Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 13- Idealna para



Kiedy wreszcie udało mi się przedrzeć przez tłum i dojść do drzwi wejściowych wypadła na zewnątrz z wciąż wczepioną w niego dziewczyną. Zrobił kilka kroków wgłąb ogrodu. Zatrzymał się i spojrzał na nią
- Dobrze się czujesz?- spytał troskliwie
- Niedobrze mi...- powiedziała. Przykucnęła i opróżniła zawartość żołądka. Stanął kilka kroków za nią i przetwarzał w głowie wcześniejsze wydarzenia. Tego samego dnia pożarł się z blondynką tak bardzo, że zastanawiał się czy kiedykolwiek uda mu się to naprawić, gdyż traktowała go jak najzwyklejszego wroga. Lecz terez kiedy z nią porozmawiał, kiedy mu wybaczyła czuł, że teraz wszystko już jest dobrze, tak jakby jakiś ciężar spadł mu z serca. Szczerzył się sam do siebie i zastanawiał nad tym czy ta rozmowa coś zmieniła w ich relacjach. Czy od teraz będzie inaczej. Jego pierwotnym planem było uwiedzenie jej, a potem pożucenie, ale z czasem nawet nie zauważył tego, że naprawdę zaczął ją lubić. Pomimo tego, że jej zdaniem oszukiwała wszystkich to on tak nie myślał.Właściwie to Lucy Heartfilia była „najprawdziwszą” osobą jaką w życiu spotkał. Co z tego, że wciąż przeżywa śmierć matki? Co z tego, że się do tego nie przyznaje przed innymi? Natsu nie rozumiał jej postępowania, ani tego, że tak ostro się oceniała. Jest taka miła dla wszystkich, ale to w stosunku do siebie jest najbardziej surowa. Pomimo tego co mu powiedziała, że nie obchodzi jej to co on powie o niej innym wiedział, że nie miała tego naprawdę na myśli. Powiedziała tak tylko dlatego, że ją wkurzył, ale najwyraźniej nie była jeszcze gotowa na to by podzielić się z innymi swoimi prawdziwymi uczuciami.
- Już lepiej się czuje- powiedziała i podeszła do niego, pocałowała go w policzek i powiedziała
- Dziękuje za to, że ze mną wyszedłeś, ale myśle, że możemy już wracać- patrzył na nią. Wyglądała trochę blado i przypuszczał, że wcale nie czuje się tak dobrze jak twierdzi. Podał jej chusteczkę do wytarcia ust
- Dzięki- powiedziała i przyjęła ją
- Słuchaj możemy wrócić, ale tylko pod warunkiem, że obiecasz mi, że nie będziesz już dzisiaj więcej pić, bo jak nie to zaraz odwiozę się do domu. Stanęła na palcach i zbliżyła swoją twarz do jego. Spojrzała mu w oczy
- To słodkie, że tak się o mnie matwisz. Tobie mogę obiecać wszystko
- Wystarczy, że do końca tej imprezy zostaniesz trzeźwa
- Jak sobie żyszysz- złapała go za rękę- chodźmy- zakomenderowała i pociągnęła go w stronę drzwi.

Kiedy już byli w środku muzyka nadal głośno grała, więc pochylił się do niej i powiedział
- Napij się wody to poczujesz się lepiej- sam nie jeden raz był w podobnej sytuacji. Były czasy kiedy ciągle imprezował.Co prawda miał mocniejszą głowę, dzięki czemu nigdy nie wymiotował, lecz zawsze czuł się lepiej, gdy napił się wody. Podszedł do stołu przy którym wcześniej rozmawiał z dziewczyną i szukał jej wzrokiem w tłumie. Odnalazł ją w objęciach bruneta. Tańczyli na środku parkietu z innymi parami. Uśmiachała się do swojego chłopaka i żywo z nim rozmawiała, chichotała co chwile wygląda na szczęśliwą. Przez myśl mu przeszło czy on kiedykolwiek mógłby sprawić, by tak czuła się też w jego towarzystwie. Wiedział, że ten uśmiech był prawdziwy, po prostu dobrze się bawiła wyrując po parkiecie. Jej włosy powiewały w rytmie tańca podczas robienia obrotów.
- Gapisz się- usłyszał i spojrzał w stronę z której dobiegał głos. Dopiero teraz zauważył, że rudy chłopak w okularach stoi obok niego i sączy drinka. Dragneel widział go kilka razy w szkole, ale go nie znał
- O co ci chodzi?
- Z bólem serca muszę stwierdzić, że ta dziewczyna jest NAPRAWDĘ zajęta-westchnął
- Nie wiem o czym ty mówisz- skłamał Natsu i przytknął do ust szkatkę z jakimś drinkiem
- Haha proszę cie, nie udawaj. Słuchaj żeby nie było. Nie oceniam cie stary. Chyba każdy miał taką fazę, że leciał na Heartfilie, ale spoko to przejdzie.
- Też do niej zarywałeś?- zadał pytanie zanim zdążył się powstrzymać. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że w tym zdaniu wydało go jedno słowo „też”
- A kto nie? Owszem ja również próbowałem, ale spuściła mnie na drzewo, a skoro odrzuciła to- spojrzał po sobie- to sory stary, ale bądźmy szczerzy ty nie masz najmniejszych szans.
- Jasne....
- Cóż z prawdziwą miłością nie wygrasz- podsumował
- Ale nie załamuj się. W okół jest mnóstwo świetnych lasek, a z tego co widziałem to jedna już nieźle się na ciebie napaliła- Natsu obrzucił go spojrzeniem
- Masz na myśli Lisannę..
- Nie wybrzydzaj. Może szkolna ksieżniczka nie jest ci pisana, ale ta małolata też jest niezła
- Do niej też zarywałeś?
- Nie no coś ty. Nawet nie próbowałem. Jej starsza siostra- Mira chyba by mnie zabiła. Swoją drogą ciekawe czemu nie ma nic przeciwko, że ty się z nią umówiłeś. Być może Heartfilia zrobiła ci dobrą reklamę. Bo chyba jesteście przyjaciółmi, co? Taa..przyjaciele
- A ty przypadkiem nie jesteś dj-em na tej imprezie? Natsu miał już serdecznie dość tej dziwnej rozmowy.
- Aa kumpel mnie na chwile zastąpił, ale masz rację to ja lecę. A właśnie bo się nie przedstawiłem. Jestem Loki- podał mu rękę
- Natsu- uścisnął mu dłoń
- Zastąpię go bo w końcu się odważył zagadać do Erzy hehe zasłużył na taniec z „ukochaną” –zadrwił
- Taa
- Miło się gadało, narka- powiedział chłopak i wrócił na „stanowisko” Taa zależy komu

Impreza trwała już od ładnych kilku godzin. Erza rozwaliła piniatę a reszta towarzystwa pozbierała cukierki. Udało jej się trochę potańczyć z Greyem, ale teraz jej chłopak wyszedł na trening, więc ona szwendała się trochę bez celu po całym domu. Dolała napoi,które zdążyły się już skończyć. Jednak nie mogła nic poradzić na to, że co jakiś czas zerkała w stronę Natsu i Lisanny. Wyglądali jakby dobrze się bawili. Kiedy dziewczyna już wytrzeźwiała nawet zaciągnąła go na parkiet.Nie chcąc dłużej oglądać tej scenki podeszła do dziewczyn
- I jak się bawisz kochana?- spytała Erzy
- Doskonale- powiedziała z szerokm uśmiechem- to najlepsze urodziny jakie w życiu miałam, uścisnęła ją mocno
- Tak bardzo ci dziękuje
- To nie moja zasługa, a nas wszystkich- pokazała na całe pomieszczenie
- Wiem. Innym już zdążyłam podziękować, ale ciebie nie mogłam nigdzie znaleźć
- Dziewczyny nie sądzicie, że to słodkie? Moja mała siostrzyczka chyba się zakochała- powiedziała rozczulona Mira przyglądając się tej dwójce. Lucy podążyła za jej spojrzeniem. W tej chwili właśnie Natsu nalewał dziewczynie jakieś picie
- No ja nie cieszyłabym się tak na twoim miejscu- powiedziała Erza- ten koleś jest niebezpieczny
- Czemu powtarzasz to samo co mówiła Lu?- zainteresowała się dziewczyna
- Powinnaś jak najszybciej ją od niego odciągnąć
- Ale..-zaczęła Lucy. Zamierzała go nawet bronić tym razem, zwłaszcza, że zaczęła czuć do niego sympatię, ale nie zdążyła
- Chcesz żeby ją też zranił?- to pytanie było skierowane
- Zranił? O czym wy mówicie? Mira spojrzała to po Lucy to po Erzie., które spojrzały po sobie.Zatrzymała się na Scarlet
- Ty coś wiesz- dotarło do niej- zaraz spojrzała na Lucy- wie coś co ty- wskazała blondynkę- jej powiedziałaś! O co chodzi? Co to ma znaczyć? Czemu macie przede mną jakieś sekrety?!
- Miruś...- zaczęła
- Żadna Miruś! Od kiedy wyróżniasz swoich przyjaciół Lucy?! Od kiedy Erza jest ta lepsza?! A może Levy też wie o wszystkim, a to by znaczyło, że nie wiem tylko ja!
- To nie tak...wszystko ci wyjaśnie...
- Wiesz co? Nie mam zamiaru słuchać twoich wyjaśnień! Rób jak chcesz! Ale nie sądzisz, że jeśli wiesz coś o facecie MOJEJ siostry. Coś co może jej zaszkodzić to powinnam być PIERWSZĄ osobą, która sie o tym dowie, a nie OSTATNIĄ?!
- Mi...
- Daruj sobie- ponownie jej przerwała wściekła- skoro jestem „przyjaciółką drugiego rzędu” to już lepiej jak nie będziemy się w ogóle przyjaźnić!- krzyknęła na odchodne. Dziewczyna patrzyła przerażona jak jej przyjaciólka odchodzi i nie wiedziała co robić. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego jak wielko błąd popełniła ukrywając wszystko przed najbliższymi.
- Lu przepraszam- wyszeptała skruszona Erza
-To nie twoja wina Er, tylko moja. Powinnam była powiedzieć wam wszystkim na samym początku, a teraz...przepraszam cie, ale pójdę już do domu
- W porządku, rozumiem- uścisnęła ją na pożegnanie- nie przyjmuj się Lucy. Przejdzie jej tylko potrzebuje trochę czasu. Kiedy blondynka była już przy drzwiach zawołała za nią
- Zadzwonie do ciebie później! Lucy była jej wdzięczna za troskę. Nie zamierzała się żegnać już z nikim innym. Levy bawiła się z Gajeelem, a Grey już poszedł. Przez głowę przebiegł jej jeszcze obraz Natsu, ale szybko go odrzuciła i wyszła na rześkie, świerze i chłodne powietrze.



niedziela, 19 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 12-Urodziny

Kochani przepraszam Was bardzo za ten dzień zwłoki, ale byłam po za miastem i naprawdę nie miałam jak go zamieścić. 



Po ich rozmowie atmosfera się trochę rozluźniła. Scarlet widziała, że Lucy wreszcie zrzuciła z siebie ciężar,który najwyraźniej bardzo jej ciążył, bo teraz zachowywała się jak dziewczyna, którą znała.Właśnie mijały bramkę pod jej domem i już stały przy drzwiach wejściowych.
- Gotowa? -spytała blodnynka
- Ale na co?. Jednak Heartfilia otworzyła drzwi, a Erza od razu zrozumiała co miała na myśli jej przyjaciółka.
- Niespodzianka!- wszyscy krzyczeli, a ona stała wciąż oszołomiona. Nie spodziewała się, że ktokolwiek pamięta o jej urodzianach, bo w szkole nikt nawet nie złożył jej życzeń. Teraz jej salon był wystrojony kolorowymi balonami, kulami dyskotekowymi i różnego rodzaju światłami, które do tej pory widywała jedynie w klubach. Meble zostały przeniesione na jedną stronę salonu, by zrobić miejsce na coś w rodzaju parkietu. Przyjaciele zaśpiewali jej sto lat, a potem przynieśli tort i kazali zdmuchiwać świeczki.
- Pomyślałaś życzenie?
- Nie musiałam, mam wszystko o czym kiedykolwiek mogłabym marzyć.

Potem nadeszła pora na prezenty. Lucy kupiła jej całą serię książek o której od dawna marzyła, Mira,Lisanna i Natsu, który dołączył się do życzeń podarowali jej kosmetyki. Erza z trudem nie odsunęła się od chłopaka, gdy ten chciał ją uściskać. Do tej pory nie znała go za dobrze,ale też nic do niego nie miała. Teraz to się zmieniło,ale Scarlet nie miała zamiaru urządzać scen przy tych wszystkich ludziach, a poza tym obiecała coś przyjaciółce. Grey dał jej piłkę do siatki z autografem jej ulubionego siatkarza. Inne prezenty nie miały aż takiego znaczenia, chociaż wszystkie bardzo jej się spodobały. W końcu nadeszła kolej na Jellala, którego dostrzegła dopiero teraz w tłumie ludzi.
- Wszystkiego najleszego- powiedział wręczając jej najpiękniejsze kwiaty jakie w życiu widziała i uściskał ją jak na jej gust za szybko.
- Dziękuje są po prostu piękne
- Cieszę się, że ci się podobają. Posłuchaj chciałbym z tobą porozmawiać
- Tak ja też myśle, że chyba powinniśmy pogadać, ale nie tutaj. Jest za głośno- powiedziała i wzięła go za rękę. Sama nie wiedziała potem skąd wzięło się u niej tyle odwagi, że była w stanie zaprosić go do swojego pokoju. Dopiero kiedy zostali sami zaczęła sobie powoli uświadamić co zrobiła. Podeszła do okna i położyła kwiaty na parapecie. Usłyszała za sobą kliknięcie drzwi o które oparł się chłopak
- To co mi chciałeś powiedzieć?- spytała odwracając się do niego przodem. Na jego widok zaparło jej dech w piersiach. Nagle jej średniej wielkości pokoił stał się za mały, a on stał zbyt blisko, by mogła sformuować jakieś logicznie brzmiące zdania. Nie rozumiała tego. Jellal nie był pierwszym chłopakiem,który jej się podobał. Zaprzeczanie temu, że lubi go bardziej było w tym momencie bezcelowe. Ale przy żadnym innym nie czuła się tak jak przy nim. Nie traciła oddechu, nie czerwieniła się, a jej serce nie biło tak mocno. Wyglądał perfekcyjnie. Jego niebieskie włosy sterczały we wszystkie strony, ale nie wyglądał jak by nie był uczesany, wręcz przeciwnie. Chodź wątpiła w to, by był typem chłopaka, który przed lustrem spędza więcej czasu niż jest to konieczne. W dodatku jego kocie oczy zdawały się widzieć wszystko. Prześwietlać ją.
- Przytulnie tu masz- powiedział
- Dzięki, lubie mój pokój Co ja wygaduje?
- Nic dziwnego- zaczął podchodzić bliżej- posłuchaj co do naszego ostatniego spotkania. Chce żebyś wiedziała, że naprawdę nie zdawałem sobie sprawy z tego, że jesteś siostrą koleżanki mojego brata.
- Domyśliłam się po twojej reakcji
- Właśnie, nie dało się nie zauważyć co nie?- zaśmiał się, a ona miała wrażenie, że serce jej zaraz wyskoczy z piersi, niczym ptak uwięziony w klatce.
- Chce też żebyś wiedziała, że z reguły nie zachowuje się w ten sposób
- Masz na myśli zapraszanie dziewczyn do ogrodu?
- Nie, mam na myśli pocałunek- stanął jakieś kilka cm od niej. Był tak blisko, że czuła jego ciepło.
- To znaczy nie chce żebyś myślała, że postępuje tak ze wszystimi dziewczynami, bo naprawdę nie jestem takim typem faceta. Właściwie to pierwszy raz w życiu zrobiłem coś takiego, ale to wszystko dlatego, że naprawdę cie lubie
- Naprawdę?
- Tak i dlatego chciałem cie przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie
- Nie, to ja powinnam przeprosić ciebie. Nie powinnam była uciekać, ale sama nie wiem. Kiedy zorientowałam się, że to wszystko widziała moja młodsza siostra zrobiło mi się jakoś tak strasznie głupio i..
- Rozumiem, nie musisz się tłumaczyć. W każdym razie chciałbym zrobić to tak jak należy
- To znaczy?
- Chciałbym zaprosić cie na randke
- Randkę?
- Tak, mam już nawet upatrzone miejsce do którego chciałbym cie zabrać, o ile oczywiście się zgodzisz
- Chętnie- powiedziała, a on przysunął się bliżej. Przez moment myślała, że znów chce ją pocałować. Jakie było jej rozczarowanie, gdy cmoknął ją jedynie w policzek. Jednak musiała przyznać, że to było urocze, a nawet ten delikatny niczym piórko dotyk wystarczył, by zadrżała. Odsunął się od niej powoli spoglądając jej w oczy
- Już nie mogę się doczekać- powiedział uśmiechając się uwodzicielsko, a ona mogła myśleć jedynie o tym, by rzucić mu się w ramiona. Jednak ktoś zapukał do drzwi, a atmosfera napięcia prysła jak bańka mydlana
- Erza co tak długo? Miałaś się przebrać w sumienkę- powiedziała Lucy. Obok niej stały Mira i Levy,kiedy dostrzegły ich dwójkę powiedziały
- Przepraszamy, nie chciałyśmy przeszkadzać, po czym wycofały się szybko i zamknęły drzwi.
- Dobra to ja już nie przeszkadzam. Przebierz się w spokoju, zresztą i tak obiecałem pomóc Lokiemu ze sprzętem
- W porządku to widzimy się na dole?
- Oczywiście. Liczyłem na to, że dane mi będzie zatańczyć w solenizantką- po czym wyszedł. Dziewczyna klapnęła na łóżku w momencie w którym drzwi się zamknęły. Zupełnie jakby nogi nie były w stanie już dłużej jej utrzymać. Po kilku minutach, gdy już się uspokoiła przebrała się w sukienkę, po czym jeszcze raz podeszła do okna i wzięła kwiaty do rąk. Dopiero teraz zauważyła bilecik.Wzięła go do ręki i przeczytała, po czym na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wiedziała, że to będą najlepsze urodziny w jej życiu.

bądź zawsze tak pogodna jak one


Heartfilia zeszła na dół, by przygotować następną atrakcję dla czerwonowłosej, którą była piniata w kształcie głowy jednego z jej najbardziej nielubianych wykładowców. Gdy już się tym zajęła podeszła do stolika wziąć sobie jakąś przekąskę, gdyż z tego wszystkiego nieco zgłodniała. Wzięła sobie kawałek tortu, który odłożyła tu wcześniej, ale zauważyła, że ciasteczka i babeczki nie były już tak idealnie poukładane jak wcześniej, więc zaczęła poprawiać ich ustawienie, kiedy usłyszała
- Wiedziałem, że cie tu znajdę- obróciła się i ujrzała różwowowłosego opartego o stół po jej prawej stonie. Uśmiechał się pogodnie, ale Lucy wiedziała, że to jedynie pozory. Właściwie to zaskoczył ją fakt na jak przejętęgo wyglądał czyżby coś się stało?
- Masz na myśli stół z jedzeniem?- odpowiedziała żartobliwie chcąc nieco rozładować atmosferę.
- Nie, mam na myśli to, że wiedziałem, że będziesz sprawdzać czy wszystko jest „zapięte na ostatni guzik”, urodzona perfekcjonistka,hm? Dziewczyna przyglądała mu się przez chwile. Wciąż nie mogła się nadziwić jak osobie, która zna ją tak krótko udało się ją niemal w całości rozgryźć. Miała wrażenie, że potrafi czytać z niej, z niczym otwartej książki. Z jednej strony tak myśl ją przerażała, jednak z drugiej z tego powodu czuła z nim jakąś dziwną więź,której wcale nie chciała czuć.
-
To ja- wskazała na siebie i uśmiechnęła się podnosząc ręcę do góry, zupełnie jak by się przedstawiała
-A ty co tu robisz?
- Jak to?Przecież mówiłem ci, że zamierzam przyjść na tę imprezę
- Miałam na myśli TO miejsce- pokazała stół- kto by pomyślał, że będziesz wcinać babeczki z różowym lukrem, chociaż z drugiej strony chyba nie masz wyjścia i musić lubić ten kolor- spojrzała na niego wymownie i zaczęła się śmiać
- Czy ty się ze mnie nabijasz?
- Ależ skąd- wciąż się śmiała- skąt ten pomysł?
- To znaczy, że już nie jesteś zła?- spytał niepewnie
- Hm? A niby o co? O to, że zdradzisz wszyskim mój sekret? Czemu miałabym być zła? Mówiłam, że jak chcesz to możesz powiedzieć wszystkim. Nawet pójdę ci po mikrofon, jeśli zechcesz urządzić scenę tutaj- uśmiechała się słodko
- Więc jednak ci nie przeszło- skwitował
- Nie o to chodzi. Po prostu nie pozwolę nikomu sie zastraszać
- Słuchaj....-zaczął, ale trochę się zawahał- właściwie to jedynym powodem dla którego tu przyszedłem było to,że chciałem cie przeprosić. Spojrzała na niego. Miał poważna minę, a więc tym razem nie żartował. Była mile zaskoczona takim obrotem spraw.Sama nie wiedziała czemu, ale jakoś nie za bardzo lubiła się z nim kłócić, a przynajmniej nie tak na poważnie. Ciągłe droczenie się jakoś jej nie przeszkadzało. Podniósł głowę i zauważył, że na niego patrzy
- Co?-zapytał
- Jak to co?
- No co tak patrzysz?
- Czekam-powiedziała po prostu
- Ale na co?- nie bardzo rozumiał
- Na te przeprosiny, których nie możesz wydukać- po jego twarzy przeszedł wyraz zrozumienia więc w końcu zajarzył- pomyślała rozbawiona. Spojrzał jej w oczy wziął głęboki oddech i powiedział
- Wybacz- taka skruszona postawa w jego wykonaniu bardzo ją bawiła, ale nie miała zamiaru się śmiać.Odnosiła wrażenie, że ten chłopak rzadko kiedy przeprasza kogokolwiek, więc jeśli teraz wybuchnie śmiechem on odbierze to tak jakby sobie z niego stroiła żarty.
- W porządku wybaczam- powiedziała
- Naprawdę?- podniósł głowę, a wyraz jego twarzy wyrażał całkowite zaskoczenie nigdy się nie spodziewał, że tak łatwo mu wybaczę
- Tak, naprawdę- potwierdziła- przez chwile miała nawet wrażenie, że przez jego twarz przebiegła ulga, ale już po chwili uśmiechał się do niej tym swoim wypracowanym uśmieszkiem
- A teraz zamierzasz się szczerzyć?- zakpiła
- Nic na to nie poradzę, że jestem szczęśliwy- powiedział szczerze
- Niby dlaczego?
- Bo jesteś pierwszą osobą, która mi wybaczyła- wyznał
- Bo zapewne inne przewinienia były poważniejsze- zażartowała, ale on zrobił się poważny i odpowiedział
- Tak, pewnie masz racje
- Natsu!!!!- dotarło do niej, a po chwili przybiegła Lisanna i rzuciła się na chłopaka przytulając go
- Wow, a ty nie za dużo wypiłaś?-spytał łapiąc ją,aby nie upadła
- Ja...pra..prawie wcale nie piłam- upierała się
- Tak właśnie widzę- skwitował i spojrzał na Lucy
- Może dobrze byłoby żeby się położyła?- zaproponowała
- Dobry po...-zaczął
- Ale ja nie chce!!!-przerwała mu- chce być z tobą Natsu a ty-pokazała blondynkę- ty masz już Greya, więc Natsu jest mój. Nie zabierzesz mi go! Widzisz nie wszyscy faceci lecą tylko na ciebie! Nie zabierzesz mi Natsu!- darła się i przywarła do niego jeszcze bardziej
- Nawet nie próbuje- odpowiedziała zaskoczona podnosząc rękę w geście obronnym. Wiedziała, że siostra Miry za nią nie przepada, bo to dało się wyczuć, ale takiego zachowania z jej strony się nie spodziewała. Rzecz jasna jasnowłosa zdawała sobie sprawę z tego, że białowłosa nie jest zbyt trzeźwa w tym momencie i nie bardzo wie co robi. Rozejrzała się po całym pomieszczeniu i z ulgą stwierdziła, że nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi. Całe szczęście Loki jakiś czas temu puścił głośną muzykę,wszyscy się bawili, a oni w końcu stali w kącie na końcu pokoju.
- Może zabierz ją na świerze powietrze do ogrodu!- podeszła do niego bliżej chcąc przekrzyczeć muzykę.Kiwnął głową na znak, że zrozumiał i zaczął wyprowadzać ledwo trzymającą się na nogach dziewczynę. Patrzyła w ślad za nimi i z lekkim ukłuciem w sercu stwierdziła, że ładnie razem wyglądają.

sobota, 11 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 11- Wyjątkowy prezent

Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)


Fernandes wychodził właśnie ze szkoły, kiedy usłyszał, że ktoś go woła, więc się zatrzymał
- Stary co tak pędzisz? Jeszcze chwile temu byłeś obok, a teraz już tu- powiedział zziajany Loki
- To ty się wleczesz. Jak byś nie zajmował się podrywaniem co najmniej dwóch dziewczyn w czasie drogi na dół to nie musiałbyś mnie gonić
- To były cheerleaderki. Jellal przewrócił oczami
- Słuchaj powiedz mi jakie masz plany na dzisiaj?
- Nic konkrentego, a co?
- To pomógłbyś mi ze sprzętem na jednej imprezie, co?
- W klubie?
- Nie, to domówka
- Ale przecież ja się na tym w ogóle nie znam
-Nie musisz się znać. Pomógłbyś mi pozanosić głośniki i poustawiać resztę sprzętu,co?
- A co to za okazja?
- Jedna dziewczyna z naszego rocznika ma urodziny, nie słyszałeś?
- Nie, pierwsze słyszę
- No w każdym razie jak mi pomożesz to też się wkręcisz. To będzie najlepsza biba, bo Heartfilia ją organizuje
- Dobra pomogę ci
- Dzięki stary, wiedziałem, że na ciebie zawsze mogę liczyć- powiedział Loki, po czym poklepał go po ramieniu
- Spoko, a kto jest solenizantką?
- Aa ta no Scarlet
- Erza?- Jellal mało co się nie przewrócił o własne nogi. Cały czas doskonale pamiętał ich pierwszy pocałunek do którego prawie doszło oraz jej ucieczkę zaraz po nim. Od tamtego dnia nie miał okazji z nią porozmawiać. Świadomość, że przyjdzie na jej urodziny równocześnie go cieszyła jak i przerażała. Obawiał się reakcji dziewczyny. Nie wiedział już co ma myśleć.
- Oo widzę, że ją kojarzysz...czekaj chwile a może coś więcej- przyjrzał mu się uważniej- znasz ją?
- No, tak jakby kilka dni temu była u mnie w domu
- Że co? Jedna z najgorętszych lasek z naszej szkoły urządziła ci wizytę domową, a ty nic nie powiedziałeś? Stary tak się nie robi. I co opowiadaj jak było? W ogóle jak ona się u ciebie znalazła? Zaprosiłeś ją, co? Od jak dawna się znacie? I w ogóle jak się poznaliście?
- A ty masz zamiar pobić rekord w zadawaniu dużej ilości pytań na minutę?
- Wybacz, ale nie sądziłem, że z ciebie taka cicha woda- dał mu kuksańca
- Daj spokój to nie tak. Kazuma zaprosił swoją koleżankę Ayano do nas do domu. A dopiero później okazało się, że miała przyjść z siostrą, a tą siostrą okazała się..zgadnij kto
- No nie gadaj
- Tyle, że dzień wcześniej się poznaliśmy w bibliotece.
- Czyli można powiedzieć, że to była randka, co?- szczerzył się do niego
- Jaka randka? Uczyliśmy się angielskiego
- No chyba se ze mnie jaja robisz..
- Wcale nie, poważnie
- No ale słuchaj, może ona już wcześniej wiedziała o tym, że to ty jesteś bratem Kazumy i dlatego przyszła
- Nie na pewno nie. Wystarczyło widzieć jej minę, była w totalnym szoku, zresztą tak jak ja. To był kompletny przypadek
- Nawet jeśli, to teraz idziemy na imprezę urodzinową właśnie do niej. Nie cieszysz się?
- No właśnie problem polega na tym, że nie wiem czy ona chciałaby abym przyszedł. W końcu mnie nie zaprosiła, nie?
- Tak, bo ona nawet nie wie o tym, że jest coś organizowane. No wiesz to surprise
- Nawet jeśli to wydaje mi się, że i tak nie chciałaby żebym przyszedł
- Co ty odwalasz. Na pewno się ucieszy
- No nie byłbym tego taki pewnien
- A co zrobiłeś jej coś?- rzucił sarkastycznie, lecz kiedy ujrzał minę przyjaciela od razu zrozumiał
- A i owszem. Ożesz szybki jesteś. Przyznaj się o co chodzi?
- O nic, nieważne. Nie interesuj się
- No daj spokój, kumplowi nie powiesz
- Ja cie nie pytam o twoje podboje, więc będę wdzięczny, jeśli ty nie będziesz się wtrącał w moje
- Aa jednak. Były jakieś podboje
- Wiesz co, spadaj
- Dobra już się tak nie spinaj. To widzimy się u mnie o 15. Impreza zaczyna się o 16, więc akurat. Zanim Jellal zdążył powiedzieć cokolwiek Loki poklepał go po plecach i poszedł szukać swojego auta na parkingu. Fernandes nawet teraz nie był pewny czy to jest dobry pomysł. Chociaż co mi szkodzi złożyć jej życzenia? Urodziny to idealny pretekst,a przecież i tak planowałem z nią pogadać.Właśnie, co się może stać? Pogadamy, potańczymy,dam jej prezent...cholera prezent. Chłopak zastanawiał się przez moment co mógłby jej podarować. Na szczęście już po chwili wiedział co jej kupić. Wsiadł w samochód i odjechał.

Niedługo później zatrzymał się przez największą i najlepszą kwiaciarnią w mieście. Wszedł do środka, gdzie przywitała go starsza pani.
- Dzień dobry chłopcze co mogę dla ciebie zrobić?
- Dzień dobry szukam prezentu dla dziewczyny..yy to znaczy nie dla mojej dziewczyny tylko po prostu dziewczyny. To koleżanka z klasy, tylko koleżanka. Kobieta uśmiechnęła się ze zrozumieniem
- Rozumiem
- Chciałbym kupić jej coś wyjątkowego. Taki kwiat, który nie rośnie wszędzie, coś rzadkiego, ale pięknego.
- Dobrze a w jakim kolorze na być ten kwiat?
- Czerwonym niczym zachodzące słońce
- Czerwony to kolor przeznaczenia czy to właśnie dlatego go wybrałeś?
- Nie pomyślałem o tym. Chodzi o to, że ona ma piękne czerwone włosy i sam nie wiem pomyślałem, że będzie najodpowiedniejszy- zaczął się tłumaczyć
- Jestem pewna, że znajdziemy coś odpowiedniego. Po chwili wróciła z pięknym czerwono-żółtym bukietem. Kwiaty wyglądały zupełnie tak jaby się śmiały, przynajmniej takie miał skojarzenie, gdy na nie patrzył. Wiedział już, że będą idealne
- Jak się nazywają?
- To jest liliowiec ogrodowy Campfire. Jestem przekonana, że nikt inny nie podaruje jej tych kwiatów, ponieważ są niezwykle rzadkie
- W takim razie proszę je obwiązać białą wstążką i dołączyć liścik z dopiskiem
- Szczęściara z tej dziewczyny. Mam nadzieje, że to deceni- powiedziała kobieta podając mu bukiet

Po 4 godzinach dziewczyny wreszcie wyszły z galerii handlowej. Po 2 godzinach zakupów Lucy w końcu wybrała odpowiadającą jej suknie. Przymierzyła ich chyba ze 20. Erza ciągle przynosiła jej nowe, ale blondynka była wyjątkowo wybredna dzisiejszego dnia. Po za tym dobieranie samych dodatków w postaci butów, torebki i kosmetyków zabrała im godzinę czasu. Kiedy wyszły z centrum handlowego dziewczyna wyglądała na zadowoloną, więc Erzie nie było szkoda tego czasu. Lubiła chodzić po sklepach z przyjaciółkami, a ostatnio nie miały czasu na porządny shopping. Po za tym Heartfilia upierała się, żeby Scarlet także sobie coś kupiła. Wypatrzyła jej piękną zieloną sukienkę. Nie była tak elegancka, jak ta należąca do blondynki, ale czerwowo włosa dziewczyna musiała przyznać,że bardzo jej się spodobała, więc ostatecznie ją kupiła. A na dobieranie dodatków do jej stroju zeszła im kolejna godzina. Jednak stwierdziła, że opłacało się. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że sukienkę kupiła nie tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności. Marzyła o tym, aby Jellal ją w niej zobaczył. Wiedziała jednak, ża szanse na to są niewielkie, zwłaszcza po tym jak dosłownie wybiegła od niego z domu. Od tej pory z nim nie rozmawiała, zresztą nic dziwnego, że chłopak nie chciał z nią gadać. Musi teraz mieć ją za jakiegoś strasznego dziwoląga. Jej rozmyślania przerwał głos przyjaciółki
- Kochana bardzo ci dziękuje za to, że ze mną poszłaś. Mam wrażenie,że gdyby cie ze mną nie było to wybierałabym przez wieczność
- Taa i będąc ze mną nie spieszyłaś się za bardzo
- Dlatego, że z każdą było coś nie tak. A to odcień koloru nieodpowiedni, a to za mała, a to za duża. Jedne były za krótkie, a inne znowu za długie z reszta sama widziałaś
- Tak, no ale ostatecznie chyba jesteś zadowolona co nie? Ta- wskazała na siatkę ze strojem- wydaje się być wręcz na ciebie uszyta. A pro po dlaczego nie poprosiłaś ojca o coś z jego butików? Jestem pewna, że znalazłoby się coś idealnego w twoim rozmiarze. Tym bardziej, że Jude zawsze przynajmniej jedną ze swoich linii przygotowuje dla ciebie.
- Dlaczego pytasz...- na chwilę zamilkła, co zaskoczyło dziewczynę, ponieważ Lucy rzadko kiedy brakowało słów
- Znasz mojego ojca. Nie chciałam się o nic prosić. I tak mam wrażenie, że zawadzam mu samą moją obecnością. Wyobrażasz sobie, że aby łaskawie przeprowadził ze mną wywiad na zajęcia szkolne musiałam go o to prosić z jakiś tydzień czasu i w dodatku codziennie się przypominać, a Natsu po prostu do niego przyszedł poprosił o łaskawe poświęcenie mu cennego czasu mojego ojca i voila
- No nie gadaj. Serio tak powiedział?
- Tak, dosłownie. Jak by zamienił się charakterem z jakimś szlachcicem albo hrabią, mało co mu się nie zaczął kłaniać, ogarniasz to?
- Nie do wiary, ale wiesz co? Tak między nami mi się wydaje, że ten Natsu cie lubi
- Pff....chyba żartujesz. Lubi to on mnie denerwować
- Wiesz jak to mówią „kto się czubi ten się lubi”
- Może, ale nie w naszym przypadku. Nie masz pojęcia co on zrobił, do czego jest zdolny
- Ale co? Stało się coś?
- No przecież on....i zamilkła, zupełnie tak jakby przypomniała sobie, że poruszyła temat, którego nie powinna była drążyć
- Hej, wszystko w porządku?- spytała z troską. Rzadko kiedy widywała blondynkę w takim stanie. A właściwie jak się tak nad tym zastanowiła to nigdy jej takiej nie widziała. Heartfilia wytrącona z równowagi to niecodzienny widok
- Lucy wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć, prawda?
- Tak wiem, ale...po prostu sama jeszcze do końca sobie tego nie poukładałam w głowie, wiesz.
- Ok, rozumiem, nie chce się narzucać czy coś, ale może razem uda nam się to jakoś poskładać?


Dziewczyny usiadły w parku, a Lucy zaczęła opowiadać przyjaciółce całą historie. Jak to spotkała chłopaka na cmentarzu przy grobie mamy. Jak to wtedy dowiedziała się,że Dragneel ma coś wspólnego z jej śmiercią. Potem jak odkryła, że jednak nie spowodował wypadku,lecz zna winnego i cały czas go kryje. Opowiedziała jej także o tym jak próbowała wycisnąć z niego tę informacje różnymi sposobami. O zakładzie i ich niby randce, pominąła jedynie część w której Natsu odkrył jej tajemnicę przez co uciekła z biblioteki. Uznała, że za dużo szczerości jak na jeden raz, a poza tym to nie miało już z chłopakiem nic wspólnego. To chodziło o nią i jej fałszywość.
- Twierdzisz, że kryje winnego?- spytała wciąż oszołomiona
- Jestem o tym przekonana.
- I co masz zamiar zrobić?
- Planowałam zbliżyć się do niego na tyle, aby mi powiedział. Próbowałam nawet udawać jego przyjaciółkę, ale mi nie wyszło. Zanim cokolwiek powiesz.Wiem, że to nie jest uczciwe Er i, że jakkolwiek by na to nie patrzeć chce go wykorzystać tylko po to by poznać prawdę.Wiem co chcesz powiedzieć, że jestem okropna i nie powinnam tak postępować. W dodatku udaje, że z nim flirtuje, bo to jedyna metoda na to, aby z nim pogadać, zupełnie jak by nie potrafił komunikować się w inny sposób. W dodatku Grey o niczym nie wie, ale chciałabym sama mu o tym powiedzieć, więc będę wdzięczna, jeśli zachowasz to dla siebie. Scarlet przez chwile na nią patrzyła po czym przytuliła jeszcze roztrzęsioną przyjaciółkę
- Kochanie twoja tajemnica jest ze mną bezpieczna o to się nie martw- wyszeptała i odsunęła się na długość ramienia
- Wbrew temu co myślisz nie uważam, że jesteś okropna, naprawdę. Podejrzewam, że na twoim miejscu postąpiłabym tak samo. Dobrze wiem jak ważne jest dla ciebie odkrycie prawdy i jedyne co mnie dziwi to to, że nie poszłaś z tym na policje. A ten drań też powinien zrozumieć jakie to dla ciebie ważne i pomóc ci,a nie jeszcze przeszkadzać. Wiesz, że na mnie zawsze możesz liczyć i jeśli tylko będę w stanie zawsze ci pomogę
- Wiem, dziękuje ci, za wysłuchanie mnie i za to, że nie oceniasz mnie tak źle jak sądziłam, że będziesz, kiedy zaczynałam mówić
- Posłuchaj, jak by na to nie patrzeć to nie zrobiłaś nic złego. To, że pomogłaś jego matce w układaniu książek przecież nie jest zbrodnią. Jestem pewna, że nawet Grey zrozumie twoje postępowanie, kiedy pozna jego powód.
- Tak myślisz?- spytała, a w jej głosie można było niemal usłyszeć nadzieje
- Oczywiście, że tak. Jedyne co mnie martwi to to co ty sobie myślisz o mnie i o reszcie. Naprawdę sądziłaś, że będę cie mieć za potwora?- spytała niedowierzając, kręcąc głową z dezaprobatą
- Przepraszam
- W porządku, ale na przyszłość chce wiedzieć od razu jeśli coś cie trapi, jasne? Musisz mieć do nas więcej zaufania.
- Na początku nie mówiłam wam, bo sądziłam, że ta wiedza może być dla was niebezpieczna. Kto wie jakich on ma znajomych
- Hm...tu masz racje, ale spokojnie. Nie mam zamiaru pokazywać, że wiem cokolwiek, chociaż przyznaje, że mam ochotę rozdeptać go jak karalucha.
- Będziesz musiała opanować swoją niechęć
- Postaram się. Wiesz teraz już wszysko rozumiem
- Co masz na myśli?
- Do tej pory ci nie mówiłam ze względu na Greya, ale przez cały czas myślałam, że Natsu po prostu na ciebie leci. Teraz już wiem, że jedynie trzyma rękę na pulsie, bo jako świadek musiałby zeznawać, więc woli mieć cie na oku.
- Tak, pewnie masz racje

Autorka: Lu-chan


sobota, 4 marca 2017

Opowiadanie w realu rozdział 10- Shopping

Ten weekend wyjątkowo jej się dłużył, więc Lucy cieszyła się, iż nastał poniedziałek. Przyszła do szkoły celowo pół godziny wcześniej, aby zdążyć zamienić z każdym parę zdań zanim rozpoczną się lekcje. Jej przyjaciółka miała dzisiaj urodziny, więc planowali zrobić jej imprezę niespodziankę. Jak zawsze to właśnie Heartfilia zajmowała się organizacją wszystkiego. Wyznaczała zadania,które najlepiej odpowiadały poszczególnym osobom.
- Cześć wszystkim-przywitała się z grupką siedziącą na ławkach w korytarzu. Pocałowała Greya po czym usiadła obok niego. Fullbuster swoim zwyczajem zarzucił jej jedno ramie przez głowę i objął ją. To było tak naturalne, że niemal nie zwracała na to uwagi.
- Imprezę zorganizujemy u Erzy. Mam zamiar wziąć ją dzisiaj na zakupy zaraz po szkole żebyście mieli czas na udekorowanie pomieszczenia. Przyprowadzę ją po jakiś 4 godzinach, myśle, że taka ilość czasu wystarczy
- Właśnie, Lu zabierze Erzę do centrum handlowego pod pretekstem, że koniecznie musi kupić elegancką suknie na bankiet organizowany przez firmę jej ojca. Dzięki temu nie będzie się nawet domyślać, że coś szykujemy- kontynuowała ożywiona Levy
- Świetny pomysł, w razie czego będziemy cały czas w kontakcie, więc nie powinno być żadnej wpadki
- No dobra, ale pytanie brzmi jak dostaniemy się do jej domu, pod jej nieobecność?- spytał Laxus
- A to już załatwione, rozmawiałam z Ayano-chan, siostrą Erzy to ona was wpuści- oznajmiła blondynka
- A skąd weźmiemy dekoracje?- tym razem to był Grey
- Wszystko jest u mnie w domu, razem z Leviś zrobiłyśmy zakupy ponad tydzień temu- odpowiedziała
- Od jak dawna to planowałyście?
- Hm...od mniej więcej miesiąca?- zastanowiła się Levy
- Tak, dlatego też tort oczywiście truskawkowy jest do odebrania w cukierni. Miruś mogłabyś go odebrać?
- Jasne i tak będę tamtędy przechodziła, więc nie widzę problemu
- A co z prezentami?- spytała Lisanna- ja nic jej jeszcze nie kupiłam, poza tym szczerze to trochę szkoda mi kasy na prezent dla niej. Wszyscy spojrzeli na dziewczynę, a potem po sobie, jednak nikt nie skomentował jej zachowania.
- Nie martw się Lisanna, ja już kupiłam coś Erzie, więc wręczymy jej go razem- powiedziała Mira, chcąc ratować honor siostry
- Lu a co z zaproszeniami?- zmieniła temat Strauss
- Wszyscy już je dostali
- Przekąski?
- Grey i Laxus je kupią
- A co z muzyką?
- A o to poprosiłam Lokiego. Jest dj w jakimś klubie, więc ma sprzęt i się na tym zna.
- Czyli mistrzyni organizacji jak zawsze się spisała- pochwalił ją Grey i pocałował w czubek głowy
- Dobra robota Lu
- Dajcie spokój to nie moja zasługa, a nas wszystkich- odpowiedziała uśmiechając się
- Ale będzie zaskoczona, nie mogę się doczekać aż zobaczę jej minę
- Kto będzie zaskoczony?- niespodziewanie pojawiła się Scarlet. Na chwile wszyscy zamilkli
- Haha Levyś właśnie mówiła, że Gajeel wykonał pracę domową, więc nauczycielka będzie zaskoczona- uratowała sytuacje Lucy
- No to faktycznie zaskoczka...- nie zdążyła nawet dokończyć zdania, bo rozległ się dzwonek na lekcje. Wszyscy zabrali swoje rzeczy i starali się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Heartfilia siedziała na końcu, więc zanim wszyscy się zebrali minęła chwila czasu. Zabrała swoją torebkę i wstała. Idąc do klasy zauważyła Natsu, który o dziwo nie spóźnił się na pierwsze zajęcia. Widziała jak do niej machał, ale zignorowała to. Uznała, że tak powinna postępować w stosunku do kogoś kto poznał jej mały sekret i mógł podzielić się nim z każdym w każdym momencie.

Kiedy nastała przerwa Dragneel celowo zwlekał z wyjściem z auli. Siedział w jednej w ostatnich ławek, więc mógł być przy drzwiach w niecałe 30 sekund, jednak nie o to mu chodziło. Poczekał aż Heartfilia wyszła i poszedł za nią. Miał szczęście, bo tym razem nie było z nią przyjaciół, ani jej chłopaka. Stała sama przed automatem z napojami i najwyraźniej czekała, aż maszyna wyda jej resztę.
- Hej nieznajoma- przywitał się podchodząc. Oparł się plecami o automat i skrzyżował ręcę na piersi, by ukryć napięcie. Chciał wybadać sprawę, nie chcąc przyznawać się do tego, że wcale nie miał gdzieś tego co może powiedzieć dziewczyna.
- Cześć- przywitała się, a jego zaskoczyła jej mimika. Nie uśmiechała się sztucznie, jak przy wszystkich innych. W ogóle nie była uśmiechnięta,miała po prostu zwyczajną minę, taką jaką ma większość ludzi, kiedy niczym specjalnie się nie przejmuje. Czyżby przestała udawać?
- Więc jednak mnie znasz?
- Co masz na myśli?
- Machałem do ciebie rano, ale mnie zignorowałaś
- Serio? Nie zauważyłam
- Jesteś beznadziejnym kłamcą
- Wiem, dlatego nie kłamię- patrząc na jej poważną minę, niemal jej uwierzył
- Powiedzmy, że ci wierzę. A co to za mina?
- Hm? Jaka?
- Czemu nie uśmiechasz się tak jak zawsze?
- A dlaczego miałabym uśmiechać się do kogoś kogo nawet nie lubię?- odpowiedziała pytaniem na pytanie
- Ale przecież przed chwilą powiedziałaś..
- Powiedziałam, że cie nie ignoruje. I to prawda, bo nie widzę takiej potrzeby, jednak nie przypominam sobie, abym powiedziała, że to znaczy, że zostaniemy przyjaciółmi
- Ok, a powiesz mi chociaż dlaczego uciekłaś ostatnio?
- Wcale nie uciekłam. Po prostu przypomniałam sobie, że mam coś do zrobienia. Chciałam ci powiedzieć i poszłam nawet do magazynu, ale nie mogłam cie znaleźć
- A co było aż tak pilne,co? Zostawiłaś włączone żelazko w domu?- zakpił
- Nie, musiałam zrobić prace domową
- A od kiedy pani „nie zostawiam niczego na ostatnią chwilę” zajmuje się czymś takim zaraz przed oddaniem?
- A kto ci powiedzieł, co to była za praca? Być może mamy ją oddać dopiero za miesiąc Mam cie
- Tym bardziej nie rozumiem czemu to było takie PILNE-celowo podkreślił ostatnie słowo
- To nie była jedyna rzecz, którą musiałam się zająć. Z resztą nieważne czemu ja ci się w ogóle tłumaczę, przecież to nawet nie było prawdziwe spotkanie
- Na twoim miejscu nie odzywałbym się tak do kogoś kto zna twój sekret. No wiesz zawsze mogę niechcący coś komuś chlapnąć i..
- Czy ty mi grozisz?
- Nie, skąd, raczej ostrzegam, że powinnaś być dla mnie nieco milsza
- A teraz mnie szantażujesz? Wiesz co mów wszystkim co ci się żywnie podoba. Nie obchodzi mnie to. Jeśli naprawdę sądzisz, że wszyscy się ode mnie odwrócą,kiedy poznają prawdę, to proszę bardzo. Przekonamy się kto ma racje- rzuciła, po czym odeszła szybkim krokiem.

Natsu stał tam jeszcze przez chwile przetrawiając ich konwersacje. Cholera co jest nie tak z tą dziewczyną? Naprawdę nie miałem zamiaru się z nią kłócić.Właściwie to głupi liczyłem na to, że zdradzi mi prawdziwy powód swojej ucieczki. Tym razem było inaczej..zawsze się droczymy, ale tym razem ona przeszła prosto do ataku, a ja nie pozostałem jej dłużny..cholera! Chłopak był wkurzony na samego siebie. Wyszło na to, że serio jej groził, a potem jeszcze posunął się do szantażu. To kompletnie nie było w jego stylu. Sam siebie nie rozumiał, ani nie poznawał. Walnął pięścią w automat tak mocno, że wyleciała z niego puszka picia, za którą nawet nie zapłacił.
- Jeśli masz zamiar ją ukraść to ja nic nie widziałam. Obrócił głowę i zobaczył dziewczynę o białych, krótkich włosach i niebieskich oczach. Była stosunkowo niska. Podejżewał, że może być z niższej klasy
- O czym ty mówisz?
- O puszce- wskazała palcem. Dopiero teraz zrozumiał co miała na myśli
- Ale jeśli jej nie chcesz to ja chętnie się napije
- Bierz- rzucił, a ona faktycznie podeszła, otwarła ją i napiła się
- Chcesz trochę?- spytała
- Nie, dzięki- w przeciwieństwie do Lucy ta jest bezpośrednia
- Więc co takiego ci zrobiła?
- Kto?
- Księżniczka Heartfilia. Widziałam jak gadaliście i że nie jesteś w najlepszym nastroju po rozmowie z nią. Nie przejmuj się. Ona po prostu lubi wszystkimi rządzić. Gdy coś nie idzie po jej myśli od razu się wścieka. Yhy ktoś tu jej chyba nie lubi
- A ty dobrze ją znasz?
- No, powiedzmy jestem Lisanna, młodsza siostra Mirajane, no wiesz jednej z psiapsiółek blondi
- A ja Natsu
- Wiem, jesteś nowy, nie?
- Nie da się ukryć
- I za pewne nie słyszałeś o impezie, która jest dziś organizowana, mam rację? Królewna nic ci nie powiedziała
- Jaka impreza?
- Z okazji urodzin Erzy. Ale skoro nie masz zaproszenia to może wybrałbyś się ze mną, co? Natsu przez chwile zastanawiał się nad propozycją dziewczyny. Nie był głupi.Wiedział,że jeśli się zgodzi to będzie jej randką, ale czy miał inne wyjście? Chciał pogadać z Lucy i wszystko wyjaśnić, a to była idealna okazja. Jakoś za bardzo ciążyła mu aktualna atmosfera pomiędzy nimi.
- Jasne o której mam cie odebrać?


Na stołówce Lucy grzebała widelcem w swoim jedzeniu pogrążona w myślach. Rozważała konsekwencje jej rozmowy z Natsu. Może jednak trochę przesadziłam? Nie robiłam nic innego poza ciągłym prowokowaniem go, nic dziwnego, że tak zareagował. Chwila...czy ja go bronię? Ale z drugiej strony co jeśli on faktycznie komuś powie, albo jeszcze gorzej powie wszystkim? Co ja wtedy zrobię? Jak im to wyjaśnie?
- Lu co się dzieje? Znowu się zawiesiłaś..- trąciła ją przyjaciółka
- Przepraszam cie Levyś, właśnie zastanawiałam się nad tym do jakiego sklepu zabiorę dziś Erze- skłamała i zaraz dopadły ją wyrzuty sumienia. Od kiedy stała się notorycznym kłamcą?
- Nie martw się na pewno coś wymyślisz pocieszyła ją pryjaciółka
- A właśnie. Ty też jesteś dzisiaj wyjątkowo cicha i zamyślona. Co jest? Gajeel?
- No można tak powiedzieć- zarumieniła się niebiesko włosa
- No nie gadaj, mieliście randkę?
- Lu mów trochę ciszej, nie wszyscy muszą wiedzieć- wyszeptała zakłoponana
- Czyli jednak?
- Nie no, to nie do końca tak. Pomagałam mu w nauce, więc to nie była randka, ale tym razem zaprosił mnie do siebie
- Byłaś u niego w domu? I co? Jak wygląda jego pokój? Ma porozwalaną bieliznę po całym pokoju? Mcgargen spojrzała na nia w szoku
- No co? Grey czasem ma- dziewczyna nie zmieniła wyrazu twarzy
- Haha żartowałam
- Jesteś okropna- powiedziała oskarżycielko dziewczyna
- Haha wiem- zaczęła się śmiać Lucy
- No dobra, ale opowiadaj.Jak było?
- Tak ja zwykle. Gdy wytłumaczyłam mu zasadę rozwiązywania zadań od razu załapal i rozwiązał wszystkie przykłady,które mu napisałam, ale w miedzyszczasie miałam wrażenie, że mieliśmy taki moment, wiesz. Przez chwile patrzyliśmy na siebie i to sama nie wiem ciągnęło się w nieskończoność a potem...
- Co potem?
- Zwiałam
- Co?! Leviś!
- No wiem..ale zrobiło mi się jakoś tak głupio i niezręcznie,kiedy zaproponował żebyśmy obejrzeli jakiś film
- Zaproponował to?
- No
- Dziewczyno to znaczy, że chciał spędzić z tobą trochę czasu. Nie koniecznie się ucząc...no a przynajmniej nie matmy- spojrzała na nią wymownie
- Lucy przestań- dziewczyna pisnęła i przybrała kolor buraka
- Haha jesteś taka urocza
- O czym tak plotkujecie?- spytała Mira siadając przy stoliku
- O randce Leviś z Gajeelem
- No nie gadaj
- To nie była prawdziwa randka!- szybko zaprzeczyła dziewczyna
- A skoro już mowa o randkach to w życiu nie zgadniecie z kim przyjdzie Lisanna
- Z kim?- dopytywała Leviś- nie sądziłam, że Lisa ma chłopaka
- Powiedziała, że przyprowdzi Natsu. Lucy słysząc to mało się nie popluła przy jedzeniu
- Lu wszystko gra?
- Co? Miruś to nie jest dobry pomysł. Ten facet jest niebezpieczny
- Masz na myśli ten epizod z motorem? Daj spokój założe się,że nie chciał Taa, żeby tylko o to chodziło
- No cóż nic na to nie poradzę. Z resztą już dawno nie widziałam jej takiej szczęśliwej. Jej chyba naprawdę się spodobał ten chłopak
- Nie sądzisz, że jest dla niej nieodpowiedni?
- Nieodpowiedni? W jakim sensie?
- Przede wszystkim za stary
- Jest między nimi tylko rok różnicy...już bez przesady
- No tak, ale on jest...
- Lucy gdybym cie nie znała to pomyślałabym, że jesteś zazdrosna- Mira wyraźniej jej się przyglądała
- Zazdrosna? Ja? No coś ty przecież nie o to chodzi- mimo pewności w głosie spaliła buraka. Po chwili się jednak opanowała
- Ok, może masz rację. Może nie jest aż tak zły. Po prostu uważaj na niego dobra?
- Jasne będę mieć go na oku. Zwłaszcza na dzisiejszej imprezie
- Hej dziewczyny słyszałyście, że ostatnia lekcja została odwołana?- przysiadł się do nich Grey
- Żartujesz? Serio?
- To świetnie
- O nie..skoro tak to muszę natychmiast znaleźć Er- zerwała się blondynka
- Widziałem ją przy szafce jak się pospieszysz to powinnaś ją dogonić- powiedzał brunet
- Ok to na razie kochani- pożegnała się i pognała w wyznaczonym kierunku. Kiedy biegła schodami na górę o mało na kogoś nie wpadła
- Ej! Uważaj jak chodzisz!- krzyknął różowo włosy chłopak upuszczając siatkę z butami. Zaraz jednak się opanował, gdy dostrzegł kto na niego wleciał
- A to ty
- Tak ja, przepraszam śpieszę się czy mógłbyś się ruszyć?- powiedziała, gdyż oparł się o ścianą zagradzając jej drogę
- O której zaczyna się ta impreza?- spytał zamiast tego
- Nie powienieneś o to zapytać swojej nowej dziewczyny?- wypaliła
- Wow czyżbym wyczuwał zazdrość?- uśmiechnął się szeroko
- Pff..jasne chciałbyś. Słuchaj po co ty w ogóle tam idziesz? Przecież nawet nie znasz Erzy
- A znasz lepsze miejsce na poznanie jak największej ilości osób jak nie impreza?
- Z resztą rób co chcesz
- To znaczy, że mnie nie wyprosisz?
- To nie ja jestem solenizantką, ale jeśli zrobi to Er to nie będę jej powstrzymywać. A pro po nie widziałeś jej może?
- Tak, stała przy swojej szafce
- Uff... więc,jeszcze nie wyszła. Dzięki- rzuciła w przelocie i wyminęła go. Kiedy dotarła już na korytarz widziała dziewczynę z daleka.Zmniejszyła tempo i starała się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Podeszła do niej i zatrzymała się przy własnej szafce zabiarając swoje rzeczy
- Hej słyszałaś,że odwołali nam ostatnią lekcję
- No, dlatego właśnie się zbieram
- A słuchaj. Mam do ciebie ogromną prośbę. Nie przejechałabyś się ze mną do centum handlowego? Muszę kupić suknie na jakiś bankiet organizowany przez firmę mojego ojca, a ty jesteś w tym obeznana, bo nie jeden raz już byłaś na takich wystawnych przyjęciach. Plis naprawdę cie potrzebuje
- Jasne, nie widzę problemu. Chcesz jechać od razu?
- Nom.
- Dobra to chodźmy- Lucy przyjrzała jej się uważniej Uff...chyba nic nie podejrzewa 

Następny rozdział już za tydzień, see ya :*

Autorka: Lu-chan

środa, 22 lutego 2017

Opowiadanie w realu rozdział 9- Pretekst

Od samego rana była bardzo podekscytowana. Wstała wcześnie, gdyż nie mogła już usiedzieć w miejscu. Wzięła długą odprężającą kąpiel z bąbelkami i czytała książkę. Wiedziała, że musi się czymś zająć inaczej będzie krążyć po domu i próbować znaleźć jakieś zajęcie. Poprzedniego dnia wysprzątała cały dom na błysk. W kafelkach w łazience i kuchni można było się przejrzeć, a z podłogi jeść. Z jednej strony nie mogła się już doczekać spotkania z drugiej jednak denerwowała się strasznie czy nie popełni jakiejś gafy. W szkole co prawda była prymusem, lecz w życiu różnie to bywało. Gajeel pierwszy raz zaprosił ją do siebie do domu. Co prawda chodziło jedynie o pomoc w nauce. To nie była prawdziwa randka, jednak mimo wszystko cieszyła się, że zobaczy go pomimo tego, że jest niedziela. Z reguły nie przepadała na weekendami właśnie z tego względu, że musiała czekać całe dwa dni, aż będzie mogła znów go ujrzeć. No chyba, że akurat była jakaś impreza na, którą byli zaproszeni wszyscy ze szkoły to inna sprawa. Chciała jak najszybciej podzielić się radosną nowiną ze swoją najlepszą przyjaciółką, jednak nie chciała zapeszać. Postanowiła zdać jej relacje w poniedziałek, gdy już będzie po wszystkim. Wyszła z łazienki i próbowała jakoś ładnie ułożyć włosy. Ich jednak nie bardzo obchodziło jej zdanie. Zawsze mówiła, że jej włosy żyją własnym życiem i tym razem także jej nie zawiodły. Spędziła bitą godzinę przed toaletką próbując je najpierw rozczesać, lecz kiedy efekty były raczej mizerne zdecydowała się lekkie fale za pomocą lokówki. Raczej rzadko korzystała z tego typu sprzętów. Rano wstawała dość późno, więc nie miała na to czasu, a po południu do wieczora się uczyła. To cudeńko dostała od Lu i wreszcie miała okazję ją wypróbować. Z początku nie bardzo wiedziała jak się za to zabrać. Marzyła o delikatnych fasach na zewnątrz, lecz wychodziły jakieś takie za bardzo skręcone w dodatku do wewnątrz. Po kilku próbach udało jej się znaleźć sposób trzymania jej, a nawet udało jej się nie oparzyć. Gdy skończyła przejrzała się w lusterku i przez chwile debatowała nad tym czy jednak nie powinna umyć jeszcze raz głowy. Fryzura prezentowała się według niej za ładnie w ten sposób on od razu zorientuje się, że coś jest nie tak. Co jeśli pomyśli, że jestem dziwna? Jednak nie miała już czasu na to, aby się zastanawiać jak tak dalej pójdzie to skończy się na ty, że się spóźnię Odeszła od toaletki i tym razem stanęła przed szafą. Była całkiem sporej wielkości jak na jej mały pokoik Zajmowała niemal 1/4 pomieszczenia. Jej sypialnia nie była duża, ale wszechstronna. Miała w niej wszystko to czego potrzebowała. A rzeczy były poukładane w nienagannym porządku. Półeczki pościerane, dywan odkurzony. W jej pokoju każda czynność miała swoje miejsce. Uczyła się przy biurku, tam także jadła. Natomiast czytała na łóżku. Stąd obok niego leżał cały stos nie licząc regału,który zajmował 1/2 niebieskiej ściany.
Zapowiadał się słoneczny dzień dlatego wahała się nad dwiema letnimi sukienkami: białą, zwiewną z koronkami przy dekolcie i na rękawkach czy też trochę krótszą czerwoną. Zdecydowała się na białą stwierdziwszy, że fryzura jest już wystarczająco ekstrawagancka. Przypięła małą, białą kokardkę do włosów pod kolor i założyła takie same balerinki. Ściągnęła z górnej półki małą kopertówkę po czym stwierdziła, że jest gotowa do wyjścia. Przejrzała się jeszcze raz w lustrze. Na policzkach miała rumieńce, a oczy jej błyszczały w oczekiwaniu. Włosy lekko jej się rozprostowały tworząc luźne, naturalnie wyglądające fale, dzięki spince włosy nie wpadały jej do oczu, a sukienka, torebka i buty pod kolor prezentowały się naprawdę nieźle Z uśmiechem na ustach zbiegła na dół do schodach, pożegnała się z rodzicami i wyszła z domu. Postanowiła zrobić sobie spacerek podczas którego miała nadzieję chociaż po części uspokoić swoje tętno. Magnolia była stosunkowo małym miasteczkiem dlatego już po ok 15 minutach stała pod jego domem. Nie wyróżniał się niczym specjalnym od pozostałych w tej dzielnicy. Był białego koloru i miał czerwony dach. Zadzwoniła do domofonu i już po chwili usłyszała zapraszające kliknięcie. Weszła i zamknęła bramkę. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął chłopak. Był ubrany w sprane czarne dresy i bluzę do kompletu. Właściwie to gdyby go nie znała to pewnie mogłaby się przestraszyć. Jego wygląd często odstraszał ludzi. Ma czerwone oczy przez co prawie zawsze wygląda jakby był wściekły, a poza tym kolczyki w uszach, nad brwiami, koło nosa i na brodzie dodają mu drapieżności. Ona jednak doskonale wiedziała, że nie ma się czego obawiać. Zna go od małego, a poza tym kiedy inni chłopcy nazywali ją kujonicą to właśnie on stawał w jej obronie. Właśnie takimi gestami szybko skradł jej serce, choć pewnie sam nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Cześć- przywitała się miło z uśmiechem
- Hej a ty wybierasz się na jakąś imprezę czy coś?
- Nie,a co?
- To skąd ten strój?- dopiero teraz zrozumiała o co mu chodzi. Właśnie tego się obawiała
i co ja mam teraz zrobić? Trochę spanikowała, ale udało jej się odpowiedzieć
- Po prostu jest dzisiaj strasznie ciepło i szkoda mi było trzymać te sukienki nadal w szafie
- Aha no ok, to wchodź- zaprosił ją do środka gestem, a ona przeszła obok niego szybko. Wciąż czuła dowody swojego zażenowania na palących policzkach.
- Mój pokój jest na górze. Prosto i w lewo. Zaraz przyjdę tylko ograrne nam coś do jedzenia i picia
- A twoich rodziców nie ma?
- Nie, pojechali do babci. Nie będzie ich cały weekend
- A ty nie chciałeś pojechać z nimi?- spytała niepewnie
- No coś ty żartujesz do babci? Co to za atrakcja?- widząc jej reakcje dodał- no a poza tym i tak muszę nauczyć się na to kolokwium, co nie?
- Niby tak, ale założę się, że ogarniemy to w ciągu 2-3 godz.
- Serio tak szybko?
- Przecież to nie jest duża partia materiału
- Taa może dla ciebie. Dla mnie to kosmos
- Już nie przesadzaj- powiedziała po czym ruszyła po schodach. Przeszła długim korytarzem i zatrzymała się przy ostatnich drzwi na lewo. Na drzwiach widniał zakaz wstępu. Uśmiechnęła się na ten widok po czym weszła do środka. Jak się spodziewała ściany pokoju były czarne, co optycznie go zmniejszało. Łóżko stało pod ścianą po prawej stronie drzwi, a biurko pod oknem naprzeciwko. Pokój był zagracony instrumentami różnego rodzaju. Po jednej ze stron stały czarne meble, a po drugiej wisiał plazmowy telewizor. Panował tu względny porządek,jak na chłopca w tym wieku. Usiadła na jednym z foteli stojących przy biurku i zaczęła wyjmować potrzebne materiały. Gajeel wrócił po chwili z dwiema miskami chipsów i colą. Usiadł obok niej i przyglądał się dziewczynie, gdy ta przeglądała jego notatki. Poprzednio, gdy uczyli się razem dała mu coś w rodzaju zadania domowego. Nie spodziewała się jednak tego, że go zrobi. To miało być w firmie żartu, napisała mu kilka przykładów nie sądziła jednak, że je rozwiąże. Nagle wyczuła na sobie jego wzrok i podniosła głowę. Przez chwile po prostu na siebie patrzyli, jednak ona szybko spuściła wzrok
- Dobrze to zacznijmy może od tego czy wiesz co to są wielomiany ?- cisza, która nastała po tym pytaniu była wystarczającą odpowiedzią
- Wielomiany to wyrażenia algebraiczne będące sumą jednomianów. Inna nazwa to suma algebraiczna.
- Po co mi to wiedzieć? Przecież znajomość tej definicji nie pomoże mi w rozwiązywaniu zadań
- Może, ale dobrze wiesz, że czasami definicje także się pojawiają. Dzięki ich znajomości nie jeden raz można sobie podciągnąć ocenę lub nawet odpuścić rozwiązanie jakiegoś trudniejszego działania, a i tak wyjdzie na to samo
- Dobra, powiedzmy, że ją wkuję później
- Ok. Dodajemy i odejmujemy od siebie jedynie wielomiany jednoimienne. Wiesz co to znaczy?
- Że mają wyglądać tak samo np.: 2a+ a równa się 3a
- Oki a jak poradzisz sobie w takim działaniem. Napisała na kartce jedno z nich
3b+2b+2a = - No ile się równa? Chłopak wziął długopis i zaczął liczyć
- No 7
- Jesteś pewien?
- No tak, bo 3+2+2 daje 7 nie? Prosta matematyka
- No jak widać nie tak prosta. Przyjrzyj się dokładnie temu równaniu. Jesteś pewny, że wszystko pasuje? Chwile temu mówiłeś, że wielomiany jednoimienne to takie,które wyglądają tak samo lub podobnie,prawda? Redfox zastanowił się nad słowami dziewczyny. Skreślił poprzedni wynik i zaczął od nowa. Wiedziała, że tym razem sobie poradzi. Gajeel nie jest głupi, po prostu trzeba go odpowiednio naprowadzić na prawidłowe tory, wtedy da sobie rade.
- To się równa 5b i 2a
- Tak, z tym wyjątkiem, że zamiast i jest +. Pewnie o tym wiesz, ale mówię tak na wszelki wypadek
- Pff...wiedziałem o tym- sądząc jednak po jego reakcji nie wiedział
- A teraz coś takiego
2a+3b+7c+4a+b=
Tym razem poszło mu znacznie szybciej i już po chwili podał pełną odpowiedz
- To się równa 6a+4b+7c
- Świetnie a teraz takie zadanko
2a+2b+10ab+ba- A to co za dziwactwo jest? Spodziewałem się, że dasz mi coś trudniejszego, ale że aż tak
- Haha, ale za chwile przekonasz się, że to wcale nie jest trudne równanie
- Chyba żartujesz. Oczywiście, że jest trudne. Co to za twory nowe się pojawiły? Jakieś ab potem znów ba, co to ma być?
- Słuchaj, zacznijmy od tego, że zapisywanie wielomianów jest dowolne. Oznacza to, że to nie ma znaczenia czy zapiszesz 2ab czy 2ba to i tak jest to samo, ponieważ zawiera te same litery, zarówno a jak i b.
- Chcesz mi przez to powiedzieć, że wynik poprzedniego równania to 2a+2b+11ab?
- Owszem
- W takim razie to faktycznie proste
- Czyż nie?- spytała uśmiechając się
- Jak ty to robisz?
- Co takiego?
- Że cokolwiek byśmy nie brali. Choćby nie wiem jak trudne coś by mi się wydawało ty zawsze potrafisz mi to ułatwić. Sprawić, że zrozumiem
- Może to wynika z tego, że po prostu potrzebujesz bardziej indywidualnego podejścia, a w klasie na zajęciach podczas gdy jest tam 40 osób wykładowcy nie mają szansy wyjaśnienia wszystkiego każdemu z osobna
- Jakoś ty zawsze wszystko rozumiesz
- Lubię matematykę, dlatego, że tam jest wszystko uporządkowane. Jeśli tylko pozna się sposób rozwiązywania danego zadania potem okazuje się, że inne robi się na tej samej bądź podobnej zasadzie.
- A ja mam na to inne wyjaśnienie
- Tak? Jakie?
- Po prostu jesteś mądra
- Nie przesadzaj
- Taka prawda. To nie tylko matma. Jesteś dobra z każdego przedmiotu. Właściwie to nie myślałaś o tym, aby zostać przewodniczącą lub chociaż wice?
- Czemu miałabym?
- Jesteś tak samo dobra jak Lucy czy Erza, jeśli nie lepsza. Bez trudu mogłabyś z nimi konkurować. Nie chciałabyś?
- To miłe co mówisz i doceniam to serio, ale to po prostu nie moja bajka. Bycie przewodniczącą to nie tylko dobre oceny i nienaganne zachowanie, ale i udzielanie się w różnego rodzaju akcjach, a najczęściej samemu ich organizowanie. Do tego trzeba być przebojowym, towarzyski, potrafić zainteresować innych tematem. Ja nie mam tej zdolności, ale jest mi dobrze tak jak jest naprawdę. Lu jest moją najlepszą przyjaciółką i to prawda, że to ona jest zawsze w centrum uwagi wszystkiego. Lecz mi to nie przeszkadza. Nigdy nie czułam, że jestem w jej cieniu czy coś takiego. Kocham ją jak siostrę dlatego cieszę się z jej sukcesów. Z resztą ona z moich również, zawsze mnie wspiera i zawsze mogę na nią liczyć. Na resztę dziewczyn także, więc tzw. popularność po prostu nie jest dla mnie. Lu czy Erza czują się wtedy jak ryba w wodzie, ale ja niekoniecznie. Może właśnie dlatego tak doskonale się dopełniamy.
- Ok spoko rozumiem. Chciałem jedynie żebyś wiedziała,że w niczym się od nich nie różnisz.- nie spodziewała się tego, że usłyszy od niego coś tak miłego. Była bardzo szczęśliwa
- A ty? Też raczej trzymasz się z boku. Nie jesteś w centrum uwagi jak Grey czy Laxus
- Bo to też nie w moim stylu. Ta cała „popularność”. Mam kilka kumpli,którzy tak jak ja nie wyróżniają się niczym specjalnym, mamy zespół,który nie jest specjalnie popularny i tyle
- A nie chcielibyście gdzieś zagrać? Np. na jakiejś imprezie czy wydarzeniu?
- Może kiedyś, ale na razie się na to nie zanosi
- Ok, zrobiliśmy sobą małą przerwę to co? Wracamy do roboty?
- Może najpierw coś zjemy,co?
- Dobrze jak tylko zrobić kilka zadań umowa stoi? - zapisała na kartce jeszcze kilka przykładów, aby upewnić się, że załapał regułę Po 15 minutach dostała kartkę z powrotem, przejrzała wyniki

5a+6b+3a+b= 8a+7b

2a+3c+4d+a+c=3a+4c+4d

10abc+2b+3acb+a=13abc+2b+a

5ab+2b-4ab-b=ab+b

8ab-2cb+ab+6b-4ab=5ab-2cb+6b
- Dobra robota- pochwaliła go- teraz faktycznie zasłużyłeś na przerwę
- Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że zadania na kolokwium będą znacznie trudniejsze
- Bez przesady. Zasada jest wszędzie taka sama. Nawet jeśli będziesz miał 2 linijki takich wielomianów to wystarczy popodkreślać sobie jednoimienne, a potem zsumować. Nic prostszego
- To się jeszcze okaże...
- Wierzę w ciebie, dasz radę- powiedziała uśmiechając się do niego
- Dzięki za pomoc- powiedział szczerze, co wyjątkowo rzadko mu się zdarzało
- Nie ma za co- odpowiedziała. Po czym nastała dłuższa chwila ciszy. Nie wiedziała o czym powinna z nim rozmawiać. Rzecz w tym, że kiedy pomagała mu w nauce doskonale wiedziała co robić, co powiedzieć. Potem nadchodziła ta niezręczna nieznośna cisza, którą chciałaby jakoś przerwać, ale nie wie jak. On również się nie odzywał tylko chrupał chipsy co jakiś czas. Wzięła zeszyt i zapisała jeszcze kilka przykładów, po czym położyła na biurku.
- Jest już późno, to ja już się będę zbierać
- Ale możesz jeszcze zostać. Trzymaj mamy chipsy i colę..
- Dzięki, ale serio zrobiło się późno i muszę wracać do domu na obiad, wiesz...więc- wstała zabrała swoje rzeczy po czym szybkich krokiem podeszła do drzwi
- Mam nadzieję, że jakoś ci pomogłam- zawołała jeszcze
- Levy!...krzyknął za nią, ale usłyszał tylko
- Trafię sama do wyjścia, a po chwili trzaśnięcie drzwiami frontowymi. Podszedł z powrotem do biurka i wziął do ręki kartkę z zadaniami. Przez okno zobaczył jak niebiesko włosa wybiega przez bramkę przed jego domem. Rozbawił go ten widok. Nigdy nie zrozumie dlaczego po wspólnych korepetycjach zawsze tak ucieka. Kąciki jego ust samoistnie podniosły się na ten widok. 

piątek, 10 lutego 2017

Opowiadanie w realu rozdział 7- Przegrany zakład

Wróciła do domu od razu. W tej sytuacji nie zastanawiała się już nad tym czy Jude jest w domu czy nie. To nie miał najmniejszego znaczenia. Nie obchodziło ją to, że kiedy wróciła siedział w jadalni i jadł obiad. Ani to, że coś nie niej powiedział, lecz ona nie powiedziawszy nawet słowa pobiegła na górę. Nie przejmowała się nawet tym, że potem będzie musiała wytłumaczyć się ze swojego „całkowicie pozbawionego szacunku do ojca” zachowania. Nie mogła uwierzyć we własnego pecha  czy to oznacza, że teraz gdziekolwiek bym nie wyszła będę się na niego natykać? Ta perspektywa zdecydowanie jej się nie podobała.Wzięła szybki prysznic, po czym przebrała się w coś co przypominało piżamę. W każdym razie z domu by w tym stroju na pewno nie wyszła, lecz dzisiaj już nie zapowiadało się na to, by miała się gdzieś wybierać. Praktycznie w   momencie w którym skończyła usłyszała dzwonek do drzwi. Odczekała chwile mając nadzieję, że tata jednak otworzy. Szybko okazało się, że jednak to ona musi znowu robić za portiera w tym domu. Niechętnie i wolno zeszła za dół, a w tym czasie była zmuszona jeszcze 3 razy usłyszeć ten irytujący dźwięk. Nie wiedziała kogo się spodziewać: kuriera do ojca czy kogoś z jej znajomych. Jednak osoba, która zobaczyła za drzwiami była ostatnią której by się spodziewała. Nie miała nawet chwili na ułożenie jednej myśli, ponieważ, gdy tylko ją zobaczył uśmiechnął się szeroko i powiedział
- Hej co słychać?- a zachowywał się tak jakby nie oskarżyła go o krycie zabójcy jej matki nie całe 2 godziny temu.
- Co ty tu robisz? Wynoś się stąd, bo zadzwonię po policje!
- Hm...ciekawe, a od kiedy to odwiedziny sąsiedzkie stały się nielegalne? No chyba, że coś przeoczyłem- zakpił
- Z pewnością znajdzie się paragraf na to, że utrudniasz śledztwo w sprawie wypadku mamy
- Paragraf na co?
- Na krycie winnego- wypaliła
- A toczy się w ogóle jakieś śledztwo? Jeszcze nie, ale jak znajdę dowody! Wtem ją olśniło. Przecież w ten sposób nic z niego nie wyciągnie. Powinna chociaż próbować, postarać się być nieco milsza. Policzyła w głowie do 10, po czym postanowiła zacząć od nowa. 
- Ok, zacznijmy od początku. Po co przeszedłeś? 
- Porozmawiać
- Ale my nie mamy o czym rozmawiać
- A kto powiedział, że przyszedłem do ciebie?-  Teraz to kompletnie zbił ją z pantałyku
- Słuchaj, gdybym chociaż miała rodzeństwo to być może uwierzyłabym w te bajeczkę jednak masz pecha, bo jestem jedynaczką
- Wiem, ale przyszedłem do twojego taty
- Mojego taty?- wypaliła- A czego ty możesz chcieć od mojego taty?
- Chce przeprowadzić z nim wywiad
- Wywiad?- powtórzyła jak papuga
- Tak wywiad- powtórzył wolno, zupełnie jakby rozmawiał z analfabetką- co ją nieco otrzeźwiło
- Dlaczego właśnie z nim chcesz go zrobić?
- Oo widzę, że ktoś obawia się tego, że przestanie być „jedyną dostającą 6 uczennicą"
- O czym ty mówisz? Nie jestem jedyna. Z tego co pamiętam Levyś, Erza i Mira dostały identyczne oceny.
- Ale nie zaprzeczysz, że podoba ci się bycie pupilką nauczycieli, co? Chce udowodnić to co powiedziałem wcześniej. A pro po tego, że niektórzy mają dalej sięgające znajomości przez co jest im łatwiej
- Noo faktycznie daleko sięgają moje znajomości, bo aż do gabinetu
- Tak czy inaczej, mogę wejść? 
- Ależ proszę bardzo, ale nie licz na to, że mój tata poświęci ci chociaż minutę, jest bardzo zajęty
- A to się jeszcze okaże- powiedział po czym przeszedł przez próg. 
- Mówię poważnie, tracisz czas
- Skoro jesteś taka pewna swego do się załóżmy- zaproponował. Z początku ten pomysł wydał jej się idiotyczny, jednak po dłuższym namyśle doszła do wniosku, że to byłaby ogromna satysfakcja móc go pokonać, tym bardziej, że była pewna odpowiedzi ojca
- Dobra jak....
- Jeśli
- Co? 
- Nie jak tylko jeśli
- To na jedno wychodzi, ale niech ci będzie. Jeśli wygram to oddasz mi swój motor na tydzień
- Zwariowałaś? Przecież ty nawet nie umiesz jeździć. Co będziesz z tego miała?
- Czystą satysfakcję
- Dobra, ale na jeden dzień. Muszę jakoś dojeżdżać do szkoły, a nie znoszę komunikacji.
- Podobno jesteś pewien...
- Ok, niech ci będzie, ale jeśli ja wygram to pójdziesz ze mną na randkę
- Do reszty ci odbiło?! Po za tym mam chłopaka
- A byłaś taka pewna wygranej....
- Dobra. Zaczekaj chwilę pójdę po tatę- poszła w kierunku gabinetu. Zanim zapukała obejrzała się jeszcze za siebie. Natsu rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie. Heartfilia nie mogła się już doczekać tego jak Jude wyrzuci z domu intruza. Zapukała do drzwi po czym otworzyła je i wsadziła głowę do pomieszczenia.
- Masz gościa
- Nikogo się nie spodziewam
- Wiem ja też byłam zaskoczona
- Kto to?
- Nowy chłopak z mojej szkoły, niedawno się przeniósł
- A czego on chce ode mnie?
- Nie wiem- skłamała 
- Gdzie jest?
- Siedzi w salonie- po minie jaką wykonał jej ojciec wiedziała, że nie podobało mu się to, że ktoś mu przerywa. Szybko poszła za nim. Nie mogła sobie odpuścić zobaczenie tego. Zanim wyszli z gabinetu chłopak już stał jak struna. Nie zastała go w pozycji siedzącej jak wtedy, gdy wychodziła
- Dzień dobry. Nazywam się Natsu Dragneel- ukłonił się po czym podał dłoń Heartfilii. Ten przyjął ją niechętnie
- O co chodzi? Nie mam czasu.
-  Bardzo przepraszam za to najście. Jestem pewien, że pan jest bardzo zajęty dlatego nie zajmę panu dużo czasu. Proszę jedynie o kilka minut. Mam do napisania wywiad na zajęcia szkolne. Dopiero się tutaj przeniosłem, więc zależy mi na tym, aby mieć dobry start. Jestem pewien że wywiad z takim szanowanym, docenianym biznesmanem jak pan mi to umożliwi-teraz to ją zagiął. Zachowywał się jak zupełnie inna osoba: ułożona, kulturalna, pełna szacunku dla starszych. 

Dziewczyna jedynie patrzyła w ślad za chłopakiem i jej ojcem. Miała wrażenie,że jej szczęka za chwile będzie miała bliskie spotkanie z podłogą. W życiu nie spodziewałaby się tego, że Jude zgodzi się na wywiad. Po jakichś 15 minutach drzwi do gabinetu otworzyły się, a już po chwili wyszedł z niego Natsu. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Szczerzył się jak zwykle po czym podszedł do niej wolnym, wyluzowanym krokiem i powiedział
- A nie mówiłem- po czym spojrzał na zegarek i dodał- no rozumiem, że 10 minut na przygotowanie się Ci wystarczy
- Na jakie przygotowanie?
- Jak to jakie? Nie mów,że już zapomniałaś. Przecież założyliśmy się o to, że jak przegrasz zakład to pójdziesz ze mną na randkę.
- No coś ty. Przecież to nie było na poważnie
- Aha, czyli mam rozumieć,że mogę jutro wszystkim w szkole powiedzieć, że nasza kochana przewodnicząca nie dotrzymuje słowa
- Nie ośmielisz się
- A chcesz się przekonać- spytał wyzywająco. Lucy nie mając już siły na dalsze słowne przepychanki podniosła ręce w geście poddania- ok niech ci będzie, ale na pewno nie dzisiaj, bo jestem już umówiona
- Z Greyem? A co to za problem to odwołać? I tak zobaczycie się jutro, po za tym ja mogę to załatwić za ciebie
- Tak? Niby co mu powiesz?
- Widzisz nie lubię kłamać, więc powiem prawdę. Nie możesz się z nim spotkać bo masz randkę z innym.
- Chyba zwariowałeś
- Więc jednak wolisz kłamać?
- Nie. Powiem mu prawdę, ale sama to zrobię, jasne?
- Jak wolisz, ale ciekawy jestem co mu powiesz
- Powiem mu, że założyłam się z takim jednym kretynem i przegrałam zakład.
- Taa i już widzę jaki będzie zachwycony kiedy się dowie, że ten chłopak nie chciał nic innego, a randki z jego dziewczyną. A kiedy się dowie, że to ja nim jestem to z pewnością będzie wniebowzięty.
- Słuchaj, to jasne, że mu się to nie spodoba. Z resztą reakcja każdego innego chłopaka na jego miejscu byłaby taka sama. Jednak jest coś o czym najwyraźniej nie wiesz. Widzisz tak się składa, że on mi ufa, a ja jemu. Na tym właśnie polega związek, no ale co ty możesz wiedzieć na ten temat. Założę się, że żadna dziewczyna nie wytrzymała z tobą długo. Nie myśl, więc sobie, że z powodu takiego epizodu od razu ze mną zerwie, bo tak się nie stanie. A po za tym jeśli chcesz skonfrontować zeznania to proszę bardzo. Ciekawe komu uwierzy: swojej dziewczynie z którą jest od lat i która nigdy go nie okłamała czy komuś kto niedawno przeniósł się do naszej szkoły, a już zdążył narobić sobie paru wrogów w tym i jego.- powiedziała pewnym głosem i spojrzała mu w oczy. Odwzajemnił spojrzenie i utrzymał go przez chwile po czym powiedział
- W takim razie przyjadę po ciebie za godzinę- nie czekając na jej odpowiedź odwrócił się na pięcie i wyszedł. Stała tak jeszcze przez chwile, przeklinając na siebie w duchu za to, że znowu dała się podpuścić. Nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo przychodzi mu manipulowanie nią. Z drugiej jednak strony cała ta niby randka jest idealną okazją, by przeprowadzić małe śledztwo tak, by nawet nie zorientował się, że jest przesłuchiwany.




Biegł właśnie ile sił w nogach przez całe boisko z piłką. Dla niego nie miało znaczenia to, że to nie był prawdziwy mecz, zawsze dawał z siebie wszystko.Laxus biegł obok niego próbując zabrać mu piłkę, lecz Fullbuster nie dawał za wygraną. Wykonał szybką zmyłkę, że to niby chce przekazać piłkę koledze z drużyny i zanim jego przeciwnicy zdążyli się zorientować co zamierza rzucił piłkę do kosza, rzecz jasna trafił. Już po chwili usłyszał doping cheerlederek. Obejrzał się przez ramię i ujrzał niebieskowłosą dziewczynę ze swojego rocznika, która teraz podskakiwała energicznie wymachując pomponami i krzyczała jego imię. Nie znał jej, nie wiedział nawet jak się nazywa. Owszem widział ją parę razy w szkole, ale nigdy nie zwrócił na nią uwagi, tak jak w sumie na żadną inną. Żałował, że zamiast tej krzykaczki to nie Lucy siedzi na trybunach. Jednak jako przewodnicząca miała już wystarczająco dużo obowiązków, a po za tym zawsze powtarzała, że nie rozumie dziewczyn, które czerpią radość z wymachiwania pomponami. Próbował ją kiedyś namówić pod pretekstem, że dzięki temu spędzaliby razem więcej czasu, ale nie przekonało jej to. Mało tego powiedziała, że i tak musiałaby się mną dzielić z całą drużyną w tych chwilach, więc one i tak nie byłyby tak naprawdę ich. Z rozmyślań wyrwały go krople wody, które raptem spadły mu na głowę. Już po chwili rozpadało się na dobre, a oni zmuszeni byli przerwać trening. Szedł właśnie w stronę trybun po swoje rzeczy. Nie musiał się obawiać tego, że zmokną, gdyż siedzenia były zadaszone. Laxus podbiegł do niego
- Dobra robota dzisiaj- po czym poklepał go po ramieniu
- Dzięki, tobie też nieźle poszło
- Nieźle? Chyba żartujesz, stary nigdy nie szło mi lepiej. Dobra muszę lecieć, podwieź cie?
- Nie dzięki, sam jestem samochodem
- W takim razie do poniedziałku
- Nara
Podszedł do jednego z siedzeń, chwycił ręcznik i zaczął suszyć nim włosy, wtedy dobiegł go głos
- Świetnie dzisiaj grałeś, z resztą tak jak zawsze. Podniósł wzrok na stojącą naprzeciwko dziewczynę, rozpoznał ją bez trudu. Jednak miała dość oryginalny kolor włosów.
- Ee...dzięki a ty jesteś...
- Juvia. Nie dziwi mnie to, że mnie nie znasz- powiedziała lekko się uśmiechając jednak w jej głosie słychać było lekkie rozczarowanie. Kiedy skończył się suszyć i podniósł wzrok na dziewczynę na dłuższą chwile niż ułamek sekundy dostrzegł, że jest cała przemoczona. Do jej bladej cery ciemne mokre kosmyki poprzyklejały się sprawiając, że wyglądała na jeszcze bledszą niż na co dzień.
- Jesteś cała mokra, przeziębisz się- powiedział i nie zastanawiając się długo zarzucił jej na ramiona swoją bluzę
- Ona opatuliła się nią ciaśniej i z teraz już szerszym uśmiechem odpowiedziała
- Juvia lubi deszcz. Chłopak był lekko poirytowany- zachowuje się jakby miała 5 lat.
- To, że go lubisz, że oznacza, że powinnaś stać na takiej ulewie, a tak ogóle to co ty tu jeszcze robisz? Cała reszta już się zebrała
- Juvia ma zrobić z tobą projekt na biologię. Zostało już niewiele czasu. Juvia pomyślała, że ci o tym przypomni
- Przestań mówić w trzeciej osobie, co ty masz 5 lat?
- Juvia zawsze tak mówi. Westchnął zrezygnowany i podrapał się po głowie w konsternacji
- Dobra, pasowałoby się za to zabrać. Co ty na to żeby podjechać na chwile do kawiarni? Wysuszymy się i ogrzejemy i uzgodnimy co z projektem.
- Juvia się zgadza
- W takim razie chodź. Niedługo zajęła im jazda do „Lumen History „ kawiarni mieszczącej się nie daleko od ich szkoły. Uczniowie często tam przychodzili, nawet w czasie przerw. Usiedli blisko okna, a po chwili zamówili gorącą kawę.
- Wybrałaś już jakiś temat?- spytał
- Nie, Juvia pomyślała, że będzie lepiej jeśli wybierzemy coś razem
- Dobra, a czego ma dotyczyć?
- Roślin, które wolą klimaty deszczowe od słonecznych i tylko w takich warunkach są w stanie prawidłowo się rozwijać. Chłopak patrzył na nią z kpiącym uśmiechem na co dziewczyna się zarumieniła
- Wiesz, że to jest najdłuższe zdanie jakie powiedziałaś do tej pory?
- Dlatego, że Juvia interesuje się roślinami, które wolą deszcz niż słońce
- W takim razie to idealny temat dla ciebie. A właśnie, a tak w ogóle to czemu oddajesz ten projekt w późniejszym terminie?
- Bo Juvia była chora a ty?
- Cóż miałem ostatnio sporo na głowie, treningi, nauka do kolokwium, wywiad itd. Po prostu kompletnie wyleciało mi z głowy pomimo tego, że Lucy ciągle mi o tym przypominała
- Hm...Lucy Heartfilia..długo się znacie?
- Tak. Jeszcze od dziecka
- A długo jesteście razem?
- No..hm....poczekaj zaczęliśmy się spotykać jak chodziliśmy do gimnazjum, w 1 klasie, więc to będzie już 5 rok
- No to faktycznie sporo. A co takiego Lucy Heartfilia zrobiła, że zacząłeś się z nią spotykać?
- A przepraszam, co to jest przesłuchanie? Po za tym czemu odnoszę wrażenie, że jej nie lubisz?
- Bo to prawda. Juvia nie rozumie dlaczego jest taka popularna i lubiana przez wszystkich. Czy jedynym powodem jest to, że jej mama chodziła do tej szkoły? Moja mama też tu chodziła i co? Mnie jakoś nikt nie traktuje jak jakąś księżniczkę...
- Ej ej uważaj. Nie zapędzaj się tak daleko. Słuchaj nie ma ludzi, którzy są lubiani przez wszystkich, jak i takich którzy wszystkich lubią. Nie mam zamiaru nakazywać ci polubienia jej, ale także nie pozwolę na to byś ją obrażała. Bo nie masz najmniejszych podstaw do tego by to robić, nie znasz jej. To prawda, że większość jej „fanów” także nie ma pojęcia kim jest naprawdę, ale ludzie, którzy mieli okazję ją poznać kochają ją za to, że jest dobra, pomocna, bezinteresowna, inteligentna i mógłbym tak wymieniać jeszcze bardzo długo, ale nie widzę sensu w tym by to robić. Nie mam zamiaru reklamować jej jak jakiś towar. Możesz myśleć co ci się żywnie podoba, ale z łaski swojej oszczędź sobie takie komentarze w mojej obecności- przez cały okres trwania monologu miał poważny wyraz twarzy i patrzył jej w oczy. Mimochodem zauważył, że teraz, gdy już wyschła i ogrzała się wyglądała znacznie lepiej. Rumieńce pojawiły się na jej jasnej twarzy, włosy teraz już suche falowały otaczając jej twarz, a jej szafirowe oczy podążały za jego wzrokiem. Nie znał jej za dobrze, więc nie chciał jej oceniać na podstawie tej godz spędzonej razem. Jednak nie mógł się oprzeć małemu porównaniu. Otóż ta dziewczyna wydawała się być kompletnym przeciwieństwem Heartfilii. Ma niebieskie lekko falowane włosy, Lucy blond i proste, ona ma granatowe bystre oczy, blondynka życzliwe i ciepłe brązowe spojrzenie, a do tego ładną różowawą karnacje na której prawie zawsze można dostrzec rumieńce. A po za tym uwielbia słońce i wręcz nie znosi kiedy pada. Juvia natomiast wydaję się być typem deszczowej dziewczyny. Z rozmyślań wyrwał go jej głos
- Ładnie pachniesz- stwierdziła zwyczajnie, jakby w tym co powiedziała nie było nic krępującego, po czy przytuliła głowę do jego bluzy wdychając zapach. Takiego komentarza w życiu by się nie spodziewał dlatego też na moment odjeło mu mowę, kiedy jednak wziął się w garść odchrząknął głośno i powiedział
- Wiesz, jesteś bardzo bezpośrednia
- Juvia jest po prostu szczera. Grey postanowił już więcej nie drążyć tematu. Zdążył już zorientować się, że jest to dość specyficzna dziewczyna, pewnie tego typu komentarze są dla niej na porządku dziennym.
- Dobra nie wiem jak ty, ale ja się muszę zbierać. Wciąż pada, więc cię odwioze
- No ale co z naszym projektem? Jeszcze nic nie ustaliliśmy
- A co ty na to, aby po prostu obserwować jak te rośliny rosną, rozwijają się, czego potrzebują, a potem po prostu to udokumentować za pomocą zdjęć i notatek. Przecież masz takie rośliny u siebie w domu prawda? Hodujesz je
- Ale skąd o tym wiesz?
- Zgadywałem- oznajmił i uśmiechnął się na znak, że to był sarkazm. Nie był pewny czy zauważyła, jednak uśmiech odwzajemniła. Jechali w całkowitym milczeniu. Gdy się zatrzymali okazało się, że dom Juvii mieści się na drugim końcu miasta. Z podjazdu wyglądał na całkiem zadbany, pewnie, że do pałacu rodziny Heartfilia, jak to ludzie mieli zwyczaj go nazywać, nie było co go porównywać, ale obiektywnie rzecz ujmując jest ładny.






- Juvia chciała podziękować za wszystko, do zobaczenia w szkole-pożegnała się po czym wyskoczyła z samochodu i pobiegła do domu. Chłopak spojrzał na deskę rozdzielczą, a gdy zorientował się jak późna już jest godzina zapalił auto i szybko pojechał do domu.


Dziękuje Wam za cierpliwość. Wiem, że jest króciutki dlatego za niedługo wyjdzie kolejny. Pozdrawiam

- Lu-chan