Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowa znajomość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowa znajomość. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

12- To mnie kochasz (Chitoku, Kosaku) (3/?)


Dziewczyna obudziła się rano stosunkowo wcześnie, nawet zanim zadzwonił budzik. Przeciągnęła się leniwie. Czuła się wypoczęta i wyspana
- Nie ma to jak być w domu- powiedziała do siebie, po czym powoli wstała i podeszła do szafy. Wyjęła w niej swój mundurek, po czym założyła go. Podeszła do lustra i zawiązała tym razem swoją ulubioną czerwoną wstążkę. Przyglądnęła się swojemu odpiciu i uśmiechnęła do siebie
- Dzisiaj będzie dobry dzień. Po długiej rozłące spotkam przyjaciół. Nie mogę się już doczekać kiedy zobaczę Kosaki-chan i Ruri-chan. Nie miała do Onodery żadnych pretensji, wiedziała, że to za pewne wina chłopaka. To on wiecznie gdzieś ją zapraszał, a szatynka była zbyt miła, aby odmówić. Kirisaki wzięła z podłogi plecak i wyszła z pokoju.
Specjalnie przyszła wcześniej, aby zdążyć przywitać się ze wszystkimi zanim zaczną się zajęcia. Usiadła w swojej ławce i rozglądnęła się po pomieszczeniu. Hm...dziwne. Jeszcze nikogo nie ma? Jedynie kilku chłopców z jej klasy uśmiechało się do niej, była w dobrym nastroju, więc odwzajemniła uśmiech, zanim obróciła się w stronę tablicy. Za sobą usłyszała
- Ej! Widziałeś to?! Uśmiechnęła się do mnie
- Co ty gadasz! Ten uśmiech był przeznaczony dla mnie!
- A właśnie, że dla mnie
- Ohh jaka ona piękna- westchnęli wszyscy na raz. Dziewczyna jednak nie za bardzo skupiała się na ich obecności. Zamiast tego wróciła myślami do swojego pobytu za granicą. Kochała Stany Zjednoczone. Wszystko było takie wielkie i piękne. Drapacze chmur, ekskluzywne butiki z ubraniami sprowadzanymi z całego świata, w tym Mediolanu i Francji, wiele restauracji i kawiarni, 5-gwiazdkowe hotele, a pomimo tego, że kraj jest nowoczesny to znalazło się i miejsce dla ogromnej ilości zieleni zwanej inaczej Central Parkiem, gdyż dziewczyna zatrzymała się w Nowym Yorku. Jej hotel mieścił się na Times Squere, jej ukochanej ulicy. Gdzie wszędzie są porozwieszane kolorowe, migające bilboardy, które prezentują się jeszcze lepiej w nocy, gdyż tak to co mówią jest prawdą- to miasto nigdy nie śpi. Po dniach zdjęciowych w towarzystwie Keia, fotografów i scenarzystów dość często udawała się do różnego rodzaju lokali tj. kluby, puby, była również na kilku koncertach najpopularniejszych wokalistów, którzy nie śpiewali Enki* jak ten głupi Kiełek Fasoli. Po za tym przez cały pobyt w Ameryce naprawdę udało jej się w końcu spędzić więcej czasu z mamą. Była ona zapracowana jak zawsze, jednak tak jak obiecała spędzała z nią czas każdego dnia zabierając ją na obiad do najlepszych restauracji, lub na plany filmowe z aktorami, którzy byli najbardziej na topie, gdyż z powodu swojej posady ma dojścia praktycznie wszędzie. Na początku miała być jej asystentkom, jednak już pierwszego dnia „dostrzegł" ją jeden z fotografów, z którymi Hana aktualnie rozmawiała i oznajmił, iż Chitoge urodziła się by zostać modelką. Jej ten pomysł całkiem przypadł do gustu, od zawsze lubiła pozować do obiektywu aparatu, nie krępowała się, ani nie miała żadnych obaw, co do tego, że zdjęcia wyjdą świetnie. To właśnie tam spotkała Keia. Nie rozpoznała go od razu, bo bardzo się zmienił przez te kilka lat, lecz on ją poznał od razu. Ku jej zaskoczeniu podszedł do niej i ją przytulił, po czym oznajmił, że od teraz zostaje jego partnerką zdjęciową. Nikt nie miał żadnych obiekcji, gdyż wizualnie pasowali do siebie doskonale, a ona również nie miała nic przeciwko temu, tym bardziej, że był taki czas, kiedy Kei jej się podobał. Tak, to prawda w okresie gimnazjalnym się w nim kochała. Nie powiedziała Raku, ani nikomu innemu o tym drobnym fakcie, nawet Tsugumi nie wiedziała, ale w końcu powiedziała Ichijou, że jest on jej pierwszym chłopakiem i to jest prawda, więc nie skłamała. Nigdy przecież nie powiedziała mu, iż jest także jej pierwszą miłością, chociaż teoretycznie i tak nią był skoro poznali się w wieku mniej więcej 5 lat. Teraz jednak nie czuła już tego samego do Keia co w przeszłości i strasznie nad tym ubolewała, ponieważ byłby on perfekcyjnym kandydatem na jej chłopaka. W dodatku odkochując się w Raku dałaby mu możliwość spotykania się z jego PRAWDZIWĄ ukochaną- Onoderą, na co przyjaciółka zdecydowanie zasługiwała i wszyscy byliby szczęśliwi. Szkoda, że to wszystko nie jest takie proste. Westchnęła i położyła głowę na ławce
- Chitoge-chan- usłyszała i podniosła się z ławki w momencie w którym przyjaciółka ją „dopadła" i uściskała mocno- tak bardzo za tobą tęskniłam. Blondynka odwzajemniła uścisk
- Ja za tobą też Kosaki-chan, a także za tobą Ruri-chan i- rozejrzała się po reszcie twarzy -....nie ciebie mi nie brakowało Marika
- I wice wersa- odpowiedziała jej na to ruda. Kiedy Kirisaki w końcu udało się oswobodzić do klasy weszły 3 następne osoby, a mianowicie: Raku, Shuu i Seishiro. Ta ostatnia dostrzegając ją rzuciła się pędem przez całą długość pomieszczenia krzycząc
- Panienko!- i tak jak jej poprzedniczka przytuliła ją mocno. Chitoge poklepała brunetkę po plecach
- No już Tsugumi przecież widziałyśmy się wczoraj
- Nic nie poradzę na to, że tak bardzo mi cie brakowało Panienko! To był chyba pierwszy raz jak rozstałyśmy się na tak długo- w końcu ją puściła i odsunęła się trochę.
- Chyba masz rację- zastanowiła się. Tsugumi Seishiro była jej przyjaciółką od dziecka, chociaż samą siebie traktowała bardziej jak ochroniarza blondynki, niż przyjaciółkę. To nie tak, że czuła się przy niej gorsza przez jej status społeczny czy coś, po prostu Chitoge była dla niej kimś wyjątkowym, ponieważ uwolniła brunetkę od samotności.
- O co za przyjemność widzieć cie z powrotem wśród nas Chitoge-chan- odezwał się Shuu
- Maiko szkoda, że nie mogę odwzajemnić tego komplementu
- Ranisz- powiedział udając skrzywdzonego i złapał się za serce, na co pozostali zaczęli się śmiać, wszyscy po za Raku.
Pierwsza była lekcja wychowawcza. Pani Kyoka, ich wychowawczyni zaczęła coś im opowiadać, jednak Raku był zbyt rozkojarzony, aby móc jej słuchać. Co chwile spoglądał w prawo na Chitoge, która wydawała się być wyjątkowo pochłonięta każdym słowem wypowiedzianym przez nauczycielkę. Dziwne...Chitoge z reguły nie uważa na lekcjach. Nie musi tego robić. Biorąc pod uwagę jej stopnie oraz co ciężko mi przyznać wysoką inteligencje nie ma potrzeby przykładania się do zajęć. Po za tym jej zachowanie wciąż jest niecodziennie. Kiedy się z nią dziś przywitałem, tak jak miałem w zwyczaju odpowiedziała mi jedynie, nawet nie zaszczyciwszy mnie jednym spojrzeniem, po czym skierowała całą swoją uwagę na innych, kompletnie mnie ignorując...znowu. Czyżby nadal była na mnie zła za to, że się nie odzywałem przez ferie? Ale przecież sama również mogła to zrobić. Nie wygląda jakby się gniewała na Onoderę, więc to nie o to chodzi...chyba nie, bo z tą gorylą dziewczyną nigdy nic nie wiadomo. Cholerna Chitoge! Nie udaje jej chłopaka dlatego, że mam taki kaprys, więc mogłaby wykazać choć minimum dobrej woli i pierwsza wyciągnąć rękę na zgodę! Czemu to zawsze muszę być ja?! Jego rozmyślania zostały przerwane słowami pani Kyoki
- Słuchajcie kochani, chciałabym wam kogoś przedstawić. Otóż będziemy mieli nowego ucznia pochodzącego z Ameryki. Mam nadzieje, że wszyscy miło go przywitacie, proszę możesz wejść! Po chwili jego oczom ukazał się wysoki, blond włosy chłopak o tajemniczym spojrzeniu i zniewalającym uśmiechu, tak za pewne twierdziła żeńska część towarzystwa. Stanął na środku klasy i powiedział
- Hej, nazywam się Namasuka Kei i od teraz będę uczniem tej szkoły. Pochodzę z Ameryki Północnej, ale potrafię mówić po japońsku równie biegle, co po angielsku, miałem dobrą nauczycielkę- w tym momencie jego spojrzenie pobiegło w stronę blondynki. Po jego „przedstawieniu" nastąpił szereg pisków dziewcząt oraz zazdrosnych spojrzeń chłopców
- Proszę cie, abyś zajął któreś z wolnych miejsc- powiedziała nauczycielka
- Jasne-powiedział po czym zaczął zmierzać w stronę, jak można było się domyśleć Chitoge, mijając jej stolik powiedział
- Cześć piękna
- Cześć przystojniaku COOOOO?!! Co ona właśnie przed chwilą powiedziała?! Co to ma znaczyć?! Czyżby zapomniała, że jest MOJĄ dziewczyną?! Co z tego, że udawaną, skoro pozostali o tym nie wiedzą?!
Blondyn zajął stolik tuż za nią. A za ich plecami rozległy się szepty
- Ej! Słyszałeś co on powiedział? Wygląda na to, że ktoś zarywa do naszej klasowej księżniczki
- Noo. Ciekawe co na to Raku. Powinien się strzec, bo zanim się obejrzy, a Kirisaki go rzuci
- Nic dziwnego, według mnie nigdy do siebie nie pasowali. No bo spójrz tylko na nią, a na niego
- Masz rację to musiało się tak skończyć, dobrze, że Chitoge-chan wreszcie przejrzała na oczy
- Proszę o ciszę- zawołała wychowawczyni- będziecie mieli okazję zapoznać się z nowym kolegą na przerwie, a teraz proszę o uwagę. Od tej pory reszta lekcji przebiegła już w ciszy. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę wszyscy „jak jeden mąż" zebrali się przy stoliku nowego kolegi. Ten jednak wydawać by się mogło olewał wszystkich po za blondynką. To nie tak, że był dla nich nie miły czy coś, bo sukcesywnie odpowiedział na wszystkie, nawet najgłupsze pytania, ale brunet widział, że szczególną uwagę zwracał na „sąsiadkę" z nad przeciwka. 
- Dobrze Słodka oprowadzisz mnie po szkole?- nie trzeba zgadywać by domyśleć się do kogo skierował to pytanie
- Jasne, ale później. Po zajęciach. Teraz jest przerwa na lunch, a ja umieram z głodu
- Haha no tak ty i twój wilczy apetyt.
- Haha, bardzo zabawne- przedrzeźniała go- to co idziemy wszyscy? Każdy jej odpowiedział twierdząco lub pokiwał głową, więc powiedziała
- Darling, a ty idziesz z nami?
- Co? Aa... no tak jasne, że idę- odpowiedział czując się trochę głupio, gdy wszyscy na niego patrzyli.
Kei dołączył do ich paczki. Ciekawe co na to Raku. Wszyscy po za nim wydają się lubić nowego kolegę. Czyżby nasz ulubieniec może czuć się zagrożony? 

12- To mnie kochasz (Chitoku, Kosaku) (2/?)


Przez cały okres trwania ferii zimowych Raku mógł zakosztować życia bez kłamstw, fałszywego związku, ciągłych udawanych randek. Miał za to czas na to, aby skupić się na tym co było dla niego najważniejsze, czyli na Onoderze. Spędzili razem całe 2 tygodnie, niemal codziennie się spotykając. Dla chłopaka to było jak spełnienie marzeń. Co prawda spotykali się na stopie przyjacielskiej i więcej nie doszło do sytuacji przypominającej tą w kuchni restauracji dziewczyny, podczas przygotowywania słodyczy, no ale cóż przecież nie można mieć wszystkiego. Zamiast tego zakosztował życia w którym liczyła się jedynie jego ukochana.
 Mógł niemal udawać, że są parą kiedy spacerowali razem po parku lub wzdłuż rzeki, oglądali zachody słońca, chodzili do kina i kawiarni czy też do centrum handlowego na zakupy. Niestety ten piękny sen miał skończyć się dzisiaj, prysnąć niczym bańka mydlana, a to dlaczego? Ponieważ ferie się skończyły, a do miasta wraca JEGO DZIEWCZYNA. Kosaki również powiedziała mu co myśli na ten temat, chwila jak to szło? Aa no tak już pamiętam. Powiedziała, że świetnie się ze mną bawiła i nawet dodała, że chciałaby aby to potrwało dłużej, jednak chce być uczciwa w stosunku do swojej przyjaciółki, dlatego nie będzie spędzać ze mną już tak dużo czasu i co jeszcze powiedziała? Aaa no tak...że ma zamiar porozmawiać z Chitoge, wyjaśnić jej wszystko, a także ją przeprosić. Rany...dobroć Onodery nie zna granic. Kocham ją za to, ale żeby przepraszać za cokolwiek tą gorylą dziewczynę? Pff....skoro już mowa o przeprosinach. Ja jakoś nie otrzymałem ich od niej. Przez całe ferie nie odezwała się do mnie nawet słowem. Dopiero dzisiaj dostałem sms o treści
Cześć głupi Kiełku Fasoli, wracam dzisiaj, więc może byłbyś tak łaskawy i przyjechał po swoją DZIEWCZYNĘ na lotnisko? Normalne pary tak robią, a chyba powinniśmy zachować pozory, nie sądzisz?Głupia Chitoge jak ona w ogóle śmiała wysłać mi coś takiego po całych DWÓCH TYGODNIACH całkowitego milczenia?! Nie żebym się przejmował, ale chyba mogła wysłać to głupie „przepraszam", świat by się nie zawalił, a ja przynajmniej miałbym poczucie, że wszystko jest w porządku. Ahhh dlaczego w ogóle się nią przejmuje?! Oraz tym, że się nie odzywała?! Przecież dzięki temu miałem święty spokój!
Chłopak spojrzał na zegar wiszący w jego pokoju. Zbliżała się 17, a o 18 miał wylądować samolot dziewczyny. Postanowił mimo wszystko jednak po nią pojechać, na wszelki wypadek, gdyby Claude postanowił obserwować jego poczynania. Noż cholera jasna! A co jeśli ten głupi okularnik śledził mnie i Onodere przez ten cały czas i raportował o tym Chitoge dlatego się nie odzywała? Czemu wcześniej na to nie wpadłem? Idiota! I co teraz? Na serio powie jej, iż jej CHŁOPAK ją zdradzał przez czas, w którym była nieobecna? Że spędzał każdą chwile z inną dziewczyną i do tego świetnie się z nią bawił? Nie żebym musiał tłumaczyć się z tego przed Chitoge, z resztą założę się, że ona nawet się tym nie przejmie. Szkoda, iż nie mogę powiedzieć tego samego na temat tego jej przydupasa. Eh...dobra spokojnie. Uspokój się. Wyjaśnisz to Kirisaki i będzie po krzyku. To już jej problem jak wytłumaczy to Claudowi, w końcu to jej ochroniarz, więc to także jej problem. Z tym postanowieniem wyszedł z domu kierując się na lotnisko. Pomimo tego, że sam nie chciał się przed sobą do tego przyznać to chciał zobaczyć się z nią jak najszybciej.
Dotarł na miejsce wcześniej, niż przypuszczał, dlatego musiał chwile zaczekać. Siedział teraz na poczekalni i wgapiał się w okno z którego mógł dostrzec już z oddali nadlatujące samoloty. Po jakimś czasie ujrzał jej prywatny odrzutowiec, a może raczej powinien powiedzieć prywatny odrzutowiec pani Hany. W przeciwieństwie do pozostałych samolotów był mniejszy, lecz i tak zmieściłoby się w nim co najmniej 20 osób. Na dodatek był fioletowego koloru z wielkim symbolem różowego kwiatu na kadłubie. Nie sposób było pomylić go z innym.
 Wstał i zaczął zmierzać w tamtym kierunku. Kiedy odrzutowiec wylądował drzwi kadłubu otworzyły się, a w nich ukazała się blond włosa, wysoka, szczupła dziewczyna o mlecznej cerze i niebieskich niczym woda oczach, które mogłyby bez trudu konkurować z wiszącym nam nimi niebem. Za nią powoli zaczynało zachodzić słońce, a jego promienie igrały w jej różowych końcówkach, sprawiając, że były jeszcze wyraźniejsze. Uśmiechała się pogodnie, a na jej twarzy zagościły delikatne rumieńce. Miała na sobie granatową, letnią sukienkę do kolan, pasującą pod kolor opaskę oraz buty. Wygląda bardzo ładnie...cholera już zapomniałem o tym jaka jest urocza, to znaczy z Onoderą nie ma co konkurować, jednak ma w sobie coś...coś takiego. Zazwyczaj zapominam o jej urodzie pod wpływem jej brutalnej siły i siniakach, które są tego dowodem. Przez chwile wyobrażał sobie, że ta scena jest prawdziwa. On jako jej PRAWDZIWY chłopak przyjechał by ją odebrać. Za chwile dziewczyna zbiegnie po schodkach i rzuci mu się w ramiona. Niemal chciał, aby tak zrobiła. W tym jednak momencie zza jej pleców wynurzył się jakiś kształt, a atmosfera, która panowała między nimi jeszcze sekundę temu, zmieniła się diametralnie. Co to za koleś? Chitoge zeszła na dół z wrodzoną gracją i stanęła przed nim
- Cześć Darling- powiedziała po czym przytuliła go szybko. Za pewne by zachować pozory, jednak on z jakiegoś powodu czuł się dziwnie ogołocony, gdy puściła go tak szybko. Za jej plecami usłyszał jak chłopak za nią stojący odchrząknął przez co wydawać by się mogło tak szybko przerwała uścisk
- Hej Honey- odpowiedział, gdy powrotem stanęła naprzeciwko niego.
- Chciałabym ci kogoś przedstawić- powiedziała po czym gestem dłoni poprosiła, aby jej znajomy podszedł bliżej i stanął po jej lewej stronie- to jest mój przyjaciel Kei. Kei, a to jest moje kochanie o którym ci opowiadałam Ichijou. Chłopcy wymienili się uściskiem dłoni. Raku poczuł jak jego nowy „kolega" za mocno ścisnął jego rękę, lecz nic nie powiedział. Zamiast tego spojrzał w górę, gdyż chłopak był od niego wyższy o jakąś głowę i przyjrzał mu się. 
Kei, bo tak miał na imię przyjaciel Chitoge był wysokim blondynem z artystycznym nieładem na głowie i niebieskich oczach, lecz ich odcień był nieco jaśniejszy od oczu Chitoge, bardziej stalowy. Jego sylwetka była atletycznie zbudowana, a mięśnie rysowały się pod obcisłym czarnym podkoszulkiem. Wygląda jak jakiś pieprzony kulturysta i model w jednym z jakiś głupich magazynów dla dziewczyn. Teraz już mam swoją odpowiedź na pytanie dlaczego nie zadzwoniła do mnie ani razu! Wygląda na to, że była równie „zajęta" jak ja! Ta myśl zirytowała go dużo bardziej, niż powinna.
- Kei jest modelem i moim przyjacielem z dzieciństwa. Chodziliśmy razem do szkoły gimnazjalnej- wyjaśniła. Wiedziałem, że jest modelem czy kimś takim...chwila, co ona właśnie powiedziała? Przyjacielem? Przecież twierdziła, że ja jestem jej PIERWSZYM przyjacielem od zawsze. Czyżby kłamała? Nic dziwnego, w końcu do goryla dziewczyna, nie można jej ufać. Mogłem się tego po niej spodziewać. Dziewczyna musiała wyczytać z jego twarzy niewypowiedziane pytanie, bo po chwili dodała
- Kei i ja chodziliśmy do tej samej klasy, ale do tej pory ze sobą nie rozmawialiśmy. Spotkaliśmy się przez przypadek, bo okazało się, że pracujemy w tym samym miejscu.
- A ja poznałem ją od razu. W końcu kochałem się w niej przez lata, kiedy byłem „szczeniakiem"- dodał, obejmując ją wręcz w fachowym geście
- Haha, przestań- oswobodziła się z jego uścisku
- Nie żartuje, śniłaś mi się po nocach- pochylił się nad nią i wyszeptał jej do ucha. Zrobił to jednak na tyle głośno, że Raku wszystko doskonale słyszał. W dodatku blondyn mówiąc to spojrzał na niego komunikując w ten sposób, że te słowa były bardziej skierowane do niego, niż do niej samej. Co za drań! Raku zdecydowanie nie polubił „nowego". Według niego zdecydowanie za bardzo spoufalał się z blondynką, w dodatku ku jego zaskoczeniu jej wydawało się to w ogóle nie przeszkadzać. 
- Dobra to co zbieramy się?- zaproponowała. Raku przytaknął i już sięgał po jej walizkę, jednak ktoś go wyprzedził
- Ja to wezmę- oznajmił blondyn i ruszył za nią. Brunetowi nie pozostało nic innego jak tylko podążyć za nimi.
Przez całą „podróż" w taksówce Chitoge rozmawiała jedynie z Keiem. Śmiała się i żartowała, żywo rozmawiała gestykulując przy tym. Zdawała się w ogóle nie dostrzegać jego obecności. Jak ona śmie traktować mnie jak powietrze?! Skoro miała towarzystwo, to po cholerę pisała do mnie, abym ją odebrał?! Równie dobrze mogliśmy się zobaczyć jutro w szkole, albo ewentualnie mogła wpaść do mnie na chwilę i się przywitać. Cholera! Co ja w ogóle tutaj robię?! Raku chcąc nie chcąc obserwował poczynania tamtej dwójki. Dostrzegł pewną różnicę, pomiędzy tym jak zachowuje się przy nim, a przy blondynie. Teraz wyglądała na zrelaksowaną. Ciągle się uśmiechała i chichotała co chwile. Nie przeszkadzało jej też to, iż chłopak siedział według niego zdecydowanie za blisko i przewiesił ramię przez jej głowę opierając o zagłówek tylnego siedzenia.
Dziewczyna siedziała wygodnie opierając się o zagłówek. Opowiedziała Keiowi o jednej ze swoich „przygód" z Tsugumi, a teraz słuchała jak blondyn opowiadał jej o swoim najlepszym przyjacielu, albo raczej powinna była słuchać. Całą uwagę jednak skupiła na Raku siedzącym po drugiej stronie fotela. Patrzył w okno i wydawał się jakiś nieobecny. Do tego był strasznie cichy w ogóle z nimi nie rozmawiał.
  Ahh...głupi Kiełek Fasoli. Liczyłam na inną reakcje. Sądziłam, że tęsknił za mną chociaż trochę, tak ja za nim. Cholera! Na co ja liczyłam?! Ten idiota jest tak niesamowicie niedomyślny, że to aż niemożliwe. Przez całe ferie nie odezwał się do mnie nawet słowem. Po kilka razy dziennie sprawdzałam przychodzące połączenia oraz wiadomości, ale nic, pustka, zero. Robiłam to regularnie, pomimo tego, iż byłam zajęta, ale co z tego?! Ten idiota spędził całe ferie zabawiając się z moją przyjaciółką! W dodatku nie miał nawet na tyle taktu, aby mi o tym powiedzieć! Nic bym nie wiedziała, gdyby nie Claude, który dzwonił każdego wieczora zdając mi relacje. A ja musiałam udawać, że o wszystkim wiedziałam i nie mam nic przeciwko ich schadzkom. Grrrr....jak on mógł robić coś takiego za moimi plecami?! Pewnie sądzi, że przeżył wymarzoną przerwę zimową skoro mnie nie było w pobliżu. Rany...jaki on jest głupi! Sama nie wiem teraz czy powinnam udawać, że o niczym nie wiem, czy też wygarnąć mu co myślę na ten temat. Ale przecież nawet jeśli chce to nie mogę tego zrobić. W końcu NIC nas nie łączy. A on nie ma obowiązku z niczego mi się tłumaczyć. Na dodatek ja nie mam prawa zachowywać się jak „zazdrosna narzeczona", przynajmniej nie publicznie. Cholera no, ale naprawdę ma zamiar przez pół godziny jazdy obserwować drzewa, które mijamy zamiast się odezwać? Nie wytrzymam!
- Raku a ty jak spędziłeś ferie?- zapytała No i nie wytrzymałamPrzyglądał jej się przez chwile. Wyglądał na zaskoczonego, że w ogóle się do niego odezwała.
- To były najlepsze ferie zimowe w moim życiu- powiedział, a ona wręcz zagotowała Aaaa wiedziałam. Wiedziałam, że to powie, po co w ogóle go o to pytałam skoro nie chciałam znać odpowiedzi? Idiotka!- Moje również- powiedział Kei, po czym położył swoją dłoń na jej ramieniu, przybliżając ją tym samym do siebie i obejmując. Przez chwile rozważała zabranie jego dłoni, ale jakoś jego bliskość jej nie przeszkadzała. Zdążyła się do niej przyzwyczaić, z resztą nie miała wyjścia. W końcu Kei o ona pozowali jako „para" wiele razy do zdjęć magazynów, plakatów itd. Przywykła już do tego, że chłopak ją obejmuje, przytula, trzyma za rękę, czy nawet całuje. Oczywiście w głowę, czoło, bądź policzek. Na PRAWDZIWY pocałunek do zdjęć się nie zgodziła. Choć miała wrażenie, że blondyn nie miałby nic przeciwko takim zdjęciom. Po za tym doszła do wniosku, iż jej serce bije niemiarowo jedynie w obecności jednego chłopaka- ICHOJOU, więc pozowanie z Keiem czy kimkolwiek innym nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu. 
- Tak, moje też były udane, skłamała po czym położyła głowę w zagłębieniu szyi blondyna i wciągnęła jego męski zapach. Ehh...dlaczego nie mogłabym się zakochać w kimś takim jak Kei? Jest przystojny, silny, miły, ma poczucie humoru i słodkie dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiecha. Dlaczego musiało trafić właśnie na tego głupiego Kiełka Fasoli?! Oh dlaczego och dlaczego moje serce jest równie głupie jak on sam?!
Brunetpożegnał się z nową „parą" bardzo szybko wyskakując w taksówki, zupełnie takjak by się paliło. W przelocie zawołał „do zobaczenia jutro w szkole" dając jejtym samym jasno do zrozumienia, iż nie zamierza po nią rano przychodzić. Liczyłna to, że załapała. O ile w ogóle dotarło do niej to co powiedział. W końcubyła tak bardzo zajęta, że mogła nie usłyszeć. Raku wszedł do domu, szybkimkrokiem przeszedł przez korytarz i trzasnął drzwiami zamykając je za sobą.
  Cholera! Dlaczego tak się denerwuje? Czemutak bardzo nie trawię tego gościa? Przecież praktycznie go nie znam. Czemu takmi przeszkadza to, że jest blisko z tą gorylą dziewczyną? To nie mój problem.Powinienem się cieszyć, że jej ferie były tak samo udane jak moje, a zamiasttego liczyłem na to, że były beznadziejne. Tylko dlaczego? W końcu jednak nicnie znacząca kłótnia przy wszystkich pozostałych jest nic nie znacząca. Więcczemu jestem na nią zły? Co mnie to obchodzi, że świetnie się bawiła ze swoim„przyjacielem" skoro ja także przeżywałam z Onoderą najwspanialsze chwile wswoim życiu! Cholera co ze mną nie tak?! Chłopak chodził po całympomieszczeniu niemal wydeptując ścieżkę prowadzącą od drzwi do okna ispowrotem. Nie mógł się uspokoić. Czuł poirytowanie związane z przybyciemnowego. Coś mu w nim nie pasowało. Po jakimś czasie skończył „wędrować" iusiadł na futonie. Spojrzał na budzik i nie wierzył własnym oczom
- JUŻ JEST 11?! Jak to możliwe? Czyżbyminęło więcej czasu, niż podejrzewałem? Zabrał swoje ubranie i poszedł dołazienki. Umył się szybko i wrócił do swojego pokoju. Położył się i zastawiłbudzik. Głupia Chitoge przez nią nawetnie zdążyłem zjeść kolacji. Położył się i zamknął oczy. Przez długi czasprzewracał się z boku na bok i rzucał po posłaniu nie mogąc zasnąć. Przedoczami cały czas miał „nową parę". Nie mógł uwierzyć w to, że pod zamkniętymipowiekami po raz kolejny to jej obraz był ostatnim, który zobaczył, zanimzapadł w sen.    

Cóż wygląda na to, że Chitoge nie bawiła się podczas przerwy tak dobrze, jak Raku, jednak chce by on tak myślał, a plan wydaje się działać. Ciekawe na jak długo ;p 

sobota, 25 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 13- Idealna para



Kiedy wreszcie udało mi się przedrzeć przez tłum i dojść do drzwi wejściowych wypadła na zewnątrz z wciąż wczepioną w niego dziewczyną. Zrobił kilka kroków wgłąb ogrodu. Zatrzymał się i spojrzał na nią
- Dobrze się czujesz?- spytał troskliwie
- Niedobrze mi...- powiedziała. Przykucnęła i opróżniła zawartość żołądka. Stanął kilka kroków za nią i przetwarzał w głowie wcześniejsze wydarzenia. Tego samego dnia pożarł się z blondynką tak bardzo, że zastanawiał się czy kiedykolwiek uda mu się to naprawić, gdyż traktowała go jak najzwyklejszego wroga. Lecz terez kiedy z nią porozmawiał, kiedy mu wybaczyła czuł, że teraz wszystko już jest dobrze, tak jakby jakiś ciężar spadł mu z serca. Szczerzył się sam do siebie i zastanawiał nad tym czy ta rozmowa coś zmieniła w ich relacjach. Czy od teraz będzie inaczej. Jego pierwotnym planem było uwiedzenie jej, a potem pożucenie, ale z czasem nawet nie zauważył tego, że naprawdę zaczął ją lubić. Pomimo tego, że jej zdaniem oszukiwała wszystkich to on tak nie myślał.Właściwie to Lucy Heartfilia była „najprawdziwszą” osobą jaką w życiu spotkał. Co z tego, że wciąż przeżywa śmierć matki? Co z tego, że się do tego nie przyznaje przed innymi? Natsu nie rozumiał jej postępowania, ani tego, że tak ostro się oceniała. Jest taka miła dla wszystkich, ale to w stosunku do siebie jest najbardziej surowa. Pomimo tego co mu powiedziała, że nie obchodzi jej to co on powie o niej innym wiedział, że nie miała tego naprawdę na myśli. Powiedziała tak tylko dlatego, że ją wkurzył, ale najwyraźniej nie była jeszcze gotowa na to by podzielić się z innymi swoimi prawdziwymi uczuciami.
- Już lepiej się czuje- powiedziała i podeszła do niego, pocałowała go w policzek i powiedziała
- Dziękuje za to, że ze mną wyszedłeś, ale myśle, że możemy już wracać- patrzył na nią. Wyglądała trochę blado i przypuszczał, że wcale nie czuje się tak dobrze jak twierdzi. Podał jej chusteczkę do wytarcia ust
- Dzięki- powiedziała i przyjęła ją
- Słuchaj możemy wrócić, ale tylko pod warunkiem, że obiecasz mi, że nie będziesz już dzisiaj więcej pić, bo jak nie to zaraz odwiozę się do domu. Stanęła na palcach i zbliżyła swoją twarz do jego. Spojrzała mu w oczy
- To słodkie, że tak się o mnie matwisz. Tobie mogę obiecać wszystko
- Wystarczy, że do końca tej imprezy zostaniesz trzeźwa
- Jak sobie żyszysz- złapała go za rękę- chodźmy- zakomenderowała i pociągnęła go w stronę drzwi.

Kiedy już byli w środku muzyka nadal głośno grała, więc pochylił się do niej i powiedział
- Napij się wody to poczujesz się lepiej- sam nie jeden raz był w podobnej sytuacji. Były czasy kiedy ciągle imprezował.Co prawda miał mocniejszą głowę, dzięki czemu nigdy nie wymiotował, lecz zawsze czuł się lepiej, gdy napił się wody. Podszedł do stołu przy którym wcześniej rozmawiał z dziewczyną i szukał jej wzrokiem w tłumie. Odnalazł ją w objęciach bruneta. Tańczyli na środku parkietu z innymi parami. Uśmiachała się do swojego chłopaka i żywo z nim rozmawiała, chichotała co chwile wygląda na szczęśliwą. Przez myśl mu przeszło czy on kiedykolwiek mógłby sprawić, by tak czuła się też w jego towarzystwie. Wiedział, że ten uśmiech był prawdziwy, po prostu dobrze się bawiła wyrując po parkiecie. Jej włosy powiewały w rytmie tańca podczas robienia obrotów.
- Gapisz się- usłyszał i spojrzał w stronę z której dobiegał głos. Dopiero teraz zauważył, że rudy chłopak w okularach stoi obok niego i sączy drinka. Dragneel widział go kilka razy w szkole, ale go nie znał
- O co ci chodzi?
- Z bólem serca muszę stwierdzić, że ta dziewczyna jest NAPRAWDĘ zajęta-westchnął
- Nie wiem o czym ty mówisz- skłamał Natsu i przytknął do ust szkatkę z jakimś drinkiem
- Haha proszę cie, nie udawaj. Słuchaj żeby nie było. Nie oceniam cie stary. Chyba każdy miał taką fazę, że leciał na Heartfilie, ale spoko to przejdzie.
- Też do niej zarywałeś?- zadał pytanie zanim zdążył się powstrzymać. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że w tym zdaniu wydało go jedno słowo „też”
- A kto nie? Owszem ja również próbowałem, ale spuściła mnie na drzewo, a skoro odrzuciła to- spojrzał po sobie- to sory stary, ale bądźmy szczerzy ty nie masz najmniejszych szans.
- Jasne....
- Cóż z prawdziwą miłością nie wygrasz- podsumował
- Ale nie załamuj się. W okół jest mnóstwo świetnych lasek, a z tego co widziałem to jedna już nieźle się na ciebie napaliła- Natsu obrzucił go spojrzeniem
- Masz na myśli Lisannę..
- Nie wybrzydzaj. Może szkolna ksieżniczka nie jest ci pisana, ale ta małolata też jest niezła
- Do niej też zarywałeś?
- Nie no coś ty. Nawet nie próbowałem. Jej starsza siostra- Mira chyba by mnie zabiła. Swoją drogą ciekawe czemu nie ma nic przeciwko, że ty się z nią umówiłeś. Być może Heartfilia zrobiła ci dobrą reklamę. Bo chyba jesteście przyjaciółmi, co? Taa..przyjaciele
- A ty przypadkiem nie jesteś dj-em na tej imprezie? Natsu miał już serdecznie dość tej dziwnej rozmowy.
- Aa kumpel mnie na chwile zastąpił, ale masz rację to ja lecę. A właśnie bo się nie przedstawiłem. Jestem Loki- podał mu rękę
- Natsu- uścisnął mu dłoń
- Zastąpię go bo w końcu się odważył zagadać do Erzy hehe zasłużył na taniec z „ukochaną” –zadrwił
- Taa
- Miło się gadało, narka- powiedział chłopak i wrócił na „stanowisko” Taa zależy komu

Impreza trwała już od ładnych kilku godzin. Erza rozwaliła piniatę a reszta towarzystwa pozbierała cukierki. Udało jej się trochę potańczyć z Greyem, ale teraz jej chłopak wyszedł na trening, więc ona szwendała się trochę bez celu po całym domu. Dolała napoi,które zdążyły się już skończyć. Jednak nie mogła nic poradzić na to, że co jakiś czas zerkała w stronę Natsu i Lisanny. Wyglądali jakby dobrze się bawili. Kiedy dziewczyna już wytrzeźwiała nawet zaciągnąła go na parkiet.Nie chcąc dłużej oglądać tej scenki podeszła do dziewczyn
- I jak się bawisz kochana?- spytała Erzy
- Doskonale- powiedziała z szerokm uśmiechem- to najlepsze urodziny jakie w życiu miałam, uścisnęła ją mocno
- Tak bardzo ci dziękuje
- To nie moja zasługa, a nas wszystkich- pokazała na całe pomieszczenie
- Wiem. Innym już zdążyłam podziękować, ale ciebie nie mogłam nigdzie znaleźć
- Dziewczyny nie sądzicie, że to słodkie? Moja mała siostrzyczka chyba się zakochała- powiedziała rozczulona Mira przyglądając się tej dwójce. Lucy podążyła za jej spojrzeniem. W tej chwili właśnie Natsu nalewał dziewczynie jakieś picie
- No ja nie cieszyłabym się tak na twoim miejscu- powiedziała Erza- ten koleś jest niebezpieczny
- Czemu powtarzasz to samo co mówiła Lu?- zainteresowała się dziewczyna
- Powinnaś jak najszybciej ją od niego odciągnąć
- Ale..-zaczęła Lucy. Zamierzała go nawet bronić tym razem, zwłaszcza, że zaczęła czuć do niego sympatię, ale nie zdążyła
- Chcesz żeby ją też zranił?- to pytanie było skierowane
- Zranił? O czym wy mówicie? Mira spojrzała to po Lucy to po Erzie., które spojrzały po sobie.Zatrzymała się na Scarlet
- Ty coś wiesz- dotarło do niej- zaraz spojrzała na Lucy- wie coś co ty- wskazała blondynkę- jej powiedziałaś! O co chodzi? Co to ma znaczyć? Czemu macie przede mną jakieś sekrety?!
- Miruś...- zaczęła
- Żadna Miruś! Od kiedy wyróżniasz swoich przyjaciół Lucy?! Od kiedy Erza jest ta lepsza?! A może Levy też wie o wszystkim, a to by znaczyło, że nie wiem tylko ja!
- To nie tak...wszystko ci wyjaśnie...
- Wiesz co? Nie mam zamiaru słuchać twoich wyjaśnień! Rób jak chcesz! Ale nie sądzisz, że jeśli wiesz coś o facecie MOJEJ siostry. Coś co może jej zaszkodzić to powinnam być PIERWSZĄ osobą, która sie o tym dowie, a nie OSTATNIĄ?!
- Mi...
- Daruj sobie- ponownie jej przerwała wściekła- skoro jestem „przyjaciółką drugiego rzędu” to już lepiej jak nie będziemy się w ogóle przyjaźnić!- krzyknęła na odchodne. Dziewczyna patrzyła przerażona jak jej przyjaciólka odchodzi i nie wiedziała co robić. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego jak wielko błąd popełniła ukrywając wszystko przed najbliższymi.
- Lu przepraszam- wyszeptała skruszona Erza
-To nie twoja wina Er, tylko moja. Powinnam była powiedzieć wam wszystkim na samym początku, a teraz...przepraszam cie, ale pójdę już do domu
- W porządku, rozumiem- uścisnęła ją na pożegnanie- nie przyjmuj się Lucy. Przejdzie jej tylko potrzebuje trochę czasu. Kiedy blondynka była już przy drzwiach zawołała za nią
- Zadzwonie do ciebie później! Lucy była jej wdzięczna za troskę. Nie zamierzała się żegnać już z nikim innym. Levy bawiła się z Gajeelem, a Grey już poszedł. Przez głowę przebiegł jej jeszcze obraz Natsu, ale szybko go odrzuciła i wyszła na rześkie, świerze i chłodne powietrze.



niedziela, 19 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 12-Urodziny

Kochani przepraszam Was bardzo za ten dzień zwłoki, ale byłam po za miastem i naprawdę nie miałam jak go zamieścić. 



Po ich rozmowie atmosfera się trochę rozluźniła. Scarlet widziała, że Lucy wreszcie zrzuciła z siebie ciężar,który najwyraźniej bardzo jej ciążył, bo teraz zachowywała się jak dziewczyna, którą znała.Właśnie mijały bramkę pod jej domem i już stały przy drzwiach wejściowych.
- Gotowa? -spytała blodnynka
- Ale na co?. Jednak Heartfilia otworzyła drzwi, a Erza od razu zrozumiała co miała na myśli jej przyjaciółka.
- Niespodzianka!- wszyscy krzyczeli, a ona stała wciąż oszołomiona. Nie spodziewała się, że ktokolwiek pamięta o jej urodzianach, bo w szkole nikt nawet nie złożył jej życzeń. Teraz jej salon był wystrojony kolorowymi balonami, kulami dyskotekowymi i różnego rodzaju światłami, które do tej pory widywała jedynie w klubach. Meble zostały przeniesione na jedną stronę salonu, by zrobić miejsce na coś w rodzaju parkietu. Przyjaciele zaśpiewali jej sto lat, a potem przynieśli tort i kazali zdmuchiwać świeczki.
- Pomyślałaś życzenie?
- Nie musiałam, mam wszystko o czym kiedykolwiek mogłabym marzyć.

Potem nadeszła pora na prezenty. Lucy kupiła jej całą serię książek o której od dawna marzyła, Mira,Lisanna i Natsu, który dołączył się do życzeń podarowali jej kosmetyki. Erza z trudem nie odsunęła się od chłopaka, gdy ten chciał ją uściskać. Do tej pory nie znała go za dobrze,ale też nic do niego nie miała. Teraz to się zmieniło,ale Scarlet nie miała zamiaru urządzać scen przy tych wszystkich ludziach, a poza tym obiecała coś przyjaciółce. Grey dał jej piłkę do siatki z autografem jej ulubionego siatkarza. Inne prezenty nie miały aż takiego znaczenia, chociaż wszystkie bardzo jej się spodobały. W końcu nadeszła kolej na Jellala, którego dostrzegła dopiero teraz w tłumie ludzi.
- Wszystkiego najleszego- powiedział wręczając jej najpiękniejsze kwiaty jakie w życiu widziała i uściskał ją jak na jej gust za szybko.
- Dziękuje są po prostu piękne
- Cieszę się, że ci się podobają. Posłuchaj chciałbym z tobą porozmawiać
- Tak ja też myśle, że chyba powinniśmy pogadać, ale nie tutaj. Jest za głośno- powiedziała i wzięła go za rękę. Sama nie wiedziała potem skąd wzięło się u niej tyle odwagi, że była w stanie zaprosić go do swojego pokoju. Dopiero kiedy zostali sami zaczęła sobie powoli uświadamić co zrobiła. Podeszła do okna i położyła kwiaty na parapecie. Usłyszała za sobą kliknięcie drzwi o które oparł się chłopak
- To co mi chciałeś powiedzieć?- spytała odwracając się do niego przodem. Na jego widok zaparło jej dech w piersiach. Nagle jej średniej wielkości pokoił stał się za mały, a on stał zbyt blisko, by mogła sformuować jakieś logicznie brzmiące zdania. Nie rozumiała tego. Jellal nie był pierwszym chłopakiem,który jej się podobał. Zaprzeczanie temu, że lubi go bardziej było w tym momencie bezcelowe. Ale przy żadnym innym nie czuła się tak jak przy nim. Nie traciła oddechu, nie czerwieniła się, a jej serce nie biło tak mocno. Wyglądał perfekcyjnie. Jego niebieskie włosy sterczały we wszystkie strony, ale nie wyglądał jak by nie był uczesany, wręcz przeciwnie. Chodź wątpiła w to, by był typem chłopaka, który przed lustrem spędza więcej czasu niż jest to konieczne. W dodatku jego kocie oczy zdawały się widzieć wszystko. Prześwietlać ją.
- Przytulnie tu masz- powiedział
- Dzięki, lubie mój pokój Co ja wygaduje?
- Nic dziwnego- zaczął podchodzić bliżej- posłuchaj co do naszego ostatniego spotkania. Chce żebyś wiedziała, że naprawdę nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jesteś siostrą koleżanki mojego brata.
- Domyśliłam się po twojej reakcji
- Właśnie, nie dało się nie zauważyć co nie?- zaśmiał się, a ona miała wrażenie, że serce jej zaraz wyskoczy z piersi, niczym ptak uwięziony w klatce.
- Chce też żebyś wiedziała, że z reguły nie zachowuje się w ten sposób
- Masz na myśli zapraszanie dziewczyn do ogrodu?
- Nie, mam na myśli pocałunek- stanął jakieś kilka cm od niej. Był tak blisko, że czuła jego ciepło.
- To znaczy nie chce żebyś myślała, że postępuje tak ze wszystimi dziewczynami, bo naprawdę nie jestem takim typem faceta. Właściwie to pierwszy raz w życiu zrobiłem coś takiego, ale to wszystko dlatego, że naprawdę cie lubie
- Naprawdę?
- Tak i dlatego chciałem cie przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie
- Nie, to ja powinnam przeprosić ciebie. Nie powinnam była uciekać, ale sama nie wiem. Kiedy zorientowałam się, że to wszystko widziała moja młodsza siostra zrobiło mi się jakoś tak strasznie głupio i..
- Rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. W każdym razie chciałbym zrobić to tak jak należy
- To znaczy?
- Chciałbym zaprosić cie na randke
- Randkę?
- Tak, mam już nawet upatrzone miejsce do którego chciałbym cie zabrać, o ile oczywiście się zgodzisz
- Chętnie- powiedziała, a on przysunął się bliżej. Przez moment myślała, że znów chce ją pocałować. Jakie było jej rozczarowanie, gdy cmoknął ją jedynie w policzek. Jednak musiała przyznać, że to było urocze, a nawet ten delikatny niczym piórko dotyk wystarczył, by zadrżała. Odsunął się od niej powoli spoglądając jej w oczy
- Już nie mogę się doczekać- powiedział uśmiechając się uwodzicielsko, a ona mogła myśleć jedynie o tym, by rzucić mu się w ramiona. Jednak ktoś zapukał do drzwi, a atmosfera napięcia prysła jak bańka mydlana
- Erza co tak długo? Miałaś się przebrać w sumienkę- powiedziała Lucy. Obok niej stały Mira i Levy,kiedy dostrzegły ich dwójkę powiedziały
- Przepraszamy, nie chciałyśmy przeszkadzać, po czym wycofały się szybko i zamknęły drzwi.
- Dobra to ja już nie przeszkadzam. Przebierz się w spokoju, zresztą i tak obiecałem pomóc Lokiemu ze sprzętem
- W porządku to widzimy się na dole?
- Oczywiście. Liczyłem na to, że dane mi będzie zatańczyć w solenizantką- po czym wyszedł. Dziewczyna klapnęła na łóżku w momencie w którym drzwi się zamknęły. Zupełnie jakby nogi nie były w stanie już dłużej jej utrzymać. Po kilku minutach, gdy już się uspokoiła przebrała się w sukienkę, po czym jeszcze raz podeszła do okna i wzięła kwiaty do rąk. Dopiero teraz zauważyła bilecik.Wzięła go do ręki i przeczytała, po czym na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wiedziała, że to będą najlepsze urodziny w jej życiu.

bądź zawsze tak pogodna jak one


Heartfilia zeszła na dół, by przygotować następną atrakcję dla czerwonowłosej, którą była piniata w kształcie głowy jednego z jej najbardziej nielubianych wykładowców. Gdy już się tym zajęła podeszła do stolika wziąć sobie jakąś przekąskę, gdyż z tego wszystkiego nieco zgłodniała. Wzięła sobie kawałek tortu, który odłożyła tu wcześniej, ale zauważyła, że ciasteczka i babeczki nie były już tak idealnie poukładane jak wcześniej, więc zaczęła poprawiać ich ustawienie, kiedy usłyszała
- Wiedziałem, że cie tu znajdę- obróciła się i ujrzała różwowowłosego opartego o stół po jej prawej stonie. Uśmiechał się pogodnie, ale Lucy wiedziała, że to jedynie pozory. Właściwie to zaskoczył ją fakt na jak przejętęgo wyglądał czyżby coś się stało?
- Masz na myśli stół z jedzeniem?- odpowiedziała żartobliwie chcąc nieco rozładować atmosferę.
- Nie, mam na myśli to, że wiedziałem, że będziesz sprawdzać czy wszystko jest „zapięte na ostatni guzik”, urodzona perfekcjonistka,hm? Dziewczyna przyglądała mu się przez chwile. Wciąż nie mogła się nadziwić jak osobie, która zna ją tak krótko udało się ją niemal w całości rozgryźć. Miała wrażenie, że potrafi czytać z niej, z niczym otwartej książki. Z jednej strony tak myśl ją przerażała, jednak z drugiej z tego powodu czuła z nim jakąś dziwną więź,której wcale nie chciała czuć.
-
To ja- wskazała na siebie i uśmiechnęła się podnosząc ręcę do góry, zupełnie jak by się przedstawiała
-A ty co tu robisz?
- Jak to?Przecież mówiłem ci, że zamierzam przyjść na tę imprezę
- Miałam na myśli TO miejsce- pokazała stół- kto by pomyślał, że będziesz wcinać babeczki z różowym lukrem, chociaż z drugiej strony chyba nie masz wyjścia i musić lubić ten kolor- spojrzała na niego wymownie i zaczęła się śmiać
- Czy ty się ze mnie nabijasz?
- Ależ skąd- wciąż się śmiała- skąt ten pomysł?
- To znaczy, że już nie jesteś zła?- spytał niepewnie
- Hm? A niby o co? O to, że zdradzisz wszyskim mój sekret? Czemu miałabym być zła? Mówiłam, że jak chcesz to możesz powiedzieć wszystkim. Nawet pójdę ci po mikrofon, jeśli zechcesz urządzić scenę tutaj- uśmiechała się słodko
- Więc jednak ci nie przeszło- skwitował
- Nie o to chodzi. Po prostu nie pozwolę nikomu sie zastraszać
- Słuchaj....-zaczął, ale trochę się zawahał- właściwie to jedynym powodem dla którego tu przyszedłem było to,że chciałem cie przeprosić. Spojrzała na niego. Miał poważna minę, a więc tym razem nie żartował. Była mile zaskoczona takim obrotem spraw.Sama nie wiedziała czemu, ale jakoś nie za bardzo lubiła się z nim kłócić, a przynajmniej nie tak na poważnie. Ciągłe droczenie się jakoś jej nie przeszkadzało. Podniósł głowę i zauważył, że na niego patrzy
- Co?-zapytał
- Jak to co?
- No co tak patrzysz?
- Czekam-powiedziała po prostu
- Ale na co?- nie bardzo rozumiał
- Na te przeprosiny, których nie możesz wydukać- po jego twarzy przeszedł wyraz zrozumienia więc w końcu zajarzył- pomyślała rozbawiona. Spojrzał jej w oczy wziął głęboki oddech i powiedział
- Wybacz- taka skruszona postawa w jego wykonaniu bardzo ją bawiła, ale nie miała zamiaru się śmiać.Odnosiła wrażenie, że ten chłopak rzadko kiedy przeprasza kogokolwiek, więc jeśli teraz wybuchnie śmiechem on odbierze to tak jakby sobie z niego stroiła żarty.
- W porządku wybaczam- powiedziała
- Naprawdę?- podniósł głowę, a wyraz jego twarzy wyrażał całkowite zaskoczenie nigdy się nie spodziewał, że tak łatwo mu wybaczę
- Tak, naprawdę- potwierdziła- przez chwile miała nawet wrażenie, że przez jego twarz przebiegła ulga, ale już po chwili uśmiechał się do niej tym swoim wypracowanym uśmieszkiem
- A teraz zamierzasz się szczerzyć?- zakpiła
- Nic na to nie poradzę, że jestem szczęśliwy- powiedział szczerze
- Niby dlaczego?
- Bo jesteś pierwszą osobą, która mi wybaczyła- wyznał
- Bo zapewne inne przewinienia były poważniejsze- zażartowała, ale on zrobił się poważny i odpowiedział
- Tak, pewnie masz racje
- Natsu!!!!- dotarło do niej, a po chwili przybiegła Lisanna i rzuciła się na chłopaka przytulając go
- Wow, a ty nie za dużo wypiłaś?-spytał łapiąc ją,aby nie upadła
- Ja...pra..prawie wcale nie piłam- upierała się
- Tak właśnie widzę- skwitował i spojrzał na Lucy
- Może dobrze byłoby żeby się położyła?- zaproponowała
- Dobry po...-zaczął
- Ale ja nie chce!!!-przerwała mu- chce być z tobą Natsu a ty-pokazała blondynkę- ty masz już Greya, więc Natsu jest mój. Nie zabierzesz mi go! Widzisz nie wszyscy faceci lecą tylko na ciebie! Nie zabierzesz mi Natsu!- darła się i przywarła do niego jeszcze bardziej
- Nawet nie próbuje- odpowiedziała zaskoczona podnosząc rękę w geście obronnym. Wiedziała, że siostra Miry za nią nie przepada, bo to dało się wyczuć, ale takiego zachowania z jej strony się nie spodziewała. Rzecz jasna jasnowłosa zdawała sobie sprawę z tego, że białowłosa nie jest zbyt trzeźwa w tym momencie i nie bardzo wie co robi. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu i z ulgą stwierdziła, że nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi. Całe szczęście Loki jakiś czas temu puścił głośną muzykę,wszyscy się bawili, a oni w końcu stali w kącie na końcu pokoju.
- Może zabierz ją na świerze powietrze do ogrodu!- podeszła do niego bliżej chcąc przekrzyczeć muzykę.Kiwnął głową na znak, że zrozumiał i zaczął wyprowadzać ledwo trzymającą się na nogach dziewczynę. Patrzyła w ślad za nimi i z lekkim ukłuciem w sercu stwierdziła, że ładnie razem wyglądają.

sobota, 11 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 11- Wyjątkowy prezent

Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)


Fernandes wychodził właśnie ze szkoły, kiedy usłyszał, że ktoś go woła, więc się zatrzymał
- Stary co tak pędzisz? Jeszcze chwile temu byłeś obok, a teraz już tu- powiedział zziajany Loki
- To ty się wleczesz. Jak byś nie zajmował się podrywaniem co najmniej dwóch dziewczyn w czasie drogi na dół to nie musiałbyś mnie gonić
- To były cheerleaderki. Jellal przewrócił oczami
- Słuchaj powiedz mi jakie masz plany na dzisiaj?
- Nic konkrentego, a co?
- To pomógłbyś mi ze sprzętem na jednej imprezie, co?
- W klubie?
- Nie, to domówka
- Ale przecież ja się na tym w ogóle nie znam
-Nie musisz się znać. Pomógłbyś mi pozanosić głośniki i poustawiać resztę sprzętu,co?
- A co to za okazja?
- Jedna dziewczyna z naszego rocznika ma urodziny, nie słyszałeś?
- Nie, pierwsze słyszę
- No w każdym razie jak mi pomożesz to też się wkręcisz. To będzie najlepsza biba, bo Heartfilia ją organizuje
- Dobra pomogę ci
- Dzięki stary, wiedziałem, że na ciebie zawsze mogę liczyć- powiedział Loki, po czym poklepał go po ramieniu
- Spoko, a kto jest solenizantką?
- Aa ta no Scarlet
- Erza?- Jellal mało co się nie przewrócił o własne nogi. Cały czas doskonale pamiętał ich pierwszy pocałunek do którego prawie doszło oraz jej ucieczkę zaraz po nim. Od tamtego dnia nie miał okazji z nią porozmawiać. Świadomość, że przyjdzie na jej urodziny równocześnie go cieszyła jak i przerażała. Obawiał się reakcji dziewczyny. Nie wiedział już co ma myśleć.
- Oo widzę, że ją kojarzysz...czekaj chwile a może coś więcej- przyjrzał mu się uważniej- znasz ją?
- No, tak jakby kilka dni temu była u mnie w domu
- Że co? Jedna z najgorętszych lasek z naszej szkoły urządziła ci wizytę domową, a ty nic nie powiedziałeś? Stary tak się nie robi. I co opowiadaj jak było? W ogóle jak ona się u ciebie znalazła? Zaprosiłeś ją, co? Od jak dawna się znacie? I w ogóle jak się poznaliście?
- A ty masz zamiar pobić rekord w zadawaniu dużej ilości pytań na minutę?
- Wybacz, ale nie sądziłem, że z ciebie taka cicha woda- dał mu kuksańca
- Daj spokój to nie tak. Kazuma zaprosił swoją koleżankę Ayano do nas do domu. A dopiero później okazało się, że miała przyjść z siostrą, a tą siostrą okazała się..zgadnij kto
- No nie gadaj
- Tyle, że dzień wcześniej się poznaliśmy w bibliotece.
- Czyli można powiedzieć, że to była randka, co?- szczerzył się do niego
- Jaka randka? Uczyliśmy się angielskiego
- No chyba se ze mnie jaja robisz..
- Wcale nie, poważnie
- No ale słuchaj, może ona już wcześniej wiedziała o tym, że to ty jesteś bratem Kazumy i dlatego przyszła
- Nie na pewno nie. Wystarczyło widzieć jej minę, była w totalnym szoku, zresztą tak jak ja. To był kompletny przypadek
- Nawet jeśli, to teraz idziemy na imprezę urodzinową właśnie do niej. Nie cieszysz się?
- No właśnie problem polega na tym, że nie wiem czy ona chciałaby abym przyszedł. W końcu mnie nie zaprosiła, nie?
- Tak, bo ona nawet nie wie o tym, że jest coś organizowane. No wiesz to surprise
- Nawet jeśli to wydaje mi się, że i tak nie chciałaby żebym przyszedł
- Co ty odwalasz. Na pewno się ucieszy
- No nie byłbym tego taki pewnien
- A co zrobiłeś jej coś?- rzucił sarkastycznie, lecz kiedy ujrzał minę przyjaciela od razu zrozumiał
- A i owszem. Ożesz szybki jesteś. Przyznaj się o co chodzi?
- O nic, nieważne. Nie interesuj się
- No daj spokój, kumplowi nie powiesz
- Ja cie nie pytam o twoje podboje, więc będę wdzięczny, jeśli ty nie będziesz się wtrącał w moje
- Aa jednak. Były jakieś podboje
- Wiesz co, spadaj
- Dobra już się tak nie spinaj. To widzimy się u mnie o 15. Impreza zaczyna się o 16, więc akurat. Zanim Jellal zdążył powiedzieć cokolwiek Loki poklepał go po plecach i poszedł szukać swojego auta na parkingu. Fernandes nawet teraz nie był pewny czy to jest dobry pomysł. Chociaż co mi szkodzi złożyć jej życzenia? Urodziny to idealny pretekst,a przecież i tak planowałem z nią pogadać.Właśnie, co się może stać? Pogadamy, potańczymy,dam jej prezent...cholera prezent. Chłopak zastanawiał się przez moment co mógłby jej podarować. Na szczęście już po chwili wiedział co jej kupić. Wsiadł w samochód i odjechał.

Niedługo później zatrzymał się przez największą i najlepszą kwiaciarnią w mieście. Wszedł do środka, gdzie przywitała go starsza pani.
- Dzień dobry chłopcze co mogę dla ciebie zrobić?
- Dzień dobry szukam prezentu dla dziewczyny..yy to znaczy nie dla mojej dziewczyny tylko po prostu dziewczyny. To koleżanka z klasy, tylko koleżanka. Kobieta uśmiechnęła się ze zrozumieniem
- Rozumiem
- Chciałbym kupić jej coś wyjątkowego. Taki kwiat, który nie rośnie wszędzie, coś rzadkiego, ale pięknego.
- Dobrze a w jakim kolorze na być ten kwiat?
- Czerwonym niczym zachodzące słońce
- Czerwony to kolor przeznaczenia czy to właśnie dlatego go wybrałeś?
- Nie pomyślałem o tym. Chodzi o to, że ona ma piękne czerwone włosy i sam nie wiem pomyślałem, że będzie najodpowiedniejszy- zaczął się tłumaczyć
- Jestem pewna, że znajdziemy coś odpowiedniego. Po chwili wróciła z pięknym czerwono-żółtym bukietem. Kwiaty wyglądały zupełnie tak jaby się śmiały, przynajmniej takie miał skojarzenie, gdy na nie patrzył. Wiedział już, że będą idealne
- Jak się nazywają?
- To jest liliowiec ogrodowy Campfire. Jestem przekonana, że nikt inny nie podaruje jej tych kwiatów, ponieważ są niezwykle rzadkie
- W takim razie proszę je obwiązać białą wstążką i dołączyć liścik z dopiskiem
- Szczęściara z tej dziewczyny. Mam nadzieje, że to deceni- powiedziała kobieta podając mu bukiet

Po 4 godzinach dziewczyny wreszcie wyszły z galerii handlowej. Po 2 godzinach zakupów Lucy w końcu wybrała odpowiadającą jej suknie. Przymierzyła ich chyba ze 20. Erza ciągle przynosiła jej nowe, ale blondynka była wyjątkowo wybredna dzisiejszego dnia. Po za tym dobieranie samych dodatków w postaci butów, torebki i kosmetyków zabrała im godzinę czasu. Kiedy wyszły z centrum handlowego dziewczyna wyglądała na zadowoloną, więc Erzie nie było szkoda tego czasu. Lubiła chodzić po sklepach z przyjaciółkami, a ostatnio nie miały czasu na porządny shopping. Po za tym Heartfilia upierała się, żeby Scarlet także sobie coś kupiła. Wypatrzyła jej piękną zieloną sukienkę. Nie była tak elegancka, jak ta należąca do blondynki, ale czerwowo włosa dziewczyna musiała przyznać,że bardzo jej się spodobała, więc ostatecznie ją kupiła. A na dobieranie dodatków do jej stroju zeszła im kolejna godzina. Jednak stwierdziła, że opłacało się. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że sukienkę kupiła nie tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności. Marzyła o tym, aby Jellal ją w niej zobaczył. Wiedziała jednak, ża szanse na to są niewielkie, zwłaszcza po tym jak dosłownie wybiegła od niego z domu. Od tej pory z nim nie rozmawiała, zresztą nic dziwnego, że chłopak nie chciał z nią gadać. Musi teraz mieć ją za jakiegoś strasznego dziwoląga. Jej rozmyślania przerwał głos przyjaciółki
- Kochana bardzo ci dziękuje za to, że ze mną poszłaś. Mam wrażenie,że gdyby cie ze mną nie było to wybierałabym przez wieczność
- Taa i będąc ze mną nie spieszyłaś się za bardzo
- Dlatego, że z każdą było coś nie tak. A to odcień koloru nieodpowiedni, a to za mała, a to za duża. Jedne były za krótkie, a inne znowu za długie z reszta sama widziałaś
- Tak, no ale ostatecznie chyba jesteś zadowolona co nie? Ta- wskazała na siatkę ze strojem- wydaje się być wręcz na ciebie uszyta. A pro po dlaczego nie poprosiłaś ojca o coś z jego butików? Jestem pewna, że znalazłoby się coś idealnego w twoim rozmiarze. Tym bardziej, że Jude zawsze przynajmniej jedną ze swoich linii przygotowuje dla ciebie.
- Dlaczego pytasz...- na chwilę zamilkła, co zaskoczyło dziewczynę, ponieważ Lucy rzadko kiedy brakowało słów
- Znasz mojego ojca. Nie chciałam się o nic prosić. I tak mam wrażenie, że zawadzam mu samą moją obecnością. Wyobrażasz sobie, że aby łaskawie przeprowadził ze mną wywiad na zajęcia szkolne musiałam go o to prosić z jakiś tydzień czasu i w dodatku codziennie się przypominać, a Natsu po prostu do niego przyszedł poprosił o łaskawe poświęcenie mu cennego czasu mojego ojca i voila
- No nie gadaj. Serio tak powiedział?
- Tak, dosłownie. Jak by zamienił się charakterem z jakimś szlachcicem albo hrabią, mało co mu się nie zaczął kłaniać, ogarniasz to?
- Nie do wiary, ale wiesz co? Tak między nami mi się wydaje, że ten Natsu cie lubi
- Pff....chyba żartujesz. Lubi to on mnie denerwować
- Wiesz jak to mówią „kto się czubi ten się lubi”
- Może, ale nie w naszym przypadku. Nie masz pojęcia co on zrobił, do czego jest zdolny
- Ale co? Stało się coś?
- No przecież on....i zamilkła, zupełnie tak jakby przypomniała sobie, że poruszyła temat, którego nie powinna była drążyć
- Hej, wszystko w porządku?- spytała z troską. Rzadko kiedy widywała blondynkę w takim stanie. A właściwie jak się tak nad tym zastanowiła to nigdy jej takiej nie widziała. Heartfilia wytrącona z równowagi to niecodzienny widok
- Lucy wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda?
- Tak wiem, ale...po prostu sama jeszcze do końca sobie tego nie poukładałam w głowie, wiesz.
- Ok, rozumiem, nie chce się narzucać czy coś, ale może razem uda nam się to jakoś poskładać?


Dziewczyny usiadły w parku, a Lucy zaczęła opowiadać przyjaciółce całą historie. Jak to spotkała chłopaka na cmentarzu przy grobie mamy. Jak to wtedy dowiedziała się,że Dragneel ma coś wspólnego z jej śmiercią. Potem jak odkryła, że jednak nie spowodował wypadku,lecz zna winnego i cały czas go kryje. Opowiedziała jej także o tym jak próbowała wycisnąć z niego tę informacje różnymi sposobami. O zakładzie i ich niby randce, pominąła jedynie część w której Natsu odkrył jej tajemnicę przez co uciekła z biblioteki. Uznała, że za dużo szczerości jak na jeden raz, a poza tym to nie miało już z chłopakiem nic wspólnego. To chodziło o nią i jej fałszywość.
- Twierdzisz, że kryje winnego?- spytała wciąż oszołomiona
- Jestem o tym przekonana.
- I co masz zamiar zrobić?
- Planowałam zbliżyć się do niego na tyle, aby mi powiedział. Próbowałam nawet udawać jego przyjaciółkę, ale mi nie wyszło. Zanim cokolwiek powiesz.Wiem, że to nie jest uczciwe Er i, że jakkolwiek by na to nie patrzeć chce go wykorzystać tylko po to by poznać prawdę.Wiem co chcesz powiedzieć, że jestem okropna i nie powinnam tak postępować. W dodatku udaje, że z nim flirtuje, bo to jedyna metoda na to, aby z nim pogadać, zupełnie jak by nie potrafił komunikować się w inny sposób. W dodatku Grey o niczym nie wie, ale chciałabym sama mu o tym powiedzieć, więc będę wdzięczna, jeśli zachowasz to dla siebie. Scarlet przez chwile na nią patrzyła po czym przytuliła jeszcze roztrzęsioną przyjaciółkę
- Kochanie twoja tajemnica jest ze mną bezpieczna o to się nie martw- wyszeptała i odsunęła się na długość ramienia
- Wbrew temu co myślisz nie uważam, że jesteś okropna, naprawdę. Podejrzewam, że na twoim miejscu postąpiłabym tak samo. Dobrze wiem jak ważne jest dla ciebie odkrycie prawdy i jedyne co mnie dziwi to to, że nie poszłaś z tym na policje. A ten drań też powinien zrozumieć jakie to dla ciebie ważne i pomóc ci,a nie jeszcze przeszkadzać. Wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć i jeśli tylko będę w stanie zawsze ci pomogę
- Wiem, dziękuje ci, za wysłuchanie mnie i za to, że nie oceniasz mnie tak źle jak sądziłam, że będziesz, kiedy zaczynałam mówić
- Posłuchaj, jak by na to nie patrzeć to nie zrobiłaś nic złego. To, że pomogłaś jego matce w układaniu książek przecież nie jest zbrodnią. Jestem pewna, że nawet Grey zrozumie twoje postępowanie, kiedy pozna jego powód.
- Tak myślisz?- spytała, a w jej głosie można było niemal usłyszeć nadzieje
- Oczywiście, że tak. Jedyne co mnie martwi to to co ty sobie myślisz o mnie i o reszcie. Naprawdę sądziłaś, że będę cie mieć za potwora?- spytała niedowierzając, kręcąc głową z dezaprobatą
- Przepraszam
- W porządku, ale na przyszłość chce wiedzieć od razu jeśli coś cie trapi, jasne? Musisz mieć do nas więcej zaufania.
- Na początku nie mówiłam wam, bo sądziłam, że ta wiedza może być dla was niebezpieczna. Kto wie jakich on ma znajomych
- Hm...tu masz racje, ale spokojnie. Nie mam zamiaru pokazywać, że wiem cokolwiek, chociaż przyznaje, że mam ochotę rozdeptać go jak karalucha.
- Będziesz musiała opanować swoją niechęć
- Postaram się. Wiesz teraz już wszysko rozumiem
- Co masz na myśli?
- Do tej pory ci nie mówiłam ze względu na Greya, ale przez cały czas myślałam, że Natsu po prostu na ciebie leci. Teraz już wiem, że jedynie trzyma rękę na pulsie, bo jako świadek musiałby zeznawać, więc woli mieć cie na oku.
- Tak, pewnie masz racje

Autorka: Lu-chan


sobota, 4 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 10- Shopping

Ten weekend wyjątkowo jej się dłużył, więc Lucy cieszyła się, iż nastał poniedziałek. Przyszła do szkoły celowo pół godziny wcześniej, aby zdążyć zamienić z każdym parę zdań zanim rozpoczną się lekcje. Jej przyjaciółka miała dzisiaj urodziny, więc planowali zrobić jej imprezę niespodziankę. Jak zawsze to właśnie Heartfilia zajmowała się organizacją wszystkiego. Wyznaczała zadania,które najlepiej odpowiadały poszczególnym osobom.
- Cześć wszystkim-przywitała się z grupką siedziącą na ławkach w korytarzu. Pocałowała Greya po czym usiadła obok niego. Fullbuster swoim zwyczajem zarzucił jej jedno ramie przez głowę i objął ją. To było tak naturalne, że niemal nie zwracała na to uwagi.
- Imprezę zorganizujemy u Erzy. Mam zamiar wziąć ją dzisiaj na zakupy zaraz po szkole żebyście mieli czas na udekorowanie pomieszczenia. Przyprowadzę ją po jakiś 4 godzinach, myśle, że taka ilość czasu wystarczy
- Właśnie, Lu zabierze Erzę do centrum handlowego pod pretekstem, że koniecznie musi kupić elegancką suknie na bankiet organizowany przez firmę jej ojca. Dzięki temu nie będzie się nawet domyślać, że coś szykujemy- kontynuowała ożywiona Levy
- Świetny pomysł, w razie czego będziemy cały czas w kontakcie, więc nie powinno być żadnej wpadki
- No dobra, ale pytanie brzmi jak dostaniemy się do jej domu, pod jej nieobecność?- spytał Laxus
- A to już załatwione, rozmawiałam z Ayano-chan, siostrą Erzy to ona was wpuści- oznajmiła blondynka
- A skąd weźmiemy dekoracje?- tym razem to był Grey
- Wszystko jest u mnie w domu, razem z Leviś zrobiłyśmy zakupy ponad tydzień temu- odpowiedziała
- Od jak dawna to planowałyście?
- Hm...od mniej więcej miesiąca?- zastanowiła się Levy
- Tak, dlatego też tort oczywiście truskawkowy jest do odebrania w cukierni. Miruś mogłabyś go odebrać?
- Jasne i tak będę tamtędy przechodziła, więc nie widzę problemu
- A co z prezentami?- spytała Lisanna- ja nic jej jeszcze nie kupiłam, poza tym szczerze to trochę szkoda mi kasy na prezent dla niej. Wszyscy spojrzeli na dziewczynę, a potem po sobie, jednak nikt nie skomentował jej zachowania.
- Nie martw się Lisanna, ja już kupiłam coś Erzie, więc wręczymy jej go razem- powiedziała Mira, chcąc ratować honor siostry
- Lu a co z zaproszeniami?- zmieniła temat Strauss
- Wszyscy już je dostali
- Przekąski?
- Grey i Laxus je kupią
- A co z muzyką?
- A o to poprosiłam Lokiego. Jest dj w jakimś klubie, więc ma sprzęt i się na tym zna.
- Czyli mistrzyni organizacji jak zawsze się spisała- pochwalił ją Grey i pocałował w czubek głowy
- Dobra robota Lu
- Dajcie spokój to nie moja zasługa, a nas wszystkich- odpowiedziała uśmiechając się
- Ale będzie zaskoczona, nie mogę się doczekać aż zobaczę jej minę
- Kto będzie zaskoczony?- niespodziewanie pojawiła się Scarlet. Na chwile wszyscy zamilkli
- Haha Levyś właśnie mówiła, że Gajeel wykonał pracę domową, więc nauczycielka będzie zaskoczona- uratowała sytuacje Lucy
- No to faktycznie zaskoczka...- nie zdążyła nawet dokończyć zdania, bo rozległ się dzwonek na lekcje. Wszyscy zabrali swoje rzeczy i starali się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Heartfilia siedziała na końcu, więc zanim wszyscy się zebrali minęła chwila czasu. Zabrała swoją torebkę i wstała. Idąc do klasy zauważyła Natsu, który o dziwo nie spóźnił się na pierwsze zajęcia. Widziała jak do niej machał, ale zignorowała to. Uznała, że tak powinna postępować w stosunku do kogoś kto poznał jej mały sekret i mógł podzielić się nim z każdym w każdym momencie.

Kiedy nastała przerwa Dragneel celowo zwlekał z wyjściem z auli. Siedział w jednej w ostatnich ławek, więc mógł być przy drzwiach w niecałe 30 sekund, jednak nie o to mu chodziło. Poczekał aż Heartfilia wyszła i poszedł za nią. Miał szczęście, bo tym razem nie było z nią przyjaciół, ani jej chłopaka. Stała sama przed automatem z napojami i najwyraźniej czekała, aż maszyna wyda jej resztę.
- Hej nieznajoma- przywitał się podchodząc. Oparł się plecami o automat i skrzyżował ręcę na piersi, by ukryć napięcie. Chciał wybadać sprawę, nie chcąc przyznawać się do tego, że wcale nie miał gdzieś tego co może powiedzieć dziewczyna.
- Cześć- przywitała się, a jego zaskoczyła jej mimika. Nie uśmiechała się sztucznie, jak przy wszystkich innych. W ogóle nie była uśmiechnięta,miała po prostu zwyczajną minę, taką jaką ma większość ludzi, kiedy niczym specjalnie się nie przejmuje. Czyżby przestała udawać?
- Więc jednak mnie znasz?
- Co masz na myśli?
- Machałem do ciebie rano, ale mnie zignorowałaś
- Serio? Nie zauważyłam
- Jesteś beznadziejnym kłamcą
- Wiem, dlatego nie kłamię- patrząc na jej poważną minę, niemal jej uwierzył
- Powiedzmy, że ci wierzę. A co to za mina?
- Hm? Jaka?
- Czemu nie uśmiechasz się tak jak zawsze?
- A dlaczego miałabym uśmiechać się do kogoś kogo nawet nie lubię?- odpowiedziała pytaniem na pytanie
- Ale przecież przed chwilą powiedziałaś..
- Powiedziałam, że cie nie ignoruje. I to prawda, bo nie widzę takiej potrzeby, jednak nie przypominam sobie, abym powiedziała, że to znaczy, że zostaniemy przyjaciółmi
- Ok, a powiesz mi chociaż dlaczego uciekłaś ostatnio?
- Wcale nie uciekłam. Po prostu przypomniałam sobie, że mam coś do zrobienia. Chciałam ci powiedzieć i poszłam nawet do magazynu, ale nie mogłam cie znaleźć
- A co było aż tak pilne,co? Zostawiłaś włączone żelazko w domu?- zakpił
- Nie, musiałam zrobić prace domową
- A od kiedy pani „nie zostawiam niczego na ostatnią chwilę” zajmuje się czymś takim zaraz przed oddaniem?
- A kto ci powiedzieł, co to była za praca? Być może mamy ją oddać dopiero za miesiąc Mam cie
- Tym bardziej nie rozumiem czemu to było takie PILNE-celowo podkreślił ostatnie słowo
- To nie była jedyna rzecz, którą musiałam się zająć. Z resztą nieważne czemu ja ci się w ogóle tłumaczę, przecież to nawet nie było prawdziwe spotkanie
- Na twoim miejscu nie odzywałbym się tak do kogoś kto zna twój sekret. No wiesz zawsze mogę niechcący coś komuś chlapnąć i..
- Czy ty mi grozisz?
- Nie, skąd, raczej ostrzegam, że powinnaś być dla mnie nieco milsza
- A teraz mnie szantażujesz? Wiesz co mów wszystkim co ci się żywnie podoba. Nie obchodzi mnie to. Jeśli naprawdę sądzisz, że wszyscy się ode mnie odwrócą,kiedy poznają prawdę, to proszę bardzo. Przekonamy się kto ma racje- rzuciła, po czym odeszła szybkim krokiem.

Natsu stał tam jeszcze przez chwile przetrawiając ich konwersacje. Cholera co jest nie tak z tą dziewczyną? Naprawdę nie miałem zamiaru się z nią kłócić.Właściwie to głupi liczyłem na to, że zdradzi mi prawdziwy powód swojej ucieczki. Tym razem było inaczej..zawsze się droczymy, ale tym razem ona przeszła prosto do ataku, a ja nie pozostałem jej dłużny..cholera! Chłopak był wkurzony na samego siebie. Wyszło na to, że serio jej groził, a potem jeszcze posunął się do szantażu. To kompletnie nie było w jego stylu. Sam siebie nie rozumiał, ani nie poznawał. Walnął pięścią w automat tak mocno, że wyleciała z niego puszka picia, za którą nawet nie zapłacił.
- Jeśli masz zamiar ją ukraść to ja nic nie widziałam. Obrócił głowę i zobaczył dziewczynę o białych, krótkich włosach i niebieskich oczach. Była stosunkowo niska. Podejżewał, że może być z niższej klasy
- O czym ty mówisz?
- O puszce- wskazała palcem. Dopiero teraz zrozumiał co miała na myśli
- Ale jeśli jej nie chcesz to ja chętnie się napije
- Bierz- rzucił, a ona faktycznie podeszła, otwarła ją i napiła się
- Chcesz trochę?- spytała
- Nie, dzięki- w przeciwieństwie do Lucy ta jest bezpośrednia
- Więc co takiego ci zrobiła?
- Kto?
- Księżniczka Heartfilia. Widziałam jak gadaliście i że nie jesteś w najlepszym nastroju po rozmowie z nią. Nie przejmuj się. Ona po prostu lubi wszystkimi rządzić. Gdy coś nie idzie po jej myśli od razu się wścieka. Yhy ktoś tu jej chyba nie lubi
- A ty dobrze ją znasz?
- No, powiedzmy jestem Lisanna, młodsza siostra Mirajane, no wiesz jednej z psiapsiółek blondi
- A ja Natsu
- Wiem, jesteś nowy, nie?
- Nie da się ukryć
- I za pewne nie słyszałeś o impezie, która jest dziś organizowana, mam rację? Królewna nic ci nie powiedziała
- Jaka impreza?
- Z okazji urodzin Erzy. Ale skoro nie masz zaproszenia to może wybrałbyś się ze mną, co? Natsu przez chwile zastanawiał się nad propozycją dziewczyny. Nie był głupi.Wiedział,że jeśli się zgodzi to będzie jej randką, ale czy miał inne wyjście? Chciał pogadać z Lucy i wszystko wyjaśnić, a to była idealna okazja. Jakoś za bardzo ciążyła mu aktualna atmosfera pomiędzy nimi.
- Jasne o której mam cie odebrać?


Na stołówce Lucy grzebała widelcem w swoim jedzeniu pogrążona w myślach. Rozważała konsekwencje jej rozmowy z Natsu. Może jednak trochę przesadziłam? Nie robiłam nic innego poza ciągłym prowokowaniem go, nic dziwnego, że tak zareagował. Chwila...czy ja go bronię? Ale z drugiej strony co jeśli on faktycznie komuś powie, albo jeszcze gorzej powie wszystkim? Co ja wtedy zrobię? Jak im to wyjaśnie?
- Lu co się dzieje? Znowu się zawiesiłaś..- trąciła ją przyjaciółka
- Przepraszam cie Levyś, właśnie zastanawiałam się nad tym do jakiego sklepu zabiorę dziś Erze- skłamała i zaraz dopadły ją wyrzuty sumienia. Od kiedy stała się notorycznym kłamcą?
- Nie martw się na pewno coś wymyślisz pocieszyła ją pryjaciółka
- A właśnie. Ty też jesteś dzisiaj wyjątkowo cicha i zamyślona. Co jest? Gajeel?
- No można tak powiedzieć- zarumieniła się niebiesko włosa
- No nie gadaj, mieliście randkę?
- Lu mów trochę ciszej, nie wszyscy muszą wiedzieć- wyszeptała zakłoponana
- Czyli jednak?
- Nie no, to nie do końca tak. Pomagałam mu w nauce, więc to nie była randka, ale tym razem zaprosił mnie do siebie
- Byłaś u niego w domu? I co? Jak wygląda jego pokój? Ma porozwalaną bieliznę po całym pokoju? Mcgargen spojrzała na nia w szoku
- No co? Grey czasem ma- dziewczyna nie zmieniła wyrazu twarzy
- Haha żartowałam
- Jesteś okropna- powiedziała oskarżycielko dziewczyna
- Haha wiem- zaczęła się śmiać Lucy
- No dobra, ale opowiadaj.Jak było?
- Tak ja zwykle. Gdy wytłumaczyłam mu zasadę rozwiązywania zadań od razu załapal i rozwiązał wszystkie przykłady,które mu napisałam, ale w miedzyszczasie miałam wrażenie, że mieliśmy taki moment, wiesz. Przez chwile patrzyliśmy na siebie i to sama nie wiem ciągnęło się w nieskończoność a potem...
- Co potem?
- Zwiałam
- Co?! Leviś!
- No wiem..ale zrobiło mi się jakoś tak głupio i niezręcznie,kiedy zaproponował żebyśmy obejrzeli jakiś film
- Zaproponował to?
- No
- Dziewczyno to znaczy, że chciał spędzić z tobą trochę czasu. Nie koniecznie się ucząc...no a przynajmniej nie matmy- spojrzała na nią wymownie
- Lucy przestań- dziewczyna pisnęła i przybrała kolor buraka
- Haha jesteś taka urocza
- O czym tak plotkujecie?- spytała Mira siadając przy stoliku
- O randce Leviś z Gajeelem
- No nie gadaj
- To nie była prawdziwa randka!- szybko zaprzeczyła dziewczyna
- A skoro już mowa o randkach to w życiu nie zgadniecie z kim przyjdzie Lisanna
- Z kim?- dopytywała Leviś- nie sądziłam, że Lisa ma chłopaka
- Powiedziała, że przyprowdzi Natsu. Lucy słysząc to mało się nie popluła przy jedzeniu
- Lu wszystko gra?
- Co? Miruś to nie jest dobry pomysł. Ten facet jest niebezpieczny
- Masz na myśli ten epizod z motorem? Daj spokój założe się,że nie chciał Taa, żeby tylko o to chodziło
- No cóż nic na to nie poradzę. Z resztą już dawno nie widziałam jej takiej szczęśliwej. Jej chyba naprawdę się spodobał ten chłopak
- Nie sądzisz, że jest dla niej nieodpowiedni?
- Nieodpowiedni? W jakim sensie?
- Przede wszystkim za stary
- Jest między nimi tylko rok różnicy...już bez przesady
- No tak, ale on jest...
- Lucy gdybym cie nie znała to pomyślałabym, że jesteś zazdrosna- Mira wyraźniej jej się przyglądała
- Zazdrosna? Ja? No coś ty przecież nie o to chodzi- mimo pewności w głosie spaliła buraka. Po chwili się jednak opanowała
- Ok, może masz rację. Może nie jest aż tak zły. Po prostu uważaj na niego dobra?
- Jasne będę mieć go na oku. Zwłaszcza na dzisiejszej imprezie
- Hej dziewczyny słyszałyście, że ostatnia lekcja została odwołana?- przysiadł się do nich Grey
- Żartujesz? Serio?
- To świetnie
- O nie..skoro tak to muszę natychmiast znaleźć Er- zerwała się blondynka
- Widziałem ją przy szafce jak się pospieszysz to powinnaś ją dogonić- powiedzał brunet
- Ok to na razie kochani- pożegnała się i pognała w wyznaczonym kierunku. Kiedy biegła schodami na górę o mało na kogoś nie wpadła
- Ej! Uważaj jak chodzisz!- krzyknął różowo włosy chłopak upuszczając siatkę z butami. Zaraz jednak się opanował, gdy dostrzegł kto na niego wleciał
- A to ty
- Tak ja, przepraszam śpieszę się czy mógłbyś się ruszyć?- powiedziała, gdyż oparł się o ścianą zagradzając jej drogę
- O której zaczyna się ta impreza?- spytał zamiast tego
- Nie powienieneś o to zapytać swojej nowej dziewczyny?- wypaliła
- Wow czyżbym wyczuwał zazdrość?- uśmiechnął się szeroko
- Pff..jasne chciałbyś. Słuchaj po co ty w ogóle tam idziesz? Przecież nawet nie znasz Erzy
- A znasz lepsze miejsce na poznanie jak największej ilości osób jak nie impreza?
- Z resztą rób co chcesz
- To znaczy, że mnie nie wyprosisz?
- To nie ja jestem solenizantką, ale jeśli zrobi to Er to nie będę jej powstrzymywać. A pro po nie widziałeś jej może?
- Tak, stała przy swojej szafce
- Uff... więc,jeszcze nie wyszła. Dzięki- rzuciła w przelocie i wyminęła go. Kiedy dotarła już na korytarz widziała dziewczynę z daleka.Zmniejszyła tempo i starała się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Podeszła do niej i zatrzymała się przy własnej szafce zabiarając swoje rzeczy
- Hej słyszałaś,że odwołali nam ostatnią lekcję
- No, dlatego właśnie się zbieram
- A słuchaj. Mam do ciebie ogromną prośbę. Nie przejechałabyś się ze mną do centum handlowego? Muszę kupić suknie na jakiś bankiet organizowany przez firmę mojego ojca, a ty jesteś w tym obeznana, bo nie jeden raz już byłaś na takich wystawnych przyjęciach. Plis naprawdę cie potrzebuje
- Jasne, nie widzę problemu. Chcesz jechać od razu?
- Nom.
- Dobra to chodźmy- Lucy przyjrzała jej się uważniej Uff...chyba nic nie podejrzewa 

Następny rozdział już za tydzień, see ya :*

Autorka: Lu-chan

środa, 22 lutego 2017

Opowiadanie w realu rozdział 9- Pretekst

Od samego rana była bardzo podekscytowana. Wstała wcześnie, gdyż nie mogła już usiedzieć w miejscu. Wzięła długą odprężającą kąpiel z bąbelkami i czytała książkę. Wiedziała, że musi się czymś zająć inaczej będzie krążyć po domu i próbować znaleźć jakieś zajęcie. Poprzedniego dnia wysprzątała cały dom na błysk. W kafelkach w łazience i kuchni można było się przejrzeć, a z podłogi jeść. Z jednej strony nie mogła się już doczekać spotkania z drugiej jednak denerwowała się strasznie czy nie popełni jakiejś gafy. W szkole co prawda była prymusem, lecz w życiu różnie to bywało. Gajeel pierwszy raz zaprosił ją do siebie do domu. Co prawda chodziło jedynie o pomoc w nauce. To nie była prawdziwa randka, jednak mimo wszystko cieszyła się, że zobaczy go pomimo tego, że jest niedziela. Z reguły nie przepadała na weekendami właśnie z tego względu, że musiała czekać całe dwa dni, aż będzie mogła znów go ujrzeć. No chyba, że akurat była jakaś impreza na, którą byli zaproszeni wszyscy ze szkoły to inna sprawa. Chciała jak najszybciej podzielić się radosną nowiną ze swoją najlepszą przyjaciółką, jednak nie chciała zapeszać. Postanowiła zdać jej relacje w poniedziałek, gdy już będzie po wszystkim. Wyszła z łazienki i próbowała jakoś ładnie ułożyć włosy. Ich jednak nie bardzo obchodziło jej zdanie. Zawsze mówiła, że jej włosy żyją własnym życiem i tym razem także jej nie zawiodły. Spędziła bitą godzinę przed toaletką próbując je najpierw rozczesać, lecz kiedy efekty były raczej mizerne zdecydowała się lekkie fale za pomocą lokówki. Raczej rzadko korzystała z tego typu sprzętów. Rano wstawała dość późno, więc nie miała na to czasu, a po południu do wieczora się uczyła. To cudeńko dostała od Lu i wreszcie miała okazję ją wypróbować. Z początku nie bardzo wiedziała jak się za to zabrać. Marzyła o delikatnych fasach na zewnątrz, lecz wychodziły jakieś takie za bardzo skręcone w dodatku do wewnątrz. Po kilku próbach udało jej się znaleźć sposób trzymania jej, a nawet udało jej się nie oparzyć. Gdy skończyła przejrzała się w lusterku i przez chwile debatowała nad tym czy jednak nie powinna umyć jeszcze raz głowy. Fryzura prezentowała się według niej za ładnie w ten sposób on od razu zorientuje się, że coś jest nie tak. Co jeśli pomyśli, że jestem dziwna? Jednak nie miała już czasu na to, aby się zastanawiać jak tak dalej pójdzie to skończy się na ty, że się spóźnię Odeszła od toaletki i tym razem stanęła przed szafą. Była całkiem sporej wielkości jak na jej mały pokoik Zajmowała niemal 1/4 pomieszczenia. Jej sypialnia nie była duża, ale wszechstronna. Miała w niej wszystko to czego potrzebowała. A rzeczy były poukładane w nienagannym porządku. Półeczki pościerane, dywan odkurzony. W jej pokoju każda czynność miała swoje miejsce. Uczyła się przy biurku, tam także jadła. Natomiast czytała na łóżku. Stąd obok niego leżał cały stos nie licząc regału,który zajmował 1/2 niebieskiej ściany.
Zapowiadał się słoneczny dzień dlatego wahała się nad dwiema letnimi sukienkami: białą, zwiewną z koronkami przy dekolcie i na rękawkach czy też trochę krótszą czerwoną. Zdecydowała się na białą stwierdziwszy, że fryzura jest już wystarczająco ekstrawagancka. Przypięła małą, białą kokardkę do włosów pod kolor i założyła takie same balerinki. Ściągnęła z górnej półki małą kopertówkę po czym stwierdziła, że jest gotowa do wyjścia. Przejrzała się jeszcze raz w lustrze. Na policzkach miała rumieńce, a oczy jej błyszczały w oczekiwaniu. Włosy lekko jej się rozprostowały tworząc luźne, naturalnie wyglądające fale, dzięki spince włosy nie wpadały jej do oczu, a sukienka, torebka i buty pod kolor prezentowały się naprawdę nieźle Z uśmiechem na ustach zbiegła na dół do schodach, pożegnała się z rodzicami i wyszła z domu. Postanowiła zrobić sobie spacerek podczas którego miała nadzieję chociaż po części uspokoić swoje tętno. Magnolia była stosunkowo małym miasteczkiem dlatego już po ok 15 minutach stała pod jego domem. Nie wyróżniał się niczym specjalnym od pozostałych w tej dzielnicy. Był białego koloru i miał czerwony dach. Zadzwoniła do domofonu i już po chwili usłyszała zapraszające kliknięcie. Weszła i zamknęła bramkę. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął chłopak. Był ubrany w sprane czarne dresy i bluzę do kompletu. Właściwie to gdyby go nie znała to pewnie mogłaby się przestraszyć. Jego wygląd często odstraszał ludzi. Ma czerwone oczy przez co prawie zawsze wygląda jakby był wściekły, a poza tym kolczyki w uszach, nad brwiami, koło nosa i na brodzie dodają mu drapieżności. Ona jednak doskonale wiedziała, że nie ma się czego obawiać. Zna go od małego, a poza tym kiedy inni chłopcy nazywali ją kujonicą to właśnie on stawał w jej obronie. Właśnie takimi gestami szybko skradł jej serce, choć pewnie sam nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Cześć- przywitała się miło z uśmiechem
- Hej a ty wybierasz się na jakąś imprezę czy coś?
- Nie,a co?
- To skąd ten strój?- dopiero teraz zrozumiała o co mu chodzi. Właśnie tego się obawiała
i co ja mam teraz zrobić? Trochę spanikowała, ale udało jej się odpowiedzieć
- Po prostu jest dzisiaj strasznie ciepło i szkoda mi było trzymać te sukienki nadal w szafie
- Aha no ok, to wchodź- zaprosił ją do środka gestem, a ona przeszła obok niego szybko. Wciąż czuła dowody swojego zażenowania na palących policzkach.
- Mój pokój jest na górze. Prosto i w lewo. Zaraz przyjdę tylko ograrne nam coś do jedzenia i picia
- A twoich rodziców nie ma?
- Nie, pojechali do babci. Nie będzie ich cały weekend
- A ty nie chciałeś pojechać z nimi?- spytała niepewnie
- No coś ty żartujesz do babci? Co to za atrakcja?- widząc jej reakcje dodał- no a poza tym i tak muszę nauczyć się na to kolokwium, co nie?
- Niby tak, ale założę się, że ogarniemy to w ciągu 2-3 godz.
- Serio tak szybko?
- Przecież to nie jest duża partia materiału
- Taa może dla ciebie. Dla mnie to kosmos
- Już nie przesadzaj- powiedziała po czym ruszyła po schodach. Przeszła długim korytarzem i zatrzymała się przy ostatnich drzwi na lewo. Na drzwiach widniał zakaz wstępu. Uśmiechnęła się na ten widok po czym weszła do środka. Jak się spodziewała ściany pokoju były czarne, co optycznie go zmniejszało. Łóżko stało pod ścianą po prawej stronie drzwi, a biurko pod oknem naprzeciwko. Pokój był zagracony instrumentami różnego rodzaju. Po jednej ze stron stały czarne meble, a po drugiej wisiał plazmowy telewizor. Panował tu względny porządek,jak na chłopca w tym wieku. Usiadła na jednym z foteli stojących przy biurku i zaczęła wyjmować potrzebne materiały. Gajeel wrócił po chwili z dwiema miskami chipsów i colą. Usiadł obok niej i przyglądał się dziewczynie, gdy ta przeglądała jego notatki. Poprzednio, gdy uczyli się razem dała mu coś w rodzaju zadania domowego. Nie spodziewała się jednak tego, że go zrobi. To miało być w firmie żartu, napisała mu kilka przykładów nie sądziła jednak, że je rozwiąże. Nagle wyczuła na sobie jego wzrok i podniosła głowę. Przez chwile po prostu na siebie patrzyli, jednak ona szybko spuściła wzrok
- Dobrze to zacznijmy może od tego czy wiesz co to są wielomiany ?- cisza, która nastała po tym pytaniu była wystarczającą odpowiedzią
- Wielomiany to wyrażenia algebraiczne będące sumą jednomianów. Inna nazwa to suma algebraiczna.
- Po co mi to wiedzieć? Przecież znajomość tej definicji nie pomoże mi w rozwiązywaniu zadań
- Może, ale dobrze wiesz, że czasami definicje także się pojawiają. Dzięki ich znajomości nie jeden raz można sobie podciągnąć ocenę lub nawet odpuścić rozwiązanie jakiegoś trudniejszego działania, a i tak wyjdzie na to samo
- Dobra, powiedzmy, że ją wkuję później
- Ok. Dodajemy i odejmujemy od siebie jedynie wielomiany jednoimienne. Wiesz co to znaczy?
- Że mają wyglądać tak samo np.: 2a+ a równa się 3a
- Oki a jak poradzisz sobie w takim działaniem. Napisała na kartce jedno z nich
3b+2b+2a = - No ile się równa? Chłopak wziął długopis i zaczął liczyć
- No 7
- Jesteś pewien?
- No tak, bo 3+2+2 daje 7 nie? Prosta matematyka
- No jak widać nie tak prosta. Przyjrzyj się dokładnie temu równaniu. Jesteś pewny, że wszystko pasuje? Chwile temu mówiłeś, że wielomiany jednoimienne to takie,które wyglądają tak samo lub podobnie,prawda? Redfox zastanowił się nad słowami dziewczyny. Skreślił poprzedni wynik i zaczął od nowa. Wiedziała, że tym razem sobie poradzi. Gajeel nie jest głupi, po prostu trzeba go odpowiednio naprowadzić na prawidłowe tory, wtedy da sobie rade.
- To się równa 5b i 2a
- Tak, z tym wyjątkiem, że zamiast i jest +. Pewnie o tym wiesz, ale mówię tak na wszelki wypadek
- Pff...wiedziałem o tym- sądząc jednak po jego reakcji nie wiedział
- A teraz coś takiego
2a+3b+7c+4a+b=
Tym razem poszło mu znacznie szybciej i już po chwili podał pełną odpowiedz
- To się równa 6a+4b+7c
- Świetnie a teraz takie zadanko
2a+2b+10ab+ba- A to co za dziwactwo jest? Spodziewałem się, że dasz mi coś trudniejszego, ale że aż tak
- Haha, ale za chwile przekonasz się, że to wcale nie jest trudne równanie
- Chyba żartujesz. Oczywiście, że jest trudne. Co to za twory nowe się pojawiły? Jakieś ab potem znów ba, co to ma być?
- Słuchaj, zacznijmy od tego, że zapisywanie wielomianów jest dowolne. Oznacza to, że to nie ma znaczenia czy zapiszesz 2ab czy 2ba to i tak jest to samo, ponieważ zawiera te same litery, zarówno a jak i b.
- Chcesz mi przez to powiedzieć, że wynik poprzedniego równania to 2a+2b+11ab?
- Owszem
- W takim razie to faktycznie proste
- Czyż nie?- spytała uśmiechając się
- Jak ty to robisz?
- Co takiego?
- Że cokolwiek byśmy nie brali. Choćby nie wiem jak trudne coś by mi się wydawało ty zawsze potrafisz mi to ułatwić. Sprawić, że zrozumiem
- Może to wynika z tego, że po prostu potrzebujesz bardziej indywidualnego podejścia, a w klasie na zajęciach podczas gdy jest tam 40 osób wykładowcy nie mają szansy wyjaśnienia wszystkiego każdemu z osobna
- Jakoś ty zawsze wszystko rozumiesz
- Lubię matematykę, dlatego, że tam jest wszystko uporządkowane. Jeśli tylko pozna się sposób rozwiązywania danego zadania potem okazuje się, że inne robi się na tej samej bądź podobnej zasadzie.
- A ja mam na to inne wyjaśnienie
- Tak? Jakie?
- Po prostu jesteś mądra
- Nie przesadzaj
- Taka prawda. To nie tylko matma. Jesteś dobra z każdego przedmiotu. Właściwie to nie myślałaś o tym, aby zostać przewodniczącą lub chociaż wice?
- Czemu miałabym?
- Jesteś tak samo dobra jak Lucy czy Erza, jeśli nie lepsza. Bez trudu mogłabyś z nimi konkurować. Nie chciałabyś?
- To miłe co mówisz i doceniam to serio, ale to po prostu nie moja bajka. Bycie przewodniczącą to nie tylko dobre oceny i nienaganne zachowanie, ale i udzielanie się w różnego rodzaju akcjach, a najczęściej samemu ich organizowanie. Do tego trzeba być przebojowym, towarzyski, potrafić zainteresować innych tematem. Ja nie mam tej zdolności, ale jest mi dobrze tak jak jest naprawdę. Lu jest moją najlepszą przyjaciółką i to prawda, że to ona jest zawsze w centrum uwagi wszystkiego. Lecz mi to nie przeszkadza. Nigdy nie czułam, że jestem w jej cieniu czy coś takiego. Kocham ją jak siostrę dlatego cieszę się z jej sukcesów. Z resztą ona z moich również, zawsze mnie wspiera i zawsze mogę na nią liczyć. Na resztę dziewczyn także, więc tzw. popularność po prostu nie jest dla mnie. Lu czy Erza czują się wtedy jak ryba w wodzie, ale ja niekoniecznie. Może właśnie dlatego tak doskonale się dopełniamy.
- Ok spoko rozumiem. Chciałem jedynie żebyś wiedziała,że w niczym się od nich nie różnisz.- nie spodziewała się tego, że usłyszy od niego coś tak miłego. Była bardzo szczęśliwa
- A ty? Też raczej trzymasz się z boku. Nie jesteś w centrum uwagi jak Grey czy Laxus
- Bo to też nie w moim stylu. Ta cała „popularność”. Mam kilka kumpli,którzy tak jak ja nie wyróżniają się niczym specjalnym, mamy zespół,który nie jest specjalnie popularny i tyle
- A nie chcielibyście gdzieś zagrać? Np. na jakiejś imprezie czy wydarzeniu?
- Może kiedyś, ale na razie się na to nie zanosi
- Ok, zrobiliśmy sobą małą przerwę to co? Wracamy do roboty?
- Może najpierw coś zjemy,co?
- Dobrze jak tylko zrobić kilka zadań umowa stoi? - zapisała na kartce jeszcze kilka przykładów, aby upewnić się, że załapał regułę Po 15 minutach dostała kartkę z powrotem, przejrzała wyniki

5a+6b+3a+b= 8a+7b

2a+3c+4d+a+c=3a+4c+4d

10abc+2b+3acb+a=13abc+2b+a

5ab+2b-4ab-b=ab+b

8ab-2cb+ab+6b-4ab=5ab-2cb+6b
- Dobra robota- pochwaliła go- teraz faktycznie zasłużyłeś na przerwę
- Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że zadania na kolokwium będą znacznie trudniejsze
- Bez przesady. Zasada jest wszędzie taka sama. Nawet jeśli będziesz miał 2 linijki takich wielomianów to wystarczy popodkreślać sobie jednoimienne, a potem zsumować. Nic prostszego
- To się jeszcze okaże...
- Wierzę w ciebie, dasz radę- powiedziała uśmiechając się do niego
- Dzięki za pomoc- powiedział szczerze, co wyjątkowo rzadko mu się zdarzało
- Nie ma za co- odpowiedziała. Po czym nastała dłuższa chwila ciszy. Nie wiedziała o czym powinna z nim rozmawiać. Rzecz w tym, że kiedy pomagała mu w nauce doskonale wiedziała co robić, co powiedzieć. Potem nadchodziła ta niezręczna nieznośna cisza, którą chciałaby jakoś przerwać, ale nie wie jak. On również się nie odzywał tylko chrupał chipsy co jakiś czas. Wzięła zeszyt i zapisała jeszcze kilka przykładów, po czym położyła na biurku.
- Jest już późno, to ja już się będę zbierać
- Ale możesz jeszcze zostać. Trzymaj mamy chipsy i colę..
- Dzięki, ale serio zrobiło się późno i muszę wracać do domu na obiad, wiesz...więc- wstała zabrała swoje rzeczy po czym szybkich krokiem podeszła do drzwi
- Mam nadzieję, że jakoś ci pomogłam- zawołała jeszcze
- Levy!...krzyknął za nią, ale usłyszał tylko
- Trafię sama do wyjścia, a po chwili trzaśnięcie drzwiami frontowymi. Podszedł z powrotem do biurka i wziął do ręki kartkę z zadaniami. Przez okno zobaczył jak niebiesko włosa wybiega przez bramkę przed jego domem. Rozbawił go ten widok. Nigdy nie zrozumie dlaczego po wspólnych korepetycjach zawsze tak ucieka. Kąciki jego ust samoistnie podniosły się na ten widok.