Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rutyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rutyna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2017

Opowiadanie w realu rozdział 7- Przegrany zakład

Wróciła do domu od razu. W tej sytuacji nie zastanawiała się już nad tym czy Jude jest w domu czy nie. To nie miał najmniejszego znaczenia. Nie obchodziło ją to, że kiedy wróciła siedział w jadalni i jadł obiad. Ani to, że coś nie niej powiedział, lecz ona nie powiedziawszy nawet słowa pobiegła na górę. Nie przejmowała się nawet tym, że potem będzie musiała wytłumaczyć się ze swojego „całkowicie pozbawionego szacunku do ojca” zachowania. Nie mogła uwierzyć we własnego pecha  czy to oznacza, że teraz gdziekolwiek bym nie wyszła będę się na niego natykać? Ta perspektywa zdecydowanie jej się nie podobała.Wzięła szybki prysznic, po czym przebrała się w coś co przypominało piżamę. W każdym razie z domu by w tym stroju na pewno nie wyszła, lecz dzisiaj już nie zapowiadało się na to, by miała się gdzieś wybierać. Praktycznie w   momencie w którym skończyła usłyszała dzwonek do drzwi. Odczekała chwile mając nadzieję, że tata jednak otworzy. Szybko okazało się, że jednak to ona musi znowu robić za portiera w tym domu. Niechętnie i wolno zeszła za dół, a w tym czasie była zmuszona jeszcze 3 razy usłyszeć ten irytujący dźwięk. Nie wiedziała kogo się spodziewać: kuriera do ojca czy kogoś z jej znajomych. Jednak osoba, która zobaczyła za drzwiami była ostatnią której by się spodziewała. Nie miała nawet chwili na ułożenie jednej myśli, ponieważ, gdy tylko ją zobaczył uśmiechnął się szeroko i powiedział
- Hej co słychać?- a zachowywał się tak jakby nie oskarżyła go o krycie zabójcy jej matki nie całe 2 godziny temu.
- Co ty tu robisz? Wynoś się stąd, bo zadzwonię po policje!
- Hm...ciekawe, a od kiedy to odwiedziny sąsiedzkie stały się nielegalne? No chyba, że coś przeoczyłem- zakpił
- Z pewnością znajdzie się paragraf na to, że utrudniasz śledztwo w sprawie wypadku mamy
- Paragraf na co?
- Na krycie winnego- wypaliła
- A toczy się w ogóle jakieś śledztwo? Jeszcze nie, ale jak znajdę dowody! Wtem ją olśniło. Przecież w ten sposób nic z niego nie wyciągnie. Powinna chociaż próbować, postarać się być nieco milsza. Policzyła w głowie do 10, po czym postanowiła zacząć od nowa. 
- Ok, zacznijmy od początku. Po co przeszedłeś? 
- Porozmawiać
- Ale my nie mamy o czym rozmawiać
- A kto powiedział, że przyszedłem do ciebie?-  Teraz to kompletnie zbił ją z pantałyku
- Słuchaj, gdybym chociaż miała rodzeństwo to być może uwierzyłabym w te bajeczkę jednak masz pecha, bo jestem jedynaczką
- Wiem, ale przyszedłem do twojego taty
- Mojego taty?- wypaliła- A czego ty możesz chcieć od mojego taty?
- Chce przeprowadzić z nim wywiad
- Wywiad?- powtórzyła jak papuga
- Tak wywiad- powtórzył wolno, zupełnie jakby rozmawiał z analfabetką- co ją nieco otrzeźwiło
- Dlaczego właśnie z nim chcesz go zrobić?
- Oo widzę, że ktoś obawia się tego, że przestanie być „jedyną dostającą 6 uczennicą"
- O czym ty mówisz? Nie jestem jedyna. Z tego co pamiętam Levyś, Erza i Mira dostały identyczne oceny.
- Ale nie zaprzeczysz, że podoba ci się bycie pupilką nauczycieli, co? Chce udowodnić to co powiedziałem wcześniej. A pro po tego, że niektórzy mają dalej sięgające znajomości przez co jest im łatwiej
- Noo faktycznie daleko sięgają moje znajomości, bo aż do gabinetu
- Tak czy inaczej, mogę wejść? 
- Ależ proszę bardzo, ale nie licz na to, że mój tata poświęci ci chociaż minutę, jest bardzo zajęty
- A to się jeszcze okaże- powiedział po czym przeszedł przez próg. 
- Mówię poważnie, tracisz czas
- Skoro jesteś taka pewna swego do się załóżmy- zaproponował. Z początku ten pomysł wydał jej się idiotyczny, jednak po dłuższym namyśle doszła do wniosku, że to byłaby ogromna satysfakcja móc go pokonać, tym bardziej, że była pewna odpowiedzi ojca
- Dobra jak....
- Jeśli
- Co? 
- Nie jak tylko jeśli
- To na jedno wychodzi, ale niech ci będzie. Jeśli wygram to oddasz mi swój motor na tydzień
- Zwariowałaś? Przecież ty nawet nie umiesz jeździć. Co będziesz z tego miała?
- Czystą satysfakcję
- Dobra, ale na jeden dzień. Muszę jakoś dojeżdżać do szkoły, a nie znoszę komunikacji.
- Podobno jesteś pewien...
- Ok, niech ci będzie, ale jeśli ja wygram to pójdziesz ze mną na randkę
- Do reszty ci odbiło?! Po za tym mam chłopaka
- A byłaś taka pewna wygranej....
- Dobra. Zaczekaj chwilę pójdę po tatę- poszła w kierunku gabinetu. Zanim zapukała obejrzała się jeszcze za siebie. Natsu rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie. Heartfilia nie mogła się już doczekać tego jak Jude wyrzuci z domu intruza. Zapukała do drzwi po czym otworzyła je i wsadziła głowę do pomieszczenia.
- Masz gościa
- Nikogo się nie spodziewam
- Wiem ja też byłam zaskoczona
- Kto to?
- Nowy chłopak z mojej szkoły, niedawno się przeniósł
- A czego on chce ode mnie?
- Nie wiem- skłamała 
- Gdzie jest?
- Siedzi w salonie- po minie jaką wykonał jej ojciec wiedziała, że nie podobało mu się to, że ktoś mu przerywa. Szybko poszła za nim. Nie mogła sobie odpuścić zobaczenie tego. Zanim wyszli z gabinetu chłopak już stał jak struna. Nie zastała go w pozycji siedzącej jak wtedy, gdy wychodziła
- Dzień dobry. Nazywam się Natsu Dragneel- ukłonił się po czym podał dłoń Heartfilii. Ten przyjął ją niechętnie
- O co chodzi? Nie mam czasu.
-  Bardzo przepraszam za to najście. Jestem pewien, że pan jest bardzo zajęty dlatego nie zajmę panu dużo czasu. Proszę jedynie o kilka minut. Mam do napisania wywiad na zajęcia szkolne. Dopiero się tutaj przeniosłem, więc zależy mi na tym, aby mieć dobry start. Jestem pewien że wywiad z takim szanowanym, docenianym biznesmanem jak pan mi to umożliwi-teraz to ją zagiął. Zachowywał się jak zupełnie inna osoba: ułożona, kulturalna, pełna szacunku dla starszych. 

Dziewczyna jedynie patrzyła w ślad za chłopakiem i jej ojcem. Miała wrażenie,że jej szczęka za chwile będzie miała bliskie spotkanie z podłogą. W życiu nie spodziewałaby się tego, że Jude zgodzi się na wywiad. Po jakichś 15 minutach drzwi do gabinetu otworzyły się, a już po chwili wyszedł z niego Natsu. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Szczerzył się jak zwykle po czym podszedł do niej wolnym, wyluzowanym krokiem i powiedział
- A nie mówiłem- po czym spojrzał na zegarek i dodał- no rozumiem, że 10 minut na przygotowanie się Ci wystarczy
- Na jakie przygotowanie?
- Jak to jakie? Nie mów,że już zapomniałaś. Przecież założyliśmy się o to, że jak przegrasz zakład to pójdziesz ze mną na randkę.
- No coś ty. Przecież to nie było na poważnie
- Aha, czyli mam rozumieć,że mogę jutro wszystkim w szkole powiedzieć, że nasza kochana przewodnicząca nie dotrzymuje słowa
- Nie ośmielisz się
- A chcesz się przekonać- spytał wyzywająco. Lucy nie mając już siły na dalsze słowne przepychanki podniosła ręce w geście poddania- ok niech ci będzie, ale na pewno nie dzisiaj, bo jestem już umówiona
- Z Greyem? A co to za problem to odwołać? I tak zobaczycie się jutro, po za tym ja mogę to załatwić za ciebie
- Tak? Niby co mu powiesz?
- Widzisz nie lubię kłamać, więc powiem prawdę. Nie możesz się z nim spotkać bo masz randkę z innym.
- Chyba zwariowałeś
- Więc jednak wolisz kłamać?
- Nie. Powiem mu prawdę, ale sama to zrobię, jasne?
- Jak wolisz, ale ciekawy jestem co mu powiesz
- Powiem mu, że założyłam się z takim jednym kretynem i przegrałam zakład.
- Taa i już widzę jaki będzie zachwycony kiedy się dowie, że ten chłopak nie chciał nic innego, a randki z jego dziewczyną. A kiedy się dowie, że to ja nim jestem to z pewnością będzie wniebowzięty.
- Słuchaj, to jasne, że mu się to nie spodoba. Z resztą reakcja każdego innego chłopaka na jego miejscu byłaby taka sama. Jednak jest coś o czym najwyraźniej nie wiesz. Widzisz tak się składa, że on mi ufa, a ja jemu. Na tym właśnie polega związek, no ale co ty możesz wiedzieć na ten temat. Założę się, że żadna dziewczyna nie wytrzymała z tobą długo. Nie myśl, więc sobie, że z powodu takiego epizodu od razu ze mną zerwie, bo tak się nie stanie. A po za tym jeśli chcesz skonfrontować zeznania to proszę bardzo. Ciekawe komu uwierzy: swojej dziewczynie z którą jest od lat i która nigdy go nie okłamała czy komuś kto niedawno przeniósł się do naszej szkoły, a już zdążył narobić sobie paru wrogów w tym i jego.- powiedziała pewnym głosem i spojrzała mu w oczy. Odwzajemnił spojrzenie i utrzymał go przez chwile po czym powiedział
- W takim razie przyjadę po ciebie za godzinę- nie czekając na jej odpowiedź odwrócił się na pięcie i wyszedł. Stała tak jeszcze przez chwile, przeklinając na siebie w duchu za to, że znowu dała się podpuścić. Nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo przychodzi mu manipulowanie nią. Z drugiej jednak strony cała ta niby randka jest idealną okazją, by przeprowadzić małe śledztwo tak, by nawet nie zorientował się, że jest przesłuchiwany.




Biegł właśnie ile sił w nogach przez całe boisko z piłką. Dla niego nie miało znaczenia to, że to nie był prawdziwy mecz, zawsze dawał z siebie wszystko.Laxus biegł obok niego próbując zabrać mu piłkę, lecz Fullbuster nie dawał za wygraną. Wykonał szybką zmyłkę, że to niby chce przekazać piłkę koledze z drużyny i zanim jego przeciwnicy zdążyli się zorientować co zamierza rzucił piłkę do kosza, rzecz jasna trafił. Już po chwili usłyszał doping cheerlederek. Obejrzał się przez ramię i ujrzał niebieskowłosą dziewczynę ze swojego rocznika, która teraz podskakiwała energicznie wymachując pomponami i krzyczała jego imię. Nie znał jej, nie wiedział nawet jak się nazywa. Owszem widział ją parę razy w szkole, ale nigdy nie zwrócił na nią uwagi, tak jak w sumie na żadną inną. Żałował, że zamiast tej krzykaczki to nie Lucy siedzi na trybunach. Jednak jako przewodnicząca miała już wystarczająco dużo obowiązków, a po za tym zawsze powtarzała, że nie rozumie dziewczyn, które czerpią radość z wymachiwania pomponami. Próbował ją kiedyś namówić pod pretekstem, że dzięki temu spędzaliby razem więcej czasu, ale nie przekonało jej to. Mało tego powiedziała, że i tak musiałaby się mną dzielić z całą drużyną w tych chwilach, więc one i tak nie byłyby tak naprawdę ich. Z rozmyślań wyrwały go krople wody, które raptem spadły mu na głowę. Już po chwili rozpadało się na dobre, a oni zmuszeni byli przerwać trening. Szedł właśnie w stronę trybun po swoje rzeczy. Nie musiał się obawiać tego, że zmokną, gdyż siedzenia były zadaszone. Laxus podbiegł do niego
- Dobra robota dzisiaj- po czym poklepał go po ramieniu
- Dzięki, tobie też nieźle poszło
- Nieźle? Chyba żartujesz, stary nigdy nie szło mi lepiej. Dobra muszę lecieć, podwieź cie?
- Nie dzięki, sam jestem samochodem
- W takim razie do poniedziałku
- Nara
Podszedł do jednego z siedzeń, chwycił ręcznik i zaczął suszyć nim włosy, wtedy dobiegł go głos
- Świetnie dzisiaj grałeś, z resztą tak jak zawsze. Podniósł wzrok na stojącą naprzeciwko dziewczynę, rozpoznał ją bez trudu. Jednak miała dość oryginalny kolor włosów.
- Ee...dzięki a ty jesteś...
- Juvia. Nie dziwi mnie to, że mnie nie znasz- powiedziała lekko się uśmiechając jednak w jej głosie słychać było lekkie rozczarowanie. Kiedy skończył się suszyć i podniósł wzrok na dziewczynę na dłuższą chwile niż ułamek sekundy dostrzegł, że jest cała przemoczona. Do jej bladej cery ciemne mokre kosmyki poprzyklejały się sprawiając, że wyglądała na jeszcze bledszą niż na co dzień.
- Jesteś cała mokra, przeziębisz się- powiedział i nie zastanawiając się długo zarzucił jej na ramiona swoją bluzę
- Ona opatuliła się nią ciaśniej i z teraz już szerszym uśmiechem odpowiedziała
- Juvia lubi deszcz. Chłopak był lekko poirytowany- zachowuje się jakby miała 5 lat.
- To, że go lubisz, że oznacza, że powinnaś stać na takiej ulewie, a tak ogóle to co ty tu jeszcze robisz? Cała reszta już się zebrała
- Juvia ma zrobić z tobą projekt na biologię. Zostało już niewiele czasu. Juvia pomyślała, że ci o tym przypomni
- Przestań mówić w trzeciej osobie, co ty masz 5 lat?
- Juvia zawsze tak mówi. Westchnął zrezygnowany i podrapał się po głowie w konsternacji
- Dobra, pasowałoby się za to zabrać. Co ty na to żeby podjechać na chwile do kawiarni? Wysuszymy się i ogrzejemy i uzgodnimy co z projektem.
- Juvia się zgadza
- W takim razie chodź. Niedługo zajęła im jazda do „Lumen History „ kawiarni mieszczącej się nie daleko od ich szkoły. Uczniowie często tam przychodzili, nawet w czasie przerw. Usiedli blisko okna, a po chwili zamówili gorącą kawę.
- Wybrałaś już jakiś temat?- spytał
- Nie, Juvia pomyślała, że będzie lepiej jeśli wybierzemy coś razem
- Dobra, a czego ma dotyczyć?
- Roślin, które wolą klimaty deszczowe od słonecznych i tylko w takich warunkach są w stanie prawidłowo się rozwijać. Chłopak patrzył na nią z kpiącym uśmiechem na co dziewczyna się zarumieniła
- Wiesz, że to jest najdłuższe zdanie jakie powiedziałaś do tej pory?
- Dlatego, że Juvia interesuje się roślinami, które wolą deszcz niż słońce
- W takim razie to idealny temat dla ciebie. A właśnie, a tak w ogóle to czemu oddajesz ten projekt w późniejszym terminie?
- Bo Juvia była chora a ty?
- Cóż miałem ostatnio sporo na głowie, treningi, nauka do kolokwium, wywiad itd. Po prostu kompletnie wyleciało mi z głowy pomimo tego, że Lucy ciągle mi o tym przypominała
- Hm...Lucy Heartfilia..długo się znacie?
- Tak. Jeszcze od dziecka
- A długo jesteście razem?
- No..hm....poczekaj zaczęliśmy się spotykać jak chodziliśmy do gimnazjum, w 1 klasie, więc to będzie już 5 rok
- No to faktycznie sporo. A co takiego Lucy Heartfilia zrobiła, że zacząłeś się z nią spotykać?
- A przepraszam, co to jest przesłuchanie? Po za tym czemu odnoszę wrażenie, że jej nie lubisz?
- Bo to prawda. Juvia nie rozumie dlaczego jest taka popularna i lubiana przez wszystkich. Czy jedynym powodem jest to, że jej mama chodziła do tej szkoły? Moja mama też tu chodziła i co? Mnie jakoś nikt nie traktuje jak jakąś księżniczkę...
- Ej ej uważaj. Nie zapędzaj się tak daleko. Słuchaj nie ma ludzi, którzy są lubiani przez wszystkich, jak i takich którzy wszystkich lubią. Nie mam zamiaru nakazywać ci polubienia jej, ale także nie pozwolę na to byś ją obrażała. Bo nie masz najmniejszych podstaw do tego by to robić, nie znasz jej. To prawda, że większość jej „fanów” także nie ma pojęcia kim jest naprawdę, ale ludzie, którzy mieli okazję ją poznać kochają ją za to, że jest dobra, pomocna, bezinteresowna, inteligentna i mógłbym tak wymieniać jeszcze bardzo długo, ale nie widzę sensu w tym by to robić. Nie mam zamiaru reklamować jej jak jakiś towar. Możesz myśleć co ci się żywnie podoba, ale z łaski swojej oszczędź sobie takie komentarze w mojej obecności- przez cały okres trwania monologu miał poważny wyraz twarzy i patrzył jej w oczy. Mimochodem zauważył, że teraz, gdy już wyschła i ogrzała się wyglądała znacznie lepiej. Rumieńce pojawiły się na jej jasnej twarzy, włosy teraz już suche falowały otaczając jej twarz, a jej szafirowe oczy podążały za jego wzrokiem. Nie znał jej za dobrze, więc nie chciał jej oceniać na podstawie tej godz spędzonej razem. Jednak nie mógł się oprzeć małemu porównaniu. Otóż ta dziewczyna wydawała się być kompletnym przeciwieństwem Heartfilii. Ma niebieskie lekko falowane włosy, Lucy blond i proste, ona ma granatowe bystre oczy, blondynka życzliwe i ciepłe brązowe spojrzenie, a do tego ładną różowawą karnacje na której prawie zawsze można dostrzec rumieńce. A po za tym uwielbia słońce i wręcz nie znosi kiedy pada. Juvia natomiast wydaję się być typem deszczowej dziewczyny. Z rozmyślań wyrwał go jej głos
- Ładnie pachniesz- stwierdziła zwyczajnie, jakby w tym co powiedziała nie było nic krępującego, po czy przytuliła głowę do jego bluzy wdychając zapach. Takiego komentarza w życiu by się nie spodziewał dlatego też na moment odjeło mu mowę, kiedy jednak wziął się w garść odchrząknął głośno i powiedział
- Wiesz, jesteś bardzo bezpośrednia
- Juvia jest po prostu szczera. Grey postanowił już więcej nie drążyć tematu. Zdążył już zorientować się, że jest to dość specyficzna dziewczyna, pewnie tego typu komentarze są dla niej na porządku dziennym.
- Dobra nie wiem jak ty, ale ja się muszę zbierać. Wciąż pada, więc cię odwioze
- No ale co z naszym projektem? Jeszcze nic nie ustaliliśmy
- A co ty na to, aby po prostu obserwować jak te rośliny rosną, rozwijają się, czego potrzebują, a potem po prostu to udokumentować za pomocą zdjęć i notatek. Przecież masz takie rośliny u siebie w domu prawda? Hodujesz je
- Ale skąd o tym wiesz?
- Zgadywałem- oznajmił i uśmiechnął się na znak, że to był sarkazm. Nie był pewny czy zauważyła, jednak uśmiech odwzajemniła. Jechali w całkowitym milczeniu. Gdy się zatrzymali okazało się, że dom Juvii mieści się na drugim końcu miasta. Z podjazdu wyglądał na całkiem zadbany, pewnie, że do pałacu rodziny Heartfilia, jak to ludzie mieli zwyczaj go nazywać, nie było co go porównywać, ale obiektywnie rzecz ujmując jest ładny.






- Juvia chciała podziękować za wszystko, do zobaczenia w szkole-pożegnała się po czym wyskoczyła z samochodu i pobiegła do domu. Chłopak spojrzał na deskę rozdzielczą, a gdy zorientował się jak późna już jest godzina zapalił auto i szybko pojechał do domu.


Dziękuje Wam za cierpliwość. Wiem, że jest króciutki dlatego za niedługo wyjdzie kolejny. Pozdrawiam

- Lu-chan 

niedziela, 1 maja 2016

Opowiadanie w realu rozdział 6- Pogoń za przeszłością


Erza po powtocie do domu zawołała Ayano i razem wyszły nie zważając na deszcz. Nie zaszczyciła Jellala nawet jednym spojrzeniem, a na dowidzenia powiedziała po prostu „cześć”. Był zaskoczony reakcją dziewczyny- czyżby, aż tak się speszyła tym pocałunkiem?- ale także zły na brata za wcześniejsze zachowanie. W momencie w którym drzwi za nimi się zamknęły Jellal od razu naskoczył na młodszego brata
- Co to w ogóle miało znaczyć? Nie mieliście co robić? Tylko podglądać starszych?!
- Wyluzuj starszy bracie, to przecież nic wielkiego. Swoją drogą nie sądziłem,że tak szybko się za nią zabierzesz. Szybki jesteś
- Nie denerwuj mnie młody, nie widziałeś jak szybko wyszły?
- Faktycznie mogłyby posiedzieć dłużej, ale przecież mówiły, że mają coś do załatwienia, nie?
- Wierzysz w to?
- Teraz jak o tym wspomniałeś to Ayano faktycznie zaczęła się jakoś dziwnie zachowywać. Ale ładna jest przyznaj, nie?
- Ładna to za mało powiedziane, jest jedną z najpopularniejszych dziewczyn w mojej szkole
- Taak, zaraz w twojej szkole?
- Tak
- Czekaj o kim ty mówisz?
- O Erzie rzecz jasna a ty?
- O Ayano... chwila ta Erza wpadła ci w oko, co?- puścił do niego oczko
- No tobie na młoda również- odgryzł się starszy brat
- Ayano jest wyjątkowa
- Jak widać u nich to rodzinne- tym akcentem zakończyli rozmowę. 

Lucy wpadła do domu cała roztrzęsiona. Cały czas się trzęsła zarówno w zimna, jak i z nerwów. Nie mogła uwierzyć w to co wydarzyło się na cmentarzu. Przez lata szukała winowajcy, a teraz okazuje się, że przez jakiś czas miała go tuż pod nosem. Może to i dziwne i sądziła, że kiedy w końcu go zobaczy to wyczuje, że to „on”. A teraz okazuje się, że jednak się nie zorientowała. Podejżewałaby Natsu o praktycznie wszystko, ale nie o to, że był sprawcą wypadku. Po podjechaniu autobusem nie wróciła od razu do domu, gdyż obawiała się tego, że może zastać w nim tatę. Co prawda z regóły nie zwracał na nią uwagi, ale sądziła, że gdyby zobczył ją w takim stanie mógłby jednak zainteresować się tym co się stało, a w tym stanie nie potrafiłaby wyrzucić na twarz swojego wypracowanego uśmiechu i udawać, że wszystko jest w porządku, tak jak robiła to na codzień. Wiedziała, że po 18 Heartfilia ma jakieś spotkanie biznesowe dlatego do tego czasu tułała się po pobliskim parku. Z czasem nieźle się rozpadało, dlatego też była całkowiecie przemoczona. Miała to szczęście, że nikogo nie napotkała na swej drodze. Wolała sobie nawet nie wyobrażać tego, co by się stało, gdyby spotkała znajomych ze szkoły. To byłby szok dla wszystkich, że wiecznie szczęśliwa i uśmiechnięta Lucy ma jakiś problem. Wbiegła do pokoju, zciągnęła z siebie mokre ubranie i rzuciła na podłogę, a torebkę na łóżko. Weszła do łazienki, pod prysznic i puściła gorącą wodę. Przyjemne ciepło rozchodziło się po całym jej ciele dając ukojenie. Marzyła jedynie o tym by wszystkie zmartwienia i troski spłynęły do kanału wraz z wodą. Po chwili udało jej się trochę uspokoić. Wykąpała się, umyła włosy i wyszła z łazienki zawijając włosy w turban. Nie była typem bałaganiary, lecz widząc porozrzucane ubrania na podłodze postanowiła zabrać je później. Teraz była zbyt wykończona, by zajmować się czymkolwiek. Usiadła na łóżku i wyjęła z torebki komórkę. Na wyświetlaczu zobaczyła 15 nieodebranych połączeń, 5 od Greya i 10 od jakiegoś nieznanego numeru. Postanowiła nie oddzwaniać do Greya, gdyż po jej głosie od razu zorientowałby się, że coś jest nie tak i pomimo tego, że bardzo potrzebowała, żeby ją teraz przytulił nie zamierzała wplątywać go w tą całą sytuacje, dopóki sama jakoś tego wszystkiego nie ogarnie. Napisała mu więc sms
- Cześć Kochanie, prepraszam, że nie odbierałam, ale byłam na cmentarzu, więc wyciszyłam telefon, a potem zapomniałam spowrotem włączyć dźwięk. Wiesz co nie czuje się najlepiej, więc nie dzwoń już dzisiaj, bo zamierzać położyć się spać. Jak było na meczu? Mam nadzieję, że wygraliście ;-). Kocham cie :* Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
- Jezu Lu, jak dobrze, że nic Ci nie jest. Wydzwaniam cały dzień, nie masz pojęcia, jak bardzo się martwiłem.Nigdy więcej mi tak nie rób. Skoro nie czujesz się najlepiej to faktycznie się trochę prześpij i odpocznij, zadzwonie jutro, też Cie kocham, śpij dobrze.
Po chwili wybrała nieznany numer. Pomyślała,że to mógł dzwonić jej tata. Telefon mógł mu paść i dlatego dzwonił z jakiegoś automatu na mieście. Po 3 sygnałach odezwał się głos, który zmroził jej krew w żyłach
- Halo?- Po chwili znów
- Halo? Jest tam kto?
- Lucy? Lucy jeśli to ty to proszę cie spotkaj się ze mną. Wszystko ci wyjaśnie, to nie tak jak myślisz ja naprawde nie....- rozłączyła się. Nie miała pojęcia dlaczego w ogóle nie zrobiła tego od razu, ale kiedy usłyszała jego głos po drugiej stronie całkowicie zamarła. Znów zaczął dzwonić, więc odrzuciła połączenie. Spowrotem wyciszyła telefon i weszła pod kołdrę- Skąd on w ogóle ma mój numer?- po tej myśli sen porwał ją w swoje objęcia. 

Następnego dnia rano obudziła się o 7, jak zawsze. Zaskoczyło ją to, że nie obudziła się wcześniej oraz, że przespała całą noc. Musiała być naprawdę wykończona, żeby spać przez 12 godzin bez przerwy. Sięgnęła po komórkę leżącą na szafce nocnej i sprawdziła połączenia. 20 nieodebranych połączeń od nieznanego, już znanego numeru. Wydzwaniał do niej do godz. 22:00- jak to miło z jego strony,że pomyślał iż później mogłam iść spać- pomyślała ironicznie. Zapisała go w kontaktach jako „Namolny”, żeby wiedzieć od kogo nie odbierać. Ubrała się i uczesała, była wdzięczna za to, że posiadała taki gatunek włosów, iż słowo „kołtun” był dla niej zupełnie obcy. Poranna toaleta zajęła jej z jakieś pół gdzininy, po czym zeszła na dół zrobić śniadanie. Jej taty już nie było, albo jeszcze, nie była pewna. Postanowiła zrobić sobie owsienkę z truskawkami, korzystając z tego, że miała dziś więcej czasu. Od momentu otworzenia oczu odwlekała ten moment, ale teraz, kiedy krzątała się po kuchni pozwoliła sobie na zastanowienie się nad wczorajszym odkryciem. Wciąż nie była pewna co powinna zrobić. Jeśli pójdzie z tym na policje to nie ma żadnych dowodów, by udowodnić winę chłopaka. Gdyby powiedziała o tym tacie to z pewnością natychmiast powziąłby jakieś kroki prawne,a sytuacja z dowodami by się nie zmieniła. Chciała się z kimś tym podzielić, chociażby z Greyem, czy Levy, ale obawiała się tego, że w ten sposób ich narazi. Grey z pewnością nie zachowałby tego dla siebie, pierwszą rzeczą jaką by zrobił do rzucenie się na Dragneela, a Leviś może i zachowałaby tajemnice, ale z pewnością nie potrafiłaby zachowywać się przy Natsu zwyczajnie, gdyż nigdy nie była dobra w kłamaniu lub ukrywaniu czegokolwiek, a Salamander z pewnością by się zorientował- muszę jakoś sprytnie wyciągnąć z niego te informacje, ale tak, żeby się nie zorientował-nie specjalnie podobał jej się ten pomysł, gdyż oznaczało to, że będzie musiała spędzić z chłopakiem trochę więcej czasu, poznać go i zdobyć jego zaufanie. To nie będzie proste zadanie, ponieważ będzie musiała być dla niego na tyle tolerancyjna by myślał, że go lubi- jak mam być miła dla mordercy mojej mamy?- nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie, lecz postanowiła spróbować. W sumie to nie ma nic do stracenia, a wiele do zyskania- wystarczyłoby jakoś chytrze wyciągnąć od niego nazwiska znajomych,którzy coś wiedzą na ten temat, a później już z górki- starała się myśleć optymistycznie. Po śniadaniu wsadziła naczynia do zmywarki i postanowiła poczytać lekturę. Zajęło jej to z jakieś  1,5 godz, ale i tak nie specjalnie udało jej się skupić na książce. Postanowiła więc pójść na siłownię, która mieściła się niedaleko- jak pobiegam trochę na bieżni to może będę w stanie szybciej zebrać myśli i obmyślić jakiś plan- poszła na górę, przebrała się z dres, zabrała ze sobą potrzebne rzeczy i wyszła z domu. Postanowiła, że zamiast pojechać autobusem przebiegnie się trochę w formie rozgrzewki. 

Po poł godz. Była już na miejscu. Ćwiczenia rozpoczęła od robienia brzuszków, potem szybka przejażdżka na rowerku, następnie na stepie, a na koniec bieżnia. Od razu włączyła średnią prędkość i zaczęła ćwiczyć. Nie minęło nawet 10 minut, a usłyszała, że ktoś ją woła, ale uznała, że musiała się przesłyszeć, gdyż Grey o tej godzinie trenował, a jej przyjaciółki raczej omijały tego typu miejsca. 
- Lucy- znów usłyszała. Uznała, że chyba tak źle jeszcze z nią nie jest, aby słyszeć nieistniejące głosy, więc obróciła się przez ramię o zobaczyła, jak niecałe 2 metry od niej Natsu podnosi ciężary. Był bez koszulki, mokry od potu, a jego mięśnie brzucha były idealnie wyeksponowane. Mimo woli zauważyła jak kilka dziewczyn wzdychało na jego widok i chichotało. Od niechcenie przypomniała sobie całkiem wyraźnie jak sama dotykała tych mięśni, kiedy podwoził ją do domu. Obróciła się spowrotem i włączyła szybsze tępo, zupełnie jakby to miało pomóc jej od niego uciec. Nagle poczuła na ramieniu czyjąś dłoń, aż się wzdrygnęła i pisnęła. Zeszła z bieżni i rozejrzała się w okół. Wszyscy teraz przyglądali się tej dwójce. Natsu stał niecałe pół metra dalej z ręką, która zawisła mu w powietrzu zapewne ze zdziwienia reakcją dziewczyny. 
- Lucy?- powiedział niepewnie i opuścił rękę
- Czego chcesz?- warknęła
- Chce tylko porozmawiać- odpowiedział spokojnie. Wyglądał zupełnie tak, jakby usiłował uspokoić rozwścieczone zwierze, co wyprowadziło ją z równowagi jeszcze bardziej
- Odebrałam chociażby jeden z twoich telefonów?!- zastanowił się przez chwile, po czym z lekkim uśmiechem odparł- no w sumie to jeden tak
- Bo wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to ty!
- Lucy...
- Czy ja wyglądam na osobę, która chce z tobą gadać?!- cały jej plan wziął w łeb, ale nie potrafiła się opanować. Wybiegła z Sali i z obawy, że mogłaby zostać zamknięta z nim w windzie wybrała schody. Nagle poczuła szarpnięcie do tyłu, nie było mocne, ale i tak omal się nie przewróciła
- Czego chcesz?!
- Chce tylko wyjaśnić...- weszła mu w słowo
- Mam w nosie twoje wyjaśnienia nie rozumiesz?! Odebrałeś mi najważniejszą w życiu osobę!- czuła, że do oczu napływają jej łzy- nie ma mow, nie rozpłaczę się przy nim, nie dam mu tej satysfacji- przygryzła wargę i wyszarpnęła rękę z uścisku
- Nie zabiłem jej!- krzyknął- a ona zatrzymała się w pół kroku, powoli obróciła się na pięcie i zmusiła się by na niego spojrzeć
- Co?- zapytała tępo
- Naprawdę, nie zrobiłem tego
- Nie wierzę ci. W takim razie po co przyszedłeś na jej grób?- udało jej się zniżyć ton głosu do tego stopnia, by przestać krzyczeć
- Już ci mówiłem...czułem się winny
- Teraz już kompletnie nic nie rozumiem
- Byłem przy tym...widziałem wszystko...ale to nie ja prowadziłem
- Więc niby kto?
- Nie mogę ci powiedzieć, przepraszam- powiedział szczerze- a przynajmniej tak mogłaby uznać osoba, która go nie zna, ale ja się na to nie nabiorę. Gra, udaje, zupełnie jak farbowany lis- zdecydowała jednak udawać, że ma pewne wątpliwości co do jego udziału w tym. Nie miała zamiaru się wydać z tym, że ani trochę mu nie wierzy. 
- Słucham?
- Naprawdę nie mogę. To jest jedyna rzecz, której nie mogę ci powiedzieć
- To po co w ogóle mi to mówisz, hm? Żeby się wybielić?
- Nie, ja tylko chciałem żebyś znała prawdę
- Ta osoba zabrała mi kogoś najbliższego mojemu sercu, nie potrafisz tego pojąć?- może i to nie zbyt uczciwe zagranie, ale spróbuje go wziąć na litosć
- Rozumiem, ale ta osoba  również jest mi bliska- tak do niczego nie dojdziemy- pomyślała
- Posłuchaj muszę odkryć kto jest prawdziwym winowajcom. Jestem jej to winna i uda mi się, choćbym miała chodzić od drzwi do drzwi. Nie będę potrafiła ruszyć naprzód dopóki nie odkryje prawdy- dlaczego tak się przed nim uzewnętrzniam?- nie miała pojęcia,ale te słowa wyszły z niej same, praktycznie bez jej udziału. A on patrzył na nią i milczał. W oczach miał ten sam żal co wtedy na cmentarzu- jesteś naprawdę dobrym aktorem-pomyślała
- Cóż, jednak widzę, że ty mi w tym nie pomożesz- bez usłyszenia jakiejkolwiek odpowiedzi z jego strony obróciła się i wybiegła z budynku. Przebiegła 2 przecznice, dopiero po jakimś czasie odważyła się zerknąć czy za nią nie wybiegł. Zobaczyła jednak, że po za nią i panem wyprowadzającym psa, nie ma nikogo innego w pobliżu. 


Jak pewnie zauważyliście postanowiłam zmienić szablon, ciekawa jestem co o nim myślicie, gdyż to mój pierwszy szablon własnej roboty. Na blogu jednej dziewczyny zobaczyłam, jak sama je wykonuje i tak spodobał mi się ten pomysł, że postanowiłam spróbować.

pozdrawiam
- Lu-chan :* 

sobota, 9 kwietnia 2016

Opowiadanie w realu rozdział 5- Ogród pełen niespodzianek

Tytuły książek, które dostał wcześniej okazały się bardzo pomocne, za niecałe 2 godziny skończył pisać wypracowanie. Zajęłoby mu to jeszcze mniej czasu, ale był trochę rozkojarzony. Nie mógł przestać myśleć o tej dziewczynie. Tak wiele razy widział ją w szkole, mijał na korytarzu, a nawet, co teraz sobie uświadomił nie jeden raz siedział blisko niej na zajęciach. To też nie tak, że nigdy wcześniej nie zwracał na nią uwagi, takiej dziewczyny, jak ona nie sposób nie dostrzec. Z powodu pełnionej funkcji bardzo dużo się udzielała w różnego rodzaju wydarzeniach szkolnych, a biorąc pod uwagę, że przyjaźniła się z Lucy, zawsze bywała na najlepszych imprezach, znała mnóstwo ludzi i była lubiana, oraz całkiem popularna.

Zebrał swoje rzeczy i wyszedł z budynku. Niedawno zrobił prawo jazdy, a rodzice kupili mu samochód. Stał na podjeździe. Miał kolor lakieru jego włosów, co musiał przyznać było oryginalne. Dzięki temu przynajmniej nie miał problemów ze znalezieniem go na parkingu, więc miało to swoje plusy. Za jakieś 8 minut parkował na podjeździe, wszedł do środka, lecz nim zdążył zrobić lub powiedzieć cokolwiek ze schodów prowadzących na górę zeskoczył jego młodszy brat. Po wyrazie jego twarzy nie trudno było dociec, że czegoś chce.
- Hej, słuchaj bracie jest taka sprawa…widzisz, jest pewna dziewczyna, którą lubię i ona zaprosiła mnie do siebie do domu na jutro
- No i? Czemu mi to mówisz?- nie rozumiał do czego zmierza- Kazuma wyksztuś to z siebie w końcu
- No ok., widzisz ta dziewczyna ma starszą siostrę, która ciągle siedzi w domu i się uczy hehe zupełnie tak jak ty, więc macie wiele wspólnego, no w każdym bądź razie Ayano chciałaby, aby jej siostra trochę się rozerwała, a tobie też dobrze to zrobi, więc co ty na to?
- Czy ty próbujesz mnie swatać?
- Co? Ja nie… to znaczy, martwię się o ciebie bracie…no wiesz młody już nie jesteś, a dziewczyny jeszcze nie masz, nawet nie umawiasz się na randki
- Nie ma nikogo kim bym się interesował
- No właśnie, skąd wiesz, może właśnie ją polubisz, Ayano powiedziała, że jej siostra z charakteru nie, ale z wyglądu jest do niej bardzo podobna, a więc mówię ci, że musi być bardzo ładna
- Nie dzięki…
- No dalej zgódź się, stary słuchaj musisz gdzieś wychodzić, z kimś się umawiać. Słuchaj w najgorszym razie spędzisz miłe popołudnie z ładną dziewczyną zdobywając przy tym cenne doświadczenie, a w najlepszym, kto wie, może się okaże, że to ta jedyna..a ty nigdy nie będziesz miał okazji się o tym przekonać, jeżeli nie pójdziesz
- Dobra już dobra, skoro tak ci na tym zależy to pójdziemy i tak nie mam planów na ten weekend
- Taa tak jak na każdy inny- dodał przekornie Kazuma
- Słyszałem to, uważaj, bo jeszcze zmienię zdanie- westchnął- o której ma być to spotkanie?
- Jutro o 16 mamy być u nich. Dzięki bracie, wiedziałem, że na ciebie mogę liczyć- powiedział, po czym wrócił do swojego pokoju. Jellal także zdecydował się wrócić do swojego. Wyciągnął z plecaka lekturę, położył się na łóżku, po czym zagłębił w książce.


Weekendowe plany Scarket jednak się zmieniły. Chłopak nie podał dokładnego powodu, ale powiedział Ayano, że będzie lepiej, jeśli to one odwiedzą ich, a nie na odwrót.Następnego dnia Erza jednak zgodziła się pójść razem z Ayano. Nie za bardzo podobała jej się perspektywa robienia za przyzwoite, ale trochę martwiła się o siostrę. Przecież ledwo znała tego chłopaka, a już przychodzi do niego do domu. Przecież wiadomo co chłopcom w tym wieku chodzi po głowie, a rodzice zawsze jej powtarzają, że jest odpowiedzialna za siostrę. Planowała uczyć się przez weekend do kolokwium z angielskiego i hiszpańskiego, które mają być w przyszłym tygodniu. Postanowiła, więc zabrać potrzebne książki ze sobą. W końcu i tak pewnie skończy się na tym, że młodzi pójdą na górę, a ona zostanie w salonie i będzie mogła się pouczyć.Wątpiła w to, że starszy brat Kazumy, bo tak ma na imię wybranek Ayano siedział z nią na dole. Podejrzewała, że między rodzeństwem pewnie będzie z rok różnicy, więc będzie wolał grać w gry komputerowe niż siedzieć z nią. Właśnie dojeżdżały do przystanku na którym planowały wysiąść. Kiedy to zrobiły ich oczom ukazał się całkiem sporej wielkości piętrowy dom o błękintych ścianach i czerwonym dachu. Budynek robił wrażenie. Zaczęła się zastanawiać nad tym jak został urządzony.
- Ayano kto tu mieszka?
- Mój kolega z klasy, przecież ci mówiłam
- No, jego rodzice z pewnością mają dobre wyczucie smaku
- Robi wrażenie, prawda?
- Jeszcze jak- jest po prostu piękny
- To co? Może damy im znak, że już jesteśmy.-Podeszły do bramy i skorzystały z domofonu.
- Tak?
- To my otwórz- odpowiedziała młodsza z sióstr. Po chwili usłyszały kliknięcie zamka i drzwi się odblokowały. Weszły do zadbanego ogrodu, poczuła woń róż i bzu, właściwie to jedne z jej ulubionych- właścicielka musi bardzo o niego dbać- trawa była przycięta jak od linijki. Tuje posadzone przy ogrodzeniu na około posiadłości zamiast żywopłotu. Ayano zapukała do sporej wielkości drzwi, otworzył im ciemny szatyn, chłopak był gdzieś o głowę wyższy od młodszej Scarlet. Weszły do środka i powiesiły kurtki, po czym zostały przeprowadzone przez średniej długości hol do salonu.
- Mój brat zaraz do nas zejdzie- oznajmił młodszy chłopak- proszę rozgośćcie się. Dziewczyny usiadły na sofie. Zaraz Erza usłyszała kroki kogoś schodzącego na dół. Chłopak zeskoczył z ostatnich dwóch schodów i wylądował z gracją. Dziewczyna była bardzo wdzięczna za to, że usiadła, bo chyba przewróciłaby się z wrażenia. Niecałe dwa metry od nich stał Jellal. Wyglądał na tak samo zaskoczonego jak ona.
- To ty- wykrztusiła
- A to ci niespodzianka- powiedział uśmiechając się
- O wygląda na to, że się znacie- dziewczyna podeszła do starszej Scarlet i szepnęła jej do ucha- nigdy mi nie mówiłaś, że takie ciacha chodzą do twojej szkoły siostro.
- A nie mówiłem Ci, że Ayano jest bardzo ładna- odezwał się Kazuma, dając starszemu bratu kuksańca w bok
- Nawet bardzo, przypomina siostrę- powiedział Jellal z szelmowskim uśmiechem. Obydwie dziewczyny oblały się rumieńcem, dziewczyna nigdy nie podejrzewałaby, że starszym bratem Kazumy jest "on"- nie są w ogóle do siebie podobni.
- Musisz być wyjątkową dziewczyną Ayano, mój brat od wczoraj nie mówi o nikim innym
- Pff... przyganiał kocioł garnkowi- zwrócił się do dziewczyn- od wczoraj nawija mi o jakiejś lasce, którą spotkał w bibliotece- Niebieskowłosy posłał bratu wymowne spojrzenie
- Oh, to ona?- dodał szeptem, pomimo tego i tak wszyscy go słyszeli
- To co Ayano, może pokaże ci mój pokój-  wziął dziewczynę za rękę i już ich nie było. Zostali sami, a napięcie w powietrzu było wręcz wyczuwalne- rozmawiał o mnie- nie mogła w to uwierzyć, lecz skłamałaby mówiąc, że ona o nim nie myślała. Usiłowała sobie przypomnieć wszystkie te razy, kiedy widywała go w szkole, oraz próbowała zrozumieć, dlaczego wcześniej nie zwracała na niego uwagi.
- Widzę, że się przygotowałaś- powiedział podnosząc kąciki ust w rozbawieniu, po czym wskazał jej torbę.
- Tak, uznałam, że tutaj także mogę się pouczyć- odparła, starając się opanować
- Musisz mieć brata Kazumy za strasznego nudziarza, skoro wolisz siedzieć z nosem w książkach, niż z nim pogadać
- Nie wiedziałam, że to ty- próbowała się usprawiedliwić
- A teraz, gdy już wiesz, zmieniłaś o nim zdanie?- zapytał podnosząc brew
- Jeszcze nie wiem, spróbuj mnie przekonać
- Lubie wyzwania
- Jak chcesz możesz mnie mieć za totalną sztywniare nie obchodzi mnie to, ale planowałam się uczyć i nie mam zamiaru zmieniać planów- odparła i usiadła spowrotem na sofie
- A czego masz zamiar się uczyć?-spytał, najwyraźniej chcąc przerwać ciszę.
- Angielskiego i hiszpańskiego
- To może mógłbym do ciebie dołączyć? Co prawda mam małe problemy z angielskim, ale za to z hiszpańskiego jestem świetny.
- W porządku, po za tym ja mam dokładnie na odwrót- powiedziała z uśmiechem. Wrócił po kilku minutach z książkami i usiadł obok niej. Według niej to nawet trochę za blisko, ale wcale jej to nie przeszkadzało.
- To od czego zaczynamy?- dziewczyna podniosła podr. do ang
- W porządku, pamiętasz może z jakiego tematu mamy pisać?
- Cechy osobowości oraz wygląd zewnętrzny
- Co ty na to abyśmy na początek spróbowali opisać siebie?
- Zaczynaj
- Nice
- To miało być do wyglądu czy jako cecha?
- Oba
- Ok. Inteligent, smart
- Honest
- Handsome- wyrwali jej się bez zastanowienia przez co obłała sie rumieńcem
- Thank you- powiedział uśmiechając się zawadiacko
- Em...to była obiektywna opinia to znaczy...myślę że niektóre dziewczyny mogłyby tak myśleć- wybrnęła
- A ty jak myślisz?- spytał podnosząc brew i wpatrując się w nią.
- Honestly, i think it's true but you don't have to hear this from me
- Przetłumacz, bo nic nie zrozumiałem, a mam przeczucie, że chciałbym to usłyszeć
- Trzeba było bardziej się przykładać- pokazała mu język zadowolona z siebie siebie
- Gdybym ja to wiedział wcześniej-mruknął pod nosem.
- He? Mówiłeś coś?
- Nie, nic nie mówiłem.
- To co kontynuujemy?
- Nie bądź taka, powiedz co powiedziałaś - poprosił ze szczenięcymi oczami. Pomimo tego, że ciężko było jej się mu oprzeć to postanowiła jednak nie dać za wygraną.
- Inquisitive (ciekawski)
- Hm... Znów nie wiem co powiedziałaś, ale wiem, że to obelga
- Why?
- Dlaczego tak myślę? Bo cie znam
- Hehe tak, dwa dni
- Naprawdę myślisz, że wczoraj był pierwszy dzień w którym zwróciłem na ciebie uwagę?- zapytał przyglądając jej się uważnie
- A nie?- wypaliła
- Jesteś wiceprzewodniczącą z mojego rocznika, jak mógłbym cie wcześniej nie widzieć?
- Aa no tak, przecież- musiała przyznać, że czuła się trochę zawieszona. Liczyła na inną odpowiedź
- A co myślałaś?- spytał z uśmiechem, którego przesłaniem było "mam cie"
- Nie nic, to znaczy właśnie tak myślałam. W końcu całkiem sporo udzielał się w szkole. Ale to jeszcze nie znaczy, że mnie znasz. Możesz znać moje zwyczaje lub nawet kilka cech charakteru, ale mnie nie znasz. Nie tak naprawdę. Przez dłuższą chwile zastanowił się nad jej słowami w końcu odpowiedział
- Masz rację, ale to nie znaczy, że nie chce cie poznać- powiedział poważnie
- A to będziesz musiał się postarać, bo niewiele osób mnie zna- dodała uśmiechając się delikatnie, by rozluźnić atmosferę
- Przyjmuje wyzwanie- odpowiedział mrugając do niej, bo warto- dodał. Czuła, że jest poważny, a na samą myśl, że chciałby ją lepiej poznać nogi robiły jej się jak z waty.
- Chodź, chciałbym ci coś pokazać- wyciągnął do niej rękę. Spoglądała na niego przez chwile zastanawiając się nad tym- co on kombinuje- lecz ciekawość zwyciężyła. Podeszła do niego, a on z szerokim uśmiechem wyciągnął coś z kieszeni spodni
- Obróć się
- Słucham?
- Haha przecież muszę ci to najpierw założyć
- A kto ci dał pozwolenie?
- Ufasz mi?
- Szczerze? To nie
- Au to bolało, wiesz co powiedzieć, żeby zranić człowieka- wykonał na pokaz smutną minkę, by pokazać, jak bardzo jest zraniony jej słowami
- No dobrza już dobra, zakładaj
- Heh wiedziałem, że to zadziała, rzadna dziewczyna się temu- pokazał twarz- nie oprze
- Niby co?
- Moja tajna technika persfazjii
- Niby to?- wskazała jego twarz- a to nie o to chodzi, po prostu jestem ciekawa
- Yhm...tak sobie tłumacz- zawiązał jej chustkę na oczach- ok to idziemy- zakomenderował i zaczął ją prowadzić
- Ale gdzie?
- Zobaczysz
- Ciekawe kiedy- wymamrotała pod nosem, ale albo nie usłyszał, albo puścił tę uwagę mimo uszu. Została gdzieś poprowadzona, sądząc po tym jak mżawka lekko zwilżyła jej włosy podejżewała, że wyszli na zewnątrz. Od razu poczuła zapach kwiatów skąd wywnioskowała, że muszą być w ogrodzie- tylko dlaczego mnie tu zabrał- poprowadził ją jeszcze kawałek dalej a potem usadowił na czymś miękkim z oparciem. Poczuła, że usiadł obok.
- Gotowa?- jeszcze jak-pomyślała. Jellal rozwiązał chustkę, delikatny materiał ześlizgnął się po jej twarzy, zanim został zabrany. Jej oczom ukazał się ogród, ten sam, który zobaczyła, gdy tu przyszła, ale tym razem w pełnej okazałości. Kwiaty miały wszystkie kolory tęczy i były posadzone rzędami. Każda z grzątek miała mniej więcej wielkość metr na metr i  mieściły się na około jednej największej ze wszystkich. Właśnie na niej, w centrum ogrodu rosły przepiękne róże koloru białego okalane przez rządek czerwonych. Widok ten zapierał dech w piersiach. Nigdy w życiu nie widziała piękniejszych kwiatów. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to gdzie sama się znajduje. Siedziała na dużej chuśtawce ogrodowej pod drzewem bzu, którego płatki wirowały na około nich. Zachwycona zerknęła na Jellala i dopiero teraz zauważyła, że cały czas jej się przygląda. Nie była to jednak mina typowego podrywacza, oszczędził sobie również ten swój szelmowski uśmiech. Miał ciepły uśmiech i łagodne spojrzenie. Nigdy wcześniej żaden chłopak tak na nią nie patrzył. Zawsze było to spojrzenie pełne pożądania, a już zwłaszcza, kiedy założyła spódniczkę. On natomiast wydawał się patrzeć tylko na nią, zupełnie jakby na świecie nie było nikogo, ani niczgo po za nimi. Zbudował dla nich intymny świat do którego nikt nie ma dostępu. Dopiero teraz dostrzegła jak bardzo jest przystojny. Jego kocie oczy kontrastowały z niebieskimi włosami, które zaczęły lekko się wywijać zapewne od wilgoci. Miał nadzwycaj długie rzęsy, zupełnie jak dziewczyna, lecz pomimo delikatnych rysów twarzy w niczym jej nie przypominał. Właściwie to zaryzykowałaby stwierdzając, że bardziej męskiego chłopka jeszcze nie widziała. Mógłby nawet konkurować z Natsu. Tym bardziej, iż doskonale wiedziała iż pod jego t-shirtem kryje się płaski i wyrzeźbiony brzuch. Kiedyś na wf grał w siatkówkę i wtedy właśnie to zobaczyła.
- Skąd wiedziałeś, że lubię kwiaty?
- Bo zajmujesz się roślinami w Sali botanicznej, więc pomyślałem, że musisz je lubić
- Chwila moment skąd o tym wiesz? Przecież nie robię tego w trakcie zajęć, a po lekcjach.
- No widzisz, kiedyś przez przypadek przechodziłem tamtęty wracając do domu. Zobaczyłem, że sala jest otwarta, więc zajrzałem do środka i wtedy zobaczyłem jak zajmowałaś się wszystkimi tymi roślinami
- To znaczy podglądałeś mnie?
- Nie podglądałem, a obserwowałem to co innego- upierał się chłopak
- Yhm...niech ci będzie- dadała z powątpiewaniem. Przez chwile po prostu siedzieli w ciszy.
 Nim się zorientowała podniósł rękę i dotknął jej włosów. Na początku wydawało jej się, że chciał ją pogłaskać i wydało jej się to trochę dziwne w tym momencie, lecz zaraz uświadomiła sobie, że wpiął jej coś we włosy.
- Spójrz- podał jej telefon, by mogła przejrzeć się w ekraniku. Ujrzała białą różę, która niczym spinka wtopiła się w jej włosy. Kwiat idealnie kontrastował z jej szkarłatnymi włosami.
- Dziękuje- wyszeptała
- Ależ nie ma za co, pięknie ci w tym- nagle zerwał się silniejszy wiatr, który rozwiał jej włosy. Jellal zgrabnie wsunął zagubione kosmyki spowrotem za ucho, lecz tym razem nie cofnął dłoni. Położył ją na jej policzku i zbliżył się trochę. Wiedziała, że chce ją pocałować i chociaż rozum krzyczał, żeby się odsunęła, łomoczące serce całkowicie go zagłuszało. Nie była dziewczyną, która całuje się z chłopakiem już na pierwszej randce, a biorąc pod uwagę fakt, że to nawet nie była randka, kompletnie usuwało to z listy rzeczy, które powinna była robić. Był już tak blisko, że czuła jego ciepły oddech, ich usta dzieliło zaledwie parę centymetrów. Nagle usłyszała jakiś hałas, który natychmiast wyrwał ją z jej snu na jawie. Z początku sądziła, że coś spadło, dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że ktoś stuka w okno. Zdezorientowana spojrzała w górę na okno na piętrze i zauważyła swoją śmiejącą się siostrę z Kazumą obok. Podejrzewała, że jej twarz nabrała koloru jej włosów. Szybko zerwała się z huśtawki jak oparzona.
- Co się stało?- zapytał zdezorientowany Jellal. Odwzajemniła spojrzenie, pełne niedowierzania, że nie rozumie o co chodzi- no tak tobie nie przeszkadza to, że twój brat wszystko widział- pomyślała
- Nic takiego, po prostu muszę już wracać do domu, to znaczy musimy z Ayano
- Ale co, tak nagle?
- Przepraszam- powiedziała po czym wbiegła do domu, nie oglądając się za siebie. Wiedziała bowiem, że gdyby zaryzykowało chodź jedno spojrzenie jej siła woli zniknęłaby momentalnie, a ona najprawdopodobniej rzuciłaby mu się w ramiona. Do tej pory nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo tego potrzebowała.

poniedziałek, 7 marca 2016

Opowiadanie w realu rozdział 4- Niespodziewane spotkanie

Po powrocie do domu dziewczyna wróciła do swojego pokoju, zamknęła się w nim i zabrała za lekcje i naukę. Przeczytała ładnych parę rozdziałów za dużo, żeby chodź na chwile oderwać się od wiecznie głębiących się w jej głowie myśli. Nie chciała się do tego przyznawać, ale mimo wszystko, że znała Natsu kilka godzin, to z jakiegoś powodu zależało jej na jego opinii o niej. Nie mogła pogodzić się z tym, że ma ją za bogatą, zarozumiałą panienkę z bogatego domu, która jedyne co dostrzega to czubek własnego nosa- nawet mnie nie zna, jak śmie mnie oceniać?!- była zła, naprawdę zła. Nie zamierzała także tak tego zostawiać. Postanowiła, że udowodni mu, że się myli co do niej, a kiedy przyzna jej racje to zerwie te znajomość. To był plan, który miała zamiar zacząć realizować od przyszłego tygodnia. Jednak, aby trochę odizolować się od sprawy i za bardzo się nie zaangażować w jej „małą zemstę” postanowiła, że nie będzie o nim rozmyślać przez cały weekend. To będzie czas spokoju i relaksu, może zaprosi przyjaciółki lub spędzi ten czas z Greyem. Zgłodniała, więc zeszła po schodach na dół i natknęła się na tatę siedzącego w jadalni. Jadł i sprawdzał coś na laptopie w międzyczasie.
- Cześć tato- przywitała się, mijając stół, podchodząc do kuchenki. W garnku była jeszcze zupa pomidorowa z poprzedniego dnia i leżące na patelni kotlety. Judu kiwnął do niej głową w odpowiedzi
- Posłuchaj- zaczęła niepewnie dziewczyna- może wybrałbyś się ze mną dzisiaj do mamy? Po przełknięciu tego, co miał w ustach powiedział swoim zwykłym „tonem rodzica”
- Lucy, dobre wiesz, że pracuje, jestem zajęty, a po za tym zabierz te róże ze stołu, wiesz, że nie lubię tego zapachu- na potwierdzenie swoich słów przesunął wazon z kwiatami na drugi kraniec stołu, jak najdalej od siebie. Już chciała powiedzieć- ale przecież mama kochała te kwiaty- ale ugryzła się w język. Nie miała ochoty na kłótnie z nim. Poruszanie tematu Layli było dla niego na tyle ciężkie, że za każdym razem reagował gniewem. Heartfilia już o tym słyszała w szkole na psychologii- agresja przeniesiona- polega na tym, że człowiek wyładowuje negatywne emocje na otaczających go ludziach, o dziwo z reguły nie trafia na współpracowników, lecz na najbliższych do tego słabszych osobach- ja, więc jestem idealną kandydatką.
- W porządku, w takim razie sama pójdę- już zaczął otwierać usta by coś dopowiedzieć, więc odezwała się pierwsza- zabiorę kwiaty ze sobą, jestem pewna, że mama dużo bardziej ucieszy się z ich obecności niż ty- wypaliła, po czym pobiegła powrotem do pokoju. Zupełnie straciła apetyt, zadecydowała, więc, że poczeka na jego wyjście i dopiero wtedy poweźmie jakiekolwiek dalsze kroki. Korzystając z chwili czasu postanowiła wziąć gorący prysznic. Na samą myśl, że po raz kolejny musi odwiedzić mamę sama zrobiło jej się zimno od środka. Zastanawiała się, czy gorąca woda czegoś nie zaradzi. Po długiej i odprężającej kąpieli ubrała się w zielony top, a do tego dżinsową spódniczkę i botki na obcasie, do tego pomarańczowy sweterek, który dostała od mamy i przypięła włosy spinkami w tym samym kolorze, tak by nie wpadały jej do oczu. Na cmentarzu zawsze marła, więc narzuciła na siebie czarną skórzaną kurteczkę i zabrała torebkę pod kolor. Przeglądnęła się szybko w lustrze. Chciała wyglądać na jak najbardziej szczęśliwą tylko mogła, nie chciała by mama widziała ją smutną, czy zdołowaną. Zgarnęła klucze i telefon komórkowy z szafki nocnej i zeszła na dół. Jak się domyśliła jej tata już wyszedł, na potwierdzenie tej myśli zostawił jej brudne naczynia w zlewie, ale podjęła decyzję, że później się tym zajmie. Jeszcze do niedawna mieli gosposię Aries, lecz jej tacie najwyraźniej nie bardzo odpowiadały jej uwagi na temat tego, jak wychowuje córkę. Poza tym jej syn,który wyprowadził się za granicę i niedawno założył rodzinę poprosił ją, aby zamieszkała z nimi w nowo urządzonym domu- całkiem to wygodne-pomyślała- babcia się zajmie dzieckiem, kiedy oni pójdą do pracy, dzięki czemu zaoszczędzą na niańce- Aries nawet dzwoniła kilka razy, aby dowiedzieć się, jak Lucy sobie radzi. Traktowała ją jak swoją wnuczkę, a Lucy, że nigdy nie miała babci, cieszyła się, że mogła mieć chodź przyszywaną, nawet jeśli nie trwało to długo.  Rodzice Layli zmarli jeszcze zanim się urodziła, więc nie zdążyła ich poznać, natomiast dziadkowie od strony ojca mieszkali za granicą i nie przejmowali się ani synem, ani wnuczką. Nie pojawili się nawet na pogrzebie jej mamy. Mieli żal do syna o to, że nie ożenił się z kandydacką, którą oni dla niego wybrali. Nigdy mu tego nie wybaczyli, a ta niechęć przeniosła się na resztę rodziny. Z resztą Lucy wcale nie miała ochoty poznawać kogoś komu na niej nie zależy. Bo po jej taka rodzina?
Podeszła do stołu i pochyliła się nad stołem, po raz kolejny wciągnęła zapach róż, wyciągnęła je ostrożnie, tak aby nie pokłuć sobie palców od kolców, zawinęła gałązki w papier i wyszła z domu.

Droga na cmentarz zajęła jej 40 minut autobusem. W tę stronę nie jechało dużo ludzi, więc nawet udało jej się znaleźć miejsce siedzące. Zastanawiała się nad tym, czy jej tata kiedykolwiek przestanie reagować tak alergicznie na wspomnienie mamy.  Zadawała sobie non stop kilka pytań- Czy może jeśliby poznał kogoś nowego i po raz kolejny się zakochał to to by się zmieniło? Czy możliwe by było, aby jeszcze kiedyś kogoś pokochał? Czy mógłby znowu być szczęśliwy? I czy ona byłaby wstanie zaakceptować kogoś nowego w swoim już ułożonym życiu?- Wiedziała, że żadna kobieta nie zastąpi jej mamy- ale może gdyby była odpowiednia, szczerze pokochała jej tatę i ją to byłby wstanie zwrócić im chociaż namiastkę rodziny, którą utracili? Na cmentarzu także nie było wiele ludzi, pokusiłaby się nawet o stwierdzenie, że praktycznie nikogo nie było, nie licząc dozorcy, który zamiatał alejkę. Spojrzała na zegarek w telefonie- godzina 17, nic, więc dziwnego, że nikt nie odwiedza zmarłych- o tej godzinie większość ludzi albo siedziała jeszcze w pracy, albo w domu z rodziną. Westchnęła i podążyła alejką w górę. Znała drogę na pamięć, nie musiała posiłkować się wiedzą, że grób mamy jest w tej samej alejce co pomnik anioła. Zanim dotarła na miejsce dostrzegła z oddali czyjąś sylwetkę, serce zabiło jej mocniej- to tata, jednak przyszedł- ucieszona przyspieszyła kroku, lecz teraz będąc zaledwie parę metrów od stojącej tam osoby, mogła dostrzec, że na pewno nie był to jej tata. Zdecydowanie była to męska sylwetka, więc nie podejrzewała Levy. Im bliżej podchodziła, tym więcej szczegółów była w stanie ujrzeć. Facet był wyższy od niej o jakieś 10 cm, dobrze zbudowany, nosił czarną motocyklową kurtkę i co uderzyło ją najbardziej, miał różowe włosy. Nie znała nikogo innego o tym kolorze włosów po za
- Natsu- powiedziała podchodząc do niego od tyłu. Stała zaledwie pół metra dalej, więc nie umknęło jej uwadze to, że z całą pewnością nie spodziewał się jej tu spotkać.
- Lucy?- spytał  zdezorientowany- co ty tu robisz?
- To bardzo ciekawe, bo właśnie miałam zapytać cie o to samo. Czemu przyszedłeś na grób mojej mamy? Przecież nawet jej nie znałeś- powiedziała i wskazała podbródkiem marmurową płytę. Początkowo dostrzegła na jego twarzy szok, zdumienie, a na koniec zrozumienie.
- Jak to dlaczego?- starał się mówić swobodnym tonem, ona jednak zauważyła, z jakim trudem mu to przychodziło- powiedziałaś mi, że ma dzisiaj urodziny więc postanowiłem przynieść jej kwiaty- wskazał ręką na bukiet białych róż leżących na płycie- po za tym słyszałem o niej wiele dobrego, więc uznałem, że na to zasłużyła.
- Tak? Skoro wiedziałeś o tym, że to grób mojej mamy to dlaczego tak bardzo zaskoczył cie mój widok tutaj? Jej córki?
- Bo nie spodziewałem się, że przyjdziemy o tej samej porze, to wszystko
- Wiesz co? Darowałbyś sobie te kłamstwa- powiedziała, po czym przeszła koło niego i ułożyła kwiaty starannie. Była tu zaledwie parę dni temu. Zostawiła butelkę z wodą, którą wlała teraz do flakonu, który był przymocowany do nagrobka i ścierkę, by przetrzeć kamień, aby nabrał trochę blasku. Do tej pory była jedyną osobą, która tu przychodziła i dbała o to, żeby zawsze był porządek. Po przetarciu płyty, kucnęła obok i odbyła krótką rozmowę z mamą. Opowiedziała jej o tacie, o tym, że stał się istnym pracoholikiem pod jej nieobecność, o tym, że nie musi się o nią martwić, ponieważ sobie radzi, a przynajmniej się stara, pochwaliła się też tym, że po raz kolejny została wybrana na przewodniczącą klasy, zupełnie jak Layla  w jej wieku. Powiedziała jej także o tym, że nie pogorszyły jej się stopnie w szkole, a zakończyła na krótkim streszczeniu dzisiejszego dnia, w którym o ironio losu omal nie zginęła przez inny co prawda, ale także środek transportu. Nagle przypomniawszy sobie o czymś spojrzała przez ramię i ujrzała Natsu, który patrzy na nią z jakimś wyjątkowo nieczytelnym wyrazem twarzy. Poczuła dreszcze na całym ciele, gdyż nie wróżyło to nic dobrego.
- Powiesz mi w końcu co tak naprawdę tu robisz?- chłopak widocznie chciał do niej podejść, widziała to po sposobie w jakim ułożył ciało, jakby do wykonania kroku, lecz najwyraźniej się powstrzymał
- Można powiedzieć, że mam dług wobec twojej mamy- słowa „twojej mamy” ledwo przeszły mu przez gardło, nie znała do co prawda długo, ale jakoś trudno było jej sobie wyobrazić, że kiedykolwiek brakuje mu słów, że jest mu ciężko cokolwiek powiedzieć, że kiedykolwiek zdarzają się takie sytuacje. Teraz jednak stał niecały metr od niej, a jedyne co była w stanie ujrzeć w jego oczach to ogromny żal, pomieszany z poczuciem winy. Z sercem w gardle postanowiła jednak drążyć ten temat, mimo, że już wiedziała, iż nie spodoba jej się to, co od niego usłyszy
- Jaki dług? Co masz na myśli?
- Pamiętasz jak powiedziałaś mi, że twoja mama zginęła w wypadku?- wyksztusił  w końcu, a ona poczuła, że nogi zaczynają się pod nią uginać. Nagle trafiło ją to jak piorun, myśli eksplodowały w głowie, a jej mózg usiłować wszystko ze sobą połączyć- wypadek mamy, żal i poczucie winy widoczne na jego twarzy, zaskoczenie, że się tu pojawiła, przyjście tu właśnie w dniu urodzin jej matki o których dowiedział się od niej, tylko dlaczego on tu jest?- myśli w mgnieniu oka skończyły się, jak taśma filmowa,która skończyła się przewijać, już rozumiała
- Wy…wypadek?- wyjąkała- chcesz mi powiedzieć, że miałeś coś wspólnego z wypadkiem mojej mamy!- krzyknęła ze łzami w oczach
- Lucy- spróbował do niej podejść, lecz odskoczyła jak oparzona- posłuchaj to nie tak jak myślisz, ja nie…
- Zabiłeś mojej mamy?! Tak? To właśnie chciałeś mi powiedzieć?!
- Posłuchaj…- lecz ona zbyt wściekła i roztrzęsiona nie dała mu dojść do słowa
- Nie to ty mnie posłuchasz! Poprzysięgłam sobie, że zemszczę się na osobie, którą mi ją odebrała. Że ten ktoś pożałuje tego, że kiedykolwiek się urodził! Nie znasz mnie jeszcze od tej strony, ale ja nigdy nie rzucam słów na wiatr, zapłacisz mi za to! Odebrałeś mi najważniejszą osobę w całym moim życiu! Jak śmiesz w ogóle patrzeć mi w oczy! Aha no tak, teraz wszystko jasne, przyznaj się od samego początku wiedziałeś kim jestem! Chciałeś się do mnie zbliżyć, tylko po to bym zapomniała o zemście, albo chociaż po to, aby dowiedzieć się jak wiele wiem i co mam zamiar zrobić! Jesteś mordercą! Nienawidzę cie! – wykrzyczała na koniec i pobiegła płacząc. Jeszcze nigdy się tak nie czuła. Nawet, wtedy, gdy dowiedziała się, że jej mama nie żyje, ale odnaleźć jej mordercę to była zupełnie inna sprawa. Przystanęła i oparła się o drzewo, obawiając się tego, że zaraz straci przytomność. Zaczęło jej się kręcić w głowie, szloch wyrywał się z jej płuc bez przerwy, tak, że z trudnościami łapała hausty powietrza, zaczęła się trząść, opierając się o pień drzewa ześlizgnęła się do pozycji siedzącej i ukryła twarz w dłoniach. Całe jej ciało trzęsło się konwulsyjnie od ciągłego płaczu, łzy płynęły jej strumieniami rozmazując makijaż i mocząc kolana, na które spływały. Siedziała tam chyba z jakieś 15 minut, zanim postanowiła wytrzeć oczy i rozejrzeć się do okoła. Przez myśl jej nawet przeszło, że teraz chłopak przyjdzie zabić ją, aby nie było żadnych świadków, po za drzewami i pomnikiem anioła nikt nie usłyszał jego wyznania, jednak osoba najbardziej zainteresowana znała prawdę i nie zamierzała mu tak łatwo odpuścić. Powie o tym każdemu kto tylko zechce słuchać dopóki on nie wyląduje w więzieniu, gdzie jest jego miejsce. Musiał wyjść inną furtką lub przechodząc obok niej całkowicie zignorować fakt, że właśnie zawalił się jej cały świat i to, że to właśnie on to spowodował. Zaczęło padać. Wstała lekko chwiejnym krokiem. Przez chwile zastanawiała się czy nie powinna zadzwonić do Greya, aby zawiózł ją do domu, ale wiedziała, aż za dobrze, że gdy chłopak zobaczy ją w takim stanie to na pewno nie odpuści dopóki nie dowie się się, co to spowodowało, albo kto? Ona jednak potrzebowała teraz samotności i spokoju, sama najpierw musiała sobie to wszystko poukładać, zanim odważy się podzielić tą wiedzą z  kimkolwiek innym. Skąd miała wiedzieć czy Natsu nie należał do jakiegoś gangu? Wyglądał jej na takiego. Jeśli jego kumple się dowiedzą, to może zrobić się nieprzyjemnie, a nawet niebezpiecznie. Nie miała zamiaru narażać na niebezpieczeństwo żadnego ze swoich bliskich. Z mocnym postanowieniem,że musi wziąć się w garść opuściła cmentarz.

Siedziała przy biurku i odrabiała zadanie domowe. Była zadowolona z tego powodu, że im dużo zadali, bo przynajmniej się nie nudziła. Jej pokoik był średniej wielkości, ale za to bardzo dobrze urządzony. Podwójne łóżko stało naprzeciwko drzwi. Obok niego stała szafka nocna z lampką i budzikiem. Ściany miały odcień ostrej pomarańczy, w tej właśnie kolorystyce został urządzony pokój. Biurko znajdowało się nieopodal szafki nocnej, stało pod oknem, dzięki czemu dziewczyna najczęściej starała się uczyć, zanim się ściemni, gdyż wolała korzystać z naturalnego światła. Po drugiej stronie pomieszczenie była pokaźniej wielkości toaletka z różnego rodzaju kosmetykami i urządzeniami do stylizacji fryzur, jak lokówki, prostownica i karbownica. Kiedyś korzystała z nich znacznie częściej, ale teraz nie miała specjalnego powodu do tego by się stroić i starać jak najlepiej wyglądać, odkąd Akuri, jej obiekt westchnień zmienił szkołę z powodu przeprowadzki do innego miasta, zaczęła spędzać przed lustrem przynajmniej o połowę mniej czasu. Po lewej stronie stał regał z książkami a za nim szafa, zajmowała połowę ściany, gdyż była też to swojego rodzaju mini garderoba. Rzadko z niej korzystała, gdyż nie przepadała za przebieraniem się po ciemku, a odkąd żarówka się spaliła, było tam tak ciemno, że trzymając dłoń kilka centymetrów od twarzy i tak nie byłaby w stanie jej zobaczyć. Ich rodzice wyjechali półtora tygodnia temu i wrócą dopiero za około miesiąc. Erza miała już 17 lat, więc nie był to dla niej żaden problem, tym bardziej, że już zdążyła przywyknąć do tego, że ciągle ich nie ma. Pierwszy raz wyjechali na dłużej, kiedy miała 10 lat, co prawda wynajęli wtedy gosposię i nianie, co prawda 2 kobieta więcej czasu poświęcała Ayano, niż jej samej. Erza od praktycznie zawsze była bardzo odpowiedzialna i dojrzała. Nie tylko potrafiła perfekcyjnie zorganizować sobie czas, aby zdążyć ze wszystkimi obowiązkami zarówno szkolnymi, jak i domowymi, ale także aby zająć się siostrą. Młodsza Scarlet gorzej znosiła nieobecność rodziców. Zamykała się nie tylko w swoim pokoju, ale też w sobie, co prawda w szkole radziła sobie naprawdę bardzo dobrze, co chyba zawdzięczała tylko i wyłącznie wysokiej inteligencji, gdyż nad książkami nie spędzała więcej czasu, niż było do konieczne, aby odrobić pracę domową. Zeszła na dół do kuchni, aby podgrzać obiad, ona zjadła zaraz po powrocie, lecz wiedziała iż Ayano najprawdopodobniej siedzi głodna, bo sama rzecz jasna nie wpadnie na to, żeby sobie coś wziąć. Erza podgrzała 2 danie, po czym zapukała do siostry
- Proszę- usłyszała, więc weszła do środka. Pokój Ayano przypominał sypialnię starzej dziewczyny. Z tą różnicą, że ściany miały różowy kolor, a zamiast szafy z garderobą na połowę ściany miała zwykłą wąską szafę i komodę. Siedziała przed komputerem i oglądała jakiś film.
- Weź sobie obiad, jest już podgrzany
- A co jest do jedzenia?- zapytała od niechcenia
- Rosół, a na 2 danie ryba
- Ok., wezmę za jakąś godzinę
- Za godzinę będzie już zimny, więc sama będziesz musiała go sobie podgrzać- ten argument przeważył sytuację
- No dobra, już schodzę- powiedziała, po czym przeszła w drzwiach koło Scarlet.

Postanowiła wybrać się do biblioteki. W mieście od niedawna otwarli taką, w której jest i czytelnia. Erza lubiła się uczyć właśnie tam nawet bardziej niż w domu. Łatwiej było jej się skupić na zadaniu w takiej scenerii. Była ładna pogoda, słońce wyszło po
deszczu, więc postanowiła pójść na nogach. Zajęło jej to ok 30 minut, ale dzięki temu miała dużo czasu, aby przemyśleć to czym się dzisiaj zajmie. Miała do napisania wypracowanie z polskiego, co prawda miała na oddanie go jeszcze 2 tygodnie, ale nie lubiła zostawiać takich rzeczy na ostatnią chwilę. Kiedy dotarła na miejsce wjechała windą na 3 piętro, gdzie znajdowały się pomoce naukowe z pracownia komputerowa, przywitała się z bibliotekarka, którą znała już z widzenia z powodu częstych odwiedzin tego miejsca. Usiadła na swoim ulubionym miejscu obok jednego z regałów. Otworzyła swojego laptopa i poszukała tytułów książek, które mogłyby jej pomóc. Znalazła kilka ciekawych egzemplarzy ,więc udała się po pomoce naukowe. Nie szukała ich długo, gdyż była obeznana z ułożeniu książek. Kilka metrów w lewo od siebie dostrzegła niebiesko włosego chłopaka, który najwyraźniej czegoś szukał. Po jego minie dostrzegła, że chyba nie bardzo mu to wychodzi, więc postanowiła mu pomóc. Gdy podchodziła do niego mimowolnie zauważyła, że chłopak jest całkiem przystojny. Był wyższy od niej o głowę, a biorąc pod uwagę to, że ona była wysoka nie było to takim łatwym zadaniem. Jego niebieskie włosy były nieco nastroszone i okalały jego miodową skórę.
- Hej może mogę Ci jakoś pomóc? Chłopak
obrócił się zaskoczony. Jego kocie, nieco roztargnione oczy rozszerzyły się trochę, kiedy ją ujrzał. Dopiero teraz dostrzegła kto przed nią stoi. Jest to kolega z jej rocznika Jellal Fernandes. Widocznie on także ją rozpoznał, chociaż pewności co do tego nie miała.
- Cześć, tak szukam książki na historię, ale jak sama widzisz nie bardzo mi to wychodzi –uśmiechnął się przepraszająco –jestem tu pierwszy raz, więc nie za bardzo wiem, gdzie co leży. Chodze koło tych regałów już 15 minut, ale wciąż nie
mogę jej znaleźć.
 - Powiedz mi tytuł tej książki -zaproponowała.
- “Historia to nasza przyszłość” wyrecytował
- Poważnie? Haha ciekawy tytuł, niech zgadne prof. Mikuła?
- Taa. Niech on się lepiej skupi na przyszłości, nie przeszłości,
bo inaczej połowa maturzystów nie napisze historii. Chociaż
jemu przyszłości do emerytury dużo nie zostało –puścił jej oczko.
- Obyś miał rację hehe.
- A ty co tu robisz? Zgaduje, że jesteś częstą bywalczynią, bo inaczej nie byłabyś tak obeznana.
- Tak, powiedzmy, że tutaj prędzej potrafie się skupić
- Niech zgadne, rodzeństwo?
- Do tego młodsze, siostra
- Haha skąd ja to znam? Mam młodszego brata, więc mam to na
codzień. Miło jest poznać kogoś kto to rozumie –uśmiechnął się
- Tak, to prawda- Zdjęła książkę z półki i podała mu ją-to może przysiadziesz się do mnie? -zaproponowała –usiadłam zaraz obok wejścia, tam po prawej stronie wskazała palcem
- Chętnie -odpowiedział, po czym poszedł za nią. Przez chwile obserwowała jak Jellal rozkłada wszystko. Wyjął z plecaka kilka książek, jakiś zeszyt i laptopa, po czym popatrzył na nią, zauważyła, że kąciki jego ust lekko się uniosły i zaczęła się zastanawiać nad tym dlaczego. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że przez cały ten czas gapiła się na niego zamiast zająć się własnymi sprawami. Spaliła buraka, wyjęła komputer i udawała, że właśnie w tym momencie koniecznie musi coś znaleźć. Po napisaniu kilku linijek tekstu zaryzykowała kolejne spojrzenie ponad ekranem. Chłopak patrzył na nią z nie przemieniony wyrazem twarzy. Odchrząknęła po czym zapytała
- Czy coś się stało?
- Głupio mi trochę cię o to prosić, ale z tego co kojarzę to jesteś dobrą uczennicą, może mogłabyś mi trochę pomóc? Przyznaję, że historia to nie mój przedmiot dużo lepiej idzie mi biologia, czy chemia, a już nawet polski.
- Jasne, jaki masz temat?
- Historia to nasze życie, szczerze mówiąc to nie za bardzo rozumiem ten temat? O co mu w ogóle chodzi?
- Myślę, że o to, iż przeszłość ma wpływ na teraźniejszość, oraz przyszłość, innymi słowy nasze życie- po zobaczeniu jego zaskoczonej miny dodała- przecież ja też musiałam ją napisać
- Aaa no tak racja- powiedział zakłopotany- no ale przecież mamy jeszcze tydzień na oddanie jej, a Ty już skończyłaś? Wiesz ja też zazwyczaj piszę takie rzeczy na bieżąco, nie zostawiam nigdy na ostatnią chwilę, ale ostatnio mieliśmy całkiem sporo kolokwium i do tego wywiady, wypracowania, po prostu jeszcze nie zdążyłem się za to zabrać
- W porządku, przecież nie musisz mi się tłumaczyć- spojrzała zaskoczona jego reakcją- przecież nie oskarżyłam go o to, że nie wykonuje zadań domowych, więc o co mu chodzi? Po co się tłumaczy?- chcąc zmienić temat powiedziała
- Jeżeli chcesz to mogę Ci podać kilka tytułów z których korzystałam, tam znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz.
- Będę wdzięczny. Wyciągnęła kartkę i zapisała na niej kilka tytułów, które udało jej się zapamiętać, przez chwile zastanawiała się, czy nie napisać mu na kartce swojego numeru telefonu, w ramach, gdyby potrzebował jeszcze jej pomocy, oczywiście, ale szybko porzuciła ten pomysł, nie miała na tyle odwagi- Może i chodzimy do jednej szkoły, ale przecież w życiu z nim nie gadałam, co on sobie o mnie pomyśli?- zgięła kartkę na pół i podała mu ją, po czym spakowała wszystkie swoje rzeczy spowrotem do torby- w tych warunkach nie dam rady się skupić- serce biło jej niemiarowo po raz pierwszy reagując w ten sposób na płeć przeciwną. Biło tak głośno, iż miała wrażenie, że siedząc tak blisko, za chwile go usłyszy.
- Już wychodzisz Erza?- zapytał spoglądając na nią. Obróciła się zaskoczona, gdy usłyszała swoje imię- nie przypominam sobie, bym mu się przedstawiała
- A skąd ty znasz moje imię?
- Jak to skąd? Przecież chodzimy do tej samej szkoły, na dodatek jesteśmy z tego samego rocznika, po za tym z tego, co mi wiadomo to jesteś wice przewodniczącą, mam racje?- Stała jak wryta i patrzyła na niego- głupia, no oczywiście, że mnie kojarzy- nie miała pojęcia, jak zareagować, czy wyjść bez słowa, czy coś odpowiedzieć, po raz pierwszy przy jakimkolwiek chłopaku odebrało jej mowę
- A po za tym twoje włosy odznaczają się w tłumie- dodał już trochę bardziej speszony
I w tym momencie moja twarz chyba właśnie nabrała ich koloru- była tego pewna, po chwili udało jej się odzyskać mowę, postanowiła, więc skorzystać z tej okazji
- Miło było cie poznać, niestety musze już iść, do zobaczenia- powiedziała, po czym nie czekając na jego odpowiedź szybkim krokiem opuściła pomieszczenie i weszła do windy. Przystanęła i odetchnęła głęboko, aby uspokoić galopujący puls. Spojrzała w lustro i dostrzegła, że jej oczy dziwnie się świecą, a policzki nabrały mocno różowego koloru
- Co się ze mną dzieje?- zapytała, odpowiedziała jej jedynie cisza pustej windy.