Paring:
Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16
lat
Obudziła się cała zdyszana. Zdezorientowana rozejrzała się po popokoju,
ale jedyne co mogła zobaczyć to ciemność. Zaświeciła lampkę stojącą na szafce
nocnej i spojrzała na drugą stronę łóżka, ale było puste. Była sama
- Uffff to był tylko sen- odetchnęłą głęboko. Nagle uświadomiła sobie, że tak
naprawdę wolałaby się nie obudzić, nadal śnić. Ten sen to było wszystko o czym
zawsze marzyła. To właśnie tak miało wyglądać jej życie. Był taki czas, kiedy
prawie wyglądało. Co prawda była jedna ważna różnica, a mianowicie Sasuke nie
był w stosunku do niej tak czuły, a tym bardziej nie bywał zazdrosny.
Wstała z łóżka i poszła do kuchni. Nalała sobie wody i upiła parę łyków.
Wiedziała, że tej nocy już nie uda jej się zasnąć. Była zagubiona, bo z jednej
strony chciałaby kontynuować ten piękny sen, lecz z drugiej wiedziała, że nie
przyniesie jej to nic więcej, po za bólem, bo w ogólnym rozrachunku jej życie
nigdy nie będzie wyglądało w ten sposób. Po za tym miała wyrzuty sumienia.
Kakashi wyznał jej miłość, a ona nie mogła robić nic poza rozmyślaniem o byłym.
Usiadła przy biurku i zabrała się za przeglądanie teczek z wynikami pacjentów.
W takich sytuacjach było najlepiej uciekać w pracę, co prawda pomagało to tylko
chwilowo, ale to zawsze coś.
Było kilka przypadków których nie rozumiała. Objawy paru shinobi były
identyczne. Zostało w nich tak mało energii...tak mało życia. Ich chakra niemal
zniknęła w całości, w dodatku regenerowała się bardzo wolno, albo u niektórych
wcale. Sakura przebadała ich bardzo dokładnie. Nie znalazła żadnych przeklętych
pieczęci ani innych znaków, które mogłyby świadczyć o tym co ich spotkało. Do
tej pory nie spotkała się z czymś takim, ani w życiu, ani w ogóle. Przeczytała
mnóstwo poradników, encyklopedii medycznych, ale nigdzie nie znalazła nawet
śladu czegoś co mogłoby jej pomóc. Najbardziej jednak martwiła się o
15-letniego chłopca. Ilość chakry, która mu pozotała wskazywała na nie więcej
niż tydzień życia i to w najlepszym przypadku. Sakura nie mogła się nadziwić
jak można wysyłać tak młodego chłopca na tak niebezpieczną misję. Jako, że jest
jeszcze dzieckiem posiada dużo mniej zapasów chakry w porównianiu ze starszymi
kolegami, dlatego to właśnie jego życie wisi na włosku. Haruno nie zamierzała
zostawić tego w ten sposób .Uratowanie tego dziecka stało się niemal jej
życiową misją. Był przecież zaledwie kilka lat starszy od jej córki. Nie mogła
pozwolić mu umrzeć. Miała także zamiar z samego rana pójść do biura hokage i
dać mu ostro do wiwatu za decyzję, którą podjął.
Myśl o uratowaniu rannych na jakiś czas odgoniła myśli o ukochanym. Kobieta
siedziała nad wynikami badań do samego rana. Kiedy zobaczyła, że już 7:00,
zrobiła Saradzie śniadanie, sama zjadła niewiele, wzięła ze sobą teczki i
wyszła z domu.
Za 15 minut stała już pod drzwiami gabinetu hokage. Zapukała i usłyszała
- Prosze- weszła do środka, z całych sił próbując się opanować, gdyż w
pomieszczeniu był jeszcze Shikamaru. Nie zamierzała urządzać sceny przy nim.
- Cześć- wyrzuciła na twarz „swój” uśmiech- czy możemy porozmawiać?- zwróciła
się do blondyna- na osobności- dodała
- Jasne Sakura-cha..Sakura- nie rozumiała tego czemu się zawahał, ale w tym
momencie nie miało to znaczenia. Shikamaru wyszedł i po chwili zostali sami.
- Usiądź- wskazał krzesło na przeciwko siebie. Zrobiła to o co prosił. Wzięła
głęboki oddech i zaczęła
- Słuchaj Naruto ujmę to tak delikatnie jak tylko potrafie
- Ok, słucham, coś się stało?
- Czy ty już do reszty zgłupiałeś?!!! Jak mogłeś wysłać dziecko na tak
niebezpieczną misje?!!!
- Co? O czym ty mówisz?
- O tym- otworzyła wyniki badań chłopca i pokazała Uzumakiemu- Naruto przez
chwile przeglądał zawartość
- Co mu się stało?- w końcu spytał
- Też chciałabym wiedzieć. On nie jest jedyną ofiarą, są inni ranni, ale tylko
jego życiu zagraża niebezpieczeństwo. Jak mogłeś na to pozwolić?
- Sakura, posłuchaj ja przysiegam ci, że nic o tym nie wiedziałem. Ten dzieciak
został wysłany na zupełnie inną misje rangi C, spójrz- wzkazał na jakąś kartkę-
Czy ty naprawdę masz mnie za takiego idiotę? Myślisz, że bym na to pozwolił?
- Masz racje, przepraszam za to, że się uniosłam, ale...po prostu myślałam...nieważne
nie powinnam była tak na ciebie naskakiwać
- W porządku, rozumiem twoje zdenerwowanie. Sam chciałbym wiedzieć co ich
spotkało
- Ale jak to się w ogóle stało? Co on tam robił?
- Zgaduje, że śledził brata
- Co?
- Właśnie na tą misję, w dodatku rangi S.Widzisz dostałem pewny namiar od
Sasuke i...- zamilkł zrozumiawszy co powiedział
- Co powiedziałeś? Od Sasuke?
- A więc zgaduje, że jednak ci nie powiedział
- Czego mi nie powiedział? Naruto?
- O swojej misji i o tym dlaczego nie wracał przez tak długi czas
- Co? Ale przecież pytałam cie pamietasz? Nie jeden raz cie pytałam, mówiłeś,
że nie dałeś mu takiej misji, że to miała być krótka misja rozpoznawcza
- Bo nią była..przynajmniej na początku, ale pojawiły się pewne komplikacje
- Komplikacje?!
- Sakura, posłuchaj...nie jestem pewny czy to ja powinienem ci o tym
mówić...Sasuke powinien był to zrobić, ale znając ciebie nawet nie dopuściłaś
go do słowa, mam racje?
- Co powinien był mi powiedzieć?
- Powód dla którego nie wrócił
Sakura słuchała wszystkiego bardzo uważnie. Dokładnie analizując każde słowo
przyjaciela. Z jednej strony nie mogła wierzyć własnym uszom, ale z drugiej to
tłumaczyło wszystko. Dlaczego nie wrócił i się nie odzywał, nie dawał nawet
znaku życia. On ich chronił..przez ten cały czas.
- Chcesz mi powiedzieć, że mój mąż którego trywialnie mówiąc wykopałam z domu,
przez te wszystkie lata ochraniał Saradę i mnie? To dlatego nie wracał?
- Tak, dokładnie to mówie
- Ale nie..to niemożliwe...to by znaczyło, że....
- Nie porzucił rodziny- dokończył za nią
Różowowłosa była w tak wielkim szoku, że nic więcej nie powiedziała. Wyszła z
gabinetu bez słowa i poszła do pracy.Przez cały dzień była jakby nieobecna.
Cały czas usiłowała przetrawić to co powiedział jej Naruto. Wszystko robiła
automatycznie, bez udziału myśli, które były zajęte czymś zupełnie innym. Przed
wyjściem ze szpitala, zajrzała jeszcze do chłopca. Upewniła się co do tego
czego obawiała się najbardziej. Od wczorajszego dnia jego chakra nie
zregenerowała się ani trochę. Haruno przekazała mu trochę swojej, aby podtrzymać
go przy życiu.Nauczyła się tej techniki już jakiś czas temu. Działała na tej
samej zasadzie jak technika, której używał Naruto, by przekazywać innym chakre
Kiubiego.
Kiedy wyszła z budynku cały czas rozmyślała nad tym co powiedział jej Uzumaki.
Próbowała jakoś połączyć te informacje
- Naruto powiedział, że wysłał ich w miejsce, które wskazał Sasuke. To by
znaczyło, że być może on będzie wiedział co im się stało...ehhh to kelejny
powód dla którego muszę z nim porozmawiać. Nagle dotarł do niej męski głos, z
niedużej odległości
- Masz na myśli Uchiha Sasuke?- rozejrzała się, ale nie zobaczyła nikogo. Było
późno i ciemno, a na ulicach ani żywego ducha.
- Kim jesteś?
- Hahaha- usłyszała okropny, mroczny chichot- to nie ważne kim ja jestem,
większe znaczenie ma to kim ty jesteś- zobaczyła wysokiego, dobrze zbudowanego
mężczyznę 2 metry przez sobą. Pojawił się znikąd
- Czego chcesz?
- Ciebie- po powiedzeniu tego, rzucił się na nią. Walka nie trwała długo,
kobieta nie miała z nim szans, przekazując swoją chakre chłopcu pozbawiła się
jakichkolwiek szans na wygraną. Nagle poczuła silne uderzenie w tył głowy,
zanim jeszcze upadła, ogarnęła ją ciemność.
Obudziło go głośne pukanie do drzwi, podniosł się z łóżka i spojrzał na budzik-
serio? Dopiero 5? Kto może mnie nachodzić o tak nieludzkiej porze?- I za nim
zdążył się nad tym głębiej zastanowić odpowiedź pojawiła się automatycznie- no
jasne, Naruto, a któżby inny- kiedy otworzył drzwi momentalnie go zamurowało,
ponieważ zamiast wysokiego blondyna o głupkowatym wyrazie twarzy wołającego –„
Jeszcze śpisz Sasuke?”- ujrzał
czarnowłosą dziewczynkę z zaniepokojonym spojrzeniem, a żeby tego było mało nie
był nią nikt inny jak jego córka
- Sa..sarada? Co ty tutaj robisz?- przemyśkawszy to dodał- to znaczy o tej
porze.
- Nareczcie! Rany ile czasu może trwać podejście do drzwi i ich otwarcie?!-
krzyknęła po czym szybkim krokiem weszła do środka. Jej spojrzenie szybko
przesunęło się po całym pomieszczeniu, przez chwile zatrzymując na rozkopanym
łóżku
- Aha..no i wszystko jasne, jak możesz jeszcze spać o tej godzinie?! I ty śmiesz siebie nazywać ninją?!
Sasuke tylko tak stał i wysłuchiwał kazania. Nigdy by nawet nie pomyślał,że
ktokolwiek mogłby odezwać się do niego w ten sposób. Najwyraźniej za bardzo
przywykł do tego,że miał wśród ludzi powrzechny szacunek i wszyscy uważali,że
to co on robi jest idealne. A teraz nie wierzył własnym uszom. Czuł się jak
dziecko, które dostaje reprymendę od rodzica-Role kompletnie się odwróciły, co
za paradoks- pomyślał- doszło do tego, że mam zamiar się przed nią tłumaczyć,
tylko ciekawe jak? Jak mam wyjaśnić własnej córce, że nie spałem praktycznie
przez całą noc przez koszmary dotyczące przyszłego związku jej matki i
Kakashiego? Wbrew temu co ona myśli wcale nie przyjąłem tak lekko wyrzucenia z
domu i wiadomości o rozwodzie.
- Sarada powiedz o co chodzi? Nigdy nie przyszłabyś do mnie o tej porze, gdyby
to nie było coś poważnego.
- Masz racje...chodzi o mamę
- Co?- czerwona lampka natychmiast mu się zaświeciła. W jednej sekundzie
wszystkie komórki jego ciała były w gotowości- co się stało z mamą?
- No właśnie sama chciałabym wiedzieć...a przypadkiem nie ma jej tutaj? Bo
widzisz nie wróciła na noc do domu, a jej się to nigdy nie zdarza- Pierwsza
myśl jaka mu przyszła do głowy to pewnie,że jest o Kakashiego, a jego entuzjazm
momentalnie spadł poniżej zera.
- To może jest u...- te słowa nie mogły mu przejść przez gardło
- U swojego nowego chłopaka?- dokończyła za niego- co prawa tego jeszcze nie
sprawdzałam,ale wydaje mi się to wyjątkowo mało prawdopodobne, bo nawet gdyby
mama chciała u niego nocować to na pewno by mi o tym powiedziała. Zawsze, kiedy
wychodziła na dłużej to informowała mnie o tym, abym nie musiała się martwić.
- Robiła tak zawsze, kiedy nie wracała na noc do domu?- wyrwało mu się
- Co? Co masz na myśli mówiąc to? Mama zawsze wraca do domu na noc, no chyba,że
akurat ma nocną zmianę, ale nawet wtedy zawsze mi o tym mówi.
- Zawsze wracała na noc do domu?- chciał się upewnić
- No przecież mówię...ehh dlatego naprawdę się martwię- ZAWSZE spędzała noc w
domu, a to znaczy,że nigdy u niego nie nocowała, jak u nikogo innego pod moją
nieobecność. Co prawda nie mogę wykluczyć tego,że ktoś nocował u nas- mimo tego
podejrzenia szczerze w to wątpił, nagle nieopisana ulga „zalała” jego ciało.
- Ale po czym poznałaś,że nie było jej na noc w domu? Przecież równie dobrze
mogła wrócić bardzo późno, kiedy już spałaś i wyjść do pracy wcześnie rano.
- Nie tak na pewno nie było jej sypialnia jest w nienaruszonym stanie, szlafrok
nie wisi na krześle,a na biurku nie ma żadnych szkanek- kiedy zobaczyła jego
pytające spojrzenie wyjaśniła- widzisz mama ogólnie mało śpi i dużo pracuje,
nawet w nocy. A kiedy to robi zawiesza na oparciu krzesła stojącego przy biurku
swój szlafrok, który wcześniej założyła by pójśc do kuchni po szklankę wody.
Później zamyka się w pokoju i zajmuje sprawami swoich pacjentów popijając wodę,
oczywiście zawiesza szlarok na krześle, a kiedy wychodzi wcześnie rano do pracy
to się spieszy, więc zostawia rzeczy tak jak były i wychodzi. Tym bardziej, że
zawsze się zasiedzi nad kartotekami.
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Jak to skąd?!- obruszyła się- co to za głupie pytanie?! Jak mogę tego nie
wiedzieć? Przecież to jest moja mama! To oczywiste,że się o nia martwię, kiedy
nie może spać w nocy,prawda? Tak jest od...od kiedy pamiętam. Nie jeden raz
siedziałam przy uchylonych drzwiach jej pokoju
- Przez całą noc?
- Tak a co?! Masz z tym jakiś problem?! Byłam jedyną osobą, która się o nią
martwiła, bo kogoś innego wywiało, już zapomniałeś?!
- Sarada...
- Przepraszam..wiem,że nie powinnam na ciebie krzyczeć,nawet nie wiem czemu
wyżywam się na tobie...ale tak bardzo się o nią martwię- kilka łez popłynęło po
jej policzkach, płakała, ta zawsze silna dziewczynka, która nie miała żadnych
słabości, która zawsze ukrywała swoje prawdziwe uczucia za maską
spokoju..płakała- Uchiha nie miał pojęcia jak zareagować, jedyne kobiece łzy
jakie widział to te Sakury w dzieciństwie tyle,że wtedy ona płakała z byle
powodu, a jego to irytowało. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, a on
nie chciał by ta mała istotka wypłakiwała oczy. Położył dłoń na jej głowie, to
miała być swego rodzaju forma pocieszenia. Ona podniosła główkę i spojrzała na
niego
- Nie martw się, na pewno ją sprowdze całą i zdrową, masz na to moje słowo-
powiedział pewnym i poważnym głosem patrząc prosto w jej oczy
- Twoje słowo....a jak wiele ono znaczy?- zaczęła trochę się drocząc, jednak
widząc jego wyraz twarzy natychmiast spoważniała- dobrze w takim razie oddaję
ją w twoje ręce nie zawiedź mnie- tato- pomyślała,lecz nie wypowiedziała tego
na głos. W tym momencie postanowiła,że kiedy uda mu się ją uratować to wtedy
uzna go jako swojego ojca.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związek zazdrość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związek zazdrość. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 czerwca 2016
środa, 18 maja 2016
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 6
Paring: Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Stał przy drzewie w lini w której zaczynał się las i
przyglądał się scenie jak z obrazka pod tyułem „idealna rodzina”. Cała trójka siedziała na kocu, jadła i
rozmawiała. Stał zbyt daleko by usłyszeć o czym rozmawiali, lecz sam widok
uśmiechających się żony i córki sprawiał mu zarówno ból jak i radość. Ból
dlatego, że to on powiniem tam z nimi siedzieć, a nie nauczyciel jego córki. W
końcu był weekend, czy Kakashi nie miał nic lepszego do roboty, jak trenowanie
Sarady? Z drugiej jednak strony cieszył go widok uśmiechajacych się 2 osób,
które kocha najbardziej na świecie. To sprawiło,że nagle poczuł się melancholijnie,
gdyż przypomniał sobie, jak kiedyś zrobili sobie picnik. Sarada była wtedy
jeszcze bardzo malutka, ale kiedy Sasuke widział uśmiech Sakury,kiedy
przyglądała się jak ich mała pociecha stara się stawiać pierwsze kroczki to
jego serce wypełniało się ogromnym szczęściem. Chciał by była szczęśliwa.
Życzył jej tego z całego serca, nic jednak nie mógł poradzić na to samolubne
oczucie, które podpowiadało mu, że on mógłby jej to ofiarować. Sarada właśnie wchodziła
do lasu, więc Uchiha postanowił się schować za pobliskim drzewem. Zaskoczył go
jednak fakt, że dziewczynka poszła sama. Obrócił się by zobaczyć dlaczego
Kakashi do niej nie dołączył i zamarł. Zaledwie kilkanaście mentrów od niego
Kakashi całował Sakurę,a co gorsza, ona odwzajemniała jego pocałunki.Nagle
dodarł do niego powód wieczornej wizyty i zacisnął ręce w pięści tak mocno, że
aż pobielały mu knykcie. Każde ich spojrzenie, dotyk, pocałunek łamały mu serce
coraz bardziej. Nie chciał tego widzieć, ale nie potrafił odwrócić wzroku.
Nigdy tak bardzo nie pragnął komuś przywalić. Nie obchodziło go to, że jest
szefem jego żony, oraz był jego senseiem w przeszłości, teraz jedyne o czym
mógł myśleć to to, że ten drań w tym momencie dobierał się do jego żony. Nigdy
za bardzo za nim nie przepadał. Kakashi zawsze uważał, że go rozumie, że są
podobni, w życiu nie słyszał większych bzdur. Zrobił kilka kroków naprzód
wyłaniając się z lasu, ale zatrzymał się w pół kroku. Co miał zrobić? Podejsć
tam odciagnąć go od niej i o co dalej? Czy w ogóle miał do tego prawo? Sakura
wyraziła się jasno, że chce rozwodu. Ona za pewne nie traktowała tego jako
zdradę, przez ten cały czas nie chciał nawet myśleć ile razy doszło do podobnej
sytuacji. Dla niej ich małżeństwo już nie istniało, coś czego on kurczowo się
trzymał, coś co dawało mu nadzieje, coś co sprawiło, że pragnął żyć, dla niej
nie miało już żadnego znaczenia. Dopiero teraz dotarło do niego to, że naprawdę
ją stracił. Zacisnął zęby tak mocno, że aż rozbolała go szczęka. To był jedyny
sposób by powstrzymać zbierające się łzy w jego oczach. Ostatnim razem płakał
wtedy, gdy dowiedział się prawdy o Itachim, wtedy jak i teraz nie był w stanie tego powstrzymać. Uczucie
cierpienia całkowicie nim zawładnęło. Odwrócił wzrok nie chcąc dłużej oglądać
jak jedyna kobieta którą kiedykolwiek pokochał odchodzi na zawsze.
Poszedł w głąb lasu, by znaleźć się jak najdalej widoku niszczącego jego serce. Nogi przywiodły go w miejsce, które znał doskonale. W dzieciństwie to właśnie tu trenował razem z Itachim. Usłyszał shiurikeny wbijające się z pień drzewa, więc obejżał się przez ramię. Ujrzał dziewczynkę, uderzająco podobną do niego- Jak na takie małe ciałko posiadała całkiem sporo siły- pomyślał. Niecałe 4 metry od niego stała Sarada, która raz za razem próbowała trafić w wcześniej obrany cel. Przez chwile się jej przyglądał. Przyomniał sobie czasy, kiedy był w jej wieku i przychodził tu codziennie. Albo wtedy kiedy był jeszcze młodszy i podziwiał talent swojego starszego brata. Wyciągnął broń, która trafiła w pobliskie drzewo i rzucił. Trafił w sam środek. W ten sposób jednak zdemaskował swoją obecność
- Kto tu jest?- usyłszał. Dziewczyna już trzymała w ręce kunai gotowa by zaatakować w każdej chwili. Wyszedł zza drzewa trzymając ręce w geście obronnym
- To ty- powiedziała zszokowana- co ty tu robisz?- tym razem podniosła ton głosu o jakąś oktawe
- Też przychodziłem tu trenować w dzieciństwie
- To oczywiste- odpowiedziała rzeczowym tonem- przecież jest to jeden z placów treningowych klanu Uchiha
- Jak go znalazłaś?- dziewczynka wzruszyła ramionami jakby nie rozumiała dlaczego w ogóle ją o to pyta
- Mama pokazała mi to miejsce- Sakura- pomyślał- tylka skąd ona wiedziała o tym miejscu. On nigdy jej go nie pokazywał, ani też nic o nim nie mówił. W zasadzie było to tajne miejsce jego i jego brata, no może po za Shisuim. Nikt inny z Uchiha nie miał potrzeby trenować w ten sposób z powodu braku wrodzonych umiejętności.
- Rozumiem, więc jak ci idzie trening?
- Doskonale- właśnie widze- pomyślał, ale postanowił jednak zachować tę uwagę dla siebie
- A gdzie twój nauczyciel?- zapytał i zaraz pożałował tego pytania, gdyż znał na nie odpowiedź. Był z „nią”
- Kakashi? Razem z mamą- westchnęła- myśle, że są zajęci....ups- jakby uświadomiła sobie co to znaczyło dla niego. Sasuke nie mógł nic na to odpowiedzieć, dlatego też rzucił jeszcze raz. Tym razem trafił w tarczę ukrytą za innym drzewem.
- Muszę przyznać,że jesteś całkiem niezły- przyznała niechętnie- więc jednak mama miała racje
- A co takiego mama mówiła?
- Mówiła, że swojego czasu byłeś najlepszych uczniem akademii oraz, że rzuty shurikenami były dla ciebie łatwizną
- Taa brat mnie nauczył
- Wujek Itachi był niesamowity prawda?- spytała z fastynacją w głosie
- Taa był- odpowiedział zamyślony- do czasu kiedy...
- Zaatakował klan? Cóż może i nie wyglądało to najlepiej, ale przecież miał ważny powód- zaskoczenie Uchihy było ogromne. Nikt po za nim, Naruto, Kakashim i Sakurą nie znał prawdy o Itachim. Z resztą na prośbę jego brata. Wolał on być uznawany za mordercę i złoczyńce niż zhańbić Konohe.
- Kakashi ci o tym powiedział- w sumie nie było to pytanie, lecz stwierdzenie
- Co? Kakashi? To on o tym wie? Mama mówiła, że jedynie siódmy zna prawde
- Mama ci o tym powiedziała?
- Tak powiedziała mi, że wujek był niesamowity, oraz,że on i ty jesteście do siebie bardzo podobni- spojrzała mu w oczy- wiesz mama kiedyś naprawdę cie kochała
- Czas przeszły zabolał go znacznie bardziej niż gotów był się do tego przyznać. Po chwili ciszy powiedział
- Jeśli chcesz to mógłbym cie pouczyć- zaproponował
- Cóż Kakashi chyba jednak nie przyjdzie, więc sądze, że nie mam nic do stracenia. Podszedł do niej bliżej i zabrał kilka sztuk broni.
- Rękę ustawiasz w ten sposób- pokazał- dzięki temu możesz zobaczyć trajektorie- powiedział po czym rzucił- widzisz
- No ja nie wiem czy potrzebuje pomocy od wiecznie „nieobecnej osoby”
- Możesz to potraktować jako zadość uczynienie
- Za pożucenie rodziny? Lata nieobecności? Nie dawania nawet znaku życia? Mam wymieniać dalej?- spytała pełna sarkazmu
- Przyznaje, że nie byłem najlepszym ojcem...-weszła mu w słowo
- Najlepszym ojcem- powtórzyła- to niedopowiedzenie roku
- Sarada, wiem, że cie zawiodłem- powiedział poważnie skruszony- tak samo twoją mamę. Wiem także, że nie będzie mi łatwo naprawić to co zrobiłem, ale chciałbym chociaż spróbować- spojrzał jej w oczy- proszę po prostu daj mi szanse, nie skreślaj mnie już przy starcie- po chwili dopowiedział- to nie jest tak, że Was pożuciłem, naprawdę miałem ważny powód, chciałem,musiałem was chronić
- Chronić przed czym?
- Przed kimś bardzo niebezpiecznym
- Nie rozumiem mama nic nie wspominała
- Bo mama nic nie wie, przynajmniej na razie. Wszystko jej wyjaśnie, obiecuje
- Skoro to miało coś wspólnego z twoją misją to dziwne, że hokage nic nie wie
- To skomplikowane, ale nie mogłem skontaktować się ani z siódmym, ani z wami, Sarada uwierz mi
- Czemu miałabym ci wierzyć? Przecież nawet cie nie znam
- Wiem, że prosze o dużo,ale w tym momencie nie mogę ci powiedzieć, wybacz
- Dobra- natychmiast dodała- żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie znaczy, że ci ufam, ani tym bardziej, że ci wybaczyłam. Po prosu jestem ciekawa tego co wymyśliłeś przez te wszystkie lata- po „karcącym” spojrzeniu ojca dopowiedziała- ok chciałabym poznać prawdę. Nie będę kłamać, że mnie to nie męczyło. Chce poznać ten niezwykle ważny powód dla którego można pożucić własną rodzine. W zamian za to nauczysz mnie rzucać shurikenami ok? Mama mówiła, że byłeś w tym najlepszy, a ja muszę przyznać, że miała racje, więc...
- W porządku- podszedł do niej i wskazał tarczę- na początku sądze, że będzie ci łatwiej, jeśli z drugiej ręki zrobisz sobie wyznacznik, coś co pozwoli ci dobrze wycelować. Jeśli wyznaczysz sobie miejsce w które chcesz trafić będzie ci dużo ławiej, spróbuj. Sarada zgodnie z zaleceniami ojca zabrała od niego broń
- Stań w lekkim rozkroku, wiodącą nogę wysuń do przodu, ciężar ciała utrzymuj na obu, lecz na wiodącej odrobinę bardziej, teraz podnieś lewą rękę i wyceluj. Podnieś ją za taką wysokość trochę poniżej miejsca, gdzie chcesz trafić, dobrze a teraz rzuć- shuriken trafił w tarcze, prosto w środek
- Moja krew- powiedział Sasuke dumnie
- Dzięki ta...wybacz, ale na razie nie dam rady tak do ciebie mówić, musi minąć trochę czasu, tak myśle
- Nie spiesz się, masz go tyle ile potrzebujesz. Nigdzie się więcej nie wybieram
- Zostajesz w wiosce?- zapytała, nie potrafiła ukryć nadziei w swoim głosie, a słyszac ją Uchiha był szczęśliwy
- Tak, zostaje. Prosiłem siódmego by na razie nie dawał mi żadnych nowych misji.
- Trzymam cie za słowo Uchiha Sasuke- powiedziała poważnie, patrząc mu prosto w oczy- tym razem cie nie zawiode- pomyślał, ale nie wypowiedział swoich myśli na głos. Potrenowali jeszcze przez 2 godziny, co jakiś czas rozmawiając. Poruszyli temat Itachiego, akademii, misjii, nauki w akademii, Sarada starała się nie mówić za wiele o jej matce z Kakashim, za co był jej niezmiernie wdzięczny. Musiał przyznać, że naprawdę dobrze rozmawiało mu się z córką. W ten sposób spędzili całe popołudnie.
Sarada wyłoniła się z lasu dopiero pod wieczór. Haruno obserwowała, jak jej córka siada przy nich i zaczyna jeść wcześniej przygotowane przez nią kanapki. Po treningu Sarada zawsze była głodna, nie było, więc w tym nic dziwnego, że zjadła 5 kanapek za jednym zamachem, a do tego onigiri*. To co jednak ją zaskoczyło to fakt, że jej dziewczynka przez cały czas się uśmiechała. Tak dawno nie widziała jej uśmiechniętej, że już zapomniała jak pięknie jej córcia wtedy wygląda. Na ten widok jej serce wypełniło się radością. Złapała się nawet na tym, że pomimo sytuacji w jakiej się znajdowała, sama zaczęła się szczerzyć.
- Co stało się w tym lesie,hm?- spytała nie mogąc już dłużej utrzymać cierpliwości, po za tym czarnowłosa prawdopodobnie nie miała zamiaru sama z siebie się z nią tym podzielić
- Hę? A nic takiego po prostu nauczyłam się rzutów
- Co znaczy nauczyłaś się?- tym razem dopytywał Kakashi za pewne także zaskoczony jej zachowaniem
- To oznacza, że trafie w sam środek tarczy za każdym razem, nie ważne z jakiej odległości- odpowiedziała wciąż się uśmiechając, wyraźnie dumna z własnych wyników
- Naprawdę?- oboje zapytali zaskoczeni
- Pewnie, to była bułka z masłem, jak chcecie to wam pokaże
- Nauczyłaś się tego w ciągu jednego popołudnia? Cóż jestem pełen podziwu, do tej pory znałem tylko jedną osobę, która opanowała tę technikę równie szybko- zastanowił się- no może 2, w dodatku obie pochodziły z tego klanu. Sakura doskonale wiedziała kogo ma na myśli jej chłopak- zatrzymała się przy tej myśli na chwile- „chłopak”, tak w tej chwili to chyba najodpowiedniejsze słowo- i kontynuowała swój tok myślenia- nie miałała jednak zamiaru wymówić tego na głos. Zaskoczyło ją jednak to, że ktoś inny ją w tym wyręczył
- Wiem wujek Itachi i tata- na słowo tata Sakura aż drgnęła. Sarada nigdy, dosłownie nigdy nie wypowiedziała tego słowa na głos, a w dodatku powiedziała je tak lekko- coś musiało się wydarzyć w tym lesie- nagle spadło to na nią jak grom z jasnego nieba, był tylko jeden powód dla którego jej córka mogła w tak nagły i magiczny sposób zmienić nastawienie do ojca. Musiała z nim rozmawiać, teraz przed chwilą w tym lesie, musiała go spotkać. A to oznaczało- ON tu był. Wyrzuty sumienia targały nią jak nigdy przedtem, myśli szły własnym torem- był tutaj, widział to wszystko, widział mnie z Kakashim, co sobie pomyślał?, jak wiele zobaczył?, czy teraz ją nienawidzi?, czy ona go zraniła?, jak powinna to teraz wyjaśnić?- uczepiła się tej myśli- chwila moment niby dlaczego miałabym się tłumaczyć? Po kolei: zostawił Sarade i mnie na lata, pojawił się niespodziewanie i oczekiwał, że będzie jak dawniej, powiedziałam mu, że chce rozwodu, jednak nie powiedziałam, że spotykam się z kimś innym, tym bardziej, że jego byłym senseiem, ale w gruncie rzeczy to moje życie i mogę robić co chce, prawda?- Usiłowała przekonać samą siebie, ale sumienie wciąż nie dawało jej spokoju. Dostrzegła, że Kakashi był równie zaskoczony co ona reakcją dziewczyny, ale zachował to dla siebie.
- Dobrze to może już się zbierajmy, co wy na to?- próbowała mówić normalnym tonem. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Na spokojnie wszystko przemyśleć. Po za tym Sasuke wciąż mógł być w lesie, ciągle mógł ich obserwować, a ona nie miała zamiaru dodawać mu powodów do smutku, zwłaszcza po tej porcjii, którą zafundowała mu wcześniej.
- Dlaczego już idziemy? Mamo chciałam pokazać wam moje postępy
- Innym razem kochanie, dobrze? Głowa mnie rozbolała i chce wracać
- Sakura dobrze się czujesz?- zapytał zatroskany mężczyzna- strasznie pobladłaś
- Tak, znaczy nic mi nie jest, po prostu jestem zmęczona. Muszę się wcześniej położyć, to wszystko- wyrzuciła na twarz uśmiech, nie chciała ich martwić, pogłaskała córkę po głowie- innym razem, dobrze kochanie? Obiecuje
- W porządku mamo nie przejmuj się tym- uśmiechnęła się lekko- z resztą i tak mam jeszcze zadanie do dokończenia, więc to lepiej, że wracamy wcześniej- Sakura wiedziała doskonale, że to kłamstwo. Dziewczyna była bardzo obowiązkowa i rozwiazywała zadania zaraz po powrocie do domu. Była jednak wdzięczna córce za to, że ją kryje przed Kakashim. Najwyraźniej zorientowała się, że jej nagłe złe samopoczucie miało związek z jej mężem- przynajmniej narazie- po za tym chciała zapytać ją o to co się stało w lesie, a nie mogła zrobić tego przy swoim facecie. I tak podejżewał ją o to, że trzyma jakieś uczucia względem Uchihy, nie chciała dodawać mu powodów do zmartwień. Zebrali wszystkie rzeczy i wrócili do domu.
Sakura jak zawsze krzątała się po kuchni przygotowując obiad
- Wróciłam- usłyszała głos córki
- Witaj w domu- odpowiedziała uśmiechnięta. Jak było w akademii?
- Nudno, wciąż powtarzamy materiał, który już znam. Nauczyciel zastanawia się nad przeniesieniem mnie do wyższej klasy
- Gratuluje kochanie
- Dzięki, ale nie jestem pewna czy tego chce. Boruto wciąż mnie gnębi, że beze mnie sobie nie poradzi, a ja pomimo tego, że mnie irytuje, jak nikt inny to chyba jednak nie chce go zostawiać
- W końcu jest twoim przyjacielem, prawda?
- No właśnie, a po za tym on beze mnie naprawdę nie ukończy szkoły
- Powiniem się nauczyć radzić sobie sam- dotarł do nich męski głos. Mężczyzna stał w wejściu do salonu. Na sam jego widok serce Sakury zaczęło bić nierówno
- Wróciłem- powiedział uśmiechnięty i podszedł do niej
- Witaj w domu- podszedł do niej i dał jej całusa na powitanie, po czym przytulił ją od tyłu i oparł głowę o jej ramie. Jego czarne włosy łaskotały ją w policzek, ale za nim by tego nie przerwała
- Yyhy- ktoś chrząknął. Podniosła głowę i uświadomiła sobie, że ich córka wlepia nich oczy. Zaczerwieniła się i wyrwała w objęć ukochanego. On puścił ją niechętnie, a na odchodne rzucił
- Później- po czym pocałował ją za uchem. Podszedł do córki
- Czemu tak kaszlesz Sarada? Przeziębiłaś się?- drażnił się z nią, po czym poczochrał ją po włosach, odsunęła się automatycznie, ale nie udało jej się ukryć uśmiechu malującego się na jej twarzy
- Zacząłeś coś mówić- przypomniała
- A no tak. Miałeś na myśli to, że Boruto musi nauczyć się samodzielności. Niemożesz całe życie wszystkiego za niego robić.
- No ale on jest totalną niezdarą, nie potrafi dosłownie nic.To znaczy ok z walką jeszcze jakoś sobie radzi, ale jeśli chodzi o techniki
- Jakbym słyszał siebie za młodu
- Jak to?
- Nigdy nie opowiadałem ci jak wielką niezdrarą był siódmy jako dziecko?
- Kochanie- upomniała go żona
- Miałem na myśli to, że nie był urodzonym geniuszem- poprawił się- jak np. Ja
- Chwalipięta- dotarł do niego głos różowowłosem, próbującej ukryć to poprzez kaszel, uśmiechnął się słysząc to- po prostu do wszystkiego dotarł ciężką pracą. Być może jego syn, także nie jest zbyt uzdolniony, ale może osiągnąć naprawdę wiele. Lecz jest jeden warunek, nie może nigdy się poddawać. Ty możesz być przy nim jako przyjaciółka i wspierać go, ale nie możesz robić za niego wszystkiego. Kochanie musisz też myśleć o sobie, dobrze? Gdybyśmy twoja mama i ja wyręczali Naruto we wszystkim za młodu to nigdy nie zostałby hokage.
- I gdyby nie miał godnego rywala- dopowiedziała Sakura
- Oraz dziewczyny w drużynie której chciał zaimponować, bo się w niej dłużył- odgryzł się Uchiha
- Jakiej dziewczyny?- podłapała Sarada- myślałam, że byliście we 3 w dróżynie, nie licząc Kakashiego-senseia. Ty, mama i siódmy, więc w jakiej dziewczynie z dróżyny mógł się dużyć...aha...nie no żartujesz kochał się w tobie sam hokage mamo,a ty mimo tego wybrałaś tatę?
- Mała- Sasuke dał jej kuksańca, na co dziewczynka zaczęłą się śmiać
- To znaczy no wiesz tato ty też jesteś spoko, ale sam hokage
- Co z niego był za hokage wtedy- powiedział lekko rozdrażniony
- Hahaha- Sakura zaśmiała się, nigdy dotąd nie widziała Sasuke zazdrosnego i musiała przyznać, że podoba jej się ten widok
- A ty z czego się śmiejesz?- udał obrażonego
- Co Ja z niczego. Po prostu to jest dłuższa historia na kiedy indziej. A teraz zbierzcie wszystko ze stołu, gdyż obiad jest już gotowy.
- Czytasz mi w myślach, ale jestem głodny- podszedł do niej, zabrał talerz w blatu i pocałował ją w policzek. Zarzymała go na chwile przy sobie łapiąc za rękę, korzystając z okazji, że Sarada poszła umyć ręcę. Spojrzała mu w oczy wyzywającym spojrzeniem i wyszeptała mu do ucha, podgryzając je lekko
- Ciekawe czy ty potrafisz czytać w moich- ujrzała w jego oczach zrozumienie, a lekko perwerzyjny uśmieszek pojawił się na jego twarzy, gdy odchodził.
* onigiri- kulki ryżowe z nadzieniem, najczęściej warzywnym
Ciąg dalszy nastąpi....
Dla niektórych mogłoby to wyglądać na zakończenie, więc zapewniem, że nim nie jest ;). Opowiadanie postaram się skończyć w dwóch krótszych, albo jednym dłuższym rozdziale. Przepraszam, że tyle kazałam Wam na niego czekać, ale chciałam, Wam tylko dać pewien przedsmak tego co będzie dalej...a będzie się działo :D, więc zostańce ze mną i uzbrójcie się trochę w cierpliwość. Postaram się wstawić zakończenie jak najszybciej, ale nie wiem co z tego wyjdzie, gdyż mam teraz zaliczenia, więc najpóźniej pojawi się pod koniec czerwca..ale to najpóźniej ;)
pozdrawiam wszystkich
- Lu-chan :*
Poszedł w głąb lasu, by znaleźć się jak najdalej widoku niszczącego jego serce. Nogi przywiodły go w miejsce, które znał doskonale. W dzieciństwie to właśnie tu trenował razem z Itachim. Usłyszał shiurikeny wbijające się z pień drzewa, więc obejżał się przez ramię. Ujrzał dziewczynkę, uderzająco podobną do niego- Jak na takie małe ciałko posiadała całkiem sporo siły- pomyślał. Niecałe 4 metry od niego stała Sarada, która raz za razem próbowała trafić w wcześniej obrany cel. Przez chwile się jej przyglądał. Przyomniał sobie czasy, kiedy był w jej wieku i przychodził tu codziennie. Albo wtedy kiedy był jeszcze młodszy i podziwiał talent swojego starszego brata. Wyciągnął broń, która trafiła w pobliskie drzewo i rzucił. Trafił w sam środek. W ten sposób jednak zdemaskował swoją obecność
- Kto tu jest?- usyłszał. Dziewczyna już trzymała w ręce kunai gotowa by zaatakować w każdej chwili. Wyszedł zza drzewa trzymając ręce w geście obronnym
- To ty- powiedziała zszokowana- co ty tu robisz?- tym razem podniosła ton głosu o jakąś oktawe
- Też przychodziłem tu trenować w dzieciństwie
- To oczywiste- odpowiedziała rzeczowym tonem- przecież jest to jeden z placów treningowych klanu Uchiha
- Jak go znalazłaś?- dziewczynka wzruszyła ramionami jakby nie rozumiała dlaczego w ogóle ją o to pyta
- Mama pokazała mi to miejsce- Sakura- pomyślał- tylka skąd ona wiedziała o tym miejscu. On nigdy jej go nie pokazywał, ani też nic o nim nie mówił. W zasadzie było to tajne miejsce jego i jego brata, no może po za Shisuim. Nikt inny z Uchiha nie miał potrzeby trenować w ten sposób z powodu braku wrodzonych umiejętności.
- Rozumiem, więc jak ci idzie trening?
- Doskonale- właśnie widze- pomyślał, ale postanowił jednak zachować tę uwagę dla siebie
- A gdzie twój nauczyciel?- zapytał i zaraz pożałował tego pytania, gdyż znał na nie odpowiedź. Był z „nią”
- Kakashi? Razem z mamą- westchnęła- myśle, że są zajęci....ups- jakby uświadomiła sobie co to znaczyło dla niego. Sasuke nie mógł nic na to odpowiedzieć, dlatego też rzucił jeszcze raz. Tym razem trafił w tarczę ukrytą za innym drzewem.
- Muszę przyznać,że jesteś całkiem niezły- przyznała niechętnie- więc jednak mama miała racje
- A co takiego mama mówiła?
- Mówiła, że swojego czasu byłeś najlepszych uczniem akademii oraz, że rzuty shurikenami były dla ciebie łatwizną
- Taa brat mnie nauczył
- Wujek Itachi był niesamowity prawda?- spytała z fastynacją w głosie
- Taa był- odpowiedział zamyślony- do czasu kiedy...
- Zaatakował klan? Cóż może i nie wyglądało to najlepiej, ale przecież miał ważny powód- zaskoczenie Uchihy było ogromne. Nikt po za nim, Naruto, Kakashim i Sakurą nie znał prawdy o Itachim. Z resztą na prośbę jego brata. Wolał on być uznawany za mordercę i złoczyńce niż zhańbić Konohe.
- Kakashi ci o tym powiedział- w sumie nie było to pytanie, lecz stwierdzenie
- Co? Kakashi? To on o tym wie? Mama mówiła, że jedynie siódmy zna prawde
- Mama ci o tym powiedziała?
- Tak powiedziała mi, że wujek był niesamowity, oraz,że on i ty jesteście do siebie bardzo podobni- spojrzała mu w oczy- wiesz mama kiedyś naprawdę cie kochała
- Czas przeszły zabolał go znacznie bardziej niż gotów był się do tego przyznać. Po chwili ciszy powiedział
- Jeśli chcesz to mógłbym cie pouczyć- zaproponował
- Cóż Kakashi chyba jednak nie przyjdzie, więc sądze, że nie mam nic do stracenia. Podszedł do niej bliżej i zabrał kilka sztuk broni.
- Rękę ustawiasz w ten sposób- pokazał- dzięki temu możesz zobaczyć trajektorie- powiedział po czym rzucił- widzisz
- No ja nie wiem czy potrzebuje pomocy od wiecznie „nieobecnej osoby”
- Możesz to potraktować jako zadość uczynienie
- Za pożucenie rodziny? Lata nieobecności? Nie dawania nawet znaku życia? Mam wymieniać dalej?- spytała pełna sarkazmu
- Przyznaje, że nie byłem najlepszym ojcem...-weszła mu w słowo
- Najlepszym ojcem- powtórzyła- to niedopowiedzenie roku
- Sarada, wiem, że cie zawiodłem- powiedział poważnie skruszony- tak samo twoją mamę. Wiem także, że nie będzie mi łatwo naprawić to co zrobiłem, ale chciałbym chociaż spróbować- spojrzał jej w oczy- proszę po prostu daj mi szanse, nie skreślaj mnie już przy starcie- po chwili dopowiedział- to nie jest tak, że Was pożuciłem, naprawdę miałem ważny powód, chciałem,musiałem was chronić
- Chronić przed czym?
- Przed kimś bardzo niebezpiecznym
- Nie rozumiem mama nic nie wspominała
- Bo mama nic nie wie, przynajmniej na razie. Wszystko jej wyjaśnie, obiecuje
- Skoro to miało coś wspólnego z twoją misją to dziwne, że hokage nic nie wie
- To skomplikowane, ale nie mogłem skontaktować się ani z siódmym, ani z wami, Sarada uwierz mi
- Czemu miałabym ci wierzyć? Przecież nawet cie nie znam
- Wiem, że prosze o dużo,ale w tym momencie nie mogę ci powiedzieć, wybacz
- Dobra- natychmiast dodała- żebyśmy się dobrze zrozumieli, to nie znaczy, że ci ufam, ani tym bardziej, że ci wybaczyłam. Po prosu jestem ciekawa tego co wymyśliłeś przez te wszystkie lata- po „karcącym” spojrzeniu ojca dopowiedziała- ok chciałabym poznać prawdę. Nie będę kłamać, że mnie to nie męczyło. Chce poznać ten niezwykle ważny powód dla którego można pożucić własną rodzine. W zamian za to nauczysz mnie rzucać shurikenami ok? Mama mówiła, że byłeś w tym najlepszy, a ja muszę przyznać, że miała racje, więc...
- W porządku- podszedł do niej i wskazał tarczę- na początku sądze, że będzie ci łatwiej, jeśli z drugiej ręki zrobisz sobie wyznacznik, coś co pozwoli ci dobrze wycelować. Jeśli wyznaczysz sobie miejsce w które chcesz trafić będzie ci dużo ławiej, spróbuj. Sarada zgodnie z zaleceniami ojca zabrała od niego broń
- Stań w lekkim rozkroku, wiodącą nogę wysuń do przodu, ciężar ciała utrzymuj na obu, lecz na wiodącej odrobinę bardziej, teraz podnieś lewą rękę i wyceluj. Podnieś ją za taką wysokość trochę poniżej miejsca, gdzie chcesz trafić, dobrze a teraz rzuć- shuriken trafił w tarcze, prosto w środek
- Moja krew- powiedział Sasuke dumnie
- Dzięki ta...wybacz, ale na razie nie dam rady tak do ciebie mówić, musi minąć trochę czasu, tak myśle
- Nie spiesz się, masz go tyle ile potrzebujesz. Nigdzie się więcej nie wybieram
- Zostajesz w wiosce?- zapytała, nie potrafiła ukryć nadziei w swoim głosie, a słyszac ją Uchiha był szczęśliwy
- Tak, zostaje. Prosiłem siódmego by na razie nie dawał mi żadnych nowych misji.
- Trzymam cie za słowo Uchiha Sasuke- powiedziała poważnie, patrząc mu prosto w oczy- tym razem cie nie zawiode- pomyślał, ale nie wypowiedział swoich myśli na głos. Potrenowali jeszcze przez 2 godziny, co jakiś czas rozmawiając. Poruszyli temat Itachiego, akademii, misjii, nauki w akademii, Sarada starała się nie mówić za wiele o jej matce z Kakashim, za co był jej niezmiernie wdzięczny. Musiał przyznać, że naprawdę dobrze rozmawiało mu się z córką. W ten sposób spędzili całe popołudnie.
Sarada wyłoniła się z lasu dopiero pod wieczór. Haruno obserwowała, jak jej córka siada przy nich i zaczyna jeść wcześniej przygotowane przez nią kanapki. Po treningu Sarada zawsze była głodna, nie było, więc w tym nic dziwnego, że zjadła 5 kanapek za jednym zamachem, a do tego onigiri*. To co jednak ją zaskoczyło to fakt, że jej dziewczynka przez cały czas się uśmiechała. Tak dawno nie widziała jej uśmiechniętej, że już zapomniała jak pięknie jej córcia wtedy wygląda. Na ten widok jej serce wypełniło się radością. Złapała się nawet na tym, że pomimo sytuacji w jakiej się znajdowała, sama zaczęła się szczerzyć.
- Co stało się w tym lesie,hm?- spytała nie mogąc już dłużej utrzymać cierpliwości, po za tym czarnowłosa prawdopodobnie nie miała zamiaru sama z siebie się z nią tym podzielić
- Hę? A nic takiego po prostu nauczyłam się rzutów
- Co znaczy nauczyłaś się?- tym razem dopytywał Kakashi za pewne także zaskoczony jej zachowaniem
- To oznacza, że trafie w sam środek tarczy za każdym razem, nie ważne z jakiej odległości- odpowiedziała wciąż się uśmiechając, wyraźnie dumna z własnych wyników
- Naprawdę?- oboje zapytali zaskoczeni
- Pewnie, to była bułka z masłem, jak chcecie to wam pokaże
- Nauczyłaś się tego w ciągu jednego popołudnia? Cóż jestem pełen podziwu, do tej pory znałem tylko jedną osobę, która opanowała tę technikę równie szybko- zastanowił się- no może 2, w dodatku obie pochodziły z tego klanu. Sakura doskonale wiedziała kogo ma na myśli jej chłopak- zatrzymała się przy tej myśli na chwile- „chłopak”, tak w tej chwili to chyba najodpowiedniejsze słowo- i kontynuowała swój tok myślenia- nie miałała jednak zamiaru wymówić tego na głos. Zaskoczyło ją jednak to, że ktoś inny ją w tym wyręczył
- Wiem wujek Itachi i tata- na słowo tata Sakura aż drgnęła. Sarada nigdy, dosłownie nigdy nie wypowiedziała tego słowa na głos, a w dodatku powiedziała je tak lekko- coś musiało się wydarzyć w tym lesie- nagle spadło to na nią jak grom z jasnego nieba, był tylko jeden powód dla którego jej córka mogła w tak nagły i magiczny sposób zmienić nastawienie do ojca. Musiała z nim rozmawiać, teraz przed chwilą w tym lesie, musiała go spotkać. A to oznaczało- ON tu był. Wyrzuty sumienia targały nią jak nigdy przedtem, myśli szły własnym torem- był tutaj, widział to wszystko, widział mnie z Kakashim, co sobie pomyślał?, jak wiele zobaczył?, czy teraz ją nienawidzi?, czy ona go zraniła?, jak powinna to teraz wyjaśnić?- uczepiła się tej myśli- chwila moment niby dlaczego miałabym się tłumaczyć? Po kolei: zostawił Sarade i mnie na lata, pojawił się niespodziewanie i oczekiwał, że będzie jak dawniej, powiedziałam mu, że chce rozwodu, jednak nie powiedziałam, że spotykam się z kimś innym, tym bardziej, że jego byłym senseiem, ale w gruncie rzeczy to moje życie i mogę robić co chce, prawda?- Usiłowała przekonać samą siebie, ale sumienie wciąż nie dawało jej spokoju. Dostrzegła, że Kakashi był równie zaskoczony co ona reakcją dziewczyny, ale zachował to dla siebie.
- Dobrze to może już się zbierajmy, co wy na to?- próbowała mówić normalnym tonem. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Na spokojnie wszystko przemyśleć. Po za tym Sasuke wciąż mógł być w lesie, ciągle mógł ich obserwować, a ona nie miała zamiaru dodawać mu powodów do smutku, zwłaszcza po tej porcjii, którą zafundowała mu wcześniej.
- Dlaczego już idziemy? Mamo chciałam pokazać wam moje postępy
- Innym razem kochanie, dobrze? Głowa mnie rozbolała i chce wracać
- Sakura dobrze się czujesz?- zapytał zatroskany mężczyzna- strasznie pobladłaś
- Tak, znaczy nic mi nie jest, po prostu jestem zmęczona. Muszę się wcześniej położyć, to wszystko- wyrzuciła na twarz uśmiech, nie chciała ich martwić, pogłaskała córkę po głowie- innym razem, dobrze kochanie? Obiecuje
- W porządku mamo nie przejmuj się tym- uśmiechnęła się lekko- z resztą i tak mam jeszcze zadanie do dokończenia, więc to lepiej, że wracamy wcześniej- Sakura wiedziała doskonale, że to kłamstwo. Dziewczyna była bardzo obowiązkowa i rozwiazywała zadania zaraz po powrocie do domu. Była jednak wdzięczna córce za to, że ją kryje przed Kakashim. Najwyraźniej zorientowała się, że jej nagłe złe samopoczucie miało związek z jej mężem- przynajmniej narazie- po za tym chciała zapytać ją o to co się stało w lesie, a nie mogła zrobić tego przy swoim facecie. I tak podejżewał ją o to, że trzyma jakieś uczucia względem Uchihy, nie chciała dodawać mu powodów do zmartwień. Zebrali wszystkie rzeczy i wrócili do domu.
Sakura jak zawsze krzątała się po kuchni przygotowując obiad
- Wróciłam- usłyszała głos córki
- Witaj w domu- odpowiedziała uśmiechnięta. Jak było w akademii?
- Nudno, wciąż powtarzamy materiał, który już znam. Nauczyciel zastanawia się nad przeniesieniem mnie do wyższej klasy
- Gratuluje kochanie
- Dzięki, ale nie jestem pewna czy tego chce. Boruto wciąż mnie gnębi, że beze mnie sobie nie poradzi, a ja pomimo tego, że mnie irytuje, jak nikt inny to chyba jednak nie chce go zostawiać
- W końcu jest twoim przyjacielem, prawda?
- No właśnie, a po za tym on beze mnie naprawdę nie ukończy szkoły
- Powiniem się nauczyć radzić sobie sam- dotarł do nich męski głos. Mężczyzna stał w wejściu do salonu. Na sam jego widok serce Sakury zaczęło bić nierówno
- Wróciłem- powiedział uśmiechnięty i podszedł do niej
- Witaj w domu- podszedł do niej i dał jej całusa na powitanie, po czym przytulił ją od tyłu i oparł głowę o jej ramie. Jego czarne włosy łaskotały ją w policzek, ale za nim by tego nie przerwała
- Yyhy- ktoś chrząknął. Podniosła głowę i uświadomiła sobie, że ich córka wlepia nich oczy. Zaczerwieniła się i wyrwała w objęć ukochanego. On puścił ją niechętnie, a na odchodne rzucił
- Później- po czym pocałował ją za uchem. Podszedł do córki
- Czemu tak kaszlesz Sarada? Przeziębiłaś się?- drażnił się z nią, po czym poczochrał ją po włosach, odsunęła się automatycznie, ale nie udało jej się ukryć uśmiechu malującego się na jej twarzy
- Zacząłeś coś mówić- przypomniała
- A no tak. Miałeś na myśli to, że Boruto musi nauczyć się samodzielności. Niemożesz całe życie wszystkiego za niego robić.
- No ale on jest totalną niezdarą, nie potrafi dosłownie nic.To znaczy ok z walką jeszcze jakoś sobie radzi, ale jeśli chodzi o techniki
- Jakbym słyszał siebie za młodu
- Jak to?
- Nigdy nie opowiadałem ci jak wielką niezdrarą był siódmy jako dziecko?
- Kochanie- upomniała go żona
- Miałem na myśli to, że nie był urodzonym geniuszem- poprawił się- jak np. Ja
- Chwalipięta- dotarł do niego głos różowowłosem, próbującej ukryć to poprzez kaszel, uśmiechnął się słysząc to- po prostu do wszystkiego dotarł ciężką pracą. Być może jego syn, także nie jest zbyt uzdolniony, ale może osiągnąć naprawdę wiele. Lecz jest jeden warunek, nie może nigdy się poddawać. Ty możesz być przy nim jako przyjaciółka i wspierać go, ale nie możesz robić za niego wszystkiego. Kochanie musisz też myśleć o sobie, dobrze? Gdybyśmy twoja mama i ja wyręczali Naruto we wszystkim za młodu to nigdy nie zostałby hokage.
- I gdyby nie miał godnego rywala- dopowiedziała Sakura
- Oraz dziewczyny w drużynie której chciał zaimponować, bo się w niej dłużył- odgryzł się Uchiha
- Jakiej dziewczyny?- podłapała Sarada- myślałam, że byliście we 3 w dróżynie, nie licząc Kakashiego-senseia. Ty, mama i siódmy, więc w jakiej dziewczynie z dróżyny mógł się dużyć...aha...nie no żartujesz kochał się w tobie sam hokage mamo,a ty mimo tego wybrałaś tatę?
- Mała- Sasuke dał jej kuksańca, na co dziewczynka zaczęłą się śmiać
- To znaczy no wiesz tato ty też jesteś spoko, ale sam hokage
- Co z niego był za hokage wtedy- powiedział lekko rozdrażniony
- Hahaha- Sakura zaśmiała się, nigdy dotąd nie widziała Sasuke zazdrosnego i musiała przyznać, że podoba jej się ten widok
- A ty z czego się śmiejesz?- udał obrażonego
- Co Ja z niczego. Po prostu to jest dłuższa historia na kiedy indziej. A teraz zbierzcie wszystko ze stołu, gdyż obiad jest już gotowy.
- Czytasz mi w myślach, ale jestem głodny- podszedł do niej, zabrał talerz w blatu i pocałował ją w policzek. Zarzymała go na chwile przy sobie łapiąc za rękę, korzystając z okazji, że Sarada poszła umyć ręcę. Spojrzała mu w oczy wyzywającym spojrzeniem i wyszeptała mu do ucha, podgryzając je lekko
- Ciekawe czy ty potrafisz czytać w moich- ujrzała w jego oczach zrozumienie, a lekko perwerzyjny uśmieszek pojawił się na jego twarzy, gdy odchodził.
* onigiri- kulki ryżowe z nadzieniem, najczęściej warzywnym
Ciąg dalszy nastąpi....
Dla niektórych mogłoby to wyglądać na zakończenie, więc zapewniem, że nim nie jest ;). Opowiadanie postaram się skończyć w dwóch krótszych, albo jednym dłuższym rozdziale. Przepraszam, że tyle kazałam Wam na niego czekać, ale chciałam, Wam tylko dać pewien przedsmak tego co będzie dalej...a będzie się działo :D, więc zostańce ze mną i uzbrójcie się trochę w cierpliwość. Postaram się wstawić zakończenie jak najszybciej, ale nie wiem co z tego wyjdzie, gdyż mam teraz zaliczenia, więc najpóźniej pojawi się pod koniec czerwca..ale to najpóźniej ;)
pozdrawiam wszystkich
- Lu-chan :*
Etykiety:
anime manga miłość związek,
fanfiction,
najważniejsze wartości,
naruto,
nowa znajomość,
opowiadania one-shoty,
para,
powrót,
przyjaciele,
przyjaźń,
sasusaku,
Shippery,
walka,
zmiany,
związek zazdrość
czwartek, 21 kwietnia 2016
09- Już nigdy Cię nie zostawię (Sasusaku) rozdział 5
Paring:
Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Nadszedł weekend. Haruno wzięła wolne na sobotę, gdyż obiecała, że spędzi cały dzień z córką i Kakashim. To miał być pierwszy raz, kiedy miała przedstawić Saradzie Kakashiego, jako jej nowego „chłopaka”? Brzmiało to dość komicznie, ale innego określenia nie potrafiła znaleźć. Na określenie „wybranek serca” było zdecydowanie za wcześnie. Planowali pójść na piknik nieopodal lasu i troche potrnować z Saradą, która miała mieć egzamin w rzucaniu shurikenami. Kakashi był w tym znacznie lepszy od niej, więc zaproponował pomoc na którą Sarada się zgodziła chcąc wypaść jak najlepiej. Sarada nigdy się do tego nie przyznawała, ale jej matka znała prawde. Jej cóka nie bez powodu tak bardzo starałą się w akademii. Chciała być prymuską, zupełnie jak jej tata. W szkole nauczyciele zawsze nie potrzebnie jej powtarzali, że nazwisko Uchicha zobowiązuje, a ona starała się sprostać tym oczekiwaniom. Większość mieszkańców wioski w tym nauczyciele Sarady nie zdawali sobie sprawy z sytuacji w ich domu. To znaczy wiedzieli doskonale o tym, że między nią,a Sasuke nie dzieje się najlepiej. Z resztą nie było to dla nich żadnym zaskoczeniem. Większość ludzi sądziła, że popełnia błąd, wiążąc się z nim, ale ona zawsze myślała, że uważali tak, gdyż tak naprawdę go nie znali. Bolesna była myśl, że ona tak naprawdę również nie była w stanie go poznać. Sakura nie mówiła dużo o swoim małżeństwie, a Sarada o sytuacji w domu. Większość nauczycieli sądziła, że jej córka droczy się z nimi nazywając ojca „nieobecną osobą”, nawet nie podejżewali ile prawdy się kryje w tych słowach. Haruno nie oczerniała swojego męża nigdy, właściwie to w nawyk wpadło jej bronienie go za każdym razem, gdy słyszała, że jest oczerniany. Teraz siedzieli na kocu jedząc przygotowane wcześniej przez nią smakołyki. Ta scena była jedynie „imitacją” rodziny, której zawsze pragnęła, ale jak najszybciej chciała przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy.
- Jak ci się podoba na zajęciach?- zagadał Kakashi chcąc zbliżyć się chodź trochę do Sarady
- Są w porządku, ale strasznie nudne. Większość rzeczy, które tam bierzemy ja od dawna mam w małym palcu. Na poprzednich zajęciach mieliśmy ożywić rybę, taką małą jak nadgarstek, żeby nie było potrzeby używać dużej ilości chakry. Sensei ciągle powtarzał, że chodzi o jej kontrolowanie. Mama nauczyła mnie tego gdy miałam 7 lat, więc wykonałam zadanie w ciągu kilku minut i nudziło mi się strasznie na reszcie zajęć.
- Wiesz, że nie mam nic przeciwko temu, abyś pogłębiała swą wiedzę, ale jeśli nadal będziesz tak postępować to prześcigniesz parę klas
- A może nawet wcześniej ukończysz akademie- dodał Hatake
- Zupełnie jak wujek, co?
- Skąd o tym wiesz?
- Mamo to jest jedna z rzeczy, które słysze od zawsze, wiesz? Ciężko byłoby nie zapamiętać
- To prawda, że Uchiha Itachi był wyjątkowo utalentowany już w młodości
- Taa, ale nie podoba mi się to, że mówią o nim w ten sposób. Nie rozumiem dlaczego siódmy nie powie mieszkańcom prawdy. Nie wytłumaczy powodu dla którego wujek napadł na własny klan. To nie w porządku, że wciąż jest uważany za zdrajce, nie sądzisz?
- Masz racje, ale nic nie możemy na to poradzić. Itachi osobiście poprosił siódmego o to, by upewnił się, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Wiesz jak bardzo opinia na temat naszego klanu zmieniłaby się? Nie możesz o tym nikomu mówić...
- Wiem, wiem, przecież nikomu nie powiem. Po za tym ten klan za niedługo już nie będzie naszym. Widziałam papiery rozwodowe- Sakura słysząc to mało się nie zadławiła onigiri, które właśnie jadła- nie rób takiej zaskoczonej miny mamo, wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie.Szczerze to zastanawiałam się nad tym dlaczego tak długo z tym zwlekałaś. Rozumiem, że jego nagły powrót ma coś wspólnego z podjęciem tej decyzji. W porządku zjadłam, idę trenować- bez czekania na zgodę weszła w las.
- Sakura? Czy to prawda?
- Czemu udajesz zaskoczonego, przecież mówiłam ci już o rozwodzie
- Owszem, ale muszę przyznać, że nie sądziłem, że to tak szybko nastąpi. Sarada ma racje, czy przypadkiem nie spieszysz się z tym tak bardzo, gdyż obawiasz się tego, że zmnienisz decyzje? Teraz kiedy wrócił.
- Nie Kakashi to nie powód dla którego się spiesze, po prostu chce to już mieć za sobą rozumiesz? Sarada zasługuje na to, aby mieć rodzinę
- Ty także na to zasługujesz- powiedział po czym pocałował ją czule w czoło- wiesz o tym, prawda?- przytaknęła niewyraźnie
- A więc widział się z nią?
- Tak
- Sądzisz, że to dobry pomysł? Nie byłbym pewien tego, czy pozwalanie na to by się do niej zbliżył jest w porządku. Pomyśl co się stanie, kiedy Sarada przywyknie do jego obecności w swoim życiu, a on znów odejdzie. Jak będzie się wtedy czuła?
- Nie mam zamiaru zaprzeczać. Możliwe,że masz rację, ale ona potrzebuje ojca, wiesz?
- Przecież ja przy niej jestem i w przeciwieństwie do niego zawsze będę
- Wiem o tym i jestem ci bardzo wdzięczna za to, że tak szybko ją zaakceptowałeś, lecz ona potrzebuje relacji z jej prawdziwym ojcem. Wiem to, znam swoje dziecko. Ilekroć nazywa go „nieobecną osobą”, tak naprawdę ukrywa żal, który wciąż tkwi w jej sercu. Nie powie tego na głos, ale wiem, że chciałaby mieć go przy sobie. Możliwe, że masz racje, że się zawiedzie, że po raz kolejny złamie jej serce, ale to jest jej decyzja. Nie mam zamiaru w to ingerować
- Przecież ona mówiła, że nie chce go znać
- Naprawdę w to wierzysz? Może dlatego, że ty nie widziałeś jej trzymającej jego pierwszą opaskę i płaczącą nad nią i nieobecnością ojca. Myśle, że Sarada sama jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale wciąż go kocha. Dziecku jest jeszcze ciężej zapomnieć o rodzicu, niż mi o mężu- a przecież nawet mi się to nie udało- pomyśłała gorzko. Lecz postanowiła te przemyślenia zachować dla siebie
- Dobrze, nie wnikam w to. Dobrze ją wychowujesz, jestem, więc pewien, że zarówno ty jak i ona podejmienie dobrę decyzje- powiedział i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pocałował ją. Odwzajemniła pocałunek, po czym położyła się na kocu. Kakashi klęczał zawieszony nad nią. Głaskał ją po głowie, a ona wplotła palce z jego włosy. Wsadził jedną rękę pod jej sukienkę i zaczął gładzić jej plecy
- Sarada może za chwile wrócić- wyszeptała, pomiędzy pocałunkami
- Nie wydaje mi się by miała taki zamiar, zanim nie opanuje techniki
- Przecież miałeś jej w tym pomóc
- Obiecałem i dotrzymam słowa, ale najpierw niech poćwiczy sama, znajdzie odpowiedzni sposób, po za tym zanim do niej dołącze muszę się najpierw zając jej mamą- uśmiechnął się i jeszcze namiętniej zaczął ją calować. Rzadko widziała jego uśmiech, gdyż z reguły ukrywał usta za maską. Nie rozumiała jednak tego co w niego wstąpiło w tym momencie. To prawda, że już kilka razy się całowali, ale nigdy w taki sposób, tak namiętnie, taj całowała się tylko i w tym momencie ujrzała go, tak wyraźnie jakby stał parę metrów od niej. Te zazwyczaj nie przeniknione oczy tym razem wyrażały rozpacz tak ogromną, że jej serce automatycznie zcisnęło się z żalu. Czuła jego obecność, Zupełnie jak by naprawdę tam był, pomimo tego,że to tylko jego obraz wciąż majaczył w jej głowie. Wiedziała doskonale do czego zmierza sytuacja w której się teraz znalazła. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli posunie się dalej to już za nic nie uda jej się odbudować swojego małżeństwa. Czy ona wciąż miała na to nadzieje? Złapała się na tej myśli. Przecież on przez te wszystkie lata na pewno ją zdradził i to nie jeden raz, więc czemu się hamowała? A co jeśli jednak tego nie robił? Jeśli faktycznie miał ważny powód by nie wracać? Miała całkowity mętlik w głowie, lecz jedno wiedziała na pewno. Jeśli to zrobi to będzie koniec, całkowity. Nawet gdyby jakimś cudem on wybaczył jej te zdradę to wiedziała, że ona juz nigdy nie potrafiłaby spojrzeć mu w oczy. Już za chwile stanie się kolejną osobą, która go zdradziła. Wątpiła w to, że kiedykolwiek czuł do niej coś więcej i to ją bolało, ale wiedziała, że kiedy się o tym dowie to i tak go to zrani. A tak wiele ludzi raniło go przez te wszystkie lata jego życia. Tak wiele cierpiał. Ona nie potrafiła być kolejną osobą, która sprawi mu ból, nie chciała nią być. Do jej oczu napłynęły łzy. Obraz Sasuke w jej głowie stał się jakiś pogodniejszy,kiedy podjęła decyzje. A w jego oczach ujrzała nadzieje, tą samą, którą ona pielęgnowała przez te wszystkie lata.
- Co się stało?- zapytał Kakashi wciąż się nad nią pochylając
- Przepraszam....ja...naprawdę przepraszam-wychlipała
- Co się dzieje Sakura?- dopytywał- myślałem, że też tego chcesz
- Bo chce- skłamała- ale nie teraz...teraz ja nie potrafie.
- W porządku rozumiem-pochylił się i pocałował ją w policzek- tylko nie płacz- położył się koło niej na kocu i przygarnął ją do siebie ramieniem, tak,że miała teraz głowę opartą i jego klatkę piersiową- nie musimy się nigdzie spieszyć- wyszeptał uspokajająco, mamy czas, bo widzisz ja cie kocham Sakura- spojrzała mu w oczy zaskoczona, jeszcze nigdy tego nie powiedział. Jego oczy były czyste i szczere, tak bardzo chciała odpowiedzieć tym samym, ale nie potrafiła. Otworzyła usta po to, by za chwile znowu je zamknąć
- Nie martw się, poczekam- powiedział po czym znów ucałował jej czoło i przytulił mocniej do siebie.
Wybaczcie, że tak długo kazałam Wam na niego czekać, mam nadzieje, że było warto ;)
- Pozdrawiam
- Lu-chan :*
A/M: Naruto
Dozwolone: 16 lat
Nadszedł weekend. Haruno wzięła wolne na sobotę, gdyż obiecała, że spędzi cały dzień z córką i Kakashim. To miał być pierwszy raz, kiedy miała przedstawić Saradzie Kakashiego, jako jej nowego „chłopaka”? Brzmiało to dość komicznie, ale innego określenia nie potrafiła znaleźć. Na określenie „wybranek serca” było zdecydowanie za wcześnie. Planowali pójść na piknik nieopodal lasu i troche potrnować z Saradą, która miała mieć egzamin w rzucaniu shurikenami. Kakashi był w tym znacznie lepszy od niej, więc zaproponował pomoc na którą Sarada się zgodziła chcąc wypaść jak najlepiej. Sarada nigdy się do tego nie przyznawała, ale jej matka znała prawde. Jej cóka nie bez powodu tak bardzo starałą się w akademii. Chciała być prymuską, zupełnie jak jej tata. W szkole nauczyciele zawsze nie potrzebnie jej powtarzali, że nazwisko Uchicha zobowiązuje, a ona starała się sprostać tym oczekiwaniom. Większość mieszkańców wioski w tym nauczyciele Sarady nie zdawali sobie sprawy z sytuacji w ich domu. To znaczy wiedzieli doskonale o tym, że między nią,a Sasuke nie dzieje się najlepiej. Z resztą nie było to dla nich żadnym zaskoczeniem. Większość ludzi sądziła, że popełnia błąd, wiążąc się z nim, ale ona zawsze myślała, że uważali tak, gdyż tak naprawdę go nie znali. Bolesna była myśl, że ona tak naprawdę również nie była w stanie go poznać. Sakura nie mówiła dużo o swoim małżeństwie, a Sarada o sytuacji w domu. Większość nauczycieli sądziła, że jej córka droczy się z nimi nazywając ojca „nieobecną osobą”, nawet nie podejżewali ile prawdy się kryje w tych słowach. Haruno nie oczerniała swojego męża nigdy, właściwie to w nawyk wpadło jej bronienie go za każdym razem, gdy słyszała, że jest oczerniany. Teraz siedzieli na kocu jedząc przygotowane wcześniej przez nią smakołyki. Ta scena była jedynie „imitacją” rodziny, której zawsze pragnęła, ale jak najszybciej chciała przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy.
- Jak ci się podoba na zajęciach?- zagadał Kakashi chcąc zbliżyć się chodź trochę do Sarady
- Są w porządku, ale strasznie nudne. Większość rzeczy, które tam bierzemy ja od dawna mam w małym palcu. Na poprzednich zajęciach mieliśmy ożywić rybę, taką małą jak nadgarstek, żeby nie było potrzeby używać dużej ilości chakry. Sensei ciągle powtarzał, że chodzi o jej kontrolowanie. Mama nauczyła mnie tego gdy miałam 7 lat, więc wykonałam zadanie w ciągu kilku minut i nudziło mi się strasznie na reszcie zajęć.
- Wiesz, że nie mam nic przeciwko temu, abyś pogłębiała swą wiedzę, ale jeśli nadal będziesz tak postępować to prześcigniesz parę klas
- A może nawet wcześniej ukończysz akademie- dodał Hatake
- Zupełnie jak wujek, co?
- Skąd o tym wiesz?
- Mamo to jest jedna z rzeczy, które słysze od zawsze, wiesz? Ciężko byłoby nie zapamiętać
- To prawda, że Uchiha Itachi był wyjątkowo utalentowany już w młodości
- Taa, ale nie podoba mi się to, że mówią o nim w ten sposób. Nie rozumiem dlaczego siódmy nie powie mieszkańcom prawdy. Nie wytłumaczy powodu dla którego wujek napadł na własny klan. To nie w porządku, że wciąż jest uważany za zdrajce, nie sądzisz?
- Masz racje, ale nic nie możemy na to poradzić. Itachi osobiście poprosił siódmego o to, by upewnił się, że prawda nigdy nie wyjdzie na jaw. Wiesz jak bardzo opinia na temat naszego klanu zmieniłaby się? Nie możesz o tym nikomu mówić...
- Wiem, wiem, przecież nikomu nie powiem. Po za tym ten klan za niedługo już nie będzie naszym. Widziałam papiery rozwodowe- Sakura słysząc to mało się nie zadławiła onigiri, które właśnie jadła- nie rób takiej zaskoczonej miny mamo, wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie.Szczerze to zastanawiałam się nad tym dlaczego tak długo z tym zwlekałaś. Rozumiem, że jego nagły powrót ma coś wspólnego z podjęciem tej decyzji. W porządku zjadłam, idę trenować- bez czekania na zgodę weszła w las.
- Sakura? Czy to prawda?
- Czemu udajesz zaskoczonego, przecież mówiłam ci już o rozwodzie
- Owszem, ale muszę przyznać, że nie sądziłem, że to tak szybko nastąpi. Sarada ma racje, czy przypadkiem nie spieszysz się z tym tak bardzo, gdyż obawiasz się tego, że zmnienisz decyzje? Teraz kiedy wrócił.
- Nie Kakashi to nie powód dla którego się spiesze, po prostu chce to już mieć za sobą rozumiesz? Sarada zasługuje na to, aby mieć rodzinę
- Ty także na to zasługujesz- powiedział po czym pocałował ją czule w czoło- wiesz o tym, prawda?- przytaknęła niewyraźnie
- A więc widział się z nią?
- Tak
- Sądzisz, że to dobry pomysł? Nie byłbym pewien tego, czy pozwalanie na to by się do niej zbliżył jest w porządku. Pomyśl co się stanie, kiedy Sarada przywyknie do jego obecności w swoim życiu, a on znów odejdzie. Jak będzie się wtedy czuła?
- Nie mam zamiaru zaprzeczać. Możliwe,że masz rację, ale ona potrzebuje ojca, wiesz?
- Przecież ja przy niej jestem i w przeciwieństwie do niego zawsze będę
- Wiem o tym i jestem ci bardzo wdzięczna za to, że tak szybko ją zaakceptowałeś, lecz ona potrzebuje relacji z jej prawdziwym ojcem. Wiem to, znam swoje dziecko. Ilekroć nazywa go „nieobecną osobą”, tak naprawdę ukrywa żal, który wciąż tkwi w jej sercu. Nie powie tego na głos, ale wiem, że chciałaby mieć go przy sobie. Możliwe, że masz racje, że się zawiedzie, że po raz kolejny złamie jej serce, ale to jest jej decyzja. Nie mam zamiaru w to ingerować
- Przecież ona mówiła, że nie chce go znać
- Naprawdę w to wierzysz? Może dlatego, że ty nie widziałeś jej trzymającej jego pierwszą opaskę i płaczącą nad nią i nieobecnością ojca. Myśle, że Sarada sama jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale wciąż go kocha. Dziecku jest jeszcze ciężej zapomnieć o rodzicu, niż mi o mężu- a przecież nawet mi się to nie udało- pomyśłała gorzko. Lecz postanowiła te przemyślenia zachować dla siebie
- Dobrze, nie wnikam w to. Dobrze ją wychowujesz, jestem, więc pewien, że zarówno ty jak i ona podejmienie dobrę decyzje- powiedział i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pocałował ją. Odwzajemniła pocałunek, po czym położyła się na kocu. Kakashi klęczał zawieszony nad nią. Głaskał ją po głowie, a ona wplotła palce z jego włosy. Wsadził jedną rękę pod jej sukienkę i zaczął gładzić jej plecy
- Sarada może za chwile wrócić- wyszeptała, pomiędzy pocałunkami
- Nie wydaje mi się by miała taki zamiar, zanim nie opanuje techniki
- Przecież miałeś jej w tym pomóc
- Obiecałem i dotrzymam słowa, ale najpierw niech poćwiczy sama, znajdzie odpowiedzni sposób, po za tym zanim do niej dołącze muszę się najpierw zając jej mamą- uśmiechnął się i jeszcze namiętniej zaczął ją calować. Rzadko widziała jego uśmiech, gdyż z reguły ukrywał usta za maską. Nie rozumiała jednak tego co w niego wstąpiło w tym momencie. To prawda, że już kilka razy się całowali, ale nigdy w taki sposób, tak namiętnie, taj całowała się tylko i w tym momencie ujrzała go, tak wyraźnie jakby stał parę metrów od niej. Te zazwyczaj nie przeniknione oczy tym razem wyrażały rozpacz tak ogromną, że jej serce automatycznie zcisnęło się z żalu. Czuła jego obecność, Zupełnie jak by naprawdę tam był, pomimo tego,że to tylko jego obraz wciąż majaczył w jej głowie. Wiedziała doskonale do czego zmierza sytuacja w której się teraz znalazła. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli posunie się dalej to już za nic nie uda jej się odbudować swojego małżeństwa. Czy ona wciąż miała na to nadzieje? Złapała się na tej myśli. Przecież on przez te wszystkie lata na pewno ją zdradził i to nie jeden raz, więc czemu się hamowała? A co jeśli jednak tego nie robił? Jeśli faktycznie miał ważny powód by nie wracać? Miała całkowity mętlik w głowie, lecz jedno wiedziała na pewno. Jeśli to zrobi to będzie koniec, całkowity. Nawet gdyby jakimś cudem on wybaczył jej te zdradę to wiedziała, że ona juz nigdy nie potrafiłaby spojrzeć mu w oczy. Już za chwile stanie się kolejną osobą, która go zdradziła. Wątpiła w to, że kiedykolwiek czuł do niej coś więcej i to ją bolało, ale wiedziała, że kiedy się o tym dowie to i tak go to zrani. A tak wiele ludzi raniło go przez te wszystkie lata jego życia. Tak wiele cierpiał. Ona nie potrafiła być kolejną osobą, która sprawi mu ból, nie chciała nią być. Do jej oczu napłynęły łzy. Obraz Sasuke w jej głowie stał się jakiś pogodniejszy,kiedy podjęła decyzje. A w jego oczach ujrzała nadzieje, tą samą, którą ona pielęgnowała przez te wszystkie lata.
- Co się stało?- zapytał Kakashi wciąż się nad nią pochylając
- Przepraszam....ja...naprawdę przepraszam-wychlipała
- Co się dzieje Sakura?- dopytywał- myślałem, że też tego chcesz
- Bo chce- skłamała- ale nie teraz...teraz ja nie potrafie.
- W porządku rozumiem-pochylił się i pocałował ją w policzek- tylko nie płacz- położył się koło niej na kocu i przygarnął ją do siebie ramieniem, tak,że miała teraz głowę opartą i jego klatkę piersiową- nie musimy się nigdzie spieszyć- wyszeptał uspokajająco, mamy czas, bo widzisz ja cie kocham Sakura- spojrzała mu w oczy zaskoczona, jeszcze nigdy tego nie powiedział. Jego oczy były czyste i szczere, tak bardzo chciała odpowiedzieć tym samym, ale nie potrafiła. Otworzyła usta po to, by za chwile znowu je zamknąć
- Nie martw się, poczekam- powiedział po czym znów ucałował jej czoło i przytulił mocniej do siebie.
Wybaczcie, że tak długo kazałam Wam na niego czekać, mam nadzieje, że było warto ;)
- Pozdrawiam
- Lu-chan :*
Etykiety:
anime manga miłość związek,
fanfiction,
najważniejsze wartości,
naruto,
nowa znajomość,
opowiadania one-shoty,
para,
powrót,
przyjaciele,
przyjaźń,
sasusaku,
Shippery,
walka,
zmiany,
związek zazdrość
sobota, 19 marca 2016
08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (13/13)
Gdy wrócili, resztki ognia wciąż się
tliły, Katsumi chyba nadal się nie obudził, gdyż siedział w namiocie. Lucy
zajrzała do środka, lecz on automatycznie złapał ją za rękę. Obróciła się i
spojrzała na niego zaskoczona. On jednak nie puścił jej dłoni. Wciąż obawiał
się tego, że wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek okaże się jedynie snem, a
on obudzi się rano we własnym namiocie. Obawiał się tego, że znowu zostanie
zmuszony do oglądania swojej ukochanej z innym i zdał sobie sprawę z tego, że
teraz, Kidy poznał smak szczęścia, podczas bycia z nią nie byłby już w stanie
nigdy o tym zapomnieć, ani zaakceptować faktu, że jest z kimś innym. Pomyślał,
że jeśli to jednak nie okaże się rzeczywistością to razem z Happym wrócą do
gildii sami, bez zamiaru czekania na nich.
- Natsu- zapytała szeptem- co się stało?
- Nic po prostu- nie mogąc się oprzeć wziął ją w ramiona i pocałował, nie był
to tak namiętny pocałunek, jak wczorajszy, ale byłjego gwarancją na to, że jest
prawdziwa, że nie wymyślił sobie tego wszystkiego. Przytulił ją mocno do siebie
i wciągnął jej zapach do płuc. Poczuł ciepło
jej ciała oraz to, że te drobne dłonie oplatają się wokół niego. Spojrzał jej w
oczy i powiedział
- Powiedz mi, że to się dzieje naprawdę, że to nie sen, powiedz mi, że już
nigdy więcej cie nie stracę- nie wiedział czego szukał w jej spojrzeniu, może
swego rodzaju zapewnienia. Lucy uśmiechnęła się delikatnie, a on pomyślał, że
nikt nie uśmiecha się tak pięknie jak ona. Pocałowała go słodko, po czym
patrząc mu prosto w oczy powiedziała
- Nie stracisz mnie, obiecuje, Natsu ja cie kocham, zawsze kochałam…i naprawdę
nie jestem w stanie wyjaśnić tego dlaczego zapomniałam o tym przez te kilka
dni. Wiesz to było zupełnie tak jakby ktoś usunął mi fragmenty wspomnień, a raczej
nie wspomnień, ale uczuć z nimi związanych. Widzisz, pamiętałam wszystkie
spędzone razem chwile, ale za każdym razem, kiedy próbowałam sobie przypomnieć
dlaczego się w tobie zakochałam nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na to
pytanie, więc z czasem zaczęłam myśleć, że nigdy tego nie czułam oraz
uwierzyłam w to. Po za tym nie wiedziałam czy odwzajemniasz moje uczucia,,,no
wiesz nigdy nic nie mówiłeś i ja….
- Cśśś- przytknął jej palec do ust- nie powiedziałem ci, ponieważ sam nie
wiedziałem o tym co naprawdę czuje. Erza zawsze powtarza, że jestem jeszcze za
mało dojrzały i ma rację. Do tej pory nie interesowałem się dziewczynami w ten
sposób. To znaczy ty zawsze byłaś dla mnie bardzo ważna, ale nie patrzyłem na
to tak, jak widzę to teraz. Zrozumiałem, że cie kocham w momencie w którym
uświadomiłem sobie, że mogę cie stracić. Lucy nie wyobrażam sobie życia bez
ciebie. Jesteś nie tylko moją najlepszą przyjaciółką, ale także częścią mnie
bez której nie umiałbym już normalnie żyć.
- Nie sądziłam, że potrafisz być tak romantyczny
- Mam wiele ukrytych talentów o których jeszcze nie wiesz- posłał jej
łobuzerski uśmiech- ale na poważnie, nie chce żebyś wracała z nim do namiotu.
Właściwie to dlaczego chcesz to zrobić?
- Kto ci tak powiedział? Zamierzałam jedynie pozabierać swoje rzeczy i…
- Rany co tak hałasujecie z samego rana- chłopak wystawił głowę z namiotu
głośno ziewając
- Z samego rana? Zbliża się południe- wskazała palcem nieboskłon.
- Faktycznie- podrapał się po głowie, po czym wygramolił na zewnątrz,
przeciągnął się niczym kot- Złotowłosa a ty o której wstałaś co?- podszedł do
niej, gestem pokazując, że zamierzał ją objąć, ona odsunęła się jednak szybko.
Zdziwiony spojrzał na nią. Widocznie był jeszcze rozespany, bo wyglądało na to,
że jeszcze nie zorientował się co się dzieje.
- Dlaczego się odsuwasz? Tak cie wyprzytulałem w nocy, że masz dość- puścił jej
oczko
- Nie…po prostu nie chce żebyś mnie przytulał
- Dlaczego?
- Dlatego, że…- nie zdążyła dokończyć, gdyż wszedł jej w słowo- gdzie masz
naszyjnik?
- Co? Jaki naszyjnik?- zapytała zaskoczona
- Ten, który ci podarowałem
- Aaa ten…no widzisz już go nie mam
- Co? Czemu?- spytał zdezorientowany
- Bo roztrzaskał się na maleńkie kawałeczki wczoraj w nocy
- Jak to się roztrzaskał? Gdzie on jest?
- Myślę, że pewnie nad rzeką..te kawałki nadal leżą
- Więc już rozumiem dlaczego się tak zachowujesz
-A to ciekawe, bo ja nic z tego nie rozumiem, może łaskawie mnie oświecisz?
- To proste- westchnął- naszyjnik jest…był zaczarowany, tak, że kochasz osobę,
która ci go podarowała
- Co?- w tym samym czasie powiedzieli Natsu i Lucy
- To co słyszeliście
- Ale dlaczego?..Dlaczego mi to zrobiłeś?
- By się zemścić
- Ale przecież ja nawet cie nie znałam, co takiego ci zrobiłam żebyś chciał…
- Nie na tobie chciałem się zemścić, lecz na nim- wskazał palcem Dragneela
- Na nim? A co ty masz do niego?
- Przez niego w turnieju magicznym nie wygrały bliźniacze smoki
- To jest powód?
- To tylko jego część. Po prostu mam dosyć czytania o jego ciągłych sukcesach.
Natsu Dragneel zrobił to…Salamander zrobił tamto…i tak dalej mam tego po
dziurki w nosie. Pomyślałem, że może wreszcie się to skończy, kiedy ktoś pokona
go w jakiejś dziedzinie bądź sferze. Wiedziałem, że wschodząca gwiazda bardzo
szybko zgaśnie, kiedy straci ukochaną
- Ale skąd wiedziałeś o nas?- zapytała- skoro my sami nie wiedzieliśmy
- Usłyszałem o paru przypadkach w których Dragneel zrezygnował z czegoś bardzo
ważnego dla jakiejś dziewczyny, a potem dowiedziałem się, że z turnieju
magicznego także zrezygnował, gdyż musiał uratować nie jaką Lucy Heartfilie,
wtedy stało się dla mnie jasne, że skoro Salamander, który nigdy nikomu nie
odmawia pojedynku, wolał akcję ratowniczą od porządnej walki, to musi coś być
na rzeczy. Obserwowałem was przez długi czas i szybko zrozumiałem, że plotki
stały się prawdą, a fakt, że wisiorek został jak to ujęłaś? „roztrzaskany” potwierdza
jedynie, że łączy was prawdziwa miłość, bo tylko ona jest zdolna do czegoś
takiego. Zastanawiałem się nad tym jak długo to jeszcze potrwa
Dragneel nie wytrzymał, zacisnął ręce w pięści i zacisnął zęby tak mocno, że
rozbolała go szczęka- Bawiłeś się nią… bawiłeś się nami przez ten cały czas jak
jakimiś pieprzonymi lalkami…nie daruje ci tego- rzucił się na niego. Rozpoczęła
się walka, sam także otrzymał kilka ciosów, ale dość szybko położył przeciwnika
na łopatki, stanął nad nim z pięścią przy twarzy- jeszcze raz choćby ją
dotkniesz , a gorzko tego pożałujesz rozumiesz? Chłopak szybko kiwnął głową
przerażony tym, co różowo włosy mu zrobi, jeśli nie skorzysta z rady.
Minęły 3 dni od ich powrotu go Magnolii. Po za faktem, że Natsu i Happy teraz praktycznie w
ogóle nie wychodzili z jej mieszkania to nic się nie zmieniło. Właściwie to prawie w ogóle się nie rozstawali. Dziewczyna zaczęła się nawet obawiać tego, że jeśli tak dalej pójdzie to szybko się sobą znudzą, a cała sprawa zakończy się znacznie szybciej niż się zaczęła. Jak na razie po za ich trójką nikt nie wiedział o tym, że się spotykają, no poza Katsumim, który na jakiś czas wyjechał z miasta. To nie tak, że się z tym kryli przez przyjaciółmi, w gildii zachowywali się normalnie, tak jak zawsze, czyli po przyjacielsku. Romantyczne momenty postanowili jak na razie zachować dla siebie. Wiedzieli, że dla reszty to będzie szok, kiedy się dowiedzą. Po za tym nie chcieli robić z tego wielkiego szumu, dopóki sami nie przywykną do bycia parą. Kiedy Alzack i Bisca zaczęli ze sobą chodzić pytania leciały ze wszystkich stron "jak to się stało? kiedy? gdzie? dlaczego?" itd. Woleli tego uniknąć.
Lucy brała właśnie kąpiel, gdy usłyszała głosy chłopców za ścianą. Z tego co
zdążyła dosłyszeć kłócili się o to jakie zlecenie powinni wziąć. Blondynka
musiała przyznać, że od kiedy Natsu i ona zostali parą chłopak trochę dojrzał,
a przynajmniej, gdy chodziło o prywatność. Zaczął się krępować widząc ją nagą,
dlatego odpuścił sobie odwiedziny jej łazienki, gdy brała prysznic, lub
odwracał głowę,kiedy się przebierała.
- O co się znowu kłócicie?- wyszła z łazienki z turbanem na głowie. Ona także
zaczęła się wstydzić nagości przed chłopakiem, dlatego przebrała się w
łazience.
- Happy znowu chce wziąć zlecenie za wykonanie którego główną nagrodą są ryby
- Ale to nie są zwyczajne rybki. Takich jeszcze nigdy nie jadłem, a Charla
powiedziała mi, że są pyszne- podszedł do dziewczyny i wykonał swoją wersję
psich oczu- Lucy Charla nie lubi rybek, jeśli ona mówi, że są dobre to musi tak
być...po za tym chciałem dać jej jedną w prezencie
- Tylko jedną?- zapytał zaskoczony Dragneel- przecież nagrodą jest 500
- No tak, ale...
- Sknera
- Kto tu kogo nazywa sknerą? Zjadłeś dziś na śniadanie ostatniego z ulubionych
cukierków Lucy, pomimo tego, że był jej- wystawił mu język
- Oż ty
- Jakie cukierki?- spytała Heartfilia
- A no wiesz te które tak nawet
lubisz...bo widzisz jakoś tak byłem głodny i..
- Cukierki na śniadanie? Naprawdę? Przecież wczoraj ugotowałam wam cały garnek
zupy, co się z nią stało?
- No widzisz była taka dobra, że zjedliśmy ją całą na kolacje
- Taa chyba raczej wylądowała w ogrodzie, o dziwo robi za świetny nawóz-
skwitował niebieski przyjaciel
- On żartuje hehe prawda Happy?- spojrzał wypownie na niego
- Aye
- Wiecie co?Już nigdy więcej nic wam nie ugotuje pff nie warto- udając obrażoną
podeszła do toaletki i zdjęła turban. Wytarła włosy w ręcznik, po czym zaczęła
je rozczesywać. Od zawsze była wdzięczna za to, że odziedziczyła włosy po
mamie, dzięki temu słowo "kołtuny" były dla niej zupełnie obce.
Rozczesnie całości zajęło jej mniej niż minutę, postanowiła jednak pobawić się
nimi trochę dłużej, by zobaczyć reakcję chłopców. Natsu wykonał swoją minę
zbitego psiaka i podszedł do niej
- Lucy przepraszam, widzisz graliśmy wczoraj z Happym w taką jedną grę, w sumie
to po prostu rzucaliśmy piłką, lecz niechcący przewróciliśmy garnet z twoją
zupą i połowa wylądowała na podłodze
- Tak a jak już mówiłem 2 połowa w ogrodzie, jestem pewien, że warzywa, które
niedawno posadziliśmy wyrosną na tym bardzo szybko- dodał swoje 3 grosze Happy
- Zamknij się- syknął Salamander i posłał przyjacielowi zabójcze spojrzenie
- Ale wiesz gotowanie faktycznie nie jest twoją najlepszą stroną, sama to
przyznasz
- Słucham?
- Miałem na myśli to, że napewno zgodzisz się ze mną kiedy powiem, że masz
mnóswto mocnych stron
- Serio? Wymień jedną- nastała dłuższa cisza podczas której dziewczyna mierzyła
go wzrokiem
- Czekam
- No wiesz jest ich tak wiele, że nie ma sensu ich wymieniać..no bo wiesz
zajęłoby to tak dużo czasu i ...
- Jasne- odwróciła głowę w drugą stronę
- No tak jesteś inteligentna, bystra, silna i do tego atrakcyjna- puścił do
niej oczko
- Aye, a do tego ważysz tyle, że gdybym zrzucił cie na wroga z 2 metrów,
pokonałabyś każdego
- Rany..ale wy jesteście mili- może wcale tak bardzo nie dojrzał- pomyślała i
uśmiechnęła się do siebie w lustrze. Wstała, zabrała torebkę ze stolika,
wrzuciła tam klucze zodiakalne z którymi nigdy się nie rozstawała i powiedziała
- To co chłopaki? Idziemy do gildii?
- Aye sir
- Idziemy- oznajmił Natsu i chwycił ją za rękę, musiała przyznać, że trochę ją
zaskoczył ten gest, ale rzecz jasne wcale jej to nie przeszkadzało, więc nie
wyrwała jej.
Przez całą drogę do gildii nadal jej nie puścił, musiała przyznać, że czuła się
z tym trochę dziwnie, idąc przez miasto za rękę z chłopakiem, tym bardziej, że
wszyscy bardzo dobrze wiedzą kim oni są. Obserwowała jak ludzie przechodzący
obok najpierw robią zaskoczone miny, po czym zaczynają coś szeptać do siebie
nawzajem. Dragneel natomiast zdawał się tego w ogóle nie zauważać. Szedł przed
siebie, uśmiechnięty jak zawsze i kłócił się o coś z Happym, kiedy ona
pozwiliła sobie na pogrążenie w myślach. Kiedy dotarli do gildii wyrwała rękę z
uścisku
- Co robisz?- zapytał zakoczony
- Jak to co? Już jesteśmy
- Tak, i co w związku z tym?
- Przecież ustaliliśmy, że jak na razie nie będziemy im nic mówić
- Owszem, na początku. Trochę czasu minęło i nie widzę sensu by się ukrywać
przed naszymi przyjaciółmi, chyba, że....wstydziesz sie mnie?
- Słucham? Oczywiście, że nie hehe skąd to wziąłeś
- Pff...oczywiście, że Lucy nie chce się do ciebie przyznawać, kto chciałby
chodzić z kimś tak dziecinnym Natsu?
- Coś ty powiedział?
- Lucy?- podszedł do niej i spojrzał na nią
- Po prostu zostawmy wszystko tak jak było, dobrze?- wymusiła uśmiech i weszła
do środka, nim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć
Stał przez chwile bez ruchu wpatrujac się w miejsce, w którym jeszcze przed
chwilą stała.
- Co jest z nią? Co miała na myśli mówiąc-„ zostawmy wszystko jak było”, czy
ona właśnie mnie rzuciła? Co Happy?
- Może wciąż jest zła o tą zupę i....-próbował usprawiedliwić przyjaciółkę
- To nie chodzi o to.Rany dlaczego ona nie chce, żeby reszta o nas wiedziała?
Kiedy chodziła z tamtym gościem jakoś nie przeszkadzało jej to,że wszyscy o tym
gadali
- Racja
Po chwili sam także postanowił wejść do środka. Pierwsze co rzuciło mu się w
oczy to Lucy siedząca przy ladzie. Rozmawiała z Erzą i Mirą. Tym razem usiadł
przy stale, jak najbliżej dziewczyn wmawiając sobie, że wcale nie chciał ich
podsłuchiwać, lecz po prostu stąd będzie miał bliżej, nawet, żeby wziąć coś do
jedzenia.
- Lucy co się stało?- usłyszał przejęty głos Miry- dlaczego się rozstaliście?
- To długa historia
- No to akurat
- Hm...od czego by tu zacząć?- Salamander przez chwile zastanawiał się nad tym
co dziewczyna ma zamiar powiedzieć przyjaciółce. W końcu Katsumi wykorzytał ją,
aby zranić jego, ale przecież jeśli to powie to wszystko się wyda...to że ich
coś łączy. Ich spojrzenia spotkały się
- Najlepiej od początku
- Jemu nigdy tak naprawdę na mnie nie zależało...widzisz nawet podarował mi
zaczarowany naszyjnik, który miał na celu spowodować imitację miłości, czy coś
w tym rodzaju. Udało się. Przez jakiś czas naprawdę sądziłam, że się w nim
zakochałam, ale to nie była prawda
- Ale..czemu on zrobił ci coś takiego?
- Prze ze mnie- Dragneel podniósł się z miejsca i podszedł do dziewczyn,
niewiele myśląc
- Jak to przez ciebie Natsu, nie rozumiem, co ty masz z tym wspólnego?
- Tak się składa, że bardzo wiele
- Nie rozumiem
- To proste, Katsumi chciał się na mnie zemścić
- Zemścić? Na tobie? Ale dlaczego i jak?
- Dlaczego, to w sumie wciąż nie bardzo wiem, ale wiedział, że jeśli zbliży się
do Lucy to mnie rozzłości.
- Czemu miało by ciebie to złościć?Aha...już rozumiem- spojrzała ze
zrozumieniem to na jedno to na drugie
- Oni się llluubią- powiedział Happy
- O co ja słyszę, a więc wasza dwójka zaczęła się spotykać? Wiedziałam, że do
tego dojdzie prędzej czy później- powiedziała Scarlet
- Nie kłam Erza- jak mogłaś wiedzieć skoro my sami nie zdawaliśmy sobie z tego
sprawy?- spywała blondynka
- Zawze byliście ze sobą blisko, bliżej niż byście sądzili. To była tylko
kwestia czasu aż Natsu odkryje, że rzadna inna dziewczyna nie będzie znosić
jego ciągłych wybryków, tak jak ty to robisz
- Co takiego Erza?
- Czekaj..chcesz przez to powiedzieć, że wybrał mnie tylko dlatego, że nie miał
wyboru?
- Tylko żartuje, ale po prostu pasujecie do siebie. Nie wyobrażam sobie, żeby
którekolwiek z was miało zacząć spotykać się z kimś innym
- Ale wracając do tematu, Lucy jak udało ci się pozbyć zaklęcia? Słyszałam, że
magia tego typu jest bardzo silna
- W sumie to naszyjnik z jakiegoś powodu sam się roztrzaskał
- Sam? To nie możliwe, jak to się stało?
- Pytasz o moment w którym to się stało?- spytał chłopak- niech pomyślę, to był
wtedy kiedy my- pochylił się i pocałował Lucy przy wszystkich, po raz pierwszy.
Przez chwile nawet obawiał się tego, że dostanie z liścia, ale z ulgą
stwierdził, że Heartfilia nie odsunęła się.
- No no jaką tworzycie słodką parę, prawda Erza?- spytała Mira i obie pogrążyły
się w rozmowie. Chłopak pochylił się nad blondynką i wyzeptał jej do ucha
- Lucy Kocham cie...teraz już wiem, że cie kocham, zawsze kochałem i wbrew
temu, że jesteś pewnie teraz na mnie zła za to, że w taki sposób ujawniłem, że
jesteśmy razem i może nawet chcesz powiedzieć, że nie odwzajemniasz moich
uczuć..
- A co jeśli tak jest,hm? Jeśli faktycznie ich nie odwzajemniam?
- Czytałem twoją książkę- powiedział szeroko się szczerząc
- Co? Jak to? Ale przecież....
- Nari i Leli? Hehe jesteś za bardzo przewidywalna
- Ach ty- zaczęła mówić, ale znów ją pocałował. Po przerwanym pocałunku
uśmiechnął się sam do siebie- chyba właśnie znalazłem sposób na to, aby ją
uciszyć- pomyślał rozbawiony
- Co się tak śmieszy?- zapytała zbulwersowana
- Nic takiego- odpowiedział z uśmiechem. Właśnie zdał sobie sprawę z tego, że
po raz pierwszy w życiu jest w pełnie szczęśliwy. Stracił już wiele w swym
życiu, lecz wiedział, że Lucy nigdy go nie opuści.
czwartek, 18 lutego 2016
08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (12/13)
Paring: Nalu
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Kiedy wychodzili z muzeum Heartfilia
zauważyła, że Salamander jest jakoś wyjątkowo cichy, jak na niego. Już kilka
razy próbowała go zagadać, ale wydawał się być myślami zupełnie gdzie indziej.
Nie odpowiedział na ani jedno pytanie. Zastanawiała się z jakiego powodu tak
się zachowywał, miała dziwne przeczucie, że o czymś zapomniała, o czymś bardzo
ważnym, ale choćby nie wiem jak się starała to nie potrafiła sobie przypomnieć.
- Natsu- dotarło do niej- Natsu- blondynka dopiero po chwili dostrzegła, że to Happy cały czas coś do niego mówi, a raczej próbuję, ponieważ najwyraźniej Zabójca smoków nie miał ochoty rozmawiać z nikim, nie tylko z nią. Z jednej strony na myśl o tym trochę jej ulżyło, ale z drugiej uświadomiła sobie, że musiało się stać coś naprawdę poważnego, gdyż Natsu nigdy nie ignorował swojego małego przyjaciela. Ona wciąż szła za nimi trzymając się za ręce z Katsumim wciąż przyglądając się swojemu nowemu nabytkowi. Zauważyła, że zaczęło się z ciemniać, słońce właśnie zaszło za horyzont. W pobliżu nie było żadnych budynków, właśnie zbliżali się do lasu, dopiero po przejściu przez niego uda im znaleźć jakieś schronienie. Taka wędrówka jednak trwałaby ładnych parę godzin, gdyż las był ogromny i bardzo gęsty.
- Dobrze chłopaki, co wy na to abyśmy przenocowali w lesie? Nie mamy innego wyjścia jak rozpalić ognisko i porozstawiać namioty.
- Złotowłosa ma rację- oznajmił jej nowy chłopak, po czym usiadł na jednym z dni drzew i pociągnął ją za sobą, siadając ją sobie na kolanach. Zapiszczała z zaskoczenia i zaczęła się śmiać. Była szczęśliwa, ale nie umiała wyjaśnić dlaczego. Rozum podpowiadał jej, że to nie jest w porządku, ale ona czuła się zupełnie tak, jakby za dużo wypiła i była nietrzeźwa. Taka dziwnie radosna bez konkretnego powodu.
- To ja pójdę po chrust na opał- powiedział Natsu jakimś dziwnie odległym, wręcz pustym głosem, nie czekał na odpowiedź kogokolwiek z nich, już zniknął między drzewami
Ostatnią rzeczą jaką widziała były jego różowe włosy odznaczające się na ciemnym tle. Natsu- zawołał za nim Happy i zniknął w cieniu lasu.
Katsumi zdjął ją ze swoich kolan i zaczął rozkładać namiot. Już wstawała, żeby mu pomóc, ale kiedy to dostrzegł pokręcił przecząco głową dając jej do zrozumienia, że sobie poradzi. Nie podobała jej się perspektywa nic nie robienia. W dzieciństwie nie pozwalano jej na żadną pracę, nawet ubrać nie mogła się sama, ale kiedy dołączyła do Fairytail wszystko się zmieniło. Uczestniczyła w przygotowaniach posiłków, jak i rozpalaniu ogniska, czy układaniu śpiworów na ziemi. Po chwili wrócił Salamander z drewnem na opał. Rozłożył wszystko nieopodal namiotu postawionego przez drugiego chłopaka.
- Pomóc ci- zapytała z nadzieją, że może jednak na coś się przyda
- Nie ma w czym- odpowiedział nawet na nią nie patrząc i nim się obejrzała ogień już trawił gałęzie. Po paru minutach rozłożył swój namiot i stanął przed nim, aby popodziwiać swoje dzieło. Potem w reszcie spojrzał po twarzach reszty i zapytał trochę od niechcenia.
- To jak się dzielimy? W sensie jak będziemy spać? Lucy, który namiot wybierasz? Popatrzyła na niego
- Mi w sumie to jest obojętne serio- uśmiechnęła się delikatnie, aby chociaż trochę poprawić mu humor, korzystając z okazji, że w końcu na nią spojrzał.
- To proste- odezwał się Katsumi- Lucy i ja bierzemy ten namiot, który rozłożyłem,a ty i kocur ten drugi. Nie patrz tak na mnie, nie mam zamiaru spać ani z jakimś kotem, ani tym bardziej z tobą, na pewno chrapiesz
- A ty niby nie?- do konwersacji włączył się Happy
- Ja? Cóż szczerze to nie wiem, dopiero jutro rano się dowiem, jak Lucy mi powie- odpowiedział i spojrzał na nią
- Słucham? Mowy nie ma!- wybuchł Natsu- zawsze jak wykonywaliśmy jakieś zlecenie to dziewczyny spały osobno, a chłopaki osobno. Co ty odstawiasz?!
- Może i faktycznie jako przyjaciele, tak nocowaliście, ale teraz się to zmieniło, bo Lucy i ja jesteśmy razem- odpowiedział Katsumi z pewnością, a nawet wyższością w głosie- To normalne, że pary śpią razem.
- Nie zgadzam się na to. Ile ona cie zna, żeby już miała z tobą spać..w sensie w jednym namiocie.
- Tak myślisz?
- Tak
-W takim razie może zapytamy Lucy co o tym sądzi? W końcu to jej dotyczy- W tym momencie wszystkie troje oczu spoczęły na niej. Czuła się z tym wyjątkowo niezręcznie, a po za tym nie miała pojęcia co odpowiedzieć, ponieważ obydwoje mieli rację. Wiedziała też, że oni z pewien sposób rywalizowali ze sobą, w czymś na zasadzie „kogo poprze Lucy”, a ona nie miała ochoty brać w tym udziału.
- Wiecie co? – odpowiedziała po chwili- ja może pójdę poszukać jakiejś rzeki, bo właśnie sobie przypomniałam, że skończyła nam się woda.- wiedziała jak słaba jest to wymówka, ale nie miała zamiaru się w to mieszać. Słyszała jak ją wołają, ale nie odwróciła się nawet i szła dalej.
Do małej rzeczki na skraju lasu dotarła po paru minutach. Księżyc na niebie oświetlaj jej drogę bardzo wyraźnie, więc nawet nie potrzebowała zabierać ze sobą latarki. Kucneła nad brzegiem i nachyliła się, napełniła ręcę chłodną wodą i napiła się. Przyjemne orzeźwienie spłynęło po jej gardle dając ukojenie. Sięgnęła po butelki i zaczęła nalewać do nich wody dla reszty, kiedy usłyszała jakiś szelest, obróciła się gwałtownie, sama nie wiedząc czego się spodziewać, zająca, niedrwienia, a może któregoś z tych kretynów, którzy kazali jej między sobą wybierać.
- Lucy- usłyszała i po chwili ujrzała wynurzającą się z cieni postać. Happy podszedł do niej i usiadł obok, nic więcej już nie powiedział, tylko wpatrywał się w migoczącą rzekę.
- Happy?- zapytała niepewnie- czy coś się stało? Po dłuższej chwili odpowiedział|
- Nie…no a przynajmniej nie mi
- Mogę cię o coś zapytać?
- Aye
- Powiedz mi co się dzieje z Natsu? Jest jakiś dziwnie przygnębiony, to do niego niepodobne
- Aye, masz rację, Natsu nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze był zadowolony, nawet jeśli coś nie szło po jego myśli zawsze potrafił znaleźć jakiś pozytyw w każdej sytuacji- westchnął- ale nie tym razem. Widzisz Natsu nie radzi sobie z tą całą sytuacją
- Z jaką sytuacją? Wiem, że nie przepada za Katsumim, ale to jeszcze nie powód, by się tak zachowywać
- Ty nic nie rozumiesz, prawda?
- Czego nie rozumiem? Wytłumacz mi
- Chciałbym, ale…ale nie mogę- spojrzał jej w oczy- myślę, że sama powinnaś porozmawiać z Natsu. Mam do ciebie jedną prośbę Lucy bądź z nim szczera, dobrze? Nawet jeśli to co chcesz mu powiedzieć nie jest tym co on chce usłyszeć. Po prostu go nie okłamuj. Jeśli powiesz mu prawdę to on z czasem jakoś się z tym upora, w końcu nie będzie miał wyjścia. Lucy dobrze wiesz, że Natsu nie miał łatwego życia i przez wiele przeszedł, ale tobie ufa, naprawdę, więc nie rań do dobrze?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale dobrze porozmawiam z nim
- Dziękuje- odpowiedział i wstał z ziemi, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć dodał- wrócę do Natsu, aha wyszło na to, że ty śpisz z Katsumim, grali w papier, kamień, nożyce i Natsu przegrał. Dobranoc Lucy
- Tak dobranoc- nie była pewna czy ją usłyszał, gdyż już poleciał przez las.
Po paru godzinach wszyscy położyli się spać. Tak jak zostało to wcześniej ustalone Natsu wylądował z namiocie z Happym. Normalnie by mu to nie przeszkadzało, ale na samą myśl, że Lucy w tym momencie jest zapewne zaledwie kilka sentymentów od tego gościa sprawiała, że cały się trząsł od środka. Nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok. Nie dość, że był głodny, a nic nie zjadł z powodu braku apetytu to nawet z tego wszystkiego nie zdążył się wykąpać. Wyszedł z namiotu i poszedł nad rzekę. Korzystając z okazji, że reszta śpi wskoczył do chłodnej wody. Chwile popływał, aż wyszedł na brzeg. Wpatrywał się w wodę, zastanawiając się jak to załatwić. Podjął już decyzję, teraz pozostało mu ją jedynie wcielić w życie.
- Natsu- usłyszał cichy znajomy głos- odwrócił głowę w jego kierunku jak zahipnotyzowany, przez chwile zastanawiając się czy przypadkiem nie śni, wtedy jednak dotarł do niego jej zapach, przyjemna woń owoców cytrusowych i miodu. Wziął głęboki oddech, aby nabrać go w płuca jak najwięcej. Wiedział już, że to nie sen, gdyż zapach był zbyt realistyczny. Usiadła obok niego na brzegu. Jak na Lucy była wyjątkowo cicha- pewnie zamierza mi to teraz powiedzieć i zastanawia się jak to zrobić- pomyślał.
- Natsu-wypowiedziała wyjątkowo cicho jego imię- możemy porozmawiać?
- Jasne w końcu prędzej, czy później nas to czeka, nie?
- Powiedz mi..dlaczego się tak zachowujesz? Czy coś się stało?
- Jesteś pewna, że powinnaś ze mną rozmawiać? Twój chłopak może być zły kiedy się o tym dowie- powiedział zaczepnie
- Nie drwij
- Wcale tego nie robię- no dobrze robię- pomyślał, ale nic nie mógł na to poradzić, był naprawde zły na tę całą sytuację, na to, że wszystko właśnie tak się potoczyło.
- Co się z tobą dzieję?- spytała
- Co się ze mną dzieję?- ponowił pytanie- tego już za wiele- pomyślał- to nie ja kleję się do faceta, którego znam zaledwie od paru dni. To nie ja zabrałem go na misję razem z moją drużyną, to nie ja olewam przyjaciół dla nowo odnalezionej miłości!- tym razem podniósł głos. Widząc jednak jej wyraz twarzy wiedział, że przesadził- to nie jej wina- powtarzał sobie- nie mogę być na nią zły, nie zrobiła nic złego- nabrał rześkiego powietrza do płuc i powoli go wypuścił, aby trochę się uspokoić
- Przepraszam, nie powinienem był tego mówić, ale… Lucy zrozum jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Nawet nie wiem, kiedy to się stało, że jesteś dla mnie tak ważna. Zawsze przy mnie byłaś, zawsze mogłem na ciebie liczyć, najwyraźniej zdążyłem już do tego przywyknąć- westchnął- to jednak nie znaczy, że mam zamiar ci wszystko zniszczyć. Chcę żebyś nadal była tą Lucy, którą poznałem- i którą pokochałem- dodał w myślach. Uśmiechniętą, pełną energii i szczęśliwą. Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że końcu znalazłaś miłość, po prostu dla mnie to jest za trudne. Ta sytuacja mnie przerasta, dlatego mam nadzieję, że zrozumiesz….lepiej będzie, jeśli rozwiążemy naszą drużynę
- Co? O czym ty mówisz? Dla kogo lepiej?
- Dla wszystkich. Przemyślałem to co powiedziałaś mi wcześniej i miałaś rację. Po za tym jestem pewny, że z Kasumim stworzycie świetną drużynę- z trudem spojrzał jej w oczy i próbował się uśmiechnąć, ale chyba wyszedł mu tylko jakiś grymas- chcę żebyś była szczęśliwa Lucy, życzę ci tego- zaczął się podnosić, kiedy złapała go za rękę. Zatrzymał się w pół kroku, nie wyrwał jednak ręki uścisku, zamiast tego powrotem obrócił się w jej stronę
- Więc mnie nie zostawiaj!- zobaczył, że płaczę i nagle poczuł się chory. Było zaledwie kilka rzeczy, których Natsu nienawidził, ale za pewne w pierwszej 3 znajdowało się doprowadzenie Lucy do płaczu. Nienawidził każdego kto kiedykolwiek spowodował, że Lucy płakała, a teraz to on był tego powodem
- Lucy, nie płacz proszę…- ale ona nie przestawała
- Dlaczego? Dlaczego już nie chcesz byśmy byli razem w drużynie? Czemu już nie chcesz się ze mną przyjaźnić?
- Dlatego, że to zbyt trudne!
- Co jest trudne?
- Przebywać w twoim towarzystwie kiedy jesteś z nim- wyrzucił z siebie
- Hę?
- Po za tym nie sądzisz,że 4 osób w drużynie to za dużo? Zlecenia lepiej się wykonuje małej grupie
- Nie opowiadaj bzdur! Nie raz wykonywaliśmy zlecenia w piętkę z Erzą i Greyem
- To co innego!
- Niby w jaki sposób! Natsu dlaczego?
- Bo cie kocham!- wyznał, zaraz jednak pożałował swoich słów i pragnął by ich nie usłyszała. Biorąc jednak pod uwagę sposób w jaki na niego patrzyła usłyszała na pewno –teraz już nie ma odwrotu- pomyślał i kucnął naprzeciwko niej
- Natsu czy tu właśnie…
- Posłuchaj, to prawdopodobnie nasza ostatnia szczera rozmowa, więc nie mam zamiaru kłamać i tego samego oczekuję od ciebie. Zobaczył jak ledwo dostrzegalnie kiwnęła głową
- Teraz rozumiesz? Czemu muszę odejść? Próbowałem, ale nie radzę sobie z widokiem ciebie u boku innego faceta, nic na to nie poradzę- uśmiechnął się smutno- przepraszam, wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i nigdy niczego sobie nie obiecywaliśmy, prawdę mówiąc ja do tej pory nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego co czuje, ale kiedy widzę was razem, coś się ze mną dzieję, jedyne czego wtedy chce to was rozdzielić, wiem, że przyjaciel nigdy nie powinien tak czuć, ale taka jest prawda
- Natsu-wyszeptała- była tak blisko, że czuł jej oddech na policzkach. Jej oczy jednak nie wyrażały żadnej odrazy czy niechęci
- Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę…muszę zrobić zanim odejdę-pochylił się nad nią. Dotknął dłonią jej policzka i przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją, to był jego pierwszy pocałunek, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że to takie wspaniałe uczucie. Ku jego zaskoczeniu nie odepchnęła go, nie zaczęła krzyczeć, ani uciekać, zamiast tego odwzajemniła pocałunek wplątując palce z jego włosy. Przytulił ją do siebie mocno, nie chcą już nigdy wypuścić jej z objęć. Tak cudownie było czuć ją w swoich ramionach, taką ciepłą i delikatną. Po długim i namiętnym całowaniu, odsunął się od niej lekko. Wciąż trzymał ją w żelaznym uścisku, lecz teraz ciężko oddychając przycisnął swoje czoło do jej. Dopiero po chwili udało mu się odnaleźć mowę
- Nie martw się, nie powiem o niczym Katsumiemu- jego imię w tym momencie ledwo przeszło mu przez gardło- to ja pocałowałem ciebie, on nie musi o niczym wiedzieć…
- O czym ty mówisz?- spytała patrząc mu prosto w oczy- ja…może nie powinnam tego mówić, ale nie obchodzi mnie co sobie pomyśli….ja Natsu kocham cie-wyznała
Nie mógł uwierzyć własnym uszom, ale wiedział, że nie kłamała. Poczuł tak nagły i wielki przypływ radości, że nie był w tanie tego opisać. Nagle usłyszał jak coś pęka, przez chwil nawet przestraszył się, że za mocno ściska dziewczynę, a jej porcelanowa cera daje mu o tym znać, lecz kiedy spojrzał w dół ujrzał samoistnie roztrzaskujący się szafirowy naszyjnik. Jego kawałki rozsypały się na ziemię, pomiędzy nimi.
- Natsu- dotarło do niej- Natsu- blondynka dopiero po chwili dostrzegła, że to Happy cały czas coś do niego mówi, a raczej próbuję, ponieważ najwyraźniej Zabójca smoków nie miał ochoty rozmawiać z nikim, nie tylko z nią. Z jednej strony na myśl o tym trochę jej ulżyło, ale z drugiej uświadomiła sobie, że musiało się stać coś naprawdę poważnego, gdyż Natsu nigdy nie ignorował swojego małego przyjaciela. Ona wciąż szła za nimi trzymając się za ręce z Katsumim wciąż przyglądając się swojemu nowemu nabytkowi. Zauważyła, że zaczęło się z ciemniać, słońce właśnie zaszło za horyzont. W pobliżu nie było żadnych budynków, właśnie zbliżali się do lasu, dopiero po przejściu przez niego uda im znaleźć jakieś schronienie. Taka wędrówka jednak trwałaby ładnych parę godzin, gdyż las był ogromny i bardzo gęsty.
- Dobrze chłopaki, co wy na to abyśmy przenocowali w lesie? Nie mamy innego wyjścia jak rozpalić ognisko i porozstawiać namioty.
- Złotowłosa ma rację- oznajmił jej nowy chłopak, po czym usiadł na jednym z dni drzew i pociągnął ją za sobą, siadając ją sobie na kolanach. Zapiszczała z zaskoczenia i zaczęła się śmiać. Była szczęśliwa, ale nie umiała wyjaśnić dlaczego. Rozum podpowiadał jej, że to nie jest w porządku, ale ona czuła się zupełnie tak, jakby za dużo wypiła i była nietrzeźwa. Taka dziwnie radosna bez konkretnego powodu.
- To ja pójdę po chrust na opał- powiedział Natsu jakimś dziwnie odległym, wręcz pustym głosem, nie czekał na odpowiedź kogokolwiek z nich, już zniknął między drzewami
Ostatnią rzeczą jaką widziała były jego różowe włosy odznaczające się na ciemnym tle. Natsu- zawołał za nim Happy i zniknął w cieniu lasu.
Katsumi zdjął ją ze swoich kolan i zaczął rozkładać namiot. Już wstawała, żeby mu pomóc, ale kiedy to dostrzegł pokręcił przecząco głową dając jej do zrozumienia, że sobie poradzi. Nie podobała jej się perspektywa nic nie robienia. W dzieciństwie nie pozwalano jej na żadną pracę, nawet ubrać nie mogła się sama, ale kiedy dołączyła do Fairytail wszystko się zmieniło. Uczestniczyła w przygotowaniach posiłków, jak i rozpalaniu ogniska, czy układaniu śpiworów na ziemi. Po chwili wrócił Salamander z drewnem na opał. Rozłożył wszystko nieopodal namiotu postawionego przez drugiego chłopaka.
- Pomóc ci- zapytała z nadzieją, że może jednak na coś się przyda
- Nie ma w czym- odpowiedział nawet na nią nie patrząc i nim się obejrzała ogień już trawił gałęzie. Po paru minutach rozłożył swój namiot i stanął przed nim, aby popodziwiać swoje dzieło. Potem w reszcie spojrzał po twarzach reszty i zapytał trochę od niechcenia.
- To jak się dzielimy? W sensie jak będziemy spać? Lucy, który namiot wybierasz? Popatrzyła na niego
- Mi w sumie to jest obojętne serio- uśmiechnęła się delikatnie, aby chociaż trochę poprawić mu humor, korzystając z okazji, że w końcu na nią spojrzał.
- To proste- odezwał się Katsumi- Lucy i ja bierzemy ten namiot, który rozłożyłem,a ty i kocur ten drugi. Nie patrz tak na mnie, nie mam zamiaru spać ani z jakimś kotem, ani tym bardziej z tobą, na pewno chrapiesz
- A ty niby nie?- do konwersacji włączył się Happy
- Ja? Cóż szczerze to nie wiem, dopiero jutro rano się dowiem, jak Lucy mi powie- odpowiedział i spojrzał na nią
- Słucham? Mowy nie ma!- wybuchł Natsu- zawsze jak wykonywaliśmy jakieś zlecenie to dziewczyny spały osobno, a chłopaki osobno. Co ty odstawiasz?!
- Może i faktycznie jako przyjaciele, tak nocowaliście, ale teraz się to zmieniło, bo Lucy i ja jesteśmy razem- odpowiedział Katsumi z pewnością, a nawet wyższością w głosie- To normalne, że pary śpią razem.
- Nie zgadzam się na to. Ile ona cie zna, żeby już miała z tobą spać..w sensie w jednym namiocie.
- Tak myślisz?
- Tak
-W takim razie może zapytamy Lucy co o tym sądzi? W końcu to jej dotyczy- W tym momencie wszystkie troje oczu spoczęły na niej. Czuła się z tym wyjątkowo niezręcznie, a po za tym nie miała pojęcia co odpowiedzieć, ponieważ obydwoje mieli rację. Wiedziała też, że oni z pewien sposób rywalizowali ze sobą, w czymś na zasadzie „kogo poprze Lucy”, a ona nie miała ochoty brać w tym udziału.
- Wiecie co? – odpowiedziała po chwili- ja może pójdę poszukać jakiejś rzeki, bo właśnie sobie przypomniałam, że skończyła nam się woda.- wiedziała jak słaba jest to wymówka, ale nie miała zamiaru się w to mieszać. Słyszała jak ją wołają, ale nie odwróciła się nawet i szła dalej.
Do małej rzeczki na skraju lasu dotarła po paru minutach. Księżyc na niebie oświetlaj jej drogę bardzo wyraźnie, więc nawet nie potrzebowała zabierać ze sobą latarki. Kucneła nad brzegiem i nachyliła się, napełniła ręcę chłodną wodą i napiła się. Przyjemne orzeźwienie spłynęło po jej gardle dając ukojenie. Sięgnęła po butelki i zaczęła nalewać do nich wody dla reszty, kiedy usłyszała jakiś szelest, obróciła się gwałtownie, sama nie wiedząc czego się spodziewać, zająca, niedrwienia, a może któregoś z tych kretynów, którzy kazali jej między sobą wybierać.
- Lucy- usłyszała i po chwili ujrzała wynurzającą się z cieni postać. Happy podszedł do niej i usiadł obok, nic więcej już nie powiedział, tylko wpatrywał się w migoczącą rzekę.
- Happy?- zapytała niepewnie- czy coś się stało? Po dłuższej chwili odpowiedział|
- Nie…no a przynajmniej nie mi
- Mogę cię o coś zapytać?
- Aye
- Powiedz mi co się dzieje z Natsu? Jest jakiś dziwnie przygnębiony, to do niego niepodobne
- Aye, masz rację, Natsu nigdy się tak nie zachowywał. Zawsze był zadowolony, nawet jeśli coś nie szło po jego myśli zawsze potrafił znaleźć jakiś pozytyw w każdej sytuacji- westchnął- ale nie tym razem. Widzisz Natsu nie radzi sobie z tą całą sytuacją
- Z jaką sytuacją? Wiem, że nie przepada za Katsumim, ale to jeszcze nie powód, by się tak zachowywać
- Ty nic nie rozumiesz, prawda?
- Czego nie rozumiem? Wytłumacz mi
- Chciałbym, ale…ale nie mogę- spojrzał jej w oczy- myślę, że sama powinnaś porozmawiać z Natsu. Mam do ciebie jedną prośbę Lucy bądź z nim szczera, dobrze? Nawet jeśli to co chcesz mu powiedzieć nie jest tym co on chce usłyszeć. Po prostu go nie okłamuj. Jeśli powiesz mu prawdę to on z czasem jakoś się z tym upora, w końcu nie będzie miał wyjścia. Lucy dobrze wiesz, że Natsu nie miał łatwego życia i przez wiele przeszedł, ale tobie ufa, naprawdę, więc nie rań do dobrze?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz, ale dobrze porozmawiam z nim
- Dziękuje- odpowiedział i wstał z ziemi, nim zdążyła cokolwiek powiedzieć dodał- wrócę do Natsu, aha wyszło na to, że ty śpisz z Katsumim, grali w papier, kamień, nożyce i Natsu przegrał. Dobranoc Lucy
- Tak dobranoc- nie była pewna czy ją usłyszał, gdyż już poleciał przez las.
Po paru godzinach wszyscy położyli się spać. Tak jak zostało to wcześniej ustalone Natsu wylądował z namiocie z Happym. Normalnie by mu to nie przeszkadzało, ale na samą myśl, że Lucy w tym momencie jest zapewne zaledwie kilka sentymentów od tego gościa sprawiała, że cały się trząsł od środka. Nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok. Nie dość, że był głodny, a nic nie zjadł z powodu braku apetytu to nawet z tego wszystkiego nie zdążył się wykąpać. Wyszedł z namiotu i poszedł nad rzekę. Korzystając z okazji, że reszta śpi wskoczył do chłodnej wody. Chwile popływał, aż wyszedł na brzeg. Wpatrywał się w wodę, zastanawiając się jak to załatwić. Podjął już decyzję, teraz pozostało mu ją jedynie wcielić w życie.
- Natsu- usłyszał cichy znajomy głos- odwrócił głowę w jego kierunku jak zahipnotyzowany, przez chwile zastanawiając się czy przypadkiem nie śni, wtedy jednak dotarł do niego jej zapach, przyjemna woń owoców cytrusowych i miodu. Wziął głęboki oddech, aby nabrać go w płuca jak najwięcej. Wiedział już, że to nie sen, gdyż zapach był zbyt realistyczny. Usiadła obok niego na brzegu. Jak na Lucy była wyjątkowo cicha- pewnie zamierza mi to teraz powiedzieć i zastanawia się jak to zrobić- pomyślał.
- Natsu-wypowiedziała wyjątkowo cicho jego imię- możemy porozmawiać?
- Jasne w końcu prędzej, czy później nas to czeka, nie?
- Powiedz mi..dlaczego się tak zachowujesz? Czy coś się stało?
- Jesteś pewna, że powinnaś ze mną rozmawiać? Twój chłopak może być zły kiedy się o tym dowie- powiedział zaczepnie
- Nie drwij
- Wcale tego nie robię- no dobrze robię- pomyślał, ale nic nie mógł na to poradzić, był naprawde zły na tę całą sytuację, na to, że wszystko właśnie tak się potoczyło.
- Co się z tobą dzieję?- spytała
- Co się ze mną dzieję?- ponowił pytanie- tego już za wiele- pomyślał- to nie ja kleję się do faceta, którego znam zaledwie od paru dni. To nie ja zabrałem go na misję razem z moją drużyną, to nie ja olewam przyjaciół dla nowo odnalezionej miłości!- tym razem podniósł głos. Widząc jednak jej wyraz twarzy wiedział, że przesadził- to nie jej wina- powtarzał sobie- nie mogę być na nią zły, nie zrobiła nic złego- nabrał rześkiego powietrza do płuc i powoli go wypuścił, aby trochę się uspokoić
- Przepraszam, nie powinienem był tego mówić, ale… Lucy zrozum jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Nawet nie wiem, kiedy to się stało, że jesteś dla mnie tak ważna. Zawsze przy mnie byłaś, zawsze mogłem na ciebie liczyć, najwyraźniej zdążyłem już do tego przywyknąć- westchnął- to jednak nie znaczy, że mam zamiar ci wszystko zniszczyć. Chcę żebyś nadal była tą Lucy, którą poznałem- i którą pokochałem- dodał w myślach. Uśmiechniętą, pełną energii i szczęśliwą. Nie zrozum mnie źle, cieszę się, że końcu znalazłaś miłość, po prostu dla mnie to jest za trudne. Ta sytuacja mnie przerasta, dlatego mam nadzieję, że zrozumiesz….lepiej będzie, jeśli rozwiążemy naszą drużynę
- Co? O czym ty mówisz? Dla kogo lepiej?
- Dla wszystkich. Przemyślałem to co powiedziałaś mi wcześniej i miałaś rację. Po za tym jestem pewny, że z Kasumim stworzycie świetną drużynę- z trudem spojrzał jej w oczy i próbował się uśmiechnąć, ale chyba wyszedł mu tylko jakiś grymas- chcę żebyś była szczęśliwa Lucy, życzę ci tego- zaczął się podnosić, kiedy złapała go za rękę. Zatrzymał się w pół kroku, nie wyrwał jednak ręki uścisku, zamiast tego powrotem obrócił się w jej stronę
- Więc mnie nie zostawiaj!- zobaczył, że płaczę i nagle poczuł się chory. Było zaledwie kilka rzeczy, których Natsu nienawidził, ale za pewne w pierwszej 3 znajdowało się doprowadzenie Lucy do płaczu. Nienawidził każdego kto kiedykolwiek spowodował, że Lucy płakała, a teraz to on był tego powodem
- Lucy, nie płacz proszę…- ale ona nie przestawała
- Dlaczego? Dlaczego już nie chcesz byśmy byli razem w drużynie? Czemu już nie chcesz się ze mną przyjaźnić?
- Dlatego, że to zbyt trudne!
- Co jest trudne?
- Przebywać w twoim towarzystwie kiedy jesteś z nim- wyrzucił z siebie
- Hę?
- Po za tym nie sądzisz,że 4 osób w drużynie to za dużo? Zlecenia lepiej się wykonuje małej grupie
- Nie opowiadaj bzdur! Nie raz wykonywaliśmy zlecenia w piętkę z Erzą i Greyem
- To co innego!
- Niby w jaki sposób! Natsu dlaczego?
- Bo cie kocham!- wyznał, zaraz jednak pożałował swoich słów i pragnął by ich nie usłyszała. Biorąc jednak pod uwagę sposób w jaki na niego patrzyła usłyszała na pewno –teraz już nie ma odwrotu- pomyślał i kucnął naprzeciwko niej
- Natsu czy tu właśnie…
- Posłuchaj, to prawdopodobnie nasza ostatnia szczera rozmowa, więc nie mam zamiaru kłamać i tego samego oczekuję od ciebie. Zobaczył jak ledwo dostrzegalnie kiwnęła głową
- Teraz rozumiesz? Czemu muszę odejść? Próbowałem, ale nie radzę sobie z widokiem ciebie u boku innego faceta, nic na to nie poradzę- uśmiechnął się smutno- przepraszam, wiem, że jesteśmy przyjaciółmi i nigdy niczego sobie nie obiecywaliśmy, prawdę mówiąc ja do tej pory nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego co czuje, ale kiedy widzę was razem, coś się ze mną dzieję, jedyne czego wtedy chce to was rozdzielić, wiem, że przyjaciel nigdy nie powinien tak czuć, ale taka jest prawda
- Natsu-wyszeptała- była tak blisko, że czuł jej oddech na policzkach. Jej oczy jednak nie wyrażały żadnej odrazy czy niechęci
- Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę…muszę zrobić zanim odejdę-pochylił się nad nią. Dotknął dłonią jej policzka i przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją, to był jego pierwszy pocałunek, ale nigdy nie wyobrażał sobie, że to takie wspaniałe uczucie. Ku jego zaskoczeniu nie odepchnęła go, nie zaczęła krzyczeć, ani uciekać, zamiast tego odwzajemniła pocałunek wplątując palce z jego włosy. Przytulił ją do siebie mocno, nie chcą już nigdy wypuścić jej z objęć. Tak cudownie było czuć ją w swoich ramionach, taką ciepłą i delikatną. Po długim i namiętnym całowaniu, odsunął się od niej lekko. Wciąż trzymał ją w żelaznym uścisku, lecz teraz ciężko oddychając przycisnął swoje czoło do jej. Dopiero po chwili udało mu się odnaleźć mowę
- Nie martw się, nie powiem o niczym Katsumiemu- jego imię w tym momencie ledwo przeszło mu przez gardło- to ja pocałowałem ciebie, on nie musi o niczym wiedzieć…
- O czym ty mówisz?- spytała patrząc mu prosto w oczy- ja…może nie powinnam tego mówić, ale nie obchodzi mnie co sobie pomyśli….ja Natsu kocham cie-wyznała
Nie mógł uwierzyć własnym uszom, ale wiedział, że nie kłamała. Poczuł tak nagły i wielki przypływ radości, że nie był w tanie tego opisać. Nagle usłyszał jak coś pęka, przez chwil nawet przestraszył się, że za mocno ściska dziewczynę, a jej porcelanowa cera daje mu o tym znać, lecz kiedy spojrzał w dół ujrzał samoistnie roztrzaskujący się szafirowy naszyjnik. Jego kawałki rozsypały się na ziemię, pomiędzy nimi.
środa, 20 stycznia 2016
08-Teraz już wiem,że cie kocham (Nalu) (11/13)
Paring: Nalu
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Heartfilia pozwoliła się pociągnąć Katsumi na najwyższe piętro. Prowadziły na nie długie schody ze starą balustradą. Obejrzała się przez ramię i zobaczyła, że Natsu podąża tuż za nimi. Dodało jej to otuchy. Chłopak wyczuwając na sobie jej spojrzenie odwzajemnił go, przez chwile nie tracili kontaktu wzrokowego, a ona dostrzegła lekki uśmiech, który przyjaciel jej posłał, aby ją pocieszyć. Zarumieniła się i odwróciła wzrok, gdyż momentalnie przypomniała sobie to jak ją wcześniej pocieszał. Jego silne ramiona owinięte wokół jej ciała, które drżało z powodu szlochu. Jego ciepło wylewające się z niego, które wręcz nią owładnęło. Nigdy nie czuła się tak dobrze w niczyich ramionach. Musiała przyznać, że miała żal do Katsumi za to, że odebrał jej tę chwilę przyjemności i odprężenia. Podejrzewała, że zrobił to z powodu zazdrości i nie mogła go za to winić, gdyż miał ku temu powody. Lucy naprawdę bardzo lubiła Katsumi, był miły, uprzejmy, miał poczucie humoru i na dodatek był mega przystojny. Zanim jeszcze poznała Natsu to często czytała „ Tygodnik Czarodzieja” i oglądała w nim nie tylko zdjęcia modelek, ale także i modeli. A Katsumi właśnie wyglądał na takiego, który nadawałby się na pierwszą stronę tego typu gazet. Kiedyś marzyła właśnie o takim chłopaku, ale teraz sytuacja się zmieniła. Ne potrafiła wyrzucić z serca Natsu, pomimo wielu prób i starań. Zapomnieć tego jak wiele razy ją ocalił, czasem nawet rezygnując z ważnych dla niego rzeczy, jak „igrzyska magiczne” na których zamiast dać wycisk przeciwnikom wolał pójść do zamku i ją uratować. Ale to była tylko jedna z takich sytuacji, jedna z wielu. Być może gdyby na jakiś czas odeszła z Fairytail, wyjechała gdzieś to może w końcu udałoby się jej zapomnieć o Salamandrze. Lecz nie w tej sytuacji w której teraz oboje się znajdują. Nie kiedy ciągle jest blisko, tak jak teraz niemal deptając jej po piętach. Cały czas czuła na sobie jego wzrok, ale nie miała odwagi na to, aby przekonać się czy to nie tylko przywidzenia.
Już na szczycie schodów zobaczyła masę biżuterii i innych drogocennych rzeczy, przeróżnych, od wysadzanych kamieniami drogocennych naszyjników, poprze pierścienie i sygnety, do różnego rodzaju bransoletek i kolczyków. Przeszli przez całą długość pomieszczenia i zatrzymali się przed najpiękniejszym z naszyjników, które znajdowały się w tym budynku. Opis Katsumi nawet w połowie nie okazywał wyglądu tego, co miała w tym momencie przed oczami. Naszyjnik składał się ze złotego łańcuszka, cienkiego wykonanego z małych ogniw, a zawieszka, która wisiała na nim była niewyobrażalnie piękna. Szmaragd w kształcie serca, kolorem przypominał głębię oceanu, a światło odbijające się od niego, przecinały jego powierzchnię niczym promienie słońca przecinają powierzchnię wody. Cyrkonie, które ostały umieszczone na około dodawały mu jeszcze więcej blasku, przez co błyszczał się zupełnie jak fale morza w zetknięciu ze słońcem. W porównaniu do reszty biżuterii wydawał się skromny, nie był tak jak pozostała reszta obładowany wszystkim czym się tylko dało.
- Rozumiem,że ci się podoba- Katsumi uśmiechnął się po czym wyjął wisiorek z wystawy i nim się obejrzała, miała go już zapiętego na szyi.
- Tak piękna rzecz, może być noszona tylko przez piękną właścicielkę. Uczynisz mi ten zaszczyt i będziesz go nosić?- Lucy automatycznie pokiwała głową, wciąż zafascynowana, tym, że chłopak postanowił właśnie jej go podarować. Nagle poczuła przypływ tak wielkiej radości, że rzuciła mu się na szyję o pocałowała go w formie podziękowania. Kiedy już się od niego odsunęła dostrzegła wyraz twarzy przyjaciela i poczuła nagłe uczucie winy, nie wiedziała jednak dlaczego się tak czuje i czemu ma przeczucie, że coś jest nie tak.
Smoczy zabójca przyglądał się rozgrywającej się przed nim scenie z mieszaniną różnych uczuć: gniewu, rozczarowania, żalu, szoku i tego jednego, którego od dłuższego czasu nie był w stanie się pozbyć- zazdrości. Dopiero teraz kiedy stał tak blisko nich i patrzył na to jak się całują, a raczej, jak ona całuje jego, zrozumiał swoje uczucia całkowicie. Nie chodziło wcale o to, że się o nią martwił, nie było to spowodowane troską. To nie dlatego nie mógł znieść tego widoku i upuścił wzrok na swoje zaciśnięte pięści, które jak nigdy dotąd miały ochotę komuś przywalić. Jedyne czego w tym momencie pragnął do wyrwać ją z jego żelaznego uścisku i powiedzieć jej o swoich uczuciach. Chciał tego tak bardzo, ale wiedział, że nie mógł tego zrobić, widział jak bardzo szczęśliwa była i nie był w stanie jej tego odebrać, nawet jeśli sam miał cierpieć z tego powodu. Powinien wcześniej z nią porozmawiać. Zdać sobie sprawę z tego, że ją kocha i do to od tak dawna.Teraz było już na to za późno. Próbował sobie przypomnieć moment w którym zaczął traktować ją jako kogoś więcej niż przyjaciółkę. Musiało to być już dawni, gdyż nie potrafił sobie przypomnieć dokładnego momentu. Postanowił jednak wysilić się bardziej, aby odszukać ten fragment w swoich wspomnieniach.Pamiętał doskonale dzień ich pierwszego spotkania. To jak potem Lucy postawiła jemu i Happiemu obiad i z jakim ożywieniem opowiadała im wtedy o Fairytail nie zdając sobie sprawy z kim miała do czynienia. Przez to, że to on przyprowadził ją do gildii do czuł się za nią odpowiedzialny. Ratował ją z niejednej opresji, pomagał jej, wspierał w ciążkich chwilach i spędzał z nią mnóstwo czasu. Zanim poznał Lucy to pomimo należenia do gildii czuł się trochę samotny, ponieważ wszyscy jego przyjaciele mieli swoje drużyny. On co prawda zawsze wszystkie zlecenia wykonywał z Happim i nie to, że tego nie lubił, ale mimo wszystko chciał mieć kogoś jeszcze, kogoś bliskiego, kto będzie potrafił go zrozumieć, kto zawsze będzie po jego stronie i na kogo zawsze mógłby liczyć. I wtedy pojawiła się ona. Natsu już od początku wiedział, że będą się świetnie ze sobą dogadywać i nie pomylił się. Nad dołączeniem jej do ich drużyny nie myślał prawie wcale, to było dla niego po prostu oczywiste. Był także pewnien tego, że gdyby nie Lucy, która całkiem nieźne zaczęła się dogadywać z Erzą od samego początku to nigdy nie powstałaby ich drużyna, a on nigdy nie zbliżyłby się tak z zarówno Greyem jak i Tytanią. Tak wiele jej zawdzięczał. Sam fakt, że kiedy było mu ciężko nie szedł do Fairytail do swoich przyjaciół, tylko do niej, do jego przyjaciółki? Nie. Do jego bratniej duszy.Która nawet, gdy się na niego wściekała za włamanie do mieszkania to nigdy go nie wyrzuciła, kiedy miał naprawdę kiepski humor, nigdy go nie zostawiła. Nie zastanawiał się przedtem nad kim kim dla niego była. Już wtedy wiedział, że to nie była zwykła przyjaźń, lecz nie był w stanie inaczej tego nazwać, nie miał do czego tego porównać. Bo kiedy próbował porównać jego znajomość z Lisanną do tej z Lucy do dostrzegał same różnice, gdyż blondynka nigdy nie nakazałam zostania jej mężem w przyszłości, ani w ogóle nie robiła aluzji co do tego, aby został jej chłopakiem. Nie dręczyła go także wyznaniami miłosnymi, jak Juvia Greya, ale też nie wzdychała do niego i nie zapominała przy nim języka w gębie jak Erza przy Jellalu. To była po prostu Lucy, zawsze uśmiechnięta, pogodna, pełna optymizmu, nie mająca żadnych problemów z komunikowaniem się z nim. Jednak w momencie w którym poznali Lucy z przyszłości wszystko się zmieniło. Całe jego dotychczasowe myślenie na temat Heartfilii. Nie dość, że była na tyle odważna by cofnąć się w przeszłość, aby uratować przyjaciół, to jeszcze e wszystkich sił starała się im pomóc w przyszłości. Wtedy Natsu po raz pierwszy ujrzał inną stronę Lucy. Kruchą, załamaną dziewczynę ciągle opłakującą swoich przyjaciół, dla której ich życie było najważniejsze. Kiedy została zaatakowana przez Rogue i umierała w ramionach teraźniejszej Lucy, chłopak był całkowicie rozbity. Kiedy uświadomił sobie, że mógłby ją stracić, wszelkie bariery w nim pękły i nawet pociekły mu łzy. Łzy furii i żalu. Pomimo tego iż wiedział, że jego prawdziwej przyjaciółce nic nie jest nie mógł przestać myśleć o tym, że leżąca nieruchomo przed nim dziewczyna to Lucy, że pozwolił Roguowi zabić nikogo innego tylko jego Lucy. To wtedy chyba uświadomił sobie tak naprawdę jak wiele ona dla niego znaczy przypomniał sobie. Od tamtej pory nie patrzył już na nią jak na przyjaciółkę, która na zawsze z nim będzie,ale jak na dziewczynę, którą może stracić w każdej chwili i dlatego musi za wszelką cenę ją chronić. Bardzo ciężko trenował, aby móc chronić swoich przyjaciół z gildii, ale przede wszystkim, aby mógł ochronić ją, najważniejszą osobę w jego życiu.
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy, na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Heartfilia pozwoliła się pociągnąć Katsumi na najwyższe piętro. Prowadziły na nie długie schody ze starą balustradą. Obejrzała się przez ramię i zobaczyła, że Natsu podąża tuż za nimi. Dodało jej to otuchy. Chłopak wyczuwając na sobie jej spojrzenie odwzajemnił go, przez chwile nie tracili kontaktu wzrokowego, a ona dostrzegła lekki uśmiech, który przyjaciel jej posłał, aby ją pocieszyć. Zarumieniła się i odwróciła wzrok, gdyż momentalnie przypomniała sobie to jak ją wcześniej pocieszał. Jego silne ramiona owinięte wokół jej ciała, które drżało z powodu szlochu. Jego ciepło wylewające się z niego, które wręcz nią owładnęło. Nigdy nie czuła się tak dobrze w niczyich ramionach. Musiała przyznać, że miała żal do Katsumi za to, że odebrał jej tę chwilę przyjemności i odprężenia. Podejrzewała, że zrobił to z powodu zazdrości i nie mogła go za to winić, gdyż miał ku temu powody. Lucy naprawdę bardzo lubiła Katsumi, był miły, uprzejmy, miał poczucie humoru i na dodatek był mega przystojny. Zanim jeszcze poznała Natsu to często czytała „ Tygodnik Czarodzieja” i oglądała w nim nie tylko zdjęcia modelek, ale także i modeli. A Katsumi właśnie wyglądał na takiego, który nadawałby się na pierwszą stronę tego typu gazet. Kiedyś marzyła właśnie o takim chłopaku, ale teraz sytuacja się zmieniła. Ne potrafiła wyrzucić z serca Natsu, pomimo wielu prób i starań. Zapomnieć tego jak wiele razy ją ocalił, czasem nawet rezygnując z ważnych dla niego rzeczy, jak „igrzyska magiczne” na których zamiast dać wycisk przeciwnikom wolał pójść do zamku i ją uratować. Ale to była tylko jedna z takich sytuacji, jedna z wielu. Być może gdyby na jakiś czas odeszła z Fairytail, wyjechała gdzieś to może w końcu udałoby się jej zapomnieć o Salamandrze. Lecz nie w tej sytuacji w której teraz oboje się znajdują. Nie kiedy ciągle jest blisko, tak jak teraz niemal deptając jej po piętach. Cały czas czuła na sobie jego wzrok, ale nie miała odwagi na to, aby przekonać się czy to nie tylko przywidzenia.
Już na szczycie schodów zobaczyła masę biżuterii i innych drogocennych rzeczy, przeróżnych, od wysadzanych kamieniami drogocennych naszyjników, poprze pierścienie i sygnety, do różnego rodzaju bransoletek i kolczyków. Przeszli przez całą długość pomieszczenia i zatrzymali się przed najpiękniejszym z naszyjników, które znajdowały się w tym budynku. Opis Katsumi nawet w połowie nie okazywał wyglądu tego, co miała w tym momencie przed oczami. Naszyjnik składał się ze złotego łańcuszka, cienkiego wykonanego z małych ogniw, a zawieszka, która wisiała na nim była niewyobrażalnie piękna. Szmaragd w kształcie serca, kolorem przypominał głębię oceanu, a światło odbijające się od niego, przecinały jego powierzchnię niczym promienie słońca przecinają powierzchnię wody. Cyrkonie, które ostały umieszczone na około dodawały mu jeszcze więcej blasku, przez co błyszczał się zupełnie jak fale morza w zetknięciu ze słońcem. W porównaniu do reszty biżuterii wydawał się skromny, nie był tak jak pozostała reszta obładowany wszystkim czym się tylko dało.
- Rozumiem,że ci się podoba- Katsumi uśmiechnął się po czym wyjął wisiorek z wystawy i nim się obejrzała, miała go już zapiętego na szyi.
- Tak piękna rzecz, może być noszona tylko przez piękną właścicielkę. Uczynisz mi ten zaszczyt i będziesz go nosić?- Lucy automatycznie pokiwała głową, wciąż zafascynowana, tym, że chłopak postanowił właśnie jej go podarować. Nagle poczuła przypływ tak wielkiej radości, że rzuciła mu się na szyję o pocałowała go w formie podziękowania. Kiedy już się od niego odsunęła dostrzegła wyraz twarzy przyjaciela i poczuła nagłe uczucie winy, nie wiedziała jednak dlaczego się tak czuje i czemu ma przeczucie, że coś jest nie tak.
Smoczy zabójca przyglądał się rozgrywającej się przed nim scenie z mieszaniną różnych uczuć: gniewu, rozczarowania, żalu, szoku i tego jednego, którego od dłuższego czasu nie był w stanie się pozbyć- zazdrości. Dopiero teraz kiedy stał tak blisko nich i patrzył na to jak się całują, a raczej, jak ona całuje jego, zrozumiał swoje uczucia całkowicie. Nie chodziło wcale o to, że się o nią martwił, nie było to spowodowane troską. To nie dlatego nie mógł znieść tego widoku i upuścił wzrok na swoje zaciśnięte pięści, które jak nigdy dotąd miały ochotę komuś przywalić. Jedyne czego w tym momencie pragnął do wyrwać ją z jego żelaznego uścisku i powiedzieć jej o swoich uczuciach. Chciał tego tak bardzo, ale wiedział, że nie mógł tego zrobić, widział jak bardzo szczęśliwa była i nie był w stanie jej tego odebrać, nawet jeśli sam miał cierpieć z tego powodu. Powinien wcześniej z nią porozmawiać. Zdać sobie sprawę z tego, że ją kocha i do to od tak dawna.Teraz było już na to za późno. Próbował sobie przypomnieć moment w którym zaczął traktować ją jako kogoś więcej niż przyjaciółkę. Musiało to być już dawni, gdyż nie potrafił sobie przypomnieć dokładnego momentu. Postanowił jednak wysilić się bardziej, aby odszukać ten fragment w swoich wspomnieniach.Pamiętał doskonale dzień ich pierwszego spotkania. To jak potem Lucy postawiła jemu i Happiemu obiad i z jakim ożywieniem opowiadała im wtedy o Fairytail nie zdając sobie sprawy z kim miała do czynienia. Przez to, że to on przyprowadził ją do gildii do czuł się za nią odpowiedzialny. Ratował ją z niejednej opresji, pomagał jej, wspierał w ciążkich chwilach i spędzał z nią mnóstwo czasu. Zanim poznał Lucy to pomimo należenia do gildii czuł się trochę samotny, ponieważ wszyscy jego przyjaciele mieli swoje drużyny. On co prawda zawsze wszystkie zlecenia wykonywał z Happim i nie to, że tego nie lubił, ale mimo wszystko chciał mieć kogoś jeszcze, kogoś bliskiego, kto będzie potrafił go zrozumieć, kto zawsze będzie po jego stronie i na kogo zawsze mógłby liczyć. I wtedy pojawiła się ona. Natsu już od początku wiedział, że będą się świetnie ze sobą dogadywać i nie pomylił się. Nad dołączeniem jej do ich drużyny nie myślał prawie wcale, to było dla niego po prostu oczywiste. Był także pewnien tego, że gdyby nie Lucy, która całkiem nieźne zaczęła się dogadywać z Erzą od samego początku to nigdy nie powstałaby ich drużyna, a on nigdy nie zbliżyłby się tak z zarówno Greyem jak i Tytanią. Tak wiele jej zawdzięczał. Sam fakt, że kiedy było mu ciężko nie szedł do Fairytail do swoich przyjaciół, tylko do niej, do jego przyjaciółki? Nie. Do jego bratniej duszy.Która nawet, gdy się na niego wściekała za włamanie do mieszkania to nigdy go nie wyrzuciła, kiedy miał naprawdę kiepski humor, nigdy go nie zostawiła. Nie zastanawiał się przedtem nad kim kim dla niego była. Już wtedy wiedział, że to nie była zwykła przyjaźń, lecz nie był w stanie inaczej tego nazwać, nie miał do czego tego porównać. Bo kiedy próbował porównać jego znajomość z Lisanną do tej z Lucy do dostrzegał same różnice, gdyż blondynka nigdy nie nakazałam zostania jej mężem w przyszłości, ani w ogóle nie robiła aluzji co do tego, aby został jej chłopakiem. Nie dręczyła go także wyznaniami miłosnymi, jak Juvia Greya, ale też nie wzdychała do niego i nie zapominała przy nim języka w gębie jak Erza przy Jellalu. To była po prostu Lucy, zawsze uśmiechnięta, pogodna, pełna optymizmu, nie mająca żadnych problemów z komunikowaniem się z nim. Jednak w momencie w którym poznali Lucy z przyszłości wszystko się zmieniło. Całe jego dotychczasowe myślenie na temat Heartfilii. Nie dość, że była na tyle odważna by cofnąć się w przeszłość, aby uratować przyjaciół, to jeszcze e wszystkich sił starała się im pomóc w przyszłości. Wtedy Natsu po raz pierwszy ujrzał inną stronę Lucy. Kruchą, załamaną dziewczynę ciągle opłakującą swoich przyjaciół, dla której ich życie było najważniejsze. Kiedy została zaatakowana przez Rogue i umierała w ramionach teraźniejszej Lucy, chłopak był całkowicie rozbity. Kiedy uświadomił sobie, że mógłby ją stracić, wszelkie bariery w nim pękły i nawet pociekły mu łzy. Łzy furii i żalu. Pomimo tego iż wiedział, że jego prawdziwej przyjaciółce nic nie jest nie mógł przestać myśleć o tym, że leżąca nieruchomo przed nim dziewczyna to Lucy, że pozwolił Roguowi zabić nikogo innego tylko jego Lucy. To wtedy chyba uświadomił sobie tak naprawdę jak wiele ona dla niego znaczy przypomniał sobie. Od tamtej pory nie patrzył już na nią jak na przyjaciółkę, która na zawsze z nim będzie,ale jak na dziewczynę, którą może stracić w każdej chwili i dlatego musi za wszelką cenę ją chronić. Bardzo ciężko trenował, aby móc chronić swoich przyjaciół z gildii, ale przede wszystkim, aby mógł ochronić ją, najważniejszą osobę w jego życiu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)