Paring: Nalu
A/M:Fairy Tail
Dozwolone: 16 lat
Uwagi: To opowiadanie jest w pełni wymyślene prze ze mnie,ale czy nie
sądzicie,że dobrze by było dla Nalu,aby w FT pojawił się rywal Natsu o względy
Lucy? Wtedy przynajmniej moglibyśmy się dowiedzieć,czy różowo włosy czuje coś
do blondynki, czy też traktuje ją tylko jak siostrę. Nie wiem, jak Wam,ale mi
bardzo podoba się nowe op FT. Zabójca smoków jest ukazany, jako poważniejszy,
na dodatek myśli o Heartfilii. Może nasz ulubieniec w końcu trochę dojrzeje do
związku? Haha nadzieję,można mieć, nie ;). Nie mam jeszcze pewności ile będzie
zawierać rozdziałów to opowiadanie, wszystko wyjdzie w praniu ;).
Wieczorem Lucy wracała do domu wolniej niż zazwyczaj, chciała mieć czas
na to,aby wszystko sobie na spokojnie przemyśleć. Wiedziała,że w domu nie da
rady się na tym skupić, dlatego też postanowiła wyjść dzisiaj z gildii wcześniej,aby
się przewietrzyć. Kiedy wyszła na chłodne wieczorne powietrze to poczuła ulgę.
W gildii zawsze panowała wysoka temperatura z powodu liczby osób spędzającej
tam czas. Oddychała powoli, równomiernie i głęboko,żeby jak najlepiej się
dotlenić. Teraz niedawna kłótnia z przyjaciółmi wydawała jej się tak odległa
jakby miała miejsce rok temu,a nie zaledwie parę godzin. Spędziła wspaniały
dzień z Natsu i Happym, jak zawsze wygłupiali się i żartowali. Udało im się
także wybrać zlecenie do wykonania na jutro. Natsu zachowywał się jak gdyby
nigdy nic, naprawdę uwielbiała go za to, a nawet kochała. Bała się tego,że
będzie dziwnie i sztywno, bo tak wydawało się być na początku. Po jej
przeprosinach usiadła obok nich i przez chwile nie rozmawiali. Po pary minutach
jednak Happy opowiedział jej anegdotę o Natsu, który próbował w czasie swojego
treningu użyć ognia pod wodą i tak jak bardzo był zdeterminowany by to zrobić,
oczywiście nie udało mi się to, a Happy dogryzał mu z tego powodu. Na co Natsu
zapytał Happiego czy ten potrafi latać pod wodą. Kot odpowiedział,że w wodzie
się pływa,a nie lata i że to nie jest to samo. Kiedy Lucy słuchając ich
przekomarzania zaczęła się śmiać, chłopak rozluźnił się i zaczął jej dogryzać
jak to miał w zwyczaju. Powiedział,że ona nie musiałaby nawet próbować pływać,
bo jej tłuszcz unosiłby ją na powierzchni wody. Pomimo tego,że nie znosiła gdy
to robił to tym razem postanowiła mu na to pozwolić, w końcu sobie na to
zasłużyła. Wytrzymała 5 obelg, po powiedzeniu 6 Natsu dostał po głowie, po czym
skomentował,że wszystko wróciło do normy z pretensją w głosie, mimo to ona
wiedziała,że żartował.
Szła właśnie po murku prowadzącym do jej mieszkania, jak to miała w zwyczaju,
kiedy usłyszała głos
- Uważaj bo spadniesz
Zawsze to słyszała, więc nie była zaskoczona, przywykła do tego. Chwile zajęło
jej uświadomienie sobie,że tym razem nie powiedział tego jeden z sympatycznych
panów płynących łódką po rzece. Odwróciła się gwałtownie i prawie wpadła do
wody,kiedy poczuła,że ktoś złapał ją za rękę i w talii, w ten sposób nie
dopuszczając do upadku. Spojrzała w górę i dostrzegła te same znajome ciemno
brązowe oczy, które w świetle księżyca wydawały się jej czarne niczym niebo nad
nimi. Odbijały się w nich światło księżyca, co sprawiło,że wyglądał na jeszcze
bardziej tajemniczego. Ich twarze były tak blisko siebie iż wystarczyłoby żeby
podniosła lekko głowę,a mogłaby go pocałować. Nie zrobiła tego jednak, była
zbyt sparaliżowana niedoszłym wypadkiem, a od jego dotyku uginały jej się
kolana, tak,że była pewna, że gdyby teraz ją puścił to z pewnością wpadła by
prosto do rzeki.
- Nic ci nie jest?-zapytał po czym cofnął się o krok ciągnąc ją ze sobą,tak,że
była teraz oparta o jego klatkę piersiową. Cofnęła się szybko omal nie
wywracając, poprawiła włosy w roztargnieniu, po czym popatrzyła na niego. Była
pewna tego,że oblała się rumieńcem i była wdzięczna za tą porę dnia, oraz
fakt,że stała tyłem do księżyca,więc była w cieniu. Lekki wiatr rozwiewał jego
włosy przez co zrobiły się jeszcze bardziej nastroszone, przez co wydawało
się,że ma ich jeszcze więcej. Były lśniące w świetle książyca, a ona zapragnęła
ich dotknąć. Zjechała spojrzeniem w dół na jego pełne lekko otwarte usta,a
potem pojechała w górę do oczy. Dostrzegła w nich rozbawienie o oczekiwanie.
Dopiero teraz uświadomiła sobie,że wciąż nie odpowiedziała na jego pytanie. Karcąc
się w duchu i starając się by jej głos brzmiał jak najbardziej naturalnie
odpowiedziała.
- Nie nic…ano…dzięki za ratunek.
- Nie ma za co to tylko woda.Z resztą co mogłoby ci się stać? Najwyżej
zmoczyłabyś włosy- po czym sięgnął dłonią i dotknął jednego z kosmyków. Nie wiedziała
jak powinna zareagować na ten niespodziewany gest,więc nic nie zrobiła czekając
aż cofnie rękę. Gdy już to zrobił odpowiedziła
- Nie ja mówię poważnie. Widzisz tak się składa,że nie umiem pływać,więc
skończyłoby się znacznie gorzej niż przemoczone ubranie.
- Mówisz poważnie?-zapytał z lekkim niedowierzaniem.
- Tak-odpowiedziała zakłopotana- dlatego ty..
- Katsumi-dopowiedział
- Tak wiem, pamiętam
- Miło mi to słyszeć- powiedział uśmiechając się uwodzicielko, a jej serce
zaczęło pędzić
- W takim razie Katsumi..jeszcze raz dziękuje
- Cała przyjemność po mojej stronie- zatrzymał się na chwile po czym dodał- nie
żebym miał coś przeciwko ratowaniu cię,ale jeśli chcesz to mógłbym nauczyć cie
pływać. Hm? Co ty na to?
- Dzięki to miłe,ale raczej spasuje. Widzisz jako dziecko prawie się utopiłam w
rzece nieopodal domu dlatego panicznie boję się wody.
- Aha rozumiem, to szkoda. W takim razie będziemy musieli wymyśleć coś innego
- Wymyśleć coś innego?-powtórzyła-co masz na myśli?
- Cóż, liczyłem na jakieś podziękowania
- Z tego co pamiętam to już ci podziękowałam
- Tak,ale cóż wole inny rodzaj podziękowań- uśmiechnął się prowokująco, a jej
serce jeszcze przyspieszyło
- Inny rodzaj…- nie pozwolił jej dokończyć
- Tak, umów się ze mną, no wiesz na randkę
- Randkę?- powtórzyła zbita z pantałyku. Kompletnie nie umiała go rozgryźć.Chociaż
bardzo chciała się zgodzić zmusiła się do panowania emocji.
- Przykro mi,ale nie mogę się z tobą umówić- wydukała
- Dlaczego? Aha rozumiem, masz chłopaka?
Złapała gwałtownie powietrze niczym ryba
wyciągnięta z wody. Przed oczami pojawił jej się obraz Natsu i już miała
odpowiedzieć,że tak,ale coś ją powstrzymało. Przecież nie mogła powiedzieć
mu,że spotyka się z Natsu. Prędzej czy później i tak się poznają, a znając Natsu
i jego częste wizyty u niej to nastapi wcześniej niż później. Jak miałaby się
mu wytłumaczyć? Powiedziała,że ze sobą chodzą, bo co? Z drugiej jednak strony
nie była typem dziewczyny,która umawia się z nowo poznanymi chłopakmii tak od
razu.
- Powinienem się domyślić,że taka ładna dziewczyna na pewno kogoś ma
- Nie..to nie tak..to znaczy ja- westchnąła- z nikim się nie spotykam,ale mimo
to nie mogę się z tobą umówić,bo ledno cię znam. Nie jestem tym typem
dziewczyn.
- Rozumiem, w takim razie za ile uznasz,że znasz mnie wystarczająco dobrze?
- Co takiego?
- Haha dlaczego tak cie to dziwi? Poczekam aż będziesz gotowa
- Poczekasz?
- Tak, bo warto-powiedział po czym puścił do niej oczko.
- Ok.- postanowiła zmienić temat na coś bardziej swobodnego- to powiedz mi jak
ci się mieszka?
- Hm..będę w stanie to stwierdzić dopiero po jakimś czasie,ale mówi się,że nie
jest ważnie gdzie się mieszka. Liczy się to wśród jakich ludzi, a mając taką
sąsiadkę na pewno nie pożałuje decyzji o wprowadzeniu się tutaj.
- Możesz przestać?
- Przestać,co?
- Przestań ze mną flirtować.Nie umiesz rozmawiać normalnie?- wiedziała,że ta
uwaga nie była w porządku,ale miała dość tego,że ją rozprasza na tyle,że nie
potrafi złożyć logicznych i spójnych zdań,gdy tak na nią patrzy.
- Haha przepraszam,ale kiedy rozmawiam z dziewczyną która mi się podoba to nad
tym nie panuje- patrzył na nią przez chwilę w ciszy - masz śliczne włosy,,,hehe
widzisz?
Na ten komplement wybuchła śmiechem, co pozwoliło jej się trochę rozluźnić. A
on do niej dołączył.-Jego śmiech był niezwykły, taki prawdziwy i szczery,jeśli
można tak pomyśleć – pomyślała. Znała tylko jedną osobę,która również zawsze
śmiała się tak szczerze- Natsu- jego imię pojawił się w jej głowie tak nagle,że
nie była w stanie nad tym zapanować. Przestała się śmiać i nagle poczuła
poczucie winy w związku z flirtowaniem z
Katsumi. Wiedziała,że nie ma ku temu żadnego racjonalnego powodu,ale nie mogła
nic na to poradzić.
- Wiesz..pójdę już..jest późno,a ja jutro wsześnie wstaję więc..
- W porządku, pozwól zatem,że cie odprowadzę
Weszli po schodkach do budynku. Oczywiście Katsumi przytrzymał jej drzwi, by
weszła pierwsza.- Czego by o nim nie mówić to jest dżentelmenem- pomyślała.
Odprowadził ją pod same drzwi po czym pocałował w policzek tak szybko,że nie
zdążyła nawet zareagować
- Dobranoc Złotowłosa- powiedział po czym przeszedł krótką odległość łączącą
ich mieszkania i wszedł do środka. Lucy stała tam jeszcze przez chwile. Gdy
weszła do domu oparła się plecami o drzwi i czekała aż jej tętno się uspokoi.
- Złotowłosa..hm?- Lucy Złotowłosa Heartfilia – powiedziała na głos po czym
zaczęła się śmiać na dźwięk tego przydomka. Podobał jej się jednak,bo nigdy
wcześniej nikt jej tak nie nazywał.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ratunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ratunek. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 października 2015
niedziela, 30 sierpnia 2015
07- Nowy początek (Jerza) (1/7)
Paring:
Jerza
A/M: Fairy Tail
Dozwolone: od 16
Uwagi: Mam zamiar zacząć opowiadanie od serii Tartaros. Przynajmniej od tego wyjść, gdzie dalej poniesie mnie wyobraźnia tego sama jeszcze nie wiem ;). To będzie 1 raz kiedy mam zamiar podzielić to na rozdziały, mam nadzieję,że dobrze wyjdzie, pozdrawiam J.
Ps: Dzisiaj oglądałam najnowszy odcinek FT i oczywiście poryczałam się jak dziecko haha :D, biedna Aquarius, czy ona już na serio więcej się nie pojawi? L.
Erza walczyła Z Minerwą. Już wcześniej się z nią pojedynkowała i już wtedy była ciężkim przeciwnikiem,teraz jednek,kiedy została przemieniona w demona sprawiała jej jeszcze większy problem. Poruszała się bardzo szybko i była znacznie silniejsza oraz wytrzymalsza niż poprzednio. Walka ta trwała już długo, a wciąż nie było widać końca. Titania była zmęczona, a na dodatek zużyła już prawie całą magię.
- Zdychaj Titania- wykrzyczała Minerwa ruszając na Erzę.
Przez długi czas walczyły w zwarciu. Były jednak tak szybkie,że prawie nie było widać ciał, tylko jakieś zamazane plamy. Jedyne co było naprawdę wyraźne to dźwięki mieczy,które co jakiś czas wydawały charakterystyczne odgłosy. Konstrukcja na której walczyły była bardzo niestabilna. Cube* wciąż unosił się w powietrzu na resztkach magii jaka pozostała Tartaros. Co chwile jednak kawałki „latającej pułapki” spadały na ziemię z wielkim hukiem torpedując wszystko,co pozostało jeszcze z Magnolii. Miasto wyglądało jak totalna ruina. Większość domów była roztrzaskana, uchowało się jednak parę solidniejszych konstrukcji, które były w okropnym stanie,ale była możliwość ich odbudowania. Tego samego jednak nie można było powiedzieć o ich gildii. Budynek całkowicie wyleciał w powietrze, więc nic z niego nie zostało.Na szczęście wszystkim członkom gildii udało się uciec przed eksplozją. Nawet ranni, jak np. Gromowładni zostali wyciągnięci z budynku przez resztę przyjaciół. Erzie jednak trudno było skupić się na walce,ponieważ w głowie miała tylko jednką myśl- co się stało z Jellalem?- Wcześniej, gdy została uwięziona w lochach, jeden demon powiedział jej o tym,że udało im się zabrać Fernandesowi jego klucz, dzięki czemu mogli odpieczętować Face. Erza nie wiedziała jednak jak to wpłynęło na chłopaka. Czy został przez to ciężko ranny? A może jest bardzo osłabiony? Jedyne czego pragnęła w tym momencie to zobaczyć,że jest cały i zdrowy.
Jellal wraz ze swoją nową gildią szedł w stronę Magnolii. Plotki o tym,że to właśnie Fairi Tail ma zamiar zmierzyć się z gildią,którą tworzą same demony bardzo szybko się rozniosły i dotarły także do nich. O gildii Tartaros słyszał różne rzeczy,niestety żadna z nich nie była dobra. Była to gildia, która przez bardzo długi czas znajdowała się pod ziemią i nie wykonywała właściwie żadnych ruchów, a przynajmniej nie takich o których wszyscy by wiedzieli. Jellal zawsze słyszał,że są potężni i straszni oraz,że używają bardzo dziwnej i niespotykanej magii. Niepokoił go również fakt,że Doranbalt ich przed nimi ostrzegł, a zdecydowanie nie jest to facey,który panikuje z byle jakiego powodu. Trudno mu się jednak dziwić. Był w kwaterze głównej Rady Magicznej, kiedy zaledwie jeden z demonów rozniósł na kawałki budynek razem z ludźmi,którzy byli w środku. Po za nim nikt się nie uratował. Atak był niespodziewany i nagły. Magowie nie zdążyli zareagować-Skoro tak łatwo pozbyli się całej Magicznej rady to możliwe,że równie szybko pójdzie im z Fairy Tail.- pomyślał- nie, to niemożliwe w końcu jest tam tyle potężnych magów, chociażby sam Natsu, Makarow,czy też Erza.
- Jellal co się stało? O czym tak cały czas rozmyślasz?- zapytała Meredy,która szła teraz obok niego.
- O niczym-odpowiedział chłopak automatycznie, po czym dodał- zastanawiam się jak idzie Fairy Tail w walce z Tartarosem. Podobno nie są łatwymi przeciwnikami.
- Aha..jasne,że myślisz o nich, a raczej powinnam powiedzieć o jednej z nich. Dziewczynie o szkarłatnych włosach..hm? Coś ci to mówi Jellal?- zapytała dziewczyna uśmiechając się chytrze.
Prawdą było,że większą część swojej uwagi poświęcał właśnie jej-Erza-pomyślał- mam nadzieję,że nic jej nie jest. Musiał przyznać przed samym sobą,że kiedy dowiedział się o tym,że to właśnie jej gildia miała zamiar stoczyć pojedynek z demonami z ksiągi Zerefa, jedyne czego chciał to być przy niech..przy niej i pomóc w walce. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,że Scarlet jest naprawdę bardzo silna i pokonała nie jednego przeciwnika. Sam nawet był świadkiem tego jak walczyła. Był pełny podziwu tego jak szybko potrafiła analizować każdy szczegół. Tak szybko poznawała zarówno mocne,jak i słabe strony wroga, dzięki czemu mogła bardzo szybko go pokonać. Po za tym,że jest silna i szybka, to jeszcze niezwykle zwinna. Z reguły, więc nie ma problemu z robieniem uników. Teraz jednak za pewne mierzy się z demonem. Przez co jego obawy wzrastały. Wierzył w jej siłę oraz magię,lecz nic nie mógł poradzić na to,że jego serce ściskało się z żalu za każdym razem gdy pomyślał,że coś mogłoby się jej stać.
- Ojj..Jellal..wszystko w porządku? Źle się czujesz?- zapytała zaniepokojona jego zachowaniem.
- Nie..nic mi nie jest
- Może usiądziemy na chwilę przy tej rzece-wzkazała ją palcem- odpoczniesz trochę. Jeszcze nie odzyskałeś sił po walce, a wzrok też dopiero nie dawno ci wrócił. Chłopak nic nie powiedział. Kiwnął tylko ledwo zauważalnie głową. Usiedli, więc na kamieniach przy brzegu. Mimo,że wiedział iż zamartwianie się nic mu nie da zwłaszcza w tym stanie w jakim obecnie się znajduje nie potrafił wyrzucić z głowy nawet na chwilę swojej wybranki. Cały czas miał okropne wrażenie ,że grozi jej niebezpieczeństwo, to uczucie na dobre ulokowało się w jego sercu.
Po kilku dniach Crime Sociere udało się w końcu dotrzeć do Magnolii. Niestety było już za późnio, co prawda większość demonów została już pokonana o czym dowiedział się podchodząc bliżej do przyjaciół. Wszyscy stali pod Cubem i spoglądali w niebo.
- Wow Jellal kopę lal stary-zawował Natsu- co wy tu robicie?
- Chcieliśmy Wam pomóc w walce, ale z tego, co widzę to chyba się spóźniliśmy.
- Tak..już wszyscy nie żyją…no prawie wszyscy- w tym momencie chłopak spojrzał w górę na „latającego potwora”. Dopiero wtedy jego uwagę przykuły 2 postaci, które walczyły tak sprawnie,że wydawać by się mogło,że latają. Od razu poznał,że jedną z nich jest Erza, drugiej jednak nie rozpoznał.
- Co tam się dzieje?- zapytał Erik podchodząc bliżej.
- Erza próbuje wtłuc Minerwie. Jednak nie jest to takie proste, z powodu tego,że stała się demonem…dajesz Erza-krzyknął Natsu.
Erza już miała zamiar zadać swojej przeciwniczce ostateczny cios,gdy Cube zaczął nagle spadać. Ogromny potwór zbliżał się do ziemi coraz szybciej. Scarlet nie mogła jednak na to pozwolić. Jej wszyscy przyjaciele byli zbyt blisko. Siła uderzeniowa tego giganta na pewno by ich dosięgła, a już zwłaszcza rannych, który wciąż byli nieprzytomni i nie mieliby żadnych szans na ucieczkę. Erza zrobiła jedyną rzecz jaką mogła w tym momencie, Za pomocą swojej magii „poszybowała” pod spadającego giganta, wiedząc,że nie da rady go zatrzymać,a przynajmniej nie z tą ilością magicznej mocy jaka jej w tej chwili została, postanowiła chociaż zniszczyć konstrukcję na tyle, by mniejsze jej kawałki spadły w kilku miejscach, a co najważniejsze z dala od jej przyjaciół. Czerwonowłosa dziewczyna użyła całej magii jaka jej pozostała i pocięła spadającą pułapkę na części. Zaraz po przecięciu ich, odłamki rozprysneły się wszędzie i runęły na ziemię z głośnym łoskotem. Erza nie zdążyła uciec przed ciężarem kawałków z powodu braku magii, więc została przez nie przygnieciona.
- Erza!!!- wszyscy jej przyjaciele krzyknęli chórem. Jellaj natychmiast pobiegł w stronę leżącego gruzy,który całkowicie przykrył jego ukochaną. Reszta ruszyła jego śladem. Usłyszał płacz kilku kobiet. Najbardziej wyróżniał się ten Lucy, która łkając wołała imię przyjaciółki. Wszyscy zaczęli przekopywać pozostałości budowli, jednak nikt nie odnalazł jak na razie jej ciała. Wszyscy myśleleli tylko o jednej rzeczy- oby Erza przeżyła.
A/M: Fairy Tail
Dozwolone: od 16
Uwagi: Mam zamiar zacząć opowiadanie od serii Tartaros. Przynajmniej od tego wyjść, gdzie dalej poniesie mnie wyobraźnia tego sama jeszcze nie wiem ;). To będzie 1 raz kiedy mam zamiar podzielić to na rozdziały, mam nadzieję,że dobrze wyjdzie, pozdrawiam J.
Ps: Dzisiaj oglądałam najnowszy odcinek FT i oczywiście poryczałam się jak dziecko haha :D, biedna Aquarius, czy ona już na serio więcej się nie pojawi? L.
Erza walczyła Z Minerwą. Już wcześniej się z nią pojedynkowała i już wtedy była ciężkim przeciwnikiem,teraz jednek,kiedy została przemieniona w demona sprawiała jej jeszcze większy problem. Poruszała się bardzo szybko i była znacznie silniejsza oraz wytrzymalsza niż poprzednio. Walka ta trwała już długo, a wciąż nie było widać końca. Titania była zmęczona, a na dodatek zużyła już prawie całą magię.
- Zdychaj Titania- wykrzyczała Minerwa ruszając na Erzę.
Przez długi czas walczyły w zwarciu. Były jednak tak szybkie,że prawie nie było widać ciał, tylko jakieś zamazane plamy. Jedyne co było naprawdę wyraźne to dźwięki mieczy,które co jakiś czas wydawały charakterystyczne odgłosy. Konstrukcja na której walczyły była bardzo niestabilna. Cube* wciąż unosił się w powietrzu na resztkach magii jaka pozostała Tartaros. Co chwile jednak kawałki „latającej pułapki” spadały na ziemię z wielkim hukiem torpedując wszystko,co pozostało jeszcze z Magnolii. Miasto wyglądało jak totalna ruina. Większość domów była roztrzaskana, uchowało się jednak parę solidniejszych konstrukcji, które były w okropnym stanie,ale była możliwość ich odbudowania. Tego samego jednak nie można było powiedzieć o ich gildii. Budynek całkowicie wyleciał w powietrze, więc nic z niego nie zostało.Na szczęście wszystkim członkom gildii udało się uciec przed eksplozją. Nawet ranni, jak np. Gromowładni zostali wyciągnięci z budynku przez resztę przyjaciół. Erzie jednak trudno było skupić się na walce,ponieważ w głowie miała tylko jednką myśl- co się stało z Jellalem?- Wcześniej, gdy została uwięziona w lochach, jeden demon powiedział jej o tym,że udało im się zabrać Fernandesowi jego klucz, dzięki czemu mogli odpieczętować Face. Erza nie wiedziała jednak jak to wpłynęło na chłopaka. Czy został przez to ciężko ranny? A może jest bardzo osłabiony? Jedyne czego pragnęła w tym momencie to zobaczyć,że jest cały i zdrowy.
Jellal wraz ze swoją nową gildią szedł w stronę Magnolii. Plotki o tym,że to właśnie Fairi Tail ma zamiar zmierzyć się z gildią,którą tworzą same demony bardzo szybko się rozniosły i dotarły także do nich. O gildii Tartaros słyszał różne rzeczy,niestety żadna z nich nie była dobra. Była to gildia, która przez bardzo długi czas znajdowała się pod ziemią i nie wykonywała właściwie żadnych ruchów, a przynajmniej nie takich o których wszyscy by wiedzieli. Jellal zawsze słyszał,że są potężni i straszni oraz,że używają bardzo dziwnej i niespotykanej magii. Niepokoił go również fakt,że Doranbalt ich przed nimi ostrzegł, a zdecydowanie nie jest to facey,który panikuje z byle jakiego powodu. Trudno mu się jednak dziwić. Był w kwaterze głównej Rady Magicznej, kiedy zaledwie jeden z demonów rozniósł na kawałki budynek razem z ludźmi,którzy byli w środku. Po za nim nikt się nie uratował. Atak był niespodziewany i nagły. Magowie nie zdążyli zareagować-Skoro tak łatwo pozbyli się całej Magicznej rady to możliwe,że równie szybko pójdzie im z Fairy Tail.- pomyślał- nie, to niemożliwe w końcu jest tam tyle potężnych magów, chociażby sam Natsu, Makarow,czy też Erza.
- Jellal co się stało? O czym tak cały czas rozmyślasz?- zapytała Meredy,która szła teraz obok niego.
- O niczym-odpowiedział chłopak automatycznie, po czym dodał- zastanawiam się jak idzie Fairy Tail w walce z Tartarosem. Podobno nie są łatwymi przeciwnikami.
- Aha..jasne,że myślisz o nich, a raczej powinnam powiedzieć o jednej z nich. Dziewczynie o szkarłatnych włosach..hm? Coś ci to mówi Jellal?- zapytała dziewczyna uśmiechając się chytrze.
Prawdą było,że większą część swojej uwagi poświęcał właśnie jej-Erza-pomyślał- mam nadzieję,że nic jej nie jest. Musiał przyznać przed samym sobą,że kiedy dowiedział się o tym,że to właśnie jej gildia miała zamiar stoczyć pojedynek z demonami z ksiągi Zerefa, jedyne czego chciał to być przy niech..przy niej i pomóc w walce. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,że Scarlet jest naprawdę bardzo silna i pokonała nie jednego przeciwnika. Sam nawet był świadkiem tego jak walczyła. Był pełny podziwu tego jak szybko potrafiła analizować każdy szczegół. Tak szybko poznawała zarówno mocne,jak i słabe strony wroga, dzięki czemu mogła bardzo szybko go pokonać. Po za tym,że jest silna i szybka, to jeszcze niezwykle zwinna. Z reguły, więc nie ma problemu z robieniem uników. Teraz jednak za pewne mierzy się z demonem. Przez co jego obawy wzrastały. Wierzył w jej siłę oraz magię,lecz nic nie mógł poradzić na to,że jego serce ściskało się z żalu za każdym razem gdy pomyślał,że coś mogłoby się jej stać.
- Ojj..Jellal..wszystko w porządku? Źle się czujesz?- zapytała zaniepokojona jego zachowaniem.
- Nie..nic mi nie jest
- Może usiądziemy na chwilę przy tej rzece-wzkazała ją palcem- odpoczniesz trochę. Jeszcze nie odzyskałeś sił po walce, a wzrok też dopiero nie dawno ci wrócił. Chłopak nic nie powiedział. Kiwnął tylko ledwo zauważalnie głową. Usiedli, więc na kamieniach przy brzegu. Mimo,że wiedział iż zamartwianie się nic mu nie da zwłaszcza w tym stanie w jakim obecnie się znajduje nie potrafił wyrzucić z głowy nawet na chwilę swojej wybranki. Cały czas miał okropne wrażenie ,że grozi jej niebezpieczeństwo, to uczucie na dobre ulokowało się w jego sercu.
Po kilku dniach Crime Sociere udało się w końcu dotrzeć do Magnolii. Niestety było już za późnio, co prawda większość demonów została już pokonana o czym dowiedział się podchodząc bliżej do przyjaciół. Wszyscy stali pod Cubem i spoglądali w niebo.
- Wow Jellal kopę lal stary-zawował Natsu- co wy tu robicie?
- Chcieliśmy Wam pomóc w walce, ale z tego, co widzę to chyba się spóźniliśmy.
- Tak..już wszyscy nie żyją…no prawie wszyscy- w tym momencie chłopak spojrzał w górę na „latającego potwora”. Dopiero wtedy jego uwagę przykuły 2 postaci, które walczyły tak sprawnie,że wydawać by się mogło,że latają. Od razu poznał,że jedną z nich jest Erza, drugiej jednak nie rozpoznał.
- Co tam się dzieje?- zapytał Erik podchodząc bliżej.
- Erza próbuje wtłuc Minerwie. Jednak nie jest to takie proste, z powodu tego,że stała się demonem…dajesz Erza-krzyknął Natsu.
Erza już miała zamiar zadać swojej przeciwniczce ostateczny cios,gdy Cube zaczął nagle spadać. Ogromny potwór zbliżał się do ziemi coraz szybciej. Scarlet nie mogła jednak na to pozwolić. Jej wszyscy przyjaciele byli zbyt blisko. Siła uderzeniowa tego giganta na pewno by ich dosięgła, a już zwłaszcza rannych, który wciąż byli nieprzytomni i nie mieliby żadnych szans na ucieczkę. Erza zrobiła jedyną rzecz jaką mogła w tym momencie, Za pomocą swojej magii „poszybowała” pod spadającego giganta, wiedząc,że nie da rady go zatrzymać,a przynajmniej nie z tą ilością magicznej mocy jaka jej w tej chwili została, postanowiła chociaż zniszczyć konstrukcję na tyle, by mniejsze jej kawałki spadły w kilku miejscach, a co najważniejsze z dala od jej przyjaciół. Czerwonowłosa dziewczyna użyła całej magii jaka jej pozostała i pocięła spadającą pułapkę na części. Zaraz po przecięciu ich, odłamki rozprysneły się wszędzie i runęły na ziemię z głośnym łoskotem. Erza nie zdążyła uciec przed ciężarem kawałków z powodu braku magii, więc została przez nie przygnieciona.
- Erza!!!- wszyscy jej przyjaciele krzyknęli chórem. Jellaj natychmiast pobiegł w stronę leżącego gruzy,który całkowicie przykrył jego ukochaną. Reszta ruszyła jego śladem. Usłyszał płacz kilku kobiet. Najbardziej wyróżniał się ten Lucy, która łkając wołała imię przyjaciółki. Wszyscy zaczęli przekopywać pozostałości budowli, jednak nikt nie odnalazł jak na razie jej ciała. Wszyscy myśleleli tylko o jednej rzeczy- oby Erza przeżyła.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)