Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rin. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 9- Nic się nie zmieniłaś


Ah-Un leciał wysoko pomiędzy chmurami, a Seeshomaru-sama obok nas. Przyglądałam się krajobrazowi i próbowałam przypomnieć kiedy ostatni raz widziałam coś tak pięknego. Obraz zapierał dech w piersiach. Rozległy las mieszany w którym znajdowały się drzewa niemal we wszystkich kolorach, a obok góry, których szczyty nadal pokrywa śnieg. Po drugiej stronie natomiast mogłam zobaczyć w oddali jezioro, a jeszcze dalej na zachód zaraz przy horyzoncie znajdowało się morze. Nie pytałam jeszcze Seeshomaru-sama gdzie właściwie lecimy. Kiedyś nigdy tego nie robiłam, było mi wszystko jedno, lecz teraz wolałabym wiedzieć. Spojrzałam na niego. Miałam rację przez całe 8 lat nie zmienił się ani odrobinę. Chociaż może to tylko ja, ale wydaje mi się jeszcze bardziej odległy, niż kiedyś, a sądziłam, że to niemożliwe. Nigdy nie rozmawiał ze mną dużo, właściwie to nie mówił więcej, niż to było konieczne. Teraz jednak chyba nie jest w najlepszym nastroju. Hm...ciekawe czym to jest spowodowane.
- Gdzie jest Jaken-sama?- spytałam nie mogąc już dłużej znieść tej ciszy
- Czeka po drugiej stronie gór- no tak krótko, zwięźle i na temat. Mogłam się tego spodziewać. Nagle zrobiłam się strasznie senna. Nie spałam tej nocy za dobrze. Denerwowałam się reakcją Kaede-sama jak i Akiego. A kłótnia i późniejsze zwierzenia z Akim jeszcze bardziej mnie wyczerpały. Oparłam więc głowę o kark Ah-Un, tak jak robiłam to za dawnych czasów. Poczułam przyjemny wiatr we włosach i zanim się zorientowałam zasnęłam.
Nie mam pojęcia jak długo spałam, ale sądząc po ułożeniu słońca na widnokręgu musiało minąć kilka ładnych godzin. Wygląda mi to na późne popołudnie. Podniosłam głowę i rozejrzałam się. Nadal leżałam na grzbiecie Ah-Un. Nieopodal mnie znajdowało się drzewo, a pod nim siedziały dwie postaci. Już z oddali mogłam stwierdzić, że jedna z nich to psi yokai, a druga...hm...wiedziałam, iż skądś go kojarzę. Byłam jeszcze zaspana i trochę niemrawa, po niedawnym śnie. Zeskoczyłam z mojego ulubieńca i podeszłam bliżej. Im dokładniej przyglądałam się niskiej, zielonej, zgarbionej postaci tym bardziej znajoma się ona wydawała. Kiedy dzieliło nas jedynie kilka metrów, wreszcie zrozumiałam. Rzuciłam się biegiem krzycząc.
- Jaken-sama!- postać zdążyła jedynie obrócić się w moją stronę, zanim rzuciłam mu się w ramiona. Podniosłam go do góry i okręciłam się parę razy w okół własnej osi cały czas powtarzając imię yokai i śmiejąc się na zmianę.
- Rin!- wrzeszczał na mnie, jak to miał w zwyczaju- podstaw mnie na ziemię! -Kiedy wykonałam jego polecenie, otrzepał się, odchrząknął, wyprostował po czym spojrzał w górę, na mnie.
- Rany....nic się nie zmieniłaś. Zero szacunku dla starszych- wymamrotał
- Ej, jesteś okrutny. Jak to nic się nie zmieniłam? Nie widzieliśmy się przez 4 lata, to masa czasu, no przynajmniej dla ludzi.
- No właśnie, dobrze, że sprostowałaś. Dla mnie czy Seeshomaru-sama ten czas zleciał, niczym jeden dzień.
- Oh...naprawdę? A Jaken-sama ile ty w ogóle masz lat? Zawsze mnie to ciekawiło, ale jako dziecko trochę się go bałam, więc nigdy nie pytałam.
- Ahh..nieznośny człowieku! Nie wiesz, że yokai się nie pyta o wiek?!
- Hm....jestem prawie pewna, że nie tak to szło, ale nieważne. Też się cieszę, że cię widzę, odpowiedziałam mu z szerokim uśmiechem.
- Ty mała....nic takiego nie powiedziałem! Nie wmawiaj mi teraz, że było inaczej!
- Tak, tak ponuraku. Tak długo cię nie widziałam, że zgodzę się ze wszystkim co powiesz, nawet jeśli to będzie totalna bzdura.
- Ahh! Sądziłem, że bardziej pyskata to ty już być nie możesz, a jednak.
- Cóż, ludzie się zmieniają
Nadszedł wieczór, a ja uświadomiłam sobie, że przecież od śniadania nic nie jadłam. Teraz kiszki mi marsza grały, a ja prosiłam bym tylko ja to słyszała. Siedzieliśmy przy drzewie i opieraliśmy się o jego korę. Wstałam szybko i zaczęłam iść w stronę lasu, jednak gdy usłyszałam za sobą głos, zatrzymałam się w pół kroku.
- A ty gdzie się wybierasz? Cholewcia, a byłam pewna, że śpi. Nie było sensu go okłamywać, więc odpowiedziałam.
- Idę do lasu.
- Po co? Rany...zawsze musi wszystko wiedzieć.
- Mam zamiar pozbierać jakieś owoce, może znajdę rzekę, gdzie złowię ryby- kiedy wydawało mi się, iż nadal nie rozumie po co ta „wędrówka" powiedziałam wprost
- Jestem głodna, muszę znaleźć coś do jedzenia.
- Nie spakowałaś nic do tej rzeczy, którą nosisz na plecach? Hę? Czyżby miał ma myśli plecak? W sumie jak tak teraz o tym wspomniał, faktycznie powinnam była wziąć więcej prowiantu, niż jedną kanapkę, którą zjadłam zaraz po wylądowaniu.
- Owszem spakowałam, ale najwyraźniej wzięłam tego za mało, westchnęłam.
- Z resztą nie musisz się o nic martwić, sama sobie poradzę.
- Nie, Jaken z tobą pójdzie.
- Coo??!! Powiedzieliśmy równocześnie
- Ale po co? Przecież mówiłam, że dam sobie sama radę.
- Właśnie, Rin już nie jest dzieckiem jestem pewien, że...
- Jaken!
- Hai! Yokai zerwał się na równe nogi momentalnie
- Jak śmiesz dyskutować z lordem Seeshomaru smarkulo!
- Co?! A sam co przed chwilą robiłeś?!
- Nie kłóć się! Idziemy!- zakomenderował, a mi nie pozostało nic innego jak tylko pójść za nim.
Wredny zielony skrzat ahh...już zdążyłam zapomnieć jaki ten maluch potrafi być irytujący. Szedł tak szybko na tych swoich drobnych nóżkach, że ledwo dałam radę za nim nadążyć.
- Tak właściwie to gdzie ty mnie prowadzisz? -Spytałam po jakichś 15 min wędrówki. Czyżby ten mały gnom usiłował mnie zgubić?
- Jak to gdzie głupia. W stronę rzeki.
- A skąd wiesz gdzie się ona znajduje? No bez urazy, ale nie wyglądasz mi na kogoś kto ma dobrą orientacje w terenie. Tym bardziej, że już kiedyś się zgubił, mimo, iż miał mnie pilnować. Skończyło się na tym, że to ja musiałam go szukać.
- Ale ty się wyszczekana zrobiłaś przez te lata. Jeszcze żaden człowiek NIGDY nie odważył się odezwać w ten sposób do Wielkiego Jakena. Słuchając tego przytkałam dłonią usta, aby nie zaśmiać się za głośno, jak widać na próżno, ponieważ yokai momentalnie zmierzył mnie wzrokiem.
- Skoro ty jesteś „wielki" to znaczy, że twoi znajomi nie sięgają mi nawet do kolan, po czym znów prychnęłam. Niezrażony zupełnie moją reakcją kontynuował
-Jak wspominałem, zanim mi tak niegrzecznie przerwano, jeszcze żaden człowiek...
- A zastanawiałeś się nad tym dlaczego? Weszłam mu w zdanie
- Może powodem jest taki drobny fakt, iż jestem pierwszym człowiekiem z którym masz styczność więcej czasu, niż kilka minut.
- I jeszcze do tego wchodzi komuś w zdanie. Czy rodzice nie nauczyli cie dobrych manier? Spytał, ale dostrzegając moją minę uświadomił sobie popełnioną gafę
- Rzeka jest w tę stronę, wskazał na lewo, kończąc w ten sposób naszą rozmowę. Od tej pory szłam za nim w ciszy rozglądając się, by móc potem wrócić. Las był bardzo gęsto zadrzewiony. Co chwile ocierałam się o jakiś pień czy też wpadałam na gałęzie. Wiem, że w takie miejsca ludzie rzadko kiedy się zapuszczają, ale gdyby ktoś zrobił tu ścieżkę, bardzo ułatwiłoby to zadanie. Kiedy w końcu dotarliśmy do celu poczułam ulgę.
- A nie mówiłem, że wiem gdzie to jest? Przechwalał się. Ja to bym bardziej strzelała na to, iż po prostu miał szczęście, ale wolałam zachować to dla siebie. Podczas łowienia ryb przypomniałam sobie, że ostatnio gdy z nimi podróżowałam to jadłam wtedy kiedy było to możliwe. Moje pory posiłków bardzo różniły się od pór jedzenia ludzi, a o menu już nawet nie wspomnę. Teraz jednak nie potrafiłabym prowadzić znowu takiego trybu życia. A ta dwójka nie ma innego wyjścia jak tylko się z tym pogodzić. Jaken-sama usiadł na brzegu i obserwował moje poczynania. Leń, nie miał zamiaru mi pomóc. Po raz kolejny zachodziłam w głowę po co w ogóle ze mną polazł. Czy Sesshomaru-sama nadal ma zamiar traktować mnie jak dziecko?

Jak to dobrze wiedzieć, ze Jaken nie zmienił się ani o jotę, prawda? :D A co z Sesshomaru? Czu naprawdę nie dostrzegł metamorfozy Rin? 
Wiem Kochani moi, że minęły lata świetle od ostatniego dodania rozdziału, ale wreszcie skończyłam sesje i postaram się więcej nie robić tak długich przerw ;) 

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 8- To OBIETNICA!


Po wczorajszym „pożegnaniu" z Akim czułam się trochę nieswojo. Wiedziałam,że powinnam powiedzieć mu wprost o tym, że nie będzie mnie w wiosce przez kilka najbliższych miesięcy w najlepszym razie. Skrycie marzyłam o tym, że będę mogła zostać z Seeshomaru-sama. Nie zdążyłam nawet powiedzieć o tym Kaede-sama, gdyż aktualnie jest nieobecna. Wiedziałam,że w razie czego mój przyjaciel wszystko jej wyjaśni, jednak wierzyłam, że zanim opuszczę ich na pewien czas będę mogła chociaż ją uściskać oraz podziękować za wszystko. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy już wczoraj, więc zostało mi jedynie pójść w umówione miejsce. Zastanawiałam się czy nie poprosić Yokai o zmienienie terminu wyprawy, jednak znałam odpowiedź, po za tym w najgorszym wypadku mógłby się rozmyślić i w ogóle nie zabrać ze sobą. A co wtedy bym zrobiła?
Wyszłam z domu z wyjątkowo napakowanym plecakiem i zaczęłam kierować się w stronę polany. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o tym, że jestem śledzona.
- Seeshomaru-sama dzień dobry
- Możemy wyruszać?- spytał co trochę mnie zaskoczyło, tym bardziej, że moje poczynania odpowiadały na jego pytanie, a nie był typem osoby, która zadaje je niepotrzebnie. Uniosłam głowę i spojrzałam na niego po czym ledwo zauważalnie kiwnęłam głową.
- Wygląda na to, że nie zdążyłaś się jeszcze ze wszystkimi pożegnać- nie rozumiałam o mu chodzi. Czyżby miał ma myśli Kaede-sama? Ale skąd by wiedział, że jest nieobecna, przecież nie było go w wiosce. Znów spojrzałam na niego nic nie rozumiejącym wzrokiem. Widząc to dodał
- Twój znajomy, który myśli, że się ukrywa za drzewami. Sądzę, że nie szedł by za tobą bez przyczyny- dopiero teraz podążyłam za jego spojrzeniem w kierunku lasu i zrozumiałam co, a raczej kogo miał na myśli. Nie całe 5 metrów od nas stał wysoki brunet, tak dobrze mi znany
- Aki!- krzyknęłam- co ty tu robisz? Po czym podeszłam do niego bliżej
- Właśnie miałem zamiar spytać ciebie o to samo. Co to jest?- wskazał mój plecak. Miałam ochotę podać mu definicje wcześniej wspomnianego przedmiotu, ale się powstrzymałam. Nie chciałam się z nim kłócić, zwłaszcza nie dzisiaj. Byłam świadoma tego, iż nie żegnając się z nim popełniłam błąd, ale jakoś nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów w których zawarłabym całą wdzięczność, którą do niego czułam oraz tęsknotę, która wiedziałam, iż będzie mi doskwierać. Gdy pierwszy raz tu przybyłam nie sądziłam nawet, że uda mi się z kimś dogadać. Nie wspomnę już o tym, że miałabym się z kimś tak bardzo zżyć. Teraz kiedy na niego zerkałam i dostrzegałam zdradę wymalowaną na jego twarzy czułam ból. Za nic w świecie nie chciałam doprowadzić go do takiego stanu. Teraz do oczu cisnęły mi się łzy, pomimo tego jak bardzo nie znosiłam płakać. Właśnie przy tej dwójce.
- Przepraszam, wyszeptałam cichutko, nie patrząc mu w oczy. Nie byłam w stanie.
- Za co przepraszasz Rin? Za to, że nie pożegnałaś się ze swoim przyjacielem, zanim odejdziesz nie wiadomo jak daleko i na jak długo? Wróć...co ja mówię. Jakim przyjacielem, przecież nigdy tak naprawdę nimi nie byliśmy,czyż nie? To wszystko było udawane. Byłem jedynie zastępstwem za tego twojego yokai, który przypominam porzucił Cię!
- Nie mów tak
- Mam nie mówić jak?! Powiedz mi kim ja właściwie dla ciebie byłem przez ten cały czas,co?
- Bardzo dobrze wiesz kim byłeś, jesteś i zawsze będziesz Aki. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, jedynym przyjacielem. Jak możesz o tym zapominać?
- Nie, nie ja zapomniałem o tobie, ale ty o mnie. I to bardzo szybko, z tego co widzę
- To nieprawda, nie mów tak. Nic nie rozumiesz...
- Czego nie rozumiem?!- przerwał mi- w takim razie może mi wytłumacz
- Po prostu z tobą i Kaede-sama jest mi najtrudniej się pożegnać
- Pff...masz szczęście, że akurat jest po za wioską, ale ja...
- Z tobą również trudno mi się żegnać!- tym razem emocje wzięły górę, a po moich policzkach popłynęły pierwsze łzy- zawsze było to trudne, kiedy ty wyjeżdżałeś również! Nigdy nie wiedziałam co ci powiedzieć. Jak mam ci przekazać jak bardzo jestem ci wdzięczna za wszystko. Jak ci powiedzieć jak bardzo ważny dla mnie jesteś! Nigdy nie byłam w tym dobra...
-Rin....
- Ale skoro tak bardzo chcesz to usłyszeć to to powiem. Od kiedy pojawiłam się w tej wiosce byłam bardzo samotna. Nie umiałam żyć wśród ludzi. To było dla mnie zupełnie nowe. Tak jakbym uczyła się świata na nowo. Sądziłam, że te lata zanim nie będę pełnoletnia będą prawdziwym koszmarem...że nie będę w stanie z nikim się dogadać....że będę wszystkich unikać. Ale tak się nie stało, bo ty i Kaede-sama zawsze byliście przy mnie. Właściwie to te lata były wspaniałe właśnie, dzięki wam. Nigdy ich nie zapomnę i nie żałuje tego, iż was poznałam. Ona jest dla mnie jak babcia, której nigdy nie miałam. Wychowywała mnie jak własną wnuczkę. Nauczyła tak wiele o ziołach i truciznach i sposobach leczenia. Nigdy nie dała mi odczuć, iż nie jesteśmy „prawdziwą" rodziną. Troszczyła się o mnie.
-Rin...
- A ty nauczyłeś mnie strzelać z łuku, ratowałeś więcej razy, niż dam radę zliczyć. Zawsze przy mnie byłeś, zawsze mnie wspierałeś. Jesteś dla mnie niczym starszy brat...- udało mi się w końcu ubrać w słowa moje uczucia. Spojrzałam na niego sama nie wiedząc czego oczekiwałam, ale na pewno nie tego
- Starszy brat...co?- odparł smętnie, a w jego oczach czaiło się rozczarowanie, żal, sama nie umiałam tego nazwać
- Kiedy wrócisz?- niemal wyszeptał
- Jeszcze nie wiem, ale wrócę na pewno. Obiecuję
- Uważaj na siebie mikrusie
- Ej wcale nie jestem mała!
- Jesteś, jesteś, ale może urośniesz trochę do następnego razu
- Przekonasz się- cieszyłam się, że znów zaczął się za mną droczyć jak dawny Aki. Podbiegłam do niego i przytuliłam go mocno, a on ku mojemu zaskoczeniu podniósł mnie tak, że teraz nasze czoła się stykały. Musiałam przyznać, że Aki był silny
- Trzymaj się Rin i pamiętaj, że tu zawsze będzie twój dom
- Nigdy nie zapomnę, przeproś ode mnie Kaede-sama i powiedz, że zostawiłam jej w domu list. Planowałam wysłać też do ciebie, ale już powiedziałam wszystko co chciałam powiedzieć
- Ale ja jeszcze nie. Podniosłam głowę słysząc to
- Co masz na myśli?
- Powiem ci jak następnym razem się spotkamy
- Ej!- trąciłam go w ramię- czemu nie powiesz teraz?!
- Dzięki temu mam pewność, że wrócisz
- Przepraszam Aki, ale muszę już iść. Seeshomaru-sama z pewnością się niecierpliwi- powoli zaczęłam oswobadzać się z jego niemal stalowego uścisku- będę tęsknić, dodałam
- A ja nie, właściwie to jakiś czas bez ciebie dobrze mi zrobi, znów zaczął strugać bezuczuciowca, drań, posłałam mu jeszcze szybki uśmiech i pognałam do Seeshomaru-sama, który stał już obok Ah-Un. Nie mam pojęcia skąd się tu wziął, ale tęskniłam za tym „potworem" dlatego przytuliłam się do jednej głowy, a drugą pogłaskałam. Odpowiedziało mi mruczenie, coś na kształt tego co wydaje kot. Wsiadłam na zwierzaka po czym wbiliśmy się w niebo.
Patrzył za nią jak odlatywała na jakimś kolejnym potworze. Bo w końcu z jednym z nich wyruszała w podróż. Bał się o nią, o jej bezpieczeństwo i to czy dane mu będzie jeszcze kiedyś ją zobaczyć, czy będzie mógł powiedzieć jej coś na co zbierał się od dawna, ale zawsze brakowało mu odwagi.
- Będę czekał- powiedział, a wiatr zabrał tą obietnicę daleko stąd.

Dość łzawe pożegnanie wiem. Sama ryczałam, gdy go pisałam xd. Mam nadzieję, że polubiliście Akiego. Rin wyruszyła na bardzo długo wyczekiwaną podróż. Jakie przygody ich czekają? Czy dziewczyna wróci do osady, zanim będzie za późno? 

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 7- Nareszcie się doczekałam !

    - Sesshomaru-sama...
- Widzę, że zbliżyłaś się z rodzajem ludzkim 
- Tak, cóż nie miałam innego wyboru. Dlaczego tutaj jesteś Sesshomaru-sama? Mam na myśli czemu teraz? 
- Chciałem zadać ci pewne pytanie, ale teraz myśle, że znam już odpowiedź, więc jest to zbędne-Och nie kręć.
- Co to za pytanie? Nie zamierzałam odpuścić
- Skończyłaś 16 lat- zaczął, ale zatrzymał się, po czym przyjrzał mi się uważniej. Byłam już zniecierpliwiona. Tyle lat na to czekałam. Zapomniałam już jak jego zachowanie czasami mnie irytowało.Wielkie mi odkrycie, chciałam powiedzieć, zamiast tego powiedziałam
- Już jakiś czas temu- a ty nawet nie pojawiłeś się na moich urodzinach i to kilku pod rząd, chciałam powiedzieć, ale z trudem się powstrzymałam.
- Jakiś czas temu powiedziałem ci, że musisz żyć wśród ludzi i funkcjonować ich trybem- Tak a potem zostawiłeś mnie tutaj
- Pamiętam
- Teraz, gdy jesteś już prawie dorosła możesz sama podjąć decyzje. Możesz zostać tutaj, jeśli chcesz- nie wytrzymałam już tej niewiedzy
- Albo wyruszyć z tobą Sesshomaru-sama?
- Zrobisz jak zechcesz
- To znaczy, że mogę? Ta wiadomość tak bardzo mnie ucieszyła, ale musiałam usłyszeć jego odpowiedź. 
- Twoja obecność nie będzie mi przeszkadzać- powiedział jedynie, ale ja już zdążyłam narobić sobie nadzieję. Czy to możliwe, że chodź w najmniejszym stopniu tęsknił za mną tak mocno jak ja za nim? To oznacza, że chce, abym z nim wyruszyła? Powiedział, że moja obecność nie będzie mu przeszkadzać, ale choćbym nie wiem jak się starała nigdy nie wyciągnę od niego tego czego on chce. Przez czas, który z nim spędziłam zdążyłam się nauczyć, że Sesshomaru-sama nie jest zbyt wylewny. 
- Gdzie jest Jaken-sama?
- Pilnuje Ah-Un
- Oo Ah-Un tęskniłam za nim. Gdzie jest? Mogę go zobaczyć? Rany nic nie poradzę na to, że odezwało się we mnie dziecko, pomimo tego, że obiecałam sobie zachowywać się przy nim bardziej dojrzale,no ale z drugiej strony jaki jest sens udawać kogoś kim się nie jest? Wcześniej tolerował mnie jako dzieciaka, teraz też będzie musiał znosić niektóre z moich zachowań. 
- Będziesz go widzieć codziennie, więc nie ma takiej potrzeby. Więc jednak już założył, że z nim pójdę
- Wyruszamy jutro z samego rana. Spodziewałam się, że nie będzie chciał długo zostać blisko ludzkiej osady, ale liczyłam na trochę więcej czasu, aby zdążyć ze wszystkimi się pożegnać, no ale cóż mówi się trudno, chociaż może gdyby tak...
- A możemy w południe? Spojrzał na mnie wymownie. Do tej pory nigdy mu się nie stawiałam oraz nie kwestionowałam jego decyzji, ale cóż już nie jestem dzieckiem, niech się przyzwyczaja. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć dopowiedziałam
- Chciałabym móc się ze wszystkimi pożegnać, a poza tym potrzebuje też trochę czasu, aby wszystko spakować. Nie mam zamiaru brać wielu rzeczy, ale kilka z nich potrzebuje.
- Jutro w południe- potwierdził. Rozważałam jeszcze zapytanie go o to na jak długo mnie zabiera, ale spodziewałam się, że jeśli teraz zdecyduje ilość czasu, to potem głupio byłoby mi prosić go o to, aby go przedłużył. A znając go odstawił by mnie co do dnia. Wolałam nie ryzykować. Zawsze mogę negocjować, prawda?
- W takim razie do jutra, dobranoc- powiedziałam i ruszyłam w stronę lasu. Kiedy przekroczyłam pierwszy rząd drzew ktoś złapał mnie za rękę i omal nie krzyknęłam z zaskoczenia. 
- Coś ty robiła tak długo?!- usłyszałam znajomy głos, a po chwili w ciemności wyłoniła się znajoma twarz
- Co ty mówisz? Jak to długo? Zamieniliśmy jedynie parę zdań
- To jest wystarczająca ilość czasu w którym zdążyłby cie zjeść Rin
- Mówiłam ci, że nic mi nie grozi 
- Ledwo się powstrzymałem, aby się nie wrócić
- Cóż, więc dobrze, że tego nie zrobiłeś. Nie było potrzeby pokazywać mu jak mało masz do niego zaufania
- Ja w ogóle mu nie ufam! Czego od ciebie chciał?
- Porozmawiać
- O czym? Serio Rin nie rozumiem o czym można urządzać sobie pogaduszki z demonem
- On jest inny..
- Tak ci się tylko wydaje
- Nie prawda! Nie znasz go, a ja tak
- Tak? Kiedy ostatnio go widziałaś? Przez dłuższą chwile nic nie odpowiedziałam
- No jak długo go nie widziałaś?
- Ponad 4 lata- wyszeptałam
- Sama widzisz, nawet jeśli kiedyś byłaś z nim bezpieczna,w co wątpie, to teraz nie wiesz jaki jest. Przez ten czas mógł się zmienić. 
- Ja mu ufam
- Jesteś naiwna
- To nie prawda!
- Nieważne. Najważniejsze, że już sobie poszedł i więcej go nie zobaczymy. Otworzyłam usta, żeby zaprzeczyć. Chciałam mu powiedzieć, że to moja ostatnia noc w wiosce, że jutro wyruszam z Sesshomaru-sama w podróż, ale coś w wyrazie jego oczu mi na to nie pozwoliło. Wiedziałam, że to się skończy tylko i wyłącznie kłótnią, a nie tak chciałam spędzić z nim ostatnie chwile w osadzie. Zamiast tego powiedziałam
- Wracajmy już dobrze? Co ty na to,aby zrobić sobie dzisiaj ognisko?- pożegnalne ognisko, dodałam w myślach
- Co cie tak nagle wzięło na jedzenie?- zapytał zaskoczony i lekko rozbawiony uff humor mu się poprawił
- Sama nie wiem, jakoś tak zgłodniałam po tym treningu- skłamałam
- W takim razie chodźmy nad rzekę. Trzeba najpierw złapać kilka ryb, po czym złapał mnie za rękę i ruszyliśmy razem przez las.     
Biedny Aki nie ma zielonego pojęcia, że Rin zamierza opuścić osadę. Jak zareaguje kiedy się dowie? Czy postanowi coś zrobić? Dlaczego Sesshomaru wrócił po dziewczynę? Czyżby jemu też choć trochę jej brakowało? 

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 6- Wróciłeś po mnie? Prawda?

     
    Tego wieczora kiedy wychodziłam z domu niemal biegłam na „moją" łąkę, którą od jakiegoś czasu zaczęłam już nazywać „naszą", ponieważ razem z Akim przychodziliśmy tam regularnie. Dzisiaj po raz pierwszy miał mnie uczyć jak posługiwać się mieczem. Po wielu miesiącach próśb w końcu się opłaciło. Aki zgodził się pod warunkiem, że będę z niego korzystać jedynie w samoobronie lub w sytuacjach awaryjnych.
 Jestem taka szczęśliwa i podekscytowana zarazem. Już nie mogę się doczekać. Wbiegłam na teren i rozejrzałam się. Chłopak siedział na głazie i przyglądał się niebu. Od czasu śmierci Izo robił to rzadko, dlatego przez chwile przyglądałam mu się. Wyglądał na zamyślonego, ale nie przygnębionego, właściwie to przez jeden krótki moment wydawało mi się nawet, że widziałam jak się uśmiecha, niestety musiałam wejść na jakiś patyk, a on momentalnie obrócił się w moim kierunku
- Zmieniasz się w prześladowce?- spytał, a jego ton głosu, wręcz ociekał sarkazmem. Wygląda na to, że jest w dobrym nastroju, idealnym na naukę.
- Dopiero co przyszłam- skłamałam. Patrzył na mnie przez chwile, niemal przewiercając mnie spojrzeniem, a po chwili stwierdził
- Gapiłaś się na mnie
- Co? Wcale nie, coś ci się chyba przywidziało- ciągnęłam, nieco zakłopotana
- Jesteś kiepskim kłamcą, wiesz o tym?- powiedział wyraźnie rozbawiony
- A tobie najwyraźniej psuje się wzrok, odgryzłam się
- To co zaczynamy? Wolałam zmienić temat jak najszybciej
- Pewnie, jeśli tylko jesteś gotowa
- Ja zawsze jestem gotowa- rzuciłam wyzywająco
- To się dopiero okaże. Wstał i podszedł do mnie wolnym krokiem. Podał mi mały sztylet, a ja przez chwile wgapiałam się w niego oniemiała, potem przeniosłam wzrok na niego
- Nie taka była umowa. Miałeś nauczyć mnie posługiwać się mieczem, prawdziwym mieczem, a to coś- wskazałam sztylet- bardziej przypomina nóż, którego używam do obierania warzyw i owoców, niż broń
- Udowodnij mi, że potrafisz się posługiwać nim to być może pozwolę ci dzierżyć prawdziwy miecz, ale nie licz na to, że pozwolę ci walczyć moim. Jest dla ciebie zdecydowanie za duży. Broń dostosowuje się indywidualnie do każdego z osobna. Pomijając oczywisty fakt, że jesteś ode mnie słabsza, a to nie należy do lekkiego rodzaju broni to jesteś także drobniejszej budowy, oraz jesteś kobietą
- I co w związku z tym?!- teraz już się wkurzyłam. Wiedziałam do czego zmierza, znowu zamierzał mi truć, że jako kobieta nie powinnam w ogóle walczyć itd. Nie mam ochoty tego wysłuchiwać. Kiedy zobaczył moją minę nieco się zrehabilitował
- Posłuchaj Rin, wbrew temu co myślisz ja wcale cie nie obrażam. Naprawdę. Jestem pod wrażeniem twoich dotychczasowych umiejętności
- Tak i dlatego uważasz, że to powinno mi wystarczać, że powinnam się zadowolić tym co już potrafię i siedzieć cicho!
- Nie, daj mi dokończyć- zaczął polubownym tonem- chciałem jedynie powiedzieć, że miecz jest jak przedłużenie ręki. Musi być idealnie dopasowany do każdego użytkownika. Bierze się pod uwagę jego wzrost, wagę, siłę oraz ogólną budowę i tężyznę fizyczną. Jeśli chcesz dobrze posługiwać się mieczem, nie może być on do ciebie niedopasowany, bo to jedynie utrudnia zadanie. 
- Chcesz przez to powiedzieć, że dostanę większy, gdy podrosnę, tak?
- Tak, można tak to określić
- Oszust! Mam już 16 lat, ponad. Dobrze wiesz, że już nie urosnę, a jeśli już to niewiele
- Ja tego nie powiedziałem- dość nieumiejętnie próbował ukryć uśmiech
- W porządku. Udowodnie ci, że posługiwanie się tym czymś mam opanowane do perfekcji. Wtedy nie będziesz miał już żadnych wymówek.
 Po powiedzeniu tego rzuciłam się na na niego. Tak jak się spodziewałam momentalnie wyciągnął miecz z pochwy i zablokował mnie. Odskoczyłam, ale on już natarł na mnie. Widocznie tak bardzo chciał dać mi nauczkę i udowodnić swoje racje, że nie myślał nawet o daniu mi forów. Miotaliśmy się tak przez dobrych kilka minut, aż w końcu wytrącił mi broń z dłoni. Ta poszybowała kilka ładnych metrów ode mnie, lecz zdążyłam jedynie obejrzeć się w którą stronę poleciała,bo już po chwili podciął mi nogi, a ja upadłam na ziemie. Pochylił się nade mną i błyskawicznym ruchem przytknął koniec miesza zaledwie kilka cm, od mojej szyi i tak zawisł. Serce podskoczyło mi w piersi zarówno ze strachu, jak i zaskoczenia. Spojrzałam na jego twarz. Uśmiechał się do mnie arogancko, łajdak. Zanim się spostrzegłam jego postawa się zmieniła. Teraz odsunął miecz ode mnie, uklęknął obok, jak gdyby próbował mnie zasłonić i powiedział
- Rin uciekaj! Stanowczość w jego głosie całkowicie mnie zaskoczyła. Podniosłam się do siadu i spojrzałam w tę samą stronę co mój towarzysz. Serce zatrzymało mi się na kilka sekund, gdy dostrzegłam to co on. Jakieś 4 metry od nas stał postawny, wysoki mężczyzna o długich niemal do ziemi białych włosach i przewiercających na wskroś miodowych oczach. Patrzył wprost na mnie, zupełnie tak jakby Akiego nie było obok. Miałam wrażenie, że czas na chwile się zatrzymał, a na świecie jesteśmy tylko my. Nic innego się nie liczyło. Wrócił. Wrócił po mnie? Tego nie byłam pewna. Wiedziałam jedynie to, że to właśnie on tam stoi. Bo przecież Sesshomaru-sama nie można było pomylić z nikim innym. Tak jak przypuszczałam nie zmienił się nawet o jotę od momentu w którym widziałam go po raz ostatni. Ocknęłam się dopiero w momencie w którym Aki ruszył w stronę intruza. Wtedy mężczyzna oderwał spojrzenie ode mnie i popatrzył na nacierającego na nieco chłopaka. W mgnieniu oka wyciągnął miecz i odparł atak wroga. To mnie otrzeźwiło. Wstałam i podbiegłam do nich
- Przestańcie walczyć!
- Rin co ty mówisz? To potwór! Uciekaj!
- Nie, nic nie rozumiesz to Sesshomaru-sama. On nie jest potworem. Nic ci nie zrobi, prawda?- spojrzałam na niego, ale on nic nie odpowiedział, natomiast schował miecz z powrotem do pochwy. Jak zawsze małomówny. Przeniosłam wzrok na Akiego i wolno podeszłam do niego. Dotknęłam jego ręki w której trzymał broń i opuściłam do jego boku, cały czas patrząc mu przy tym w oczy. Miałam nadzieje,że z nich wyczyta brak zagrożenia ze strony przybysza. Zawahał się przez moment, jednak ostatecznie mnie posłuchał.
- Widzisz?- spytałam. Nie wyglądał na przekonanego dlatego 
sięgnął drugą ręką i przyciągnął mnie do siebie w geście obronnym. Sesshomaru-sama nic nie zrobił, tylko nam się przyglądał. Przypomniałam sobie, że kiedy byłam młodsza to bez skrupułów rzucałam mu się w ramiona za każdym razem, gdy znów go widziałam po dłuższej nieobecności, jednak teraz wiedziałam, że takie zachowanie mi nie przystoi. A nawet gdyby,to jego postawa zabroniła mi się do niego zbliżyć. Był czujny i nieufny, zupełnie jak drapieżnik. Nie tylko w stosunku do Akiego, ale co zauważyłam po chwili także w stosunku do mnie. Tak jakby powstał między nami dystans, tak wielki, że nie mogłam tak po prostu go przekroczyć. Zaryzykowałam kolejne spojrzenie w jego oczy i zobaczyłam jak mierzy nas wzrokiem. Zastanawiałam się czy w ogóle zamierzał się odezwać. 
- Ano Sesshomaru-sama co tutaj robisz?
- Co?! To ty go znasz?- spytał zszokowany chłopak spoglądając to na mnie to na niego
- A myślisz, że dlaczego nie chciałam abyście walczyli?
- Sam nie wiem. Może pomyślałaś, że to niebezpiecznie się z nim mierzyć samemu po tak długiej przerwie
- To też, ale nie o to chodziło. Pamiętasz jak kiedyś opowiadałam ci, że nie wszystkie yokai są złe, a ja w dzieciństwie poznałam takiego, który nie jest?
- Szczerze? To zawsze sądziłem, że zmyśliłaś tę historię
- Słucham?- spytałam naburmuszona. Nie mogłam uwierzyć w to, że mi nie wierzył, jak on śmiał myśleć, że kłamałam?
- Jak dla mnie brzmiała zbyt nierealistycznie. Sądziłem wtedy, że ci się to przyśniło pewnej nocy i pomyliłaś sen z jawą.- Taa sama też nie raz zastanawiałam się nad tym czy to mi się nie przyśniło, więc nie mogę go obwiniać. 
- Cóż w takim razie właśnie teraz stoi przed tobą żywy dowód na to, że nic sobie nie wymyśliłam. Zwróciłam się do yokai
- Sesshomaru-sama co cie tu sprowadza?
- Rin chciałem z tobą porozmawiać, ale widzę, że jesteś zajęta, więc przyjdę innym razem. -Tak, za kolejne kilka lat? Nie ma mowy żebym pozwoliła ci odejść teraz, zanim nie dowiem się wszystkiego. Zaczynając od tego dlaczego tak długo mnie nie odwiedzałeś, a kończąc na tym po co zdecydowałeś się przyjść teraz, tak bardzo chciałabym móc mu to wykrzyczeć prosto w twarz, jednak nie mam tyle odwagi. 
- Nie, to znaczy wcale nie jestem. Razem z Akim trenowaliśmy. Uczy mnie posługiwać się mieczem, powiedziałam dumnie, jednak nie wiedziałam dlaczego w ogóle zaczęłam mu się tłumaczyć. Przecież nie było ku temu żadnego powodu. 
- Rin zwariowałaś?! Nie ma mowy żebym zostawił cie z nim samą. To potwór! Tacy jak on nie mają serca, skrzywdzi cie zanim się obejrzysz! Zaufaj mi, coś o tym wiem- dodał już bardziej ponuro. Nie zaskoczyła mnie jego reakcja. Nie po tym przez co przeszedł, ale nie mogę pozwolić na to by jego troska o mnie spowodowała, że nie uzyskam odpowiedzi na moje pytania.
- Nie zrobi tego. To ty mi zaufaj- spojrzałam mu w oczy, chcąc go przekonać, że jestem bezpieczna i nie musi się o mnie martwić, lecz nie wyglądał na przekonanego
- Posłuchaj, Sesshomaru-sama nie jeden raz ocalił mi życie. Gdyby chciał mojej śmierci to nie byłoby mnie tutaj teraz. 
- O czym ty mówisz?
- Powiedzmy, że nie powiedziałam ci wszystkiego, ale wiedz, że gdyby nie on to nie byłoby mnie na świecie już od ładnych 8 lat
- Rin...
- Proszę Aki. Nie proszę cię o zaufanie do niego, bo rozumiem, że w tej chwili nie jest to możliwe, ale zaufaj mi. Nic mi się nie stanie. Wrócę zanim się obejrzysz-dodałam
- Dobrze, dam wam chwile, zwrócił się do przybyłego yokai- ale w razie czego jestem zaraz obok, poczekam na ciebie w lesie, jeśli uznam, że zbyt długo cie nie ma to tu wrócę
- W porządku, dziękuje- powiedziałam i poczekałam aż Aki zniknie za drzewami. Dopiero wtedy spojrzałam z powrotem na przybysza. Zrobiłam kilka kroków do przodu, aby wiedział, że się go nie obawiam, wbrew temu co powiedział chłopak.
- Sesshomaru-sama... 

Nareszcie! Pewnie to teraz chodzi Wam po głowach, mam rację? Haha :D Sesshomaru się pojawił. Pytanie dlaczego to zrobił i czemu właśnie teraz? Jakie są Wasze przypuszczenia? 
Nie zapominajcie, że gwiazdki i komentarze bardzo motywują ;) 
- Pozdrawiam 
- Lu-chan :*   

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 5-Jestem tu


Obudziły mnie czyjeś straszne wrzaski. Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Dopiero po chwili przypomniałam sobie o śpiącym obok Akim. Zerwałam się szybko i zaczęłam go trącać
- Aki!Aki obudź się! Aki! Otworzył szeroko oczy. Wyraz jego twarzy wyrażał głębokie przerażenie. 
Jeszcze nigdy nie widziałam, aby czegoś się bał. Jego spojrzenie wędrowało po całym pomieszczeniu aż w końcu spoczęło na mnie. W pierwszym momencie wyglądał na zaskoczonego, właściwie to nie jest adekwatne określenie, bardziej kogoś w totalnym szoku
- Już dobrze to był tylko zły sen- próbowałam jakoś go uspokoić
- Rin? A co ty tu robisz?- zapytał autentycznie zaskoczony
- Nic nie pamiętasz? Aki jesteś w wiosce. Znalazłam się wczoraj, byłeś poważnie ranny.
- Ranny?- powtórzył jak papuga i spojrzał na siebie- gdzie są pozostali? Izo i reszta?
- Właściwie to sama miałam cie o to spytać...Aki naprawdę nic nie pamiętasz? Wygląda na takiego zagubionego, że serce się kraje. Nie wiem co robić, jak mu pomóc? Gdzie są pozostali?
- Aki..chcesz przez to powiedzieć, że nie wiesz gdzie jest reszta? Zerwał się na równe nogi, ale już po chwili tego pożałował. Zgiął się wpół i uklęknął
- Aki! Przestań! Nie możesz jeszcze wstawać! Nie wolno ci się przeciążać! Podbiegłam do niego i usiłowałam zatrzymać. Objęłam go w pasie i przerzuciłam sobie jedno jego ramię przez głowę, chcąc zaprowadzić go z powrotem na posłanie, ale on miał znacznie więcej siły niż na to wyglądał. Zaczął się szarpać
- Przestań! Twoja rana się otworzy! Aki!- krzyknęłam. Dopiero wtedy przestał się szarpać i faktycznie na mnie spojrzał. Zdawało się, że w tym momencie mnie zauważył, zupełnie jak by nie widział mnie wcześniej. Być może wcześniej myślał, że jestem wytworem jego wyobraźni, że to był ciągle tylko koszmar?
- Rin to naprawdę ty?
- A kto inny?- spytałam nieco zirytowana, jednak gdy dostrzegłam jego wyraz twarzy od razu skończyłam z tym tonem. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem spokojnie i troskliwie
- Tak Aki to naprawdę ja...proszę musisz się położyć. Inaczej twój stan znacznie się pogorszy. Wciąż na mnie patrzył, przez chwile w milczeniu, jakby wciąż nie wierzył w to, że to ja. Jednak po chwili skinął głową i posłusznie pozwolił mi się poprowadzić do posłania. Usiadł ostrożnie, chyba na własne skórze poczuł, że jest ranny
- Już się uspokoiłeś?- spytałam cicho, znowu odpowiedział skinieniem
- Pamiętasz co się stało?
- Walczyliśmy z yokai, ale ten był inny niż pozostali. Był bardzo silny i nie mogliśmy go powstrzymać- Aki patrzył przed siebie. Zupełnie jakby wciąż to widział i na nowo przeżywał
- Zostaliśmy poproszeni o pomoc jedną z pobliskich wiosek. Wieśniacy powiedzieli, że jakiś potężny i okrutny yokai zabija ludzi.Pożera ich, nawet dzieci. Poszliśmy się z nim zmierzyć..ale...ale okazał się zbyt silny. Było nas pięciu. Otoczyliśmy go, lecz demon nic sobie z tego nie zrobił. Zaatakował nas wszystkich.
 Pierwszy poszedł Akinori, ale został odepchnięty niczym piłka, uderzył z całą siłą o jeden z domów i już...już się nie podniósł- głos zaczął mu się łamać- po..podbiegłem do niego, a w międzyczasie demon rozprawił się z Akihisą i Akihitą, rozerwał ich na strzępy na moich oczach, a potem...potem Izo...on zaczął z nim walczyć sam. Dołączyłem do niego,ale on przez całą walkę mnie chronił. Za każdym razem brał cios skierowany na mnie na siebie..był już tak poważnie ranny i krwawił...krzyczałem..błagałem go aby przestał. Ale on mnie nie słuchał. W momencie w którym ja leżałem...nie mogłem się podnieść, a yokai szedł w moją stronę Izo go sprowokował i skierował wszystkie ataki na niego samego. Robił zarówno za żywą tarczę jak i atakował.
 W czasie trwania walki kiedy Aniki unieruchomił go na chwile to zabrał mnie stamtąd i schował za jakimiś gruzami rozwalonego domu. Protestowałem, ale nie miałem już siły, nie mogłem się podnieść, nie mogłem nic zrobić, obraz zaczął mi się powoli zamazywać. Widziałem jedynie jak yokai znów go zranił, krew spryskała całą ziemię, a Aniki upadł u jego stóp. Później straciłem przytomność...cholera- zaczął uderzać pięścią w podłogę- gdybym tylko bym silniejszy..oni...oni nadal by żyli..a tak to Izo i pozostali..oni..oni- zaczął cały drżeć, a łzy spływały mu po twarzy niczym z  wodospadu. Nie znałam za dobrze jego rodziny, lecz ten nastrój mi się udzielił. Nie myśląc za wiele rzuciłam się na niego i przytuliłam go mocno. On mnie złapał i trzymał tak mocno, że miałam wrażenie, że mnie udusi, ale pozwoliłam mu na to. Właśnie dowiedziałam się, że stracił rodzinę. Wszyscy zostali zamordowani przez yokai. Jedynie Aki przeżył. Nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić jak on się teraz czuje. Był w totalnej rozsypce, całkowicie załamany. Tak bardzo chciałabym mu jakoś pomóc, ale co ja mogę zrobić w takiej sytuacji? Mogę jedynie pozwolić mu się wypłakać w moich ramionach, być dla niego wsparciem, po prostu być przy nim.
- Rin...-zaczął szeptać moje imię- Rin....co ja narobiłem? Gdyby ktoś wszedł w tym momencie to po zachowaniu mógłby wywnioskować, że to ja jestem starsza. To oczywiście nie tak, że drwie z uczuć Akiego. Po prostu to mi przyszło do głowy z jakiegoś nie wiadomego powodu. Naprawdę bardzo mu współczuję i chciałabym coś zrobić, aby chociaż po części zabrać jego ból. Sama nie wiem jak on się czuje. Nigdy nie miałam rodziny, która byłaby mi bliska, którą bym kochała tak bardzo, by po ich utracie za nimi tęsknić i ich opłakiwać. Jedyne co wiedziałam, że w tym momencie Akiemu zawalił się cały świat, a ja jestem jedyną, która jest teraz przy nim, która to widzi i to jest mój obowiązek, żeby go jakoś pocieszyć.
Po tym jak napoiłam go naparem sporządzonym poprzedniego dnia wyszłam na zewnątrz. Przypuszczałam, że w tym momencie będzie wolał zostać sam. W jednej chwili stracił tak wiele, w dodatku to uczucie bezsilności. Założę się, że cały czas przetwarza to w głowie, zastanawia nad tym co mógł zrobić i wyrzuca sobie fakt, że im nie pomógł. Ja tylko raz widziałam śmierć ludzi, ponieważ Sesshomaru-sama nie krzywdził nikogo od kiedy do niego dołączyłam. To było tak dawno temu, w dodatku to nie byli bliscy mi ludzie, praktycznie ich nie znałam, a ci którzy znali mnie nie traktowali mnie za dobrze, mimo tego widzę tę scena za każdym razem, gdy tylko zamknę oczy. Ta makabra będzie mnie prześladować już zawsze. Takiego obrazu nie da się zapomnieć. To jest zupełnie tak jak by te wspomnienia żyły własnym życiem. Jest to ten rodzaj przeżycia, który przeżywasz za każdym razem na nowo. Te wszystkie emocje nachodzą cię, jak gdybyś znowu tam był. Właśnie, przecież rodzice Akiego jeszcze nic nie wiedzą o jego powrocie, ani też stracie drugiego syna. Ale jak tak się nad tym zastanowić to chyba powinnam pozwolić jemu im to wszystko wyjaśnić wtedy, kiedy będzie na to gotowy. 

Przez kolejne miesiące robiłam co w mojej mocy, aby wspierać Akiego. Był czas kiedy nie chciał z nikim się widzieć i wolał zostać w domu, lecz wtedy na siłę go wyciągałam wymyślając jakiś pretekst np. najczęściej korzystałam z faktu, że obiecał nauczyć mnie walczyć. W takich momentach nie miał wyboru, ponieważ był bardzo słownym człowiekiem, który zawsze dotrzymywał danego słowa. Nie trudno się domyślić jak przeżywała żałobę cała jego rodzina. I nie tylko. Cała wioska opłakiwała poległych w walce łowców. Odbyła się skromna, ale bardzo piękna uroczystość pogrzebowa, po tym gdy udało się odnaleźć ciała. Ja ich nie widziałam, bo Kaede twierdziła, że to zbyt makabryczny widok dla młodej dziewczyny, a zresztą nawet gdybym mogła to chyba i tak nie chciałabym tego oglądać.
 Wystarczająco smutne dla mnie było  patrzenie na rezultaty tego incydentu każdego dnia. Co mnie zdziwiło Aki nie płakał na pogrzebie własnego brata. Przyglądałam mu się przez cały okres trwania uroczystości, lecz nie uronił ani łzy. Właściwie jak się tak nad tym zastanowić to poza tym jednym razem, kiedy uświadomił sobie prawdę to w ogóle nie opłakiwał brata, ani pozostałych. Raz nawet zapytałam się go o to wprost. Odpowiedział mi, że mężczyźni nie powinni się mazgaić, a później zmienił temat, dlatego więcej do niego nie wracałam. Z mijającym czasem widziałam, że robiło mu się coraz łatwiej. Kilka razy nawet udało mi się wywołać jego uśmiech.
 Co prawda z reguły śmiał się ze mnie, ale nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się za każdym razem, gdy się rozpogadzał, chociaż na chwile. Powoli zaczął znowu zachowywać się jak on. Wrócił do siebie. Drwił i naśmiewał się ze mnie oraz zaczął traktował mnie z góry. Z zaskoczeniem odkryłam, że mi tego brakowało. Nawet tego, że ciągle mnie we wszystkim poprawiał, przez co czułam się jak bym wiecznie popełniała jakieś błędy. Spędzanie z nim czasu każdego dnia stało się tak naturalne niczym oddychanie. Nie potrafiłam już wyobrazić sobie, że go nie ma. Po tragedii jaka spotkała ich rodzinę Aki postanowił zrezygnować z zawodu łowcy, przynajmniej na jakiś czas. Oczywiście nadal zabijaliśmy yokai, nawet byliśmy na kilku parudniowych wycieczkach,kiedy były jakieś pilniejsze zgłoszenia, ale nie miał zamiaru zajmować się tym zawodowo. To co robiliśmy to wyświadczanie przysług biedniejszym wieśniakom, nigdy nie braliśmy za to żadnego wynagrodzenia, więc nie mogliśmy nazwać naszej działalności pracą. I tak właśnie minęło kolejne 3 miesiące.

Rin jest ogromnym wsparciem dla Akiego. Dzięki niej powoli wszystko zaczyna wracać do normy. No właśnie tylko co  tak naprawdę można nazwać "normą" żyjąc w epoce, w której istnieją yokai? Jakie inne przygody czekają naszych bohaterów? Czy życzenie Rin w końcu się spełni? 

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 4- CO MU SIĘ STAŁO?!!!!


Zwykle ludzie, którzy śpią wyglądają bardzo spokojnie, jednak nie on. Delikatnie odgarnęłam włosy z jego twarzy i przeraziłam się, gdy na mojej dłoni dostrzegłam krew. Był tak poważnie ranny, a ja nie wiedziałam co robić. Kaede była właśnie poza wioską, więc nie miałam do kogo się zwrócić. Z resztą nie było na to czasu, wiedziałam, że w jego stanie liczy się każda sekunda. Całe szczęście, że miałam przy sobie bandaże, gdyż Kohaku zranił się poprzedniego dnia, więc nosiłam go przy sobie. 
Opatrzyłam jego klatkę piersiową, chociaż trochę tamując krwotok. Całe szczęście najwyraźniej zmierzał w kierunku domu Kaede i mojego, bo nie dzieliła nas teraz od niego duża oległość.Jakoś udało mi się przenieść go do środka. Położyłam go na macie, niedaleko ogniska. Nie mogłam być pewna, tego czy nie został otruty, co za tym idzie nie będzie miał gorączki oraz dreszczy. Wzięłam apteczkę, którą Kagome-sama przyniosła kiedyś ze sobą ze swoich dziwnych czasów i odszukałam gazy oraz bandaże. Wiedziałam, że odwiązywanie pierwszego opartunku jest bez sensu, gdyż zasklepiona już rana jedynie się otworzy, jednak nie mogłam ryzykować tego, że może być zanieczyszczona, co za tym idzie może wdać się zakażenie, jeśli jej nie przemyje. Dlatego najdelikatniej jak tylko potrafiłam odwiązałam bandaż oraz ściągnęłam jego kimino i odrzuciłam na bok. Namoczyłam kilka ścierek w wiadrze z wodą i przemywałam ranę. 
Była tak głęboka. Wyglądało to tak jakby ktoś wbił mu coś ostrego i długiego w klatkę piersiową. Całe szczęście po prawej, nie lewej stronie. Ale i tak stracił tak mnóstwo krwi, jest taki blady. Kiedy skończyłam go obmywać to z wdzięcznością ujrzałam, że skóra nie zmieniła koloru, co znaczyło, że nie został otruty. Wzięłam gazę i nałożyłam na nią maści, którą sporządziłam dziś rano i przytknęłam do rany. Nie byłam pewna czy stracił już prawie całą krew czy rana zaczęła się goić, lecz krew już prawie przestała lecieć. 
Powoli podniosłam go do pozycji siedzącej. Kucnęłam za nim i zaczęłam owijać go bandażem. Kiedy już skończyłam położyłam go z powrotem, po czym przykryłam kocem, aby nie zmarzł. Dodałam chrustu do ognia, po czym wyszłam z domku i napełniłam wiadro świeżą, czystą wodą, namoczyłam inną szmatkę i zrobiłam mu okład na czoło. Usiadłam przy nim i w duchu modliłam się o to, by się obudził. Nie mogłam stracić i jego. Wyraz jego twarzy się zmienił, rysy jakby złagodniały. Gdyby nie te wszystkie opatrunki pomyślałabym, że po prostu śpi.
- Aki proszę cię wytrzymaj. Kiedy wróci Kaede-sama na pewno coś zrobi. Pomoże ci i szybko wydobrzejesz dlatego nie możesz się poddawać, dobrze? Jesteś moim pierwszym prawdziwym pacjentem, jak by to o mnie świadczyło? Nawet nie wiedziałam w którym momencie zaczęłam płakać. W ogóle bym się nie zorientowała, gdyby jedna z łez nie spadła na jego twarz. Wtedy, tamtego dnia w którym nie byłam w stanie nawet poradzić sobie z jednym marnym yokai, dnia w którym to właśnie Aki mnie uratował obiecałam sobie, że nie będę więcej płakać, więc dlaczego teraz nie mogę przestać?
- Aki, błagam ocknij się- pochlipywałam- proszę otwórz oczy. Nie zostawiaj mnie, błagam- przytknęłam głowę do jego piersi. Poczułam ruch. W pierwszej chwili myślałam, że tylko mi się zdawało,jednak gdy podniosłam głowę ujrzałam jak jego oczy się otwierają. Z początku jego wzrok był zamglony i domyśliłam się, że nie widzi wiele, jednak później zamrugał a jego spojrzenie spoczęło na mnie
- Aki!- zawołałam uradowana- wiedziałam, że najgorsze jeszcze przed nami, lecz cieszyłam się mogąc zobaczyć, że się obudził. Przynajmniej teraz miałam pewność, że nie umierał, że walczył o życie.
- Rin?-wyszeptał tak cicho, że ledwo mogłam go usłyszeć- niemożliwe
- Tak to ja- powiedziałam. Zaczął się podnosić, ale powstrzymałam go 
- Nie podnoś się, jeszcze za wcześnie na to, aby wstawać. Jesteś poważnie ranny, szczerze mówiąc to cud, że żyjesz, więc nie waż mi się tego zaprzepaścić, rozumiesz?- łzy ciągle ciekły mi po policzkach, jednak tym razem to były łzy szczęścia. Na jego twarzy pojawił się grymas, który miał być chyba typowym dla niego drwiącym uśmieszkiem
- Nic się nie zmieniłaś- stwierdził
- Ej..a to co miało niby znaczyć?- mogłam usłyszeć pretensje w swoim głosie. Ale fakt, że zaczyna się ze mną droczyć oznacza, że nic mu nie jest. Wytarłam oczy i wreszcie przestałam płakać.
- Gdzie ja jestem?
- W wiosce, a konkretnie u Kaede-sama. Pamiętasz jak się tu znalazłeś?
- Pamiętam jedynie, że szedłem przez las, aż dotarłem do wioski. Zobaczyłem cie...a potem pustka
- Nic dziwnego...straciłeś przytomność
- Chcesz przez to powiedzieć, że sama mnie tu przyniosłaś? Gdzie Kaede?
- Jest poza wioską. Odbiera poród. A odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie to tak sama cie tu przyniosłam. Widzisz jestem znacznie silnijsza, niż na to wyglądam
- Heh..właśnie widzę- kąciki jego ust uniosły się lekko w półuśmiechu 
- Kpisz sobie ze mnie, prawda? Nie wierzysz mi?
- To nie tak, że ci nie wierzę po prostu, dziękuje- powiedział, a w jego głosie można było usłuszeć szczerość, wdzięczność, a nawet nutkę szacunku. To było dla mnie dziwne i dość niecodzienne. Aki nigdy, ale to przenigdy za nic nie dziękował, a przynajmniej nie mi. 
- Ee..nie ma za co. Po prostu leż i odpoczywaj do momentu w którym Kaede-sama nie wróci, bo jeśli w międzyczasie umrzesz to będzie na mnie- nagle zrobiło mi się jakoś głupio, nieswojo i niezręcznie. Dopiero teraz mogłam wyraźniej mu się przyjrzeć. W sumie to nie było go ponad pół roku. Zmienił się, trochę wydoroślał, ale chyba jedynie z wyglądu. Miał dłuższe włosy. Czarne kosmyki opadały mu na oczy. Rysy twarzy również trochę zmężniały. Obiektywnie stwierdzając jest przystojny. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ale teraz, gdy jestem starsza, prawie dorosła nie mogę tego zignorować. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że on wciąż mi się przygląda
- Co jest? Mam coś na twarzy?
- Nie, po prostu ty też się nieco zmieniłaś. Nie wyglądasz już jak dziecko
- Bo nim nie jestem! Rany...ile razy mam to jeszcze powtarzać, aż w końcu to do ciebie dotrze?
- Teraz już wierzę...wiesz tęskniłem za tobą
- Nie patrz tak na mnie! Powinieneś się zdrzemnąć, aby odzyskać siły. Gdy Kaede-sama wróci przyprowadzę ją do ciebie od razu
- Przecież to jest jej dom. Gdy wróci to właśnie tutaj..-powiedział słabo
- Ano tak racja. Ja głupia. Ahh czemu przy nim zawsze robię z siebie kretynkę?! Zmieniłam mu okład, przy okazji dotykając czoła
- Hm...wygląda na to, że nie masz gorączki. Dobrze muszę wyjść na chwile zebrać zioła. Za niedługo wrócę, idź spać- już się podnosiłam jednak on złapał mnie za rękę i zatrzymał
- Coś się stało? Gorzej się czujesz?
- Czy możesz ze mną zostać dopóki nie zasnę? Teraz to już kompletnie zgłupiałam. Najpierw podziękował, a teraz jeszcze to? To kompletnie nie jest w jego stylu
- Eh ty się na pewno dobrze czujesz? Jesteś pewien, że nie masz gorączki? Ale on nie odpowiedział. Cały czas trzymał moją dłoń. Całkiem mocno jak na kogoś kto otarł się o śmierć. Wygląda na bardziej spokojnego i zrelaksowanego, ale nie do końca. Nie mogłam mu tego odmówić, prawda? Jest wykończony. Świadczy o tym też fakt, że zasnął w przeciągu zaledwie kilku sekund. Mimochodem odgarnęłam mu włosy z oczu, a przed wyjściem jeszcze sprawdziłam opatrunek. Trochę przesiąknął krwią, ale na szczęście nie dużo. Wygląda na to, że rana szybko się goi. Teraz muszę tylko przynieść mu coś na odzyskanie sił.

 Wyszłam na zewnątrz i zaczerpnęłam świeżego powietrza. Spojrzałam w niebo. Zdążyło się już ściemnić. Hm...nie mam pojęcia ile czasu minęło od kiedy znalazłam Akiego. Wygląda na to, że Kaede-sama nie wróci na noc. Kiedy zbierałam zioła cały czas nad czymś myślałam. Coś nie daje mi spokoju. Gdzie się podział Izo i reszta? Dlaczego nie wrócili razem z Akim? Co tak właściwie przytrafiło się Akiemu, że jest w takim stanie? Ta rana, to wyglądało tak jakby ktoś dosłownie wsadził mu rękę lub bardziej prawdopodobne łapę w klatkę. 
Obok widniały inne zadrapania świadczące o tym, że walczył z yokai. W dodatku podejrzewam, że silnym skoro skończył w takim stanie. Kiedy miałam już wszystkie potrzebne składniki wróciłam i zagotowałam wodę w garnku nad palnikiem. Wrzuciłam rośliny i zaczęłam mieszać. Napar powinien być gotowy, kiedy Aki się obudzi. Już nie martwiłam się o to, że może nie przetrwać nocy, gdyż wyglądał znacznie lepiej. Nie był już tak ziemisto blady jak wcześniej, jego twarz nawet nabrała lekkich rumieńców.
 Zmniejszyłam nieco ogień pod miksturą i spróbowałam jej. Smakowała nawet nie najgorzej jak na lekarstwo. Przez jakiś czas po prostu patrzyłam jak śpi, lecz sama także zrobiłam się senna. Jednak to był dzień pełen wrażeń bez dwóch zdań. Z resztą po powrocie do wioski nie miałam jeszcze czasu na odpoczynek. Rozłożyłam posłanie obok niego i położyłam się. Nawet nie wiem w którym momencie zasnęłam.
Aki już czuje się lepiej, więc Rin może chwilę odpocząć. Tylko wciąż nie wie co się stało jej najlepszemu przyjacielowi. Z kim walczył skoro skończył w takim stanie? Gdzie Izo i pozostali?

15- Jesteś najważniejsza (Rinmaru)- rozdział 3- Wycieczka z Kohaku


Dotarliśmy do małej polany po drugiej stronie lasu. Trochę przypominała tą „moją" tyle, że była mniejsza i mieściła się po drugiej stronie wioski.
- Podaj mi to- wskazał mój łuk i strzały- podałam mu je
- Teraz patrz uważnie. Zanim wystrzelisz musisz określić cel. Powiedzmy, że moim w tym momencie będzie tamten liść na drzewie- pokazał na niego
- Ale przecież on jest taki mały
- Skoro strzała da radę go przebić to jest wystarczającej wielkości- naprężył łuk i strzelił. Oczywiście bez trudu trafił w cel. Musiałam przyznać, że byłam pod wrażeniem.
- Sam widzisz. Ja też chce tak strzelać.
- I będziesz. Skoro to ja zostałem twoim nauczycielem
- Skromny jesteś
- Wiem- powiedział uśmiechając się szeroko- teraz twoja kolej. Zanim naprężysz łuk musisz zwizualizować swój cel. Zobacz go wyraźnie. To jest klucz do sukcesu.
- I tyle? – nie mogłam uwierzyć w to, że to może okazać się tak banalnie proste
- Rin twoja celność jest dobra. Musisz po prostu nauczyć się opanowywać strach w obliczu zagrożenia.
- To w czym ma mi niby pomóc ta cała wizuacja?
- Haha wyzualizacja. Pomaga w skupieniu się na celu, kiedy to opanujesz strach odejdzie nim się obejrzysz
- Aki....Aki!- dotarły do nas głosy, a już po chwili ujrzałam Izo z kilkoma innymi młodymi chłopcami których imion nie znałam
- Bracie co ty tu jeszcze robisz? Przecież za chwile wyruszamy. Czyżbyś zmienił zdanie?
- No co ty Aniki w życiu. Po prostu straciłem poczucie czasu. Rzeczy mam ze sobą, więc możemy ruszać
- Ty pewnie jesteś Rin. Aki sporo o tobie mówił- powiedział starszy brat Akiego
- A ty musisz być Izo. Mogę powiedzieć o tobie to samo. Miło cie poznać
- I nawzajem panienko- brat Akiego był do niego podobny, lecz starszy przez co wyglądał już na dorosłego. Podejrzewam, że ma z jakieś 21 lat.
- Rin trenuj systematycznie. Jak wrócę to sprawdzę twoje postępy- powiedział głośno, lecz później podszedł do mnie pochylił się i położył ręce na moich ramionach po czym spojrzał mi w oczy i wyszeptał
- Wrócę zanim się obejrzysz, więc trenuj dzielnie. Uważaj na siebie i unikaj niebezpiecznych sytuacji. Podczas podróży stanę się jeszcze lepszym łowcą. Przyniosę ci jakiś prezent, więc czekaj na mnie- po czym bezceremonialnie mnie przytulił. W pierwszej chwili byłam w szoku, ale odzwajemniłam uścisk. Wiedziałam, że długo go nie będzie, a w najgorszym wypadku mogę go więcej nie zobaczyć, lecz nie chciałam myśleć w ten sposób.
- Aki uuuu szybciej żegnaj się z dziewczyną
- Trzeba mu przyznać, że szybki jest
- Co nie? Już sobie przygruchał taką ślicznotkę
- A jaką młodą
- No, niezła laska, trzeba przyznać
- Skończyliście? – spytał Aki. Był nieco poirytowany, ale też rozbawiony
Wracajcie bezpiecznie!- zawołałam za nimi i pomachałam im na pożegnanie. Nie sądziłam wtedy, że niektórych z nich widzę po raz ostatni.

Podczas nieobecności mojego jak by nie patrzeć jedynego przyjaciela czułam się trochę samotna na początku. Przyzwyczaiłam się do tego, że zawsze był w wiosce. Do tego, że w każdej chwili mogłam do niego przyjść, a najczęściej to on odnajdywał mnie. Jednak z czasem  przywykłam do nowej sytuacji. W końcu nie było go przez kilka miesięcy. Nie miałam innego wyjścia, jak po prostu się z tym pogodzić.
 Nie spoczęłam na laurach i dotrzymałam słowa. Trenowałam każdego dnia. Byłam zadowolona widząc rezultaty ćwiczeń i trochę żałowałam, że nie mogłam pokazać mu swoich postępów. Musiałam przyznać, że brakowało mi go znacznie bardziej niż bym przypuszczała. Nie sądziłam, że będę potrafiła jeszcze kiedyś się do kogoś tak przywiązać jak do Sesshomaru-sama. Jednak tęsknota, którą odczuwałam za tą dwójką była porównywalna.
 Zamiast jednak wiecznie skupiać się na tym, że nie ma ich w pobliżu starałam się doskonalić każdego dnia. Nie mówię tylko o treningach. Zostałam pełnoprawną miko. Jak na razie potrafię posługiwać się amuletami do wypędzania duchów yokai oraz znam mnóstwo receptur na antidotum na choroby oraz trucizny z lekarstw i ziół. Od tych najbardziej popularnych do tych, które nie zdarzają się często, lecz mają silne działanie, czasami nawet śmiertelne.
 Dosyć często towarzystwa dotrzymywał mi brat Sango-sama Kohaku. Zaczął coraz częściej odwiedzać siostrę, kiedy dowiedział się, że został wujkiem. Zabrał mnie kilka razy na polowanie na yokai stąd wiem, że naprawdę poprawiłam swoje umiejętności. Nauczył mnie też walczyć. Oczywiście nie jakoś świetnie, ale jak na razie jestem na takim etapie, że w razie czego takiego mniej silnego yokai byłabym w stanie powalić. Rzecz jasna nie na stałe. Mam na myśli to, że taki atak bardziej nadawałby się na odwrócenie uwagi, aby ktoś inny go wykończył.
 Dobra wiadomość jest taka, że znowu przyzwyczaiłam się do widoku tego typu potworów, co za tym idzie przestałam się ich bać. Nie drżałam cała, kiedy celowałam z łuku do któregoś z nich, ani też nie myślałam o ucieczce. W razie kryzysowej sytuacji Kohaku był obok, więc wiedziałam, że gdyby coś poszło nie tak on by mi pomógł. Dzięki temu czułam się pewniej. Nie jestem pewna gdzie był, ani też co robił, ale z pewnością urósł w siłę. Ciekawa jestem czy Aki jest na tym samym poziomie co Kohaku. Jeśli chodzi o bycie łowcą demonów.

To był dzień w którym wróciłam do wioski z mojej wędrówki z Kohaku. Nigdy go nie zapomnę,nawet jeśli bym chciała chociaż niektóre aspekty. No ale domyślam się, że nie bardzo wiecie o co chodzi, co nie? Tak więc zacznę po kolei. Wróciłam do domu późnym popołudniem, chciałam przywitać się z Kaede,ale była nieobecna. Od sąsiadów dowiedziałam się, że w wiosce nieopodal ktoś ma rodzić, a ona poszła, by odebrać poród, natomiast Kohaku poszedł odwiedzić siostrę. Wyszłam z zamiarem pójścia na trening i wtedy go zobaczyłam. Zbliżał się do mnie bardzo wolno, powłóczył nogami, był bardzo ciężko ranny, krwawił. Ślady ciemnej cieczy ciągnęły się aż do lasu, zupełnie jakby przed chwilą z niego wyszedł. Na jego twarzy malował się ogromny szok oraz rozpacz. Nie wiedziałam co robić, co się stało.
-Aki!
Podbiegłam do niego. W momencie w którym mnie ujrzał zobaczyłam coś jakby ulgę pomieszaną z czymś jeszcze na jego twarzy. Udało mi się dobiec w ostatnim momencie tak by złapać go kiedy stracił przytomność. Upadł prosto w moje ramiona, przygniatając mnie całym swoim ciałem. Niestety jego ciężar był za duży i upadłam razem z nim. Spojrzałam na jego twarz.
- Aki, co się stało?! Proszę! Otwórz oczy!- nie zobaczyłam żadnej reakcji na moje słowa

Aki został poważnie ranny, ale co się stało?! Kto mógłby mu zrobić coś takiego?! Dlaczego nie ma z nim brata, ani pozostałych? No cóż, tego dowiecie się czytając kolejny rozdział, więc zapraszam :)