Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fairy tail jerza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fairy tail jerza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 października 2015

07-Nowy początek (Jerza) (6/7)

Po wejściu do gildii wszyscy przywitali Erzę z otwartymi ramionami. Mira przyniosła jej ulubiony torcik truskawkowy i przez jakiś czas rozmawiały. Jellal przyglądał jej się ukradkiem. Patrzył na to ja się śmieje z czegoś co powiedziała jej dziewczyna oraz jak delektuje się swoim ciastem.
- Ojj jak to zrobiłeś?- doszedł do niego czyjś ciekawski głos?
- Zrobiłem co?
- Jak to co. Jak udało ci się prawie pokonać Erzę? Stary byłeś świetny serio. Niewiele brakowało- powiedział Natsu z podziwem. Chłopak przyglądał mu się z taką intensywnością iż Jellalowi wydawało się,że za chwile go prześwietli na wylot i dowie się kim jest. Wiedział,że musiał coś powiedzieć by zaspokoić ciekawość chłopaka,ale nie miał pojęcia co. Nie mógł w tym momencie niczego wymyślić.
- Masz rację,niewiele-odezwała się Scarlet,która właśnie podeszła do ich stolika- prawdę mówiąc to myślałam,że już po mnie. Niebiesko włosy chłopak spojrzał na nią,kiedy ona rozmawiała z Natsu. Była ubrana w niebeską, letnią sukienkę na ramiączkach z dosyć głębokim dekoltem i niebeskie buty na koturnie. Jej włosy opadały kaskadami na jej ramiona i plecy. Grzywka zasłaniała jedno z pięknych brązowych pełnych życia oczu. Właściwie to wyglądała naprawdę wspaniale. Na pewno nie jak ktoś kto właśnie wyszedł ze szpitala. Była pełna energii i siły. Do tej pory nie miał okazji widzieć jej takiej. Zawsze chodziła w zbroi,która pomimo tego iż uwydatniała jej walory, zasłaniała połowę jej ciała.
- Właśnie miałem o to zapytać..gdzie twoja zbroja Erza?- zapytał Dragoneel przyglądając się przyjaciółce z dziwnym wyrazem twarzy. Jellal podejrzewał,że tak jak i on, chłopak też być może nie miał okazji widzieć dziewczyny tak ubranej już od dawna.
- Moja zbroja została zniszczona podczas walki z Minerwą, a moja druga zbroja zastępcza podczas walki z Junzo. Ehh…oddałam je do naprawy,ale do tej pory będę musiała ubierać się w ten sposób. A co aż tak źle wyglądam?
- Co? Nie wręcz przeciwnie,ale no wiesz to po prostu do ciebie nie pasuje,to nie twój styl.
- Tak..chyba masz rację. Lucy mi ją pożyczyła,więc…
- Czekaj..co? Lucy ci ją dała? To znaczy,że to jej sukienka? Nigdy jej  niej nie widziałem.
- Tak bo to jest jednak z sukienek,które nosiła jeszcze jako Lucy Hearfilia, no wiesz dziedziczka bogatej rodziny itd.
- A, więc to sukienka Lucy-pomyślał. To wszystko wyjaśnia. Erza nie miała w zwyczaju ubierać się w ten sposób, po za tym pomimo tego iż dziewczyny mają podobną figurę to ubranie było na Erzę zdecydowanie zbyt ciasne i krótkie.

Po jakiejś godzinie rozmowy Erza wyciągnęła go z pośród przyjaciół i zaciągnęła pod tablicę ze zleceniami.
- Co ty na to abyśmy wybrali się razem na jakieś zlecenie? Mamy podobne umiejętności i wydaje mi się,że stanowilibyśmy świetny zespół.
Perspektywa pójścia na misję z Erzą, tylko oni sami we dwoje była zbyt kusząca żeby odmówić.
- Pewnie. Masz coś konkretnego na myśli?
Dziewczyna przez chwile wpatrywała się w tablice, po czym odpięła jedną z kartek i podała mu do ręki.
- Myślę,że ta powinna być dobra.

Erza wybrała zlecenie,które polegało na ochronie broni magocznej. Większość z nich opirała się na żywiołach,więc była to nie byle jaka broń. Osoby posługujące się np.żywiołem wody jak Juvia mogłyby jeszcze dodatkowo zwiększyć swą moc, natomiast takie,które nie mają możliwości kontrolowania żywiołów zyskałyby taką szansę. Najczęściej były to miecze i tarcze. Właściciel magazynu obawiał się kradzieży broni,dlatego postanowił wynająć magów. Erza i Junzo siedzieli po 2 stronie przepaści. Zdążyli już rozłożyć namiot, a za chwile mieli zamiar zjeść coś na kolacje. Nieopodal miejsca w którym się znajdowali płynęła rzeka dlatego też Junzo złowił kilka ryb i przyniósł chrust. Dziewczyna wypatroszyła i przyrządziła ryby, a także rozpaliła ognisko. Musiała przyznać,że nie była najlepszą kucharką i w głębi duszy miala nadzieję,że chłopakowi posmakuje przyrządzony przez nią posiłek. W sumie to zależało jej na tym bardziej niż powinno. W trakcie jedzenia kolacji miała okazję lepiej mu się przyjrzeć. Jego czarne włosy połyskiwały w świetle księżyca. W jego oczach natomiast odbijały się płomienie z ogniska, przez co nabrały jeszcze jaśniejszego kolory. Wyglądał jak kot na polowaniu, czujny,bystry i gotowy do walki w każdej chwili. Scarlet miała jednak serdecznie dość niezręcznej ciszy,która panowała, między nimi. Wśród całej wyprawy zamienili zaledwie parę zdań w pociągu. Na dodatek wszystkie dotyczyły pracy: planu ataku, wybierania najlepszego miejsca obserwacyjnego et cetera. Był bardzo zamyślony i wydawał się być myślami zupełnie indziej.
- Myślisz,że ktoś postanowi ukraść broń?
- Hm…? Aa myślę,że mogłaby się przydać paru osobom, które nie potafią dobrze posługiwać się mocą żywiołów. Słyszałem o pewnej grupce magów,który zrabowali już całkiem sporą ilość broni. Potem sprzedają ją na czrnym rynku i zarabiają na tym krocie.
- Powiedz mi o czym tak ciągle rozmyślasz…hm?
- Rozmyślam?
- Tak, wiem,że myślami jesteś zupełnie indziej. Powiedz mi czy coś się stało?- zapytała po czym zbliżyła się do niego. Chciała widzieć jego twarz,kiedy będzie odpowiadał. Była ciekawa tego czy uda jej się coś z niej wyczytać, no to,że kłamie, tak jak potrafiła to robić np. w przypadku Jellala. Odpędziła szybko myśli o okochanym chodź z nie małym trudem i cała swoją uwagę skupiła na chłopaku siedzącym przed nią. Wyglądał na zaskoczonego i zaniepokojonego. Najwyraźniej nie miał ochoty poruszać tego tematu. Ona natomiast nie przejęła się tym zbytnio. Musiała wiedzieć.
- Chodzi o mnie? Jeśli nie chciałeś iść ze mną wystarczyło powiedzieć- spojrzała mu prosto w oczy
- Dlaczego sądzisz,że nie chce z tobą pracować?- zapytał niby mimochodem, lecz Tytania dostrzegła,że był spięty.
- A nie mam racji? Słuchaj już nie jeden raz byłam na podobnego typu zleceniach i jeśli mam być szczera to nigdy nikt mnie tak nie ignorował- była zła, naprawdę zła, a nawet nie wiedziała czemu.-Czemu tak zabiegam o jego uwagę?
- Przecież wcale cie nie ignoruję Erza..ja…ja tylko…
- Co?- niemal warknęła
- Próbuje się skupić na naszym zadaniu. A twoja obecność skutecznie mi to uniemożliwia.
- Co..co masz przez to na myśli Junzo?- jeszcze bardziej się do niego zbliżyła. Jej serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się urywany i nierówny. U niego natomiast dostrzegła taką samą reakcję.
- Twoja bliskość-wydukał- proszę cię odsuń się Erza
- Dlaczego? Boisz się mnie?
- Nie…nie boję się tylko,że..
- Tylko,że co? Nie lubisz mnie?
- Haha- zaśmiał się bez wesołości w głosie- uwierz mi,że nie w tym tkwi problem.
- Powiedz mi co jest w tobie takiego..takiego znajomego…tajemniczego i przyciągającego?
- Erza…-zaczął,ale nigdy nie było dane jej dowiedzieć się co chciał powiedzieć,gdyż pochyliła się na tyle, by dosięgnąć ustami jego. Oddał pocałunek natychmiastowo co bardzo ją zaskoczyło. Nie spodziewała się tego. Raczej tego,że ją odepchnie i każe trzymać się jej z daleka. Nie zrobił tego jednak. Zamiast tego wplątał palce w jej włosy,a drugą rekę położył na jej talii w ten sposób jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. W tym pocałunku było coś zarówno łapczywego, jak i łagodnego. Zupełnie jak by czekał na to tak długo i  końcu się doczekał,ale równocześnie obawiał się tego,że zrobi coś nie tak i zrazi ją do siebie. Ona jednak nie miała teraz ochoty na zabawy w nieśmiałego. Wplotła Ręce w jego włosy i przyciągając go do siebie pogłębiła pocałunek. Sprawiła,że położył się na ziemi na plecach,a ona zawisła nad nim. Nagle usłyszała za sobą hałas. Oboje zerwali się na równe nogi natychmiastowo. Nie mogli złapać oddechu w powodu niedawnej bliskości dlatego trochę to zajęło zanim się do siebie odezwali. Erza przełknęła ślinę,bo nagle zaschło jej w ustach i powiedziała
- Ten hałas dobiega z magazynu, więc mamy odpowiedź.
- Tak,lepiej się pospieszmy. 

czwartek, 8 października 2015

07- Nowy początek (Jerza) (5/7)


Znowu siedział w lecznicy, po za nimi nie było tam nikogo innego. Był bardzo ostrożny i przychodził tylko wtedy, kiedy wiedział,że nikogo innego nie będzie. Nie chciał wzbudzać niczyich podejrzeń. Jak miałby się wytłumaczyć z tego,że całymi godzinami patrzy jak Erza śpi? Przecież teoretycznie poznał ją dopiero wczoraj. Ale teraz nie siedział przy niej Junzo, tylko Jellal. Przyglądał się jej jak spała.Patrzył jak w równym, spokojnym oddechu unosi się jej klatka piersiowa i opada wraz z wydechem. Słuchaj jej oddechu i trzymał ją delikatnie za rękę. Jej rysy były zrelaksowane i wyglądała na taką niewinną i bezbronną, jakiej Jellal nigdy nie miał okazji jej zobaczyć, gdy była przytomna. Czułym gestem odgarnął jej parę kosmyków z twarzy. Zwrócił uwagę na to w jak wspaniale układały się jej włosy na poduszce. Opadały falami, tworząc coś na kształt kwiatu-czerwonej róży. Fernandes dobrze wiedział,że tego widoku nigdy nie zapomni, oraz to,że nigdy mu się nie znudzi patrzenie na to ja ona śpi.
Rozejrzał się po sali, dopiero teraz zwrócił uwagę na jej wygląd. Ściany były pomalowane na bardzo łagodny odcień żółtego. Po bokach, przy ścianach zostały poustawiane białe szafki na rzeczy pierwszej pomocy, takie jak bandaże, plastry i inne opatrunki, woda utleniona itd., Na półkach zostały poustawiane różnego rodzaju lekarstwa, rozpoczynając od przeciwbólowych, przez przeciwgorączkowe, a kończąc na leki odtruwające. W szpitaliku znajdowały się 4 łóżka,które zostały poustawiane w rzędach po prawej i lewej stronie drzwi, znajdujących się po środku ściany. Naprzeciwko tej ściany znajdowała się ściana z oknami, było trochę uchylone, ponieważ był piękny dzień, słońce świeciło na niebie niczym rozjarzona latarka. Lekki wiaterek wlatywał do pomieszczenie, dając uczucie przyjemnego ochłodzenia i lekko mierzwiąc mu włosy. Było zbyt gorąco na noszenie peruki, więc zdjął ją i położył sobie na kolanach. Jego magia pozwalała mu jedynie na zmianę rysów twarzy, dzięki czemu pozbył się znamienia na policzku. Jego budowa ciała oraz włosy pozostały jednak bez zmian. Na jego gust chyba dobrze wybrał, gdyż kiedy przechodził przez miasto dziewczyny oglądały się za nim i piszczały na jego widok. Chłopak zdawał się jednak w ogóle tym nie przejmować. Ledwo zwracał na nie choćby część swojej uwagi. Dla niego po za tą szkarłatnowłosą dziewczyną nie liczył się nikt inny.

  Obejrzał się jeszcze za siebie, by się upewnić,że nikt się przypadkiem nie pojawił.
Zanim otworzyła oczy, poczuła,że czyjaś ciepła dłoń dotyka jej ręki.Została ona jednak zabrana w momencie w którym zrobiła najmniejszy ruch. Nim otworzyła oczy próbowała sobie przypomnieć co się stało i gdzie jest. Po specyficznym  zapachu leków i czystej pościeli uświadomiła sobie,że musi być w lecznicy,zaraz potem przed oczami mignęła jej walka z Junzo. Przez chwile nawet wydawało jej się,że czuła obecność Jellala, ale jej wątpliwości rozwiały się, kiedy otworzyła oczy.Uznała,że musiało jej się wydawać tylko dlatego,że chciałaby żeby to był on. Gdy otworzyła oczy znowu ujrzała to złote spojrzenie, a zaraz potem czarne, gęste włosy. Bardzo zaskoczył ją fakt,że to właśnie Junzo przy niej siedzi. W końcu znali się dopiero 2 dzień. Nie mogła jednak zapomnieć jak serce zaczęło jej walić podczas małego incydentu podczas walki. Gdy sobie o tym przypomniała automatycznie zerwała kontakt wzrokowy i spojrzała na swoje dłonie.
- Erza dobrze się czujesz?-zapytał zaniepokojony. Spojrzała na niego i odpowiedziała.
- Tak, wszystko w porządku- usiadła prosto i zapytała- a Ty co tu robisz? Kiedy nie odpowiedział tylko spojrzał na nią zaskoczony, dodała
- Czemu tu ze mną siedzisz?
- Martwiłem się o ciebie, widząc jej minę dodał szybko- to znaczy martwiłem się,że trochę przesadziłem i chciałem wiedzieć,że z tobą wszystko ok.
- Nic mi nie jest, nie takie walki udawało mi się przeżyć.Nie przejmuj się tym A gdzie reszta?
- Natsu,Lucy i Grey dostali zlecenie.Kazali mi ci przekazać,że ggy wrócą to cie odwiedzą.
- W takim razie odwiedziny nastąpią w akademiku, bo ja czuję się już naprawdę nieźle. Wstała i podeszła do okna. Pozwoliła by wiatr trochę zmierzwił jej włosy. Po chwili odwróciła się do niego twarzą i spytała
- Gdzie nauczyłeś się tak dobrze walczyć?
- Lata praktyki, ale ty też jesteś całkiem silna.
- Całkiem silna? Jeszcze nie widziałeś moich pełnych możliwości. Najwyraźniej nie doszłam jeszcze do siebie po walce z Tartaros-powiedziała, pomimi tego,że wiedziała iż i tak by przegrała nawet gdyby była w dobrej formie, Junzo jest po prostu zbyt silny.
- Skąd pochodzisz?
- Z naprawdę daleka, wątpię żebyś kojarzyła to miejsce, jest naprawdę małe.
- Ja również pochodzę z małej wioski,która nazywa się Rosemary.
- Ja pochodzę z wioski ryżu to daleko na południe stąd.
- W porządku wracajmy do gildii.
- Dobrze

wtorek, 6 października 2015

07-Nowy początek (Jerza) (4/7)

Plac treningowy okazał się być dużym miejscem niedaleko od gildii. Był to prostokąt z betonu, coś na kształt boiska. Wyglądało to tak jakby znajdował się w środku lasu,ponieważ drzewa otaczały go z każdej strony. Całe Fairy tail stanęło na około i czekało na walkę, która miała za chwile się rozpocząć.
- Gotowy?- zapytała Erza,gdy kiwnął głową użyła podmiany, by zmienić zbroję. Jak na razie ubrała prostą zbroję składającą się z długich spodni i bandaża oplatającego jej klatkę piersiową, włosy związała w kucyk, a w ręce trzymała miecz. Jellal zdjął płaszcz,który miał na sobie uważając,by ni zrzucić przy okazji peruki.którą był zmuszony ubrać,gdyż jego niebieskie włosy za bardzo rzucały się w oczy.
- W takim razie zaczynajmy-powiedziała i ruszyła na niego. Była bardzo szybka i zwinna. Często walczyli w zwarciu Kiedy jednak Erza zaczęła walczyć na poważnie i użyła zbroi niebiańskiego koła Jallal także zaczął korzystać ze swojej magii. Najczęściej była to magia żywiołów, nie aż tak potężna, dzięki której udawało mu się odpierać ataki. Mógł jej używać do woli, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Tak naprawdę to przez większość czasu był w defensywie. Nie miał najmniejszej ochoty na walkę z dziewczyną, a ona najwyraźniej to wyczuła, bo zaczęła bardziej na niego nacierać, nie dając mu wyboru, przez co musiał zacząć używać potężniejszej magii, by móc nadal odpierać jej ataki.
- Jeśli nie będziesz dawał z siebie wszystkiego to przegrasz- ostrzegła go Scarlet i po raz kolejny zaatakowała. Tym razem jednak był to dużo potężniejszy cios od poprzednich, gdyż zupełnie nie przygotowany na to chłopak poleciał parę metrów do tyłu. Wiedział,że musi zacząć walczyć na poważnie, jeśli nie chce wylądować na deskach w ciągu kilku najbliższych sekund. Po użyciu magii magii Załamania otchłani udało mu się sprowadzić ją do defensywy na jakiś czas.

Erza po raz pierwszy od dawna musiała walczyć na całość podczas zwykłego sparingu. Musiała przyznać,że Junzo był naprawdę silny. Sposób jego walki kogoś jej przypominał,ale nie mogła przypomnieć sobie kogo, z resztą i tak  nie miała na to czasu, bo cały czas musiała odpierać jego ataki. Odnosiła dziwne wrażenie jakby już kiedyś z nim walczyła,ale szybko odpędziła tę myśl, gdyż wiedziała,że to nie jest możliwe. Jej uszu dobiegły niezadowolonego Natsu, który cały czas darł się
- Erza co to ma być? Jak tak dalej pójdzie to przegrasz!!
- Natsu Junzo musi być naprawdę silny skoro Erza ma z nim takie problemy- wtrąciła się Lucy
- Albo po prostu wyszła z wprawy- skwitował chłopak
Tytania starała się skupić na walce na tyle, by nie słyszeć ich głosów. Musiała się w pełni skoncentrować na swoim przeciwniku, bo inaczej przegra, dobrze o tym wiedziała. Jednak Junzo nie dawał na wygraną użył magii ciała niebieskiego i powalił ją na ziemię. Usiadł na niej okrakiem całkowicie przygniatając ją do ziemi swoim ciałem,przytrzymał jej ręce nad jej głową. Czuła się bezsilna, szarpała się i próbowała wyrwać,ale nic z tego. W oddali słyszała dźwięki zaskoczenia i niedowierzania
- Erza na deskach? To..to niemożliwe- powiedziała Lucy
- Niemożliwe, a jednak. Wstawał Erza!!-wrzeszczał Natsu- nie możesz przegrać z nowicjuszem!!! Wstawaj!!!
- Nowicjuszem-pomyślała Erza- to on zdecydowanie nie jest. Zaczęła się zastanawiać nad tym jak duże doświadczenie w walce musiał mieć ten tajemniczy chłopak, który pojawił się znikąd. Przestała się szarpać uznając swoją przegraną i spojrzała mu w oczy. Miały miodowy kolor, miała wrażenie,że już na pewno je kiedyś widziała. Kiedy tak zaczęła się w nie wpatrywać,miała wrażenie,że w nich tonie. Chłopak też się jej przyglądał, a ona poczuła,że jej serce zaczęło szybko walić. Przez twarz Junzo przeszło kilka emocji, mogła je czytać jak z otwartej książki.Najpierw zaskoczenie,potem troska, a na końcu zmieszanie. Przy tej ostatniej jego mięśnie się rozluźniły,a uścisk osłabł. Ezra wykorzystała chwilę nieuwagi chłopaka, sięgnęła po miesz i tym razem to ona przygniotła go własnym ciałem, siadając na nim okrakiem i przyciskając miecz do jego gardła. Znów na niego spojrzała i zobaczyła wyraz całkowitego zaskoczenia, potem przeszło w rozbawienie, a iskierki radości błysnęły w jego pięknych oczach na końcu jednak dostrzegła w nich dumę, albo jej się wydawało.
- Wygrałaś-powiedział z uśmiechem, lekko się śmiejąc- chciałbym ci pogratulować.
- Śmiało-odpowiedziała tym samym. Zauważyła,że jest jeszcze bardziej rozbawiony, oraz dostrzegła,że trochę się zarumienił. Przez chwilę nie rozumiała dlaczego
- A czy mógłbym najpierw wstać?-powiedział z rozbawieniem
Dopiero teraz uświadomiła sobie z pełną mocą,że cały czas siedziała na nim okrakiem, na dodatek bandaż przytrzymujący jej piersi został lekko sfatygowany podczas walki,przez co jednak z piersi zaczęła trochę wystawać. Gdy się zorientowała, wstała szybko cała czerwona i zażenowana
- Przepraszam- wypaliła
- Nic nie szkodzi- Junzo wstał wolno z ziemi po czym wyciągnął do niej rękę,kiedy ją przyjęła spojrzała mu w oczy uświadamiając sobie,że przez cały ten czas ją obserwował, przez co jej twarz nabrała koloru jej włosów. Gdy ich dłonie się zetknęły przeszedł ją dziwny,ale przyjemny dreszcz.
- Gratuluję Erzo Scarlet- powiedział z promiennym uśmiechem. Wymówił jej nazwisko z dziwnym naciskiem,jakby w ten sposób chciał jej coś przekazać, albo tylko jej się tak wydawało. Cała reszta szybko do nich podbiegła.
- Wow!! To dopiero była walka!!!–wrzeszczał Natsu- teraz musisz zmierzyć się ze mną, zobaczysz tym razem cie pokonam!!
- Wygrałaś Erza- krzyknęła Lucy
- Tak-powiedziała Tytania cicho, bardziej do siebie niż w odpowiedzi. Wiedziała bowiem,że gdyby nie chwilowa nieuwaga chłopaka, na pewno by przegrała. Nagle zaczęło zawracać się jej w głowie, ziemia zaczęła się zbliżać niebezpiecznie szybko, a ciemność zaczynała ją otaczać. Głosy w około słyszała, tak jakby dobiegały z bardzo daleka. Poczuła,że upada,a potem,że czyjeś silne ramiona ją łapią, tym samym ratując przez upadkiem. Ostatnie co zobaczyła to te piękne miodowe oczy,a jej ostatnią myślą było,że te oczy wyglądają na pełne sekretów, zanim nie pochłonął ją mrok. 

niedziela, 6 września 2015

07- Nowy początek (Jerza) (2/7)

Podbiegł do zgliszcz i zaczął przekopywać pozostałości, by ją odnaleźć. Reszta ruszyła jego śladem. Tytania leżała pod największą stertą kamieni. Jellal odsunął pozostałości gruzu, po czym podszedł bliżej. Dotknął delikatnie jej czoła, po czym odsunął grzywkę na bok.
- Erza- wyszeptał zmartwiony- Erza proszę odezwij się. Odpowiedzi nie było słychać. Dziewczyna nie wydała żadnego ruchu po za rytmicznym podnoszeniem się jej klatki piersiowej. Wiedział,że żyje, ale jest w okropnym stanie i potrzebuje natychmiastowej pomocy. Wziął ją na ręce i lekko ucałował w czoło. Po czym odwrócił się do reszty, a widząc ich zmartwione miny powiedział tylko cicho – żyje.

Mijały dni, a Erza nie odzyskiwała przytomności. Polusca powiedziała,że jej życiu nic nie zagraża, jednak jej organizm potrzebuje solidnego wypoczynku, dlatego nikt nawet nie próbował na siłę jej wybudzać. Przyjaciele przychodzili codziennie, by sprawdzić stan jej zdrowia. Jednak stałym bywalcem w lecznicy był Jellal. Siedział przy niej dniami i nocami. Nie chciał nawet spuścić z niej oka. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,że tak niewiele brakowało, aby ją stracił. Obiecał,więc sobie,że już nigdy więcej nie dopuści do takiej sytuacji. Teraz,kiedy leżała obok niego z zamkniętymi oczami zdał sobie sprawę z całą mocą jak bardzo ją kocha. Wiedział to już od dawno, chociaż próbował stłumić w sobie to uczucie,gdyż wiedział,że na nią nie zasługuje. Nie po tym co jej zrobił. Jak bardzo ją zranił, a tym bardziej,że usiłował ją zabić. Ta myśl nie dawała mu spokoju. Po odzyskaniu pamięci śnił o tym każdej nocy. O tym jak zabił Simona, gdyż to właśnie on ochronił dziewczynę. Jellal już w dzieciństwie był zazdrosny o Simona. Doskonale wiedział jakim uczuciem tamten darzył Scarlet i nigdy mu się to nie podobało. To on chciał być tym, który będzie jej pomagać i ją chronić. Ironia losu sprawiła jednak,że to przed nim musiała być chroniona. Kiedy duch Zerefa za sprawą Ultear zaczął go kontrolować nie miał wpływu na swoje czyny. Przez krótki moment udało mu się zachować świadomość, lecz został jej całkowicie pozbawiony podczas rozmowy z Tytanią. Podczas której wyrzucił ją z wieży R i kazał cieszyć się swoją przelotną wolnością. Zabronił jej także powrotu i uratowania jej przyjaciół. Im natomiast wmówił,że ich „starsza siostrzyczka „ po prostu ich porzuciła. Uwierzyli w to wszyscy po za Simonem, który za bardzo kochał Erzę, by w to uwierzyć. Udawał,że jest lojalny w stosunku do Fernandesa tylko dlatego,iż wierzył,że któregoś dnia Erza ich ocali. Teraz to wydaje się śmieszne, wręcz niedorzeczne, ale wtedy faktycznie myślał,że ich wolność znajduje się właśnie w miejscu w którym zostali uwięzieni. Nie widział jej przez tak wiele lat po za jej wizytami w Radzie Magicznej, ale tylko jako Siegrain. Pomimo tego to właśnie jej imię było jedyną rzeczą jaką pamiętał podczas amnezji, a to mówi samo za siebie. Któregoś dnia siedząc obok niej zauważył,że zaczyna otwierać oczy wstał z krzesła i wyszedł. Po prostu uciekł. Nie wiedział z jakiego powodu,ale sądził,że tak będzie lepiej, że ona nie powinna go zobaczyć. Przecież nie byli parą. Jedyne co ich łączyło to sekretne uczucie o którym o dziwo wiedzieli już wszyscy łącznie z nimi. Nie potrafili się jednak do tego przyznać.

Erza po otworzeniu oczu rozejrzała się po całej Sali, gdyż odnosiła wrażnie jakby kogoś brakowało. Jakby czuła czyjąś obecność, a teraz ona zniknęła. Po chwili uznała,że pewnie coś jej się wydawało i wstała z łóżka. W tym momencie do lecznicy weszli Natsu,Lucy, Grey i Happy.
- Yoł Erza jak się czujesz?- zapytał Natsu.
- Już dobrze-odpowiedziała.
- A gdzie Jellal?- spytała Lucy po tym jak rozejrzała się w około.
- Jellal?
- No tak. Przesiadywał tu z tobą całe dnie i noce…hm…dziwne,że go tu nie ma- zamyśliła się- W końcu to on cie tu przyniósł, a potem nie odstępował na krok.
- Jellal…-wyszeptała Scarlet
- Oni się llluuuubią- dodał Happy
Dziewczyna jednak zdawała się już nawet tego nie słyszeć-Jellal tu był-to jedyne co jej chodziło teraz po głowie i nagle zrozumiała- to jego obecność wyczuwałam…więc gdzie jest teraz? Po krótkich rozmyślaniach wróciła myślami do swoich przyjaciół. Akurat by usłyszeć idiotycznie pytanie jednego z nich.
- Erza, kiedy się ze mną zmierzysz?- zapytał Natsu z szerokim uśmiechem. Zupełnie nic nie robiąc sobie ze stanu przyjaciółki.
- Natsu, daj jej spokój musi wypoczywac…pff ty to masz pomysły- zbeształa go Lucy
- No właśnie idioto nie widzisz w jakim jest stanie? Naprawdę co ty masz w tej głowie?- zadrwił Grey
- Draniu, a ty chcesz się bić?
- Dajesz niedopałko
- Coś ty powiedział ekshibicjonisto
W tym momencie wszyscy popatrzyli na niego ze zdziwieniem.
- No co?- oburzył się
- To ty znasz takie słowa?- zapytała Lucy
- No właśnie mnie też to zaskoczyło, bo nicy skąd?- powiedział Grey
- Za kogo wy mnie macie? Za jakiegoś kompletnego idiotę?- wrzasnął. Po ciszy jaka mu odpowiedziała dodał- z książki- odpowiedział naburmuszony
- Z książki?- Grey mało nie wybuchł śmiechem- a od kiedy ty czytasz co? Niby z jakiej?
- Z książki Lucy- odpowiedział normalnie
- Lucy?- powiedział Grey z niedowierzaniem- o czym ty piszesz?
- Co?- pisnęła cała zaczerwieniona ze wstydu- a z resztą to nie wasza sprawa. Po za tym kto ci pozwolił ją czytać Natsu?- krzyknęła blondynka.
- O co ci chodzi?- zapytał. Zupełnie nie rozumiał gniewu przyjaciółki- leżała sobie na biurku, więc ją wziąłem i przeczytałem.
- Kiedy?
- Hm…wczoraj wieczorem jak się kąpałaś. Happy gdzieś sobie poszedł, a mnie się nudziło, więc tak jakoś wyszło- odpowiedział jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Zaraz co ty u niej robiłeś tak późno?- zauważył Grey
- Nnnattsu!- krzyknęła Lucy, a potem cała trójka zaczęła się kłócić. W tym momencie Erza patrząc na to zaczęła się śmiać. Oni słysząc śmiech przyjaciółki zamilkli i spojrzeli na nią.
- Erza, co się stało?- spytała Heartfilia
- Nic-powiedziała Tytania wciąż się śmiejąc- po prostu dopiero teraz poczułam,że jestem w domu. Wszyscy popatrzyli po sobie, po czym wybuchnęli śmiechem.

Następnego dnia Erza wróciła do gildii. Wszyscy urządzili jej przyjęcie powitalne. Fairy tail bawiło się, śmiało, śpiewało o tańczyło.Nie obyło się też oczywiście bez występu na scenie Gajjela oraz Miry, a także walki Natsu z Greyem. Powstrzymującej ich Lucy i kibicującemu obojgu Elfmanowi, pijanej Cany oraz mistrzowi,który próbował wszystkich przekrzyczeć. Erza przypomniała sobie to jak się czuła,gdy trafiła tu po raz pierwszy. Pierwsza myśl jaka wtedy przyszła jej do głowy to „ to jakiś dom wariatów”., ale z czasem przywykła do tej sytuacji, tłumacząc sobie,że to w końcu Fairy tail. W tej chwili do gildii wszedł ktoś nowy. Kogoś kogo nie kojarzyła z widzenia. Jej pierwszą myślą było to,że być może ktoś dołączył podczas jej chwilowej nieobecności, ale później przypomniała sobie,że nikt jej o tym nie poinformował. Podeszła więc do nieznajomego i podała mu rękę.
- Cześć jestem Erza Scarlet, miło mi cie poznać.
- Jestem Junzo, mnie też miło jest cie poznać Erzo Scarlet- powiedział po czym podał jej rękę- ma jakiś dziwny akcent, więc musi pochodzić z daleka –pomyślała
- Więc Junzo, co cie do nas sprowadza?
- Chciałbym dołączyć do Fairy tail, jestem magiem.
- W porządku, więc chodź. Przedstawię cie reszcie. Prowadząc chłopaka odnosi jednak jakieś dziwne wrażenie,że skądś go zna. Nie ma jednak pojęcia skąd? Więc ignoruje tą myśl.