Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drużyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drużyna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lutego 2017

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (5/?)

Paring: Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: od 16 lat
Przez myśl mu nawet przeszło, że być może to Itachi przyszedł dokończyć to co zaczął lata temu, czyli zabić go. Co prawda Konoha była chroniona, ale chłopak wiedział, że dla jego brata nie jest to najmniejszą przeszkodą. Rozważał nawet zabranie kunaji, ale po krótkim zastanowieniu odrzucił ten pomysł. W końcu broń ninja przeciwko jego bratu na nic by mu się nie przydała. Podszedł ostrożnie i otworzył drzwi.


Dziewczyna stała na korytarzu. Po za tym przed którym stała mieściło się jeszcze 3 mieszkania na piętrze. Nikt nie otwierał przez dłuższą chwilę, więc miała okazje, by się trochę rozejrzeć. Budynek był zaniedbany. Od ścian na korytarzu odłaziła farba. Sakura właściwie była tutaj po raz pierwszy. Przed nią otwarły się zwykłe, białe, drewniane drzwi, a po chwili stanął w nich brunet. W zwyczajnym czarnym t-shirtcie i spodniach od dresu. Miał mokre włosy, a przez ramie przewieszony biały ręcznik. Dziewczynie zrobiło się głupio. Przypomniała sobie, że musiała czekać całkiem długi czas, a ten obrazek uzmysłowił jej dlaczego tak było. Chłopak przez tak długo czas nie otwierał drzwi,ponieważ brał prysznic. A, że ona była taka namolna i pukała do momentu w którym nie otworzył, był zmuszony skończyć kąpiel. Całe szczęście, że nie wyszedł w ręczniku-pomyślała z ulgą. W tym momencie uświadomiła sobie, że nie dość, że mu przerwała to jeszcze teraz stoi i gapi się na niego.
- Po co przyszłaś? Odchrząknęła szybko, by nieco oczyścić gardło, które zrobiło się suche na wiór przemówiła
- Przepraszam za najście, ale Kakashi-sensei prosił mnie bym przekazała wam pewną informacje dotyczącą naszej następnej misji. Otóż zbiórka jest jutro o 7 obok boiska szkolnego. Wyruszamy do wioski Wodospadu. Nasza misja będzie polegała na ochronie jakiegoś urzędnika państowego, który ma dla hokage jakieś poufne informacje. Misja ma rangę B, ale z możliwością, że w każdej chwili może przeistoczyć się w misję rangi A. Prawdopodobnie będzie ona trwała od 3-4 dni. Ok to by było na tyle, muszę jeszcze przekazać to samo Naruto, także na razie- pomachała mu na pożegnanie i już jej nie było.
- Uff...co za ulga, że udało mi się jakoś normalnie sklecić zdania i nie czekając na jego wybuch złości dać nogę. Rany...że też mistrz musiał wpaść akurat na mnie. Zupełnie tak jak by sam nie mógł ich o tym poinformować i zamiast tego wysłużył się mną. Dobra to teraz jeszcze tylko muszę znaleźć Naruto i mu to przekazać.


Według niego jej zachowanie było trochę dziwne. Na początku stała przez chwile nie powiedziawszy nawet słowa,tylko po to, by potem wyrecytować wiadomość od Kakashiego najszybciej jak tylko była w stanie i nie dając mi chwili na jakąkolwiek odpowiedź po prostu sobie pójść.
- Czy ona na serio aż tak się mnie boi?- zachodził w głowę. Trochę się zawiódł,bo sądził, że ich relacje są na jak najlepszej drodze, a tu taki obrót spraw. Zdjął ręcznik z ramienia i zaczął suszyć włosy
- Chwila ręcznik?No i teraz wszystko jasne, pewnie myślała, że aby otworzyć drzwi musiał przerwać kąpiel. To dlatego tak się spieszyła, aby mu wszystko przekazać. Kiedy popatrzył na to w ten sposób trochę mu ulżyło. Po umyciu naczyń zabrał się za pakowanie na jutrzejszą misję.


Wstała równo z budzikiem. Znowu ustawiła go godz. wcześniej, aby zdążyć przyszykować jedzenie na misję. Postanowiła, że przygotuje dla wszystkich kanapki i onigiri jako posiłek oraz małą przekąskę. Poprzedniego dnia kupiła już potrzebne składniki, aby dzisiaj wszystko sprawniej poszło. Kiedy skończyła włożyła jedzenie do plecaka po czym wyszła z domu. Jej rodziców nie było, więc zamknęła drzwi na klucz. Miała jeszcze całkiem sporo czasu, dlatego ruszyła nie spiesznym krokiem. Kiedy dotarła na miejsce Sasuke już czekał na resztę.
- Hej - powiedziała radośnie. Uchiha tylko coś mruknął pod nosem i kiwnął głową na znak przywitania- yhm chyba dalej jest na mnie zły za wczoraj. No ekstra, nasza pierwsza wspólna misja po za wioską, a nasza praca zespołowa będzie kulała jeszcze bardziej niż na co dzień. Blondyn przyszedł niewiele później, ale nie odezwał się ani słowem do pozostałych. Sakura zauważyła, że Naruto wyjątkowo dziwnie się dzisiaj zachowuje. Usiadł pod bramą boiska z daleka od nich i siedział cicho co było do niego nie podobne i niepokojące zarazem. Zaczęła się martwić, więc podeszła do przyjaciela i usiadła obok niego
- Naruto wszystko w porządku? Coś się stało?- spytała szeptem i spojrzała na niego
- To nic takiego Sakura-chan nie musisz się martwić
- Oczywiście, że się martwię głuptasie. W końcu jesteś moim przyjacielem- powiedziała i uśmiechnęła się wspierająco. Chłopak spojrzała na nią i przez pewien czas nic nie mówili po prostu patrzyli się na siebie. Dla bezstronnego obserwatora mogliby nawet wyglądać na zakochaną parę, która się w siebie wpatruje niczym w obrazek.
- Chodzi po prostu o to, że w tym miesiącu wydałem za dużo pieniędzy i skończyły się moje oszczędności. Nie miałem nawet jak kupić sobie czegoś na drogę, więc ramen, które jadłem dziś rano jest moim ostatnim posiłkiem na te 4 dni- powiedział przygnębiony
- Nie martw się, coś wymyślimy- powiedziała przekonująco- masz moje słowo, że nie pozwolę ci głodować- mrugnęła do niego okiem
- Sakura-chan jesteś wspaniała- niemal wychlipiał chłopak. Po ich krótkiej,lecz widocznie potrzebnej rozmowie jego humor wrócił w mgnieniu oka już po chwili zaczęli normalnie rozmawiać, a nawet śmiać się.


Obserwował ich z pod drzewa. Już po chwili od kiedy Sakura podeszła do Uzumakiego jego nastrój zmienił się diametralnie. Jego jadaczka znów była wyszczerzona, a cisza przerwana. Nie słyszał o czym rozmawiają, nie żeby go to interesowało, ale jego uwadze nie uciekło to, że przez dłuższy czas wpatrywali się w siebie co z niewiadomego powodu strasznie go zirytowało. Odnosił wrażenie, że w tym momencie byli w swoim własnym,prywatnym świecie w którym istniała jedynie ich dwójka. Zupełnie jak wtedy kiedy on i Sakura walczyli. Był taki moment, kiedy on również po za nią nie widział i nie słyszał nic innego. Dziwnie się czuł z myślą, że oni teraz przeżywają coś podobnego.
Godzina 7 minęła i bardzo szybko zmieniła się w 7:30, a Kakashiego dalej nie było widać.
- Rany..czy on naprawdę nie może być na czas chociaż ten jeden raz- zaczął narzekać Naruto- Aaa nie wytrzymam już dłużej! Ciągle się spóźnia i potem to do nas ma pretensje
- Zamknij się kretynie- wtrącił Uchiha
- Coś ty powiedział Sasuke?!
- Żebyś się przymknął, bo twoje wrzaski w niczym nam nie pomogą
- A bezczynne siedzenie i udawanie, że nic się nie dzieje niby tak?!
- Uspokójcie się obaj!- miała dosyć wysłuchiwania ich wiecznych kłótni
- A ty wcale nie jesteś lepsza- tym razem zdanie to skierował do dziewczyny
- Słucham?
- To wszystko twoja wina. Siedział sobie spokojnie i cicho co jak wiesz praktycznie nigdy się nie zdarza,ale nie. Ty musiałaś to wszystko zepsuć!
- To co?! Miałam go tak po prostu zostawić samego?! Martwiłam się, bo to było nie codzienne zachowanie
- A to, że się teraz wydziera i zakłóca spokój ma niby w czymś pomóc?!
- A co ty możesz o tym wiedzieć!
- Co masz przez to na myśli?
- Zawsze tylko kryjesz swoje prawdziwe emocje za tą swoją maską. Jak więc możesz zrozumieć ludzi, którzy nie potrafią zachowywać się w ten sposób! Z których można czytać jak z książki nie ważne czy są przygnębieni, szczęśliwi czy też wściekli!
- A co jest złego w byciu opanowanym? Ja przynajmniej nie zachowuje się jak dziecko w przeciwieństwie do was i nie pozwalam na to by emocje wzięły na de mną górę!
- Czyżby? A niby co teraz robisz?
- Usiłuje uspokoić dwójkę ludzi, którzy na rozumy pozamieniali się chyba z przedszkolakami
- W takim razie przepraszam, że zabrałam ci twoją cenną ciszę! Ale nie mogłam tak siedzieć bezczynnie! Wybacz mi za to, że mam serce!W przeciwieństwie do ciebie nie jestem jak posąg bez uczuć!- już w momencie wypowiadania tego zdania gorzko pożałowała tego, że nie potrafiła ugryźć się w język. To był najmniej odpowiedni moment na awarie filtra mózg- usta, ale już było na późno. Patrzyła na jego twarz przez którą przebiegł grymas bólu, trwał od zaledwie ułamek sekundy, bo gdy mrugnęła jego twarz znów zamieniła się w nieczytelną maskę. Mogłaby sobie wmówić, że nic takiego nie miało miejsca, lecz po ujrzeniu tej mimiki nie była już w stanie usunąć jej ze swej pamięci. Zraniła go, a naprawdę nie chciała tego robić. To po prostu zdarzyło się tak szybko. Nie wiadomo dlaczego on nagle na nią naskoczył, a ona w rewanżu się odgryzła, lecz teraz przekroczyła granicę i nie była pewna czy kiedykolwiek uda jej się to naprawić.


Patrzył na nią w oszołomieniu. To co powiedziała całkowicie go zaskoczyło. W dodatku nie mógł nic odpowiedzieć, bo miała racje. Już nie jeden raz słyszał o sobie podobne rzeczy. Dzieciaki w akademii zawsze mówiły coś takiego, więc naprawdę zdążył się już przyzwyczaić do tego, że wszyscy tak o nim myślą. Jednak teraz nabrało to zupełnie nowego znaczenia. Sam nie rozumiał dlaczego tak się przejął tym, że ona również podziela zdanie innych, jednak kiedy to powiedziała coś go zakuło i nie potrafił już pozostać obojętny. Wiedział, że doskonale musiała zobaczyć jego rację. Mógł wyczytać to w jej oczach, jak także i to, że bardzo tego żałuje i najchętniej by to cofnęła, co jednak nie jest możliwe. Słowa padły i po raz pierwszy od dawna zrobiły spustoszenie w sercu Sasuke.
- O widzę, że już jesteście- dotarł do niego głos
- Tak już od jakiejś godziny- wtrącił blondyn
- Co? Po co przyszliście tak wcześnie? Sakura nie przekazałaś kolegą, że zbiórka miała być o 8?
- Słucham? Kakashi-sensei powiedział wyraźnie, że mamy być na miejscu o równej 7, nawet zapytałam dlaczego tak wcześnie i mistrz odpowiedział, że droga jest długa,więc musimy wcześnie wyruszyć. Sensei się spóźnił i teraz próbuje zrzucić winę na mnie- powiedziała niezadowolona
- Naprawdę tak ci powiedziałem? W takim razie wybaczcie, wybaczcie,ale coś mnie zatrzymało
- Yhm nawet domyślam się co
- Właśnie to „coś” wystaje z tylnej kieszeni mistrza spodni- dopowiedział Naruto
- Już dobrze, dobrze niech wam będzie. Teraz nie ma sensu roztrząsać czyja no jest wina, prawda? No właśnie. Najważniejsze, że wszyscy już jesteśmy, tak więc ruszajmy. Pozostali zebrali swoje rzeczy i pobiegli za nim.


Duża część trasy prowadziła przez las, więc teraz biegli między koronami drzew. Sasuke był ostatni. Miał sporo rzeczy do przemyślenia, a poza tym nie było powodu do pośpiechu.
- Oj Sasuke co tak wolno? Jesteś ostatni haha- naigrywał się Naruto. Jednak Uchiha ignorował jego zaczepki i nie dał się sprowokować. Ostatnim razem, gdy sobie na to pozwolił to nie skończyło się dobrze. Nie potrzebnie naskoczył wtedy na Sakurę,ale to nie był jedyny moment w którym zaskoczył sam siebie. Ostatnio zdarzało się to naprawdę często, z czego zdał sobie teraz sprawę. Miał zamiar rozwikłać powód swojej nagłej zmiany zachowania-Zacznijmy od tego kiedy to się zaczęło? Hm...mniej więcej od momentu w którym zacząłem widzieć w tej dwójce swoich przyjaciół. W sumie to moje relacje z Naruto w ogóle się nie zmieniły. Nadal mnie irytuje, wciąż ciągle się kłócimy i rywalizujemy ze sobą. To co się zmieniło to moje zachowanie wględem Sakury, tylko dlaczego? Dobra może zacznę od początku i tej nieszczęsnej walki, którą o mało co bym przegrał przez zwyczajne rozkojarzenie. Bo nie wiadomo skąd i dlaczego nagle przede mną pojawił się mój brat. W dodatku normalnie sobie ze mnie kpił i z tamtejszej sytuacji. Co prawda można powiedzieć, że jego pojawienie się uratowało mnie od ego zawieszenia w którym się znajdowałem. Ale nigdy przedtem nie czułem czegoś podobnego jak w tym momencie, gdy ona przygwoździła mnie do ziemi. Byłem świadomy każdego jej mięśnia, który napięty walczył ze wszystkich sił o to, by jak najdłużej przytrzymać mnie przy ziemi. Ale zdarzyło się coś jeszcze. W momencie w którym na mnie spojrzała byłem zgubiony. Przez moment zapomniałem o tym, że jestem w środku walki, a zamiast tego podziwiałem jej oczy? Co się ze mną dzieje do cholery? Nie mogłem się ruszyć, albo nie właściwie to nie chciałem tego zrobić. Dobra to nie ważne. Jeszcze dziwniejsze były objawy związane z tym wydarzeniem. Puls bił mi bardzo szybko, miałem zawroty głowy i było mi strasznie gorąco, czułem się zupełnie tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem i byłem chory. Miałem wtedy gorączkę, dreszcze i właśnie te zawrot głowy. Co prawda wtedy towarzyszyły mi jeszcze kaszel i katar, które nie pojawiły się teraz, a przynajmniej na razie tego nie zrobiły. Być może to tylko jakiś wirus, początek choroby? Cóż...objawy by się zgadzały. Tak, to na pewno o to chodzi- wmówił sobie chłopak, lecz miał dziwne przeczucie, że cokolwiek by to nie było to był to zaledwie początek jego „choroby”.


Sakura przez całą drogę nie odzywała się do Uchihy. Nawet gdyby chciała to co niby miała mu powiedzieć? Przepraszam za to co powiedziałam. Naprawdę tak nie myślę?- Ehh...gdzieś to już słyszałam. No, ale w sumie taka prawda. Przecież serio nie miałam tego na myśli. W sumie to nadal nie wiem dlaczego wtedy tak wybuchłam. Serio nie wiesz? Haha...nie oszukuj się, przecież to on zaczął. Całą sytuacje zwalił na ciebie, pomimo tego, że przecież w ogóle nie byłaś temu winna.Nie daj się więc wpędzić w poczucie winy za coś czego nie zrobiłaś- odezwało się jej alterego- No niby tak, ale i tak sądzę, że przesadziłam. Widziałam jego minę. W życiu nie widziałam go w takim stanie....ta tak no jasne biedny Sasuke-kun. Znowu zaczynasz? Chcesz być tą samą dziewczynką, którą byłaś w akademii, co? Tą co wszędzie tylko za nim latała krzycząć Sasuke-kun, Sasuke-kun, co? Nie sądzisz, że to żałosne? Ok,tak było, ale byłam wtedy jedynie dzieckiem i....no właśnie w tym rzecz. Teraz już nim nie jesteś, więc przestań się nad sobą użalać. Tym bardziej, że przecież nie skłamałaś. Powiedziałaś mu szczerą prawdę, a prawda czasem boli. Kiedy skończyła swój wewnętrzy monolog znów na niego spojrzała. Wyglądał na zamyślonego, ale nie jakiegoś rzygnebionego, więc trochę odetchnęła z ulgą. Musiał wyczuć, że mu się przygląda, bo również na nią spojrzał. Ona jedak odwróciła wzok. Tym razem nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, nie teraz.


Po kilku godzinach wędrówki wszyscy byli już trochę zmęczeni, poza tym zastało ich późnie popołudnie. Słońce powoli chowało się za choryzontem zapowiadając noc.
- W porządku tutaj rozbijemy obóz- zakomenderował Kakashi, kiedy dotarli do jakiejś polany w środku lasu. Niedaleko stąd jest wzgórze, które jest świetnym punktem obserwacyjnym, a poza tym rzeka płynie zaraz za tymi drzewami- zskazał palcem kierunek. Wszyscy odłożyli swoje rzeczy i usiedli pod pobliskiem drzewem
- Ale jestem głodny- narzekał Uzumaki, a jego brzuch zaburczał na potwierdzenie tych słów
- W takim razie świetnie się składa- powiedziała i zaczęła wyciągać coś ze swojego placaka, po czym podała mu pudełeczko na bento
- Co to jest?- wziął go od niej i spojrzał zaskoczony
- Otwórz i się przekonaj- odpowiedziała z uśmiechem. Chłopak zrobił tak jak mu powiedziała, a oczy zaświeciły mu się jak światełka na choince w Boże Narodzenie, gdy zobaczył co jest w środku
- Dziękuje ci Sakura-chan, Atadakimasu - odpowiedział i zaraz zabrał się za jedzenie- rany jakie to pyszne- skomentował- ten dango są jeszcze lepsze od poprzednich- pochwalił
- Naprawdę? Cieszę się w takim razie, że ci smakują, bo te przygotowałam sama
- Proszę- powiedziała podając pudełeczko Kakashiemu
- Dziękuje ci Sakura
- Smacznego- odpowiedziała. Obserwował jak blondym i mistrz zajadali ze smakiem. A ona właśnie sięgała do placaka po jak się domyślał porcje dla siebie. Po tym jak ostatnio nie przyjął kupionych wtedy przez nią słodyczy nie spodziewał się,by miała popełnić ten sam błąd, gdy już znała jego reacje na tego typu gesty
- Proszę, a to dla ciebie Sasuke-kun- powiedziała podając mu jego porcje. Spojrzał na nią sceptycznie- czyżby już zapomniała? Przecież mówiłem jej ostatno, że nie lubię słodyczy. Przez chwile tylko przyglądał się pakunkowi
- No proszę weż- ponagliła i podała mu go- z ociąganiem odpakował jedzenie, lecz jego zawartość całkowicie go zaskoczyła. Zamiast dango w pudełku były takoyaki* z sosem do zamaczania. Znów na nią spojrzał, ale po jej reakcji wywnioskował, że szok wciąż był widoczny na jego twarzy
- Tym razem nie możesz się już wykręcać tym, że nie lubisz słodyczy- powiedziała z uśmiechem i mrugnęła do niego- chwila...wykręcać? O czym ona mówi? Czyżby myślała, że wtedy skłamałem tylko dlatego, że nie chciałem jeść tego co mi wtedy dała? To dlatego tym razem przygotowała coś innego?
- Wykręcać się? O czym ty mówisz?
- No jak to o czym? O tym twoim małym kłamstewku, że niby nie lubisz słodyczy
- Ale ja nie skłamałem. Naprawdę ich nie lubię- odpowiedział- po co miałbym kłamać?- ale ona nie musiała odpowiadać. Mógł wyczytać to z jej twarzy, jego przypuszcznia były słuszne, a ona musiała pomyśleć, że nie przyjął jedzenia tylko dlatego, że to ona je przyniosła.
- Cóż w takim razie mam nadzieję, że będzie ci smakować- uśmiechała się niepewnie, a sama zabrała się za swoją porcję. Znów spojrzał na jedzenie, smakowity zapach otulał mu nostrza,a on wciągnął go głęboko w płuca, tak, że niemal ślinka zaczęła mu ściekać- ile to już lat minęło od kiedy jadł coś przygotowanego specjalnie dla niego?- sięgnął pamięcią do czasów w których po raz ostatni jadł tą potrwę. Mama często mu ją robiła, gdyż należała do jego ulubionych. Co prawda przez ostatnie lata nie raz jadł je na mieście, ale to już nie było to samo. Musiał przyznać, że takoyaki* w wykonaniu Sakury wyglądały naprawdę smakowicie. Średniej wielkości kuleczki były ułożone równiótko w pudełku, jak od linijki. Miały złoty kolor i przypominały te,które przyrządzała mu mama. Wziął pałeczki, zamoczył jednką z kulek w sosie i wsadził do ust- to jest pyszne- pomyślał zachwycony. Jak się domyślał przygotowała wersję na słono. Jedzenie rozpływalo się w ustach, dlatego zaczął zajadać bardzo szybko. Z jednej strony chciał się tym delektować, ale teraz, gdy tego spróbował uświadomił sobie to jak bardzo był głodny.
- O wygląda na to, że Sasuke ma co innego, ej daj spróbować- powiedział i wyciągnął rękę w stronę jedzenia. Brunet zabrał je automatycznie, nie miał zamiaru się z nikim dzielić
- Miałeś swoje jedzenie- odpowiedział- to jest moja porcja
- No tak,ale ja już zjadłem, a poza tym ty masz coś innego, niż dango. No weź nie bądź ham i daj spróbować. W końcu to Sakura-chan je zrobiła- i to jest właśnie powód przez który się z tobą nie podzielę- pomyślał


    - Naruto jeśli nadal jesteś głodny to mam jeszcze onigiri* i kanapki- powiedziała dziewczyna
    - Co? Gdzie ty to wszystko pomieściłaś Sakura-chan? Twój placak musi być strzsznie ciężki. Czemu nic mi nie powiedziałaś? Przecież pomógłbym ci to nosić dattebayo
    - Nie ma takiej potrzeby. To naprawdę nie jest ciężkie. Po za tym nie ma tego znowu ta dużo. Jedzenie na 4 dni, by się zepsuło, więc zrobiłam jedynie te przekąski na dzisiaj, kanapki na jutrzejsze śniadanie i kolacje oraz onigiri* na coś w formie obiadu haha sama nie wiem,ale skoro niedaleko jest rzeka to co wy na to, by zrobić ognisko i zjeść pieczone tyby na kolacje, co?
    - To świetny pomysł dattebayo
    - Dobra teraz, gdy już pojedliśmy trzeba rozłożyć namioty, chłopcy liczę na was- powiedział mistrz- ja pójdę nad rzekę złowić kilka ryb
    - W porządku, więc ja pójdę do lasu nazbierać chrustu i rozpalę ognisko- zaoferowała Haruno
    - W takim razie pójdę z tobą Sakura-chan
    - Nie ma takiej potrzeby Naturo, poradzę sobie Lepiej zajmijcie się namiotami ok? Bo z tym mogłabym mieć problem haha
    - Nie ma sprawy, ja rozłożę twój namiot- zaoferował
    - A potrafisz to zrobić?- zakpił Uchiha
    - Ahh zamknij się, oczywiście, że potrafię.


Po kilku godzinach nastała noc. Namioty zostały już dawno rozstawione. Ognisko caly czas się paliło zapewniając im ciepło, pomimo tego, że była sposunkowo ciepła noc. Jej namiot mieścił się po lewej stronie od ogniska. Czyli od namiotu chłopców dzieliło ją jakieś 2 metry. Była jedyną dziewczyną w drużynie dlatego nie musiała się nim z nikim dzielić. Wyszła z niego cichutko na palcach nie chcąc nikogo obudzić. Postanowiła, że jest to idelna okazja do tego, żeby trochę potrenować. Kierowała się w kierunku wzgórza, uznała, że to będzie najlesze miejsce, tym bardziej, że gdyby jacyć wrogowie się zbliżali to stamtąd ich zobaczy i będzie mogła ostrzec resztę towarzyszy. Gdy już dotarła na miejsce zaczęła od rozgrzewki, więc zrobiła kilka okrążeń wokół wgórza, później przeszła do ćwiczeń rozciągających. Wykonała parę skłonów, brzuszków, przysiadów i kilka innych ćwiczeń. Później usiadła na ziemi i rozpoczęła kumulowanie chakry. Najpierw w stopach, więc przespacerowała się po kilku pniach drzew, później w dłoniach, więc zaczęła uderzać w pień zupenie tak jakby był jej przeciwnikiem. Po jakiejść godzinie takich ćwiczeń postanowiła, że poćwiczy celność shurikenami. Zrobiła więc tak jak uczył ją Sasuke. Stanęła w lekkim rozkroku, z nogą wiodącą na przodzie. W dalszej części skumulowała chakrę w dłoni w której trzymała broń i rzuciła. Shuriken przeleciał szybko 3 metry i wbił się w pień drzewa zostawiając w nim całkiem spory ślad. Była zaskoczona takim wynikiem. Po pary takich rzutach uznała, że idzie jej całkiem nieźle, więc aby utrudnić sobie zadanie zaczęła rzucać z rozbiegu. Co prawda nie mogła sprawić, by drzewo nagle stało się ruchomym celem, ale kto powiedział, że ona ma stać przed nm jak słup? Zwiększyła odległość pomiędzy nim a sobą, a potem obiegając go, będąc w ciągłym ruchu rzucała w wyznaczony wcześniej cel. To było już nieco trudniejsze zadanie, więc nie zawsze trafiała. Co jedynie sprawiało, że była jeszcze bardziej zmotywowana. Kiedy uznała, że wystarczy tego rzucania jak na jeden trening znów wróciła do poprzednich ćwiczeń. Wyzualizujać, że ma przed sobą przeciwnika ćwiczyła ciosy oraz wykopy.


Obudził go jakiś dźwięk. A może raczej bardziej pasowałoby stwierdzenie rozbudził, gdyż przecież nie spał. Leżał jedynie z zamkniętymi oczami zmuszony do słuchania chrapania Naruto. Od lat nie spał z nikim innym w pomieszczeniu dlatego przyzwyczajony był do całkowitej ciszy. Nie był w stanie zmrużyć oka w takim hałasie. Odnosił wrażenie, że cały namiot się trzęsie. Wyszedł z namiotu i wdychał świeże powietrze. Spojrzał w górę. Całe niebo było usypane gwiazdami. Noc była jasna, gdyż była pełnia księżyca. Nie potrzebował więc latarki, aby wszystko doskonale widzieć. Uznał, że skoro i tak nie może spać to może potrenuje. Ruszył więc w stronę punktu obserwacyjnego. Starał się iść dosyć cicho i nie hałasować za bardzo, chociaż wieział iż Naruto chyba nic nie byłoby w stanie obudzić. Spał jak kamień. Zanim jeszcze dotarł na miejsce usłyszał jakiś odgłos. Szybko więc schował się za pobliskie drzewo podejrzewając, że to mogą być wrogowie. W oddali dostrzegł jakąś postać. Szybko jednak rozpoznał w niej Sakurę. Dziewczyna najwyraźniej także nie mogła spać i zamiast tego trenowała.
Przyglądał jej się przez kilka minut. Jej postawa była naprawdę dobra, musiała „walczyć” z wyimaginowaym przeciwnikiem. Jej włosy, tym razem rozpuszczone powiewały na wietrze.Tym razem nie miał zamiaru obserwować jej z ukrycia, więc wyszedł z lasu i podszedł do niej. Była do niego obrócona tyłem, więc musiała wyczuć jego obecność, gdyż wykonała wykop do tyłu, który on bez trudu zablokował.
- Sasuke-kun!- krzyknęła zaskoczona- co ty tu robisz?
- Mógłbym zapytać cie o to samo- odpowiedział i puścił jej nogę
- Jak to co, nie widać? Trenuje
- Nie byłoby ci łatwiej walczyć z przeciwnikiem, który faktycznie istnieje?- uśmiechał się kpiąco
- Tak racja, ciekawe kogo miałam o to poprosić w środku lasu, może króliki?- odpowiedziała sarkastycznie
- To może potrenujesz ze mną- zaproponował



Ta propozycja zaskoczyła ją i przez chwilę nic nie odpowiedziała. Po chwili jednak opanowała się i powiedziała
- W porządku, ale nie myśl, że pójdzie ci ze mną tak łatwo- stanęła w pozycji początkowej i czekała na jego ruch. Z jego postawy wywnioskowała, że tym razem nie zamierzał jej lekceważyć. Podobało jej się to, że traktował ją poważnie. Może nie na równi z sobą, ale jak jakieś realne zagrożenie. Tym razem nie czekał tak długo jak poprednio i ruszył do ataku. Wykonał cios prawą ręką, który ona bez trudu ominęła, schyliła się i wykonała wykop lewą nogą, lecz on w porę odskoczył. Nie dał jej jednak czasu na to by wstać, bo już na nią ruszył. Spodziewała się, że podejrzewał, że szybko wstanie, więc zrobiła coś całkiem odwrotnego. Została w pozycji kucającej a w momencie w którym podbiegł już całkiem blisko podcięła mu lewą nogę na której akurat stawiał krok. Stracił na chwilę równowagę, lecz wykonał salto, więc koniec końców nie zaliczył gleby. Popchnał ją tak, że poleciała kilka metrów, lecz ona wykonała sprężynkę i już była na nogach. Przez całkiem długi czas się tak miotali. Na zmianę atakowali i robli uniki. Dziewczyna była już całkiem zmęczona, więc, gdy po raz kolejny udało mu się ją powalić na ziemię nie wstawała przez dłuższą chwilę, dlatego podszedł do niej i stanął w nogach
- Poddaje się- powiedziała- mam dość- on pochylił się nad nią
- Naprawdę? Już się poddajesz? Cienko, musisz popracować nad kondycją- ten jego arogancki uśmieszek znowu wyrósł na jego ustach, gdy patrzył na nią z góry
- A ty nad czujnością- odpowiedziała i zanim się obejrzał położyła nogi na jego brzuchu i przerzuciła go przez siebie, za głowę. Tego zupełnie się nie spodziewał . Stracił równowagę i upadł. Ona szybko wstała i wciąż śmiejąc się podeszła do niego, stanęła przed jego głową pochyliła się nad nim i powiedziała
- Mówiłeś coś może?- wciąż chichotała, ale chłopak nie dał za wygraną. Wyciągnął ręcę, złapał za jej kostki i podciął ją, po czym wstał szybko i przygwoździł ją do ziemi zupełnie tak jak podczas ich poprzedniej walki.
- A ty?- spytał, patrząc na nią z góry. Tym razem nie miał zamiaru dać się zwieść, więc przytrzymywał jej dłonie na wysokości jej głowy, usiadł na niej okrakiem w ten sposób unieruchamiając jej nogi. Patrzyła na niego. Był tak blisko. Miała ochotę przejechać palcami do jego policzku, lub wpleść je w jego włosy, ale nie mogła, gdyż unieruchomił jej ręce. Patrzył na nią z poważnią miną, a ona nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. To był głośny, zdrowy śmiech prosto z przepony. Już dawno tak się nie chichrała, ale nie mogła przestać. Była szczęśliwa, bo wyglądało na to, że ich niedawna sprzeczka odeszła w niepamięć, a na dodatek sam zaproponował wspólny trening. Jej śmiech musiał być zaraźliwy, bo chwile potem do niej dołączył. Wyglądał pięknie, tak się śmiejąc. Tak młodo i na takiego zrelaksowanego Wyglądał po prostu na chłopaka w swoim wieku, a nie poważnego, dojrzałego dorosłego którego z siebie robił. Jednak już po chwili przestał się śmiać i znowu spojrzał na nią poważnie. Ta mina sprawiła,że jej także przestało być do śmiechu. Nagle przypomniała sobie o czymś.
- Znowu zamierzasz mi grozić?- spytała, kiedy zobaczyła jego zaskoczony wyraz twarzy znów zaczęła chichotać
- Grozić ci, o czym ty mówisz? A kiedy niby ci groziłem?- jego napięcie zaczęło jej się powoli udzielać, dlatego sama również przestała się uśmiechać
- No jak to kiedy? Nie pamiętasz? Podczas naszej ostatniej walki- lecz, gdy nic nie odpowiedział, jedynie na nią patrzył to powiedziała
- „ Co mówiłaś wcześniej?”- usiłowała przybrać ten sam ton głosu co on w tamtym momencie. Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił
- To nie było do ciebie- wyszeptał i puścił ją, po czym wstał
- Ale nikogo poza mną tam wtedy nie było. Tzn mistrz i Naruto byli za daleko by cie usłyszeć, więc...przerwała w chwili, gdy na nią spojrzał. Nic nie powiedział, a ona zastanowiła się nad jego słowami- jeśli to faktycznie nie było do mnie to do kogo? Hm...a może nie jestem jedyną osobą, która mówi do siebie?- to wydało jej się najbardziej prawdopodobne. Chłopak poszedł w stronę wgórza, a ona bez zastanowienia poszła na nim. Oboje usiedli i w ciszy patrzyli na gwiazdy. Ta cisza wydawała jej się jakaś niezręczna, więc aby rozładować napięcie postanowiła zmienić temat
- Wiesz, że to chyba pierwszy raz kiedy widziałam twój uśmiech? Tzn. nie licząc oczywiście tych kpiących uśmieszków, które rzucasz Naruto, a taki prawdziwy, szczery, prosto z serca- powiedziała, po czym sama zaprezentowała mu swój
- No tak, bo przecież jestem tylko pomnikiem bez uczuć- przypomniał , jak na jej gust dosyć ponuro, a jej serce ścisnęło się z bólu
- Ale to nieprawda!- powiedziała,lecz gdy nie dostrzegła żadnej reakcji to dotknęła dłonią jego policzka i zmusiła by na nią spojrzał. Spojrzała mu głęboko w oczy i oznajmiła
- Naprawdę tak nie uważam. Nawet nie jestem pewna, dlaczego tak powiedziałam. Nie uważam, że nie masz uczuć, ale za to myślę, że bardzo dobrze je ukrywasz przed resztą świata. Zakładasz tę swoją maskę, przez którą nikt nie może się przebić. I może się głowić nad tym, ale i tak nie będzie wiedzieć o czym myślisz.
- Myślisz,że to takie ważne? Pokazywanie po sobie tego co naprawdę się czuje?- zadrwił
- Wtedy twoi przyjaciele wiedzą jak powinni zachowywać się w danym momencie. Wiedzą np. kiedy potrzebujesz pomocy...
- Ja nie potrzebuje niczyjej pomocy- powiedział rozdrażniony
- Owszem potrzebujesz, tak jak każdy, ale z jakiegoś powodu się z tym kryjesz. Zupełnie tak jak by uczucia były czymś złym. A nawet te negatywne mogą przynieść coś dobrego. Nie wolno ich w sobie dusić, to nie zdrowe.
- Może po prostu nie potrafię inaczej- odpowiedział szczerze
- Ależ oczywieście,że potrafisz. Właściwie to coraz częśniej je okazujesz. Zauważyłam to. Kiedyś np. nie potrafiłam tego stwierdzić, ale teraz już mogę powiedzieć kiedy jesteś rozdrażniony, znudzony, podekscytowany czy zirytowany, a także zamyślony, czy szczęśliwy.
- Ja nie bywam szczęśliwy....
- Bywasz, rzadko co prawda, ale bywasz. Ale nawet wtedy się nie przyznajesz. Spójrz chociażby na Naruto. On nigdy się nie kryje ze swoimi emocjami. Jest po prostu sobą, nikogo nie udaje. Uważam, że tak włanie powinno być. Że bez względu na wszystko każdy powinien być sobą. Bo jeśli się nie jest. Jeśli ciągle się kogoś udaje to człowiek jest samotny nawet wśród innych, ponieważ ma świadomość, że nikt tak naprawdę go nie zna.
- A ty niby zawsze jesteś sobą, tak? Nigdy nikogo nie udajesz?- spojrzał na nią wyzywajaco- a te wszystkie twoje starania, by nie zostać w tyle, by nam dorównać? Albo bycie tak cholernie miłą dla tego idioty?
- Co cie ugryzło?- była zaskoczona jego reakcją. Zupełnie jej nie rozumiała. Jeszcze chwile temu niemal się jej zwierzał. Rozmawiali ze sobą szczerze jak prawdziwi przyjaciele, tylko po to by za chwile ją prowokować? Nie miała jednak zamiaru dać się sprowokować
- Jest różnica pomiędzy udawaniem kogoś kim się nie jest, a samodoskonaleniem. To prawda, że staram się wam dorównać, ale to nie oznacza, że zaczęłam was udawać, prawda? A jeśli chodzi o Naruto to również nie udaje. Serio bardzo go lubię, potrafi być naprawdę słodki..
- Słodki- zadrwił
- Ty też potrafisz- wyrwało jej się zanim zdążyła to przemyśleć, ale już było za późno. Spojrzał na nią, a ona tym razem nie odwróciła wzroku. Spoglądała w te jego piękne czarne oczy i miała wrażenie, że za chwilę ją pochłoną. Wystarczyłoby tylko odrobinę się przysunąć i mogłaby go pocałować- na tę myśl alarm w jej głowie włączył się momentalnie- Yhm...Sasukocholizm znów daje we znaki. Dopóki się całkowicie z niego nie wyleczę to nie będę w stanie być dla niego prawdziwą przyjaciółką, której on potrzebuje...ehh dziewczyno opanuj się!- zamrugała, by oprzytomnieć
- Wiesz, myślę, że powinniśmy się zbierać. Jeśli nie odpoczniemy przynajmniej paru godzin to podczas jutrzejszej misji to Naruto będzie „grał pierwsze skrzypce” hehe
- Masz racje- przytaknął, wstał szybko i podał jej rękę, którą ona przyjęła.


Cześć Kochani. Przepraszam za błędy oraz za to, że tak długo musieliście czekać. Jednak odtworzenie tego co ostatnio straciłam okazało się trudniejszym orzechem do zgryzienia :/. Mam nadzieje, że opowiadanie Wam się spodoba

Pozdrawiam
- Lu-chan :) 

sobota, 10 grudnia 2016

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (4/?)


Paring: Sasusaku

M/A: Naruto

        Dozwolone: od 16 lat







Brunet zerwał się z łóżka jakby coś go poparzyło, w ten sposób momentalnie obudził się z koszmaru. Usiadł na łóżku i przetarł włosy dłonią. Czoło miał całe mokre od zimnego potu. Spojrzał na budzik stojący na szafce nocnej przy łóżku
- Już 8?- zdziwił się- aa no tak zapomniałem nastawić budzik- przypomniał sobie- biorąc to pod uwagę to nie ma tragedii. Co prawda już od 2 godz byłby na treningu, ale nic nie szkodzi, jeszcze da radę to nadrobić. Wyskoczył z łóżka i poszedł do kuchni, by nastawić tę reszkę ryżu, która mu została na śniadanie, potem podszedł do szafy i wyjął czyste ubranie, poszedł do łazienki i wziął szybki prysznic, dzięki czemu włosy przestały mu sterczeć we wszystkie możliwe strony. Nie był typem strojnisia, ale lubił wyglądać jak na człowieka przystało. Wsadził swój ochraniacz do kieszeni, gdyż włosy mu jeszcze nie wyschły, szybko zjadł śniadanie i uznał, że jest tak piękna pogoda, że wyschną mu same. Wyszedł z mieszkania i popędził do lasu. Kiedy się zbliżał usłyszał jakieś dźwięki, zaciekawiony zatrzymał się na chwile. Kiedy ujrzał Sakurę i Lee ukrył się automatycznie za drzewami
- Chwila, dlaczego się chowam?-sam nie wiedział, ale nie chciał im przeszkadzać, bo najwyraźniej trenowali. Nie chciał też jednak by go zobaczyli, więc podszedł bezszelestnie najbliżej jak tylko był w stanie i kucnął za jednym z pobliskich krzewów. Uchiha nie zdawał sobie sprawy z tego, że ta dwójka była tak blisko. To tej pory widział jak kilka razy ze sobą rozmawiali w akademii, ale nie nazwałby ich tak dobrymi przyjaciółmi, którzy mieliby razem trenować-Co jest z tą dziewczyną? Najpierw Naruto, teraz Lee? Jeśli potrzebowała pomocy w treningu to czemu nie zgłosiła się do mnie? Przecież wie,że dobrze walczę- ale zaraz dotarła do niego odpowiedź- No jasne, że nie przyszła z tym do ciebie, a dlaczego by miała? Czy kiedykolwiek dałeś jej do zrozumienia, że może to zrobić? Że może na ciebie liczyć?- momentalnie uświadomił sobie, że najwyraźniej sam zaczął ją traktować jak przyjaciółkę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy- chociaż z drugiej stony to przecież trenując ze mną odkryłaby przede mną swoje za równo mocne jak i słabe strony, co mógłbym później wykorzystać- Sasuke uczepił się tej opcji. Wolał myśleć, że jest to jedyny powód przez który nie zwróciła się do niego. Zanim zdążył poczuć się jak ostatni podglądacz ruszył przed siebie w wcześniej wyznaczonym celu. 
Jego trening wyglądał tak jak zazwyczaj. Poćwiczył celność, wykonał ćwiczenia poprawiające zręczność i gibkość, pobiegał trochę, a także usiłował powiększyć swój limit dziennego używania chidori, lecz na niewiele mu się to zdało. Po użyciu tej techniki 3 razy momentalnie opadał z sił pozbywając się resztek chakry. Wiedział, że podczas „walki” z Naruto, a tym bardziej Sakurą nie będzie musiał tak bardzo się starać, by wygrać, mimo to takie ograniczenie mu nie odpowiadało i miał zamiar z tym coś zrobić. Po za tym liczył na to, że kiedy okaże się, że ta dwójka nie jest dla niego żadnym przeciwnikiem, uda mu się namówić Kakashiego by ten z nim powalczył. Zanim się zorientował nastało późnie popołudnie. Postanowił skończyć dziś wcześniej, gdyż musiał jeszcze zrobić zakupy, a obawiał się tego, że potem wszystko będzie pozamykane. Wracał tą samą drogą którą przyszedł. Tym razem nie zastał już Sakury- musiała już skończyć, w końcu minęło kilka ładnych godzin. Musiał przyznać, że być całkiem ciekawy jej wyników. Właściwie to nie mógł się już doczekać jutrzejszego dnia, w którym będzie mógł przetestować umiejętności kolegów z drużyny. Dawno już nie był tak podekscytowany. Na samą myśl jego siły wracały i odnosił wrażenie, że mógłby te walki stoczyć nawet w tej chwili. Mimo, że nie był do tego przygotowany. Włosy miał mokre od potu, więc postanowił na chwile wstąpić do domu, zamiast od razu iść na zakupy. 
Ogarnięcie się nie zajęło mu dużo czasu. Było ciepłe popołudnie, więc znów zdecydował, że suszenie włosów jest bez sensu. Zabrał pieniądze i wyszedł z domu. Na szczęście do sklepu nie miał daleko. Znalazł się w nim w mgnieniu oka i już zabierał z pułek potrzebne rzeczy. Ryż, sól, mąkę, makaron i inne produkty. Sam sobie wszystko kupował od dziecka, więc miał wprawę. Najdłużej czasu zatrzymał się przy owocach i warzywach. Postanowił, że świeże witaminy były całkiem niezłym pomysłem, lepszym niż branie jakiś suplementów diety w kapsułkach. Kiedy pakował do reklamówki potrzebne mu produkty, kącikiem oka dostrzegł znajomy kształt oraz kolor. Stała kilka metrów od niego, tyłem i rozmawiała z panię sprzedawczynią. Najwyraźniej wybierała nabiał.
- Dobra, na mnie już pora- zawiązał siatkę i już miał się zmyć, kiedy coś do niego dotarło-chwileczkę a dlaczego przed nią uciekam? Po tej myśli postanowił,że zostanie. W końcu jeszcze nie miał wszystkich rzeczy po które przyszedł. Trochę głupio mu było z powodu tego, że obserwował ją podczas treningu, znowu, ale w końcu ona nie zdawała sobie nawet z tego sprawy, więc nie było potrzeby by ją unikać.
- O Sasuke-kun- usłyszał jej głos, a zaraz potem już stała przy nim
- Hej- przywitał się, nie miał zamiaru udawać zaskoczonego, ale także nie chciał się przyznać do tego, że widział ją już wcześniej. W końcu wypadałoby by pierwszy się przywitał, prawda? Wciąż gapił się na owoce, nie wiedząc, które wybrać
- E..może mogę ci jakoś pomóc- zaproponowała uprzejmie- z czym masz problem
- Nie mam żadnego problemu- odpowiedział automatycznie, jak na jego gust trochę za ostro, więc natychmiast się poprawił- słuchaj ty często gotujesz to powinnaś wiedzieć. Jak odróżnić pomarańczę dojrzałe od niedojrzałych?- zapytał po czym spojrzał na nią. Przez chwile jedynie na niego patrzyła, a może lepszym określeniem byłoby- gapiła się, zupełnie jakby nie wierzyła własnym uszom, że mógł ją o to zapytać. Nagle zrobiło mu się głupio z tego powodu i już miał odpowiedzieć coś w stylu nieważne, lub muszę już iść, ale zauważył,że zamrugała szybko, jakby oprzytomniała, a później odpowiedziała tonem profesjonalistki. 
- Dojrzałe pomarańcze nie mają jednolitego koloru. Są np. czerwono- żółte, a nie całe pomarańczowe, a po za tym ich owoce są znacznie większe. O spójrz jak te- powiedziała i wzięła do ręki jedną z nich, by mu pokazać
- Ile ich potrzebujesz?
- Ze 4, zanim się zorientował ona już wzięła kolejną reklamówkę i wkładała owoce do niej, podała mu ją
- Dzięki- odpowiedział, na co ona odpowiedziała mu tym swoim pięknym uśmiechem
- Nie ma za co- gdy go zobaczył zaraz napadła go myśl, że to pierwszy raz, kiedy uśmiechnęła się do niego i z jakiegoś powodu poczuł dziwną ulgę i radość. Podniosła z ziemi własne siatki i razem poszli do kasy. Kolejka była spora, więc stali chyba z 10 minut. Haruno rozmawiała z ekspedientką dość przyjacielsko, wywnioskował z tego, że dość dobrze się znają. Wyszli razem ze sklepu i szli w tym samym kierunku, więc zrównali tempo. Z jakiegoś powodu jej towarzystwo mu nie przeszkadzało.
- To co masz zamiar przyrządzić z tych owoców?- zagaiła
- Słucham?
- Haha no biorąc pod uwagę ich ilość i różnorodność to chyba planjesz przyrządzić sałatkę owocową, czy się myle? Właściwie to sam jeszcze się nad tym nie zastanawiał
- Tak, chyba tak. A ta ekspedientka w sklepie to jakaś twoja znajoma?- postanowił zmienić temat
- Zgadza się to moja sąsiadka
- Sąsiadka? Sporo masz tych sąsiadek, ze wszystkimi utrzymujesz tak dobre relacje?
- Staram się, ale tą akurat znam bardzo dobrze. Widzisz to mama Ami
- Masz na myśli to dziecko, które się tak na ciebie rzuciło wtedy w akademii?
- Owszem, jak sam widzisz jej mama dużo pracuje. W tym sklepie ciągle jest ruch, a tata Ami często jest po za wioską. Pracuje jako przewodnik po Kraju Ognia, więc rzadko jest w domu., dlatego Mała często przychodzi do nas albo ja do niej
- Wyglądało na to, że bardzo cie lubi
- Tak myślisz? Jak wiesz nie mam rodzeństwa, więc traktuje ją jak młodszą siostrę. Nim się obejrzeli byli już pod domem Sakury. 
- Ok to tutaj, dzięki za odprowadzenie, w takim razie do....
- Sakura-neesan- sytucja się powtórzyła, a mała postać ponownie rzuciła się na różowowłosą
- Ami uważaj bo potłuczesz zakupy- upomniała ją starsza 
- Przepraszam siostrzyczko- powiedziało dziecko, ale nie wyglądało na to by planowała szybko się odkleić od swojej przybranej „siostrzyczki”
- Mówiłem, że cie lubi
- O Sasuke-nissan a co ty tutaj robisz?- spytała patrząc na niego zaciekawionymi oczami
- Sasuke-kun był na zakupach tam gdzie ja, więc wróciliśmy razem. Rozmawiałam z twoją mamą, wygląda na to, że dzis nocujesz u nas, bo mama ma nockę
- Super- zapiszczała dziewczynka- a co kupiłaś?
- Produkty na gulasz, który mam zamiar dziś ugotować
- Gulasz..mniam- oblizała się- siostrzyczka robi najlepszy gulasz na świecie, wiesz- to było skierowane do niego
- Nie wątpie, ok to ja będę już lecieć. Mam jeszcze w planach trening- skłamał
- Myślałam, że dzis już trenowałeś
- Skąd wiesz?
- Mylę się? Przez chwile zastanawiał się czy to możliwe by jednak go wtedy zobaczyła, ale szybko odrzucił tą opcję, gdyż była wtedy zbyt zajęta tym co pokazywał jej Lee. Druga możliwość była taka, że znowu wyczuła jego obecność, co byłoby już bardziej prawdopodobne.
- Nie nie mylisz, ale treningu nigdy za wiele
- Na twoim miejscu uważałabym żeby nie przesadzić, bo jeśli porządnie nie wypoczniesz to jeszcze może się okazać, że cie z Naruto zaskoczymy. My również nie siedzimy na laurach
- Będę pamiętał
- Do jutra
- Cześć- pożegnał się i już go nie było. Ta cała Ami postawiła go w dziwnej sytuacji
- siostrzyczka robi najlepszy gulasz na świecie, wiesz
- nie wątpie- co to w ogóle miało być? Przecież nigdy nawet nie próbował jej kuchni, więc skąd ma wiedzieć? No ale z drugiej strony to czy mógł powiedzieć cokolwiek innego? Nawet gdyby odpowiedział coś w stylu „ mówisz?” to dziecko z pewnością drążyłoby temat i wróciliby do punktu wyjścia. Nie lubił sytuacji, gdy ktoś wymuszał na nim jakieś zachowanie. Wrócił do domu i rozpakował zakupy. Postanowił, że sałatka owocowa wcale nie była złym pomysłem, więc szybko zabrał się za jego realizację.

Haruno jak zwykle kszątała się w kuchni. Ami natomiast siedziała przy stele i wycierała talerze i sztućce, które starsza dziewczyna przed chwilą umyła.
- Siostrzyczko
- Tak?
- Ty lubisz tego Sasuke-niisana, prawda?
- Skąd ten pomysł?
- No bo jesteś dla niego miła. To znaczy Ami wie, że ty siostrzyczko jesteś dla wszystkich miła, ale on nie jest miły dla ciebie, a mimo tego ty dla niego tak
- Czemu mówisz w 3 osobie? Prosiłam cie żebyż tego nie robiła Ami. Tak postępują dzieci, a ty już jesteś dużą dziewczynką, prawda?
- Prawda, Ami jest duża. To znaczy tak, jestem duża, ale ty siostrzyczko nie zmieniaj tematu- eh..co za uparte dziecko
- Nie wiem o co ci chodzi- skłamała- przecież Sasuke był dla mnie miły. Nawet odprowadził mnie do domu- czego się nie spodziewałam- dadała w myślach
- No teraz może i tak, ale w akademi był niemiły. Nie zjadł nawet tego co dla niego przygotowałaś- a więc widziałaś to,hm?
- Nie przygotowałam tego, tylko kupiłam, to po pierwsze, a po drugie rozdałał wszystkim. To nie było tak, że przyniosłam to specjalnie jemu- wykręcała się
- Nawet jeśli to i tak postąpił brzydko. Moja mama zawsze powtarza, że dobrze wychowani ludzie powinni się chociaż poczęstować, albo kiedy naprawdę nie mogę wziąć, bo np. mają alergię to ładnie przeprosić i wytłumaczyć odmowę
- Ale z ciebie mała mądrala, co?
- Wcale nie jestem mała- oburzyła się
- No chyba jednak jeszcze troche jesteś, co?
- Jak już coś to niska, a nie mała
- Ok, jak wolisz „niska osobo” chcesz spróbować?- spytała podkładając jej łyżkę z sosem pod buzie- tylko podmuchaj bo jeszcze gorące. Zrobiła tak jak jej kazała po czym z okrzykiem zadowolenia stwierdziła
- Pyszne
- To świetnie, w takim razie umyj rączki, bo już nakładam
- Dobrze- powiedziała, po czym pobiegła w kierunku łazienki

Następnego ranka Sakura wstała cała w skowronkach. Już nie mogła się doczekać tego, aż będzie mogła się sprawdzić. Po wczorajszym treningu z Lee może nie powinna, ale czuła się silniejsza, co wpływało na jej pewność siebie. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że przegra, mimo tego tak łatwo się nie podda. Teraz była pewna tego, że ich walka z nią potrwa jakąś ilosć czasu, to nie będzie zbyt ekscytujące, a już z pewnością nie tak bardzo tak sparing Naruto kontra Sasuke, ale wiedziała, że nie polegnie już po pierwszym ciosie, a wcześniej ni była o tym przekonana. Była bardzo wdzięczna Lee za pomoc i planowała jakoś mu sie odwdzięczyć. Nie wiedziała tylko jeszcze jak, ale uznała, że z pewnością wymyśli coś odpowiedniego. Najwyżej poprosi o pomoc Tenten czy Gaia-senseia. Dziś znów postanowiła związać włosy w koński ogon, gdyż wczoraj było jej wyjątkowo wygodnie w tej fryzurze. Wyleciała z domu jak z procy. Jej rodziców i tak już nie było w domu, a jedzenie przygotowała wczoraj wieczorem, żeby nie tracić dziś na to czasu. Odpuściła sobie poranny trening, gdyż chciała być w pełni sił, gdy zmierzy się z chłopcami. Tak jak się spodziewała Sasuke był już na miejscu
- Cześć- przywitała się podchodząc bliżej
- Hej- odpowiedział zwięźle. Nie byli długo sami, bo zaraz dołączył Naruto witając się 
- Cześć wszystkim- zawołał wesoły
- Cześć Naruto widzę, że jesteś w świetnym humorze z samego rana
- To prawda dattebayo
- Do czasu aż nie skopie mu tyłka- wtrącił brunet
- Tak? A to się jeszcze okaże- o dziwo nie dał się wyprowdzić z równowagi- Sakura-chan i ja również trenowaliśmy, nie myśl sobie, że tak łatwo ci z nami pójdzie Sasuke
- Popieram- powiedziała zadowolona z tego, że może powiedzieć coś takiego
- To się jeszcze okaże- zakpił Uchiha
- Sakura-chan widziałem się z Brewką. Mówił mi, że z nim trenowałaś, że też sam na to nie wpadłem
- Tak to prawda Lee bardzo mi pomógł. Właśnie zastanawiam się nad tym jak mogę mu się za to odwdzięczyć. Macie może jakiś pomysł?
- Ugotuj mu coś pysznego to będzie wniebowzięty- zaproponował blondyn
- Też o tym myślałam, ale nie za bardzo wiem co on lubi. Hm...może zapytam o to Tenten- zaczęła zastanawiać się na głos
- Joł dzieciaki- przywitał się sensei
- Ej ja nie jestem dzieckiem- zaczoł wrzeszczeć Uzumaki
- A to się za chwile okaże. Na jakim poziomie jesteście jako ninja. Dobrze, więc po krótce wyjaśnie zasady. Będziecie walczyć jeden na jednego. Więc w sumie stoczycie 2 walki. Możecie potraktować to poważnie i iść na całość,ale pamiętajcie,że jest to tylko ćwicznie, a nie walka na śmierć i życie, więc uważajcie. Koniec walki ogłaszam ja, kiedy uznam to za stosowne. Każde z was może używać jedynie tajijutsu, no chyba wszystko już powiedziałem, więc powodzenia. 
- Że co? Ja ja jak to tylko taijutsu o czym mistrz mówi?- spytał zaskoczony Naruto
- A co nie mówiłem wam?
- Nie- odpowiedzieli chórem
- A tak wybaczcie wybaczcie najwyraźniej zapomniałem. No ale to przecież niczego nie zmienia, prawda? Jestem pewnien, że podczas treningów uwzględniliście walkę wręcz. Nie mówicie mi, że skupiliście się tylko na ninjutsu. 
- Grrr...kłamie,kłamie to widać, że łże jak pies. Specjalnie nic nam nie powiedział, a teraz udaje, że zapomniał. Ehh..nie żebym miała na co narzekać. Dla mnie to nawet lepiej, gdyż to właściwie dziedzina na której się skupiłam, ale ciekawa jestem co z chłopakami- spojrzała na nich. Sasuke jak zawsze spokojny, ale to mogą być jedynie pozory,ale Naruto...no ten to zdecydowanie nie był na to przygotowany. No ale chwila przecież wiedząc, że będziemy walczyć na pewno ćwiczył chociaż trochę walkę wręcz, przecież nie miał zamaru nas pokonać samymi technikami, prawda? Cóż patrząc na niego to nie byłabym tego taka pewna. 
- Ok, pierwsza para Sakura i Naruto
- Cooo? Nie żebym nie chciał walczyć z Sakurą-chan, ale chciałem najpierw skopać tyłek jemu- wskazał palcem
- Yhm...zobaczymy jak ci pójdzie ofiaro
- Jak ty mnie nazwałeś głąbie
- Spokój- zakomenderował Kakashi- ustawcie się
- Naruto nie myśl, że pójdzie ci ze mną tak łatwo- rzuciła wyzywająco
- Dajmy z siebie wszystko dattebayo Sakura-chan
- Masz to jak w banku
- Na pozycję i zaczynajcie

Sasuke siedział pod drzewem i przyglądał się ich walce. Na pierwszy rzut oka widać było, że na początku Uzumaki potraktował ją ulgowo. Szybko jednak udowodniła mu, że jeśli jej nie doceni to przegra. Była wyjątkowo szybka i zwinna, zważywszy, że poćwięciła na trening niecały dzień. Wiedział, że ćwiczenia z Lee z pewnością ją wzmocnią, ale nie spodziewał się takich rezultatów. Naruto może i był silniejszy, ale za to ona była szybka i sprytna. Dość szybko zepchnęła chłopaka do defensywy. Uchiha wiedział, że taijutsu to nie jest jego działka, ale mimo wszystko był zawiedziony jego umiejętnościami. Jeżeli szło mu tak beznadziejnie z Sakurą to jak niby miał pokonać jego? -Pff...marzyciel.Na lewo i prawo wygaduje, że zostanie hokage, a wygląda na to, że za chwile przegra z dziewczyną.- Sasuke bardzo uważnie obserwował jej ruchy, a mimo to był przekonany, że nie pokazała jeszcze wszystkiego na co ją stać. Resztę zostawiła dla niego. Naruto widać było,że był już nieźle zmahany. Oddychał ciężko i słaniał się na nogach. Sakura wykończyła go za pomocą swojej taktyki, którą jak podejrzewał planowała wykorzystać od samego początku. Otóż Uzumaki ma dość słabą jak na ninja kondycje, a dziewczyna wręcz go osaczyła. Uchiha wiedział, że chłopak nigdy się nie poddaje i zawsze wstaje po upadku, ale tym razem tego nie zrobił. Ta walka mogłaby trwać jeszcze długi czas, ale jej rezultat byłby taki sam. Chłopak nie mógł nadążyć za tempem dziewczyny, a ona nie była w stanie zmęczyć go wystarczająco by wygrać. W końcu był znany ze swej wytrzymałości, dlatego też sparing zakończył się remisem.
- Dobra robota- pochwalił ich Kakashi
- Sakura-chan byłaś świetna. Jakim sposobem nauczyłaś się tego tak szybko? Brewka mówił, że miałaś z nim tylko jeden trening
- Bo to prawda, ale Lee jest genialnym nauczycielem. Haha wiesz kiedy z nim ćwiczyłam to dopiero odkryłam jak wielki zakres mają moje stawy. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia. Po krótkim odpoczynku została wywołana kolejna para
- Sasuke i Sakura teraz wasza kolej
Stanęli na przeciwko siebie tak jak wcześniej i przez chwile tylko mierzyli się wzrokiem czekając aż przeciwnik pierwszy wykona ruch. Sasuke obserwował dziewczynę, która stała stabilnie w lekkim rozkroku i najwyraźniej czekała na jego ruch. Poprawiła kucyka i wróciła do pozycji. Musiał przyznać, że w tej fryzurze wyglądała całkiem nieźle na jeszcze bardziej zdeterminowaną. Tak jakby komunikowała, że w tym momencie nie obchodzi jej wygląd i że bierze to na poważnie. Z daleka słyszał jej przyspieszone tętno zapewne z powodu ekscytacji. On o dziwo czuł to samo. Z początku myślał, że sparing z nią będzie nudny. Przygwoździ ją do ziemi jednym czy dwoma ruchami i po robocie. Teraz nie był już tego taki pewien. Była czujna i gotowa, widział jak obserwuje każdy jego ruch. Postanowił mimo wszystko trochę się z nią podroczyć, więc stanął niedbale, mówiącej jasno i wyraźnie, że nie traktuje jej poważnie. Jak to miał w zwyczaju włożył ręce do kieszeni i posłał jej arogandzki uśmieszek
- Masz zamiar dzisiaj zacząć?- prowokował ją
- Nie lekceważ mnie Sasuke-kun- odpowiedziała, lecz nadal się nie ruszyła. Była opanowana i widział już, że głupie dogadywanie na nic mu się nie przyda. Nie zamierzała tracić czujności i słusznie. Ruszył się lekki wiaterek, który rozwiał jej włosy. To był ten moment, kiedy grzywka na ułamek sekundy zasłoniła jej oczy on ruszył do ataku, ale jak się spodziewał była na to przygotowana i wykonała szybki blok. Odskoczył i znów na nią ruszył, tym razem przykucnęła na jednej nodze i wyciągnęła drugą. Obracając się o 180 stopni z pewnością planowała go podciąć, ale jej się nie udało, gdyż Sasuke podskoczył i już nie wiadomo jak był za nią. Popchnął ją tak, że poleciała do przedu,ale w porę obróciła się i wykonała wykop, czym drasnęła go w policzek podeszwą buta. Tego to się nie spodziewał, ale nie miał zamiaru dać za wygraną. Kiedy znów ją popchnął tym razem z większą siłą przeleciała kilka metrów i upadła na plecy, zanim jednak zdążył do niej dopiec by przytrzymać ją przy ziemi ona wykonała sprężynkę, a potem przecięła pięścią powietrze. On jednak wykonał blok. Przez długi czas się tak miotali. Na zmianę atakowali i się bronili. Uchiha nie spodziewał się jednak takiej zwinności i szybkości. W momencie krytycznym został nawet zmuszony by użyć sharingana, co potem sobie wyrzucał. Pech chciał, że „wyłączył” go w najgorszym możliwym momencie. Nim się obejrzał leżał na ziemi, przygwożdżony, przez jej drobne ciało. Siedziała na nim okrakiem dłońmi przytrzymując jego ręce z całej siły jaką była w stanie z siebie wykrzesać. Był w takim szoku, że przez chwile cała siła go opuściła, przestał walczyć i się miotać. Leżał bezwładnie na ziemi niczym lalka, a w uszach mu szumiało. Czuł swój szybki puls i zastanawiał się czy to od zmęczenia. Z opóźnieniem zarejestrował, że jej drobna twarz powoli się do niego zbliża. Patrzył w jej oczy jak zahipnotyzowany, dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że nigdy nie zwrócił uwagi na to jaki orginalny miały kolor. Były szmaragdowe, zupełnie jak u kota z tą różnicą, że jej źrenice były duże, przez co zasłaniały częściowo te niezwykłe tęczówki. Miała bardzo długie i gęste rzęsy sięgające niemal do brwi. Oczy w kształcie migdałów idealnie komponowały się z jej twarzą w kształcie serca. W momecie w którym pochyliła się ku niemu jeszcze niżej jej włosy połaskotały go w policzek, tak delikatnie niczym piórko. Nie wiedział skąd mu się to wzięło, ale zapragnął ich dotknąć, by przekonać się czy faktycznie są tak jedwabiście gładkie na jakie wyglądały. Na moment oderwał wzrok od jej oczu i spojrzał na usta. Wyglądały na jak miękkie i delikatne, że zapragnął ją pocałować. Nie miał zielonego pojęcia skąd w ogóle miał takie myśli. Nigdy nie interesował się dziewczynami. W ogóle nie patrzył na żadną w taki sposób, ale teraz kiedy Sakura była tak blisko nie mógł nie zastanawiać się nad tym jakby to było przytulić do siebie jej drobne ciało, czy też złożyć pocałunek na jej policzkach czy też czole. Była już tak blisko, że czuł jej ciepły oddech na sobie.Miał przyjemny miętowy zapach, prawdopodobnie pasty do zębów
- Mówiłam ci żebyś mnie nie lekceważył Sasuke-kun- wyszeptała mu do ucha. Nagle oprzytomniał i z pełną mocą zdał sprawę w jakiej sytuacji się znajdował. Przez myśl mu przeszło, czy Kakashi przypadkiem już nie ogłosił jej zwyciężczynią. Ale na to nie mógł sobie pozwolić. Skoro poprzysiągł sobie, że nigdy z nikim nie przegra dopóki „go” nie pokona to jakby mógł przegrać z nią? W tym momencie nie widział już Sakury wiszącej nad nią a ujrzał twarz brata, który posłał mu kpiące spojrzenie, a w głowie usłyszał znajomy głos
- I ty chcesz mnie pokonać? Skoro nie potrafisz sobie poradzić z taką dziewczyną?
Sam nie wiedział kiedy, ale zanim „wrócił” sytuacja się odwróciła. Teraz to Sakura leżała na ziemi, a on siedział na niej. Przez chwile patrzył na nią, jakby nie wiedząc co robić. Oddychała ciężko i szybko przez usta. Słyszał jej głośny i szybki puls, który mogłoby się wydawać „wyścigował” się z jego własnym. Patrzyła na niego wielkimi oczami. Nie była ani przerażona, ani zaskoczona. Właściwie to nie wiedział jak odczytać jej wyraz twarzy. Na policzki wystąpiły jej rumieńce, a on nie wiedzieć czemu pochylił sie nad nią tak jak ona to wcześniej zrobiła. Był tak blisko, że czuł jej szampon do włosów o zapachu wiśni. Tak to zdecydowanie zapach, który mu się z nią kojarzył. Jednak nie czuł już tej dziwnej atmosfery jak z przed chwili, teraz miał wrażenie, że Itachi jest tuż obok i go obserwuje, mimo że wiedział iż jest to niemożliwe. 
- Co mówiłaś wcześniej?- zapytał szeptem, przybrał jednak dość groźny ton.Zrobił to jednak w taki sposób,że poczuł jak po jej ciele przebiegł dreszcz, prawdopodobnie z przerażenia. To go otrzeźwiło na tyle, że wstał momentalnie. Ledwo dotarło do niego to co wrzeszczał Naruto
- Sasuke co ty robisz Sakurze-chan.Zejdź z niej natychmiast bo siłą cie zrzuce.
- Spróbuj tylko- chciał rzucić, ale się powstrzymał. Wciąż był w szoku po niedawnych wydarzeniach. Co to było? Spojrzał na nią. Właśnie wstała i otrzepywała ubranie z kurzu. Spojrzała na niego, a ich spojrzenia się skrzyżowały
- Dziękuje Sasuke-kun za to, że potraktowałeś to poważnie- powiedziała uśmiechając się
- Gdybym nie potraktował tego poważnie to mógłbyś przegrać- pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Może i by powiedział pod warunkiem, że nie byłby sobą.
- Do była bardzo dobra walka. Sasuke wiedziałem, że dobrze walczysz, ale Sakura ty zrobiłaś niesamowite postępy, naprawdę gratuluję
- Dziękuje mistrzu
Po krótkiej przerwie tym razem nastała kolej na zdawać by się mogło najciekawszą walkę, a z pewnością najbajdziej oczekiwaną. Haruno usiadła pod drzewem i obserwowała przez chwile ich poczytania. Szybko jednak zatopiła się we własnych myślach
- Ehh...co ja najlepszego narobiłam?- myślała- przecież,przecież..ja normalnie siedziałam na nim. Rany..ja tak blisko i on tak blisko siebie. Wtedy jakoś udało mi się zachować panowanie nad sobą choć nie wiem jakim cudem, ale teraz na samą myśl o tym mam zawroty głowy. Jak jak jak ja w ogóle mogłam? Przecież to kompletnie nie w moim stylu. Skąd..skąd się wzięła ta brawura? Zachowywałam się jak nie ja, tak zdecydowanie to nie byłam jak. Byłam wtedy jak jak ktoś zupełnie inny..pomyślmy jak..jak jak wewnętrza Sakura. No tak, że też wcześniej na to nie wpadłam. Oczywiście to musiała być ona. Bo któżby inny. Ale dlaczego? Do tej pory nigdy nie ujawniała się przy nim. Rany...na samo wspomnienie robi mi się gorąco i czuje jak czerwień wypływa mi na policzki. Co ja teraz zrobie? Jak mam mu to wytłumaczyć? Przecież mu nie powiem, że mam dwie osobowości. Jak to brzmi? Cholera a już myślałam, że powoli mi przechodzi. Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie wyjdę z Sasukocholizmu. A on co? Chwila, właśnie. Przecież zrobił później to samo co ja. Czy to miała byż kara? Jakaś forma nauczki? I dlaczego to co powiedział zabrzmiało dla mnie jak groźba? No niby nie powiedział tego wprost, ale można było tak to odebrać, zupełnie jak by powiedział coś w tym stylu: „żartujesz? miałbym przegrać z kimś takim jak ty? Lepiej uważaj na słowa, bo pożałujesz” No coś takiego. A może jednak to nadinterpretacja? Tak chyba fantazja mnie ponosi. No bo po co miałby mi grozić? Przecież ze mnie nie jest żadna przeciwniczka dla niego. Ale mimo wszystko muszę przyznać, że jestem z siebie dumna. Naprawdę poszło mi znacznie lepiej niż się spodziewałam. To było oczywiste, że przegram z Sasuke a i tak nasza walka trwała całkiem długo i była chyba dość ciekawa, dla widza, nie? Muszę zapytać Naruto. Nie spodziewałam się jednak, że Lee tak bardzo mi pomoże. Wiem, że remis z Naruto nie jest adekwatny do tego jaką siłę on naprawdę posiada, ale mimo to i tak się cieszę, bo wiem, że nie dawał mi taryfy ulgowej, no może z początku owszem, ale potem przestał, bo stwierdził, że w ten sposób na pewno nie wygra, a może nawet przegra. 
- Wygrywa Sasuke- dotarł do niej głos mistrza i dopiero teraz uświadomiła sobie,że kompletnie się wyłączyła. W ogóle nie oglądała walki swoich przyjaciół, poczuła się winna, gdy tak o tym myślała- Ahh..co z ciebie za przyjaciółka? Szybko wstała i podeszła do nich. Chciała im to jakoś zadośćuczynić, więc zapytała
- Jesteście ranni?- podeszła najpierw do Sasuke widząc zadrapanie na ręce i wyciągnęła swoją, by lepiej się jej przyjrzeć.
 Uchiha jednak automatycznie ją zabrał, zanim w ogóle zdążyła go dotknąć. Sam nie wiedział czemu to zrobił. Kiedy ujrzał grymas bólu na jej twarzy natychmiast pożałował swojej decyzji. To było jednak silniejsze od niego. Nie lubił, gdy ktoś się nad nim litował. A swoimi ranami od zawsze zajmował się sam. Ona jednak szybko wyrzuciła na twarz przyjacielski uśmiech, aby zatuszować swe prawdziwe uczucia i powiedziała
- W porządku, rozumiem. Poradzisz sobie sam. Zabrałam z domu apteczkę, jest pod drzewem, więc jeśli będziesz czegoś potrzebował częstuj się. Podeszła do Naruto i dotknęła jego twarzy w miejscu gdzie jego policzek przecięła maleńka ranka. Właściwie to wydawało mu się wcześniej, że była większa. Chłopak nie stawiał oporów w przeciwieństwie do niego. Poprowadziła go pod drzewo, a on poszedł za nimi. Obserwował jak wyjmuje kawałek gazy i wody utlenionej czym przemywała zadraśnięcie. Sam chciałby by też się nim tak zajęła, ale z drugiej strony uważał to za okazywanie słabości. Nie podobało mu się jednak to, że tak się troszczy o Naruto. Oraz fakt, że pomaga mu z tak małą ranką był dla niego żałosny. Prawdziwy facet sam radzi sobie z takimi rzeczami. A ten tylko głupio się szczerzy i pozwala jej robić swoje. Sasuke czuł w środku jakiś ucisk, ale nie miał pojęcia co się do tego przyczyniło. Kiedy tak im się przyglądał nie mógł pozbyć się myśli, że powinni skończyć jak najszybciej. Kiedy Sakura nalepiła mu plaster na te jego roześmianą jadaczkę, ucisk w jego wnętrzu jak by zelrzał. Uchiha zwalił to na efekty uboczne po walce. Sam wyciągnął gazę i zdezynfekował ranę. Podszedł do nich Kakashi
- No dobra dzieciaki, muszę przyznać, że poradziliście sobie lepiej niż przypuszczałem
- Co znaczy, że mistrz w nas nie wierzy- dopowiedziała przekornie
- Ale ależ skąd wierzę w was. Szczególnie po tym co dzisiaj zobaczyłem. Teraz mam pewność, że dacie sobie radę w terenie.
- Co to znaczy?- tym razem dopytywał Naruto
- To znaczy, że jutro wyruszamy na misją wyższej rangi niż D, jeszcze do końca nie wiem na czym będzie ona polegać, gdyż muszę to jeszcze uzgodnić z hokage,ale jak się dowiem to dam wam znać. Jak na razie możecie się rozejść- po tych słowach, jak to było do przewidzenia, zniknął
- A więc misja rangi A albo nawet S aa nie mogę się doczekać
- Naruto nie przekręcaj. Kakashi-sensei nic takiego nie powiedział, najprawdopodobniej zważywszy na to, że to będzie nasza pierwsza prawdziwa misja w tym składzie nie będzie specjalnie trudna.
- W każdym bądź razie i tak dam z siebie wszystko- krzyknął uradowany blondyn
- Wszyscy damy- zawtórowała mu, po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy
- Sakura-chan już idziesz? Spieszysz się gdzieś?
- Ah tak owszem, muszę odebrać Ami z akademi. Wczorajszej nocy u nas nocowała, więc jest aktualnie pod moją opieką. W takim razie lecę. Do jutra chłopcy- powiedziała i pobiegła. 
Kiedy Sasuke został sam, gdyż Uzumaki dość szybko się zmył zamiast biec, zaczął iść w kierunku domu. Chciał mieć więcej czasu na przemyślenie tego co się stało. Co to do cholery w ogóle miało być? Co on wyprawia? Na samo wspomnienie przygwożdżenia Sakury do ziemi czuł się nieswojo. Może i zrobiła wcześniej to samo, ale to był jeden z chwytów. Gdyby udało jej się dostatecznie długo przytrzymać go przy ziemi byłaby wygrała. Właściwie to sam nie zdawał sobie sprawy z tego ile tak naprawdę to trwało. Jemu ta chwila dłużyła się w nieskończoność, ale prawdą było, że jeszcze nigdy nie znalazł się tak blisko jakiejkolwiek dziewczyny. Nie licząc sytuacji w której Ino się na nim wieszała, czy też pomagał Haruno wstać, kiedy była ranna. To był zupełnie inny rodzaj „połączenia”. Z jakiegoś powodu nie potrafił oderwać od niej oczu. Zawsze wiedział, że była atrakcyjną dziewczyną, to znaczy gdzieś w zakamarkach jego mózgu ta informacja była, tyle, że on ją ignorował, celowo nie zwracał na to uwagi. Jednak nie był ślepy, całkowicie. Wiedział, że ma zgramną, kobiecą, jak na ten wiek sylwetkę, mleczną, delikatną skórę, która przywodziła mu na myśl porcelanową zastawę jego mamy. Wydawała się tak krucha na pierwszy rzut oka wystarczyło ją lekko tknąć, a pojawiłaby się rysa. Szybko jednak okazało się, że jest mocniejsza, niżby Sasuke prypuszczał. Ile to razy spadła z powodu zabawy jego i brata. Podobnie właśnie było z tą dziewczyną. Nie była tak słaba i krucha jak myślał. Kiedy tak na nim siedziała mógł wyraźnie poczuć mięśnie jej ud i łydek, które jak na dziewczynę były całkiem umięśnione. Te zgrabne rączki także posiadały więcej siły niżby przypuszczał. Jasne, że z nim nie miała najmniejszych szans, ale w końcu jest facetem, a mimo to sprawiła, że na moment był bezsilny. Nie był w stanie się ruszyć. Nigdy przedtem się tak nie czuł. Nie znał powodu tego dziwnego zdarzenia. Tak jak i nie wiedział dlaczego jego brat ukazał mu się właśnie w tej chwili. W dodatku drwił sobie z niego co kompletnie nie było w stylu Itachiego. Pewnie, że ciągle miał go gdzieś z tyłu głowy. A świadomość, że osoba, która wymordowała cały jego klan wciąż chodzi wolno sprawiał, że natychmiast opanowywała go wściekłość. Musiał stać się silniejszy i to w krótkim czasie, gdyż starszy Uchiha na pewno nie spoczął na laurach i wciąż się doskonali. Ta jutrzejsza misja wyższej rangi spadła mu jak z nieba. W końcu będzie mógł naprawdę sprawdzić co potrafi mierząc się z prawdziwymi wrogami, gdzie nie będzie musiał się powstrzymywać obawiając się tego, że skrzywdzi przyjaciół, jeśli pójdzie na całość- Przyjaciół, hm?-Chyba pierwszy raz samoistnie nazwał ich w ten sposób. W dodatku w tym momencie czuł, że to prawda. Sam nie wiedział skąd, ale miał do nich zaufanie. Obawiał się trochę umiejętności Naruto i tego by mu nie zawadzał. Pocieszał się jednak myślą, że będą tam także Kakashi i Sakura. Właśnie Sakura na którą zdaję się on mógł zawsze liczyć. A teraz kiedy stała się jeszcze lepsza w bezpośrednich atakach, supportowanie ich będzie jeszcze prostsze. 
Wrócił do domu, wziął prysznic i zjadł obiad. Właśnie zabierał się za mycie nauuczyć, kiedy usłyszał pukanie do drzwi
- Dziwne- pomyślał- przecież on prawie nigdy nie ma gości. Wróć on dosłownie nigdy nie miał gości. Zaciekawiony o co może chodzić podszedł do nich z zamiarem otwarcia.

poniedziałek, 7 listopada 2016

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (3/?)

Paring: Sasusak
M/A: Naruto
        Dozwolone: od 16 lat



 Wyniki jego i Sakury były dość wyrównane, tak jak się spodziewał zwłaszcza po tej mowie motywacyjnej, którą jej sprezentował. Musiał przyznać, że była naprawdę dobra. Już dawno zostawili Naruto w tyle, a teraz walczyli o pierwsze miejsce. Teraz zamiast rzucać w tarczę, zmienili swoje cele i poprzyczepiali kilka tarcz do drzew w obrębie kilku metrów na równych wysokościach. Było mu ciężej niż przypuszczał. Itachi nauczył go wielu różnych technik rzutów, ale po nic mu one były przy doskonałej celności Sakury. Co udało mu się ją wyprzedzić to ona go doganiała, a momentami nawet przeganiała. Obrali sobie za cel 5 drzew, które były od siebie oddalone o kilka metrów. Ku jego zdumieniu udało jej sie nawet trafić w niewidoczny cel. Czuł się zupełnie tak jak wtedy, gdy rywalizował z bratem. Adrenalina i ekscytacja wręcz w nim wrzały, nie spodziewał się, że to będzie taka dobra rozrywka. Kiedy on właściwie ostatnio się bawił? Nie był w stanie sobie przypomnieć. Chyba kiedy był jeszcze dzieckiem. W końcu nie przypominał sobie, by bawił się z kimkolwiek po za swoim bratem, wliczając w to rówieśników. Spojrzał na nią i uznał, że musi się czuć podobnie. Tak jak i z niego się lało, była widocznie zmęczona. Ciężko i szybko oddychała, a momentami nawet dostrzegał, że walczy o utrzymanie równowagi. Jednak to jej oczy były tym co pochłonęło najwięcej jego uwagi. Była w nich dostrzegalna determinacja i rywalizacja. Za każdym razem, kiedy wykonał jeden ze swoich „specjalnych” trików ona starała się jeszcze bardziej, a momentami nawet naśladowała jego zachowanie.
- Dalej Sakura-chan pokaż mu- Naruto cały czas ją dopingował- po tych słowach dziewczyna rzuciła 2 shurikenami naraz i trafiła w dwa niewidoczne cele, jednak chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. On widział trajektorię dzięki sharinganowi. Lecz ona nie miała takiej możliwości.
- Pójdę zobaczyć gdzie trafiły-zaproponował Uzumaki i już go nie było. Sasuke wiedział natomiast, że tym sposobem po raz kolejny dopiła do jego wyniku.
- Co wy tu jeszcze robicie?- nagle usłyszał znajomy głos i ujrzał mistrza stojącego przy drzewie.
- Cieszy mnie to, że pracujecie nad pracą zespołową, ale takim sposobem nie zdążycie wypocząć. Zamierzałem dać wam jutro wolny dzień, gdyż planuje dość wymagający trening pojutrze.  Będziecie trenować walkę, między sobą.Chciałem żebyście mieli trochę czasu na to, aby się przygotować, ale jeśli dziś się przetrenujecie to jutro prześpicie cały dzień, dlatego zarządzam natychmiastowy koniec treningu, zawodów, czy co to jest i powrót do domu.
- Sakura- chan trafiłaś w dwa niewidoczne cele, rozumiesz w dwa na raz, a to oznacza remis czyli, że...
- Joł Naruto, więc też tu jesteś. Właśnie nakazałem tej dwójce skończyć, ciebie również to dotyczy, a teraz wybaczcie dzieciaki, ale muszę lecieć, liczę, że wprowadzicie kolegę w plan działania na najbliższe dni, więc na razie- zanim zdążyli powiedzieć cokolwiek, jego już nie było.
- Ej o czym mówił Kakashi-sensei
- O ile się nie mylę to idziemy w tę samą stronę, więc po drodze wszystko ci wyjaśnię, ale najpierw pomóż nam to pozbierać- podniosła rękę w której trzymała shurikeny.
Ku jej zaskoczeniu zanim się spostrzegła Uchiha trzymał już w rękach kilka tarcz i kunaji. Chyba po raz pierwszy nie zmył się tak szybko, jak zawsze. Nie spodziewała się nawet, że pomoże im to wszystko pozbierać. Była pewna, że po zniknięciu Kakashiego on także sobie pójdzie. To była miła niespodzianka dla niej zobaczyć jak stoi obok i razem z nią czeka na powrót blondyna. Uzumaki dość szybko się uwinął i już wchodzili do wioski.
- Kiedy ty poszedłeś sprawdzić wyniki rzutów przyszedł mistrz i powiedział, że pojutrze będziemy mieli kolejny trening- tym razem mamy walczyć, pomiędzy sobą, dlatego też jutro mamy dzień wolny
- Dzień wolny, ekstra wreszcie się wyśpię- zawołał uradowany, ona natomiast zastanawiała się co zrobić, aby mieć z nimi jakiekolwiek szanse. Przecież to było jasne jak słońce,że w walce jeden na jednego nie miała z nimi najmniejszych szans, a jeśli wezmą to na poważnie to może się dla niej naprawdę kiepsko skończyć.  To, że w tym zadaniu będzie najsłabsza było oczywiste, ale chciała się poprawić przynajmniej na tyle, żeby chłopcy mogli traktować ją poważnie, aby nie musieli się powstrzymywać martwiąc tym, że zrobią jej krzywdę. Pragnęła wytrzymać na tyle, by być w stanie przyjąć przynajmniej jeden z ich najsilniejszych ciosów. Nagle wpadła na genialny pomysł. Wie w jaki sposób może dość szybko się nauczyć kilku przydatnych rzeczy, jej rozważania przerwał głos towarzysza
- Sakura-chan nie przeszłabyś się ze mną na ramen?
- Bardzo chętnie, ale nie dzisiaj, gdyż mam już przygotowany obiad. Mama wróci bardzo późno, więc jeśli ja nie będę jadła to nawet mój tata nie poradzi sobie z taką ilością jedzenia...hehe chyba trochę wczoraj przesadziłam.
- A ty bardzo dobrze gotujesz, prawda? Często się tym zajmujesz?
- Tak, cóż dosyć często. Mój tata w ogóle się do tego nie nadaje, a po za tym sam także pracuje, a mama ma tylko kilka dni wolnych w tygodniu, więc z reguły jest to mój obowiązek
- Hm...chciałbym kiedyś spróbować twojej kuchni- powiedział chyba bardziej do siebie, lecz i tak odpowiedziała
- W takim razie, zapraszam, któregoś dnia, jak będziesz chciał to wpadnij, ciebie to również dotyczy Sasuke-kun-spojrzał na nią, ale nic nie odpowiedział. Nie wiedziała jak powinna to odebrać, ale biorąc pod uwagę fakt, że to chyba pierwszy raz kiedy totalnie jej nie zbył to była całkiem zadowolona z rezultatu
- Na razie- pożegnał się, kiedy skręcał w kierunku domu
- Tak, do zobaczenia- odpowiedziała
- Nara- powiedział blondyn od niechcenia. Całą drogę rozmawiali. Chłopak opowiedział jej przezabawną historie o tym, jak kiedyś pominął datę ważności swojego ulubionego posiłku, nie trzeba chyba mówić jak się to potem skończyło. Rozstali się dopiero pod domem dziewczyny, gdyż Uzumaki nalegał by ją odprowadzić. Po powrocie do domu wzięła szybki prysznic, aby zmyć z siebie oznaki kilkugodzinnego treningu. A już zwłaszcza po zawodach z Sasuke wyglądała jak siedem nieszczęść. Mimo to była w naprawdę dobrym humorze. To był pierwszy dzień, który spędzili razem, jako drużyna, pomimo tego, że nie mieli takiego obowiązku. Zupełnie jak najprawdziwsi przyjaciele. To, że blondyn postąpił w ten sposób nie było zaskoczeniem, ale reakcja Uchihy była kompletnym szokiem. Nie chciała robić sobie zbyt dużej nadziei, aby się później nie zawieść, ale odnosiła wrażenie, że chłopak powoli zaczyna się do nich przekonywać. A po za tym w końcu udało jej się go przeprosić i powiedzieć to co leżało jej na sercu już od długiego czasu. Nawet jego reakcja nie była tak zła, jak się spodziewała na początku.
- Może po prostu był dziś w wyjątkowo dobrym nastroju- zastanowiła się na głos, kiedy stojąc przed lustrem w łazience rozczesywała włosy.
- Jeśli tak, to oby takich dni zdarzało się więcej- uśmiechnęła się do swojej lustrzanej przyjaciółki, po czym powędrowała na dół do kuchni. Podgrzała jedzenie i nakryła do stołu. Bez względu na to ile osób jadło, u niej w domu zawsze nakrywało się dla 3 osób,albo więcej, gdy mieli mieć gości, ponieważ bez względu na to, czy to jej mama czy tata wracali późno z pracy to i tak nie było sytuacji w której nie zjedliby tego co przygotowała, tym bardziej, że bardzo smakowała im jej kuchnia. Zjadła szybko i zmyła naczynia, po czym pobiegła do siebie. Ściągnęła jedną z medycznych książek, którą zaczęła czytać od niedawna i położyła się na łóżku razem z nią. Tym razem wybrała rozdział dotyczący różnego rodzaju opatrunków. Dowiedziała się, że można je wykonać niekoniecznie za pomocą bandaża, bo w momencie, kiedy ktoś nie ma ich akurat pod ręką zawsze może użyć jakiejś chusteczki, bądź nawet ubrania. W książce było dużo zdjęć, więc mogła zobaczyć czym różni się np.opatrunek opatrunek zbieżny od rozbieżnego lub jak należy postępować z raną, gdy znajduje się w niej ciało obce. Spojrzała na zegar wiszący nad biurkiem. Przejrzała się  w lusterku swojej toaletki, ułożyła już wyschnięte włosy i założyła ochraniacz z symbolem Konohy. Traktowała go bardziej w formie opaski, dzięki czemu grzywka nie leciała jej na oczy. Zbiegła po schodach, akurat w momencie w którym wrócił jej tata
- Wróciłem- oznajmił
- Cześć tato, przywitała się- jak było w pracy?
- W porządku, ale dzisiaj mieliśmy dużo pracy, więc koniecznie potrzebuje prysznica, mamy jeszcze nie ma?
- Nie, dziś wróci późno. Wiesz co? To może ty idź wziąć ten prysznic, a ja w międzyczasie podgrzeje ci obiad
- Jesteś aniołem córcia, upewnij się, że twój chłopak w przyszłości będzie to doceniał
- Tak,tak- odpowiedziała machinalnie. Jej tata nie szczędził jej tego typu komplementów od kiedy była mała. Co prawda miała już zamiar wychodzić, ale wiedziała, że jeśli nie nałoży mu jedzenia to jest duże prawdopodobieństwo, że położy się na kanapie, chcąc chwile odpocząć, zaśnie i w ogóle nie zje. Miała tylko nadzieje, że nie zaśnie w łazience. Brzmi to nieprawdopodobnie? A jednak już kiedyś mu się to zdarzyło, co prawda nie w tej łazience na górze, tylko tej na dole, ale mimo wszystko jakkolwiek by na to nie patrzeć to zasnął w wannie podczas kąpieli. Na szczęście tym razem „szybka kąpiel” okazała się błyskawiczną. W momencie w którym nakładała gorące jedzenie on już siadał przy stole, a to oznacza, że musiał być naprawdę wygłodniały. Jej tata z zawodu jest stolarzem, ale biorąc pod uwagę jego charakter, zawsze pomaga innym pracownikom w ich obowiązkach. Ogólnie zajmują się budowaniem i remontowaniem domów, więc jest to typowa praca fizyczna.  Tym bardziej, że jej tata najczęściej bierze nadgodziny by pomóc w budowaniu domów dla najbiedniejszych mieszkańców wioski. Jej mama natomiast pracuje w przedszkolu, tak więc dryk do najmłodszych prawdopodobnie odziedziczyła po niej.
- Smacznego- powiedziała do rodzica, który już kończył pałaszować jedzenie
- Dziękuje- odpowiedział, między gryzami- gdzie wychodzisz? Macie jeszcze dziś jakąś misje?
- Nie, ale za niedługo będziemy mogli sprawdzić swoje umiejętności walki na sobie nawzajem, a jako, że to nie jest mój konik postanowiłam lepiej się do tego przygotować.
- Moja krew, daj z siebie wszystko
- Będę, jak zawsze- zawołała wychodząc z domu. Przez moment zastanawiała się nad tym gdzie może znaleźć przyjaciela, ale po krótkim zastanowieniu postanowiła sprawdzić jedno miejsce, mając przeczucie, że właśnie tam go znajdzie. Dotarłszy na miejsce z uśmiechem stwierdziła, że miała racje. Już z oddali mogła dostrzec jak trenował: wykopy, pompki na rękach i biegi. Jego zielony strój bardzo się wyróżniał na boisku przy akademii. Przez chwile zastanawiała się czy nie ma z nim przypadkiem Gaia- senseia. Wiedziała, że najczęściej trenuje w jego towarzystwie. Tym razem jednak był sam.
- Cześć Lee- przywitała się podchodząc bliżej
- O Sakura-chan, co cie sprowadza?
- Właściwie to miałabym do ciebie prośbę. Widzisz za niedługo mamy coś w rodzaju zawodów. Będziemy walczyć, między sobą, a ja nie jestem w tym najlepsza. Obawiam się tego, że chłopcy stając naprzeciw mnie nie będą mogli się wykazać, ani pokazać swoich prawdziwych umiejętności w obawie, że mogłabym tego nie znieść. Wiem, że jeśli chodzi o walkę to do pięt im nie dorastam, ale chciałabym chociaż poprawić walkę wręcz. Nie mogę ich zaskoczyć żadnymi super technikami, więc przynajmniej powinnam polepszyć taijutsu, a wiem, że w tym ty jesteś najlepszy, to co? Pokazałbyś mi parę chwytów?
- Bardzo chętnie co pomogę, ale zastanawiam się czy nie wolałabyś poprosić mistrza Gaia o pomoc. On może nauczyć cie więcej rzeczy niż ja.
- Nie wątpię w jego umiejętności, ale widziałam cie w akcji i wiem na co cie stać, a po za tym uważam, że proszenie o pomoc mistrza to byłoby lekkie oszustwo z mojej strony w stosunku do chłopaków. Jakby nie patrzeć to i tak się go dopuszczam przychodząc z tym do ciebie
- Nie zgadzam się z tym. W końcu masz zamiar trenować zanim doszło do waszej walki, oznacza to, że nie znasz jeszcze ich specjalnych technik i nie masz zamiaru używać tego czego się ode mnie nauczysz jako typowej kontry przeciw konkretnej technice, a nawet jeśli to i tak jest to w porządku. Doskonale cie rozumiem, w przeciwieństwie do Sasuke czy Nejiego nie mamy do dyspozycji wachlarzu technik klanowych, więc musimy radzić sobie w inny sposób.
- To co? Mogę na ciebie liczyć?
- Oczywiście, kiedy chcesz zacząć?
- Jutro, a jeśli chodzi o godz. to się dostosuje. O której zazwyczaj rozpoczynasz swój trening?
- O 5, ale możesz dołączyć do mnie później. Nie musisz wstawać tak wcześnie jak ja.
- To dla mnie żaden problem, odpowiedziała stanowczo- w takim razie widzimy się jutro o 5 tutaj?
- W porządku to do jutra
- Dzięki za pomoc Lee
- Nie ma za co, mam nadzieję, że chociaż trochę ci pomogę
- Jestem pewna, że tak- zawołała do niego odchodząc i pomachała mu na pożegnanie. Wracając do domu wstąpiła jeszcze na plac treningowy nr. 3, gdyż przypomniała sobie, że zapomniała zabrać pudełka po bento*. Zanim jeszcze dotarła na miejsce usłyszała jakieś odgłosy. Głuch uderzenia o pień drzewa, jakie wydaje wbijający się w niego shuriken. Kiedy podchodziła zobaczyła blondyna, który nadal trenował swoją celność. Sądząc po otworach, szło mu już dużo lepiej niż jeszcze rano
- Cześć Naruto
- O Sakura-chan, zapomniałaś swojego pudełka po bento, miałem ci go przynieść, kiedy skończę trenować. Skończyło się na tym, że zjadłem też twoją porcję, przepraszam
- Haha nic nie szkodzi. Właściwie to to od początku było twoje
- Jak to? Chcesz powiedzieć, że przygotowałaś to bento dla mnie?- spytał nie dowierzając
- Zrobiłam go dla was, ogólnie, gdybyście głodnieli. Chłopcy w wieku dorastania jedzą znacznie więcej niż dziewczyny- powiedziała uśmiechając się. Ku jej zaskoczeniu reakcja Naruto bardzo różniła się od tej, którą pokazywał zazwyczaj np. coś w rodzaju- „Sakura-chan jesteś najlepsza”, czego się po nim spodziewała. Zamiast tego podszedł do niej z poważnym wyrazem twarzy podając pudełko po drugim śniadaniu.
- Sakura-chan, mogę cie o coś zapytać?- spytał niepewnie
- Jasne, o co chodzi?
- Bo widzisz nie chce wyjść na niewdzięcznego czy coś, ale pewna rzecz nie daje mi spokoju. Chodzi o to- zawahał się przez chwile, po czym kontynuował- dlaczego ty jesteś dla mnie taka miła?- zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, powiedział
- No bo widzisz ja sądziłem, że mnie nie lubisz
- Skąd ten wniosek?- spytała, chociaż znała odpowiedź. Zanim Sasuke nie otworzył jej oczu, zachowanie blondyna strasznie ją irytowało. Nie potrafiła go wtedy zrozumieć, a może raczej powinna powiedzieć, że nie chciała tego zrobić. W każdym bądź razie zawsze niemiło mu odpowiadała na jakiekolwiek pytania lub zwyczajnie go spławiała. To był jasne, że zauważy zmianę w jej zachowaniu w stosunku do niego, przecież nie był taki głupi, za jakiego wszyscy go mieli. Zdała sobie sprawę, że cały czas szukał odpowiedzi,więc odezwała się pierwsza.
- Naruto, wiem, że przez długi czas byłam w stosunku do ciebie nie w porządku. Wcale nie byłam miła i ciągle ci dokuczałam, ale niedawno uświadomiłam sobie swoje błędy i postanowiłam się poprawić. Widzisz nigdy wcześniej nie stawiałam się w twojej sytuacji i nie zdawałam sobie sprawy z tego jak ciężko musi ci być. Proszę nie odbieraj tego jako litość, bo to nie o to chodzi, naprawdę. Ja po prostu pomyślałam, że może mogłabym zostać twoją przyjaciółką, jeśli byś chciał. Dzięki czemu już nigdy nie będziesz sam. Chce żebyś wiedział, że od teraz zawsze możesz na mnie liczyć, wiesz i przepraszam cie za wszystko.
- Ale za co ty przepraszasz Sakura-chan? Nikt nigdy nie był dla mnie taki miły jak ty
- Nie zawsze taka byłam...
- Ja tam nigdy nie zauważyłem żebyś była niemiła dattebayo, inaczej nie próbowałbym do ciebie zagadać tyle razy. Nie zrobiłaś nic za co mogłabyś przepraszać
- Naprawdę?
- Oczywiście dattebayo, a co do twojej propozycji przyjaźni to obawiam się, że jest już nieaktualna
- Nieaktualna?- powtórzyła, niczym papuga
- Tak, bo my już przecież jesteśmy przyjaciółmi, nie?- puścił jej oczko
- Haha, masz rację- powiedziała, po czym uśmiechnęła się. Kamień spadł jej z serca. Co prawda chłopak nigdy nie dawał jej powodów do tego by czuła, że jest na nią zły, ale sądziła, że po prostu dobrze się z tym kryje. Do tej pory nie przeprosiła go za swoje zachowanie
- To co, może potrenuje z tobą,hm?- zaproponowała
- Pewnie dattebayo, ale ostrzegam, że od rano naprawdę się poprawiłem
- Przekonamy się
Trenowali ładnych parę godzin. Świetnie się bawiła i nawet nie zauważyła, kiedy się ściemniło. Właściwie to mogliby kontynuować aż wybiłaby północ, ale pogoda zmieniła się momentalnie. Czyste niebo na którym można było dostrzec migoczące gwiazdy szybko zostało przykryte wieloma ciemnymi chmurami z których raptem runął deszcz. Nawet wtedy by nie zaprzestali, gdyby krople wody nie były tak mocne i nie przygniatały broni do ziemi. Nic nie dało nawet to, że zaczęli rzucać kunajami, które były znacznie cięższe. Pożegnali się o oboje pędem ruszyli do domu, początkowo biegli razem,lecz w wiosce rozdzielili się. Haruno była cała przemoczona, więc biegła ile sił w nogach
- Sakura- usłyszała, pomimo szumu deszczu, obróciła się o zobaczyła ją. Podbiegła szybko i zabrała w jej rąk zakupy
- Mamo ja to wezmę. Taka ulewa a ty robisz zakupy? –spytała ironicznie córka
- Coś przecież trzeba jeść, a po za tym zaczęło padać dopiero kiedy wyszłam na zewnątrz, wcześniej nawet się nie zapowiadało na taką pogodę.
- To prawda
Weszły do domu i położyła siatki na stole. Zabrała się za rozpakowywanie
- A ty co? Chcesz być chora? Już sio na górę wziąć gorący prysznic i się przebrać
- Przyganiał kocioł garnkowi- odpowiedziała tym samym
- No ja też właśnie tak zamierzam zrobić, ale ty idź pierwsza
- Mamo ty bardziej zmokłaś po dłużej stałaś na deszczu. Idź pierwsza, a ja w tym czasie rozpakuje zakupy-widząc minę mamy dodała
- Obiecuje, że pójdę jak skończysz
- No dobrze, ale przebrać masz się natychmiast
- Dobrze, odparła zrezygnowana, po czym poczłapała do siebie.

Uchiha jak zawsze trenował wieczorem. Tym razem ćwiczył kontrolę nad charką, testował na jaką wysokość uda mi się wspiąć oraz jak długo będzie w stanie się utrzymać. Jednak porównując swoje wyniki z rezultatami Sakury nie był zbyt zadowolony. W dodatku wciąż nie mógł uwierzyć w to, że niewiele brakowało a prawdopodobnie wygrałaby te ich małe zawody. Fakt, że stanęło na remisie nie był dla niego satysfakcjonujący. W końcu techniki których  wtedy używał są tymi które nauczył go Itachi. Oznacza to więc, że należą do najlepszych jakie w ogóle istnieją. Wciąż zachodził w głowę jakim sposobem na dziewczyna nie posiadając sharingana skopiowała jego najlepsze triki. To było nielogiczne i gdyby nie był tego świadkiem to sam by nie uwierzył. Wyglądało to tak jakby Haruno była znacznie zdolniejsza niż ktoś by przypuszczał, a Uchiha wyraźniej jej nie docenił. Oczywiście, że zawsze miała świetne stopnie. Z tego co pamiętał zajmowała 2 miejsce w akademii, zaraz po nim. Z technikami ninjutsu także nie miała najmniejszych problemów, ale nikt nigdy nie nazywał jej wybitną, zdolną owszem, inteligentną itd. ale nie była nazywana geniuszem. Może to dlatego, że to on nosił taki przydomek, a geniusz, „prawdziwy geniusz” może być tylko jeden. Z rozmyślań wyrwały go krople deszczu, które coraz szybciej zaczęły spadać na ziemie oraz moczyć wszystko w okół. Sasuke zaczynał tracić przyczepność, gdyż pnie drzew zaczynały być coraz bardziej mokre. Zeskoczył na dół i pobiegł w kierunku domu. Swoje rzeczy zostawił tak gdzie były, w końcu i tak planował tam wrócić jutro z samego rana, licząc na to, że przez noc przestanie padać. Był to tajny plac treningowy klanu Uchiha, a że został ostatnim członkiem owego klanu tylko on tam przychodził. Nie musiał więc się martwić o to, że jego broń zostanie zabrana. W oddali dostrzegł jakieś szybko poruszające się kształty. Pomarańczowy oraz różowy, to właśnie te dwa kolory najbardziej się wyróżniały. Brunet biegł w tym kierunku bez trudu rozpoznał członków swej drużyny. Kiedy ci rozdzielili się w miejscu w którym zawsze się rozstawali,gdyż mieszkali w różnych częściach wioski potwierdził swoją tezę. Naruto skręcił w inną przecznicę, więc Sasuke teraz biegł już tylko widząc Sakurę przed sobą. Zauważył, że trzymała pudełko po bento oraz kilka kunaji, musiała więc byż na placu treningowym nr 3 i prawdopodobnie trenować z Naruto. Biorąc pod uwagę godzinę był zaskoczony, że nie jest jeszcze w domu. Dla niego była to codzienność, że wracał o tej godzinie, ale nie dla niej skoro do tej pory nigdy się na nią nie natknął, a przecież za każdym razem wracając do siebie mija przecznicę w której mieszka dziewczyna. Po za tym nie wyglądała mu na taką co by trenowała do późnej nocy. W końcu zawsze wyglądała nienagannie. Nie miała worków pod oczami, włosy zawsze równo ułożone, nie wymięte, czyste ubranie, a do tego przychodząc na trening była po śniadaniu, z powodu czego zrzekała się swojego drugiego śniadania na korzyść Uzumakiego.  A po za tym nie wyglądała na niewyspaną, gdyż zawsze była w świetnym humorze, uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Chwila, o czym ja myślę?- zapytał sam siebie. Złapał się na tym, że najwyraźniej poświęcał jej więcej uwagi niż by sam przypuszczał. Bo przecież to nie tak, że ją obserwuje czy coś w tym rodzaju, do niedawna nawet jej nie lubił, a teraz, teraz może i zaczął ją bardziej tolerować, ale to wszystko.
- Ale wygląda na to, że faktycznie zaczęła poświęcać mu więcej uwagi i czasu. Żeby trenować z kimś do tak później godziny. Ciekawe jak planuje jutro wstać- zastanowił się- a no chwila przecież jutro mamy wolne, więc równie dobrze może spać nawet cały dzień, w sumie to nie zdziwiłbym się gdyby tak się stało biorąc pod uwagę fakt w jakim stanie była po naszym treningu. Rozmyślał w ten sposób do momentu aż dotarł do siebie. Wszedł do mieszkania i zaświecił światło. Był cały przemoczony, więc idąc do łazienki zdjął przez głowę bluzę. Wszedł pod prysznic, a gorąca woda łagodziła bóle mięśni i sprawiała, że czuł się bardziej zrelaksowany. Kiedy wyszedł z łazienki z ręcznikiem na głowie z włosów kapała mu woda, a sam był jedynie w bokserkach. Poszedł do kuchni by wziąć jakąś kolacje, ale zaglądając do lodówki zobaczył pustki. Zapomniał zrobić zakupy, więc nie zostało nic po za ryżem
- Na kolacje wystarczy- zjadł szybko po czym położył się spać. Długo leżał rozmyślając o minionym dniu. Wydawał się wyjątkowo długi, gdyż tak wiele się dziś wydarzyło. Z reguły każdy jego dzień wyglądał tak samo. Od rana do nocy trenował, wracał do domu jedynie po to by zaznać kilka godzin snu i od nowa to samo, zupełnie jak w kieracie. Przyzwyczaił się do takiego trybu i nie przeszkadzał mu on, ale od kiedy został przydzielony do drużyny siódmej każdy dzień wyglądał inaczej. Był dużo bardziej urozmaicony i musiał przyznać, że ciekawszy. Ciągle wygłupiający się Naruto,  wiecznie spóźniający mistrz, jego ciągłe kłótnie z Naruto i dziewczyna starająca się ich pogodzić. Niechętnie, jednak musiał przyznać, że będąc z nimi nigdy się nie nudzi. Zawsze się coś dzieje. Przez lata w które stronił od wszelkiego towarzystwa jednak brakowało mu tego. Nie mógł powiedzieć, że uważa ich za przyjaciół,ale coraz bardziej zaczął się do nich przyzwyczajać, traktować jak towarzyszy, przynajmniej na razie gdy chodziło o misje, a nawet nabierał do nich zaufania, powoli, ale jednak. W końcu nie są tacy najgorsi- z tą myślą, nawet nie wiedząc kiedy zasnął.

Najpierw usłyszała jakiś potworny dźwięk wdzierający się jej w głowę, miała wrażenie, że ten okropny hałas nigdy się nie skończy. Dopiero po chwili zorientowała się skąd dobiegał. Wysunęła rękę spod pościeli i wyłączyła wredne urządzenie. Jedyne czego pragnęła to położyć głowę na poduszce i zatopić się w pościeli, lecz ta część jej mózgu, która odpowiadała za odpowiedzialność nie pozwoliła jej na to. W końcu umówiła się za dzisiaj na trening z Lee. To i tak bardzo miło z jego strony, że zgodził się jej pomóc. Jakby to wyglądało, gdyby ona postanowiła tak po prostu sobie zaspać? Wczoraj wróciła tak późno, że zaraz po kąpieli po prostu położyła się i momentalnie zasnęła. Nie zjadła nawet kolacji o czym jej natrętny żołądek dawał teraz znać. Jakoś udało jej się podnieść, chodź z trudem ubrała się i ciężko opadła na krzesełko przy toaletce. Zerkając w lusterko niemal się przestraszyła. Jej włosy przypominały wyglądem watę cukrową, i to nie taką już jedzoną, a taką którą osoba sprzedająca dopiero wyjmuje świeżą z tego urządzenia do jej robienia. Były tak rozkoszczewione, że przez ich nagłą „objętość” nie mieściły się nawet całe w lusterku. Musiała się trochę cofnął od toaletki, by była w stanie zobaczyć je w pełnej okazałości. Postanowiła, że je dzisiaj zwiąże. Nie miała już czasu na mycie głowy, bo nie zdążyłyby wyschnął przed czasem. Nałożyła na nie specjalnego olejku, dzięki czemu mniej się puszyły i lepiej układały, rozczesała je szybko z ulgą stwierdzając, że nie miała tak wielu kołtunów jak przypuszczała na początku. Wyglądało to jednak gorzej niż było w rzeczywistości. Związała je w wysokiego kucyka i jeszcze raz przeczesała szczotką nowo powstałą kitkę. Musiała przyznać, że bardzo rzadko się tak czesała. Od kiedy zapuściła włosy wolała nosić je rozpuszczone. Zawiązała ochraniacz, po czym zeszła na dół. Zrobiła śniadanie jak najciszej tylko mogła i zjadła go po czym przygotowała 2 pudełka bento. Pomyślała, że podczas ich wspólnego treningu Lee z pewnością również zgłodnieje. Dotarła na miejsce przed czasem, ale jak się spodziewała chłopak już na nią czekał.
- Przepraszam, mam nadzieję, że nie czekałeś długo
- W porządku, przecież się nie spóźniłaś to ja przyszedłem wcześniej. W końcu nie wypada kazać dziewczynie czekać.
- Prawdziwy z ciebie dżentelmen,hm?
- Czy to źle?- spytał niepewnie
- Wręcz przeciwnie. Wiesz znam naprawdę fajne miejsce w które możemy pójść. Nikt tam nie przychodzi, więc będziemy sami, nikt nam nie przeszkodzi. Przychodzę tam trenować od dziecka, więc wiem co mówię.
- A co to za miejsce?
- Nie jest daleko, w środku lasu, to co biegniemy? W formie rozgrzewki
- Nie musisz mi dwa razy powtarzać- odpowiedział po czym rzucił się pędem
- Ej zaczekaj na mnie- zawołała- przecież nawet nie wiesz dokąd idziemy
- W sumie racja-odparł, kiedy zrównała tempo z jego
- Przyznaj się o której dziś wstałeś?
- O 4, jak zawsze
- Co? Zawsze?- spytała nie dowierzając- to o której ty się kładziesz spać, żeby wstać tak wcześnie? Ja dzisiaj ledwo zwlokłam się z łóżka.
- Cóż idę spać o 8
- Chwila, przecież wczoraj dopiero co mówiłeś mi, że zaczynasz treningi o 5
- Zgadza się
- To po co wstajesz o 4? Przecież na plan treningowy masz jakieś 10 min, no 15 na te dalsze, a twoim tempem to nawet której. Po co więc wstajesz tak wcześnie?
- Wstaje o 4, jem śniadanie a potem okrążam wioskę chodząc na rękach
- Co takiego? Codziennie?
- Tak, codziennie z mistrzem Gaiem
- W takiem razie zaczynasz trening znacznie wcześniej
- Nieprawda, to nie jest trening, tylko spacer. Przecież idziemy wolno. Dobrze nam to robi na kondycje i świetnie rozbudza po nocy.
- Słucham? Wy coś takiego nazywacie spacerowaniem? Według mnie to słowo ma zupełnie inną definicje. Tak jest dla większości ludzi. Czy wy faktycznie jesteście ludźmi? Jestem pod wrażeniem, taka wytrzymałość i wytrwałość. Mogę wam jedynie pozazdrościć.
- Jeśli chcesz to możesz do nas dołączyć. Jestem pewny, że Gai-sensei nie miałby nic przeciwko temu
- Dzięki za propozycje, ale to raczej nie dla mnie. Ja nie ustoję na rękach 5 min, nie mówiąc już o tym, aby na nich „spacerować” na około wioski. Przecież Konoha jest całkiem spora, ile takich okrążeń robicie?
- Zazwyczaj dwa, czasem dwa i pół, gdy mamy lepszy dzień. To jakim oni tempem muszę „spacerować” sporo robią spokojnie 2 okrążenia w ciągu mniej więcej 45 min. Czy to jest w ogóle możliwe-zaczęła się zastanawiać. Nie potrafiła sobie nawet tego wyobrazić. Nie podzieliło się jednak swoimi rozmyślaniami z kompanem, gdyż nie chciała go urazić, ani też żeby myślał, że ma go za oszusta. Tym bardziej, że pomimo tego jak niewiarygodnie to brzmi o dziwo mu wierzyła. Znając jego możliwości, był do tego zdolny.
- Jestem pewien,że gdybyś trochę potrenowała to szybko dostosowałabyś się do nas. Tening czyni mistrza. Z resztą myślisz,że mi od początku było łatwo? Początkowo wydawało mi się to niemożliwe. Podczas, gdy mistrz na spokojnie robił 2 okrążenia, ja nie byłem w stanie zrobić nawet połowy
- To i tak dużo, w sensie na sam początek
- Wcale nie Neji dałby radę zrobić przynajmniej jedno, tak samo Tenten
- Skąd wiesz? Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić Nejiego w takiej sytuacji. Trenował kiedyś z wami?
- Nie, ale przecież to Neji. To urodzony geniusz, jasne że dałby radę
- Bardzo wierzysz w jego umiejętności, prawda?
- Oczywiście, przecież jest moim rywalem. Patrząc na więź łączącą tę dwójkę Sakura uświadomiła sobie, że dla Lee Neji jest tym samym co Sasuke dla Naruto. Samo wspomnienie ich imienia sprawia, że ta dwójka wcale nie nie geniuszy daje z siebie wszystko. Przez chwile zastanawiała się kto mógłby zostać jej rywalką. Tenten? Nie, nie bardzo. Ta dziewczyna genialnie posługuje się bronią. Sakura nie ma szans by się z nią równać. Hinata? Nie, ona nie jest typem dziewczyny, która rywalizowałaby z kimkolwiek. Ino? No przecież, że Ino. Yamanaka jest jej rywalką od dziecka, co prawda rywalką w miłości o względy Sasuke, ale jednak. A jeśli chodzi o umiejętności to podejrzewała, że są mniej więcej na tym samym poziomie. Gdyby wyznaczyła sobie ją jako rywalkę może faktycznie byłaby w stanie dawać z siebie jeszcze więcej zupełnie jak Naruto, czy Lee. W końcu jest to jakaś motywacja, całkiem niezła biorąc pod uwagę, że dawno temu poprzysięgłam sobie, że nigdy z nią nie przegram. I zamierzam dotrzymać tego słowa, ale jeśli chodzi o Sasuke to dziwne, bo od kiedy postanowiłam zostać jego przyjaciółką to przestałam czuć się niekomfortowo w jego towarzystwie, tak jak czuje się dziewczyna w towarzystwie chłopaka, którego kocha, no wiecie przyspieszony oddech, serce bijące jak oszalałe, napady gorąca, zawroty głowy, nogi jak z waty itd. Co prawda kiedy podszedł tak blisko mnie, gdy stał za mną objawy się pojawiły, ale tylko wtedy. Hm...być może to zauroczenie powoli zaczyna mi przechodzić? W sumie jak by się nad tym zastanowić byłoby nawet lepiej, gdyby tak się stało. W końcu mogłabym ulokować swoje uczucia w kimś, kto z czasem by je odwzajemnił, jeśli to wciąż byłby Sasuke-kun, nigdy by do tego nie doszło. On w ogóle nie interesuje się dziewczynami, nie mówiąc już o tym, żeby zależało mu na jakiejś konkretniej.Ehh..naprawdę dla mojego dobra powinnam jak najszybciej wybić go sobie z głowy, wtedy zaprzyjaźnić się z nim i w ten sposób sprawić, że więcej nie będzie sam. Przecież by osiągnąć ten cel nie muszę od razu być jego dziewczyną.
- Sakura-chan- usłyszała- Sakura-chan
- A Lee, przepraszam, zamyśliłam się
- Hehe zauważyłem, to co gdzie jest to miejsce w których chcesz trenować? Prowadź
- Dobrze- rany, ale jestem głupia, nie mam teraz czasu na myślenie o takich rzeczach, muszę się skupić na treningu. Tylko to ma teraz znaczenie. Jeśli uda mi się zbliżyć chociaż trochę do ich poziomu, w ten sposób zbliżę się także do nich. Z tym postanowieniem rzuciła się pędem w kierunku lasu. Nie zajęło im to długo, aby dotrzeć na miejsce. Od dawna już tu nie przychodziła, mniej więcej od momentu utworzenia drużyn, gdyż po prostu nie miała na no czasu, trenowała gdzie indziej. Ale prawda była taka, że kochała to miejsce. Jak długo by jej tu nie było to nie miało znaczenia, tutaj nigdy nic się nie zmieniało. Ogromny dąb na który wspinała się,gdy była mała stał nienaruszony, a szczelina w drzewie była sprytnie ukryta za pomocą „ruchomego„ krzaka. Może i zgodziła się pokazać Lee to miejsce, ale przynajmniej jego część chciałaby wciąż zachować dla siebie. Tera otaczała ich przepiękna łąka polnych kwiatów, w których przeważały astry,jedne z jej ulubionych kwiatów. Kawałek za drzewem płynęła mała rzeczka. Haruno podejrzewała, że strumyk ten musi wypływać z jakichś skał, gdyż woda zawsze była przejrzyście czysta i nadawała się do picia.
- W takim razie odłożę rzeczy i możemy zaczynać- zawołała do niego, podchodząc do drzewa i kładąc pod nim bento. Po chwili stała już naprzeciw towarzysza w gotowości.
- W porządku, w takim razie zaczniemy od kilku ciosów, potem przejdziemy do wykopów, a jeśli będzie ci dobrze szło, a wiem,że tak będzie to pokaże ci kilka sztuczek które będziesz mogła wykorzystać podczas walki zaskakując tym przeciwnika. W większości nauczę się samoobrony, oraz sposobów kontrataków, ale weźmiemy też kilka technik ofensywnych. Lecz ostrzegam cie, że dla osoby początkującej takiej jak ty może to być bardzo wyczerpujące, więc kiedy uznasz, że więcej nie dasz rady to mi o tym powiedz, w porządku? Nie przeciążaj się, bo w przeciwnym wypadku nie dasz rady jutro zademonstrować swoich nowych umiejętności, o ile w ogóle założymy, że wstaniesz z łóżka, pamiętaj o tym, żeby cały czas być czujna.
- O mnie się nie martw, dam radę. Wyglądam na słabszą niż jestem w rzeczywistości, zapewniam- powiedziała, chodź nie była do końca przekonana, że sama może wierzyć tym słowom. Zanim jednak zdążyłaby stchórzyć zakomenderowała
- Zaczynajmy- Rock nie kazał jej długo czekać, momentalnie wykonał w powietrzu cios prawą ręką, a ona machinalnie zrobiła unik, pomimo tego, że atak nie był wymierzony w nią, był w formie demonstracji. Głupio jej się zrobiło z tego powodu. Była wdzięczna chłopakowi za to, że nie skomentował w żaden sposób tego jak że żałosnego zachowania, ale cóż mogła na to poradzić. On wykonał ten cios tak szybko, że jej oczy nawet nie nadążały, poczuła jedynie ruch wiatru, a jego pięść znalazła się tuż przy jej twarzy.
- W porządku, najpierw pokaże ci jak ma to wyglądać- powiedział, ale tym razem obrócił się bokiem i wykonał cios w stronę drzewa, nie w jej
- Widzisz? Teraz ty spróbuj- Haruno posłusznie przyjmowała pozycje
- Nogi w lekkim rozkroku, nogę bieżącą postaw z przodu, rękę ułóż wzdłuż tułowia. Najważniejsze jest to żebyś nie miała problemów z utrzymaniem równowagi. Cały czas bądź czujna.-Sakura spełniła polecenia- bo kiedy ją stracisz twój przeciwnik momentalnie zyskuje nad tobą przewagę, wystarczy, że podetnie ci jedną, bieżącą nogę i już leżysz- mówiąc to zademonstrował jej co miał na myśli, a ona zanim się zorientowała już siedziała na ziemi
- Widzisz? Z tej sytuacji jest dość trudno wyjść, tak aby znów zyskać przewagę. Najlepiej użyć wykopów, których nauczę cie później, teraz jednak wracamy do ciosów. Na pozycje. Dziewczyna szybko wykonała polecenie, wstała, otrzepała ubranie z kurzu i już stała w rozkroku. Była jednak zaskoczona, nie sądziła, że Lee będzie takim surowym nauczycielem, jasne, że fakt, że przed chwilą ją podciął przez co upadła na tyłem nie było niczym szczególnym, w końcu był to trening, ale zanim zaczęła z nim trenować, spodziewała się, że w takiej sytuacji by ją złapał, z pewnością by zdążył, zamiast pozwalać na to, aby już na początku zarobiła kilka siniaków, chociaż może to właśnie o to mu chodziło- zastanowiła się- cały czas powtarza, że mam być czujna, odpowiadam, że jestem, ale w ten sposób bardzo obrazowo pokazał mi, że jednak się myliłam. Ok, koniec obijania się w ten sposób nigdy się nie poprawię
- Zaczynajmy, jestem gotowa, tym razem naprawdę
- Miło mi to słyszeć, w takim razie wykonaj cios, najpierw prawą, potem lewą ręką. Stój stabilnie i...
- Tak wiem, bądź czujna
- Hehe zgadza się, wygląda na to, że pierwszą lekcję już załapałaś

*bento- drugie śniadanie

Mam nadzieję, że rozdzialik przypadnie Wam do gustu. Do zobaczenia w kolejnym poście :)
pozdrawiam
- Lu-chan :*