Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adam krajewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adam krajewski. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 lutego 2018

17- Nie WSZYSTKO się zmieniło (Adam i Wiki)- Mnie nie oszukasz


Dopiero w samochodzie zdałem sobie sprawę z tego, że w końcu nie zjadłem śniadania. Pewnie to dlatego Oliwia mnie wołała. Ale może to i lepiej. Blondynka jest naprawdę dobrą, jak na tak młodą dziewczynę matką, ale kucharka z niej raczej średnia. Założę się, że przypaliła zarówno bekon, jak i jajka, a w dodatku je przesoliła.
Zajechałem do szpitala stosunkowo szybko, po przebraniu się poszedłem do pokoju lekarskiego i niemal odetchnąłem z ulgą kiedy zobaczyłem nazwisko Wiki na tablicy. Mało tego, widocznie szczęście mnie nie opuszczało, gdyż mam z Nią wykonać dziś kilka zabiegów. Dzięki temu szczęśliwemu zbiegowi losu nie uda Jej się mnie wiecznie unikać. Jak gdyby udało mi się ściągnąć Ją myślami, weszła właśnie do pomieszczenia. Miała rozpuszczone włosy, chyba trochę dłuższe, niż ostatnio, gdy Ją widziałem. W białym t-shircie i granatowym żakiecie prezentowała się nienagannie. Chociaż dostrzegłem zmęczenie wymalowane na Jej twarzy.
- Wiki
- Adam
- Nie no to może od teraz zaczniemy do siebie dygać! Bo jeszcze tylko tego brakuje!- zdenerwowałem się nie na żarty. Dlaczego zachowuje się tak oschle?
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi?- zaśmiałem się bez cienia wesołości- ty sobie ze mnie żartujesz? Wyjechałaś bez słowa wyjaśnienia, ani jakiegokolwiek poinformowania mnie o tym gdzie jedziesz, na jak długo i z kim? Już nie wspominając o tym, że ani razu nie odebrałaś, ani nie oddzwoniłaś! Masz pojęcie jak się martwiłem? Nikt nie wiedział co się z tobą dzieje. Zupełnie jak byś się zapadła pod ziemię.
- Dzięki za troskę, ale jak widzisz nic mi nie jest. Potrzebowałam tylko trochę czasu i przestrzeni, aby sobie wszystko poukładać- oznajmiła ze stoickim spokojem, zupełnie tak jakbym nigdy na Nią nie naskoczył to sprawiło, że i ja próbowałem się opanować.
- I co? Poukładałaś sobie wszystko?
- Bardziej już się nie da.
- W takim razie do jakich wniosków doszłaś?
- Adam, jeśli sądzisz, że ja przez cały wyjazd tylko o tobie myślałam i zastanawiałam się co z nami będzie to jesteś w wielkim błędzie. Wzięłam wolne, aby odpocząć. Potrzebowałam tego.
- Opuszczenie „Leśnej Góry" to też coś czego potrzebujesz?
- Możliwe, jeszcze nie zdecydowałam.
- No jasne! Jeszcze nie zdecydowałaś. Bo to oczywiście ty będziesz decydować, a ja nie mam nic go gadania w tej kwestii.
- Żebyś wiedział. Podszedłem do Niej i spojrzałem Jej w oczy
- Zdajesz sobie sprawę, że nie wierzę w ani jedno twoje słowo
? Nie uwierzę w to, że już o mnie zapomniałaś, pomimo twoich usilnych starań bym to zrobił. Znam cie Wiki. To się nigdy nie zmieni. Mnie nie oszukasz- powiedziałem po czym opuściłem pokój. Nie chciałem się z Nią kłócić. Właściwie to jedyna rzecz, której pragnąłem od kiedy pierwszy raz Ją zobaczyłem to wziąć Ją w ramiona i już nie wypuszczać z objęć.
Do końca dnia zdążyłem zmienić zdanie na temat przydzielenia Nas do tych samych operacji. Słowo profesjonalnie, nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje tego jaka atmosfera panowała na sali. Wiktoria traktowała mnie zupełnie tak jakbym był Jej zupełnie obcy. Cały czas zwracała się do mnie per „doktorze Krajewski", lecz tym razem to nie było takie typowe dla Nas droczenie się. Nawet instrumentariuszka była zaskoczona Jej zachowaniem. Wszyscy obecni czuli się niekomfortowo.
Kiedy skończyłem pracę na dzisiaj postanowiłem ją odszukać i porozmawiać, tym razem na spokojnie, poza pracą na jakimś neutralnym gruncie. Planowałem zabrać Ją na kawę, zważywszy na to, iż ma wieczny niedobór kofeiny we krwi lub kolacje. Nie mogłem znaleźć Jej w szpitalu, więc postanowiłem poczekać na zewnątrz, aż wyjdzie. Jednak widocznie się spóźniłem. Scena, którą miałem teraz przed oczami będzie mnie prześladować do końca moich dni. Zaledwie kilka metrów dalej miłość mojego życia przytulała się do jakiegoś faceta. To zdecydowanie nie był przyjacielski uścisk. Serce na kilka sekund mi się zatrzymało, po czym popędziło galopem. Puls słyszałem w uszach. Niemal czułem jak adrenalina wypełnia mi żyły, niczym żrący kwas. Nie widziałem kim jest ten śmiałek, który zarywał do MOJEJ dziewczyny, ponieważ był obrócony do mnie tyłem. Za chwilę jednak pożałuje, iż zdobył się na coś takiego! Już szedłem w Ich stronę z zaciśniętymi w pięści dłońmi, kiedy stanąłem jak przygwożdżony do ziemi, gdy ujrzałem twarz mojego nowego rywala. To był Krzysztof! Tak TEN Krzysztof Radwan. Co on tu robi do cholery?!
Ten dzień był znacznie cięższy, niż sobie wyobrażałam. Przez cały czas usiłowałam zachowywać dystans pomiędzy nami, ponieważ kiedy tylko podchodził bliżej jedyne o czym mogłam myśleć to rzucenie się Mu w ramiona i rozpłakanie niczym mała, smutna dziewczynka. A to nie jest coś na co mogę sobie pozwolić. Zwłaszcza teraz. Jednak traktowanie Go w ten sposób raniło moje serce. Widziałam jak cierpi prze ze mnie, a to wcale nie jest tak, że chcę, Go zranić za to, że złamał mi serce. Powinnam tego pragnąć. Gdyby to był jakikolwiek inny facet to z pewnością opracowywałabym zemstę z najdrobniejszymi szczegółami. Ale to jest MÓJ Adam, no dobrze już nie mój, ale moje serce jeszcze nie jest gotowe, aby się do tego przyznać.
Kiedy tylko nie mieliśmy wspólnych zabiegów dość skrupulatnie Go unikałam. Celowo poszłam na obiad o innej porze, niż zazwyczaj, a kiedy wiedziałam, iż jest w pokoju lekarskim to chodziłam po szpitalnych korytarzach doglądając pacjentów, nawet nie swoich. Byle tylko czymś się zająć.
Po skończonym dniu wyczaiłam moment w którym wyszedł przebrany, aby mieć pewność, że więcej się na Niego nie natknę. Przynajmniej dzisiaj. Poszłam do szatni i ściągnęłam z siebie robocze ubranie, po czym założyłam zielony sweterek, prezent od Adama, ale On nie musiał wiedzieć, że nadal go noszę. Ani tym bardziej, iż jest obecnie moją ulubioną częścią garderoby. Jest na tyle długi, że mogę go nosić w formie sukienki, tak zrobiłam dzisiaj. Rozpuściłam włosy i przeczesałam palcami. Spojrzałam w lusterko i stwierdziłam, że wyglądam znacznie lepiej, niż się czuję. Zabrałam torebkę, po czym wyszłam z pomieszczenia.
Przed szpitalem natknęłam się na Krzysztofa. Niedawno wrócił, a przez to, iż wcześniej pozwolił Nam, Adamowi i mi wynajmować swoje mieszkanie to teraz został na lodzie. Dlatego pozwoliłam Mu zostać u mnie na jakiś czas. Radwan był mi za to niezmiernie wdzięczny, zupełnie tak jak by nie zdawał sobie sprawy z tego, że to nie ja „ratuję" Jego, lecz na odwrót. Od kiedy Adam się wyprowadził w mieszkaniu było tak niewiarygodnie cicho i zadziwiająco zimno. Radwan, Jego obecność okazała się bardzo pomocna. Przynajmniej nie musiałam spędzać samotnych wieczorów z pudełkiem lodów.
Jakiś czas temu powiedziałam Mu o ciąży. Od tego momentu jest zadziwiająco troskliwy i opiekuńczy. Nie pozwala mi nic podnosić, sam robi zakupy, sprząta w mieszkaniu, a nawet ścieli MOJE łóżko. Kiedy powtarzam Mu, że ciąża to przecież nie choroba, to On mówi, że jest ginekologiem i wie lepiej czym zamyka mi usta. Nie lubię tego, że w tej kwestii ma nade mną przewagę.
Teraz stał przed szpitalem i najwyraźniej na mnie czekał. Miał dziś wolne z pracy, więc obiecał zrobić zakupy. Wystarczyło spojrzeć na siatki, które trzymał, aby wiedzieć, że dotrzymał słowa. Zrobiłam kilka kroków w jego stronę i nagle coś we mnie pękło. Nie mam pojęcia czym to było spowodowane. Czy tym, że gdyby sytuacja potoczyła się inaczej to Adam byłby tym, który by teraz na mnie czekał, a może to hormony, ale zanim się zorientowałam szloch zaczął wydobywać się z mojej piersi, a łzy zamazały pole widzenia. Krzysiek widząc to podszedł bliżej i postawił siatki na ziemi.
- Wiki co jest?- zapytał, a w jego głosie mogłam usłyszeć troskę.
- Sama nie wiem- wyszeptałam. On jedynie patrzył na mnie przez chwilę po czym otarł dłonią łzę spływającą mi po policzku, po czym złapał mnie za tył głowy i przyciągnął do swojej klatki piersiowej zamykając w mocnym uścisku, tak jakby się obawiał, że za chwilę się przewrócę, jeśli mnie nie podtrzyma. Rany musiałam wyglądać znacznie gorzej, niż mi się wydawało skoro zdobył się na coś takiego. W końcu byliśmy jedynie przyjaciółmi. Mogę sobie jednak wyobrazić jak to wyglądało dla postronnego obserwatora. Ale w  tym momencie nie przeszkadzało mi to co sobie ktoś pomyśli. Potrzebowałam tego. Jego siły, Jego troski, Jego mocnych ramion, które okazały się dla mnie ostoją. Starałam się nie przyznawać do tego nawet przed samą sobą, ale w rzeczywistości bardzo brakowało mi czułości i troski, cholernie brakowało mi bycia przytulaną i kochaną. Adam nigdy mi tego nie szczędził. Kiedy byliśmy razem byliśmy ze sobą bardzo blisko. Nie tylko emocjonalnie, ale także fizycznie. Nie zastanawialiśmy się nawet nad tym po co, ani jak. Po prostu gdy staliśmy obok siebie zawsze się obejmowaliśmy, albo przynajmniej trzymaliśmy za ręce. Gdy On siedział przy biurku nad kartami pacjentów ja stałam za nim i opierałam dłonie na Jego barkach, natomiast kiedy ja przyglądałam się zdjęciom rentgenowskim on zachodził mnie od tyłu, całował w głowę i obejmował swoimi silnymi ramionami w talii. Takie zachowania były tak naturalnie, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. To było po prostu tak jakbyśmy oboje potrzebowali tej bliskości. A teraz kiedy tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam. Kiedy stało się to dla mnie niemal niezbędne, teraz kiedy tego potrzebuję już nie mogę tego mieć. Głośny szloch znowu wydobył się z mojego gardła, a ja jedynie mocniej wtuliłam się w kurtkę Krzyśka. 

Auć, niezręczne. Adaś chyba nie jest gotowy na oglądanie czułości Jego ukochanej. Co zrobi teraz kiedy się dowiedział, że Jego Wiki już znalazła pocieszenie, podczas, gdy On ciągle cierpi z powodu Ich rozstania? Będzie walczył o Consalidę, czy też uzna, że Ona zasługuje na szczęście, którego On w tym momencie nie może Jej ofiarować? Czy przedłoży Jej szczęście ponad własne? A co zrobi Wiktoria, gdy zorientuje się, iż był pewien świadek przyglądający się chwili Jej słabości? 

17- Nie WSZYSTKO się zmieniło (Adam i Wiki)- To nie TAK miało wyglądać!


Podjechałem pod szpital i zaparkowałem. Wysiadłem z samochodu i zacząłem się rozglądać za samochodem Wiki. Przez kilka dni nie miałem z Nią żadnego kontaktu, bo Józio zachorował, a Oliwia cały czas się Nim zajmuje. Nie mogłem znowu zostawić jej z tym samej. I tak już mam wystarczające wyrzuty sumienia. Ale z tego powodu nie mogłem skontaktować się z Wiktorią. Przecież nie mogłem tak po prostu do Niej zadzwonić przy Oliwii i próbować przekonać Ją, że moje uczucia do Niej się nie zmieniły. Nie jestem idiotą. Wiem, że Oliwia skrycie liczy na to, iż połączy Nas coś więcej, niż rodzicielstwo, a mój brat Jej pomaga. Chociaż przyznaje, że tego nie rozumiem. Przecież On uwielbia Wiki, kiedyś nawet się w Niej kochał. Czemu teraz jest przeciwko Niej? Wydaje mi się, że to z powodu Józia. Andrzej chyba się obawia, że jeśli nie będę z Oliwią to Ona sobie kogoś znajdzie i będzie wychowywała mojego syna z Nim, a ja praktycznie nie będę miał z Nim kontaktu. Tak jakbym miał do tego dopuścić. Przecież to jest MOJE dziecko. Nigdy bym tego nie zrobił. Ale także nigdy nie dopuszczę do tego abym stracił Wiki. Nie ma mowy! Po tym wszystkim przez co przeszliśmy zdecydowanie zasługujemy na happy end. Wiktoria kiedyś mnie przed tym ostrzegała. Wtedy myśl o ślubie rodziła we mnie przerażenie, ale teraz to wydaje się takie oczywiste. Oświadczyłam się Wiki owszem, aby Ją przy sobie zatrzymać, ale nie tylko. Naprawdę chciałem, chcę się z Nią ożenić. Prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie życia bez Niej. Z rozmyślań wyrwał mnie telefon.
- Tak, już jestem przed szpitalem....idę- rzuciłem krótko w słuchawkę i wszedłem do placówki. Przebrałem się szybko i poszedłem do pokoju lekarskiego. Mam dziś dyżur i liczyłem na to, że Wiki też, ale po spojrzeniu na tablice moje nadzieje na to, że uda mi się z Nią dzisiaj porozmawiać się rozwiały. Nie jestem nawet pewien tego czy jest dzisiaj w szpitalu.
- Panie doktorze pacjentka z ostrym bólem w podbrzuszu została właśnie przywieziona
- Już idę- rzuciłem
Po dotarciu na izbę przyjęć okazało się, że pacjentka ma ostry brzuch i trzeba będzie operować. Liczyłem na to, że wykonam ten zabieg z Wiki. Brakowało mi pracy z nią, jak i Jej samej, ale zawsze stanowiliśmy świetny zespół.
- Słyszałem, że potrzebujesz kogoś do asysty- odezwał się Falkowicz wchodząc na izbę
- Siostro proszę przygotować pacjentkę do operacji.
Zabieg nie zajął Nam dużo czasu, a pacjentka dobrze rokowała. Kiedy myliśmy ręce Andrzej oczywiście nie mógł milczeć
- Jak ci się podoba ojcostwo?
- Bardzo- skłamałem. To nie tak, że nie lubię być ojcem, ale to nie tak powinno wyglądać! Wiem, że gdyby to było  NASZE dziecko. Moje i Wiki to Ona jako matka wiedziałaby różne rzeczy o których Oliwia nie ma jeszcze pojęcia. Może dzięki temu udałoby Nam się uniknąć nieprzespanych nocy?
- Rodzicielstwo najwidoczniej ci nie służy- powiedział wskazując moją twarz. Spojrzałem w lustro i zobaczyłem ciemne kręgi pod oczami
- Ciekawe jak ty byś wyglądał po 3 godzinach snu przez niemalże tydzień, noc, w noc- odgryzłem się
- Nikt ci nie kazał tak długo zabawiać się z Oliwią. Biedny Józio czego był świadkiem- powiedział udając przestrach. Takie gadanie wnerwia mnie i to nie na żarty.
- Wiesz co? Nic dziwnego, że Matylda ma cie dosyć. Zajmij się lepiej swoimi sprawami, a nie...
- Ale to jest jak najbardziej moja sprawa braciszku. Po za tym nie zaprzeczyłeś. Czy to możliwe, że już niedługo będę miał bratową? Wiesz naprawdę lubię tą dziewczynę
- To sam się z nią ożeń!- wypaliłem
- Oj ktoś ma chyba nie najlepszy humor i to nie z powodu zarwanych nocy. Niech zgadnę zaczyna się na W a kończy na a?
- Skoro już o Niej mowa to być może faktycznie będziesz miał bratową
- Serio braciszku? A byłeś tam wtedy kiedy się Jej oświadczałeś? Bo ja byłem i widziałem jak spuściła cie na drzewo
- Zmieni zdanie- odparłem z przekonaniem, którego nie miałem do końca.
- Po za tym czegoś tu nie rozumiem. Czemu tak się uwziąłeś na Wiki? Już zapomniałeś jak wiele zrobiła dla ciebie? Dla nas? Zawsze robiłeś z niej kobietę fatalną i odradzałeś mi związek z Nią, a tak naprawdę to wszystko rozpadło się nie przez Nią, tylko przeze mnie.
- Tak, tylko przez to, że nie potrafiłeś utrzymać ptaszka w spodniach. Spojrzałem na niego z pod byka. Ale On nic sobie z tego nie robiąc mówił dalej.
A wracając do Wiktorii to nie jest tak, że Jej nie lubię. Przecież wiesz, że Ją kocham. Skąd to spojrzenie bracie?- powiedział rozbawiony
- Przecież wiesz, że kiedyś nawet się Jej oświadczyłem.
- Tak, ale spuściła cie na drzewo- powtórzył z satysfakcją
- Owszem, bo jestem dla Niej zbyt dojrzały. Widocznie potrzebowała jeszcze gówniarza, ale próbuje powiedzieć, że traktuję Ją jak rodzinę, powiedzmy młodszą siostrę. Poza tym swego czasu faktycznie myślałem, że zostanie moją bratową.
- Jeszcze się doczekasz.
- Jak myślisz czy gdybym Jej nie lubił to czy potargałbym Jej wypowiedzenie?
- Co? Jakie wypowiedzenie? O czym ty do cholery mówisz?
- Ups, więc nie wiedziałeś- zrobił minę niewiniątka
- Nie drażnij mnie
- Wiktoria złożyła wypowiedzenie kilka dni temu. To znaczy zamierzała to zrobić, ale tak jak już wspomniałem, nie pozwoliłem Jej na to. Z tym, że nie wiem czy nie zrobiła tego po raz drugi. Od tamtej pory Jej nie widziałem.
Wybiegłem stamtąd i postanowiłem od razu zadzwonić do Wiktorii. Po 3 sygnałach odezwała się poczta głosowa
- Cholera Wiki co to znaczy, że chcesz odejść ze szpitala? I czy naprawdę nie możesz choć raz odebrać tego pieprzonego telefonu?!
Pojechałem wieczorem pod nasze byłe mieszkanie i zacząłem się tłuc do drzwi domyślając się, że jest w domu tylko po prostu nie otwiera.
- Cholera Wiki otwórz te pieprzone drzwi bo inaczej je wyważę! Wiesz, że nie żartuję! Dobijałem się tak głośno, że musiałem pobudzić sąsiadów. Jedna kobieta z nad przeciwka wyszła rozespana w samej piżamie
- Co pan wyprawia! Jak pan natychmiast nie przestanie to zadzwonię na policję!
- Dzień dobry pani. Przepraszam za zakłócanie spokoju, ale naprawę muszę porozmawiać z moją dziewczyną- próbowałem być uprzejmy, mimo okoliczności
- Dzień dobry? Wie pan, która jest godzina? Środek nocy
- Wiem i przepraszam, ale to naprawdę pilne
- Ale pani Consalida wyjechała. Nie ma jej w domu- odpowiedziała starsza kobieta ziewając, czym kompletnie mnie zaskoczyła.
- Jak to jej nie ma? O czym pani mówi?
- Zostawiła mi klucze do mieszkania na wszelki wypadek, gdyby właściciel ich potrzebował.
- Ale co to znacz?, Że się wyprowadziła?- zapytałem mając coraz gorsze przeczucia
- Nie wiem na ile wyjechała, ale wiem, że na długo, a teraz proszę przestać hałasować. Teraz jak mnie pan obudził będę musiała do samego rana słuchać chrapania męża- burknęła na odchodnym, po czym zatrzasnęła drzwi. Wiki wyjechała na długo? Co to znaczy? Gdzie pojechała? Kiedy wróci? Dlaczego nic mi nie powiedziała? Rozstanie nie upoważnia Jej do tego, żeby tak znikać z pomierzchni ziemi bez słowa wyjaśnienia do cholery!
Słyszę dźwięk budzika i jedyne co mam ochotę zrobić to strącić go z szafki nocnej, abym nie musiał już dłużej słuchać tego irytującego dźwięku. A miałem taki piękny sen w którym Wiki wróciła z tego swojego zdecydowanie za bardzo jak na mój gust przedłużającego się wyjazdu, przemyślała wszystko i nawet przyjęła moje oświadczyny. Byliśmy w naszym domu, nie mieszkaniu domu, w sypialni, całowaliśmy się i.... nietrudno się domyślić co było dalej. Dlaczego to cholerne urządzenie musiało zadzwonić właśnie w takim momencie?! Westchnąłem, po czym usiadłem na łóżku, a raczej powinienem powiedzieć na kanapie, która swoją drogę jest strasznie niewygodna. Oliwia co prawda nie raz już proponowała mi abym się przeniósł na drugą połowę Jej łóżka, ale ja nie mogę tego zrobić. Jeśli zacznę się zachowywać tak jakbyśmy byli prawdziwą parą to tak jakbym miał przyznać się do tego, że między Wiki i mną to już jest koniec. A na to nie jestem jeszcze gotowy, z resztą mam przeczucie, że nigdy nie będę.
Przez ostatni miesiąc od kiedy wyjechała polubiłem spanie. Tak wiem jak to brzmi. Ale wcześniej sypiałem może z pięć godzin, a później dwa kubki kawy i byłem gotowy do pracy. Teraz moje sny to jedyne miejsce gdzie mogę ujrzeć Wiktorię. Oczywiście nie licząc zdjęć, ale nie mogę się przecież na nie gapić 24h, bo jeszcze Oliwia by coś zauważyła i zaczęłaby się kolejna awantura. A do głowy mi przecież nie wejdzie. Ehh tak bardzo tęsknię za czasami, kiedy to wylegiwaliśmy się z Wiki w łóżku godzinami, kiedy mieliśmy wolny dzień. Wciąż pamiętam jej zapach utrzymujący się na poduszce, nawet kiedy z samego rana poszła pod prysznic. Najbardziej lubiłem budzić się przed nią, kiedy Jej widok był pierwszym jaki widziałem z samego rana. Po prostu nie mogłem być wtedy szczęśliwszy. W takim momentach przybliżałem się do Niej, oplatałem Ją ramionami, po czym kładłem głowę w zagłębieniu Jej szyi i wdychałem Jej piękny zapach. Swoją drogą zawsze zastanawiałem się co to był za zapach. Hm...chyba różany z domieszką jaśminu? Nie wiem nie znam się. Zapewniam jednak, że jest to najcudowniejszy zapach na świecie.
Kiedy krzątałem się po kuchni przygotowując śniadanie i podgrzewając mleko dla Józia weszła Oliwia. Jak zwykle była nieuczesana, bez makijażu, rozespana i w piżamie. Zawsze widując Ją taką rano zachodzę w głowę jakim to sposobem Wiki nawet zaraz po przebudzeniu wygląda perfekcyjnie, ale podejrzewam, że w tej kwestii nie jestem obiektywny.
- Już wstałeś?- spytała ziewając i przecierając oczy
- Tak , za niecałą godzinę muszę być w szpitalu
- Dobra to ty idź pod prysznic, a ja w tym czasie zrobię ci śniadanie. Co wolisz jajka sadzone z bekonem czy jajecznicę?
- Wiki przecież wiesz, że nie znoszę jajecznicy- powiedziałem, dopiero po chwili uświadamiając sobie co zrobiłem. Spojrzałem na blondynkę z lekkimi wyrzutami sumienia. W końcu to nie Jej wina, iż to nie Ona jest tą, którą kocham. Wiem, że się stara, widzę to, ale nic nie poradzę na swoje uczucia. Odwzajemniła moje spojrzenie, po czym uśmiechnęła się smutno.
- Ciągle o niej myślisz, prawda?
- Po prostu się przejęzyczyłem- skłamałem- nie doszukuj się drugiego dna.
- Tak faktycznie Oliwia, a Wiktoria, brzmi niezwykle podobnie. Czy ona wróciła?- zapytała niepewnie
- Jeszcze nie- rzuciłem w biegu- idę pod prysznic. Po czym wyszedłem z kuchni.
Stanąłem przed lustrem w łazience, po czym przemyłem twarz zimną wodą, aby do reszty wybudzić się z mojego pięknego snu. Spojrzałem na mojego lustrzanego „przyjaciela"
- Co ty wyprawiasz stary? Przecież przez ostatni miesiąc tak dobrze ci szło. A może to tylko mi się wydawało, iż tak genialnie oszukuję Oliwię? Może wiedziała przez cały czas? Cóż, jestem beznadziejnym aktorem, to już wiemy. No bo wystarczy, że ktoś tylko wspomni Jej imię, a ja od razu mam tęsknotę wypisaną na twarzy. Westchnąłem przeciągle po czym umyłem zęby, a potem wziąłem szybki prysznic, licząc na to, że może zimna woda mnie trochę ostudzi. Wyszedłem z łazienki i poszedłem do sypialni malucha.
- Słuchaj ja potrzebuje długiej i gorącej kąpieli, bo wczoraj byłam tak padnięta, że nie zdążyłam się nawet umyć. Nie musiałem tego wiedzieć- pomyślałem.
- Jasne, ja go nakarmię- oznajmiłem, po czym wziąłem synka na ręce. Wydoił całą butelkę. To dobrze, że apetyt Mu dopisuje, ale jak tak dalej pójdzie to wyrośnie z Niego taki sam pulpet jak ze mnie do wieku 5 lat. Kiedy był już pojedzony zaczął marudzić, więc zacząłem Go bujać, aby się uspokoił.
- Za niedługo możliwe, że poznasz bardzo miłą ciocię wiesz? Chciałbym żebyście się polubili, dobrze mały kolego? Tacie bardzo na tym zależy. Mogę na ciebie liczyć? Józio uśmiechnął się do mnie. Właściwie to pierwszy raz kiedy się do mnie uśmiechnął.
- Dobra, biorę to za odpowiedź- odwzajemniłem Jego uśmiech. Ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak. Gdyby to było NASZE dziecko to pierwsze co bym zrobił to pobiegł do Wiki i pokazałbym jej jak pięknie NASZE dziecko się uśmiecha. Mówiłem Jej już kiedyś, że mielibyśmy najpiękniejsze dzieci na świecie. Nie twierdzę, że mojemu Józiowi czegokolwiek brakuje, ale kiedy wyobrażam sobie córeczkę Wiki i moją, to niemal widzę oczami wyobraźni Jej piękne, delikatne rude włoski i kocie oczy, które patrzą na mnie bystro. A ja mogę Jej powiedzieć, że na pewno wyrośnie na śliczną i mądrą dziewczynkę, tak jak Jej mama.
- Adam nie spieszyłeś się przypadkiem do szpitala?- zapytała jasnowłosa stojąc w progu z turbanem na głowie. Spojrzałem na zegarek.
- Cholera jasna spóźnię się- podałem Jej malucha, porwałem szybko telefon, kurtkę i wystrzeliłem z domu. Słyszałem jak rodzicielka Józia mnie woła, ale już się nie wróciłem. 
Jak widać Adasiowi nie łatwo przychodzi zapomnieć o naszym ulubionym rudzielcu ;) Czy kiedykolwiek Mu się uda? Czy pogodzi się z obecną sytuacją? 

17- Nie WSZYSTKO się zmieniło (Adam i Wiki)- Dlaczego teraz?!


Siedziałam przed stołem w jeszcze do niedawna „naszym" mieszkaniu i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Po policzku zaczęły spływać mi łzy, a ja już sama nie wiedziałam czy to z rozpaczy, ze szczęścia, bezsilności czy też jakiejś mieszanki wszystkich tych emocji.
- Mamo- usłyszałam i aż się wzdrygnęłam. Moja córka Blanka tak rzadko tak do mnie mówiła. Nic dziwnego, w końcu przez niemal całe życie utwierdzałam ją w przekonaniu, iż jestem Jej siostrą. Obie miałyśmy problem z tym, aby się potem przestawić, ale forma „Wiki" gdzieś tam została i to właśnie tak najczęściej mówiła do mnie córka.
Położyła dłoń na moim ramieniu w wspierającym geście i milczała. Wiedziała, że w tym momencie nie ma słów, które mogłyby mnie pocieszyć. Patrzyłam na pomyśleć by można zwyczajny kawałek plastiku, który właśnie zweryfikował moje życie. Już nie było odwrotu. Jeszcze kilka minut temu byłam przekonana, że już nic gorszego nie może mnie spotkać. Życie jednak potrafi zaskoczyć. Tak samo jak przeszłość. Wrócić, niczym bumerang i ugryźć cie w tyłek. A mówiąc życie mam DOKŁADNIE to na myśli, gdyż okazuje się, że właśnie takie ŻYCIE będzie się we mnie rozwijać przez kolejnych 9 miesięcy.
W głowie kłębiły się miliony pytań. Co ja teraz zrobię? Czy powinnam je urodzić? Czy powiedzieć Adamowi? Zostać, czy wyjechać? Ale jak miałam odpowiedzieć na jakiekolwiek z nich w tamtym momencie?
- Będzie dobrze- usłyszałam- wszystko będzie dobrze- Blanka objęła mnie ramieniem po czym zaczęła się ze mną delikatnie kołysać, tak samo jak kiedyś ja kołysałam Ją, aby ululać Ją do snu. Wiedziałam, że to jedynie puste frazesy, mimo tego byłam Jej wdzięczna za to, że to powiedziała, bo ja bym nie potrafiła.
Minęło kilka dni podczas których ta „nowina" dotarła do mnie z pełną mocą. Adam wziął kilka dni wolnego, aby zająć się Józiem, nowonarodzonym synkiem oraz Oliwią. Nie miałam, więc nawet okazji do powiedzenia Mu o dziecku. Nie żebym zamierzała to zrobić. W końcu odrzuciłam Jego oświadczyny nie bez powodu. Wcześniej nie wyobrażałam sobie naszego wspólnego życia, jak mogłabym zacząć robić to teraz? „Pozwoliłam" Mu odejść, niemal sama wepchnęłam Go w ramiona Oliwii. Co mam Mu teraz powiedzieć? Że jestem w ciąży, więc zmieniłam zdanie? Przecież to idiotyczne. W dodatku nieprawdziwe! Wcale nie zmieniłam zdania. Nie widziałam dla Nas szans wcześniej i nadal jej nie widzę. Bo to jest tak cholernie niesprawiedliwe! Po tym wszystkim przez co razem przeszliśmy naprawdę sądziłam, że On jest tym jednym, jedynym i w głębi serca wierzyłam, iż ja jestem Jego. To ja powinnam zajść w ciąże, urodzić Mu dziecko. Razem powinniśmy wstawać w nocy z powodu płaczu malucha, to ja powinnam być tą, która będzie się śmiać z Adama, iż nie umie zmieniać pampersów, a później Go tego nauczyć, pierwsze kroki, pierwsze słowo. To wszystko powinniśmy przeżywać razem, wspólnie! Jak rodzina, prawdziwa rodzina. A nagle pojawiła się Ona i dała Mu wszystko to czego nie mogłam i prawdę mówiąc z początku nie chciałam dać ja.
Byłam bardzo młoda, kiedy urodziłam córkę. Moi rodzice stwierdzili, że będzie lepiej, jeśli to Oni Ją wychowają, abym nie zmarnowała sobie życia, kariery. Zawsze byłam bardzo zdolna i ambitna. Już jako dziecko od zawsze marzyłam o tym, by zostać chirurgiem, dlatego, gdy rodzice wyszli z tą propozycją zgodziłam się niemal bez słowa. Tym bardziej, że „mój chłopak" jeśli w ogóle mogę go tak nazwać był moim wykładowcą i miał żonę. Wiedziałam jak zareaguje na wieść o dziecku. Byłam pewna, że nie weźmie odpowiedzialności, więc jaki sens było mówienie Mu? Szczęście w nieszczęściu, że o ciąży dowiedziałam się w wakacje po zakończeniu liceum, więc zrobiłam sobie rok przerwy, urodziłam, po czym kontynuowałam edukacje udając przed wszystkimi nowymi znajomymi, że mam po prostu młodszą siostrę. Od starych znajomych odcięłam się całkowicie, nie było więc szans by ktoś odkrył prawdę, tym bardziej, że zmieniłam miejsce zamieszczania, a moja mama była wtedy na tyle młoda, że bez trudu każdy uwierzył, że mogła urodzić.
Skończyłam studia medyczne na których poznałam Przemka wtedy mojego chłopaka, teraz przyjaciela i Agatę, najlepszą przyjaciółkę. Moja rodzina wyjechała do Argentyny, a ja zaczęłam staż w „Leśnej Górze" później specjalizacja, a czas leciał. To nie tak, że po rozstaniu się z Przemo nie miałam żadnych facetów. Spotykałam się przez jakiś czas Z Piotrem Gawryło, który wtedy był dla mnie „góry", a później nawet miałam męża- Tomka.
Jednak Adam od momentu w którym tylko pojawił się w szpitalu zalazł mi za skórę. Na początku naprawdę nie znosiłam tego gościa. Był jedynie rozpieszczonym, aroganckim, podrywającym wszystko co się rusza protegowanym Falkowicza i jakie to byłoby proste gdyby tak zostało. No ale nie On musiał z czasem dojrzeć i się zmienić. Stać nie tylko rewelacyjnym chirurgiem, ale także świetnym facetem, a ja nawet nie wiem w którym momencie się w Nim zakochałam. Z początku miał Nas łączyć tylko seks i tak było. Ale kiedy zaczynało się robić poważnie któraś z Jego byłych skutecznie wybiła mi ten związek z głowy. Zawsze obawiałam się tego, że któregoś dnia pojawi się jakaś Jego ex i wszystko zniszczy, jedyne czego nie przewidziałam to Jej ciąży. Ale wracając do tematu. Kiedy uświadomiłam sobie, iż nasz związek i tak skończy się fatalnie wyszłam za Tomka. I z początku nawet byłam szczęśliwa, no powiedzmy. Rzepecki dawał mi poczucie bezpieczeństwa, wiedziałam, że mnie kocha, że nigdy nie zrani, nie zdradzi, nie opuści, a najpiękniejsze było to, iż nie musiałam obawiać się jakiejś jego byłej wyskakującej jak królik z kapelusza i rujnująca wszystko to co udało Nam się do tej pory zbudować. O ironio!
Związek z Adamem to było zupełnie co innego. To było ryzyko i to ogromne. Ja może i potrafię je podejmować na Sali operacyjnej, ale w życiu? Niekoniecznie. Ale On sprawił, że przestałam się bać. Więcej, niż raz udowodnił mi swoją miłość. Wiedziałam, że nie jestem dla Niego tylko jakąś kolejną. Właściwie przez cały okres trwania naszego związku codziennie utwierdzał mnie w tym przekonaniu. Jak już mówiłam wcześniej. Wpadłam w „sidła" tego uczucia, zanim się zorientowałam. Pamiętaj jedynie, że Kiedy Adam miał operację przeszczepienia nerki to strasznie się o Niego bałam. Nie tak jak się człowiek martwi o przyjaciela. Wtedy już wiedziałam, byłam pewna, że Go kocham. Ale co z tego? Teraz to co czujemy nie ma już najmniejszego znaczenia. W każdym związku zdarzają się kryzysy, ale zazwyczaj, kiedy ludzie się kochają potrafią razem przezwyciężyć wszystko. Przynajmniej w to wierzyłam. Ale nie mogę i nie chce stawiać Mu ultimatum. Masz wybierać między własnym dzieckiem a mną? Kim musiałabym być, aby zrobić Mu coś takiego? A Józiowi? Przecież to dziecko w niczym nie zawiniło. Sama porzuciłam własną córkę, nie pozwolę na to, aby Adam postąpił tak samo w dodatku prze ze mnie. A teraz równanie jeszcze bardziej się zmieniło i pokomplikowało. Wiem, że jeśli Adam dowie się o naszym dziecku to na pewno Go nie zostawi. Wtedy dopiero będzie między młotem i kowadłem. Wybierać pomiędzy swoją byłą i dzieckiem, jeszcze nienarodzonym, a jednorazową kochanką i synkiem, którego pokochał od pierwszego wejrzenia.
Znając Go starałby się znaleźć jak najlepsze rozwiązanie dla wszystkich, ale teraz kiedy jeszcze nie wie o mojej ciąży zamieszkał z Oliwią. Najwyraźniej już zdążył się pogodzić z tym, że teraz to Oni są Jego rodziną. Jego przyszłością, a ja? Cóż, dość sukcesywnie Go odpycham, więc możliwe, że już przestał próbować? W końcu ile można walić głową w mur?
Po tym wewnętrznym monologu podjęłam decyzję. Muszę wyjechać. Jeszcze tego samego dnia złożyłam wypowiedzenie, ale Andrzej go potargał, więc złożyłam wniosek o urlop. Wypowiedzenie mogę przecież w każdej chwili wysłać e-mailem tym razem do dyrektora. Po za tym to jest decyzja której nie mogę podejmować pochopnie. Ile razy już odchodziłam z „Leśnej Góry"? No właśnie. A ile to moje odejście trwało? Nie ma sensu szarpać nerwów Stefana. 

Hej Kochani. Tak jakoś mnie teraz wzięło na ten paring. Od zawsze Ich uwielbiałam, ale teraz postanowiłam dopisać własną wersję Ich historii. Nie wiem jak Wam,ale mi kompletnie nie odpowiada pojawienie się Oliwii. Rozumiem, że w serialach tak już jest, że nie może być sielanki zbyt długo, bo to się zaczyna nudzić i z tym się zgadzam. Rozumiem więc jakiś kryzys, rozstanie na jakiś czas z powodu np amnezji (tak wiem, że to strasznie oklepany motyw) albo innego powodu, ale czegoś co na się naprawić, rozwiązać. Albo faktycznie wtrącić taki wątek, po czym okazałoby się, że to nie jest jego dziecko. Ale teraz? To nie jest problem, który mogą rozwiązać dalej i ruszyć naprzód.  O czym My w ogóle rozmawiamy to nie jest żaden problem, to jest DZIECKO. A Ono jest teraz, będzie za 2 lata, za 5 i za 10. Stan z wcześniej już nigdy nie wróci. A Wiki o tym wie dlatego odrzuciła oświadczyny, mimo, że kocha Adama. 
Hehe tak wiem czasami za bardzo się wczuwam :D ale gdybym tego nie robiła to opowiadanie, jak i właściwie wszystkie moje opowiadania nigdy by nie powstały. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. 

17- Nie WSZYSTKO się zmieniło (Adam i Wiki)- Opis

Wiktoria Consalida to atrakcyjna, wyjątkowo utalentowana młoda pani chirurg, która swego czasu sądziła, że już nigdy się nie zakocha. Los jednak postawił na Jej drodze Adama, przystojnego, wybitnego, młodego chirurga oraz onkologa. Wiki przez długi czas uciekała przed tym uczuciem, jednak gdy lekarz pierwszy raz zaszedł Jej za skórę, później już nie była w stanie się go pozbyć, nie wspominając o tym, iż nie chciała.
Jednak jej całe życie z dnia na dzień obróciło się o 1800. Kiedy dowiedziała się o zdradzie ukochanego, a potem o ciąży Oliwii. Plany i marzenia pękły niczym bańka mydlana i kiedy sądziła, że już nie może być gorzej odkrywa, iż nawet po rozstaniu z ukochanym zostanie Jej po nim pewna pamiątka.
Przedstawiam Wam mój własny scenariusz serialu „Na dobre i na złe". Nie mam pojęcia co planuje reżyser, jednak postanowiłam podzielić się z Wami swoim pomysłem. Dajcie mi proszę znać co o nim myślicie.