przyjmowała kolejne rany.
- Nono..widzę, że mój braciszek poznał kogoś wyjątkowego,hm? Jesteś dla niego
kimś kim kiedyś Mavis była dla mnie, mam racje? To dlatego pozwalasz mu się
okaleczać i ranić, zamiast uciec gdzieś gdzie cie więcej nie skrzywdzi- brunet
zaśmiał się okrutnie- cóż, muszę przyznać, że jesteś odważna. Jestem pod
wrażeniem i nawet cieszę się, że mój ukochany braciszek miał przy sobie kogoś
takiego jak ty.
- O czym ty chrzanisz?!- krzyknęła- Jaki brat!?- teraz była już pewna tego, że
się nie przesłyszała
- A to tak bo ty jeszcze o niczym nie wiesz. Pozwól, że wyjaśnię ci to w
wielkim skrócie. Otóż Natsu jest moim młodszym bratem, który zginął 400 lat
temu i którego wskrzesiłem jako Etheriousa Natsu Dragnela, czyli w skrócie END.
Haha sądząc po twojej minie domyślam się, że już kiedyś o nim słyszałaś.
- END? Nie..to nie możliwe. Natsu nie może nim być- zaprzeczała w kółko, chodź
w głębi serca wiedziała, że czarny mag nie kłamie.
- Zgadza się, twój drogi przyjaciel tak naprawdę ma ponad 400 lat- zamyśliła
się i przestała słuchać jego wywodu. Owszem wiedziała,że Natsu tak jak i Wendy,
Gajeel i inni smoczy zabójcy zostali wysłani w przyszłość przez jedną z jej
krewnych, która otworzyła portal. Wiedziała również, że to jej mama otworzyła
Eclipse w tych czasach 7 lipca 777r. Przez co umarła. Aquarius jej to wszystko
pokazała, więc wiedziała, że to prawda, lecz w to, że Natsu jest END,
najpotężniejszym demonem z księgi Zerefa, silniejszym nawet od Acnologii, która
za pomocą jednego ryku zmiotła wyspę Tenro nie chciała wierzyć. Przecież to
chłopak dzięki któremu dołączyła do Fairy Tail, znalazła swoje miejsce na
świecie. Ten, który zawsze ją chronił, pomagał, wspierał. On nie może być
demonem, to niemożliwe, potrząsnęła głową i spowrotem wróciła do rzeczywistości
słysząc co mówi Zeref
-.... przez lata go obserwowałem i czekałem na to aż będzie gotowy. Wtedy
jeszcze nie byłem pewny tego czy straci świadomość, ale widząc jak rzucił tobą,
swoją przyjaciółką jak piłką jestem o tym przekonany.
- Co mu zrobiłeś!? Odpowiadaj!
- Myślałem, że właśnie przed chwilą ci to wyjaśniłem. Nic mu nie zrobiłem, on
po prostu jest sobą.
- Nie o tym mówię! Dlaczego jest ranny? Przecież nawet go nie zadrasnąłeś, więc
czemu jest w takim stanie!?
- Aa o to ci chodzi. Cóż Natsu jest połączony z tą księgą- wskazał na nią- jest
ona czymś w rodzaju jego serca. Kiedy ją zniszczę on także umrze.
- Akurat ci na to pozwolę! Otwórz się bramo Scorpio, otwórz się bramo bliźniąt
Gemmini. Scorpio burza piaskowa, Gemmini zabierzcie mu księgę. To był szybki
atak z zaskoczenia, którego Zeref najwyraźniej się nie spodziewał, gdyż już po
chwili Lucy trzymała księgę w rękach
- Dziękuję wam przyjaciele-powiedziała i zamknęła bramy, wiedziała, że w walce
z Zerefem nie miała najmniejszych szans, nie była na tyle naiwna by ryzykować.
- Forma wodnika- przybrała tą samą formę co podczas walki z Tartoros. To dzięki
niej wtedy udało jej się pokonać Jackala- tarcza, nagle otoczyła ją przejrzysta
tarcza, wyglądająca na wykonaną z wody. Wiedziała, że nie pokona go w walce,
lecz jeśli ta księga była jedyną rzeczą trzymającą Natsu przy życiu to ona
będzie ją chronić za wszelką cenę.
- Nie jesteś taka zła-powiedział chłopak z uznaniem- tego się nie spodziewałem,
ale naprawdę wydaję ci się, że jakaś słaba bariera mnie powstrzyma? Haha jesteś
naiwna, czym jeszcze bardziej przypominasz mi Mavis dlatego zabije cie szybko.
- Tylko spróbuj- rzuciła wyzywająco i spojrzała z dół na Natsu, który leżał
nieprzytomny obok niej. Stawiając barierę upewniła się,że chłopak będzie
znajdował się pod nią. Zeref się mylił, nie była na tyle naiwna by myśleć, że
tego typu tarcza będzie w stanie powstrzymać kogoś kto przez wieki stąpa po tym
świecie. Jednak chciała podarować Natsu chodź chwile na zregenerowanie sił i częściowe dojście do siebie. Wiedziała, że
długo nie wytrzyma, lecz zrobi wszysto co w jej mocy, by dać Salamandrowi jak
najwięcej czasu. Ją nie odchodziło to jak wyglądał w tym momencie, ani nawet
to, że jej nie poznawał. W tej chwili mogła chodź po części zrewanżować się za
wszystko co on dla niej zrobił.
- Jesteś za słaba, tak samo jak ta twoja nędzna bariera haha naprawdę myślisz,
że coś takiego jest w stanie mnie zatrzymać?- Zeref uformował z magii coś
okrągłego, co wyglądało jak piłka i rzucił w tarczę. Bariera zatrzęsła się, ale
wciąż stała.
- Hm..lepiej niż myślałem- powiedział z uznaniem- odpowiedz mi tylko na jedno
pytanie. Dlaczego chronisz takiego potwora, co? Przecież to monstrum nawet cie
nie poznaje, zranił się bardziej niż ja czy ktokolwiek inny, ledwo sama jesteś
w stanie utrzymać się przy życiu, czemu nie uciekniesz? Czemu go bronisz?
- Bo on nie jest żadnym potworem! Nie waż się tak nawet o nim mówić! Natsu jest
najlepszym człowiekiem jakiego w życiu poznałam. Troszczy się o przyjaciół i o
gildie. Nie znam nikogo bardziej ludzkiego od niego!
Dziewczyna utrzymywała barierę przez kilka minut, które dłużyły jej się w
nieskończoność. W końcu poczuła,że zupełnie opada z sił i upadła na ziemię.
Tarcza zniknęła a ona widziała jak chłopak podchodzi do niej wolnym krokiem
trzymając w ręce coś co kształtem przypominało miecz, lecz także wykonane było
z magii. Pierwszy raz widziała coś takiego. Z trudem doczołgała się do księgi,
którą upuściła w trakcie upadku i zasłoniła ją własnym ciałem. Zamknęła oczy i
mentalnie przygotowała się na ból, który nie nadszedł. Otworzyła oczy a to co
zobaczyła zaskoczyło ją całkowicie. Przed nią klęczał Natsu, który przyjął cios
na siebie robiąc z siebie żywą tarczę. Broń przebiła mu klatkę piersiową w
miejscu serca, a plama krwi rozeszła się po całym jego ubraniu. Kałuża ciemnego,
lepkiego płynu, która utworzyła się pod nimi wydawała się tak wielka,że nikt by
nawet nie przypuszczał, że człowiek jest w stanie pomieścić jej tak dużo w
swoim ciele. Spojrzał na nią tymi swoimi czarnymi, tak doskonale znanymi jej
oczami i cicho zapytał
- Lucy nic ci nie jest?
- Natsu...Natsu ty...ty mnie poznajesz?
- Jak miałbym ciebie nie poznawać?- odpowiedział pytaniem na pytanie i
uśmiechnął się tym swoim promiennym uśmiechem, który tak kochała.
- Znowu jesteś sobą- powiedziała szlochając
- Tak, dzięki tobie. Słyszałem wszystko co powiedziałaś...to dzięki tobie
odzyskałem świadomość..ehke...ehke...zaczął kaszleć, a z jego ust spłynęła
krew- przepraszam za wszystko Lucy...za to, że cie zraniłem i
za...ehke..ehke..ehke- teraz rozkaszlał się
już na dobre i jeszcze więcej krwi wypływało z jego ust
- Ciiii...nic więcej nie mów...nie masz za co przepraszać...nie jestem zła-
powiedziała i uśmiechnęła się przez łzy, widziała jak głęboka jest rana
chłopaka, nie robiła sobie już nawet nadziei na to,że będzie w stanie dalej
walczyć, a już o tym, że wygrają nawet nie śmiała myśleć. W tym momencie dotarły
posiłki. Grey, Gajeel, Erza, Mira, Jellal i jego paczka zaczęli atakować
czarnego maga. Erza złapała spojrzenie blondynki w biegu, by upewnić się, że
sobie poradzą. Ona tylko kiwnęła głową i spojrzała na Dragneela.
- Lucy...ja pamiętam wszystko...pamiętam jak biegłaś w moją stronę i mnie wołałaś...i
potem jak się zmieniłem i cie popchnąłem także...ja naprawdę bardzo cie
przepraszam,ale nie panowałem nad sobą. W ogóle nie miałem kontoli nad własnym
ciałem. Zachowywałem się jak jakaś niemyśląca bestia, a ty pomimo tego
wszystkiego nie uciekłaś..nie zostawiłaś mnie...mało tego nadal mnie
chroniłaś...widziałem to i czułem..czułem twoje ciepło..nie puściłaś mnie nawet
wtedy, gdy zacząłem się wyrywać i cie przy tym drapać, -powiedział po czym
wskazał na rany na rękach i twarzy,które jej zadał- ale musisz uciekać Lucy...nie wiem na jak
długo jeszcze będę sobą,a nie zadam ci kolejnych ran..nie ma mowy...więc proszę
cie...uciekaj
- Nie...nigdy w życiu...nie ma mowy,że cie zostawie...nawet na to nie
licz..jesteśmy drużyną,prawda?- powiedziała uśmiechając się promiennie. Dokładnie
tak jak on lubił najbadziej.
- Lucy..proszę...tylko na mnie spójrz. Zobacz czym się stałem..czym jestem.
Słyszałem co mówiłaś Zerefowi,ale prawda jest taka, że jestem potworem. Jak
można inaczej nazwać kogoś kto zranił własną przyjaciółkę?
- Nie wiedziałeś co robisz...nie byłeś sobą Natsu...nie możesz się za to
obwiniać- złapała jego twarz w obie dłonie i spojrzała mu w oczy- nie jesteś
potworem, słyszysz? Nie jesteś. Bo nie można tak nazwać kogoś kto ceni i chroni
przyjaciół ponad własne życie. A ty zawsze to robisz. Nie obchodzi cie to jakie
rany sam odniesiesz. Zawsze zjawiasz się tam gdy ktoś tego potrzebuje...gdy ja
tego potrzebuje. Natsu...uratowałeś mnie niezliczoną ilość razy, a ja nigdy ci
się za to nie odwdzięczyłam. Nie mówię już nawet o tym ile razy mi pomogłeś w
czasie walki, ale to dzięki tobie dołączyłam do Fairy Tail, znalazłam swoje
miejsce na świecie...mam dom do którego zawsze mogę wrócić. Ty pierwszy nie
widziałeś we mnie jakiejś dziedziczki a zwyczajną osobę, taką samą jak
pozostali. Jesteś człowiekiem i nie wolno ci o tym zapominać..rozumiesz? Nigdy
o tym nie zapominaj.
- Lucy...
- Jest jeszcze tak wiele rzeczy, które chciałabym ci powiedzieć, ale nie mamy
już na to czasu dlatego chce żebyś wiedział, że cie kocham..bardziej niż
cokolwiek na tym świecie...więc nie waż się mi mówić, że nie jesteś
człowiekiem, bo nigdy bym się nie zakochała w potworze, rozumiesz?- powiedziała
uśmiechając się delikatnie
- Lucy...ja ciebie też...
- Wiem- powiedziała uśmiechając się przez łzy i pocałowała go. Przelała w ten
pocałunek całą wdzięczność, miłość..wszystkie uczucia jakie teraz nią targały.
Kiedy się od siebie oderwali spojrzała mu w oczy jeszcze raz i wyszeptała
- ...i właśnie dlatego,że cie tak bardzo kocham liczę, że nie będziesz się na
mnie długo gniewał, dobrze?
- Gniewał? Ale za co miałbym..
- Bo nie mogę pozwolić ci umrzeć. Jesteś nadzieją nas wszystkich Natsu. Nie
możesz zginąć. Fairy Tail cie potrzebuje i Magnolia również
- Lucy...o czym ty mówisz?- spytał zdezorientowany
- Posłuchaj, wiem, że w tym momencie uznasz mój plan za totalne szaleństwo, ale
gdy się nad tym dłużej zastanowisz to zobaczysz, że to ma sens. Pamiętasz jak
ci kiedyś powiedziałam, że moja mama zniknęła 7 lipca 777r.? Teraz już wiem
dlaczego tak się stało. Otworzyła bramę, dzięki której ty i reszta was- smoczych
zabójców dostała się do tych czasów. Była w stanie to zrobić, bo należała do
rodu Heartfilia. Moja rodzina od wieków się tym zajmowała. To jest moje
przeznaczenie Natsu. Założe się, że nasze spotkanie także od niego zależy.
Poznaliśmy się właśnie po to żebym mogła cie uratować.
- Lucy o czym ty mówisz...nie nadążam
- Wyślę cie w przeszłość, a dokładniej 400 lat wstecz, abyś mógł pokonać Zerefa
i żeby to wszystko co się teraz dzieje nigdy się nie wydarzyło.
- Co masz na myśli?
- Nie jestem w 100% pewna, bo nie znam się za dobrze na podróżach w czasie, ale
sądzę, że kiedy się cofniesz to powinieneś nie być ranny, bo zostaniesz tam
przeniesiony z wyprzedzeniem jednego może kilku dni. Aby wrócić do naszych
czasów będziesz musiał znaleźć kogoś z mojego rodu. Ona wykona zaklęcie i w ten
sposób będziesz mógł powrócić. Pamiętaj jednak, że wszystko co zrobisz tam,
będzie miało wpływ na teraźniejszość, więc postaraj się, dobrze?- dodała z
uśmiechem
- Jak to przeniesiesz mnie w przeszłość? A co z resztą, co z tobą?
- O nas się nie martw, tak jak mówiłam,jeśli zdołasz pokonać Zerefa to wtedy to
wszystko nie będzie miało miejsca. Po za tym liczę na to, że 400 lat temu on
nie był tak silny, jak jest dziś.
- Brzmi nieźle, ale dlaczego mam wrażenie, że jest jakieś ale? Co jest do tego
potrzebne?
- Cóź pełny przepis to jeden Gwiezdny Mag z rodu Heartfilia i 12 zodiakalnych
kluczy
- Ok, ale przecież ty nie masz wszystkich kluczy...co z kluczami Yukino?
- Wyjechała, więc dała mi je na przechowanie. Wszystko będzie dobrze Natsu,
zaufaj mi- powiedziała uśmiechając się delikatnie. Odeszła kilka kroków od
niego i wyciągnęła klucze. Wyprostowała się i poczuła coś...coś dziwnego. Czuła
się zupełnie tak jakby doskonale wiedziała co robić, jakby robiła to już wiele
razy. Podniosła głowę i zaczęła wypowiadać słowa, które nagle same pojawiły się
w jej głowie.
O dwanaście złote zodiakalne klucze,
wysłuchajnie mojej prośby
jam jest wysłannicą nieba z rodu gwiazd.
Co się stało, pozwólcie zmienić,
by odwrócić losy wydarzeń.
Otwórzcie wrota czasu
i pozwólcie mi kierować nimi.
Podczas inkantacji wokół Lucy pojawiła się złota aura. Unosiła się teraz
kilkanaście cm nad ziemią. Nie widziała ani nie słyszała tego co się działo do
okoła, nawet wołania Natsu. Zachowywała się podobnie, jak wtedy, gdy używała
Uranometrii, tylko tym razem nie chodziło o rzucenie zaklęcia na wroga, a o
zmianę przeszłości. Złota poświata nie zniknęła, lecz dziewczyna otworzyła oczy
w samą porę, by zorientować się, że jej ukochany jest tuż przy niej. Sądząc po
śladach krwi jakie pozostawił na ziemi musiał się do niej dosłownie doczołgać.
- Lucy-wyszeptał ledwo słyszalnie. Podejrzawała, że ma pękniętę płuco, gdyż
słyszalne było wsysane powietrze, mówił z trudem
- Powiedziałaś, że potrzeba ci 12 kluczy, ale masz ich 11 bez Aquarius, więc
jak to możliwe, że zadziałało? Pomimo swojego stanu musiała przyznać, że dość
dobrze kojarzy. Odetchnęła głęboko i odparła
- Jest możliwe wykonanie go bez jednego klucza. 11 w zupełności wystarczą-powiedziała
zapewniająco
- Lucy...czegoś mi nie mówisz..ehke...co przede mną ukrywasz?
- Skąd wiedziałeś, że....
- Bo od kiedy zaczęłaś mówić o tym planie.....-przerwał by złapać oddech-
przestałaś patrzeć mi w oczy
- Dobrze...masz rację jest pewnien haczyk, ale zważywszy na okoliczności jest
naprawdę mały. To niewielka cena Natsu
- Jaka cena?- domagał się odpowiedzi
- Mag, który chce wykonać to zaklęcie z 11 kluczami może to zrobić,
owszem...ale za cenę życia, ale możliwe, że uda mi się to jakoś przeskoczyć.
poproszę króla gwiezdnych duchów o pomoc- skłamała, licząc na to, że w ten
sposób go przekona. Nie chciała go okłamywać, ale znała go aż za dobrze. Gdyby
chodziło o jego życie to poświęciłby je bez zastanowienia, jednak życia kogoś
innego nigdy by nie przehandlował.
- Cooo? Nie Lucy nie zgadzam się, rozumiesz?! Nie pozwolę ci na to!- usiłował
się podnieść, ale obrażenia mu na to nie pozwoliły. Zamiast tego zaczęł jeszcze
bardziej kaszleć krwią i klnąc na zmianę na swoją bezsilność.
- Natsu..to nasza jedyna szansa. Posłuchaj jeśli nie powstrzymasz Zerefa to
wszyscy zginiemy, a na ten moment nie jesteś w stanie tego zrobić. Nasi
przyjaciele robią co mogę, ale prawda jest taka, że jesteś jedyną osobą, która
może go pokonać
- Bo jestem demonem...
- Nie..dlatego, że jesteś sobą. Niesiesz w swoim sercu uczucia wszystkich
przyjaciół i walczysz razem z nimi. One ci pomagają, wspierają cie. Twoja siła
to nie siła jednego, ale wielu. Całej gildii i nie tylko. Nigdy o tym nie
zapominaj.
Portal zaczął się otwierać na przeciwko
niej. Podeszła do niego i złapała go za rękę, a potem oparła jego ciało o swoje
przerzucając jego górną kończynę przez ramie. Podprowadziła go do przejścia.
Zanim przez niego przeszedł obrócił się w jej stronę. Na ten moment nie
obchodziło go to, że trwa wojna, a on zaraz wyląduje setki lat w stecz nie
wiedząc nawet gdzie. Nie mając zielonego pojęcia jak pokonać Zerefa, ani tym
bardziej jak wrócić. W tej chwili liczyła się tylko ona. Tak bardzo żałował
tego, że tak późno zdał sobie sprawę z uczuć którymi ją darzył. Od zawsze była
mu bliska i dobrze o tym wiedział. Pragnął ją chronić, być przy niej w ciężkich
chwilach, pomagać jej, gdy miała kłopoty. Ale nigdy nie zastanawiał się nad tym co tak naprawde ich
łączy. Teraz patrzył na nią. Na jej piękne brązowe oczy, w których mógłby się
zgubić, na jej włosy, które pomimo tego, że były rozczochrane i posklejane
przez krew i błoto wciąż wyglądały pięknie. Najwięcej jednak czasu poświęcił
jej uśmiechowi, ponieważ nikt po za nią takiego nie posiadał. Pogodny uśmiech,
który potrafił odgonić wszystkie chmury i szarości z jego życia. Który potrafił
ukoić jego nerwy i momentalnie poprawić samopoczucie. Chciał przyjrzeć jej się
na tyle dobrze, by zamykając oczy mieć wyryty jej obraz w pamięci z
najdrobniejszymi szczegółami, jak jej śnieżnobiałe zęby, czy też słodki
dołeczek, który robił jej się w policzku, gdy się śmiała. Z trudem podniósł
dłoń i przejechał po jej czole opuszkami palców odklejając jeden z zabłąkanych
kosmyków i wkładając jej go za ucho. Pochylił się i złączył ich usta w
pocałunku, gdy się odsunął spojrzał jej o oczy i wyszeptał
- Kocham cie...czekaj na mnie. Na pewno cie odnajdę...po tych słowach odwrócił
się szybko i zanim zmienił zdanie zniknął po drugiej stronie przejścia.
Heartfilia stała wciąż patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą był. Cała
się trzęsła od płaczu, łzy nie przestawały cieknąć po jej bladych policzkach
- Żegnaj- wyszeptała, po czym upadła na ziemię i więcej się nie poruszyła.
Wolno otworzył oczy i podniósł głowę mentalnie przygotowując się na ból
przeszywający czaszkę, jednak nie nadszedł. Natsu wstał i rozejrzał się.
Ostatnie co pamiętał to krajobraz wojny. Zniszczone, walące się budynki,
pożary, a w powietrzu metaliczny zapach krwi i duszący zapach dymu unoszący się
w całym mieście. Chwile zajęło mu przypomnienie sobie, że przeszedł przez
portal cofając się w czasie. Teraz znajdował się na jakiejś łące, na wzgórzu
nieopodal lasu. Za nim mieściło się całkiem okazałej wielkości drzewo o które
jeszcze chwile temu się opierał. Cały ten obraz coś mu przypominał, ale za nic
nie mógł skojarzyć skąd zna to miejsce. Obejrzał się od stóp do głów z radością
stwierdzając, że jego śmiertelne rany zniknęły. Dłużej nie zwlekając postanowił
odnaleźć Zerefa, w końcu to powód dla którego się tu znalazł. Musi go znaleźć i
pokonać, a potem będzie mógł wrócić do przyjaciół i Lucy
- Lucy...-wyszeptał tęsknie, a przed jego oczami pojawił się obraz blondynki-
wrócę do ciebie, czekaj na mnie. Dragneel nie miał zamiaru teraz zawracać sobie
głowy tym w jaki sposób wróci. Uznał, że na pewno coś wymyśli, na razie ma
jednak inne zadanie do wykonania.. Z jakąś godzinę zeszło mu zejście na dół i
wejście do miasta. Nie był pewny do jakich czasów trafił, ale musiało to być dosyć
dawno, gdyż nie poznawał wielu budynków. Po kilku górach i morzu poznał jednak,
że nadal znajduje się w Magnoli. Idąc główną ulicą widział bazary w produktami
spożywczymi, domy i bary z których odgłosy pijanych, wydzierających się ludzi
były najgłośniejsze. W mieście panował straszny nieporządek. Nie żeby Natsu
należał do czyściochów, wystarczy spojrzeć na to jak wygląda jego dom, by
obalić tę tezę, ale wszędzie walające się śmieci budziły w nim niesmak.
Odwiedził kilka miejsc wyglądających jak motele i pytał o czarnego maga, który
w co wciąż nie chciał uwierzyć okazał się być jego bratem. Nie wiedział, który
to rok, ale obszedł całe miasto wdłuż i wszesz. Nie dość, że nie znalazł Zerefa
to jeszcze ani jednej osoby, która cokolwiek by o nim słyszała. Nie było tu
także żadnej gildii. Właściwie to kiedy pytał ludzi o magów ci patrzyli na
niego jak na jakiegoś wariata. Zapragnął wrócić do siebie. Bał się o
wszystkich. Nie znał się za bardzo na podróżach w czasie. Nie wiedział na czym
to dokładnie polega. Czy jeśli coś stanie się jego bliskim w teraźniejszości to
czy on będzie w stanie to cofnąć? Z drugiej jednak strony był ich jedyną
nadzieją. Dlatego też szukał Zerefa przez cały miesiąc. Rzecz jasna nie tylko w
Magnolii. Przeszukał wszystkie pobliskie miasta, a także las, który do
najmniejszych nie należał. Po 4 tygodniach jednak się poddał. Miał serdecznie
dość tego, że nikt w tym dziwnym świecie nawet nie słyszał o magii. Za każdym
razem kiedy pytał o coś podobnego kogokolwiek to patrzyli na niego zupełnie jak
by się urwał z choinki. Z regóły nie przeszkadzało mu to co myśleli o nim inni,
ale łatwo powiedzieć coś takiego kiedy masz przy sobie przyjaciół, którzy
akceptują cie takim jakim jesteś. Nie wspominając już o tym, że jego obecni
„znajomi” najzwyczajniej w świecie się go bali.
- Pff... wielkie mi halo, no może i faktycznie rozwaliłem im ten bar...no dobra
może trzy..ale jak miałem zareagować kiedy wszyscy z uporem maniaka próbują
mnie przekonać, że magia nie istnieje, a patrzą na mnie tak jakbym potrzebował
terapi.
Wiem, że wszyscy na mnie liczą, ale tym sposobem im nie pomogę. Muszę wrócić,
jestem pewny, że razem wymyślimy jak go pokonać, tak jak zawsze. Prawda Happy?
Kiedy nie usłyszał żadnej odpowiedzi, złapał się na tym, że znowu to zrobił.
Przez cały pobyt w tym miejscu robił w ten sposób, także wśród ludzi
- Hmm...może to dlatego wszyscy mają mnie za niespełna rozumu- zastanowił się
przez chwile-no bo kto normalny gada do siebie, co? No dobra kto po za Lucy?
Ehh..może to jest właśnie tego powodem? W końcu przez wiele lat nie miała
przyjaciół a z kimś musiała rozmawiać. Pewnie właśnie stąd wziął jej się ten
nawyk, tak jestem pewny, że ta...
Rozejrzał się po pomieszczeniu i uświadomił sobie, że wszystkie oczy są
skierowane na niego..znowu.
- No co nigdy nie widzieliście nikogo kto rozmawia sam ze sobą? A moja
dziewczyna tak robi, wiecie? Bo z czasów z których pochodzę to jest normalne!
Ale wy i tak tego nie zrozumiecie..wynoszę się stąd!- nerwy mu puściły i w ten
oto sposób wydarł się na wszystkich gapiów. Kiedy wychodził usłyszał za sobą
różnego rodzaju komentarze typu: debil, co jest nie tak z tym gościem,
współczuje mu, biedaczek i po raz kolejny przeklnął swój doskonały słuch. Postanowił
wybrać się do rezydencji Heartfilia. Wiedział, że pomimo tego jak bardzo tego
pragnie nie spotka tam Lucy, ale ze wsześniejszych rozmów z nią wiedział, że
jej ród mieszkał w tym pałacu od wieków. Podejrzawał, że teraz także powinien
ktoś tam być. Ktoś kto pomoże mu wrócić do domu.
Dotarcie na miejsce zajęło mu niecały dzień. Nawet się poświęcił i wsiadł do
pociągu, abo raczej powinien powiedzieć do czegoś pociągopodobnego. Chciał
jednak jak najszybciej się stąd wynieść a choroba lokomocyjna była najmniejszą
przeszkodą. Kiedy dotarł na jej ziemie rozejrzał się, ponieważ przez chwile nie
był pewny czy to właściwe miejsce. Pałac wyglądał zupełnie inaczej, nie tak jak
w wspomnieniach Natsu. Na około nie było pięknego ogrodu, o który mama Lucy tak
bardzo lubiła się troszczyć, zamiast niego jakiś zapuszczony terez pełny
chwastów. Właściwie po za lasem, który znajdował się za domem, nie było tu
żadnej roślinności. Salamander podszedł od razu do wielkich mosiężnych drzwi,
gdyż posesja nie była ogrodzona i zapukał za pomocą kołatki. Pukanie rozeszło
się ehem po całym budynku, a już po kilku minutach w drzwiach ukazała sie niska
blondynka, o długich do pasa włosach upiętych w wysoki kucyk. Przez chwile stał
jak wryty podziwiając podobieństwo owego rodu.
- Kim jesteś?- spytała dziewczyna. Była jednak pierwszą osobą w tym dziwnym
świecie, która zwróciła się do niego serdecznie. Nie traktując od razu jak
intruza.
- Nazywam się Natsu Dragneel i jak kolwiek idiotycznie to zabrzmi jestem
przyjacielem twojej potomkini- Lucy Heartfilii.
- Przyjacielem?- spytała i przyglądała mu się wyraźnie zaciekawiona.
- Tak- odpowiedział, a jego głos brzmiał pewniej niż w rzeczywistości się czuł
- W takim razie proszę wejdź, zrobię nam herbatę i porozmawiamy- gestem
zaprosiła go do środka. Tak jak przypuszczał, wystrój domu także bardzo się
różnił. Na ścianach nie wisiały portrety rodziny dziewczyny, a obrazy
przedstawiające pory roku. Usiadł w całkiem sporej wielkości salonie, a
dziewczyna szybko zrobiła herbatę i postawiła na stoliku. Usiadła na przeciwko
i powiedziała
- A no przecież jeszcze się nie przedstawiłam. Nazywam się Anna Heartfilia.
- Nie masz służby?- zdziwił się Natsu, przypominając sobie jak wiele osób jest
zatrudnionych u Lucy
- Nie, to znaczy owszem miałam ogrodnika, ale niedawno umarł, a jeśli chodzi o takie
rzeczy jak robienie herbaty to wole sama się tym zajmować- odpowiedziała z
uśmiechem
- Przykro mi z powodu ogrodnika..musisz czuć się samotna w tak wielkim domu nie
mając się nawet do kogo odezwać
- Nic nie szkodzi...zdążyłam się już przyzwyczaić. Moja mama umarła ponad rok
temu, a tata..cóż zostawił nas zaraz po tym jak się urodziłam. Nie wiem o nim
zbyt wiele-powiedziała smutno
- Przepraszam nie chciałem...
- W porządku...w takim razie Natsu powiedz proszę co cie do mnie sprowadza?
- Może zacznę od początku.Pochodzę z
796r. W moich czasach obecnie toczymy wojnę z magiem, który nazywa się Zeref.
Moja przyjaciółka- Lucy wysłała mnie w przeszłość abym mógł pokonać Zerefa,
żeby do wojny nigdy nie doszło. Powiedziała mi, że aby wrócić będę musiał odnaleźć
kogoś z jej rodu, żeby wysłał mnie spowrotem do moich czasów. Cóż..więc dlatego
tu jestem
- Aha..rozumiem. Opowiedz mi coś o tej Lucy, jaka ona jest?
- Lucy jest najwspanialszą osobą jaką znam. Jest miła, troskliwa,
przyjacielska, pomocna, silna i twardsza niż na to wygląda. Zawsze można na nią
liczyć, ceni przyjaciół bardziej niż własne życie i nigdy nikogo nie zostawi w
potrzebie. Jest niesamowita i właśnie teraz nawet kiedy walczyliśmy na wojnie,
a ja byłem śmiertelnie ranny i na straconej pozycji ona mnie nie zostawiła,
rozumiesz? Została ze mną, mało tego chroniła mnie ze wszystkich sił- chłopak
postanowił oszczędzić jej opowieści o tym jak zmienił się w demona i sam zranił
Lucy. W końcu nie chciał wystraszyć dziewczyny. Gdy skończył swój monolog
spojrzał na nią. Nie mógł rozszyfrować sposobu w jaki na niego patrzyła. Czy to
było współczucie czy nadzieja, sam nie wiedział
- Ty ją kochasz- powiedziała w końcu i wtedy zrozumiał.
- Co? Ja? Skąd ci to przyszło do głowy?- zaskoczony nabrał koloru bordowego
dywaniku na którym ustawiony był stolik i spuścił wzrok na swoje dłonie.Po
chwili jednak ich spojrzenia znów się spotkały, a wtedy odpowiedział już pewnie
- Tak, kocham ją i nie masz nawet pojęcia jak bardzo chce znów ją zobaczyć. A
do tego właśnie potrzebuje twojej pomocy.
- Cóż do wysłania cie w przyszłość będę potrzebowała wszystkich kluczy
zodiaku...
- Oczywiście..zdobędę je wszystkie
- Nie będzie takiej potrzeby, gdyż obecnie wszystkie są w moim posiadaniu.
Oczywiście, że ci pomogę- powiedziała z uśmiechem- tylko wiesz jedna rzecz mnie
zastanawia. Nigdy wcześniej nie słyszałam o kimś takim jak Zeref
- W sumie to mnie to nie dziwi,pewnie sie ukrywa. Jak widać nie jest zbyt
popularny- powiedział krzywo się uśmiechając
Oboje stali przed budynkiem, w miejscu które może kiedyś można było nazwać
ogrodem. Teraz jedyne co Natsu widział to chwasty i trawa, która porosła nawet
małą kamienną ławeczkę na której Lucy lubiła przesiadywać w dzieciństwie. Natsu
obserwował jak wokół dziewczyny pojawia się ta sama złota poświata i zaraz
usłyszał inkantacje
O
dwanaście złote zodiakalne klucze,
wysłuchajnie mojej prośby
jam jest wysłannicą nieba z rodu gwiazd.
Pozwólcie ułożyć nowy plan,
by odwrócić losy wydarzeń.
Otwórzcie wrota czasu
i pozwólcie mi kierować nimi.
Zorientował się, że zaklęcie zostało trochę pozmieniane, by lepiej pasowało
do sytuacji. Tak jak poprzednio Natsu podszedł do portalu i powiedział
- Dziękuje za wszystko- uśmiechnął się promiennie, szczęśliwy, że po drugiej
stronie czekają jego bliscy
- Nie ma za co, cieszę się, że mogłam pomóc. Pozdrów ode mnie moją następczynie
- Tak zrobie-powiedział i już go nie było.
Tym razem dla odmiany obudził się na czymś miękkim. Z trudem otworzył oczy,
rozejrzał się, a uśmiech automatycznie pojawił mu się na twarzy po tym co
zobaczył. Znajdował się w swoim mieszkaniu w którym panował bałagan
- Jak dobrze być w domu- zrobił wdech, aby wciagnąć w nosdrza znajomy zapach.
Poczuł pleśń, resztki jedzenia, które już powoli zaczynały się psuć oraz kurz
- Happy?!- zawołał, ale tym razem znowu nie usłyszał odpowiedzi- pewnie jest w
gildii- przekonał sam siebie. Wybiegł z małego domku na obrzeżach i pobiegł do
gildii.Wparował do niej tak jak to miał w zwyczaju
- Cześć kochani!- krzyknął i już chciał usiąść przy barku jak to miał w
zwyczaju, ale przypomniał sobie, że wcześniej musi zobaczyć kogoś jeszcze. Po
za tym nie był pewny dlaczego w czasach w których wylądował nie ma wojny.
- Może przeniosło mnie trochę bardziej w przyszłość i jest już po wojnie-
zastanowił się na głos
- Co ty tam mamroczesz?- zapytał Grey
- Nie twój interes mrożonko- odpowiedział zadowolony z siebie, bo myślał, że
już więcej nie będzie miał na to okazji. Musiał przyznać, że brakowało mu nawet
jego
- A kim ty w ogóle jesteś? –spytał Fullbuster
- Haha dobry żart, ale nie mam teraz dla ciebie czasu. Muszę znaleźć Lucy- z
tym postanowieniem opuścił budynek i udał się w kierunku mieszkania blondynki. Po
raz pierwszy zdecydował się na wejście przez drzwi. Na schodach spotkał
właścicielkę mieszkania
- Gdzie Lucy?- spytał
- Kto? Kim ty w ogóle jesteś? Chcesz wynająć mieszkanie?
- Co? Nie...pytam czy nie widziała pani Lucy, jest u siebie?
- Nie mam pojęcia o kim mówisz chłopcze, a jeśli nie chcesz mieszkania to nie
zawracaj mi głowy- Natsu zastąpił jej drogę
- Pytam o Lucy Heartfilie, wynajmuje u pani mieszkanie już od lat
- Nie mam pojęcia o kogo ci chodzi dzieciaku. Nie znam takiej osoby, a teraz
rusz się- chłopaka wmurowało tak bardzo, że nie wiedział co powiedzieć,
przesunął się trochę robiąc miejsce kobiecie, ale po zamknięciu drzwi
frontowych on nadal tam stał.
- Nie wyglądało no to, żeby żartowała hm...może Lucy jednak już tu nie mieszka,
może minęło więcej lat niż przypuszczałem a ona jej już nie pamięta- Dragneel
postanowił więc pojechać w jeszcze jedno
znane mu miejsce, gdzie mógłby ją znaleźć. Tym razem droga pociągiem dłużyłamu
się bardziej niż kiedykolwiekwcześniej.Po raz kolejny ujrzał posiadłość
Heartfilii, a już z oddali zobaczył blondynkę. Znajdowała się w ogrodzie o
podlewała kwiaty. Była uśmiechnięta i radosna. Wyglądała na szczęśliwą. Natsu
podszedł bliżej i schował się za pobliskim drzewem, tak aby go nie zauważyła. Z
jakiegoś powodu chciał się jej jeszcze przez chwile poprzyglądać podczas gdy
wykonuje taką zwyczajną czynność jak dbanie o rośliny. Kiedy już miał zamiar
się jej pokazać ktoś do niej podbiegł i objął ją od tyłu. Natsu w tym momencie
kompletnie wbiło w ziemie.
- Co to za facet? Nie znam go. Dlaczego on ją obejmuje? Co tu się dzieje do
cholery? Może to jakiś jej przyjaciel, ale nawet jeśli to jest zbyt nachalny-
tysiące pytań pojawiły się w jego głowie jak na zawołanie.
- Ok, być może naprawdę minęła masa czasu od wojny. Oni wygrali, ale ja nie
wróciłem, więc Lucy ułożyła sobie życie z kimś innym. Nagle dobiegły go głosy
- Kochanie jak długo jeszcze zamierzasz pielęgnować te rośliny?
- Haha tak długo jak będzie trzeba- odpowiedziała z uśmiechem
- A nie wolisz spędzić trochę czasu ze mną? Zaczynam się robić zazdrosny
- Hehe dobrze wiesz, że nie masz powodu. W moim życiu i moim sercu nie ma nikogo
prócz ciebie-Te słowa nie na żarty zabolały Natsu. Jak to w jej życiu nie ma
nikogo innego? A ja?
- Wiem-odparł przytulając ją- ale za to jest w nim zdecydowanie za dużo roślin-
Ok teraz mam już pewność, że to nie jest jej przyjaciel. Tylko dlaczego?
Jak..jak to możliwe, że o mnie zapomniała? Co się stało?Dobrze Natsu weź się w
garść i po prostu z nią porozmawiaj- szansa na to właśnie się pojawiła, gdyż
pan „przylepa” wszedł do środka. Chłopak wyszedł zza drzewa i dość niepewnie zaczął
iść w kierunku dziewczyny. Mógł określić w którym momencie go zauważyła, bo jej
oczy się rozszerzyły, a ich spojrzenia się spotkały
- Lucy?- powiedział niepewnie i stanął kilka kroków przed nią. Tak bardzo
pragnął do niej podbiec i ją przytulić. Tak bardzo za nią tęsknił, ale coś go
powstrzymywało. Nie rozumiał całej tej sytuacji, ani tego kim on jest dla niej
na ten moment, a po za tym bał się...cholernie się bał, że ona go nie pamięta.
- Tak?- odpowiedziała- kim jesteś? I skąd znasz moje imię?- największy koszmar Natsu właśnie się spełnił-
zapomniała o mnie, serce skurczyło mu się boleśnie i przez chwile nie potrafił
spojrzeć jej w oczy. Podziwiając swojj buty odpowiedział z trudem
- Nazywam się Natsu Dragneel i jak możesz mnie nie pamiętać?- wymksnęło mu się.
Teraz już patrzył jej w oczy z żalem- jeśli mnie nie pamięta to sprawię, że
sobie mnie przypomni- postanowił.
- Jak to jak? Nie rozumiem, czy my się znamy?- spytała, ale odpowiedź wyczytała
w jego oczach, więc powiedziała
- Przepraszam, ale naprawdę cie nie pamiętam, przykro mi
- Lucy-zrobił krok w jej stronę
- Nie zbliżaj się do mnie- powiedziała, a on zatrzymał się w pół kroku. Nigdy
wcześniej mu tego nie zabraniała. Podchodził do niej kiedy chciał, odwiedzał ją
kiedy chciał..nie miał żadnych ograniczeń. Wtedy to zobaczył. Jej prawa dłoń
była ułożona w ten sposób, że mógł bardzo dokładnie się jej przyjrzeć. Jej
skóra była gładka, w dość blanym, charakterystycznym dla niej odcieniu, ale to
co go zaskoczyło to fakt, że była czysta, nie pokryta żadnym znakiem. Innymi
słowy emblemat gildi zniknął. Dragneel za dobrze znał blondynkę by uwierzyć w
to, że byłaby w stanie kiedykolwiek opuścić fairytail. Coś tu nie grało
- Ok może spróbujmy inaczej, powiedz mi czy znasz Erzę i Greya? Dziewczyna
przez chwilę tylko na niego patrzyła, po czym zaprzeczyła ruchem głowy
- A Fairytail? Słyszałaś kiedyś o takiej gildi?- łapał się ostaniej deski
nadziei
- Fairytail- powtórzyła za nim- oczywiście, że tak. Jest to gildia magów
znajdująca się w Magnolii. Jest najlepsza. Ja i Yamada chcieliśmu nawet do niej
należeć, ale się nie dostaliśmy haha nie biorą jeńców. Ale myślę, że ty możesz
spróbować. Z jakiegoś powodu wyglądasz mi na całkiem silnego, powodzenia-
powiedziała uśmiechając się i już odwracała się, aby odejść, więc zatrzymał ją
- Lucy- zawował, na co ona obróciła się w jego stronę- kim jest Yamada?- po tej
scence której był właśnie świadkiem doskonale znał odpowiedź i za nic w świecie
nie chciał jej usłyszeć, ale po prostu nie mógł nie zapytać
- Aa to mój narzeczony- odpowiedziała po prostu. Czuł, że jego szczęka
prawdopodobnie wylądowała na ziemi
- Na...narzeczony-wydukał- to ile ty masz lat?-wypalił. Pytanie to spotkało się
z dezaprobatą, bo mógł zobaczyć jak jej śliczny mały nosem marszczy się na
chwilę, tylko po to by za chwile powrócić do normalności. Skrzyżowała ręcę na
piersiach co dodało jej wygląd jeszcze bardziej zdynsansowanej.
- A ty nie wiesz, że kobiety nie pyta się o wiek?
- Aaa tak przepraszam, ale po prostu nic już z tego nie rozumiem. Ta cała sytuacja
jest dziwna. No a ty do tej pory w ogóle nie interesowałaś się facetami w taki
sposób, więc dlatego chciałbym wiedzieć w którym momencie się do zmieniło.
Przez chwile znów patrzyła na niego bez słowa
- Jak na zupełnie obcą mi osobą zdajesz się znać mnie całkiem dobrze- westchęła
i odpowiedziała jak by z łaską- to prawda, że do niedawna jeszcze nie patrzyłam
na facetów w ten sposób, ale to zmieniło się jakiś czas temu, gdy poznałam
Yamadę. Podejrzewam, że na tym właśnie to polega.Kiedy poznajesz kogoś odpowiedniego
to przychodzi samo, nawet nie wiesz kiedy.Ehh...a odpowiadając na twoje dość
niegrzeczne pytanie- mam 23 lata.
- Wyglądasz tak samo jak się zapamiętałem
- A ile tak miałam wtedy, kiedy rzekomo się znaliśmy?
- Tyle samo co ja czyli 17- postanowił jej nie wspominać o tym, że niedawno się
dowiedział, że tak na prawdę ma ponad 400 lat, przecież jego celem nie jest
wystraszenie jej
- Lucy proszę cie porozmawiaj ze mną. Wszystko ci wyjaśnie.Jestem pewny, że
twoja pamięć została jakoś uszkodzona lub usunięta. To niemożliwe żebyś mnie
nie pamiętała, ani tego, że należysz do Fairytail, tylko kto ci to zrobił?
Przezkogo taka się stałaś?
- Mówisz dość niepokojące rzeczy- tym razem to ona podeszła do niego. Stanęła
tak blisko, że miał ją na wyciągnięcie ręki, mimo tego nie wykonał żadnego
ruchu. Stał tak i przyglądał się jej. Z jej twarzu mógł wyczytać bardzo
dokładnie to, że chce powiedzieć mu coś nieprzyjemnego i prowdopodobnie jakoś
delikatnie poprosić go aby spadał.
- Posłuchaj mnie Natsu, tak? Wydajesz się być miłym facetem, dosyć dziwnym to
prawda, ale mimo wszystko miłym i wytwarzasz taką dziwną aurę, która sprawie,
że pomimo twojego dość groźnego wyglądu wcale się ciebie nie boję, dlatego
przykro jest mi to mówić, ale nie jestem tą osobą, której szukasz. Musiałeś
mnie z kimś pomylić
- To niemożliwe by pomylić się z kimkolwiek innym- wyznał- jesteś wyjątkowa.
Nie ma drugiej takiej dziewczyny jak ty na całym świecie
- Haha bardzo mi schlebiasz naprawdę i mówiąc szczerze gdybyś pojawił się w
moim życi wcześniej to kto wie co by się wtedy stało? Jednak tak się nie stało,
a ja jestem szczęśliwa z moim chłopakiem i...
- Jetsteś zakochana- powiedział zrozpaczony tym faktem. Co prawda do niedawna
nawet nie zdawał sobie sprawy z prawdziwych uczuć, którymi obdarzył
przyjaciółkę, ale gdy tylko usiłował sobie wyobrazić,że ona mogłaby się zacząć
z kimś spotykać to ograniała go furia. Na jege szczęśnie tak jak on wydawał się
nie interesować płcią przeciwną, tak samo było w jej przypadku. Nigdy nie
zauważył by kiedykolwiek się kimś zaintresowała, a na pewno by do dostrzegł. Ta
Lucy jednak była zupełnie inna..była zakochana w facecie którego Salamander
nawet nie znał, a co najważniejsze z kimś kto nie jest nim.
- Tak to prawda, jestem szczęśliwie zakochana i nie mam zamiaru tego popsuć.
Życzę ci wszystkiego najlepszego, naprawdę. Mam nadzieję, że odnajdziesz tą
swoją „Lucy”. Jestem pewna, że ona gdzieś tam na ciebie czeka- dodała z
zapewniającym uśmiechem- a teraz przepraszam cie, ale muszę już iść- tym razem
szybko i pewnie odwóciła się na pięcie i odeszła. Stał tam jeszcze przez moment
patrząc w jej ślady, które zostawiła w miejscu gdzie stała jeszcze przed
chwilą. Wyczerpany całą sytuacją upadł na podłoże. Nagle coś poczuł. Coś bardzo
niepokojącego. Cała sceneria zmieniła się w mgnieniu oka. Jeszcze do niedawna
piękne błękitne niebo z białymi obłokami zamieniło się w poszarzałe, przez co
cały teren pokryła ciemność. Coś, a raczej ktoś wyłonił się z owego cienia i
stając naprzeciwko niego zaledwie kilka metrów rechotał okrutnie
- Hahaha o jej braciszku gdybyś tylko widział swoją minę,kiedy ta dziewczyna
oznajmiła ci, że cie nie pamięta, chociaż nie. Jeszcze lepszą zrobiłeś, gdy
powiedziała ci, że ma chłopaka, albo może ta w której oznajmiła, że go kocha?-
zastanowił się- Haha sam nie wiem, trudno zdecydować.- Chłopak zerwał się na
równe nogi w mgnieniu oka. Wszystkie jego mięśnie były napięte niczym struna
- Czego chcesz?! Co tu robisz?! Co jej zrobiłeś?!
- Ojejej nie sądzisz, że trochę za dużo tych pytań na raz
- Odpowiadaj!
- Już dobrze braciszku, nie musisz tak się złościć. Otóż tak jestem tutaj,
ponieważ chciałem z tobą porozmawiać, a po za tym musiałem to zobaczyć. Ale nic
jej nie zrobiłem, bo widzisz tak narawdę jej tu nie ma- na dowód tego pstryknął
palcami a sceneria znów się zmieniła. Stał teraz przed gildią
- Ileż to miałem zabawy z tym usuwaniem pamięci o tobie wszystkim twoim
znajomym, ale aż taki wredny nie będę. Odzyskają swoje wspomnienia dotyczące
ciebie nie martw się. W końcu teraz to miasto i wszyscy mieszkańcy należą do
mnie. Dragneel ledwo nadążał za tym co właśnie oznajmił mu czarny mag. Jedna
myśl jednak tłukła mu się po głowie
- Gdzie jest Lucy?!
- No widzisz to jest ta mniej przyjamna część. Widzisz po tym jak wygrałem
wojne, co było do przewidzenia postanowiłem oszczędzisz wszystkich mieszkańców,
tak długo jak będą mi posłuszni. Jak na razie nie miałem problemów w tym, by
ktoś mi się sprzeciwiał. Jednak twoja droga blondynka, cóż powiedzmy, że jej
już nie byłem w stanie pomóc
- O czym ty chrzanisz do cholery?!
- Ta dziewczyna otworzyła portal do przeszłości nie posiadając wszystkich
kluczy. Znała cenę za użycie tego zaklęcia, a pomimo tego wykonała je.
Wiedziała co ją czeka. Przykro mi braciszku, ale nawet ja nie byłem w stanie
jej uratować. A gdybym mógł to zrobiłbym to wierz mi, muszę przyznać, że była
naprawdę odważna, nie dziwi mnie fakt, że to właśnie nią obdarzyłeś jakimiś szczególnymi
uczuciami, ale nie martw się moja magia jest niepowstrzymana. Już raz byłeś
świadkiem tego co jestem w stanie teraz robić.Mogę sprawić, że znów ujrzysz
swoją ukochaną, gdy tylko o to poprosisz.
- Naprawdę myślisz, że zadowolę się jakąś iluzją?
- Nie masz innego wyboru. Spójrz na to z jasnej strony. Jeśli będziesz grzeczny
owa iluzja będzie zachowywać się i robić dokładnie to czego pragniesz. Nawet
odwzajemni twoje uczucia czego nie mógłbyś być taki pewny w rzeczywistości.
- Zamknij się! Nic nie wiesz! Właśnie, że mi to powiedziała!- nie wytrzymał i
wydarł się na czarnego maga
- Jesteś tego pewny? Skąd wiesz czy to już nie była iluzja wytworzona przeze
mnie?
- Po prostu to wiem! To była prawdziwa Lucy! Moja Lucy- dodał już nieco ciszej
- Ej no nie załamuj się.Jesteś młody, jestem pewnien, że jeszcze sobie
kogoś znajdziesz. Chociażby tą Lisannę czy jak jej tam było. Kiedyś to ona była
twoją przyjaciółką, Heartfilia była jedynie zastępnikiem, który zajął jej
miejsce. Dobra ja się zbieram, nie masz pojęcia jak dużo mam do roboty od kiedy
zostałem panem tego miejsca. Nie sądziłem, że to będzie takie kłopotliwe, może
gdybym wiedział to postąpiłbym inaczej, na razie braciszku
- Stój! Zaczekaj!- krzyczał chłopak, ale już było za późno. Jednak dosłownie z
nieba na głowę spadła mu jakaś niebieska puchata kulka, której z początku nie
rozpoznał
- Natsu- zakwilił owy kształt, a różowowłosy rozpoznał go w mgnieniu oka
- Happy!- przytulił go do siebie mocno- Happy tak się cieszę, że nic ci nie
jest
- Natsu...Natsu gdzie ty byłeś, martwiłem się
- Już dobrze przyjacielu..już jestem
Trwali w takim uścisku przez dłuższą chwilę, kiedy w końcu odkleili się od
siebie kotel wytarł łapką zapłakane oczy i spojrzał w górę na przyjaciela
- Natsu gdzie jest Lucy? Chłopak nie odpowiadał przez chwile, kiedy się odezwał
jego głos był cienki i cichy, zupełnie do niego niepodobny, zdradzał go
- Lucy...Lucy odeszła
- Co? Jak to odeszła? Nie ma jej w gildii? Pewnie siedzi w swoim mieszkaniu, a
po za tym nawet jeśli teraz nie ma jej w
fairytail to na pewno za niedługo przyjdzie, chodź poszukajmy jej- zaproponował
i wzniósł się w powietrze. Chłopak jednak nawet nie drgnął. Głowę miał
spuszczoną, tak, że włosy zasłaniały mu pół twarzy
- Ona nie wróci do gildii
- Jak to? Lucy odeszła z Fairytail? Nie wierzę, coś musiało się stać. Natsu
szybko musimy ją namówić do powrotu. Jeśli mówisz, że nie ma jej u siebie to może
pojechała do siebie do domu. Jestem pewny, że jak po nią pojedziemy to ją
przekonamy, dalej Natsu- zaczął do ciągnąć za rękę- Salamander podniósł wzrok
na exceeda, a ten patrząc na niego od razu zrozumiał dziwne zachowanie
towarzysza
- Natsu- wyszeptał cichutko i podleciał bliżej- Natsu co się stało?- zaczął go
potrącać- Hej dlaczego nic nie mówisz?- w oczach kotka łzy zawitały ponownie-
Natsu...powiedz coś- zachlipał-gdzie...gdzie jest Lucy?
- Happy Lucy już nie wróci
- Ale to znaczy, że...nie.. to.... niemożliwe...Lucy...ona nie mogła....nie
mogła odejść...to niemożliwe..nie wierzę w to
- Happy- wyszeptał chłopak i po raz kolejny przytulił przyjaciela, tym razem
jednak sam już dłużej nie potrafiąc powstrzymać łez, dał upust swoim emocjom.
Ta nowina dotarła do niego z pełną mocą. Lucy nie żyje. Już nigdy więcej jej
nie zobaczy. Jej uśmiechu, roześmianych oczu, złocistych włosów. Już nigdy nie
usłyszy jej śmiechu, ani tego jak na niego krzyczy, gdy znajduje go u siebie w
mieszkaniu. Nie będzie mógł robić jej psikusów, nie pójdzie z nią na misje, nie
będzie rozmawiał z nią i żartował siedząc w gildii i już nigdy...nigdy nie
wyzna jej tego jak ważna dla niego była. Tego jak bardzo ją kocha i jak bardzo
za nią tęskni. Nie odważy się poprosić jej o rękę, nie wezmą ślubu, nie założą
rodziny, a w przyszłości kiedy będzie starszy nie będzie słyszał odgłosu
roześmianych dzieci w ich wspólnym domu, nie będzie się budził przy niej
każdego dnia, nie będzie się nią opiekował kiedy zachoruje, bo jej już nie ma.
Poczuł tak straszną rozdzierającą pustkę, która była nie do zniesienia.
Najchętniej poszedłby do jej domu, położył na jej łóżku wdychając jej piękny
zapach i zasnął i już nigdy się nie obudził.
Weszli go gildi we dwóch. Widocznie zaklęcie Zerefa już przestało działać, gdyż
wszystkie oczy zwróciły się w ich kierunku, gdy tylko przekroczyli próg
budynku. Podeszli do nich od razu rozumiejąc, że stało się coś złego. Nie
ciężko było to wywnioskować po ich zachowaniu. Chyba po raz pierwszy w całym
jego życiu nie przywitał się głośno ze wszystkimi wchodząc do środka jak to
miał w zwyczaju. Grupka przyjaciół otoczyła ich ciesnym kołem, lecz najbliżej
znajdowali się najbliższi kompani z ich drużyny: Grey, Ezra, Wendy i Charla.
Grey patrząc na nich wypalił
- Co macie takie miny? Ktoś umarł? Na co Erza od razu spiorunowała go wzrokiem
- No co? Tylko żartowałem- usprawiedliwiał się
- Nie widzisz w jakim są stanie? Musiało się stać coś poważnego- Scarlet zaraz
przejęła „dowodzenie”, poprowadziła przybyszy do najbliższego stolika, usiadła
na przeciwko nich i cicho zapytała
- Natsu, Happy co się stało? Po dłuższej chwili chłopak wyszeptał tylko jedno
słowo
- Lucy...
- A no właśnie a pro po to gdzie ona jest?- wtrącił się Fullbuster- od
zakoncznia wojny nie widziałem jej ani razu, byłem pewny, że jest z wami.
Dragneel nadal siedział cicho, za to Happy z płaczem wykrzyczał na całą gildie
- Lucy nie żyje!- po czym rozpłakał się na dobre
- Niemożliwe- powiedziała Erza- jesteście pewni tego, że Zeref jej gdzieś nie
przetrzymuje?
- To kłamstwo- odezwał się Grey- nie wierzę w to
- Lucy-sama jak to możliwe?- rozpłakała się Wendy. Nawet Charla podeszła do
Happiego i położyła mu łapkę na ramieniu w uspokajającym geście
- Kocie...- Happy natomiast rzucił się w jej ramiona. Nie odepchneła go, jak to
miała w zwyczaju. W końcu to była wyjątkowa sytuacja. Sama też była smutna. Ta
dziewczyna może i nie była jej najlepszą przyjaciółką, nie były ze sobą jakoś
szczególnie blisko, ale lubiła ją i będzie jej brakować towarzystwa Heartfilii.
Tym bardziej, że po za nią samą była jedyną rozsądną osobą w całej tej bandzie.
- Szlag by to!- brunet uderzył pięścią o pobliski stół tak mocno, że aż zostwił
w nim dziórę, nie wspominając już o tym, że jego ręka była caławe krwi
- Grey-sama- podleciała Juvia- Grey-sama proszę przestać. Lucy-sama by tego nie
chciała. Może i była rywalką w miłości Juvii, ale Juvia też będzie z nią
tęsknić
- Cholera!- tym razem to była Erza- mogłam coś zrobić, powinnam była jej pomóc.
Jak mogłam zostawić ją samą! Natsu co tak naprawdę się stało?- spytała już
znacznie ciszej. Salamander zaczął opowiadać. Głos mu się łamał, ale trzymał
się całkiem nieźle zważając na sytuacje. Uznał, że Lucy zasłużyła na to by
opowiedzieć reszcie o jej heroicznym poświęceniu z pełną powagą i bez ciągłego
przerywania przez pociąganie nosem
- Kiedy walczyłem z Zerefem zamieniłem się w demona, nie wiem czemu właśnie
teraz się to ujawniło, ale jestem END- po tych słowach spojrzał po twarzach
towarzyszy, dostrzegł w nich niedowierzanie, szok, zmieszanie,ale nie strach. W
żadnym z nich nie było tego przerażenia, którego tak się obawiał. Co
przypomniało mu o dziewczynie,która także się go nie bała, pomimo tego, że
widziała go w tej formie na własne oczy, jedyne co widział w jej oczach to
akceptacja, całkowita i bezwarunkowa oraz miłość. To właśnie tej akceptacjii
zabrakło w spojrzeniach otaczających go teraz ludzi, ale wiedział, że nie mógł
oczekiwać tego od nich tak od razu. Podjął więc kontynuacje.
- Jednak nawet w takiej formie Zeref był zbyt silny. Byłem na straconej
pozycji, tym bardziej, że zupełnie sraciłem świadomość na jakiś czas, przez co
zraniłem Lucy- przed nimi nie miał zamiaru ukrywać swoich czynów, jeśli będą go
przez to uważali za potwora niech i tak będzie, w końcu nim był. Jeśli zacznie
ich przerażać to tym lepiej, gdyż nie był w towarzystkim nastroju. Chciał
jedynie dokończyć historię w formie ostatniego hołdu dla ukochanej i zniknąć
stąd jak najszybciej
- Kiedy straciłem przytomność ona mnie osłaniała. Utworzyła jakąś tarczę pod
którą nas umieściła, jednak osłona ta znikneła w momencie w którym jej moc
magiczna się wyczerpała. Zeref usiłował ją zabić. Wykonywał właśnie ostateczny
atak, ale w porę się ocknąłem i ją zasłoniłem, przez co ostrze przeszło przeze
mnie na wylot. To wszystko działo się tak szybko, nie miałem czasu na
wymyślenie lepszej lini obrony niż tylko ją osłonić. Rana była śmiertelna i
kiedy Lucy zdała sobie z tego sprawę wykonała jakieś zaklęcie przez co
otworzyła portal do przeszłości. Postanowiła wysłać mnie 400 lat wstecz, bym
pokonał Zerefa. Twierdziła, że wtedy nie doszłoby w ogóle do wojny, tyle
istnień moglibyśmy ocalić. Cały czas powtarzała, że jestem naszą jedyną
nadzieją. Aby go wykonać normalnie mag gwiezdnych duchów musi posiadać 12
zodiakalnych kluczy, ona zaś miała ich 11, więc aby otworzyć przejście musiała
poświęcić własne życie. Powiedziała mi o tym, próbowałem jej to
wypersfadować,ale praktycznie przepchnęła mnie przez portal, a ja byłem w takim
stanie, że nie mogłem jej się przeciwstawić nawet gdybym próbował. A po za tym
obiecała poprosić króla gwiezdnych duchów o pomoc. Nie chciałem uwierzyć w to,
że wtedy widziałem ją po raz ostatni. Kazałem jej obiecać mi, że będzie na mnie
czekać...nie sądziłem- tu głos znów mu się załamał- powinienem wiedzieć, że
kłamała
Pogrzeb odbył się kilka dni później. Była to przepiękna uroczystość na której
pokazali się także członkowie innych gildi w tym Crime Sociere także dopisali
obecnością. Kiedy Jellal dowiedział się o tym co się stała, wiedział aż za
dobrze jak ta sytuacja wpłynęła na Erzę, więc nie chciał zostawiać jej samej.Natsu
podczas całej ceremoni jednak nie uronił ani jednej łzy. Cały czas gapił się w
nagrobek i zdjęcie ukochanej umieszczone na nim. Nie potrafił wygłosić mowy
pożegnalnej, więc zastąpiła go Mira. Trudno mówić o pozytywnych stronach tego,
że ktoś umarł, ale prawdą jest, że członkowie fairytail zbliżyli się do siebie.
Tak jakby zrozumieli jak krótkie może okazać się życie. Grey zaakceptował
uczucia Juvii, Gajeel po raz kolejny wyznał miłość Levy, tym razem bardziej w
swoim stylu, czyli poprzez piosenkę, którą z tej okazji skomponował dla
ukochanej. Elfman i Evagreen także przyznali się do tego co ich łączy. Można by
tak wymieniać w nieskończoność jednak utrata cennej przyjaciółki sprawiła, że
wszyscy się zmienili, wydorośleli. Nie można rzecz jasna zapominać o Natsu, on
także zmienił się nie do poznania, ale w inny sposób niż pozostali. Stał się
wyobcowany, cichy, mało towarzyski. Podczas gdy życie miłosne innych
rozkwitało, jego świat legł w gruzach. Wciąż łudził się, że to wszystko da się
cofnąć. Że musi istnieć sposób by ją odzyskać. Zaczął interesować się czarną
magią, przeczytał masę ksiąg na ten temat, a nawet zniżył się do tego by
poprosić Zarefa o pomoc. Lecz nawet on był bezsilny.
Mijały miesiące, a sytuacja nie zmieniała się. Natsu przestał chodzić do gildii.
Odizolował się od przyjaciół. Pomimo usilnych starań Greya, Erzy i pozostałych
nie spędzał z nimi czasu. Z czasem zaczął unikać nawet Happiego, wiedząc, że
bardzo go tym krzywdzi, lecz nie mógł inaczej. Był całkowicie wyzuty z
wszelkich emocji. Bez niej jego świat był tak nieznośnie pusty i nie do
zniesienia. Nie potrafił sobie przypomnieć jak sobie radził zanim się pojawiła.
Praktycznie nie pamiętał tych czasów. Te cudowne chwile z nią sprawiły, że reszta
jego wspomnień stała się dziwnie bezbarwna i bez znaczenia. Nie mógł znaleźć
sobie miejsca. Wszystko kojarzyło mu się z nią. Słońce przypominało mu jej
pomienny uśmiech i złociste włosy, gwiazdy na nocnym niebie jej świecące oczy
niczym one same, śmiech dzieci w parku jej chichot, kłótnie ludzi w około ich
awantury. Wszystko, cały świat mu o niej przypominał, a on przecież tego nie
potrzebował. I tak nigdy by jej nie zapomniał. Zaczęły krążyć o nim różnego
rodzaju plotki, którymi rzecz jasna się nie przejmował. Każdy kto go widział
nie mógł uwierzyć w to, że to ten sam Natsu Dragneel. Kiedyś zawsze radosny,
uśmiechnięty i pełny życia. Był wrakiem człowieka.Któregoś razu przypomniał
sobie jak kiedyś tłumaczył Lucy, że to iż nie płakała za swoim ojcem,gdy umarł
nie oznaczało wcale, że go nie kochała. Nie było na to dowodem. On miał teraz
tak samo, powstrzymywał płacz w głębi swego już i tak pokiereszowanego serca,
mając wrażenie, że jeśli tylko pozwoli sobie na chwile słabości to rozsypie się
już całkowicie.Z czasem jego odczucia zmieniły się, a także jego zdanie na ich
temat. Czuł, że najprościej w świecie jego serce zostało roztrzaskane, że go
nie ma, nie czuł absolutnie nic. Każdego dnia myślał o tym by się nie zabić.
Nie miał po co żyć. Bał się jednak, tak cholernie się bał tego, że jeśli
odbierze sobie życie to już nigdy, przenigdy jej nie zobaczy, nawet po śmierci,
o ile jest jakieś inne życie po za tym na ziemi. Po za tym wiedział, że ona by
mu tego nie wybaczyła. Byłaby rozgniewana i smutna, a on nie miał zamiaru jej
zasmucać. Dlatego tak sobie żył, a może lepiej pasowałoby określenie-
egzystował z dnia na dzień. Każdy dzień był taki sam i tak samo się ciągnął.
Któregoś razu naszła go ochota na to by powdychać jej zapach, niczym narkoman
na głodzie wdrapał się do jej starego mieszkania, wybił w nim okno i wskoczył
do środka. Zaciągnął się głęboko jej zapachem. Od czasu wiadomej tragedi
chłopak opłacił mieszkanie na rok z góry. Nie potrafił sobie wyobrazić tego, by
ktokolwiek inny miałby tam zamieszkać. Po za tym to był jego azyl. Skoro i tak
wszystko mu o niej przypominało to nie miało znaczenia gdzie był i tak ciągle o
niej myślał. W chwilach takich jak ta, kiedy tęsknota brała górę nad rozumem
zamykał się w jej mieszkaniu, zakopywał w pościeli wdychając jej zapach. I tym
razem także tak zrobił. Przytulił głowę do jej poduszki i zasnął.Kiedy się
obudził nie wiedział która była godzina i na ile czasu odpłynął. Z resztą to i
tak nie miało znaczenia. Wstał i podszedł do biurka. Szukał jakiejś kartki i
długopisu. Postanowił napisać list do swoich jeszcze do niedawna przyjaciół w
którym zamierzał się pożegnać. Podjął decyzję o wyjeździe z Magnoli. Będzie
podróżował po świecie i trenował. Pewnego dnia kiedy będzie wystarczająco silny
wróci i pokona Zerefa, w ten sposób pomści ukochaną. Kiedy jednak grzebał w jej
szufladzie natknął się na jakiś zeszyt. Nie rozpoznał go, więc otworzył by
dowiedzieć się co zawierał. Przejrzał pobieżnie kilka stron i zrozumiał. To był
jej pamiętnik. Wnioskując po dacie zaczęła go pisać w dniu w którym się
poznali, kiedy dołączyła do gildi. Zabrał go szybko i usiadł spowrotem na
łóżku. Czytał z zapartym tchem widząc w głowie obraz jej, gdy robiła zapiski.
X791 3 lipca
Dzisiaj poznałam dziwnego chłopaka który przyjaźni się z latającym kotem. Ma
różowe rozczochrane włosy, czarne jak węgielki oczy, uśmiech nie znika z jego
twarzy nawet na chwile a jeść to mógłby chyba za 3. Powiedział mi, ze szuka
jakiegoś Igneela, który podobno jest prawdziwym smokiem. Nie wygląda mi na
kłamce, ale i tak tego nie kupuje. W podziękowaniu za uratowanie przed
fałszywym Salamandrem postawiłam im obiad. Dawno już nie najadłam się tyle
wstydu co wtedy, gdy zaczęli mi dziękować za posiłek kłaniając się jakbym była
jakąś królową. Ale za to są zabawni. W dodatku należą do mojej wymarzonej
gildi- Fairytail, Aaa jak bym chciała do niej dołączyć.
X791 4 lipca
Aaaa dołączyłam do Fairytail! Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Okazało się, że ta
gildia jest jeszcze bardziej żywa niż to sobie wyobrażałam,lecz wszyscy są
bardzo mili chodź dosyć dziwni. Należy do niej moja największa idolka- Mira. Aa
w rzeczywistości jest jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach i w dodatku bardzo
miła. Oprowadziła mnie po całej gildi. Poznałam jeszcze kilka innych osób np:
Greya, który chciał pożyczyć ode mnie bielizne i wciąż chodzi pół nagi,
Lookiego, który z jakiegoś powodu mnie unika. Kurcze zachowuje się tak jakbym
mu coś zrobiła, będę musiała się dowiedzieć o co chodzi. Poznałam także mistrza
Makarova. Rany z początku strasznie się go bałam. Wyglądał przerażająco, niczym
potwór. Okazał się jednak niziutkim staruszkiem, równie dziwnym jak pozostała
reszta. Ale cieszy mnie to. Może dziedziczka, która uciekła z rodzinnego domu
bez słowa wyjaśnienia jakoś się tu wpasuje.
X791 5 lipca
Właśnie wróciłam z mojej pierwszej misji jako członkini fairytail. Razem z
Natsu i Happym byliśmy w górach. Jeszcze do teraz cała trzęsę się z zimna. A
przecież byłam ubrana w moją zimową kurtkę, a on miał na sobie to co zwykle i w
ogóle nie było mu zimno. Rany czy On nigdy nie marznie? To musi być plus z
posiadania magii ognia. Byłam uwięziona w lodowej jaskini, a jakaś głupia małpa
upodobała sobie mnie jako troeum! Na całe szczęście udało nam się ocalić Macao-
ojca Romeo. Popełniłam gafę i nazwałam Happiego środkiem transportu przez co
Natsu się na mnie pogniewał po raz pierwszy od kiedy się poznaliśmy. Ale czy to
nie jest dziwne, że od spokojnej jazdy pociągiem robi mu się niedobrze, a od
tak szybkiego i zrywnego latania nie? Możliwe, że to siedzi tylko w jego
głowie.
X791 6 lipca
Nie wierze! Natsu i Happy zaproponowali mi bym dołączyła do ich drużyny. Tak
bardzo się cieszę.
Emm...małe sprostowanie poprzedniego zdania. Okazało się, że potrzebowali mnie
tylko dlatego, że sami nie mogli przebrać się za pokojówkę. A ja się tak
ucieszyłam. W dodatku Natsu znów narobił szkód za co musimy zapłacić z naszej
pensji. To nie fer po odjęciu kosztów z naszej nagrody nie zostanie nawet na
tyle bym mogła zapłacić za szynsz. Rany...czy on zawsze musi wszystko
zniszczyć?!
X791 8 lipca
Aaaaa dzisiaj poznałam Erzę. Jaka ona pięknai do tego taka silna. Jest
najsilniejszą kobietą w gildii i jest niesamowita. Po za tym jest jedyną osobą,
która potrafi ustawić tych idiotów. Haha jak oni się jej boją. Kiedy się
pojawia od razu przestają się kłócić i udają najlepszych przyjaciół. Myślałam,
że pęknę ze śmiechu jak zobaczyłam jak Natsu zaczął udawać Happiego. Ja też sie
jej trochę boję, więc postaram się jej nie podpaść.
X791 14 lipca
Dzisiaj została uformowana najsilniejsza drużyna ft i ja jestem jej członkiem!
Chociaż nie uważam bym na to zasłużyła. Przecież nie mogę się nawet mierzyć z
tymi potworami. W sumie to nie wiem dlaczego właściwie mnie do niej wzięli, ale
to było miłe kiedy Natsu powiedział, że beze mnie to już nie będzie ta sama
drużyna. Czasami potrafi być naprawdę słodki....to znaczy jak na przyjaciela
oczywiście.
X791 6 sierpnia
Fairytail zostało zniszczone i to wszystko moja wina! Gdybym powiedziała im kim
jestem na samym początku to by do tego nie doszło. Mój ojciec jest okropny. Jak
on śmiał wynająć mroczną gildie i atakować moich przyjaciół! Pożałuje tej
decyzji. Już ja tego dopilnuje.
X791 9 sierpnia
Udało nam się pokonać Phantom Lord. Jesteśmy właśnie w trakcie odbudowywania gildii.
Na planach wygląda nawet lepiej niż wcześniej, ciekawe jak wyjdzie.
Zrozumiałam, że ft to mój dom. Nikt nie miał do mnie pretensji o to co się
stało przecież przeze mnie. A kiedy Gajeel mnie porwał nawet się nie bałam. To
było dziwne, ale wiedziałam, że nic mi nie grozi i miałam racje, bo Natsu znowu
mnie uratował. On jest naprawdę bardzo silny, prawdziwy legendarny Salamander.
Kiedy jestem z nim jestem bezpieczna, teraz to wiem.
X791 12 sierpnia
Pojechałam do domu by porozmawiać z tatą, ale moja wiadomość chyba nie była
wystarczająco zrozumiała, bo moi przyjaciele myśleli, iż wróciłam na stałe.
Przyjechali za mną bojąc się tego, że odeszłam. To moja prawdziwa rodzina,
uświadomiłam sobie to z jeszcze większą mocą. Chce z nimi być już na zawsze. Ft
jest najlepsze!
Potem tylko pobieżnie przeczytał kilka przypadkowych zdań
Dzisiaj miałam mieć randkę z chłopakiem
którego poznałam w bibliotece, ale Natsu z Happym znaleźli misje specjalnie dla
mnie, bym mogła zapłacić za czynsz. W tym momencie życia przyjaźń jest
najważniejsza.
Natsu dziwnie sie dziś zachowuje. Na dodatek Mira wmówiła mi, że się zakochał
WE MNIE! Ciężko jest mi w to uwierzyć, ale faktycznie jest jakiś inny niz
zazwyczaj. Kazał mi przyjść wieczorem do parku pod jakieś drzewo i nawet się rumienił.
Czy to ma być randka?
Byłam chora, więc nie mogłam wziąć udziału w festiwalu. W życiu bym nie
uwierzyła w to co Natsu i Happy zrobili gdybym nie zobaczyła tego na własne
oczy. Powiedzałam Im, że bardzo chciałam zobaczyć to drzewo, więc go wyrwali i
wystawili przed moje okna. To prawdziwi wariaci!
Ostatnio zauważyłam, że zaczęłam inaczej czuć się w jego towarzystwie. Kiedy
jest blisko to moje serce zaczyna szybko walić i tracę oddech.Czy to możliwe
żebym się zakochała w Natsu? Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Nie chce tego. On
jest jeszcze niedojżały, niczym dziecko, a z resztą może i jestem dla niego
ważna,ale nie odwajemni moich uczuć. Traktuje mnie niczym siostrę.
Aaaaa jak on śmiał tak po prostu wyjechać bez pożegniania. Idiota nie wie jak
będę za Nim tęsknić!
Gildia sie rozpadła. Staram się śledzić losy wszystkich, ale wciąż nie wiem
gdzie Oni są! Gdzie Ich wcięło! Ten Kretyn nawet nie wie jak bardzo za Nim
tęsknie. Ciekawe czy On tęskni za mną chodź trochę.
Wrócili! Nareszcie! Nie mogłam w to uwierzyć. Oczywieście jak to oni wrócili w
wielkim stylu pokonując zwycięzców na igrzyskach. Natsu przez rok czasu
niewiarygodnie urósł w siłę. Haha trochę zabawnie wygląda z tymi długimi
włosami, ale dopiero teraz znałam sobie z czegoś sprawę. Ja Go naprawdę kocham.
Nagle szloch wyrwał się z jego gardła zanim zdołał go powstrzymać. Zaczął
się cały trząść, a łzy popłynęły strumieniem po jego twarzy. W reszcie po tak
długim czasie pozwolił sobie na płacz. Chlipał niczym małe dziecko, a nie
dorosły mężczyzna, upadł twarzą na poduszkę
- Ja też cie kocham- wychlipiał. Ta falaemocji bardzo go wyczerpała, nawet nie
zauważył, kiedy zapadł w głęboki i spokojny sen po raz pierwszy od „wieków”.
Zanim otworzył oczy poczuł smród dymu, ognia i krwi. Z trudem zarejestrował, że
leży na czymś twardym, zimnym i lepkim, prawdopodobnie ziemi. Nie wiedział co
się dzieje, ale czuł się zupełnie inaczej niż jeszcze chwile temu.
Rozdzierający ból w piersi niedający się zignorować nakazał mu otworzyć oczy.
Przez chwile nic nie rozumumiał. Ból jednak był miłą odmianą po miesiącach nie
odczuwania niczego, więc przywitał go niemal z radością. Z trudem podniósł się
na łokciach i rozejrzał. Z oddali słyszał odgłosy toczącej się walki- o co
chodzi? Znów jestem na polu bitwy? Obrócił głowę w lewą stronę, a jego serce
wykonało salto. Nie cały metr od niego leżało bezładnie ciało blond włosej
dziewczyny, którą rozpoznałby wszędzie. Zignorował cierpienie i zerwał się
momentalnie. Podszedł do niej i nie wierząc własnym oczom dotknął jej twarzy
opuszkami palców. Wydała cichy jęk po czym zatrzebiotała długimi rzęsami i
otworzyła oczy. Wyglądała na wyczerpaną, ale ŻYWĄ.Spojrzała na niego
półprzytomnie i wyszeptała
- Natsu wróciłeś do normalności- zaczęła się podnosić. On jednak nie wytrzymał
i porwał ją w objęcia. Wciąż nie dowierzając własnym zmysłom musiał się
upewnić, że ona naprawdę tu jest, że jest prawdziwą Lucy, a nie iluzją.
Przytulił ją tak mocno, że chyba miała problemy z oddychaniem, ale miał taką
nagłą potrzebę by mieć ją jak najbliżej siebie to tylko możliwe. Już nigdy nie
chciał wypuścić jej z objęć. Przytknął głowę do jej włosów i zaciągnął się tak
znanym mu zapachem. Nie protestowała, nie próbowała mu się wyrwać, także go
objęła i mocno przylgnęła do jego ciała. Czuł jej ciepło. Ciepło którego tak
potrzebował, niczym tlenu by oddychać. Tak kojące jego zszargane nerwy. Nie
miał pojęcia jak długo trwali w tym uścisku, bo nieważne ile by trwał jemu
nigdy nie będzie dość. Nie po tym przezco przeszedł. Zaczął się delikatnie z
nią kołysać, a łzy zciekały mu po policzkach. Chlipał cichutko i trząsł się
cały
- Ty żyjesz..żyjesz- powtarzał w kółko jak mantrę
- Natsu- wyszeptała dziewczyna- nic ci nie jest, tak się cieszę. To ona
pierwsza przerwała ich nagłą scenę czułości,chodź niechętnie. Odsunęła się od
niego na długość łokcia i spojrzała mu w oczy
- Natsu co się stało?- w jej oczach dojrzał niepokój
- To moja kwestia. Jak to możliwe, że znów tu jestem? Zaklęcie się udało?
Wąsacz ci pomógł, tak? Dlatego nadal tu jesteś?
- O czym ty mówisz?- zapytała zdezorientowana i przyłożyła dłoń o jego głowy-
musiałeć się naprawdę mocno uderzyć w głowę, bo zaczynasz bredzić- przez jakiś
czas nie zabierała ręki, a kiedy to zrobiła delikanie prześliznęła palcami po
jego włosach
- Ja bredzę? Lucy przecież ty...ty byłaś...
Widząc jaki jest roztrzęsiny i zagubiny wzięła jego twarz w obie dłonie i
ponownie spojrzała mu w oczy. Była szczęśliwa mogąc znów ujrzeć tak dobrze jej
znane jego czarne niczym noc oczy. Pogładziła go kciukiem po policzku ścierając
łzy i uspokajającym tonem spytała
- Natsu powiedz mi proszę ostatnią rzecz jaką pamiętasz
- Ostatnią rzecz?- przytaknęła
- Ostatnią rzeczą jaką pamiętam to jak czytałem twój pamiętnik w twoim pokoju
- Cooo? To jest ostatnia rzecz, którą pamiętasz? Kiedy w ogóle go czytałeś? Nie
wierz, że nie robi się takich rzeczy? To są prywatne zapiski!- przybrała kolor
zachodzącego słońca i wyglądała za zawstydzoną. Przyglądał jej się przez moment
i zaczął powoli składać wszystko w całość- Chwila, czytałem jej pamiętnik, ale
po tym jak no jak umarła, a ona żyje i ma się dobrze, więc co tu jest grane? Po
a tym dlaczego się tak peszy kiedy dowiedziała się, że czytałem jej pamiętnik?
Ok, wiem, że napisała w nim, że mnie kocha, ale co za różnica? W końcu sama
także mi to już wyznała. Czy nie? Chwila moment czyżby nigdy tego nie zrobiła?
- Lucy- spojrzał na nią z powagą- opowiedz mi co się stało. Jaką rzecz ty
pamiętasz ostatnią? -Jego nastawienie momenalnie się zmieniło, więc ona także
postanowiła odłożyć na potem ochrzan za dotykanie jej rzeczy.
-Hm...zanim straciłam przytomność udało mi się wytworzyć tarczę wodną, która
nas osłaniała. To było zaraz po tym jak Zeref przebił księgę END twierdząc, że
jest ona czymś w rodzaju twojego serca, okazało się, że nie kłamał, bo gdy ją
przeciął ty zacząłeś zwijać się z bólu i zostałeś ranny, więc zabrałam mu ją i
schowałam pod barierą. Przez tę ranę- wskazała ręką jego serce- straciłeś
przytomność, ale pamiętam jak Zeref powiedział coś w stylu, że będziesz śnił
swój największy koszmar zanim sama odpłynełam.
- Śnić największy koszmar- powtórzył po niej
- Yhm..tak powiedział, ale nie wiem co miał przez to na myśli
- Za to ja wiem aż za dobrze- wyznał- wygląda na to,że tak naprawdę straciłem
przytomność, ale mi przez ten cały czas się wydawało,że to co się tam działo, w
tym moim koszmarze działo się naprawdę
- Co takiego ci się śniło?- zapytała spokojnie
- Najgorsze miejsce jakie tylko jestem w stanie sobie wyobrazić
- Jakie miejsce?- dopytywała- gdzie on cie wysłał? Spojrzał na nią z powagą,
którą rzdko kiedy u niego widziała i odpowiedział
- Byłem w świecie w którym nie było ciebie- z jej twarzy mógł wyczytać, że
zrozumiała to co jej właśnie powiedział. Zrozumiała, że najgorszy scenariusz
dla niego to jej śmierć. Że dla niego nie istnieje nic gorszego.
- Natsu- zatrzymała się na chwile, ale po chwili kontynuowała, musiała
wiedzieć- dlaczego mnie tam nie było? W sensie co się ze mną stało? Ja...jak
umarłam?
- To nie ma teraz żadnego znaczenia. Liczy się jedynie to, że żyjesz- wziął jej
twarz w swoje dłonie i przybliżył się do niej nieco
- Kocham cie Lucy, od zawsze. Dotąd nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego jak
ważna dla mnie jesteś. Byłem idiotą, który nie dostrzegał tego kogo ma przy
sobie. A w tym koszmarze myślałem, że cie straciłem...na zawsze. Że już nigdy
cie nie zobaczę, nie usłyszę twojego głosu, ani śmiechu. Nie masz pojęcia jak
bardzo tęskniłem ani co się ze mną działo, kiedy nie było ciebie. Stałem się
wrakiem człowieka. Odszedłem z fairytail, odizolowałem się od przyjaciół, nawet
Happiego. Nie mogłem, nie potrafiłem żyć w świecie w którym nie było ciebie i
nie chce nigdy więcej tego przeżywać. Dlatego ochronię cie za wszelką cenę,
nikomu nie pozwolę mi cie odebrać...nikomu. A niech tylko ktoś spróbuje to
go...
- Natsu- przywołała go do porządku. Jej oczy lśniły od niewypowiedzianych
emocji. Nie dziwiło go to.To wyznanie z przed chwili. Wypalił to nie
zastanawiając sie nawet nad tym co ona czuje. W jego śnie wyznała mu miłość,
ale tak naprawdę w rzeczywistości nigdy tego nie zrobiła. Co jeśli się
wygłupił? Jeśli ona nie czuje tego co on? Jeśli jest dla niej tylko
przyjacielem? Zaczął się obawiać jej reacji i przedłużająca się cisza jeszcze
to potęgowała. Ale po tym wszystkim on nie mógł już dłużej w sobie dusić.
Musiał jej powiedzieć. Nawet do głowy mu nie przyszło, że może zostać
odrzucony.Teraz jednak kiedy brał tę ewentualność pod uwagę zaczął w głowie
układać scenariusze tego co od teraz się stanie.Bo jeśli ona go nie kocha? Albo
może inaczej, co jeśli kocha go owszem,ale jedynie tak jak się kocha
przyjaciela? W takiem wypasku co będzie od teraz? Będą udawać, że nic się nie
stało i nadal przyjaźnić? Ta opcja mogłoby wypalić owszem, ale jedynie do
momentu w którym ona się nie zakocha w kimś innym. W życiu nie zniesie jej
widoku u boku innego faceta. Lucy z jego snu kogoś miała i wciąż pamiętał to
palące uczucie w jego sercu tak rzeczywiście jak by to wydarzyło się naprawdę.
Wtedy jednak tamta Lucy go nie pamiętała, więc nie mógł nic zrobić, ale teraz?
Gdyby Lucy zakochała się w jakimś innym facecie to on by o nią walczył. Bez
znaczenia kim byłmy ten frajer. Musiałby się zmierzyć z nim. A jeśliby
przegrał, co z pewnością by się stało, miałby odealną wymówkę dlaczego owy
facet się dla niej nie nadaje. To proste powiedziałby, że nie odda jej w ręce
kogoś kto nie jest nawet w stanie jej ochronić. A gdyby jej facet okazał się
silny to wymyśliłby inną wymówkę by się go pozbyć, a sam zawsze by przy niej
trwał tak jak to było do tej pory i sprawiłby, że w końcu zakochałay się w nim.
Hm...tak to dobry plan. Po niedawnych doświadczeniach wiedział, a nawet był
boleśnie pewny tego, że nie byłby w stanie ułożyć sobie życia z żadną inną
kobietą. Przez sekundę nawet przeszło mu przez myśl, że gdyby Zeref pozabijał
ich wszystkich to nie byłoby takie złe.
- Ja też cie kocham- wyszeptała, a scenariusze, które jeszcze przed chwilą
układał przestały mieć jakiegolwiek znaczenie. Czuł jakby milowy kamień spadł
mu z serca. Nie wierzył we własne szczęście. Jego ukochana nie dość, że żyje to
jeszcze go kocha.
- Naprawdę?- wyrwało mu się
- Oczywiście, że tak- odpowiedziała uśmiechając się promiennie- nie mam pojęcia
kiedy to się zaczęło. W końcu od samego początku byłeś dla mnie kimś ważnym-
pogładziła go po włosach po czym zjechała dłonią do jego karku i tak już ją
zostawiła- i nawet kiedy jeszcze myślałam o tobie jak o przyjacielu to nie
potrafiłam wyobrazić sobie swojego życia bez ciebie, lecz z czasem ta przyjaźć,
ta łącząca nas więź zanim sie spostrzegłam przerodziła się w coś zupełnie
innego. Stałeś się nieodłącznym elementem moich myśli i wtedy już wiedziałam,
że na dobre zamieszkałeś w moim sercu. Jesteś moją pierwszą myślą rano, gdy
otwieram oczy i ostatnią, gdy zasypiam. Nie jeden raz wściekałam się na ciebie
za to,że pakowałeś mi się do łóżka tylko dlatego, że zdawałam sobie srawę z
tego, że mogę wypowiadać twoje imię przez sen, a nie chciałam byś to usłyszał.
- Dlaczego?
- Jak to dlaczego? Do tej pory nigdy nie powiedziałeś mi o swoich uczuciach, a
ja nawet nie wiedziałam o ich istnieniu. Wydawałeś się nie być w ogóle
zainteresowany płcią przeciwną
- To prawda, że nie oglądałem się za innymi dziewczynami, ale to tylko dlatego,
że miałem już swoją wybrankę serca przez co wszystkie inne nie miały znaczenia
- Ale ja wtedy tego nie wiedziałam. A bałam się tego, że jeśli nie czujesz do
mnie tego samego, a ja powiem ci o swoich uczuciach to będzie oznaczać koniec
dla naszej przyjaźni, a tego bym nie zniosła.
- Ale teraz już wiesz co czuje?- droczył się z nią przybliżając twarz do jej
- Tak, teraz już wiem- odpowiedziała uśmiechając się. Powoli złączyli usta w
akcie miłości. Pocałunek jednak bardzo szybko przerodził się w namiętny i
głęboki. Żadne z nich nie poświęcało wiele uwagi na to jak taki pocałunek w
ogóle wygląda, ale w najśmielszych snach nawet nie marzyli o takim uczuciu,
które temu towarzyszy. Oboje byli tak spragnieni swojej bliskości. Zachowywali
się tak jakby prez miesiąz byli na pystyni a druga osobą była wiadrem zimnej,
orzeźwiającej wody. Potrzebowali siebie. Zapomnieli zupełnie o wszystkim innym,
nawet o tym, że wciąż znajdowli się w środku bitwy, jak by tak to nie patrzeć.
Teraz to odeszło na dalszy plan, liczyli się tylko oni. On przytrzymywał jej
głowę dla zachowania lepszej równowagi i wplótł alce w jej cudownie pachnące
włosy, ona natomiast przejechała palcami po jego jedwabistych włosach, gdzieś w
dalekich zakamarkach umysłu myśląc o tym, że nigdy nie pomyślałaby,że są tak
delikatne w dotyku. Przylgnęli do siebie niczym jedna osoba. Sami nie wiedzieli
jakim sposobem udało im się zarejestrować jakiś irytujący dźwięk wdzierający
się do ich prywatnego świata. Wkrótce jednak okazało się, że to Happy latał w
tę o spowrotem nad ich głowami wołając głośno
- Natsu! Lucy! To jest wojna!
- Mnie też cieszy to, że żyjecie i nic wam nie jest, ale ludzie za chwile
możemy wszyscy zginąć!- to był głos Greya. Para niechętnie się od siebie
odsunęła i spojrzała po twarzach swoich przyjaciół, którzy stali w okół nich.
Nie mieli pojęcia jak długo to twało. Musieli jednak przyznać rację pozostałym.
Później będzie czas i miejsce na czułości, teraz mają wroga do pokonania.
Zebrali się w sobie i dołączyli do pozostałych.
Walka trwała przez kilka dni i nocy, lecz wreczcie to dobro zwyciężyło. Zeref
nie został zabity, gdyż znaczyłoby to także koniec dla młodszego z braci, dlatego
został uwięziony w dość podobnej celi z lacrimy w jakiej kiedyś był trzymany
Jellal. Z tym, że była ona oczywiście dużo lepiej strzeżona.
Miesiąc później
- Nie! To nie możliwe! Co jej zrobiłeś! Gadaj!- ze snu wyrwały ją krzyki.
Zerwała się szybko i pochyliła nad chłopakiem. Biedny co nocy śnił koszmary,
które odbierały mu spokojny sen. Tym razem także miał mimikę niezmierznego przerażenia
i bólu. Sece krajało jej się na ten widok, więc zaczęła do delikatnie trącać w
ramię. Podniósł się momentalnie do siadu. Oczy miał wciąż szeroko otwarte.
Ciężko oddychał, był cały mokry od zimnego potu, lepkie kosmyki przykleiły mu
się do czoła
- Już dobrze- wyszeptała uspokajająco i pogładziła go delikatnie po plecach w
kojącym geście
- Lucy- spojrzał na nią dopiero pierwszy raz po przebudzniu, a z jego mimiki
mogła wyczytać, że dopiero teraz naprawdę ją zauważył. Takie ataki powtarzały
się bardzo często. Niedawna tragedia męczyła go nawet nocami, z tgo też powodu
dość szybko zamieszkali razem. W tym momencie znajdowali się w dawnym
mieszkaniu Lucy, teraz już ich wspólnym. Chłopak po wyrwaniu z koszmaru za
każdym razem musiał się upewniać, że był to tylko sen. Dlatego początkowo nie
raz zdarzyło się, że przychodził do niej w środku nocy tylko po to by zobaczyć
jak śpi we własnym łóżku cała i zdrowa, dzięki czemu się uspokajał.
- Ciiii już dobrze, jestem tutaj, już zawsze bedę- wyszeptała i pogładziła go
po włosach.
- Lucy- przytulił ją mocno do siebie, by upewnić się, że jest prawdziwa- jesteś
tu, naprawdę tu jesteś
- Tak jestem, już wszystko dobrze
- Nigdzie nigdy nie odchodź, dobrze? Obiecaj mi to
- Obiecuje, nigdzie się nie wybieram
3 miesiące później
Dragneel powoli zaczynał wracać do siebie. Co raz częśniej się uśmiechaj i
żartował, wrócił mu apetyt, a koszmary pojawiały się coraz rzadziej. Obecnie
szukali właśnie większego mieszkania dla siebie, myśląc o potomstwie,
wiedzieli, że ich obecny apartament będzie za mały. Polubili mieszkanie razem i
bardzo szybko przyzwyczaili się do obecnej sytuacji. Siedzieli przy stole i
jedli śniadanie, lecz Lucy po raz kolejny wybiegła do łazienki i oddała to co
przed chwilą przełknęła. Natsu pojawił się obok niej w mgnieniu oka podając jej
ręcznik i przytrzymując włosy.
- Kochanie jak się czujesz? Już lepiej?- zapytał troskliwie sadzając ją sobie
na kolanach
- Tak, już lepiej, chyba mi coś zaszkodziło- jednak gdy zastanowiła się nad tym
przez dłuższą chwile doszła do innego wniosku- spojrzała na niego niepewnie i
cicho spytała
- Natsu a co byż zrobił, gdyby się okazało...no, że jestem w ciąży?- po czym
spuściła wzrok na dłonie.On złapał jej głowę i delikatnie obrócił w swoją
stronę, tak by musiała spojrzeć mu w oczy
- Po raz kolejny potwierdziłbym to, że jestem ogromnym szczęściarzem-
powiedział z uśmiechem, po czym spoważniał- posłuchaj wiem, że w tym momencie
nie planowaliśmy jeszcze dziecka, ale to nie znaczy, że nie będę się cieszył,
gdy uczynisz mnie ojcem.
- Naprawdę? Chciałbyś?
- Niczego bardziej nie pragnę- odpowiedział, a w jego spojrzeniu i tonie głosu
była sama szczerość. Bardzo dojrzał od momentu w którym zaczęli się spotykać
- Jeśli poczujesz się lepiej to chciałbym cie gdzieś dzisiaj zabrać.
- A gdzie?- ciekawość obudziła się w niej natychmiast. Chłopak uwielbiał ją
zaskakiwać. Niektóre niespodzianki były bardziej inne mniej udane, jak np
resztki jedzenia, tego, które jedli na pierwszym spotkaniu w restauracji, gdy
postawiła jemu i Happiemu posiłek. Nie rozumiała jak mógł trzymać coś tak
obleśnego, ale to był właśnie jej Natsu i akceptowała go ze wszystkimi wadami i
dziwactwami.
- To niespodzianka- odpowiedział szczerząc się- niestety będziemy musieli tam tak
pojechać pociągiem- na samo wspomnienie jego mina zrzedła. Od kiedy jednak
taego typu podróże przesypał na jej kolanach, znosił je dużo lepiej niż w
przeszłości. Jeszcze w pociągu, gdy zatrzymali się na dworcu zawiązał
jej oczy chustką i poprosił o by nie podglądała
- Ufasz mi?- wyszeptał jej do ucha
- Bardziej niż komukolwiek innemu- odpowiedziała bez wahania
Prowadził ją ostrożnie za rękę. Nie miała pojęcia gdzie się znajdują.
Przypuszczała, że pojechali nad morze, gdyż słyszała szum fal, a w oddali
odgłosy latających nad ich głowami mew. Rozmowy były głośne i regularne, więc
musieli przechodzić przez koło większego zbiorowiska ludzi.Kiedy się
zatrzymali, zciągnął jej z oczu chustkę, a ona zamrugała kilka razy próbując
zlokalizować gdzie się znajdują. Zanim jednak zdązyła się na tym skoncetrować
spostregła jak Natsu klęka przed nią i wyciąga z kieszeni malutkie pudełko
- Lucy Heartfilio czy uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i
wyjdziesz za mnie? Dziewczyna spojrzała w dół na teraz już otwarte pudełko i
zanim jeszcze jej oczy zaszły łzami ujrzała przepiękny niebieski kryształ, w
którym tak jakby się coś tliło. Nie miała jednak czasu zastanawiać się nad tym
dłużej.
- Tak, oczywiście, że tak- odpowiedziała po czym pocałowała go i przytuliła.
Chwile później Salamander zakładał jej na palec pierścionek, a ona mogła
dokładniej się mu przyjrzeć.
- Natsu co to jest to w środku-spytała
- Aa to jest płomyk, pochodzący z jednego z moich płomieni. Nie masz pojęcia
jak długo zajęło mi znalazienie kryształu w którym mógł zostać zamknięty i tlić
się przez wieczność, niczym ogień miłości, który rozpaliłaś w moim sercu, a
który nigdy nie zgaśnie
- Jej jest przepiękny i bardzo dobrze przemyślany.Nie wiedziałam, że jesteś poetą
- Bo nie jestem. Nie piszę wierszy, ale za pomocą życia napiszemy
najpiękniejszy poemat jaki widział świat
- Taak? A ja jednak sądzę, że masz w somie coś z romantyka skoro wybrałeś właśnie
to miejsce na oświadczyny. Chłopak zaczerwienił sie o odwrócił głowę lekko
speszony
- Nie mam pojęcia o czym mówisz
- Czyżby?- zbliżyła się do niego- mam rozumieć, że to jest czysty przypadek, że
zaręczyliśmy się dokładnie w tym miejscu w którym się poznaliśmy? W mieście
Hargeon? W pobliżu portu,hm?- droczyła się z nim
- A to ci dopiero, naprawdę? Nie, nie miałem pojęcia. To czysty przypadek- kontynuował
jej grę
- Yhm rozumiem
Po powrocie do domu Lucy zrobiła test. Salamander chodził w kółko na około
stołu, niczym lew zamknięty w klatce, gdy wyszła jego spojrzenie natychmiast na
nią padło
- Wcześniej powiedziałeś, że chciałbyś być ojcem, ale że to nie jest na to
odpowiedni czas, cóż wygląda na to, że los zadecydował za nas- spojrzała na
niego cała rozpromieniona po czym oznajmiła- będziesz tatą. Podbiegł do niej i
cały czas się śmiejąc podniósł ją i zakręcił się w okół własnej osi parę razy
- Haha ostrożnie- zawołała cały czas chichocząc
- A co ty na to, aby postarać się o rodzeństwo dla niego?- zapytał lubieżnie na
nią spoglądając
- Ale wiesz, że to jest niemożliwe dopóki nie urodzę, a po za tym skąd wiesz,
że to chłopiec?
- Nie, właściwie to myślę, że to dziewczynka- odpowiedział po czym położył ją
na łóżku, a sam zawisł nad nią
- Skąd to wiesz?- spytała patrząc na niego spod rzęs
- Tak podpowiada mi mój ojcowski szósty zmysł
- Haha ojcowski szósty zmysł. W takim razie mój matczyny podpowiada mi, że
nasza kruszyna chce się teraz znaleźć jak najbliżej swojego taty, z resztą tak
jak jej mama- wplątała palce w jego włosy przyciągając go do siebie i całując
długo i namiętnie
- Nie jestem taki pewny czy to właśnie twój „szósty zmysł” co to podpowiada -
odpowiedział szczerząc się- ale i tak nie znam lepszego sposobu na uczczenie
poczęcia naszego dziecka- pochylił się i także ją pocałował, myśląc o tym jak
wypełnia go szczęście. Do tej pory myślał, że to fairytail jest dla niego
domem, teraz wiedział, że to ona nim była.