Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ninja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ninja. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 marca 2017

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (6/?)


Witajcie Kochani, a o to świeżutki rozdzialik dotyczący naszych bohaterów i ich przygód. Z kim przyjdzie im się zmierzyć? Czy marzenie Sakury się spełni? Czy Sasuke wreszcie zrozumie, że jest wśród przyjaciół? Odpowiedzi na te i wiele innych poznacie właśnie tutaj, mam nadzieję, że Wam się spodoba, zapraszam.


Do obozu wrócili razem. Ognisko już powoli zaczynało gasnąć, gdyż brakowało chrustu, więc Uchiha dołożył go trochę do paleniska.
- Skąd dobiega ten hałas?- zapytała wsłuchując się dokładniej. On nie musiał tego robić, gdyż doskonale wiedział co miała na myśl.
- To tylko Naruto-odparł
- Co? To on tak chrapie? Rany współczuje wam hehe. Nic dziwnego, że zamiast spać poszedłeś trenować
- Bardzo śmieszne, naprawdę. W ten sposób nie da się wypocząć
- A jak Kakashi-sensei sobie z tym radzi?
- Zabrał zatyczki do uszu...szkoda, że sam nie byłem tak przewidywalny. Przez chwile patrzyła na niego jak gapi się w ogień. Współczuła mu. Tym bardziej, że widziała, że był zmęczony. Powinien pospać przynajmniej parę godzin, chociażby dla zdrowia.
- Słuchaj-zaczęła niepewnie- wiesz, nie chce się narzucać czy coś,ale w moim namiocie jest całkiem sporo miejsca, więc jak byś chciał to mógłbyś tam przenocować. Haha z tego co mi wiadomo to ja nie chrapie- dodała po chwili, bo zrobiło jej się głupio. Była pewna, że odmówi. W dodatku za pewne pomyśli, że jest dziwna i namolna skoro proponuje mu nocleg kilka cm od siebie. Zebrała w sobie resztki odwagi. Zamierzała udawać,że nic takiego nie miało miejsca. Spojrzy na niego, powie dobranoc i zniknie w namiocie oraz będzie usiłowała zapomnieć o tej wtopie. Zaskoczyło ją to, że nic nie powiedział. Nie skomentował tego w żaden sposób tylko na nią spojrzał
- Serio, mógłbym?- spytał stosunkowo cicho,jak by niepewnie. Zaskoczyła ją taka reakcja. W życiu by nie przypuszczała, że się zgodzi.
- Jasne nie ma problemu. Tylko zabierz swój śpiwór z namiotu- powiedziała delikatnie się uśmiechając po czym weszła do namiotu.
- Ahh...coś ty najlepszego narobiła?!- jej podświadomość najwyraźniej się obudziła, i daje o sobie znać. Teraz patrzy na nią ze skrzyżowanymi ramionami i mlaska z niesmakiem. Dziewczyna usiadła na swoim posłaniu. Serce zaczęło jej bić jak szalone w oczekiwaniu- spędzę noc z Sasuke-kunem, w jednym namiocie, no normalnie w to nie wierzę...opanuj się dziewczyno, bo jak przyjdzie tu i zobaczy jak się zachowujesz to uzna cie za wariatkę. Chłopak wrócił po chwili. Nie wszedł jednak od razu. Wsadził jedynie głowę i zapytał szeptem
- Śpisz?
- Nie, nie śpię- odpowiedziała i usiadła- możesz się rozłożyć tutaj- wskazała miejsce po swojej prawej stronie. Jej śpiwór leżał tak,że przy wejściu miała stopy.Zrobił tak jak mu powiedziała, po czym położył się
- Masz tu całkiem sporo miejsca
- To prawda, są pewne plusy z bycia jedyną dziewczyną w drużynie. Ino np. zawsze sobie to chwali. Układa w namiocie mnóstwo swoich rzeczy podczas gdy biedni chłopcy muszą się gnieść we trójkę. Ale i tak w najgorszej sytuacji jest Shikamaru, bo podobno zarówno Choji jak i Asuma strasznie chrapią, dlatego też on zawsze korzysta ze stoperów. Z tego powodu zawsze nawet na misjach jest wypoczęta i wyspana
- Przyjaźnisz się z nią?- zapytał
- Tak, tzn w sumie to sama już nie wiem. W dzieciństwie byłyśmy przyjaciółkami, ale później zostałyśmy rywalkami i tak się to jakoś wszystko potoczyło
- Ja tam osobiście za nią nie przepadam. Wygląda mi na dziewczynę, która interesuje się tylko swoim wyglądem. Po za tym założę się, że w przeciwieństwie do ciebie nigdy nie pozwoliłaby jakiemuś chłopakowi nocować w jej namiocie
- Tobie by pewnie pozwoliła- wymksnęło jej się zanim zdążyła to przemyśleć. Wcale nie miała zamiaru podkopywać Ino, ani wyjawiać mu jej uczuć względem niego
- Słucham?
- Nie, nic nieważne, mówiłam tylko, że jej kolegom z drużyny chyba to nie przeszkadza- wybrnęła. Nastała chwila ciszy, a ona myślała już, że to koniec rozmowy, a on zasnął. Popatrzyła, więc na niego i dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że się jej przygląda. Był tak blisko, że słyszała jego oddech.Czuła, że na policzki wystąpiły jej rumieńce i dziękowała za to, że w namiocie było ciemno.
- Sakura, dziękuje- powiedział szczerze, a wdzięczność można było usłyszeć w jego głosie
- Nie ma za co. Mam tylko nadzieję, że ty nie chrapiesz- zażartowała, na co on zastanowił się przez chwile, po czym odpowiedział
- Nie wiem, nawet jeśli tak to przez długi czas nikt nie miał okazji mi tego wypomnieć- w jego głosie można było usłyszeć nutę smutku. Rozumiała to. Od momentu w którym jego starszy brat- Itachi zabił jego rodziców i resztę jego klanu on został całkiem sam. Przez te wszystkie lata także mieszkał sam, więc nikt nie mógł się skarżyć na to, że chrapie nawet jeśli tak było. Było jej go żal, ale nie chciała w żaden sposób tego okazywać, gdyż doskonale wiedziała jak bardzo nie lubił tego, gdy ktoś się nad nim litował. Zamiast tego powiedziała spokojnie
- Dobra lepiej się już kładźmy, bo jutro rano to nas nie będą mogli obudzić, dobranoc
- Dobranoc. Obróciła się na drugi bok, aby jego obecność tak bardzo jej nie rozpraszała o ile to w ogóle było możliwe. Szczerze wątpiła w to, że uda jej się zasnąć. Była świadoma każdego jego oddechu, każdego ruchu. Wystarczyło jedynie wyciągnąć rękę i mogłaby go dotknąć. Nie, żeby zamierzała to robić. Cały namiot przesiąknął jego cudownym zapachem, a ona oddychała głęboko,by móc wciągnąć go jak najwięcej. Słyszała jego wolny, miarowy cichy oddech i mogła stwierdzić moment w którym zasnął. Musiał być naprawdę zmęczony skoro udało mu się to bez trudu, a poza tym jej towarzystwo najwidoczniej go nie rozpraszało, ale ona wolała myśleć, że mu nie przeszkadzało. Po jakimś czasie obróciła się na drugi bok i niemal pisnęła, gdy uświadomiła sobie, że jego twarz jest teraz obrócona w jej stronę. Co prawda wciąż było ciemno, więc niewiele była w stanie zobaczyć. Lecz jej w zupełności wystarczał fakt, że ostatnią rzeczą jaką widziała zanim usnęła była twarz jej ukochanego.


Obudziła się i wolno otworzyła oczy, pamiętając o tym, aby się nie przeciągać i nie zbudzić przy tym śpiącego obok kolegi, przeszła do pozycji siedządzej. Nadal był obrócony do niej twarzą, więc teraz mogła dokładniej mu się przyjrzeć. Kiedy spał wyglądał na dużo młodszego i zrelaksowanego. Gdy na niego patrzyła, to przez tę jego wydawać by się mogło wrodzoną dojżałość i opanowanie odnosiło się wrażenie, że ma 16-17, a nie 13 lat, jak w rzeczywistości. Teraz pierwszy raz miała okazje bliżej mu się przyglądnąć bez obawy o to, że pomyśli, że jest dziwna. Jak na chłopca to miał stosunkowo delikatne rysy twarzy, twarz w kształcie serca, duże oczy otoczone gęstymi i długimi rzęsami, zupełnie jak u dziewczyny. Usta miał lekko rozchylone i oddychał przez nie. Jak się spodziewała okazało się, że jednak nie chrapał. Jego włosy rozsypane wokół twarzy na poduszce były w artystycznym nieładzie. Nie mogła się powstrzymać, żeby ich nie dotknąć. Powoli i delikatnie pogłaskała go po głowie. Były zdecydowanie bardziej miękkie niż przypuszczała. Chłopak wymruczał coś przez sen, a ona przestraszona szybko zabrała dłoń. Nie chciała, by to „nielegalne” dotykanie wyszło na jaw. Zabrała swoje rzeczy po czym wyszła z namiotu. Był wczesny poranek. Słońce dopiero zaczynało się pokazywać z nad linii horyzontu. Korzystając z okazji,że chłopcy jeszcze śpią, postanowiła pójść nad rzekę i się wykąpać. Po drodze zabrała jeszcze baniaki z wodą, które były ustawione przy już wygasłym ognisku. Pomyślała, że skoro i tak się tam wybiera to napełni je wodą dla wszystkich. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień. Wszystko zaczynało budzić się do życia, mogła nawet usłyszeć świergolenie ptaków. Gdy dotarła nad rzekę postanowiła najpierw napełnić baniaki, po czym rozebrała się i weszła do wody. Była chłodna, więc przyjemnie otulała jej ciało. Woda sięgała jej do pasa, więc była to idealna głębokość. Zamoczyła włosy i umyła je, po czym resztę ciała. Zanurzyła się cała w wodzie, by się spłukać. Potem chwile popływała i wyszła z wody. Owinęła się szczelnie jednym ręcznikiem, a z drugiego zrobiła turban na włosy. Była zadowolona, że zabrała ze sobą środki czystości. Od razu lepiej się czuła taka świeża i czysta. Kiedy schylała się po ubrania zobaczyła jakiś ruch w wodzie. Przypomniała sobie,że właściwie poza kanapkami nie mają nic przygotowanego na śniadanie, więc stwierdziła. że spróbuje złowić kilka ryb. Ubrała się po czym przeszła wzduż rzeki kawałek dalej do miejsca, gdzie woda była płytsza, a ona była w stanie zobaczyć dno rzeki. Nie miała wędki, więc postanowiła użyć siatki do złapania zwierząt. Przypomniała sobie jak była dzieckiem i chodziła z tatą na ryby. Powiedział jej wtedy, że zwierzęta te lubią ciepłą temperaturę i chętnie podpływają tam, gdzie woda jest cieplejsza. Dlatego zabrała parę kamyków i poukładała w taki sposób, żeby ogrzać wodę w jednym z miejsc. Nim się obejrzała ryby zaczęły tam podpływać. Wtedy zamknęła wyjście w wybudowanej „fortecy” z jednej strony, a zwierzęta nie mając innego wyjścia wpłynęły do siatki, gdyż utworzone przez nią „mieszkanko” było w kształcie półkola. Tym sposobem udało jej się złapać 2, więc odłożyła je na brzeg i spróbowała jeszcze kilka razy. Skończyło się na tym, że do obozu wróciła z 8 rybami. Uznała, że jeśli każdy zje po dwie na pewno sobie poje, a właśnie dzisiaj potrzebowali dużo energii. Po za nią nikt jeszcze nie wstał, więc ponownie zapaliła ognisko i zaczęła piec ryby. Zapach potrawy zaczął unosić się w powietrzu, co tylko wzmogło jej apetyt. Wczorajszego wieczora wyrzekła się jednej kanapki na rzecz Naruto, twierdząc, że samą rybą sobie poje dlatego była głodna. Nie chciała jednak by jej przyjaciel głodował. Jako jedyna dziewczyna w drużynie czuła się odpowiedzialna za żołądki swoich kompanów. Kiedy danie było gotowe weszła do namiotu chłopców i obudziła ich. Kakashiego nie było trudno, gorzej z Uzumakim.
- Naruto, hej wstawał- powtórzyła po raz kolejny i trąciła chłopaka. Ten wymruczał coś pod nosem, po czym przewrócił się na drugi bok. Spróbowała, więc kolejny raz. Znowu go trąciła tym razem nieco mocniej
- Naruto, pobudka- bez rezultatu
- Naruto, śniadanie już gotowe- po tych słowach blondyn podniósł się od razu. Przetarł oczy i spojrzał na nią sennie
- Oh...Sakura-chan, ohayo
- Dzień dobry śpiochu- odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Na przyszłość musi zapamiętać,że gdy chce go obudzić powinna od razu wspomnieć o jedzeniu
- Ryby są już upieczone.. Leżą na papierowych talerzykach, które zabrałam z domu. Jeszcze gorące, więc idź wcinać, bo inaczej mistrz cie wyprzedzi i może nawet zje twoją porcję- zażartowała. On jednak wziął to całkiem poważnie, bo wyleciał z namiotu jak z procy.
- Dobrze, to teraz pora obudzić Sasuke-kun- celowo pozwoliła mu na spanie jak najdłużej. Zastanawiała się teraz nad tym jak wytłumaczyć pozostałym fakt, że brunet spał z jej namiocie. Wsadziła do niego głowę i spojrzała na niego. Wyglądał tak spokojnie, że nie miała serca go budzić- trudno, wygląda na to, że zje później- zasunęła zamek, aby nikt mu nie przeszkadzał, a sama usiadła na pieńku przy ognisku i zabrała się za jedzenie.


Zanim jeszcze otworzył oczy leżał i wdychał jej piękny zapach, którym przesiąkł cały namiot. Zastanawiał się nad tym czy wciąż leży obok. Jednak po kilku sekundach stwierdził, że jej nie ma. Nie słyszał jej oddechu, czy też nie wyczuwał obecności. Usiadł wolno i przeciągnął się niczym kot. Nie przypominał sobie kiedy tak dobrze mu się spało. Po raz pierwszy od tak dawna to nie koszmar go obudził, więc czuł się wyjątkowo wypoczęty pomimo tego, że spał zaledwie parę godzin. Domyślał się, że musi być stosunkowo późno, ponieważ słyszał głośno prowadzoną rozmowę i śmiechy. Zwinął śpiwór i wyszedł z namiotu. Momentalnie wszystkie spojrzenia spoczęły na nim, a Naruto, który pałaszował rybę był w takim szoku, że otworzył szeroko usta z niedowierzania, tak, że mało jedzenie nie wyleciało mu z buzi
- Sasuke co ty robiłeś w namiocie Sakury-chan? Aaa czy to znaczy...aa co to właściwie znaczy? Co jej zrobiłeś?- zaczął panikować. Uchiha nie wiedział co powiedzieć. Nie miał zamiaru się tłumaczyć nikomu ze swoich poczynań, tym bardziej jemu, jednak musiał przyznać, że sytuacja była wyjątkowo głupia i niekomfortowa
- Hehe Naruto to nie tak jak myślisz. Wymieniliśmy się. Tzn. ktoś tak głośno chrapał w nocy- spojrzała na niego oskarżycielsko- że inni nie mogli zasnąć, więc najpierw ja spałam kilka godzin, podczas treningu Sasuke-kuna, a potem się zamieniliśmy. On poszedł spać, a ja w tym czasie trenowałam, złowiłam ryby i zrobiłam śniadanie. Jeszcze jakieś pytania?- zapytała słodko
- Nie, teraz wszystko rozumiem- powiedział skarcony. Brunet spojrzał na nią, a ona uśmiechnęła się porozumiewawczo. Wygląda na to, że zamierzała utrzymać ten mały sekret w tajemnicy przed pozostałymi członkami z drużyny, co było mu jak najbardziej na rękę.
- Sasuke-kun ryby właśnie się upiekły, więc siadaj i jedz- powiedziała podając mu papierowy talerzyk z 2 rybami, dwoma kanapkami i plastikowym kubeczkiem wody. Przyjął je chętnie, usiadł na pieńku i zaczął jeść. Był pod wrażeniem tego, że podczas jego drzemki ona zdążyła tyle zrobić. Sam fakt, że wpadła na to, aby przygotować dla wszystkich śniadanie było gestem którego się po niej nie spodziewał. Owszem odpowiadała za suchy prowiant, ale to już zupełnie inna sprawa. W końcu nie była odpowiedzialna za nich. Każdy powinien sam zadbać o jedzenie dla siebie i tym podobne rzeczy. Nie rozumiał tego dlaczego to robiła. Jeśli chciała wkupić się w ich łaski to już dawno jej się to udało. Nawet on musiał przyznać, że uważał ją za prawdziwą przyjaciółkę. Zapomniał o ich wcześniejszej sprzeczce i poprzednich także. Właściwie to musiał przyznać chociaż przed samym sobą, że ulżyło mu kiedy powiedziała, że jednak nie ma go za kogoś pozbawionego uczuć. A uwierzył jej, gdy to powiedziała, bo mówiła szczerze. Ogólnie była bardzo szczerą osobą. Do nie dawna wątpił w to, że takie istoty jeszcze istnieją. Podczas, gdy on konsumował śniadanie ona zabrała się za sprzątanie.
- Sakura-chan pomogę ci z tym- zaoferował Uzumaki- w końcu zrobiłaś już to wszystko, nie musisz zajmować się tym sama
- Ale to żaden problem- odpowiedziała uśmiechając się do niego- naprawdę. Jestem przyzwyczajona do gotowania i lubię się tym zajmować- zapewniała- poza tym to jest robota dla dziewczyny. Jeśli koniecznie chcesz się czymś zająć to może złożysz namiot, co? Za niedługo będziemy wyruszać
- W porządku, ale chociaż pozwól na to, że złożę też twój
- Już wczoraj go rozkładałeś Naruto. Sądzisz, że sobie z tym nie poradzę?- spróbowała innej taktyki
- Po prostu chcę pomóc..
- A od kiedy ty się taki pomocny zrobiłeś, co?- wtrącił
-A ty co Sasuke. Pozwolisz na to, aby Sakura-chan wszystkim się zajmowała, a ty nie kiwniesz nawet palcem?- spytał wyraźnie poirytowany
- Skoro tego chce
- Osz ty...
- Naruto spokojnie. Jak już mówiłam lubię to robić- dotknęła jego ramienia w uspokajającym geście
- Dobra idę złożyć te namioty- powiedział i poszedł
- A ty też nie musiałeś go prowokować- powiedziała tym razem do niego, co go zaskoczyło. Nigdy dotąd nie zwróciła mu uwagi. Zawsze stawała po jego stronie w ich konfliktach i upominała jedynie blondyna.
- Nie moja wina, że tak łatwo daje się sprowokować. Zupełnie jak dziecko, nie sądzisz?
- Owszem, ale sam nie jesteś lepszy. Skoro wiesz, że tak reaguje na tym podobne zaczepki to chyba mógłbyś też uważać na to co mówisz, czyż nie?
- A co ty tak nagle bierzesz jego stronę, co?- spytał zirytowany. Nie podobało mu się to, że się go czepia, a jeszcze bardziej fakt, że broni tego idioty
- A ty to już chyba dawno nie dostałeś bury, co - to było bardziej stwierdzenie, niż pytanie. Zmierzył ją wzrokiem, lecz nie odwróciła spojrzenia, jak to robiła do tej pory kiedy się na nią gniewał.
- No już nie złość się. Po prostu wszyscy stanowimy jedną drużynę. Jest to nasza pierwsza prawdziwa misja, a wasze ciągłe sprzeczki na pewno nie pomogą nam w jej wykonaniu. Pomyślałam tylko, że może mógłbyś mu trochę odpuścić. Przemyśl to- powiedziała to po czym odeszła. Kakashi-sensei również gdzieś się zmył, więc został przy ognisku sam. Myślał nad tym co mu powiedziała, ale nie chciał, aby od teraz tak to wyglądało. Lubił to, że w ich sprzeczkach miał w niej sojusznika, a teraz kiedy wydawać by się mogło zbliżyli się do siebie ona robi coś takiego. Być może to właśnie na tym polega prawdziwa przyjaźń? Skąd miał wiedzieć.Może wtedy kiedy ludzie się przyjaźnią mówią sobie różne rzeczy. Nie koniecznie zawsze takie, które ta druga strona chce usłyszeć. Nie chciał już dłużej się nad tym głowić. Skończył jeść, zgasił palenisko i poszedł po swój plecak.

Po jakiejś godzinie, gdy zebrali rzeczy po „obozowaniu” znowu byli w drodze. Biegli przez las przeskakując z gałęzi na gałąź, między koronami drzew. Utrzymywali równe tempo. Kakashi twierdził, że mają dobry czas, więc nie musieli jakoś specjalnie się spieszyć. Nie rozmawiali podczas drogi. Poruszali się w formacji. Mistrz i Naruto byli pierwsi, ona i Sasuke ostatni. W ten sposób mieli najlepsze pole widzenia. Uchiha ze swoim sharinganem bez trudu dostrzeże wrogów z tyłu jak i po bokach, tak samo pole widzenia Kakashiego było większe. Ona i Uzumaki natomiast nie mogli popisać się tak doskonałym wzrokiem, więc zostawili to zadanie towarzyszom. Nagle nie wiedząc skąd w jej polu widzenia pojawił się kunai, który przeciął powietrze tuż przed jej głową. Albo ktoś miał kiepskiego cela albo ona szczęście, bo mało brakowało, a miałaby niezłą szramę na policzku.
- A wy gdzie się wybieracie?- usłyszała czyjś głos, a po chwili ujrzała dwóch ninja przed nimi. Byli starsi od nich. Jak dla niej wyglądali na jouninów w dodatku z wioski Wodospadu, co poznała po znaku na opaskach.
- Wydaje mi się czy zamierzacie nas odwiedzić? Jak myślisz Genpaku?
- Też mi się tak wydaje Goro
- Chwileczkę...Genpaku? Haha to brzmi prawie jak tempaku, co za idiotyczne imię- zaczął się śmiać Naruto. Musiała przyznać, że po części jej się to udzieliło. Wcześniej nie zauważyła jak komicznie to brzmi
- To nie tak się wymawia idioto!- najwyraźniej panu „oryginalne imię” się to nie spodobało
- Jak można komuś tak dać na imię- kontynuował Uzumaki- rodzice chyba cie nie kochają
- Draniu...
- Nie daj się sprowokować. To jedynie garstka genninów. Rozprawimy się z nimi raz dwa, ale nie daj się rozproszyć- Nie trzeba było specjalnej wnikliwości, aby zorientować się, że to ten cały Goro robi za mózg operacji i to na niego trzeba będzie szczególnie uważać.
- Ciekawe co będziesz mówił, gdy ta garstka genninów skopie wam tyłki- tym razem wtrącił Uchiha
- Spróbuj to powtórzyć kiedy już się wami zajmiemy, a tę ślicznotkę zabierzemy w ramach nagrody- jego wzrok lubieżnie ją przeczesał. Aż dreszcze ją przeszły. Chłopcy nie pozostali głusi na tę zniewagę. Zaatakowali wrogów. Obaj podczas potyczki skupili się na Goro, traktując go jak realne zagrożenie. Ten drugi był totalnym idiotą. Zostawili go jej i Kakashiemu. On jednak najwyraźniej był zainteresowany jedynie walką z nią. Dość szybko udało mu się odciągnąć ją od pozostałych. Nie miała ochoty zostawać z nim sam na sam, ale także nie chciała przyznawać się do tego, że potrzebuje pomocy. Skoro uczepił się właśnie jej to właśnie ona musi się z nim rozprawić. Używała kilku podstawowych technik jak podmiana, a także rzucała shurikenami dokładnie tak jak nauczył ją Sasuke. Jej celność znacznie się poprawiła. W dodatku przy tym kolesiu nie miała wyrzutów, gdy udało jej się go zranić. Umiejętność kontroli chakry w tym momencie bardzo jej się przydawała. Nie raz zawisła na gałęzi drzewa niczym nietoperz, czy też przebiegła po pniu. Kiedy obojgu najwyraźniej skończyła się broń rozpoczęli walkę wręcz. Tutaj z kolej była wdzięczna Lee za nauczenie jej kilku przydatnych ataków. Skumulowała pewną ilość chakry w jednej pięści i uderzyła w gałąź na której przykucnął, tak, że rozpadła się w drobny mak i pozostały z niej jedynie drzazgi. Niestety przeciwnik zdążył odskoczyć i już leciał w jej stronę.
- Haha lubię takie ostre laski- śmiał się z tym swoim obrzydliwym uśmieszkiem, zupełnie jakby już sobie wyobrażał co najchętniej by z nią zrobił. Przygotowała się na cios,który nie nadszedł, ponieważ nie wiadomo skąd tuż przed nią wyrósł Sasuke. Przyjął cios zamiast niej i został mocno popchnięty. Razem polecieli na pień pobliskiego drzewa, już miała w niego uderzyć jednak on obrócił się tak, że teraz nie ona trzymała w objęciach jego lecz on ją. Głośno wpadli na gruby pień, po czym ześliznęli się po nim na gałąź, która znajdowała się kilka metrów niżej. Chłopak całkowicie przyjął uderzenie na siebie. Ona pozostała bez szwanku. Teraz siedzieli na gałęzi, on obejmował ją mocno
- Sasuke-kun!- krzyknęła- nic ci nie jest? Zanim jednak zdążył odpowiedzieć poczuła, że jej sukienka z przodu jest cała mokra. Spojrzała w dół i ujrzała krew. Sama nie czuła się ranna, więc wiedziała, że czerwona ciecz nie należy do niej. Wtem zobaczyła kunai wbity w jego przedramię. Widocznie temu idiocie nie skończyła się broń, czekał jedynie na odpowiedni moment. Obróciła się tak, by móc na niego spojrzeć. Był cały blady i wyglądał niewyraźnie. Musiał stracić mnóstwo chakry podczas walki z pierwszym przeciwnikiem, a ten cios i upadek na pewno nie pomagały w jego kondycji.
- Głupi! Dlaczego to zrobiłeś?- spytała trzymając jego głowę w rękach. On spojrzał na nią, przykrył dłonią jedną z jej rąk i odpowiedział z uśmieszkiem
- W końcu jesteśmy drużyną, co nie?
- Jak wy śmiecie się obściskiwać na moich oczach?! Ona jest moja!
- Taa...sądzę, że ona jednak myśli inaczej- wstał nieco chwiejnie. Wiedziała, że będzie udawał,że nic mu nie jest.Zawsze tak robił. Faceci tak już mają, że w życiu nie okażą słabości, no chyba, że jest z nimi już naprawdę źle i nie mają innego wyboru. W rzeczywistości jednak nie był w dobrym stanie,stracił też sporo krwi, która wciąż płynęła z jego rany. Prawda była taka, że nie nadawał się do walki
- Ojj coś słabo wyglądasz Sasuke -powiedział z niesmakiem blondyn, który właśnie przybiegł w towarzystwie Kakashiego.
- Sakura-chan wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojny, gdy ją ujrzał
- Nie, nic mi nie jest,ale Sasuke-kun...
- Sakura zabierz stąd Sasuke, my się nim zajmiemy- zakomenderował mistrz, po czym rzucił bombę dymną w kierunku wrogiego shinobi, czym znacznie zmniejszył jego pole widzenia. Dziewczyna przerzuciła sobie jedno ramię chłopaka przez głowę, to zdrowe po czym złapała go w pasie drugą ręką. Nie miał jak protestować, gdyż był w takim stanie, że ledwo trzymał pion. A w czasie ucieczki całkowiecie stracił przytomność. Wiedziała, że musi jak najszybciej go opatrzyć, więc nie miała czasu zabrać go gdzieś dalej jak jakiś kilometr od miejsca w którym się znajdowali. Oparła go o pień drzewa, a sama uklękła naprzeciwko niego.


Żeby nie było nudno, wpadłam na pewien pomysł. Co powiecie na mały quiz?

1. Kto pomagał Sakurze w przygotowaniach do sprawdzianu ?( mam na myśli ich walkę 1vs 1)
2. Jak ma na imię przybrana "siostrzyczka" różowowłosej?
3. Jaką potrawę przygotowała Haruno dla Uchihy?
Wszystkie odpowiedzi znajdują się w poprzednich rozdziałach powyższego opowiadania. Czekam na Wasz odzew w komentarzach. Pa :*

sobota, 11 lutego 2017

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (5/?)

Paring: Sasusaku
A/M: Naruto
Dozwolone: od 16 lat
Przez myśl mu nawet przeszło, że być może to Itachi przyszedł dokończyć to co zaczął lata temu, czyli zabić go. Co prawda Konoha była chroniona, ale chłopak wiedział, że dla jego brata nie jest to najmniejszą przeszkodą. Rozważał nawet zabranie kunaji, ale po krótkim zastanowieniu odrzucił ten pomysł. W końcu broń ninja przeciwko jego bratu na nic by mu się nie przydała. Podszedł ostrożnie i otworzył drzwi.


Dziewczyna stała na korytarzu. Po za tym przed którym stała mieściło się jeszcze 3 mieszkania na piętrze. Nikt nie otwierał przez dłuższą chwilę, więc miała okazje, by się trochę rozejrzeć. Budynek był zaniedbany. Od ścian na korytarzu odłaziła farba. Sakura właściwie była tutaj po raz pierwszy. Przed nią otwarły się zwykłe, białe, drewniane drzwi, a po chwili stanął w nich brunet. W zwyczajnym czarnym t-shirtcie i spodniach od dresu. Miał mokre włosy, a przez ramie przewieszony biały ręcznik. Dziewczynie zrobiło się głupio. Przypomniała sobie, że musiała czekać całkiem długi czas, a ten obrazek uzmysłowił jej dlaczego tak było. Chłopak przez tak długo czas nie otwierał drzwi,ponieważ brał prysznic. A, że ona była taka namolna i pukała do momentu w którym nie otworzył, był zmuszony skończyć kąpiel. Całe szczęście, że nie wyszedł w ręczniku-pomyślała z ulgą. W tym momencie uświadomiła sobie, że nie dość, że mu przerwała to jeszcze teraz stoi i gapi się na niego.
- Po co przyszłaś? Odchrząknęła szybko, by nieco oczyścić gardło, które zrobiło się suche na wiór przemówiła
- Przepraszam za najście, ale Kakashi-sensei prosił mnie bym przekazała wam pewną informacje dotyczącą naszej następnej misji. Otóż zbiórka jest jutro o 7 obok boiska szkolnego. Wyruszamy do wioski Wodospadu. Nasza misja będzie polegała na ochronie jakiegoś urzędnika państowego, który ma dla hokage jakieś poufne informacje. Misja ma rangę B, ale z możliwością, że w każdej chwili może przeistoczyć się w misję rangi A. Prawdopodobnie będzie ona trwała od 3-4 dni. Ok to by było na tyle, muszę jeszcze przekazać to samo Naruto, także na razie- pomachała mu na pożegnanie i już jej nie było.
- Uff...co za ulga, że udało mi się jakoś normalnie sklecić zdania i nie czekając na jego wybuch złości dać nogę. Rany...że też mistrz musiał wpaść akurat na mnie. Zupełnie tak jak by sam nie mógł ich o tym poinformować i zamiast tego wysłużył się mną. Dobra to teraz jeszcze tylko muszę znaleźć Naruto i mu to przekazać.


Według niego jej zachowanie było trochę dziwne. Na początku stała przez chwile nie powiedziawszy nawet słowa,tylko po to, by potem wyrecytować wiadomość od Kakashiego najszybciej jak tylko była w stanie i nie dając mi chwili na jakąkolwiek odpowiedź po prostu sobie pójść.
- Czy ona na serio aż tak się mnie boi?- zachodził w głowę. Trochę się zawiódł,bo sądził, że ich relacje są na jak najlepszej drodze, a tu taki obrót spraw. Zdjął ręcznik z ramienia i zaczął suszyć włosy
- Chwila ręcznik?No i teraz wszystko jasne, pewnie myślała, że aby otworzyć drzwi musiał przerwać kąpiel. To dlatego tak się spieszyła, aby mu wszystko przekazać. Kiedy popatrzył na to w ten sposób trochę mu ulżyło. Po umyciu naczyń zabrał się za pakowanie na jutrzejszą misję.


Wstała równo z budzikiem. Znowu ustawiła go godz. wcześniej, aby zdążyć przyszykować jedzenie na misję. Postanowiła, że przygotuje dla wszystkich kanapki i onigiri jako posiłek oraz małą przekąskę. Poprzedniego dnia kupiła już potrzebne składniki, aby dzisiaj wszystko sprawniej poszło. Kiedy skończyła włożyła jedzenie do plecaka po czym wyszła z domu. Jej rodziców nie było, więc zamknęła drzwi na klucz. Miała jeszcze całkiem sporo czasu, dlatego ruszyła nie spiesznym krokiem. Kiedy dotarła na miejsce Sasuke już czekał na resztę.
- Hej - powiedziała radośnie. Uchiha tylko coś mruknął pod nosem i kiwnął głową na znak przywitania- yhm chyba dalej jest na mnie zły za wczoraj. No ekstra, nasza pierwsza wspólna misja po za wioską, a nasza praca zespołowa będzie kulała jeszcze bardziej niż na co dzień. Blondyn przyszedł niewiele później, ale nie odezwał się ani słowem do pozostałych. Sakura zauważyła, że Naruto wyjątkowo dziwnie się dzisiaj zachowuje. Usiadł pod bramą boiska z daleka od nich i siedział cicho co było do niego nie podobne i niepokojące zarazem. Zaczęła się martwić, więc podeszła do przyjaciela i usiadła obok niego
- Naruto wszystko w porządku? Coś się stało?- spytała szeptem i spojrzała na niego
- To nic takiego Sakura-chan nie musisz się martwić
- Oczywiście, że się martwię głuptasie. W końcu jesteś moim przyjacielem- powiedziała i uśmiechnęła się wspierająco. Chłopak spojrzała na nią i przez pewien czas nic nie mówili po prostu patrzyli się na siebie. Dla bezstronnego obserwatora mogliby nawet wyglądać na zakochaną parę, która się w siebie wpatruje niczym w obrazek.
- Chodzi po prostu o to, że w tym miesiącu wydałem za dużo pieniędzy i skończyły się moje oszczędności. Nie miałem nawet jak kupić sobie czegoś na drogę, więc ramen, które jadłem dziś rano jest moim ostatnim posiłkiem na te 4 dni- powiedział przygnębiony
- Nie martw się, coś wymyślimy- powiedziała przekonująco- masz moje słowo, że nie pozwolę ci głodować- mrugnęła do niego okiem
- Sakura-chan jesteś wspaniała- niemal wychlipiał chłopak. Po ich krótkiej,lecz widocznie potrzebnej rozmowie jego humor wrócił w mgnieniu oka już po chwili zaczęli normalnie rozmawiać, a nawet śmiać się.


Obserwował ich z pod drzewa. Już po chwili od kiedy Sakura podeszła do Uzumakiego jego nastrój zmienił się diametralnie. Jego jadaczka znów była wyszczerzona, a cisza przerwana. Nie słyszał o czym rozmawiają, nie żeby go to interesowało, ale jego uwadze nie uciekło to, że przez dłuższy czas wpatrywali się w siebie co z niewiadomego powodu strasznie go zirytowało. Odnosił wrażenie, że w tym momencie byli w swoim własnym,prywatnym świecie w którym istniała jedynie ich dwójka. Zupełnie jak wtedy kiedy on i Sakura walczyli. Był taki moment, kiedy on również po za nią nie widział i nie słyszał nic innego. Dziwnie się czuł z myślą, że oni teraz przeżywają coś podobnego.
Godzina 7 minęła i bardzo szybko zmieniła się w 7:30, a Kakashiego dalej nie było widać.
- Rany..czy on naprawdę nie może być na czas chociaż ten jeden raz- zaczął narzekać Naruto- Aaa nie wytrzymam już dłużej! Ciągle się spóźnia i potem to do nas ma pretensje
- Zamknij się kretynie- wtrącił Uchiha
- Coś ty powiedział Sasuke?!
- Żebyś się przymknął, bo twoje wrzaski w niczym nam nie pomogą
- A bezczynne siedzenie i udawanie, że nic się nie dzieje niby tak?!
- Uspokójcie się obaj!- miała dosyć wysłuchiwania ich wiecznych kłótni
- A ty wcale nie jesteś lepsza- tym razem zdanie to skierował do dziewczyny
- Słucham?
- To wszystko twoja wina. Siedział sobie spokojnie i cicho co jak wiesz praktycznie nigdy się nie zdarza,ale nie. Ty musiałaś to wszystko zepsuć!
- To co?! Miałam go tak po prostu zostawić samego?! Martwiłam się, bo to było nie codzienne zachowanie
- A to, że się teraz wydziera i zakłóca spokój ma niby w czymś pomóc?!
- A co ty możesz o tym wiedzieć!
- Co masz przez to na myśli?
- Zawsze tylko kryjesz swoje prawdziwe emocje za tą swoją maską. Jak więc możesz zrozumieć ludzi, którzy nie potrafią zachowywać się w ten sposób! Z których można czytać jak z książki nie ważne czy są przygnębieni, szczęśliwi czy też wściekli!
- A co jest złego w byciu opanowanym? Ja przynajmniej nie zachowuje się jak dziecko w przeciwieństwie do was i nie pozwalam na to by emocje wzięły na de mną górę!
- Czyżby? A niby co teraz robisz?
- Usiłuje uspokoić dwójkę ludzi, którzy na rozumy pozamieniali się chyba z przedszkolakami
- W takim razie przepraszam, że zabrałam ci twoją cenną ciszę! Ale nie mogłam tak siedzieć bezczynnie! Wybacz mi za to, że mam serce!W przeciwieństwie do ciebie nie jestem jak posąg bez uczuć!- już w momencie wypowiadania tego zdania gorzko pożałowała tego, że nie potrafiła ugryźć się w język. To był najmniej odpowiedni moment na awarie filtra mózg- usta, ale już było na późno. Patrzyła na jego twarz przez którą przebiegł grymas bólu, trwał od zaledwie ułamek sekundy, bo gdy mrugnęła jego twarz znów zamieniła się w nieczytelną maskę. Mogłaby sobie wmówić, że nic takiego nie miało miejsca, lecz po ujrzeniu tej mimiki nie była już w stanie usunąć jej ze swej pamięci. Zraniła go, a naprawdę nie chciała tego robić. To po prostu zdarzyło się tak szybko. Nie wiadomo dlaczego on nagle na nią naskoczył, a ona w rewanżu się odgryzła, lecz teraz przekroczyła granicę i nie była pewna czy kiedykolwiek uda jej się to naprawić.


Patrzył na nią w oszołomieniu. To co powiedziała całkowicie go zaskoczyło. W dodatku nie mógł nic odpowiedzieć, bo miała racje. Już nie jeden raz słyszał o sobie podobne rzeczy. Dzieciaki w akademii zawsze mówiły coś takiego, więc naprawdę zdążył się już przyzwyczaić do tego, że wszyscy tak o nim myślą. Jednak teraz nabrało to zupełnie nowego znaczenia. Sam nie rozumiał dlaczego tak się przejął tym, że ona również podziela zdanie innych, jednak kiedy to powiedziała coś go zakuło i nie potrafił już pozostać obojętny. Wiedział, że doskonale musiała zobaczyć jego rację. Mógł wyczytać to w jej oczach, jak także i to, że bardzo tego żałuje i najchętniej by to cofnęła, co jednak nie jest możliwe. Słowa padły i po raz pierwszy od dawna zrobiły spustoszenie w sercu Sasuke.
- O widzę, że już jesteście- dotarł do niego głos
- Tak już od jakiejś godziny- wtrącił blondyn
- Co? Po co przyszliście tak wcześnie? Sakura nie przekazałaś kolegą, że zbiórka miała być o 8?
- Słucham? Kakashi-sensei powiedział wyraźnie, że mamy być na miejscu o równej 7, nawet zapytałam dlaczego tak wcześnie i mistrz odpowiedział, że droga jest długa,więc musimy wcześnie wyruszyć. Sensei się spóźnił i teraz próbuje zrzucić winę na mnie- powiedziała niezadowolona
- Naprawdę tak ci powiedziałem? W takim razie wybaczcie, wybaczcie,ale coś mnie zatrzymało
- Yhm nawet domyślam się co
- Właśnie to „coś” wystaje z tylnej kieszeni mistrza spodni- dopowiedział Naruto
- Już dobrze, dobrze niech wam będzie. Teraz nie ma sensu roztrząsać czyja no jest wina, prawda? No właśnie. Najważniejsze, że wszyscy już jesteśmy, tak więc ruszajmy. Pozostali zebrali swoje rzeczy i pobiegli za nim.


Duża część trasy prowadziła przez las, więc teraz biegli między koronami drzew. Sasuke był ostatni. Miał sporo rzeczy do przemyślenia, a poza tym nie było powodu do pośpiechu.
- Oj Sasuke co tak wolno? Jesteś ostatni haha- naigrywał się Naruto. Jednak Uchiha ignorował jego zaczepki i nie dał się sprowokować. Ostatnim razem, gdy sobie na to pozwolił to nie skończyło się dobrze. Nie potrzebnie naskoczył wtedy na Sakurę,ale to nie był jedyny moment w którym zaskoczył sam siebie. Ostatnio zdarzało się to naprawdę często, z czego zdał sobie teraz sprawę. Miał zamiar rozwikłać powód swojej nagłej zmiany zachowania-Zacznijmy od tego kiedy to się zaczęło? Hm...mniej więcej od momentu w którym zacząłem widzieć w tej dwójce swoich przyjaciół. W sumie to moje relacje z Naruto w ogóle się nie zmieniły. Nadal mnie irytuje, wciąż ciągle się kłócimy i rywalizujemy ze sobą. To co się zmieniło to moje zachowanie wględem Sakury, tylko dlaczego? Dobra może zacznę od początku i tej nieszczęsnej walki, którą o mało co bym przegrał przez zwyczajne rozkojarzenie. Bo nie wiadomo skąd i dlaczego nagle przede mną pojawił się mój brat. W dodatku normalnie sobie ze mnie kpił i z tamtejszej sytuacji. Co prawda można powiedzieć, że jego pojawienie się uratowało mnie od ego zawieszenia w którym się znajdowałem. Ale nigdy przedtem nie czułem czegoś podobnego jak w tym momencie, gdy ona przygwoździła mnie do ziemi. Byłem świadomy każdego jej mięśnia, który napięty walczył ze wszystkich sił o to, by jak najdłużej przytrzymać mnie przy ziemi. Ale zdarzyło się coś jeszcze. W momencie w którym na mnie spojrzała byłem zgubiony. Przez moment zapomniałem o tym, że jestem w środku walki, a zamiast tego podziwiałem jej oczy? Co się ze mną dzieje do cholery? Nie mogłem się ruszyć, albo nie właściwie to nie chciałem tego zrobić. Dobra to nie ważne. Jeszcze dziwniejsze były objawy związane z tym wydarzeniem. Puls bił mi bardzo szybko, miałem zawroty głowy i było mi strasznie gorąco, czułem się zupełnie tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem i byłem chory. Miałem wtedy gorączkę, dreszcze i właśnie te zawrot głowy. Co prawda wtedy towarzyszyły mi jeszcze kaszel i katar, które nie pojawiły się teraz, a przynajmniej na razie tego nie zrobiły. Być może to tylko jakiś wirus, początek choroby? Cóż...objawy by się zgadzały. Tak, to na pewno o to chodzi- wmówił sobie chłopak, lecz miał dziwne przeczucie, że cokolwiek by to nie było to był to zaledwie początek jego „choroby”.


Sakura przez całą drogę nie odzywała się do Uchihy. Nawet gdyby chciała to co niby miała mu powiedzieć? Przepraszam za to co powiedziałam. Naprawdę tak nie myślę?- Ehh...gdzieś to już słyszałam. No, ale w sumie taka prawda. Przecież serio nie miałam tego na myśli. W sumie to nadal nie wiem dlaczego wtedy tak wybuchłam. Serio nie wiesz? Haha...nie oszukuj się, przecież to on zaczął. Całą sytuacje zwalił na ciebie, pomimo tego, że przecież w ogóle nie byłaś temu winna.Nie daj się więc wpędzić w poczucie winy za coś czego nie zrobiłaś- odezwało się jej alterego- No niby tak, ale i tak sądzę, że przesadziłam. Widziałam jego minę. W życiu nie widziałam go w takim stanie....ta tak no jasne biedny Sasuke-kun. Znowu zaczynasz? Chcesz być tą samą dziewczynką, którą byłaś w akademii, co? Tą co wszędzie tylko za nim latała krzycząć Sasuke-kun, Sasuke-kun, co? Nie sądzisz, że to żałosne? Ok,tak było, ale byłam wtedy jedynie dzieckiem i....no właśnie w tym rzecz. Teraz już nim nie jesteś, więc przestań się nad sobą użalać. Tym bardziej, że przecież nie skłamałaś. Powiedziałaś mu szczerą prawdę, a prawda czasem boli. Kiedy skończyła swój wewnętrzy monolog znów na niego spojrzała. Wyglądał na zamyślonego, ale nie jakiegoś rzygnebionego, więc trochę odetchnęła z ulgą. Musiał wyczuć, że mu się przygląda, bo również na nią spojrzał. Ona jedak odwróciła wzok. Tym razem nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, nie teraz.


Po kilku godzinach wędrówki wszyscy byli już trochę zmęczeni, poza tym zastało ich późnie popołudnie. Słońce powoli chowało się za choryzontem zapowiadając noc.
- W porządku tutaj rozbijemy obóz- zakomenderował Kakashi, kiedy dotarli do jakiejś polany w środku lasu. Niedaleko stąd jest wzgórze, które jest świetnym punktem obserwacyjnym, a poza tym rzeka płynie zaraz za tymi drzewami- zskazał palcem kierunek. Wszyscy odłożyli swoje rzeczy i usiedli pod pobliskiem drzewem
- Ale jestem głodny- narzekał Uzumaki, a jego brzuch zaburczał na potwierdzenie tych słów
- W takim razie świetnie się składa- powiedziała i zaczęła wyciągać coś ze swojego placaka, po czym podała mu pudełeczko na bento
- Co to jest?- wziął go od niej i spojrzał zaskoczony
- Otwórz i się przekonaj- odpowiedziała z uśmiechem. Chłopak zrobił tak jak mu powiedziała, a oczy zaświeciły mu się jak światełka na choince w Boże Narodzenie, gdy zobaczył co jest w środku
- Dziękuje ci Sakura-chan, Atadakimasu - odpowiedział i zaraz zabrał się za jedzenie- rany jakie to pyszne- skomentował- ten dango są jeszcze lepsze od poprzednich- pochwalił
- Naprawdę? Cieszę się w takim razie, że ci smakują, bo te przygotowałam sama
- Proszę- powiedziała podając pudełeczko Kakashiemu
- Dziękuje ci Sakura
- Smacznego- odpowiedziała. Obserwował jak blondym i mistrz zajadali ze smakiem. A ona właśnie sięgała do placaka po jak się domyślał porcje dla siebie. Po tym jak ostatnio nie przyjął kupionych wtedy przez nią słodyczy nie spodziewał się,by miała popełnić ten sam błąd, gdy już znała jego reacje na tego typu gesty
- Proszę, a to dla ciebie Sasuke-kun- powiedziała podając mu jego porcje. Spojrzał na nią sceptycznie- czyżby już zapomniała? Przecież mówiłem jej ostatno, że nie lubię słodyczy. Przez chwile tylko przyglądał się pakunkowi
- No proszę weż- ponagliła i podała mu go- z ociąganiem odpakował jedzenie, lecz jego zawartość całkowicie go zaskoczyła. Zamiast dango w pudełku były takoyaki* z sosem do zamaczania. Znów na nią spojrzał, ale po jej reakcji wywnioskował, że szok wciąż był widoczny na jego twarzy
- Tym razem nie możesz się już wykręcać tym, że nie lubisz słodyczy- powiedziała z uśmiechem i mrugnęła do niego- chwila...wykręcać? O czym ona mówi? Czyżby myślała, że wtedy skłamałem tylko dlatego, że nie chciałem jeść tego co mi wtedy dała? To dlatego tym razem przygotowała coś innego?
- Wykręcać się? O czym ty mówisz?
- No jak to o czym? O tym twoim małym kłamstewku, że niby nie lubisz słodyczy
- Ale ja nie skłamałem. Naprawdę ich nie lubię- odpowiedział- po co miałbym kłamać?- ale ona nie musiała odpowiadać. Mógł wyczytać to z jej twarzy, jego przypuszcznia były słuszne, a ona musiała pomyśleć, że nie przyjął jedzenia tylko dlatego, że to ona je przyniosła.
- Cóż w takim razie mam nadzieję, że będzie ci smakować- uśmiechała się niepewnie, a sama zabrała się za swoją porcję. Znów spojrzał na jedzenie, smakowity zapach otulał mu nostrza,a on wciągnął go głęboko w płuca, tak, że niemal ślinka zaczęła mu ściekać- ile to już lat minęło od kiedy jadł coś przygotowanego specjalnie dla niego?- sięgnął pamięcią do czasów w których po raz ostatni jadł tą potrwę. Mama często mu ją robiła, gdyż należała do jego ulubionych. Co prawda przez ostatnie lata nie raz jadł je na mieście, ale to już nie było to samo. Musiał przyznać, że takoyaki* w wykonaniu Sakury wyglądały naprawdę smakowicie. Średniej wielkości kuleczki były ułożone równiótko w pudełku, jak od linijki. Miały złoty kolor i przypominały te,które przyrządzała mu mama. Wziął pałeczki, zamoczył jednką z kulek w sosie i wsadził do ust- to jest pyszne- pomyślał zachwycony. Jak się domyślał przygotowała wersję na słono. Jedzenie rozpływalo się w ustach, dlatego zaczął zajadać bardzo szybko. Z jednej strony chciał się tym delektować, ale teraz, gdy tego spróbował uświadomił sobie to jak bardzo był głodny.
- O wygląda na to, że Sasuke ma co innego, ej daj spróbować- powiedział i wyciągnął rękę w stronę jedzenia. Brunet zabrał je automatycznie, nie miał zamiaru się z nikim dzielić
- Miałeś swoje jedzenie- odpowiedział- to jest moja porcja
- No tak,ale ja już zjadłem, a poza tym ty masz coś innego, niż dango. No weź nie bądź ham i daj spróbować. W końcu to Sakura-chan je zrobiła- i to jest właśnie powód przez który się z tobą nie podzielę- pomyślał


    - Naruto jeśli nadal jesteś głodny to mam jeszcze onigiri* i kanapki- powiedziała dziewczyna
    - Co? Gdzie ty to wszystko pomieściłaś Sakura-chan? Twój placak musi być strzsznie ciężki. Czemu nic mi nie powiedziałaś? Przecież pomógłbym ci to nosić dattebayo
    - Nie ma takiej potrzeby. To naprawdę nie jest ciężkie. Po za tym nie ma tego znowu ta dużo. Jedzenie na 4 dni, by się zepsuło, więc zrobiłam jedynie te przekąski na dzisiaj, kanapki na jutrzejsze śniadanie i kolacje oraz onigiri* na coś w formie obiadu haha sama nie wiem,ale skoro niedaleko jest rzeka to co wy na to, by zrobić ognisko i zjeść pieczone tyby na kolacje, co?
    - To świetny pomysł dattebayo
    - Dobra teraz, gdy już pojedliśmy trzeba rozłożyć namioty, chłopcy liczę na was- powiedział mistrz- ja pójdę nad rzekę złowić kilka ryb
    - W porządku, więc ja pójdę do lasu nazbierać chrustu i rozpalę ognisko- zaoferowała Haruno
    - W takim razie pójdę z tobą Sakura-chan
    - Nie ma takiej potrzeby Naturo, poradzę sobie Lepiej zajmijcie się namiotami ok? Bo z tym mogłabym mieć problem haha
    - Nie ma sprawy, ja rozłożę twój namiot- zaoferował
    - A potrafisz to zrobić?- zakpił Uchiha
    - Ahh zamknij się, oczywiście, że potrafię.


Po kilku godzinach nastała noc. Namioty zostały już dawno rozstawione. Ognisko caly czas się paliło zapewniając im ciepło, pomimo tego, że była sposunkowo ciepła noc. Jej namiot mieścił się po lewej stronie od ogniska. Czyli od namiotu chłopców dzieliło ją jakieś 2 metry. Była jedyną dziewczyną w drużynie dlatego nie musiała się nim z nikim dzielić. Wyszła z niego cichutko na palcach nie chcąc nikogo obudzić. Postanowiła, że jest to idelna okazja do tego, żeby trochę potrenować. Kierowała się w kierunku wzgórza, uznała, że to będzie najlesze miejsce, tym bardziej, że gdyby jacyć wrogowie się zbliżali to stamtąd ich zobaczy i będzie mogła ostrzec resztę towarzyszy. Gdy już dotarła na miejsce zaczęła od rozgrzewki, więc zrobiła kilka okrążeń wokół wgórza, później przeszła do ćwiczeń rozciągających. Wykonała parę skłonów, brzuszków, przysiadów i kilka innych ćwiczeń. Później usiadła na ziemi i rozpoczęła kumulowanie chakry. Najpierw w stopach, więc przespacerowała się po kilku pniach drzew, później w dłoniach, więc zaczęła uderzać w pień zupenie tak jakby był jej przeciwnikiem. Po jakiejść godzinie takich ćwiczeń postanowiła, że poćwiczy celność shurikenami. Zrobiła więc tak jak uczył ją Sasuke. Stanęła w lekkim rozkroku, z nogą wiodącą na przodzie. W dalszej części skumulowała chakrę w dłoni w której trzymała broń i rzuciła. Shuriken przeleciał szybko 3 metry i wbił się w pień drzewa zostawiając w nim całkiem spory ślad. Była zaskoczona takim wynikiem. Po pary takich rzutach uznała, że idzie jej całkiem nieźle, więc aby utrudnić sobie zadanie zaczęła rzucać z rozbiegu. Co prawda nie mogła sprawić, by drzewo nagle stało się ruchomym celem, ale kto powiedział, że ona ma stać przed nm jak słup? Zwiększyła odległość pomiędzy nim a sobą, a potem obiegając go, będąc w ciągłym ruchu rzucała w wyznaczony wcześniej cel. To było już nieco trudniejsze zadanie, więc nie zawsze trafiała. Co jedynie sprawiało, że była jeszcze bardziej zmotywowana. Kiedy uznała, że wystarczy tego rzucania jak na jeden trening znów wróciła do poprzednich ćwiczeń. Wyzualizujać, że ma przed sobą przeciwnika ćwiczyła ciosy oraz wykopy.


Obudził go jakiś dźwięk. A może raczej bardziej pasowałoby stwierdzenie rozbudził, gdyż przecież nie spał. Leżał jedynie z zamkniętymi oczami zmuszony do słuchania chrapania Naruto. Od lat nie spał z nikim innym w pomieszczeniu dlatego przyzwyczajony był do całkowitej ciszy. Nie był w stanie zmrużyć oka w takim hałasie. Odnosił wrażenie, że cały namiot się trzęsie. Wyszedł z namiotu i wdychał świeże powietrze. Spojrzał w górę. Całe niebo było usypane gwiazdami. Noc była jasna, gdyż była pełnia księżyca. Nie potrzebował więc latarki, aby wszystko doskonale widzieć. Uznał, że skoro i tak nie może spać to może potrenuje. Ruszył więc w stronę punktu obserwacyjnego. Starał się iść dosyć cicho i nie hałasować za bardzo, chociaż wieział iż Naruto chyba nic nie byłoby w stanie obudzić. Spał jak kamień. Zanim jeszcze dotarł na miejsce usłyszał jakiś odgłos. Szybko więc schował się za pobliskie drzewo podejrzewając, że to mogą być wrogowie. W oddali dostrzegł jakąś postać. Szybko jednak rozpoznał w niej Sakurę. Dziewczyna najwyraźniej także nie mogła spać i zamiast tego trenowała.
Przyglądał jej się przez kilka minut. Jej postawa była naprawdę dobra, musiała „walczyć” z wyimaginowaym przeciwnikiem. Jej włosy, tym razem rozpuszczone powiewały na wietrze.Tym razem nie miał zamiaru obserwować jej z ukrycia, więc wyszedł z lasu i podszedł do niej. Była do niego obrócona tyłem, więc musiała wyczuć jego obecność, gdyż wykonała wykop do tyłu, który on bez trudu zablokował.
- Sasuke-kun!- krzyknęła zaskoczona- co ty tu robisz?
- Mógłbym zapytać cie o to samo- odpowiedział i puścił jej nogę
- Jak to co, nie widać? Trenuje
- Nie byłoby ci łatwiej walczyć z przeciwnikiem, który faktycznie istnieje?- uśmiechał się kpiąco
- Tak racja, ciekawe kogo miałam o to poprosić w środku lasu, może króliki?- odpowiedziała sarkastycznie
- To może potrenujesz ze mną- zaproponował



Ta propozycja zaskoczyła ją i przez chwilę nic nie odpowiedziała. Po chwili jednak opanowała się i powiedziała
- W porządku, ale nie myśl, że pójdzie ci ze mną tak łatwo- stanęła w pozycji początkowej i czekała na jego ruch. Z jego postawy wywnioskowała, że tym razem nie zamierzał jej lekceważyć. Podobało jej się to, że traktował ją poważnie. Może nie na równi z sobą, ale jak jakieś realne zagrożenie. Tym razem nie czekał tak długo jak poprednio i ruszył do ataku. Wykonał cios prawą ręką, który ona bez trudu ominęła, schyliła się i wykonała wykop lewą nogą, lecz on w porę odskoczył. Nie dał jej jednak czasu na to by wstać, bo już na nią ruszył. Spodziewała się, że podejrzewał, że szybko wstanie, więc zrobiła coś całkiem odwrotnego. Została w pozycji kucającej a w momencie w którym podbiegł już całkiem blisko podcięła mu lewą nogę na której akurat stawiał krok. Stracił na chwilę równowagę, lecz wykonał salto, więc koniec końców nie zaliczył gleby. Popchnał ją tak, że poleciała kilka metrów, lecz ona wykonała sprężynkę i już była na nogach. Przez całkiem długi czas się tak miotali. Na zmianę atakowali i robli uniki. Dziewczyna była już całkiem zmęczona, więc, gdy po raz kolejny udało mu się ją powalić na ziemię nie wstawała przez dłuższą chwilę, dlatego podszedł do niej i stanął w nogach
- Poddaje się- powiedziała- mam dość- on pochylił się nad nią
- Naprawdę? Już się poddajesz? Cienko, musisz popracować nad kondycją- ten jego arogancki uśmieszek znowu wyrósł na jego ustach, gdy patrzył na nią z góry
- A ty nad czujnością- odpowiedziała i zanim się obejrzał położyła nogi na jego brzuchu i przerzuciła go przez siebie, za głowę. Tego zupełnie się nie spodziewał . Stracił równowagę i upadł. Ona szybko wstała i wciąż śmiejąc się podeszła do niego, stanęła przed jego głową pochyliła się nad nim i powiedziała
- Mówiłeś coś może?- wciąż chichotała, ale chłopak nie dał za wygraną. Wyciągnął ręcę, złapał za jej kostki i podciął ją, po czym wstał szybko i przygwoździł ją do ziemi zupełnie tak jak podczas ich poprzedniej walki.
- A ty?- spytał, patrząc na nią z góry. Tym razem nie miał zamiaru dać się zwieść, więc przytrzymywał jej dłonie na wysokości jej głowy, usiadł na niej okrakiem w ten sposób unieruchamiając jej nogi. Patrzyła na niego. Był tak blisko. Miała ochotę przejechać palcami do jego policzku, lub wpleść je w jego włosy, ale nie mogła, gdyż unieruchomił jej ręce. Patrzył na nią z poważnią miną, a ona nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. To był głośny, zdrowy śmiech prosto z przepony. Już dawno tak się nie chichrała, ale nie mogła przestać. Była szczęśliwa, bo wyglądało na to, że ich niedawna sprzeczka odeszła w niepamięć, a na dodatek sam zaproponował wspólny trening. Jej śmiech musiał być zaraźliwy, bo chwile potem do niej dołączył. Wyglądał pięknie, tak się śmiejąc. Tak młodo i na takiego zrelaksowanego Wyglądał po prostu na chłopaka w swoim wieku, a nie poważnego, dojrzałego dorosłego którego z siebie robił. Jednak już po chwili przestał się śmiać i znowu spojrzał na nią poważnie. Ta mina sprawiła,że jej także przestało być do śmiechu. Nagle przypomniała sobie o czymś.
- Znowu zamierzasz mi grozić?- spytała, kiedy zobaczyła jego zaskoczony wyraz twarzy znów zaczęła chichotać
- Grozić ci, o czym ty mówisz? A kiedy niby ci groziłem?- jego napięcie zaczęło jej się powoli udzielać, dlatego sama również przestała się uśmiechać
- No jak to kiedy? Nie pamiętasz? Podczas naszej ostatniej walki- lecz, gdy nic nie odpowiedział, jedynie na nią patrzył to powiedziała
- „ Co mówiłaś wcześniej?”- usiłowała przybrać ten sam ton głosu co on w tamtym momencie. Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił
- To nie było do ciebie- wyszeptał i puścił ją, po czym wstał
- Ale nikogo poza mną tam wtedy nie było. Tzn mistrz i Naruto byli za daleko by cie usłyszeć, więc...przerwała w chwili, gdy na nią spojrzał. Nic nie powiedział, a ona zastanowiła się nad jego słowami- jeśli to faktycznie nie było do mnie to do kogo? Hm...a może nie jestem jedyną osobą, która mówi do siebie?- to wydało jej się najbardziej prawdopodobne. Chłopak poszedł w stronę wgórza, a ona bez zastanowienia poszła na nim. Oboje usiedli i w ciszy patrzyli na gwiazdy. Ta cisza wydawała jej się jakaś niezręczna, więc aby rozładować napięcie postanowiła zmienić temat
- Wiesz, że to chyba pierwszy raz kiedy widziałam twój uśmiech? Tzn. nie licząc oczywiście tych kpiących uśmieszków, które rzucasz Naruto, a taki prawdziwy, szczery, prosto z serca- powiedziała, po czym sama zaprezentowała mu swój
- No tak, bo przecież jestem tylko pomnikiem bez uczuć- przypomniał , jak na jej gust dosyć ponuro, a jej serce ścisnęło się z bólu
- Ale to nieprawda!- powiedziała,lecz gdy nie dostrzegła żadnej reakcji to dotknęła dłonią jego policzka i zmusiła by na nią spojrzał. Spojrzała mu głęboko w oczy i oznajmiła
- Naprawdę tak nie uważam. Nawet nie jestem pewna, dlaczego tak powiedziałam. Nie uważam, że nie masz uczuć, ale za to myślę, że bardzo dobrze je ukrywasz przed resztą świata. Zakładasz tę swoją maskę, przez którą nikt nie może się przebić. I może się głowić nad tym, ale i tak nie będzie wiedzieć o czym myślisz.
- Myślisz,że to takie ważne? Pokazywanie po sobie tego co naprawdę się czuje?- zadrwił
- Wtedy twoi przyjaciele wiedzą jak powinni zachowywać się w danym momencie. Wiedzą np. kiedy potrzebujesz pomocy...
- Ja nie potrzebuje niczyjej pomocy- powiedział rozdrażniony
- Owszem potrzebujesz, tak jak każdy, ale z jakiegoś powodu się z tym kryjesz. Zupełnie tak jak by uczucia były czymś złym. A nawet te negatywne mogą przynieść coś dobrego. Nie wolno ich w sobie dusić, to nie zdrowe.
- Może po prostu nie potrafię inaczej- odpowiedział szczerze
- Ależ oczywieście,że potrafisz. Właściwie to coraz częśniej je okazujesz. Zauważyłam to. Kiedyś np. nie potrafiłam tego stwierdzić, ale teraz już mogę powiedzieć kiedy jesteś rozdrażniony, znudzony, podekscytowany czy zirytowany, a także zamyślony, czy szczęśliwy.
- Ja nie bywam szczęśliwy....
- Bywasz, rzadko co prawda, ale bywasz. Ale nawet wtedy się nie przyznajesz. Spójrz chociażby na Naruto. On nigdy się nie kryje ze swoimi emocjami. Jest po prostu sobą, nikogo nie udaje. Uważam, że tak włanie powinno być. Że bez względu na wszystko każdy powinien być sobą. Bo jeśli się nie jest. Jeśli ciągle się kogoś udaje to człowiek jest samotny nawet wśród innych, ponieważ ma świadomość, że nikt tak naprawdę go nie zna.
- A ty niby zawsze jesteś sobą, tak? Nigdy nikogo nie udajesz?- spojrzał na nią wyzywajaco- a te wszystkie twoje starania, by nie zostać w tyle, by nam dorównać? Albo bycie tak cholernie miłą dla tego idioty?
- Co cie ugryzło?- była zaskoczona jego reakcją. Zupełnie jej nie rozumiała. Jeszcze chwile temu niemal się jej zwierzał. Rozmawiali ze sobą szczerze jak prawdziwi przyjaciele, tylko po to by za chwile ją prowokować? Nie miała jednak zamiaru dać się sprowokować
- Jest różnica pomiędzy udawaniem kogoś kim się nie jest, a samodoskonaleniem. To prawda, że staram się wam dorównać, ale to nie oznacza, że zaczęłam was udawać, prawda? A jeśli chodzi o Naruto to również nie udaje. Serio bardzo go lubię, potrafi być naprawdę słodki..
- Słodki- zadrwił
- Ty też potrafisz- wyrwało jej się zanim zdążyła to przemyśleć, ale już było za późno. Spojrzał na nią, a ona tym razem nie odwróciła wzroku. Spoglądała w te jego piękne czarne oczy i miała wrażenie, że za chwilę ją pochłoną. Wystarczyłoby tylko odrobinę się przysunąć i mogłaby go pocałować- na tę myśl alarm w jej głowie włączył się momentalnie- Yhm...Sasukocholizm znów daje we znaki. Dopóki się całkowicie z niego nie wyleczę to nie będę w stanie być dla niego prawdziwą przyjaciółką, której on potrzebuje...ehh dziewczyno opanuj się!- zamrugała, by oprzytomnieć
- Wiesz, myślę, że powinniśmy się zbierać. Jeśli nie odpoczniemy przynajmniej paru godzin to podczas jutrzejszej misji to Naruto będzie „grał pierwsze skrzypce” hehe
- Masz racje- przytaknął, wstał szybko i podał jej rękę, którą ona przyjęła.


Cześć Kochani. Przepraszam za błędy oraz za to, że tak długo musieliście czekać. Jednak odtworzenie tego co ostatnio straciłam okazało się trudniejszym orzechem do zgryzienia :/. Mam nadzieje, że opowiadanie Wam się spodoba

Pozdrawiam
- Lu-chan :) 

sobota, 10 grudnia 2016

11- Nie pozwolę ci odejść (Sasusaku) (4/?)


Paring: Sasusaku

M/A: Naruto

        Dozwolone: od 16 lat







Brunet zerwał się z łóżka jakby coś go poparzyło, w ten sposób momentalnie obudził się z koszmaru. Usiadł na łóżku i przetarł włosy dłonią. Czoło miał całe mokre od zimnego potu. Spojrzał na budzik stojący na szafce nocnej przy łóżku
- Już 8?- zdziwił się- aa no tak zapomniałem nastawić budzik- przypomniał sobie- biorąc to pod uwagę to nie ma tragedii. Co prawda już od 2 godz byłby na treningu, ale nic nie szkodzi, jeszcze da radę to nadrobić. Wyskoczył z łóżka i poszedł do kuchni, by nastawić tę reszkę ryżu, która mu została na śniadanie, potem podszedł do szafy i wyjął czyste ubranie, poszedł do łazienki i wziął szybki prysznic, dzięki czemu włosy przestały mu sterczeć we wszystkie możliwe strony. Nie był typem strojnisia, ale lubił wyglądać jak na człowieka przystało. Wsadził swój ochraniacz do kieszeni, gdyż włosy mu jeszcze nie wyschły, szybko zjadł śniadanie i uznał, że jest tak piękna pogoda, że wyschną mu same. Wyszedł z mieszkania i popędził do lasu. Kiedy się zbliżał usłyszał jakieś dźwięki, zaciekawiony zatrzymał się na chwile. Kiedy ujrzał Sakurę i Lee ukrył się automatycznie za drzewami
- Chwila, dlaczego się chowam?-sam nie wiedział, ale nie chciał im przeszkadzać, bo najwyraźniej trenowali. Nie chciał też jednak by go zobaczyli, więc podszedł bezszelestnie najbliżej jak tylko był w stanie i kucnął za jednym z pobliskich krzewów. Uchiha nie zdawał sobie sprawy z tego, że ta dwójka była tak blisko. To tej pory widział jak kilka razy ze sobą rozmawiali w akademii, ale nie nazwałby ich tak dobrymi przyjaciółmi, którzy mieliby razem trenować-Co jest z tą dziewczyną? Najpierw Naruto, teraz Lee? Jeśli potrzebowała pomocy w treningu to czemu nie zgłosiła się do mnie? Przecież wie,że dobrze walczę- ale zaraz dotarła do niego odpowiedź- No jasne, że nie przyszła z tym do ciebie, a dlaczego by miała? Czy kiedykolwiek dałeś jej do zrozumienia, że może to zrobić? Że może na ciebie liczyć?- momentalnie uświadomił sobie, że najwyraźniej sam zaczął ją traktować jak przyjaciółkę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy- chociaż z drugiej stony to przecież trenując ze mną odkryłaby przede mną swoje za równo mocne jak i słabe strony, co mógłbym później wykorzystać- Sasuke uczepił się tej opcji. Wolał myśleć, że jest to jedyny powód przez który nie zwróciła się do niego. Zanim zdążył poczuć się jak ostatni podglądacz ruszył przed siebie w wcześniej wyznaczonym celu. 
Jego trening wyglądał tak jak zazwyczaj. Poćwiczył celność, wykonał ćwiczenia poprawiające zręczność i gibkość, pobiegał trochę, a także usiłował powiększyć swój limit dziennego używania chidori, lecz na niewiele mu się to zdało. Po użyciu tej techniki 3 razy momentalnie opadał z sił pozbywając się resztek chakry. Wiedział, że podczas „walki” z Naruto, a tym bardziej Sakurą nie będzie musiał tak bardzo się starać, by wygrać, mimo to takie ograniczenie mu nie odpowiadało i miał zamiar z tym coś zrobić. Po za tym liczył na to, że kiedy okaże się, że ta dwójka nie jest dla niego żadnym przeciwnikiem, uda mu się namówić Kakashiego by ten z nim powalczył. Zanim się zorientował nastało późnie popołudnie. Postanowił skończyć dziś wcześniej, gdyż musiał jeszcze zrobić zakupy, a obawiał się tego, że potem wszystko będzie pozamykane. Wracał tą samą drogą którą przyszedł. Tym razem nie zastał już Sakury- musiała już skończyć, w końcu minęło kilka ładnych godzin. Musiał przyznać, że być całkiem ciekawy jej wyników. Właściwie to nie mógł się już doczekać jutrzejszego dnia, w którym będzie mógł przetestować umiejętności kolegów z drużyny. Dawno już nie był tak podekscytowany. Na samą myśl jego siły wracały i odnosił wrażenie, że mógłby te walki stoczyć nawet w tej chwili. Mimo, że nie był do tego przygotowany. Włosy miał mokre od potu, więc postanowił na chwile wstąpić do domu, zamiast od razu iść na zakupy. 
Ogarnięcie się nie zajęło mu dużo czasu. Było ciepłe popołudnie, więc znów zdecydował, że suszenie włosów jest bez sensu. Zabrał pieniądze i wyszedł z domu. Na szczęście do sklepu nie miał daleko. Znalazł się w nim w mgnieniu oka i już zabierał z pułek potrzebne rzeczy. Ryż, sól, mąkę, makaron i inne produkty. Sam sobie wszystko kupował od dziecka, więc miał wprawę. Najdłużej czasu zatrzymał się przy owocach i warzywach. Postanowił, że świeże witaminy były całkiem niezłym pomysłem, lepszym niż branie jakiś suplementów diety w kapsułkach. Kiedy pakował do reklamówki potrzebne mu produkty, kącikiem oka dostrzegł znajomy kształt oraz kolor. Stała kilka metrów od niego, tyłem i rozmawiała z panię sprzedawczynią. Najwyraźniej wybierała nabiał.
- Dobra, na mnie już pora- zawiązał siatkę i już miał się zmyć, kiedy coś do niego dotarło-chwileczkę a dlaczego przed nią uciekam? Po tej myśli postanowił,że zostanie. W końcu jeszcze nie miał wszystkich rzeczy po które przyszedł. Trochę głupio mu było z powodu tego, że obserwował ją podczas treningu, znowu, ale w końcu ona nie zdawała sobie nawet z tego sprawy, więc nie było potrzeby by ją unikać.
- O Sasuke-kun- usłyszał jej głos, a zaraz potem już stała przy nim
- Hej- przywitał się, nie miał zamiaru udawać zaskoczonego, ale także nie chciał się przyznać do tego, że widział ją już wcześniej. W końcu wypadałoby by pierwszy się przywitał, prawda? Wciąż gapił się na owoce, nie wiedząc, które wybrać
- E..może mogę ci jakoś pomóc- zaproponowała uprzejmie- z czym masz problem
- Nie mam żadnego problemu- odpowiedział automatycznie, jak na jego gust trochę za ostro, więc natychmiast się poprawił- słuchaj ty często gotujesz to powinnaś wiedzieć. Jak odróżnić pomarańczę dojrzałe od niedojrzałych?- zapytał po czym spojrzał na nią. Przez chwile jedynie na niego patrzyła, a może lepszym określeniem byłoby- gapiła się, zupełnie jakby nie wierzyła własnym uszom, że mógł ją o to zapytać. Nagle zrobiło mu się głupio z tego powodu i już miał odpowiedzieć coś w stylu nieważne, lub muszę już iść, ale zauważył,że zamrugała szybko, jakby oprzytomniała, a później odpowiedziała tonem profesjonalistki. 
- Dojrzałe pomarańcze nie mają jednolitego koloru. Są np. czerwono- żółte, a nie całe pomarańczowe, a po za tym ich owoce są znacznie większe. O spójrz jak te- powiedziała i wzięła do ręki jedną z nich, by mu pokazać
- Ile ich potrzebujesz?
- Ze 4, zanim się zorientował ona już wzięła kolejną reklamówkę i wkładała owoce do niej, podała mu ją
- Dzięki- odpowiedział, na co ona odpowiedziała mu tym swoim pięknym uśmiechem
- Nie ma za co- gdy go zobaczył zaraz napadła go myśl, że to pierwszy raz, kiedy uśmiechnęła się do niego i z jakiegoś powodu poczuł dziwną ulgę i radość. Podniosła z ziemi własne siatki i razem poszli do kasy. Kolejka była spora, więc stali chyba z 10 minut. Haruno rozmawiała z ekspedientką dość przyjacielsko, wywnioskował z tego, że dość dobrze się znają. Wyszli razem ze sklepu i szli w tym samym kierunku, więc zrównali tempo. Z jakiegoś powodu jej towarzystwo mu nie przeszkadzało.
- To co masz zamiar przyrządzić z tych owoców?- zagaiła
- Słucham?
- Haha no biorąc pod uwagę ich ilość i różnorodność to chyba planjesz przyrządzić sałatkę owocową, czy się myle? Właściwie to sam jeszcze się nad tym nie zastanawiał
- Tak, chyba tak. A ta ekspedientka w sklepie to jakaś twoja znajoma?- postanowił zmienić temat
- Zgadza się to moja sąsiadka
- Sąsiadka? Sporo masz tych sąsiadek, ze wszystkimi utrzymujesz tak dobre relacje?
- Staram się, ale tą akurat znam bardzo dobrze. Widzisz to mama Ami
- Masz na myśli to dziecko, które się tak na ciebie rzuciło wtedy w akademii?
- Owszem, jak sam widzisz jej mama dużo pracuje. W tym sklepie ciągle jest ruch, a tata Ami często jest po za wioską. Pracuje jako przewodnik po Kraju Ognia, więc rzadko jest w domu., dlatego Mała często przychodzi do nas albo ja do niej
- Wyglądało na to, że bardzo cie lubi
- Tak myślisz? Jak wiesz nie mam rodzeństwa, więc traktuje ją jak młodszą siostrę. Nim się obejrzeli byli już pod domem Sakury. 
- Ok to tutaj, dzięki za odprowadzenie, w takim razie do....
- Sakura-neesan- sytucja się powtórzyła, a mała postać ponownie rzuciła się na różowowłosą
- Ami uważaj bo potłuczesz zakupy- upomniała ją starsza 
- Przepraszam siostrzyczko- powiedziało dziecko, ale nie wyglądało na to by planowała szybko się odkleić od swojej przybranej „siostrzyczki”
- Mówiłem, że cie lubi
- O Sasuke-nissan a co ty tutaj robisz?- spytała patrząc na niego zaciekawionymi oczami
- Sasuke-kun był na zakupach tam gdzie ja, więc wróciliśmy razem. Rozmawiałam z twoją mamą, wygląda na to, że dzis nocujesz u nas, bo mama ma nockę
- Super- zapiszczała dziewczynka- a co kupiłaś?
- Produkty na gulasz, który mam zamiar dziś ugotować
- Gulasz..mniam- oblizała się- siostrzyczka robi najlepszy gulasz na świecie, wiesz- to było skierowane do niego
- Nie wątpie, ok to ja będę już lecieć. Mam jeszcze w planach trening- skłamał
- Myślałam, że dzis już trenowałeś
- Skąd wiesz?
- Mylę się? Przez chwile zastanawiał się czy to możliwe by jednak go wtedy zobaczyła, ale szybko odrzucił tą opcję, gdyż była wtedy zbyt zajęta tym co pokazywał jej Lee. Druga możliwość była taka, że znowu wyczuła jego obecność, co byłoby już bardziej prawdopodobne.
- Nie nie mylisz, ale treningu nigdy za wiele
- Na twoim miejscu uważałabym żeby nie przesadzić, bo jeśli porządnie nie wypoczniesz to jeszcze może się okazać, że cie z Naruto zaskoczymy. My również nie siedzimy na laurach
- Będę pamiętał
- Do jutra
- Cześć- pożegnał się i już go nie było. Ta cała Ami postawiła go w dziwnej sytuacji
- siostrzyczka robi najlepszy gulasz na świecie, wiesz
- nie wątpie- co to w ogóle miało być? Przecież nigdy nawet nie próbował jej kuchni, więc skąd ma wiedzieć? No ale z drugiej strony to czy mógł powiedzieć cokolwiek innego? Nawet gdyby odpowiedział coś w stylu „ mówisz?” to dziecko z pewnością drążyłoby temat i wróciliby do punktu wyjścia. Nie lubił sytuacji, gdy ktoś wymuszał na nim jakieś zachowanie. Wrócił do domu i rozpakował zakupy. Postanowił, że sałatka owocowa wcale nie była złym pomysłem, więc szybko zabrał się za jego realizację.

Haruno jak zwykle kszątała się w kuchni. Ami natomiast siedziała przy stele i wycierała talerze i sztućce, które starsza dziewczyna przed chwilą umyła.
- Siostrzyczko
- Tak?
- Ty lubisz tego Sasuke-niisana, prawda?
- Skąd ten pomysł?
- No bo jesteś dla niego miła. To znaczy Ami wie, że ty siostrzyczko jesteś dla wszystkich miła, ale on nie jest miły dla ciebie, a mimo tego ty dla niego tak
- Czemu mówisz w 3 osobie? Prosiłam cie żebyż tego nie robiła Ami. Tak postępują dzieci, a ty już jesteś dużą dziewczynką, prawda?
- Prawda, Ami jest duża. To znaczy tak, jestem duża, ale ty siostrzyczko nie zmieniaj tematu- eh..co za uparte dziecko
- Nie wiem o co ci chodzi- skłamała- przecież Sasuke był dla mnie miły. Nawet odprowadził mnie do domu- czego się nie spodziewałam- dadała w myślach
- No teraz może i tak, ale w akademi był niemiły. Nie zjadł nawet tego co dla niego przygotowałaś- a więc widziałaś to,hm?
- Nie przygotowałam tego, tylko kupiłam, to po pierwsze, a po drugie rozdałał wszystkim. To nie było tak, że przyniosłam to specjalnie jemu- wykręcała się
- Nawet jeśli to i tak postąpił brzydko. Moja mama zawsze powtarza, że dobrze wychowani ludzie powinni się chociaż poczęstować, albo kiedy naprawdę nie mogę wziąć, bo np. mają alergię to ładnie przeprosić i wytłumaczyć odmowę
- Ale z ciebie mała mądrala, co?
- Wcale nie jestem mała- oburzyła się
- No chyba jednak jeszcze troche jesteś, co?
- Jak już coś to niska, a nie mała
- Ok, jak wolisz „niska osobo” chcesz spróbować?- spytała podkładając jej łyżkę z sosem pod buzie- tylko podmuchaj bo jeszcze gorące. Zrobiła tak jak jej kazała po czym z okrzykiem zadowolenia stwierdziła
- Pyszne
- To świetnie, w takim razie umyj rączki, bo już nakładam
- Dobrze- powiedziała, po czym pobiegła w kierunku łazienki

Następnego ranka Sakura wstała cała w skowronkach. Już nie mogła się doczekać tego, aż będzie mogła się sprawdzić. Po wczorajszym treningu z Lee może nie powinna, ale czuła się silniejsza, co wpływało na jej pewność siebie. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że przegra, mimo tego tak łatwo się nie podda. Teraz była pewna tego, że ich walka z nią potrwa jakąś ilosć czasu, to nie będzie zbyt ekscytujące, a już z pewnością nie tak bardzo tak sparing Naruto kontra Sasuke, ale wiedziała, że nie polegnie już po pierwszym ciosie, a wcześniej ni była o tym przekonana. Była bardzo wdzięczna Lee za pomoc i planowała jakoś mu sie odwdzięczyć. Nie wiedziała tylko jeszcze jak, ale uznała, że z pewnością wymyśli coś odpowiedniego. Najwyżej poprosi o pomoc Tenten czy Gaia-senseia. Dziś znów postanowiła związać włosy w koński ogon, gdyż wczoraj było jej wyjątkowo wygodnie w tej fryzurze. Wyleciała z domu jak z procy. Jej rodziców i tak już nie było w domu, a jedzenie przygotowała wczoraj wieczorem, żeby nie tracić dziś na to czasu. Odpuściła sobie poranny trening, gdyż chciała być w pełni sił, gdy zmierzy się z chłopcami. Tak jak się spodziewała Sasuke był już na miejscu
- Cześć- przywitała się podchodząc bliżej
- Hej- odpowiedział zwięźle. Nie byli długo sami, bo zaraz dołączył Naruto witając się 
- Cześć wszystkim- zawołał wesoły
- Cześć Naruto widzę, że jesteś w świetnym humorze z samego rana
- To prawda dattebayo
- Do czasu aż nie skopie mu tyłka- wtrącił brunet
- Tak? A to się jeszcze okaże- o dziwo nie dał się wyprowdzić z równowagi- Sakura-chan i ja również trenowaliśmy, nie myśl sobie, że tak łatwo ci z nami pójdzie Sasuke
- Popieram- powiedziała zadowolona z tego, że może powiedzieć coś takiego
- To się jeszcze okaże- zakpił Uchiha
- Sakura-chan widziałem się z Brewką. Mówił mi, że z nim trenowałaś, że też sam na to nie wpadłem
- Tak to prawda Lee bardzo mi pomógł. Właśnie zastanawiam się nad tym jak mogę mu się za to odwdzięczyć. Macie może jakiś pomysł?
- Ugotuj mu coś pysznego to będzie wniebowzięty- zaproponował blondyn
- Też o tym myślałam, ale nie za bardzo wiem co on lubi. Hm...może zapytam o to Tenten- zaczęła zastanawiać się na głos
- Joł dzieciaki- przywitał się sensei
- Ej ja nie jestem dzieckiem- zaczoł wrzeszczeć Uzumaki
- A to się za chwile okaże. Na jakim poziomie jesteście jako ninja. Dobrze, więc po krótce wyjaśnie zasady. Będziecie walczyć jeden na jednego. Więc w sumie stoczycie 2 walki. Możecie potraktować to poważnie i iść na całość,ale pamiętajcie,że jest to tylko ćwicznie, a nie walka na śmierć i życie, więc uważajcie. Koniec walki ogłaszam ja, kiedy uznam to za stosowne. Każde z was może używać jedynie tajijutsu, no chyba wszystko już powiedziałem, więc powodzenia. 
- Że co? Ja ja jak to tylko taijutsu o czym mistrz mówi?- spytał zaskoczony Naruto
- A co nie mówiłem wam?
- Nie- odpowiedzieli chórem
- A tak wybaczcie wybaczcie najwyraźniej zapomniałem. No ale to przecież niczego nie zmienia, prawda? Jestem pewnien, że podczas treningów uwzględniliście walkę wręcz. Nie mówicie mi, że skupiliście się tylko na ninjutsu. 
- Grrr...kłamie,kłamie to widać, że łże jak pies. Specjalnie nic nam nie powiedział, a teraz udaje, że zapomniał. Ehh..nie żebym miała na co narzekać. Dla mnie to nawet lepiej, gdyż to właściwie dziedzina na której się skupiłam, ale ciekawa jestem co z chłopakami- spojrzała na nich. Sasuke jak zawsze spokojny, ale to mogą być jedynie pozory,ale Naruto...no ten to zdecydowanie nie był na to przygotowany. No ale chwila przecież wiedząc, że będziemy walczyć na pewno ćwiczył chociaż trochę walkę wręcz, przecież nie miał zamaru nas pokonać samymi technikami, prawda? Cóż patrząc na niego to nie byłabym tego taka pewna. 
- Ok, pierwsza para Sakura i Naruto
- Cooo? Nie żebym nie chciał walczyć z Sakurą-chan, ale chciałem najpierw skopać tyłek jemu- wskazał palcem
- Yhm...zobaczymy jak ci pójdzie ofiaro
- Jak ty mnie nazwałeś głąbie
- Spokój- zakomenderował Kakashi- ustawcie się
- Naruto nie myśl, że pójdzie ci ze mną tak łatwo- rzuciła wyzywająco
- Dajmy z siebie wszystko dattebayo Sakura-chan
- Masz to jak w banku
- Na pozycję i zaczynajcie

Sasuke siedział pod drzewem i przyglądał się ich walce. Na pierwszy rzut oka widać było, że na początku Uzumaki potraktował ją ulgowo. Szybko jednak udowodniła mu, że jeśli jej nie doceni to przegra. Była wyjątkowo szybka i zwinna, zważywszy, że poćwięciła na trening niecały dzień. Wiedział, że ćwiczenia z Lee z pewnością ją wzmocnią, ale nie spodziewał się takich rezultatów. Naruto może i był silniejszy, ale za to ona była szybka i sprytna. Dość szybko zepchnęła chłopaka do defensywy. Uchiha wiedział, że taijutsu to nie jest jego działka, ale mimo wszystko był zawiedziony jego umiejętnościami. Jeżeli szło mu tak beznadziejnie z Sakurą to jak niby miał pokonać jego? -Pff...marzyciel.Na lewo i prawo wygaduje, że zostanie hokage, a wygląda na to, że za chwile przegra z dziewczyną.- Sasuke bardzo uważnie obserwował jej ruchy, a mimo to był przekonany, że nie pokazała jeszcze wszystkiego na co ją stać. Resztę zostawiła dla niego. Naruto widać było,że był już nieźle zmahany. Oddychał ciężko i słaniał się na nogach. Sakura wykończyła go za pomocą swojej taktyki, którą jak podejrzewał planowała wykorzystać od samego początku. Otóż Uzumaki ma dość słabą jak na ninja kondycje, a dziewczyna wręcz go osaczyła. Uchiha wiedział, że chłopak nigdy się nie poddaje i zawsze wstaje po upadku, ale tym razem tego nie zrobił. Ta walka mogłaby trwać jeszcze długi czas, ale jej rezultat byłby taki sam. Chłopak nie mógł nadążyć za tempem dziewczyny, a ona nie była w stanie zmęczyć go wystarczająco by wygrać. W końcu był znany ze swej wytrzymałości, dlatego też sparing zakończył się remisem.
- Dobra robota- pochwalił ich Kakashi
- Sakura-chan byłaś świetna. Jakim sposobem nauczyłaś się tego tak szybko? Brewka mówił, że miałaś z nim tylko jeden trening
- Bo to prawda, ale Lee jest genialnym nauczycielem. Haha wiesz kiedy z nim ćwiczyłam to dopiero odkryłam jak wielki zakres mają moje stawy. Wcześniej nie miałam o tym pojęcia. Po krótkim odpoczynku została wywołana kolejna para
- Sasuke i Sakura teraz wasza kolej
Stanęli na przeciwko siebie tak jak wcześniej i przez chwile tylko mierzyli się wzrokiem czekając aż przeciwnik pierwszy wykona ruch. Sasuke obserwował dziewczynę, która stała stabilnie w lekkim rozkroku i najwyraźniej czekała na jego ruch. Poprawiła kucyka i wróciła do pozycji. Musiał przyznać, że w tej fryzurze wyglądała całkiem nieźle na jeszcze bardziej zdeterminowaną. Tak jakby komunikowała, że w tym momencie nie obchodzi jej wygląd i że bierze to na poważnie. Z daleka słyszał jej przyspieszone tętno zapewne z powodu ekscytacji. On o dziwo czuł to samo. Z początku myślał, że sparing z nią będzie nudny. Przygwoździ ją do ziemi jednym czy dwoma ruchami i po robocie. Teraz nie był już tego taki pewien. Była czujna i gotowa, widział jak obserwuje każdy jego ruch. Postanowił mimo wszystko trochę się z nią podroczyć, więc stanął niedbale, mówiącej jasno i wyraźnie, że nie traktuje jej poważnie. Jak to miał w zwyczaju włożył ręce do kieszeni i posłał jej arogandzki uśmieszek
- Masz zamiar dzisiaj zacząć?- prowokował ją
- Nie lekceważ mnie Sasuke-kun- odpowiedziała, lecz nadal się nie ruszyła. Była opanowana i widział już, że głupie dogadywanie na nic mu się nie przyda. Nie zamierzała tracić czujności i słusznie. Ruszył się lekki wiaterek, który rozwiał jej włosy. To był ten moment, kiedy grzywka na ułamek sekundy zasłoniła jej oczy on ruszył do ataku, ale jak się spodziewał była na to przygotowana i wykonała szybki blok. Odskoczył i znów na nią ruszył, tym razem przykucnęła na jednej nodze i wyciągnęła drugą. Obracając się o 180 stopni z pewnością planowała go podciąć, ale jej się nie udało, gdyż Sasuke podskoczył i już nie wiadomo jak był za nią. Popchnął ją tak, że poleciała do przedu,ale w porę obróciła się i wykonała wykop, czym drasnęła go w policzek podeszwą buta. Tego to się nie spodziewał, ale nie miał zamiaru dać za wygraną. Kiedy znów ją popchnął tym razem z większą siłą przeleciała kilka metrów i upadła na plecy, zanim jednak zdążył do niej dopiec by przytrzymać ją przy ziemi ona wykonała sprężynkę, a potem przecięła pięścią powietrze. On jednak wykonał blok. Przez długi czas się tak miotali. Na zmianę atakowali i się bronili. Uchiha nie spodziewał się jednak takiej zwinności i szybkości. W momencie krytycznym został nawet zmuszony by użyć sharingana, co potem sobie wyrzucał. Pech chciał, że „wyłączył” go w najgorszym możliwym momencie. Nim się obejrzał leżał na ziemi, przygwożdżony, przez jej drobne ciało. Siedziała na nim okrakiem dłońmi przytrzymując jego ręce z całej siły jaką była w stanie z siebie wykrzesać. Był w takim szoku, że przez chwile cała siła go opuściła, przestał walczyć i się miotać. Leżał bezwładnie na ziemi niczym lalka, a w uszach mu szumiało. Czuł swój szybki puls i zastanawiał się czy to od zmęczenia. Z opóźnieniem zarejestrował, że jej drobna twarz powoli się do niego zbliża. Patrzył w jej oczy jak zahipnotyzowany, dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że nigdy nie zwrócił uwagi na to jaki orginalny miały kolor. Były szmaragdowe, zupełnie jak u kota z tą różnicą, że jej źrenice były duże, przez co zasłaniały częściowo te niezwykłe tęczówki. Miała bardzo długie i gęste rzęsy sięgające niemal do brwi. Oczy w kształcie migdałów idealnie komponowały się z jej twarzą w kształcie serca. W momecie w którym pochyliła się ku niemu jeszcze niżej jej włosy połaskotały go w policzek, tak delikatnie niczym piórko. Nie wiedział skąd mu się to wzięło, ale zapragnął ich dotknąć, by przekonać się czy faktycznie są tak jedwabiście gładkie na jakie wyglądały. Na moment oderwał wzrok od jej oczu i spojrzał na usta. Wyglądały na jak miękkie i delikatne, że zapragnął ją pocałować. Nie miał zielonego pojęcia skąd w ogóle miał takie myśli. Nigdy nie interesował się dziewczynami. W ogóle nie patrzył na żadną w taki sposób, ale teraz kiedy Sakura była tak blisko nie mógł nie zastanawiać się nad tym jakby to było przytulić do siebie jej drobne ciało, czy też złożyć pocałunek na jej policzkach czy też czole. Była już tak blisko, że czuł jej ciepły oddech na sobie.Miał przyjemny miętowy zapach, prawdopodobnie pasty do zębów
- Mówiłam ci żebyś mnie nie lekceważył Sasuke-kun- wyszeptała mu do ucha. Nagle oprzytomniał i z pełną mocą zdał sprawę w jakiej sytuacji się znajdował. Przez myśl mu przeszło, czy Kakashi przypadkiem już nie ogłosił jej zwyciężczynią. Ale na to nie mógł sobie pozwolić. Skoro poprzysiągł sobie, że nigdy z nikim nie przegra dopóki „go” nie pokona to jakby mógł przegrać z nią? W tym momencie nie widział już Sakury wiszącej nad nią a ujrzał twarz brata, który posłał mu kpiące spojrzenie, a w głowie usłyszał znajomy głos
- I ty chcesz mnie pokonać? Skoro nie potrafisz sobie poradzić z taką dziewczyną?
Sam nie wiedział kiedy, ale zanim „wrócił” sytuacja się odwróciła. Teraz to Sakura leżała na ziemi, a on siedział na niej. Przez chwile patrzył na nią, jakby nie wiedząc co robić. Oddychała ciężko i szybko przez usta. Słyszał jej głośny i szybki puls, który mogłoby się wydawać „wyścigował” się z jego własnym. Patrzyła na niego wielkimi oczami. Nie była ani przerażona, ani zaskoczona. Właściwie to nie wiedział jak odczytać jej wyraz twarzy. Na policzki wystąpiły jej rumieńce, a on nie wiedzieć czemu pochylił sie nad nią tak jak ona to wcześniej zrobiła. Był tak blisko, że czuł jej szampon do włosów o zapachu wiśni. Tak to zdecydowanie zapach, który mu się z nią kojarzył. Jednak nie czuł już tej dziwnej atmosfery jak z przed chwili, teraz miał wrażenie, że Itachi jest tuż obok i go obserwuje, mimo że wiedział iż jest to niemożliwe. 
- Co mówiłaś wcześniej?- zapytał szeptem, przybrał jednak dość groźny ton.Zrobił to jednak w taki sposób,że poczuł jak po jej ciele przebiegł dreszcz, prawdopodobnie z przerażenia. To go otrzeźwiło na tyle, że wstał momentalnie. Ledwo dotarło do niego to co wrzeszczał Naruto
- Sasuke co ty robisz Sakurze-chan.Zejdź z niej natychmiast bo siłą cie zrzuce.
- Spróbuj tylko- chciał rzucić, ale się powstrzymał. Wciąż był w szoku po niedawnych wydarzeniach. Co to było? Spojrzał na nią. Właśnie wstała i otrzepywała ubranie z kurzu. Spojrzała na niego, a ich spojrzenia się skrzyżowały
- Dziękuje Sasuke-kun za to, że potraktowałeś to poważnie- powiedziała uśmiechając się
- Gdybym nie potraktował tego poważnie to mógłbyś przegrać- pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Może i by powiedział pod warunkiem, że nie byłby sobą.
- Do była bardzo dobra walka. Sasuke wiedziałem, że dobrze walczysz, ale Sakura ty zrobiłaś niesamowite postępy, naprawdę gratuluję
- Dziękuje mistrzu
Po krótkiej przerwie tym razem nastała kolej na zdawać by się mogło najciekawszą walkę, a z pewnością najbajdziej oczekiwaną. Haruno usiadła pod drzewem i obserwowała przez chwile ich poczytania. Szybko jednak zatopiła się we własnych myślach
- Ehh...co ja najlepszego narobiłam?- myślała- przecież,przecież..ja normalnie siedziałam na nim. Rany..ja tak blisko i on tak blisko siebie. Wtedy jakoś udało mi się zachować panowanie nad sobą choć nie wiem jakim cudem, ale teraz na samą myśl o tym mam zawroty głowy. Jak jak jak ja w ogóle mogłam? Przecież to kompletnie nie w moim stylu. Skąd..skąd się wzięła ta brawura? Zachowywałam się jak nie ja, tak zdecydowanie to nie byłam jak. Byłam wtedy jak jak ktoś zupełnie inny..pomyślmy jak..jak jak wewnętrza Sakura. No tak, że też wcześniej na to nie wpadłam. Oczywiście to musiała być ona. Bo któżby inny. Ale dlaczego? Do tej pory nigdy nie ujawniała się przy nim. Rany...na samo wspomnienie robi mi się gorąco i czuje jak czerwień wypływa mi na policzki. Co ja teraz zrobie? Jak mam mu to wytłumaczyć? Przecież mu nie powiem, że mam dwie osobowości. Jak to brzmi? Cholera a już myślałam, że powoli mi przechodzi. Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie wyjdę z Sasukocholizmu. A on co? Chwila, właśnie. Przecież zrobił później to samo co ja. Czy to miała byż kara? Jakaś forma nauczki? I dlaczego to co powiedział zabrzmiało dla mnie jak groźba? No niby nie powiedział tego wprost, ale można było tak to odebrać, zupełnie jak by powiedział coś w tym stylu: „żartujesz? miałbym przegrać z kimś takim jak ty? Lepiej uważaj na słowa, bo pożałujesz” No coś takiego. A może jednak to nadinterpretacja? Tak chyba fantazja mnie ponosi. No bo po co miałby mi grozić? Przecież ze mnie nie jest żadna przeciwniczka dla niego. Ale mimo wszystko muszę przyznać, że jestem z siebie dumna. Naprawdę poszło mi znacznie lepiej niż się spodziewałam. To było oczywiste, że przegram z Sasuke a i tak nasza walka trwała całkiem długo i była chyba dość ciekawa, dla widza, nie? Muszę zapytać Naruto. Nie spodziewałam się jednak, że Lee tak bardzo mi pomoże. Wiem, że remis z Naruto nie jest adekwatny do tego jaką siłę on naprawdę posiada, ale mimo to i tak się cieszę, bo wiem, że nie dawał mi taryfy ulgowej, no może z początku owszem, ale potem przestał, bo stwierdził, że w ten sposób na pewno nie wygra, a może nawet przegra. 
- Wygrywa Sasuke- dotarł do niej głos mistrza i dopiero teraz uświadomiła sobie,że kompletnie się wyłączyła. W ogóle nie oglądała walki swoich przyjaciół, poczuła się winna, gdy tak o tym myślała- Ahh..co z ciebie za przyjaciółka? Szybko wstała i podeszła do nich. Chciała im to jakoś zadośćuczynić, więc zapytała
- Jesteście ranni?- podeszła najpierw do Sasuke widząc zadrapanie na ręce i wyciągnęła swoją, by lepiej się jej przyjrzeć.
 Uchiha jednak automatycznie ją zabrał, zanim w ogóle zdążyła go dotknąć. Sam nie wiedział czemu to zrobił. Kiedy ujrzał grymas bólu na jej twarzy natychmiast pożałował swojej decyzji. To było jednak silniejsze od niego. Nie lubił, gdy ktoś się nad nim litował. A swoimi ranami od zawsze zajmował się sam. Ona jednak szybko wyrzuciła na twarz przyjacielski uśmiech, aby zatuszować swe prawdziwe uczucia i powiedziała
- W porządku, rozumiem. Poradzisz sobie sam. Zabrałam z domu apteczkę, jest pod drzewem, więc jeśli będziesz czegoś potrzebował częstuj się. Podeszła do Naruto i dotknęła jego twarzy w miejscu gdzie jego policzek przecięła maleńka ranka. Właściwie to wydawało mu się wcześniej, że była większa. Chłopak nie stawiał oporów w przeciwieństwie do niego. Poprowadziła go pod drzewo, a on poszedł za nimi. Obserwował jak wyjmuje kawałek gazy i wody utlenionej czym przemywała zadraśnięcie. Sam chciałby by też się nim tak zajęła, ale z drugiej strony uważał to za okazywanie słabości. Nie podobało mu się jednak to, że tak się troszczy o Naruto. Oraz fakt, że pomaga mu z tak małą ranką był dla niego żałosny. Prawdziwy facet sam radzi sobie z takimi rzeczami. A ten tylko głupio się szczerzy i pozwala jej robić swoje. Sasuke czuł w środku jakiś ucisk, ale nie miał pojęcia co się do tego przyczyniło. Kiedy tak im się przyglądał nie mógł pozbyć się myśli, że powinni skończyć jak najszybciej. Kiedy Sakura nalepiła mu plaster na te jego roześmianą jadaczkę, ucisk w jego wnętrzu jak by zelrzał. Uchiha zwalił to na efekty uboczne po walce. Sam wyciągnął gazę i zdezynfekował ranę. Podszedł do nich Kakashi
- No dobra dzieciaki, muszę przyznać, że poradziliście sobie lepiej niż przypuszczałem
- Co znaczy, że mistrz w nas nie wierzy- dopowiedziała przekornie
- Ale ależ skąd wierzę w was. Szczególnie po tym co dzisiaj zobaczyłem. Teraz mam pewność, że dacie sobie radę w terenie.
- Co to znaczy?- tym razem dopytywał Naruto
- To znaczy, że jutro wyruszamy na misją wyższej rangi niż D, jeszcze do końca nie wiem na czym będzie ona polegać, gdyż muszę to jeszcze uzgodnić z hokage,ale jak się dowiem to dam wam znać. Jak na razie możecie się rozejść- po tych słowach, jak to było do przewidzenia, zniknął
- A więc misja rangi A albo nawet S aa nie mogę się doczekać
- Naruto nie przekręcaj. Kakashi-sensei nic takiego nie powiedział, najprawdopodobniej zważywszy na to, że to będzie nasza pierwsza prawdziwa misja w tym składzie nie będzie specjalnie trudna.
- W każdym bądź razie i tak dam z siebie wszystko- krzyknął uradowany blondyn
- Wszyscy damy- zawtórowała mu, po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy
- Sakura-chan już idziesz? Spieszysz się gdzieś?
- Ah tak owszem, muszę odebrać Ami z akademi. Wczorajszej nocy u nas nocowała, więc jest aktualnie pod moją opieką. W takim razie lecę. Do jutra chłopcy- powiedziała i pobiegła. 
Kiedy Sasuke został sam, gdyż Uzumaki dość szybko się zmył zamiast biec, zaczął iść w kierunku domu. Chciał mieć więcej czasu na przemyślenie tego co się stało. Co to do cholery w ogóle miało być? Co on wyprawia? Na samo wspomnienie przygwożdżenia Sakury do ziemi czuł się nieswojo. Może i zrobiła wcześniej to samo, ale to był jeden z chwytów. Gdyby udało jej się dostatecznie długo przytrzymać go przy ziemi byłaby wygrała. Właściwie to sam nie zdawał sobie sprawy z tego ile tak naprawdę to trwało. Jemu ta chwila dłużyła się w nieskończoność, ale prawdą było, że jeszcze nigdy nie znalazł się tak blisko jakiejkolwiek dziewczyny. Nie licząc sytuacji w której Ino się na nim wieszała, czy też pomagał Haruno wstać, kiedy była ranna. To był zupełnie inny rodzaj „połączenia”. Z jakiegoś powodu nie potrafił oderwać od niej oczu. Zawsze wiedział, że była atrakcyjną dziewczyną, to znaczy gdzieś w zakamarkach jego mózgu ta informacja była, tyle, że on ją ignorował, celowo nie zwracał na to uwagi. Jednak nie był ślepy, całkowicie. Wiedział, że ma zgramną, kobiecą, jak na ten wiek sylwetkę, mleczną, delikatną skórę, która przywodziła mu na myśl porcelanową zastawę jego mamy. Wydawała się tak krucha na pierwszy rzut oka wystarczyło ją lekko tknąć, a pojawiłaby się rysa. Szybko jednak okazało się, że jest mocniejsza, niżby Sasuke prypuszczał. Ile to razy spadła z powodu zabawy jego i brata. Podobnie właśnie było z tą dziewczyną. Nie była tak słaba i krucha jak myślał. Kiedy tak na nim siedziała mógł wyraźnie poczuć mięśnie jej ud i łydek, które jak na dziewczynę były całkiem umięśnione. Te zgrabne rączki także posiadały więcej siły niżby przypuszczał. Jasne, że z nim nie miała najmniejszych szans, ale w końcu jest facetem, a mimo to sprawiła, że na moment był bezsilny. Nie był w stanie się ruszyć. Nigdy przedtem się tak nie czuł. Nie znał powodu tego dziwnego zdarzenia. Tak jak i nie wiedział dlaczego jego brat ukazał mu się właśnie w tej chwili. W dodatku drwił sobie z niego co kompletnie nie było w stylu Itachiego. Pewnie, że ciągle miał go gdzieś z tyłu głowy. A świadomość, że osoba, która wymordowała cały jego klan wciąż chodzi wolno sprawiał, że natychmiast opanowywała go wściekłość. Musiał stać się silniejszy i to w krótkim czasie, gdyż starszy Uchiha na pewno nie spoczął na laurach i wciąż się doskonali. Ta jutrzejsza misja wyższej rangi spadła mu jak z nieba. W końcu będzie mógł naprawdę sprawdzić co potrafi mierząc się z prawdziwymi wrogami, gdzie nie będzie musiał się powstrzymywać obawiając się tego, że skrzywdzi przyjaciół, jeśli pójdzie na całość- Przyjaciół, hm?-Chyba pierwszy raz samoistnie nazwał ich w ten sposób. W dodatku w tym momencie czuł, że to prawda. Sam nie wiedział skąd, ale miał do nich zaufanie. Obawiał się trochę umiejętności Naruto i tego by mu nie zawadzał. Pocieszał się jednak myślą, że będą tam także Kakashi i Sakura. Właśnie Sakura na którą zdaję się on mógł zawsze liczyć. A teraz kiedy stała się jeszcze lepsza w bezpośrednich atakach, supportowanie ich będzie jeszcze prostsze. 
Wrócił do domu, wziął prysznic i zjadł obiad. Właśnie zabierał się za mycie nauuczyć, kiedy usłyszał pukanie do drzwi
- Dziwne- pomyślał- przecież on prawie nigdy nie ma gości. Wróć on dosłownie nigdy nie miał gości. Zaciekawiony o co może chodzić podszedł do nich z zamiarem otwarcia.