Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime manga miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anime manga miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 listopada 2015

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (6/13)

Paring: Nalu
  A/M:Fairy Tail
        Dozwolone: 16 lat

Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).


Natsu po wczorajszym wydarzeniu był w kompletnej rozsypce. Nikt nigdy nie widział go w takim stanie. Siedział na stołku barowym i patrzył na drzwi wejściowe do gildii. Za każdym razem,gdy się otwierały wytrzeszczał oczy,aby coś,a raczej kogoś ujrzeć. Z jednej strony miał nadzieję,że przyjaciółka się pojawi, z drugiej jednak nie miał zielonego pojęcia, jak z nią rozmawiać. Jak się przy niej zachowywać. Nie potrafił nawet pojąć tego,czemu widok Lucy z innym chłopakiem wywarła na nim tak duży wpływ. Nie znał tego kolesia i martwił się o nią,ale to nie troska powodowała w nim ból i żal. Od kiedy przyszedł do gildii nie odezwał się słowem go nikogo,pomimo tego,że wszyscy się o niego martwili i próbowali namówić do rozmowy. On pozostawał jednak nieugięty- Po za tym nawet,gdyby chciał z nimi pogadać to co miałby im powiedzieć? Że Lucy ma nowego chłopaka. A on wie o tym skąd? Bo ją śledził. A czemu się tym przejmuje? Sam tego nie wie.- Miał wrażenie,że głowa za chwile mu eksploduje. W tym stanie nawet „śpiew” Gajeela mu nie przeszkadzał.
- Natsu, co się stało?- dobiegł go głos zaniepokojonej Miry- chłopak nie odpowiedział. Ledwo dotarło do niego to pytanie.
- To trudno wyjaśnić- odpowiedział Happy smutnym głosem.
- Ale co tak trudno wyjaśnić?
Nie dane było jej usłyszeć odpowiedzi.ponieważ w tym momencie drzwi ponownie się otwarły i weszła przez nie uśmiechnięta Lucy. Wyglądał wręcz niesamowicie. Ubrana była fioletową,przylegającą do ciała sukienkę do kolan i buty na wysokim obcasie. Wydawała się być na nich wyższa,ale to nie to zwróciło uwagę Dragoneela, lecz to,że przyjaciółka zdawała się unosić parę mentrów nad ziemią. Wydawała się taka szczęśliwa,że jego serce ścisnęło się gwałtownie, uświadamiając sobie powód jej radości. Podeszła do nich powoli i z gracją z uśmiechem powiedziała
- Cześć wszystkim
- Cześć Lucy..wyglądasz naprawdę pięknie-powiedziała Mira
Tak przepięknie-pomyślał zabójca smoków. Włosy miała upięte na czubku głowy,lecz niesforne kosmyki które wyrwały się z fryzury delikatnie okalały jej twarz,dodając jej jeszcze więcej uroku.
- Powiedz skąd ta zmiana? Co się stało? Już wiem poznałaś kogoś-powiedziała Mira podekscytowana
- Długo by opowiadać
- A jednak,miałam rację. Tak się cieszę Lucy-złapała blondynkę za obie ręcę,jak „przyjaciółki” miały to w zwyczaju, gdy się sobie zwierzały- opowiadaj Lucy.
- Hm…od czego by tu zacząć…
Lucy opowiadała Mirze jak poznała Katsumi oraz jak wyglądało to dalej. Natsu robił jednak wszystko co w jego mocy,aby usłyszeć jak najmniej. Ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę było słuchanie o nowym chłopaku przyjaciółki. Po usłyszeniu całej historii Mira powiedziała
- Oh Lucy to wspaniale! Widać,że aż tryskasz szczęściem
- Tak to prawda,nigdy nie sądziłam,że poznam kogoś takiego jak on..on jest taki..taki
- Wspaniały? – Wypalił chłopak z ironią
- Tak-odpowiedziała dziewczyna automatycznie-chwila
- O co ci chodzi Natsu?
- Mi? O nic
- Masz jakiś problem?
- Ja miałbym mieć problem z tym,że zaczęłaś się spotykać z nowo poznanym chłopakiem,którego tak naprawdę nawet nie znasz? Nie no skąd,gdzież bym śmiał
- Skąd ta ironia?
- Znikąd
- Natsu powiesz w końcu o co ci chodzi?
- Mówiłem już,że o nic,prawda ?!!- był taki zły na dziewczynę za jej niedomyślność,że mało nie wybuchnął. Jak ona może nie rozumieć?-zastanawiał się- przecież dopiero go poznała, a co jeśli jest z nim coś nie tak? Jeśli zrobi jej krzywdę? On się po prostu o nią martwił i nie mógł pojąc jak ona mogła tego nie rozumieć. Czy aby to jedyny powód?- jakiś nieznośny głos w jego głowie zadał mu pytania na które wolał nie odpowiadać.
- Dlaczego na mnie krzyczysz?!-dziewczyna także podniosła głos
- Wcale nie krzyczę!
- Owszem krzyczysz!!
- Co się tutaj dzieje? Dlaczego jest tak głośno? Siostrzyczko?-zwrócił się Elfman do Miry,która tylko pokręciła głową z bezsilności.
- Nic się nie dzieje!!-chłopak zerwał się z krzesła i zaczął podążać w stronę drzwi. Wiedział,że już dłużej nie da rady usiedzieć w miejscu. A jeśli zostanie, skończy się na tym,że powie jej coś czego będzie żałował.
- Natsu-powiedział Happy nie ruszając się ze swojego miejsca na stole barowym.
- Happy idziemy
W momencie w którym exceed mijał przyjaciółkę wyszeptał
- Lucy- Natsu wiedział aż za dobrze co przyjaciel chciał jej powiedzieć i wiedział równie dobrze,że nie może mu na to pozwolić.
- Happy?-wyszeptała Lucy nie rozumiejąc tego co się działo
- Lucy Natsu chciał ci tylko powiedzieć,że…
- Happy idziemy !!!- powtórzył chłopak,przerywając exceedowi. Kiedy zobaczył,że przyjaciel podąża za nim,wypadł na zewnątrz nie obracając się nawet za siebie.

Wiem,że taki troszku krótki ten rozdzialik,ale w sumie jest już prawie 1 w nocy, a ja koniecznie musiałam przelać myśli teraz zanim zapomnę,wiec tak jakoś wyszło ;) 



niedziela, 8 listopada 2015

07-Nowy początek (Jerza) (7/7)

Walka nie trwała długo. Szybko okazało się,że złodzieje nie należeli do najsilniejszych. Było ich tylko 2, wiec magowie nie mieli z nimi żadnych problemów. Już po paru minutach złoczyńcy siedzieli naprzeciwko nich związani liną.
- Do czego wam ta broń?- zapytała dziewczyna stojąc naprzeciwko nich.
- A skąd Wiesz,że ktoś nas nie  wynajął?
- Nie wyglądacie na profesjonalistów. Jesteście słabi-skwitowała Scarlet
- Słabi..co?- nim zdążyli zareagować jeden ze złodziei wyciągnął zza pasa miecz. Zadał nim cios w powietrzu posyłając na dziewczynę falę ognia. Erza nie była przygotowana na atak. Już myślała,że zostanie trafiona,kiedy przed nią pojawiła się jakaś postać i przyjęła cios na siebie.
- Junzo-krzyknęła dziewczyna i pobiegła w jego stronę. Cios okazał się potężniejszy niż wydawał się na początku,gdyż Jellal został wyrzucony parę ładnych metrów do tyłu. Nim jednak dobiegła do niego zauważyła,że obok chłopaka leży coś czarnego jakby włosy. Nie wydawało jej się jednak żeby chłopak w tym wieku nosił tupecik. Podeszła bliżej i zamarła. Parę metrów od niej nie leżała już osoba,którą poznała stosunkowo nie dawno. Zamiast niego z ziemi zaczął podnosić się dobrze znajomy jej chłopak. Nie potrafiła wyksztusić z siebie słowa. Stała tam wmurowana i gapiła się na niego. Fernandes już zaczął się podnosić,lecz gdy napotkał jej spojrzenie zatrzymał się i oklapł powrotem na trawę. Erza nie mogła uwierzyć w to,że nie zorientowała się wcześniej. To są te same oczy,usta,twarz,postura,ten sam zapach. Jego złote oczy patrzyły na nią z przerażeniem, usta wykrzywił grymas strachu i niepewności. Jego niebieskie włosy miały granatowy kolor,a refleksy powstałe na skutek światła księżyca nadawały im wygląd morza nad którym zbiera się burza. Wolno i niepewnie podniósł się, po czym znowu na nią popatrzył, tyle że w tym spojrzeniu po za strachem dostrzegła także troskę, miłość i tęsknotę tak ogromną jak jej własne, przez co jedyne co chciała zrobić to rzucić się w jego ramiona. Momentalnie uzmysłowiła sobie jednak to co zrobiła. Przypomniała sobie, jak zaledwie parę minut temu te ramiona obejmowały ją mocno i pewnie, a usta całowały delikatnie i czule. Jej twarz nabrała koloru zachodzącego słońca i uświadomiła sobie,że jej nie tylko zaskoczona i zmieszana,ale także zła.
- Jellal? Co..co ty tu robisz? Ja..jak to możliwe?-wyksztusiła w końcu.
- Erza…- nie pozwoliła mu jednak dokończyć
- Coś ty sobie myślał?!
- Erza..ja przepraszam- chłopak spuścił wzrok zmieszany. Najwyraźniej nie był w stanie na nią patrzeć, co z jakiegoś powodu rozzłościło ją jeszcze bardziej.
- Przepraszasz?! Za co?! Za to,że przez ten cały czas udawałeś kogoś kim nie jesteś?! Że oszukiwałeś nie tylko mnie,ale i resztę?! Że byłeś tak blisko,a ja nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy?! Że myślałam,że w reszcie po latach udało mi się pokochać kogoś innego, a tak naprawdę po raz kolejny zakochałam się w tobie ?!!!
Po tych słowach zamilkła, a on spojrzał na nią zszokowany.
- Erza-wyszeptał
- Dlaczego? Dlaczego Jellal? Czy to miały być jakaś gra? Nie sądziłam,że jesteś zdolny do czegoś takiego.
- Nie Erza to nie tak..ja..ja myślałem,że cie chronie.
- Chronisz- Tytania wybuchła śmiechem w którym nie było wesołości- nicy przed czym, co? Przed czym chciałeś mnie chronić Jellal?-zapytała z żalem
- Nie rozumiesz..po walce z Minerwą ty..ty prawie nie żyłaś. Myślałem..myślałem,że cie straciłem. Nie mogłem tego znieść,więc obiecałem sobie,że już nigdy cie nie zostawie,że będę przy tobie i będę cię chronić,aby ta sytuacja już nigdy się nie powtórzyła.
- Dlaczego,więc nie dołączyłeś do gildii jako ty? Czemu zamiast tego przebierałeś się i udawałeś kogoś innego?
- Erza jestem zbiegłym magiem, jakbyś zapomniała. Uciekłem z więzienia i wciąż jestem ściganych przestepcą. Nie mógłbym dołączyć do Fairy Tail z taką opinią. Zaszkodziłoby wam to.
- Nie no zamiast tego lepiej było mnie okłamać tak? Przecież mi mogłeś powiedzieć,wiesz,że nigdy bym cie nie wydała. Nikt z gildii by tego nie zrobił. A misrz jest bardzo wyrozumiały. Pozwolił ci zająć miejsce Mistgana na zawodach,może teraz też by się zgodził.
- Makarov wiedział kim jestem.
- Dlaczego mi nie zaufałeś? Przecież wiesz,że możesz,prawda? A może jednak…
- Erza nikomu nie ufam tak bardzo jak tobie
- Więc czemu?
- Sam już nie wiem. Myślałem wtedy,że tak będzie lepiej. Nie chciałeś żebyś musiała okłamywać radę. Stałabyś się wtedy współwinna.  A jeśli powiedziałbym tylko tobie, jak byś się czuła musząc oszukiwać przyjaciół? A gdyby wszyscy wiedzieli kim jestem tak informacja bardzo szybko dotarłaby do rady i wtedy jeszcze wy mielibyście przeze mnie problemy.
- Ale..
- Naprawdę myślisz,że dla mnie to było takie proste Erza- postąpił parę kroków w jej stronę,tak,że stał teraz naprzeciwko niej. Tak blisko,że mogła go dotknąć i tak bardzo kusiło ją by to zrobić,lecz wiedziała,że musi wysłuchać wyjaśnień, musi poznać powód,prawdę.
- Myślisz,że tak łatwo było być przy tobie przez cały ten czas,ale nie móc być sobą tak naprawdę. Ukrywać to co myślę, to co czuje…
- A co czujesz Jellal? – odważyła się podnieść głowę i spojrzeć prosto w jego oczy- powiedz mi prawdziwy powód dla którego to zrobiłeś.
- Mówiłem już,że chciałem cie chronić..ja…
- Nie..nie o to mi chodzi. Powiedz dlaczego tak bardzo chcesz mnie chronić, czemu martwiłeś się,że coś mi się stanie,,że mnie stracisz
- Bo cie kocham- pomimo tego iż właśnie to pragnęła usłyszeć, nie mogła uwierzyć w to,że chłopak to powiedział. Nabrała gwałtownie powietrza i zbliżyła się do niego. Podniosła się lekko na palcach,tak,że mogła go pocałować. Pocałunek był długi i namiętny, zupełnie inny niż ten poprzedni. Był prawdziwy. Ezra przelała za jego pomocą całą tęsknotę i miłość jaką do niego czuła. Miłość,która kumulowała się w niej przez te wszystkie lata, by móc wreszcie odpłynąć prosto w jego usta. Zdyszana odsunęła się od niego o kilka cali i znowu popatrzyła w jego oczy. Ten widok nigdy jej się nie znudzi. Miał przerywany oddech i spoglądał na nią czujnym wzrokiem. Strach,który dostrzegała w nich przedtem zniknął bez reszty, zastąpiony przez troskę,wdzięczność i miłość tak wielką,że aż zaparło jej dech w piersi.
- Ja też cię kocham-wyszeptała w jego usta. Tym razem to on się pochylił i ją pocałował. Wplotła palce w jego włosy i usłyszała cichy jęk wydobywający się prosto z jego warg. Wtuliła się w niego mocniej,a on przygarnął ją bliżej siebie. Czując go teraz, tak blisko siebie, wciąż miała wrażenie,że śni i bała się,że się obudzi. Nigdy nie sądziła,że będzie tak szczęśliwa.


2 Tygodnie później.

Jellal wyszedł ze swojego pokoju w akademiku i szedł korytarzem do wyjścia. Ostatnie 2 tygodnie były najlepszym czasem w jego życiu. Erza i on wrócili do gildii po wykonaniu zlecenia już jako para. Po za tym powiedział wszystkim kim jest naprawdę i przeprosił za swoje zachowanie. Spodziewał się innej reakcji, oni natomiast nie mieli do niego żalu. Zamiast tego cieszyli się,że ich przyjaciółka jest szczęśliwa. Pamiętał to jakby było wczoraj,kiedy weszli do Fairy Tail trzymając się za ręce. Przyjaciele natychmiast ich otoczyli i zaczęli wypytywać o to jak to się stało. Po wyjaśnieniu sytuacji członkowie gildii urządzili mu przyjęcie powitalne, tym razem naprawdę dla niego, na którym został oficjalnie magiem Fairy Tail,. Wszyscy zgodzili się z tym,aby jak na razie zachować to dla siebie. A po utworzeniu nowej rady postarać się to wyjaśnić. Najbliżej nich znajdowali się oczywiście Natsu z Lucy i Happym, a także Grey z Juvią.
- Łoho to teraz już wiadomo czemu Erza miała problemy z wygraną- powiedział Dragoneel z wielkim,wyzywającym uśmiechem,który rzucił Erzie.
- Nie wiem o co ci chodzi,przecież wygrałam-odpowiedziała dziewczyna z udawaną wyższością.
- Bo mnie rozproszyłaś-wyszeptał jej do ucha,tak by tylko Scarlet była zdolna go usłyszeć. Na tą uwagę dziewczyna nabrał pięknych rumieńców,które on tak uwielbiał i uśmiechnęła się nieśmiało, a na ten widok jego serce zabiło mocniej.
- Zawsze wiedziałam,że będziecie razem-powiedziała z uśmiechem Lucy-miłość zawsze zwycięża-automatycznie rzuciła spojrzeniem na Natsu,czego on oczywiście nie zauważył. Nie umknęło to jednak uwadzę Erzy,która rzuciła jej porozumiewawcze spojrzenie na skutek czego blondynka spuściła wzrok.
- Oni się lllubią-dorzucił Happy, jak to miał w zwyczaju.
- Słyszałeś Panie Greyu?-powiedziała Juvia- dlatego Juvia nigdy się nie podda. Chłopak puścił tę uwagę mimo uszu i zaczął się o coś kłócić z Natsu. Jellal nie słyszał jednak o co poszło,gdyż było zbyt głośno. Po za tym jego uwaga skupiła się na kimś innym.
Przez to wspominanie nawet się nie zorientował,kiedy stał pod drzwiami ukochanej. Zapukał lekko w drzwi nie chcąc jej obudzić. Było jeszcze wcześnie,ale on już nie mógł się doczekać,kiedy znowu ją zobaczy.
- Proszę- usłyszał po 2 stronie.
Już w progu zauważył,że dziewczyna siedzi przy toaletce i czesze swoje piękne,głogie szkarłatne włosy,które opadały kaskadą na jej ramiona i plecy.
- Zostaw rozpuszczone- powiedział po czym zaszedł ją od tyłu i pocałował słodko w głowę, po czym pogłaskał ją po włosach. Już od dziecka marzył o tym,by móc to zrobić. Kiedy skończyła wziął ją za rękę i pociągnął w stronę łóżka,które stało za nimi. Nigdy by nie podejrzewał u siebie takiej pewności siebie o odwagi,ale gdy chodziło o tą dziewczynę, wszystko wychodziło tak naturalnie, całowanie ją,przytulanie, gładzenie po włosach wszystko. Czuł się tak jakby od zawsze byli razmem,a to był tylko kolejny poranek w ich życiu. Mimo tego każda spędzona z nią chwila była dla niego wyjątkowa. Położył ją delikatnie na łóżku  i położył się obok.
- Hm..a powiedz mi czy twoja narzeczona nie będzie zazdrosna?
- Narzeczona?- zapytał zaskoczony
- No wiesz…tak z którą się spotykałeś,kiedy ja byłam na wyspie Tenrou.
- Aaa ta-zaskoczył o co jej chodziło- myślałem,że wiesz,że ona…
- Nie istnieje? – spytała rozbawiona
- Tak
- Oczywiście,że wiedziałam..haha jesteś beznadziejnym kłamcą-powiedziała po czy zaczęła się śmiać. Uwielbiał ten dźwięk. To było jak muzyka dla jego uszu,przez nie nawet nie przeszkadzał mu fakt iż śmieje się z niego.
- Haha bardzo śmieszne- powiedział udając obrażonego.
- No już już nie obrażaj się. Tylko żartowałam. Usiadła na nim okrakiem i pocałowała go. Jej włosy gładziły jego twarz. Schował jeden z nieposłusznych kosmyków za ucho.
- Wiem-powiedział i oddał pocałunek. Włożył dłonie pod jej bluzeczkę i pogładził ją po plecach. Poczuł,że zadrżała podłego dotykiem. Całowali się długo i namiętnie gładząc się do włosach,twarzy,placach,brzuchu. Nagle poczuł,że jego podkoszulek został zdjęty przez głowę przez dziewczynę. Otworzył oczy i spojrzał na nią. Od razu zrozumiał jej intencje. Do tej pory nie posuwali się do niczego więcej, uznając,że są młodzi i na wszystko przyjdzie czas. Teraz jednak patrząc na nią całkowici zapomniał o tym postanowieniu. Przez chwile jeszcze zastanawiał się nad tym,która jest godzina, Wiedział bowiem,że mają iść z Erzą na misję. Podejrzewał,że chyba się spóźnią. 

poniedziałek, 26 października 2015

07-Nowy początek (Jerza) (6/7)

Po wejściu do gildii wszyscy przywitali Erzę z otwartymi ramionami. Mira przyniosła jej ulubiony torcik truskawkowy i przez jakiś czas rozmawiały. Jellal przyglądał jej się ukradkiem. Patrzył na to ja się śmieje z czegoś co powiedziała jej dziewczyna oraz jak delektuje się swoim ciastem.
- Ojj jak to zrobiłeś?- doszedł do niego czyjś ciekawski głos?
- Zrobiłem co?
- Jak to co. Jak udało ci się prawie pokonać Erzę? Stary byłeś świetny serio. Niewiele brakowało- powiedział Natsu z podziwem. Chłopak przyglądał mu się z taką intensywnością iż Jellalowi wydawało się,że za chwile go prześwietli na wylot i dowie się kim jest. Wiedział,że musiał coś powiedzieć by zaspokoić ciekawość chłopaka,ale nie miał pojęcia co. Nie mógł w tym momencie niczego wymyślić.
- Masz rację,niewiele-odezwała się Scarlet,która właśnie podeszła do ich stolika- prawdę mówiąc to myślałam,że już po mnie. Niebiesko włosy chłopak spojrzał na nią,kiedy ona rozmawiała z Natsu. Była ubrana w niebeską, letnią sukienkę na ramiączkach z dosyć głębokim dekoltem i niebeskie buty na koturnie. Jej włosy opadały kaskadami na jej ramiona i plecy. Grzywka zasłaniała jedno z pięknych brązowych pełnych życia oczu. Właściwie to wyglądała naprawdę wspaniale. Na pewno nie jak ktoś kto właśnie wyszedł ze szpitala. Była pełna energii i siły. Do tej pory nie miał okazji widzieć jej takiej. Zawsze chodziła w zbroi,która pomimo tego iż uwydatniała jej walory, zasłaniała połowę jej ciała.
- Właśnie miałem o to zapytać..gdzie twoja zbroja Erza?- zapytał Dragoneel przyglądając się przyjaciółce z dziwnym wyrazem twarzy. Jellal podejrzewał,że tak jak i on, chłopak też być może nie miał okazji widzieć dziewczyny tak ubranej już od dawna.
- Moja zbroja została zniszczona podczas walki z Minerwą, a moja druga zbroja zastępcza podczas walki z Junzo. Ehh…oddałam je do naprawy,ale do tej pory będę musiała ubierać się w ten sposób. A co aż tak źle wyglądam?
- Co? Nie wręcz przeciwnie,ale no wiesz to po prostu do ciebie nie pasuje,to nie twój styl.
- Tak..chyba masz rację. Lucy mi ją pożyczyła,więc…
- Czekaj..co? Lucy ci ją dała? To znaczy,że to jej sukienka? Nigdy jej  niej nie widziałem.
- Tak bo to jest jednak z sukienek,które nosiła jeszcze jako Lucy Hearfilia, no wiesz dziedziczka bogatej rodziny itd.
- A, więc to sukienka Lucy-pomyślał. To wszystko wyjaśnia. Erza nie miała w zwyczaju ubierać się w ten sposób, po za tym pomimo tego iż dziewczyny mają podobną figurę to ubranie było na Erzę zdecydowanie zbyt ciasne i krótkie.

Po jakiejś godzinie rozmowy Erza wyciągnęła go z pośród przyjaciół i zaciągnęła pod tablicę ze zleceniami.
- Co ty na to abyśmy wybrali się razem na jakieś zlecenie? Mamy podobne umiejętności i wydaje mi się,że stanowilibyśmy świetny zespół.
Perspektywa pójścia na misję z Erzą, tylko oni sami we dwoje była zbyt kusząca żeby odmówić.
- Pewnie. Masz coś konkretnego na myśli?
Dziewczyna przez chwile wpatrywała się w tablice, po czym odpięła jedną z kartek i podała mu do ręki.
- Myślę,że ta powinna być dobra.

Erza wybrała zlecenie,które polegało na ochronie broni magocznej. Większość z nich opirała się na żywiołach,więc była to nie byle jaka broń. Osoby posługujące się np.żywiołem wody jak Juvia mogłyby jeszcze dodatkowo zwiększyć swą moc, natomiast takie,które nie mają możliwości kontrolowania żywiołów zyskałyby taką szansę. Najczęściej były to miecze i tarcze. Właściciel magazynu obawiał się kradzieży broni,dlatego postanowił wynająć magów. Erza i Junzo siedzieli po 2 stronie przepaści. Zdążyli już rozłożyć namiot, a za chwile mieli zamiar zjeść coś na kolacje. Nieopodal miejsca w którym się znajdowali płynęła rzeka dlatego też Junzo złowił kilka ryb i przyniósł chrust. Dziewczyna wypatroszyła i przyrządziła ryby, a także rozpaliła ognisko. Musiała przyznać,że nie była najlepszą kucharką i w głębi duszy miala nadzieję,że chłopakowi posmakuje przyrządzony przez nią posiłek. W sumie to zależało jej na tym bardziej niż powinno. W trakcie jedzenia kolacji miała okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jego czarne włosy połyskiwały w świetle księżyca. W jego oczach natomiast odbijały się płomienie z ogniska, przez co nabrały jeszcze jaśniejszego kolory. Wyglądał jak kot na polowaniu, czujny,bystry i gotowy do walki w każdej chwili. Scarlet miała jednak serdecznie dość niezręcznej ciszy,która panowała, między nimi. Wśród całej wyprawy zamienili zaledwie parę zdań w pociągu. Na dodatek wszystkie dotyczyły pracy: planu ataku, wybierania najlepszego miejsca obserwacyjnego et cetera. Był bardzo zamyślony i wydawał się być myślami zupełnie indziej.
- Myślisz,że ktoś postanowi ukraść broń?
- Hm…? Aa myślę,że mogłaby się przydać paru osobom, które nie potafią dobrze posługiwać się mocą żywiołów. Słyszałem o pewnej grupce magów,który zrabowali już całkiem sporą ilość broni. Potem sprzedają ją na czrnym rynku i zarabiają na tym krocie.
- Powiedz mi o czym tak ciągle rozmyślasz…hm?
- Rozmyślam?
- Tak, wiem,że myślami jesteś zupełnie indziej. Powiedz mi czy coś się stało?- zapytała po czym zbliżyła się do niego. Chciała widzieć jego twarz,kiedy będzie odpowiadał. Była ciekawa tego czy uda jej się coś z niej wyczytać, no to,że kłamie, tak jak potrafiła to robić np. w przypadku Jellala. Odpędziła szybko myśli o okochanym chodź z nie małym trudem i cała swoją uwagę skupiła na chłopaku siedzącym przed nią. Wyglądał na zaskoczonego i zaniepokojonego. Najwyraźniej nie miał ochoty poruszać tego tematu. Ona natomiast nie przejęła się tym zbytnio. Musiała wiedzieć.
- Chodzi o mnie? Jeśli nie chciałeś iść ze mną wystarczyło powiedzieć- spojrzała mu prosto w oczy
- Dlaczego sądzisz,że nie chce z tobą pracować?- zapytał niby mimochodem, lecz Tytania dostrzegła,że był spięty.
- A nie mam racji? Słuchaj już nie jeden raz byłam na podobnego typu zleceniach i jeśli mam być szczera to nigdy nikt mnie tak nie ignorował- była zła, naprawdę zła, a nawet nie wiedziała czemu.-Czemu tak zabiegam o jego uwagę?
- Przecież wcale cie nie ignoruję Erza..ja…ja tylko…
- Co?- niemal warknęła
- Próbuje się skupić na naszym zadaniu. A twoja obecność skutecznie mi to uniemożliwia.
- Co..co masz przez to na myśli Junzo?- jeszcze bardziej się do niego zbliżyła. Jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się urywany i nierówny. U niego natomiast dostrzegła taką samą reakcję.
- Twoja bliskość-wydukał- proszę cię odsuń się Erza
- Dlaczego? Boisz się mnie?
- Nie…nie boję się tylko,że..
- Tylko,że co? Nie lubisz mnie?
- Haha- zaśmiał się bez wesołości w głosie- uwierz mi,że nie w tym tkwi problem.
- Powiedz mi co jest w tobie takiego..takiego znajomego…tajemniczego i przyciągającego?
- Erza…-zaczął,ale nigdy nie było dane jej dowiedzieć się co chciał powiedzieć,gdyż pochyliła się na tyle, by dosięgnąć ustami jego. Oddał pocałunek natychmiastowo co bardzo ją zaskoczyło. Nie spodziewała się tego. Raczej tego,że ją odepchnie i każe trzymać się jej z daleka. Nie zrobił tego jednak. Zamiast tego wplątał palce w jej włosy,a drugą rekę położył na jej talii w ten sposób jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. W tym pocałunku było coś zarówno łapczywego, jak i łagodnego. Zupełnie jak by czekał na to tak długo i  końcu się doczekał,ale równocześnie obawiał się tego,że zrobi coś nie tak i zrazi ją do siebie. Ona jednak nie miała teraz ochoty na zabawy w nieśmiałego. Wplotła Ręce w jego włosy i przyciągając go do siebie pogłębiła pocałunek. Sprawiła,że położył się na ziemi na plecach,a ona zawisła nad nim. Nagle usłyszała za sobą hałas. Oboje zerwali się na równe nogi natychmiastowo. Nie mogli złapać oddechu w powodu niedawnej bliskości dlatego trochę to zajęło zanim się do siebie odezwali. Erza przełknęła ślinę,bo nagle zaschło jej w ustach i powiedziała
- Ten hałas dobiega z magazynu, więc mamy odpowiedź.
- Tak,lepiej się pospieszmy. 

środa, 21 października 2015

08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (3/13)

                                                             Paring: Nalu
                                                             A/M:Fairy Tail
                                                             Dozwolone: 16 lat

Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).



 Natsu usiadł w ostatnim stoliku w gildii, najdalszym od lady. Nie przywitał się z nikim,jak to miał w zwyczaju. Po prostu zajął stolik i oparł głowę na rękach. Happy usiadł na stole obok niego. Przez jakiś czas po prostu tak siedzieli, nie odzywając się do siebie. Zaniepokoiło to jednak Erzę i Mirę,które podeszły do nich.
- Hej chłopaki coś się stało?-zapytała Erza
Natsu nawet nie podniósł głowy ze stołu, a Happy tylko usiadł na blacie i westchnął
- Ej co wam się stało-tym razem zagadnęła Mira- a właśnie gdzie jest Lucy? Nie mieliście przypadkiem po nią iść?
- Lucy-wyszeptał Happy ze smutkiem
- Ruszcie się to nie jest zabawne! Coś się stało Lucy?
- Właśnie co z nią?
Chłopak podniósł głowę i ze zrezygnowanym wyrazem twarzy powiedział- Lucy dziś nie przyjdzie
- Dlaczego?
- Nie wie…ja…Happy i ja…-zawachał się po czym westchnął- nic, chyba po prostu nie jest dzisiaj w nastroju
- Gadajcie zaraz co jest zrobiliście- Erza uderzyła dłonią o blat, tak,że Happy się wzdrygnął,lecz Dragoneel pozostał niewzruszony.
- Przyznaj się Natsu co jej zrobiłeś?
- Ja? Nic jej nie zrobiłem!-widząc jednak oceniający wyraz twarzy przyjaciółki dodał z naciskiem- naprawdę! Ja i Happy przyszliśmy dzisiaj do niej z cukierkami i wtedy ona nie wiadomo dlaczego….-nie zdążył dokończyć, ponieważ blondynka w tym właśnie momencie weszła do gildii. Przyjaciółki spojrzały na nią z niepokojem spodziewając się złych wieści, bardzo więc zaskoczył je widok uśmiechu dziewczyny. Najbardziej jednak zaskoczony był chłopak. Patrzył na nią z niedowierzaniem. To nie była już ta sama Lucy, która z jakąś godzinę temu wyrzuciła ich z domu i nakrzyczała na nich. To była ta sama dziewczyna, którą poznał z którą wykonywał zlecenia, z którą się śmiał i przyjaźnił. Rzucił szybkie spojrzenie na Happiego i dostrzegł,że przyjaciel tak jak i on z początku był zdezorientowany, jednak po chwili jego twarz przybrała wyrazu ulgi. Różowo włosy zdążył obrócić głowę z powrotem w jej stronę,gdy stała obok.
- Cześć wszystkim-powiedziała radośnie- właściwie to zabójca smoków musiał przyznać,że chyba jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie,tak szczęśliwej.
- Cześć Lucy co słychać? Nie widziałam cie przez jakiś czas.
- W porządku-odpowiedziała i usiadł obok niego na ławce.
- No no właśnie widzę, co ma znaczyć ten uśmiech?
- A to nic takiego, po prostu mam nowego sąsiada w kamienicy i wydaję się być hmm….w porządku- chłopak zauważył jej zawachanie,lecz nie zareagował.
- Hm..nowy sąsiad, co? I co? Jaki on jest?
- W sumie to go nie znam ja…- w tej chwili, gdy spuściła na chwilę wzrok ich spojrzenia się skrzyżowały.
- Ja, chciałabym porozmawiać przez chwilę z Natsu, później do was przyjdę dobrze?
- Ok. to my będziemy przy ladzie- powiedziała Mira z uśmiechem po czym odeszły razem z czerwonowłosą. Zauważył kątem oka,że Happy zaczął się powoli wycofywać.
- Happy gdzie idziesz?-zapytała
- Lucy powiedziałam,że chcesz porozmawiać z Natsu
- Ahh tak, miałam na myśli was-powiedziała po czym uśmiechnęła się delikatnie- no wiecie, jesteście praktycznie jak jedna osoba- zrobiła poważną minę i popatrzyła na nich, najpierw na jednego, potem drugiego.
- Chciałam was przeprosić chłopaki, nie wiem co mnie dzisiaj napadło,że tak wybuchłam,ale naprawdę nie miałam na myśli tego co powiedziałam.
Natsu i Happy spojrzeli na nią zaskoczeni. Natsu nie spodziewał się przeprosin od dziewczyny. Właściwie to nigdy za nic go nie przepraszała,ani nie przyznawała się do błędu,nawet jeśli to on miał rację, a przynajmniej nigdy wprost. Nigdy nie potraił się na nią gniewać, a to na jak szczęśliwą wyglądała jeszcze chwilę temu bardzo mu to utrudniało- po za tym tak na serio to on wcale nie był na nią zły-uświadomił sobie.Było mu przykro owszem,ale nie gniewał się na przyjaciółkę, nie potrafił. Postanowił więc postarać się zapomnieć o całej sprawie,choć wiedział,że nie będzie to proste.
- Lucy- zawołał Happy radośnie po czym przytulił się do dziewczyny-Lucy myślałem,że już mnie nie lubisz…Natsu też tak myślał,że nie chcesz się już z nami przyjaźnić, bo w końcu powiedziałaś…
- Wiem co powiedziałam i właśnie a to was przepraszam. Nie myślę tak, oczywiście czasem mnie wkurzacie,ale i tak was uwielbiam-powiedziała z szerokim uśmiechem przytulając kotka mocniej do piersi.
- W porządku,więc co? Bierzemy jakieś nowe zlecenie? – zapytał chłopak uśmiechając się trochę na siłę. Zobaczył przez ułamek sekundy zaskoczenie na jej twarzy,ale zaraz po tym uśmiechnęła się promiennie, tak,że cała wydawała się promieniować. Jej oczy lśniły. radością. Widząc ją taką, jak teraz ani przez chwilę nie żałował decyzji o puszczeniu w niepamięć ich niedawnej sprzeczki, jak to zwykle miał w zwyczaju.
- Pewnie


wtorek, 6 października 2015

07-Nowy początek (Jerza) (4/7)

Plac treningowy okazał się być dużym miejscem niedaleko od gildii. Był to prostokąt z betonu, coś na kształt boiska. Wyglądało to tak jakby znajdował się w środku lasu,ponieważ drzewa otaczały go z każdej strony. Całe Fairy tail stanęło na około i czekało na walkę, która miała za chwile się rozpocząć.
- Gotowy?- zapytała Erza,gdy kiwnął głową użyła podmiany, by zmienić zbroję. Jak na razie ubrała prostą zbroję składającą się z długich spodni i bandaża oplatającego jej klatkę piersiową, włosy związała w kucyk, a w ręce trzymała miecz. Jellal zdjął płaszcz,który miał na sobie uważając,by ni zrzucić przy okazji peruki.którą był zmuszony ubrać,gdyż jego niebieskie włosy za bardzo rzucały się w oczy.
- W takim razie zaczynajmy-powiedziała i ruszyła na niego. Była bardzo szybka i zwinna. Często walczyli w zwarciu Kiedy jednak Erza zaczęła walczyć na poważnie i użyła zbroi niebiańskiego koła Jallal także zaczął korzystać ze swojej magii. Najczęściej była to magia żywiołów, nie aż tak potężna, dzięki której udawało mu się odpierać ataki. Mógł jej używać do woli, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Tak naprawdę to przez większość czasu był w defensywie. Nie miał najmniejszej ochoty na walkę z dziewczyną, a ona najwyraźniej to wyczuła, bo zaczęła bardziej na niego nacierać, nie dając mu wyboru, przez co musiał zacząć używać potężniejszej magii, by móc nadal odpierać jej ataki.
- Jeśli nie będziesz dawał z siebie wszystkiego to przegrasz- ostrzegła go Scarlet i po raz kolejny zaatakowała. Tym razem jednak był to dużo potężniejszy cios od poprzednich, gdyż zupełnie nie przygotowany na to chłopak poleciał parę metrów do tyłu. Wiedział,że musi zacząć walczyć na poważnie, jeśli nie chce wylądować na deskach w ciągu kilku najbliższych sekund. Po użyciu magii magii Załamania otchłani udało mu się sprowadzić ją do defensywy na jakiś czas.

Erza po raz pierwszy od dawna musiała walczyć na całość podczas zwykłego sparingu. Musiała przyznać,że Junzo był naprawdę silny. Sposób jego walki kogoś jej przypominał,ale nie mogła przypomnieć sobie kogo, z resztą i tak  nie miała na to czasu, bo cały czas musiała odpierać jego ataki. Odnosiła dziwne wrażenie jakby już kiedyś z nim walczyła,ale szybko odpędziła tę myśl, gdyż wiedziała,że to nie jest możliwe. Jej uszu dobiegły niezadowolonego Natsu, który cały czas darł się
- Erza co to ma być? Jak tak dalej pójdzie to przegrasz!!
- Natsu Junzo musi być naprawdę silny skoro Erza ma z nim takie problemy- wtrąciła się Lucy
- Albo po prostu wyszła z wprawy- skwitował chłopak
Tytania starała się skupić na walce na tyle, by nie słyszeć ich głosów. Musiała się w pełni skoncentrować na swoim przeciwniku, bo inaczej przegra, dobrze o tym wiedziała. Jednak Junzo nie dawał na wygraną użył magii ciała niebieskiego i powalił ją na ziemię. Usiadł na niej okrakiem całkowicie przygniatając ją do ziemi swoim ciałem,przytrzymał jej ręce nad jej głową. Czuła się bezsilna, szarpała się i próbowała wyrwać,ale nic z tego. W oddali słyszała dźwięki zaskoczenia i niedowierzania
- Erza na deskach? To..to niemożliwe- powiedziała Lucy
- Niemożliwe, a jednak. Wstawał Erza!!-wrzeszczał Natsu- nie możesz przegrać z nowicjuszem!!! Wstawaj!!!
- Nowicjuszem-pomyślała Erza- to on zdecydowanie nie jest. Zaczęła się zastanawiać nad tym jak duże doświadczenie w walce musiał mieć ten tajemniczy chłopak, który pojawił się znikąd. Przestała się szarpać uznając swoją przegraną i spojrzała mu w oczy. Miały miodowy kolor, miała wrażenie,że już na pewno je kiedyś widziała. Kiedy tak zaczęła się w nie wpatrywać,miała wrażenie,że w nich tonie. Chłopak też się jej przyglądał, a ona poczuła,że jej serce zaczęło szybko walić. Przez twarz Junzo przeszło kilka emocji, mogła je czytać jak z otwartej książki.Najpierw zaskoczenie,potem troska, a na końcu zmieszanie. Przy tej ostatniej jego mięśnie się rozluźniły,a uścisk osłabł. Ezra wykorzystała chwilę nieuwagi chłopaka, sięgnęła po miesz i tym razem to ona przygniotła go własnym ciałem, siadając na nim okrakiem i przyciskając miecz do jego gardła. Znów na niego spojrzała i zobaczyła wyraz całkowitego zaskoczenia, potem przeszło w rozbawienie, a iskierki radości błysnęły w jego pięknych oczach na końcu jednak dostrzegła w nich dumę, albo jej się wydawało.
- Wygrałaś-powiedział z uśmiechem, lekko się śmiejąc- chciałbym ci pogratulować.
- Śmiało-odpowiedziała tym samym. Zauważyła,że jest jeszcze bardziej rozbawiony, oraz dostrzegła,że trochę się zarumienił. Przez chwilę nie rozumiała dlaczego
- A czy mógłbym najpierw wstać?-powiedział z rozbawieniem
Dopiero teraz uświadomiła sobie z pełną mocą,że cały czas siedziała na nim okrakiem, na dodatek bandaż przytrzymujący jej piersi został lekko sfatygowany podczas walki,przez co jednak z piersi zaczęła trochę wystawać. Gdy się zorientowała, wstała szybko cała czerwona i zażenowana
- Przepraszam- wypaliła
- Nic nie szkodzi- Junzo wstał wolno z ziemi po czym wyciągnął do niej rękę,kiedy ją przyjęła spojrzała mu w oczy uświadamiając sobie,że przez cały ten czas ją obserwował, przez co jej twarz nabrała koloru jej włosów. Gdy ich dłonie się zetknęły przeszedł ją dziwny,ale przyjemny dreszcz.
- Gratuluję Erzo Scarlet- powiedział z promiennym uśmiechem. Wymówił jej nazwisko z dziwnym naciskiem,jakby w ten sposób chciał jej coś przekazać, albo tylko jej się tak wydawało. Cała reszta szybko do nich podbiegła.
- Wow!! To dopiero była walka!!!–wrzeszczał Natsu- teraz musisz zmierzyć się ze mną, zobaczysz tym razem cie pokonam!!
- Wygrałaś Erza- krzyknęła Lucy
- Tak-powiedziała Tytania cicho, bardziej do siebie niż w odpowiedzi. Wiedziała bowiem,że gdyby nie chwilowa nieuwaga chłopaka, na pewno by przegrała. Nagle zaczęło zawracać się jej w głowie, ziemia zaczęła się zbliżać niebezpiecznie szybko, a ciemność zaczynała ją otaczać. Głosy w około słyszała, tak jakby dobiegały z bardzo daleka. Poczuła,że upada,a potem,że czyjeś silne ramiona ją łapią, tym samym ratując przez upadkiem. Ostatnie co zobaczyła to te piękne miodowe oczy,a jej ostatnią myślą było,że te oczy wyglądają na pełne sekretów, zanim nie pochłonął ją mrok. 

niedziela, 6 września 2015

07- Nowy początek (Jerza) (2/7)

Podbiegł do zgliszcz i zaczął przekopywać pozostałości, by ją odnaleźć. Reszta ruszyła jego śladem. Tytania leżała pod największą stertą kamieni. Jellal odsunął pozostałości gruzu, po czym podszedł bliżej. Dotknął delikatnie jej czoła, po czym odsunął grzywkę na bok.
- Erza- wyszeptał zmartwiony- Erza proszę odezwij się. Odpowiedzi nie było słychać. Dziewczyna nie wydała żadnego ruchu po za rytmicznym podnoszeniem się jej klatki piersiowej. Wiedział,że żyje, ale jest w okropnym stanie i potrzebuje natychmiastowej pomocy. Wziął ją na ręce i lekko ucałował w czoło. Po czym odwrócił się do reszty, a widząc ich zmartwione miny powiedział tylko cicho – żyje.

Mijały dni, a Erza nie odzyskiwała przytomności. Polusca powiedziała,że jej życiu nic nie zagraża, jednak jej organizm potrzebuje solidnego wypoczynku, dlatego nikt nawet nie próbował na siłę jej wybudzać. Przyjaciele przychodzili codziennie, by sprawdzić stan jej zdrowia. Jednak stałym bywalcem w lecznicy był Jellal. Siedział przy niej dniami i nocami. Nie chciał nawet spuścić z niej oka. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,że tak niewiele brakowało, aby ją stracił. Obiecał,więc sobie,że już nigdy więcej nie dopuści do takiej sytuacji. Teraz,kiedy leżała obok niego z zamkniętymi oczami zdał sobie sprawę z całą mocą jak bardzo ją kocha. Wiedział to już od dawno, chociaż próbował stłumić w sobie to uczucie,gdyż wiedział,że na nią nie zasługuje. Nie po tym co jej zrobił. Jak bardzo ją zranił, a tym bardziej,że usiłował ją zabić. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Po odzyskaniu pamięci śnił o tym każdej nocy. O tym jak zabił Simona, gdyż to właśnie on ochronił dziewczynę. Jellal już w dzieciństwie był zazdrosny o Simona. Doskonale wiedział jakim uczuciem tamten darzył Scarlet i nigdy mu się to nie podobało. To on chciał być tym, który będzie jej pomagać i ją chronić. Ironia losu sprawiła jednak,że to przed nim musiała być chroniona. Kiedy duch Zerefa za sprawą Ultear zaczął go kontrolować nie miał wpływu na swoje czyny. Przez krótki moment udało mu się zachować świadomość, lecz został jej całkowicie pozbawiony podczas rozmowy z Tytanią. Podczas której wyrzucił ją z wieży R i kazał cieszyć się swoją przelotną wolnością. Zabronił jej także powrotu i uratowania jej przyjaciół. Im natomiast wmówił,że ich „starsza siostrzyczka „ po prostu ich porzuciła. Uwierzyli w to wszyscy po za Simonem, który za bardzo kochał Erzę, by w to uwierzyć. Udawał,że jest lojalny w stosunku do Fernandesa tylko dlatego,iż wierzył,że któregoś dnia Erza ich ocali. Teraz to wydaje się śmieszne, wręcz niedorzeczne, ale wtedy faktycznie myślał,że ich wolność znajduje się właśnie w miejscu w którym zostali uwięzieni. Nie widział jej przez tak wiele lat po za jej wizytami w Radzie Magicznej, ale tylko jako Siegrain. Pomimo tego to właśnie jej imię było jedyną rzeczą jaką pamiętał podczas amnezji, a to mówi samo za siebie. Któregoś dnia siedząc obok niej zauważył,że zaczyna otwierać oczy wstał z krzesła i wyszedł. Po prostu uciekł. Nie wiedział z jakiego powodu,ale sądził,że tak będzie lepiej, że ona nie powinna go zobaczyć. Przecież nie byli parą. Jedyne co ich łączyło to sekretne uczucie o którym o dziwo wiedzieli już wszyscy łącznie z nimi. Nie potrafili się jednak do tego przyznać.

Erza po otworzeniu oczu rozejrzała się po całej Sali, gdyż odnosiła wrażnie jakby kogoś brakowało. Jakby czuła czyjąś obecność, a teraz ona zniknęła. Po chwili uznała,że pewnie coś jej się wydawało i wstała z łóżka. W tym momencie do lecznicy weszli Natsu,Lucy, Grey i Happy.
- Yoł Erza jak się czujesz?- zapytał Natsu.
- Już dobrze-odpowiedziała.
- A gdzie Jellal?- spytała Lucy po tym jak rozejrzała się w około.
- Jellal?
- No tak. Przesiadywał tu z tobą całe dnie i noce…hm…dziwne,że go tu nie ma- zamyśliła się- W końcu to on cie tu przyniósł, a potem nie odstępował na krok.
- Jellal…-wyszeptała Scarlet
- Oni się llluuuubią- dodał Happy
Dziewczyna jednak zdawała się już nawet tego nie słyszeć-Jellal tu był-to jedyne co jej chodziło teraz po głowie i nagle zrozumiała- to jego obecność wyczuwałam…więc gdzie jest teraz? Po krótkich rozmyślaniach wróciła myślami do swoich przyjaciół. Akurat by usłyszeć idiotycznie pytanie jednego z nich.
- Erza, kiedy się ze mną zmierzysz?- zapytał Natsu z szerokim uśmiechem. Zupełnie nic nie robiąc sobie ze stanu przyjaciółki.
- Natsu, daj jej spokój musi wypoczywac…pff ty to masz pomysły- zbeształa go Lucy
- No właśnie idioto nie widzisz w jakim jest stanie? Naprawdę co ty masz w tej głowie?- zadrwił Grey
- Draniu, a ty chcesz się bić?
- Dajesz niedopałko
- Coś ty powiedział ekshibicjonisto
W tym momencie wszyscy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- No co?- oburzył się
- To ty znasz takie słowa?- zapytała Lucy
- No właśnie mnie też to zaskoczyło, bo nicy skąd?- powiedział Grey
- Za kogo wy mnie macie? Za jakiegoś kompletnego idiotę?- wrzasnął. Po ciszy jaka mu odpowiedziała dodał- z książki- odpowiedział naburmuszony
- Z książki?- Grey mało nie wybuchł śmiechem- a od kiedy ty czytasz co? Niby z jakiej?
- Z książki Lucy- odpowiedział normalnie
- Lucy?- powiedział Grey z niedowierzaniem- o czym ty piszesz?
- Co?- pisnęła cała zaczerwieniona ze wstydu- a z resztą to nie wasza sprawa. Po za tym kto ci pozwolił ją czytać Natsu?- krzyknęła blondynka.
- O co ci chodzi?- zapytał. Zupełnie nie rozumiał gniewu przyjaciółki- leżała sobie na biurku, więc ją wziąłem i przeczytałem.
- Kiedy?
- Hm…wczoraj wieczorem jak się kąpałaś. Happy gdzieś sobie poszedł, a mnie się nudziło, więc tak jakoś wyszło- odpowiedział jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Zaraz co ty u niej robiłeś tak późno?- zauważył Grey
- Nnnattsu!- krzyknęła Lucy, a potem cała trójka zaczęła się kłócić. W tym momencie Erza patrząc na to zaczęła się śmiać. Oni słysząc śmiech przyjaciółki zamilkli i spojrzeli na nią.
- Erza, co się stało?- spytała Heartfilia
- Nic-powiedziała Tytania wciąż się śmiejąc- po prostu dopiero teraz poczułam,że jestem w domu. Wszyscy popatrzyli po sobie, po czym wybuchnęli śmiechem.

Następnego dnia Erza wróciła do gildii. Wszyscy urządzili jej przyjęcie powitalne. Fairy tail bawiło się, śmiało, śpiewało o tańczyło.Nie obyło się też oczywiście bez występu na scenie Gajjela oraz Miry, a także walki Natsu z Greyem. Powstrzymującej ich Lucy i kibicującemu obojgu Elfmanowi, pijanej Cany oraz mistrzowi,który próbował wszystkich przekrzyczeć. Erza przypomniała sobie to jak się czuła,gdy trafiła tu po raz pierwszy. Pierwsza myśl jaka wtedy przyszła jej do głowy to „ to jakiś dom wariatów”., ale z czasem przywykła do tej sytuacji, tłumacząc sobie,że to w końcu Fairy tail. W tej chwili do gildii wszedł ktoś nowy. Kogoś kogo nie kojarzyła z widzenia. Jej pierwszą myślą było to,że być może ktoś dołączył podczas jej chwilowej nieobecności, ale później przypomniała sobie,że nikt jej o tym nie poinformował. Podeszła więc do nieznajomego i podała mu rękę.
- Cześć jestem Erza Scarlet, miło mi cie poznać.
- Jestem Junzo, mnie też miło jest cie poznać Erzo Scarlet- powiedział po czym podał jej rękę- ma jakiś dziwny akcent, więc musi pochodzić z daleka –pomyślała
- Więc Junzo, co cie do nas sprowadza?
- Chciałbym dołączyć do Fairy tail, jestem magiem.
- W porządku, więc chodź. Przedstawię cie reszcie. Prowadząc chłopaka odnosi jednak jakieś dziwne wrażenie,że skądś go zna. Nie ma jednak pojęcia skąd? Więc ignoruje tą myśl. 

niedziela, 30 sierpnia 2015

07- Nowy początek (Jerza) (1/7)

Paring: Jerza
A/M: Fairy Tail
Dozwolone: od 16
Uwagi: Mam zamiar zacząć opowiadanie od serii Tartaros. Przynajmniej od tego wyjść, gdzie dalej poniesie mnie wyobraźnia tego sama jeszcze nie wiem ;). To będzie 1 raz kiedy mam zamiar podzielić to na rozdziały, mam nadzieję,że dobrze wyjdzie, pozdrawiam
J.
Ps: Dzisiaj oglądałam najnowszy odcinek FT i oczywiście poryczałam się jak dziecko haha :D, biedna Aquarius, czy ona już na serio więcej się nie pojawi?
L.


Erza walczyła Z Minerwą. Już wcześniej się z nią pojedynkowała i już wtedy była ciężkim przeciwnikiem,teraz jednek,kiedy została przemieniona w demona sprawiała jej jeszcze większy problem. Poruszała się bardzo szybko i była znacznie silniejsza oraz wytrzymalsza niż poprzednio. Walka ta trwała już długo, a wciąż nie było widać końca. Titania była zmęczona, a na dodatek zużyła już prawie całą magię.
- Zdychaj Titania- wykrzyczała Minerwa ruszając na Erzę.
Przez długi czas walczyły w zwarciu. Były jednak tak szybkie,że prawie nie było widać ciał, tylko jakieś zamazane plamy. Jedyne co było naprawdę wyraźne to dźwięki mieczy,które co jakiś czas wydawały charakterystyczne odgłosy. Konstrukcja na której walczyły była bardzo niestabilna. Cube* wciąż unosił się w powietrzu na resztkach magii jaka pozostała Tartaros. Co chwile jednak kawałki „latającej pułapki” spadały na ziemię z wielkim hukiem torpedując wszystko,co pozostało jeszcze z Magnolii. Miasto wyglądało jak totalna ruina. Większość domów była roztrzaskana, uchowało się jednak parę solidniejszych konstrukcji, które były w okropnym stanie,ale była możliwość ich odbudowania. Tego samego jednak nie można było powiedzieć o ich gildii. Budynek całkowicie wyleciał w powietrze, więc nic z niego nie zostało.Na szczęście wszystkim członkom gildii udało się uciec przed eksplozją. Nawet ranni, jak np. Gromowładni zostali wyciągnięci z budynku przez resztę przyjaciół. Erzie jednak trudno było skupić się na walce,ponieważ w głowie miała tylko jednką myśl- co się stało z Jellalem?- Wcześniej, gdy została uwięziona w lochach, jeden demon powiedział jej o tym,że udało im się zabrać Fernandesowi jego klucz, dzięki czemu mogli odpieczętować Face. Erza nie wiedziała jednak jak to wpłynęło na chłopaka. Czy został przez to ciężko ranny? A może jest bardzo osłabiony? Jedyne czego pragnęła w tym momencie to zobaczyć,że jest cały i zdrowy.

Jellal wraz ze swoją nową gildią szedł w stronę Magnolii. Plotki o tym,że to właśnie Fairi Tail ma zamiar zmierzyć się z gildią,którą tworzą same demony bardzo szybko się rozniosły i dotarły także do nich. O gildii Tartaros słyszał różne rzeczy,niestety żadna z nich nie była dobra. Była to gildia, która przez bardzo długi czas znajdowała się pod ziemią i nie wykonywała właściwie żadnych ruchów, a przynajmniej nie takich o których wszyscy by wiedzieli. Jellal zawsze słyszał,że są potężni i straszni oraz,że używają bardzo dziwnej i niespotykanej magii. Niepokoił go również fakt,że Doranbalt ich przed nimi ostrzegł, a zdecydowanie nie jest to facey,który panikuje z byle jakiego powodu. Trudno mu się jednak dziwić. Był w kwaterze głównej Rady Magicznej, kiedy zaledwie jeden z demonów rozniósł na kawałki budynek razem z ludźmi,którzy byli w środku. Po za nim nikt się nie uratował. Atak był niespodziewany i nagły. Magowie nie zdążyli zareagować-Skoro tak łatwo pozbyli się całej Magicznej rady to możliwe,że równie szybko pójdzie im z Fairy Tail.- pomyślał- nie, to niemożliwe w końcu jest tam tyle potężnych magów, chociażby sam Natsu, Makarow,czy też Erza.
- Jellal co się stało? O czym tak cały czas rozmyślasz?- zapytała Meredy,która szła teraz obok niego.
- O niczym-odpowiedział chłopak automatycznie, po czym dodał- zastanawiam się jak idzie Fairy Tail w walce z Tartarosem. Podobno nie są łatwymi przeciwnikami.
- Aha..jasne,że myślisz o nich, a raczej powinnam powiedzieć o jednej z nich. Dziewczynie o szkarłatnych włosach..hm? Coś ci to mówi Jellal?- zapytała dziewczyna uśmiechając się chytrze.
Prawdą było,że większą część swojej uwagi poświęcał właśnie jej-Erza-pomyślał- mam nadzieję,że nic jej nie jest. Musiał przyznać przed samym sobą,że kiedy dowiedział się o tym,że to właśnie jej gildia miała zamiar stoczyć pojedynek z demonami z ksiągi Zerefa, jedyne czego chciał to być przy niech..przy niej i pomóc w walce. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,że Scarlet jest naprawdę bardzo silna i pokonała nie jednego przeciwnika. Sam nawet był świadkiem tego jak walczyła. Był pełny podziwu tego jak szybko potrafiła analizować każdy szczegół. Tak szybko poznawała zarówno mocne,jak i słabe strony wroga, dzięki czemu mogła bardzo szybko go pokonać. Po za tym,że jest silna i szybka, to jeszcze niezwykle zwinna. Z reguły, więc nie ma problemu z robieniem uników. Teraz jednak za pewne mierzy się z demonem. Przez co jego obawy wzrastały. Wierzył w jej siłę oraz magię,lecz nic nie mógł poradzić na to,że jego serce ściskało się z żalu za każdym razem gdy pomyślał,że coś mogłoby się jej stać.
- Ojj..Jellal..wszystko w porządku? Źle się czujesz?- zapytała zaniepokojona jego zachowaniem.
- Nie..nic mi nie jest
- Może usiądziemy na chwilę przy tej rzece-wzkazała ją palcem- odpoczniesz trochę. Jeszcze nie odzyskałeś sił po walce, a wzrok też dopiero nie dawno ci wrócił. Chłopak nic nie powiedział. Kiwnął tylko ledwo zauważalnie głową. Usiedli, więc na kamieniach przy brzegu. Mimo,że wiedział iż zamartwianie się nic mu nie da zwłaszcza w tym stanie w jakim obecnie się znajduje nie potrafił wyrzucić z głowy nawet na chwilę swojej wybranki. Cały czas miał okropne wrażenie ,że grozi jej niebezpieczeństwo, to uczucie na dobre ulokowało się w jego sercu.

Po kilku dniach Crime Sociere udało się w końcu dotrzeć do Magnolii. Niestety było już za późnio, co prawda większość demonów została już pokonana o czym dowiedział się podchodząc bliżej do przyjaciół. Wszyscy stali pod Cubem i spoglądali w niebo.
- Wow Jellal kopę lal stary-zawował Natsu- co wy tu robicie?
- Chcieliśmy Wam pomóc w walce, ale z tego, co widzę to chyba się spóźniliśmy.
- Tak..już wszyscy nie żyją…no prawie wszyscy- w tym momencie chłopak spojrzał w górę na „latającego potwora”.  Dopiero wtedy jego uwagę przykuły 2 postaci, które walczyły tak sprawnie,że wydawać by się mogło,że latają. Od razu poznał,że jedną z nich jest Erza, drugiej jednak nie rozpoznał.
- Co tam się dzieje?- zapytał Erik podchodząc bliżej.
- Erza próbuje wtłuc Minerwie. Jednak nie jest to takie proste, z powodu tego,że stała się demonem…dajesz Erza-krzyknął Natsu.

Erza już miała zamiar zadać swojej przeciwniczce ostateczny cios,gdy Cube zaczął nagle spadać. Ogromny potwór zbliżał się do ziemi coraz szybciej. Scarlet nie mogła jednak na to pozwolić. Jej wszyscy przyjaciele byli zbyt blisko. Siła uderzeniowa tego giganta na pewno by ich dosięgła, a już zwłaszcza rannych, który wciąż byli nieprzytomni i nie mieliby żadnych szans na ucieczkę. Erza zrobiła jedyną rzecz jaką mogła w tym momencie, Za pomocą swojej magii „poszybowała” pod spadającego giganta, wiedząc,że nie da rady go zatrzymać,a przynajmniej nie z tą ilością magicznej mocy jaka jej w tej chwili została, postanowiła chociaż zniszczyć konstrukcję na tyle, by mniejsze jej kawałki spadły w kilku miejscach, a co najważniejsze z dala od jej przyjaciół. Czerwonowłosa dziewczyna użyła całej magii jaka jej pozostała i pocięła spadającą pułapkę na części. Zaraz po przecięciu ich, odłamki rozprysneły się wszędzie i runęły na ziemię z głośnym łoskotem. Erza nie zdążyła uciec przed ciężarem kawałków z powodu braku magii, więc została przez nie przygnieciona.
- Erza!!!- wszyscy jej przyjaciele krzyknęli chórem. Jellaj natychmiast pobiegł w stronę leżącego gruzy,który całkowicie przykrył jego ukochaną. Reszta ruszyła jego śladem. Usłyszał płacz kilku kobiet. Najbardziej wyróżniał się ten Lucy, która łkając wołała imię przyjaciółki. Wszyscy zaczęli przekopywać pozostałości budowli, jednak nikt nie odnalazł jak na razie jej ciała. Wszyscy myśleleli tylko o jednej rzeczy- oby Erza przeżyła.

wtorek, 11 sierpnia 2015

05-Jestem zazdrosny (Ayano i Kazuma)

Hej :), przepraszam,że przez dłuższy czas nic nowego nie zamieściłam, ale przed to,że są wakacje jakoś nie miałam do tego głowy. Obejrzałam jednak pewne anime, nie jest to typowy romans, taki jaki mam w zwyczaju oglądać ;), ale całkiem mi się spodobało. Jednak nie było zbyt wielu romantycznych scen, dlatego też postanowiłam pozmieniać co nieco ;), mam nadzieję,że Wam się spodoba. Jeśli macie jakieś pomysły paringów o których mogłabym napisać to proszę piszcie w komentarzach. Pozdrawiam :*.


Paring: Ayama
A/M: Kaze no stigma

Ayano dzisiaj w ogóle nie mogła skupić się w szkole. Cały czas myślała o Kazumie i o tym co ich łączy. Niestety do głowy przychodziła jej tylko jedna odpowiedź-nic- pomyślała i westchnęła cicho.
- Co takiego mają te dziewczyny czego ja nie mam?- zastanawiała się. Dziewczyny którymi zazwyczaj interesował się chłopak były starsze od Ayano, co za tym idzie dużo lepiej zbudowane, miały bardziej kobiecą sylwetkę i chodziły na obcasach, a najczęściej w szpilkach z tymi swoimi długimi nogami i mini. Dziewczyna nie chciała przyznawać się przed samą sobą,że była zazdrosna. Kazuma ją denerwował, nie dość,że uganiał się za innymi dziewczynami to jeszcze za każdym razem za inną.
-Gdyby chociaż potrafił się zdecydować-pomyślała.
Z resztą to nie jedyna rzecz, która denerwowała Ayano. Kazuma owszem jest od niej starszy, ale to jeszcze nie powód do tego aby traktował ją jak dziecko. Nie znosiła tego,że zawsze się z niej naśmiewał, cokolwiek by nie robiła.
- Co ja w nim widzę?- to pytanie samo wydobyło się z jej ust po czym westchnęła. Nie umiała na nie odpowiedzieć, mimo,że pojawiało się  jej głowie, co najmniej 10 razy dziennie.
- Kazuma jest przystojny, owszem-kontynuowała rozmyślania- ale jest wredny, nie wychowany, arogancki, zimny...- z rozmyślań wyrwał ją nauczyciel.
- Ayano, czy możesz rozwiązać to równanie na tablicy?- zapytał nauczyciel, po czym wskazał na tablicę. Dziewczyna ociężale wstała z krzesła i podeszła do tablicy. Popatrzyła po klasie i szybko zorientowała się,że nikt jej nie uratuje, zgłaszając się do tablicy. Kiedy zobaczyła równanie próbowała przypomnieć sobie, coś cokolwiek z lekcji,ale w głowie miała pustkę.
- Panno Kannagi czekamy-powiedział zniecierpliwiony nauczyciel.
- Nie umiem tego rozwiązać.
- Siadaj, dostajesz kolejny F do swojej kolekcji.
Dziewczyna posłusznie wróciła do ławki. Ogólnie była dobrą uczennicą, ale ten temat w cale jej nie podchodził. Tym bardziej,że oprócz słuchania na lekcjach myślała o Kazumie.
- Głupi Kazuma, to wszystko jego wina!!!- pomyślała. Była na siebie wściekła. Jak tak dalej pójdzie to obleje sprawdzian, który będzie w tym tygodniu. Do końca lekcji siedziała cicho i w skupieni patrzyła jak nauczyciel jeszcze raz tłumaczy im jak rozwiązać równianie.
- Raaany to jakiś koszmar!!!- krzyknęła Ayano, kiedy wychodziła z klasy na przerwę.
- Ayano poczekaj na nas-zawołały jej przyjaciółki Yukari i Nanase.
Ayano nie przejmuj się, do sprawdzianu zostało jeszcze parę dni, zdążysz się nauczyć- powiedziała Nanase starając się pocieszyć przyjaciółkę.
- To prawda- dodała Yukari uśmiechając się.
- Kannagi- san- krzyknął chłopak za dziewczyna.
- O, Kirito-kun o co chodzi?
- Wiesz.. jeśli chcesz to mógłbym pomóc ci z matematyką. Rozumiem ten temat i chętnie wyjaśnie ci jak się to oblicza-powiedział zziajany chłopak. Był trochę zmęczony, gdyż biegł za nią przez cały korytarz. Ayano nic nie powiedziała. Była w szoku. Kiruto-kun to chłopak w którym przez długi czas się podkochiwała,oczywiście zanim Kazuma wrócił, lecz on nigdy nie zwracał na nią uwagi.
- To bardzo miłe z twojej strony Kirito-kun-krzyknęła podekscytowana Yukari
- Tak ja też myślę że to dobry pomysł- dodała Nanase.
- E..no tak..dziękuję Kirito-kun- wreszcie odzyskała mowę.
- Więc może dzisiaj masz czas po szkole?
- Tak-nie dała rady wyksztusić nic innego
- Więc jesteśmy umówieni, do zobaczenia- powiedział chłopak po czym odszedł.
Kazuma jak zawsze siedział przed szkołą Ayano i czekał na nią. Robił to od kiedy wrócił, oczywiście ona o tym nie wiedziała. Kazuma musiał przyznać,że lubi Ayano. Nie wiem czemu, w końcu jest ona dziecinna i uważa się za kogoś ważniejszego z powodu pochodzenia, ale jest to w sumie jedyna dziewczyna, którą on toleruje. Po usłyszeniu dzwonka zobaczył dziewczynę po drugiej stronie ulicy, zaskoczyło go jednak to, co zobaczył. Obok dziewczyny po za jej przyjaciółkami szedł jakiś chłopak. Kazuma kojarzył go z widzenia,ale nie znał po imieniu. Tym bardziej nie widział nigdy w obecności Ayano. Właściwie to nigdy nie widział jej w towarzystwie jakiegokolwiek chłopaka poza nim i Renem. Wiedział,że dziewczyna nie ma w zwyczaju umawiać się na randki, co musiał przyznać odpowiadało mu, gdyż dzięki temu sam mógł spędzać z nią więcej czasu. Po za tym według niego on zdecydowanie szedł zbyt blisko niej. Postanowił, więc podejść bliżej i dowiedzieć się co to za chłopak.
Yoł Ayano- powiedział na przywitanie.
- O Kazuma.. a ty co tu robisz? Coś się stało?
- Nie, czemu miałoby się coś stać?- zapytał zaskoczony.
- Kannagi w takim razie widzimy się za 2 godziny- powiedział Kirito
- Ok, będę czekać-krzyknęła za nim, gdyż już pobiegł za swoimi kolegami.
- To niesamowite Ayano masz randkę- pisnęła Yukari entuzjastycznie.
- Co? Co w tym takiego niesamowitego?-oburzyła się Ayano
- No bo ty nigdy z nikim się nie umawiasz
- Po za tym przez długi czas kochałaś się w nim-dodała Nanase
- E..no niby tak ale...- jej twarz nabrała koloru jej włosów.
- Na serio? Haha jak mógł ci się podobać ktoś taki?-zaśmiał się Kazuma. W ten sposób próbował ukryć fakt,że wcale mu się to nie podobało.
- To było już jakiś czas temu, z reszta czemu ja się tobie tłumaczę? Przynajmniej w przeciwieństwie do niektórych jestem stała w uczuciach-odpowiedziała z większą pewnością w głosie niż czuła naprawdę.
- Pff..z resztą rób co chcesz-powiedział Kazuma i odszedł. Chociaż tak na serio po prostu uciekł, kierunek rozmowy nie podobał mu się. Po za tym nie miał zamiaru dłużej słuchać o tym co Ayano czuła lun czuje do tego chłopaka. Zatrzymał się przed drzewem i uderzył w pień, Nagle uświadomił sobie,że jest wściekły, ale nie wiedział czemu.
- Dlaczego tak mnie denerwuje widok Ayano z innym chłopakiem?-to pytanie nie dawało mu spokoju.
- Hehe- zachichotała Yukari- wygląda na to,że Kazuma jest zazdrosny.
- Co ty gadasz Yukari,pff..daj spokój to niemożliwe. Z reszta kogo obchodzi to co ten głupek myśli?
- Ciebie-bez zastanowienia odpowiedziała Nanase.
- To nieprawda!!-krzyknęła Ayano. Chociaż przed samą sobą musiała się przyznać,że bardzo by chciała by jej przyjaciółki się nie myliły.
Ayano po powrocie do domu postanowiła,że trochę potrenuje. Po obiedzie wzięła drewniany miecz i rozpoczęła swój "taniec". Nagle do pokoju wszedł Kazuma. Przyglądał się jej ćwiczeniom przez pewien czas z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po czym sobie poszedł. Dziewczyna nie rozumiała jego zachowania. Cieszyła się jednak,że po raz pierwszy nie usłyszała jakiejś złośliwości pod swoim adresem z jego ust.
- Ayano-nesan ktoś do ciebie- zawołał Ren
- Już idę- odkrzyknęła po czym podeszła do brata.
- Cześć Kirito-kun-przywitała się.-to mój brat Ren, Ren to Kirito, kolega z klasy.
- Miło mi ciebie poznać
Mnie również - odpowiedział brunet po czym podszedł do Ayano. Trzymał w rękach książki, prawdopodobnie te z których będą korzystać podczas nauki.
- Zapraszam do mojego pokoju- wskazała palcem drzwi na końcu korytarza.
Po wyjaśnieniach chłopaka, Ayano naprawdę zaczęła rozumieć jak rozwiązać te równania.
W tym samym czasie Kazuma siedział w ogrodzie przed domem wsparty o drzewo i rozmyślając nad tym co łączy tę dwójkę.Miał wrażenie,że siedzą już wieczność w tym pokoju.
- Uczą się..pff tak jasne, tak samo jak ja umiem używać magii ognia. Myślał też o tym jak Ayano wyglądała czarująco podczas swojego treningu, tak bardzo,że odebrało mu mowę. Nie był w stanie nic powiedzieć, tylko tam stał i się na nią gapił jak jakiś kretyn.
- Co się ze mną dzieję? Nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego.
Jego kontemplacje przerwał odgłos otwieranych drzwi. Po czym zobaczył Ayano z jej kolegą, miał nadzieję,że tylko kolegą. Rozmawiali o czymś. Kazuma nie mógł się powstrzymać, odszedł bliżej,aby słyszeć, o czym rozmawiali.
- Pójdziesz ze mną na randkę-zapytał brunet.
- Tak, chętnie-odpowiedziała Ayano-po czym dodała- bardzo ci dziękuje za pomoc...wiesz naprawdę mi pomogłeś..dziękuje-po czym pochyliła się i cmoknęła go w policzek. Chłopak natychmiast się zarumienił i uśmiechnął.
- Nie ma za co, zawsze chętnie ci pomogę Kannagi
- Proszę mów mi Ayano
- A...dobrze Ayano, więc przyjdę po ciebie jutro, do zobaczenia-powiedział po czym wyszedł.Kazuma stał jak wryty i próbował przyswoić to co właśnie usłyszał.
Następnego dnia po szkole Ayano przebrała się w piękną sukienkę. Swoją drogą rzadko miała okazję do zakładanie jej. Kirito zaprosił ją na urodziny swojej starszej siostry. Zgodziła się właściwie z wdzięczności. Chłopak był dla niej bardzo pomocny, więc chciała zrobić coś dla niego. Tak naprawdę nawet nie traktowała tego jak randkę. Zawsze uważała,że randka to czas w którym spędza się czas we dwoje z chłopakiem, a nie jego rodziną i znajomymi. Nagle przed oczami stanęła jej scena jej i Kazumy w restauracji. To jednak też nie była prawdziwa randka. Chłopak zabrał ją tam tylko dlatego,że sam chciał coś zjeść.
Kazuma siedział przy stole i jadł jakieś danie. Właściwie to nie można było za bardzo nazwać tego jedzeniem, po prostu dłubał pałeczkami w talerzu. Nie mógł wyrzucić z głowy tego,że Ayano jest teraz z kimś na randce. W końcu zrozumiał pewną oczywistą rzecz
- Jestem w niej zakochany-pomyślał-kocham ją-powiedział cicho
- Co? Mówiłeś coś?-zapytała go blondynka siedząca obok.
- Nie Wendy, nic nie mówiłem- odpowiedział solenizantce. Był właśnie na urodzinach jednej ze swoich dziewczyn. Oczywiście to nic poważnego. Po prostu myślał,że jeśli wyjdzie gdzieś z domu to nie będzie ciągle myślał o Ayano. Na nic się to nie zdało, ponieważ nie umiał wyrzucić jej z głowy.
W tej chwili do mieszkania wszedł chłopak z dziewczyną. Była ona najpiękniejszą dziewczyną jaką Kazuma widział kiedykolwiek, Jej włosy opadały kaskadą fal w okół jej ramion. Miały kolor krwosto czerwony, wiedział,że już kiedyś go widział. Dziewczyna była w długiej do kolan fioletowej sukni i butach na obcasach. Jej oczy spotkały jego, miały miodowy kolor i nagle to go dopadło.
- Ayano-szepnął zaskoczony. Nie mógł jednak zrobić nic więcej, gdyż jej towarzysz właśnie złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Ostatnią rzeczą jaką zobaczył był szkarłat jej włosów,które delikatnie opadały jej na plecy, kiedy odchodziła.
Ayano nie mogła uwierzyć w to,że na jej pierwszej randce jest też Kazuma.
- Co on tu w ogóle robi?-zadawała sobie to pytanie-czy możliwe,że mnie śledzi?
Czas na imprezie urodzinowej dłużył jej się niemiłosiernie. Dowiedziała się,że Wendy siostra Kirito jest także jedną z dziewczyn Kazumy. Kiedy wychodziła z łazienki ktoś złapał ją za rękę i wciągnął do pokoju gościnnego. Panowała w nim całkowita cisza, więc nie widziała kto ją tu wciągnął.
- Uważaj, bo umiem się bić i używać magii
- Haha dajesz. Chętnie to zobaczę-zaśmiał się tajemniczy głos
- Kazuma? Co ty wyprawiasz? Dlaczego mnie tu zabrałeś?- zapytała zdezorientowana dziewczyna.
- Ja...cóż..sam nie wiem. Ehh...nie wiem jak to wyjaśnić, ale nie mogę patrzeć jak jesteś z tym chłopaczkiem.
- O czym ty mówisz?
- O tobie i twoim chłopaku.
- Słucham? Kirito-kun to mój kolega
- Taa..kolega.pff...a od kiedy z kolegami chodzi się na randki?
- O co ci chodzi? Nawet jeśli, to nie twoja sprawa. Przecież nic nas nie łączy.
- Nic,mówisz..hm..jesteś pewna?
-Co? Ne wiem do czego zmierzasz Kazuma,ale nie mam zamiaru bawić się w twoje gierki.
- Ja też myślałem,że nic nas nie łączy...do momentu w którym zobaczyłem was razem
- O czym ty mówisz?
- O tym,że jestem zazdrosny ok?-wypalił  wreszcie
- Co?-zapytała zbita z pantałyku
- Ehh..powiedziałem,że jestem zazdrosny-tym razem powiedział spokojnie, opanowanym i pewnym głosem.Nim jednak zdążyła zebrać myśli i dać mu jakąś odpowiedź, on pochylił się delikatnie i pocałował ją. Bez zastanowienia odwzajemniła pocałunek. Była miło zaskoczona,że tak dobrze jej szło, gdyż to był jej pierwszy pocałunek, nie miała doświadczenia- w przeciwieństwie do Kazumy-ta myśl pojawiła się w jej głowie nieproszona,ale szybko udało jej się tego pozbyć.
- Kazuma-wyszeptała dziewczyna bez tchu
- Kocham cie Ayano-powiedział szczerze patrząc jej w oczy.-Prawdę mówiąc czuje to od dawna,ale dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Przecież nie bez powodu byłaś jedyną osobą, która mogła mnie przekonać,że teraźniejszość jest dla mnie ważniejsza niż przeszłość.co nawet Renowi się nie udało.
- Kazuma...jeśli to jakiś kolejny żart...to
- Ja nie żartuje Ayano..kocham cie
Dziewczyna nabrała koloru purpury,lecz przy padającym świetle księżyca w okna zauważyła,że nie ona jednak nabrała takiego koloru. Kazuto również był zarumieniony a także i jakoś dziwnie ciepły.
- Ja..ja też cie kocham-powiedziała cicho po czym nie pewnie spojrzała mu w oczy. Po raz pierwszy dostrzegła w nich szczęście,prawdziwe szczęście. Uśmiechnął się promiennie po czym powiedział-zmywajmy się stąd. Teraz zabiorę cie na prawdziwą randkę.
- Dobrze
Po chwili wziął ją na ręce, otworzył okno i wyskoczył przez niego z nią w ramionach. Po czym zaczął biec. Ayano wtuliła się w niego mocniej i zrozumiała jak bardzo jest szczęśliwa.














Z góry przepraszam za błędy. Właśnie czegoś w tym rodzaju mi brakowało w anime. Momentu w którym to Kazuma byłby zazdrosny. To jedne z moich ulubionych scen z resztą podejrzewam,że po przeczytaniu reszty już sami to zauważyliście ;).