Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paringi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paringi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 lipca 2016

09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 8 (ostatni)

                                    Paring: Sasusaku, Sakushi
                                    A/M: Naruto
                                    Dozwolone: 16 lat

Sasuke odprowadził Saradę do Naruto i oddał ją pod opiekę Hinaty. Wiedział,że tam jego córka będzie bezpieczna. Miał bardzo złe przeczucia odnośnie tego co spotkało jego żonę, (przynajmniej na razie). Po głowie cały czas tłukły mu się słowa jego największego wroga, z powodu którego nie widział rodziny tyle lat. Ten głos groźny i nieustępliwy wciaż powtarzał „ odbiorę ci wszystko co ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie, zostaniesz z niczym, zniszczę cie.Udowodnie ci  jak bardzo jesteś słaby, zabiorę wszystko, co kiedykolwiek miało dla ciebie znaczenie, pokaże ci,że nie jesteś w   stanie ochronić nawet własnej rodziny, a kiedy z tobą  skończę  będziesz mnie  błagał  o śmierć.” To nie tak, że Sasuke po raz pierwszy słyszał te słowa we własnej głowie. Po wysłuchaniu tej groźby, wbiła się ona do jego głowy wyjątkowo uparcie nie chcąc pozwolić mu zapomnieć. Każdej nocy nękały go koszmary dotyczące wizji jak Muteki spęlnia swą obietnicę, zamieniając Sakurą i Saradę w swoje marionetki i każe jemu z nimi wlaczyć. A on nie mając wyjścia z początku tylko unika ciosów, ale kiedy zdaje sobie sprawę z tego,że to się na nic nie zda, zaczyna kontratakować. Widzi siebie walczącego z rodziną, która bez wględu nato jak bardzo jest ranna wciąż się podnosi, zupełnie jak Naruto- pomyślał z ironią. Pokręcił głową,aby pozbyć się męczących go wizji.
- Muszę się skupić, nie mogę się rozpraszać. Gdzie on mógł ją zabrać?- zastanowił się nad tym przez chwile. Jego ostatnio lakalizacja była wręcz doskonała. Głęboko ukryta w lesie przed resztą świata. Do tego „to” drewo. To właśnie z niego pobierał energię, dzięki niemu kontrolował ludzi, a także miał niewyobrażalną ilość chakry. Nie ma mowy,żeby miał znaleźć inną tak dogodnie ułożoną kryjówkę. Po zdaniu sobie z tego sprawy Sasuke ruszył do wyznaczonego miejsca. Dawał z siebie wszystko by dotrzeć tam jak najszybciej, robił jedynie krótkie postoje na odpoczynek i aby coś zjeść. Udało mu się dotrzeć na miejsce po 3 dniach. Dostrzegł kilka „marionetek”, ale postanowił nie zdawać się z nimi w walkę, nie tracąc czasu odnalazł roślinę, której szukał. Coś jednak się zmieniło, teraz drzewo zostało połączone z innym, stojącym na przeciwko. Spojrzał w górę i oniemiał. Do ogromnego wiatrowału była przygwożdżona mała postać o bladej porcelanowej cerze i różowych, jak najpiękniejszy odcień różu włosach. Uchiha wtrzymał oddech i przez chwile tylko patrzył. Jego uwagę przykuło to,że jej oczy były zamkniete, w dodatku nie ruszała się, nie miał nawet pojęcia czy oddycha. Była przywiązana jakimiś gubymi plączami, każdy na jej miejscu mógłby się udusić w tej sytuacji. Z przerażaniem uświadamiając sobie w jaką stronę biegną jego myśli, wyrwał się z cieni rzucanych przez starodrzewy i podbiegł do ukochanej.
- Sakura- zawował- Sakura, proszę cię odpowiedz mi- błagał w duchu- Sakura. Nagle dobiegł go złowieszczy i grożny śmiech, wiedział do kogo należy jeszcze zanim zerknął za siebie , obrócił się automatycznie i dostrzegł go. Tym razem stał na ziemi kilka metrów od niego. Oczywiście liany wciąż były do niego przywiązane. (przypominało do Nagato, który w ten sam sposób był połączony z posągiem Gedou, tyle,że on za pomocą metalowych prętów, a ten tutaj jak widać woli bardziej naturalne metody ;))
- Dawno się nie widzieliśmy Sasuke Uchiha- powiedział z szerokim uśmiechem, przepełnionym satystakcją- co słuchać? W domu wszyscy zdrowi?- powiedziawszy to spojrzał na swoją zdobych- aa no tak,czekaj coś kojarze..czy ta bezładnie wisząca kobieta nad naszymi głowami...czekaj jak ona miała...a to tak Sakura- wyszptał jadowicie- nie znasz jej przypadkiem?- spytał sarkastycznie
- Czego chcesz?
- Hm..jak mogłeś zapomnieć? Przecież powiedziałem ci,że moim pragnieniem jest cie zniszczyć, zrójnować twoje życie, rozdeptać jak robaka twoje istnienie hahaha- zabrzmiał złowieszczy śmiech- i jak? Jak to jest być wielkim Sasuke Uchihą nie mogącym zrobić dosłownie nic by urotować jedną z niewielu osób, które kocha, co? Bedącym bezbronnym, na mojej łasce? Serio pytam, bo aż jestem ciekawy- minęła chwila, a milczenie się się skończyło. Cisze przeciął czyjś głośny krzyk, brunet rozpoznał go bez problemu i podniósł wzrok na kobietę
- A no patrzcie...jednak jeszcze żyje...muszę to przyznać dziewczyna jest wyjątkowo wytrzymała- powiedział po czym spojrzał w oczy swojemu przeciwnikowi- chyba nie muszę ci mówić co się stanie, jeśli nie będziesz posłuszny, czyż nie?
- To mnie chcesz, możesz ze mną zrobić co zechcesz...cholera mogę nawet stać się twoim piepszonym sługą tylko wypuść ją. Ona nie ma z tym nic wspólnego.
- Wręcz przeciwnie...widzisz to właśnie za jej sprawą powiedziałeś,że mi się poddasz, gdyby jej tu nie było w życiu nie powiedziałbyś czegoś takiego.
- Sa...sasuke-kun- jego uszu dobiegł ledwie słyszalny szept- ucie..kaj
- Sakura!
- Proszę...zajmij się Saradą...powierzam ci ją...nie zawiedź nas
- No no proszę,masz jeszcze siłę na to aby troszczyć sie o innych? Uroczę matczyna miłosć nie zna granić, ale na twoim miejscu zacząłbym się bardziej martwić o siebie. W końcu uda mi się wyssać z ciebie całą chakrę, pomimo tego iż tak się starasz ją zachować. Przestań walczyć, opierać się, a twoje cierpienie się skończy



- Sakura nie poddawaj się..przysięgam,że cie uwolnię!- usłyszała. Z trudem utrzymywała półprzymkniete oczy, walcząc ze wszystkich sił by nie stracić przytomności. Żyła tylko i wyłacznie, dzięki utrzymuwaniu swojego drugiego źródła z chakrą. Tych zapasów nie pozwalała z siebie wyssać. Była tak zmęczona jak jeszcze nigdy dotąd, z trudem oddychała a o odpowiedzeniu Sasuke nie było nawet mowy. Wyczuła jednak tę determinacje w jego głosie, dlatego postanowiła dalej walczyć o to by nie zasnąć, wiedziała bowiem,że w tej sytuacji ta nawet krótka drzemka mogłaby kosztaować ją dosłownie- życie. Po intonacji jego głosu nie trudno było jej sie domyślić, że prędzej zginie niż ją zostawi. To przypomniało jej pewną sytuacje z przeszłości zanim jeszcze urodziła się Sarada. Byli na misji we dwoje, nie zapowiadała się ona na trudną z początku, jednak kiedy już wracali do Wioski Trawy z osobą, którą mieli eskortować znikąd pajawiła się całkiem spora liczba przeciwników, usiłującej zabić osobę, którą mieliśmy za zadanie chronić. Podzieliliśmy się więc na 2 role, Sasuke wlaczył, a ja ochraniałam pana Natakę. Jednak chakra skończyła mi się znacznie wcześniej niżbym przypuszczała, wtedy jeszcze nie wiedziałam,że byłam w ciąży, a większość mojej życiowej energii była wykorzystywana do podtrzymywania życia płodu. Chakra skończyła mi się w samym środku walki, mówiąc szczerze byłam wtedy pewna tego,że nie dość,że nie uda mi się ochronić pana Natakę to jeszcze stracę własne życie, ale jako ninja byłam na to przygotowana, w momencie zmasowanego ataku osłoniłam pana Natakę własnym ciałem przygotowując się na ciosy ze wszystkich stron. Jednak żaden z ataków nie nadszedł, to stało się tak szybko,że sama nie wiedzałam jak, ale na przeciwko mnie stał Sasuke, robiąc z siebie żywą tarczę został poważnie ranny. Nie dał rady odepszeć ataku, więc przyjął go na siebie. Podczas dalszego trwania starcia postąpił tak jak nigdy bym sie po nim nie spodziewała. Całkowicie porzucił swą misję, zamiast ochraniać pana Natakę, osłaniał jedynie mnie. A kiedy zapytałam go
- Sasuke-kun co ty robisz?!
- Próbuje jedynie chronić to co dla mnie najcenniejsze- odpowiedział. Pamiętam jak wtedy na mnie spojrzał. Z pasującą do niego irytacją za to,że zadaje tak głupie pytanie, ale także z troską, a nawet...jak mi się wtedy wydawało- miłością? Kiedy udało nam się bezpiecznie dotrzeć do Wioski to „ uczucie” z jego spojrzenia zniknęło bez śladu, więc wmówiłam sobie,że mi się przywidziało nie chcąc robić sobie niepotrzebnej nadziei. Zaraz chwila moment..czy to był tylko ten jeden raz, gdy widziałam „to” spojrzenie? Przed oczami pojawiła mi się jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu. Kiedy poznałam powód tak szybkiego wyczerpania chakry - Dowiedziałam się,że jestem w ciąży. Moja radość była tak wielka,że nie jestem w stanie tego opisać, ale to nie moja reakcja zaskoczyła mnie najbardziej. Szczerze mówiąc z początku obawiałam się trochę powiedzieć o tym Sasuke, nie wiedziałam jak zareaguje, po prawdzie byliśmy już wtedy małżeństwem, ale z nim nigdy nic nie było wiadomo. Gdy powiedziałam mu o tym,że noszę w brzuchu nowe życie z początku tylko patrzył na mnie oniemiały, a zaraz po chwili porwał mnie w ramiona i zaczął sie kręcić w ogół własnej osi. Po raz pierwszy z życiu słyszałam,że śmieje się jak mały chłopiec, kiedy zapytałam..
- Cieszysz się?
- Co to za pytanie, oczywiście,że się cieszę- odpowiedział mi z szerokim uśmiechem. Miał wtedy tyle szczęścia i nadziei w oczach i może coś jeszcze? Sama nie wiem, nie zastanawiałam się wtedy nad tym, ale czyżby to była miłość? Czy to możliwe,że Sasuke jednak odwzajemnił moje uczucia, tylko,że ja tego wcześniej nie zauważyłam? Czy to możliwe?

Z rozmyślań wyrwały mnie odgłosy walki dobiegające z dołu. Wiedziałam,że Sasuke walczył ze wszystkich sił. Na chwile przymknęłam oczy i zobaczyłam pod powiekami dwie twarze ludzi których najbardziej kocham, obydwie uśmiechały się do mnie, dwoje takich samych oczu przepełnionych radością. Nagle zmęczenie stało się obezwłasdniające, nie byłam już w stanie ponownie otworzyć oczu. Odgłosy dopiegające zewsząd zaczęły być coraz mniej słyszalne,aż całkiem ucichły.


Uchiha musiał przyznać,że Muteki był wyjątkowo wymagającym przeciwnikiem. Miał szczęście,że okazał się na tyle honorowy by waczyć jeden na jednego nie przywołując swoich marionetek. Był już nieźle zmęczony na domiar złego nie słyszał żadnej odpowiedzi ze strony Sakury pomimo tego,że nie raz ją wołał. Miał jeszcze asa w rękawie i uznał,że bez niego się nie obejdzie. W końcu używał przez cały czas Suzano, co chwile amaterasu, a mangekyo sharingan w ogóle nie podziałał, zupełnie tak jakby Muteki miał więcej niż jedną świadomość.

Kilka dni wcześniej

- Co to niby jest?- zapytał zaskoczony widząc małą podłużną kapsułkę na swojej dłoni
- To moja chakra, a raczej powinienem powiedzieć chakra Kuramy. Sakura utworzyła coś na kształt przochowywacza chakry z własnej energii życiowej w postaci małej łatwo przyswajalnej tabletki.  Szczerze do dziś nie mam pojęcia jak to zrobiła. Wiesz masz wyjątkowo uzdolnioną żonę- powiedział blondyn z powagą
- Wiem- odpowiedział
- Wykonianie ich nie jest proste dlatego mam tylko jedną, lepiej dobrze z niej skorzystaj i sprowadź Sakurę spowrotem
- O widzę,że się wreszcie nauczyłeś
- Czego?
- Tego, aby nie dodawać –chan do imienia mojej żony
- Tak postanowiłem zostawić tę opcję dla ciebie, chociaż wątpie czy kiedykolwiek tak do niej powiesz hehe


Teraz

Trzymając niebieską, pulsującą od chakry kapsułkę z pomarańczowym „płynem” w środku kucnął na chwile unikając ciosu i połknął dziwne tworzywo. Natychmiast poczuł wszechogarniającą go moc. Stał się wyjątkowo szybki, teraz bez trudu nie tylko ucikał ataków, ale także jego własne faktycznie zaczęły trafiać w cel. P wielu próbach wreczcie udało mu się uciąć liany, które musiały być wykonane z wyjątkowo odpornego tworzywa,gdyż wcześniejszymi atakami nie zostawił na nich nawet rysy. Muteki nagle stracił całą swoją siłę, teraz pokonanie go było kaszką z mleczkiem. Sasuke naprężył strzałę, którą wykonał za pomocą Suzano i trafił w cel błyskawicznie. Muteki nie zdążył zareagować, z siłą strzały przeleciał parę metrów po czym został przyszpilony do drzewa. Uchiha upewnił się,że nie żyje po czym uwolnił Sakurę. Z dudniącym sercem położył ją na ziemi dziękując za to,że wyczuł jak oddycha.
- Sakura-wyszeptał odgarniając jej włosy z twarzy- Sakura proszę obudź się...otwórz oczy Sakura. Jej powieki zadrgały po czym otwarły się całkowicie. Uchiha odetchnął z ulgą
- Sakura..
- Sasuke-kun- jego uwadze nie umknęło to,że znów dodawała –kun do jego imienia. To jednak pewnie przez osłabienie, sama nie za bardzo wie co mówi, nie wierzył,że może chodzić o coś innego.

- Tak to ja- odszepnął głaskając ją po policzku- już dobrze, jesteś bezpieczna. Kobieta podniosła się gwałtownie i usiadła
- Sarada, gdzie Sarada?- spytała roztrzęsiona
- Spokojnie nic jej nie jest- mowił uspokajającym tonem- została w Wiosce pod opieką Naruto i Hinaty, jest bezpieczna
- Dzięki Bogu- odetchnęła z ulgą
- A jak ty się czujesz?- spytał gładząc ją po plecach. Przez chwile zastanowił się kogo ten gest miał uspokoić ją czy jego? Nic jednak nie mógł na to poradzić, znów czuł jej ciepło, słyszał oddech, widział twarz, która teraz patrzyła na niego troche zdezorientowana
- Nic...nic mi nie jest...a ty? Jesteś ranny...
- Przeżyje
- Gdzie on jest?
- Kto
- Mu..muteki? Czy jakoś tak
- Nie żyje
- Sakura
- Tak? O co cho...- nie zdązyła dokończyć, gdyż ku jej zaskoczeniu nagle silne ramiona ją oplotły (to nie jest błąd jak coś, w moim opowiadaniu Sasuke po wojnie ma odbydowaną rękę, tak jak Naruto), więc nie zdążyła dokończyć
- Sa..sasuke-kun?
- Sakura..tak się cieszę,że nic ci nie jest. Tak bardzo się o ciebie martwiłem...nie masz pojęcia...nie wiem co bym zrobił, gdyby coś ci się stało- poczuła jak cały drży i również go objęła
- Sasuke-kun- wyszeptała- nic mi nie jest. Dziękuje za ratunek- nie była pewna czy takie zachowanie jej przystoi, po tym co powiedziała mu ostatnio, ale nie miała siły się teraz nad tym zastanawiać, w jego ramionach czuła się tak bezpiecznie,że nie potrafiła sobie teraz tego odmówić, potrzebowała go, nie tylko teraz, zawsze go potrzebowała. Po dłuższej chwili oderwał się od niej, spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich tak wielką ulgę,że aż ścisnęło ją w piersi, nie mogła już tak dłużej
- Sasuke-kun ja wiem wszystko, rozmawiałam z Naruto. Przepraszam za to co powie...- nie zdążyła dokończyć, bo ją pocałował. To nie był zwykły pocałunek, to właśnie w nim Sasuke przekazywał jej wszystkie swoje uczucia. Odwzajemniła go z pełną mocą przelewając całą swoją miłość, tęsknotę, żal i gniew,który nagle całkowicie z niej wyleciał. Nic innego się nie liczyło, tylko to,że znowu miała go przy sobie. W tym momencie nie potrafiła sobie wyobrazić tego,że znowu miałby odejść z jej życia. Po długim czasie nie była wstanie stwierdzić jak długim, Uchiha przerwał pocałunek, odsunął się od niej i spojrzał jej w oczy
- Kocham cie Sakuro Uchiha- była w tak wielkim szoku,że przez chwile tylko gapiła się na niego, nie mogąc wypowiedzieć ani słowa, po czym łzy same bez jej woli zaczęły powoli spływać po jej policzkach. Próbowała je otrzeć wierzchem dłoni, ale bezskutecznie
- Prz..przepraszam- wyszeptała szlochając- wiem,że nie  lubisz, gdy się marze, ale...ale taraz...ja ja..po prostu...nie..nie umiem ich powstrzymać
- Ciii- poszuła jak za pomocą własnych dłoni wyciera jej łzy- żaden facet nie lubi patrzeć jak kobieta, którą kocha płacze
- Sasuke-kun- powiedziała po czym spowrotem się w niego wtuliła
- Ja też cie kocham
- Czyli rozumiem,że mogę zapomnieć o rozwodzie?
- Haha tak- nie mogła w to uwierzyć Sasuke żartuje a to ci nowość, chyba faktycznie się trochę zmienił
- Haha jak zawsze robisz wszystko po swojemu, kazałam ci uciekać
- Bardzo mi przykro,ale córka powiedziała,że zaakceptuje mnie jako swojego ojca pod warunkiem,że sprowadzę jej mamę całą i zdrową, więc sama widzisz,że nie miałem wyjścia
- Ah tak..rozumiem- udała naburmuszoną, po czym wybuchnęła śmiechem. Nigdy nie przypuszczała,że jeszcze kiedyś będą się tak śmiać. Nagle coś sobie przypomniała
- Gdzie są te pnącza, które były do niego przyczepione?
- Co?
- Now wiesz...te liany. Odeszła od niego na chwile i przykucneła nad jedną z pozostałości- jeśli wezmę próbkę może uda mi się odtworzyć antidotum, dzięki któremu ich chakra spowrotem zacznie sie regenerować. To może być to czego szukałam, czego potrzebowałam- zaczęła myśleć na głos
- Pani doktor wracamy do domu, Sarada na pewno się niepokoi- zabrała kawałek liany i schowała do torby z shurikenami.


Po paru dniach byli w domu, pierwsze co zrobili po powrocie to pójście po Saradę. Weszli do holu domu Naruto, gdzie przywitała ich Hinata, wyściskała mocno Sakurę
- Dzięku Bogi,że nic ci nie jest. Sarada bardzo się martwiła, przez ostatni tydzień prawie w ogóle nie jadła, nie chodziła również do szkoły, zachowywała się jak nie ona.  Himawari i Boruto robili wszystko co w ich mocy, by ją podnieś na duchu. Musiała podsłuchać moją rozmowę z Naruto, króry opowiadał mi, o twojej misjii Sasuke i o miejscu w którym prawdopodobnie byłaś przetrzymywana. Sarada wymknęła się z domu, bo zamierzała was szukać. Na szczęście w porę zorientowaliśmy się i Naruto ją znalazł.
- Himawari bądź tak dobra i powiedz Saradzie,że jej rodzice wrócili- powiedziała do małej dziewczynki, która wyszła z pokoju najwyraźniej zainteresowana gośćmi
- Ciocia- krzyknęła i pobiegła prosto w ramiona Sakury, która uścisnęła ją mocno i wzięła na ręce
- Cześć Hamawari, słyszałam,że bardzo pomogłaś Saradzie, kiedy nas nie było
- Tak ciociu byłyśmy jak siostry
- Cieszę się,że to słyszę Słoneczko
- A kto to jest?- wskazała na Sasuke
- A to twój wujek, tata Sarady
- Wujek? Ale fajnie- zaczęła się śmiać wesoło- wujku masz takie same oczy jak Sarada i włosy też
Sakura postawiła dziewczynkę spowrotem na ziemi
- Co to za zamieszanie? –zapytał blondyn, wyglądem przypominającym Naruto schodząc na dół po schodach- o cześć ciocia
- Dzień dobry Boruto- uśmiechnęła się miło Sakura
- Ooo kogo jak tu widze, Uchiha Sasuke nie?- powiedzieł chłopak bezceremonialnie podszedł do niego bliżej i powiedział- fajnie,że w końcu wróciłeś..słuchaj mógłbyś dać mojemu tatkowi wycisk podczas walki? Odkąd został Hokage jego ego urosło do niewyobrażalnych rozmiarów, to co wujek mogę na ciebie liczyć?
- Boruto- zganiła go Hinata- nie wolno ci tak mówić o ojcu
- A co? Mylę się? Hinata nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż u szczytu schodów stanęła Sarada
- Mama?!- krzyknęła i rzuciła się pędem w ramiona rodzicielki, objęła ją mocno i zaczęła szlochać- mamo tak bardzo się martwiłam, tak się cieszę,że nic ci nie jest
- Och Skarbie już wszystko będzie dobrze- Sakura wyściskała mocno córkę. Miło było mu patrzeć na to jak obie są szczęśliwe. W tym momencie jego serce wypełniała tak wielka radość,że sam chciał ją przytulić, ale wiedział,że pewnie nie przyjmie tego z entuzjazmem, więc się powstrzymał.
- A to wszystko dzięki tacie, wiesz? To on mnie uratował- powiedziała Sakura spoglądając spod długich rzęs na niego. Po paru minutach Sarada oderwała się od mamy i stanęła przed nim z poważną miną
- No..tym razem mnie nie zawiodłeś tato- powiedziała z uśmiechem po czym przytuliła się i do niego- dziękuje ci

Minęło pół roku od rozwodu. Te piękne chwile spędzone razem z Sasuke powoli zaczynały zanikać, zupełnie tak jak podczas jego wcześniejszej nieobecności. Okazało się,że tak naprawdę nie wykonywał żadnej misji, a po prostu mieszkał sobie wraz ze swoją nową rodziną w Wiosce Kwiatu. Ożenił się z Karin już po roku czasu od opuszczenia ją i Sarady. To od ludzi dowiedziała się,że miał 2 synów trochę młodszych od Sarady-bliźniaków. Haruno nie widziała ich, ale według plotek oboje mieli czarwone jak ich matka włosy, a z wyglądu w ogóle nie przypominali ojca, dlatego też Sakura przez pewnien czas łudziła się,że może jednak nie jest to prawdą. Pewnego razu kiedy Sasuke „wyruszył na misje” podążyła za nim i w ten sposób pozbawiła się wszelkich złudzeń. Sarada przechodziła to równie ciężko jak ona. Pogorszyła swoje stopnie w szkole, zmizerniała i oświadczyła,że już nigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie. Ale była też przynajmniej jednak dobra strona tej sytuacji.  Kakashi wybaczył jej to,że chciała wrócić do męża, twierdząc,że rozumie iż ona nigdy nie przestanie kochać Uchihy, ona natomiast uparcie zaprzeczała, mówiąc,że uczucie, którym go kiedyś obdarzyła umarło tak samo jak Uchiha Sasuke umarł dla niej. Przyjęła oświadczyny Hatake, a za nie cały miesiąc mają ślub.
- Sakura Hatake- brzmi nieźle-pomyślała.
 Planują także zamieszkać w nowym domu, który Kakashi dla nich wybudował. Jest szczęśliwa, a przynajmniej udaje. Gra weszła jej w krew tak bardzo,że czasami sama zaczyna w to wierzyć. Żal jest jej także Naruto, który bardzo zawiódł sie na człowieku, którego uważał za przyjaciela przez swoje całe życie.Okazało się bowiem,że Uchiha pojawił się parę razy w Konosze, by ukraść jakieś ważne zwoje, które potem sprzedał Wiosce Kwiatu, przez co powyższa Wioska wypowiedziała im wojnę, znając tajniki wielu technik Konohan, są za pewnie przekonani o wygranej. Naruto kontaktował się już w tej sprawie z Wielkimi Pięcioma Nacjami, którzy nie pozwolą na kolejną wojnę, będą więc starali się zdusić całą sprawę w zarodku- no tak po wkrótce wygląda teraz moje życie- powiedziała do swojego lustrzanego odbicia
- mogło być gorzej, prawda?
- Kochanie musimy już wychodzić- usłyszała wołającego ją Kakashiego
- Już idę- odkrzyknęła- jeszcze raz spojrzała w lustro, przemyciła na twarz promienny uśmiech i wyszła z łazienki.

 Wiem,że nie tego się spodziewaliście. Upewnijcie się,że przeczytacie do samego końca, uwierzcie,że warto ;)


3 miesiące później

Zanim jeszcze otworzyła oczy bała się,że to co ujrzy za chwile rozczaruje ją,że ten koszmar się nie skończy, a ona uświadomi sobie,że jej wyobrażone idealne życie pozostanie jedynie w świecie marzeń. Ze strachem otwarła oczy, ale i tym razem się nie zawiodła. Jej spojrzenie zostało uwięzione w czarnych jak noc oczach, mężczyzny leżącego obok niej
- Dzień dobry-wyszeptał i pocałował ją w czoło
- Dzień dobry-  odetchnęła z ulgą i odwzajemniła uśmiech
- Co się stało? Znowu miałaś koszmar?- Pokiwała jedynie głową, nie chcąc się wdawać w szczegóły- znowu ci się śniło,że odszedłem, prawda?- Znów kiwnięcie
- Chodź tutaj- wyciągnął do niej ramię i ułożył sobie jej głowę na swoim torsie, mocno ją przytulając
- Nigdy więcej was nie zostawie- powiedział poważnie, akcentując każde słowo
- Wiem, naprawdę wierzę ci, nie mam pojęcia dlaczego te koszmary wciąż mnie gnębią
- Będę to powtarzał tak długo,aż twoje serce też mi uwierzy- powiedział całując ją we włosy- a tak w ogóle to co słychać w pracy? Udało ci się wynaleźć antidotum?
- Tak, ten chłopiec o którym ci mówiłam wyzdrowiał już całkowicie- powiedziała z uśmiechem, przypominając sobie jak pierszy raz otworzył oczy
- A co z Kakashim?
- Rozmawiałam z nim. Powiedziałam,że wróciliśmy do siebie i przeprosiłam za to,że go zwodziłam- westchnęła- na szczęście mi wybaczył, a nawet zaczął się spotykać z jedną z pielęgniarek z oddziału. Ona od zawsze się w nim podkochiwała, wyznała mi to jakiś czas temu, kiedy dowiedziała się o naszym rozstaniu. Usłyszała pukanie do drzwi sypialni
- Proszę- powiedziała. Dzrzwi otworzyły się i weszła Sarada
- Co? Wy jeszcze nie ubrani? Przecież obiecaliście,że będziecie ze mną dzisiaj trenować, oboje-podkreśliła patrząc to na jedno to na drugie
- Już wstajemy-powiedzieli równocześnie- Sasuke przyglądał się tej zwyczajnej codziennej scence z uśmiechem na twarzy i pomyślał- wreszcie odzyskałem rodzinę.


Koniec, mam nadzieję,że opowiadanie Wam się podobało, przepraszam,że tak długo zwlekałam z zakończeniem, ale byłam na wyjeździe, gdzie nie miałam dostępu do internetu..ahh te wakacje ;)
- pozdrawiam
- Lu-chan <3 br="">

sobota, 4 czerwca 2016

10- Ewolucja uczucia ( Chitoku)

   Paring: Chitoku
  A/M: Nisekoi

             Dozwolone: od 12 lat

Chitoge obudziła się, gdy usłyszała budzik. Szybko wstała,ubrała się i uczesała. Stojąc przed lustrem ćwiczyła uśmiech. Miał być słodki i dziewczęcy, ciężko jej było jednak zachować go na dłużej po wczorajszej wiadomości.
- To już jutro..hm?- westchnęła, wymusiła uśmiech i powiedziała do lustra próbując przekonać samą siebie- Dzisiaj będzie wspaniały dzień na pewno...zrobię wszystko by był najlepszy- Z tą myślą zjadła szybko śniadanie i wyszła z domu. Już z daleka widziała, że ktoś stoi przed bramom, ale nie domyśliła się kto to może być. Dopóki go nie zobaczyła
- Raku co tu robisz?
- Co to za głupie pytanie? Czekam na ciebie. Zawsze to ty przychodzisz po mnie, więc pomyślałem, że dzisiaj to cie odprowadze. 
- To bardzo miłe z twojej strony- powiedziała uśmiechając się, pomimo tego, że na usta cisnęło się jej coś zupełnie innego
- Co to za odpowiedź idiotko, zapomniałaś, że nie mam wyjścia?- słysząc to Chitoge zagotowała, tak bardzo chciała się odgryźć, że musiała niemal ugryźć się w język bądź miła, jasne masz być miła powtarzała w myślach
- Masz racje, to było głupie pytanie, to co idziemy?

Co z nią dzisiaj nie tak? Dziwnie się zachowuje. W sumie to już dwa razy ją dziś obraziłem,a ona nic. Raku co jakiś czas zerkał na dziewczyne, cały czas zastanawiając się skąd wzięła sie ta jej łagodność. Ostatnio zachowywała się tak, kiedy zgubiła swoją wstążkę, ale teraz widzę, że to nie może być to bo ma ją na głowie. W dotatku jest wyjątkowo cicha
Ładną dziś mamy pogodę, prawda?
- Cooo? A no tak, ładną co to było za pytanie?Cholera co z nią? Hm...jest tylko jeden sposób,aby to sprawdzić- Chitoge wiesz co
- O co chodzi słońce? Słońce? Przecież nie ma nikogo w pobliżu, nie musimy udawać pary
- Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo okropnie, źle zawiązałaś kokardkę, a twoje włosy wyglądają jakbyś ich nie myła przez tydzień. W dodatku nie wyprasowałaś mundurka i..
- Cooooo? Heh chyba udało mi się ją wkurzyć. To teraz mi przyłoży i wszystko będzie po staremu Raku już przygotowywał się mentalnie na cios, który miał za chwile nadejść, kiedy usłyszał
- Ohhh naprawdę,tak myślisz hehe bądź miła, bądź miła. Rany...czemu ten głupi Kiełek Fasoli właśnie dzisiaj jest tak wyjątkowo wredny?!!!Cholera. Dobra opanuj się Chitoge
Co mamy pierwsze? Cooo? Na serio to zignorowała?! Teraz mam pewność, że coś się stało. Może powinienem ją po prostu zapytać? Nie..w życiu mi nie powieDotarli do szkoły w sam raz. Pani Kyoka przyszła po paru minutach i zaczęła lekcje. Przez całe zajęcia Chitoge nie odezwała się do niego ani słowem. Jednak, gdy co jakiś czas na nią zerkał, nie wyglądała na przygnębioną, czy reż chorą. Godzina wychowawcza strasznie mu się dłużyła, ponieważ cały czas zachodził w głowę o co może chodzić. Kiedy obraziłem ją ostatnim razem to w ogóle ze mną nie gadała, a jak już to była zła i wyzywała mnie od najgorszych. Teraz natomiast wydaje się być...sam nie wiem jakaś inna. Nim zdązył się zorientować zadzwonił dzwonek na przewe
- Kochanie co zaplanowałeś na dzisiaj? O co jej chodzi? Przecież nie przypominam sobie, żebyśmy się na dzisiaj umawiali- A jesteśmy na dzisiaj umówieni?
- Oczywiście, że tak, nie mów, że nie pamiętasz. Dzisiaj idziemy do Kosaki, przecież ma urodziny. Zastanawiałam się czy wymyśliłeś już co chcesz jej kupić. To znaczy mogę coś dla niej wybrać, ale w końcu znasz ją lepiej..więc
- Aaa urodziny Onodery no tak, przecież pamiętam, oczywiście,że pamiętam, po prostu nie wiedziałem, że o to ci chodzi Ahhh zapomniałem, jak to możliwe, przecież kocham Onodere, jak mogłem zapomnieć o jej urodzinach?!! Idiota ze mnie. Co by było gdyby Chitoge mi o tym nie przypomniała? Wole nawet nie myśleć
No więc? Co chcesz jej kupić? Co za głupek, zapomniał. Tak się do niej ślini i twierdzi, że mu na niej zależy, ale zapomniał o jej urodzinach?Co ja w ogóle w nim widze?
Eee nooo myśle, że...będzie lepiej jeśli jednak ty wybierzesz coś dla niej. W końcu jesteś dziewczyną gorylą, ale zawsze dziewczyną, a po za tym w końcu się przyjaźnicie. Aha to zanczy, że nie ma żanego pomysłu na prezent dla niej ekstra, więc wszystko na mojej głowie....chwila czy on właśnie nazwał mnie gorylą dziewczyną? Grrr...w normalnych okolicznościach już dawno by dostał..ale nie dzisiaj
Nie ma problemu. Właściwie to już nawet znalazłam dla niej idealny prezent
- Serio? Co to?
- Dowiedz się po szkole, kiedy pójdziesz  ze mną na zakupy
- Czemu mi nie powiesz?
- Bo jeszcze ktoś usłyszy i wtedy to już nie będzie niespodzianka. A gwarantuje ci, że jej się spodoba
- Skoro tak twierdzisz, no ale myśle, że jednak wsz gust się różni. To co podoba się tobie niekoniecznie musi odpowiadać jej
- Spodoba jej się, obiecuje – Raku postanowił mimo wszystko zaufać dziewczynie, zaraz potem odpłynął, jak to miał w zwyczaju. 
Ahh urodziny Onodery. To w sumie jej pierwsza impreza urodzinowa na którą zostałem zaproszony. Już nie mogę się doczekać, aby wręczyć jej mój prezent, oby Chotoge się postarała. Już niemal to widze: najpierw złożę jej życzenia, potem zaśpiewamy jej sto lat, wręczę jej prezent, a ona będzie zachwycona, potem zjemy tort i zagramy w jakieś gry. Ooo założe się, że ubierze coś w czym będzie wyglądać prześlicznie. Z resztą zawsze tak wygląda. Cholera niech te zajęcia się już skończąZajęcia skończyły się po poru godzinach. Raku i Chitoge wybrali się do centrum handlowego w którym dziewczyna upatrzyła prezent.
Rany...jaki on dzisiaj cichy. Odkąd mu przypomniałam o urodzinach Kosaki, całkowicie odpłynął. Ahhh...a tak chciałam, żeby to był wspaniały dzień. Inaczej go sobie wyobrażałam. Sama nie wiem co sobie myślałam...może, że spędzimy więcej czasu razem tylko we dwoje. Czy powinnam mu powiedzieć? Nie..nie sądze. W końcu co by to zmieniło? Zapewne nic Z rozmyślania wyrwa ją głos
- Chitoge, ej mówie coś do ciebie, co żeś się tak zawiesiła?
- Ja? I kto to mówi? Odkąd ci przypomniałam o imprezie urodzinowej nie odezwałeś się do mnie ani słowem, zupełnie odleciałeś, wiesz mógłbyś mi chociaż podziękować
- Nie zapomniałem!
- Jak tam sobie chcesz- wymruczała pod nosem, po czym oetchnęła- no to co chciałeś?
- Jak to co? Pokaż mi co wybrałaś. Gdzie w ogóle jest ten sklep?
- Na samej górze- wskazała palcem na najwyższe piętro w galerii
- W takim razie na co czekasz? Chodźmy
- Wiesz, że wcale nie musisz mnie pospieszać? Miałam zamiar zaproponować to samo- powiedziała opanowanym tonem
- A no ok
W końcu udało im się przepchać przez tłum. Mnóstwo ludzi robiło dzisiaj zakupy przez weekendem, więc dostanie się na najwyższe piętro trochę im zajęło, gdyż centrum miało aż 6 pieter. Blondynka poprowadziła ich do jubilera. Podeszła do gablotki i wskazała na piękny rubinowy naszyjnuk w kształcie serca. Sprzedawca zaraz jej go podał
- Powinna go panienka założyć- powiedział i uśmiechnął się do niej
- Tak pan sądzi?- odwzajemniła uśmiech. Podeszła do lusterka, bruten poszedł za nią.
- Mógłbyś?- zapytała podając mu wisiorek
- Ja? Znaczy...jasne Jezu czym się tak stresuje? Przecież to nie OnoderaPatrzył jak zahipnotyzowany, gdy odgarniała swoje piękne, długie włosy z karku. Zapięcie łańcuszka chwile mu zajęło, gdyż ręce mu się trzęsły,oczywieście wytłumaczył to tym, że po prostu nie ma wprawy. Kiedy jednak w końcu mu się udało, stanął za Chitoge i spojrzał na jej odbicie w lustrze. Naszyjnik pasował jej wręcz doskonale. Serce zaczęło mu szybciej bić Ona wygląda naprawdę uroczo
Pasuje ci on- wyrwało mu się zanim zdążył to powstrzymać. Został za to nagrodzony chyba  jednym z jej najpiękniejszych uśmiechów, a puls jeszcze mu przyspieszył
- Naprawde tak myślisz? Dziękuje, może sama kupie sobie podobny, tylko w innym kolorze- zaczęła zastanawiać się na głos. Ichijou odszedł od niej szybko, usilując uspokoić tętno Dlaczego tak się denerwuje? Ok muszę przyznać, że Chitoge wygląda w nim bardzo ładnie, ale co z tego? Przecież kocham Onodere, więc czemu, gdy czasem na nią patrze to dzieje się coś podobnego jak wtedy gdy patrze na Onodere? Po za tym skoro ta gorylica wygląda tak ładnie w tym naszyjniku to nie trudno jest mi sobie wyobrazić jak uroczo będzie wyglądał na solenizantce. Ale to muszę przyznać. Chitoge ma znacznie lepszy gust niż przypuszczałem.
To co wracamy?- nagle dotarł do niego jej głos z tak bliska, że aż się wzdrygnął. W ogóle się jej tu nie spodziewał. Myślał, że wciąż kupuje naszyjnik. 
- Tak, wracamy. O której się zaczynają te urodziny?
- O 16, więc akurat zdążymy wrócić do domu, przebrać się i wyjść. Więc?
- Więc co?
- No powiedz, co myślisz? Myślisz, że się jej spodoba? 
- Właściwie to jestem pewien, że tak
- Ciesze się- uśmiechnęła się pogodnie. 






                                                           
                                                       

Tak właśnie wygląda ten naszyjnik, jeśli jesteście ciekawi, jak myślicie pasowałby Onoderze, czy Chitoge ma jednak kiepski gust do biżuterii? ;)

Po jakiś 3 godzinach byli już u przyjaciółki. Wszyscy świetnie się bawili z wyjątkiem Chitoge. Zaproponowała by Raku dał Kosaki prezent za ich oboje i właśnie potwierdziły się jej przypuszczenia. Dziewczyna bardzo ucieszyła się z prezentu, a jeszcze bardziej z faktu kto jej go dał. Wiedziałam, że ona go kocha i co? Miałam racje, a to jest niezbity dowód
-
Ej Chitoge miałaś racje, Onodera jest zachwycona
- Oczywieście, że jest Idiota, każda dziewczyna byłaby zachwycona prezentem od ukochanego,nie ważne nawet co by to było. Tak jak ty podarowałeś mi tą okropną maskotkę, która wygląda jak goryl, a i taj ją kocham i o nią dbam, tak samo jak o tę wstążkę, którę podobno zaczęłam nosić z twojego powodu...głupi Kiełek Fasoli
-
Dziękuje Chotoge, nie taka zła udawana z ciebie dziewczyna jak na początku myślałem- patrzył jej prosto w oczy, a jego słowa były szczere. Tym bardziej ją to zabolało Udawana dziewczyna..he? Nie..nie wytrzymam- zaczęła odchodzić, ale ktoś złapał ją za rękę
- Ej dokąd idziesz? Za chwile zaczynamy zabawe
- Idę do toalety- powiedziała po czym wyrwała mu się. Wparowała do łazienki i podeszłą do lustra. Łzy ściekały jej po policzkach, niczym nie kończący się wodospad. Zaczęła się trząść, więc objęła się ramionami, aby chodź trochę dodać sobie otuchy On też ją kocha. Jego zachowanie to potwierdza. Prędzej czy później w końcu zorientują się, że czują do siebie to samo i zaczną się spotykać, naprawde.Bedą prawdziwą, a nie udawaną parą. Będą chodzić na prawdziwe randki, trzymać się za ręce, spędać razem czas. Będą się przytulać i całować..będą razem. Ale to tak bardzo boli. Nie przestając płakać zsunęła się po kaloryferze stojącym pod oknem i usiadła na podłodze. Podwinęła nogi pod grogę i oplotła ramionami. Zaczną się spotykać, a ja nie będę mu już więcej potrzebna. Założe się, że jego rodzina to zrozumie. W sumie to już od jakiegoś czasu wiem, że jeśli byśmy im to na spokojnie wyjaśnili to na pewno by zrozumieli i nie musielibyśmy więcej udawać, ale ja nie chciałam przestać, nie chciałam go stracić, ale jeśli już ma być z kimś kto nie jest mną to Kosaki jest najlepsza. Nigdy go nie zrani, ani nie zostawi. Zawsze będzie mógł na nią liczyć, ona zawsze będzie blisko. Jeśli tylko dzięki temu będzie szczęśliwy to niech tak będzie. Rozmyślając w ten sposób dotarło do niej to jak bardzo go kocha. Usłyszała pukanie do drzwi
- Chitoge wszystko w porządku?- to była Onodera
- Tak wszystko w porządku- usiłowała mówić normalnie- tylko rozmawiałam z mamą przez telefon, wiesz. Zaraz wychodzę
- W porządku, nie spiesz się, przyszłam bo się trochę martwiłam
- Nie ma czym, naprawdę. Za chwile do was wracam
- Dobrze czekamy na ciebie
Kosaki też jest taka miła i dobra. Zasługuje na szczęście. A razem na pewno będą szczęśliwi. Blondynka wyszła z łazienki i wróciła do przyjaciół. Zagrała z nimi w z jakieś dwie może trzy gry po czym usiadła przy stole tłumacząc się bólem głowy. Tak naprawdę obserwowała wszystkich. W głębi serca musiała przyznać, że ich polubiła nawet tego upierdliwego Shuu. Będzie mi was wszyskich brakować Kochani.

Kiedy urodziny się zakończyły „para” pożegnała się ze wszystkimi po czym opuściła dom przyjaciółki. Chitoge szła przodem wyprzedzając Raku o jakieś 2 metry. W końcu chłopak nie wytrzymałi zapytał
- Chitoge co się z tobą dzieje? Jesteś dzisiaj jakaś nieswoja, coś się stało? Powiedz mi, może będę mógł ci jakoś pomóc. Blondynka zatrzymała się i obróciła z jego strone z poważnym wyrazem twarzy
- W tej sytuacji nikt nie może mi pomóc- powiedziała uśmiechając się blado
- Jak to, o co chodzi?
- Raku rozmawiałam z mamą, wyjeżdżam do Ameryki
- Mówisz, że wyjeżdżasz, tak? No ale ferie zimowe się za niedługo zaczną. Myślałem, że ustaliliśmy, że spotkamy się przynajmniej z parę razy w czasie ich trwania, żeby podtrzymać „nasz związek”, no wiesz pary tak robią
- Ale Raku..
- Nie w porządku rozumiem. Potrzebujesz trochę odpoczynku od tego wiecznego udawania, mam rację? Skoro tak to nie mam nic przeciwko, myśle nawet, że dobrze nam to zrobi, taki odpoczynek od siebie i tej farsy. O tak ja napewno tego potrzebuje. No dobra no kiedy jedziesz?
- Jutro
- Już jutro? No to szybko, przecież przerwa świąteczna zaczyna się dopiero za tydzień. No ale ok, a kiedy wracasz
- No właśnie o to chodzi Raku, że już nie wracam- dopiero teraz podniosła głowę i spojrzała na niego. W jej oczach pojawiły się łzy. Szybko ztarła je dłonią
- Ale dobrze wiedzieć, że potrzenujesz odpoczynku od tej farsy haha wiesz ja też tego potrzebuje, więc chyba nie ma problemu- zerwała się z miejsca i zaczęła biec
- Zaczekaj Chitoge o czym ty mówisz? Ej mówie do ciebie zatrzymaj się. Złapał ją za rękę i obrócił w swoją strone. Dopiero teraz zauważył w jakim jest stanie, że płacze
- Hej..co miałaś na myśli mówiąc, że już nie wracasz?
- Dokładnie to co powiedziałam Idioto!
- O znowu mnie przezywasz to, dobrze nie?
- Pewnie, że tak, nie wiem po co w ogóle się powstrzymywałam przez cały dzień
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Sama nie wiem może chciałam, żeby ten dzień był udany, nic więcej. Ciągle się kłócimy, więc chciałam tego uniknąć przynajmniej dzisiaj,wiesz? Chciałam po prostu miło spędzić czas z moimi pierwszymi przyjaciółmi, czy to tak wiele?!
- Ale czemu właśnie dzisiaj? Co jest w tym dniu takiego szczególnego?
- Wciąż nie rozumiesz?! Jutro wyjeżdżam dociera to do ciebie?! Wyjażdżam i już nie wracam! To miało, być swego rodzaju pożegnanie, to dlatego chciałam, żeby było wyjątkowe, teraz rozumiesz?- wciąż szlochała
- Ale dlaczego wyjeżdżasz nie rozumiem..
- Bo muszę! Naprawdę myślisz, że robiłabym to gdybym miała inny wybór? Wynosić się z miejsca gdzie po raz pierwszy w życiu mam przyjaciół. Z miejsca w którym czuje się szczęśliwa Nie co to ma znaczyć? O czym ona w ogóle mówi, ja to wyjeżdża, dlaczego? Nie to niemożliwe..ale nie wygląda jakby żartowała, więc...cholera czemu tak się czuje?!
-
Wyjaśnij mi to wszystko na spokojnie, bo już nic nie rozumiem
- Mama zadzwoniła do mnie wczoraj, powiedziała, że mam wracać. Podobno znalazła mi rewelacyjną szkołę w Stanach o bardzo wysokim poziomie. Powiedziała też, że jeśli się tak przeprowadzę to będziemy spędzać razem więcej czasu, obiecała nawet mniej pracować. Nie podała dokładnego powodu, powiedziała tylko, że jej mnie brakuje i że chce mnie mieć znów przy sobie. Sama by się przeniosła do Japoni, ale biorąc pod uwagę charakter jej pracy jest to niemożliwe. Podobno ma teraz swoją własną siedzibę w USA w której będzie spędać więcej czasu. No więc tak to wygląda
- Wyjeżdżasz z samego rana?
- Nie wieczorem, a co?
- To dlaczego chciałaś pożegnać się z nami dzisiaj a nie jutro? Nie mówiąz już o tym, że nie powiedziałaś nikomu o swoich planach, nawet Tsygumi, więc nie można tego nazważ pożegnaniem.
- Jutro będę się żegnać z rodziną, no a że sam wiesz, że jest całkiem spora to zajmie mi no z jakieś pół dnia, zwłaszcza pożegnanie z Claudem, znasz go. A pozostały czas będę się pakować
Ona mówi poważnie, to nie żart, ona na serio wyjeżdża. Nie mogę uwierzyć w to,że nawet uczciwie się z nami nie pożegnała, że nie pożegnała się ze mną
-
Rozumiem, że musisz udawać, że jesteśmy parą i że tak napawdę to wcale mnie nie lubisz, ale zasłużyłem przynajmniej na to abyś się ze mną pożegnała, nie sądzisz? Ja zawsze byłem wobec ciebie uczciwy, więc dlaczego ty..
- Bo to zbyt trudne...pożegnanie z tobą, wiesz? Byłeś moim pierwszym chłopakiem, nawet jeśli tylko udawanym. To dzięki tobie zdobyłam tyle przyjaciół..ja polubiłam cie...troche i dlatego ciężko jest mi się z tobą pożegnać- powiedziała szczerze patrząc mu w oczy
- Chitoge ja...
- Przepraszam cie, ale spiesze się- powiedziała po czym zaczęła biec, nie zdążył powiedzieć nawet słowa, a jej już nie było.

Wrócił do domu i zamknął się w swoim pokoju. Nie chciał z nikim rozmawiać, ani nawet zjeść kolacji. Wyjeżdża, jutro już jej nie będzie. Wszystko wróci do normy, nie będę musiał więcej udawać jej chłopaka, to było takie uciążliwe, zwłaszcza przy Onoderze, więc dlaczego się tak czuje? Czuje taką pustkę. Hm...zastanówmy się jak będzie wyglądać moje życie bez niej? Po pierwsze będę singlem, więc nawet siostra Onodery nie będzie miała do mnie pretensji o to, że działam na dwa fronty. Skoro już zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i się przyjaźnić to łatwiej będzie mi się do niej zbliżyć. Trzeba też wziąć pod uwagę to, że moje wszystkie siniaki w magiczny sposób znikną. Nie będę zmuszony chodzić z nią na te głupie randki. Co prawda trochę już przywykłem, ale koniec z kłamstwami wreszcie! Przecież to same plusy, moje życie bez niej stanie się duuużo prostsze. Po prostu wyjedzie tak skąd przybyła, już nie wróci, a to znaczy, że już nigdy jej nie zobaczę...coo?? Nigdy więcej? Nie zobaczę jej uśmiechu, ani tego jak poprawie włosy lub wstążkę? Nie zobaczę jej więcej w szkole,siedzącej koło mnie...ani przychodzącej do mnie codziennie rano. W sumie to chyba jednak są jakieś plusy tego, że ją poznałem,nie? Zbliżyłem się do Onodery dlatego,że one zaczęły się ze sobą przyjaźnić, w innym wypadku nic by z tego nie wyszło. Zyskałem trochę pewności siebie i dowiedziałem się jak to jest mieć dziewczynę. Jak to jest trzymać jej delikatną dłoń i patrzeć w te niebieskie niczym ocean oczy, czuć zapach  jej szampomu do włosów. Nawet naszych kłótni będzie mi brakować, kiedy jej nie będzie. Nie..nie potrafie sobie tego nawet wyobrazić..nawet nie chce próbować..ja nie chce żeby odeszła...nie pozwole na to.
Przez długi czas rozmyślał nad tym w jaki sposób przekonać ją do tego by została, nie rozientował się nawet kiedy zasnął. Obudził się na swoim futonie. Nie był przykryty, w dodatku zorientował się, że miał na sobie wczorajsze ubranie
- Cholera chyba się spóźniłem do szkoły- zajrzałprzez okno i z zaskoczeniem stwierdził, że jest już ciemno,spojrzał na budzik, była 18:30
- Cooo? Już tak późno? Jak to możliwe,ż e przespałem cały dzień!? Chwila cały dzień? To znaczy, że...Chitoge- zerwał się szybko i wybiegł z domu. Podejżewał, że dziewczyna ma samolot na 19 lub coś w tym stylu. Pamiętał jak kiedyś mu mówiła, że najbardziej lubi nim podróżowac w nocy, tak aby na rano być w wyznaczonym   miejscu. Biegł ile sił z nogach. Nie zastanawiał się nad tym w jaki sposób ją zatrzyma. Wiedział jedynie, że musi to zrobić, nic innego nie miało znaczenia. Dobiegł do jej domu po jakiś 15 minutach, już z daleka widział, że brama jest otwarta. To znaczyło,że jej rzeczy prawpopodobnie zostały już spakowane do taksówki, ale ona powinna być w domu. Przebiegł przez ogród i zamaszyście otworzył drzwi wejściowe, już chciał wejść, ale z kimś się zderzył
- Auu uważaj jak..-powiedziała masując bolące miejsce
- Chitoge!- krzyknął i zanim zdążył pomyśleć co robi, przytulił się do niej, mocno oplatając ją ramionami, przyciągnął do siebie
- Dzięki bogu jesteś tu, jeszcze nie wyjechałaś
- Nie jeszcze nie, właśnie wychodzę, taksówka na mnie czeka, więc byłabym wdzięczna gdybyś... Ahhh kogo ja oszukuje? Wcale nie chce żeby mnie puszczał, ale muszę iść, więc...
- Raku
- Mhm?
- Puść mnie
- Jak to puść..aaa...przepraszam
- W porządku rozumiem, że to było pożegnanie, więc jeśli pozwolisz..
- Nie pozwole
-Co??
- Powiedziałem, że nie pozwole ci wyjechać
- O czym ty mówisz? Raku?- chłopak położył dłonie na jej ramionach i spojrzał jej głęboko w oczy
- Nigdzie nie jedziesz
- Ale...
- Żadnych ale,rozumiem  powody twojego wyjazdu...ale nie chce żebyś jechała
- Raku...
- Nie potrafie tego wyjaśnić, ani opisać słowami, wiem jedynie,że nie moge pozwolić ci wyjechać...po prostu nie mogę. Chitoge prawdą jest, że odkąd pojawiłaś nie w moim życiu to wywróciłaś je do góry nogami...ale nie potrafie sobie wyobrazić życia bez ciebie. Mimo, że ciągle się kłócimy i mnie bijesz to ja...nie chce cie stracić
- Raku...ale moja mama...
- Nie wierze w to, że twój nagły wyjazd to konieczność, a nawet jeśli to sam porozmawiam z panią Haną i przekonam ją do tego, żebyś została.
- Nie mogę..
- Oczywiście, że możesz, gwarantuje ci, że ją przekonam. Jeszcze wczorak mówiłaś, że chcesz zostać
- Bo to prawda,ale...
- Ale co Chitoge?
- Dlaczego chcesz żebym została?
- Co?
- Odpowiedz mi Raku, dlaczego? Przecież sam mówiłeś, że od kiedy się pojawiłam masz same problemy. Musisz okłamywać mnóstwo ludzi w tym swoich przyjaciół i rodzinę. Udawać chłopaka dziewczyny którą nienawidzisz..
- Kto ci tak powiedział?
- Ty sam
- To prawda, alr to było dawno temu na samym początku, ale z czasem to się zmieniło, prawdę mówiąc to nawet nie wiem kiedy, ale polubiłem się i zacząłeś się o ciebie martwić kiedy coś ci dolega i zawsze chce i staram ci się pomóc i zależy mi na tobie.
- Raku..
- Coś czuje...nie wiem co to jest, ale jest silne. Wystarczająco silne bym zarwał nockę i przespał cały dzień rozmyślając o tym
- O czym?
- O tym uczuciu, o tym co nas łączy..
- A co nas łączy Raku? Ty mi powiedz.
- Nie wiem, wiem jedynie, że to coś nie pozwoli mi pozwolić ci odejść. Chitoge ja coś czuje do ciebie...nie wiem kiedy to się zaczęło, ale jak by to powiedzieć....już od jakiegoś czasu nie patrze na ciebie tylko jak na utrapienie,ale także nie jak zwyczajną przyjaciółkę...w tym momencie nie powiem ci co to jest bo jeszcze sam tego nie wiem, wiem jedynie, że naprawdę nie mogę cię stracić Chitoge, dlatego proszę cie nie jedź, zostań przy mnie...zostań dla mnie- powiedział po czym znów ją przytulił. Trwali w tym uścisku przez dłuższy czas, jednak żaden z przechodniów nie nazwałby go przyjacielskim. W tym momencie Raku jeszcze nie potrafi powiedzieć Chitoge tego co czuje, ale od tego momentu z pewnością zacznie na nią patrzeć w inny sposób. W ten sposób udawany romans zaczął się przeistaczać w prawdziwą miłość.


Hej, to mój pierwszy one-shot z tym paringiem. Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Od niedawna zaczęłam oglądać to animei jakoś ta para spodobała mi się najbardziej. A Wy którą lubicie ? Dajcie znać czy chcielibyście jeszcze kiedyś coś o nich poczytać ;)
Pozdrawiam
- Lu-chan <3 3="" span="">

sobota, 19 marca 2016

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (13/13)


Gdy wrócili, resztki ognia wciąż się tliły, Katsumi chyba nadal się nie obudził, gdyż siedział w namiocie. Lucy zajrzała do środka, lecz on automatycznie złapał ją za rękę. Obróciła się i spojrzała na niego zaskoczona. On jednak nie puścił jej dłoni. Wciąż obawiał się tego, że wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek okaże się jedynie snem, a on obudzi się rano we własnym namiocie. Obawiał się tego, że znowu zostanie zmuszony do oglądania swojej ukochanej z innym i zdał sobie sprawę z tego, że teraz, Kidy poznał smak szczęścia, podczas bycia z nią nie byłby już w stanie nigdy o tym zapomnieć, ani zaakceptować faktu, że jest z kimś innym. Pomyślał, że jeśli to jednak nie okaże się rzeczywistością to razem z Happym wrócą do gildii sami, bez zamiaru czekania na nich. 

- Natsu- zapytała szeptem- co się stało?
- Nic po prostu- nie mogąc się oprzeć wziął ją w ramiona i pocałował, nie był to tak namiętny pocałunek, jak wczorajszy, ale byłjego gwarancją na to, że jest prawdziwa, że nie wymyślił sobie tego wszystkiego. Przytulił ją mocno do siebie i wciągnął jej zapach do płuc. Poczuł  ciepło jej ciała oraz to, że te drobne dłonie oplatają się wokół niego. Spojrzał jej w oczy i powiedział
- Powiedz mi, że to się dzieje naprawdę, że to nie sen, powiedz mi, że już nigdy więcej cie nie stracę- nie wiedział czego szukał w jej spojrzeniu, może swego rodzaju zapewnienia. Lucy uśmiechnęła się delikatnie, a on pomyślał, że nikt nie uśmiecha się tak pięknie jak ona. Pocałowała go słodko, po czym patrząc mu prosto w oczy powiedziała
- Nie stracisz mnie, obiecuje, Natsu ja cie kocham, zawsze kochałam…i naprawdę nie jestem w stanie wyjaśnić tego dlaczego zapomniałam o tym przez te kilka dni. Wiesz to było zupełnie tak jakby ktoś usunął mi fragmenty wspomnień, a raczej nie wspomnień, ale uczuć z nimi związanych. Widzisz, pamiętałam wszystkie spędzone razem chwile, ale za każdym razem, kiedy próbowałam sobie przypomnieć dlaczego się w tobie zakochałam nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na to pytanie, więc z czasem zaczęłam myśleć, że nigdy tego nie czułam oraz uwierzyłam w to. Po za tym nie wiedziałam czy odwzajemniasz moje uczucia,,,no wiesz nigdy nic nie mówiłeś i ja….
- Cśśś- przytknął jej palec do ust- nie powiedziałem ci, ponieważ sam nie wiedziałem o tym co naprawdę czuje. Erza zawsze powtarza, że jestem jeszcze za mało dojrzały i ma rację. Do tej pory nie interesowałem się dziewczynami w ten sposób. To znaczy ty zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna, ale nie patrzyłem na to tak, jak widzę to teraz. Zrozumiałem, że cie kocham w momencie w którym uświadomiłem sobie, że mogę cie stracić. Lucy nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jesteś nie tylko moją najlepszą przyjaciółką, ale także częścią mnie bez której nie umiałbym już normalnie żyć. 
- Nie sądziłam, że potrafisz być tak romantyczny
- Mam wiele ukrytych talentów o których jeszcze nie wiesz- posłał jej łobuzerski uśmiech- ale na poważnie, nie chce żebyś wracała z nim do namiotu. Właściwie to dlaczego chcesz to zrobić?
- Kto ci tak powiedział? Zamierzałam jedynie pozabierać swoje rzeczy i…
- Rany co tak hałasujecie z samego rana- chłopak wystawił głowę z namiotu głośno ziewając
- Z samego rana? Zbliża się południe- wskazała palcem nieboskłon. 
- Faktycznie- podrapał się po głowie, po czym wygramolił na zewnątrz, przeciągnął się niczym kot- Złotowłosa a ty o której wstałaś co?- podszedł do niej, gestem pokazując, że zamierzał ją objąć, ona odsunęła się jednak szybko. Zdziwiony spojrzał na nią. Widocznie był jeszcze rozespany, bo wyglądało na to, że jeszcze nie zorientował się co się dzieje. 
- Dlaczego się odsuwasz? Tak cie wyprzytulałem w nocy, że masz dość- puścił jej oczko
- Nie…po prostu nie chce żebyś mnie przytulał
- Dlaczego?
- Dlatego, że…- nie zdążyła dokończyć, gdyż wszedł jej w słowo- gdzie masz naszyjnik?
- Co? Jaki naszyjnik?- zapytała zaskoczona
- Ten, który ci podarowałem
- Aaa ten…no widzisz już go nie mam
- Co? Czemu?- spytał zdezorientowany 
- Bo roztrzaskał się na maleńkie kawałeczki wczoraj w nocy
- Jak to się roztrzaskał? Gdzie on jest? 
- Myślę, że pewnie nad rzeką..te kawałki nadal leżą
- Więc już rozumiem dlaczego się tak zachowujesz
-A to ciekawe, bo ja nic z tego nie rozumiem, może łaskawie mnie oświecisz? 
- To proste- westchnął- naszyjnik jest…był zaczarowany, tak, że kochasz osobę, która ci go podarowała
- Co?- w tym samym czasie powiedzieli Natsu i Lucy
- To co słyszeliście
- Ale dlaczego?..Dlaczego mi to zrobiłeś?
- By się zemścić
- Ale przecież ja nawet cie nie znałam, co takiego ci zrobiłam żebyś chciał…
- Nie na tobie chciałem się zemścić, lecz na nim- wskazał palcem Dragneela
- Na nim? A co ty masz do niego?
- Przez niego w turnieju magicznym nie wygrały bliźniacze smoki
- To jest powód?
- To tylko jego część. Po prostu mam dosyć czytania o jego ciągłych sukcesach. Natsu Dragneel zrobił to…Salamander zrobił tamto…i tak dalej mam tego po dziurki w nosie. Pomyślałem, że może wreszcie się to skończy, kiedy ktoś pokona go w jakiejś dziedzinie bądź sferze. Wiedziałem, że wschodząca gwiazda bardzo szybko zgaśnie, kiedy straci ukochaną
- Ale skąd wiedziałeś o nas?- zapytała- skoro my sami nie wiedzieliśmy
- Usłyszałem o paru przypadkach w których Dragneel zrezygnował z czegoś bardzo ważnego dla jakiejś dziewczyny, a potem dowiedziałem się, że z turnieju magicznego także zrezygnował, gdyż musiał uratować nie jaką Lucy Heartfilie, wtedy stało się dla mnie jasne, że skoro Salamander, który nigdy nikomu nie odmawia pojedynku, wolał akcję ratowniczą od porządnej walki, to musi coś być na rzeczy. Obserwowałem was przez długi czas i szybko zrozumiałem, że plotki stały się prawdą, a fakt, że wisiorek został jak to ujęłaś? „roztrzaskany” potwierdza jedynie, że łączy was prawdziwa miłość, bo tylko ona jest zdolna do czegoś takiego. Zastanawiałem się nad tym jak długo to jeszcze potrwa
Dragneel nie wytrzymał, zacisnął ręce w pięści i zacisnął zęby tak mocno, że rozbolała go szczęka- Bawiłeś się nią… bawiłeś się nami przez ten cały czas jak jakimiś pieprzonymi lalkami…nie daruje ci tego- rzucił się na niego. Rozpoczęła się walka, sam także otrzymał kilka ciosów, ale dość szybko położył przeciwnika na łopatki, stanął nad nim z pięścią przy twarzy- jeszcze raz choćby ją dotkniesz , a gorzko tego pożałujesz rozumiesz? Chłopak szybko kiwnął głową przerażony tym, co różowo włosy mu zrobi, jeśli nie skorzysta z rady. 



Minęły 3 dni od ich powrotu go Magnolii. Po za faktem, że Natsu i Happy teraz praktycznie w
 ogóle nie wychodzili z jej mieszkania to nic się nie zmieniło. Właściwie to prawie w ogóle się nie rozstawali. Dziewczyna zaczęła się nawet obawiać tego, że jeśli tak dalej pójdzie to szybko się sobą znudzą, a cała sprawa zakończy się znacznie szybciej niż się zaczęła. Jak na razie po za ich trójką nikt nie wiedział o tym, że się spotykają, no poza Katsumim, który na jakiś czas wyjechał z miasta. To nie tak, że się z tym kryli przez przyjaciółmi, w gildii zachowywali się normalnie, tak jak zawsze, czyli po przyjacielsku. Romantyczne momenty postanowili jak na razie zachować dla siebie. Wiedzieli, że dla reszty to będzie szok, kiedy się dowiedzą. Po za tym nie chcieli robić z tego wielkiego szumu, dopóki sami nie przywykną do bycia parą. Kiedy Alzack i Bisca zaczęli ze sobą chodzić pytania leciały ze wszystkich stron "jak to się stało? kiedy? gdzie? dlaczego?" itd. Woleli tego uniknąć. 


Lucy brała właśnie kąpiel, gdy usłyszała głosy chłopców za ścianą. Z tego co zdążyła dosłyszeć kłócili się o to jakie zlecenie powinni wziąć. Blondynka musiała przyznać, że od kiedy Natsu i ona zostali parą chłopak trochę dojrzał, a przynajmniej, gdy chodziło o prywatność. Zaczął się krępować widząc ją nagą, dlatego odpuścił sobie odwiedziny jej łazienki, gdy brała prysznic, lub odwracał głowę,kiedy się przebierała. 
- O co się znowu kłócicie?- wyszła z łazienki z turbanem na głowie. Ona także zaczęła się wstydzić nagości przed chłopakiem, dlatego przebrała się w łazience. 
- Happy znowu chce wziąć zlecenie za wykonanie którego główną nagrodą są ryby
- Ale to nie są zwyczajne rybki. Takich jeszcze nigdy nie jadłem, a Charla powiedziała mi, że są pyszne- podszedł do dziewczyny i wykonał swoją wersję psich oczu- Lucy Charla nie lubi rybek, jeśli ona mówi, że są dobre to musi tak być...po za tym chciałem dać jej jedną w prezencie
- Tylko jedną?- zapytał zaskoczony Dragneel- przecież nagrodą jest 500
- No tak, ale...
- Sknera
- Kto tu kogo nazywa sknerą? Zjadłeś dziś na śniadanie ostatniego z ulubionych cukierków Lucy, pomimo tego, że był jej- wystawił mu język
- Oż ty
- Jakie cukierki?- spytała Heartfilia
- A no wiesz  te które tak nawet lubisz...bo widzisz jakoś tak byłem głodny i..
- Cukierki na śniadanie? Naprawdę? Przecież wczoraj ugotowałam wam cały garnek zupy, co się z nią stało?
- No widzisz była taka dobra, że zjedliśmy ją całą na kolacje
- Taa chyba raczej wylądowała w ogrodzie, o dziwo robi za świetny nawóz- skwitował niebieski przyjaciel
- On żartuje hehe prawda Happy?- spojrzał wypownie na niego
- Aye
- Wiecie co?Już nigdy więcej nic wam nie ugotuje pff nie warto- udając obrażoną podeszła do toaletki i zdjęła turban. Wytarła włosy w ręcznik, po czym zaczęła je rozczesywać. Od zawsze była wdzięczna za to, że odziedziczyła włosy po mamie, dzięki temu słowo "kołtuny" były dla niej zupełnie obce. Rozczesnie całości zajęło jej mniej niż minutę, postanowiła jednak pobawić się nimi trochę dłużej, by zobaczyć reakcję chłopców. Natsu wykonał swoją minę zbitego psiaka i podszedł do niej
- Lucy przepraszam, widzisz graliśmy wczoraj z Happym w taką jedną grę, w sumie to po prostu rzucaliśmy piłką, lecz niechcący przewróciliśmy garnet z twoją zupą i połowa wylądowała na podłodze
- Tak a jak już mówiłem 2 połowa w ogrodzie, jestem pewien, że warzywa, które niedawno posadziliśmy wyrosną na tym bardzo szybko- dodał swoje 3 grosze Happy
- Zamknij się- syknął Salamander i posłał przyjacielowi zabójcze spojrzenie
- Ale wiesz gotowanie faktycznie nie jest twoją najlepszą stroną, sama to przyznasz
- Słucham?
- Miałem na myśli to, że napewno zgodzisz się ze mną kiedy powiem, że masz mnóswto mocnych stron
- Serio? Wymień jedną- nastała dłuższa cisza podczas której dziewczyna mierzyła go wzrokiem
- Czekam
- No wiesz jest ich tak wiele, że nie ma sensu ich wymieniać..no bo wiesz zajęłoby to tak dużo czasu i ...
- Jasne- odwróciła głowę w drugą stronę
- No tak jesteś inteligentna, bystra, silna i do tego atrakcyjna- puścił do niej oczko
- Aye, a do tego ważysz tyle, że gdybym zrzucił cie na wroga z 2 metrów, pokonałabyś każdego
- Rany..ale wy jesteście mili- może wcale tak bardzo nie dojrzał- pomyślała i uśmiechnęła się do siebie w lustrze. Wstała, zabrała torebkę ze stolika, wrzuciła tam klucze zodiakalne z którymi nigdy się nie rozstawała i powiedziała
- To co chłopaki? Idziemy do gildii?
- Aye sir
- Idziemy- oznajmił Natsu i chwycił ją za rękę, musiała przyznać, że trochę ją zaskoczył ten gest, ale rzecz jasne wcale jej to nie przeszkadzało, więc nie wyrwała jej. 

Przez całą drogę do gildii nadal jej nie puścił, musiała przyznać, że czuła się z tym trochę dziwnie, idąc przez miasto za rękę z chłopakiem, tym bardziej, że wszyscy bardzo dobrze wiedzą kim oni są. Obserwowała jak ludzie przechodzący obok najpierw robią zaskoczone miny, po czym zaczynają coś szeptać do siebie nawzajem. Dragneel natomiast zdawał się tego w ogóle nie zauważać. Szedł przed siebie, uśmiechnięty jak zawsze i kłócił się o coś z Happym, kiedy ona pozwiliła sobie na pogrążenie w myślach. Kiedy dotarli do gildii wyrwała rękę z uścisku
- Co robisz?- zapytał zakoczony
- Jak to co? Już jesteśmy
- Tak, i co w związku z tym?
- Przecież ustaliliśmy, że jak na razie nie będziemy im nic mówić
- Owszem, na początku. Trochę czasu minęło i nie widzę sensu by się ukrywać przed naszymi przyjaciółmi, chyba, że....wstydziesz sie mnie?
- Słucham? Oczywiście, że nie hehe skąd to wziąłeś
- Pff...oczywiście, że Lucy nie chce się do ciebie przyznawać, kto chciałby chodzić z kimś tak dziecinnym Natsu?
- Coś ty powiedział?
- Lucy?- podszedł do niej i spojrzał na nią
- Po prostu zostawmy wszystko tak jak było, dobrze?- wymusiła uśmiech i weszła do środka, nim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć

Stał przez chwile bez ruchu wpatrujac się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała.
- Co jest z nią? Co miała na myśli mówiąc-„ zostawmy wszystko jak było”, czy ona właśnie mnie rzuciła? Co Happy?
- Może wciąż jest zła o tą zupę i....-próbował usprawiedliwić przyjaciółkę
- To nie chodzi o to.Rany dlaczego ona nie chce, żeby reszta o nas wiedziała? Kiedy chodziła z tamtym gościem jakoś nie przeszkadzało jej to,że wszyscy o tym gadali
- Racja
Po chwili sam także postanowił wejść do środka. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to Lucy siedząca przy ladzie. Rozmawiała z Erzą i Mirą. Tym razem usiadł przy stale, jak najbliżej dziewczyn wmawiając sobie, że wcale nie chciał ich podsłuchiwać, lecz po prostu stąd będzie miał bliżej, nawet, żeby wziąć coś do jedzenia.
- Lucy co się stało?- usłyszał przejęty głos Miry- dlaczego się rozstaliście?
- To długa historia
- No to akurat
- Hm...od czego by tu zacząć?- Salamander przez chwile zastanawiał się nad tym co dziewczyna ma zamiar powiedzieć przyjaciółce. W końcu Katsumi wykorzytał ją, aby zranić jego, ale przecież jeśli to powie to wszystko się wyda...to że ich coś łączy. Ich spojrzenia spotkały się 
- Najlepiej od początku
- Jemu nigdy tak naprawdę na mnie nie zależało...widzisz nawet podarował mi zaczarowany naszyjnik, który miał na celu spowodować imitację miłości, czy coś w tym rodzaju. Udało się. Przez jakiś czas naprawdę sądziłam, że się w nim zakochałam, ale to nie była prawda
- Ale..czemu on zrobił ci coś takiego?
- Prze ze mnie- Dragneel podniósł się z miejsca i podszedł do dziewczyn, niewiele myśląc
- Jak to przez ciebie Natsu, nie rozumiem, co ty masz z tym wspólnego?
- Tak się składa, że bardzo wiele
- Nie rozumiem
- To proste, Katsumi chciał się na mnie zemścić
- Zemścić? Na tobie? Ale dlaczego i jak?
- Dlaczego, to w sumie wciąż nie bardzo wiem, ale wiedział, że jeśli zbliży się do Lucy to mnie rozzłości.
- Czemu miało by ciebie to złościć?Aha...już rozumiem- spojrzała ze zrozumieniem to na jedno to na drugie
- Oni się llluubią- powiedział Happy
- O co ja słyszę, a więc wasza dwójka zaczęła się spotykać? Wiedziałam, że do tego dojdzie prędzej czy później- powiedziała Scarlet
- Nie kłam Erza- jak mogłaś wiedzieć skoro my sami nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy?- spywała blondynka
- Zawze byliście ze sobą blisko, bliżej niż byście sądzili. To była tylko kwestia czasu aż Natsu odkryje, że rzadna inna dziewczyna nie będzie znosić jego ciągłych wybryków, tak jak ty to robisz
- Co takiego Erza?
- Czekaj..chcesz przez to powiedzieć, że wybrał mnie tylko dlatego, że nie miał wyboru?
- Tylko żartuje, ale po prostu pasujecie do siebie. Nie wyobrażam sobie, żeby którekolwiek z was miało zacząć spotykać się z kimś innym
- Ale wracając do tematu, Lucy jak udało ci się pozbyć zaklęcia? Słyszałam, że magia tego typu jest bardzo silna
- W sumie to naszyjnik z jakiegoś powodu sam się roztrzaskał
- Sam? To nie możliwe, jak to się stało?
- Pytasz o moment w którym to się stało?- spytał chłopak- niech pomyślę, to był wtedy kiedy my- pochylił się i pocałował Lucy przy wszystkich, po raz pierwszy. Przez chwile nawet obawiał się tego, że dostanie z liścia, ale z ulgą stwierdził, że Heartfilia nie odsunęła się. 
- No no jaką tworzycie słodką parę, prawda Erza?- spytała Mira i obie pogrążyły się w rozmowie. Chłopak pochylił się nad blondynką i wyzeptał jej do ucha
- Lucy Kocham cie...teraz już wiem, że cie kocham, zawsze kochałem i wbrew temu, że jesteś pewnie teraz na mnie zła za to, że w taki sposób ujawniłem, że jesteśmy razem i może nawet chcesz powiedzieć, że nie odwzajemniasz moich uczuć..
- A co jeśli tak jest,hm? Jeśli faktycznie ich nie odwzajemniam? 
- Czytałem twoją książkę- powiedział szeroko się szczerząc
- Co? Jak to? Ale przecież....
- Nari i Leli? Hehe jesteś za bardzo przewidywalna 
- Ach ty- zaczęła mówić, ale znów ją pocałował. Po przerwanym pocałunku uśmiechnął się sam do siebie- chyba właśnie znalazłem sposób na to, aby ją uciszyć- pomyślał rozbawiony
- Co się tak śmieszy?- zapytała zbulwersowana
- Nic takiego- odpowiedział z uśmiechem. Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że po raz pierwszy w życiu jest w pełnie szczęśliwy. Stracił już wiele w swym życiu, lecz wiedział, że Lucy nigdy go nie opuści. 

czwartek, 18 lutego 2016

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (12/13)

                                                                        Paring: Nalu
                                                                       A/M:Fairy Tail
                                                                       Dozwolone: 16 lat


 Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).



Kiedy wychodzili z muzeum Heartfilia zauważyła, że Salamander jest jakoś wyjątkowo cichy, jak na niego. Już kilka razy próbowała go zagadać, ale wydawał się być myślami zupełnie gdzie indziej. Nie odpowiedział na ani jedno pytanie. Zastanawiała się z jakiego powodu tak się zachowywał, miała dziwne przeczucie, że o czymś zapomniała, o czymś bardzo ważnym, ale choćby nie wiem jak się starała to nie potrafiła sobie przypomnieć.
- Natsu- dotarło do niej- Natsu- blondynka dopiero po chwili dostrzegła, że to Happy cały czas coś do niego mówi, a raczej próbuję, ponieważ najwyraźniej Zabójca smoków nie miał ochoty rozmawiać z nikim, nie tylko z nią. Z jednej strony na myśl o tym trochę jej ulżyło, ale z drugiej uświadomiła sobie, że musiało się stać coś naprawdę poważnego, gdyż Natsu nigdy nie ignorował swojego małego przyjaciela. Ona wciąż szła za nimi trzymając się za ręce z Katsumim wciąż przyglądając się swojemu nowemu nabytkowi. Zauważyła, że zaczęło się z ciemniać, słońce właśnie zaszło za horyzont. W pobliżu nie było żadnych budynków, właśnie zbliżali się do lasu, dopiero po przejściu przez niego uda im znaleźć jakieś schronienie. Taka wędrówka jednak trwałaby ładnych parę godzin, gdyż las był ogromny i bardzo gęsty.
- Dobrze chłopaki, co wy na to abyśmy przenocowali w lesie? Nie mamy innego wyjścia jak rozpalić ognisko i porozstawiać namioty.
- Złotowłosa ma rację- oznajmił jej nowy chłopak, po czym usiadł na jednym z dni drzew i pociągnął ją za sobą, siadając ją sobie na kolanach. Zapiszczała z zaskoczenia i zaczęła się śmiać. Była szczęśliwa, ale nie umiała wyjaśnić dlaczego. Rozum podpowiadał jej, że to nie jest w porządku, ale ona czuła się zupełnie tak, jakby za dużo wypiła i była nietrzeźwa. Taka dziwnie radosna bez konkretnego powodu.
- To ja pójdę po chrust na opał- powiedział Natsu jakimś dziwnie odległym, wręcz pustym głosem, nie czekał na odpowiedź kogokolwiek z nich, już zniknął między drzewami
 Ostatnią rzeczą jaką widziała były jego różowe włosy odznaczające się na ciemnym tle. Natsu- zawołał za nim Happy i zniknął w cieniu lasu.
 Katsumi zdjął ją ze swoich kolan i zaczął rozkładać namiot. Już wstawała, żeby mu pomóc, ale kiedy to dostrzegł pokręcił przecząco głową dając jej do zrozumienia, że sobie poradzi. Nie podobała jej się perspektywa nic nie robienia. W dzieciństwie nie pozwalano jej na żadną pracę, nawet ubrać nie mogła się sama, ale kiedy dołączyła do Fairytail wszystko się zmieniło. Uczestniczyła w przygotowaniach posiłków, jak i rozpalaniu ogniska, czy układaniu śpiworów na ziemi. Po chwili wrócił Salamander z drewnem na opał. Rozłożył wszystko nieopodal namiotu postawionego przez drugiego chłopaka.
- Pomóc ci- zapytała z nadzieją, że może jednak na coś się przyda
- Nie ma w czym- odpowiedział nawet na nią nie patrząc i nim się obejrzała ogień już trawił gałęzie. Po paru minutach rozłożył swój namiot i stanął przed nim, aby popodziwiać swoje dzieło. Potem w reszcie spojrzał po twarzach reszty i zapytał trochę od niechcenia.
- To jak się dzielimy? W sensie jak będziemy spać? Lucy, który namiot wybierasz? Popatrzyła na niego
- Mi w sumie to jest obojętne serio- uśmiechnęła się delikatnie, aby chociaż trochę poprawić mu humor, korzystając z okazji, że w końcu na nią spojrzał.
- To proste- odezwał się Katsumi- Lucy i ja bierzemy ten namiot, który rozłożyłem,a ty i kocur ten drugi. Nie patrz tak na mnie, nie mam zamiaru spać ani z  jakimś kotem, ani tym bardziej z tobą, na pewno chrapiesz
- A ty niby nie?- do konwersacji włączył się Happy
- Ja? Cóż szczerze to nie wiem, dopiero jutro rano się dowiem, jak Lucy mi powie- odpowiedział i spojrzał na nią
- Słucham? Mowy nie ma!- wybuchł Natsu- zawsze jak wykonywaliśmy jakieś zlecenie to dziewczyny spały osobno, a chłopaki osobno. Co ty odstawiasz?!
- Może i faktycznie jako przyjaciele, tak nocowaliście, ale teraz się to zmieniło, bo Lucy i ja jesteśmy razem- odpowiedział Katsumi z pewnością, a nawet wyższością w głosie- To normalne, że pary śpią razem.
- Nie zgadzam się na to. Ile ona cie zna, żeby już miała z tobą spać..w sensie w jednym namiocie.
- Tak myślisz?
- Tak
-W takim razie może zapytamy Lucy co o tym sądzi? W końcu to jej dotyczy- W tym momencie wszystkie troje oczu spoczęły na niej. Czuła się z tym wyjątkowo niezręcznie, a po za tym nie miała pojęcia co odpowiedzieć, ponieważ obydwoje mieli rację. Wiedziała też, że oni z pewien sposób rywalizowali ze sobą, w czymś na zasadzie „kogo poprze Lucy”, a ona nie miała ochoty  brać w tym udziału.
- Wiecie co? – odpowiedziała po chwili- ja może pójdę poszukać jakiejś rzeki, bo właśnie sobie przypomniałam, że skończyła nam się woda.- wiedziała jak słaba jest to wymówka, ale nie miała zamiaru się w to mieszać. Słyszała jak ją wołają, ale nie odwróciła się nawet i szła dalej.

Do małej rzeczki na skraju lasu dotarła po paru minutach. Księżyc na niebie oświetlaj jej drogę bardzo wyraźnie, więc nawet nie potrzebowała zabierać ze sobą latarki. Kucneła nad brzegiem i nachyliła się, napełniła ręcę chłodną wodą i napiła się. Przyjemne orzeźwienie spłynęło po jej gardle dając ukojenie. Sięgnęła po butelki i zaczęła nalewać do nich wody dla reszty, kiedy usłyszała jakiś szelest, obróciła się gwałtownie, sama nie wiedząc czego się spodziewać, zająca, niedrwienia, a może któregoś z tych kretynów, którzy kazali jej między sobą wybierać.
- Lucy- usłyszała i po chwili ujrzała wynurzającą się z cieni postać. Happy podszedł do niej i usiadł obok, nic więcej już nie powiedział, tylko wpatrywał się w migoczącą rzekę.
- Happy?- zapytała niepewnie- czy coś się stało? Po dłuższej chwili odpowiedział|
- Nie…no a przynajmniej nie mi
- Mogę cię o coś zapytać?
- Aye
- Powiedz mi co się dzieje z Natsu? Jest jakiś dziwnie przygnębiony, to do niego niepodobne
- Aye, masz rację, Natsu nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze był zadowolony, nawet jeśli coś nie szło po jego myśli zawsze potrafił znaleźć jakiś pozytyw w każdej sytuacji- westchnął- ale nie tym razem. Widzisz Natsu nie radzi sobie z tą całą sytuacją
- Z jaką sytuacją? Wiem, że nie przepada za Katsumim, ale to jeszcze nie powód, by się tak zachowywać
- Ty nic nie rozumiesz, prawda?
- Czego nie rozumiem? Wytłumacz mi
- Chciałbym, ale…ale nie mogę- spojrzał jej w oczy- myślę, że sama powinnaś porozmawiać z Natsu. Mam do ciebie jedną prośbę Lucy bądź z nim szczera, dobrze? Nawet jeśli to co chcesz mu powiedzieć nie jest tym co on chce usłyszeć. Po prostu go nie okłamuj. Jeśli powiesz mu prawdę to on z czasem jakoś się z tym upora, w końcu nie będzie miał wyjścia. Lucy dobrze wiesz, że Natsu nie miał łatwego życia i przez wiele przeszedł, ale tobie ufa, naprawdę, więc nie rań do dobrze?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale dobrze porozmawiam z nim
- Dziękuje- odpowiedział i wstał z ziemi, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć dodał- wrócę do Natsu, aha wyszło na to, że ty śpisz z Katsumim, grali w papier, kamień, nożyce i Natsu przegrał. Dobranoc Lucy
- Tak dobranoc- nie była pewna czy ją usłyszał, gdyż już poleciał przez las.

Po paru godzinach wszyscy położyli się spać. Tak jak zostało to wcześniej ustalone Natsu wylądował z namiocie z Happym. Normalnie by mu to nie przeszkadzało, ale na samą myśl, że Lucy w tym momencie jest zapewne zaledwie kilka sentymentów od tego gościa sprawiała, że cały się trząsł od środka. Nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok. Nie dość, że był głodny, a nic nie zjadł z powodu braku apetytu to nawet z tego wszystkiego nie zdążył się wykąpać. Wyszedł z namiotu i poszedł nad rzekę. Korzystając z okazji, że reszta śpi wskoczył do chłodnej wody. Chwile popływał, aż wyszedł na brzeg. Wpatrywał się w wodę, zastanawiając się jak to załatwić. Podjął już decyzję, teraz pozostało mu ją jedynie wcielić w życie.
- Natsu- usłyszał cichy znajomy głos- odwrócił głowę w jego kierunku jak zahipnotyzowany, przez chwile zastanawiając się czy przypadkiem nie śni, wtedy jednak dotarł do niego jej zapach, przyjemna woń owoców cytrusowych i miodu. Wziął głęboki oddech, aby nabrać go w płuca jak najwięcej. Wiedział już, że to nie sen, gdyż zapach był zbyt realistyczny. Usiadła obok niego na brzegu. Jak na Lucy była wyjątkowo cicha- pewnie zamierza mi to teraz powiedzieć i zastanawia się jak to zrobić- pomyślał.
- Natsu-wypowiedziała wyjątkowo cicho jego imię- możemy porozmawiać?
- Jasne w końcu prędzej, czy później nas to czeka, nie?
- Powiedz mi..dlaczego się tak zachowujesz? Czy coś się stało?
- Jesteś pewna, że powinnaś ze mną rozmawiać? Twój chłopak może być zły kiedy się o tym dowie- powiedział zaczepnie
- Nie drwij
- Wcale tego nie robię- no dobrze robię- pomyślał, ale nic nie mógł na to poradzić, był naprawde zły na tę całą sytuację, na to, że wszystko właśnie tak się potoczyło.
- Co się z tobą dzieję?- spytała
- Co się ze mną dzieję?- ponowił pytanie- tego już za wiele- pomyślał- to nie ja kleję się do faceta, którego znam zaledwie od paru dni. To nie ja zabrałem go na misję razem z moją drużyną, to nie ja olewam przyjaciół dla nowo odnalezionej miłości!- tym razem podniósł głos. Widząc jednak jej wyraz twarzy wiedział, że przesadził- to nie jej wina- powtarzał sobie- nie mogę być na nią zły, nie zrobiła nic złego- nabrał rześkiego powietrza do płuc i powoli go wypuścił, aby trochę się uspokoić
- Przepraszam, nie powinienem był tego mówić, ale… Lucy zrozum jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Nawet nie wiem, kiedy to się stało, że jesteś dla mnie tak ważna. Zawsze przy mnie byłaś, zawsze mogłem na ciebie liczyć, najwyraźniej zdążyłem już do tego przywyknąć- westchnął- to jednak nie znaczy, że mam zamiar ci wszystko zniszczyć. Chcę żebyś nadal była tą Lucy, którą poznałem- i którą pokochałem- dodał w myślach. Uśmiechniętą, pełną energii i szczęśliwą. Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że  końcu znalazłaś miłość, po prostu dla mnie to jest za trudne. Ta sytuacja mnie przerasta, dlatego mam nadzieję, że zrozumiesz….lepiej będzie, jeśli rozwiążemy naszą drużynę
- Co? O czym ty mówisz? Dla kogo lepiej?
- Dla wszystkich. Przemyślałem to co powiedziałaś mi wcześniej i miałaś rację. Po za tym jestem pewny, że z Kasumim stworzycie świetną drużynę- z trudem spojrzał jej w oczy i próbował się uśmiechnąć, ale chyba wyszedł mu tylko jakiś grymas- chcę żebyś była szczęśliwa Lucy, życzę ci tego- zaczął się podnosić, kiedy złapała go za rękę. Zatrzymał się w pół kroku, nie wyrwał jednak ręki uścisku, zamiast tego powrotem obrócił się w jej stronę
- Więc mnie nie zostawiaj!- zobaczył, że płaczę i nagle poczuł się chory. Było zaledwie kilka rzeczy, których Natsu nienawidził, ale za pewne w pierwszej 3 znajdowało się doprowadzenie Lucy do płaczu. Nienawidził każdego kto kiedykolwiek spowodował, że Lucy płakała, a teraz to on był tego powodem
- Lucy, nie płacz proszę…- ale ona nie przestawała
- Dlaczego? Dlaczego już nie chcesz byśmy byli razem w drużynie? Czemu już nie chcesz się ze mną przyjaźnić?
- Dlatego, że to zbyt trudne!
- Co jest trudne?
- Przebywać w twoim towarzystwie kiedy jesteś z nim- wyrzucił z siebie
- Hę?
- Po za tym nie sądzisz,że 4 osób w drużynie to za dużo? Zlecenia lepiej się wykonuje  małej grupie
- Nie opowiadaj bzdur! Nie raz wykonywaliśmy zlecenia w piętkę z Erzą i Greyem
- To co innego!
- Niby w jaki sposób! Natsu dlaczego?
- Bo cie kocham!- wyznał, zaraz jednak pożałował swoich słów i pragnął by ich nie usłyszała. Biorąc jednak pod uwagę sposób w jaki na niego patrzyła usłyszała na pewno –teraz już nie ma odwrotu- pomyślał i kucnął naprzeciwko niej
- Natsu czy tu właśnie…
- Posłuchaj, to prawdopodobnie nasza ostatnia szczera rozmowa, więc nie mam zamiaru kłamać i tego samego oczekuję od ciebie. Zobaczył jak ledwo dostrzegalnie kiwnęła głową
- Teraz rozumiesz? Czemu muszę odejść? Próbowałem, ale nie radzę sobie z widokiem ciebie u boku innego faceta, nic na to nie poradzę- uśmiechnął się smutno- przepraszam, wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i nigdy niczego sobie nie obiecywaliśmy, prawdę mówiąc ja do tej pory nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego co czuje, ale kiedy widzę was razem, coś się ze mną dzieję, jedyne czego wtedy chce to was rozdzielić, wiem, że przyjaciel nigdy nie powinien tak czuć, ale taka jest prawda
- Natsu-wyszeptała- była tak blisko, że czuł jej oddech na policzkach. Jej oczy jednak nie wyrażały żadnej odrazy czy niechęci
- Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę…muszę zrobić zanim odejdę-pochylił się nad nią. Dotknął dłonią jej policzka i przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją, to był jego pierwszy pocałunek, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że to takie wspaniałe uczucie. Ku jego zaskoczeniu nie odepchnęła go, nie zaczęła krzyczeć, ani uciekać, zamiast tego odwzajemniła pocałunek wplątując palce z jego włosy. Przytulił ją do siebie mocno, nie chcą już nigdy wypuścić jej z objęć. Tak cudownie było czuć ją w swoich ramionach, taką ciepłą i delikatną. Po długim i namiętnym całowaniu, odsunął się od niej lekko. Wciąż trzymał ją w żelaznym uścisku, lecz teraz ciężko oddychając przycisnął swoje czoło do jej. Dopiero po chwili udało mu się odnaleźć mowę
- Nie martw się, nie powiem o niczym Katsumiemu- jego imię w tym momencie ledwo przeszło mu przez gardło- to ja pocałowałem ciebie, on nie musi o niczym wiedzieć…
- O czym ty mówisz?- spytała patrząc mu prosto w oczy- ja…może nie powinnam tego mówić, ale nie obchodzi mnie co sobie pomyśli….ja Natsu kocham cie-wyznała
Nie mógł uwierzyć własnym uszom, ale wiedział, że nie kłamała. Poczuł tak nagły i wielki przypływ radości, że nie był w tanie tego opisać. Nagle usłyszał jak coś pęka, przez chwil nawet przestraszył się, że za mocno ściska dziewczynę, a jej porcelanowa cera daje mu o tym znać, lecz kiedy spojrzał w dół ujrzał samoistnie roztrzaskujący się szafirowy naszyjnik. Jego kawałki rozsypały się na ziemię, pomiędzy nimi.